Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Igor Niefiedow o Wolne tematy (52 – …
    Boydar o Wolne tematy (52 – …
    Igor Niefiedow o Dziś Węgry, jutro Polska – czy…
    Boydar o Wolne tematy (52 – …
    I*** o Wolne tematy (52 – …
    Lily o Wolne tematy (52 – …
    Igor Niefiedow o Wolne tematy (52 – …
    Siekiera_Motyka o Śmierć lekarza rodzinnego
    revers o Wolne tematy (52 – …
    Boydar o Herbert, czyli skąd się w…
    Boydar o Wolne tematy (52 – …
    irtur o Skąd pochodzą Polacy? „Jesteśm…
    bryś o Ludzi wybitnie uzdolnionych łą…
    Boydar o Wolne tematy (52 – …
    Tw wszystkie o Komuniści go NIENAWIDZILI! 70…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 548 obserwujących.

Skąd ta pustynia na Zachodzie?

Posted by Marucha w dniu 2012-10-16 (Wtorek)

Mija właśnie półwiecze od chwili rozpoczęcia obrad II Soboru Watykańskiego. Tonacja wypowiedzi towarzyszących Soborowi była entuzjastyczna. Publicyści, określani mianem „katolickich”, zachwycali się wówczas tak zwaną „otwartością” Kościoła w Europie Zachodniej, a zwłaszcza we Francji, przeciwstawiając ją „zaściankowej”, tradycyjnie maryjnej Polsce, o co obwiniano przede wszystkim kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Dziś Benedykt XVI mówi o potrzebie nowej ewangelizacji eurokontynentu, który stał się duchową pustynią (co przypomina nam słowa Chrystusa Pana „po owocach ich poznacie ich”) i zwołuje Synod Biskupów dla pracy nad tą nową ewangelizacją oraz ogłasza uroczyście „Rok Wiary” w Kościele Rzymsko-Katolickim.

Byłoby rzeczą niepoważną silić się na choćby najprostsze analizowanie w skali felietonu znaczenia tego Soboru dla wiary rzymsko-katolickiej. Można i warto jednak przytoczyć za Radiem Watykańskim (02.10.2012) kluczową, moim zdaniem, informację w tej kwestii: „Został sformułowany wielki program badawczy Papieskiego Komitetu Badań Historycznych oraz Uniwersytetu Laterańskiego. Aktualnie monopol na interpretację Soboru ma tzw „szkoła bolońska” uformowana przez prof. Giuseppe Alberigo z Instytutu Nauk Religijnych w Bolonii we współpracy z innymi naukowcami z katolickich uniwersytetów w Europie i Ameryce. W pojęciu tej szkoły Sobór jest przede wszystkim wydarzeniem, którego nie da się zredukować do dokumentów, lecz należy też uwzględniać jego ducha. Sobór to także zdecydowane zerwanie z przeszłością.

Takiej interpretacji, poczynając od 1985r. czyli od Synodu Biskupów o Soborze, sprzeciwia się Magisterium Kościoła. W związku z tym Papieski Komitet Badań Historycznych zaproponował historykom ponowne przebadanie i skompletowanie soborowych archiwów, uzupełnienie ich o nie spisane dotąd dyskusje w komisjach tematycznych Soboru, które zostały nagrane i są przechowywane w Tajnym Archiwum Watykańskim, oraz skompletowanie dzienników, notatek i publikacji ojców soborowych i ich teologów”.

Taka opinia Magisterium Kościoła skłania jednakże do ważnych moim zdaniem refleksji nad znaczeniem nie tylko SWII ale także poprzedzających go w czasie dwóch tysięcy lat kilkunastu wcześniejszych Soborów. Genialne zdanie Jana Pawła II „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!” wyjaśnia, że w każdym czasie i okolicznościach, to nie Kościół ma się otworzyć na świat, ale człowiek ma się otworzyć na Kościół, a ściślej na niepodważalną prawdę, powierzoną mu przez Chrystusa Pana.

Trudność w zaakceptowaniu tej niepodważalnej misji Kościoła bierze się stąd, że intelekt ludzki, korzystając bez żadnych zahamowań z wezwania „Czyńcie sobie ziemię poddaną”, adresowanego do człowieka przed popełnieniem grzechu pierworodnego, generuje coraz to nowe jego struktury. Logicznie rzecz biorąc naszym doczesnym przeznaczeniem jest praca w pocie czoła, a potwierdza to nauka. Dopóki będziemy trwać w tym strasznym błędzie, dopóty pogłębiać się będzie nasza nędza moralna, a w konsekwencji także i materialna.

Rzeczywistość jest taka, że całe legiony intelektualistów duchownych i świeckich trwają w zauroczeniu niewątpliwymi osiągnięciami nauki i techniki, a Lud Boży, coraz bardziej osierocony, zaczyna żyć tak, jakby Boga nie było. Reewangelizacja Europy wymaga fundamentu jakim jest Prawo Naturalne, które Bóg wszczepił każdemu bez wyjątku człowiekowi, to ono tylko może przypomnieć Europejczykom ich niepodważalnie chrześcijańskie korzenie. Sprawa jest bardzo poważna, trzeba bowiem tłumaczyć ludziom, że Kościołowi nie chodzi o nową ewangelizację dla samej tylko satysfakcji z pełnienia misji zleconej przez Chrystusa „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody i aż po krańce Ziemi”, ale także o uczciwy ekumenizm, wypływający z Prawa Naturalnego.

Prawo Naturalne, a z nim i całe Objawienie może skutecznie „funkcjonować” tylko w cywilizacji personalistycznej, dlatego starożytny Rzym okazał się w ostatecznym rozrachunku ową glebą trwałego, stukrotnego plonu. Natomiast gromadnościowość, rodem z Bliskiego Wschodu, jest wykorzystywana przez Centralne Siły Polityczne do rozsadzania Kościoła od wewnątrz, a na początek usiłuje odebrać człowiekowi prawo do klękania przed swoim Stwórcą.

Andrzej J. Horodecki

http://sol.myslpolska.pl

Komentarzy 5 do “Skąd ta pustynia na Zachodzie?”

  1. Kudlaty said

    POSOBOROWI „PAPIEŻE”

    KS. RAMA P. COOMARASWAMY

    ––––––––

    Rozdział I

    Jan XXIII

    Papież Pius XII, który objął papieski tron w 1939 roku był z pewnością świadomy zagrożenia, jakie dla Kościoła stanowił modernizm; nie tylko skarżył się na to, że skrycie głosi się go w seminariach, niejednokrotnie miał też mówić, że nawet jeśli jest ostatnim papieżem powstrzymującym zalew innowacji, to będzie w tym działaniu nieugięty. Cytując go dosłownie: „après moi, le déluge” (1). Dopiero teraz stało się oczywiste jak prorocza była ta wypowiedź. Jednakże nawet jemu – otoczonemu przez ludzi oddanych sprawie „rewolucji” – często brakowało czujności. Pozwolił ludziom o wątpliwej reputacji wspiąć się na szczyty i udzielił aprobaty dla liturgicznych zmian wielce kontrowersyjnej natury – takich jak nowe obrzędy Wielkiego Tygodnia. (Zdarzyło się to w listopadzie 1955 gdy był ciężko chory i jak można podejrzewać ta sytuacja mogła zostać łatwo wykorzystana (2)). W 1958 roku zajął jego miejsce Angelo Giuseppe Roncalli, który przyjął imię Jana XXIII (3).

    Wydarzyło się wtedy coś zupełnie nowego. Po raz pierwszy mieliśmy papieża, który był mile przyjmowany przez liberalną prasę, człowieka określanego jako „prosty chłop” i „człowiek z ludu”. Nie był ani jednym ani drugim. Znacznie trafniejsza jest ocena Roberta Kaisera, korespondenta Time Magazine akredytowanego przy Vaticanum II oraz serdecznego przyjaciela Jana XXIII. Kaiser nazywa go „politycznym geniuszem” oraz „ostrożnym i przebiegłym rewolucjonistą” (4).

    Angelo Giuseppe Roncalli urodził się w 1881 roku w prowincji i diecezji Bergamo. Chociaż często opisywany był jako syn „biednych i bezrolnych chłopów” jego rodziców można poprawniej określić jako małorolnych chłopów, „przywiązanych do ziemi, posiadających liczną i zdrową rodzinę, wychowujących swe dzieci w przywiązaniu do chrześcijańskich cnót i pogodnie przyjmujących swój los”. Od jakichś 500 lat jego rodzina posiadała i zamieszkiwała tę samą ziemię (5). Roncalli został wyświęcony w 1904 roku i od początku przyjął liberalne i modernistyczne poglądy. Jego pierwszym duchowym kierownikiem był ks. Parrechi znany ze swych „wyjątkowo liberalnych poglądów” (6). Uczył historii w seminarium w Bergamo i był pod silnym wpływem takich pisarzy jak Loisy i Duchesne (7). Zaangażowany był także w działalność młodzieżowej organizacji Opera Dei Congressi, która z powodu swych modernistycznych orientacji została rozwiązana przez Piusa X. Po krótkim pobycie w Rzymie związał się z Radini Tedeschi, zawodowym watykańskim dyplomatą, protegowanym kardynała Rampolli (8), który został zesłany do Bergamo z powodu swych modernistycznych poglądów.

    Biskup Tedeschi miał wywrzeć olbrzymi wpływ na Roncalliego – przyszły Jan XXIII był przez dziewięć lat jego osobistym sekretarzem oraz biografem żywiącym wobec niego wielki podziw. Roncalli miał skłonność do znajdowania sobie przyjaciół wśród modernistów – Peter Hebblethwaite dokumentujący wczesny etap jego życia w tym okresie z trudnością może wymienić jakiegoś bliskiego współpracownika, który by nie był modernistą. Byli wśród nich biskupi: Mediolanu – Carlo Ferrara oraz Cremony – Bonomelli, obaj jawni moderniści, jak również Lambert Beauduin, benedyktyński orędownik liturgicznej „odnowy”. Kilku spośród jego najbliższych przyjaciół seminarzystów, w tym współlokator z seminarium oraz osoba, która była obecna przy jego święceniach mieli później zostać ekskomunikowani za modernizm (9). Przez cały ten okres wykazywał wielką ostrożność – był niewątpliwie obłudny w ukrywaniu swych poglądów (10). Następnie w 1924 roku, po śmierci swojego ukochanego biskupa wezwano go z powrotem do Rzymu i powierzono pomniejsze stanowisko w Stowarzyszeniu Rozkrzewiania Wiary. W tym okresie został też profesorem patrystyki na Uniwersytecie Laterańskim po to by już po kilku miesiącach zostać usuniętym z tego stanowiska ze względu na „podejrzenie o modernizm” oraz „głoszenie teorii Rudolfa Steinera”! (11) Praktycznie skazano go na zesłanie do Bułgarii i Turcji.

    Według Giancarlo Zizoli „oskarżenie Roncalliego o modernizm zawierało bardzo jednoznaczną treść… Odnoszono się w nim do jego relacji, rzeczywistych lub domniemanych z modernistycznym środowiskiem początku wieku, jak również do jego solidarności z małą reformatorską grupą, która wyłoniła się z fenomenu włoskiego modernizmu”. Wśród tematów dominujących w tej grupie Zizola wymienia „prymat sumienia, pogodzenie autorytetu z wolnością, autonomię nauki, wyzwolenie od zbytecznej kościelnej struktury, odnowę wiary, uwolnienie od polityki, [oraz] katolicyzm mniej uwarunkowany tradycyjnymi schematami” (12). Roncalli rozwinął też w tym okresie swą teorię, iż Chrystus nieustannie działa w historycznym procesie i że możliwe jest rozpoznanie i współpraca z tym Chrystologicznym procesem poprzez rozpoznawanie „znaków czasu” (13).

    Wiele lat spędzonych na Bliskim Wschodzie, powstanie arsenałów broni nuklearnej oraz doświadczenie dwu wojen światowych, przekonały Roncalliego do potrzeby wyeliminowania frakcyjnych konfliktów ludzkości po to by doprowadzić różne rasy, polityczne grupy i religijne wyznania do pewnego rodzaju praktycznej jedności. Tylko w ten sposób można by zapewnić światu trwały pokój. Po drugiej wojnie światowej powołano go z powrotem i wyznaczono na nuncjusza apostolskiego we Francji. Podczas pobytu w Turcji współpracował on z rządem emigracyjnym De Gaulle’a i „pomimo niskich notowań”, jakie miał u Piusa XII (14) był praktycznie jedynym papieskim przedstawicielem akceptowalnym we Francji (15). Przebywając z dużą swobodą obracał się w dyplomatycznych i społecznych kręgach tego kraju mając opinię „dobrodusznego”, a jednocześnie nawiązywał kontakty ze wszystkimi liberalnymi i lewicowymi ruchami dominującymi w powojennej Francji. Jego „nowymi punktami kulturalnego odniesienia… byli Dom Lambert Beauduin, Mauriac, Claudel, Gilson, Daniel-Rops, Raissa i Jacques Maritain a ponadto Études, innowacyjny periodyk francuskich jezuitów, jak również Le Cerf publikujące awangardowe książki pod dominikańskimi auspicjami” (16).

    Tak bezkrytycznie obcował z reprezentantami różnych grup nieprzyjaznych Rzymowi (miejscowy dowcip głosił, że jego duchowym kierownikiem był socjalista Édouard Herriot), że kolejny raz ściągnął na siebie podejrzenia. Jednakże miał przyjaciół na wysokich stanowiskach (takich jak Montini, przyszły Paweł VI), którzy go chronili. Uczynił wszystko co było w jego mocy dla wspierania i opóźnienia potępienia księży-robotników (dogłębnie przenikniętych marksistowską ideologią) i doprawdy, można przypuszczać, że właśnie odmowa potępienia ich miała jakiś związek z przeniesieniem go do Wenecji. (Jego następca bezzwłocznie potępił ten ruch). Wraz z przeniesieniem do Wenecji otrzymał czerwony kapelusz kardynalski.

    Już wcześniej wspomniano o zainteresowaniu Roncalliego Rudolfem Steinerem. Włoski pisarz Pier Carpi twierdzi, że posiada niezbite dowody, że w czasie pobytu na Bliskim Wschodzie Roncalli został przyjęty do masonerii. Maurice Bardet, dobrze znany mason w wolnomularskiej publikacji Les Échos du surnaturel informuje nas, że był jego doradcą. Podczas gdy można by dyskutować z tymi oświadczeniami, bezsporne jest natomiast to, że będąc nuncjuszem papieskim w Paryżu, w każdy czwartkowy wieczór w cywilnym ubraniu odwiedzał on Wielką Lożę tego miasta. Zostało to poświadczone przez kilku członków francuskiej sûreté, policji wyznaczonej do jego ochrony w tamtym okresie (17).

    Podczas pobytu we Francji, Roncalli był także odpowiedzialny za utworzenie „seminariów za drutem kolczastym”, projektu który w nadchodzących latach miał przynieść znaczące wyniki. W częściach Europy znajdujących się pod nazistowską kontrolą występował wtedy dotkliwy brak kapłanów, gdyż Niemcy wcielili wszystkich seminarzystów do sił zbrojnych. Kapłani podczas wojny albo współpracowali z Niemcami albo byli umieszczani w obozach koncentracyjnych. Pierwsi byli zdyskredytowani w oczach wiernych, a ci drudzy – jeśli nawet przeżyli to byli zbyt wycieńczeni by właściwie funkcjonować. Pomysłowe było rozwiązanie tego problemu zaproponowane przez Montiniego. Zdobył on listy wszystkich seminarzystów będących jeńcami wojennymi i zdołał przekonać przedstawicieli sprzymierzonych sił do skierowania tych ludzi do specjalnych ośrodków szkoleniowych. Montini i Roncalli zapewnili im nauczycieli oraz książki – nie trzeba dodawać, że byli to nauczyciele o „poprawnej” modernistycznej orientacji i zanim posoborowy kościół doszedł do władzy, wielu spośród „średniego duchowieństwa” w Niemczech oraz innych częściach Europy było już dobrze wyszkolonych i zindoktrynowanych przez „nouvelle théologie”. (Łatwo zapomina się o fakcie, że między końcem wojny a Vaticanum II istniała 17-letnia luka czasowa). Wyjaśnia to przyczynę tak niewielkiego oporu na zmiany wprowadzone przez Vaticanum II. Na domiar złego, amerykańska hierarchia zaczęła wysyłać swoich seminarzystów na zaawansowane kursy do Europy, gdzie dostawali się pod wpływ modernistów dobrze zadomowionych w europejskich seminariach (18).

    Jako kardynał, Roncalli został patriarchą Wenecji, a pięć lat później został wybrany na Stolicę Piotrową. Jednym z jego pierwszych dokonań po usadowieniu się na tronie Piotrowym było szerokie otwarcie watykańskiego okna, aby wpuścić do środka „trochę świeżego powietrza”. Ten tak wielce wychwalany (a sporadycznie krytykowany) symboliczny akt przywodzi na pamięć interesujący fragment historii. Kiedy w 1908 roku ks. George Tyrrell (sławny modernistyczny jezuita ekskomunikowany za modernizm) stał się tematem krytycznego listu pasterskiego kardynała Merciera, odpowiedział w następujący arogancki sposób: „Wasza Eminencjo, czy kiedyś łaska napełni twe serce, byś mógł śmiało otworzyć na oścież drzwi i okna najciemniejszych zakamarków twojej wielkiej średniowiecznej katedry i pozwolić światłu nowego dnia dotrzeć do najciemniejszych zakątków, a świeżemu wiatrowi niebios [sic] przewietrzyć jego zmurszałe klasztory?” Wydaje się oczywistym, że Jan XXIII ustanowił wzorzec, który mieli później naśladować wszyscy jego posoborowi następcy. Wkrótce po tym, jak został „papieżem” udał się do Świętego Oficjum i zażądał swoich akt. Na okładce widniała adnotacja: „podejrzany o modernizm”, którą to przekreślił zastępując oświadczeniem: „Nigdy nie byłem modernistą” (19).

    Roncalli zainicjował także posoborowy kurs częstego zrywania z papieską tradycją – proces, który zaszedł tak daleko, że gdy nastał Jan Paweł II nie było już prawie żadnych papieskich tradycji, z jakimi można by było zerwać. Tuż po wyborze Roncalli nie zezwolił kardynałom na całowanie papieskiego trzewika (co symbolizowało uległość wobec władzy Chrystusa). Podczas uroczystości państwowych nie wkładał papieskiej tiary (symbolu „triumfalizmu”), nakazał obniżyć tron Piotrowy i poinstruował swe otoczenie by nie używali jego (w rzeczywistości Piotrowych) honorowych tytułów. Wszystkie te działania oczywiście zadowolą egalitarystyczne uprzedzenia współczesnego człowieka, ale problem polega na tym, że Jan XXIII nie był zwykłym człowiekiem; był on jakoby przedstawicielem Chrystusa na ziemi. By usytuować takie działania w klarowniejszej perspektywie, można spróbować wyobrazić sobie królową angielską pozbawiającą się swych królewskich szat by uczestniczyć w dyskotekowych tańcach ze swymi poddanymi podczas uroczystości państwowych. Niezbyt to dostojny widok. Paul Johnson mówi nam o stanowisku Roncalliego wobec Kościoła, który zobowiązał się chronić i o stosunku do swych poprzedników, z których stanowiskiem został niezawodnie związany: „Kiedy zachodziła potrzeba po prostu zaprzeczał wcześniejszym Papieżom. W całości odrzucił Mirari Vos i Singulari Nos Grzegorza XVI, Quanta Cura Piusa IX, do którego jako dodatek dołączony był Syllabus Błędów. Jan był bezlitosny w dystansowaniu się od poglądów swoich poprzedników”. I w końcu, jeśli pozostaje jeszcze jakaś wątpliwość, pozwolę sobie przytoczyć odpowiedź, jakiej według relacji miał udzielić przyjacielowi, który zapytał go jak sobie radzi będąc następcą tak wielkiego człowieka, jakim był Pius XII. „Próbuję sobie wyobrazić, co by zrobił mój poprzednik, a następnie robię coś dokładnie odwrotnego” (20).

    Jakie były w tym okresie życia Roncalliego jego prywatne zapatrywania? Bezsporne jest to, że znajdował się pod wpływem Teilharda de Chardin oraz rozpowszechnionej wiary w rozwój i postęp. Jak sam mówił, „Boska Opatrzność prowadzi nas ku nowemu porządkowi międzyludzkich relacji, które dzięki własnym wysiłkom człowieka wykraczając nawet poza jego własne oczekiwania, zmierzają ku wypełnieniu najwyższych i niezbadanych Boskich planów. Wszystko, nawet istniejące między ludźmi różnice, prowadzą do większego dobra Kościoła… Wszystkie naukowe osiągnięcia będą wspierały postęp i pomagały w uczynieniu życia na ziemi – które i tak jest już naznaczone tak wieloma innymi nieuniknionymi cierpieniami – jeszcze bardziej zachwycającym” (21).

    Był on wielbicielem Maritaina marzącego o połączeniu święta św. Joanny d’Arc z francuskim świętem państwowym upamiętniającym zburzenie Bastylii. Uważał on, że Kościół powinien uznać działalność prowadzoną przez komunistów za wewnętrznie chrześcijańską i współpracować z nimi na płaszczyźnie społecznej i ekonomicznej (22). Roncalli znany był ze swej „sympatii dla «otwarcia na lewicę»” (23). Wyczuwał, że panujący w świecie podział na Wschód-Zachód (kapitalizm-komunizm) może jedynie doprowadzić do wojny i za misję Kościoła uznawał zjednoczenie ludzkości w celu zaprowadzenia pokoju we współczesnym świecie. Według Meriola Kaisera, Jan XXIII widział w chrześcijańskiej jedności zaledwie pierwszy krok ku światowej jedności. Najpierw chrześcijański ekumenizm, potem ekumenizm światowy, a w końcu jedność ogólnoludzka. Carlo Falconi mówi nam, że Jan XXIII dążył do „nowych relacji między Kościołem katolickim a innymi chrześcijańskimi wyznaniami i wszystkimi pozostałymi religiami, albo inaczej «trzystopniowego ekumenizmu» (jedność pośród katolików, pośród chrześcijan i pośród wszystkich religijnych dusz). Jego zdaniem najistotniejszym problemem współczesnej ludzkości jest zjednoczenie świata i jego powszechne pojednanie; potrzeba jak najszybszego osiągnięcia tego stanu powinna znaleźć, według niego, wsparcie i bezpośredni bodziec w postaci jednego, wspólnego mianownika – rozumu złączonego z religią naturalną. Stąd prawdziwa rewolucja – widoczna nawet w jego języku – którą wprowadził za pośrednictwem swoich encyklik oraz sposobu prowadzenia dialogu między Kościołem i Światem” (podkreślenie – R. C.) (24).

    Według Zizoli, wierzył on również, że istnieje „rzeczywisty postęp kolektywnej świadomości moralnej ludzkości poprzez coraz głębsze odkrywanie własnej godności… Objawienie człowiekowi Boskiego planu bardzo pomaga wierzącemu człowiekowi odkryć czym jest człowiek; a jednocześnie rozwój kolektywnego sumienia, osąd o zawsze bardziej uogólnionej wartości, jaki niezależnie od religijnych odniesień ludzie wypowiadają na temat człowieczego fenomenu, są jednymi spośród wielu innych «znaków czasów» poprzez które Bóg «wkracza» w historię: co więcej, kolektywne sumienie rozjaśnia objawienie, pomagając dojść do samego sedna zrozumienia tajemnicy człowieka objawionej przez Chrystusa” (25).

    A zatem Jan XXIII wniósł ze sobą do Watykanu ogromny ładunek modernistycznego bagażu. Był to okres, kiedy to takie idee rozpanoszyły się wśród średniego duchowieństwa i dla wielu członków wyższej hierarchii stały się jak najbardziej dopuszczalne. Ostatecznie mieli oni wizję dokonania zmiany Kościoła, uwspółcześnienia go w procesie aggiornamento, wprowadzenia tego, co ulubiony autor Roncalliego nazwał „nowym Zesłaniem Ducha Świętego”. Istniał problem jak tego dokonać. Odpowiedzią był Sobór (26).

    Odnośnie tego jak i kiedy Roncalli zdecydował się go zwołać panuje niemałe zamieszanie. Faktycznie, idea ta już wisiała w powietrzu. Zarówno masoni jak i modernistyczni katolicy o zdeklarowanej intencji wprowadzenia modernizmu do łona Kościoła przez dziesięciolecia marzyli o takim wydarzeniu. W 1908 roku jego modernistyczny przyjaciel, biskup Cremony Bonomelli powiedział mu: „Być może wielki ekumeniczny sobór, który szybko, swobodnie i publicznie przedyskutowałby wielkie problemy życia religijnego, mógłby zwrócić na Kościół uwagę świata, pobudzić wiarę i otworzyć nowe widoki na przyszłość”. Możliwość ta była również dyskutowana jednakowoż zawsze odrzucana zarówno przez Piusa XI, jak i Piusa XII. Dwa dni po swym wyborze Jan XXIII omówił sprawę z bliskimi współpracownikami, jednakże zdecydował się nie informować Kurii dopóki w pełni nie obmyślił planu tego wydarzenia (27). Kiedy wspomniał o tym Tardiniemu, swemu podsekretarzowi stanu, spotkał się z niewielkim entuzjazmem, a gdy poruszył ten temat w gronie kardynałów opisał ich reakcję na jego „boskie natchnienie” („nagle moją duszę oświeciła wielka idea”) jako „nabożne i wielce wymowne milczenie” (28). Zdając sobie sprawę, że nigdy nie doprowadzi do swojego Soboru – Tardini nazywał to jego „zabawką” – jeśli zrazi sobie tradycyjnie nastawioną Kurię, w pełni świadomą jego modernistycznych poglądów, zadał sobie wiele trudu by ukryć swe prawdziwe zamiary.

    Dokonał tego utwierdzając ich w przekonaniu, że będą mieć pełną kontrolę nad Soborem. Podtrzymywał to wrażenie ogłaszając serię encyklik takich jak Ad Petri Cathedra, które były super-ortodoksyjne (29) – do tego stopnia, że jego liberalni zwolennicy zaczęli się obawiać, że popełnili błąd popierając jego wybór. Zwołał do Rzymu Synod Biskupów i kolejny raz odegrał rolę super-ortodoksyjnego papieża wydając regulacje, które trąciły czasami Piusa X. W końcu poddał myśl o kanonizacji papieża Piusa IX, autora pierwszego Syllabusa skierowanego przeciw modernistycznym ideom. Jednakże, w tym samym czasie wyznaczył kardynałowi Bea zadanie utworzenia Sekretariatu Jedności Chrześcijan, kładąc nacisk, aby w nazwie nie było „połączenia”, lecz „jedność” (tzn. miało to sugerować, że jedność nie istniała i dopiero ma zostać osiągnięta) oraz stawiając tę organizację poza kurialną kontrolą (30). Z kolei kardynał Bea zorganizował „liberalne” siły i przyłączył do swego Sekretariatu takie postacie jak Willebrands, Gregory Baum oraz innych im podobnych. Organizowali oni liczne wykłady, byli odpowiedzialni za wysyłanie przedstawicieli do Światowej Rady Kościołów, zapraszanie niekatolickich obserwatorów na obrady soboru i za całe mnóstwo tym podobnych inicjatyw (31). Ilekroć Kuria sprzeciwiała się ich machinacjom na ratunek śpieszył im Jan XXIII. W praktyce założył on swą własną prywatną kurię. Na dodatek sprowadził do Rzymu duchownych o podobnych przekonaniach powierzając im rozmaite stanowiska. W ten sposób Montini, niegdyś „wygnany” do Mediolanu przez Piusa XII – pierwsza od kilkuset lat osoba kierująca tym prastarym biskupstwem nie posiadając kardynalskiego kapelusza – powrócił by stać się w praktyce jego osobistym asystentem, jeśli nie doradcą (32). Manewry te odniosły pełny sukces. Kuria została uspokojona i przystąpiła do organizowania soboru, podczas gdy Sekretariat Jedności Chrześcijan umożliwił mu „oskrzydlenie i ominięcie kurii”. Jan XXIII w tym okresie „żył całkowicie dla soboru. Pracował nad nim bez przerwy i to często do późnej nocy” (33). Przygotowawszy scenę, cierpliwie czekał na otwarcie swojego soboru.

    Wraz z otwarciem Vaticanum II Jan XXIII ogłosił „reguły i procedury” i zachęcił uczestników by bez skrępowania swobodnie wyrażali poglądy wszelakich odcieni. Ignorując wysiłki i zarządzenia Kurii, dla zrównoważenia liberalnych i konserwatywnych sił ustanowił jeszcze jedno 10-cio osobowe „Kierownictwo Soboru” i powierzył mu kierunek obrad. Utworzył nowy Sekretariat „Dla Spraw Nadzwyczajnych” pod kierownictwem swego zaufanego zastępcy kardynała Amleto Cicognani, składający się z dziewięciu postępowców (w tym Montiniego) i jednego konserwatysty. Mając takich osobników na kluczowych stanowiskach ogłosił światu swój „postępowy” program aggiornamento (modernizacji). (Tymczasem legiony kard. Bea gościły w Moskwie nęcąc komunistów do przybycia obietnicą, że ich ideologia nie zostanie potępiona). Wydarzeniem pierwszego dnia, opisywanym jako spontaniczny „bunt biskupów” była starannie przygotowana i mająca przyzwolenie Jana XXIII insurekcja wymierzona w obalenie soboru. Już w kilka minut po jego otwarciu, kardynał Lienart sprzeciwił się schematom, na których przygotowanie Kuria poświęciła ponad dwuletni okres czasu, jak również liście osób wyznaczonych przez nią do różnych komisji. Sekundował mu w tym kardynał Frings (34). Aby soborowi ojcowie mogli zgłosić własne propozycje zarządzono przerwę w obradach i następnego dnia głosowali już na listy przygotowane przez modernistycznych konspiratorów. Od tego momentu Kuria utraciła kontrolę, a innowatorzy zasiedli w fotelu kierowcy. Jan XXIII śledził wydarzenia soborowe za pośrednictwem kamer telewizji przemysłowej, interweniując tylko wtedy, gdy to było konieczne dla utrzymania soboru na szlaku, który on wytyczył.

    Oto przykład takiej interwencji. Kiedy 20 listopada ojcowie soborowi stosunkiem głosów 1368 do 822 opowiedzieli się za odrzuceniem schematu kardynała Ottavianiego o „Źródłach Objawienia” – wniosek nie uzyskał wymaganej większości dwóch trzecich głosów – zainterweniował bezpośrednio (zarówno kosztem ortodoksji jak i reguł soborowych) dla ratowania swej „zabawki”. Według Lawrence Elliotta „po nocy pełnej udręki i modlitwy, przesłał do bazyliki św. Piotra wiadomość, że z powodu istnienia tak oczywistej większości… sprzeciwiającej się schematowi wycofał go spod głosowania. Do przeredagowania schematu miała zostać wyznaczona nowa komisja. Podając uzasadnienie podjęcia takiego kroku argumentowano, że wraz z dyskutowaniem schematu paragraf po paragrafie i pojawieniem się alternatywnych opcji zaczęła narastać atmosfera kłótni, przytłumiająca, raniąca, a w końcu mogąca zniszczyć wspaniałego ducha ekumenizmu, jaki towarzyszył inauguracji soboru” (35).

    Jednym z pierwszych schematów do rozpatrzenia była Konstytucja o liturgii. By zachęcić soborowych ojców do przyjęcia innowacji w tej dziedzinie – od dawna uważanej za praktycznie nienaruszalną – Roncalli wprowadził pierwszą od ponad 1500 lat zmianę w Kanonie tradycyjnej Mszy. Następnie zmienił wiele aspektów Mszy zawartych w innych jej częściach i drastycznie zmienił Brewiarz – tekst, będący dla duchowieństwa duchową strawą – oraz kościelny kalendarz – dezaktualizując tym sposobem wszystkie stare mszały i brewiarze. Jak stwierdził E. E. Y. Hales, przekazał on soborowym biskupom „najwyraźniejszą i najbardziej stanowczą informację na temat sposobu, w jaki powinni przystąpić do wykonania swego zadania” (36).

    Skoro wydarzenia były już w toku, skoro sobór został już wywrócony zgodnie z jego zamierzeniem, ogłosił swą najbardziej znamienną encyklikę – Pacem in Terris. By mieć lepszy obraz rzeczywistej myśli Jana XXIII musimy skierować się do tego odkrywczego źródła. Rozpoczynając od powiedzenia wiernym, że „Pokój na ziemi… nie może być budowany i utrwalany inaczej, jak tylko przez wierne zachowywanie porządku ustanowionego przez Boga” i że ten porządek lub prawo jest wypisane w sercach ludzi (prawowiernych) mówi nam następnie, że musimy poszukiwać tych praw wyłącznie w sercu człowieka „jakżeby mogło być inaczej?”. Czym innym jest twierdzić, że Bóg wyrył w ludzkim sercu swe prawo, a czymś zupełnie innym mówić, że tego prawa nie należy szukać gdzie indziej. Postępując tak zapomina się o skutkach grzechu pierworodnego dopuszczającego uchylanie się od nakazów naszego serca oraz o funkcji Kościoła jako przewodnika dla naszej upadłej natury. Nic zatem dziwnego, że już w pierwszej części encykliki Jan XXIII wykorzystuje to do forsowania poglądu o „społeczności wszystkich narodów, której zorganizowania domaga się usilnie wspólne dobro wszystkich ludzi” (par. 7). Jak wyjaśni w czwartym rozdziale społecznością tą jest Organizacja Narodów Zjednoczonych.

    Kolejne dwa rozdziały mówią o godności ludzkiej i wolności religijnej – dwóch zagadnieniach – które miały stać się motywem przewodnim dokumentów Vaticanum II oraz posoborowego kościoła. Co do pierwszego tematu, to encyklika stwierdza, że „Jeśli zaś spojrzymy na godność osoby ludzkiej w świetle prawd objawionych przez Boga, to będziemy musieli niewątpliwie ocenić ją znacznie wyżej. Ludzie zostali bowiem odkupieni za cenę krwi Jezusa Chrystusa, stali się mocą łaski Bożej dziećmi i przyjaciółmi Boga i zostali ustanowieni dziedzicami chwały wiecznej” (par. 10). To wszystko prawda, ale nic się nie mówi o fakcie, że człowiek może przez grzech utracić tę godność. Zamiast tego, autor natychmiast przystępuje do omawiania wywodzących się z tej godności praw człowieka, zaliczając do nich „również możność oddawania czci Bogu zgodnie ze słusznymi wymaganiami własnego sumienia (ad rectam conscientiae suae normam) oraz wyznawania religii prywatnie i publicznie” (par. 14).

    Zajmujące jest to, że włoskie tłumaczenie tego zdania ma postać: „każdy ma prawo oddawania czci Bogu zgodnie z nakazami prawego sumienia”. Giancarlo Zizola nazywa przesunięcie miejsca występowania przymiotnika słuszny (prawy albo sprawiedliwy) od „nakazów” do „sumienia” jako „kolosalne odwrócenie perspektywy… Przymiotnik prawy (sprawiedliwy) oznacza [teraz], że sumienie nie jest nietykalną świątynią, poprzez którą Bóg swobodnie przemawia do każdego człowieka, czy będzie on ateistą czy wyznawcą Konfucjusza, buddystą albo agnostykiem, jak to już Jan tyle razy stwierdzał; teraz to już nie sumienie rodzi ze swej własnej intymnej zażyłości «sprawiedliwą» zasadę, czy też obowiązującą normę i skalę wartości dla każdego uczciwego człowieka dobrej woli; przeciwnie, by ustanowić tę normę, [samo] sumienie powinno być «prawe» tzn., powinno być autorytatywnie kierowane przez zewnętrzne orzeczenia… Dla Jana sumienie było głosem Boga w każdym człowieku”; dla autora błędnego tłumaczenia sumienie powinno być kierowane przez nauczanie Kościoła.

    Z wrodzonej godności ludzkiej oraz wrodzonego i niezależnego autorytetu jego sumienia wypływa, że wszyscy ludzie są równi. Jan XXIII śmiało oświadcza, że „rozpowszechniło się natomiast ogólnie i zapanowało przekonanie, że wszyscy ludzie są sobie równi co do natury i godności” (par. 44). Później stwierdza w tym samym dokumencie, że „ludzie nie mogą wywyższać się jedni ponad drugich z racji swej natury, ponieważ wszyscy obdarzeni są tą samą przyrodzoną godnością. Z tego wynika, że i społeczności cywilne niczym się między sobą nie różnią pod względem swej godności, wypływającej z natury. Poszczególne bowiem państwa są jakby ciałami, których członkami są ludzie” (par. 89). To oświadczenie to nic innego jak zawoalowana akceptacja legalności komunizmu i nie jest zaskoczeniem, że rzymski komunistyczny tygodnik opisał jego „otwartą” postawę w artykule zatytułowanym „Nigdy więcej krucjat”. Il Borghese, prawicowy, katolicki dziennik ujął to z lepszej perspektywy: „Ta polityka oznacza koniec la chiesa cattolica romana (Kościoła rzymsko-katolickiego)” (37). Gdyby pozostała jeszcze jakaś wątpliwość odnośnie postawy Jana XXIII wobec komunizmu, wystarczy tylko wziąć pod uwagę porozumienie, jakie zawarł z prawosławnym biskupem Nikodemem, że sobór nie będzie w żaden sposób krytyczny wobec komunizmu. Jak stwierdza Jean Madiran, „cały miszmasz… w «Pacem in Terris» został zastosowany przez kościelną hierarchię wyłącznie na pożytek komunizmu (i marksistowskiego socjalizmu) – nigdy faszyzmu czy liberalizmu… To nic innego jak wytwór sfabrykowany dla zadowolenia samego komunizmu” (38).

    Omówiwszy to że Jan XXIII ustanowił równość i godność człowieka, jego prawo do wolności religijnej oraz dopuszczalność socjalizmu i komunizmu, wróćmy do natury tej nowej społeczności światowej, którą Roncalli sobie wymarzył. I znów, encyklika mówi nam, iż ma zostać zaprowadzona przez „władzę powszechną, której zasięg winien rozciągać się na cały świat i która powinna dysponować odpowiednimi środkami wiodącymi do powszechnego dobra wspólnego”. Organizacją, która zdawała mu się być najodpowiedniejszą do realizacji tego celu było nic innego jak tylko Organizacja Narodów Zjednoczonych! W jego poparciu dla tej organizacji (określanej przez niektórych jako „wielka krowa karmiona przez Amerykę i dojona przez Rosję”) mieściła się aprobata Deklaracji Praw Człowieka ONZ będącej „niezbitym dowodem jej dalekowzroczności” (39). Należy zwrócić uwagę, że wspomniana „Deklaracja Praw Człowieka” to nic innego jak ta forsowana przez francuską rewolucję, o której kardynał Pie miał się wyrazić, że „jest niczym innym jak tylko zanegowaniem Praw Chrystusa” (40).

    Jedną z największych przeszkód w utworzeniu tej „ogólnoświatowej” Utopii pod przewodnictwem ONZ jest „wzajemna nieufność… niestety, widzimy często, że narody ulegają strachowi, jakby jakiemuś najwyższemu prawu i dlatego inwestują w zbrojenia ogromne fundusze. Twierdzą zaś – i nie mamy powodu im nie wierzyć – że czynią to nie z chęci napaści…” (par. 128). Aby zaradzić temu problemowi zaleca on program „wzajemnego zaufania… prawdziwy i trwały pokój między narodami musi się opierać nie na równowadze sił zbrojnych, ale jedynie na wzajemnym zaufaniu” (par. 113). To wzajemne zaufanie miałoby się rozciągać zarówno na masonów jak i komunistów, jak gdyby ich historia i głoszone przez nich poglądy nie dostarczyły już wystarczająco wielu dowodów, że niepodobieństwem jest pozwolić, aby wilk mieszkał w kurniku. Zachód miał się rozbroić i wziąć w objęcia swych komunistycznych braci. Wojna miała zostać zakazana. I gdy już spełni się ten utopijny sen, ład jaki zapanuje w rodzinie ludzkiej ma być zapewniony „dzięki zdobyczom nauki i techniki”. Każdy obeznany z postacią Jakuba Apostoła wie, że Pismo Święte uczy, iż wojny biorą się z naszych żądz i chciwości – to znaczy z naszych grzechów. A każdy obyty ze Starym Testamentem wie dobrze, że istnieją niesprawiedliwi władcy i stąd właśnie biorą się wojny. Lecz Jan XXIII miał inną wizję świata. Nie istniała w nim żadna możliwość wewnętrznie złego porządku społecznego. Był to świat, w którym wszyscy ludzie byliby zjednoczeni, a wszystkie różnice zostałyby przezwyciężone przez „wzajemne zaufanie” (41).

    Pomimo faktu, że encyklikę tę przelicytowały jeszcze bardziej rewolucyjne deklaracje soboru, to jej znaczenie pozostaje niezwykle doniosłe. Wyraźnie pokazuje, że soborowe wypadki – jak to wielu przyznaje – nie wymknęły się spod kontroli Jana XXIII, lecz raczej zostały przez niego ukartowane. Kilka z podstawowych modernistycznych błędów ogłoszonych przez sobór – fałszywa koncepcja godności ludzkiej, autonomia ludzkiego sumienia, wolność religijna, fałszywy ekumenizm, akceptacja socjalistycznej i komunistycznej ideologii, wspieranie przez Kościół ogólnoświatowej wspólnoty oraz konieczność zmiany struktury Kościoła – sam Roncalli nie tylko podzielał, ale w rzeczywistości zainicjował. Był to modernista w każdym znaczeniu tego słowa i był odpowiedzialny za podkopanie ogromnej części katolickiej społeczności (42). Pozwolę sobie zacytować jeszcze jedno bluźniercze stwierdzenie tej osobistości wybranej dla zachowania i strzeżenia Oblubienicy Chrystusowej:

    „Przyznajemy dziś, że przez wiele, wiele stuleci nasze oczy przesłaniało zaślepienie uniemożliwiające nam dostrzeżenie piękna Twego narodu wybranego i rozpoznanie w jego twarzy znamion naszego pierworodnego brata. Przyznajemy się, że nasze czoło naznaczone jest kainowym piętnem” (43).

    W jaki sposób inni oceniali tę nadzwyczajną osobę? Niewątpliwie, Jan XXIII nie był żadnym chłopskim papieżem, lecz raczej, jak powiedział Mariol Trevor „ostrożnym i przebiegłym rewolucjonistą”. Jak mówi niegdyś chwalący go przyjaciel Malachi Martin: „zadziwiającym aspektem Papieża Jana jest to, że w krótkim pięcioletnim okresie zniweczył wszystko to do czego każdy papież począwszy od czwartego wieku dążył i o utrzymanie i podtrzymywanie czego walczył” (44). Również masoni mieli o nim wysokie mniemanie. Yves Marsaudon, minister rządu, członek Najwyższej Rady Francji (obrządku szkockiego) powiedział: „zmysł uniwersalizmu tak bujnie kwitnący dziś w Rzymie jest bardzo bliski naszemu celowi istnienia. Toteż, nie możemy zignorować Drugiego Soboru Watykańskiego i wszystkich jego konsekwencji… Z całego serca popieramy «Rewolucję Jana XXIII»… Ta śmiała koncepcja Wolności Myśli, która leży u samych podstaw naszych wolnomularskich lóż, rozprzestrzeniła się w doprawdy wspaniały sposób pod kopułą bazyliki św. Piotra” (45). Autorem przeciwnej opinii jest Avro Manhattan, który powiedział, że po jego śmierci, zamiast wieszania na balkonie biało-żółtej papieskiej flagi „powinni wywiesić czerwony sztandar, z sierpem i krzyżem – prawdziwym symbolem rewolucji, którą Jan XXIII zapoczątkował wewnątrz i na zewnątrz Kościoła rzymskokatolickiego” (46). Kardynał Siri, który przed wyborem jego następcy ciągle miał nadzieję na powrót zdrowego rozsądku powiedział przed wyborem Montiniego, że „czterdzieści lat zajmie naprawienie szkód, jakie Papież Jan wyrządził Kościołowi” (47).

    Wobec spodziewanej „kanonizacji” Jana XXIII należy mimochodem napomknąć o zakonserwowaniu jego ciała – co uznawane było niegdyś za znak Boskiej aprobaty – przy pomocy chemicznych środków, o czym obszernie donosiła prasa. Również z prasy (która może być niemiarodajna) dowiedzieliśmy się, że przy ekshumacji znaleziono jego ciało odwrócone twarzą w dół – nielichy wyczyn dla człowieka jego rozmiarów. W normalnych okolicznościach taki fakt oczywiście natychmiast wstrzymałby proces kanonizacji.

    Ks. Rama P. Coomaraswamy

  2. Halina said

    Szatan żydowski ojcem dokumentów soboru watykańskiego II.

    Kabalistyczny mędrzec II soboru, rabin Abraham Heschel:
    “Chcę atakować ich dusze”

    http://infonurt3.com/index.php?option=com_content&view=article&id=3013%3A-szatan-ydowski-ojcem-dokumentow-soboru-watykaskiego-ii&catid=44%3Asensacje&Itemid=53

  3. marta1 said

    Jak szatan ocenia człowieka

    Relacja sporządzona przez znanego jezuitę, o. Oomenico Mondrone, który bezpośrednio doświadczył spotkania ze złym duchem podczas rytualnego wykonywania egzorcyzmów:

    Nigdy nie zdołasz zrozumieć – mówi szatan – jak bardzo nienawidzę was, ludzi. Jak bardzo jesteście wstrętni. Chlubicie się najwyższą godnością wśród zwierząt, a jesteście z nich najohydniejsi. Wasze istnienie budzi we mnie wstręt. Uważam was za coś gorszego od waszych świń. Sądzicie, że jesteście inteligentni, a okazujecie się bardzo głupi. Wystarczyłoby zobaczyć, co wam podsuwam przez wielu „naukowców”, którzy są na mojej służbie, i co daję wam w formie napuszonych, uczonych bredni.

    Pomyśl o tym, czym poję i karmię przez moją prasę! Wy mielibyście być Jego najszlachetniejszym stworzeniem? Wystarczy parę świństw, aby was kupić. Zaraz poddajecie się pokusom mych posłańców. Przywiązujecie wielką wagę do waszej wolności, a pozwalacie się schwytać w moją niewolę. Och, jakie kpiny mogę sobie z was stroić w imię tej waszej wolności. Okazujecie wstręt wobec tego, co jest brudne, a tymczasem jesteście zupełnie, ulegli waszym namiętnościom, tarzacie się w waszych obrzydliwościach, jak świnie w błocie… Dla kobiety, czy dla garści złota jesteście gotowi pozarzynać się, co jest cudowne. Wiele zyskał Ten – tam, że przelał krew, aby was odkupić? Odkupić was od czego, od grzechu? Przecież nurzacie się w nim tak, że omal nie utoniecie! A co dopiero mówić, gdy wywołam wśród was ducha zazdrości, oszczerstw, nienawiści, rywalizacji, zemsty.

    Innym razem szatan wyznaje: Maryja jest tą, która wprowadza ogromne zamieszanie w moich planach. Jest niszczycielką mojego królestwa. Nie pozwala odnieść mi zwycięstwa i już przygotowuje mi klęskę? Ciągle plącze mi się pod nogami, wciąż przeszkadzając mi, przecinając mi drogę, podpuszczając swoich fanatyków do odbierania mi dusz. Tam, gdzie sięgają moje głośne podboje, Ona w rozprzestrzeniającej się ciszy mnoży swoje zwycięstwa.

    D. Mondore, W cztery oczy ze złym duchem,
    Echo, 82/20 i 84/22 1991 r.

    Źródło – http://adonai.pl/rozwazania/?id=38

  4. Wandaluzja said

    https://marucha.wordpress.com/2012/10/17/rozmowa-z-zastepca-ambasadora-palestyny-w-polsce-hishamem-husainem/

    Na mój wniosek zakupienia przez Watykan Wzgórza Świątynnego otrzymałem taka oto odpowiedż: Marta1: PLEĆ PLECIUGO BYLE DŁUGO, Pani Wando Andaluzjo. Watykan nie musi kupować Wzgórza Świątynnego, gdyż je posiada jako król USA.

    Czytałem, że wybór Pawła VI na papieża został uczony koronacją Lucyfera na Króla USA, z kopulowaniem Dziewicy na ołtarzu bazyliki papieskiej, o czym pisze znany watykanista w książce o zamordowaniu przez mafię sycylijską nieletniej Emanueli Orlandi za ujawnienie orgii seksualnych w Watykanie.
    Ta KORONACJA mogła być skutkiem kupienia we wrocławskim Elwro przez Teodora Żiwkowa minikomputera Jacka Karpińskiego (Steve Jobsa i Billa Gatesa). Zgodna jest też ze skandowaniem: DIABEŁ BĘDZIE RZĄDZIŁ W WATYKANIE A PAPIEŻ BĘDZIE MU ZA SZWAJCARA.
    Papież może być królem USA jako Nadrabin czyli zwierzchnik wszystkich lóż masońskich. To tłumaczy też, dlaczego organizatorzy wrocławskiej demonstracji Przeciw Synagodze Katyńskiej i Katedrze Holokaustycznej UTAJNILI SIĘ – bo bojówki Antify nie zdołały rozpędzić demonstracji czyli prowokacja nie udała się.

  5. Maria1 said

    Ad.4) He, he, prawdę piszą o Tobie w sieci
    Wando Andaluzjo. Nie umiesz czytać ze zrozumieniem!

    ‚Juliusz’ jest najprawdopodobniej człowiekiem nie całkiem zdrowym na umyśle, który żyje sobie w swoim własnym, oderwanym do rzeczywistości świecie, gdzie cały ten wandaluzyjski bełkot jest logiczną i spójną wewnętrznie prawdą.

    To nie ulega wątpliwości. Styl wskazuje na niemal klasyczną paranoję, pewnie na podłożu schizofrenii. Stąd te dziwne skojarzenia, czasami wyłącznie brzmieniowe, i nagłe skoki myślowe. Z tego, co wygrzebałem w necie, wynika, że pan ten rzeczywiście ma na imię Juliusz i podobno prawie pół wieku temu był dobrze zapowiadającym się archeologiem. Podobno też jeszcze parę lat temu można go było łatwo spotkać w jednej z czytelni wrocławskiego uniwersytetu, bodajże na wydziale historii. Widać zresztą, że dysponuje dość imponującą wiedzą, której ‚najmniejsze ziarenka’ często są prawidłowe. Szaleństwo zaczyna się dopiero na poziomie skojarzeń, wywodów przyczynowo-skutkowych, tropienia ukrytych znaczeń i wpływów itp. Lech Stępniewski :
    http://forum.tpzn.pl/index.php?PHPSESSID=2e36b14663eac21f56ddfcdb26205a23&action=profile;u=17

Sorry, the comment form is closed at this time.