Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Robert o Rosja: odizolowanie Runetu od…
    UZA o Czy pan profesor Rafał Broda s…
    Olo o Rosja: odizolowanie Runetu od…
    Olo o Czy pan profesor Rafał Broda s…
    Boydar o Herbert, czyli skąd się w…
    Boydar o Wolne tematy (52 – …
    bryś o Czy pan profesor Rafał Broda s…
    wewewe o Reminiscencje z niedzieli covi…
    wewewe o Czy pan profesor Rafał Broda s…
    Leo o Rosja: odizolowanie Runetu od…
    I*** o Czy pan profesor Rafał Broda s…
    Dziadzius o Sosnowe zdrowsze, dębowe trwal…
    Zenon_K o Wolne tematy (52 – …
    NC o Czy pan profesor Rafał Broda s…
    Piskorz o Wolne tematy (52 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 548 obserwujących.

Co słychać na froncie walki z GMO?

Posted by Marucha w dniu 2012-10-17 (Środa)

Rozmowa z Pawłem Połaneckim.

Wiele dzieje się ostatnio w kwestii organizmów modyfikowanych genetycznie. Narasta obywatelski opór przeciwko GMO, czego przejawem są liczne akcje protestacyjne „na ulicy” oraz różne formy nacisku na władze w procesach legislacyjnych. Owe władze jednak cechuje – celowa lub niezamierzona – bierność, a lobby zwolenników GMO nie próżnuje, opłacając w mediach histeryczne publikacje, że bez wprowadzenia „mutantów” drastycznie zdrożeje żywność oraz szkalując przeciwników modyfikacji genetycznych. O tym wszystkim rozmawia z Pawłem Połaneckim – ekspertem i aktywistą społecznym, przeciwnym ekspansji GMO, Magdalena Wrzesień, ze Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom”

W kwestii organizmów modyfikowanych genetycznie wydaje się ostatnio dziać tak wiele, że zaczniemy od pytania bardzo prostego: Co nowego słychać na froncie walki z GMO? Zacznijmy od kwestii prawnych.

– W Polsce aktualnie mamy do czynienia z próbą rewizji trzech zasadniczych ustaw, które regulują kwestie GMO: ustawy nasiennej, ustawy paszowej oraz ustawy Prawo o GMO, nad którą prace legislacyjne zostały wstrzymane w poprzedniej kadencji, a obecnie są kontynuowane. Prace nad każdą z tych ustaw zmierzają w kierunku wyeliminowania z nich zakazu wprowadzenia do obrotu nasion, a co za tym idzie zakazów upraw, roślin transgenicznych na terytorium Polski. Również zakazy stosowania GMO w paszach, które obecnie obowiązują, lecz zostały jedynie zawieszone końca bieżącego roku, są przedmiotem intensywnej akcji lobbingowej. Zniesienia ograniczeń w uprawie i użyciu roślin transgenicznych domaga się lobby paszowe i producenci mięsa.

Do Polski importuje się rocznie ok. 2 mln ton śruty sojowej GMO, która jest jednym z podstawowych składników pasz, a producenci mięsa stosują dodatki w postaci izolatów z soi genetycznie modyfikowanej do wyrobów i przetworów mięsnych. Musimy walczyć z szeroką akcją propagującą tzw. niezbędność stosowania właśnie soi transgenicznej w żywieniu zwierząt, której wg opinii ekspertów zgromadzonych wokół lobby paszowego i mięsnego nie można niczym zastąpić, a próby wyeliminowania tego importu skutkować będą znaczną zwyżką cen mięsa. Przeciwnicy GMO mają więc ręce pełne roboty.

Chciałbym podkreślić, że kraje, które uniezależniły się od importu soi GMO, np. Szwajcaria, pozyskują śrutę sojową produkowaną z nasion konwencjonalnych. To nieprawda , że jest ona dużo droższa od śruty GMO. Cenę śruty wolnej od GMO zawyżają jedynie koszty badań i certyfikacji na brak obecności soi transgenicznej, oraz konieczność separacji. Zatem przyczyną nie są podwyższone koszty produkcji, lecz konieczność ponoszenia nakładów spowodowanych skażeniem łańcucha dostaw przez dominujące obecnie w światowym obrocie odmiany genetycznie zmodyfikowane. Jednak wbrew temu co ogłaszają nasi „ pasiarze” koszty te nie przekraczają 10 %, a zwyżka cen pasz wolnych od GMO nie powinna przekraczać 2-3 %, co nie ma żadnego znaczenia na wzrost cen mięsa, ponieważ ustawiczne wahania notowań śruty sojowej spowodowane czynnikami rynkowymi mają o wiele większą amplitudę, a my konsumenci tego nie odczuwamy. Ponadto deficyt białka paszowego może być pokryty zwiększonym areałem upraw rodzimych roślin wysokobiałkowych.

Jednak pomimo przyjęcia przez Rząd programu rozwoju upraw roślin strączkowych lobby paszowe zainteresowane zachowaniem istniejącej struktury dochodowego i zmonopolizowanego importu hamuje wprowadzanie tego programu. Podkreślam, skala podwyżek cen żywności zapowiadanych przez lobby paszowe, w przypadku konieczności przestawienia się na pasze konwencjonalne to swoisty szantaż i nacisk wywierany na instytucje rządowe odpowiedzialne za politykę żywnościową naszego kraju. Istnieją przecież uzasadnione obawy, że powodem podwyżek mogą być inne czynniki, w tym czysto spekulacyjne, inicjowane dowolnie przez obecnych na naszym rynku monopolistycznych dystrybutorów pasz powiązanych ze światowymi koncernami biotechnologicznymi.

Jednak co moim zdaniem najważniejsze, w tle debaty nad ustawą paszową ukazano polskiej opinii publicznej prawdziwe oblicze zmonopolizowanego rynku zaopatrzenia w wysokobiałkowe komponenty paszowe. W świetle przedstawionej przez lobby paszowe argumentacji sytuacja jest skrajnie patologiczna. W trakcie dyskusji o zakazie importu pasz GMO ujawniono ukrytą dotychczas przed społeczeństwem prawdę, że stan zaopatrzenia w mięso oraz jego ceny zależą od importu blisko 2 mln ton śruty sojowej genetycznie modyfikowanej. Poprzez niewłaściwą prywatyzację sektora zaopatrzenia i produkcji pasz organy państwa całkowicie pozbawiły się kontroli nad prawidłowością jego działania, a w konsekwencji nad bezpieczeństwem żywnościowym narodu. W ciągu kilku lat od przedłużenia zakazu branża paszowa nie dokonała niezbędnych zmian dostosowawczych dla zlikwidowania deficytu białka i pozyskania źródeł zaopatrzenia śruty sojowej wolnej od GMO.

Wszystko wskazuje, że zainteresowane podmioty zastosują ponownie metodę faktów dokonanych do przeforsowania dalszego stosowania pasz GMO. Tym bardziej, że ich intensywne działania lobbingowe w Brukseli dały rezultat w postaci decyzji Komisji Europejskiej o skierowaniu skargi przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie naruszenia prawa Unii.

Jak Pan ocenia przebieg konsultacji społecznych wokół projektu ustawy o nasiennictwie? Czy głosy środowisk społecznych były w ogóle brane pod uwagę?

– Przebieg konsultacji oceniam bardzo krytycznie. Tylko dzięki naszemu uporowi i błyskawicznej kontroli działań resortu rolnictwa, prowadzonej ustawicznie przez środowisko przeciwników GMO, informacja o projekcie ustawy dotarła do nas w momencie, gdy można ją jeszcze było poddać krytyce. Koalicja Polska Wolna od GMO nie została umieszczona na liście podmiotów zawiadamianych o proponowanej nowelizacji. Jednak udało nam się przekonać posłów zasiadających w komisji rolnictwa, aby zgłosili wniosek o wysłuchanie publiczne i przegłosowali go, ale tylko jeden głos przesądził o tym, że odnieśliśmy sukces – co oznacza, że znaczna część posłów jest przeciwna demokratycznej procedurze, jaką stanowi wysłuchanie publiczne.

Jak przebiegło wspomniane wysłuchanie publiczne?

– Na wysłuchaniu publicznym zgłosiliśmy formalne pismo wprowadzenie do tekstu ustawy zapisów gwarantujących, że zakaz sprowadzania do Polski nasion roślin transgenicznych będzie równoważny zakazowi upraw. Obecnie obowiązująca ustawa, która zabrania przywozu nasion GMO, jest łamana przez dystrybutorów firm biotechnologicznych i mamy do czynienia z nierejestrowanymi uprawami kukurydzy MON 810, na skutek przemytu nasion i udostępnianiu ich nieświadomym rolnikom. Mam nadzieję, że Sejm uzna konieczność doprecyzowanie i uszczelnienie istniejących przepisów.

Kolejny front walki stanowi edukacja społeczeństwa. W mediach mamy ostatnio prawdziwy wysyp publikacji bezkrytycznych wobec GMO, ostro krytykujących ruchy obywatelskie ostrzegające przed zagrożeniami wiążącymi się z tą technologią itp. Czy są jakieś poszlaki wskazujące, że publikacje te mogą być inspirowane przez lobbystów?

– Nacisk przemysłu biotechnologicznego jest wręcz obsceniczny. Dlatego społeczeństwo i decydenci są systemowo otumaniani. Tezy o rzekomym braku zagrożeń GMO są fabrykowane przez służby piarowskie koncernów biotechnologicznych, a do ich autoryzacji pozyskiwani są naukowcy, niejednokrotnie wybitni przedstawiciele świata nauki naszego kraju. Niedawno mieliśmy kilka spektakli tego wyrafinowanego lobbingu, połączonego z przejawami korupcji naukowej. Mam tu również na myśli spotkanie naukowców u Prezydenta Komorowskiego. Wówczas, po jego vecie i w trakcie debaty nad ustawą nasienną, przekonywano o braku podstaw naukowych w odniesieniu do zakazów upraw GMO i straszono konsekwencjami karnymi ze strony Komisji Europejskiej.

Po tym spotkaniu Prezydent początkowo oznajmił, że w świetle ich wypowiedzi nie widzi zagrożeń ze strony GMO. Jednak, ku naszemu zdziwieniu i , czego nie ukrywam – zadowoleniu, w obecnie przedłożonym projekcie autorskim ustawy nasiennej Prezydent utrzymał obowiązujące zapisy o zakazie upraw. Jeśli Sejm uwzględni dodatkowo wspomniane powyżej poprawki, jakie z imieniu Koalicji Polska Wolna od GMO złożyłem na Komisji Rolnictwa, to będziemy mieli wreszcie porządną ustawę chroniącą Polskę przed biologicznym skażeniem przez uprawy GMO.

Zmienia się również ostatnio podejście Ministerstwa Rolnictwa do naszych ustawicznych wniosków i kilkuletnich nacisków na ministra, aby wprowadził zakaz upraw kukurydzy GMO. Otóż ministerstwo przygotowało obecnie projekt rozporządzenia o zakazie upraw kukurydzy MON 810. Oficjalnym powodem jest z szkodliwy wpływ pyłku tej rośliny na jakość polskiego miodu. Szkoda tylko, że rozporządzenie nie zostało wprowadzone wcześniej. Obecnie mamy już za sobą okres siewny kukurydzy i w obecnym sezonie wolna amerykanka „ plantatorów”, powiązanych z koncernami biotechnologicznym będzie jeszcze trwała. Mamy nadzieję, że jest to ostatni sezon.

Sprawa ACTA ostatnio nieco przycichła, ale w każdej chwili może powrócić. Wbrew powszechnej opinii, dotyczy ona nie tylko dóbr kultury, ale także np. patentów dotyczących roślin GMO oraz tradycyjnych odmian nasion.

– Ochrona patentowa nasion transgenicznych niesie za sobą wiele zagrożeń dla rolników indywidualnych i dla całej struktury rolnictwa rodzinnego , która jeszcze dominuje w Polsce, ale jest poważnie zagrożona. Nasi rolnicy są przyzwyczajeni, że nasiona pozostają ich własnością i ci, którzy chcą stosować nasiona GMO albo już to robią, liczą na to, że będą mogli traktować je tak samo. A to jest niemożliwe – ograniczenia patentowe wymuszają opłaty nie tylko za używanie zakupionych nasion GMO, ale również za nieświadome używanie np. w momencie, gdy zostanie wymieszany materiał siewny transgeniczny z materiałem konwencjonalnym. Rolnik może nie mieć świadomości, że coś takiego się stało, a i tak – w świetle prawa patentowego – będzie zobowiązany płacić tantiemy i to również obciążone dodatkowymi karami, gdyby płacił z opóźnieniem.

Patentowanie nasion, nie tylko nasion roślin transgenicznych, jest działaniem uderzającym w tradycyjne podejście rolnika do jego roli jako dysponenta zasobami przyrody, które może wykorzystywać według własnego uznania. To zmienia w ogóle filozofię rolnictwa. Podejrzewam, że patentowanie nasion jest w sprzeczności również z polską Konstytucją, która, co należy podkreślić, zawiera w sobie zapisy chroniące własność rolnictwa rodzinnego.

A jak wygląda sytuacja GMO w Europie?

– Jest coraz więcej działań zmierzających do zmuszenia propagatorów roślin transgenicznych na naszym kontynencie aby całkowicie odstąpili od prób wprowadzenia GMO do upraw rolnych. Ostatnio firma, która produkuje ziemniak transgeniczny – ziemniak Amflora – wycofała się z tego produktu na terenie Europy, a większość krajów Europy, łącznie z Francją, Niemcami i Austrią, utrzymuje zakazy upraw roślin transgenicznych na swoich terytoriach. Mam nadzieję, że przykład europejski będzie w dalszym ciągu działał destrukcyjnie na procesy wprowadzania do użycia GMO przez producentów i eksporterów roślin transgenicznych na całym świecie.

Niektóre kraje europejskie wycofują się z GMO, tymczasem Andrzej Butra, wiceminister rolnictwa, twierdzi, że nie ma możliwości wprowadzenia zakazu upraw takich roślin. Jak Pan zatem widzi możliwość wprowadzenia tego zakazu w Polsce i jakie jest Pańskie zdanie na temat zachowania się polskich władz w tej sprawie?

– Jeżeli kraje takie, jak chociażby Niemcy, Francja czy Austria, wprowadziły zakazy, to znaczy, że istnieje droga prawna, która to umożliwia. Tutaj absolutnie nie zgadzam się z panem Butrą i oczekuję od ministerstwa, że wprowadzi taki zakaz. Uważam, że nasze władze postępują zbyt asekuracyjnie. Dyrektywa 2001/18 daje państwom członkowskim podstawę do tego, aby wprowadzić zakazy w przypadku, gdy stwierdzi się, że stosowanie roślin transgenicznych na danym terytorium może spowodować lub powoduje szkody związane ze środowiskiem albo ze zdrowiem ludzi i zwierząt. I to jest podstawa prawna, na której oparły się m.in. rządy Austrii, Francji i Niemiec, kiedy wprowadzały u siebie zakazy stosowania GMO. Dlaczego w Polsce się tego nie robi?

Poza tym nasze służby dyplomatyczne są bardzo bierne – mam o to żal m.in. do pana Dowgielewicza, odpowiedzialnego za stosunki Polski z Unią. Ministerstwo Spraw Zagranicznych przez lata nie zrobiło nic, aby lobbować w Brukseli w kierunku zmiany niedoskonałego prawa europejskiego – tak, aby było możliwe wprowadzenie skutecznych zakazów stosowania GMO w poszczególnych krajach czy nawet regionach. To się wiąże również z porozumieniami, jakie Unia Europejska zawarła ze Światową Organizacją Handlu – one również są przyczyną tego, że Komisja Europejska bardzo krytycznie podchodzi do prób zastosowań ograniczeń w uprawach GMO.

Brak właściwej obsługi tego problemu przez naszych dyplomatów przekłada się na obawy resortu rolnictwa wobec zastosowania ograniczeń w stosowaniu GMO. Jedynym przejawem aktywności ministerstwa spraw zagranicznych w aspekcie GMO jest przekazywanie do opinii publicznej, a także do resortu rolnictwa czy do resortu środowiska katastroficznych danych na temat ewentualnych kar, jakie Polska będzie musiała płacić w przypadku wprowadzenia przez nasze władze zakazu upraw GMO. Nie ma żadnych prób negocjacji, aby te kary wyeliminować, tymczasem Niemcom, Francji czy Austrii udało się kar uniknąć. Straciliśmy wielką szansę – mając podczas sprawowania prezydencji możliwość układania agendy zadań, które były rozpatrywane przez Komisję, Polska w ogóle nie poruszyła tematu GMO, mimo że reprezentowana przeze mnie Koalicja Polska Wolna od GMO oraz inne organizacje wielokrotnie apelowały do ministrów, łącznie z Ministrem Spraw Zagranicznych, aby ten temat ostał podjęty. Dlatego mam bardzo wiele zastrzeżeń do obsługi politycznej tego tematu. Tym bardziej, że kwestię obrony Polski przed GMO – w kontekście zagrożeń, które niesie za sobą ta technologia dla naszego rolnictwa, dla naszych tradycyjnych upraw – w mojej opinii należy rozpatrywać w kategoriach obrony racji stanu. A takiego podejścia niestety wśród naszych decydentów zupełnie nie widać.

Rolnicy korzystają z niespójności polskiego systemu prawnego, w którym istnieje zakaz handlu ziarnami modyfikowanymi genetycznie z przeznaczeniem na wysiew, lecz sam wysiew nie jest zabroniony. Obchodzą oni wspomniany zakaz, kupując ziarno np. w Czechach. Jaka jest skala tego procederu?

– Kilka lat temu podano do wiadomości publicznej, że w Polsce uprawia się ok. 3 tys. ha kukurydzy transgenicznej. Pomimo interwencji Koalicji Polska Wolna od GMO, do tej pory nie uzyskaliśmy ze strony decydentów oraz służb odpowiedzialnych za ściganie tego typu zjawisk jakiejkolwiek reakcji. Warto przypomnieć, że w Polsce istnieje dokument „Ramowe Stanowisko Polski dotyczące organizmów genetycznie zmodyfikowanych (GMO)”, przyjęty w 2006 r., a następnie zmodyfikowany przez obecny rząd w 2008 r., gdzie stwierdza się jednoznacznie, że Polska dąży do tego, aby być krajem wolnym od GMO. Jest to jednak pusta deklaracja.

W świetle informacji, które posiadamy na temat funkcjonowania na naszym terenie nielegalnych i niekontrolowanych upraw GMO, wobec których nie są prowadzone żadne działania – stanowisko rządu zakrawa na hipokryzję. Próbujemy walczyć z nielegalnymi uprawami GMO, ale do tego są potrzebne duże środki finansowe oraz odpowiednie instrumenty służb, które by dokonały detekcji tych upraw, skali skażenia genetycznego, a następnie wyciągnęłyby konsekwencje w postaci kar, i to wysokich kar, łącznie z zastosowaniem sankcji z Kodeksu karnego za skażenie środowiska w Polsce. Jak już wspomniałem, jesteśmy w tej walce osamotnieni, ponieważ ani rząd, ani prokuratura, którą zawiadomiliśmy, nic w tej sprawie nie robią. Wręcz przeciwnie: twierdzą, że tego typu przypadki są odosobnione i nie można ich w żaden sposób zlokalizować – co oczywiście nie jest prawdą.

A sprawa jest poważna, bo uprawy roślin transgenicznych w warunkach polskiego ekosystemu, szczególnie w rolnictwie, gdzie mamy bardzo rozdrobnione gospodarstwa, nie mogą koegzystować z tradycyjnymi odmianami tak, by nie stanowiły dla nich zagrożenia. Nawet znikome domieszki GMO w produktach rolnych dyskwalifikują je z rozwijającego się dynamicznie rynku produktów jakościowych.

Przypomnijmy naszym Czytelnikom, jakie konkretne zagrożenia niosą ze sobą GMO względem rolników i względem przyrody.

– Chodzi przede wszystkim o krzyżowanie się roślin transgenicznych z tymi odmianami, które są blisko spokrewnione, a które są tradycyjne i funkcjonują w naszym ekosystemie. Rośliny transgeniczne, stosowane w rolnictwie, są z reguły organizmami bardziej odpornymi na niekorzystne warunki i działającymi bardziej inwazyjnie w środowisku. Na terenach, gdzie są uwalniane, mogą dominować i utrudniają normalny rozwój konwencjonalnego ekosystemu, który ukształtował się w okresie milionów lat. Zmiany jakie powodują rośliny GMO są nieodwracalne.

Rośliny transgeniczne mają również szkodliwe działanie na tzw. owady niedocelowe. Jest taka odmiana kukurydzy transgenicznej, MON 810, która została wyposażona w geny odpowiedzialne za produkcję endotoksyny – to trucizna, która sprawia, że szkodnik żerujący na tej roślinie, zjadając jej liście, ginie. Ta właściwość jest nazywana eufemistycznie przez producentów kukurydzy „odpornością na owady”. Ta odporność nie jest jednak uzyskiwana przez odstraszanie tych owadów, lecz poprzez ich trucie. Problem w tym, że oprócz owadów szkodliwych dla danych upraw, w ich otoczeniu są również owady pożyteczne – i one również są niszczone. Istnieją dowody na znaczną redukcję populacji owadów pożytecznych, które są niejednokrotnie bardzo istotnymi elementami ekosystemu i dla zachowania jego równowagi muszą w danym środowisku przebywać.

Należy podkreślić, że trucizna produkowana jest przez cały okres wegetacji rośliny i kumuluje się w resztkach pożniwnych, a jej dawki przekraczają niejednokrotnie kilka tysięcy razy dopuszczalne stężenia środków ochrony roślin stosowanych okresowo np. w okresie nalotu szkodnika. Poza tym, wspomniana kukurydza transgeniczna zawiera tę endotoksynę w każdej komórce. Jest ona również obecna w ziarnie, które przecież spożywamy. Istnieją dowody naukowe wskazujące , że tego typu trucizna ma niekorzystny wpływ na organy odpowiedzialne za detoksykację, a więc wątrobę, trzustkę czy nerki. Były prowadzone badania laboratoryjne na szczurach i na innych zwierzętach, które wykazały uszkodzenia tych organów.

Jednak do chwili obecnej intensywny lobbing propagatorów i dystrybutorów technologii transgeniczych wstrzymuje dokonywanie odpowiednich badań na populacjach ludzi. Niedoskonałe są też metody oceny ryzyka i sposoby jego zarządzania. Tymczasem organizmy genetycznie zmodyfikowane, od chwili zastosowania ich w produkcji rolnej i żywności przedostają się niezauważalnie do łańcucha żywieniowego ludzi i zwierząt, a groźne i nieodwracalne skutki mogą pojawić się z dużym opóźnieniem, w odległych pokoleniach.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Magdalena Wrzesień, 20 kwietnia 2012 r.

Paweł Połanecki – były wiceprzewodniczący sejmiku województwa mazowieckiego (kadencja 2002-2006). Działacz Koalicji Polska Wolna od GMO. Inicjator i autor uchwały o utworzenie z Mazowsza strefy wolnej od GMO. Krajowy koordynator akcji zakończonej wspólnym oświadczeniem Konwentu Marszałków Województw RP, w którym wszystkie polskie sejmiki wojewódzkie wyraziły sprzeciw wobec prób rozpowszechniania upraw roślin genetycznie modyfikowanych na swoich terytoriach oraz sformułowały jednoznaczną wolę utworzenia strefy wolnej od GMO na obszarze całego kraju. Członek organizacji Europejskie Regiony Wolne od GMO. Autor krytycznych publikacji uzasadniających konieczność wprowadzenia zmian legislacyjnych, zmierzających do przyznania krajom członkowskim prawa wprowadzenia zakazów rozpowszechniania GMO bez konieczności uzyskiwania zgody Komisji Europejskiej. Od 2011 r. Członek Prezydium Komisji ds. GMO przy Ministrze Środowiska.

http://sol.myslpolska.pl

Komentarze 2 do “Co słychać na froncie walki z GMO?”

  1. alexirin said

    gmo to broń taka sama jak rakiety czy czołgi dzisiaj w 21 wieku można wyniszczyć inne panstwo poprzez to własnie i takie pytanie skoro polską nie rządzą polacy to czy jesteśmy bezpieczni i w tej kwestii?

  2. syzyf said

Sorry, the comment form is closed at this time.