Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    Sebastian o Wolne tematy (53 – …
    plausi o Klęska ministra Niedzielskiego…
    plausi o Klęska ministra Niedzielskiego…
    lewarek.pl o Wolne tematy (53 – …
    Yagiel o Wolne tematy (53 – …
    NyndrO o Wolne tematy (53 – …
    Yagiel o Wolne tematy (53 – …
    Marucha o Wolne tematy (53 – …
    Boydar o Wolne tematy (53 – …
    Marek o Klęska ministra Niedzielskiego…
    Yagiel o Wolne tematy (53 – …
    wewewe o O PRL-u, III RP i gen. Ja…
    lewarek.pl o Wolne tematy (53 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 549 obserwujących.

Modernizm w encyklice Pascendi

Posted by Marucha w dniu 2012-10-25 (Czwartek)

Nie ma nic bardziej typowego dla katolicyzmu niż prawdziwa nienawiść, odruchowa wrogość dla wszelkiej zmiany, niezależnie w jakiej kwestii, która mogłaby prowadzić do umiłowania nowości jako takiej, i to do tego stopnia, że pewne gesty liturgiczne zostały zachowane, choć ich praktyczne zastosowanie zanikło.

Po tym długim, ale koniecznym wprowadzeniu (pominięto genezę encykliki Pascendi… – przyp. red. Zawsze wierni), możemy wreszcie przystąpić do krótkiej analizy encykliki Pascendi Dominici gregis. Pamiętajmy, że naszym głównym celem jest jak najlepsze zrozumienie genezy prądów umysłowych, z którymi walczył wielki papież św. Pius X, genezy owej chorej filozofii, która skaziła – a co najmniej uczyniła mniej skuteczną – chrześcijańską filozofię i teologię oraz doprowadziła do tragicznego w skutkach tryumfu myśli współczesnej.

Jeśli zrozumieliśmy założenia i równocześnie przyjmujemy moją ich interpretację, wedle której idealizm, podobnie jak marksizm, stanowi wyraźny powrót do starożytnej gnozy, kolejny krok będzie dla nas stosunkowo łatwy. Jeśli idealizm jest ostatnią formą zachodniej metafizyki i jeśli nadal żyjemy pod jego przemożnym wpływem, znajdujemy się de facto pod wpływem heretyckim i gnostyckim, niezależnie nawet od intencji i zamiaru twórców tego systemu.

FILOZOFOWIE MODERNIZMU

W oparciu o te właśnie teoretyczne podstawy – zwłaszcza we Francji, w kraju, w którym Kościół stał się przedmiotem straszliwych prześladowań – filozofia ta rozwinęła się bujnie na gruncie współczesnego subiektywizmu oraz immanentyzmu. Wiemy, kim byli jego twórcy; Pascendi nie wymienia ich co prawda z nazwisk, chodzi jednak zasadniczo o ludzi, do których twórczości odnosił się św. Pius X oraz teologowie, którzy pomagali mu w redagowaniu encykliki: przede wszystkim o Laberthonnière’a, Loisy’ego, Le Roya i Blondela. Sprawa Blondela zyskała nawet pewien rozgłos i wszyscy wiedzą, że Ernest Bonaiuti, włoski modernista par excellence, przechowywał w seminarium w tajemnicy kopię francuskiego filozofa L’Action (Maurycy Blondel był twórcą tzw. filozofii akcji – przyp. red. Zawsze wierni), ponieważ była to książka zakazana przez Kościół i celowo czytana przez wszystkich ludzi żądnych nowinek.

U wszystkich tych modernistycznych filozofów odnajdujemy wspólne zasady filozoficzne, które obecnie jesteśmy w stanie zrozumieć. Powinniśmy więc być w stanie pojąć filozoficzną i kulturową zasadę modernizmu, jego ukrytą strukturę.

Laberthonnière, jeśli spróbujemy usystematyzować jego myśl, głosi, posługując się terminami rozwiniętymi przez filozofię współczesną, że prawda istnieje jedynie w takim stopniu, w jakim jesteśmy w stanie ją sobie uświadomić. Jeśli otworzymy Katechizm Piusa X, przeczytamy, że zasadniczymi tajemnicami chrześcijańskimi są: 1° jedność i trójjedyność Boga oraz 2° wcielenie, męka, śmierć oraz zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Laberthonnière natomiast mówi: nie, to nieprawda; nie mogę otrzymać z zewnątrz jasnej, całkowicie przejrzystej, dogmatycznej prawdy, co do której nie byłoby żadnej niejasności – nawet w obliczu tajemnicy, ale tajemnicy przejrzyście wyrażonej. Zamiast tego powinniśmy odtworzyć w sobie tę prawdę, co oznacza, że nic nie może być prawdziwe poza tym, co my sami tworzymy w pewien sposób w nas samych poprzez refleksję, rozmyślanie, słuchanie swego wewnętrznego głosu, bez wkraczania w głąb siebie samego. Czy pamiętacie ideę Kabały: wkroczcie w głąb siebie i odkryjcie tam Boga? Mamy tu do czynienia na pewien sposób z tą samą ideą. Studiowanie i obiektywne podejście do dogmatu nie mają wartości; wartość ma jedynie prawda, którą sami tworzymy, że tak powiem, wewnętrznie, którą wydobywamy z głębi samego siebie. Nie sposób o jaśniejsze wyrażenie tego, co w teologii rozumiemy przez immanentyzm i subiektywizm.

Z kolei Loisy głosił, że podstawą wiary nie są dogmaty, ale bezpośrednie i subiektywne doświadczenie religijne o czysto duchowym charakterze. Owo niejasne doświadczenie religijne niekoniecznie musi być tłumaczone czy dowodzone przez twierdzenia dogmatyczne, które nasz umysł rozumie jako proste idee; doświadczenie jest autentyczne jedynie wówczas, kiedy jest bezpośrednie i subiektywne (…). Zwróćmy uwagę, że trudno jest opierać się na tego rodzaju idei, gdyż jest ona niezwykle zwodnicza. Dla każdego oczywiste jest, że np. moje uczucie miłości do jakiejś osoby jest prawdziwe, jeśli jest bezpośrednie i subiektywne i jeśli naprawdę je odczuwam. Jak moglibyśmy uważać, że kogoś kochamy, gdybyśmy nie czuli tego, o czym mówimy?

Jest tu pewien element racjonalny, przynajmniej z punktu widzenia psychologii – to oczywiste, rzeczy nie pojawiają się znikąd w sposób przypadkowy. Jednak na podstawie tych założeń idei owej brak kerygmatycznego wymiaru wiary chrześcijańskiej. Naoczni świadkowie wydarzeń o charakterze nadprzyrodzonym, z których pierwszymi i głównymi byli Apostołowie, świadczą nam o nich w tym samym czasie, co słowa i objawienie przekazane przez Tego, który ich dokonywał i który jest ich protagonistą; a ja wierzę w nie i przyjmuję je ex auditu, słuchając tych prawd i dochodząc do wniosku, że świadectwo jest prawdziwe, ponieważ to Kościół przekazuje to świadectwo i dostarcza mi właściwej interpretacji. Oczywiście dokonuje się to pod wpływem łaski, katechezy oraz mojego rozumienia nauczania, nie wolno jednak zapominać, że punktem wyjściowym jest głoszenie i że nawet Nowy Testament, jako dokument spisany, powstał po głoszeniu, a nie poprzedzał go.

Gdyby chrześcijaństwo powstało bez tego elementu głoszenia, można by zadawać pytania w rodzaju tych, jakie formułowali Laberthonnière i Loisy. Tak jednak nie było. Człowiek posiadał liczne doświadczenia religijne tysiące lat wcześniej, kiedy żył w jaskiniach i malował byki, strzały oraz ludzi z łukami, jednak doświadczenie religijne nie oznacza chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo oznacza Boga, który wciela się i przemawia, który czyni cuda świadczące o tym, że może być On jedynie Bogiem, który stał się człowiekiem. Jeśli akceptuję rzeczy objawione przez Boga, mamy do czynienia z przylgnięciem umysłu, a nie jedynie uczuciem. Jeśli usuniemy chrześcijaństwo (czyli apologetykę jako metodę dowodzenia wiarygodności i autentyczności wiary chrześcijańskiej nawet w sposób czysto racjonalny), wówczas wszystko się rozpada i nie jest już możliwe żadne życie wiary godne tego miana.

Według Le Roya dogmaty są jedynie symbolami wymogów moralnych: w ten sposób wiara jest zredukowana do moralności. To stanowisko, w istocie całkowicie heretyckie, oparte jest na filozoficznej zasadzie wyrażonej przez Bergsona, mówiącej o bezpośredniości intuicyjnego poznania (…): tylko to, co żywe, jest prawdziwe. Idea ta została rozwinięta w kręgach filozofów niemieckich (np. przez Simmela) i przerodziła się w egzystencjalizm Bartha, Jaspersa i Heideggera. (…) Prawda statyczna, niezmienna, zdolna do poprzedzania i przenikania mojego umysłu, do której rozum przylega przez wiarę, taka prawda nie może być wedle tej idei autentyczna. Każdy jednak, kto zna słabości myśli Bergsona i egzystencjalistów, wie, że bezpośredniość jest mitem; wiemy też, że jest ona w istocie nadzwyczaj niestabilna.

Nieuchronnym skutkiem modernistycznego interpretowania religii i życia wiary jest ześlizgnięcie się z najbardziej ekstremalny relatywizm i subiektywizm, zarówno na poziomie moralnym, jak i dogmatycznym, ze wszystkimi tego konsekwencjami. (…) Korneliusz Fabro poczynił znaczącą uwagę o współczesnym ateizmie: albo Bóg pojmowany jest integralnie, z całością swoich atrybutów, atrybutów Boga chrześcijańskiego, albo filozofia popada w ateizm. Oczywiście rozumowanie takie ma daleko poważniejsze konsekwencje dla prawdziwej teologii. Tak więc kiedy filozofia w imię dostosowania, dialogu ze światem czy też politycznej poprawności ujmuje jakiś atrybut Bogu chrześcijańskiemu czy też odrzuca jakiś artykuł Jego niezmiennej doktryny, ześlizguje się nieuchronnie w ateizm: modernizm dowodzi tego w sposób najbardziej jaskrawy. Już św. Tomasz tłumaczył, w jaki sposób narażone są zbawienie oraz integralność życia duchowego przez odrzucenie choćby jednej prawdy wiary: nieposłuszeństwo wobec części depozytu oraz odrzucenie go w całości są pod względem duchowym i moralnym równoważne. Obecnie wydaje się, że można mówić, myśleć czy czynić co się chce i nadal wierzyć, że jest się katolikiem. Wielu modernistów skończyło tracąc wiarę, przynajmniej oficjalnie.

Nie możemy zakończyć tego niezwykle zwięzłego podsumowania myśli modernistycznej, nie mówiąc paru słów o Blondelu. Filozof ten rozwija i doprowadza do ostatecznych konkluzji metodę immanencji, wspominaną i potępianą wielokrotnie przez Pascendi. Blondel stał się prawdziwym mistrzem dla licznych myślicieli i teologów XX wieku, a wpływ, jaki wciąż wywiera, jest naprawdę niezwykły. Pisał on również w Annales de Philosophie Chrétienne, najbardziej wpływowej francuskiej publikacji, pod pseudonimem Bernard de Sailly. Po ogłoszeniuPascendi rozważnie tego zaprzestał, jednak jego wpływ na teologiczną kulturę XX wieku pozostaje wielki.

Co jest zasadą metody immanencji? Blondel przeprowadza następującą operację filozoficzną: ponieważ niemożliwe jest osiągnięcie Boga poprzez klasyczne drogi naturalnej teologii oraz za pomocą racjonalnych i ścisłych dowodów (nie wolno tu zapominać z jednej strony o klimacie irracjonalizmu, a z drugiej o naukowej i antymetafizycznej atmosferze końca XIX wieku), konieczne jest wykazanie, jak religia, a zwłaszcza religia chrześcijańska, jest jedyną możliwą i w pełni satysfakcjonującą odpowiedzią na nieustanną walkę toczącą się wewnątrz człowieka, gdyż w przeciwnym przypadku – jako obdarzony wolą i działający w świecie – będzie się on czuć skazany na nieustanną i nieodwracalną porażkę. (…) Krytyka metodologiczna Blondela polega w skrócie na dowodzeniu, że w skończonej naturze człowieka istnieje zasadnicza potrzeba nieskończoności, czyli potrzeba Boga. Ontologiczna słabość człowieka świadczy o jego naturalnym powołaniu do wiary i potrzebie Boga, która nie jest potrzebą doczesną czy kulturową, ale wpisaną w najgłębsze pokłady jego istoty.

Konieczne jest więc otwarcie się na wiarę. (…) Człowiek, poznając ograniczenia swych możliwości, otwiera się na Boga, odnajdywanego, że tak powiem, w naturalnej zgodzie ze swoją potrzebą prawdy i pełni. W tej perspektywie filozoficznej Bóg staje się odpowiedzią na potrzebę człowieka, idea Boga rodzi się i jest wiarygodna, ponieważ jest odpowiedzią na potrzeby, jakie odkrywamy, i na ograniczenia, jakie napotkamy. (…) Taka jest właśnie istota myśli Blondela.

ENCYKLIKA PASCENDI

Przeciwko tej właśnie idei skierowana była encyklika Pascendi (poprzedzona dekretem Lamentabili z 3 lipca 1907 r.). Pascendi została natychmiast zaatakowana i oskarżana przez najbardziej progresywne elementy świata katolickiego o to, że jest tekstem reakcyjnym, powstrzymującym w sposób dramatyczny postęp myśli chrześcijańskiej. Jest to tekst nadzwyczajny, zwłaszcza w aspekcie filozoficznym, z powodu finezji, z jaką pojmuje zasadniczą metodologię i metafizykę modernizmu. Na wstępie papież stwierdza, że modernistyczny atak na Kościół jest tragiczny w skutkach, ponieważ przeprowadzany jest w sposób dwulicowy. W minionych wiekach heretycy opuszczali Kościół, dziś w nim pozostają: zmieniła się strategia. Encyklika wskazuje na element taktyki, który moglibyśmy nazwać „gramscianizmem”, polegający na zdobyciu kulturalnej hegemonii przez bolszewicką mniejszość.

Obecnie, pisze św. Pius X, atak przeprowadzany jest od wewnątrz: ludzie, którzy porzucają wiarę katolicką, pozostają w Kościele. Zobaczmy, z jaką wyrazistością i głębią opisuje papież modernistów, rozumiejąc nie tylko ich ideologię, ale nawet zakamarki ich psychiki:

„Niechaj władza karci ich, ile zechce; sumienie własne oraz wewnętrzne poznanie daje im pewność, że zasługują nie na naganę, lecz na pochwały. Zresztą nie zapominają o tym, że postęp nie może się obyć bez walk, a walki – bez ofiar. Gotowi są zatem ponieść ofiary na wzór Chrystusa i proroków. Nie zrażają się do władz, choć te ich gnębią. Przyznają wprost, że i one spełniają swój obowiązek. Skarżą się tylko, że władze są głuche na ich dowodzenia; w ten sposób wstrzymuje się cały ruch duchowy; ale przyjdzie z całą pewnością godzina, że ustanie zwłoka, gdyż prawa rozwoju można zacieśnić, ale nie można ich zniszczyć. Idą więc wciąż naprzód na obecnej drodze; postępują mimo upomnień i kar, ukrywając niesłychaną zuchwałość pod płaszczykiem udanej pokory. Obłudnie chylą głowy, ale ręką i sercem przeprowadzają tym zuchwalej zakreślone przez siebie plany. W ten sposób działając, działają z zupełną świadomością i rozwagą; już to twierdząc, że władzy nie należy burzyć, lecz raczej ją inspirować; już też, zostając w obrębie Kościoła z konieczności, aby zmienić niepostrzeżenie samowiedzę zbiorową: przyznając tym samym pomimo woli, że samowiedza zbiorowa nie jest po ich stronie i że niepowołani narzucają się na jej tłumaczów.

Taką jest, Czcigodni Bracia, teoria; jaką jest praktyka modernistów; i jedna, i druga głosi, że nie ma w Kościele nic trwałego, nic, co by było niezmiennym”.

Św. Pius X zupełnie słusznie stwierdza, że pułapka jest tym bardziej zwodnicza, że zastawiona została wewnątrz Kościoła. Strategia modernistów polega na tym, by przy pomocy nieustannych nacisków, przez kompromisy, przez wahania między ortodoksją a rażącą heterodoksją – „popychać” Kościół „dla jego dobra” do ugody ze światem współczesnym, gdyż postęp modernizmu zależy od zaniechania przez duchowieństwo i wiernych opierania się narastającemu wpływowi tego świata. Chodzi więc o obalenie Christianitas.

MODERNIZM WIEDZIE DO AGNOSTYCYZMU

Skutkiem modernizmu jest, wedle Pascendi, agnostycyzm. Według św. Piusa X zanegowanie naturalnej teologii i wiarygodności chrześcijaństwa oraz metoda życiowej immanencji są źródłami dogłębnego kryzysu, jeśli nie wręcz utraty wiary. Wymieńmy zasadnicze aspekty nowej, heretyckiej teologii rozwiniętej przez modernizm, tak jak czyni to encyklika: sumienie jest określane jako miejsce, gdzie odnajdywany jest Bóg, bez pomocy zewnętrznego Objawienia, ale jedynie poprzez uczucia i pragnienia; doktryna chrześcijańska wyrasta rzekomo ze słuchania swego własnego wewnętrznego głosu oraz własnych pragnień i musi odpowiadać naszym potrzebom, których musi stać się odzwierciedleniem. Wyklucza to jakąkolwiek możliwość regulowania życia na podstawie niezmiennych i obiektywnych kryteriów dobra i zła czy też „zbyt precyzyjnych” tez dogmatycznych, które mogłyby oznaczać pierwszeństwo autentycznej wiary i pokory przed tajemnicą. Religia, tak w nas, jak i w Chrystusie, jest samorzutnym owocem natury. Sam Jezus Chrystus powoli i stopniowo dochodził do zrozumienia kim jest, w ogóle nie posiadał Boskiej wiedzy, stąd nie nauczał autentycznie jako prawdziwy Bóg.

Lista modernistycznych herezji jest znacznie dłuższa: dogmat musi ewoluować, musi być dostosowany do uczuciowości wiernych, wszystkie religie są w pewnym sensie prawdziwe, posiadają one część prawdy, ponieważ wszystko zakorzenione jest w dogłębnej potrzebie i w uczuciu religijnym człowieka (oznacza to odejście od dogmatu extra Ecclesiam nulla salus), nauka i wiara muszą być oddzielone, ale w przypadku konfliktu wiara musi ustąpić nauce. Zasada wiary jest w człowieku immanentna, zasadą tą jest Bóg, a więc Bóg jest immanentny w człowieku, stąd nawet bez konieczności zewnętrznego aktu wiary każdy człowiek musi być postrzegany jako wierzący. W Kościele powinna naturalnie panować demokracja, papiestwo i biskupstwo powinny zostać zreinterpretowane, a władza osłabiona i zrewidowana. Oprócz tego powinien istnieć rozdział Kościoła od państwa w imię świeckiej koncepcji polityki (jest to oczywiście owoc rewolucji francuskiej). Wszystko musi być historyzowane, począwszy od dogmatów, by dostosować je do nowych czasów i nowych warunków historycznych. W obrębie chrześcijaństwa konieczne jest rozróżnienie pomiędzy Chrystusem wiary a Jezusem historycznym.

Ponadto moderniści domagają się uznania pierwszeństwa cnót aktywnych nad biernymi, popadając w potępioną już herezję amerykanizmu. Domagają się również reformy i uproszczenia liturgii; zniesienia licznych nabożeństw i praktyk ludowej pobożności; reformy – a w istocie zniesienia – Świętego Oficjum i Kongregacji Indeksu; Kościoła ubogiego; prałatów i biskupów pozbawionych zewnętrznych oznak ich godności; zniesienia celibatu duchowieństwa; decentralizacji władzy i demokracji w Kościele oraz zaangażowania świeckich w wybór proboszczów i biskupów. W obliczu tego zalewu błędów św. Pius X określił modernizm jako „ściek wszystkich herezji” – prostą drogę do ateizmu:

Gdyby ktoś zadał sobie trud zebrania wszystkich błędnych twierdzeń, wymierzonych przeciw wierze, i wyciśnięcie z nich niejako soków i krwi – zapewne nie mógłby tego dokładniej uczynić, niż moderniści.

Można by się zastanawiać, czy ten zbiór błędów potępionych przez Pascendi jest dla nas dokumentem aktualnym. Ale stoimy dziś w obliczu tych samych błędów, głoszonych w sposób bardziej nawet otwarty, bezczelniejszy i radykalny, i to przez znamienitych przedstawicieli Kościoła nauczającego, przez biskupów. Sytuacja jest więc gorsza ze względu na rozmiar skażenia.

Pascendi jest proroczą wizją (gdyż świętości towarzyszy często zdolność do dostrzegania zła, zanim stanie się ono wyraźne (…) zanim objawią się wszystkie jego tragiczne konsekwencje) wszystkiego, co znajdujemy obecnie w pismach takich jak „Jesus”, „Famiglia Cristiana”, „Il Regno”, „Concilium”, „Bose”, biuletynach parafialnych, dziennikach katolickich, a również w najważniejszych wypowiedziach papieskich. W dzisiejszym Kościele odnajdujemy wszystkie teologiczne i doktrynalne wypaczenia modernizmu. Gdybyśmy przeanalizowali szczegółowo dekret Lamentabili i 65 propozycji przez niego potępionych, znaleźlibyśmy w nauczanej obecnie teologii i poglądach doktrynalnych ślady prawie wszystkich z nich.

Pascendi można by odebrać jako dokument napisany nie w roku 1907, ale 2005. Moderniści, tak dziś, jak wówczas – używam terminu „modernista” na określenie typu człowieka, który ześlizguje się w herezję – uważają się za oświeconych, za gramsciańską mniejszość, która oddziałuje na kolektywną świadomość bezwładnej, łatwej do zmanipulowania, anonimowej zbiorowości, będącej przedmiotem swoistego nieustannego teologicznego gwałtu (mam tu na myśli liturgię, która patrząc na to w kategoriach socjopolitycznych, została narzucona przez odpowiednik terrorystycznej, krwawej coup d’état). Na przestrzeni 30–40 lat w Kościele rozegrała się modernistyczna rewolucja, był to rok 1789 w Kościele, rewolucja narzucająca poprzez teologiczny Koran politycznej poprawności prawa człowieka (…) bez żadnej możliwości odrzucenia czy kwestionowania swych heterodoksyjnych tez i prawdziwych herezji (…).

Tam jednak, gdzie ma miejsce rewolucja, powinni pojawić się kontrrewolucjoniści, reakcjoniści, którzy nie rozumieją nowego ducha. Funkcjonuje więc w Kościele soborowym pewien termin, którym określa się tych, którzy odrzucają Kościół Vaticanum II: fundamentaliści. Pamiętamy z przeszłości, że Wandejczycy i zwolennicy Bourbonów nazywani byli zbójcami, a ci wszyscy, którzy sprzeciwiali się bolszewikom, byli etykietowani jako kułacy. Cóż, mamy obecnie kułaków Kościoła: są nimi np. kapłani i wierni Bractwa Św. Piusa X. Nie ma władzy totalitarnej, nawet w dziedzinie wiary, dla której nie istniałby wróg absolutny, a wiemy, że wróg absolutny musi być zniszczony, nie można z nim rozmawiać; można rozmawiać z każdym, ale nie z tym, kto neguje, że można rozmawiać z każdym.

Jaki jest tego powód? Skąd ten kryzys modernistyczny, obecny już w czasach św. Piusa X? Pascendi podaje nam precyzyjną, dogłębną odpowiedź:

Lecz pycha daleko silniej wpływa na duszę, by ją oślepić i na błędne ścieżki wprowadzić: w modernistycznej doktrynie jest ona jak u siebie w domu, ze wszech stron otrzymuje pożywienie i rozgościć się może dowolnie. Ową pychę uważają moderniści za regułę powszechną i tym śmielej i zuchwalej na niej się opierają. Ową pychą szczycą się, gdy twierdzą, że oni jedynie powiadają mądrość, a nadęci nią i zuchwali mówią: my nie tacy, jak reszta ludzi, i aby do tej reszty nie być przyrównanymi, wymyślają i popełniają największe niedorzeczności.

Tych kilka linijek mówi nam wszystko. Dokładnie to obserwujemy obecnie w dziedzinie teologii: jeśli ktoś chce być szanowany, musi być oryginalny. Wiemy jednak, że w historii cywilizacji, ani nawet w historii jako takiej, nie narodziło się nic wartościowego, co nie zrodziłoby się z pragnienia bycia wiernym tradycji – temu, co zawsze uważane było za prawdę. Św. Tomasz, „niemy wół”, z pewnością nie pragnął być oryginalny: tworząc swój system, musiał uwzględnić cały szereg kwestii, których musiał przestrzegać, o których musiał mówić. To, co jest prawdziwe dla kultury, jest prawdziwe również dla świętości: święty nie chce być oryginalny, pragnie być jedynie pokornym naśladowcą Chrystusa; świętość, która jest największą manifestacją duchowej integralności osoby, rodzi się jedynie z całkowitego wyrzeczenia się wszelkiej czysto ludzkiej i doczesnej oryginalności.

Historia chrześcijaństwa pokazuje, że wielkość rodzi się z marzenia o wierności, (…) nowości nie pragnie się jednak nigdy dla niej samej. Najlepszym przykładem tej zasady jest reforma Mszału, dokonana przez św. Piusa V. Nie ma nic bardziej typowego dla katolicyzmu (kiedy jest on zdrowy i wolny od wpływów protestanckich i modernistycznych) niż prawdziwa nienawiść, odruchowa wrogość dla wszelkiej zmiany, niezależnie w jakiej kwestii, która mogłaby prowadzić do umiłowania nowości jako takiej, i to do tego stopnia, że pewne gesty liturgiczne zostały zachowane, choć ich praktyczne zastosowanie zanikło.

To współczesna rewolucja, zapoczątkowana przez Lutra i Kalwina, a podjęta przez Cromwella i rewolucję purytańską, inspirowana jest gnostyckim pragnieniem zniszczenia teraźniejszości, ponieważ nie ma już oczu i serca zdolnych do zrozumienia stuleci trudów, jakie doprowadziły do jej zbudowania. Bunt modernistów, tak za czasów św. Piusa X, jak i dzisiaj, rodzi się z pychy, z miłości własnej popychanej do wzgardy dla Boga; rodzi się ona z tryumfu ciała nad duchem. Nie można zadowolić Boga i świata równocześnie.

A jednak pomimo oczywistej dla obserwujących stan obecnego Kościoła katastrofy, w obliczu Kościoła znajdującego się w postępującej agonii, jako że przechodzi on swoją drogę na Kalwarię, nie brak również powodów do nadziei. Pierwszym z nich jest fakt, że Msza Wszechczasów jest nadal odprawiana na całym świecie. Oczywiście nie wszyscy rozumieją dziś znaczenie tej Mszy; jej piękno jest zbyt wielkie dla tego cudzołożnego i zepsutego pokolenia, by mogło ono ją zrozumieć; jest promieniem światła zbyt intensywnym i silnym dla ciemności naszych czasów, by świat mógł ją docenić. Nasz świat nie wie już, jak kochać rzeczy piękne, pełne milczenia, pokoju, nieba, światła, prawdy. Abyśmy byli do tego zdolni, życie musi przenikać nas do głębi, wymaga to niemal cudu. Niemniej jednak podzielam opinię Dostojewskiego: „Piękno uratuje świat”. Nawet w obliczu tak przygnębiającej i tragicznej rzeczywistości nie można zatracić zaufania do olśniewającego piękna Mszy świętej, którą kapłani Bractwa zachowują również dla nas, z pokorą i pełną czci miłością (…). Piękność ta nie może nigdy zostać przyćmiona i nigdy nie zostanie przyćmiona. I naprawdę mało znaczy, że dziś jest poniżana przez tak wiele świętokradczych rąk i że tak mało ludzi wie, jak kochać ją pobożnie, ze szczerą synowską miłością. Ω

Mateusz D’Amico

Tekst za „The Angelus” z maja, lipca i września 2006 r. Z języka angielskiego przełożył Tomasz Maszczyk.

ZOB. TAKŻE:

http://www.bibula.com

Komentarzy 12 do “Modernizm w encyklice Pascendi”

  1. andy said

    Nie czytałam artykułu; już pierwsze zdanie mnie zniechęciło. Kto twierdzi, że „prawdziwa nienawiść jest typowa dla katolicyzmu”? To potwarz.

  2. Tralala said

    ad 1
    Swiety Tomasz z Akwinu pisal, ze nienawisc idzie w parze z miloscia; nie mozna kochac bez nienawisci, bo jak kocha sie swietosc, to nie nawidzi sie grzechu, jak kocha sie zdrowie, to nienawidzi sie choroby itd.

    To po prostu kwestia uzycia slowa „nienawisc” i rozumienia go w odpowiedni sposob.
    Zamiast od razu sie zniechecac, trzeba przeczytac artykul i zrozumiec o co chodzi.

  3. Marucha said

    Re 2:
    Uprzedziła mnie Pani. Miałem zamiar napisać coś podobnego.
    Nienawiść do zła i grzechu jest wręcz obowiązkiem katolika.

  4. andy said

    Obydwie odpowiedzi to jest zwykłe mącenie. Twierdzeniejest analogiczne do twierdzenia – nie ma dobra bez zła. Proszę przeczytać dalszą część zdania – „odruchowa wrogość do wszelkiej zmiany, niezależnie w jakiej kwestii…”.
    Taki początek nie wzbudza mojego zaufania. A odpowiedzi to odwracanie kota ogonem. Proszę nie odpowiadać. Nie będę więcej czytać tego portalu.

  5. Psiemislavius said

    Nikt Panią nie zmusza do czytania Dziennika Maruchy. Jak pani chce, to niech pani sobie pierze mózg Tusk Vision Network.

  6. JO said

    Ad.4. Pan jest typowym zagubionym juz niestety judeokatolikiem. To dla takich jak Pan ten Portal jest szansa…., jaka rowniez daje Bractwo Piusa X w Polsce…

    Pana Dobra Wola I Laska Boza teraz zdecyduja, czy Pan Uslyszy I Zobaczy….
    Bog Daje Laske a Pan, czy Ma Pan Dobra Wole?

    Czyana porzadania stad wygnaly….?

  7. Wosiu said

    Re 3/Marucha

    Niestety myli się Pan i pani Tralala oraz być może też św. Tomasz z Akwinu (jeśli cytat był poprawny). Zło i grzech należy potępiać i piętnować, ale nie nienawidzić. Potępiać i piętnować na chłodno, a może i z nutą współczucia. Każda nienawiść jest zła i jest zaprzeczeniem miłości.

    Czyż to nie Jezus powiedział: „nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali”?

    Długo nie rozumiałem większości wypowiedzi i przypowieści Jezusa. Bardzo mnie wkurzało to „nadstawianie drugiego policzka” a „miłowanie bliźniego jak siebie samego” uważałem za coś biorącego początek z egoistycznego aktu samouwielbienia. Myliłem się.

    Potem to pojąłem. To wszystko ma powierzchowne jak i głębsze znaczenie i jest doskonałe w swojej istocie. Nie mogę tego wytłumaczyć punkt po punkcie, bo musiałbym napisać komentarz do Nowego Testamentu o objętości większej niż sam Nowy Testament. Radzę każdemu na początek czytać do oporu Kazanie na Górze, a potem próbować dalej.

    Radzę odrzucić starotestamentowe sentymenty. Niestety tzw. Stary Testament to żydowskie gówno i jad wciśnięte przez sabotaż w doktrynę Kościoła.

    Można pójść jeszcze głębiej, i zapoznać się z naukami niektórych chrześcijańskich mistyków i nauczycieli. Jakkolwiek nauki Ojców Pustyni czy objawienia św. Jana od Krzyża mogą dla wielu być czymś wspaniałym, to do istoty rzeczy lekko zbliżamy się dopiero przy cytatach z Mechtyldy z Magdeburga a robimy duży krok naprzód pojmując Kazania Mistrza Eckharta.

    No to parę cytatów dla zachęty.

    Na początek Mechtylda z Magdeburga:

    ” Mechtylda z Magdeburga

    Wieloraki zachwyt, jakim napełniają mnie rzeczy ziemskie, nigdy nie odwiedzie mnie od Miłości. Bo w szlachetności stworzeń, ich pięknie i użyteczności, będę kochała Boga – a nie samą siebie!

    Nie pogardzaj swoim ciałem. Bowiem dusza znajduje tak bezpieczne schronienie w swoim ciele jak w Królestwie Niebieskim.

    Prawdziwie mądra osoba klęka u stóp wszystkich stworzeń i nie boi się znosić kpin innych ludzi.

    Dniem mojego duchowego przebudzenia był dzień, gdy ujrzałam – i wiedziałam, że ujrzałam – wszystkie rzeczy w Bogu i Boga we wszystkich rzeczach.

    Tego nauczyłam się od cierpienia: Jeżeli czlowiek jest boleśnie zraniony przez miłość, nigdy nie dostąpi on/ ona pełni, zanim nie obejmie tej samej miłości, która ją zraniła.

    Kochaj nicość, uciekaj od siebie.

    Czy pragniesz miłości? Jeżeli pragniesz miłości, musisz ją opuścić.

    Oświetlona ogniem długotrwałej miłości, ogarnięta uściskiem Świętej Trójcy, dusza zaczyna zanurzać się i ochładzać – tak jak słońce schodzi z najwyższego punktu i zanurza się w noc. Także i my zanurzamy się wraz z duszą i ciałem.

    Ci, którzy szturmują niebieskie szczyty za pomocą zagorzałości i praktyk ascetycznych, dotkliwie się oszukują. Ludzie tacy noszą wewnątrz siebie ponure serca; brak im prawdziwej pokory, która jako jedyna prowadzi duszę do Boga.

    Bóg jest także matką, która podnosi swe kochane dziecko z ziemi i sadza je na kolanach. Trójca jest jak suknia matki, w którą owija się dziecko i przytula się do matczynej piersi.

    Jeżeli miłujesz sprawiedliwość Jezusa Chrystusa bardziej, niż boisz się osądu ludzkiego, wówczas będziesz dążyć do czynienia miłosierdzia.

    Kim jest Duch Święty? Duch Święty jest miłosiernym wylaniem Stwórcy i Syna.

    Kiedy nie jestem już w stanie znosić dłużej mojej samotności, przynoszę ją do moich przyjaciół. Muszę bowiem dzielić się nią ze wszystkimi przyjaciółmi Boga. „Czy ty cierpisz?” „Ja także!” ”

    I Mistrz Eckhart:

    ” Mistrz Eckhart

    Każde stworzenie jest Słowem Bożym i księgą o Bogu.

    Wszystko, co Bóg stworzył miliony lat temu i wszystko, co będzie stworzone przez Boga w ciągu milionów lat – jeżeli świat będzie tak długo istniał – wszystko to Bóg stwarza w najtajniejszych i najgłębszych sferach duszy ludzkiej. Wszystko, co przeminęło, co istnieje obecnie i co nadejdzie w przyszłości Bóg stwarza w najtajniejszych sferach duszy ludzkiej.

    Dusza miłuje ciało.

    Wiele już razy mówiłem, że Bóg w tej właśnie chwili stwarza cały ten świat. Wszystko, co stworzył sześć tysięcy lat i więcej jeszcze lat temu, w chwili, gdy powoływał świat do istnienia, stwarza to w całości teraz.

    Bóg stworzył wszystkie rzeczy w ten sposób, że nie są one na zewnątrz Niego, jak wyobrażają to sobie nieświadomi ludzie. Raczej wszystkie stworzenia wypływają od Boga, jednocześnie pozostając w Bogu.

    A któż jest szlachetniejszy nad tego, kto się narodził z najwyższego i najlepszego, co tylko może mieć stworzenie, a zarazem z największej głębi Bożej natury, z jej pustkowia.

    Niemała to rzecz – królestwo Boże.

    W tym życiu człowiek powinien być niebem, w którym mieszka Bóg.

    Jaki jest probierz, że w istocie doznałeś tego świętego narodzenia? Posłuchaj uważnie. Jeśli prawdziwie dokonały się w tobie narodziny, wówczas każde stworzenie wskaże ci Boga.

    To zatem jest zbawieniem: Gdy podziwiamy piękno stworzonych rzeczy i głosimy chwałę ich pięknego Stwórcy.

    Boga nie można znaleźć w duszy, dodając coś, ale poprzez proces odejmowania.

    To słowo jest słowem ukrytym i przychodzi w ciemności nocy. Aby wejść w tę ciemność, odłóż wszystkie głosy i dźwięki, wszystkie obrazy i podobizny. Bowiem żaden obraz nigdy nie dosięgnął fundamentu duszy gdzie sam Bóg ze swoją istotą oddziaływuje.

    Pamiętaj o tym: każde cierpienie ma swój koniec. A to, co jest twoim prawdziwym cierpieniem, było najpierw cierpieniem Boga.

    Bóg jest istnieniem, które zawiera w sobie wszelkie istnienie… Bóg jest ponadistotowym istnieniem i ponadistotową nicością… Bóg jest nicością, a jednak Bóg jest czymś.

    Poza Bogiem istnieje tylko nicość, nic więcej.

    Cym jest ta ciemność? Jakie jest jej imię? Jej imię oznacza zdolność do wrażliwości… obfitej wrażliwości, która doprowadzi cię do pełni.

    Dusza pośród wszystkich stworzeń jest płodna jak Bóg.

    Żeby coś mogło być we właściwym znaczeniu wyrażone w słowach, musi wyłonić się od wewnątrz i przejść przez wewnętrzną formę; nie może to pochodzić z zewnątrz, ale musi wyłonić się od wewnątrz.

    Boga nie interesują wcale posty, modlitwy ani też inne umartwienia – nie potrzebuje ich.

    Bóg rodzi przez całą wieczność… Bóg leży na macierzyńskim łożu rodząc.

    Uważam, że gdyby Maria nie narodziła Boga najpierw duchowo, nie narodziłaby Go cieleśnie. Pewna kobieta zawołała do Pana naszego: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś!” Lecz On rzekł: „Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je” (Łk 11, 27-28). Dla Boga jest cenniejsze, gdy rodzi się duchowo z każdej „dziewicy”, to jest z każdej dobrej duszy, aniżeli cieleśnie z Marii.

    Czy serce twoje jest niespokojne? Wówczas nie jesteś jeszcze „matką”, ale tylko rodzisz i jesteś blisko porodu… Powiadam tobie: jeżeli narodzisz w sobie „dziecko”, ogarnie cię wielka radość…

    Gdy mówimy, że Bóg jest „wieczny”, rozumiemy przez to, że Bóg jest wiecznie młody.

    Nie ma czegoś takiego jak „mój” chleb. Wszelki chleb jest nasz i jest mi dany, innym poprzez mnie i dla mnie poprzez innych. Nie tylko bowiem chleb, ale także wszystko inne potrzebne do odżywiania w tym życiu pożyczone jest nam wraz z innymi, z powodu innych, dla innych i innym poprzez nas.

    Wszystkie stworzenia są współzależne.

    Miłość jest szlachetna, bowiem ogarnia wszystko. Kto kocha Boga… musi kochać bliźniego, jak siebie samego i radować się radością drugiej osoby, jak własną radością… W ten sposób człowiek jest… jakby w niebie.

    Życie w Bogu jest bujne i wyborne.

    Miłosierdzie oznacza sprawiedliwość… Kto rozumie naukę o sprawiedliwości, rozumie wszystko, co mam do powiedzenia.

    Praca, która jest „z” lub „na zewnątrz”, lub „ponad” artystą, musi stać się pracą, która jest „w” niej, przyjmując formę wewnątrz niej. Innymi słowy, aby zrozumieć nasze powołanie jako artystów powinniśmy interpretować wers „Duch Święty zstąpi na ciebie” (Łk 1, 35) w znaczeniu „Duch Święty objawi się z twojego wnętrza”

    Kochaj Boga bezumysłowo, to znaczy, że dusza twoja ma być bezumysłowa, pozbawiona wszelkiej umysłowości; dopóki bowiem jest umysłowa, ma ona obrazy… Dlatego dusza twoja powinna być obnażona ze wszelkiego umysłu, bezumysłowa.

    Istoty ludzkie powinny porozumiewać się między sobą i dzielić się swymi darami, które otrzymały od Boga. Jeżeli osoba ma coś, czym nie dzieli się z innymi, osoba ta nie jest dobra. Osoba, która zazdrości innym ich rzeczy duchowych i radości, która jest w nich, w istocie nigdy nie była duchową. Ludzie nie mają otrzymywać i zachowywać darów jedynie dla siebie, ale powinni na tyle, na ile jest to możliwe, dzielić się nimi i „rozlewać” wszystko, co posiadają, czy to w ich ciałach, czy też duszach.”

  8. Marucha said

    Re 4:
    Pani nie rozróżnia nienawiści do osoby (co jest rzeczą naganną) – i nienawiści do grzechu, do czynności lub stanu.
    Jest Pani idiotką i jako taka jest tu niemile widziana.

    Re 7:
    Cytując Chrystusa tam, gdzie to nijak nie pasuje, bredzi Pan.
    Nie rozróżnia Pan między nienawiścią do osoby, a nienawiścią do grzechu.
    A już ta „nuta współczucia” dla zła, to mnie zupełnie powaliła na wznak.
    Bracia chrześcijanie, miejmy „nutę współczucia” dla szatana, bua ha ha ha ha!

    Panu nie podoba się słowo „nienawiść”, bo obrzydzono je Panu p***doleniem o tolerancji przez 24 godziny na dobę. Pan się boi nienawiści, żeby nie wyjść na zoologicznego nienawistnika.

    Więc idź Pan ze swoją miłością do diabła. Dosłownie. Zaoferuj mu ją Pan.

  9. Wosiu said

    Re 8/Marucha

    Szanowny Panie Marucha, nie zrozumiał Pan tego co chciałem wyrazić, obraził mnie Pan, uczynił Pan zło, które możnaby nienawidzić….

    Więc to zilustruję:

    1. Moja odpowiedź wg mojej wersji:

    Panie Marucha, nie wiem, pewnie ma Pan jakąś słabość w tej chwili, być może nadużył Pan alkoholu, co się ludziom zdarza…
    Niepotrzebnie wyzwał mnie Pan, napisał, ze bredzę, kłamliwie napisał Pan, że rzekomo nie podoba mi się słowo nienawiść, bo jestem ofiarą propagandy tolerancji przez 24 godziny na dobę, boję się nienawiści. Na końcu wysłał mnie Pan do diabła z „moją miłością”.
    Otóż byłem mistrzem nienawiści, nie potrafi Pan sobie wyobrazić, co ja w wyobraźni chciałem zrobić z Ukraińcami, Żydami, Niemcami…. Niemniej mi przeszło.. Zapewniam Pana, ze jeśli kiedykolwiek trafię do diabła, to trafię tam jako anioł zemsty, zniszczę wszystko i wyślę w niebyt.

    2. Moja odpowiedź wg Pana wersji:

    Słuchaj zachlany, popierdolony głupku –

    nic nie wiesz o nienawiści, twoja nienawiść to jest rybka w akwarium. Moja nienawiść to jest rekin odgryzający głowę na miejscu. Nie znasz gnoju zapachu krwi, ludzkiej czy zwierzęcej, ja znam. Nie znasz smaku zemsty. Pierdol sie w dupę.

    Zwracam Panu Szanownemu uwagę na dwie rzeczy:
    1. Nic Pan Szanowny o mnie nie wie – co przeżyłem, co widziałem, co znam, a czego nie znam.
    2. Potwierdza Pan, że nie rozróżnia nienawiści do zła od nienawiści do człowieka.

    Pańskie mało kreatywne wulgaryzmy nie robią na mnie większego wrażenia. Składam je na karb „miłości”, o której Pan tak wiele mówi.
    Admin.

  10. Wosiu said

    Re 9 uwagi admina

    „Nie znasz gnoju zapachu krwi, ludzkiej czy zwierzęcej, ja znam. Nie znasz smaku zemsty.”

    Tak sobie pomyślałem, że dla ewentualnego dobra procesowego, powyższe słowa trzeba wytłumaczyć. Byłem wiele razy skaleczony w różnych sytuacjach i nieraz lało się ze mnie wiele krwi. Również miałem pewne walki z ludźmi, gdzie polało się na mnie mnóstwo krwi (sprawy oddalone przez prokuraturę jako zatargi sąsiedzkie bez podtrzymania pozwu cywilnego) Stąd znam zapach ludzkiej krwi. Zapach krwi zwierzęcej znam z ratowania psa potrąconego przez samochód (mnóstwo krwi, ale przeżył).
    „Nie znasz smaku zemsty” to oczywiście licenicia poetica.

    „””Zwracam Panu Szanownemu uwagę na dwie rzeczy:
    1. Nic Pan Szanowny o mnie nie wie – co przeżyłem, co widziałem, co znam, a czego nie znam”””

    Na pewno. Ale i Pan nic nie wie o mnie, co ja przeżyłem, czego doświadczyłem, co znam na pewno a czego się tylko domyślam…. To działa w obie strony….

  11. Marucha said

    Re 10:
    Ale i Pan nic nie wie o mnie, co ja przeżyłem, czego doświadczyłem, co znam na pewno a czego się tylko domyślam…. To działa w obie strony….

    I dlatego ja nie piszę nic o Pańskich przeżyciach i nie twierdzę arogancko, w stylu niejakiego Franza Maurera, „co ty k**wa wiesz o nienawiści i zemście” . Ja się opieram tylko i wyłącznie na tym, co Pan pisze. Tu i teraz.

    A z tego jednoznacznie wynika, że Pan nie odróżnia nienawiści do zła i nienawiści do człowieka. Kropka.

  12. RomanK said

    Sa bowiem tematy..ktore sie dyskutantom nie miescza…w,,nie wiem jak to nazwac…bo niex hce obrazic paly:-)))

Sorry, the comment form is closed at this time.