Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Szynk i społeczne zepsucie

Posted by Marucha w dniu 2012-11-20 (Wtorek)

Artykuł jest autorstwa Bolesława Prusa i został zamieszczony w „Kurierze Warszawskim” 1881, nr 264. Od tamtych czasów minęło ponad 130 lat.
Link podesłał p. Niedaleko.

Dawnymi czasy panował w tym kraju, jak zresztą i w wielu innych, zwyczaj, oparty na prawie niewzruszonym jak skała. Oto kilkudziesięciu ludzi miało obowiązek pracować na jednego i dla jednego.

Ten jeden posiadał ziemię, bydło, pieniądze, rolnicze narzędzia i – zwał się dziedzicem. Ci kilkudziesięciu mieli po parze silnych rąk, niewybredny żołądek i pokornego ducha. Zwali się chłopami i mieszkali na wsi.

W teorii byli to ludzie wolni. Ale ponieważ każda morga ziemi i każda chata należała do dziedzica, więc owi „wolni” posiadacze dwu rąk dzierżawili od pana morgi i chaty i za nie płacili mu nie gotówką, ale pracą. Praca ludzka ceniła się wówczas niedrogo, więc za parę morgów ziemi trzeba było dobrze napocić się w ciągu roku. Nie dość na tym. Prosty bowiem człowiek, zaorawszy i zbronowawszy pańskie grunta, szedł orać i bronować swoje; zebrawszy zboże z pańskich pól, zbierał ze swoich, i tak bez końca.

Toteż całe chłopskie życie, zamknięte między niemalowaną kołyską albo koszałką i trumną wyciosaną toporem, to biedne życie schodziło na pracy około roli. Nie było nawet czasu podnieść zgiętej nad sochą głowy do nieba, które, co prawda, od wieków z jednak ową pogodą patrzy na ludzką nędzę…

Gdy chłop nie przyszedł do roboty, otrzymywał plagi. Za to jeżeli był chory albo gdy mu padło bydlę, otrzymywał lekarstwo i zapomogę, a na przednówku ćwiartkę żyta na zasiew.

Także w latach głodu wynędzniały lud schodził się co dzień na dworskie podwórze, gdzie wydawano mu chleb i krupnik.

Ponieważ głównym fundamentem majątku dziedzica była rola, więc nie uczono chłopów ani rzemiosł, ani handlu, ażeby nie porzucili ziemi i nie wynieśli się do miast. Nie uczono ich niczego, oprócz bojaźni Bożej, bo nauka – mówiono – przewraca w głowach.

I tak przez wieki rósł ten lud dziko jak leśne zwierzę. On też pozostał najwierniejszym tradycji i wciąż nosił takie sukmany, mieszkał w takich chatach, jadał w takich misach jak za tatarskich najazdów.

We dworze, w większym mieście było więcej czasu. Toteż dwory i miasta, jedne prędzej, inne wolniej, podchodziły pod poziom XVIII-go, a nawet XIX-go wieku, a chłop – pozostał wciąż w XV-tym jeżeli nie w XII-tym!…

Nie wiem, w którym tam wieku wynaleziono sekret pędzenia gorzałki z żyta, a już w naszej epoce z ziemniaków.

Ziemniaków, dawnymi czasy, każdy dwór miał obfitość, tak że nawet trudno ich było spaść świńmi. Wnet więc w każdym obszerniejszym majątku pojawiła się gorzelnia, a przy gorzelni – karczma.

Był to dla większej własności znakomity postęp ekonomiczny. Odtąd nie tylko ciągnęło się dochody z chłopskiej pracy, ale nawet zaczęła procentować szpetna chłopska wada – pijaństwo. Grzmiał ksiądz proboszcz z ambony – przeciw wódce, dzwonił Lejbuś nad szynkwasem – za wódką i, dzięki temu, ani chłop nie rozpił się ostatecznie, ani gorzelnia nie przestała być intratną.

Dlaczego chłop pił wódkę?

Dlatego, że ona dopełniała jego chudą strawę, czasami oszukała żołądek, a zawsze – rozweselała. Przecie i najwięksi państwo dla rozweselenia się chodzą do teatrów, na koncerta, jeżdżą do wód. Z jakiej więc racji miałby gardzić uciechą chłop, także posiadający nerwy?

A dlaczego oddawano karczmę Żydowi?

Naprzód dlatego, że Żyd dzięki rozmaitym ograniczeniom gotów był pracować w każdym fachu jak najgorliwiej, byle wyżyć. Potem dlatego, że dzięki swej gorliwości i bardzo skromnym wymaganiom zarabiał więcej niż katolik i – więcej płacił za arendę. Potem dlatego, że znowu dzięki różnym ograniczeniom, Żyd był pokorny i usłużny. Potem, że dzięki solidarności ze swymi współwyznawcami i współograniczanymi, na każde żądanie dostawał w miasteczku pieniędzy. Potem, że był faktorem, plotkarzem, pocztą, doradcą i Bóg nie wie czym, bo – nie mógł być obywatelem!

Toteż wkrótce arendarz stał się adiutantem dworskiego sztabu i on, ograniczany, spętany rozmaitymi zakazami, zdobył wielki wpływ nad chłopską armią. Za wyzysk, pogardę i niechęć w górze płacił wyzyskiem i nienawiścią u dołu i do dziś dnia pozostał, czym był przed, wiekami. Oszukującym z łaski ucisku, wyzyskiwaczem z łaski przywileju, wrogiem tych, którzy mieli więcej praw niż on i obywatelem idealnej ojczyzny znad Jordanu, ponieważ nie pozwolono mu mieć rzeczywistej – nad Wisłą.

Stało się to, co zawsze się stawało i stawać będzie: ograniczenie, jako prezerwatywa jednego niebezpieczeństwa, zrodziło dziesięć nowych niebezpieczeństw, daleko gorszych.

Kiedy patrzę na te widma niedawnej przeszłości, chciałbym zamknąć oczy, uszy i uciec. A przecież musiałem je sam wywołać dla pokazania, że dzisiejszemu zepsuciu ludu winną jest nie tylko teraźniejszoœć, ale i przeszłość, nie tylko Żydzi, ale – my sami i wadliwa organizacja społeczeństwa, opartego na pańszczyźnie, propinacji, zakazach i ograniczeniach.

Nie ograniczajcież nikogo, nie odmawiajcie nikomu żadnych praw, bo właśnie dzięki zakazom Żydzi stali się naprzód giętkim narzędziem w ręku dziedziców, a później samodzielną trucizną ludu. Z tego powodu sądzę, że hr. Zamoyski dobrze zrobił, wyłączając Królestwo Polskie spod uchwał obradującej w Petersburgu komisji i wódczanej (1), jak również dobrze się stało, że w Królestwie Polskim zniesiono propinację (2).

Przeciw Żydom, szynkującym na wsi, istnieje już u nas jedno prawo z r. 1842. Na cóż nam drugie? Jeżeli policja i sądy, na mocy dawnej ustawy, przez trzydzieści lat nie zdołały usunąć Żydów od szynku, to skąd pewność, że ich usunie dziś, na mocy nowej ustawy?

Moim zdaniem, nowa ustawa wywołałaby tylko nowy łańcuch nadużyć: jeszcze większe fałszowanie wódki i podwyższenie jej ceny. Zyskalibyśmy tyle tylko, że chłop, którego niby to chcemy protegować, za naszą idealną miłość zapłaciłby realną gotówką…

Śliczna mi filantropia!
Z jakiej racji mamy ochotę usuwać Żydów z karczem?
Niby to z bardzo wielu.
Żydzi z dziwną zręcznością rozpijają lud. Oszukują go w rachunkach.
Pobierają lichwę.
Namawiają dzieci i kobiety do kradzieży.
Dają przytułek złoczyńcom, a ich karczmy są składem i targowiskiem rzeczy kradzionych.

Wszystko to prawda, ale:
Czy Żyd, usunięty z karczmy, przestanie oszukiwać, namawiać do kradzieży i komunikować się ze złoczyńcami?…
Łotr i za szynkwasem, i za złoconym stołem będzie łotrem, jeżeli straci obawę kary za łotrostwo i znajdzie do niego tak wdzięczne pole jak u nas.

Trzeba inaczej postawić kwestię, trzeba żądać, ażeby prawo było wykonywane – i nic więcej.

Wszakże u nas oszustwo, gorszenie małoletnich, na mowa do występku, udział w rabunku, handel kradzionymi rzeczami, konszachty ze zboczeńcami są wyraźnie opisane w kodeksie kryminalnym. Kodeks powinien być równie groźnym dla tych, którzy nie mają nic, jak i dla tych, którzy maj ą wódkę i pieniądze. Dlaczegóż nim nie jest i kto ośmieli się łudzić nas obietnicami, że nowe prawo przeciw Żydom zrobi to, czemu nie wydołał kodeks przeciw oszustom, złodziejom i rabusiom?

Wszakże chyba nie w tym leży waga kwestii, czy za szynkwasem widzimy jarmułkę czy rogatywkę, ale w tym, ażeby przy szynkwasie nie popełniano występków, jakie się dziś popełniają. A zatem droga do ulepszeń nie pójdzie przez nowe zakazy, tylko przez pilny dozór, którego dziś nie ma i którego nie zastąpi martwy paragraf.

Niezbyt dawno powołano się na „lud wyzyskiwany i jego prawa”. Za pozwoleniem! My także coś wiemy o ludzie i jego prawach. Ten lud, któremu chcecie dać prawo. wyrzucania go za łeb z szynku, ma jeszcze inne prawa.

Prawo do oświaty. Prawo do bezpieczeństwa.
Prawo do taniego kredytu.
Prawo do nauczenia się rolnictwa i rzemiosł.
Prawo do szybkiego i taniego wymiaru sprawiedliwości, jeżeli mu kto zrobi krzywdę.
Prawo do odpoczynku i zabawy.

Dajcie mu przede wszystkim te prawa, a już on sam, bez waszych wskazówek, tak ściśnie żydowskich i nie-żydowskvch filutów, że im oczy wyjdą na wierzch, i hultaje ci muszą być cnotliwymi, jeżeli nie dlatego, że wówczas cnota będzie przynosiła lepszy procent, to przynajmniej ze strachu.

Pasjami lubię demokratów, ale mam prawo wymagać od nich, ażeby ludowi nie puszczali mydlanych baniek pad nos. Co mi to za miłość ludu, która, zamiast ulepszeń, ofiaruje mu – zakazy!…

A może chcecie wiedzieć, dlaczego lud tak gromadnie włóczy się po szynkach?
Oto dlatego, że w szynku mieszczą się następujące instytucje ludowe:
1) Handel wódką
2) Garkuchnia
3) Zajazd
4) Dom noclegowy
5) Sala koncertowa
6) Sala taneczna
7) Klub do pogawędki i wymiany myśli.

Handel wódką musi nim zostać, a pomimo to może zmniejszyć się znakomicie ilość szynków, jeżeli utworzycie ludowe sale zabaw i zebrań, domy zajezdne i noclegowe – bez wódki.

Dopóki jednak uczciwy włościanin czy rzemieślnik nie znajdzie dostatecznej liczby „takich resurs” czy „gospód chrześcijańskich”, dopóty musi chodzić do szynku i pić w nim wódkę, jak wy sami w cukierniach pijecie herbatę.

Że tej taki prosty środek zmniejszenia demoralizacj i nikomu nie przyszedł do głowy, tylko – zakaz!…

Nie koniec na tym.

Uczciwy człowiek wchodzi do szynku z konieczności i – kogóż tam zastaje? Czy tylko takich jak on sam? Nie. Znajduje, obok nich, złodziei, nierządnice, pijaków i wszelkiego rodzaju próżniaków. I dziwicie się wobec tego, że się ludzie psują? I może dziwić się będziecie, że w podobnym towarzystwie prawie każdy szynkarz staje się łotrem?

Pomyślcie więc o tym, ażeby albo do szynkowni nie dopuszczano łotrów, albo – żeby powstały punkty zborne dla ludzi uczciwych.

A może chcecie wiedzieć, dlaczego Żyd oszukuje chłopa w rachunkach? Oto dlatego, że Żyd umie, a chłop nie umie ani pisać, ani rachować. Nauczcie więc lud sztuki pisania i rachunku, a zmniejszą się podobne oszustwa.

Pójdźmy dalej.
Czy wiecie, dlaczego na wsiach, osobliwie zimą, tylu ludzi siedzi cały dzień po karczmach?
Oto – z nudów. Chłop, kiedy skończy robotę w polu, nie robi już prawie nic, bo – nic robić nie umie. Gdyby umiał szyć buty, sukmany, czapki, robić płótno, stoły i stołki, a nawet – strugać łyżki lub zabawki, siedziałby w domu, strugałby i nie tylko nie traciłby pieniędzy i zdrowia w szynku, ale – zarobiłby jakiś grosz.

A teraz powiedzcie, co dla ludu i dla kraju lepsze: czy nowy zakaz, czy – nauka rzemiosł po wsiach?
Tak, panowie. Nasze szynki i nasi szynkarze są naprawdę wrzodami na narodowym organizmie, ale chcąc z tego leczyć, nie trzeba „rozpędzać wrzodów”, bo „wejdą w środek”, tylko trzeba wzmocnić chorego przez oświatę i instytucje wiodące do dobrobytu!

Dajcie ludowi możność pić piwo i herbatę, a sam przestanie pić wódkę.

W jednym tylko punkcie macie rację. Oto w tym, że ogromna większość szynków znajduje się w rękach żydowskich i że zapewne większość szynkarzy składa się z ludzi co dzień popełniających czyny niezgodne z kodeksem. Lecz – dlaczegóż tych ludzi dotychczas nie wyśledzono, nie zaskarżono, nie osądzono?

Na zakończenie opowiem bajeczkę.
Kiedy w wiekach średnich panowała morowa zaraza, ktoś puścił bąka, że to Żydzi „robią mór”.
I – poczęto tarmosić Żydów, choć, o ile mi wiadomo, sposób ten nie zmniejszył moru.
Upłynęło parę wieków i otóż dzisiejsza higiena twierdzi, że przyczyną gwałtowności morowego powietrza nie byli Żydzi, tylko – powszechne niechlujstwo.
Gdyby więc ówcześni chrześcijanie, zamiast tracić czas na gonitwach za Żydami, zużyli go na mycie własnych podłóg, bielenie własnych ścian i pranie własnej bielizny, mór – niezawodnie zmniejszyłby się.

Dziś znowu mamy pewien rodzaj morowego powietrza: ciemnotę, biedę i demoralizację. I znowu amatorowie socjologowie w chorobie tej dostrzegają żydowskie pejsy. Znowu domagają się zakazów przeciw Żydom!

Ja sądzę, że należałaby postępować inaczej. Zostawmy Żydów w spokoju, ale – przypatrzmy się sobie samym. Dajmy, wedle możności, pomoc ludowi, stwórzmy dla niego instytucje, jakich nie posiada, a resztę zostawmy jego własnej pracy.

Oto próbka tego, co można zrobić.

Pamiętam, kiedym chodził do fabryki, bez śniadania, o szóstej rano, było mi tak czczo, że w połowie drogi musiałem wstąpić do szynku (jedynej instytucji, którą o tej porze otwierano) i – choć umoczyć usta w wódce. Inaczej byłbym zemdlał przy robocie. Dopiero kiedy fabryka, z powodu grasującej podówczas cholery, zaczęła nam wydawać „herbatę z miętą”, zaprzestałem niemiłych odwiedzin.

W owej epoce zrozumiałem, co warte są szynki i ich stali goście, jakim sposobem rozpijają się ludzie i – jakie społeczne znaczenie może mieć szklanka gorącej herbaty, nawet z miętą.

Od tych czasów upłynęło sporo lat, ale do dziś dnia nie widzę zakładów, które by uwolniły robotnika od konieczności wstępowania z rana do szynku.

Dopiero przed kilkoma tygodniami kolega mój i przyjaciel Bronisław Rejchman (3) podał w „Kurierze” projekt, ażeby zaprowadzić na ulicach Warszawy kramy czy samowary, które by ubogiej ludności sprzedawały tanią herbatę. Projektodawca złożył na ten cel ofiarę, wpłynęło jeszcze kilka rubli i – sprawa zasnęła…

Otóż sądzę, że te rejchmanowskie samowary byłyby doskonałą instytucją wstępną przeciw szynkom, i tak dalece jestem przekonany o jej praktyczności, że do kwoty już zebranej dołączam rubla w nadziei, że znajdzie się i reszta.

Mieszkamy przecie w Warszawie!

Na dziś niech to będzie pierwsza instytucja wymierzona przeciw wódce. Z czasem znajdą się inne i tak idąc ze szczebla na szczebel, od miasta do miasteczka i do wsi, sami własnymi siłami ograniczymy pijaństwo, bez zakazów, bez odwoływania się do nienawiści.

Przypisy:
(1) Tomasz Zamoyski, biorąc udział w komisji rzeczoznawców w sprawie ukrócenia pijaństwa w Rosji, wypowiedział się przeciwko proponowanemu zakazowi utrzymywania szynków przez Żydów; w wyniku jego argumentacji komisja wyłączyli spod zakazu Królestwo Polskie.
(2) Zniesienie praw propinacyjnych w Królestwie Polskim nastąpiło po długich przygotowaniach w r. 1881. „Komisja ekspertów, pracująca nad kwestią położenia tamy pijaństwu, postanowiła znieść propinację w Królestwie Polskim.” („Kurier Warszawski” 1881, nr 261.)
(3) Mowa zapewne o Bronisławie Rejchmanie, przyrodniku, znanym z popularnych artykułów w prasie.

http://www.naleczow.com.pl

Komentarze 22 do “Szynk i społeczne zepsucie”

  1. AlexSailor said

    Tekst bardzo cenny i nie do przecenienia.

    Ja chciałbym zwrócić jednak uwagę na jeden tylko mały problem w nim przedstawiony, ale absolutnie nie dlatego, by skierować dyskusję w tym kierunku.
    Po prostu. Jeśli nie rozliczymy się z przeszłością, szkodliwymi mitami, to dalej będziemy tkwili już nie po szyję, ale po nos w szambie.

    „Dawnymi czasy panował w tym kraju, jak zresztą i w wielu innych, zwyczaj, oparty na prawie niewzruszonym jak skała. Oto kilkudziesięciu ludzi miało obowiązek pracować na jednego i dla jednego.

    Ten jeden posiadał ziemię, bydło, pieniądze, rolnicze narzędzia i – zwał się dziedzicem. Ci kilkudziesięciu mieli po parze silnych rąk, niewybredny żołądek i pokornego ducha. Zwali się chłopami i mieszkali na wsi.

    W teorii byli to ludzie wolni. […]
    owi “wolni” posiadacze dwu rąk dzierżawili od pana morgi i chaty i za nie płacili mu nie gotówką, ale pracą. Praca ludzka ceniła się wówczas niedrogo, więc za parę morgów ziemi trzeba było dobrze napocić się w ciągu roku. Nie dość na tym. Prosty bowiem człowiek, zaorawszy i zbronowawszy pańskie grunta, szedł orać i bronować swoje; zebrawszy zboże z pańskich pól, zbierał ze swoich, i tak bez końca.

    Toteż całe chłopskie życie, zamknięte między niemalowaną kołyską albo koszałką i trumną wyciosaną toporem, to biedne życie schodziło na pracy około roli. […]

    Gdy chłop nie przyszedł do roboty, otrzymywał plagi. Za to jeżeli był chory albo gdy mu padło bydlę, otrzymywał lekarstwo i zapomogę, a na przednówku ćwiartkę żyta na zasiew.

    Także w latach głodu wynędzniały lud schodził się co dzień na dworskie podwórze, gdzie wydawano mu chleb i krupnik.

    Ponieważ głównym fundamentem majątku dziedzica była rola, więc nie uczono chłopów ani rzemiosł, ani handlu, ażeby nie porzucili ziemi i nie wynieśli się do miast. Nie uczono ich niczego, […], bo nauka – mówiono – przewraca w głowach.

    I tak przez wieki rósł ten lud dziko jak leśne zwierzę. On też […] mieszkał w takich chatach, jadał w takich misach jak za tatarskich najazdów.”

    Skończmy w końcu z mitem dworu szlacheckiego, dobroczynnej i ojcowskiej opieki dziedzica, a w ogóle z gloryfikowaniem tego co było w Rzeczypospolitej nie tylko złe, ale było ohydnym skur***syństwem.
    Żadnym wytłumaczeniem nie jest, że gdzie indziej było jeszcze gorzej.
    Śluby Jana Kazimierza w związku z koronowaniem NMP na Królową Polski zawierały obietnicę skończenia z tym skur**syństwem i w najmniejszym stopniu do dziś nie zostały wykonane.
    Świadczy to o tym, że ówcześni Polacy doskonale wiedzieli, jak zła jest sytuacja i co złego robią w swoich dworach.
    Zamiast kształcić chłopów, oczynszować umiarkowanie jak przed wiekami sprowadzający osadników możnowładcy tworzący potęgę Polski, oni traktowali faktycznie chłopstwo jak bydło, zwierzęta z ludzka twarzą, roszcząc sobie prawo do przychówku, którego za żadne skarby nie chcieli wypuścić do miast oddając je żywiołom obcym, między innymi Niemcom.
    Zamiast robić to, co w XIXw. w Wielkopolsce, to jest kształcić polską klasę średnią, uczyć chłopów rzemiosł, handlu, i dzięki temu powiększać również swoje majątki, szlachetkowie oddawali majątek, sprawy rodzinne, narodowe, państwowe, no i oczywiście chłopów pod obcy, najczęściej chazarski but faktora.
    Jak to się stało, że to nie chłopi z majątku otwierali karczmy, nie oni budowali młyny, kuźnie, nie oni zajmowali się handlem, itp.
    A trzeba tu wspomnieć o zapomnianej przez A.Głowackiego (B.Prusa) grupie chłopów z ziemią, dość bogatych na stworzenie własnych zakładów.
    Bo, niechby „cham” spróbował coś zrobić bez zgody pana, lub o swoje się upomnieć, to tylko korbaczem mógł dostać, jeśli nie być zatłuczony.
    W Polsce byli Panowie Bracia i „chamy” od czarnej roboty.

    Czy dziś coś się zmieniło?
    Niechby Polak spoza nowych panów braci spróbował jakiegoś większego interesu z sukcesem, czeka go los np. Kluski.
    Ba, będzie miał szczęście jak wyjdzie z więzienia cały i zdrowy.

    Za to, jeśli interes otworzy obcy kradnąc, oszukując i wyzyskując Polaków, to nikt go nie śmie ruszyć mimo obowiązujących praw.

  2. Marucha said

    Bolesław Prus, moim zdaniem, nieco idealizuje Żydów. Zwłaszcza w tym akapicie:

    Za wyzysk, pogardę i niechęć w górze płacił wyzyskiem i nienawiścią u dołu i do dziś dnia pozostał, czym był przed, wiekami. Oszukującym z łaski ucisku, wyzyskiwaczem z łaski przywileju, wrogiem tych, którzy mieli więcej praw niż on i obywatelem idealnej ojczyzny znad Jordanu, ponieważ nie pozwolono mu mieć rzeczywistej – nad Wisłą.

    1. Niechęć do Żydów, wspólna dla wszystkich narodów, wśród których się osiedlali, rozciągająca się ponad granicami państw i ponad wiekami, nie wzięła się chyba z nikąd – o ile oczywiście nie chodzi o jakiś ogólnoświatowy, odwieczny spisek antyżydowski.
    2. Żydom (a przynajmniej większości) nie była potrzebna żadna ojczyzna nad Wisłą, lecz kraj, gdzie mogli spokojnie oddawać się swemu odwiecznemu procederowi: żerowaniu na tubylcach. Obecnie mają już własną i nic się pod tym względem nie zmieniło.

  3. JO said

    ad.2 Zydzi w Polsce otrzymali szanse posiadania Ojczyzny, ktorej sie wyparli nie podporzadkowujac sie Krolowaniu Chrystusa w Niej i dzialajac przeciwko dobru Wspolnemu Mieszkancow i calej Rzeczpospolitej.

    Wyrzucic mozna Arian bylo. Wyrzucic Nalezalo i Zydow co zbrodnie popelniali.

    Przesiedlic mozna bylo Lemkow?

    Wysiedlic mozna i Zydow.

    Skoro tego nie zrobilismy my, to Oni teraz robia to z Nami.

  4. AlexSailor said

    Ad.2 @Marucha

    Głowacki nie idealizuje chazarów.
    On po prostu właściwie rozkłada akcenty.
    Choroby i pasożyty nie imają się zdrowego, żyjącego higienicznie organizmu, a jeśli już, to są łatwe do wyleczenia.
    Jednym z kolejnych mitów jest przypisywanie wszelkich nieszczęść obcym, masonom, cyklistom, itd.
    Tymczasem problem tkwi w NAS.
    Jakim cudem garstka psychopatów zbudowała sieć powiązań oplatająca całe narody, a może i świat??
    Dlaczego takich powiązań, a przynajmniej kontrpowiązań nie zbudowali Polacy, katolicy, ludzie dobrej woli będący przygniatającą większością i dysponujący nieporównywalnie większymi zasobami?

  5. Niedaleko said

    Niezbędna lektura by zrozumieć że Naród Polski to bardzo młode społeczeństwo jest „200 Lat Razem” które wtykam kiedy tylko mogę.

    Osobiście nie zdawałem sobie sprawy jak źle i jak długo 80 % ludzi na tych ziemiach miało przez te długie 500-600 lat. W tym czasie średnia klasa na Zachodzie dorastała i KUMULOWAŁA kapitał i doznawała doświadczenie niezbędne by porodzić sobie z „wirusami” społecznymi. Takim dobrym przykładem tego jest Krupp w Niemczech.

  6. Marucha said

    Re 4:
    Zgadzam się w zupełności, że Polacy mają tendencję do obwiniania wszystkich innych za swe niepowodzenia.
    Faktem jednak pozostaje, że Polska – jako ziemia obiecana, tymczasowo zaludniona przez, jak mawia Michalkiewicz, mniej wartościowy naród tubylców – jest od zawsze obiektem agresji żydowskiej. Trwa to do dziś, z rosnącą intensywnością.

  7. Ernest Treywasz said

    Dla mnie Prus jest wciąż aktualny, pomimo całego wieku od jego odejścia. Oczywiście trzeba brać poprawkę na jego socjalizowanie i demokratyczne sentymenty, które jednak sam ograniczał przez twardy realizm ogladu i konkluzji.
    Był dzieckiem swojej epoki, zachłyśnietym scjentyzmem i socjologją, wierzacym w możliswość sensownej inżynierii społecznej, wręcz w jej konieczność, a zdrugiej strony widział niebezpieczeństwo, polegające na politycznej aktywnosci niedoważonych umysłów.
    Współczół żydom, ale bez taniego sentymentalizmu. Opisywał ten żywioł trzezwo i wnikliwie, podobnie jak pózniej Żeromski, tylko w odróżnieniu od niego w sposób, który współczesną lekturę czyni prawdziwa przyjemnoscią, zarówno publicystykę jak i prawdziwe pisarstwo.
    Były powstaniec, zesłany na Sybir, organicznik i niestrudzony popularyzator sensownego współdziałania Polaków, a jednocześnie przenikliwy umysł, zdolny do naprawdę głebokiej refleksji nad naturą ludzką, nad istota polityki („Faraon”!).

    Wielkie dzięki za przypomnienie.

    Co do istoty sprawy, to oczywiście jak zawsze klucz do rozwiązania naszych problemów leży w sensownym współdziałaniu Polaków, w ich trzezwym myśleniu. Problemy Polaków z żydostwem są głębsze i poważniejsze niż w jego czasach, ale remedium na nie pozostaje chyba wciąż podobne. Na pewno nie jest nim patriotyzm w stylu Ignacego Rzeckiego, a taki wciąż przeciez wśród Polaków dominuje (tych którym Polska nie jest obojetna) ale warto – wzorem Prusa – odnosić się doń bez jadu.

  8. JO said

    ad.8 . „Sensowna inzynieria bez Boga” Rozwalila Jeden Narod Rzeczpospolitej na Ewoluujace „narody” – ewoluujace tak jak ktos im „prawde” powie….

    Naturalistyczna Inzynieria Spoleczna Nie sluzy Ludziom a Szatanowi. Ona dala baze „nowoczesnym narodom XIX wiecznej Europy i wciaz Proliferuje jak Nowotwor , tworzac nowe i nowe „Narody” na Ktorych czele Zydo- Mason siegajacy Lapy juz do Dzieci Rodzin a nie Narodow czy Rodow a tych juz Nienarodzonych….

  9. Niedaleko said

    „Dzieci Rodzin a nie Narodow czy Rodow a tych juz Nienarodzonych….”
    Kwestia tylko czasu a DNA będzie odpowiednio zmodyfikowane by anty-semityzm nie istniał. A in-vitro fabrycznie wyprodukuje „Dobrych Ludzi”.

    Do sprawe „brudnych beda roboty.
    http://www.commondreams.org/headline/2012/11/19-5

  10. Ernest Treywasz said

    Ad.8
    Jesli moje sformułowanie „sensowna inżynieria społeczna” zrozumiał Pan jako afirmację tego pomysłu, to proszę raz jeszcze przeczytac mój wpis – tym razem ze zrozumieniem. Z góry zaznaczam, że choć mi Pan tego nie zarzuca wprost, zarzut ten implicite zawarty jest w Pańskich uwagach.

    Co do kwestii żydowskich i żydowskich uroszczeń, kapitalne sa pod tym względem rozmowy Wokólskiego z Szumanem, w których Szuman daje upust swoim zydowskim marzeniom o rządach nad światem i fobiom skierowanym wobec zacofanych żydowskich chałaciarzy, a Wokólski swojemu nimi zniecierpliwieniu. Przepraszam że nie cytuję, bo ile „Faraona” znam na wyrywki, to w „Lalce” musiałbym sporo grzebać, żeby to teraz znalezć,

  11. Tusia said

    http://thot.nowyekran.pl/post/67307,adam-mickiewicz-czego-polakom-nie-wolno-wiedziec

  12. RomanK said

    Prus.,….to antypolak kalajacy swoje sarmackie gniazdo..jakie guppty wypisuje o biednych chlopach…i ich przywiazaniu do tradycji:-)))
    Nie czytajcie Prusa….czytajcie pana JO:_))))
    I Ogladnijcie ten film,,,,

  13. RomanK said

    Przepraszam ale nei za bardzo wiem dlaczego wklejam link a pokazuje sie jakis idiotyzm..???
    Антиалкоядный бунт 1859 – миф о русском пьянстве

  14. Tusia said

    11 http://historia_kobiet.w.interia.pl/teksty/makryna.htm

  15. Marucha said

    Re 13:
    Niech Pan poda dokładnie tytuł filmu z Youtube, może go odnajdę.

  16. Tusia said

    Makryna Mieczysławska (ok. 1785 – 1869)

    Jerzy Łukaszewski

    Makryna Mieczysławska Bohaterka jednej z największych mistyfikacji jakie zna historia XIXw. Pojawiła się w 1845r. w Paryżu w środowisku emigracji polskiej związanej z ks. Adamem Czartoryskim przysłana tam ( z listami polecającymi) przez gen. Chłapowskiego, Jana Koźmiana i arcybiskupa Przyłuskiego. Przedstawiała się jako ofiara prześladowań religijnych w Rosji. Opowiadała jak to po tzw. synodzie zjednoczeniowym w Brześciu w 1839r. rozpoczęły się represje wobec unitów nie chcących przejść na prawosławie. Jako przełożona klasztoru bazylianek w Mińsku była oczywiście narażona na szczególne szykany ze strony władz rosyjskich i demonicznego biskupa – odstępcy Józefa Siemaszki, który (wg. jej relacji) osobiście uczestniczył w katowaniu mniszek, bił je po twarzy, wybijał zęby itp.

    Wśród antyrosyjsko nastawionej emigracji polskiej powitana została jako święta męczennica. Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że histeria udzieliła się także Francuzom. O Makrynie rozpisywały się nie tylko gazety polskojęzyczne jak „Trzeci Maj”, „Dziennik Narodowy”, „Demokrata Polski” i in. lecz także pisma francuskie jak np. „L Univers”, „L ami de la Religion”, belgijski „Journall de Bruxelles” a nawet gazety angielskie.

    Przybyłą zajęli się księża zmartwychwstańcy. Swego rodzaju „impresariem” Makryny został ks. A.Jełowicki, który umieścił ją u sióstr Sacre Coeur w Trinita dei Monti i rozpoczął zabiegi o posłuchanie u papieża. Rzecz polegała na tym, że emigracja czyniła starania u dworów europejskich o poparcie swojej sprawy i głos papieża wiele mógł tu znaczyć. Mając w ręku taki „atut” jak Mieczysławska Polacy spodziewali się, że przeciągną Ojca św. na swoją stronę czego ten jak dotąd skutecznie unikał.

    Tymczasem opublikowano drugie (pierwsze w Poznaniu) oficjalne zeznania Makryny. Pełno w nich było (co ciekawe – zdecydowanie więcej niż w poznańskich) drastycznych szczegółów w opisach zbrodni bpa Siemaszki. Opowiadała więc jak to nie chcącym przejść na prawosławie mniszkom podawano do jedzenia tylko słone śledzie bez wody do popicia, bito je, gwałcono, pławiono w rzece, skute kajdanami gnano w mrozie po kilkadziesiąt kilometrów itp. Sama Makryna miała na ciele (jak to stwierdziła oficjalna obdukcja lekarska) „ślady dzikiego obchodzenia się z nią”.

    Oczywiście cały ten szum nie mógł ujść uwagi urzędników cara Mikołaja I. Nie przejmowali się oni specjalnie cudzymi opiniami o swoim kraju ale zeznania Makryny zawierały element, który ich zaniepokoił. Otóż gdyby okazało się, że Mieczysławska mówiła prawdę oznaczałoby to, że biskup złamał prawo.Kary cielesne mogła wymierzać tylko władza administracyjna i zazdrośnie tej swojej prerogatywy strzegła. Minister Protasow zażądał wyjaśnień od biskupa a otrzymawszy odeń solenne zaprzeczenie zaczął badać sprawę. Wyniki tych badań upubliczniono na zachodzie Europy licząc na rychłe zamknięcie sprawy. Ustalono przede wszystkim, że Mieczysławska nie mogła być ksienią bazylianek w Mińsku gdyż takiego klasztoru tam…nie było! Imię Makryna nosiła przedostatnia ksieni bazylianek w Połocku ale nie nazywała się Mieczysławska. Genealodzy rosyjscy mimo wysiłków nie znaleźli w archiwach żadnych danych o szlachetnym rodzie Mieczysławskich, spokrewnionych ( jak twierdziła Makryna) z domem książąt Witgensteinów. Nie natrafili też na ślad rodowego zamku w Stokliszkach gdzie rzekomo miała się wychowywać.

    Tego rodzaju rewelacje w zasadzie powinny były zakończyć karierę ewidentnej oszustki, tymczasem na polskich kołach emigracyjnych nie zrobiły większego wrażenia! Książę Adam Czartoryski w liście do „Journal de Debat” stwierdził, że strona rosyjska „…z braku argumentów merytorycznych, czepia się szczegółów.”!

    W czasie posłuchania w Watykanie Ojciec św. nie mógł wyjść ze zdziwienia słuchając opowieści Makryny. „- Jak to możliwe – pytał –by tyle one wycierpiały w ciągu siedmiu lat a do mnie ani nikogo nie doszła wieść o tym?” Nie było w interesie kół politycznych polskich odpowiadać na tak postawione pytanie.

    Oddziaływanie niewykształconej kobiety o prostackich manierach na otoczenie mogłoby być ciekawym studium dla psychologa. Wiele zresztą tłumaczy się specyficzną atmosferą panującą w tych kręgach. Do legendy przeszły opowieści o tym jak Mickiewicza, który podnosił się właśnie po swoim „towiańskim” okresie zmusiła do pójścia do spowiedzi i to do nie lubianego ( z wzajemnością) księdza Jełowickiego. Zafascynowany Makryną Słowacki widział w niej ucieleśnienie cierpiącej ojczyzny co można stwierdzić po lekturze utworu „Rozmowa z matką Makryną Mieczysławską”. Wśród jej bezkrytycznych – na granicy kontrolowanych emocji – wielbicieli byli gen.Skrzynecki, Czartoryscy a nawet dzielny misjonarz-jezuita ks. Maksymilian Ryłło.

    Makryna tymczasem zdobywszy serce także następnego papieża – Piusa IX pozwalała sobie na zachowania, od których jeżyły się włosy na głowach dostojników watykańskich. Oto np. wychodząc z audiencji u Ojca św. to ona a nie papież błogosławiła zebrane tłumy! Na coś takiego w obecności papieża nie pozwoliłby sobie żaden kardynał!

    Z czasem szum wokół niej uspokoił się, Europa zajęta była innymi sprawami (Wiosna Ludów) i Makryna spędzała resztę żywota w specjalnie dla niej utworzonym domu zakonnym bazylianek. Zmarła w 1869 roku.

    Nie oznacza to wcale, że umarł także spór o nią. Wręcz przeciwnie. Mimo – wydawałoby się – nieaktualności całej sprawy, mimo kompromitujących ją niepodważalnych ustaleń rosyjskich – spór o Makrynę trwał przez cały wiek XIX a i dużą część XX w. Impulsem w tej sprawie okazały się opublikowane w 1883 roku pamiętniki oszkalowanego przez nią bpa J. Siemaszki. Zawarł on w nich poczynione przez siebie ustalenia, których dokonał z pośrednią pomocą dominikanów wileńskich. Jego śladem podążył katolicki historyk, jezuita ks. J. Urban, który dotarł do informacji świadczących, iż rzekoma Makryna Mieczysławska w rzeczywistości nazywała się Wińczowa, była wdową po rosyjskim wojskowym i pracowała jako świecka kucharka dla chorych w klasztorze wileńskich bernardynek. Miała też kłopoty z prawem. Sądzona za oszustwo została pobita przez żandarma – być może stąd pochodziły ślady obrażeń na jej ciele. Ks. Urban sugeruje, iż była z pochodzenia Żydówką. W kronice klasztoru wileńskiego odkrył zapis, że Wińczowa grała rolę Makryny „…na namowę obywatelstwa.” Jednoznacznie wskazywałoby to na zorganizowany spisek mający na celu skompromitowanie biskupa – odstępcy J. Siemaszki i tym samym rządu rosyjskiego w opinii Europy. Ślady zmowy prowadziły do wileńskich sióstr miłosierdzia i rodziny Tyszkiewiczów.

    Ks. J. Urban przez długie lata był jedynym, który konsekwentnie bronił odkrytych przez siebie rewelacji. Jeszcze w 1960 roku ks. J. Umiński w swojej „Historii Kościoła” poddaje w wątpliwość ustalenia swego poprzednika przy czym posługuje się argumentacją podobną do zaprezentowanej przez Czartoryskiego.

    Mieczysławska trafiła też do literatury pięknej. Prócz wspomnianego już Słowackiego poświęcił jej swój dramat „Makryna” Antoni Waśkowski (1929) a jej postać umieścił w dramacie „Legion” także S. Wyspiański.

    Dziś Makryna Mieczysławska znana jest przedewszystkim historykom a satysfakcja wynikająca z wyjaśniania wielu zagadek dotyczących jej życia sprawia, iż jest jedną z ulubionych postaci dla „historycznych szperaczy”.

  17. JO said

    Romanie, Prus byl dzieckiem swoich czasow gdzie Zydzi sie emancypowali.
    Nie Ma co sie dziwic, ze Prus jechal po Rzeczpospolitej I szlachcie.

    A jak szlachta miala, pojec Chlopie do zascianka, zobacz wies Boruty, Majki, Chojnice, Rawy a zobaczsz po dzis Dzien chalupy drewniane, w ktorych po dzis Dzien mieszka Ta obsrywana Przez Ciebie szlachta. Pojedz ZAS do wsi chlopskich a zobaczysz albo takie same, albo murowane.

    Chlopi mieli b dobrze. Ja chcialbym byc Chlopem w tamtych czasach. Miec Opiece , protekcje I przede wszystkim Prace.

    Po uwlaszczeniu mamy to, co widzisz dzis. Czy Panie Romanie K nie widzisz, ze te cale Zydowskie uwlaszczenie mialo za zadanie Wzbogacic Zyda?

    Przyrownam uwlaszczenie Romanie do Prawa, ktore twoi ziomale przeforsowali, by KObieta Pracowala, zamiast siedziec w Domu, gdzie jest jej Miejsce .

    Zydom bylo za malo, uwlaszczyli chlopow a Potem Twoja one Uwlaszczyli….zaganiajac do Roboty.

    I co z tego ze Kobiety Pracuja. Tyle maja, co Chlop ze swojej WOLNOSCI I Praw do Posiadania ziemi.
    ———

    To o czym pisal B Prus, to mzonka, fikcja, literackie naciaganie

  18. wet3 said

    @ Niedaleko (5)
    Pala z historii!!! Prosze nam antypolskiego kitu nie wciskac! Az do czasu „Potopu” ludziom a Polsce zylo sie o wiele lepiej niz w pozostalych krajach Europy. Druga polowa XVII to okres ciaglych wojen i zniszczen oraz zdziczenia. Nie lepiej bylo w XVIIIw. – kiedy przymierze trzech orlow nie pozwolilo Polsce na przeprowadzenie uzdrawiajacych reform. Radze siasc na tylek i porzadnie poduczyc sie naszej historii.

  19. wet3 said

    @ AlexSailor (4)
    Ponoc zyjemy dzis w wielce „oswieconych” czasach. Wyyjatkiem nie bylismy i nie jestesmy! Prosze sie lepiej przyjrzec co ta „garstka” wyprawia dzis w Jewropie i Usraelu.

  20. Marucha said

    Re 19:
    Żydów może i jest niezbyt wielu… ale mentalne zażydzenie społeczeństw jest po prostu zatrważające i odbiera wszelką ludzką nadzieję.

    Nie ma najmniejszej nawet nadziei na to, że na tej ziemi można jeszcze cokolwiek ocalić, że można wygrać jakąkolwiek ziemską walkę, znaleźć doczesne rozwiązanie. Wszystko posuwa się w lunatycznym tempie do kresu nocy.
    Malcolm Muggeridge

  21. wet3 said

    @ 20
    To jest po prostu szalenstwo polaczone z przymusowym kultem holoklamstwa podtrzymywane (co wola o pomste do nieba) przez posoborowy judeokosciol.

  22. wi42 said

    Re: 20 Zyd – mniej chodzi o narodowosc, wiecej o sposob myslenia.
    I ten talmudyczny sposob myslenia prawie opanowal swiat.

Sorry, the comment form is closed at this time.