Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    revers o Wolne tematy (54 – …
    Maverick o Wolne tematy (54 – …
    Listwa o Traditionis Custodes
    Listwa o Traditionis Custodes
    wanderer o Gospodarz. Rzecz o Edwardzie…
    wanderer o XXI wiek. Więźniarkę zgwałciła…
    wanderer o Paradoks Pałacu Saskiego
    lewarek.pl o Traditionis Custodes
    Miet o Gospodarz. Rzecz o Edwardzie…
    wanderer o Traditionis Custodes
    wanderer o Traditionis Custodes
    Listwa o Wolne tematy (54 – …
    UZA o XXI wiek. Więźniarkę zgwałciła…
    lewarek.pl o Paradoks Pałacu Saskiego
    lewarek.pl o Gospodarz. Rzecz o Edwardzie…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 548 obserwujących.

Villa Luigi – Paweł VI błogosławiony? ( Paweł VI beatyfikowany? )

Posted by Marucha w dniu 2012-11-22 (Czwartek)

Na temat zwróciła uwagę p. Teresa – admin.

Wydawca: Wydawnictwo ANTYK Marcin Dybowski
Rok wydania: 2010

To bolesna książka, która niewątpliwie należało wydać – nie da się zaprzeczyć wielkiemu spustoszeniu w Kościele od czasu pontyfikatu Pawła VI, nie można nie zauważyć, iż ten który powinien stać na straży, umywał ręce, gdy można było na samym początku położyć kres rewolucji.

Książka jest jednak o wiele głębsza, niż tylko poruszająca powierzchnię zjawiska. Żyjąc pod okupacją sowiecką byliśmy odcięci od wielu wiadomości na temat Pawła VI, uchronieni przed tajfunem wprowadzanych zmian pasterską troską ks. Prymasa Wyszyńskiego, nie dostrzegaliśmy wyraźnie tego, o czym wtedy krzyczano na Zachodzie na głos.

Krzyk protestu, niosący wtedy proroctwo ruiny i kryzysu, stłumiony został przez Pawła VI.

Dziś już nie ma tego wielkiego i ogarniającego niemal cały ówczesny katolicki świat głosu sprzeciwu. Wystarczył upływ czasu, który nieubłagalnie zabrał z tego świata katolików starej dobrej wiary, wystarczyła DEZORIENTACJA i DEZINFORMACJA aktywnych.

Tym ważniejsze jest to świadectwo dla nas, tlą się jeszcze pokłady tego na czym można byłoby rozniecić ognisko sprzeciwu, kontrrewolucji i kontrreformacji! Czyż w Polsce od dwudziestu lat nie czeka się na wymarcie katolików starej dobrej wiary? Czyż nie stosuje się wobec nas usypiającej DEZINFORMACJI i DEZORIENTACJI? Odrzucenie złudnego oczekiwania na hasło od innych, które nie nadchodzi i nie nadejdzie, mogłoby popchnąć do czynu i wzmożenia wiary u tej reszty, która mogłaby ciężką modlitwą i ciężką pracą a nie lekkoduchostwem ocalić Ojczyznę i Matkę Kościół.

Zmarli świeccy i duchowni mają zrobić grzecznie miejsce „dzieciom rewolucji” – zrewolucjonizowanym świeckim i duchownym, którzy ze swoim katolicyzmem gitarowym, katolicyzmem pacyfistycznym, zakompleksionym i wiecznie winnym wszystkiemu, nie zdobędą się na jakąkolwiek serio KONTRAKCJĘ? Skomlenie i skarga (ale na świat i wobec świata a nie wobec Boga) – oto, na co jedynie stać będzie otwartego na świat „katolika”, na którego wartości ów świat nie chce się jakoś poznać.

Książka, którą oddaję do rąk polskiemu czytelnikowi, została doceniona przez Kościół. Jej wielkość została uznana – bowiem proces wynoszenia na ołtarze Pawła VI został zatrzymany!

Ks. dr Luigi Villa dobrze pamięta czasy Jana XXIII i Pawła VI. Był przecież sekretarzem słynnego kard. Ottavianiego – czołowego obrońcy Tradycji i Wiary katolickiej na Soborze Watykańskim II. W dziele ks. Villa można zapoznać się nie tylko z tymi wiadomościami, które znane były w tamtym okresie (choć nie za żelazną kurtyną), lecz w książce zapoznamy się z wieloma innymi, do niedawna stanowiącymi tabu w ogóle.

Nie miejmy złudzeń – nasze czasy doczekają się krytycznego omówienia w przyszłości, która naszemu zobojętnieniu i tchórzostwu wobec konieczności wyznawania wiary „zawdzięczać” będzie cierpienie i męczeństwo pokoleń, które po nas nastąpią. To nieuchronne i nie będą mieć owe pokolenia dla nas żadnej taryfy ulgowej, bo nie będą mdleć przed tymi „autorytetami” i „mediami” przed którymi my mdlejemy.

Poniżej fragment książki:

Niech nikomu nie wydaje się naiwnie, że przed przyszłymi pokoleniami, przyszłymi historykami, wreszcie przed przyszłym ostatecznym osądem rzeczywistości, uda się ukryć jakiekolwiek brudy dnia dzisiejszego a poprzez zakłamanie i przemilczenia współczesności uda się zwieść tych, którzy bezlitośnie szukać będą w naszych czasach źródeł cierpień i męczeństwa przyszłych wieków.

Tak jak dzisiejsi i wczorajsi historycy krytykują słusznie małość niektórych przywódców (w tym i kilku papieży) dawnych wieków, którzy powodując lub tylko tolerując zgorszenie spowodowali kryzys Kościoła, czy Ojczyzny, tak i nasi „nietykalni” i „święci” mogą być i będą rozliczeni ze swych czynów i zaniechań.

W tym strachliwym tłumie współcześnie milczących, gdy na ich oczach własna ich Matka Kościół, ale też i Matka Ojczyzna, doznaje od lat wielu rewolucyjnego gwałtu, nie chcę stać i nie stoję!

Wydawca polskiej edycji książki.

„Prawda was wyzwoli”
(J 8, 32)

„Bracia, jako strażnicy Bożych tajemnic
powstańcie i przystąpcie do działania,
wy, którzy macie przed oczyma zniszczenie,
jakie inni nam gotują!”
(św. Atanazy, PG 27, 219)

SEMPER SUB SEXTO ROMA PERDITA FUIT

„Słyszę wokół siebie głosy nowinkarzy, którzy chcą zburzyć Przybytek Świątyni, zagasić płomień powszechności Kościoła, zrzucić jego ozdoby, kazać mu się kajać za swą heroiczną przeszłość! Otóż, moi drodzy, jestem przekonany, że Kościół Piotrowy powinien w pełni przyznawać się do swojej przeszłości, w przeciwnym bowiem razie sam wykopie sobie grób… Nadejdzie dzień, gdy cywilizowany świat zaprze się swojego Boga i gdy Kościół zwątpi tak, jak zwątpił Piotr. Przyjdzie nań pokusa, aby wierzyć, że człowiek stał się Bogiem i że jego Syn jest jedynie symbolem albo filozofią, jakich wiele. W swych kościołach chrześcijanie na próżno będą szukać tej czerwonej lampy, gdzie oczekuje na nich Bóg; [będą] jak owa grzesznica, która na widok pustego grobu wykrzyknęła: gdzie go położyli?”
(„Pius XII wobec historii”)

PRZEDMOWA

Paweł VI zawsze stanowił dla wszystkich zagadkę. Przyznał to nawet sam papież Jan XXIII. Ale dziś, po jego śmierci, nie wydaje mi się już możliwe, by coś podobnego nadal utrzymywać. Otóż postać Pawła VI – w świetle jego licznych pism i przemówień, a także jego rzeczywistych działań – wcale nie jest dwuznaczna. Co prawda niełatwo to udowodnić, gdyż był on osobowością wielce złożoną: niejednokrotnie mówił w sposób aluzyjny bądź między wierszami o swych „preferencjach”; przeskakiwał raptownie od jednej myśli do drugiej: np. opowiadał się za Tradycją, by za chwilę witać z zadowoleniem „nowości” – a wszystko to przy pomocy języka, któremu często brakowało precyzji.

Wystarczy przeczytać jego przemówienia wygłaszane podczas Audiencji Generalnych, by wyłonił się obraz Pawła VI zmagającego się z niemożliwą do przezwyciężenia dwoistością myślenia, z czymś w rodzaju ustawicznego konfliktu między jego własnym myśleniem a myślą Kościoła, którą był przecież obowiązany wyrażać i reprezentować.

Jeszcze gdy przebywał w Mediolanie, wielu nazywało go „człowiekiem utopii”, „arcybiskupem goniącym za iluzjami, za mrzonkami tyleż szlachetnymi, co nierealnymi”. Przypomina to nam poniekąd to, co św. Pius X mówił niegdyś o „przywódcach ‘Sillon’ ” [1] : „…Ich egzaltacja, ślepa dobroć ich serc, ich mistycyzm filozoficzny pomieszany w jakiejś mierze z Iluminizmem, zawiodły ich ku nowej Ewangelii, w której zdawało im się widzieć prawdziwą Ewangelię Zbawiciela…” [2].

Już ta wstępna analiza historyczno-religijnej sylwetki Pawła VI prowadzi do smutnego wniosku: „religia” głoszona przez Pawła VI nie zawsze pokrywała się z autentyczną nauką wiary, przepowiadaną w sposób nieprzerwany na przestrzeni dwóch tysiącleci przez Magisterium, jak również przez wszystkich Świętych i Doktorów Kościoła.

Nie poddając w wątpliwość szczerości Pawła VI, gdyż jeden Bóg potrafi „przeniknąć serca i nerki” [3], chcemy jednak podzielić się tu z czytelnikami przykrymi konkluzjami naszego studium dotyczącego jego osoby, w przekonaniu, że pociągnął on wiernych ku „nowej religii”, która nadal nosi etykietę „katolickiej”.

W celu przygotowania niniejszego opracowania jego autor – zdając sobie sprawę z „ciężaru gatunkowego” sprawy, którą ośmiela się poruszyć, a zarazem nie bacząc na to, że może stać się niepopularny, jako iż zazwyczaj veritas odium parit – zapoznał się przez dziesięć ostatnich lat z 30 tysiącami stron encyklik, przemówień, dokumentów soborowych, przeglądów historycznych, rozmaitych komentarzy i innych materiałów, by zyskać całościowe, jak najbardziej adekwatne spojrzenie, a tym samym móc się pokusić o ocenę pontyfikatu Pawła VI, który przeszedł już do historii, a którego dorobek może podlegać ewentualnej dyskusji.

Rzecz jasna, nie pretenduję do tego, że w oparciu o tak zgromadzony materiał przeprowadziłem dogłębne studium całego dorobku Pawła VI. Jednak przedstawiane przeze mnie cytaty zapewne nie mogą posiadać innego znaczenia niż to, które posiadają, więc nawet gdyby ktoś przeciwstawił im inne wypowiedzi, potwierdzałyby one jedynie ogólny typ umysłowości (mens) tego „Hamleta”, a mianowicie: podwójne oblicze Pawła VI.

Uczciwy czytelnik będzie ostatecznie zmuszony uznać, że w przedstawionych tu materiałach znajduje odbicie prawdziwa, dominująca umysłowość tego papieża – tak bardzo dominująca i tak silnie zakorzeniona, iż wpłynęła ona w fatalny sposób na całą działalność Pawła VI, zarówno w wymiarze duszpasterskim, jak i nauczycielskim.

Składamy tedy w ręce czytelnika to dzieło nie po to bynajmniej, by czerpać stąd jakąś niezdrową satysfakcję, ale przeciwnie – ze smutkiem i goryczą. Skoro bowiem Wiara jest dziś otwarcie atakowana, nie możemy dłużej milczeć. Naszym obowiązkiem jest zdemaskowanie antychrześcijańskiej mentalności, będącej rezultatem przygotowywanego od dawna planu, a która znalazła niestety podatny grunt w pontyfikacie Pawła VI.

Oczywiście, nie jest łatwo o nim pisać – wszak Paweł VI znalazł się jako Papież w samym środku największego kataklizmu, jaki kiedykolwiek nawiedził Kościół. Jednak gdy się o nim pisze, nie powinno się niczego owijać w bawełnę, wynajdując jakieś sensacyjne epizody po to tylko, by upiększyć albo zgoła przykryć prawdę, a konkretnie: odpowiedzialność jego nieszczęsnego pontyfikatu za to, co działo się w trakcie Soboru Watykańskiego II.

Chcąc wyrobić sobie po ludzku sprawiedliwy osąd na temat myśli Pawła VI oraz jego odpowiedzialności, musiałem sięgnąć do lektury „oficjalnych wersji” jego pism, a także do słów wypowiedzianych przez niego podczas Vaticanum II oraz później, w okresie realizacji postanowień soborowych. Był to jedyny sposób na rzetelne zmierzenie się z poważnym problemem jego odpowiedzialności w kontekście potwornego dramatu, jaki jest od tamtej pory udziałem Kościoła.

Bez wahania podpisałbym się pod przestrogą, którą zawarł Manzoni w swej słynnej książce pt. „Uwagi na temat moralności katolickiej” (rozdział VII):

„…Należy rozliczać doktrynę z uprawnionych konsekwencji, jakie z niej wypływają na gruncie logiki, nie zaś z konsekwencji, jakie może z niej wyprowadzić ktoś kierujący się emocjami”.

Zbadajmy obecnie fragment pierwszego przemówienia soborowego, w którym Paweł VI jednoznacznie przyjął zasadę „herezji modernistycznej”, wyrażoną już wcześniej przez papieża Jana XXIII w mowie inauguracyjnej wygłoszonej na otwarcie Soboru w dniu 11 października 1962 roku (przy czym podkreślmy, że jej główne tezy zostały podsunięte przez ówczesnego arcybiskupa Mediolanu, G.B. Montiniego):

„Neque opus nostrum, quasi ad finem primarium, eo spectat, ut de quibusdam capitibus præcipuis doctrinæ ecclesiasticæ disceptetur, sed potius ut ea ratione pervestigetur et exponantur, quam tempora postulant nostra”.

Istota tej wypowiedzi jest następująca:

„Nade wszystko niechaj ta doktryna chrześcijańska będzie studiowana i prezentowana zgodnie z metodami badawczymi i ujęciami właściwymi dla myśli współczesnej”.

Zasada ta jest na tle całej, wielowiekowej historii Magisterium Kościoła Katolickiego czymś bezprecedensowym, gdyż wypiera zasadę „dogmatyczną”, tj. jedyną zasadę, która daje rękojmię prawdy katolickiej. Urząd nauczycielski zawsze bowiem podkreślał, że „racja wiary” nie opiera się na naukowych zdobyczach ludzkiego intelektu, lecz jedynie na AUTORYTECIE BOGA, który przekazał swoje OBJAWIENIE, oraz na autorytecie NAJWYŻSZEGO MAGISTERIUM KOŚCIOŁA, który od Jezusa Chrystusa otrzymał władzę przepowiadania go w sposób oficjalny i nieomylny.

Zasada wyłożona przez Pawła VI – przeciwnie – jest zanegowaniem zasady TRADYCJI APOSTOLSKIEJ, ustanowionej z woli Boga, oraz znosi tradycyjne Magisterium Kościoła, przedkładając ponad BOGA, KTÓRY SIĘ OBJAWIŁ i ponad KOŚCIÓŁ, KTÓRY NAUCZA, autonomiczną, ludzką metodę badawczą i arbitralne ujęcia czysto ludzkiej doktryny, typowe dla stylu filozoficzno- literackiego współczesnego człowieka (człowieka danej epoki, człowieka zmieniającego się w czasie), a tym samym zapominając, że tylko prawda objawiona przez Boga jest wiekuista i niezmienna.

Jest to zasada, zgodnie z którą badanie „danej treści Objawienia” ma się opierać na formalizmie typowym dla myśli współczesnej, a nie na autentycznym nauczaniu Kościoła. To zaś aż nadto trąci herezją!

Nie wymyśla się dogmatu. Nie można go też zredukować do wygodnej formułki, jak to czyniono w tych ostatnich latach buntu i pychy, lekceważąc fakt, że tylko Chrystus jest i zawsze pozostanie prawdą absolutną.

Miał przed czym drżeć Paweł VI – za to, że sprowadził na Kościół Chrystusowy tę gigantyczną katastrofę, pod płaszczykiem rzekomego Soboru ekumenicznego.

Nie stracił nic ze swej aktualności drugi rozdział z II Listu św. Pawła do Tesaloniczan:

„…Albowiem już działa tajemnica bezbożności. Niech tylko ten, co teraz powstrzymuje, ustąpi miejsca, wówczas ukaże się niegodziwiec, którego Pan Jezus zgładzi tchnieniem swoich ust i w niwecz obróci samym objawieniem swego przyjścia. Pojawieniu się jego towarzyszyć będzie działanie szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów, z wszelkim zwodzeniem ku nieprawości tych, którzy giną, albowiem nie przyjęli miłości prawdy, aby dostąpić zbawienia. Dlatego Bóg dopuszcza działanie na nich oszustwa, tak iż uwierzą kłamstwu, aby byli osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ale upodobali sobie nieprawość” [4].

I właśnie dlatego, pomni na Tradycję Kościoła, kierując się światłem Ewangelii, przedkładamy czytelnikowi niniejszą książkę.

Nie czułem pociągu do stanu duchownego, który niekiedy wydawał mi się statyczny, zamknięty (…), implikujący rezygnację z przyziemnych skłonności wskutek wyrzeczenia się świata (…). Jeżeli ja to tak odczuwam, świadczy to o tym, że jestem powołany do jakiegoś innego stanu, w którym będę się realizował w sposób bardziej harmonijny, dla wspólnego dobra Kościoła”.
(Paweł VI w wypowiedzi dla Jeana Guittona, na podstawie książki pt. „Dialogi z Pawłem VI”, s. 285).
*                   *                *
„Zdałem sobie sprawę, jak bardzo jego myślenie jest typu laickiego. Odnosiło się przy nim wrażenie, iż ma się do czynienia nie z duchownym, lecz z osobą świecką, która nieoczekiwanie została wyniesiona do godności papieża”.
(Jean Guitton, fragment z książki „Tajemniczy Paweł VI”)

WSTĘP

W trakcie prac XXXV Zebrania Plenarnego włoskich biskupów kardynał Ruini, przewodniczący CEI (Konferencji Episkopatu Włoch) ogłosił w obecności papieża i biskupów swoją decyzję o wszczęciu „sprawy beatyfikacji” Pawła VI. Chociaż została już uzyskana odpowiednia zgoda Rady Stałej Konferencji Episkopatu Włoch, taka procedura w odniesieniu do papieży przewidywała zasięgnięcie opinii całego lokalnego episkopatu. Wynika to z tego, że papież jest nie tylko biskupem Rzymu, ale także prymasem Włoch. Stąd „placet” biskupów włoskich był koniecznym etapem, wymaganym przez procedurę kanoniczną wprowadzoną notabene przez samego Pawła VI, a następnie ogłoszoną przez Jana Pawła II w dokumencie „Divina perfectionis magister”.

Rzym jest diecezją Papieża. To Rzym powinien więc występować jako oficjalny interlokutor Kongregacji ds. Świętych. Kardynał Ruini, wikariusz papieski dla miasta Rzymu, wydał dnia 13 maja 1992 roku opublikowany w tygodniku diecezjalnym „Roma sette” edykt, którego jeden z fragmentów brzmi: „Zachęcamy wszystkich wiernych do przekazywania nam lub nadsyłania do sądu diecezjalnego Wikariatu Rzymu wszelkich informacji, z których będzie można w jakiś sposób wyciągnąć wnioski sprzeczne z opinią świętości wspomnianego ‘sługi Bożego’ ”.

Dlatego też, ponieważ absolutnie nie zgadzam się z tą inicjatywą beatyfikacji Pawła VI, odczekawszy mniej więcej rok, nim ostatecznie zdecydowałem się na przedłożenie moich „informacji” mogących świadczyć przeciwko „opinii świętości” Pawła VI – która to zwłoka była podyktowana zarówno szacunkiem dla „wysokich rekomendacji” otwierających drogę do wszczęcia procedury beatifykacyjnej, jak i chęcią przypatrzenia się początkowej fazie procesu w nadziei, że ktoś wytoczy argumenty uzasadniające poważne wątpliwości choćby co do zasadności rozpoczynania tej procedury kanonicznej – poczułem się wreszcie w obowiązku, by sformułować na piśmie niniejsze informacje, które przemawiają przeciwko tej opinii świętości.

Nie bez znaczenia były tutaj dwa wyraźne impulsy, które wyszły od Jana Pawła II. Pierwszy z nich pojawił się dnia 13 maja 1993 r. w przemówieniu do biskupów z CEI:

„Zostałem powiadomiony o wszczęciu procesu kanonizacyjnego (?!) mojego poprzednika Pawła VI. Dla mnie był to Ojciec – w sensie bardzo osobistym. Mogę więc tylko wyrazić swoją wielką radość i wdzięczność”…

Druga znacząca wypowiedź miała miejsce w 15. rocznicę śmierci Pawła VI:

„Pragnę, by w bardzo krótkim czasie mógł się szczęśliwie zakończyć proces beatyfikacyjny Pawła VI. Módlmy się, aby Pan rychło pozwolił nam ujrzeć swego Sługę wyniesionego do chwały ołtarzy”[5].

Wcześniej, 25 maja 1992 roku, zadzwoniłem do Sekretariatu Stanu, do biskupa Nicolino Sarale, szczerego i wiernego współpracownika „Chiesa viva” [6], prosząc go o bliższe informacje na temat owego „pronunciamento” kardynała Ruiniego w „sprawie beatyfikacji” Pawła VI. Biskup Sarale odpowiedział mi, że to „pronunciamento” było czymś w rodzaju arbitralnego aktu władzy, czy też faktu dokonanego stworzonego przez Wikariusza Rzymu, „gdyż większość włoskiego episkopatu tego sobie nie życzyła” (sic!).

Teraz, gdy został on wezwany do Pana, jemu pozostawiam odpowiedzialność za owo wyjaśnienie, które uważam jednak za prawdziwe: po pierwsze dlatego, że jest mi znana niezwykła uczciwość tego, który mi je przekazał, a po drugie z uwagi na fakt skonfrontowania go z innymi źródłami informacji, jakie w międzyczasie udało mi się zgromadzić na temat owego manewru, którego celem było wyniesienie na ołtarze obu Papieży Soboru Watykańskiego II, aby w ten sposób uwydatniony został „nadprzyrodzony charakter” tego Soboru, a w konsekwencji tego Nowego Kościoła z jego reformami, mimo wyraźnej wypowiedzi samego Pawła VI na temat dokonującego się w Kościele samozniszczenia (za które notabene on sam był w pierwszym rzędzie odpowiedzialny).

Mógłbym podać także inne motywy stojące za niniejszą pracą o Pawle VI, a zwłaszcza fakt, że od niepamiętnych czasów historycy i teologowie dokonywali ocen i podsumowań „pontyfikatów”. Nie ma przeto nic dziwnego w tym, że formułuję tu swój własny osąd na temat pontyfikatu Pawła VI.

Skoro wolno synowi poskarżyć się na ojca, owszem, wyrzucać mu jego postępowanie, jeśli urąga ono jego ojcowskim powinnościom, czemuż i ja nie miałbym, jako ksiądz, członek „Ecclesia mater”, mieć prawa, a nawet obowiązku bronienia doktryny, która została mi przekazana jako niezmienna, wieczna, przez „Ecclesia docens”?

A może moja „rozumna służba” Bogu [7] poprzez wiarę winna polegać na tym, że zostawiam gdzieś na boku to, co było nam przekazywane dawniej, by zrobić miejsce temu, co jest przekazywane dziś – w imię „nowości” i „zmiany”?

Czyż odpowiedzialnym, wspólnikiem, współpracownikiem wszystkiego tego, co zdarzyło się podczas Vaticanum II, nie jest ten, który stał na szczycie hierarchii?

Doprawdy, nigdy wcześniej nie doszło do tak konsternującego konfliktu ani do tak jaskrawych sprzeczności między „prawdami przeszłości” a „prawdami teraźniejszości”!

Trzeba być wyzbytym wszelkiej miłości do Kościoła i do dusz, nie mówiąc już o zdrowym rozsądku, aby ośmielać się wystąpić z inicjatywą mającą na celu ogłoszenie Pawła VI „błogosławionym”! To już byłby szczyt wszystkiego – dokonać kanonizacji papieża, który tak otwarcie uchybił swym obowiązkom Najwyższego Pasterza. A tak! Papież, jak każdy wierny, ma obowiązek poświęcać się na rzecz wypełnienia obowiązków wynikających z jego stanu.

Otóż, zważywszy, że w niniejszym studium historyczno- teologicznym będę się starał wykazać, że Paweł VI nie wypełnił swojego obowiązku, pozwoliłem sobie stanąć po stronie „adwokata diabła”, a więc tego, który w każdym procesie beatyfikacyjnym ma poważną powinność przyglądania się życiu i pismom kandydata, po to właśnie, by wynajdywać tam wszelkie elementy, które mogą stanowić argument przeciwko kanonizacji.

Bo chociaż Zwierzchnik Kościoła rzymskokatolickiego jest oficjalnie nazywany „Ojcem Świętym”, nie jest czymś oczywistym, rozumiejącym się samo przez się, iż w jego szczytnej misji zawsze towarzyszy mu ta domniemana „świętość”. Na 261 papieży, którzy stali na czele Kościoła katolickiego, tylko 76 zostało „kanonizowanych”. Ostatnim z nich był św. Pius X.

Trzeba też wiedzieć, że w ramach wymaganej procedury „wykazania heroiczności cnót”, będącej etapem wstępnym i warunkiem sine qua non beatyfikacji i kanonizacji, bada się cały szereg tzw. pośmiertnych cudów, przypisywanych wstawiennictwu kandydata w niebie.

Jest to procedura prawna, którą trzeba zachować, gdyż idzie tu o honor Kościoła i o wiarygodność jego decyzji wobec wszystkich: zarówno wierzących, jak i niewierzących. Niestety, zdarzyły się już w przeszłości pewne odstępstwa od tych kanonicznych wymagań, co otworzyło drogę do nadużyć.

Owe niewytłumaczalne naciski, zmierzające do szybkiego zakończenia „procesu beatyfikacyjnego” Pawła VI, noszą więc wszelkie znamiona gwałcenia prawa kanonicznego, żeby doprowadzić do pozytywnego rezultatu, nawet, gdyby to było nieuzasadnione, bezprawne, a wreszcie nieuczciwe, tzn. gdyby doprowadzono do sfinalizowania procesu w oparciu o wyłącznie pozytywne zeznania, świadczące na korzyść Pawła VI, pomimo, że zdradził on Piusa XII, z którym współpracował, że jego życie moralne było bardzo niejasne [8], że jego pontyfikat został zeszpecony przez poważne odstępstwa od „depozytu wiary”, ze wszystkimi błędami, który stąd wynikły.

Cóż można było uczynić lepszego, by dać świadectwo prawdziwej myśli Pawła VI, a tym samym jego odpowiedzialności za przerażający dramat, jaki jest dziś udziałem Kościoła, niż przytoczenie jego przemówień soborowych i jego orędzi niedzielnych, a także słów wypowiadanych przy innych, szczególnych okazjach, na mocy pełnionego przezeń urzędu Zwierzchnika Kościoła Chrystusowego?

Ileż to razy dane mi było skonstatować, jak dalece Paweł VI zajmuje stanowisko sprzeczne ze stanowiskiem swoich poprzedników, czemu towarzyszyło niemało złudnych, światowych oklasków. Ileż razy miałem okazję analizować jego „Wielki Plan”, który kłócił się tak bardzo z Tradycją katolicką; niczym memento pobrzmiewały mi wówczas słowa napisane przez Piusa X:

„Triumf Boga nad jednostkami i nad całym społeczeństwem, to nic innego, jak powrót do Boga zabłąkanych owiec przez Chrystusa, a do Chrystusa przez Jego Kościół. Oto nasz program”  [9].

Tymczasem programem Pawła VI było doprowadzenie do utopienia Królestwa Bożego w powszechnym ekumenizmie wiary w człowieka oraz kultu człowieka, co nieuchronnie musi prowadzić do deistycznego humanizmu, który jest po myśli masońskiej ONZ.

Przypominam sobie to osobliwe zwierzenie, wypowiedziane przez Pawła VI do pielgrzymów podczas środowej audiencji generalnej dnia 12 kwietnia 1967 roku:

„Ale oto ujawnia się w Nas dziwny fenomen: chcąc dodać wam otuchy, udziela się Nam poniekąd woń niebezpieczeństwa, któremu chcielibyśmy zaradzić; przychodzi Nam na myśl zarówno świadomość Naszej ograniczoności, jak i wspomnienie słabości Szymona, syna Jana, powołanego przez Chrystusa i uczynionego przezeń Opoką. Wątpliwość… lęk… pokusa nagięcia wiary do nowoczesnej mentalności…”.

Niestety, Kościół Chrystusowy podczas jego pontyfikatu obumarł właśnie z powodu jego innowacyjnych, reformujących i zakłócających działań. Paweł VI do tego stopnia sobie to uświadamiał, że w poruszających słowach musiał przyznać dn. 7 grudnia 1968 roku, w trzecią rocznicę ogłoszenia kultu człowieka:

„Dzisiaj Kościół przechodzi przez moment niepokoju. Niektórzy ćwiczą się w samokrytyce; należało by raczej rzec: w autodestrukcji. Jest to jakby wewnętrzny, ostry i złożony wstrząs, którego po Soborze nikt by się nie spodziewał. Myślano o rozkwicie, o spokojnym rozprzestrzenianiu się koncepcji wypracowanych podczas wielkich posiedzeń soborowych. Ten aspekt też występuje w Kościele – ma tam miejsce rozkwit; ale… jeszcze bardziej trzeba dostrzegać aspekt bolesny. Oto Kościół otrzymuje razy ze strony tych, którzy do niego należą!”

29 czerwca 1972 r. jego ocena na temat tego, co dzieje się w Kościele, była jeszcze bardziej pesymistyczna:

Przez jakąś szczelinę do świątyni Boga przedostał się dym Szatana: to wątpliwość, niepewność, niepokój, konfrontacja. Już się nie polega na Kościele, a na pierwszym lepszym, światowym proroku, który mówi do nas z łamów gazet, albo na jakimś ruchu społecznym; dalej więc, przyłączać się doń, pytać się go, czy nie posiada sekretu prawdziwego życia. Nie zauważamy, że przecież sami jesteśmy w jego posiadaniu. Wątpliwość wślizgnęła się do naszych sumień; 25 wślizgnęła się oknami, które powinny być otwarte na światło…”.

„Również w Kościele zapanował ten klimat niepewności. Sądzono, że po Soborze nad historią Kościoła zajaśnieje słoneczny dzień. Tymczasem nastał dzień pochmurny, burzowy; dzień ciemności, poszukiwania, niepewności. Głosimy ekumenizm, a coraz bardziej oddalamy się od innych. Trudzimy się, by wykopywać przepaści, miast je zasypywać”.

„Jak do tego doszło? Podzielimy się z wami naszą refleksją: nastąpiła interwencja nieprzyjacielskiej mocy. A imię jej: diabeł – ów tajemniczy byt, o którym napomyka św. Piotr w swoim liście. Zresztą często na kartach Ewangelii, a także z ust samego Chrystusa, pada imię tego nieprzyjaciela ludzi. Wierzymy w coś nadnaturalnego (późniejsza korekta: pozanaturalnego), co przyszło na świat po to właśnie, by zamącić, stłamsić cały Sobór ekumeniczny, nie dopuścić do tego, by Kościół wybuchnął hymnem radości, że oto odzyskał świadomość siebie” (!!).

Tak więc sam Paweł VI rozpoznał dzieło Szatana w Kościele soborowym i posoborowym! Ale co uczynił, by uratować ten Kościół przed panowaniem Szatana, którego niszczycielską rzeczywistość dostrzegał? Nic. Co gorsza, to on rzucił łódź Piotrową w te szalejące odmęty.

Czy nie powinien był sam, poprzez kategoryczne i energiczne działania, zepchnąć ją z mielizny, na którą wcześniej ją wmanewrował? Tymczasem umył ręce jak Piłat:

„Papież nie uważa za stosowne przyjmować innej linii niż linię ufności w Jezusa Chrystusa, któremu bardziej niż komukolwiek zależy na Jego Kościele. To on uciszy burzę. Ile razy Boski Mistrz powtarzał: ‘Confidite in Deum. Credite in Deum et in Me credite!’ Papież będzie pierwszym, który wykona ten nakaz Pana i podda się, bez niepotrzebnego lęku i trwogi, owej tajemniczej, niewidzialnej lecz niezawodnej pomocy, jaką Jezus niesie swojemu Kościołowi” [10].

Piłat nie wypowiedziałby się inaczej! Czy na trzy lata przed tym, jak wszystko wysadził w powietrze reformując, odnawiając, zmieniając, to nie on, Paweł VI, rządził, narzucał swoje koncepcje, przygotowując tym samym grunt pod tę burzę, która się rozpętała w Kościele? A skoro tak, nie miał prawa stać z założonymi rękami, puszczać steru łodzi Piotrowej, pod pretekstem, że sam Bóg sprawi cud i przyniesie ocalenie.

Mimo to 21 czerwca 1972 r. Paweł VI powtórzył raz jeszcze swoją fałszywą doktrynę, próbując przekonać (kogo?), że to do Boga należy ocalenie Kościoła:

„W pewnych osobistych zapiskach znajdujemy na ten temat, co następuje: być może Pan powołał mnie do pełnienia tej posługi nie dlatego, że miałem ku temu jakieś zdolności, ani po to, bym rządził i wybawił Kościół od trapiących go dzisiaj trudności, lecz po to, bym coś dla Kościoła wycierpiał i żeby okazało się, że to On, i nikt inny, prowadzi go i zbawia”.

Wyjawiamy wam to uczucie nie po to, by dokonać publicznego, a więc próżnego aktu pokory, lecz po to, by i wam dane było cieszyć się spokojem, jakiego sami doświadczamy na myśl, że to nie nasza słaba i niewprawna dłoń spoczywa na sterze łodzi Piotrowej, lecz niewidzialna, a przecież silna i niezawodna dłoń Pana Jezusa”.

To kolejny fałszywy i obłudny wykręt, gdyż nie po to postawił Bóg papieża przy sterze łodzi Piotrowej, by pozwolił jej dryfować z nurtem „reform”, lecz by potrafił nią sterować zgodnie z kursem, jaki wyznacza Tradycja – tak, jak czynili jego poprzednicy. Paweł VI nie powinien tedy żądać od Boga cudu, by Kościół raz jeszcze był przez Niego zbawiony, lecz powinien ukorzyć się i samemu naprawić własne błędy, starając się ratować Kościół i w ten sposób spełnić swój obowiązek.

Innymi słowy, powinien był przestać wywyższać człowieka, który czyni siebie bogiem, a pomyśleć o tych miliardach ludzi, którzy nadal pozostają w cieniu śmierci i oczekują objawienia im prawdziwego Boga, Jezusa Chrystusa, jedynego, który ich uświęca i zbawia. Czyż nie tak właśnie brzmi pierwsza prośba kierowana 28 do naszego Ojca: „sanctificetur Nomen tuum”? A czymże są te „Oenzety”, „Unesca” i inne tzw. Instytucje międzynarodowe, jeśli nie dziełem Szatana, który chce zniszczyć Królestwo Chrystusa – Jego Kościół? Po co więc trwonić siły na budowanie zamków na piasku, zapominając o „ADVENIAT REGNUM TUUM” – tej jedynej „Międzynarodówce”, która naprawdę będzie trwała wiecznie? Jakże mógł on hołdować tym mrzonkom w dziedzinie polityki międzynarodowej, podczas gdy jego obowiązkiem – zgodnie z otrzymanym powołaniem – mogło być wyłącznie nieustanne poszukiwanie „woli Boga, jako w niebie, tak i na ziemi”?

Czyżby Paweł VI nie zorientował się, czym stała się Ziemia po wygnaniu Boga przez Wielką Rewolucję Francuską, a więc odkąd królują Wolność, Równość i Braterstwo, czyli trzy zwodnicze zasady roku 1789, które w miejsce Bożego Prawa wprowadziły Prawa Człowieka? Powinien był wiernie trwać na straży Honoru Boga i Bożych Praw, aby została uszanowana Wola Boga – czemu się sprzeniewierzył! Może zapomniał o przykazaniu Jezusa: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” [11]. Zapomniał, że przyszłość należy do Boga, do Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, Zbawcy świata, i że na końcu czasów „władca tego świata zostanie precz wyrzucony” [12], by zrobić miejsce wyłącznie Kościołowi Boga: Świętemu, Katolickiemu, Apostolskiemu Kościołowi Rzymskiemu!

Jak, widząc to wszystko, miałbym się nie zastanawiać, czy Paweł VI miał prawdziwe powołanie do kapłaństwa? Tym bardziej, że wielce zastanawiające są słowa zawarte w książce Jeana Guittona, jego najlepszego przyjaciela, pt. „Dialogi z Pawłem VI”:

„Miałem mocne powołanie do tego, by być ze świata w świecie; być świeckim, jak się dzisiaj mówi. Nie czułem pociągu do stanu duchownego, który niekiedy wydawał mi się statyczny, zamknięty, bardziej zainteresowany konserwowaniem niż nadawaniem impulsów, implikujący rezygnację z przyziemnych skłonności wskutek wyrzeczenia się świata. Czy czując to w taki sposób, mimo wszystko można w XX wieku zostać księdzem? Jeżeli ja to tak odczuwam, świadczy to o tym, że jestem powołany do jakiegoś innego stanu życia, w którym będę się realizował w sposób bardziej harmonijny, dla wspólnego dobra Kościoła” [13].

To słowa bardzo znamienne, przywodzące na myśl jeszcze jedną refleksję, którą jego „przyjaciel” zawarł w książce pt. „Tajemniczy Paweł VI”: „

Zdałem sobie sprawę, jak bardzo jego myślenie jest typu laickiego. Odnosiło się przy nim wrażenie, iż ma się do czynienia nie z duchownym, lecz z osobą świecką, która nieoczekiwanie została wyniesiona do godności papieża” [14]

W świetle powyższego Paweł VI byłby zatem „osobą świecką” (a nie „duchowną”), uczynioną papieżem. Jest to zdanie, które mną wstrząsnęło: właśnie dlatego, że ta „osoba świecka” – czyli Giovanni Battista Montini – została „papieżem” Pawłem VI!

*                      *                    *

O! Niech Niepokalane Serce Maryi wyprosi mi łaskę, abym umiał przekazać na tych kartach prawdę, dochowując wierności wierze w Jezusa Chrystusa, naszego Pana, przekazanej przez Jego Kościół, jedynego strażnika „depositum fidei”!

ks. Luigi Villa
Doktor teologii

Paweł VI ze swoim „przyjacielem” Jeanem Guittonem

Gdyby anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą my wam głosiliśmy, niech będzie przeklęty! Innej jednak Ewangelii nie ma; są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową”. (Gal 1, 8-7)

ROZDZIAŁ I
JEGO „NOWA RELIGIA”

Dla nas pontyfikat Pawła VI był istną katastrofą: była to prawdziwa rewolucja, która zawróciła Kościół o 180 stopni, posłużywszy się w tym celu soborem, który zastąpił „Kościół Tradycyjny” „Nowym Kościołem”, unoszącym nas obecnie w kierunku Lutra, ku błędom Synodu w Pistoi, potępionego przecież przez Piusa VI w Bulli „Auctorem fidei” z 1794 roku [15].

W niniejszej pracy postaram się wykazać prawdziwość owych twierdzeń, posługując się przede wszystkim pismami samego Montiniego: biskupa, kardynała, a wreszcie Papieża. Mimo ograniczonej liczby tych cytatów, myślę, że będą one wystarczające do tego, aby ukazać jego „mens” (umysłowość) „Pasterza” i „Wielkiego Kapłana” Kościoła Chrystusowego.

Postaram się więc przedstawić w sposób syntetyczny lecz dostatecznie obszerny to, co stało się w Kościele za jego rządów.

Była to istna „rewolucja” – coś na kształt wojny domowej – chociaż sposób jej przeprowadzenia, przedmiot i stanowisko, które zajmował [Montini], były różne.

Swoje dzieło składam u stóp Niepokalanej, aby pobłogosławiła jego autorowi oraz czytelnikom.

*                     *                      *

1 Sillon: ruch społeczny założony w 1893 r. we Francji przez Marca Sangniera. Organem prasowym ruchu był dziennik „Le Sillon” (Bruzda). Początkowo jego linia była zgodna ze wskazaniami papieży. Leon XIII i Pius X chwalili Sangniera. Jednak koło 1903 r. ruch ten zaczął się wyradzać. Skłaniając się ku pewnym koncepcjom polityczno-społecznym obwołał się „ośrodkiem jedności moralnej”, całkowicie uniezależnionym od nauczania Kościoła. Stało się to powodem potępienia ruchu przez Piusa X (1910).
2 Zob. Św. Pius X, „List w sprawie Sillon” z 25 sierpnia 1910.
3 Por. Ps. 7, 10.
4 II Tes 2, 7-12.
5 Przemówienie z 7 sierpnia 1993.
6 Współpracował z tym czasopismem od ponad 12 lat – m.in. przy redagowaniu strony „Osservatorio Romano” i przy „Il Vangelo delle feste”.
7 Por.: Rz 12, 1 oraz Piusa IX „Qui pluribus”, DB 1737.
8 Aby „Kongregacja ds. Świętych” mogła uznać „nadprzyrodzone znaki” Bożej aprobaty, takie, jak cuda wynikające ze wstawiennictwa tego, który ma być uznany godnym najwyższych zaszczytów, winna ona najpierw – również w przypadku Pawła VI – uzyskać jasność co do jego „opinii świętości życia”, nim zajmie się „heroicznością cnót”. Nie może się to opierać wyłącznie na stwierdzeniu faktów, ani tylko na zapoznaniu się z ocenami, lecz trzeba uzyskać świadectwo osób, które znały go za życia, a przynajmniej zbadać wiarygodne pisma i dokumenty. Otóż zważywszy, że bezsprzecznie jego reputacja moralna nie jest jasna, wielce poważną powinnością moralną Kongregacji ds. Świętych jest sprawdzenie każdego związanego z tym elementu. Bo choć beatyfikacja nie podpada pod nieomylność papieskiego Magisterium (z drugiej zaś strony nie ma w niej miejsca dla zasady: „Vox populi, vox Dei”), czymś nieuczciwym byłoby przekonywanie wiernych o domniemanej świętości kandydata i o jego domniemanych cnotach, w sposób mogący zamazywać autentyczne pojmowanie Boskiej prawdy.
9 Zob. „Communium Rerum” z 21 kwietnia 1909.
10 Słowa wypowiedziane 7 grudnia 1968 r.
11 Mt 6, 33.
12 Jn 12, 31.
13 Zob. J. Guitton, „Dialogi z Pawłem VI”, Fayard 1967.
14 Zob. J. Guitton, „Tajemniczy Paweł VI”.
15 Pius VI, Bulla „Auctorem fidei” z 28 sierpnia 1794.

Za ksiegarnia.antyk.org

Komentarzy 31 do “Villa Luigi – Paweł VI błogosławiony? ( Paweł VI beatyfikowany? )”

  1. marost said

    Ja tych ksiazek mam dwie: wydanie polskie i francuskie. Chyba dwa lata temu ktos mi kupil ja w prezencie. Choc wczesniej wiele juz czytalem o Pawle VI – o bpie Montinim wyrzuconym z Watykanu do Madiolanu i jego wrednej przeszlosci, ale czytalem ja z niedowierzaniem zwlaszcza w kontekscie pierwszego przemowienia JPII po konklawe : dlaczego Pawel w imieniu papieza i ze pragnieniem JPII jest kontynuowanie dziela Pawla VI ….itd. – slowem czytajac ta ksiazke rodzi sie apokaliptyczny obraz Kosciola ktorym zapanowaly bestie…
    Sprowadzilem polskie wydanie – nie wiem? – moze aby sie upewnic czy na pewno ja dobrze rozumiem????, ale niestety, pomimo to…. to co zrobily bestie z Kosciolem przechodzi mozliwosci mojego rozumu. Mysle ze byloby latwiej gdybym nie znal tamtego Kosciola w sensie autorytetu hierarchii, stosunku ksiezy i wiernych do swietosci.
    Dzis trudno wytlumaczyc mlodym jaki ten Kosciol dawniej byl?. Wspomne tylko jeden „szczegol”: – Mial przyjechac na wizyte duszpasterska biskup z diecezji sandomierskiej. Diecezje byly ogromne: Sandomierska siegala po rzeke Pilice. Cala droga byla udekorowana (wstazki kolorowe…itp). Ostatnie kilka kilometrow biskup jechal w dlugim szpalerze konnicy. Pamietam, jak o wiele starsi ode mnie chlopaki z okolic przygotowywali konie do tej parady.
    Jak papiez jemu jako papiezowi przeszlo przez gardlo: ” Modernistyczni humaniści, którzy odrzucacie nadzmysłowość (transcendencje) rzeczy wyższych, zdobądźcie się na to i uznajcie nasz nowy humanizm: my także, bardziej niż ktokolwiek inny, my mamy kult człowieka.
    Aktem chyba najpodlejszym jaki mogl sie zdarzyc w Kosciele byl Asyz… Potem systematyczne wycofywanie sie misyjnej roli – misjonarze to budowniczy, szpitali, szkol… spolecznicy w krajach umba-umba. Tymczasem Kosciol oddaje „pole” bezlitosnemu islamowi. Podczas gdy modernisci doszukuja sie pierwiastkow Prawdy w islamie ten walczy z chrzescijanstwem pali chrzescijan zywcem jak w Nigeriii: co widac na zdjeciu
    (ale zdaje sie, ze nie wiem jak je zamiescic…)

    Oto jedno z wielu zdjęć dostępnych na sieci – admin

  2. marost said

    AD1
    Oto jak muzulmanie rozprawiaja sie z chrzescijanami w Nigerii:

  3. JO said

    Mnie osobiscie opadly klapki wzgledem Jana Pawla II jak Pan Bog pozwolil Mi Widziec I Slyszec I Wybrac Smierc lub Zycie Wieczne.

    Zobaczylem spustoszenie jakie dokonal Sobor Watykanski II w mojej Rodzinie. Moi Rodzice sie Rozwiedli. Moj Ojciec poslubil moja Matke Chrzestna, ktora Rozwiedli sie ze swoim Mezem majac 2 dzieci tylko dla „przyjemnosc , pozadania..

    Widzialem Ohyde czlowieka Upadek Rodziny Calej, Mojej Rodziny, ktory dotknal 2 Pokolenia w zasadzie 3 Pokolenia.

    W Rozpaczy, bolu dokonywalem analizy calych pokolen mojej Rodziny do XVIII Wieku, I doszedlem do wniosku, ze przycZna Zla nie jest Moj Ojciec a MODERNIZM, Kosciol Rzymskokatolicki , ktory przestal nim Byc a stal sie ModernistycNym, Rewolucyjnym na ktorego czele Stal Moj Ukochany Jan Pawel II, ktory wyszedl do Swiata, otwierajac na osciez Mu Sw Kosciolowi…..

    Ten Papiez CynicZnie nazywal Cywilizacja Smierci to Czego Sam Byl Tworca ze swoimi poprzednikami.

    On doprowadzil Moja Rodzine I miliony Polskich Rodzin do Upadku.

    Doprowadzil, ze Nie potrafimy panowac nad Zadzami, krzywdzac siebie I dzieci…, ulegamy Klamstwu I nie potrafimy Zatrzymac Nachalnosci, Pazernosci Swiata, ktory Nas Niszczy

  4. marost said

    AD3
    U mnie to byloby duzo do opowiadania. Przejscie z rzeczywistosci polskiej poczatku lat 80tych do tej tu zachodniej i to nie z wlasnej woli bylo szokiem. Mowie o tej rzeczywistosci „koscielnej”.
    Kiedy bardzo pobozni znajomi zaprosili nas na spotkanie „rodzion katolickich”(pewnie to cos na ksztalt polkiej oazy???). Msza w ogrodzie przy okraglym stole, ktory tyle co, sluzyl do posilku, bez krzyza…?. Ich znajomy ksiadz przewodniczyl. Pytam: skoro to jest msza ale bez krzyza? – Krzyz mamy w sercach – brzmiala odpowiedz.
    Ogolnie to jak pamietam, te nowinki uwazalismy za normalnosc, a to co zostawilismy w Polsce to archaizm, ktory przez ucisk systemu nie mial mozliwosci sie wyzwolic. To bylo glupie – teraz tak osadzam, ale wowczas, w Polsce zajeci sprawami bytowymi, nie zauwazalismy, ze w Kosciele dzialo sie cos zlego.
    Dzis wiadomo, ze w Polsce ruszylo sie na dobre w kierunku modernizmu dzieki Radiu Maryja. Ale trzeba bylo sobie ta szokujaca zmiane jakos tlumaczyc – nie bylo wyboru.
    Stracilismy trzydziesci lat podazajac zamiast w kierunku katolickiego rozwoju duchowosci, „wpatrywalismy sie w bestie z podziwem”…..
    Podejrzenia ze cos jest nie tak, zaczely sie wraz z dotarciem do nas polskich mediow – po 90 roku. Kiedy podano, ze doliczono sie w Polsce ponad 180 pomnikow JPII nie liczac tablic wmurowanych czy innych znakow czci czlowiekowi za jego zycia…? – Dotychczas, w historii swiata zaden wielki, ktoremu pomniki za zycia stawiano nie pozostal w chwale zbyt dlugo… Czyzby i JPII to mialo sie przydarzyc? Dlaczego on na to pozwala? Dzis na to pytanie mozna znalezc odpowiedzi. Szczegolowo opisal to Malachi Martin w swojej ksiazce „Klucze Krolestwa”.

    Ale „trudno – mowi sie cóż” – mamy przechlapane. Zamiast poznawac coraz lepiej nasza dusze – jej potrzeby niezbedne do zbawienia, zajmujemy sie – o! tak jak tu na gajowce – rozpatrywaniem: – a moze on nie chcial ale musial?
    – I co na sadzie ostatecznym? – Panie Boze, j? – Nie! – to oni, tam na Watykanie wyprowadzili nas w maliny! – A ja ci sie pytam co ty zrobiles ze swoim chrztem? Nie pytam o nich! – z nimi porozmawiam sobie tez pojedynczo jak przyjda….!!! Miales rozum i wolna wole!

  5. Tralala said

    ad4
    „Dzis wiadomo, ze w Polsce ruszylo sie na dobre w kierunku modernizmu dzieki Radiu Maryja”
    – jako Pan to uzasadnia ? – jako, ze nie slucham Radia Maryja.
    – dlaczego akurat RM mialoby byc lokomotywa modernizmu bardziej niz cokolwiek innego?

  6. Marucha said

    Dla jednych – aktem chyba najpodlejszym jaki mogl sie zdarzyc w Kosciele byl Asyz…
    Dla innych – to pomysł genialny, epokowy, przełomowy, zupełnie jak Rewoiucja Żydowska w Rosji zusammen do kupy z Rewolucją Francuską i czterdziestą ósmą reformą oświaty w Polsce.

  7. marost said

    AD6
    Asyz – oczywiscie i z perspektywy czasu(!) tez tak oceniam – to bylo podle.
    Ja pisalem o tym co wowczas aktywowalo sygnal alarmowy, zrazu delikatnie potem coraz wyrazniej.
    Przeciez takie rzeczy jak wyzbycie sie tiary – kto wowczas wiedzial co oznaczja te trzy korony i czego symbolem ona byla? potem, osobisty udzial papieza w obrzedach Woodu, Asyz, spotkania z muzulmanami gdzie JPII: powiedzial: ” Muzulmanie sa naszymi bracmi w wierze w Boga jedynego „.(Przemowienie JPII do muzulmanow, Paryz 31 maja 1980)
    Albo: ” Niech Sw Jan Chrzciciel chroni islam ” (21 marca 2000 – Osservatore romano, wydanie francuskie 28 marca 2000). Synagoga..itp
    Dzisiaj patrzac z perspektywy czasu zastanawia, jak to sie stalo, ze przyjmowalo sie te skandaliczne ekscesy ze spokojem???.

    Dopiero po latach wieloznacznych wystapien JPII przychodzilo na mysl pytanie: co wlasciwie mogl miec na mysli JPII w wolajac W-wie: „niech zstapi duch twoj… i odnowi oblicze ziemi…tej! ziemi. To byly slowa ktore nas w poczatkach lat 80tych zahipnotyzowaly.
    Z nimi wyjezdzalismy na emigracje, spokojni – z niewypowiadanym przekonaniem zupelnie jak w tej piosence francuskiej: Tout va très bien, ! – madame la Marquise selement le château est en flamme, Wszystko jest jak w najlepszym porzadku madame la Marquise – jedynie tylko zamek stoi w plomieniach.
    Dzis wywoluja dreszcze zapowiedzi tyle co wybranego nowego papieza JPII ze bedzie zagorzalym kontynuatorem rozpoczetego przez Pawla VI dziela odnowy… Wowczas nie bylo w tym nic niestosownego w naszym mniemaniu.

    Radio Maryja ? – w poczatkach lat 90tych przyjelismy ten glos rzekomo katolicki w naszych domach z radoscia.
    Milo bylo po tyllu latach uslyszec Godzinki rano, tyle modlitw – Rozaniec…
    Wiele wspomagalismy jak na nasze mozliwosci finansowe. W nowopowstalym miesieczniku w pierwszych dwoch numerach samoje artykuly… Az do momentu kiedy ks Andrukiewicz na dobre wzial sie za „szarpanie drutow”, Ks Jan Mikrut naskoczyl na pewna pania ktora protestantow nazwala heretykami, innym razem po jakiejs piesni po lacinie podsumowal: uslyszelismy piesn w nieznanym juz nam jezyku….?
    Kiedys po katechezie, ktora porowadzil pewien o.Robert zadwonilem do niego podnoszac nasz problem stosunku do komunii sw na reke….. – Odpowiedzial: musicie sie modlic do Ducha Swietego o moc przezwyciezenia oporow przed przyjmowaniem Komunii sw na reke… Czy dobrze zrozumialem? – alez tak – oczywiscie – potwierdzil.
    Kiedys w innej rozmowie na antenie: „a pan nie jest od tych schizmatykow Lefebra? – co pan taki precyzyjny?”.
    Poza tym – kult JPII, ktory w miedzyczasie pozwolil sobie malowac na czole znaki krowim lajnem, albo pozwolil aby na pol nagie Papuaski przed nim sie popisywaly… Wszystko po trochu z sygnalu alarmowego dotyczacego ogolnej sytuacji w Kosciele, w tym pod adresem RM, przerodzilo sie w wielki dzwon, ktory bije do dzis ale na razie nie nam….

  8. Marucha said

    Re 7:

    Dopiero po latach wieloznacznych wystapien JPII przychodzilo na mysl pytanie: co wlasciwie mogl miec na mysli JPII w wolajac W-wie: “niech zstapi duch twoj… i odnowi oblicze ziemi…tej! ziemi. To byly slowa ktore nas w poczatkach lat 80tych zahipnotyzowaly.

    Wie Pan, i ja się nad tym zastanawiałem… i nawet obecny tu RomanK chyba napisał coś na ten temat w swoim charakterystycznym prześmiewczym stylu.

    Patrząc na Polskę – i na sprawy materialne, i niematerialne – nie mamy chyba wątpliwości, co to za duch, gdyż po owocach się poznaje…

    A my, „lefebryści”, popełniamy nie tylko błąd „bycia zanadto precyzyjnymi”, ale jeszcze przemawia przez nas „arogancja prawdy” (to autentyczny cytat! prawdę trzeba nie tylko dozować, ale i jeszcze żeby nie była zbyt arogancka!).

  9. Sowa said

    Duch zstąpił. Owoce widzimy.

    Dlatego owoce tego ducha nie chcą intronizacji Jezusa Chrystusa. Wszak On demony wyganiał.

    Jasne? Dla mnie tak. Szczególnie po śmierci ks. Kiersztyna metodą „na tira”. Nie wierzę w przypadek.

  10. JO said

    ad.9. Ja tez NIE wierze w Ten przyadek…ani w przypadek „zstapienia Ducha”…

  11. Marucha said

    Re 9, 19:
    Nie wiem, może Duch zstąpił, ale myśmy Jego dary zmarnowali?

  12. Tralala said

    ad 7
    „Dzisiaj patrzac z perspektywy czasu zastanawia, jak to sie stalo, ze przyjmowalo sie te skandaliczne ekscesy ze spokojem???. ”
    To bardzo ciekawe pytanie. O ile pamietam, pokolenie moich rodzicow nie bardzo bylo z tego zadowolone, a zmiany w Polsce nastepowaly bardzo, bardzo powoli i …czesc z nich przyzwyczaila sie, a czesc odeszla gdzies w bok.

    Mnie Bog ochronil od koscielnego mdernizmu, bo po bierzmowaniu wykonanym przez przyszlego JP2, ktory przestraszyl mnie swoim lodowatym wzrokiem (autentycznie) nigdy nie dzielilam z rodakami ich milosci do niego i generalnie machnelam reka. Zatoczylam wielkie kolo i znalazlam sie po latach w kaplicy „lefebrystow”.

  13. Teresa said

    Nie wiem czy ktos sie odwazy w Polsce wydac ksiazke ks. Villa Luigi o Janie Pawle II. Jest tam wiele dowodow na to, ze Wojtyla byl masonem, przychylny komunizmowi i zydom. Zreszta sam byl zydem, co ukrywal.
    Byl to czlowiek zaklamany, ktory udawal poboznego.
    Nigdy otwarcie nie zaatakowal komunizmu, za ktorym stala zydomasoneria.
    Z masoneria byl Wojtyla powiazany na wiele sposobow, byl m.in. czlonkiem Rotary Club.
    Kiedy w listopadzie 1952 roky, byl aresztowany abp Baziak wraz z biskupem pomocniczym Stanislawem (aresztowanie to wstrzasnelo katolicka spolecznoscia Krakowa), Wojtyla milczal i w dwa dni po aresztowaniach biskupow, pojechal na narty w gory. WOJTYLA milczal, gdy byl aresztowany jego profesor i dlugoletni kolega o.Kurowski. Nic niezrobil w jego obronie.
    Kiedy 15 czerwca 1962 roku zmarl nagle (prawdopodobnie z pomoca SB), arcybiskup Krakowa Baziak, zyd Zenon Kliszko – glowny ideolog partii komunistycznej w Polsce, dwa lata walczyl z kard. Wyszynskim, aby arcybiskupstwo krakowskie obsadzic Wojtyla. Kard. Wyszynski byl przeciwny te kandydaturze i proponowal 7 innych biskupow na to stanowisko, ktorych Kliszko odrzucil, bo chcial tylko Wojtyle.
    W roku 1964, 9 stycznia Kard. Wyszynski pod presja papieza Pawla VI zgodzil sie na Wojtyle.
    Jesli Wotyla byl swiadomy, iz swoj szybki awans na szczeblach hierarchii koscielnej, zawdziecza zydomasonerii, to do jakiego ducha wolal w Warszawie w roku 1979, aby ten zstapil na polska ziemie?
    Dzisiaj nie mamy watpliwosci, ze to byl inny duch, niz ten ktorego pragneli Polacy. Dzisiaj mamy ducha z synagogi szatana.
    Zastanawiam sie czy Wojtyla byl swiadomy, ze zydomasoneria usunela abpa Baziaka, aby zrobic miejsce dla Wojtyly i opanowac kurie krakowska. Czy Wojtyla byl swiadomy, iz sa mordowani skrycie niewygodni ksieza i biskupi? Co zreszta trwa do dzisiaj np. obsadzenie zydomasona Goclowskiego w Gdansku (tajemnicza smierc dwoch biskupow), czy samobojstwa ksiezy w diecezji msona Skworca.
    Jak Wojtyla sie czul z ta swiadomoscia? Czy mial jakies rozterki moralne?
    Jako zyd i wolnomularz prawdopodobnie spal spokojnie.

  14. Kar said

    Jako zyd i wolnomularz prawdopodobnie spal spokojnie..

    a co mogl zrobic? Rzucic sie desperacko na system z siekiera w garsci i obalic go!?

    Dzisiaj na Gaze zydzi zrzucaja tony bomb i Pani tez spi spokojnie..czy raczej kreci sie Pani przez cala noc w trosce o innych….?

  15. Marucha said

    Re 12:
    Dziś sługusy Antychrysta wmawiają nam, że zarówno Vaticanum II, jak i ceremonia zwana dla kpin „Rytem zwyczajnym” Mszy Świetej, były wyjściem na przeciw oczekiwaniom ludu bożego.

    NIKT NIGDY – ŻADEN LUD BOŻY nie życzył sobie wyrzucenia Mszy Świętej i ołtarzy z kościołów. NIKT NIGDY nie skarżył się, że „nie rozumie łaciny”, jak stale robią to współcześni ochrzczeni troglodyci.

    I tak samo NIKT NIGDY NIE ŻYCZYŁ SOBIE REFORMY RÓŻAŃCA!
    Nawet tradycyjna forma różańca, kanonizowana przez św. Piusa V w bulli «Consueverunt», została obalona (Pius V doprawdy nie ma szczęścia do reformatorów: za nic się ma jego bulle o Mszy Świętej, o „dialogu” z Żydami, i o Różańcu).

    Wszystko to odbyło się drogą małych kroków, przy akompaniamencie sprzyjającej prasy żydowskiej i protestanckiej i przy bezdennej głupocie katoliczników.

  16. Marucha said

    Re 14:
    Nie musiał rzucać się „z siekierą” na system.
    Jako dobry – ba, wzorowy! – katolik nie powinien korzystać z poparcia antykatolickich władz.
    Ale władze już wiedziały, komu tego poparcia udzielić….

  17. Teresa said

    W maju 1967 roku papiez Pawel VI mianuje Karola Wojtyle kardynalem. Bylo to wielkie zaskoczenie w Polsce, poniewaz pierwszy raz w historii, Polska miala dwoch kardynalow.
    Kard. Wyszynski byl kochany przez Polakow, wiec papiez Pawel VI nie mogl go ukarac za nie otwarcie drzwi komunizmowi, tak jak to zrobil z antykomunistycznymi kardynalami Mindszenti (pozbawiony godności prymasa Węgier przez Pawla VI) i Sljpij , mianujac Wojtyle kardynalem, chcial odizolowac kard. Wyszynskiego.
    Kiedy kard. Wojtyla mogl podrozowac do kazdego kraju na ziemi, to kard. Wyszynski mial zakaz przez komunistow, opuszczania swojej diecezji. (str.36)

  18. JO said

    Ad.17. Cala Ta Rewolucja Solidarnosciowa, Pirestrojka Byla zaplanowana jak widac I w tym bral udzial JPII?

    Ja wciaz nie rozumiem co stalo sie w Rosjii, za malo wiem.

  19. JO said

    Ad.18. ..bez znaku zapytania , Moj iPad wypisuje Sam zmienione wyrazy, nie umiem tego wyeliminowac I czasem to co pisze wygladaja jak bym byl na niezlym „kacu”..

  20. Marucha said

    Re 19:e
    To się da wyłączyć na stałe albo chwilowo. Niech Pan dobrze postudiuje instrukcje.
    Poza tym niech Pan sprawdzi, czy istnieje program dla pisania po polsku (Polish keyboard).

  21. Kudlaty said

    Ks. R Coomaraswamy „Papieze posoborowi”-Pawel VI:

    Jego ojciec, bankier zatrudniony przez Watykan, pochodził z żydowskiej rodziny a jego matka była konwertytką z judaizmu w czasie gdy zawierała małżeństwo. Rzecz jasna, żaden tradycyjny katolik nie może mieć żadnych obiekcji z powodu jego żydowskiego pochodzenia. Znaczące jest natomiast to, że nie można znaleźć żadnego zapisu dokumentującego jego chrzest. Jeżeli faktycznie nigdy nie został chrzczony, to jego święcenia są całkowicie nieważne (Myra Davidoglou, La Voie, Cahier No. 5. France, Imbert-Nicolas, Dec. 1982).

  22. Kar said

    re:20

    wtracam swoje 3gr niepotrzebnie ale podobny problem i mnie spotkal. W miejscu gdzie jest „region and language” (control panel) a potem nastepny krok to keyboards and languages nalezy wybrac change keyboards..tzn. isc za jezykiem polskim …ma byc tylko jeden jezyk (polski w tym przypadku, nie mieszac 2: polski i angielski, bo sa problemy)

  23. Teresa said

    Miedzy 1973 a 1975, kard. Wojtyla byl przyjmowany 11 razy na prywatnych audiencjach, przez papieza Pawla VI, co nigdy wczesniej nie przytrafilo sie zagranicznemu Kardynalowi. (str.11)

  24. Marucha said

    Re 22:
    Hm. W różnych programach klawiaturowych np. dla tabletu Samsung Galaxy Tab 7,7, mogę jednym kliknięciem przestawiać klawiaturę z języka na język, a nawet pisać kilkoma językami na raz.
    Ipada nie używam, bo Apple jest mi obrzydliwe.

  25. marost said

    St Vincent Pallotti :« Quelques Papes, Dieu les veut ; certains, il les permet ; d’autres, il les tolère. »

    Sa papieze ktorych Bog chce, niektorych dopuszcza, innych toleruje

  26. JO said

    ad.24. Kupilem go przed Pana Apelem o IPadzie…i Samsungu 😦

  27. Teresa said

    re:1
    pod zdjeciem pokazujacym spalonych przez muzulmanow, zywcem chrzescijan w Nigeriii pasuje zdjecie blogoslawionego Jana Pawla II calujacego KORAN, ktory jest wytworem zydowskiej fantazji, gdyz jak wiadomo Mahomet byl analfabeta.
    http://rzymskikatolik.blox.pl/2008/01/x-prof-Michal-Poradowski-Pochodzenie-Islamu.html

  28. Kudlaty said

    Zadziwiające jest, że współcześni duchowni twierdzą, iż umieją odczytywać „znaki czasów”. Chrystus przedstawił „czasy ostateczne” w niezwykle posępnych kolorach. Pismo święte ostrzega przed niespotykanym wybuchem zła, nazwanym przez św. Pawła apostazją, pośród której objawi się straszliwy Człowiek Grzechu i syn zatracenia, osobliwy wyjątkowy wróg Chrystusa, czyli Antychryst; że stanie się to, gdy rewolucje zwyciężą i obecne ramy społeczeństwa rozpadną się w kawałki. Mówi się nam, że zostanie „skalane sanktuarium i ustanie nieustająca ofiara a jej miejsce zajmie ohyda spustoszenia”. Czyż Jeremiasz nie przemawia w Bożym Imieniu, gdy mówi „Moje Tabernakulum jest spustoszone, wszystkie Moje sznury przerwane: Moje dzieci oddaliły się ode Mnie i nie są… Gdyż pasterze nierozumnie postąpili i nie szukali Pana Boga”. I czyż nie powiedziano nam, że „powstanie wielu fałszywych Chrystusów”, że głosić się będzie fałszywe doktryny i że nawet wybrani zostaną oszukani? I wreszcie, czyż Chrystus nie jest precyzyjny, gdy mówi nam, że przy ostatecznym przyjściu pozostanie jedynie „mała garstka” – resztka prześladowana przez Antychrysta? Pomimo takich ostrzeżeń współczesny sanhedryn w Rzymie obstaje przy wspieraniu i pielęgnowaniu sił rewolucji. Głoszą oni swój zamiar stworzenia lepszego świata, w którym zasady rewolucji francuskiej wydadzą swe owoce – gdzie wszyscy ludzie będą wolni, równi żyjąc w braterskim pokoju. A mając to na względzie oddali się tworzeniu jednej ogólnoświatowej religii, w której wszyscy ludzie – nawet ateiści – będą zgromadzeni razem jako „lud Boży”, a zbawienie będzie jak to głosi Vaticanum II „procesem społecznym”. Na szczęście tradycyjni katolicy również potrafią odczytać znaki czasów. Widzą oni w tym wszystkim wypełnianie się proroctw biblijnych. Oto dlaczego nalegają na pozostanie tradycyjną małą resztką. Oby Bóg udzielił im daru wytrwałości.

    „Muszą przyjść zgorszenia…”. I to nie z powodu jakiejś arbitralnej decyzji ze strony Boga osobowego – quod absit – lecz z powodu koniecznej ontologicznej „gry” wynikającej z Wszechmożliwości i która wiąże się niechybnie z zaprzeczeniami i niedostatkami, bez których świat nie mógłby istnieć. Bóg nie pragnie „konkretnego zła”, ale toleruje „zło jako takie” mając na uwadze jeszcze większe dobro, które z niego wyniknie. Ad majorem Dei gloriam.

    Ks. Rama P. Coomaraswamy -„Problemy z nowymi Sakramentami”

  29. marost said

    AD27
    Alez islam to religia pokoju…!!!!
    Odnosnie pochodzenia islamu…
    Generalnie, muzulmanie uwazaja swoja relgie za prawdziwa a argument na to maja taki, ze jest religia nowoczesna, bo najmlodsza – ok 570 lat po Chr.
    Na tej zasadzie budowane sa historie tej religii i taka min ks prof Poradowski podaje.
    Nie chce powiedziec ze ta historia nie jest prawdziwa. Trzeba przyjrzec sie islamowi z bliska by zrozumiec ile w nim klamstwa i przekretow.
    Trzeba wiedziec, ze islam, co zapisane jest w koranie (Taqiyya), zobowiazuje muzulmanina do klamstwa jesli mialo by ono sluzyc w obronie religii. Muzulmanin ma obowiazek posluzenia sie klamstwem (jedna ze wspolnychcech z judaizmem).

    Sa dostepne zrodla antyislamskie laicyzujace, ktore prostuja zasadniczo jej historie bazujac na zrodlach chrzescijanskich jako najstarszych i niezafalszowanych.
    Sa tez i inne. Algerie zamieszkuje narod Kabylowie (byc moze ze po polsku „Kabile”???) Kabylia to kraina Algierii ktora od wiekow zachowala odmienna nieco kulture i tozsamosc narodowa podbita przez Arabow. Stad tez autentyczna nienawisc do okupantow.
    Wszakze przyznaja, ze nie o chodzi na razie o odrebnosc terytorialna ale o uznanie ich obecnosci w zyciu tej czesci swiata. Kiedy niedawno pewien pastor spalil koran – o czym pisala prasa, w tym samym czasie w Kabilii spalono, zniszczono wrzucajac do dolow kloacznych setki koranow – o czym swiatowa prasa nie pisala – ciekawe dlaczego? O tym mozna bylo dowiedziec sie albo w drugim obiegu albo w „prasie” kabilskiej z zalaczonymi zdjeciami.

    Kabilowie pisza, na swoich stronach, ze nie sa przeciwni zadnej religii ale walcza o to by sami mogli religie dla siebie wybierac. Walcza przeciwko ekspansji islamu. Warto wiedziec ze z tego narodu wywodzilo sie trzech papiezy.

    Innym wiarygodnym zrodlem informacji o „prawdziwym obliczu islamu” jest Jean Alcader autor ksiazki o taki wlasnie tytule. Wielokrotnie rozmawialem z tym sympatycznym panem min w sprawie polskiego wydania przez ANTYK co zaowocowalo ukazaniem sie tej cennej ksiazki na rynku polskim.

    Autor pochodzi z rodziny chrzescijansko muzulmanskiej, sam jest katolikiem zona koptyjka. Swietnie zna zarowno historie chrzescijanstwa jak i islamu. Fragment ksiazki moznaznalezc tutaj:
    http://m-ostrowski.com/index.php?option=com_content&task=view&id=49&Itemid=43
    Wywiad polskiej dziennikarki z Alkaderem tu:
    http://m-ostrowski.com/index.php?option=com_content&task=view&id=92&Itemid=43

    Na koniec chce podkreslic, ze wg dostepnych mi zrodel tak islamskich jak i chrzescijanskich islam ma tylez lat co chrzescijanstwo. Pierwsi chrzescijanie jako judaistyczna sekta ( sensie nie pejoratywnym oczywiscie) nazywali sie nazarejczycy – to nasi przodkowie. Z nich wylonila sie grupa heretykow zwanych ebionitami, ktorzy glosili nadejscie Krolestwa Bozego ale ze konieczny jest udzial czlowieka w jego ustanowieniu. Chodzi o udzial zbrojny, ustanowienie KB sila zbrojna podbojem itp.

    Rozmawialem zeznajomymi, co bardziej rozgarnietymi w temacie muzulmanami. Rzeczywiscie, o swoim pochodzeniu od ebionitow wiedza, ale w polacznie z tym co mialo miec rzekomo miejsce – nawiedzenie Mahometa przez achaniola Gabriela itd nie chca sie wdawac bo to juz koran a rozwazac slow allacha nie chca, ale i tez maja to zabronione.

  30. Tralala said

    ad 29
    „…nie chca sie wdawac bo to juz koran a rozwazac slow allacha nie chca, ale i tez maja to zabronione…”
    Jakie to latwe: ZABRONONE !
    Nawiasem mowiac my tez mamy zabronione rozwazanie slow bp Fellay’a – kon by sie usmial.

  31. marost said

    AD30
    No, maja zabronione, na tej zasadzie, ze to sa slowa allacha i jesli czlowiek czegos nie rozumie to dlatego, ze jest czlowiekiem i jest rzecza normalna, ze boskich planow nie pojmie. Dlatego muzulmanie albo koranu nie znaja, w sensie – nie rozumieja albo wkuwaja wersety lub caly koran „na blache”. Wykladnie koranu sa w sunnach, ktore sa dopisywane.

    Nawiasem mowiac my tez mamy zabronione rozwazanie slow bp Fellay’a – kon by sie usmial.
    Tego akurat nie zrozumialem.

Sorry, the comment form is closed at this time.