Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Podpisz petycję w obronie medycyny naturalnej!

Posted by Marucha w dniu 2012-12-14 (Piątek)

Leki naturalne, których Bruksela i przemysł farmaceutyczny chcą nas pozbawić.

Jeśli już wiesz czym jest Rozporządzenie 1924/2006/WE i chcesz podpisać petycję, natychmiast kliknij tutaj:

Podpisz_petycje

Wyobraź sobie, że Twoje dziecko albo Twój mąż lub Twoja żona ciężko choruje.

Istnieje naturalny lek – bezpieczny i nie powodujący skutków ubocznych – który  mógłby wyleczyć chorobę.

Tymczasem Unia Europejska zakazuje jego stosowania. Co gorsza, władze zmuszają Cię do podawania choremu leków syntetycznych o potencjalnie niebezpiecznych skutkach ubocznych.

W takiej sytuacji nie masz wyboru: jesteś w pułapce.

Takie i podobne sytuacje mogą wkrótce stać się rzeczywistością w Polsce, odbijając się na wszystkich jej mieszkańcach, a przede wszystkim na Tobie i na mnie.

Po latach lobbingu, międzynarodowe koncerny farmaceutyczne są już bliskie osiągnięcia swojego celu.

Nowe, drakońskie rozporządzenie Unii Europejskiej zagraża tysiącom naturalnych środków leczniczych stosowanych od wieków, które nie mają skutków ubocznych, jakie występują przy zażywaniu zwykłych, chemicznych leków.

Dotyczy to setek naturalnych produktów, n.p.

* na serce
* układ krążenia
* stawy
* układ kostny
* pamięć
* trawienie
* depresję
* przemęczenie
* regulujących poziom cukru we krwi nasennych
* poprawiających widzenie, itp.

Chodzi o rozporządzenie 1924/2006/WE w sprawie oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych dotyczących produktów medycyny naturalnej.

Rozporządzenie nakłada na sprzedawców naturalnych produktów medycznych obowiązek uzyskania specjalnego zezwolenia Brukseli, aby móc informować konsumentów – pisemnie lub ustnie – o właściwościach terapeutycznych oferowanych produktów naturalnych.

Takie zezwolenie wydaje Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA, European Food Safety Authority).

Problem w tym, że urząd ten potrzebuje od  3 do 5 lat na wydanie decyzji. Co więcej, na blisko 44.000 wniosków złożonych od 2008 r., Urząd wydał jak dotąd zaledwie 241 zezwoleń!!!

Jest to bezprecedensowy zamach na nasze prawo do alternatywnych metod leczenia.

A cel tych obostrzeń jest ewidentny: chodzi o zabezpieczenie miliardowych zysków przemysłu farmaceutycznego w nadchodzących latach, poprzez odebranie nam  alternatywy i zmuszenie nas  do sięgania po drogie, chemiczne  leki.

Jest jednak światełko w tunelu.

Pewne stowarzyszenie z Anglii, bardzo aktywne na szczeblu europejskim, Stowarzyszenie Zdrowia Naturalnego (Alliance for Natural Health), organizuje protesty i zasypuje eurodeputowanych listami w tej sprawie.

Z kolei brukselski Instytut Obrony Zdrowia Naturalnego (IPSNInstitut pour la Protection de la Santé Naturelle), już zgromadził we Francji, Belgii i Luksemburgu ponad 300 000 podpisów pod protestem.

W Polsce jeszcze nie powstała w tej sprawie żadna inicjatywa na dużą skalę.

Zebrała się jednak grupa polskich lekarzy i pacjentów, którzy postanowili założyć komitet protestacyjny i właśnie tego dotyczy nasz gorący apel.

Ja nazywam się Krzysztof i sam jestem częścią tej inicjatywy, dlatego zwracam się z serdeczną prośbą:

Wykonaj znaczący i symboliczny gest dobrej woli, podpisując dołączoną petycję skierowaną przeciwko rozporządzeniu 1924/2006/WE i broniącą medycynę naturalną w Europie.

Choć nikt rozsądny nie wpadłby na pomysł, by podważać swobodny przepływ naturalnych suplementów diety, biurokraci w Brukseli właśnie to próbują zrobić.

Postanowili zmusić producentów do zbierania ekspertyz, przedstawiania wyników badań klinicznych i bardzo kosztownego gromadzenia najróżniejszej dokumentacji, także w przypadku środków, które bez żadnych komplikacji stosuje się od setek lat!

Mówi się tu o kwotach od 430 000 do 740 000 złotych na jeden suplement diety.

Wszystko to oczywiście robione jest pod pretekstem „ochrony pacjentów”, ale jedynym wymiernym skutkiem tych działań będzie zniknięcie z rynku setek naturalnych produktów stosowanych dotąd bez najmniejszego zagrożenia dla zdrowia!

Co gorsza, właściwe organy działają tak wolno, że narażają na upadłość tysiące drobnych producentów.

Można by wręcz pomyśleć, że robią to celowo. [Bo tak właśnie jest – admin]

Augustin de Livois, Prezydent Instytutu Obrony Zdrowia Naturalnego w Brukseli, relacjonuje:

Potrzeba było dwóch lat pracy kilkudziesięciu ekspertów z 27 państw – od 23 listopada 2005 r. do 7 września 2007r. – aby komisja HMPC1 (The Committee on Herbal Medicinal Products) stwierdziła, że nasiona kopru włoskiego (foeniculum vulgare L. ssp.) działają przeciwskurczowo, wykrztuśnie i wspomagająco na trawienie, choć właściwości te są od wieków znane w medycynie ludowej w Europie, basenie Morza Śródziemnego i w Chinach.

Przypadek liści winorośli właściwej (Vitis vinifera L. ssp.) potrzebował aż 3 lat: zajęto się nim 31 października 2007 r., a zakończono prace dopiero 15 lipca 2010 r. ”

A przecież od dziesiątek lat wiadomo, że winorośl poprawia krążenie. Jej skuteczność i nieszkodliwość w tym zastosowaniu potwierdzono w kilkudziesięciu badaniach naukowych.

Eurodeputowana Michèle Rivasi zauważa:

Do dnia dzisiejszego 95% wniosków dotyczących produktów na bazie roślin zostało rozpatrzonych negatywnie przez EFSA.

Urząd EFSA działa zbyt rygorystycznie, stosuje restrykcyjne procedury jak dla leków, podejmuje decyzje, opierając się na fragmentarycznych danych i odrzuca oświadczenia dotyczące właściwości produktu, mimo że wiele państw europejskich je dopuściło ”.

Rzeczywiście, rozporządzenie 1924/2006/WE to największy jak dotąd zamach na prawo pacjentów do informacji.

Skąd przeciętny Polak miałby się dowiedzieć, że :

* kwas alfa liponowy to przeciwutleniacz o wielu zastosowaniach, który jest nieoceniony dla cukrzyków, osób z objawami przedcukrzycowymi i cierpiących na neuropatię (w tym także nerwobóle)?

* koenzym Q10 i karnityna są bardzo ważne dla zdrowia układu krążenia, zwłaszcza u osób zażywających statyny (leki obniżające poziom cholesterolu)?

* glukozamina i chondroityna pomagają milionom ludzi cierpiącym na bóle stawów?

* rybonukleotydy przyjmowane przez osoby o osłabionym układzie odpornościowym wspomagają naturalną ochronę organizmu i przywracają równowagę w układzie pokarmowym?

Odpowiedź jest prosta: niebawem możesz się nie dowiedzieć o tych cechach i prawdopodobnie nie będziesz miał innego wyjścia, jak tylko zastosować drogie leki chemiczne wyprodukowane przez koncerny farmaceutyczne.

Mamy do czynienia ze skandalem na wielką skalę. W dodatku – zdaniem niektórych – również moment forsowania tego rozporządzenia nie jest przypadkowy.

Daje się zauważyć pewien pośpiech…

Rozporządzenie jest pilnie potrzebne przemysłowi farmaceutycznemu, aby poprawić wyjątkowo niskie ostatnio wyniki finansowe.

Wiarygodność branży podważyły ostatnie skandale z lekami Vioxx i Avandia w rolach głównych. Specjaliści mówią o dziesiątkach i setkach toksycznych leków, które należałoby wycofać.

Ponadto aktualny kryzys gospodarczy i ograniczenie refundacji leków sprawiają, że Polacy masowo sięgają po środki naturalne, które są znacznie tańsze, a często równie skuteczne i w wielu przypadkach nie powodują skutków ubocznych.

Dlatego koncernom farmaceutycznym tak się spieszy, by odebrać nam wszelkie alternatywy – tu chodzi o ich pieniądze.

Nowe rozporządzenie europejskie jest dla nich jak kura znosząca złote jaja, która na wiele lat zapewni im dziesiątki miliardów złotych zysku rocznie!!!

Podpisując poniżej petycję masz wpływ na zmianę sytuacji!

W Polsce kolejne rządy od dziesięcioleci pozostawiają Unii Europejskiej wolną rękę w narzucaniu nam przepisów, które nijak się mają do naszego życia.

Zwykle nic z tego nie wynikało, jednak tym razem jest inaczej – sytuacja robi się naprawdę niepokojąca:

* Pewne europejskie stowarzyszenie było ścigane przez organy państwa i postawione przed sądem za „nielegalną sprzedaż” nasion pomidora oraz innych owoców i warzyw…(nasiona dawnych odmian, zachowane, opisane i dystrybuowane przez sieć Kokopelli).

*  Pewien ogrodnik we Francji, został objęty nakazem rewizji i skonfiskowano mu komputer, ponieważ dopuścił promocji gnojówki z pokrzyw jako nawozu do ogrodu…

* Inną firmę skazano za sprzedaż skrzypu polnego bez zezwolenia Unii Europejskiej.

* Ekologiczni rolnicy zostali oskarżeni o zachwalanie „zakazanego pestycydu”, za jaki uznano olej z miodli indyjskiej (olej neem), od wieków stosowany przez Indian jako środek przeciwko pasożytom.

Nawet leki tak proste, jak czosnek w kapsułkach, czy wyciągi z rozmarynu, żurawin, chondroityna, olej z wiesiołka, mogą okazać się nielegalnymi w sprzedaży w takiej formie jak obecnie.

To absurd nie do opisania, który ogranicza prawa pacjentów i zagraża małym, lokalnym producentom.

Dlatego bardzo ważne jest żebyś podpisał petycję!

Tylko podejmując aktywną walkę o nasze prawa, będziemy w stanie powstrzymać wspólną inicjatywę koncernów farmaceutycznych i Unii Europejskiej.

W polityce funkcjonuje stare powiedzenie: „Milczenie oznacza zgodę ”.

Jeśli nie wyrazisz swojego zdania, podpisując petycję, europejscy biurokraci zrozumieją to jako przyzwolenie na ten niekorzystny dla wszystkich w Polsce przepis.

Pomyślą, że ta ogromna przysługa, jaką wyświadczają przemysłowi farmaceutycznemu i spożywczemu, nie wzbudziła niczyjego zainteresowania ani oburzenia i mają zielone światło w działaniu.

Dlatego wszyscy liczymy na Twój podpis bo nadeszła chwila prawdy.

Twój podpis będzie bardzo ważnym i demokratycznym gestem dla działań podejmowanych przez Instytutu Obrony Zdrowia Naturalnego.

A po podpisaniu petycji przekaż tą wiadomość wszystkim swoim znajomym.

Powiedz im, że trzeba działać.

Naprawdę nie ma czasu do stracenia.

Serdecznie dziękuję.

Będziemy na bieżąco informować o rozwoju sytuacji.

Podpisz_petycje

Krzysztof
Instytut Obrony Zdrowia Naturalnego

http://iozn.pl/

Komentarzy 18 do “Podpisz petycję w obronie medycyny naturalnej!”

  1. Polo said

    Głupota lemingów jest wielka (jak zawsze). Mając na uwadze reklamę suplementów diety, zastanawiam się jak ludzkość bez nich przetrwała do tych „cudownych czasów”. Lemingi są przerabiane jak rośliny GMO, które reagują na dany nawóz i środki ochrony. Każdy leming dostanie nawóz w postaci McDonalds lub KFC, a później środki ochrony szczepionki, leki, suplementy diety. I co najważniejsze leming musi za to zapłacić!!
    Generalnie mam w nosie to co piszą i muszę to weryfikować własnymi obserwacjami. Np po doskonałej diecie czosnkowo- czarnorzepowej udałem się do RCKIK, celem okresowych badań krwi i ciśnienia, a przy okazji oddania honorowo krwi za 8 czekolad i soczek. Pani lekarz powiedziała, że mam doskonałe wyniki krwi.
    Pełen „dumy” ze spełnionego obowiązku, odwiedziłem co bardziej lemingowatych znajomych rozdając im czekoladę.
    Po powrocie do domu zrabowałem własny kurnik z jaj. Zrobiłem jajecznicę, a na deser wciągnąłem pół słoiczka miodu lipowego.
    Wieczorem poczytałem przepisy na zdrowe życie Ojca Grande, bo mam czas na to nie mając w domu TV.
    Nie wiem, dlaczego, ale „ludzie” zaczynają mnie nazywać dziwakiem.

  2. Boryna said

    Głupota i dyktatura w jednym

  3. Aeinar said

    Muszę ustosunkować się do jednego fragmentu artykułu, mianowicie:
    „Skąd przeciętny Polak miałby się dowiedzieć, że :(…)
    * glukozamina i chondroityna pomagają milionom ludzi cierpiącym na bóle stawów?”

    Działanie glukozaminy jest cokolwiek dyskusyjne. Sam co prawda nigdy jej nie stosowałem ale w związku ze złą kondycją moich stawów trochę poszperałem tu i tam.
    Kopia jednego artykułu który znalazłem na sieci:

    Delegalizujmy nie-leki
    Obłuda, zakłamanie, określane również terminem hipokryzja, zapożyczonym
    od starożytnych Greków (hypokrisis), towarzyszą nam od tysiącleci.
    Współcześnie przejawem obłudnego postępowania ludzi mogą być
    produkty mające rzekomo ich uzdrawiać. Zjawisko to jeszcze nie ma nazwy,
    ale przybiera ogromne rozmiary.
    Przykładem takich produktów może być glukozamina, która w 2003 r.
    wyciągnęła w Polsce z kieszeni naiwnych ludzi co najmniej 100 milionów
    złotych.
    Hipokryzja w farmakoterapii nie dotyczy lekarstw bezwartościowych, a
    dopuszczonych do obrotu, stosowanych na podstawie urzędowych rejestrów
    lub nawet naukowych farmakopeji. Jak pamiętamy, najsłynniejszym
    takim lekiem był teriak, który miał leczyć wiele chorób, a nie leczył żadnej.
    Wiedza ludzka zawsze była i będzie ograniczona.
    Z tych samych powodów z hipokryzją nie mają na razie nic wspólnego
    nowe wynalazki, które być może okażą się zupełnie bezwartościowe,
    ale dziś jeszcze tego nie wiemy, ponieważ przechodzą przez sito badań
    farmakodynamicznych i klinicznych.
    Chodzi wyłącznie o produkty, o których już wiemy, że nie leczą, a pozwalamy
    sprzedawać je bez ograniczeń w postaci leku, wprowadzając w błąd
    konsumenta. Pozwalamy je bezkarnie reklamować jako środki lecznicze.
    Oto przykład reklamy glukozaminy amerykańskiej firmy Puritan`s Pride
    w tygodniku o półmilionowym nakładzie:
    „- zwalcza ból i sztywność stawów,
    – chroni i wzmacnia stawy,
    – odbudowuje chrząstkę stawową,
    – wspomaga leczenie chorób i nadwerężeń stawów.
    W przypadku jakichkolwiek problemów ze stawami dostarczenie glukozaminy
    powoduje dodatkowe wytworzenie mazi stawowej, która jest
    niezbędna do prawidłowego funkcjonowania stawów”.
    Po przeczytaniu tej reklamy nie ma najmniejszej wątpliwości, że glukozamina,
    zdaniem producenta, jest (lub ma być) lekiem. Skoro tak, to powinna
    być zarejestrowana w urzędzie rejestracji leków i podlegać nadzorowi inspekcji
    farmaceutycznej. Jednak glukozamina firmy Puritan`s Pride nie jest nigdzie
    zarejestrowana. Nikomu i niczemu nie podlega. Czy tak być powinno?
    Odnośne przepisy prawne funkcjonujące w Polsce sprawiają, że glukozamina
    może być i jest sprzedawana w każdym punkcie sprzedaży detalicznej,
    ze straganami bazarowymi i kioskami ruchu włącznie. Glukozamina
    ma postać i wygląd medykamentu i nie ma żadnych przeciwwska-
    zań do jej obecności w aptece. Aptekarz nie jest powołany do tego, by walczyć
    z prasą. Jeśli miliony ludzi za pozwoleniem „partii i rządu” dowiadują
    się ze środków masowego przekazu, że glukozamina bardzo dobrze leczy
    stawy, najwybitniejszy aptekarz nie jest w stanie oszukiwanym ludziom
    pomóc. Jeśli on im nie sprzeda glukozaminy, pójdą po nią do domu
    towarowego lub gdziekolwiek indziej. Aptekarza zaś wykpią jako
    „tumana”, bo prasa wie najlepiej.
    Władze państwowe odpowiedzialne za zdrowie obywateli zupełnie tym
    się nie interesują. Na dobrą sprawę nikt, absolutnie nikt, nie decyduje formalnie
    o tym, czy glukozamina firmy Puritan`s Pride jest lub nie jest lekiem.
    Byłaby może lekiem, gdyby producent udał się do kompetentnego
    urzędu z wnioskiem rejestracji. Tak, jak wcześniej postąpiła inna firma. Pierwszą
    glukozaminę przywiozła do nas włoska firma Rottapharm i zarejestrowała
    ją jako lek, Arthryl, w 1998 r.
    Wykpiłem to publicznie („Aptekarz” Nr 5/6, 1999, 128). Zacytowałem
    stanowisko bardzo autorytatywnej instytucji, Food and Drug Administration
    w USA: „This product is not intended to diagnose, treat, cure or prevent
    any disease”. Okazuje się, że popełniłem błąd, który na domiar złego
    powtórzyłem twierdząc, że za pieniądze wydawane bezsensownie na
    Arthryl (Glukozaminę) można by kupić i wmontować artretykom-inwalidom
    protezy kolanowe, przywracające sprawność fizyczną („Aptekarz” Nr 7/8,
    2002, 174-175).
    Pożytek z mojej interwencji był taki, że przestano rejestrować preparaty
    glukozaminy. Pożytek przekształcił się w szkodę, bo glukozamina
    wymknęła się spod kurateli ministra zdrowia i teraz każdy, kto chce zarobić
    pieniądze szybko i bez trudu, wypuszcza na rynek swój preparat glukozaminy.
    Nawet firma GlaxoSmithKline, której sprzedaliśmy Polfę w Poznaniu,
    bo nam obiecała, że będzie robiła w Polsce nowe ambitne leki,
    zrobiła w zamian Stavomax (Glukozaminę), i sprzedaje go bez rejestru.
    Ta słynna fabryka osiągająca obrót tylko w Polsce 1,12 mld złotych rocznie
    ze sprzedaży leków, zarabiająca na tym wiele milionów, łaszczy się
    na dodatkowy zysk z bezwartościowej glukozaminy. Czy tak powinno się
    dziać w cywilizowanym kraju? Wszystko ma się odbywać pod dyktando
    groszorobów? Państwo dostaje od nas co roku kilkadziesiąt miliardów
    złotych na administrację, na zarządzanie, czyż nie powinno nas chronić
    przed obłudą przedsiębiorców?
    Sprawa jest bardzo trudna; minister zdrowia jest upoważniony przez
    państwo do rządzenia lekami. A skoro glukozamina teraz może nie być
    lekiem, minister zdrowia może nic w tej sprawie nie robić. Powstaje pytanie,
    kto ma z tym coś zrobić, kto jest odpowiedzialny za produkty będące
    nie-lekami w sensie formalnym, a obłudnie pełniące w praktyce rolę leków.
    Decyzja powinna należeć do prawników decydujących o podziale kompetencji
    wśród organów państwowych.
    Przypomnijmy im pokrótce historię glukozaminy, dobrze znaną nam,
    farmaceutom, i trochę także lekarzom, ale prawnikom zupełnie obcą.
    Glukozaminę wykryto po raz pierwszy w chitynie w 1878 r. Pierwsza
    synteza glukozaminy była dokonana w 1902 r. Przez niemal cały dwudziesty
    wiek glukozamina istniała obok medycyny i farmacji.
    W ostatnich dwudziestu latach robiono próby zastosowania glukozaminy
    do leczenia artretyzmu. Próby były dobrze udokumentowane, efekty
    niemal zerowe.
    Początkowo glukozaminę podawano tylko we Włoszech, w iniekcjach,
    a więc na pewno docierała do krwioobiegu i tkanek. Efekty lecznicze były
    niezauważalne, ale po paru latach te kiepskie iniekcje wycofano z obrotu ze
    względu na niebezpieczeństwo zakażeń, wysypek skórnych, zmian w obrazie
    krwi. Zresztą po tych wszystkich tarapatach ukazała się praca kliniczna
    wykazująca dowodnie, iż glukozamina i placebo to niemal to samo (1).
    Fabrykanci przewidując rychły koniec iniekcji zrobili preparaty doustne
    (proszek lub tabletki). Te okazały się w 90% resorbowalne. Cóż z tego,
    skoro badania farmakokinetyczne wykazały, że po połknięciu glukozaminy
    nie ma jej śladu w plazmie krwi (2). Zapewne organizm ją spala, tak
    jak czyni to z glukozą. To nie zniechęciło ludzi dobrej wiary we Włoszech
    i Niemczech do leczenia stawu kolanowego glukozaminą. Nieszczęścia
    wielkiego nie było, bo to jest produkt naturalnie występujący w organizmie
    ludzkim, więc niepodawany w nadmiarze nie jest toksyczny.
    Z czasem literatura naukowa na temat glukozaminy jest coraz bardziej
    sceptyczna.
    W poważnym, kontrolowanym, opartym na ślepej próbie badaniu okazało
    się, że nie ma różnicy między glukozaminą i placebo (3).
    Podjęto też długotrwałe studium pomiaru szczeliny w chorym stawie
    kolanowym. Okazało się, że u pacjentów otrzymujących glukozaminę i
    placebo po 3 latach leczenia różnica szczeliny była znikoma (4).
    Żadna duża firma farmaceutyczna, ciesząca się poważnym autorytetem,
    nie wzięła do ręki glukozaminy. Dała się skusić firma Rottapharm we
    Włoszech (Arthryl) i firma Opfermann w Niemczech (Dona). Jedynym tam
    wskazaniem dla glukozaminy jest choroba zwyrodnieniowa stawu kolanowego
    (zmiany starcze, a nie reumatyzm o podłożu zapalnym).
    Dlaczego produkt w Niemczech i Włoszech jest dopuszczony do stosowania,
    skoro nie ma dowodów jego skuteczności? Zapewne dlatego, że
    glukozamina w sposób naturalny występująca w organizmie ludzkim nawet
    w większej dawce nie może być bardzo toksyczna oraz dlatego, że
    nie ma leków pomocnych przy zwyrodnieniu stawu kolanowego. Istnieją
    takie poglądy, że nie należy choremu nie okazać troski, a podanie leku nieleczącego
    jest rzekomo przejawem troski.
    Nie dopuszczono glukozaminy do stosowania w USA, Anglii, Francji,
    Skandynawii, Szwecji i wielu innych krajach.
    W Polsce dopuszczono Arthryl i nie wycofano go, ale powstrzymano
    się od rejestracji następnych produktów synonimicznych. Teraz widzę na
    rynku 10 preparatów glukozaminy (mogą być jeszcze inne, których nie dostrzegłem),
    które przedstawiam niealfabetycznie, a konkurencyjnie, poda-
    jąc ceny detaliczne w złotych w przeliczeniu na 1 definiowaną dawkę dobową
    glukozaminy (DDD) wynoszącą 1500 mg:
    Artreum – Puritan`s Pride, USA 0,817
    Artresan – Asa, PL 0,909
    Zdrovit Glukozamina – NP Pharma, PL 1,036
    Glukozamina – Jemo-pharm, DK 1,219
    Flexodon – Medagro, PL-I 1,389
    Reumatrix – Scano Medica, PL 1,450
    Stavomax – GlaxoSmithKline, PL-GB 1,618
    Bio-Glukozamina – Pharm Nord, DK 2,207
    Ortholan – IC Medicare, CH 3,446
    Arthryl – Rotapharm, I 3,462
    Rozpiętość cen jest znaczna, bo czterokrotna, co w farmacji zdarza się
    powszechnie, jako że konsumenci-pacjenci są analfabetami towaroznawczymi
    i się nie targują.
    Wydatek pacjenta, przeważnie emeryta w podeszłym wieku, wynosi zależnie
    od marki produktu od 25 do 100 zł miesięcznie i jest zupełnie niepotrzebny.
    Zwracam się z nieśmiałym pytaniem do Rzecznika Praw Obywatelskich,
    czy nie można byłoby uchronić Polaka przed legalnym nabijaniem
    go w butelkę. Aptekarz w tej sprawie może zrobić bardzo niewiele.
    Należy podkreślić, że glukozamina jest jednym z wielu produktów ilustrujących
    wyłudzanie pieniędzy. Ogromnych pieniędzy, skoro jeden artykuł
    może kosztować 100 mln zł. Oprócz glukozaminy jest wiele innych
    takich leków-nieleków, np. prasteron (dehydroepiandrosteron, DHEA), melatonina
    et cetera.
    Wprowadzić ład można. Ktoś musi decydować o tym, czy dany produkt
    jest lekiem, czy nie jest. Jeśli jest – musi być rejestrowany, po czym reklamowany
    i sprzedawany zgodnie z prawem farmaceutycznym. Jeśli nie
    jest – nie powinien mieć postaci leku, nie powinno być wolno go reklamować
    i sprzedawać jako leku.
    Piśmiennictwo:
    1. Reichelt, A. et alia: „Efficacy and safety of intramuscular glucosamine
    sulfate in osteo-arthritis of the knee”. Arzneim. Forsch. 44 (1994), 75-80.
    2. Setnikar, I. et alia: „Pharmacokinetics of glucosamine in man”. Arzneim.
    Forsch. 43 (1993), 1109-1113.
    3. Rindone, J.P. et alia: „Randomized, controlled trial of glucosamine for
    treating osteoarthritis of the knee”. West. J. Med. 172 (2000), 91-94.
    4. Reginstar, J.V. et alia: „Long-term effects of glucosamine sulphate on
    osteoarthritis progression: a randomized, placebo-controlled clinical
    trial”. Lancet 357 (2001), 251-256.

    link:

    Click to access Aptekarz-2004-01-02.pdf

    Może już stracił trochę na aktualności jednak wciąż daje do myślenia.
    Pozdrawiam

  4. Marucha said

    Re 3:
    Ja mam całkiem dobre doświadczenia z preparatami glukozaminy. Pomogły.
    Znajoma lekarka daje je również swemu staremu psu – i też pomagają.

  5. Raynold said

    Podpisać tą petycje na pewno należałoby. Niestety nic to nie da, bo podobnie jak i z setkami podobnych protestów wyląduje wszystko w koszu a elita mafijna zrobi i tak wszystko po swojemu.
    Musicie w końcu zrozumieć, że nie tędy droga. Jeśli to dla was za trudne to wasz problem. Dyskutujcie nadal o wyższości PiS nad PO, świąt Wilekanocnych nad Bożego Narodzenia, iluminatów nad masonami i Watykanu nad NWO 😉

    Nikt tu nie dyskutuje nad wyższością dżumy nad cholerą, ani PiSu nad PO.
    Natomiast z chęcią się dowiemy, co Pan nam ma do zaproponowania.
    Czekamy niecierpliwie.
    Admin

  6. Raynold said

    Panie Marucha,

    Przyznam, że dawniej bywałem zarówno tu, jak i na innych podobnych stronach częstym gościem. Dyskutowałem, a że miałem w miarę dobrą wiedzę z pierwszej ręki, więc moje wypowiedzi były ośmieszane a bardzo często cenzurowane. Na zaprzyjaźnionej wirtualnejpolonii po opini na temat r. giertycha nazwano mnie „eskimosem” i zablokowano nawet dostęp do oglądania strony (przy okazji kilku tysiącom potencjalnych użytkowników podobnego IP).
    Od jakiegoś czasu, mając jeszcze wiekszą wiedzę na temat zasad panujących w świecie przestałem się podniecać pewnymi sprawami. Swoją zaś energię przeznaczam na próbę wyjaśniania resztkom myślących, by przestali się podniecać tematami pięciorzędnymi a skupili na sednie sprawy.
    A przechodząc do sedna sprawy, nie skupiam się na wałkowaniu spraw przyziemnych, które widzą lub przynajmniej wszyscy powinni widzieć wszyscy a raczej na próbie wskazania co należy robić by nie dać się nadal ogłupiać i dzielić a zacząć robić coś konkretnego wspólnie. Bez wpajanych przez lata uprzedzeń narodowych (chodzi mi przede wszystkim a Słowian) wyznaniowych, politycznych, grup zawodowych, mieszkańców miast i wsi itp.
    Tutaj nie mam zamiaru pisać o szczegółach, bo i tak mądrzejsi mnie wyśmieją.
    O ile zechce Pan podjąc temat, to zapraszam do dyskusji prywatnej.

  7. Aeinar said

    Re 4: Nie chciałbym aby ktoś mój post traktował jak krucjatę przeciwko glukozaminie, jeśli Panu i Pańskiemu czworonożnemu przyjacielowi pomaga to przecież byłbym głupcem gdybym radził ją Panu odstawić.

    Re 5: Choćby ta petycja nic nie dała i wylądowała w koszu, piecu czy niszczarce to podpisać trzeba, ponieważ jest to forma naszego sprzeciwu wobec zamachu na naszą wolność. Jeśli komuś szkoda 3 minut na ten zabieg to wątpliwe aby znalazł 30 min na inną „drogę”, która jest skuteczniejsza i doprowadzi do celu ale póki co jej nie ma lub nie widać. Dopóki tak jest, pozostaje nam wykorzystywać te środki które są dostępne aby nie zostało nam zarzucone że, przecież my chcemy to rozporządzenie bo nawet petycji nikt nie podpisał…

  8. Marucha said

    Re 6:
    Panie Raynoldzie,
    Niestety, po prostu doba jest za krótka, a siły już nie te co kiedyś, abym mógł poświęcać się dyskusjom prywatnym. Proszę się nie gniewać i mnie zrozumieć.
    Moim zdaniem powinien Pan się podzielić swymi przemyśleniami z nami tu, na forum. Że Pana ktoś wyśmieje? To nic nie boli…

    Re 7:
    Nie, nie potraktowałem Pana wypowiedzi jako anty-glukozaminowej, lecz jako głos w dyskusji.
    I zgadzam się, że petycję trzeba podpisać, bez względu na to, jakie nasz podpis będzie miał znaczenie. Niech przynajmniej szumowiny wiedzą, że się nie zgadzamy.
    Ale cóż, poświęcić te 3 minuty na złożenie podpisu, to może zbyt wiele…

  9. Tralala said

    Podpisalam, tak jak wiele innych takich wczesniej. Moze dzieki takim podpisom JESZCZE mozna kupic cos naturalnego. Jesli podpis nie pomoze, to na pewno nie zaszkodzi.

  10. Gość said

    Nie sądzę.
    Podpisuję wiele takich petycji (tę podpisała cała rodzina), angażując w to mnóstwo osób i.. jest jak jest, albo ma być.

  11. JO said

    Ad. 5. Do zaproponowania jest Zbudowanie Panstwa w kolo Bractwa Piusa X, niech Ono sie nazywa Kosciolem w Polsce, ale to wlasnie jest Alternatywa.

    Kosciol Jednak, to nie tylko Budynek I Msza Swieta ale cale Zycie w tym Gospodarcze. Kosciol musie sie Bronic RAZEM poprzez Wspolne Dzialanie.

    Poki co te wspolne dzialanie jest zbyt nikle.

  12. Raynold said

    By być na bieżaco we wszystkich sprawach antyglobalistycznych, trzeba by nie robić nic oprócz jedzenia i krótkiej codobowej drzemki. No i pisać petycje i protestować przeciwko: GMO, codexsowi, chemitrails, szczepionkom, banksterom, chipowaniu, podsłuchom i inwigilacji, farmom wiatrakowym, wyprzedaży majątku narodowego, łupkom… zagrożeniom globalnym, regionalnym, lokalnym… sejmowi, senatowi, prezydentowi, premierowi, rządowi, wojewodom, burmistrzom, wójtom, urzędnikom, wymiarowi sprawiedliwości… podwyższaniu wieku emerytur, podatków, likwidacji stoczni, kopalń, szkół… powcom, palikotowi, komuchom, liberałom, przekrętom z psl a nawet pis… wyższości o. Tadeusza nad abp. Dziwiszem…
    I co w związku z powyższymi protestami dokonaliście???
    (No może poza jednym wyjątkiem wstrzymania ACTA, gdzie na ulice wyszły setki tysięcy ludzi a przede wszystkim młodzieży.)
    Odpowiem na to pytanie, pomimo różnego rodzaju apelów, protestów, pochodów itp. elity robią swoje a przy okazji jeszcze bardziej podzielono i nastawiono na siebie społeczeństwo.
    Jeśli wam chodzi o to by pomóc elicie, to jesteście na jak najlepszej drodze!

    Kilka lat temu napisałem pewną odezwę, którą zacytował nawet Gajowy: https://marucha.wordpress.com/2011/06/08/dziesiec-przykazan-na-obecne-czasy/ niestety jak to zwykle bywa, nie podjęto wtedy dyskusji merytorycznej nad powyższym, tylko rozmyto wszystko o sprawy eskimoskie i religijne. Szkoda że nie podjęto sprawy cyklistów 😉

  13. Marucha said

    Re 12:
    No i co Pan proponuje, zamiast uporczywego, namolnego, powtarzającego się aż ad nauseam, informowania, informowania i jeszcze raz informowania?
    Ja już bojówek organizował nie będę…

  14. Rysio said

    No i Gajowy Marucha stał się pomagierem elit.

    🙂

  15. Rysio said

    A mi, jak mnie bolał bark, podczas pobytu w Polsce, najbardziej pomogła nie-rozcieńczona terpentyna dla konia.

    Jak mnie kobity nią natarły, to nie tylko bark przestał mnie boleć, ale zacząłem rżeć jak młody rumak.

    🙂

  16. AniaK said

    Ja jestem specjalistką od stawiania baniek 🙂 Nie można podpisać petycji bo strona się nie wczytuje.

  17. — Pan Rysio na 15-tce — ……ze Pan zaczal rzec jak mlody rumak .
    Czy ta terpentyna dla konia , kobity Panu wtarly jeszcze w inne niz bark miejsca ?

  18. Rysio said

    🙂

Sorry, the comment form is closed at this time.