Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

„Imperium” w krótkich spodenkach

Posted by Marucha w dniu 2012-12-26 (Środa)

Właściwie powinienem się cieszyć – pomimo upadku wpływów politycznych myśl narodowa kwitnie – ukazują się pisma, wrze na portalach internetowych. Sęk w tym, że czytając te pisma i śledząc dyskusje na portalach, od paru ładnych lat nie odnajduję tam myśli narodowej, takiej, jakiej nauczyli mnie seniorzy, ci w kraju, i ci zagranicą, i jaką poznałem przez ponad 30 lat studiów nad nią. Nie odnajduję jej zarówno kiedy pisze się tam o historii, jak i tym bardziej o współczesności.

Tytuł zobowiązujący – „Polityka Narodowa”. Właśnie ukazał się numer 11. Na okładce krzyczy tytuł: „Od morza do morza”. Stare, wyświechtane i skompromitowane hasło piłsudczyków i prometeistów, lansowane w latach 80. i 90. przez tzw. obóz niepodległościowy, potem przez jakiś czas zniknęło z firmamentu, wraz z upadkiem KPN-u. I oto teraz, po latach – odgrzewają ten zjełczały kotlet „narodowcy”.

Wgłębiając się w lekturę bieżącego numeru „Polityki Narodowej” przecierałem oczy ze zdumienia – jakbym czytał pożółkłe strony bibuły z lat 80. – fantasmagorie jakiś obozów ABC, KPN-owskich paszkwili na „orientację rosyjską” endecji, różnych Targalskich i innych „geniuszy” myśli. Teraz czytam to w periodyku „narodowym”, bo tamte odeszły już w siną dal. Lepszy oryginał niż kopia – mówi powiedzenie. Tak, wtedy linie podziału były jasno określone – w środowisku narodowym tamte koncepcje były odbierane jako niebezpieczna dywersja i dalszy ciąg „dziejów głupoty w Polsce”. Teraz mamy to wewnątrz, w środku środowisk określających jako nawiązujące do myśli Romana Dmowskiego. Trudno o większy dowód na upadek.

Gdyby kapeenowcy wznowili swoje stare tytuły i tłukli nadal swoje teksty – nich tam. Ale nie – teraz głoszą swoje chore pomysły wewnątrz środowisk narodowych (czy uznających się za narodowe).

Ludzie ci mają jednak pewien problem – jak wmówić młodzieży, że ich koncepcje to czysta „idea narodowa”? I tu znaleźli gorliwych wykonawców – czy jak kto woli „pożytecznych idiotów”. Oni udowodnią, że Dmowski był politycznym rusofobem, chciał budować Międzymorze i na pewno pobłogosławiłby „żołnierzy wyklętych”.

Przesada? No to niech każdy niedowiarek poczyta sobie główne teksty w najnowszej „Polityce Narodowej”. Już w otwierającym tekście pt. „Międzymorze – wczoraj i jutro” znajdziemy takie kwiatki – „środowiska talmudycznie podchodzące do dziedzictwa ruchu narodowego” to takie, które mają „bezkrytyczne podejście do Rosji” i szukają „zbieżności interesów z tym krajem za wszelką cenę”. Talmud pojawia się dosyć często jako argument mający zdeprecjonować tzw. opcję rosyjską endecji. To rzeczywiście bardzo ważki argument.

Ale wracając do meritum – dla „międzymorskich narodowców”, zwolenników sojuszu ze spadkobiercami Stepana Bandery – polityka narodowa polega na czymś innym – na szukaniu za wszelką cenę rozbieżności interesów z Rosją. I, trzeba przyznać, są w tym dziele bardzo „twórczy”.

Autor głównego tekstu serwuje nam informację, że Joachim Bartoszewicz, działacz ND z Kijowa, miał na wieść o utworzeniu Ukraińskiej Republiki Ludowej krzyknąć: „Niech żyje wolna Ukraina”. Ja skądinąd wiem, że w Paryżu, podczas konferencji pokojowej, mówił Dmowskiemu coś zupełnie innego. Ale niech tam, autor stara się wytworzyć odpowiednie wrażenie na czytelniku, żeby lansować ze spokojnym sumieniem swoją koncepcję – blok polsko-ukraiński jak trzon Bloku Środkowo-Europejskiego, czy szerzej Imperium na miarę tego z XVI-XVII wieku. Cholera – już to kiedyś czytałem, już to kiedyś słyszałem.

Ale dla tego pana, jeśli my mówimy o konieczności historycznej ułożenia stosunków z Rosją, czy nawet o zwykłym realizmie, to jest „talmudyzm” lub „anachronizm”, a stary mesjanistyczny kotlet to jest świeża myśl na miarę epoki. Dla tego pana fakt, że Dmowski odrzucał całkowicie poparcie dążeń ukraińskich, to wynik jedynie tego, że Ukraińcy nie byli jeszcze zdolni do utworzenia swojego państwa, bo jak by byli – to rzuciłby się im w ramiona.

Autorzy tekstów często popadają w sprzeczności – raz Rosja jest dla nich wielkim zagrożeniem, neoimperialnym monstrum, a drugi raz upadającym państwem, zżeranym przez AIDS i pijaństwo. Raz trąbią o wielkim zagrożeniu, drugi raz piszą, że Rosja „z roku na rok słabnie”. Wszystko zależy od tego, jaki się chce uzyskać efekt.

Generalnie Ukraińcy zachodni bardzo nas lubią i widzą w nas sojusznika w walce z Moskwą. Nic tylko wyciągać ramiona. Co tam spuścizna UPA – przecież NKWD zamordowała więcej ludzi. To, że w Rosji nikt nie gloryfikuje NKWD i nie stawia pomników Berii, a na Ukrainie roi się od obelisków największych zbrodniarzy – nie ma znaczenia, wszak mamy wspólnego wroga.

Prawdziwym „hitem” jest wywiad z dawnym działaczem KPN – Tomaszem Szczepańskim. Ten skądinąd sympatyczny gość, którego znam od wielu lat – jest niepoprawnym doktrynerem i rusofobem na cztery fajerki. Starając się „zrównoważyć” zbrodnie UPA, trochę je zrelatywizować, mówi tak oto:

„Odnośnie kultu UPA – jest on całkowicie zrozumiały (…) Problem z UPA polega także na tym, że w gruncie rzeczy to ona repre­zentowała podczas II wojny naród ukraiński. Bo chociaż znacznie więcej Ukraińców walczyło w szeregach Armii Czerwonej, to przecież po pierw­sze byli tam z przymusowego poboru, a po drugie walczyli o cele Impe­rium Sowieckiego, sprzeczne z ich interesami narodowymi”.

Tak więc, idąc tokiem tego rozumowania – to naród ukraiński jest odpowiedzialny za ludobójstwo na Wołyniu i Podolu, bo UPA była jego emanacją. To oczywisty absurd i skandaliczne stawianie sprawy – OUN jest odpowiedzialna za to, co się stało na Kresach, nie naród ukraiński. OUN nie reprezentował tego narodu, tylko siebie i swoją ludobójczą i antypolską ideologię, terrorem i mordem wymuszając posłuszeństwo. Ale rozmówca idzie jeszcze dalej:

„Nawiasem – ci nasi publicyści tak stawiający sprawę, że kult UPA unie­możliwia współpracę, są na ogół zwolennikami oparcia Polski o Moskwę. A przecież Armia Czerwona także dopuszczała się zbrodni wojennych (na cywilach np. Niemcach na masową skalę), a w systemie odznaczeń ZSRR poczesne miejsce zajmuje Order Suworowa, który też był zbrodniarzem wojennym. A dla Rosjan tradycja ZSRR jest ich własną, zresztą Federacja Rosyjska przejęła ją oficjalnie. Jeśli więc „Myśl Polska” nad orderem dla Bandery zgrzyta, ale Order Suworowa jej nie przeszkadza, to jest to nic innego jak moskalofilska hipokryzja, charakterystyczna dla tej redakcji”.

Mocne? Nie bardzo – kto tu jest hipokrytą? I w ogóle skąd Szczepański wziął ten przykład – o ile się nie mylę, to „Myśl Polska” nigdy Orderem Suworowa się nie zajmowała. Ale gdyby nawet – to tak, mniej nas razi Order Suworowa niż Order Bandery. Bo Order Suworowa był za zasługi bojowe w walce z Niemcami, a Suworow był tu jedynie symbolem triumfów wojennych, a nie rzezi Pragi.

Pomijam wtręt o zbrodniach Armii Czerwonej na biednej ludności niemieckiej – to raczej żenujący argument, i kompromitujący. To samo piszą niektórzy Niemcy o Polakach i polskim wojsku w tym czasie. A co do „moskalofilskiej hipokryzji”, cóż, jeśli nasz stosunek do Rosji, wypływający z testamentu Romana Dmowskiego i działaczy głównego nurtu Narodowej Demokracji, a także z realnej oceny geopolitycznej sytuacji Polski – jest „moskalofilską hipokryzją”, to tak, jesteśmy hipokrytami. To i tak lepsze niż hipokryzja banderowska.

A jak w takim razie nazwać pełne pogardy i ordynarnej ksenofobii poglądy Szczepańskiego na Rosję? Jak nazwać neopogańską i antychrześcijańską ocenę Aktu Pojednania między Cerkwią a Kościołem. Wedle myśliciela produkującego się na łamach „Polityki Narodowej” ten historyczny akt, wspierany z całych sił przez Stolicę Apostolską, jest „całkiem ni pricziom”. A ja uważam, że prezentowanie w piśmie odwołującym się do myśli narodowej poglądów tego typu, to jest dopiero „ni pricziom”.

Ale cóż się dziwić, inni autorzy zupełnie poważnie wskazują na „strategicznych sojuszników” dla Wielkiego Bloku Środkowej Europy. Ponieważ werbalnie odrzucają Amerykę (choć są to koncepcje lansowane przez ośrodek neokonserwatywny) – podsuwają nam muzułmańską Turcję i Iran! Zaiste, znakomita koncepcja – pewnie politycy w tych krajach mieliby niezły ubaw. Iran, na ten przykład, to sojusznik Rosji, więc od biedy to my, „rusofile”, moglibyśmy go uznać szybciej niż „międzymorzanie”. Sam Szczepański widzi nieco innych – Indie i Chiny. Oba państwa, przypominam, są także sojusznikami Rosji.

Z kolei inny z autorów, zwolennik ideologii „żołnierzy wyklętych” i pogromca „komuny” (przed komputerem) uważa, że głoszenie obecnie haseł panslawistycznych pachnie „rasizmem”. My akurat nie głosimy panslawizmu, ale co to ma wspólnego z „rasizmem”?

To zresztą kolejna niekonsekwencja autorów koncepcji sojuszu pod hasłem „Wszyscy przeciwko Rosji”. W innym tekście, inny autor przekonuje, że tylko „nacjonalizmy etniczne” go interesują, także w Rosji. Z kolei z wywiadu z działaczem jednej z serbskich partii narodowych dowiadujemy się, że potrzebna jest „prawosławno-narodowa rewolucja”. No więc jak to, prawosławie to filar „imperializmu rosyjskiego”, czy jednak coś słusznego?

Do tych wszystkich kwestii, poruszonych w publicystyce „Polityki Narodowej”, odnosił się nie będę, bo już nie raz pisałem o tym, wyjaśniając moje prawdziwe stanowisko i poglądy (np. w tekście „Młodzieńcze uproszczenia” [w:] „Wirus rusofobii”, Warszawa 2010, ss. 127-131). Tymczasem „międzymorzanie” z uporem maniaka powtarzają swoje urojone oceny i sądy. Próbują w ten sposób udowodnić, raczej sobie niż innym, że są „prawdziwymi” spadkobiercami dziedzictwa Narodowej Demokracji, choć tak nie jest. Są jedynie nieudolnymi i żałosnymi kontynuatorami pewnego odłamu narodowo-radykalnego, który nie był nigdy głównym nurtem tego obozu i którego przedstawiciele szybko zweryfikowali swoje młodzieńcze poglądy.

Powielanie tego typu poglądów, będących raczej wleczeniem się w taborach obozu Jerzego Giedroycia („Gazeta Wyborcza”), „Gazety Polskiej”, czy PiS-u w wydaniu hard – jest żenujące i smutne jednocześnie. Tym bardziej, jeśli odbywa się to przy akompaniamencie obelg rzucanych na ośrodek skupiony wokół „Myśli Polskiej” wskazujący na fałsz i kuriozalność głoszonych przez tych „narodowców” koncepcji.

Tylko po jakiego licha głosić to pod szyldem narodowym? Nie lepiej zmienić tytuł pisma na „Myśl Mocarstwowa” albo „Międzynarodówka Nacjonalistyczna” i wszystko będzie w porządku – historycznie i politycznie.

Jan Engelgard
„Polityka Narodowa” , nr 11, zima 2012, ss. 298.
http://sol.myslpolska.pl

Komentarzy 7 do “„Imperium” w krótkich spodenkach”

  1. не при чем said

    Obie koncepcje dałoby się sprytnie połączyć, międzymorze bez jakiejś nadmiernej rusofobii.

    KU CHWALE OJCZYZNY

  2. JO said

    Problem Narodowy jest pokazywany wyrafinowanie Zle, a jest to osiagane poprzez ukrywanie Faktu , w ktorym Rzeczpospolita I oparta byla o calka inna filozofie Zycia niz ta II Rzeczpospolita a nie mowiac o PRL i PRL Bis.

    Krolestwo Rzeczpospolitej oparte bylo na Krolowaniu Chrystusa, gdzie Bog byl Krolem , ktorego Prawa w Krolestwie , Prawa Panujace i On sam dawal Nam mozliwosc Uczestniczenia w Bozej Chwale poprzez Laski , Dary Ducha Swietego, zyciu w Lasce Uswiecajacej w Nadprzyrodzonym Zyciu.

    To byl Cel Krolestwa – USWIECANIE DUSZ i w tym jednym celu, prowadzacym do Gory, do Raju My w Rzeczpospolitej bylismy zjednoczeni w Chrystusie i poprzez Chrystusa.

    Zachowywalismy w tym samym czasie nasze odrebnosci, roznice, nasze mielismy male ojczyzny. Podzial by nie tylko na obszary Krolestwa ale i na Stany, ktore zwane byly Narodami , jak NAROD Szlachecki, Narod Chlopski…podzial byl na pochodzenie historyczne tkwiace wciaz w Pamieci jak RUSINI, Wolosi, Litwini, Zmudzini, ~Mazowszanie – Pamietac nalezy , ze Mazowszanie NAJPOZNIEJ stali sie POLAKAMI z Nazwy, pozniej nawet niz Rusini, gdyz Odrebnosc Mazowsza byla do poznych Jagiellonskich wiekow , dawno po przylaczeniu Rusi Czerwonej do Korony…..

    Po zniszczeniu BAZY , Filozofii Nadprzyrodzonego Zycia, ktora byla poodstawa zcalajaca i budujaca NAROD JEDEN RZECZPOSPOLITEJ po usunieciu Chrystusa Panowania a zastapieniu Go CZLOWIEKIEM – Rzeczpospolita stala sie zlepkiem TLOMOW, nazywajacymi sie od dawnych roznych nazw – imion…- NARODAMI.

    I tak szkoda, ze nie bylo pomyslu na zbudowanie Panstwa Chopow, choc w praktyce takim jest Ukraina. ( takim Krolem Chlopow byl oczywiscie Mason Zyd, lub perfidna odoba podobna do Romana K..)

    I tak POLAK, ktory zyl na Zmudzi dzis stal sie Litwinem. Polak, zejacy na Litwie, stal sie Bialorusinem. Polak, ktory Zyl na Rusi Czerwonej, Wolyniu, Podolu stal sie UKRAINCEM a TEN z krwi i kosci Rusin Kijowski ma dzis nazwe , ktora kiedys byla jakims przydomkiem – UKRAINCEM na rowniz z tym z Rusi Czerownej, Wolynia….
    —————-

    Bez powrotu do Filozofii Nadprzyrodzonego Zycia i tworzenia Panstw na tej bazie-skale, NIE MA SZANS na spokojne myslenie o tworzeniu Panstwa i Narodu w tym Panstwie, gdyz filozofia naturalistyczna obarczona jest bledem ludzkiej zmiennosci uczyc, emocji, namietnosci, ktore przy kazdej zmianie beda dawac coraz to nowe definicje Narodow i Panstw, Naturalistyczna, bezbozna filozofia to filozofia destrukcji, smierci , to wlasnie ma w sobie Marksizm….Komunizm…Nazizm…Globalizm…Liberalizm bezbozny.

    ————–

    Dzis sie ku zydow i masonow uciesze spieramy co nalezy sie dzisiejszym Polakom a co Litwinom dzisiejszym a co dzisiejszym Ukraincom nie zdajac sobie sprawy z tego, ze tak czyniac wlasnie jestesmy w „Chocholim Tancu” jak to okreslil Wyspianski, My Trzymamy sznur zamiat „Zloty Rog”, ktorym Byla i jest Wiara Ortodiksyjna-Katilicka i Krolestwo Rzeczpospolitej i w niej JEDEN Polski=Ruski=Litewski=Mazowiecki=Woloski=Lemkowski=Zakopianski..etc, etc, etc WIELKI NAROD….KROLESTWO oparte o Nadprzyrodzonej Zycia Filozofii – TO WLASNIE BYLA I JEST WIELKA POLSKA=WIELKA UKRAINA=WIELKA LITWA=WIELKA RUS=WIELKA ZMUDZ a co przejela w jakiejs mierze kiedys WIELKA ROSJA, ktora zabilismy i my wlasnymi rekoma sterowanymi bedac przez Zodo-masonow……

    P.S.

    Pocaluj mnie w dupe Romanie K!

  3. KPN był antyklerykalny. I pro-piłsudczykowski. O tym pamiętać trzeba. A jak z tego wysmażyć kotlet narodowy? Bóg mi świadkiem… Nie wiem. 🙂

  4. Jak zwykle nie wiem, czy płakać ze śmiechu, czy z rozpaczy, gdy czytam teksty będące de facto wojną na słowa „kanapowych środowisk” ruchu narodowego. Tym razem wojenkę toczy przedstawiciel „narodowej”, ale liczebnie „kanapowej” części dość sporego jako całość stronnictwa liżących walonki mianowicie red. Jan Engelgard z „sierotkami” po LPR.

    Jednakże ad rem. Dla mnie jest to spór nieprawdy z kłamstwem, ponieważ:

    1. Schemat myślenia red. Engelgarda jest prosty, bo ma pewne aprioryczne założenia:

    a) Polska nie może samodzielnie funkcjonować fez oparcia o zewnętrzną siłę w postaci światowego mocarstwa,
    b) Rosja to supermocarstwo,
    c) kwitesencją działań na rzecz dobra Polski jest zasada „z Rosją wszystko, bez Rosji prawie nic lub całkowicie nic”, oparta min. o myśl R.Dmowskiego,
    d) zapomnijmy o budowie mocarstwa z naszego kraju, samodzielność zagwarantuje nam ścisła współpraca z Rosją,.

    2. Schemat myślenia „sierotek po LPR” ze środowiska „Polityki Narodowej” jak dotąd nie jest doprecyzowany, ale na pierwszy rzut oka można wypunktować:

    a) Polska powinna stać się mocarstwem,
    b) stwórzmy federację z Polską na czele, odgrzebmy w tym celu stare pomysły, ale na razie nic konkretnego, adekwatnego do współczesnej sytuacji nie projektujmy,
    c) trzeba się skonfrontować z sąsiednimi państwami, które są silniejsze od nas bo …,

    Ad 1

    Błąd na błędzie, błędem poganiany. Schemat myślenia właściwie w założeniach ogólnych niewiele różniący się od schematu myślenia dwóch innych poza stronnictwem liżących walonki ugrupowań dominujących w naszym kraju – chodzi mi o: stronnictwo liżących lakierki waszyngtońskie i liżących lakierki brukselskie czyt. berlińskie. Poniżej schemat myślenia stronnictw liżących lakierki:

    a) Polska nie może samodzielnie funkcjonować fez oparcia o zewnętrzną siłę w postaci światowego mocarstwa,
    b) UE/Niemcy/USA to supermocarstwo.
    c) kwitesencją działań na rzecz dobra Polski jest zasada „z UE/Niemcami/USA wszystko, bez nich prawie nic lub całkowicie nic”, oparcie ma to w myślach różnych osób (Piłsudski, Studnicki-Gizbert),
    d) zbudujemy z Polski mocarstwo, zagwarantuje nam to USA i umożliwi (w przypadku liżących lakierki waszyngtońskie),
    d) ale będziemy równi między równymi i jak się będą z nami liczyć UE/Niemcy (w przypadku liżących lakierki brukselskie/berlińskie),

    Red. Engelgard prezentuje właściwy naszym „elitom” sposób myślenia, że musimy oprzeć się na innych, bo sami nic już nigdy nie zrobimy. Rozpływa się w zachwytach nad Rosją i w ogóle nie dostrzega bądź bagatelizuje jej wady i płynące stąd zagrożenia. Swoje poglądy nieraz podpiera myślą Dmowskiego nie dostrzegając różnic w swoim i jego postępowaniu. Engelgard jak Piasecki uważa, że zawsze i każda forma państwa na terenie Rosji to nasi przyjaciele i musimy zbudować ścisły sojusz z nimi. Odrzucając koncepcję budowy mocarstwowości lub chociaż samodzielności wpisuje się w smutną „agenturalność” naszych elit. Nie dostrzega różnic między sytuacją Polski sprzed stu lat, gdy Dmowski popierał oparcie się o Rosję, a sytuacją obecną, gdy można i trzeba pewne sprawy poprowadzić inaczej. Ścisłe oparcie się o Rosję nie rózni się w istocie niczym od oparcia się opcjonalnie o USA czy UE/ Niemcy. Oplucie koncepcji porozumienia narodów i państw między Bałtykiem, Adriatykiem i M.Czarnym jest idiotyzmem, gdyż ruch narodowy z Dmowskim na czele taką koncepcję poważnie rozważał i popierał, choć w innej adekwatnej do ówczesnych realiów formie, a po drugie jeśli obecnie nasz naród tego nie zagospodaruje, to z pewnością uczynią to nasi wrogowie – wystarczy poczytać, co wypisuje Jerzy Friedman lub popatrzeć, co Zachód robi z Węgrami.

    Ad 2

    O ile z budową mocarstwowości można się zgodzić (choć będzie to proces długotrwały, a mocarstwowość będzie miała inny charakter primus inter pares a nie divide et impera) to nie wolno tego czynić kolokwialnie mówiąc „od dupy Mańki strony”, a już Boże uchowaj nastawiając się na konfrontację z Rosją. Koncepcję współczesnego Międzymorza trzeba uścicślić adekwatnie do obecnej sytuacji.

    Uważam, że w ogólnych założeniach trzeba zbudować Międzymorze w oparciu o dwojakiego rodzaju konfederację nie federację:

    a) gospodarczą – strefa wolnego handlu bez patologii typowych dla UE,
    b) militarną – pakt o typowo defensywnym charakterze,

    Ponadto:
    a) współczesne Międzymorze musi mieć konfederacyjny charakter po to, aby nikt w jego ramach nie czuł się zdominowany,
    b) nie wolno nastawiać się na konfrontację z Rosją, ale też nie włączać Rosji bezpośrednio w tę koncepcję, bo ta na razie powiela swoje historyczne błędy, chce odbudowy mocarstwowości w oparciu o Niemcy, a po raz kolejny w ramach strategicznego partnerstwa daje się Niemcom skłaniać do samobójstwa, chodząc na ich pasku w ramach strategicznego partnerstwa,
    c) z Rosją należy zawrzeć pakt o nieagresjialne w sferze militarnej i specjalne preferencyjne warunki współpracy gospodarczej,
    d) należy ustanowić specjalne relacje z Chinami w sferze gospodarczej, a militarnie podjąć współpracę i sojusz na wypadek agresywnych poczynań Rosji,
    e) ustanowić specjalne relacje gospodarcze z pozostałymi krajami BRICS,
    f) w relacjach z obecną UE należy pozostać na poziomie EFTA, oczywiście po modyfikacji odbiurokratyzowującej obecną formę współpracy gospodarczej,

    Ostatnia kwestia – Polska musi zacząc prowadzić wielowektorową politykę – propolskie lobby trzeba budować w każdym kraju na świecie, także w znienawidzonym na forum USA. Nigdy nie wiadomo, czy za lat 50 nie będzie trzeba w swoim interesie tłuc z nimi wspólnie Chińczyków lub też np. wspólnie z Rosją tłuc Niemców.

    Polecam lekturę ciekawych tekstów o koncepcji Międzymorza:
    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/7767/potrzeba-konfederacji-slowianskiej
    http://ryszard.opara.nowyekran.pl/post/53953,federacja-slowianska-wstep-do-federacji-europy-srodkowej

    Polecam także doskonałą wypowiedź prof. Wieczorkiewicza, choć dziś już wiadomo, że pewne opcje w grę nie wchodzą (recenzja sprzed kilku lat)

    Click to access WA51_228_r2008-nr218_Przeg-Geogr.pdf

  5. Marucha said

    Re 4:
    Oczywiście najbardziej realistyczne są rzewne pierdoły o Polsce silnej, nie bojącej się ani Rosji, ani Niemiec, ani USA, ani zaskrońca, uzbrojonej po zęby.

  6. wi42 said

    Re: 4
    Fantazja ulanska? …nie, tylko kolejarska.

  7. Ad 5 i 6

    Oczywiście nie raczył żaden z panów rzeczowo skrytykować mojej wypowiedzi. Powód jest zapewne prosty, obaj panowie już dawno skapitualowali i doszli do wniosków, jakie powtarzają stronnictwa liżących. No cóż wypada mi tylko życzyć smacznego lizania walonek i pogratulować długowzroczności panów wizji. Będę się bardzo śmiał ze świętej panów naiwności kiedy przyjdzie ten dzień, bo zdaje się powoli nadchodzi, kiedy już walonek do lizania już nie będzie. Czy lakierki berlińskie będą smakowały tak samo?

Sorry, the comment form is closed at this time.