Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Rynek ziemi w Europie

Posted by Marucha w dniu 2013-01-06 (Niedziela)

zdjecie Trzeba pilnie zmienić prawo, żebyśmy po 2016 roku nie stracili naszej ziemi, tak jak inni w Europie nie tracą.

1 maja 2016 roku kończy się 12-letni okres ochronny na zakup polskiej ziemi przez cudzoziemców, wynegocjowany przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. Od tej daty obywatele państw należących do Unii będą mogli kupować polską ziemię na tych samych zasadach, na jakich mogą ją nabywać polscy obywatele.

A kupować będzie co. Choć zasoby polskiej ziemi się kurczą, wciąż mamy ponad 14 milionów hektarów ziemi rolnej (objętej dopłatami z UE). Licząc po mniej więcej 25 tysięcy złotych za hektar – polska ziemia rolnicza to majątek wart co najmniej 350 miliardów złotych.

Ziemia i lasy to największy majątek, pozostający jeszcze w polskich rękach, którego władza PO – PSL do tej pory nie była w stanie sprzedać.

Ustawa blokuje wyprzedaż

Dziś cudzoziemcy, ci z Unii i ci spoza niej, mogą kupować nieruchomości, w tym ziemię, tylko na podstawie zezwolenia ministra spraw wewnętrznych. Tak stanowi ustawa uchwalona 24 marca 1920 roku o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców. To najstarsza obowiązująca w Polsce ustawa, jeszcze sprzed Cudu nad Wisłą, choć oczywiście nowelizowana i dostosowana do wymogów współczesności.

Skala sprzedaży nieruchomości cudzoziemcom, jak wynika z oficjalnych sprawozdań MSW, jest niewielka. Kilka tysięcy hektarów rocznie, w 2011 r. nawet mniej niż 1000 hektarów, łącznie w rękach cudzoziemskich właścicieli jest oficjalnie około 50 tysięcy hektarów polskiej ziemi. Około 100 tysięcy hektarów ziemi wykupiły też spółki z mniejszościowym udziałem kapitału zagranicznego. Mówi się jednak o tym, że zawarto już wiele pozornych transakcji zakupu ziemi na podstawione osoby, że obywatele polscy są tylko tzw. słupami, a rzeczywistymi nabywcami są cudzoziemcy, którzy od 2016 roku będą te transakcje legalizować już na własny rachunek.

Co gorsza, Agencja Nieruchomości Rolnych nie przeciwdziała spekulacyjnemu obrotowi ziemią rolną, nawet jeśli istnieją ewidentne dowody spekulacyjnego charakteru transakcji. Zainteresowania takimi transakcjami odmawia też prokuratura. Instytucje państwowe okazują się więc bezradne już teraz i strach pomyśleć, co będzie się działo, gdy w 2016 roku cudzoziemcy uzyskają wolny dostęp do polskiej ziemi.

Czy od 2016 roku czeka nas masowy wykup polskiej ziemi rolnej?

Groźba masowego wykupu

Ziemia rolnicza staje się dobrem coraz cenniejszym z uwagi na zagrażający światu poważny kryzys żywnościowy. Według prognoz FAO – Światowej Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa, w 2050 rok świat będzie potrzebował aż o 70 procent żywności więcej niż obecnie w związku ze wzrostem liczby ludności z obecnych siedmiu do około dziewięciu miliardów, a także w związku ze wzrostem spożycia w miarę podnoszenia się standardów życia. Tymczasem ziemi uprawnej na świecie jest coraz mniej, zajmują ją rozbudowujące się miasta, budowane drogi, linie kolejowe, zapory wodne itp.

A żywność jest tylko z ziemi i z morza. Możemy poszukiwać alternatywnych źródeł energii z atomu czy z kosmosu, ale nie da się znaleźć alternatywnych źródeł żywności, białka z kosmosu się nie sprowadzi. Dlatego żywność staje się towarem strategicznym, czego naturalnym następstwem jest wzrastająca wartość i cena ziemi. Czas nadprodukcji żywności przemija, coraz częściej będziemy słyszeli o jej niedoborze. I to jest powód, dla którego wielki biznes światowy coraz bardziej interesuje się produkcją żywności, chcąc przejąć nad tym pełną kontrolę. Jednym z przejawów tej tendencji jest ekspansja GMO, co obserwujemy także w Polsce, gdzie obecna władza otwiera dla upraw GMO już nie tylko furtki, ale i bramy.

Niedawno w Parlamencie Europejskim wysłuchaliśmy informacji o wykupie ziemi rolniczej w Afryce, w czym przodują biznesmeni z Indii. Na razie nie prowadzą upraw, czekają na czas, gdy produkcja żywności stanie się naprawdę wielkim biznesem. Bo głodny świat za chleb zapłaci każdą cenę.

Tylko dla swoich

W krajach UE ziemia rolnicza jest trudno dostępna. W większości państw teoretycznie istnieje wolny handel ziemią i równe prawa dla wszystkich obywateli Unii, ale w rzeczywistości kupić grunty rolne jest bardzo trudno, a dla cudzoziemca w zasadzie jest to niemożliwe.

W największym pod względem rolniczym kraju Unii Europejskiej, we Francji, ziemia rolnicza nawet nie jest droga (w granicach 4,5-6,0 tys. euro/ha), ale system obrotu gruntami podlega ścisłej reglamentacji. Prawo pierwokupu sprzedawanych nieruchomości rolnych ma państwowa instytucja, a właściwie spółka rolnicza SAFER, która czuwa nad tym, żeby ziemia trafiła w ręce prawdziwych rolników. Istnieje tam system pierwszeństwa w nabyciu ziemi przez rolników, którzy zostali wywłaszczeni z innych gruntów, istnieje prawo pierwokupu dla właścicieli sąsiednich gruntów, są też wymogi osobistego użytkowania zakupionej ziemi przez 15 lat, z zakazem jej wydzierżawiania. Krótko mówiąc, francuską ziemię rolniczą praktycznie może kupić tylko prawdziwy francuski rolnik. Nie kupi jej żaden cudzoziemiec ani nawet żaden francuski pseudorolnik z Paryża. Bo Francja jest krajem, który swoje rolnictwo bardzo silnie chroni.

Inny wielki kraj rolniczy UE – Niemcy – również poddaje transakcje obrotu ziemią ścisłej kontroli administracyjnej. Władze państwowe mogą odmówić wyrażenia zgody na transakcje obrotu ziemią rolniczą na przykład wtedy, gdy nabycie wskazuje na spekulacyjny charakter, gdy nabywca nie ma zamiaru włączyć nabytych gruntów do swego gospodarstwa i trwale rolniczo ich użytkować. Przepisy niemieckie umożliwiają też zablokowanie transakcji ze względu na nadmierną koncentrację gruntów w rękach jednej osoby, gdy grunty będące już własnością nabywcy zapewniają wystarczającą podstawę egzystencji jego rodziny. Możliwe jest też administracyjne zablokowanie transakcji, gdy nabywca nie jest rolnikiem, a także gdy umowa prowadzi do nieuzasadnionego podziału gospodarstwa.

Tak więc w Niemczech też istnieją silne bariery utrudniające nabywanie ziemi przez osoby niebędące rolnikami, a więc i przez cudzoziemców.

Bariery administracyjne utrudniające obrót ziemią rolną istnieją także w Hiszpanii. Funkcjonuje tam system prawny wspierania gospodarstw priorytetowych, rodzinnych, dających pełne zatrudnienie jednej osobie w ciągu roku. Prowadzący gospodarstwo musi uzyskiwać co najmniej 50 procent dochodów z pracy w rolnictwie, a co najmniej 25 procent dochodów z pracy we własnym gospodarstwie. Istnieje też sąsiedzkie prawo pierwokupu oraz wymóg, aby nabywca zamieszkiwał w tej samej lub sąsiedniej gminie, gdzie położone są nabywane grunty.

Te ograniczenia również stanowią silną zaporę przed wykupem hiszpańskiej ziemi rolniczej przez cudzoziemców i przez krajowych spekulantów.

Ciekawe bariery prawne w zakresie obrotu ziemią istnieją w Danii. Tam nabywca gospodarstwa rolnego musi wyzbyć się najpierw nieruchomości rolnych posiadanych w innym kraju, musi osiedlić się w Danii i samodzielnie prowadzić gospodarstwo. Musi też uzyskać wymagane prawem duńskim kwalifikacje rolnicze, przy czym te dwa ostatnie warunki dotyczą jedynie gospodarstw powyżej 30 hektarów. Krótko mówiąc, cudzoziemiec ma szansę nabycia gruntów rolnych w Danii, ale pod warunkiem, że stanie się prawdziwym duńskim i wyłącznie duńskim rolnikiem. A poza Unią, na przykład na dwa razy większej od Polski Ukrainie, wszelkie transakcje obrotu ziemią są obecnie zablokowane do czasu stworzenia nowych zasad prawnych obrotu ziemią. Gdyby więc ktoś chciał kupić ziemię na Ukrainie, w najbliższych latach jest to prawnie niemożliwe.

Raj dla spekulantów

Na tle restrykcyjnych ograniczeń w obrocie ziemią rolną w większości krajów UE Polska od 2016 roku stanie się rajem dla zagranicznych spekulantów, chcących inwestować w zakup ziemi. Nasza ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego, z prawem pierwokupu, Agencję Nieruchomości Rolnych oraz dzierżawców, stwarza bardzo słabe i łatwe do ominięcia bariery prawne przed wykupem ziemi przez cudzoziemców.

Poza tym polska ziemia, jak na warunki europejskie, jest stosunkowo niedroga. Mimo systematycznego wzrostu cen jest ona dziś trzykrotnie tańsza niż w zachodnich landach Niemiec (w landach dawnej NRD jest to suma zbliżona do polskich cen), trzykrotnie tańsza niż we Włoszech i 8-10 razy tańsza niż w Holandii, gdzie średnia cena wynosi obecnie 47 tysięcy euro za 1 hektar.

Ziemia w Polsce jest poza tym dobra, mamy niezniszczone nadmiarem chemii gleby, niezłe warunki klimatyczne, na miejscu duży rynek zbytu – wszystko to będzie powodować duże, a może nawet wielkie zainteresowanie nabyciem polskiej ziemi rolniczej, bo tak dobrej, tak taniej i tak dostępnej ziemi rolniczej nie będzie nigdzie indziej w Europie.

Daleko od miasta

Do tego dochodzą jeszcze polskie czynniki ekonomiczne. Polska wieś, wbrew temu, co głosi oficjalna propaganda, jest biedna. Jest niszczona złą polityką. Polscy rolnicy są dyskryminowani zaniżonymi dopłatami bezpośrednimi, przy wyrównanych już kosztach produkcji coraz trudniej jest im konkurować z otrzymującymi znacznie wyższe dopłaty rolnikami z zachodniej Europy. Środki na rozwój obszarów wiejskich są dzielone niesprawiedliwie, korzysta z nich tylko niewielka część najbogatszych rolników, często środki te przejmują przedsiębiorcy niebędący rolnikami.

Wieś jest dyskryminowana w podziale środków budżetowych oraz europejskich funduszy spójności – tych ostatnich zaledwie 10 procent trafia na wieś, chociaż mieszka tam 38 procent Polaków. Rząd PO – PSL prowadzi też politykę wycofywania się państwa ze wsi, likwidowane są wiejskie szkoły, wiejskie poczty, posterunki policji, na obszarach wiejskich zwija się komunikacja, znikają przystanki PKS, likwidowane są połączenia kolejowe. Coraz trudniej jest zatem żyć na wsi i mimo wciąż wielkiego w rodzinach chłopskich przywiązania do ziemi coraz mniej młodych ludzi wybiera zawód rolnika, w którym praca jest ciężka i nie daje pewności utrzymania.

Gilotyna podatkowa

Do tego wszystkiego dojdzie jeszcze tania ziemia z licytacji, ta ziemia, której prawdziwi rolnicy z pobudek moralnych nie kupują, a cudzoziemcy nie będą mieli tych skrupułów.

Dlaczego ziemia z licytacji? Po pierwsze, z powodu oszustw, których ofiarą w bardzo niesprawnym państwie padają rolnicy. To już się dzieje w znacznej skali. Rolnicy są oszukiwani przez nieuczciwych kontrahentów. Było już tysiące takich przypadków, że rolnikom nie płacono za dostarczone zboże, tuczniki czy owoce. Rolnik, mający trudności ze zbytem swoich płodów, jest zdany na łaskę i niełaskę cwaniaków, którzy biorą towar, potem nie płacą, nikt ich za to nie ściga, policja i prokuratury umywają ręce, procedury sądowe to droga przez mękę, na ogół bezowocna, a w międzyczasie trzeba spłacać zaciągnięte kredyty, a jeśli nie, bank występuje o licytację rolnika.

A teraz dojdzie jeszcze „obiecany” przez rząd PO – PSL podatek dochodowy, przez który wejdzie na wieś aparat skarbowy. Doświadczenia wielu przedsiębiorców, zwłaszcza małych firm rodzinnych, wskazują, że jeśli władza skarbowa chce szukać, to kozła ofiarnego znajduje bardzo szybko. Jakiś drobny błąd, czasem zupełnie niezawiniony, nieświadomy, sprzed trzech czy pięciu lat powoduje takie domiary podatkowe z odsetkami, że firmy padają jak muchy i tak też będą padać gospodarstwa rolne, gdy aparat skarbowy do nich się dobierze. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, żeby przewidzieć, że będą liczne ofiary podatku dochodowego dla rolników i w związku z tym będzie tania ziemia z licytacji. Cudzoziemskim spekulantom w to graj.

Zablokować prawnie wykup

Co zatem powinien zrobić polski rząd w sprawie zakupu ziemi rolniczej przez cudzoziemców?

Powinien ten wykup zablokować, i to jak najszybciej, zanim będzie za późno.

Drogą do tego celu powinno być wprowadzenie restrykcyjnych zasad nabywania ziemi rolnej i leśnej, na wzór francuski czy duński – tak by dostęp do ziemi teoretycznie był równy dla wszystkich, ale w praktyce ziemię mógł kupić tylko polski rolnik. I to prawdziwy rolnik, który własnoręcznie orze, sieje i kosi, nie ten „rolnik z Marszałkowskiej”, kupujący ziemię dla lokaty kapitału.

Ustawa z 2003 roku o kształtowaniu ustroju rolnego powinna być znowelizowana bądź zastąpiona nową, bardziej restrykcyjną. Trzeba się liczyć z zarzutem naruszenia traktatu akcesyjnego, ale wtedy należy się powołać na art. 345 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Stanowi on, że unijne traktaty nie mogą przesądzać zasad własności w państwach członkowskich UE, a zatem każde państwo członkowskie może ustanowić własne, równe dla wszystkich obywateli UE zasady nabywania nieruchomości rolnych i leśnych.

Janusz Wojciechowski, poseł do Parlamentu Europejskiego wiceprzewodniczący Komisji Rolnictwa
http://www.naszdziennik.pl

A niby dlaczego nie wyprzedać polskiej ziemi? Przecież w taczkach cudzoziemcy jej nie wywiozą, co potwierdzi chętnie każdy troglodyta.
Admin.

Komentarzy 5 to “Rynek ziemi w Europie”

  1. albtps said

    A na Węgrzech:
    http://www.france24.com/en/20121222-hungary-bars-foreigners-buying-farmland

  2. Ad1.

    „”Konstytucja będzie strzegła węgierską ziemię jako skarbu narodowego, naszego dziedzictwa wspólnego i podstawą naszego życia i ochrony przed spekulantami krajowych i zagranicznych,” oświadczenie ministerstwa rozwoju wsi powiedział.
    (tłumaczenie http://translate.google.pl/)

  3. prawy Polak said

    Polskę do UE przyjęto po to aby Niemcy odzyskali pozostawione majątki na terenach Polski /dawnej rzeszy /.Prawo nie zostało zmienione i trudno będzie je zmienić gdyż płatni ZDRAJCY sa wszech obecni .Działają za Naszym przyzwoleniem i na mocy prawa /bezprawia tak przewrotnie sformowanego/.Ziemia „matka” jak mawiał Prymas 1000 lecia Kard.Stefan Wyszyński ,który kochał Ojczyznę bardziej niż wałasne serce.Tacy jak Prymas 1000 lecia pownni być naszym wzorem ,a nie ZDRAJCY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.

  4. Dionizy said

    sam nie zasieje i drugiemu nie da – czyli ugory są własnością chłopa i już

    Wpis idioty. – admin

  5. osoba prywatna said

Sorry, the comment form is closed at this time.