Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

PRL właściwy się kumulował, PRL II się podmienia

Posted by Marucha w dniu 2013-02-06 (Środa)

Dopiero przed chwilą wpadłem na oczywistość i jak to zwykle w takich razach bywa, oczywistości chociaż są pod ręką, to się kryją pod najciemniejszą latarnią.

PRL się kumulował, pęczniał, narastała patologia, aż w końcu pękł, naturalnie nie z takim hukiem jak to ogłosiła Pani Szczepkowska, ale jednak zdetonował.

W PRL II ciężko się doczekać na kumulację, wszystko płynie, góra dwa tygodnie i zaraz przypływa następne. Nie wiem gdzie to uchodzi, da jakiego rezerwuaru, ale musi to być Wielki i Spokojny Ocean. Gdy zliczyć afery tylko z ostatnich kilku miesięcy, to powinniśmy mieć nie jedną, ale kilka kumulacji. Tymczasem Amber Gold wcale się nie połączył ze wstrzymaniem dotacji drogowych, bezrobocie nijak się nie łączy z papierowymi 300 miliardami, w które nie wierzy nawet Lewandowski.

W PRL właściwym jedna podniesiona cena, bodaj na margarynę, wywoływała ruchy społeczne, w PRL II podniesiony VAT za Boga nie chce się umówić na randkę z cenami paliw, franka szwajcarskiego, ani z gazem, co to miał stanieć i jakoś mu nie wyszło. Próżno wypatrywać 67-letniej emerytury idącej pod rękę z radarami i podniesionymi opłatami parkingowymi. Rozpoczęte i skończone w polu autostrady, siłą rzeczy, ale też prawem serii, nie zjeżdżają się z wykolejonymi pociągami.

Co jest grane, przecież kumulowało się w PRL, potem AWS się uzbierało, a i Millerowi napakowali jak ubogiemu w torbę. Teoretycznie można rzecz tłumaczyć odpowiednią regulacją medialną i w tym będzie sporo racji, niemniej całości zjawiska chyba wyjaśnić się nie da. Za czasów PRL II, pod światłą władzą partii obywatelskiej trwa coś na wzór sztafety afer, połączonej z transferowaniem wpadek.

Powiedzmy, że w poniedziałek startuje Amber Gold, biegnie sobie najpierw na luzie, potem przyspiesza i gdy zaczyna się pokazywać język na brodzie, to się nie przerywa biegu, ale posyła świeżego biegacza. Tym sposobem gdzieś tak w piątek rusza świeży jak ryba sprzedawana z kutra, kolejny krótkodystansowiec, ot choćby trotyl na samolocie. Dwa, trzy dni sprintu i znów transfer, zamieniamy padniętego zawodnika na aferę z Gowinem, kompletnie zapominając, że wcześniej padło nie dobiegając do mety kilkunastu wystawionych biegaczy.

Jak to działa, co tu decyduje, że lud się gapi w telewizor i nie gwiżdże, w końcu przy każdej kopaninie, partaninie i ramocie, żaden Szpakowski, czy nawet Zydorowicz nie „zakomentuje” obrazu nędzy i powoli rozpaczy? Ciężko z czymkolwiek innym porównać tę sztafetę kompromitacji, która nieustannie utrzymuje w napięciu lub znudzeniu, bo tego też nie jestem pewien.

Fachowcy od rządów dusz twierdzą, że takie cuda nazywają zarządzaniem kryzysem i zarządzaniem przez kryzys, czego nie należy mylić. Chodzi o to, że spece od robienia kisielu z mózgu potrafią wywołać taki piękny pożar, że aż szkoda gasić i gdy pierwsze jęzory podchodzą pod stodołę nie pojawiają się sikawki, tylko straż pożarna jedzie do następnego pięknego pożaru. Zgliszczy nigdy nie widać i lamentów pogorzelców nie słychać, może dlatego, że zazwyczaj palą się jakieś nie ubezpieczone czworaki, które same są sobie winne, ewentualnie zawalił się jakiś pałac na górze, co ludowi słodko powiewa.

Stukam sobie po klawiaturze i jakoś żadnej pointy nie widać, ale taki był zamiar twórczy, ponieważ chciałbym się skonsultować, czy zaszła kumulacja w trakcie lektury? Czy coś się skumulowało z tej długiej listy cudów? Mnie tak i już nie męcząc dłużej, szybko piszę co to takiego.

Połączyły mi się dwa komunikaty, jeden rozpaczliwy apel, by w końcu zacząć pisać o poważnych sprawach, jak gospodarka i druga odezwa, która wyraża głęboką nadzieję, że to wszystko w końcu musi pieprznąć. Ano właśnie, pieprznąć pewnie musi tylko, że od pięciu lat nie widziałem, by w Polsce szersze wrażenie zrobiło jakiekolwiek straszenie nędzą. Pisanie o gospodarce jest fajne, w sferze apeli, ale czytać tego prawie nikt nie chce i bać się tym bardziej. Z „pieprznięciem” jest podobnie i przede wszystkim nikt nie pyta jak pieprznie. A co będzie jeśli będzie się pieprzyć po kawałku, sztafetą, transferem, pięknymi wymiennymi pożarami? A co jeśli pieprzenie trwa, na naszych oczach, rozłożone na odcinki i tylko my tego nie widzimy, bo czekamy na pieprznięcie generalne, które może nie mieć siły, aby zaistnieć.

Przyglądając się kolejnym aferom ze średnim zainteresowaniem, chyba pomijamy poszatkowane wielkie pieprznięcie, które miało być mesjaszem. Boję się, że nawet pieprzniecie zostało rozpieprzone w drobny mak i sam nie wiem czego i kogo wypatrywać. Trochę pesymistycznie się zrobiło, ale dopóki nie znajdziemy odpowiedzi, dlaczego się nie kumuluje, ale się podmienia, to ciężko będzie cokolwiek z idealnie zarządzanym kryzysem zrobić.

Mam pewną hipotezę, żeby nie było, że bliźnich do kieratu zaprzęgam, a sam się byczę. Otóż wydaje mi się, że trzeba w jednym czasie wypuścić wszystkich dostępnych patałachów i pokazać publice, jak padają na twarz w parę kroków za startem. Chodzi o to, żeby nie było żadnego odpoczynku i sztafety, pokazać, że wszystko się pieprzy na raz, nie po kawałku. Jak to zrobić? Bardzo prosto – cała prawda całą dobę, bez wytchnienia, gospodarkę, afery, „partnerstwo”, opisywać i pokazywać z jęzorem na brodzie, zamiast licytować się co jest bardziej padnięte.

MatkaKurka
http://kontrowersje.net

Niestety, to oni mają media… – admin

Komentarzy 6 do “PRL właściwy się kumulował, PRL II się podmienia”

  1. Reblogged this on ZYGFRYD GDECZYK.

  2. Fran SA said

    Zalegalizowano, co jest i powinno byc nielegalne. A reszta to juz tylko konsekwencje.
    Bedziemy szukac winnych… gdzies tam het, het … i nie tam gdzie trzeba.

  3. RomanK said

    Oto Grecja,,,,
    http://rt.com/news/greece-scuffle-free-food-581/
    POlska jest w o wiele gorszej sytuacji i kondycji….

  4. Brat Dioskur said

    „W PRL właściwym jedna podniesiona cena, bodaj na margarynę, wywoływała ruchy społeczne…”

    Bo wtedy byly zaklady molochy , tworzace skupiska niezadowolonych mas ludzi. Wystarczylo wiec ,zeby na jednym oddziale wybuchla dyskusja a po chwili ogien ogarnial caly 20 -30 tys. zaklad.Jezeli w danym regionie bylo kilka takich ognisk zapalnych ,to fala niezadowolenia rozlewala sie juz na caly kraj.Za komuny okupant musial tolerowac taki system ,bo byl on wydajny dla eksportu sowieckiego systemu na caly swiat.Kiedy jednak komuna upadla to jej kontynuatorzy juz jako socjalisci czy liberalowie (SLD, UW i podobne badziewie ) zaczeli likwidowac tasmowo ogniska zapalne jakim byly duze zaklady. Dzisiaj prawie wszyscy sa niezadowoleni tylko nie maja gdzie sie spotkac ,bo pochody uliczne nie daja jeszcze takiego poczucia wspolnoty jaka dawal wspolny warsztat pracy ,kiedy wszyscy sie znali i darzyli sie zaufaniem.

  5. Sybirak said

    MatkaKurka !

    To było trochę inaczej.

    Za PRL-u zakłady pracy w znakomitej większości były państwowe i była wielkoprzemysłowa klasa robotnicza, a władza wmawiała, ludziom, że jest ona klasą „wiodącą i rządzącą”. Łatwo było się wiec zmówić i wyrazić niezadowolenie w strajkach (co MatkaKurka nazwa kumulacją i pęcznieniem PRL-u co doprowadziło do „pęknięcia”).
    Co starsi pamiętają, że pierwsze powszechne niezadowolenie klasy robotniczej było spowodowane wzrostem cen chleba, co w końcu spowodowało upadek genseka Gomółki.

    Czemu teraz nic nie pęcznieje ani nie pęka mimo, że ceny rosną nie tylko na chleb, razem z rosnącym bezrobociem ?!

    Trzeba pamiętać, że PRL upadł nie z powodu półanalfabety Wałęsy (który przypisuje to sobie jak ta żaba, która podnosi nogę tam gdzie konie kują), ale w wyniku strategicznej zagrywki „starszych braci w wierze”.

    Po wydarzeniach 68-roku (i powiedzeniu przez Gomółkę na cały Kraj, że żydzi stanowią „piąta kolumnę” w Polsce), nastąpiła masowa ucieczka z Polski żydów, będących na stanowiskach kierowniczych w partii, rządzie, przemyśle i handlu. Byłem wtedy młodym człowiekiem i ze zdumieniem obserwowałem jak we Wrocławiu masowo pustoszały stanowiska dyrektorów, prezesów, gł.księgowych. Jaruzelski urządził czystkę żydów w wojsku i „wygenerował przypadkowo uciekiniera pułkownika Kuklińskiego”.
    Ale nie wszyscy żydzi z polski uciekli. Choć zdziesiątkowani, przyczaili się i przetrwali np. Geremek, Balcerowicz, Bugaj, Małachowski i inni.
    Szybko zwarli szeregi i „szeregowcy” tacy jak
    Kuroń, Michnik, Modzelewski, Kaczyńscy i inni utworzyli Komitet Obrony Robotników. KOR
    z pozoru był dla obrony robotników, ale głównym zadaniem (czego goje się nie domyślali) było stworzenie grupy zasłużonych żydów dla w prowadzenia ich do władzy po ewentualnych przemianach, co ostatecznie nastąpiło w PRL II, jak to określa MatkaKurka.

    Po tym Balcerowicz i szajka rozsprzedali za grosze, o przepraszam ! – sprywatyzowali państwowe zakłady pracy likwidując wielkoprzemysłowa klasę robotniczą, sprowadzając na margines związki zawodowe
    w tym zasłużoną „Solidarność”.

    Teraz robotnik powrócił na jego „właściwe miejsce w kapitalizmie” – w każdej chwili może być zwolniony z pracy, bo bezrobocie rośnie.
    Powstało więc przestraszone stado wolnych
    najmitów.

    Tak więc o „kumulacji, pęcznieniu i pękaniu”
    mowy być nie może, chyba że kapitalizm z pazerności czy głupoty przekroczy czerwoną kreskę poziomu ubóstwa (prof. Poznański- „Wielki przekręt”).

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: