Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Jack Ravenno o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Rosjanie Południowi, nie …
    zagobasum o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Rosjanie Południowi, nie …
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    JW o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    maxi o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    Greg o Wolne tematy (59 – …
    bryś o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    Aryjczyk z pochodzen… o Niemiecka minister zachęca do…
    Leo o Filozoficzny wymiar Specjalnej…
    Józef Bizoń o Kaczyński – fałszywy kate…
    Greg o Wolne tematy (59 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Farsa Vaticanum II

Posted by Marucha w dniu 2013-02-07 (Czwartek)

Rzetelna ocena soboru po pięćdziesięciu latach

Wieczorem 11 października bieżącego roku [tj. 2012] księżyc świecił nad Placem Św. Piotra tak samo, jak pięćdziesiąt lat temu w dniu otwarcia Soboru Watykańskiego II przez Jana XXIII. Być może był to jeden z powodów, że jego następca, Benedykt XVI, pogrążył się w nostalgii przemawiając do zgromadzonych na placu: „Pięćdziesiąt lat temu również byłem na tym placu… tamtej nocy byliśmy szczęśliwi, przepełnieni entuzjazmem, pewni nadejścia nowej wiosny, nowego Zesłania Ducha Świętego wraz z wyzwalającą łaską Ewangelii”. Można się było spodziewać takich pochwał z ust jednego z głównych projektodawców Vaticanum II.

Niespodziewanie jednak, ton wypowiedzi stał się bardziej powściągliwy, gdy dodał „dziś nasza radość jest bardziej wyważona, pokorna…”. Rzeczywiście! Można się zastanawiać, co się dzieje w umyśle tego człowieka, zatwardziałego modernisty, gdy przygląda się kompletnej farsie wywołanej przez jego ukochany sobór. To prawda, w chwili szczerości może on przyznać, że sprawy nie potoczyły się tak jak oni (liberalni biskupi i ich periti) tego oczekiwali. Lecz przyznać się, że sobór był porażką – a tym bardziej fałszywym soborem – nigdy w życiu. Zbyt wiele zainwestowali w „reformy” Vaticanum II, by przyznać się do jego klęski, chociaż dla każdego uczciwego obserwatora jest to jasne jak słońce.

My, tradycyjni katolicy wspominając minione pięćdziesiąt lat od daty jego rozpoczęcia nie widzimy nic, prócz katastrofy będącej wynikiem Vaticanum II. Historia Kościoła nigdy nie odnotowała tak druzgocącego ciosu wymierzonego w Kościół i dusze. Miliony ludzi doświadczyły jego skutków i tylko Bóg jeden wie, ile dusz poszło na wieczne zatracenie – a wszystko z powodu zgubnych nauk Soboru Watykańskiego II.

Z drugiej strony, konserwatyści soborowego kościoła nieprzerwanie bębnią o tym, że wszystkie problemy są wynikiem błędnej interpretacji Vaticanum II. Nie wezmą nawet pod uwagę, że sam sobór mógł być źródłem wszystkich herezji, świętokradztw i utraty wiary, czego byliśmy świadkami od połowy lat sześćdziesiątych. Postaram się w tym krótkim artykule ukazać, że to sobór JEST problemem. Głosił herezję i otworzył drzwi wszelkiego rodzaju innowierczym praktykom. To nie błędna interpretacja przyniosła wszystkie zgniłe owoce, które widzieliśmy przez minione pięćdziesiąt lat, lecz raczej błędne nauczanie soborowych dokumentów.

Katastrofalne owoce Soboru Watykańskiego II nie są wynikiem błędnych interpretacji jego dokumentów, ale samego soboru, który nauczał herezji i utorował drogę licznym aberracjom.

Ogólne uwagi o Vaticanum II

Zanim przyjrzymy się samym naukom, ważne jest zwrócenie uwagi na ogólny wydźwięk Vaticanum II. Jeśli przeczytacie dekrety dawnych prawowitych soborów Kościoła katolickiego, takich jak Sobór Trydencki, to znajdziecie tam jasne, jednoznaczne odrzucenie herezji i wyznanie prawdziwej doktryny. Sformułowania użyte w dokumentach tego soboru nie pozostawiają żadnego miejsca na wątpliwości.

Nauczanie Vaticanum II, z drugiej strony, pełne jest niejasności. Terminologia została tak spreparowana, że konserwatysta może twierdzić, że sobór jest ortodoksyjny w swym nauczaniu, podczas gdy heretyk może użyć tego samego dwuznacznego fragmentu na poparcie swoich heretyckich koncepcji.

Uważam, że ta dwuznaczność została tam wprowadzona celowo, aby otworzyć drzwi dla modernistycznej destrukcji katolickich dogmatów. Bez względu na to, czy było to zamierzone czy też nie, skutek jest właśnie taki.

Kolejna charakterystyczna cecha Vaticanum II to rozwlekłość i pustosłowie dokumentów. Godna uwagi jest zwięzłość kanonów i dekretów Soboru Trydenckiego. Prawdę mówiąc, wszystkie wypowiedzi urzędu nauczycielskiego Kościoła katolickiego są jasne, treściwe i krótkie. Żadnej potrzeby nadmiernego gadulstwa. Dlaczego zatem Vaticanum II był tak rozwlekły? I znów, sądzę, że była to kolejna sztuczka „ojca kłamstwa”, ponieważ w rozwlekłym dokumencie łatwiej jest ukryć herezję.

Dokumenty Vaticanum II są też przepełnione sprzecznymi zaleceniami. Sobór będzie polecał pewne działanie, a zarazem mówił, że postawa przeciwna może być dozwolona. I znów, jaki jest tego skutek? Biorąc pod uwagę ludzką skłonność do pychy, wygrywa zwykle najmniej katolicka interpretacja. Weźmy jeden przykład. W konstytucji o świętej liturgii, która otworzyła drzwi wszelkiego rodzaju liturgicznym eksperymentom i świętokradztwom, sobór stwierdza, że „w obrzędach łacińskich zachowuje się używanie języka łacińskiego” (nr 36, 1). A następnie w tym samym paragrafie: „Ponieważ jednak i we Mszy świętej, i przy sprawowaniu sakramentów, i w innych częściach liturgii użycie języka ojczystego nierzadko może być bardzo pożyteczne dla wiernych, można mu przyznać więcej miejsca” (nr 36, 2). Rezultatem tego uchylenia drzwi było Novus Ordo Missae, odprawiane całkowicie w języku narodowym.

Inny przykład tego sprzecznego stylu można znaleźć w dekrecie o ekumenizmie: „Nie można wszakże uznać współudziału w świętych czynnościach (communicatio in sacris) za środek, który bez zastrzeżeń należałoby stosować dla przywrócenia jedności chrześcijan… Wzgląd na zaznaczenie jedności Kościoła najczęściej wzbrania współudziału. Łaska o którą należy zabiegać, niekiedy czyni go wskazanym” (nr 8)!!!  Co właściwie sobór mówi, tak czy nie? Sami osądźcie. Ponownie widzimy jak sprzeczne i podatne na interpretacje są dokumenty. Otwierają drzwi wszelkim możliwym zmianom. Każdy kapłan albo osoba świecka twierdzi, że wypełnia soborowe zalecenia i faktycznie, każdy z nich ma rację, ponieważ dla każdego coś się tam znajdzie.

Dodatkową wadą soboru był zupełny brak potępień. Wszyscy dobrze wiemy o słabości ludzkiej natury. Ludzie potrzebują jasnych wytycznych, i dlatego Święta Matka Kościół zawsze uważał za konieczne wyraźne potępianie doktrynalnych błędów. Natomiast w przemówieniu inaugurującym obrady soboru, Jan XXIII wprowadził nowy ton stwierdzając: „Kościół stale się przeciwstawiał tym błędom [fałszywym poglądom ludzi]. Wielokrotnie nawet potępiał je z największą surowością. Dzisiaj jednakże Oblubienica Chrystusa woli posługiwać się raczej lekarstwem miłosierdzia, aniżeli surowością. Woli wyjść naprzeciw dzisiejszym potrzebom wskazując raczej na skuteczność swojej nauki, aniżeli występując z potępieniem”. Zadajcie sobie teraz pytanie, do czego to doprowadziło!

Sobór może być też równie dobrze postrzegany przez pryzmat tego, czego nie głosił jak przez to, czego nauczał. Tak jak możemy zgrzeszyć zaniedbaniem, tak samo i władza zawodzi, gdy nie potępia błędu. Tymczasem podczas Vaticanum II nie było nawet wzmianki o komunizmie, tym złym, ateistycznym systemie, który był odpowiedzialny za wymordowanie z premedytacją milionów ludzi w ubiegłym wieku. Sobór nie wspomniał również o modernizmie ani o innych głównych błędach teologicznych, nie mówiąc już o ich potępieniu.

Ostatnią uwagą dotyczącą soboru jest to, że wypromował świecką, skupioną na człowieku aktywność. Aż do znudzenia powtarzane są odniesienia do „człowieka współczesnego”. Jednakże ludzie są dzisiaj tacy sami jak zawsze: nieustannie potrzebują jasnych wskazówek i porady jak żyć, aby dostać się do nieba. Pogrążony w euforii sobór całkowicie zaniedbał wskazania tego kierunku. Wręcz przeciwnie, otwarte zostało okno (używając wyrażenia Jana XXIII) nie po to by wpuścić świeże powietrze, lecz ducha tego świata. Tenże duch szybko zakorzenił się w klasztorach, seminariach i domach zwolenników tego niegodziwego soboru. W Dzień Sądu okaże się dopiero do jakiego stopnia się to dokonało.

Modernistyczni księża Karl Rahner i Joseph Ratzinger na Soborze Watykańskim II, obaj w garniturach i krawatach, a nie w stroju duchownym. Ratzinger był na soborze jednym z najbardziej znanych periti.

Charakterystyczne błędne nauki Vaticanum II

Zwróćmy teraz naszą uwagę na charakterystyczne doktrynalne błędy Vaticanum II. Nie będzie to pełna lista; a raczej, wyliczenie zasadniczych błędów soboru. Jego herezje i błędy nie będą umieszczone w wykazie według jakiegoś szczególnego porządku ich ważności.

Vaticanum II głosił fałszywą koncepcję Kościoła. Kościół katolicki zawsze nauczał, że tylko On jest prawdziwym Kościołem Chrystusowym. Jezus ustanowił tylko jeden Kościół – wszystkie inne kościoły i religie zostały założone przez ludzi i dlatego wyrażają sobą odrzucenie Chrystusa i Kościoła przez Niego założonego. Tymczasem Vaticanum II głosi, że „Kościół Chrystusowy trwa w Kościele katolickim”. To oznacza, że Kościół katolicki jest „częścią” kościoła założonego przez Chrystusa, obejmującego również inne kościoły.

Uczy też, że Kościół potrzebuje nieustannej reformy. Jezus Chrystus ustanowił Kościół katolicki. Będąc Bogiem, nie mógł On uczynić niczego niedoskonałego. Chociaż Kościół składa się z ludzi będących jego członkami (niedoskonałymi, omylnymi i grzesznymi), to sam jest Niepokalaną Oblubienicą Chrystusa, wolną od wszelkiej skazy czy błędu. Tymczasem Vaticanum II uczy, że Kościół musi się ciągle reformować. (Dekret o ekumenizmie, nr 6). Sobór posunął się aż do stwierdzenia, że występują nawet niedoskonałości w sformułowaniu doktryny! Ten pogląd – że Kościół jest niedoskonały – doprowadził do pojawienia się niekończących się przeprosin, jakie fałszywi papieże kierowali pod adresem niekatolików, które deprecjonowały chwalebną przeszłość Kościoła.

Fałszywe religie są uważane za środki zbawienia. I znów, Chrystus założył tylko jeden Kościół; tylko on wyłącznie jest arką zbawienia (Extra Ecclesiam nulla salus [Poza Kościołem nie ma zbawienia]). Toteż, religie stworzone przez człowieka nie mogą być środkiem prowadzącym do nieba. Jednakże Vaticanum II uczy, że religie niekatolickie są środkami zbawienia. Na przykład, dekret o ekumenizmie: „Nasi bracia odłączeni sprawują wiele chrześcijańskich obrzędów, które … niewątpliwie mogą w rozmaity sposób wzbudzić rzeczywiste życie łaski i którym trzeba przyznać zdolność otwierania wstępu do społeczności zbawienia” (nr 3). To czysty modernizm! Modernizm opiera się na pojęciu immanencji życiowej, co oznacza, że ostatecznie, Duch Święty jest odpowiedzialny za wszystkie różne religie istniejące na świecie. A skoro Bóg jest ostatecznie odpowiedzialny za istnienie tych rozmaitych religii, to dlaczego one wszystkie nie miałyby być środkami zbawienia? Prawda jednakże jest taka, że fałszywe religie nie mogą nikogo doprowadzić do nieba.

Wraz z Vaticanum II popularność zyskała nowa koncepcja hierarchii. Kościół katolicki uczy, że papież – następca św. Piotra i Wikariusz Chrystusowy – posiada pełnię jurysdykcji nad całym Kościołem („Paś baranki moje… paś owce moje”). Biskupi, z kolei, otrzymują od papieża część owczarni, nad którą jako następcy apostołów sprawują zwyczajną jurysdykcję z należnym podporządkowaniem się papieżowi. Tymczasem Vaticanum II zmienił tę koncepcję hierarchii Kościoła, podnosząc rolę biskupów i pomniejszając rolę papieża. Ta koncepcja kolegialności – jak się ją nazywa – zredukowała rolę papieża do funkcji „przewodniczącego rady”. Dlatego właśnie mogą istnieć biskupi wypowiadający zupełnie bezkarnie niewiarygodnie heretyckie oświadczenia, takie jak niedawna wypowiedź kardynała Martiniego w wywiadzie udzielonym na krótko przed śmiercią.

Vaticanum II zapoczątkował lawinową destrukcję liturgii. Święta liturgia jest oddawaniem Bogu czci i zawsze była pieczołowicie strzeżona i przechowywana przez Kościół. Jednakże soborowy dekret o liturgii autoryzował całkowite jej zniszczenie. Ogłosił, że w ramach poprawiania liturgii musimy powrócić do pierwotnych obrzędów (co jest sprzecznością, gdyż z drugiej strony sobór głosił również potrzebę nieustannego przystosowywania Kościoła do czasów współczesnych). Dekret lansował też „adaptację” miejscowych kultur i zwyczajów przez włączanie ich do liturgii. Jest to kolejny przejaw modernizmu uznającego wszystkie religie za dobre i chwalebne. Zatwierdził również szersze wykorzystanie instrumentów muzycznych, co doprowadziło do pojawienia się w kościołach gitar i bębnów oraz wszelkich innych form braku czci i szacunku.

Vaticanum II głosił fałszywą ideę wolności religijnej. Kościół katolicki uczy, że człowiek ma wolną wolę i dlatego nie może być przymuszany do wierzenia i przyjęcia prawdy. Ponadto, człowiek ma pewne otrzymane od Boga prawa (takie jak prawo do życia albo prawo do posiadania własności), które muszą być przestrzegane przez innych, gdyż pochodzą od Boga. Ale Vaticanum II wypaczył te pojęcia twierdząc, że każdy człowiek ma prawo do wyboru swej własnej religii. To by znaczyło, że Bóg sam Sobie zaprzeczył, bo jak może Bóg dawać komuś prawo odrzucenia Go i wybrania herezji? To nie ma żadnego sensu. W encyklice Quanta cura, Papież Pius IX potępił „ów błędny pogląd, ze wszech miar zgubny dla Kościoła katolickiego i narażający dusze ludzkie na utratę zbawienia, a przez świętej pamięci Grzegorza XVI, Naszego Poprzednika, nazwany szalonym pomysłem, a mianowicie, że «wolność sumienia i kultu jest własnym prawem każdego człowieka, które powinno być ogłoszone i sformułowane w ustawie w każdym właściwie ukonstytuowanym społeczeństwie…»”.

Ta fałszywa nauka Vaticanum II spowodowała olbrzymi przeskok od idei „wolności od przymusu” (negatywna koncepcja), do „wolności wyboru swej własnej religii” (pojęcie pozytywne). To nauczanie jest dla soboru prawdziwym „pocałunkiem śmierci”, gdyż wyraźniej niż wszelkie inne nauki, jest tak ewidentnie sprzeczne z rozumem i całym wcześniejszym nauczaniem Magisterium. Jest to tak niezaprzeczalne, że nawet komentatorzy dokumentów (którzy sami byli teologami Vaticanum II) nie potrafili tego wyjaśnić, stwierdzając tylko, że zadaniem przyszłych pokoleń teologów będzie rozwiązanie problemu jak to nauczanie mogłoby współgrać z uprzednio zdefiniowanym katolickim dogmatem.

Vaticanum II wypromował fałszywy ekumenizm. Kolejny raz przypomnijmy sobie, że Kościół katolicki zawsze nauczał, iż tylko on jest prawdziwym Kościołem założonym przez Chrystusa i że musimy starać się i modlić o nawrócenie niekatolików do prawdziwego Kościoła. Papież Pius XI wyraźnie tego nauczał w encyklice Mortalium animos (1928). Potępił również wspólny udział w kulcie (communicatio in sacris), który był zawsze zakazany przez Kościół (kanon 1258) oraz udzielanie komunii heretykom (zob. Sobór Trydencki, Sesja 13, Kanon 11).

Vaticanum II wprost przeciwnie, wychwalał różne fałszywe religie i promował wspólne obrzędy. Na przykład, mówiąc o wschodnich schizmatykach stwierdził: „pewien współudział w czynnościach świętych (communicatio in sacris), w odpowiednich okolicznościach i za zgodą kościelnej władzy, jest nie tylko możliwy, ale i wskazany” (Dekret o ekumenizmie, nr 15). Te błędne nauki doprowadziły do ohydnych zjazdów różnych religii w Asyżu zorganizowanych pod auspicjami Jana Pawła II i Benedykta XVI.

Na zakończenie…

Nie zapominajmy, że Sobór Watykański II to PROBLEM stojący dziś przed katolikami. Problemem nie jest zła interpretacja soboru, lecz raczej on sam.

Dwudziesty wiek na zawsze będzie znany jako epoka, kiedy za jednym pociągnięciem zniszczona została wiara milionów ludzi. To, czego nie zdołały dokonać krwawe prześladowania, zostało osiągnięte łatwo i szybko za pomocą złego nauczania tego soboru. A duży udział w doprowadzeniu do tego miał pewien teolog o nazwisku ks. Józef Ratzinger. Twierdzić, że jego refleksje są bardziej wyważone, jest skrajnym niedomówieniem. Pomimo wszystko, on i jego modernistyczni towarzysze nie mogą i nie porzucą Vaticanum II. Niech Bóg zmiłuje się nad nimi i nad ogromną rzeszą dusz, które zostały uwiedzione przez ten prawdziwie nieszczęsny sobór.

Ks. Benedict Hughes CMRI
Artykuł z czasopisma „The Reign of Mary”, nr 148, Jesień 2012 ( www.cmri.org ) (1)
Tłumaczył z języka angielskiego Mirosław Salawa
–––––––––––––––
Przypisy:

(1) Por. 1) Ks. Benedict Hughes CMRI, a) New Age, Nowa Religia. b) Konieczność modlitwy o nawrócenie zbłąkanych dusz. c) Karmić dusze nauką prawdy. d) Papież Pius XII – w pięćdziesiątą rocznicę śmierci.

2) Św. Pius X, Papież, a) Encyklika „Pascendi dominici gregis”, o zasadach modernistów. b) Przysięga antymodernistyczna.

3) Papież Pius XI, Encyklika „Mortalium animos”. O popieraniu prawdziwej jedności religii.

4) Papież Pius XII, Encyklika Mystici Corporis Christi. O Mistycznym Ciele Chrystusa.

5) Akta i dekrety świętego powszechnego Soboru Watykańskiego (1870), Pierwszy projekt Konstytucji dogmatycznej o Kościele Chrystusowym przedłożony Ojcom do rozpatrzenia.

6) Bp Władysław Krynicki, Sobór Watykański.

7) Mały katechizm o Nieomylności Najwyższego Pasterza.

8) Ks. Walenty Gadowski, Nauka Kościoła. Wybór orzeczeń dogmatycznych Kościoła katolickiego i jego praw kanonicznych.

9) Henryk Hello, Nowoczesne wolności w oświetleniu encyklik. Wolność sumienia – wolność wyznania – wolność prasy – wolność nauczania.

10) Patrick Henry Omlor, a) Zbójecki Kościół. Część I. b) Zbójecki Kościół. Część II. c) Zbójecki Kościół. Część III.

(Przyp. red. Ultra montes).

http://www.ultramontes.pl/

Komentarzy 50 do “Farsa Vaticanum II”

  1. jacinta said

    „Ilekroć bowiem szeroko krzewiące się błędy rozedrzeć usiłowały nieszytą szatę Kościoła i podkopać jego jedność, ojcowie nasi uciekali się ufnym sercem do Tej, która „sama jedna wszystkie pokonała herezje na całym świecie”3., a wskutek Jej zwycięstwa szczęśliwsze nastawały czasy.” cyt. z Encykliki INGRAVESCENTIBUS MALIS ojca św. Piusa XI O różańcu św. N. Maryi P.

  2. Jan said

    SV II niczym socjalizm w PRL był dobry, tylko złe te wypaczenia albo jak kto woli błędna interpretacja. Tymczasem prawda jest inna. Był i jest śmiertelną raną Kościoła św.zadaną samemu sobie, poświęconym sztyletem podrzuconym ( przygotowanym od lat) przez masonerię
    Zaplanowany spisek żydowsko -masoński, zrealizowany jako SVII przez judaszów w sutannach po dziś dzień stara się przedstawiać jako działanie (o zgrozo) Ducha św.
    Po to aby rzesze wiernych wprowadzić niepostrzeżenie do „nowego kościoła” z kultem Antychrysta. Kto prawi o wiośnie musi być świadomym mącicielem na służbie kłamstwa albo idiotą nie rozumiejącym co się dzieje.

  3. WW said

    To zdjęcie Karl Rahner(a) i Joseph Ratzinger(a) jest wymownym symbolem Soboru W. II. Nie miał on nic wspolego z Kościołem Katolickim poza tym że był w Watykanie.
    Mieliśmy powiedzenie „święty tureck”, mieliśmy powiedzenie „nie udawaj greka”, będziemy mieli „swięty żydowski”. Mają już swoich świetych ale nazywają ich „prorokami”. Będzie jednak żydowski mesjasz, tyle że słowo Jezus Chrysus nie przejdzie przez gardła soborowcom i po-sborowcom a wiec muszą wymyslić coś innego. Jak wymyslili giełdę nowojorską to i wymyślą to.

  4. Smigly said

    Moze juz czas zeby w lacznosci ze wszystkimi biskupami Tradycji uroczyscie oglosic potepienie posoborowia.
    A nie udawac ze jestesmy w lacznosci ze sciekiem wszystkich herezji modernistycznym falszywym kosciolem.

  5. Jan said

    Ad.3 „słowo Jezus Chrysus nie przejdzie przez gardła soborowcom i po-sborowcom ”

    Dlatego doprowadzili do zastąpienia „Niech będzie Pochwalony Jezus Chrystus” – pozdrowieniem „szczęść Boże” a Pana Jezusa Chrystusa na każdym kroku tytułują imieniem używanym w strefie języka hiszpańskiego „Jezus” . Albo monogramy IHS zastąpiono kłosami winogronami i innymi bazgrołami.
    Wyszukane mowy zahaczające niekiedy o bełkot, zwane homiliami dziwnie ogniskują się wokół egzegezy Starego Testamentu aby jak najmniej wspominać Osobę i naukę Pana Jezusa.
    Dobre drzewo wydaje dobry owoc, a złe zły – jak jest faktycznie z SV II łatwo skonstatować

  6. WW said

    “dziś nasza radość jest bardziej wyważona, pokorna…”. pokorna komu? (Benedykt XVI)

    „My, tradycyjni katolicy …” Tradycja, jeśli w ogole można tak nazwać coś Boskiego co jest niezmienne a co S.W.II postawił do góry nogami. Efekt – słowa, które Jan Paweł II powiedział podczas swojej wizyty w Niemczech: „Kto spotyka Jezusa Chrystusa, spotyka judaizm”.
    Nie dodał jednak, że spotyka żydowską, rodem z judaizmu najwyższej miary zabójczą nienawiść do Jezusa Chrystusa i wszystkiego co Chrystusowe

  7. Dictum said

    Fragment z „Oni Jego zdetronizowali” Abpa Lefebvre’a:

    Ja osobiście nie zrezygnuję. Nie zadowolę się bezczynną obecnością przy łożu śmierci mojej Matki Świętego Kościoła. Z pewnością nie podzielam kołtuńskiego optymizmu łagodnych kazań w stylu:

    „Żyjemy w chwalebnych czasach. Sobór to nadzwyczajna odnowa. Niech żyje ten wiek kulturowego przewrotu! Nasze społeczeństwo charakteryzuje się religijnym pluralizmem i nieskrępowaną konkurencją ideologiczną. Bez wątpienia, temu «postępowi» historii towarzyszą pewne «straty», zaniechanie praktyk religijnych, podważanie wszelkich autorytetów, chrześcijanie stają się jeszcze raz mniejszością. Ale zobaczmy, jakie są korzyści! Chrześcijanie są zaczynem ukrytym w cieście, duszą żywotnie chrześcijańskiego pluralistycznego społeczeństwa, które jest brzemienne, motorem napędowym ideałów nowego świata, który jest w trakcie budowy, świata bardziej braterskiego, bardziej pokojowego i bardziej wolnego!”

    Nie mogę inaczej zrozumieć tej ślepoty niż jako wypełnienia się przepowiedni świętego Pawła, która mówi o apostatach czasów ostatecznych: „Bóg sam – mówi święty Paweł – dopuszcza działanie na nich oszustwa, tak iż uwierzą kłamstwu”. Czyż może być większa kara niż hierarchia, która zagubiła swoją drogę! Jeżeli wierzyć s. Łucji, to jest temu, co Matka Boża przepowiedziała w trzeciej części objawień fatimskich: Kościół i jego hierarchia ulegną „diabelskiej dezorientacji”367. Według s. Łucji, obecny kryzys odpowiada walce Niewiasty przeciwko smokowi w Apokalipsie. Najświętsza Dziewica zapewnia nas, że na końcu tej walki „Jej Niepokalane Serce zatryumfuje”.
    Jeżeli taka jest sytuacja, zrozumiecie, że mimo wszystko nie jestem pesymistą. Święta Dziewica odniesie zwycięstwo!

  8. Dictum said

    I jeszcze jeden cytat z:

    Czcigodny Sługa Boży abp Piotr Jan Fulton Sheen:
    Na kogo można liczyć w walce o ratunek dla naszego Kościoła? Nie na naszych biskupów, naszych kapłanów ani członków zakonów. To WASZE zadanie, ludu wiernego! Pan Bóg dał wam rozum, oczy i uszy, abyście uratowali Kościół. WASZA misja to pilnować, aby wasi kapłani zachowywali się jak kapłani, biskupi jak biskupi, a zakonnicy jak zakonnicy.

    Dobra rada, gorzej z naszymi możliwościami w „pilnowaniu”.

  9. Jan said

    Ad.8 Dobra rada…..oczywiście ale i dobrze że Pan te słowa przypomniał.

  10. WW said

    Ad # 8
    „Dobra rada, gorzej z naszymi możliwościami w “pilnowaniu”.”
    Zwykli parafianie nie maja żadnego wpływu na biskupów, zakonników i zakony. Mają jednak wpływ na proboszczów i księzy odprawiających msze św. w probostwie. W praktyce jest odwrotnie ale wcale tak nie musi być. Proboszcz jest pod całkowitym wpływem swojego biskupa i jego pomocników.
    Efekty S.W.II widoczne są w zachowaniu księży co parafianie widzą i na co mogą reagować.
    Proboszcz, oczywiście stara sie robić dobre wrażenie i najczęsciej jest dobrym kapłanem lecz musi stosować sie do zaleceń swojego biskupa. Biskup jest najpawdopodobniej biskupem posoborowym a często nie polskiego pochodzenia jako długi rezultat działania Jakuba Franka wielu nazwisk i Frankistów. Proboszcz i księża, wychowani są w posoborowych seminariach.
    Rezultaty S.W.II to judaizacja Kościoła i wszystkiego poza Kościołem. To sa widoczne rzeczy. Jeśli parafianin słyszy powoływanie się na proków, stary testament, izrael czy cokolwiek w tym rodzaju, bez fanfaronady może może powiedzieć księdzu, że mamy Jezusa Chrystusa, swoich świetych, i Nowy Testament który jest sprzeciwem w stosunku do Starego Testamentu i Judaizmu. Ksiądz będzi próbował swoje bla,bla posoborowe bo on myśli że on jest od mówienia a nie słuchania i tak powinno być ale nie zawsze tak powinno być. Pasterzowi trzeba podać pastotał kiedy go gubi. Do tego nie trzeba wielkiej elokwencji. Jeśli proboszcz zobaczy że stadko mu się kurczy to jego biskup o tym dowie się i dlaczego kurczy się.
    W Ameryce nie jest lepiej i czesto gorzej bo Amerykanin może mieć podwóje obywatelstwo. Merem miasta Chicago jest Amerykanin z obywatelstwem Izraela.
    W języku angielskim ale nie znając angielskiego domysleć sie można że chodzi o szablon destabilizacji -podwóje obywatelstwo.
    http://johnkaminski.info/video/destablization.wmv
    albo
    http://gazetawarszawska.com/2013/02/06/the-destablisation-template/

  11. Dictum said

    ad. 10. Wszystko to święta prawda. Ale czy nie powinno być tak, że to pasterze uczą owce? Ci pasterze uczą religii młodzieź i dzieci, nie rodzice. Rodzice z zaufaniem zawsze oddawali swoje dzieci i jeżeli stosowali jakieś nauki, to głównie w formie przykładu – jak żyć i jak się modlić. Czy my wiemy, jakie nauki religijne dzisiaj przekazują tabuny katechtów po jakichś (właśnie, jakich?)drobnych kursach. Dzisiaj jest tak, że świeccy niekiedy wiedzą więcej o najnowszej historii Kościoła niż niedouczeni księża, albo douczeni tylko fałszywie, soborowo. Czy przeciętny ksiądz ma prawdziwą wiedzę, jaka dziś toczy się walka o PRAWDZIWY KOŚCIÓŁ? Z moich pobieżnych obserwacji i nagabywań rozmaitych kapłanów wynika, że NIE!!!!

  12. miriam said

    polecam książką „Dom smagany wichrem”Malachina Martina – włos się jeży

  13. Dictum said

    A ja polecam tę książkę, samopoczucie nie będzie lepsze.

    http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_145.html

  14. Kudlaty said

    „Kanon VI. Gdyby ktoś głosił, że owa nietolerancja, z jaką Kościół katolicki odrzuca i potępia wszystkie sekty religijne oddzielone od jego jedności, nie jest nakazana prawem Bożym, albo też kto by głosił, że w sprawach prawdy religijnej można urobić sobie sąd tylko prawdopodobny, a nie można mieć pewności i dlatego Kościół winien tolerować wszystkie sekty religijne, niech będzie wyklęty”. (Akta i dekrety św. Soboru Watykańskiego (1870), Pierwszy projekt Konstytucji dogmatycznej o Kościele Chrystusowym)

  15. marta15 said

    warto obejrzec to video. Mowi m. in o wplywie masonerii na KK.

  16. marta15 said

    ad 14 ten cytat brzmi jak glos z innej przestrzeni dla wielu , wychowanych na teologicznej poprawnosci i tolerantyzmie a la sekta watykanska , ktorzy to o malo sie nie udlawia na mysl o „wykleciu” tych, co nie sa „tolerancyjni” odnosnie falszywych religii/sekt/wyznan.
    To takie nie mod-ne i na na-czasie.
    Teraz wszyscy wspolnie, pokojowo , solidarnie i bratersko tancza, pod raczke oberka w Asyzu i spiewaja havenu shalom alechem.
    A pan , Panie Kudlaty takie cytaty. ?? Zgroza 🙂

  17. RomanK said

    Szlachetni i dostojni teoloszkowie i teoloszki!!!!!!
    Wyobrzcie sobie na chwile…plisss sprobujcie,,ja wiem ze to straszliwy boll… ale to tylko na pocaztku….
    zatem wyobrazcie sobie…. ze znalezliscie sie w starozytnym Cesarstwie Rzymu w prowincji Judajskiej i jestescie prawowiernymi tradycjonalistami….i ktos..obojetnie kto…przylatuje do was i wola …
    Chodz…idzie przez nasze Miasteczko Joshua Meshaija…chodz zobczysz….
    Otoz zawijacie kiece i lece..i widze..co ja widze…idzie se chlopina- jak tysiace innych, Zmeczony, spocony i widac, ze glodny….malo tego poznajemy- ze to Joshua bin Jusufz Nazarea,,, co nam drzwi wprawial do chalupy dwa lata temu…
    I opowiada ze arcykaplani to oszusci i zlodzieej, ze zle ucza, ze cala tradycja- to psu na bude, ze Swiatynia wcale nie jest Najwazniejsza…
    A ludzie sluchaja..zwlaszcza baby..siedza z maslanymi oczami wpatrzone zapomniawszy o swiecie inni na czele z faryzeuszem JO bin JOjne lekarzem oslow ..znosi kamienie- widac bedzie kamienowal..nie wiadomo kogo narazie…. ale sie dowiemy….
    Po cichu zabeiramy sie do chalupy….
    – widziales Meshija??pyta ltos????
    –eeee daj spokoj parabalo chlopoka… szkoda….. byl zdolnym stolarzem…doniosa, gdzie trzaba i go powiesza….
    Za are miesiecy.idac na targ widzimy, ze sie nam klaniaja i czcia i ze strachem jakowyms….zdiwieni pytamy co sie stalo…
    – Ano wslyszales?????- powiesili Joshue Ciesle z Nazaretu….skad wiedziles….. ze tak bedzie???? po cichu ktos syczy ..proooorrrrokkkk:-)))))

  18. Maciejaszu said

    A Pan RomanK jak zwykle próbuje zwrócić na siebie uwagę deprecjonując powagę tematu. Brawo Panie Romanie! Za chwilę pojawią się wpisy krytykujące Pana ignorancję. O to Panu pewnie chodziło.

  19. RomanK said

    Prawdziwa cnota,,nie boi sie krytyki!
    Oczywiscie- jak zwykle,,panei Maciejaszu nie za bardzo pan rozumie pisane…moze dlatego- ze edukowano pana w zgdywaniu co piszacy mial na mysli piszac..zamiast skupic sie naczytaniu tresci,,Proponuje przeczytac to co napisalem jeszcze raz i w razie trudnosci poprosic najlodsza pocieche o pomoc w zrozumieniu.
    Powaga tematu wskazuje ,zeby panei Maciejaszu nie zajmowali sie nim ludzie niepowazni,,,np tacy co nie stac ich na kupno dzialki w Niebie zaraz kolo palacu Biskupa G,,nazwiska nie wspomne. Zreszta w Niebie on sie zupelnie inaczej nazywa:-))))

  20. Maciejaszu said

    No może rzeczywiście się pospieszyłem…

  21. Zdziwiony said

    W Liście do biskupów z okazji publikacji motu proprio „Summorum Pontificum” Benedykta XVI czytamy: „To, co przez poprzednie pokolenia było święte, również dla nas pozostaje święte i wielkie, i nie może być nagle całkowicie zabronione albo potraktowane jako szkodliwe”.

  22. RomanK said

    Nie ma sprawy..nic sie nie stalo….
    Co innego w Grecji..:
    http://www.shtfplan.com/headline-news/watch-greeks-fight-for-food-i-never-imagined-that-i-would-end-up-here_02072013
    To tragiczne, ze na ziemi dzieje sie tyle tragedii ludzkich, w sam raz zeby spieszyc sie do Nieba….
    no i nie wszystkim jak widac spieszno….

  23. GW said

    Ad 17
    To ja tym osiolkiem (heterowosamczym) jestem. No… tym, co Pana Joshua M…. niosl byl.
    Tak bym chcial.

    PS
    Bardzo pitoreskowy zamysl pobudzalny Panie Romanie.
    Oddaje sie refleksji.
    A to, z glebokim powazaniem. I nijakiej ironii tu NIMA.

  24. Marucha said

    Re 17:
    Ma Pan zdolności literackie, panie Romanie.
    Ale cóż z Pańskiego opowiadania wynika dla heretyckiego II Soboru Watykańskiego a także dla sposobu kierowania Kościołem przez jego papieży?

  25. Marucha said

    Re 21:
    W Liście do biskupów z okazji publikacji motu proprio „Summorum Pontificum” Benedykta XVI czytamy: „To, co przez poprzednie pokolenia było święte, również dla nas pozostaje święte i wielkie, i nie może być nagle całkowicie zabronione albo potraktowane jako szkodliwe”.

    Czego to teraz się nie wypisuje w Kościele Posoborowym… tylko po to, żeby biskupi mogli sobie tym dupę podetrzeć.

  26. Zdziwiony said

    re 25:

    Bardzo smutne ale prawdziwe.O tym też mówił Malachi Martin w swojej książce którą juz tutaj przywoływano :

    Była noc. Stróż wraz kilkoma akolitami pracował w ciszy nad przygotowaniem wszystkiego w Kaplicy docelowej – Bazylice św. Pawła. Na wprost ołtarza ustawiono półkolem klęczniki. W pięciu świecznikach stojących na ołtarzu pyszniły się eleganckie czarne ogarki. Na tabernakulum umieszczono srebrny pentagram i przykryto go krwawoczerwoną zasłoną. Po lewej stronie ołtarza umieszczony był tron – symbol Księcia panującego. Ściany pokryte ślicznymi freskami wyobrażającymi sceny z życia Chrystusa i Apostołów zostały zasłonięte czarnymi draperiami bramowanymi złotem w kształcie figur symbolizujących historię Księcia.

    Kiedy zbliżyła się wyznaczona godzina, oddani słudzy Księcia poczęli wypełniać Cytadelę. Byli to członkowie rzymskiej falangi. Pośród nich znajdowało się kilku najwybitniejszych członków kolegium kardynalskiego, hierarchii i biurokracji Kościoła rzymskokatolickiego. Byli też pośród nich świeccy reprezentanci falangi, równie znakomici, jak członkowie hierarchii.

    – Czy ksiądz wie – powiedział papież do księdza Sadowskiego – że kiedy przyjechaliśmy z kardynałem do Rzymu na październikowe konklawe, obaj doskonale wiedzieliśmy, co jest grane.

    Dla papieża „kardynał” oznaczał zawsze ówczesnego przywódcę Kościoła w Polsce, Stefana Wyszyńskiego o przydomku Lis Europy, dziś już nieżyjącego.

    Zresztą już na długo przedtem, nim przybyli na to drugie konklawe, obaj polscy kardynałowie zdawali sobie sprawę, że władza papieska została narażona na poważny szwank, a nawet całkowicie zrujnowana przez to, co zaczęto wówczas nazywać „duchem soborowym”. W ostatnich godzinach konklawe, gdy młody polski duchowny stanął przed możliwością wyboru na papieża, ci dwaj ludzie przeprowadzili rozmowę w cztery oczy.

    – Jeśli zgodzisz się zostać papieżem – powiedział tamtego pamiętnego dnia starszy z kardynałów – będziesz ostatnim papieżem katolickim. Tak jak Szymon Piotr staniesz na granicy oddzielającej kończącą się epokę od epoki zaczynającej się. Będziesz świadkiem końca papiestwa w sytuacji, gdy frakcja antypapieska w Kościele przejęła pełną kontrolę nad tą instytucją, i to w imię II Soboru Watykańskiego.

    Obaj kardynałowie wiedzieli, że od młodego polskiego duchownego jako papieża oczekuje się wiernej realizacji osławionego „ducha Soboru Watykańskiego II”. Przyjęcie wyboru na tych warunkach oznaczałoby więc zgodę na kierowanie Kościołem, który został zdecydowanie, bezpowrotnie i formalnie włączony w globalny program socjopolityczny uznawany przez ogromną większość poprzedników na Stolicy Piotrowej jako całkowicie obcy boskiej misji Kościoła.

    Ale na tym nie koniec. Dwaj kardynałowie stanęli w obliczu innej jeszcze rzeczywistości. Otóż organizacja kościelna i życie publiczne w Kościele rzymskokatolickim, jakie istniały aż do początku wieku XX, uległy bezpowrotnemu zniszczeniu. Obaj dostojnicy wiedzieli, że nie da się ich ożywić. Wracając na obrady, przyszły papież wiedział, że zmiany, jakie zaszły w Kościele, są nieodwracalne. Tradycyjna struktura Kościoła Powszechnego jako instytucji widzialnej i sprawnej organizacji uległa transformacji. Jego starszy brat w biskupstwie – Lis Europy – zgadzał się całkowicie z tą oceną. Okazało się jednak, że różnią się co do działań, jakie powinien podjąć młodszy kardynał, gdyby rzeczywiście został papieżem.

    – Wiem, Eminencjo – powiedział stanowczo starszy – że jest tylko jeszcze jeden człowiek, który może wyjść z tego konklawe jako papież: nasz brat kardynał arcybiskup Genui. I obaj dobrze wiemy, jakie byłoby jego rozwiązanie w kwestii szopki, jaką stała się instytucja kościelna.

    Młodszy kardynał uśmiechnął się.

    – Zabarykadować drzwi, zabić okna deskami. Przywołać do porządku krnąbrnych. Wydalić opornych. Oczyścić szeregi…

    – A przede wszystkim, Eminencjo – wpadł mu w słowo starszy – wszystkie najważniejsze dokumenty Soboru Watykańskiego II zinterpretować ściśle w świetle I Soboru Watykańskiego i Soboru Trydenckiego. Zdecydowany powrót do podstaw w oparciu o tradycyjne sankcje Matki Kościoła, świętego, powszechnego i apostolskiego Kościoła rzymskiego…

    Urwał widząc grymas na twarzy młodszego kardynała.

    – Zgoda – powiedział tamten po chwili namysłu. – Lecz pociągnęłoby to za sobą nieobliczalne straty dla dusz i naszej instytucji. Czy jakikolwiek papież mógłby wziąć na swe barki taką odpowiedzialność?

    – A czy mógłby jej nie wziąć? – padła natychmiastowa odpowiedź.

    – Ależ, Eminencjo – upierał się młodszy duchowny – obaj dobrze wiemy, że stary, tradycyjny Kościół jest… jest… jak by to powiedzieć… rozwalony! Legł w gruzach! Na zawsze! Przy takiej polityce papieskiej nasz ukochany Kościół wszedłby w wiek dwudziesty pierwszy jako kulejący, nic nie znaczący nędzarz. Weszlibyśmy w trzecie milenium jako szkielet, żałosna resztka tętniącego niegdyś życiem religijnym kolosa, kompletnie nie pasująca do całej rodziny narodów.

    – Mam wrażenie – odrzekł Lis Europy z przekornym błyskiem w oku – że tak czy inaczej niejako zawodowo nie pasujemy do świata, jesteśmy ukrzyżowani dla świata, jak powiedział św. Paweł Apostoł. Ale poważnie: jaka jest twoja recepta na politykę papieską, gdyby jutro kardynałowie powierzyli ci ten urząd?

    – Ta sama, którą ty zapoczątkowałeś, a ja kontynuowałem w starciu z polskimi stalinistami…

    – To znaczy?

    – Nie rezygnuj. Nie wyobcowuj się. Nie odrzucaj rozmowy, negocjacji. Włączaj do dialogu każdego, czy chce dialogować, czy nie. Miałem udział w powstawaniu wszystkich najważniejszych dokumentów soborowych. Wraz z innymi sformułowaliśmy je tak, by nie wykluczać nikogo. Nikogo, Eminencjo – powtórzył – gdyż Chrystus umarł za wszystkich. Wszyscy są de facto w jakimś sensie zbawieni. Gdyby to zależało ode mnie, przemierzyłbym cały glob, odwiedził naród po narodzie, żeby mnie widziano i słyszano wszędzie i we wszystkich możliwych językach.

    Gdy to mówił, oczy mu błyszczały gorączkowo.

    – To było nasze słowiańskie rozwiązanie w odpowiedzi na straszną sytuację Polski pod Sowietami. Rozmawiaj, prowadź dialog. Nie daj się skazać na banicję.

    – Słowiańskie rozwiązanie, hm…

    Starszy kardynał odwrócił wzrok zamyślony.

    – Słowiańskie rozwiązanie… – powtórzył i zamilkł.

    – Jestem pewien – ciągnął młodszy kardynał potulnym, lecz pewnym głosem – że papiestwo i Kościół zbiorą szerokie żniwo dusz w ostatnich dekadach tego milenium, co było marzeniem dobrego papieża Jana.

    Starszy kardynał podniósł się z miejsca ze śmiechem.

    – Oby Bóg cię wysłuchał, Eminencjo.

    I spoglądając na zegarek dodał:

    – Za chwilę dzwon wezwie nas na kolejną sesję. Chodźmy. Odbyliśmy dobrą rozmowę. Nie lękajmy się. Chrystus jest ze swoim Kościołem.

    Zgodnie z tą zasadą polityki papieskiej w pierwszym roku swojej posługi na Tronie Piotrowym słowiański papież deklarował: „Będę kontynuował dzieło moich poprzedników. Jako papież będę troszczył się o wdrożenie ducha i litery Drugiego Soboru Watykańskiego. Będę współpracował z moimi biskupami, tak jak każdy inny biskup współpracuje ze swymi kolegami biskupami, oni w swoich diecezjach, ja jako Biskup Rzymu – i wszyscy razem, kolegialnie będziemy kierować Kościołem Powszechnym.” I pozostał wierny tej obietnicy. Przez wszystkie lata pontyfikatu nie ingerował w pracę biskupów, nie zważając na ich indolencję, herezję, nieświęte rządy w diecezjach.

    Kiedy tysiące biskupów wprowadzało nietradycyjne nauczanie w swoich seminariach, pozwalając na szerzenie się homoseksualizmu wśród duchownych, na adaptowanie ceremonii katolickich do najróżniejszych „inkulturacji” – rytuałów New Age, „hinduizacji”, „amerykanizacji” – słowiański papież nie ścigał sprawców ukrytej czy jawnej herezji i niemoralności. Przeciwnie, pozwalał na wszystko.

    Biskupi włączali się czynnie w nowe świeckie struktury kierowania narodami i powstającą społecznością narodów? Papież czynił to samo, sankcjonując to swym najwyższym papieskim autorytetem. Biskupi sprzymierzali się z niekatolickimi chrześcijanami jako równorzędnymi partnerami w ewangelizacji świata? Papież czynił to samo – z całą pompą ceremonii watykańskich. Patrząc spokojnie na postępującą ruinę instytucjonalnej organizacji Kościoła, ukazując się światu jako jeden z wielu „synów ludzkości”, a biskupom jako jeden z braci biskupów, biskup Rzymu – słowiański papież pozostał wierny słowiańskiemu rozwiązaniu.

    Twierdził uparcie, że rządzi Kościołem wraz ze swymi biskupami jako jeden z nich. Nawet wtedy, gdy odwoływano się do jego dobrze znanego i utwierdzonego autorytetu następcy świętego Piotra w sprawach doktrynalnych – tumanił przyjaciół, wywoływał wściekłość tradycjonalistów i błogie zadowolenie wrogów papiestwa stwierdzeniami w rodzaju: „Mocą władzy danej świętemu Piotrowi i jego następcom i w komunii z biskupami Kościoła katolickiego potwierdzam, że…” – i tu następowało przytoczenie odpowiedniej doktryny.

    Odwiedzał wszelkiego rodzaju świątynie i sanktuaria, święte gaje i jaskinie, próbował magicznych napoi, jadł potrawy pochodzące z mistycznych obrzędów, pozwalał sobie malować pogańskie znaki na czole, rozmawiał na równej stopie z heretyckimi patriarchami, schizmatyckimi biskupami, teologami pozostającymi na bakier z doktryną katolicką, wpuszczając ich nawet do bazyliki Świętego Piotra i wspólnie z nimi sprawując świętą liturgię.

    I nigdy nie tłumaczył tych skandalicznych wybryków, nigdy za nic nie przepraszał. Przemawiając do szerszej publiczności, rzadko wspominał święte imię Jezusa Chrystusa. Chętnie usuwał krucyfiks, a nawet Najświętszy Sakrament, kiedy te znaki Kościoła katolickiego raziły jego gości niekatolików czy niechrześcijan. Nigdy też nie nazywał siebie katolikiem rzymskim ani swego Kościoła Kościołem rzymskokatolickim.

    Jednym z najpoważniejszych skutków permisywizmu i dążeń „demokratyzacyjnych” tego pontyfikatu był powszechny upadek jego papieskiego autorytetu wśród biskupów. W jednym z poufnych raportów kilku biskupów wypowiada się szczerze, choć niepublicznie, że „gdyby ten papież przestał mówić o aborcji, sprzeciwiać się antykoncepcji jako złu i przestał potępiać homoseksualizm, Kościół mógłby się stać miłym i skutecznym partnerem rodzącej się rodziny narodów.” A w Stanach Zjednoczonych elegancki biskup Michigan Bruce Longbottham powtarzał w kółko: „Gdyby ten kabotyński aktor, którego mamy za papieża, uznał pełne prawa kobiet do wyświęcania na księży, pełnienia posługi biskupiej – a nawet papieskiej – Kościół wszedłby w ostatni wspaniały etap ewangelizacji”.

    „W rzeczy samej – wtórował mu inny amerykański dostojnik, kardynał – gdyby ten papież dał sobie spokój z nabożnymi bzdurami na temat objawień Najświętszej Panienki i zajął się przyznawaniem realnej władzy realnym kobietom w realnym Kościele – cały świat stałby się chrześcijański”.

    – W ten czy inny sposób – czy to przez błagania prostych kobiet i mężczyzn dobrej woli czy za pośrednictwem tych, o których wiedział, że życzą mu klęski – wszystkie te zastrzeżenia docierały do uszu papieża, a on zawierzał je wszystkie w modlitwach Duchowi Świętemu.

    – Powiedz mi, Danielu – zwrócił się do swego sekretarza po jakiejś pół godzinie lotu. – Jak myślisz, dlaczego udaję się z pielgrzymką do sanktuarium świętej Marii Magdaleny w Sainte Baume, i to przy takim nawale pracy?

    Papież przyglądał się badawczo księdzu Sadowskiemu.

    – Chodzi mi o prawdziwy powód.

    – Wasza Świątobliwość, mogę się tylko domyślać, że jest to raczej akt osobistej pobożności niż pasterska posługa.

    – Zgadłeś! – papież zapatrzył się w okno. – Mówiąc w skrócie, chcę porozmawiać ze świętą, która udała się na wygnanie z powodu chwały, jaką ujrzała na twarzy Chrystusa w dniu zmartwychwstania. Chcę ją uczcić w specjalny sposób, w nadziei że wstawi się za mną u Chrystusa, aby dał mi siłę wytrwania na moim własnym wygnaniu, które zaczyna się teraz na dobre.

    http://www.proroctwa.com/Dom-smagany-wiatrem.htm

  27. bart_w said

    Panie Romanie, jak Pan niestety wie, wielokrotnie wyobrazalem sobie czasy Chrystusowe z punktu widzenia nieswiadomego obserwatora tamtej epoki. Jak sam bym sie zachowal, zyjac w tamtych czasach, spotkawszy Juszue Ibn Miriam? Pewnie to by zalezalo, do jakiej kasty bym nalezal. Jesli do niewolniczej, to prawdopodobnie porwalby mnie swoja idea. Jesli bylbym rzemieslnikiem, kowalem jakims albo wytworca sandalow, a najprawdopodobniej szkutnikiem, albo rybakiem, czy tez rolnikiem, jak Juda Tadeo, a moze olejarzem (o, wlasnie!), to czy w ogole mialbym czas na rozwazania etyczno religijne? Jesli bym byl z klasy bogatych, na przyklad lichwiarzem, to pewnie bym sie oburzal na wywrotowa Jego nauke i rwal pejsy, aj waj, co On znowuz wygaduje. Ale gdybym byl uczonym w Pismie, na pewno bym sie mocno zastanawial, skad ten Czlowiek tyle wie, skoro zyje ze strugania stolkow i naprawy mebli. Jak to jest, ze jego ojciec, przeciez odebrawszy gruntowne wyksztalcenie w szkole rabinackiej zdecydowal sie zyc z pracy rak wlasnych i swych niewolnikow. I czemu Herod tak byl ciezko przerazony dowiedziawszy sie o narodzeniu Juszuy.

    Powiem w sekrecie, ze stawialem sie w butach Baltazara.

    Znow mi Pan zadal na noc do myslenia.

  28. Kudlaty said

    Chrystus udowadniał Swoje Boskie poslannictwo i prawdziwość Swej nauki cudami,przepowiedniami i świętością Swego życia.
    Przywracał ślepym Zydom wzrok,gluchym sluch,uzdrawiał kaleki i chorych,wskrzeszal umarlych(Lazarz).
    Dlatego lud sluchal Jego nauk z podziwem,wielką rzeszą ciągnąl za Nim,wielbiąc Go jako prawdziwego Mesjasza i wołając:
    …nigdy tak czlowiek nie przemawiąl(Jan 7,46)
    Gdy wjeżdzal do Jerozolimy lud wolał:Hossanna Synowi Dawidowemu…..
    A prapradziad jednedo kryptotalmudzisty,oddelegowanego na to forum jęczał;………..Eeeeeeeeeeee tam,porąbało chłopoka…

    Cholera, celnie Pan strzelił… – admin

  29. Jan said

    Sam tytuł „Farsa Vaticanum II” każe zastanowić się na ile jest przystawalny do rzeczywistości po 50 latach.

    Co widzimy w samych świątyniach tylko :
    – Domy Boże pozbawione znamion świętości miejsca, zamienione na miejsca zgromadzeń, spotkań i innych występów.
    – rozebrane Ołtarze, zastąpione blatami na nogach lub postumentach (stoły)
    – usunięte Relikwie z Ołtarzy głównych i bocznych,
    – usunięte z ołtarzy Tabernakula,
    – usunięcie Krzyży z centralnego miejsca w świątyni,
    – wyrzucone stoły pańskie – balaski
    – niewiasty czytające i szafarze świeccy przy „stołach”
    – Tabernakula w dziwacznych formach np w Łagiewnikach – kuli ziemskiej. Sw.Tomasz z Akwinu podaje, że w ziemi jest piekło, czy to nie sugestia pogrzebania Pana Jezusa.
    – ornaty bez symboli chrześcijańskich.
    Czyje to są świątynie , jeżeli „przeszkadza” Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie i nie może pozostawać w centralnym miejscu.
    Vaticanum II, to nie farsa ale zakamuflowana i niewidoczna dotąd dla wielu ślepców duchowych zdrada z przebudową dla dostosowania do NWO.

  30. Maciejaszu said

    Pamiętajmy tylko, iż NWO to też farsa – przyjdzie Antychryst i dla spektaklu zniszczy NWO po to tylko by zdobyć zaufanie świata i wprowadzić coś jeszcze gorszego. Tak więc traktujmy to całe NWO z pewnym dystansem i skupmy się na zbawieniu naszych dusz.

  31. Zdziwiony said

    ad 26:

    Papież obejmując Stolic Piotrową miał świadomośc faktycznego stanu rzeczy :

    Intronizacja upadłego Archanioła Lucyfera dokonała się
    w Cytadeli Kościoła katolickiego 29 lipca 1963 roku.

    Był to „właściwy czas” dla spełnienia się historycznej przepowiedni.

    Była noc. Stróż wraz kilkoma akolitami pracował w ciszy nad przygotowaniem wszystkiego w Kaplicy docelowej – Bazylice św. Pawła. Na wprost ołtarza ustawiono półkolem klęczniki. W pięciu świecznikach stojących na ołtarzu pyszniły się eleganckie czarne ogarki. Na tabernakulum umieszczono srebrny pentagram i przykryto go krwawoczerwoną zasłoną. Po lewej stronie ołtarza umieszczony był tron – symbol Księcia panującego. Ściany pokryte ślicznymi freskami wyobrażającymi sceny z życia Chrystusa i Apostołów zostały zasłonięte czarnymi draperiami bramowanymi złotem w kształcie figur symbolizujących historię Księcia.

    Kiedy zbliżyła się wyznaczona godzina, oddani słudzy Księcia poczęli wypełniać Cytadelę. Byli to członkowie rzymskiej falangi. Pośród nich znajdowało się kilku najwybitniejszych członków kolegium kardynalskiego, hierarchii i biurokracji Kościoła rzymskokatolickiego. Byli też pośród nich świeccy reprezentanci falangi, równie znakomici, jak członkowie hierarchii.

    *********************************************************************

    co sie działo w Watykanie wiedziało bardzo wielu, wiedział to i kard.Wojtyła jak i Sługa Bozy kard. Stefan Wyszyński oraz Ci którzy Go wybrali:

    – Czy ksiądz wie – powiedział papież do księdza Sadowskiego – że kiedy przyjechaliśmy z kardynałem do Rzymu na październikowe konklawe, obaj doskonale wiedzieliśmy, co jest grane.

    Dla papieża „kardynał” oznaczał zawsze ówczesnego przywódcę Kościoła w Polsce, Stefana Wyszyńskiego o przydomku Lis Europy, dziś już nieżyjącego.

    Zresztą już na długo przedtem, nim przybyli na to drugie konklawe, obaj polscy kardynałowie zdawali sobie sprawę, że władza papieska została narażona na poważny szwank, a nawet całkowicie zrujnowana przez to, co zaczęto wówczas nazywać „duchem soborowym”. W ostatnich godzinach konklawe, gdy młody polski duchowny stanął przed możliwością wyboru na papieża, ci dwaj ludzie przeprowadzili rozmowę w cztery oczy.

    – Jeśli zgodzisz się zostać papieżem – powiedział tamtego pamiętnego dnia starszy z kardynałów – będziesz ostatnim papieżem katolickim. Tak jak Szymon Piotr staniesz na granicy oddzielającej kończącą się epokę od epoki zaczynającej się. Będziesz świadkiem końca papiestwa w sytuacji, gdy frakcja antypapieska w Kościele przejęła pełną kontrolę nad tą instytucją, i to w imię II Soboru Watykańskiego.

    Obaj kardynałowie wiedzieli, że od młodego polskiego duchownego jako papieża oczekuje się wiernej realizacji osławionego „ducha Soboru Watykańskiego II”. Przyjęcie wyboru na tych warunkach oznaczałoby więc zgodę na kierowanie Kościołem, który został zdecydowanie, bezpowrotnie i formalnie włączony w globalny program socjopolityczny uznawany przez ogromną większość poprzedników na Stolicy Piotrowej jako całkowicie obcy boskiej misji Kościoła.

    Ale na tym nie koniec. Dwaj kardynałowie stanęli w obliczu innej jeszcze rzeczywistości. Otóż organizacja kościelna i życie publiczne w Kościele rzymskokatolickim, jakie istniały aż do początku wieku XX, uległy bezpowrotnemu zniszczeniu. Obaj dostojnicy wiedzieli, że nie da się ich ożywić. Wracając na obrady, przyszły papież wiedział, że zmiany, jakie zaszły w Kościele, są nieodwracalne. Tradycyjna struktura Kościoła Powszechnego jako instytucji widzialnej i sprawnej organizacji uległa transformacji. Jego starszy brat w biskupstwie – Lis Europy – zgadzał się całkowicie z tą oceną. Okazało się jednak, że różnią się co do działań, jakie powinien podjąć młodszy kardynał, gdyby rzeczywiście został papieżem.

    – Wiem, Eminencjo – powiedział stanowczo starszy – że jest tylko jeszcze jeden człowiek, który może wyjść z tego konklawe jako papież: nasz brat kardynał arcybiskup Genui. I obaj dobrze wiemy, jakie byłoby jego rozwiązanie w kwestii szopki, jaką stała się instytucja kościelna.

    Młodszy kardynał uśmiechnął się.

    – Zabarykadować drzwi, zabić okna deskami. Przywołać do porządku krnąbrnych. Wydalić opornych. Oczyścić szeregi…

    – A przede wszystkim, Eminencjo – wpadł mu w słowo starszy – wszystkie najważniejsze dokumenty Soboru Watykańskiego II zinterpretować ściśle w świetle I Soboru Watykańskiego i Soboru Trydenckiego. Zdecydowany powrót do podstaw w oparciu o tradycyjne sankcje Matki Kościoła, świętego, powszechnego i apostolskiego Kościoła rzymskiego…

    Urwał widząc grymas na twarzy młodszego kardynała.

    – Zgoda – powiedział tamten po chwili namysłu. – Lecz pociągnęłoby to za sobą nieobliczalne straty dla dusz i naszej instytucji. Czy jakikolwiek papież mógłby wziąć na swe barki taką odpowiedzialność?

    – A czy mógłby jej nie wziąć? – padła natychmiastowa odpowiedź.

    – Ależ, Eminencjo – upierał się młodszy duchowny – obaj dobrze wiemy, że stary, tradycyjny Kościół jest… jest… jak by to powiedzieć… rozwalony! Legł w gruzach! Na zawsze! Przy takiej polityce papieskiej nasz ukochany Kościół wszedłby w wiek dwudziesty pierwszy jako kulejący, nic nie znaczący nędzarz. Weszlibyśmy w trzecie milenium jako szkielet, żałosna resztka tętniącego niegdyś życiem religijnym kolosa, kompletnie nie pasująca do całej rodziny narodów.

    – Mam wrażenie – odrzekł Lis Europy z przekornym błyskiem w oku – że tak czy inaczej niejako zawodowo nie pasujemy do świata, jesteśmy ukrzyżowani dla świata, jak powiedział św. Paweł Apostoł. Ale poważnie: jaka jest twoja recepta na politykę papieską, gdyby jutro kardynałowie powierzyli ci ten urząd?

    – Ta sama, którą ty zapoczątkowałeś, a ja kontynuowałem w starciu z polskimi stalinistami…

    – To znaczy?

    – Nie rezygnuj. Nie wyobcowuj się. Nie odrzucaj rozmowy, negocjacji. Włączaj do dialogu każdego, czy chce dialogować, czy nie. Miałem udział w powstawaniu wszystkich najważniejszych dokumentów soborowych. Wraz z innymi sformułowaliśmy je tak, by nie wykluczać nikogo. Nikogo, Eminencjo – powtórzył – gdyż Chrystus umarł za wszystkich. Wszyscy są de facto w jakimś sensie zbawieni. Gdyby to zależało ode mnie, przemierzyłbym cały glob, odwiedził naród po narodzie, żeby mnie widziano i słyszano wszędzie i we wszystkich możliwych językach.

    Gdy to mówił, oczy mu błyszczały gorączkowo.

    – To było nasze słowiańskie rozwiązanie w odpowiedzi na straszną sytuację Polski pod Sowietami. Rozmawiaj, prowadź dialog. Nie daj się skazać na banicję.

    – Słowiańskie rozwiązanie, hm…

    Starszy kardynał odwrócił wzrok zamyślony.

    – Słowiańskie rozwiązanie… – powtórzył i zamilkł.

    – Jestem pewien – ciągnął młodszy kardynał potulnym, lecz pewnym głosem – że papiestwo i Kościół zbiorą szerokie żniwo dusz w ostatnich dekadach tego milenium, co było marzeniem dobrego papieża Jana.

    Starszy kardynał podniósł się z miejsca ze śmiechem.

    – Oby Bóg cię wysłuchał, Eminencjo.

    I spoglądając na zegarek dodał:

    – Za chwilę dzwon wezwie nas na kolejną sesję. Chodźmy. Odbyliśmy dobrą rozmowę. Nie lękajmy się. Chrystus jest ze swoim Kościołem.

    Zgodnie z tą zasadą polityki papieskiej w pierwszym roku swojej posługi na Tronie Piotrowym słowiański papież deklarował: „Będę kontynuował dzieło moich poprzedników. Jako papież będę troszczył się o wdrożenie ducha i litery Drugiego Soboru Watykańskiego. Będę współpracował z moimi biskupami, tak jak każdy inny biskup współpracuje ze swymi kolegami biskupami, oni w swoich diecezjach, ja jako Biskup Rzymu – i wszyscy razem, kolegialnie będziemy kierować Kościołem Powszechnym.” I pozostał wierny tej obietnicy. Przez wszystkie lata pontyfikatu nie ingerował w pracę biskupów, nie zważając na ich indolencję, herezję, nieświęte rządy w diecezjach.

    Kiedy tysiące biskupów wprowadzało nietradycyjne nauczanie w swoich seminariach, pozwalając na szerzenie się homoseksualizmu wśród duchownych, na adaptowanie ceremonii katolickich do najróżniejszych „inkulturacji” – rytuałów New Age, „hinduizacji”, „amerykanizacji” – słowiański papież nie ścigał sprawców ukrytej czy jawnej herezji i niemoralności. Przeciwnie, pozwalał na wszystko.

    Biskupi włączali się czynnie w nowe świeckie struktury kierowania narodami i powstającą społecznością narodów? Papież czynił to samo, sankcjonując to swym najwyższym papieskim autorytetem. Biskupi sprzymierzali się z niekatolickimi chrześcijanami jako równorzędnymi partnerami w ewangelizacji świata? Papież czynił to samo – z całą pompą ceremonii watykańskich. Patrząc spokojnie na postępującą ruinę instytucjonalnej organizacji Kościoła, ukazując się światu jako jeden z wielu „synów ludzkości”, a biskupom jako jeden z braci biskupów, biskup Rzymu – słowiański papież pozostał wierny słowiańskiemu rozwiązaniu.

    Twierdził uparcie, że rządzi Kościołem wraz ze swymi biskupami jako jeden z nich. Nawet wtedy, gdy odwoływano się do jego dobrze znanego i utwierdzonego autorytetu następcy świętego Piotra w sprawach doktrynalnych – tumanił przyjaciół, wywoływał wściekłość tradycjonalistów i błogie zadowolenie wrogów papiestwa stwierdzeniami w rodzaju: „Mocą władzy danej świętemu Piotrowi i jego następcom i w komunii z biskupami Kościoła katolickiego potwierdzam, że…” – i tu następowało przytoczenie odpowiedniej doktryny.

    Odwiedzał wszelkiego rodzaju świątynie i sanktuaria, święte gaje i jaskinie, próbował magicznych napoi, jadł potrawy pochodzące z mistycznych obrzędów, pozwalał sobie malować pogańskie znaki na czole, rozmawiał na równej stopie z heretyckimi patriarchami, schizmatyckimi biskupami, teologami pozostającymi na bakier z doktryną katolicką, wpuszczając ich nawet do bazyliki Świętego Piotra i wspólnie z nimi sprawując świętą liturgię.

    I nigdy nie tłumaczył tych skandalicznych wybryków, nigdy za nic nie przepraszał. Przemawiając do szerszej publiczności, rzadko wspominał święte imię Jezusa Chrystusa. Chętnie usuwał krucyfiks, a nawet Najświętszy Sakrament, kiedy te znaki Kościoła katolickiego raziły jego gości niekatolików czy niechrześcijan. Nigdy też nie nazywał siebie katolikiem rzymskim ani swego Kościoła Kościołem rzymskokatolickim.

    Jednym z najpoważniejszych skutków permisywizmu i dążeń „demokratyzacyjnych” tego pontyfikatu był powszechny upadek jego papieskiego autorytetu wśród biskupów. W jednym z poufnych raportów kilku biskupów wypowiada się szczerze, choć niepublicznie, że „gdyby ten papież przestał mówić o aborcji, sprzeciwiać się antykoncepcji jako złu i przestał potępiać homoseksualizm, Kościół mógłby się stać miłym i skutecznym partnerem rodzącej się rodziny narodów.” A w Stanach Zjednoczonych elegancki biskup Michigan Bruce Longbottham powtarzał w kółko: „Gdyby ten kabotyński aktor, którego mamy za papieża, uznał pełne prawa kobiet do wyświęcania na księży, pełnienia posługi biskupiej – a nawet papieskiej – Kościół wszedłby w ostatni wspaniały etap ewangelizacji”.

    „W rzeczy samej – wtórował mu inny amerykański dostojnik, kardynał – gdyby ten papież dał sobie spokój z nabożnymi bzdurami na temat objawień Najświętszej Panienki i zajął się przyznawaniem realnej władzy realnym kobietom w realnym Kościele – cały świat stałby się chrześcijański”.

    – W ten czy inny sposób – czy to przez błagania prostych kobiet i mężczyzn dobrej woli czy za pośrednictwem tych, o których wiedział, że życzą mu klęski – wszystkie te zastrzeżenia docierały do uszu papieża, a on zawierzał je wszystkie w modlitwach Duchowi Świętemu.

    – Powiedz mi, Danielu – zwrócił się do swego sekretarza po jakiejś pół godzinie lotu. – Jak myślisz, dlaczego udaję się z pielgrzymką do sanktuarium świętej Marii Magdaleny w Sainte Baume, i to przy takim nawale pracy?

    Papież przyglądał się badawczo księdzu Sadowskiemu.

    – Chodzi mi o prawdziwy powód.

    – Wasza Świątobliwość, mogę się tylko domyślać, że jest to raczej akt osobistej pobożności niż pasterska posługa.

    – Zgadłeś! – papież zapatrzył się w okno. – Mówiąc w skrócie, chcę porozmawiać ze świętą, która udała się na wygnanie z powodu chwały, jaką ujrzała na twarzy Chrystusa w dniu zmartwychwstania. Chcę ją uczcić w specjalny sposób, w nadziei że wstawi się za mną u Chrystusa, aby dał mi siłę wytrwania na moim własnym wygnaniu, które zaczyna się teraz na dobre.

    http://www.proroctwa.com/Dom-smagany-wiatrem.htm

    ….madrej głowie dość po słowie…. !

  32. Zdziwiony said

    REALISTYCZNA OCENA KARDYNAŁA RATZINGERA W KWESTII POSOBOROWEGO KATOLICYZMU

    (…)
    Dużo bardziej realistyczną ocenę epoki posoborowej (…) wyraził kardynał Joseph Ratzinger , Prefekt Świętej Kongregacji Doktryny Wiary. W angielskiej edycji L’Osservatore Romano z dnia 24 grudnia 1984 r. napisał: Najwyraźniej wyniki (Soboru Watykańskiego II) wydają się dramatycznie sprzeczne z oczekiwaniami wszystkich, począwszy od tych papieża Jana XXIII a skończywszy na tych papieża Pawła VI: oczekiwaliśmy nowej jedności katolickiej, a zostaliśmy narażeni na niezgodę, która, używając słów papieża Pawła VI, przeszła od samokrytycyzmu do samozagłady. Spodziewaliśmy się nowego entuzjazmu, a wielu się zniechęciło i znudziło. Spodziewaliśmy się wielkiego kroku naprzód, a zamiast tego stanęliśmy w obliczu postępującego procesu dekadencji, który rozwinął się w głównej mierze właśnie dzięki nawoływaniu do powrotu do Soboru i dlatego przyczynił się do zdyskredytowania Soboru w oczach wielu. Stąd też bezpośredni rezultat wydaje się negatywny. Powtarzam tutaj to, co powiedziałem 10 lat temu po zakończeniu prac: bezsprzecznie i zdecydowanie ten okres był nieprzychylny dla Kościoła Katolickiego.

    Realistyczna ocena kardynała Ratzingera w kwestii posoborowego katolicyzmu nie zjednała mu przyjaciół w katolickich mediach. W komentarzu do artykułu wstępnego na temat uległości biskupów angielskich The Tablet był w stanie jedynie rozkoszować się faktem, że „Opinie kardynała Ratzingera nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Wręcz odwrotnie, jego pesymistyczna i ponura ocena obecnego stanu Kościoła, która wiedzie go do opłakiwania ostatnich 20 lat i wołania o „odnowę”, często budzi wyraźne sprzeciwy” (3 sierpnia 1985). Przez dziwny zbieg okoliczności, w tym samym wydaniu z 3 sierpnia, które chwaliło posłuszeństwo angielskich biskupów, zamieszczono również list do wydawcy od B.A. Santamarii, niewątpliwie najznamienitszego australijskiego świeckiego XX wieku. Pismo The Tablet już wcześniej, w wydaniu z 13 lipca, krytykowało kardynała Ratzingera za jego „pesymizm”, a list od pana Santamarii był odpowiedzią na ten atak. Zauważył on tam, że od Drugiego Soboru Watykańskiego ponad 80% katolików we Francji, Włoszech i Holandii nie praktykuje swojej wiary. W jego własnym kraju, Australii, frekwencja na mszach św. spadła dramatycznie z 53% w 1960 r. do 25% w 1985 r. Pan Santamaria skomentował to tak:

    Jeśli odniesiemy te liczby do przyszłości, abstrahując od możliwości religijnego cudu, jakich statystyk możemy się spodziewać za 10 lat? Fakty nie mogą być „optymistyczne” lub „pesymistyczne”. Fakty mogą być tylko prawdziwe lub fałszywe. Jeśli te fakty są fałszywe, niech będą ukazywane jako takie. Jeśli są prawdziwe, nie podsumowujmy naszej oceny monumentalnym absurdem mówiąc, że Duch Święty „odnawia” coś, co w widoczny sposób przestaje istnieć, bo niegdyś pełne kościoły świecą dziś pustkami. Argumentem często używanym przez zwolenników reform posoborowych jest post hoc non ergo propter hoc (po tym, więc nie w skutek tego)1 na przykład to, że spadek frekwencji nastąpił po Soborze, nie jest koniecznie skutkiem Soboru. To, czego ci ludzie nie chcą przyjąć do wiadomości to fakt, że reformy rzekomo uprawomocniające Sobór miały na celu zainicjowanie odnowy, a odnowa musi koniecznie dotyczyć powiększania, a nie zmniejszania. Co odpowiedzieliby ci ludzie, gdyby ich reformy skończyły się na przykład masowym wzrostem uczęszczania na msze św., a katolicy, którzy nie lubią liturgicznych zmian odpowiedzieliby: „Post hoc non ergo propter hoc”?

    Pod jednym względem Kościół może być porównany do firmy produkcyjnej. Mam nadzieję, że to porównanie nie wyda się nie na miejscu i nieodpowiednie. Celem każdego producenta jest przekonać klientelę, by kupiła jego produkty, woląc je od produktów konkurencji. Wyobraźmy sobie, że rada nadzorcza powiedzmy na przykład Ford Motor Company zdecydowała się nadać firmie i swoim produktom zupełnie nowy wizerunek. Żeby to osiągnąć zrobili radykalne zmiany w wyglądzie swoich samochodów, wyrzucili wszystkie wypróbowane i przetestowane metody marketingowe, a promowali swoje nowe pojazdy w zupełnie inny sposób. Proszę sobie następnie wyobrazić, że sprzedaż gwałtownie spadła i nie dość, że nie zdobyli praktycznie żadnych nowych klientów, to jeszcze stracili dużą większość swoich stałych: w niektórych krajach nawet 80%. Byłoby niedomówieniem twierdzić, że radzie nadzorczej brakowałoby rozsądku, gdyby nie widzieli żadnego związku między ich nową polityką marketingową, a upadkiem swojej firmy. A proszę sobie wyobrazić reakcję na sytuację, gdy ci sami szefowie nie tylko próbowaliby usprawiedliwić swoją nową politykę i uwolnić ją od odpowiedzialności za upadek, ale w dodatku zaprzeczaliby, że w ogóle jakikolwiek upadek miał miejsce, pomimo faktu, że fabryki Forda byłyby zamykane kraj po kraju, a sprzedaż byłaby najniższa w dziejach. Pójdźmy jeszcze o krok dalej i wyobraźmy sobie, że nie zgodzili się porzucić katastrofalnej polityki, którą przyjęli i wrócić do swoich tradycyjnych metod, ale postanowili „podążać tą samą ścieżką”, która doprowadziła do samo-destrukcji firmy Ford Motor Company. Można sobie łatwo wywnioskować, że następne spotkanie akcjonariuszy miałoby dość burzliwy przebieg.

    Nie, pan Santamaria ma rację. Jest monumentalnym absurdem twierdzić, że kiedy pustoszeją niegdyś pełne kościoły, „Duch Święty odnawia coś, co w widoczny sposób przestaje istnieć”. O. Kenneth Baker, Wydawca Homiletic and Pastoral Review (Przegląd Homiletyczno-pastoralny), poszedł nawet dalej i stwierdził, że „produkt” wystawiony na rynek przez „dyrektorów” Kościoła Katolickiego w Stanach Zjednoczonych już nie jest tym samym „produktem”, który był na rynku przed Drugim Soborem Watykańskim. W artykule wstępnym do numeru styczniowego 1983 r. napisał: „Jesteśmy świadkami odrzucenia Kościoła hierarchicznego założonego przez Jezusa Chrystusa, który został zastąpiony przez Amerykański Kościół Protestancki odseparowany od Rzymu”. Ta ocena jest radykalna i surowa, ale właśnie do niej odnieśliby się wierni katolicy Zachodu, w których krajach tak się dzieje.

    Jeden z najbardziej znamiennych komentarzy na temat owoców Soboru Watykańskiego II pojawił się w wydaniu National Catholic Register z 10 października 1982 r., które było poświęcone dwudziestej rocznicy Soboru, który formalnie został otwarty 11 października 1962 r. Artykuł został napisany przez Michaela Novaka, o którym wspominam w tej książce kilka razy, który w czasach Soboru był skrajnym liberałem. Obecnie wydaje się jakoby przeszedł przemianę w umiarkowanego konserwatystę i jest czymś w rodzaju bicza na amerykańskich biskupów. Novak przypomniał swoją euforię podczas otwarcia Soboru i swoje przekonanie, że świat na zawsze będzie inny – i lepszy. „Czy to tylko dlatego, że teraz jestem starszy? Bo moje myśli o dzisiejszym Kościele nie są o wzroście, ale o upadku; nie o intensywniejszej ortodoksji, ale o większych waśniach i naumyślnej herezji; nie o pobożniejszym moralnym życiu, ale o rosnącym niedbalstwie, opieszałości i poddaniu się światu na jego własnych warunkach. Drugi Sobór Watykański miał odnowić Kościół. A przynajmniej do pewnego stopnia go rozczłonkował, podzielił i osłabił.”

    W marcowym wydaniu z 1985 r. w swoim dzienniku Christian Order o. Paul Crane SJ wyraził bardzo jasno, co dzieje się w posoborowym Kościele: „Kościół stanął w obliczu nowej treści wiary i moralnych praktyk, propagowanych w samym Kościele przez tych, którzy nazywają siebie katolikami. W zasadzie powstała nowa religia. Nowa wiara, nie głównie w Boga, ale w człowieka. Skoncentrowana raczej na człowieku niż na służbie Bogu.” Wydanie Homiletic i Pastoral Review z czerwca 1986 r. zawierało artykuł kardynała Ratzingera, w którym ubolewał on nad pojawieniem się nowej idei Ludu Bożego, w której „Bóg” oznacza tylko samych ludzi, a w liturgii ci ludzie wielbią tylko samych siebie.
    (…)
    Obowiązkiem wiernych katolików w naszych czasach jest uniknięcie rozpaczy i pozostanie w zasięgu Barki Piotra za wszelką cenę. Papież Leon XIII ostrzegał nas w swojej encyklice Satis cognitum, że: W związku z tym, że Kościół Chrystusowy jest jeden i niezmienny na zawsze, ci, którzy go opuszczają, odchodzą od woli i rozkazu Chrystusa Pana. Schodząc ze ścieżki zbawienia, wchodzą na ścieżkę wiecznego potępienia.

    By zakończyć nutą optymizmu i nadziei, Matka Boża z Fatimy obiecała, że na koniec Jej Niepokalane Serce zatriumfuje. Bardziej niż zwykle, tutaj na tym padole łez, musimy uczynić Ją naszą najlepszą Orędowniczką i Orędowniczką Kościoła, którego jest Matką.

    Michael Davies

    18 luty 1987 r. Dzień świętej Bernadetty

    http://www.ksiegarnia.antyk.org.pl/x_C_I__P_23016427-23010001__PZTA_2.html

  33. marta15 said

    a tu jeden z milionowych , zgnilych owocow jakei wydaje sekta watykanska.
    Msza w Niemczech przy ………..basenie. Jak sie za goraco zrobi w czasei Mszy
    to mozna sie wykopac w baseniku. u lalla.

    http://www.schwaebische.de/region/biberach-ulm/ehingen/stadtnachrichten-ehingen_artikel,-Pfarrer-predigt-am-Beckenrand-_arid,4128003.html

  34. marta15 said

    http://traditioninaction.org/Questions/B590_Clares.html

  35. marta15 said

    „..Według jego nagrobku Koch, jego ojciec, a jego matka byli Żydami. Co to właściwie znaczy?
    Oznacza to, że zaprzeczył Odkupiciela świata, i odmówił dla siebie nawet możliwość odkupienia.
    Jak to jest w przypadku innych fałszywych religii (islam, protestantyzm, itp.) rodzina ta jest wykorzystywana przez szatana ,uczy nienawiści do Chrystusa i Jego prawdy. To daje szatanowi szybki start w jego wysiłku, aby zniewolić ludzi, bo gdy osoba wziela truciznę, poszukiwanie prawdy, staje się nieco trudniejsze. Ale nieJEST niemożliwe.
    Każdy człowiek ma wolną wolę, i BOg oczekuje się ze czlowiek bedzei Go szukać i Jego prawdy, która jest jedyną rzeczą, która ustanawia czlowieka WOLNYM. Każdy Żyd, (jak każdy inny) jest w stanie czytać Stary Testament, a jeśli robi to w dobrej wierze, to sie wkrotce dowie ze wszystko w nim jest o o Jezusie Chrystusie.
    Każdy protestant może czytać Nowy Testament, który jak twierdzi kocha tak bardzo, i dowiedzieć się z niego , dla siebie, że Kościół katolicki jest JEDYNYM Kościołem założonym przez Chrystusa.
    I każdy członek sekty Watykańskiej 2 można także czytać Pismo Święte i zdac sobie od razu sprawe że V2 „kościół” NIE jest zdecydowanie Niepokalana Oblubienica Chrystusa – i twierdzenie ze jest inaczej będzie zarówno kłamstem jak i bluźnierstwem.

    Koch reklamuje na swym nagrobku, że on i jego rodzice byli Żydami, bo mial nadzieję, że ten sposób zadowala swoich kolegow Żydów, nawet po swojej śmierci. On NIE myślał, aby podobać się Bogu, i nie uważal, że szacunek od swoich towarzyszy z pewnością nie pomoże mu teraz.
    Zawyzona samoocena i wywyższanie samego siebie jest tym, na czym jego fałszywa religia polega.
    Szacunek dla samego siebie, swojej rodziny, i zbior ludzi negujacych Chrystusa -jako-Mesjasza on zidentyfikowal jako SWOJ „narod”.
    Ironią losu jest to, że podczas gdy on zaprzeczył Trójcy Przenajświętszej, Koch nie miał problemu z byciem pochowanym na cmentarzu dołączonym do czegoś, co sie nazywa „Trinity Church”. Słowa nie mają żadnego znaczenia w świecie, który gardzi Prawda..

    Podobnie jak okreslenie „IZRAEL”.
    Wierni Bogu w Starym Testamencie byli ” chrześcijanami-ktorzy-oczekiwali”.
    Termin „Izrael” odnosi się do wiernych, którzy żyli wtedy, i teraz do wiernych Kościoła katolickiego.
    Wspolczesny „Izrael” jest państwem politycznym, ktorego planowanie rozpoczelo sie pod koniec 1800 roku, ale którego realizacja nie doszła aż do połowy XX wieku.
    NIE MOZE BYC przypadkiem, że wzrost politycznego znaczenia Izraela stało się dokladnie prawie w tej samej chwili w historii, w ktorej prawdziwy Izrael, czyli Kościół katolicki wszedl w okres zaćmienia i wikariusze szatana oficjalnie zostali zainstalowani w Watykanie.
    W tym samym czasie, kilka pozostałych katolickich narodow za (namową demonicznej Soboru Watykańskiego II) usuwa Chrystusa i prawdziwa wiare ze swoich konstytucji, niegdyś katolickich.
    To wtedy upadek swiata naprawdę zaczęł sie przyspieszać, bo nie było NIC do sprzeciwu, oprocz ukrytej garstki /resztki wiernych, tak jak SW. Paweł przewidział.
    I cały świat stał się jedną wielką WSPOLNOTA BEZ z Boga – demoniczny porządek świata jest rządzony z apostatą z Jerozolimy za przyzwoleniem Apostaty z Rzymu.
    Jest to ten sam układ, że Szatan zaoferował Panu jakieś dwa tysiące lat temu, zanim szatan zdal sobie sprawe kim On
    ( Jezus) naprawdę jest.
    Któż może wątpić, że ostateczna, (ale krótka) szatana godzina nadeszła, i że to, co obserwujemy w dzisiejszym świecie jest szatańska moca , porównywalna do tego, co był w stanie sprawować nad człowiekiem przed przyjściem Chrystusa – teraz,jak prawie caly świat, podobnie jak Żydzi, zaprzecza swojemu Odkupicielowi i pozostaje ślepy na horror, który nadchodzi ..”
    —–
    „..Ed Koch Gravestone Carries Daniel Pearl’s Last Words: ‚My Father Is Jewish, My Mother Is Jewish, I Am Jewish’

    … According to his tombstone Koch, his father, and his mother were all Jewish. What does that actually mean? It means that they denied the Redeemer of the world, and refused for themselves even the possibility of Redemption. As is the case with other false religions (Islam, Protestantism, etc.) the family is used by Satan to teach hatred of Christ and of His truth. This gives Satan a jump start in his effort to enslave people, because once a person has embraced the poison, truth-seeking becomes a little more difficult. But not impossible. Every man has free will, and is expected by God to seek Him and His Truth which is the only thing that will set men free. Any Jew (like anyone else) can actually read the Old Testament and, if he does so in good faith, he will find out that it is all about Jesus Christ. Every Protestant can read the New Testament which he claims to love so much, and find out for himself that the Catholic Church is the only Church founded by Christ. And any member of the Vatican 2 sect can also read Sacred Scripture and realize immediately that the V2 „church” is most definitely not The Immaculate Bride of Christ — and to claim that it is would be both a lie and a blasphemy.

    Koch advertised on his tombstone that he and his parents were Jewish, because he hoped that by so doing he would please his fellow Jews, even after his death. He gave no thought to pleasing God, and did not consider that the esteem of his fellows will certainly not help him now. Self-esteem and self-exaltation was what his false religion is all about.
    Esteem for himself, his family, and the collection of Redemption-denying people that he identified as his „nation”. It is ironic that, while he denied the Most Holy Trinity, Koch had no problem getting buried in a cemetery attached to something called „Trinity Church”. Words have no meaning in a world that despises Truth.

    Like the term „Israel”. God’s faithful in the Old Testament were Christians-in-waiting. The term „Israel” applies to the faithful who lived then, and now to the faithful of the Catholic Church. Modern day „Israel” is a political state whose planning began in the late 1800’s, but whose implementation did not occur until the middle of the twentieth century.
    It can be no coincidence that the rise of political Israel happened at almost the exact moment in history that the true Israel, the Catholic Church, was slipping into its eclipse and the Vicars of Satan were officially installed in the Vatican.
    At that same time, the few remaining Catholic nations (at the prompting of the demonic Second Vatican Council) removed Christ and the true Faith from their once-Catholic Constitutions. That’s when the world’s decline really began to accelerate, because there was nothing left to oppose it but a hidden Remnant of Faithful, just as St. Paul predicted. And the entire world became one big community without God — a demonic world order to be ruled from Apostate Jerusalem with the acquiescence of Apostate Rome. This is the very same arrangement that Satan offered to Our Lord some two thousand years ago, before Satan realized who Jesus really was. Who can doubt that Satan’s final (but short) hour has come, and that what we are witnessing in the world today is a satanic power comparable to what he was able to exercise over man before the coming of Christ — now that almost all the world, like the Jews, denies its Redeemer and remains blind to the horror that awaits it…”

    http://www.mostholyfamilymonastery.com/E-Exchanges.php

  36. Amid said

    Tekst sedewakantystyczny i z sedeckiej strony, mają sporo racji, ale to nie ta droga która idą.

  37. marta15 said

    ad 36
    a co jest niby nie tak „z ta droga, ktora ida”??

  38. marta15 said

    tutaj BARDZO dobry artykul ujawniajacy, ze Pawel 6 byl masonem i realizowal jej zamierzenia, ktore mozna zsumowac w jednym zwrocie: „mamy zrobic z KK pusta skorupe”.
    Autor , ksiadz katolicki , twierdzi, ze Pawel 6 powinien byc raczej obrzucony klatwa (anathema) niz kanonizowany.
    W obliczu niepodwazalnych faktow/dowodow/ewidencji, uwazanie sekty watykanskiej za prawowoity , prawdziwy KK jest klamstwem, bluznierstwem, podtrzymywaniem oszustwa.

    http://www.cfnews.org/page10/page83/paul_vi_beatified.html

  39. Inkwizytor said

    Re: 36

    Mniemam że ty idziesz słuszna droga razem z posoborowiem i Martą 15 aka Sono 🙂

  40. Marucha said

    Re 36:
    Tekst oczywiście pochodzi ze środowiska sedewakantystów – ale gdzie zawiera błędy?

  41. RomanK said

    A co odpowiadal pradziad pierwszego obrzezanego judeo-tradycjonaliste…kiedy Pan Jezus pytal…
    – ZA KOGO LUDZIE MNIE UWAZAJA????
    Nie wierze…. ze odpowiadal..za Kudlatego:-)))))))
    Tzn panie Gajowy wcale nie bylo to takie udowodnione i oczywiste dla wszystkich,l oczywiscie poza nielicznymi na Gajowce:-))_)co wiedza wszystko lepi od papieza:-)))

    Dlatego pytal tez swoich uczniow..a Wy za Kogo Mnie macie????

  42. Zdziwiony said

    Re 37:

    ad 36
    a co jest niby nie tak “z ta droga, ktora ida”

    a to:

    http://www.mostholyfamilymonastery.com/E-Exchanges.php

    za Zawsze Wierni ….fragment…

    …br. Michał Dimond OSB z opactwa Św. Rodziny (stan Nowy Jork), wystąpił z listą „202 herezji II Soboru Watykańskiego” i „101 herezji Jana Pawła”. Nawiasem mówiąc, br. Dimond uważa Bractwo Św. Piusa X, Bractwo Św. Piusa V oraz CMRI za heretyków, ponieważ wierzą w tzw. chrzest pragnienia, co – jego zdaniem – oznacza odrzucenie dogmatu „poza Kościołem nie ma zbawienia”. Br. Michał Dimond jest szeroko znany ze swych skrajnych poglądów na różne kwestie, posuwając się do tego, że przypisuje sobie władzę quasi-Magisterium. Uważa on, iż dzięki tej władzy może wygłaszać nieomylne twierdzenia, mając rację tam, gdzie wszyscy inni się mylą. Zasadniczo działa jak papież….

    a tutaj za Wiki

    Najświętsza Klasztor Rodzina

    …..organizacja prowadzona przez Michaela Dimond…….,

    ……..Został założony w 1967 roku w Berlinie, New Jersey , przez samozwańczego mnicha benedyktyńskiego , imieniem Józef Natale (ur. 1933), początkowo jako wspólnoty dla upośledzonych mężczyzn. Natale wstąpił do benedyktynów Archabbey w Latrobe w Pensylwanii , w 1960 roku jako świeckiego postulant , ale pozostawił mniej niż rok później rozpocząć własną Monastyr Świętej Rodziny. Według archiwisty w Saint Vincent Archabbey w Latrobe , Natale opuścił przed podjęciem śluby, że nigdy w rzeczywistości stał benedyktyński mnich……..

    http://en.wikipedia.org/wiki/Most_Holy_Family_Monastery

    https://marucha.wordpress.com/2012/06/27/katalonia-w-jednej-ze-szkol-muzulmanie-nie-pozwalaja-malym-hiszpanom-jesc-wieprzowiny/#comment-174703

    1.1. Argument teologiczny sedewakantystów

    Polega on na twierdzeniu, że heretyk nie może być głową Kościoła. A ponieważ Jan Paweł II jest heretykiem, z tego względu nie może być naprawdę papieżem. Znany sedewakantysta, br. Michał Dimond OSB z opactwa Św. Rodziny (stan Nowy Jork), wystąpił z listą „202 herezji II Soboru Watykańskiego” i „101 herezji Jana Pawła”. Nawiasem mówiąc, br. Dimond uważa Bractwo Św. Piusa X, Bractwo Św. Piusa V oraz CMRI za heretyków, ponieważ wierzą w tzw. chrzest pragnienia, co — jego zdaniem — oznacza odrzucenie dogmatu „poza Kościołem nie ma zbawienia”. Br. Michał Dimond jest szeroko znany ze swych skrajnych poglądów na różne kwestie, posuwając się do tego, że przypisuje sobie władzę quasi-Magisterium. Uważa on, iż dzięki tej władzy może wygłaszać nieomylne twierdzenia, mając rację tam, gdzie wszyscy inni się mylą. Zasadniczo działa jak papież.

    Inkwizytor powiedział/a
    2012-06-28 (czwartek) @ 09:42:01

    Maran/Sono

    Brat Michał Dimond OSB to heretyk

    https://marucha.wordpress.com/2012/06/27/katalonia-w-jednej-ze-szkol-muzulmanie-nie-pozwalaja-malym-hiszpanom-jesc-wieprzowiny/#comment-174703

  43. Marucha said

    Re 41:
    Niektórych nie przekonały nawet cuda, jakie czynił Jezus.
    A dziś, gdyby ponownie i jawnie zstąpił na Ziemię, ilu by w Niego uwierzyło?

    Dlatego pytał, „za kogo mnie uważacie”. Czy za Syna Bożego, czy za proroka, czy za charyzmatycznego maniaka, czy może za oszusta…

    Pan, panie Romanie, najwyraźniej próbuje znaleźć wytłumaczenie i zrozumienie dla tych, którzy Chrystusa odrzucili….i do dziś Go odrzucają.

    My nie wiemy niczego lepiej od papieży – bo nie na własnym rozumie się opieramy, ale na Świętym Magisterium, którego nawet papież nie może zmieniać.

  44. RomanK said

    Panie Gajowy… do Credo Nicejskiego zabralo pare setek lat…i troche zeszlo zanim go ulozyli Ojcowie Kosciola.
    A przeciez Pan Jezus jakby chcial podyktowalby im tak samo- jak Ojcze Nasz..
    Widzi pan moze zrobil to celowo????? najlatwiej bowiem uwierzyc w oczywiste…a to wcale nie chodzi zeby bylo latwo..
    Dlatego i ci co uwierzyli- jak i ci co odrzucili staraja sie, jakos wytlumaczyc…robil to i PIlat i Szymon z Cyreny…i Samarytanka przy studni i tredowaty i setnik……i czyni to wielu do dzis….mimo, ze juz minelo 2000lat.
    Dlatego nie szukam dla nich ani zrozumienia, bo rozumiem..ani wytlumaczenia- bo oni sami chetnie tlumacza ..tu nie ma zadnej tajemnicy,,zadnych skomplikowanych tlumaczen…
    Poprostu,,nie maja laski wiary….i im wiecej takich na stanowiskach Koscielnych,,tym gorzej dla Kosciola.
    Niech pan popatrzy na to co dzialo sie w czasie Rewolucji Francuskiej….skupiajac sie na chierarchii KK…

  45. Marucha said

    Re 44:
    Łaska wiary jest oczywiście najważniejsza…

    Ale wracając do tematu: ja tylko powtórzę: nikt z nas, tradycjonalistów, nie jest mądrzejszy ani od papieży, ani od Doktorów Kościoła, ani od jego świętych.
    My po prostu trzymamy się tego, czego zawsze nauczano.
    I pamiętamy, że papieżowi nie wolno jest NICZEGO ZMIENIAĆ. Wolno mu zatwierdzać to, co i tak jest praktykowane. Wolno mu wyjaśniać trudniejsze i mniej zrozumiałe aspekty naszej wiary. Ale nie wolno mu mówić nic, co stoi w sprzeczności z dotychczasową nauką Kościoła.

  46. RomanK said

    Panie Waclawie…nikt z Bractw…i zaden duchowny katolicki w tym dobrzy teologowie Prawoslawni..nie zarzucil papiezowi Herezji!
    NIech pan sie dobrze zastanowi nad tym co pan napisal..
    .Nie wolno niczego zmieniac…
    a caly czas przybywalo dogmatow, zmian liturgicznych, sposobow interpretacji i podejscie do Pisma Sw…np kiedys za czytanie Pisma Sw karano publicznie…i dotkliwie…
    Noszono papieza w lektyce i calowano w noge…a kiedys przeciez tak nie bylo…. a przeciez co prawda nie bylo papamobile, ale lektyki byly, Korony byly, jedwab i szaty tkane zlotem i barwione purpura…Pan Jezus zamienial wode w wino, chleb rozmnozyl..ale nie smigal samounoszaca sie lekktyka…a mogl…….nawet tak sobie mysle narobiloby to wiekszej reklamy wsrod kudlatych gudlaji niz wskrzeszenie Lazarza…czy uzdrowienie tredowatych…
    Laska Wiary jest jednak najwiekszym cudem…. Depozyt Wiary! Wielka Tajemnica Wiary! To jest Tradycja ,ktorej Tradycjonalisci daja swiadectwo swoim zyciem i postepowaniem.

    „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone.” (Ewangelia wg św. Łukasza 6, 37)
    To sa Jego slowa… ktorych sluchali Apostolowie i rozumieli je wlasciwie, bo powtarzali je czesto..bardzo czesto…ta czestotliwosc dowodzi ,ze ich powtarzanie bylo koniecznoscia nei mniejsza niz dzis….:
    „Nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan” (1 List do Koryntian 4, 5)
    – Paweł zaleca jak największą wstrzemięźliwość w sądzeniu. Ale równocześnie nalega z naciskiem, żeby troszczyć się o innych: „upominajcie niekarnych, pocieszajcie małodusznych, przygarniajcie słabych, a dla wszystkich bądźcie cierpliwi.” (1 List do Tesaloniczan 5, 14
    Nie sadzcie..ale upominajcie, nawracajcie, pocieszajcie, przygarniajcie…..z cierpliwoscia….dopoki nie Przyjdzie Pan,….bo sad i ocena oraz i nagroda i kara sa Jego!
    Taka jest nasza Wiara i Nasza Tradycja.

  47. Marucha said

    Re 46:
    Nikt z Bractw…i zaden duchowny katolicki w tym dobrzy teologowie Prawoslawni..nie zarzucil papiezowi Herezji!
    Być może FORMALNIE, biorąc pod uwagę wszelkie tłumaczenia na korzyść podejrzanego, nie można udowodnić papieżom UPORCZYWEGO trwania w herezji. Można jednak cytować dziesiątki, a może i setki wypowiedzi, przywoływać zdarzenia, które świadczą o bezwzględnym deptaniu nawet Dziesięciu Przykazań, nie mówiąc o Magisterium.

    I tak, Panie Romanie. Papież jest obrońcą wiary, jej kuratorem, tym który dba o jej czystość, tym który ma przekazać to, co otrzymał i niczego nie zmieniać.
    Może zatwierdzać to, co i tak jest przyjęte i powszechnie uznawane.
    Może precyzować pewne sprawy i je wyjaśniać.
    ALE NIE WOLNO MU NIC ZMIENIAĆ. Nic, co wchodzi w zakres Magisterium. Może ewentualnie – ostrożnie i z namysłem – modyfikować coś, co jest nieistotne dla zbawienia.

    Nigdy w historii papieże nie wprowadzali zmian REWOLUCYJNYCH. Nie dodawali nowych tajemnic do różańca. Nie wprowadzali całkiem nowej Mszy. Nie ogłaszali światu czynami, że Pierwsze Przykazanie nie obowiązuje. Nie dowartościowywali fałszywych religii. Nie szli na ugodę z Rewolucją Francuską.

    PS. A tak szczerze mówiąc, czytanie Pisma Świętego na własną rękę powinno być i dziś zakazane. Każdy głupek, każdy ćwierćinteligent uważa, że jego rozum całkowicie wystarcza na jego rozumienie i interpretację. Stąd biorą się różne zafajdane sekty i sekciątka, które „wracają do źródeł” i odrzucają „papistowski balast”. Stąd biorą się „teologowie” za trzy grosze, pieprzący w bambus o rzeczach, o których pojęcia nie mają.

    Gdzie aniołowie stąpają z trwogą, tam głupcy biegają. (tłum. własne z Alexander Pope’s An Essay on Criticism: „For fools rush in where angels fear to tread”)

  48. Kudlaty said

    ŚW. TOMASZ Z AKWINU
    O ROZWOJU DOGMATÓW

    BP FRANCISZEK LISOWSKI

    Rozwój dogmatów to zagadnienie doniosłego znaczenia w teologii nowoczesnej. Zajmują się nim dzisiaj bardzo żywo tak teologowie katoliccy, jak i teologowie z obozu protestanckiego i modernistycznego. Ewolucja to hasło naukowe doby obecnej, to zdobycz nowoczesnej wiedzy na polu biologii. Postulaty ewolucji w przyrodzie przeniesiono i zastosowano w dziedzinie religijnej do ewolucji dogmatów. Skoro więc problem rozwoju dogmatów jest problemem na wskroś nowoczesnym, czyż można mówić o rozwoju dogmatów w średniowieczu, choćby nawet w złotej erze scholastyki, w nauce św. Tomasza z Akwinu, gdzie triumfowała metoda spekulacji dogmatycznej, a nie metoda badania historyczno krytycznego? Czyż można mówić w ogóle o rozwoju dogmatów w Kościele katolickim, zwłaszcza dzisiaj, gdy Najwyższy Autorytet Nauczycielski, już od Leona XIII począwszy aż do ostatniej encykliki Piusa XI, „Studiorum Ducem” z 29 VI, 1923 r. poleca trzymać się ściśle nauki św. Tomasza, a jego Summę teologiczną podaje jako podręcznik do studiów teologicznych? Jakżeż w tych warunkach postęp jest możliwy?

    I owszem – postęp nie tylko jest możliwy, ale jest wprost konieczny. Tam bowiem, gdzie nie ma postępu i rozwoju, tam nie ma życia, tam śmierć. W tym krótkim referacie zobaczymy, że w Kościele katolickim zawsze był i jest pełny rozwój i rozkwit dogmatyczny, że zarzut zastoju, skostnienia i martwoty, rzucony teologii katolickiej jest niesprawiedliwy, zobaczymy, że – chociaż temat o rozwoju dogmatów jest ulubionym tematem nowoczesnym – św. Tomasz nie tylko uznawał rozwój dogmatów, ale On jest i na tym polu mistrzem, gdyż geniuszem swego umysłu w komentarzu do Sentencyj Piotra Lombarda (III, d. 25) i w Summie teologicznej (2. 2, q. 1) podał prawidła i rozwinął zasady, na których winna się oprzeć ewolucja dogmatów, zobaczymy w końcu, że, tylko tymi zasadami się kierując, można mówić o prawdziwym postępie naukowym w dziedzinie dogmatów.

    Przede wszystkim należy zauważyć, że co innego jest rozwój objawienia Bożego, a co innego jest rozwój dogmatów. Objawienie Boże wzrastało nieustannie od raju aż do śmierci ostatniego apostoła. Nie od razu otworzył Bóg ludzkości cały skarb objawienia, ale jak najlepszy pedagog i nauczyciel najmędrszy powoli i stopniowo odsłaniał ludziom tajemnice wiary zniżając się do ich rozwoju umysłowego (1). Jak słońce rano wstające nie od razu roztacza cały swój blask, bo oko, jeszcze do światła nieprzyzwyczajone, samorzutnie by się zamknęło, tak i Bóg nie od razu przedstawił system doskonały, wykończony, ale stopniowo przygotowywał rozum ludzki, rzucał zaledwie ziarna, które miały się rozwijać z biegiem wieków na niwie Kościoła. Bóg postępował z ludzkością tak, jak Pan Jezus z apostołami, do których przy ostatniej wieczerzy rzekł: „Jeszcze mam wiele wam mówić, ale teraz znieść nie możecie” (2) i kazał im czekać na przyjście Ducha Świętego, Ducha Prawdy, który ich wszystkiego nauczy.

    Św. Tomasz, zastanawiając się nad wzrostem objawienia w Starym i Nowym Zakonie, rozróżnia trzy główne okresy:

    1° ante legem – to okres do Mojżesza,

    2° sub lege – to okres Mojżeszowy,

    3° sub gratia – to okres chrześcijański (3).

    Już Adamowi, przed upadkiem, objawił Bóg dwie główne tajemnice: a) że wyniósł tak jego, jak i jego potomstwo całe do stanu nadnaturalnego, b) że sprawiedliwość Boża odda każdemu należną zapłatę. W dobie patriarchalnej, od Adama do Mojżesza i w okresie Mojżeszowym, poczyna się rozwijać idea mesjańska. Nadto widzimy, jak Bóg starał się o utrzymanie głównego dogmatu, monoteizmu, w narodzie wybranym, jak go otoczył specjalną opieką, jak przepisał przeróżne ryty ceremonialne, a wszystkie one zdążały głównie do tego, by żyd na każdym kroku pamiętał o najważniejszym przykazaniu: „Słuchaj Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jeden jest” (4).

    W okresie Mojżeszowym dokładniej i wyraźniej rozwija się idea mesjańska. „Proroctwa mesjańskie tworzą jakoby jeden łańcuch złoty, nieprzerwanie ciągnący się przez kilka lat tysięcy. A każdy prawie obraz proroczy coraz jaśniej i wyraźniej i konkretniej uwydatnia i określa te prawdy, które poprzedzające i najdawniejsze przepowiednie tylko w ogólnych i przyćmionych podawały zarysach – wszystkie zaś mówią o jasnej, kwitnącej bogactwem łask wszelkich i szczęściem pokoju, przyszłości Izraela i świata całego, o wspaniałości królestwa Bożego pod wodzą Boskiego Pomazańca, który tragicznym cierpieniem i śmiercią ma pojednać niebo z ziemią i zaprowadzić ludzkość na wyżyny Boże, kędy prawdziwa wolność i pokój i szczęście niezamącone” (5).

    Objawienie Boże rozpoczęte w raju wzrastało nieustannie przez patriarchów, Mojżesza i proroków, a dosięgło swego szczytu za czasów Chrystusowych, nazwanych przez Apostoła „το πλήρωμα του χρόνου”, (pełnią czasu) (6). „Gdy już wielokrotnie i w wieloraki sposób mówił Bóg dawniej do Ojców naszych przez proroków, na ostatek tymi dniami mówił do nas przez Syna”, pisał Paweł do żydów (7). Ze śmiercią tedy ostatniego apostoła zamknięty został przez Boga skarbiec prawd objawionych (8). Żadnego już odtąd nie będzie objawienia publicznego, dotyczącego całego Kościoła i dlatego pisał Apostoł do Galatów: „Choćby anioł z nieba przepowiadał wam mimo to, cośmy wam przepowiadali, niech będzie przeklęctwem” (9). Objawienie Boże przestało się rozwijać, natomiast począł się rozwój dogmatów. Objawienie skończone ale poznanie objawienia nie skończone.

    Odpowiedzią na objawienie Boże ma być akt wiary ze strony człowieka. Według nauki św. Tomasza jest to akt rozumu, przyjmującego prawdę objawioną, na rozkaz woli, przy pomocy łaski Bożej. „Wiara, mówi Apostoł – ze słuchania, a słuchanie przez słowo Chrystusowe” (10). To słowo Chrystusowe zawiera się w Piśmie św. w formie nader prostej. Chrystus Pan, opowiadając „dobrą nowinę”, zniżał się do umysłu maluczkich i głosił im słowo Boże sposobem dla nich przystępnym, najczęściej we formie przypowieści lub porównań, wziętych z życia lub przyrody. Dalsze tłumaczenie, wyjaśnianie, obronę tego słowa Bożego, pozostawił Kościołowi, dając mu w tym celu dar nieomylności. Stróżem, obrońcą i skarbnikiem, mającym klucz do skarbca tajemnic Bożych, jest Kościół. Przy pomocy Bożej ma Kościół dalej rozwijać prawdy objawione. Rozwój ten nie jest przypadkowy i bezplanowy, ale ma swe prawa i zasady. Trzy najważniejsze zasady wskazuje nam św. Tomasz:

    I. Kościół dogmatów nie stwarza, ale ze skarbnicy objawienia czerpie prawdy wiary, przyobleka je w szatę dogmatu i podaje je wiernym do wierzenia.

    II. Istota artykułów wiary nie wzrasta, nie ulega żadnej zmianie ani przez pomnożenie, ani przez uszczuplenie.

    III. Rozwój dogmatów dokonuje się nie przez nowe objawienie, ale przez dokładne poznanie i wyjaśnienie prawd wiary, zawartych w skarbnicy objawienia.

    ZASADA I.

    Kościół dogmatów nie stwarza, ale ze skarbnicy objawienia czerpie
    prawdy wiary, przyobleka je w szatę dogmatu i podaje je wiernym do wierzenia.

    Do Kościoła odnoszą się słowa Pawłowe: „Strzeż powierzonego ci skarbu” (11). „Nie na to – mówi Sobór Watykański (12) – został obiecany Duch Święty następcom Piotra, aby nowe głosili nauki, ale by przy Jego pomocy, objawienie przez apostołów podane czyli depozyt wiary święcie zachowali i wiernie tłumaczyli”. Kościół nie stwarza prawd nowych, „nie fabrykuje dogmatów”, ale czerpie je ze skarbnicy słowa Bożego i wydobywa jak drogą perłę z dna morskiego i okazuje je światu.

    Jednak w Piśmie św. i w Tradycji nie ma prawd wiary ułożonych systematycznie i w formie naukowej, dlatego Kościół, wyjaśniając prawdy wiary swym wiernym i broniąc je przed atakami niewiernych, musiał je koniecznie uporządkować i ująć w formę naukową, musiał szukać w terminologii filozoficznej odpowiednich wyrazów, choć żaden z nich nie może dokładnie oddać treści dogmatu, ale go wyjaśnia sposobem tylko analogicznym. I tak np. pojęcie natury i osoby, wzięte ze świata, odnosi się prawdziwie do Boga, chociaż natura i osoba Boska nieskończenie przewyższa naturę i osobę ludzką. Jest zatem między nimi analogia a nie ma tożsamości.

    Tak tedy siłą faktu tworzyła się terminologia dogmatyczna, przez Kościół usankcjonowana, która stawała się hasłem dla katolika, odróżniającym go od niekatolika, np.: ομοούσιος (współistotny), Θεοτόκος (Bogarodzica), Τριάς (Trójca), transsubstantiatio (przeistoczenie).

    Tą też drogą powstawały i tworzyły się dogmaty. Dogmatem więc wiary jest prawda przez Boga objawiona i przez Kościół święty do wierzenia podana. Suma prawd objawionych (a zwanych przez św. Tomasza „credibilia” albo „credenda”) złączonych ze sobą logicznie i systematycznie w jedno Credo, zowie się symbolem.

    Symbol składa się z poszczególnych artykułów czyli członów. Analogia wzięta z ciała ludzkiego: jak ciało ludzkie składa się z organicznie zespolonych członków, a jest ich tyle, ile jest odmiennych funkcyj życiowych, tak też całokształt wiary składa się z członów czyli artykułów, organicznie i planowo ze sobą złączonych – a jest ich tyle, ile jest tajemnic, w których rozum ludzki napotyka na specjalną trudność i wymaga specjalnego objawienia (13).

    ZASADA II.

    Istota artykułów wiary nie wzrasta, nie ulega
    żadnej zmianie ani przez pomnożenie, ani przez uszczuplenie.

    Zasadę tę rozwinął św. Tomasz w Summie teologicznej (2. 2, q. 1) w artykule siódmym, zatytułowanym: „Utrum secundum successionem temporum articuli fidei creverint”. (Czy z biegiem lat wzrosły artykuły wiary?). Nawiązując do słów św. Pawła: „Bez wiary niepodobna jest spodobać się Bogu, albowiem przystępującemu do Boga potrzeba wierzyć, iż On jest, a iż jest oddawcą tym, którzy Go szukają” (14) – św. Tomasz widzi w tych słowach dwa dogmaty podstawowe, dwie zasadnicze prawdy. One to stanowią istotę artykułów wiary, bo w nich mieszczą się (implicite) wszystkie inne dogmaty, a mianowicie w pierwszym: „iż Bóg jest” mieści się to wszystko, co jest w Bogu od wieków, a w drugim: „iż jest oddawcą” mieści się to wszystko, co Bóg uczynił w czasie dla zbawienia ludzi.

    Te dwa dogmaty są tym w dziedzinie wiary, czym w dziedzinie wiedzy są pierwsze zasady (principia per se nota), które są podstawą wszelkiego dowodzenia. Rozum przyjmuje je bez dowodu, są bowiem tak widoczne, że nie można ich nie uznać i są tak jasne, że nad nie nie ma prawd jaśniejszych, którymi by mogły być udowodnione. Jak tedy wszystkie prawdy naturalne dadzą się sprowadzić do tych pierwszych prawd zasadniczych, tak wszystkie dogmaty przez Boga objawione mieszczą się w tych dwóch dogmatach podstawowych. Całe objawienie o Trójcy Przenajświętszej, o jedności natury a troistości osób, o pochodzeniu Syna i Ducha Świętego, o wzajemnym stosunku osób Boskich mieści się w dogmacie „iż Bóg jest”. Całe zaś objawienie Boże o stworzeniu świata, o odkupieniu go przez Syna Bożego i o uświęceniu go przez Ducha Świętego, mieści się w drugim dogmacie, „iż jest oddawcą tym, którzy Go szukają”. Z tego wysnuwa św. Tomasz wniosek, że substancja artykułów wiary nie zmienia się, nie wzrasta, ale zawsze pozostaje ta sama, chociaż wzrosła liczba artykułów przez wyjaśnienie artykułów zasadniczych (15). Zauważyć tu należy, że św. Tomasz w tym artykule siódmym ma przede wszystkim na myśli rozwój dogmatów, począwszy od początku świata aż do czasów Chrystusa Pana i apostołów, ponieważ jednak na podobnych zasadach opiera się też rozwój dogmatów po Chrystusie Panu, przeto teologowie katoliccy zastosowali powyższe zasady św. Tomasza również do ewolucji dogmatów po śmierci apostołów (16). W Quaestiones Disputatae, De Veritate q. 14, a. 12 pyta św. Tomasz: „Utrum una sit fides modernorum et antiquorum”. (Czy w to samo wierzono w Starym Zakonie, co w Nowym Zakonie?) i odpowiada znaną dystynkcją: co do istoty (quantum ad substantiam) była ta sama wiara w Starym Zakonie, co w Nowym Zakonie, a wzrosła tylko co do wyjaśnienia (quantum ad explicationem). Podobnie czytamy w komentarzu do Sentencyj 3, d. 25, q. 2, a. 2, q. 1. Św. Tomasz opiera się w tej kwestii na powadze św. Augustyna, który pisał, że „ta sama jest wiara i u nas i u nich (w Starym Zakonie); w to samo wierzyli, tego samego się spodziewali wszyscy sprawiedliwi i święci owych czasów” (17). Zatem, zdaniem św. Tomasza, chociaż przybywała ilość artykułów, istota wiary zawsze pozostawała niezmienna.

    Św. Tomasz zgadza się tutaj zupełnie ze scholastykami XII i XIII w. Tak samo uczył Hugo od św. Wiktora: „Wiara wzrosła z biegiem lat pod każdym względem tak, iż pomnożyła się, ale nie zmieniła się na inną” (18). Piotr Lombard (19), opierając się na nauce św. Augustyna i Hugona twierdzi, że nawet w Starym Zakonie nikt się nie zbawił inaczej, jak tylko przez wiarę w przyszłego Mesjasza, a mówiąc o rozwoju dogmatów, posługuje się dystynkcją, mianowicie, że jest postęp od wiary ukrytej do wiary odkrytej (profectus a fide velata ad fidem distinctam); jest to dystynkcja podobna do fides implicita i fides explicita. Aleksander Halensis uczył, że wiara nie wzrosła sama w sobie, ale tylko pod względem poznania (20). Św. Albert Wielki również twierdził, że „artykuły wiary same w sobie się nie pomnożyły, ale wzrosło ich wyjaśnienie i objawienie” (21). Św. Bonawentura w zgodzie z poprzednimi uczył, że wzrost wiary polega na wyjaśnianiu tego, co implicite tylko było objawione (22).

    ZASADA III.

    Rozwój dogmatów dokonuje się nie przez nowe objawienie, ale przez
    dokładne poznanie i wyjaśnienie prawd wiary zawartych w skarbnicy objawienia.

    Myśl tę rozwija św. Tomasz w Summie teologicznej (2. 2, q. 11, a. 2) (23).

    Skoro nie może już być nowego objawienia, skoro istota artykułów wiary nie ulega zmianie, zdawać by się mogło, że rozwój dogmatów jest niemożliwy. Tak jednakże nie jest. Wystarczy porównać Credo apostolskie z wyznaniem wiary trydenckim, wystarczy rzucić okiem na długi szereg dogmatów, określonych na soborach, począwszy od nicejskiego aż do watykańskiego, aby się przekonać o wspaniałym i wprost olbrzymim rozwoju dogmatów. Ziarno bowiem, ręką Boga zasiane, musi się rozwijać, gdyż inaczej nie miałoby życia w sobie.

    Rozwój ten dokonywał się trojakim sposobem: 1. Niektóre prawdy były podane początkowo w sposób prosty i popularny, a Kościół ujął je w szatę naukową, np. ze słów prostych i krótkich: „Idąc na cały świat, nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”, powstał dogmat o Trójcy Przenajświętszej. Symbol apostolski ujął go w sposób króciutki, ale już na Soborze w Nicei 325 dodano z powodu herezji ariańskiej ομοούσιος, tzn. że Syn jest współistotny z Ojcem; na Soborze Konstantynopolskim I w r. 381 dodano z powodu herezji macedoniańskiej, że Duch Święty jest Bogiem; gdy zaprzeczano pochodzeniu Ducha Świętego od Syna, dodano „Filioque”; wreszcie na Soborze Lateraneńskim IV w r. 1215 wyjaśniono dokładniej stosunek natury do osób Boskich. 2. Drugi sposób rozwoju polega na tym, że Kościół albo usuwa wątpliwości, czy jakaś nauka mieści się w objawieniu, np. nieomylność papieża, nauczającego ex cathedra – albo gdy rozstrzyga spór, jak należy rozumieć pewne słowa, np. że słowa: „to jest ciało moje” oznaczają przeistoczenie – albo gdy orzeka, że pewne wyrazy są najodpowiedniejsze do wyrażenia dogmatu, np. „transsubstantiatio”. 3. Trzeci, najpiękniejszy sposób rozwoju dogmatów polega na tym, że Kościół pewną prawdę, objawioną „implicite”, która dotąd pozostawała w ukryciu, wydobywa z ukrycia i podaje „explicite” wiernym do wierzenia.

    Jest to rozwój podobny do rozwoju rośliny. Jak małe ziarnko mieści w sobie potencjalnie wszystko to, co do rośliny należy, ale dopiero powoli, stopniowo, pod wpływem światła, ciepła i wilgoci występują poszczególne części, liście, kwiaty i owoce, rozwijają się planowo, aż utworzą organiczną, harmonijną całość, tak podobnie rzecz się ma z dogmatem: Boski Siewca zasiał ziarno na niwie Kościoła; ziarno to oświecone, ogrzane i zroszone łaską Ducha Świętego, kiełkuje, rozwija się, przedstawia się oczom naszym zrazu mglisto, niejasno, a później coraz jaśniej, wyraźniej, występują już ogólne zarysy, powoli prawda się wyłania, dojrzewa do zdogmatyzowania, w końcu Kościół nieomylną swą powagą daną prawdę orzeka jako dogmat (24).

    Porównywał Chrystus Pan swój Kościół do ziarna gorczycznego, które się rozrasta w rozłożyste drzewo. Nie trzeba mieć tu na myśli tylko wzrostu liczebnego wiernych, ale Chrystusowi Panu chodziło też o inną ewolucję, „abyśmy się wszyscy zeszli w jedność wiary i poznania Syna Bożego… abyśmy już nie byli dziećmi chwiejącymi się i nie byli unoszeni od każdego wiatru nauki przez złość ludzką… a czyniąc prawdę w miłości, żebyśmy rośli w nim we wszystkim, który jest głową Chrystus” (25), tzn. winna wzrastać cnota i wiara nasza.

    Dla przykładu przypatrzmy się rozwojowi dogmatu o charakterze sakramentalnym.

    W Piśmie św., u św. Pawła (26), jest małe ziarenko, a tym jest jedno słowo „σφραγίς” = pieczęć. Mówi Apostoł o jakiejś pieczęci, jaką Duch Święty naznacza dusze. I nic więcej. Z tych samych słów niczego udowodnić nie można. – Ale należy te słowa rozważać w świetle Tradycji, w nauce Ojców i teologów. Ojcowie apostolscy i ich następcy przyswoili sobie tę nazwę tajemniczej pieczęci, jako skutku sakramentalnego, nazywając go „pieczęcią dzieci Bożych”, „pieczęcią mistyczną”, „pieczęcią wiary”, „znakiem Pana”, znakiem mistycznym, niezniszczalnym, niepokalanym, – porównują go z pieczęcią na kontrakcie, z pieczęcią na skarbie, z pieczęcią na wosku, z wizerunkiem na monecie, ze znakiem na żołnierzach. Oto pierwszy stopień rozwoju. W sporze pomiędzy Cyprianem, metropolitą Kościoła afrykańskiego, a Stefanem papieżem o niepowtarzalność chrztu – jak też później w walce św. Augustyna z donatystami rozwija się znacznie zrozumienie charakteru sakramentalnego. Św. Augustyn widzi w tym znaku, w tej pieczęci tajemniczej, pewnego rodzaju konsekrację na służbę Chrystusową i asymilację do Chrystusa Arcykapłana. Ponieważ ta konsekracja jest raz na zawsze, wieczysta, nieodwołalna, więc nie należy jej ponawiać, nie wolno powtarzać tego sakramentu, który tę pieczęć wyciska. Wszelkie ponawianie byłoby wielkim świętokradztwem i zbrodnią przeciw Chrystusowi.

    Znak ten jest niezniszczalny, uczy Augustyn, pozostanie i w tym i w przyszłym życiu: dla dobrych na ich większą chwałę, a dla złych na ich hańbę i potępienie. W epoce scholastycznej teologowie zgodnie uznają istnienie charakteru sakramentalnego, a wyjaśniają go pod względem spekulatywnym. Oto drugi stopień rozwoju. Gdy teologia protestancka odrzuciła naukę katolicką o charakterze, Sobór Trydencki na sesji VII zdefiniował tę naukę jako dogmat, że trzy sakramenty: chrzest, bierzmowanie i kapłaństwo wyciskają charakter, tj. znak duchowy, niezniszczalny. Oto trzeci stopień rozwoju. Zdawać by się mogło, że zdogmatyzowanie jakiejś prawdy kładzie już kres dalszemu badaniu i dalszemu rozwojowi. Tak jednakże nie jest. Dogmat to nie kajdany, to nie przymus sumienia, to nie ofiara rozumu, ale to ukoronowanie i usankcjonowanie już samej prawdy, to dojrzały owoc organicznego procesu rozwoju, to drogowskaz, wedle którego ma pójść dalsze badanie i dalszy rozwój, ale to nie koniec rozwoju. Tu jednakże samowola miejsca nie ma. Katolik wierzy w opiekę Ducha Świętego nad Kościołem i jego nauczaniem, jest więc pewny, że rozwój pójdzie we właściwym kierunku. Rozum zna wprawdzie sam fakt zdogmatyzowany, a obecnie szuka dalszego zrozumienia tegoż faktu i ma nowy bodziec do badania, do pogłębiania i zrozumienia. I tak, chociaż w XVI wieku zdefiniowano istnienie charakteru sakramentalnego, mimo to jednak rozwój dogmatu trwa po dziś dzień i ukończony nie jest. Uczeni zastanawiają się dalej nad jego naturą, właściwościami, skutkami itd., czego dowodem przebogata literatura w tej dziedzinie. Dogmaty rozwijają się podobnie jak rozwija się organizm ciała ludzkiego od wieku dziecięcego aż do wieku dojrzałego, z tą jednak różnicą, że się ani nie starzeje, ani nie umiera. Przepięknie tę analogię przeprowadził już w V wieku Wincenty z Lerynu w swym słynnym Commonitorium. Czytamy tam następujące słowa: „Lecz może powie ktoś: czyż więc w Kościele Chrystusowym nie istnieje żaden postęp religii? Owszem – i to jak największy. Któżby bowiem ludziom był tak nieprzyjazny, tak Boga nienawidzący iżby ów postęp chciał powstrzymać? Taki jednak istnieć ma postęp, aby to był wzrost wiary, a nie jej przemiana. Do wzrostu bowiem należy, aby w sobie samej każda rzecz się zwiększała – do zmiany natomiast, aby jedna rzecz przechodziła w inną. Jest tedy konieczną rzeczą, aby wzrastały i silnie się rozwijały zrozumienie, wiedza i mądrość wiary tak poszczególnych jak wszystkich (dogmatów), tak u jednego człowieka jak w całym Kościele, odpowiednio do stopni lat, jak i wieków, atoli we właściwym tylko rodzaju, mianowicie w granicach tego samego dogmatu, tego samego znaczenia i tejże samej sentencji. Niechaj religia naśladuje naturę ciała, które z biegiem czasu zwiększa się i rozwija a jednak pozostaje tym, czym było. Wielka wprawdzie istnieje różnica między kwiatem młodości a dojrzałą starością, jednakże ci sami są starcami, którzy niegdyś byli młodzieńcami, tak, że chociaż stan i układ tego samego człowieka ulega zmianie, pozostaje mimo to ta sama natura i ta sama osoba” (27).

    Dogmat sam w sobie wzięty, materialnie, tzn. o ile on mieści się w skarbnicy objawienia, jest niezmienny, ale ten sam dogmat, wzięty formalnie, tzn. o ile on się znajduje w duszach wiernych, przechodzi trzy okresy: 1° stan utajony, tj. okres, w którym żyła prosta wiara co do danej prawdy; 2° stan walki, tj. okres, w którym powstały zarzuty, odbywały się rozprawy, badania, narady, wyjaśnienia, spekulacja teologów; 3° stan zdogmatyzowania danej prawdy przez Kościół.

    Dla przykładu przypatrzmy się pokrótce, jak się rozwijał dogmat Niepokalanego Poczęcia. W Piśmie św. znajduje się zaledwie słów kilka, że Najświętsza Panna Maryja jest Matką Bożą i że jest łaski pełną. Do wieku XII wierzono, że Najświętsza Panna Maryja jest najczystszą, najświętszą, bez wszelkiego grzechu, – na Wschodzie obchodzono już w VII w. święto Niepokalanego Poczęcia. W epoce scholastycznej nastał okres zarzutów, walk i dysput. Nawet najtężsi teologowie albo przeczyli, albo wahali się, nie mogąc tego dogmatu pogodzić z nauką św. Pawła, że grzech pierworodny przeszedł na każde dziecię Adama i że Chrystus Pan odkupił wszystkich ludzi, a skoro Najświętsza Panna Maryja jest dzieckiem Adama i odkupioną przez Chrystusa Pana, więc musiała choćby na moment mieć grzech, oczywiście nie osobisty ale pierworodny. Przyszedł Duns Szkot i ten dopiero usunął trudność, a mianowicie, że Matka Najświętsza jest nie tylko odkupioną, ale odkupioną w doskonalszy sposób, aniżeli inni ludzie (praeredempta) tak bowiem odkupioną została, że na mocy zasług Swego Syna ani na moment w grzechu pierworodnym nie pozostawała, ale spod prawa grzechu została wyjęta. Szala zwycięstwa przechylać się poczęła na korzyść Niepokalanego Poczęcia. W r. 1483 Sykstus IV zakazuje naukę o Niepokalanym Poczęciu uważać za błędną. Sobór Trydencki mówiąc o grzechu pierworodnym, zastrzega się, że nie myśli tu o Najświętszej Pannie Maryi. W r. 1616 Paweł V zakazuje zwalczać Niepokalane Poczęcie z katedr uniwersyteckich. W r. 1621 Grzegorz V zakazuje zwalczać je w prywatnych dysputach. W r. 1661 Aleksander VII zakazuje wydawać książki przeciwne. W r. 1854 Pius IX na życzenie i prośby biskupów i ludu ogłosił Niepokalane Poczęcie jako dogmat.

    Podobnemu losowi ulegały niemal wszystkie dogmaty, np. unia hipostatyczna, Boskie Macierzyństwo Najświętszej Panny Maryi, Dziewictwo N. P. M., prymat i nieomylność papieża itd. Inne prawdy są w stanie rozwoju, np. … charakter ofiarny Mszy św., niektóre kwestie eschatologiczne, stosunek łaski do wolnej woli, predestynacja, sposób przewidzenia przez Boga przyszłych uczynków dobrowolnych itd. (*) Najrozmaitsze tu działają czynniki. Najważniejszym z nich jest działanie Ducha Świętego w Kościele, potem pobożność wiernych i badania teologów, a okazją rozwoju dogmatów są herezje, np. herezja Pelagiusza była okazją rozwoju nauki o łasce, Lutra o usprawiedliwieniu, starokatolików o nieomylności papieża.

    Wniosek wypływający z powyższych zasad.

    Tam tylko istnieje i może istnieć prawdziwy rozwój dogmatów, gdzie istnieją dwa niezbędne do tego warunki: Tradycja, jako źródło objawienia Bożego i Autorytet nieomylny, który może spór rozstrzygnąć i dogmat zdefiniować. A to możliwym jest tylko w Kościele katolickim. Nie ma i nie może być prawdziwego rozwoju dogmatów w modernizmie, w tym nowoczesnym kierunku filozoficzno-religijnym, który – rzecz to arcyciekawa – szczyci się ewolucją objawienia, religii i wiary, katolicyzmowi zarzuca zastój i skostnienie, a sam naprawdę popadł w martwotę. Nie ma i nie może być w modernizmie prawdziwego rozwoju, bo modernizm wyszedł z fałszywego założenia: jeżeli nie ma objawienia Bożego zewnętrznego, przedmiotowego, ale jedynie dokonywa się ono w podświadomości, w tajnikach serca ludzkiego, – jeżeli wiara nie jest aktem rozumu, ale polega na zmyśle religijnym, na uczuciu, na doświadczeniu wewnętrznym, – jeżeli dogmat nie jest prawdą niezmienną i absolutną, ale jest tylko przejściową formą uczucia religijnego, rodzi się, rozwija, zmienia, starzeje i umiera, – jeżeli to, co w pierwotnym Kościele było prawdą, dzisiaj prawdą nie jest i może być błędem – to jak można mówić o rozwoju dogmatów, które będąc prawdą niezmienną, wieczystą, nigdy nie mogą być fałszywymi i błędnymi.

    Katolik, badając rozwój swego dogmatu, cofa się w przeszłość z pokolenia na pokolenie, aż dojdzie do źródła dogmatu, do Chrystusa Pana, z którego ust słyszy słowo Bożego objawienia; modernista zaś, badając rozwój swego dogmatu, dochodzi do swego immanentnego przeżycia, odczucia religijnego, czyli do stanu swej duszy, który niezmiennym nie jest, ale zmienia się stale, a zatem i dogmat jego jest stale zmienny czyli wcale nie ma dogmatu.

    W nauce katolickiej dogmat narodził się z Boga, sam w sobie jest prawdą bezwzględną, absolutną i nigdy fałszem być nie może, a rozwijać się może jedynie w kierunku prawdy. Nawet prawda zdogmatyzowana nie oznacza stanu spoczynku w religijnym postępie, bo dogmaty są to niby słupy graniczne, według których ma się orientować i dalej rozwijać myśl katolicka. Katolik wierzy w fakt, zgłębia dalej jego treść, a chociaż jest mocno przekonany, że nigdy w tym życiu dogmat nie zamieni się we wiedzę filozoficzną, jak mniemał Günther, jednak silnie wierzy i w to, że kiedyś przyjdzie czas, gdy wiara w dogmaty istnieć przestanie, a zamieni się na widzenie błogosławione. (a)

    X. Dr. Franciszek Lisowski.

  49. RomanK said

    Kościół dogmatów nie stwarza, ale ze skarbnicy objawienia czerpie
    prawdy wiary, przyobleka je w szatę dogmatu i podaje je wiernym do wierzenia.

    emmmmpstremmmmbzdremmmmmm…..

    Rozwój dogmatów dokonuje się nie przez nowe objawienie, ale przez
    dokładne poznanie i wyjaśnienie prawd wiary zawartych w skarbnicy objawienia.

    Wciaganie w to Sw Tomasza ..jest obrzydliwoscia intelektualna i oszustwem podpieranie sie nim… podlym naduzyciem…
    ksieze doktorze Lisowski…..i charkteryzuje spekulacyjne wygibasy ludz…… i pozbawionych Laski Wiary!

  50. Marucha said

    Re 49:
    Panie Romanie, teraz już naprawdę nie wiem, o co Panu chodzi.
    Oczywiście, że Kościół żadnych „nowych” dogmatów nie stwarza, lecz zatwierdza to, co i tak jest w Kościele oczywistością.
    Ale dlaczego wciąganie w to Św. Tomasza jest obrzydliwością?

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: