Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Emilian58 o Koniec twierdzy Europa i pierw…
    Krzysztof M o Twój kot się na ciebie obraził…
    prostopopolsku o Putin morduje ryby
    Anucha o Piskorski i Radzikowski o Andr…
    Stiopa o Putin morduje ryby
    revers o Atomowy front na Zaporożu
    ! o Czego najbardziej boją się kot…
    Tadeusz Kaktus o Wolne tematy (58 – …
    ! o Czego najbardziej boją się kot…
    ! o Co nam zrobili ruskie
    Enya o Twój kot się na ciebie obraził…
    adsenior o Wolne tematy (58 – …
    Enya o Putin morduje ryby
    Piskorz o Piskorski i Radzikowski o Andr…
    Piskorz o Los generała Antona Denik…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

O szkolnictwie wyższym rozważania niepopularne

Posted by Marucha w dniu 2013-02-07 (Czwartek)

Uniwersytet na rynku? A może raczej na bazarze lub w supermarkecie?

Przecież dzisiaj każdy może studiować, tak samo jak każdy może kupować marchewkę w Lidlu. Nawet nie trzeba mieć szczególnych predyspozycji – wystarczą pieniądze, żeby posiadanie przed nazwiskiem co najmniej skrótu „lic.” stało się całkiem realne i możliwe do osiągnięcia. Jeśli nie na państwowej uczelni, to na prywatnej.

Czy ideał już sięgnął bruku? Może jeszcze nie, ale niebezpiecznie się do niego zbliża. W końcu jeśli się świadczy „usługi edukacyjne”, to trzeba ich zakres dostosować do wymagań „klientów”. Czy to przypadek, że proces, który od jakiegoś czasu maltretuje polskie uczelnie, nazywa się „boloński”? Nawet jeśli trudno w to uwierzyć, skojarzenie nasuwa się samo – właśnie w Bolonii powstał w 1088 r. najstarszy uniwersytet, rządzony przez studentów, którzy wynajmowali profesorów i płacili im za nauczanie, czyli „świadczenie usług”! Model ten na szczęście wówczas się nie przyjął i ustąpił miejsca paryskiemu, w którym uczelnią zarządzali profesorowie [1].

Oczywiście nie sposób posądzać współczesnych reformatorów o sentyment do „ciemnego średniowiecza”, kieruje nimi raczej resentyment – wobec uniwersytetu klasycznego. Zapewne woleliby „postnieklasyczny”, w którym nie ma miejsca na poszukiwanie prawdy absolutnej, a „Nauka rozpatrywana jest (…) jako swoiste przedsiębiorstwo społeczne, którego cele i wartość ustalane są poprzez zamówienie społeczne, wyrażone w sposób jawny lub ukryty” [2]. I nawet trudno się temu dziwić. W świecie zdominowanym przez relatywizm oraz utylitaryzm nie ma miejsca na bezinteresowne zdobywanie obiektywnej wiedzy. Konieczność konfrontowania swoich poglądów z rzeczywistością jest zbyt trudna, bo czasami trzeba uznać, że rację ma ktoś inny. Łatwiej głosić równoprawność różnych, nieraz sprzecznych, „punktów widzenia”.

Jak w takiej sytuacji pogodzić się z istnieniem miejsca, gdzie tego typu myślenie jeszcze do końca się nie zagnieździło? Stąd pomysły „reinterpretacji idei uniwersytetu”, która podobno „znajduje się w sprzeczności z sytuacją kulturową”, bo „nie istnieje jedna wiedza”, a świat współczesny „z natury wymyka się poznaniu”. Stąd próby oceniania wiedzy „nie na podstawie jej prawdziwości, lecz na podstawie znaczenia praktycznego” [3]. Teraz może być już tylko coraz gorzej…

Bez wątpienia najbardziej zagrożona jest humanistyka, szczególnie podatna na manipulacje i wpływy rozmaitych ideologii, a w dodatku zupełnie niepraktyczna. Bo w jakim biznesie może się przydać znajomość starocerkiewnosłowiańskiego albo historii filozofii? Studenci narzekają więc, że muszą się uczyć nieużytecznych przedmiotów. I oczywiście, jeśli ich celem jest tylko zdobycie jakiegokolwiek dyplomu, a potem kariera w biznesie, to właściwie mają rację. Tylko po co biznesmenowi jakikolwiek dyplom? Po co dyplom szkoły wyższej managerowi, sekretarce, przedstawicielowi handlowemu, sprzedawcy? Żeby nim pomachać przed oczami potencjalnego pracodawcy, zrobić wrażenie, a potem schować w szufladzie do czasu następnej rekrutacji? Najwyższy czas uświadomić sobie, czym uniwersytet jest, a czym nie jest i być nie może!

Według „Powszechnej Encyklopedii Filozofii”, „Uniwersytet (łac universitas magistrorum et scholarium)”  to „zespół nauczających i ich słuchaczy biorących udział w określonym studium na określonym terenie; wszechstronne metodyczne uprawianie wiedzy naukowej i jej przekazywanie na poziomie możliwie najwyższym w danej epoce kulturowej, stąd charakter i poziom naukowy u. świadczy o poziomie kultury społeczności, w której u. działa” [4].

Właśnie: „wszechstronne metodyczne uprawianie wiedzy naukowej”, a nie zdobywanie umiejętności, jak by chcieli współcześni reformatorzy. Owszem, umiejętności są ważne, ale ich cel jest odmienny. „Celem nauki są także prawdy interesujące same przez się, podczas gdy w umiejętnościach chodzi tylko o prawdy praktycznie cenne” [5].

Uniwersytet zatem nie kształci umiejętności, nie przede wszystkim. Nie przygotowuje też do wykonywania zawodu. Studenci, pod kierunkiem wykładowców, zgłębiają interesującą ich dziedzinę, doskonaląc przy tym umiejętności analizowania, wyciągania wniosków, pisania i przekazywania wiedzy. Doskonaląc! – bo kto ich nie posiada, nie powinien się w ogóle wybierać na studia. Tylko jak to sprawdzić, skoro egzaminy wstępne skasowane, i żeby zostać studentem, wystarczy dobrze napisać kilka testów, chyba tylko z przyzwyczajenia nazywanych jeszcze maturą. Umiejętności oczywiście powinno się zdobywać w szkole, ale też nie w oderwaniu od wiedzy!

Chyba już wszyscy widzą, że w szkolnictwie, nie tylko wyższym, źle się dzieje. Pacjent zaczął gorączkować, więc choroby nie da się ukryć. Co jakiś czas burzliwe dyskusje przetaczają się przez media, a chory już jedną nogą w grobie. I to się nie zmieni, dopóki prawidłowa diagnoza nie przedostanie się do świadomości publicznej i nie znajdzie swojego miejsca w dyskusji o polskim systemie kształcenia.

Na razie dominują w niej opinie podobne do tej, którą zaprezentował Jan Stanek, profesor w Zakładzie Fizyki Medycznej Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Zaczął interesująco i jeszcze niestereotypowo: „Drodzy Młodzi Przyjaciele. Czuję się w obowiązku zwierzyć się Wam z bardzo przykrej tajemnicy. Nie jesteście – większość z Was – dobrze wykształceni, a jedynie tak Wam się wydaje” [6]. Dalej też ciekawie: „Ale czy przypadkiem nie jest tak, że zostaliście oszukani, bo chcieliście być oszukani? Czy przyszliście na studia po to, aby zdobyć wiedzę i umiejętności, czy aby uzyskać dyplom? Czy wspieraliście wymagających nauczycieli, czy zwalczaliście plagiaty, czy chodziliście na wykłady, czy nie odpisywaliście (lub dawali odpisywać) na egzaminach? Teraz jesteście oburzeni, bo uważacie, że należy się Wam praca. Pracy jest wiele, ale nie ma ludzi potrafiących ją wykonać”.

Oczywiście profesor ma tu rację. Większość studiuje dla dyplomu, jakiegokolwiek dyplomu, sądząc, że będzie on atutem na tzw. „rynku pracy”. Owszem, kiedyś był, w czasach, gdy uczelnie nie produkowały takich ilości absolwentów. Teraz „muszą”. I tu profesor też się nie myli. Jeśli „pracownicy dydaktyczni są płaceni od liczby wydanych dyplomów”, a „rzetelne wypełnianie obowiązków dydaktycznych nieuchronnie prowadzi do zawodowej klęski”, trudno się dziwić, że „naukowcy z szafarzy wiedzy stali się handlarzami marzeń”.

Dalej jednak myśl profesora zbacza niestety na manowce „ponowoczesności”… Twierdzi, że „ilość dostępnej wiedzy uległa zwielokrotnieniu, a umysł ludzki, „nasza jednostka centralna”, się nie zmienił”, trzeba więc… przeprogramować mózg! „Jego zasoby wykorzystać jako pamięć operacyjną z szybkim dostępem do pamięci zewnętrznej, na przykład do internetu”. Ma to być „nowy wzór wykształcenia”. Jakiego wykształcenia? Co to za „wykształcony” człowiek, który nie umie sobie poradzić bez laptopa i dostępu do internetu? Pojawią się rzesze „wykształconych” nieuków, bez żadnej wiedzy, uzależnionych od „zewnętrznych pamięci”. I będzie to jeszcze większe oszustwo niż to obecne! Dzisiaj szkoła daje ogólną wiedzę o świecie, uczy zarówno przedmiotów ścisłych, jak i humanistycznych. Ale pan profesor uważa, że jest to „chora sytuacja”! Aż trudno uwierzyć, że pisze to człowiek, który sam niewątpliwie solidne wykształcenie odebrał, również ogólne. W imię czego chce wmówić młodym, że bez ogólnej wiedzy będą mogli nazywać się ludźmi wykształconymi?

To prawda, ilość dostępnej wiedzy jest dziś ogromna, nie sposób zgłębić całej. Podobno Goethe był ostatnim człowiekiem, który wiedział wszystko. Tylko dlaczego popadać w skrajności, twierdząc, że skoro nie można posiadać całej wiedzy, to lepiej specjalizować się w jakimś minimalnym wycinku? W dodatku przechowując go, zamiast w głowie, na „zewnętrznych nośnikach”? Nie każda nowa wiedza jest warta tego, aby ją przyswajać, a minimum, obowiązujące wykształconego człowieka, nie zmienia się zbytnio. Paryż nadal jest stolicą Francji, rocznicę bitwy pod Grunwaldem ciągle obchodzimy 15 lipca, a 2+2 w systemie dziesiętnym niezmiennie daje 4. Nasz mózg rozwija się, przyswajając informacje, a uczenie się na pamięć tylko zwiększa jego możliwości. Bez wiedzy również umiejętności są bezużyteczne. Wyobraźmy sobie np. mistrza ciętej riposty, który podczas najgorętszej wymiany poglądów co kawałek musi zaglądać do internetu. Czy ktokolwiek traktowałby go poważnie? Nie mówiąc już o tym, że trudno mieć własne poglądy bez prawdziwej wiedzy. Chyba, że chodzi o jakiekolwiek poglądy, wzięte z księżyca bądź telewizora, czyli z cudzej głowy.

Wiedza chroni przed manipulacją. To zdumiewające, jak ogromne jej zasoby są dziś dla przeciętnego człowieka niedostępne, nie dlatego, że przestały istnieć, albo że są tajne czy nieosiągalne. Po prostu mało kto wie, że istnieją i są tak ważne! Ale i tak większość myśli, że pozjadała wszystkie rozumy. A może właśnie o to chodzi? Obalić autorytety, każdy niech ma swoją „wiedzę”. Nieważne, że szanowany profesor zgłębiał swoją dziedzinę przez 40 lat albo i dłużej, zawsze można powiedzieć, że jest głupi, jeśli to, czego naucza, nam nie pasuje. Sofiści pokazali, że każdą bzdurę da się obronić, zwłaszcza w dyskusji z kimś, kto nigdy nie uczył się logiki. A kto dziś uczy się logiki?

Te rozważania mogą zaprowadzić nas na skraj pesymizmu, skąd nie ma już odwrotu. Sytuacja rzeczywiście wygląda niewesoło. Szkolnictwo potrzebuje pilnie kontrrewolucji i to na wszystkich szczeblach! Kontrrewolucji, która nie zdobędzie uznania ani wśród nauczycieli, ani wśród rodziców, ani tym bardziej wśród uczniów. Rządzącym też nie spodoba się, że trzeba zlikwidować gimnazja i powrócić do starej matury. Nawet osoby dostrzegające konieczność zmian, mogą odrzucać te bardziej radykalne, choć samo stwierdzenie prof. Zbigniewa Mikołejki, że „Na szybko, to należałoby się wycofać z błędnego systemu edukacyjnego i zaostrzyć progi awansu dla młodych”7, już stanowi krok w dobrym kierunku. Trzeba iść jeszcze dalej.

Dzisiejsi reformatorzy chcą przede wszystkim „uzawodowienia” szkół wyższych, aby odpowiadały one na „potrzeby społeczne”, wymagania tzw. „rynku pracy”. Nie tędy droga! Należy właśnie odwrotnie – unaukowić uniwersytety jeszcze bardziej, tak, aby przestały być atrakcyjne zarówno dla „rynku pracy”, jak i dla niezainteresowanej uprawianiem wiedzy naukowej młodzieży, która będzie się kształcić w szkołach zawodowych i na kursach, zresztą z korzyścią dla siebie, bo szybciej zdobędzie zawód a potem łatwiej pracę.

Uniwersytety zaś z molochów produkujących zastępy bezrobotnych staną się znów prawdziwymi instytucjami naukowymi. Oczywiście trzeba będzie wtedy zmienić zasady ich finansowania – nie „od studenta”, bo to właśnie rodzi patologie, a według potrzeb. Liberałom się to nie spodoba, ale rozwój polskiej nauki, wolnej od kaprysów biznesu i terroru utylitaryzmów jest ważniejszy od ideologii oraz dobrego humoru liberałów. Uniwersytety muszą być elitarne, ale predyspozycji do studiowania nie zdobywa się za pieniądze.

I tu wracamy do punktu wyjścia, do pytania o miejsce szkoły wyższej na rynku… Dzisiaj wręcz na siłę się ją tam wpycha, wmawiając studentom, że są „usługobiorcami”, spychając uczelnie na obrzeża miasta, gdzie powinno się budować co najwyżej supermarkety. Te z kolei stają się lokalnymi centrami…

Rynek to nie jest miejsce odpowiednie dla uniwersytetu. Czas to zrozumieć i wprowadzić w życie, dopóki nie jest za późno…

Przypisy
1. Patrzałek T., Nowe średniowiecze, w: Glosariusz od starożytności do pozytywizmu, Wrocław 1992, s. 54.
2. Wasilkowa W., Od uniwersytetu klasycznego do postnieklasycznego, „Tygiel Kultury” 2007, nr 10-12, s. 11.
3. Ibidem.
4. Powszechna Encyklopedia Filozofii, t. 9, Lublin 2008, s. 605.
5. Tatarkiewicz W., Historia filozofii, t. 1, Warszawa 1990, s. 24.
6. Stanek J., Profesor do młodych, wykształconych bezrobotnych: Zostaliście oszukani, „Gazeta Wyborcza”, [online], 2012. Dostępny w World Wide Web:
http://wyborcza.pl/1,76842,11633916,Profesor_do_mlodych__wyksztalconych_bezrobotnych_.html#
7. Kęsicka K., Bo gardzicie starymi, „Metro” 2012, nr 2443, s. 1.

Marzena Zawodzińska
http://www.jednodniowka.pl

Komentarzy 28 do “O szkolnictwie wyższym rozważania niepopularne”

  1. Zerohero said


    Dzisiejsi reformatorzy chcą przede wszystkim “uzawodowienia” szkół wyższych, aby odpowiadały one na “potrzeby społeczne”, wymagania tzw. “rynku pracy”. Nie tędy droga! Należy właśnie odwrotnie – unaukowić uniwersytety jeszcze bardziej, tak, aby przestały być atrakcyjne zarówno dla “rynku pracy”, jak i dla niezainteresowanej uprawianiem wiedzy naukowej młodzieży, która będzie się kształcić w szkołach zawodowych i na kursach, zresztą z korzyścią dla siebie, bo szybciej zdobędzie zawód a potem łatwiej pracę.

    Niezupełnie tak jest. Otóz masa praktycznych zawodów wymaga długiej nauki, pod kierunkiem naukowców-dydaktyków: lekarze, prawnicy, inżynierowie. W normalnym systemie to piwinno być 95% studentów. Reszta, te 5% – to osoby robiące później karierę naukową, a i tak część z nich może być konsultantami w firmach. Jakiś 1% może faktycznie być „czystymi” naukowcami, np. zajmować się Kartaginą albo czarnymi dziurami.

    Zgadzam się za to z twierdzeniem, że aktualnie większa część absolwentów, to tylko tacy lepsi maturzyści.

    A co cytatu pana profesora:

    Drodzy Młodzi Przyjaciele. Czuję się w obowiązku zwierzyć się Wam z bardzo przykrej tajemnicy. Nie jesteście – większość z Was – dobrze wykształceni, a jedynie tak Wam się wydaje” [6]. Dalej też ciekawie: “Ale czy przypadkiem nie jest tak, że zostaliście oszukani, bo chcieliście być oszukani? Czy przyszliście na studia po to, aby zdobyć wiedzę i umiejętności, czy aby uzyskać dyplom? Czy wspieraliście wymagających nauczycieli, czy zwalczaliście plagiaty, czy chodziliście na wykłady, czy nie odpisywaliście (lub dawali odpisywać) na egzaminach? Teraz jesteście oburzeni, bo uważacie, że należy się Wam praca. Pracy jest wiele, ale nie ma ludzi potrafiących ją wykonać

    Czego ni w ząb nie mogę pojąć. Jakie gotowce, jakie plagiaty, jakie wspieranie nauczycieli? Dobra uczelnia ma to do siebie, że sama odsiewa na egzaminie wstępnym, a potem na każdej sesji.

    Odpisywanie na egzaminach? A co robi pan dydaktyk nadzorujący egzamin? Czyta gazetę? U mnie na pisemnym ściągać raczej się nie dawało, a ustnych było tyle, że nawet największy mistrz ściągania zarobiłby n-zal z tylu przedmiotów, że nawet nie byłoby sensu pisać podania o warunek.

  2. Zerohero said

    PS. w Polsce brakuje wyższego szkolnictwa zawodowego. tzn. edukacji dobrych fachmanów. Jedną z przyczyn jest odgórna moda na „wymaganie wykształcenie wyższe”. Wielu ludzi nie chce sobie ograniczać perspektyw i papierek robi na wszelki wypadek. Licencjat jeszcze ujdzie, ale co powiedzieć o mgr robionym TYLKO dla „wyższego”?

  3. marta15 said

    bardzo ciekawy wyklad zaprzeczajacy ewolucji a wspierajacy creationizm.

  4. marta15 said

  5. marta15 said

  6. marta15 said

  7. marta15 said

  8. marta15 said

  9. marta15 said

  10. marta15 said

  11. Rysio said

    Ludzie dzielą się na samouków i nieuków.

    Szkoły to przeżytek – obecnie wszystkiego można się nauczyć z YouTube.

    Po co w ogóle Youtube? Wystarczy mała czerwona książeczka Misesa – admin

  12. marta15 said

    ad 11 na internecie jest dostep do nieslychanje ilosci bardzo ciekawych , konstruktywnych info.
    Problem, ze wiekszosc ludzi para sie info typu pudelek, com czy tem podobne.
    Mysla, ze jak szkoly pokonczyli to juz im tego oswiecenia na wieki wystarczy i moga ich juz po rowni pochylej w dol.

  13. Pokręć said

    Ach, te recepty na naprawianie świata! Świata nie da się naprawić. Można co najwyżej robić swoje w zastanej sytuacji. Celem życia człowieka nie jest naród, wykształcenie, naprawa państwa, etc, etc. To wszystko mogą być to tylko środki. Środki do zbawienia duszy. pamiętacie spotkanie Pana Jezusa z Marią Magdalena i Martą w domu ich brata, Łazarza? Co wtedy powiedział do Marty utyskującej na Marię, że zamiast jej pomóc w krzątaninie i obsłudze gości, siedzi u stóp Mistrza i słucha? Że troszczy się i zabiega o wiele, kiedy potrzeba mało albo tylko jednego. Troszczmy się najpierw o Królestwo Niebieskie a wszystko inne będzie nam dodane…
    Duszę trzeba zbawić a nie gonić za duperelami i usiłować rozwiązać problemy świata.
    Z tymi problemami jest tak, że jest tyle powiązań i zależności, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć skutków nawet najszlachetniejszych intencji wprowadzonych w życie.
    Banalny przykład: przedsiębiorca kupuje maszyny i roboty i zwalnia połowę pracowników. cieszy się, bo maszyny mu nie zastrajkują, nie trzeba od nich płacić pitu, zusu, chorobowego, zdrowotnego, funduszu pracy, składki rentowej i Bóg wie, czego jeszcze. No i wszystko byłoby dla niego dobrze, gdyby on był jedynym w branży, co takie maszyny sobie sprawi. Ale takie maszyny sprawiają sobie również jego konkurenci. nasz biznesmen traci przewagę… i zyski. Dlaczego? Bo maszyna niby i nie zastrajkuje ani nie będzie się domagać podwyżki, ale też nie kupi dobra, które produkuje…
    I tak w każdej dziedzinie można by ciągnąć łańcuszek zależności i powiązań.
    Komuś wydaje się, że zjadł wszystkie rozumy i, często z pozycji prawicowych, czy nawet konserwatywno – liberalnych usiłuje naprawiać świat. problem w tym, że świat jako całość jest układem chaotycznym, gdzie od „efektów motyla” aż się roi…

  14. Pokręć said

    @11: Właściwie, to tu Rysia popieram. Wiele razy z Youtube’a nauczyłem się paru rzeczy. Np. pamiętam, że oglądnięcie jednego filmiku wyjaśniło mi, na czym polega algorytm „quicksort”. Ogólnie na internecie jest dziś wszelaka wiedza. Tylko klikać i się uczyć. Za darmo (no, może za koszt abonamentu netowego). Tyle, że internet dyplomu nie da…

  15. Maciejaszu said

    Po przeczytaniu tego artykułu, jako student 2 roku prawa czuję się głupi jak but. Na pierwszym roku przyjęli nas w liczbie 330. Na początku 2 roku było nas około 240 osób. 18 lutego rozpoczynam na UWM- ie 2 semestr, ciekawe ile nas będzie? 220? Cóż, mogę jedynie stwierdzić, że ciężko profesorom się z nami rozstać… Żeby państwo wiedzieli jaką furą nasz dziekan jeździ…

    http://wpia.uwm.edu.pl/

    Zapraszam na stronkę 😉

  16. Marucha said

    Re 1:
    Otóz masa praktycznych zawodów wymaga długiej nauki, pod kierunkiem naukowców-dydaktyków: lekarze, prawnicy, inżynierowie.

    Jest Pan otóż w mylnym błędzie, Zdaniem naszego Rysia wszystkiego można się nauczyć z Internetu, szkoły nie są do niczego potrzebne, a szkoły wyższe tym bardziej, bo Bill Gates nie skończył żadnych studiów.

  17. Rysio said

    Eee pitoli Gajowy – największe kolejki chorych nie do lekarzy tylko do znachorów na Greenpoincie w Nowym Jorku.

    Wszystkie te wieloletnie nauki lekarze mogą se wsadzić tam gdzie słońce nie dochodzi.

    Kiedyś to dzieciaki nawet do lekarza nie musiały chodzić – aptekarz zaglądał im w gardło i z marszu dawał odpowieni syrop.

    Zresztą każdy jeden tuman jakby tak posiedział w gabinecie lekarskim ze 2 – 3 miesiące to nauczył by się bez wieloletnich i zupełnie niepotrzebnych studiów medycznych jak leczyć 99% chorób.

    🙂

    PS A ten 1% bardziej skomplilkowanych odsyłał by do specjalistów tzn. Greenpoinckich znachorów.

  18. Rysio said

    Do czego są potrzebne szkoły to bardzo dobrze ujął Adolf Hitler, który powiedział: „Nieważne jak rodzice myślą – ich dzieci pokończą nasze szkoły z naszym programem nauczania i będą myśleć tak jak my chcemy”.

    myśleć – my ass.

  19. Rysio said

    „…….Po co w ogóle Youtube? Wystarczy mała czerwona książeczka Misesa – admin……..”

    Czyżby naszemu Gajowemu się Mises pomylił z Mao Tse Tungiem?

    🙂

  20. Miet said

    Ad19.
    Nie, gajowemu się nic nie pokićkało – tylko Rysio nie poniał satyry.:-)))

  21. Kibic said

    Dzien dobry,

    Odkrywcze tezy i pomysly…
    Brawo!
    „Wszystko jest w internecie dla…samoukow”.
    Nic tylko korzystac!
    O prakseologii slyszeliscie?
    Zamiast meczyc sie nad tekstami dzisiejszych „polskich profesorow” – jakze czesto sprawiajacych wrazenie „pustki intelektualnej” – zachecam do lektury naszych koryfeuszy, profesorow Wladyslawa TATARKIEWICZA i Tadeusza KOTARBINSKIEGO.
    Z naleznym szacunkiem,
    Krzysztof Pytel
    z Reims,
    9.02.2013

  22. Rysio said

    Przyjaźnie ostrzegam wszystkich, że prakseologia to czysty Mises – moje ulubione żydzisko.

  23. Rysio said

    re 15. „……Po przeczytaniu tego artykułu, jako student 2 roku prawa czuję się głupi jak but…………”

    Maciejaszu takie uczucie może ogarnąć tylko i wyłącznie bardzo inteligiente osoby.

    Większości blogowiczów na blogu Gajowyego – zwłaszcza tym co przez lata byli związanie z PRL-owskimi uczelniami 🙂 takie uczucie jest całkowicie obce.

  24. Rysio said

    A tak naprawdę to nie edukacja się liczy tylko papier.

    Wiem to z własnego doświadczenia – prawie wszystkie drzwi w USA się przede mną otworzyły jak zobaczyli New York University na moim życiorysie zawodowym.

  25. Re: „rysie” i inne „ptysie”…

    A tak naprawde, to w USA i Kanadzie liczy sie TYLKO zydowskie pochodzenie….i jest ono wiecej warte niz 1000 dyplomow rozwieszonych na scianie…

    W Kanadzie mowia: „nie jest wazne ile masz dyplomow, ale wazne KTO cie zna!!!”…(bez komentarza)…
    ==================================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

    P.S. No i czy „rysie” nie napisaly prawdy o otwartych „drzwiach” po „newjewjork judewersity”

  26. Kibic said

    Sami o sobie
    >>>
    http://forumakademickie.pl/

  27. Rysio said

    re 25. Jasiek ty to byś zaraz chciał mieć i papier i pochodzenie.

    Nie za dużo wymagasz?

    🙂

  28. Gość said

    Re 25
    W Polsce TEŻ.
    Możesz znać 7 języków, mieć osiągnięcia itp, a pracę dostanie „korzenny” nawet bez matury!!

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: