Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    corintians o Kim jest człowiek niezaszczepi…
    Jack Ravenno o Prof. Bogusław Paź: Prezenty m…
    Jack Ravenno o Kim jest człowiek niezaszczepi…
    Olo o Pogarsza się sytuacja na rynku…
    Zenon_K o Kto rządzi światem?
    osoba prywatna o Wolne tematy (59 – …
    Krzysztof M o O szkodliwości demokracji…
    Greg o Wolne tematy (59 – …
    niepostepowyoszolom o Kto rządzi światem?
    Carlos o Wolne tematy (59 – …
    prostopopolsku o Kto rządzi światem?
    Carlos o Piskorski i Radzikowski o Andr…
    Anzelm o Wykład internetowy profesora N…
    Krzysztof M o Pogarsza się sytuacja na rynku…
    osoba prywatna o Wolne tematy (59 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 617 obserwujących.

Warszawa – Babilon ostatnich czasów, czyli nowa ‘polska bohaterka’?

Posted by Marucha w dniu 2013-02-07 (Czwartek)

Zjadliwy, acz nie pozbawiony podstaw, paszkwil na Miasto Stołeczne Warszawę i jej mieszkańców – admin.

Obudziliście się kiedyś z tytułem brzmiącym w głowie jak rozkaz? Ja dzisiaj tak. Odkąd przetarłam zaspane oczy, wiedziałam, że muszę o tym napisać.

24 lata temu poznałam mojego przyszłego męża. Pracował wtedy w Warszawie, ale pochodził (jak większość ‘warszawiaków’) z małego miasta w Polsce C. Na początku znajomości odwiedzaliśmy się wzajemnie dość często. Kiedy kończył pracę, łapał okazję i po kilku godzinach mogłam go już przytulić. Kiedy nie mogliśmy się rozstać, zabierał mnie z sobą i nocnym pociągiem jechaliśmy do stolicy. On szedł do pracy, ja do jego wynajętego mieszkania, żeby sprzątnąć, czy ugotować.

Z tamtego czasu Warszawę pamiętam jako miasto, szare, straszne i brudne. A najlepiej zapamiętałam Centralny. Głównie bezdomnych, narkomanów i prostytutki. Dzieciaki z ‘dworca zoo’. Młodych ślicznych lub nieładnych chłopców, wdzięczących się do ‘tatuśków’, złodziejskie dziecięce bandy, ‘etatowych żebraków’, stragany z dobrobytem Zachodu rozłożone gdzie popadnie i obrzydliwą wodę, z której nie dało się zrobić herbaty.

Mężowi złożono wtedy propozycję nie do odrzucenia. Oferta pracy i mieszkanie w Warszawie centrum. Na własność! Powiedziałam: ‘Nie’. I zostaliśmy w Polsce C. To nie jest najważniejsze, jak potoczyły się nasze losy i ‘co by było gdyby…’, ale to, że udało mi się tam nie zamieszkać. Do tej pory poczytuję sobie tę decyzję za wielką życiową mądrość i cieszę się, że tak zdecydowałam. Bajanie o tym, że Warszawa to ‘miasto szans’, można dzisiaj najwyżej skwitować pustym śmiechem.

Warszawa współczesna to miasto pozbawione klimatu, w którym przeszłość i tożsamość dawno już odeszły w zapomnienie wraz z wymierającym pokoleniem, pamiętającym jeszcze znaczenie słów ‘Bóg, Honor, Ojczyzna’ lub po prostu ‘człowiek’. Jest wyższa niż była, większa, brudniejsza, głośniejsza i straszniejsza niż kiedykolwiek. Można tu co prawda jeszcze jakoś zarobić, ale od Polski C różni się tylko tym, że więcej w niej śmieci. Ktokolwiek czuje się dumny z tego, że żyje w tym mieście, ma poważny problem. Miasto sprawdza się natomiast świetnie jako izolacja dla miłości, zażyłości, empatii i innych ludzkich uczuć. Oczywiście ludzie tu żyją, pracują, kochają, mnożą się… jak wszędzie. Miasto grzeszy brakiem pokory i wyniosłością władcy, przechadzającego się w purpurze podczas gdy poddani widzą jego nagość. W dodatku brzuch obwisł, pośladki straciły jędrność, a rachityczne, pozbawione mięśni kończyny są ledwie w stanie udźwignąć ciężar ciała i korony.

Administracyjnie Warszawa jest stolicą, ale nic z niej nie promieniuje. Ani na kraj, ani na Europę. Społeczność tego miasta powinna być właśnie taka z założenia. Prowadzić, dowodzić, nadawać ton. A znaleźć tu można w większości miałkość nad miałkościami, z którą naprawdę nie mam najmniejszej ochoty się identyfikować, a już najmniej podawać komukolwiek za wzór. Widać to codziennie w sieci, na ‘blogach roku’, w TV, radiu… Warszawka. Zadupie jakich mało, niebotycznie drogie, szare, zadęte, bez klasy, z kompleksami. Środowiska twórcze bądź opiniotwórcze, za jakie chciałyby uchodzić, nie istnieją, mądrych ludzi jak na lekarstwo, ważne, żeby mieć lifting, botoks, lans, ciuch, ‘ścieżkę’. Tutaj portfel już dawno zastąpił intelekt, a synonimem życia jest ‘życie towarzyskie’. Tak zwane elity zbliżają się z niebezpieczną prędkością do j-elit, skąd, jak wiadomo, zostaną równie szybko wydalone i spuszczone w klozecie.

‘Warszawa żegna wieś’, tak udało się kiedyś Robertowi Gawlińskiemu (chyba na haju) po imprezie w Opolu, o ile pamiętam w 2007 r., pożegnać w niezręczny sposób swoich fanów. Słodkie, prawda? Kiedy ktoś z ‘prowincji’ podniesie głowę i ‘obszczeka’ warszawkę, albo podniesie nogę i ją ‘oleje’, odzywają się watahy obrońców, że to z powodu kompleksów, jakie ma prowincja wobec stolicy. Żal d*pę ściska, bo jakiż kompleks mogą mieć piękne, zielone i przyjazne miasta, z ludźmi mówiącymi sobie ‘dzień dobry’, wobec stalowo-szklanego molocha najeżonego reklamami, gdzie korpo-styl życia stał się religią, język polski zastępuje już oficjalnie ponglisz, a słowo modelka lub aktorka stało się synonimem dziwki.

Warszawa, jak Los Angeles, wchłania codziennie swoich ‘meksyków’ z prowincji czy krajów ościennych, wieczorem wypluwa zużytych i zmęczonych. Pewnie, gdyby cała jej ‘obsługa’ jutro nagle wyjechała, zalałaby ją rzeka fekaliów. Kto umyłby wszystkie kible w domach i firmach, kto by odkurzył, wyrzucił śmiecie, zrobił zakupy, zajął się dziećmi, ugotował obiady… Redaktorzy, redaktorki, celebryci, politycy, prawnicy, lekarze, menedżerowie różnych szczebli mieliby przechlapane. Ale może właśnie dlatego, że ta siła robocza jest tak… ‘prowincjonalna’, szacunku do niej brak. A co sami sobą reprezentują ci ‘lepsi’? Zobaczcie na…

Zresztą, po co mam podawać linki, i tak wszyscy wiedzą, gdzie zobaczyć ostatnie wypowiedzi medialnych zabotoksowanych potworków na tematy modelek, seksu, zarabiania, można też zobaczyć cenniki, usłyszeć o ‘modelkch medialnych’, dowiedzieć się, że „lepiej dać dupy jako modelka, niż jako niemodelka” oraz z niemym zdziwieniem zauważyć, że rodzi się w naszym pięknym jeszcze kraju nad Wisłą nowa ‘bohaterka’. Kto? Kur*a. A któżby inny? Tak u nas zwykle bywało, a pisał o tym jeszcze Sz.P. Marek Głowacki, pisarz. W felietonach „Z głowy” wspominał owe panie, dawniej prosperujące jako luksusowe mewki, które powychodziły za mąż za Włochów czy Niemców, a obecnie powracały z kasą jako ‘pierwsze damy’ biznesu, perfumiarstwa, dobroczynności…

„Dla mnie to są bohaterki. Kobiety, które same, ciężką pracą budują sobie przyszłość i dostatek” – mówi o paniach najstarszego zawodu świata pan Marek Raczkowski, rysownik. Oczywiście jako bywalec i znawca, ma kwalifikacje, by składać takie oświadczenia. Seksafera ze stręczycielstwem, ‘modelkami’ i medialnymi potworkami w tle zabawna nie jest. W efekcie może się przecież udać jej ‘bohaterom’ przekonać młode Polki do rzucenia prawa, medycyny czy architektury i wzięcia na serio we własne ręce, nomen omen, tego biznesu. Co na to rodzice? Może też po bohatersku odłożą dyscyplinę, bo w końcu… się nie wymydli, a bunga-bunga w Londynie, Mediolanie, Berlinie, Paryżu czy Dubaju to świetny start wielu współczesnych karier.

Stanęliśmy na skraju przepaści (powiedział onegdaj towarzysz ‘Wiesław’ – Władysław Gomułka), a teraz uczynimy ogromny krok naprzód. Ten krok to kompletne zidiocenie, a warszawka w tym przoduje. Codziennie dowiadujemy się, jak to jest fantastycznie kogoś pobić, schlać się, prowadzić auto po pijaku, zmieniać partnerów jak rękawiczki, załatwiać przez pościel interesy, pokazywać goły tyłek… Oglądamy, czytamy i słuchamy na co dzień mnóstwa medialnych potworków, młodzież mawia, że się tym ‘jaramy’, a mnie zawsze zastanawiało, dlaczego wydawałoby się normalni ludzie potrzebują oklaskiwać kogoś, kto nie umie śpiewać, ale umie zdjąć majtki, i jeszcze mu za to słono płacą. Normalny człowiek powinien mieć świadomość, że to cyrk ze stadem małp. Brutalnych, gotowych na wszystko, z manią wielkości, rozdętym ego, niestety… bezpodstawnie.

Sugeruję na dowolnym warszawskim placu umieścić pomnik ‘nowej polskiej bohaterki’ w dowolnej pozie (kamasutra udostępnia ich spory wybór), a w wikipedii jutro powinno pojawić się nowe hasło. Może brzmieć mniej więcej tak: „Ku*wa – ‘nowa polska bohaterka’, kobieta ciężko pracująca, zarabiająca nierządem na swoją przyszłość. Tu pojawią się nazwiska prekursorek, opatrzone krótkimi osiągnięciami i cenniki w kilku walutach. Następnie znajdzie się wzmianka o pomniku i jego twórcy, jak również ważnej osobie, która przecięła wstęgę na otwarciu. Będą też szczegółowo opisani i obfotografowani wszyscy celebryci, którzy wzięli udział w imprezie, projektanci ich butów i torebek, potem znajdziemy informacje o nowo powstałym na jakiejś prywatnej uczelni kierunku studiów… Co jeszcze? Publikacje, filmografia, linki.

Enjoy, Warsawka! Jesteśmy dzięki tobie na dnie.

http://sakayayallah.wordpress.com/

Komentarzy 21 do “Warszawa – Babilon ostatnich czasów, czyli nowa ‘polska bohaterka’?”

  1. Tichy said

    Warszawa nadal jest szansą na dla ludzi z Polski C (jak to określa) – nie na zachowanie człowieczeństwa, ale na dorobienie się jak najbardziej. Zatem niech autorka nie pierdoli, chyba jej dawno w Polsce nie było albo ciepłe wygrzewanie się u boku męża przesłoniło jej rzeczywistość.

    Natomiast ci, którzy zajmują się „bywaniem” na imprezach, wystawach, pokazach filmowych to z reguły ludzie wyabstrahowani poza rzeczywistość. Oni są niby bliżej świata od prowincji, ale w istocie milion lat świetlnych od Polski. Zupełnie nie mają pojęcia, co się dzieje za granicami Babilonu. Kompletnie wyizolowane środowisko – duże środowisko, bo aspiruje do niego sporo ludzi, także przyjezdnych – pozbawione jakiejkolwiek siły żywotnej. Chodzą na te pokazy sztuki, której nikt inny kijem by nie dotknął, oglądają najnowsze dokonania niezależnego kina chorwackiego albo afrykańskiego, żrą „eko żywność” – krótko mówiąc, sól ziemi polskiej. W rozmowach z tymi ludźmi w ogóle się nie czuje, że istnieje tu jakakolwiek jeszcze łączność z resztą Polski. Kąpią się w tym swoim błotku i są tym głęboko usatysfakcjonowani. Ciężko mi ocenić, jak mocno dekadenckie są inne polskie miasta – i miasta w ogóle – ale Warszawa jest bardzo dekadencka.

  2. j23 said

    ale bełkot

  3. Gość said

    No cóż, nie można odmówić racji pewnych spostrzeżeń, ale …
    Jakiś pusty ten artykuł. Autorka zadowolona ze swoich wyborów dokonuje powierzchownej analizy tego co widzi. Nie jestem fanką stolicy, może także i dlatego że nie urodziłam się w W-wie (choć tu mieszkam od ponad 25 lat), ale…
    To co dzieje się w stolicy jest odzwierciedleniem sytuacji całego kraju. Centralny system (tak jak u człowieka) choruje przez zbierane toksyny z całego organizmu (stolica z całego kraju). Do Warszawy przyjeżdżają tacy ludzie jak autorka artykułu, którzy nawet nie zamierzają coś dać od siebie otoczeniu, ale biorą to co mogą i jeszcze są pełni krytyki i niechęci, zachowując jednocześnie doskonale samopoczucie, które dodatkowo jest zasilone przez porównanie swoich cnót i osiągnięć z absolutnym dnem i zepsuciem innych kobiet.
    Warszawa lat 70-tych tonęła w zieleni, miała urocze ogródki kawiarniane (nie piwne), była żywa i kolorowa. pełna radosnej młodzieży, księgarń, teatrów, kin, była bardzo ładna. Potem po „pomagdalenkowej okupacji” pojawili się bezdomni i narkomani oraz żebrzący Cyganie. Zaczęła tracić na urodzie, ale ciągle jednak ją ma, choć straszą puste, piękne kamienice, które nagle znalazły „korzennego” właściciela i z których wyrzucono lokatorów, mieszkających tam 50 i więcej lat, niektórzy nawet pamiętają czasy ich budowy, bo to rodzice haniebnie traktowanych mieszkańców warszawskich kamienic budowali je.
    Jak widać Warszawę zamieszkują przyjezdni, wręcz wrogo do niej nastawieni, „biorący swoje”, a zostawiający brud i niechęć. Po wojnie cała Polska składała się lub czynnie pomagała w odbudowie stolicy, która była oczkiem w głowie każdego Polaka, dzisiaj są inni ludzie, wielu o mentalności autorki, którzy pamiętają pewnie ogólny kult stolicy i jak zbuntowani młodociani nastawiają się wrogo do czego?, no właśnie do czego? Do ziemi nasiąkniętej krwią przodków, czy raczej do atmosfery którą właśnie tworzą ONI i im podobni napływowi, chwilowi „warzsawiacy”!

  4. Ad. Admin

    „Zjadliwy, acz nie pozbawiony podstaw, paszkwil”

    – Słownik Wyrazów Obcych PWN 1980 – paszkwil – (…) ośmieszający w sposób oszczerczy i obelżywy.

    Więc tekst nie jest paszkwilem. Przepraszam.

  5. WKM said

    Pan Jan Nowicki powiedział cyt. ” Prawdziwych Warszawiaków już prawie się nie spotyka – są tylko świnie które przyjechały za korytem ” , i to jest święta prawda. Buc który wynajmuje w Warszawie M-3 ( w 8 osób ),i pracuje za najniższą płacę, oraz ” jego ” kobita, która na prawo i lewo daje każdemu dupy ( szukając bogatego kandydata na męża ), u siebie na prowincji robią za ” warśiawiaków ” , a swoich dawnych przyjaciół uważają za prostackich wśiochów.

  6. zed said

    Głowacki ma na imię Janusz nie Marek

  7. Wiktor said

    ad 2″ Warszawa lat 70-tych tonęła w zieleni, miała urocze ogródki kawiarniane (nie piwne), była żywa i kolorowa. pełna radosnej młodzieży, księgarń, teatrów, kin, była bardzo ładna.”

    Kolorowa?Żywa?Radosna?
    Fiku miku!!!
    Byłem młodzieżą w tamtych czasach.
    Za dobrze je pamietam,żeby mi to wmawiać.
    Jedyne uczucie ,które wtedy mielismy my, 20latkowie ,to -baznadzieja!Może mniejsza,niż dziś ,ale jednak!!

  8. bylekto said

    W Warszawie mieszkam od 61 lat, przedtem mieszkali tu moi rodzice, wcześniej ich rodzice, a moi dziadkowie. Teraz jest tu również pokolenie moich dzieci i wnuków. Czy mogę uważać się za Warszawiaka? Chyba tak, chociaż moi pradziadkowie w większości mieszkali poza granicami OBECNEJ Polski, a poza granicami Warszawy to już na pewno wszyscy. W każdym razie przejęliśmy coś z tradycji tego miasta, tradycji obecnie strasznie wyszydzanej, patriotycznej. Moi rodzice walczyli w Powstaniu. W Powstaniu walczyło wielu żołnierzy z innych stron Polski. Ale co nastąpiło później. Czy autorka wie, że Warszawiakom nie wolno było w pewnych okresach wracać. Jak nie wrócili od razu, miasto było dla nich zamknięte. A do obsady np Huty Warszawa ściągano siłą chłopów (rolników) z Podlasia i innych stron Polski. Ludźmi wyrwanymi z własnych domów, rzuconymi w inne miejsce, w inne środowisko, łatwiej rządzić, łatwiej manipulować. Wykorzenić ich, pozbawić tradycji – oto co robiono za komuny w stosunku do Warszawiaków i innych, zwłaszcza tych, którzy w imię nowej ideologii mieli zasiedlić stolicę. Obecnie przeżywamy nawrót tej praktyki „wykorzeniania” i sami oceńcie kto najłatwiej jest podatny manipulacji wszelakiej? Właśnie Ci, którzy mieszkają od niedawna z dala od swoich rodzin. Nie będę nic tłumaczył o takich sympatycznych (?) i strasznie głupich zwierzątkach, o tych, co często podobne owcom idą za byle baranem.Przecież to są nieszczęśliwi ludzie, którym amputowano myślenie. Czy dotyczy to tylko Warszawy?
    Druga sprawa, trzeba jasno zdać sobie sprawę, że każda stolica (każda!) jest w pewnej mierze kloaką całego państwa. Tu ściągają nie tylko najlepsi, ale i najgorsi. Magia wyrazu „stolica” jest tak duża, że wielu nawet nie zdaje sobie sprawy, jacy są żałośni i śmieszni podając się za Warszawiaków, a wstydząc się prawdziwego swojego pochodzenia.
    Czemu autorka nie widziała innych mieszkańców oprócz tzw marginesu? Bo my zazwyczaj nie chodzimy po mieście, by pokazać się, nie potrzebujemy błyskotek z tzw galerii, giniemy w tłumie ludzi przyjezdnych.

    Ps, Od dziecka najchętniej uciekałem z miasta. Moim ciężarem (nie przekleństwem) było to, że żona pochodziła z miasta powiatowego i jako córka Lwowianki i Warszawiaka nie wyobrażała sobie mieszkania gdzie indziej.

  9. Brat Dioskur said

    Mnie zas zaciekawil …cennik!Wkradl sie tam chyba maly blad ,mianowicie 2 dni „jazdy” kosztuja 5 tys. a weekend 7 tys. zl . Przeciez weekend obejmuje rowniez 2 dni(sobota ,niedziela) zatem powinien on kosztowac 5 tys.No a gdzie jakis upust chocby z racji zblizajacego sie przeterminowania „towaru”? Jak kapitalizm to kapitalizm!

  10. Gość said

    Re. 6.
    Odczucia są subiektywne, ja to tak widziałam, a wtedy byłam bardzo młoda. NIKT PANU niczego nie wmawia, ja to tak widziałam i TAK NADAL uważam, a Pan ma inne zdanie i zostańmy każdy przy swojej opinii!!!

  11. Jacek said

    Kiedys spotkalem pewna starsza kobiete, ktora w 1938 roku majac 20 lat wyjechala z Warszawy zagranice i wrocila dopiero w roku 1964. Powiedziala, ze to co zastala to zupelnie inne, obce jej miasto tak samo ludzie. Zupelnie inni niz przed wojna, takie mrowcze pokolenie.
    W Warszawie mieszka duzo ukraincow i zydow. To oni po wojnie wprowadzal w Polsce zydokomunizm.
    Dzisiaj ich dzieci i wnuki wyksztalcone na zagranicznych uniwersytetach stanowia elite Warszawy.

  12. Gość said

    Re 6
    Są ludzi, którzy, szczególnie w tzw. socjaliźmie widzą WSZYSTKO w czarnych barwach!
    Jak można zaprzeczyć faktowi, że nie było wielu (o wiele więcej niż dzisiaj) teatrów, czy kin, czy KSIĘGARNI!!!!), namiętnie kupowałam książki, które cenowo były dostępne. Ot tak rzucić opinię NIKT Mi TEGO nie wmówi i JUŻ. NIKT TEGO NIE WMAWIA TO PO PROSTU BYŁO!!!!!!!!!!!!

  13. WWA said

    Rozumiem, że Warszawa nie musi się podobać, zwłaszcza komuś kto wychował się w klimatycznym miasteczku lub na wsi.
    Ale pretensje kierowane do Warszawy jako miasta, są efektem kompleksów ludzi wypowiadających się o tym mieście.
    Wypomina się osobom obnoszącym się swoją wielkomiejskością pochodzenie chłopskie (co często jest prawdą), ale zazwyczaj poprzez pryzmat tego że często są to ich dawni sąsiedzi, którzy wychowali się w zupełnie innych stronach, złych nawyków i specyficznej mentalności nabrali nie w Warszawie ale gdzieś w Polsce C… Zazwyczaj są to drobni cwaniacy i chamy, którym ku złości ich dawnych ziomków w Warszawie lepiej się powodzi niż w miejscu skąd pochodzą, a jak cham to lubi się obnosić ze rzekomym swoim awansem społecznym, mimo że owy awans jest oparty o pokaźny kredyt. Warszawa jest przeludniona więc na drogach, traktach komunikacyjnych, gdzie ludzie w pośpiechu gnają bez opamiętania przed siebie chamstwo przyjezdnych spotyka się z frustracją tych podobno rodowitych.
    Wielu ma za złe Warszawie tego że rzekomo tam płyną ich pieniądze brane z podatków i są rozdysponowywane wśród „złodzieskich warsiowfioków”. Co oczywiście oprócz jakiś wyjątków typu „stadion narodowy” jest bzdurą. Co więcej, taka Warszawa oddaje sporo swoje kapitału innym mniej rozwiniętym częścią kraju ale nikogo to nie obchodzi. Warszawa jako jedno z niewielu miast w Polsce w miarę dobrze sobie radzi jeśli chodzi o miejsca pracy i zarobki, co jest dla tych zawistnych przykładem tego że ci z Warszawy kradną ich pieniądze a ci co nie kradną to prezesi są, bo w Warszawie sami prezesi i żydzi. Naoglądają się tacy M jak miłość czy inne badziewie i myślą że w Warszawie właśnie tak się żyje, jak w serialu. Gdzie bezrobotny a ma ładne mieszkanie i chodzi na imprezy.
    Ludzie mają słabe wyobrażenie o Warszawie, znają ją powierzchownie lub z telewizji i się krytycznie wypowiadają lub ubliżają, albo wręcz przeciwnie, zazdroszczą.
    Do rzeczy, w zasadzie żadna ze znanych aktorek czy aktorów, nie pochodzą z Warszawy. Większość bywalców klubów, tych co po nocach hałasują i robią bardachę na ulicach nie pochodzi z Warszawy. Większość tak zwanej warszawki, która uważa się za elitę miasta nie pochodzi z Warszawy. Są to często ludzie którzy pod wpływem telewizji przyjechali do Warszawy i myślą że są w NY czy innym wielkim mieście i się tak zachowują. Często takie osoby się wstydzą swojego wiejskiego pochodzenia (zupełnie tego nie rozumiem) i się mianują wielkimi kosmopolitycznymi warszawiakami.

    A Warszawiaków tych przedwojennych jest naprawdę mało, są też Ci co odbudowywali miasto ze zgliszczy i oprócz niektórych patologii zazwyczaj są to zupełnie normalni i poczciwi ludzie.

    Pozdrawiam

    Pozdrawiam

  14. Zerohero said

    Artykuł to są rozważania prowincjuszki, która uroiła sobie, że stolica to ludzie piękniejsi, mądrzejsi, przebojowsi. Z jednej strony sama sobie uroiła, a z drugiej chce ten swój mit demaskować. No i przyjeżdza do Warszawy, mit demaskuje. Zadowolona. Brawo 🙂

    Urodziłem się i wychowałem w Warszawie, część dziadków też. Nigdy nie czułem, że jestem z tego powodu lepszy, ważniejszy etc. nawet o tym nie myślałem. Miasto jak miasto. Szczerze mówiąc wolę las :). Dopiero jak podrosłem, i miałem kontakt z ludźmi z prowincji, to się dowiedziałem, że jestem okupant, cham, celebryta. Oczywiście nie prosto w oczy, bo już wtedy miałem w głowie tyle oleju by np. pod wiejską dyskoteką nie mówić skąd jestem – szansa oklepu po mordzie rośnie wtedy radykalnie.

    Z drugiej strony, nie masz większego Warszawiaka gardzącego „wsią” niż prowincjusz mieszkający w Warszawie od paru lat, a nawet miesięcy. Co ja gadam. Wystarczy, że ktoś mieszka 20km pod miastem, to często się przedstawia, że jest z Warszawy. Tacy są najbezczelniesi i jadą po „wieśniakach” równo. Jak żydowscy kapo w obozie zagłady.

    Najlepsze gdy cała ta Polska głosuje na łapserdaków i złodziei, pcha ich do sejmu, a potem nazywa tę zbieraninę „warszawką”. Zrobili sobie z mojego miasta spluwaczkę na wszystkie poslkie neurozy, wady i patologie. Poplują, trysną jadem i już lepsi, moralniejsi.

    ____________

    A teraz na poważnie:

    Gołym okiem widać, że to najpiękniejsze miasto w kraju, średnie IQ o 20pkt wyższe niż w Krakowie, a zamiat 15 letnich VW TDI jeżdżą same Jaguary i Bentleye. Rano gdy wychodzę z mojego apartamentowca, to tylko „dzień cobry panie profesorze”, „jak tam akcje?” itd. Nie ma nigdzie takich klubów i barów sushi jak w Warszawie. Poza Wawą to chyba nic nie ma prucz śmierdzących bud z zapiekankami i tekturowych disco gdzie czuć urynę.

    Bywa, że wsiadam w swego BMW X6 i jadę do znajomych z Berlina. Wiąże się to z przykrym widokiem oglądania tej Polski klasy B i C. Na szczęście większość trasy nasz przezorny rząd zaopatrzył w odpowiednie ekrany. Oficjalnie chronią przed hałasem, ale wszyscy wiemy, że to dla Naszego zmysłu estetyki.

  15. marta15 said

    ad 13 zawsze mnie zdumiewala ta swego rodzaju „pogarda”jaka zywia tzw mieszkanncy wielkich, polskich maist do tzw. wiochy. nawet na obczyznie niektorzy to probuja przeszmuglowac.
    Fakt ,ze polska „wiocha” jest czesto intelektualne zabita dechami i pogon za szkalnymi swiecidelkami czyli tzw. kasa stala sie celem numer jeden w wielu zagrodach.
    Ale jednak ci ludzie z tzw wioch maja czesto o wiele wiecej tzw poczucia zwyklej, ludzkiej przyzwoitosci niz niejeden ‚madralec” z apartamentowca z wielkich miast, ktory juz czesto zatracil wszelkie morale i dryfuje jak zagubiona deska na ocenia pchana podmuchem wiatru w te i we wte.

  16. Pokręć said

    Wraca zalany Karwowski o 1-wszej w nocy przez miasto do domu, zatoczył się a tam pod latarnią Kwiatkowska. Wypindrzona, czeka na klienta. Taki zdziwiony pyta:
    – To pani?!?!?!
    – Panie, ja jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję… – słyszy znajomą, jak odzew na hasło, odpowiedź.

  17. Marucha said

    Re 4:
    Rozumiem słowo paszkwil, jako tekst złośliwy, przesadny, stronniczy – ale niekoniecznie oszczerczy. W paszkwilach często tkwi jakaś cząstka prawdy.

  18. Sybirak said

    Zerohero

    Popatrz, popatrz !
    Niby Pan profesor, warszawiak, mieszka w apartamentowcu, jeździ nowym BMW X6 a nie wie, że anglosascy naukowcy po wnikliwych badaniach uznali miernik IQ za bezwartościowy.

    Widocznie Panu profesorowi sushi nie służy.

    :-))) Mniej niż zero…hero

  19. WWA said

    Marta15, mój wpis ze względu na to że pisałem go z pracy, nie został rozwinięty w całości, ale nie ma z mojej strony pogardy dla wiochy jak to opisujesz. Znam wiele osób ze wsi pracujących w Warszawie i nie ukrywających swojego pochodzenie, i ci nigdy nie nazywają się Warszawiakami.
    Napisałem wyżej, że dziwi mnie ten kompleks mniejszości wśród uciekinierów ze wsi. Bo ja ludzi szanuję za to kim są a nie ile zarabiają i skąd pochodzą. Pisałem o uciekinierach z wioch których znam w Warszawie osobiście a którzy wsi się wyrzekają i mówią po cichu skąd pochodzą. To jest dla mnie chore.

    A ja już swoje się nasłuchałem nawet od bliskiej rodziny którą powojenne losy umiejscowiły w innej części polski, że jestem taki czy inny. I zarówno na wsi czy w innych miastach Polski.
    Nie zaprzeczam że w Warszawie też jest mnóstwo buraków, bo są. Ale generalizowanie to są kompleksy.
    Ja nikomu nie ubliżałem tylko dlatego że pochodzi z Poznania, Łodzi czy ze wsi.

    Pzdrawiam

  20. Zerohero said

    Re 18

    Panie Sybirak. Pan żeś nie zrozumiał ironii prostej jak budowa cepa!

    Re 19

    Ja się nasłuchałem od instruktora nauki jazdy, który był z prowincji. Człowiek nie miał żadnych hamulców i niesprokowany wylewał kubły pomyj na miasto i jego mieszkańców. Z kolei brat jak studiował na UW, to się również nasłuchał od przyjezdnych studentów (nie wiedzieli, że jest tubylcem). Z reguły były to jakieś nonsensowne zarzuty, bardziej jad niż krytyka w oparciu o obserwacje.

    Rozumiem, że takie zachowanie wymaga wmówienia sobie, że to jest w rewanżu, ale w wiekszości przypadków chodzi o zwyczajną zawiść albo fantazje ignoranta. A choćby autorka komentowanego wpisu! 3/4 tekstu to fantazje na temat „babilonu”, które z szarym Warszawiakiem nie mają żadnego związku. One nawet nie mają związku z fizycznym miastem. Takie pitu pitu.

  21. Kar said

    Wiech, kiedys dobrze malowal Warszawe, piszac;…”z rana skoro swit przez otwarte okno wlatywal nieustanny turkot wiejskich furmanek”….nawalnica z okolicznych wsi..pozniej stopniowo warszawska wies zaczela nabierac koloru impetu-skrzydel i stawala sie warsiawiakami w ostrogach…boso, ale w ostrogach

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: