Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Spełniłem swój obowiązek wobec Ojczyzny, lecz Ojczyzna zapomniała o mnie.

Posted by Marucha w dniu 2013-03-02 (sobota)

Moi Żołnierze Wyklęci.

Kiedy miałam 5 lat wszytko było takie jasne i proste. Ludzie dzielili się na bohaterów, partyzantów, komuchów i … ludzi.

A jaki powinien być bohater, to każdy głupi przecież wiedział. Musiał zajadać szpinak i mięso bez jęczenia i ba, nawet skrzywienia, łykał grzecznie tran, umiał czytać, wszystko wiedział, znał wszystkie magiczne słowa, nie kłamał, nie używał brzydkich słów (jak cholera i menda), mył zęby tym ohydnym proszkiem, a w ogóle był honorowy, był patriotą i walczył o wolność Polski.

Nie bardzo rozumiałam co ten honor, patriota i wolność znaczy, no ale wiedziałam  że to bardzo ważne. Przecież o tym mówił Dziadek. A Dziadek wszystko wiedział, nawet lepiej niż Babcia.

W moim krótkim życiu Dziadek był najważniejszy. Rodziców w tym czasie jeszcze nie znałam. Ojca, Żołnierza AK aresztowano, kiedy miałam niespełna rok, Mama musiała pracować, a mnie nie chciano przyjąć do żłobka. Zajęli się mną dziadkowie na drugim końcu Polski w Pionkach koło Radomia.

Dziadek odkąd pamiętam, był moim bohaterem. Z czasem ten mój prywatny panteon powiększał się. Najpierw dołączyłam do niego Dziadka brata, który był oficerem WP i jak mówił Dziadek „zatłukli go gdzieś w Rosji“. Później obok Amerykanów (mieli kiedyś w końcu pogonić kacapów i komunistów), Węgrów (byli naszymi braćmi i walczyli z komuną, a ja nawet jeździłam do Radomia z Dziadkiem, gdzie Dziadek oddawał dla nich krew), na dalszych miejscach byli Dziadka koledzy z lasu, i lekarz, bo leczy chorych. No, a najlepszy lekarz to doktor „Twardy“, który w lesie,  jak walczyli z Dziadkiem ze szkopami, ratował rannych.

Chyba miałam wtedy jakiegoś świra z tymi bohaterami, bo jeszcze byli harcerze (wydawało mi się, że wszyscy partyzanci, jako dzieci byli harcerzami), Indianie i Winetou, bo walczyli z okropnymi białymi twarzami i nasz sąsiad pan Lange (nie pamiętam dlaczego).

Na chwilę moją bohaterką była też pani kierowniczka w przedszkolu. A było to tak. W biurze przedszkola na półce stał długi rząd książek w jednakowych czerwonych oprawach ze złotym obrazkiem czterech panów. Te książki fascynowały mnie. Były takie eleganckie! Kiedyś zapytałam panią kierowniczkę kim są ci panowie, a pani kierowniczka powiedziała, że to jej nauczyciele. Jaka byłam dumna, że pani kierowniczka ma takich ważnych nauczycieli i włączyłam ją natychmiast do mojego panteonu bohaterów. Niestety, krótko tam zabawiła, bo Dziadek już wieczorem powiedział, że ci nauczyciele to największe komuchy i żebym takich głupstw nie rozpowiadała, bo to wstyd dla rodziny, a jak poszłam do łóżka, naradzał się z Babcią, czy dalej posyłać mnie do przedszkola.

Nic dziwnego, ze moim marzeniem nie były lalki i inne fizdrygałki…  ja chciałam być bohaterką. Starałam się nie kłamać (no ale wiedziałam, że jak pani w przedszkolu zapyta czy mamy radio, to trzeba powiedzieć, że nie i to nie jest takie zwykłe, zabronione kłamstwo). Usiłowałam też jeść szpinak (ma dużo żelaza(?), mówiła Babcia), no i to okropne mięso (ma białko(?)), ale nie bardzo mi wychodziło. Trzymałam więc kulki w buzi i wypluwałam do ubikacji. I tak już w wieku 5 lat zaczynałam rozumieć, że z tym bohaterstwem to nie jest tak łatwo i prosto.

Oficjalne uznanie, przez postkomunistyczną Polskę zasług Żołnierzy Wyklętych skłania mnie do smutnych refleksji.

Po pierwsze, dlaczego dopiero po 22 latach wolnej Polski?

Po drugie dlaczego działalność bojowników o wolność i niezależność Polski w latach 40 i 50 ubiegłego wieku nie doczekała się do dzisiaj intensywnych badań i kompleksowego opracowania przez historyków. Takich opracowań brak! Moje poszukiwania opracowań dotyczących działalności podziemia podczas okupacji i niepodległościowego na radomszczyźnie, czy w powiecie kozienickim, potwierdzają to twierdzenie.

Dlaczego wszystkie kontrowersyjne przypadki – gdzie ofiarami byli niewinni ludzie, z aparatem ówczesnej władzy nie mający nic wspólnego, nie zostały już dawno w miarę możliwości i wyjaśnione i jeżeli to możliwe osądzone? To samo dotyczy sędziów i prokuratorów, z czasów stalinowskich, którzy skazywali na śmierć nie tylko Żołnierzy Wyklętych, ale i żołnierzy podziemia walczącego z okupacją niemiecką. Tego wymaga rzetelność historyczna i pamięć nie tylko dla bohaterów tamtych ponurych i okrutnych czasów, ale także pamięć niewinnych ofiar.

Czy biorąc pod uwagę powyższe , nie jest ponurym chichotem historii, że mamy dzisiaj Dzień Żołnierzy Wyklętych, bez jakiegokolwiek rozliczenia zbrodniarzy, czy nawet dogłębnej rzetelnej wiedzy o tamtych czasach, a równocześnie nie potrafiliśmy doprowadzić do jakiegokolwiek, nawet symbolicznego rozliczenia najmłodszego pokolenia zbrodniarzy komunistycznych.

Czy znowu historia się powtórzy, i nasze wnuki będą rekompensowały nasze zaniechania ustanowieniem kolejnego Dnia Pamięci? Czy może nasze wnuki już nawet nie będą miały takiej możliwości?

Ludzie skazani przez reżim komunistyczny przez 45 lat na zapomnienie, na nieistnienie w społecznej świadomości to nie tylko Żołnierze Wyklęci, ale również niemal wszyscy (poza tymi z Gwardii Ludowej) żołnierze podziemia podczas okupacji, szczególnie ci z Armii Krajowej. Byli zniesławiani, opluwani i wykluczeni permanentnie z narodowej pamięci w czasie PRL-u. I chociaż sytuacja zmieniła się po 1989 r. , wykreowane przez komunistyczną propagandę zapomnienie pokutuje do dzisiaj. Zmieniły się argumenty, nazewnictwo. Zmieniła się propagandowa narracja. I tyle.

Tego wykluczenia z narodowej pamięci wszystkich żołnierzy podziemia i tych podczas okupacji niemieckiej i tych po 1945 r, nie załatwia ustanowienie oficjalnego Dnia Żołnierzy Wyklętych.

Dzisiaj dla wielu Polaków, być może nawet większości, historia nasza nie wnosi żadnych wartości. Ci co walczą o przywrócenie pamięci powstań narodowych, pamięci bojowników podziemia podczas okupacji i Żołnierzy Wyklętych, to „czciciele klęsk”. Patriotyzm to fobia, a tożsamość narodowa to ksenofobia, nacjonalizm i faszyzm.

Ci ludzie wstydzą się swojej polskości, swojej historii i swoich korzeni. Nawet w najczarniejszych czasach PRL-u Polacy rozumieli, iż pamięć historii jest warunkiem przetrwania Narodu. Nawet komuna przez 45 lat nie zrobiła nam skutecznie takiego prania mózgu! W „wolnej“ Polsce zaczyna się udawać!

Wystarczyło dwadzieścia parę lat i odstawiliśmy na śmietnik naszych bohaterów i naszą historię.

Czy oficjalne ustanowienie Dnia Żołnierzy Wyklętych i związane z nim obchody zmieniły, czy zmienią ten stan rzeczy? Czy też coraz więcej Polaków będzie uznawało się za „europejczyków“?

Ci europejczycy twierdzą, że przez ten patriotyzm, martyrologię narodu, rzekome „cierpiętnictwo“ mylone z pamięcią, jesteśmy pośmiewiskiem na świecie. Czy nikt ich nie uczył, że dzięki historii i pamięci człowiek wie, kim jest? Że to nasi przodkowie walczyli o zachowanie polskiej tożsamości w czasach, gdy na mapie Europy nie było naszej Ojczyzny. I że ta walka o tożsamość narodową była dla Polaków walką o przetrwanie?

Nie dociera do nich, że tylko narody, które szanują swoich bohaterów i swoją historię, są szanowane.

Ale też z drugiej strony wydaje mi się, że wielu, nie tylko bardzo młodych ludzi, nie bardzo wie jak i kogo szanować? Prezydent podpisuje ustawę o ustanowieniu Dnia Żołnierzy Wyklętych, a równocześnie uważa generała Jaruzelskiego za bohatera! Szefem BBN jest „absolwent“ kursów Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR, tzw. „woroszyłówki”, a jego doradcą jest T. Mazowiecki, który pisał w 1952r.:

Byłoby jakąś ahistoryczną, sentymentalną ckliwością nie widzieć tego, że każda wielka przemiana dziejowa pociąga za sobą ofiary także w ludziach. Każda rewolucja społeczna przeciwstawia sobie tych, którzy bronią dotychczasowego porządku rzeczy, i tych, którzy walczą o nowy; przeciwstawia bezlitośnie. Jej prawa są twarde.

Rzadko w życiu ogarnia mnie obezwładniającą bezsilność, osłupienie i rozpacz, jakiej doświadczam coraz częściej obecnie.

Dziadek był jednym z organizatorów ZWZ w Pionkach w październiku 1939r., póżniej w lesie AK SOB, był szefem oddziału do końca wojny. W styczniu 1945r. oficjalnie zdemobilizował się po formalnym rozwiązaniu AK przez gen. Leopolda Okulickiego ps. „Niedźwiadek” 19 stycznia 1945 r. Po powrocie do domu tego samego dnia, a może kilka dni później dostał ostrzeżenie, że Narodnyj Komissariat Wnutriennych Dieł jest w domu człowieka o tym samym nazwisku po drugiej stronie miasteczka, szukają Dziadka i chcą go aresztować.

Ukrywał się do amnestii wiosną 1947r. Potem aresztowanie, przesłuchania. Przeżył, wyszedł. Żył. Był miejscową legendą wśród kolegów z lasu. Umarł w 1972r. Towarzysze broni nieśli na plecach jego trumnę 6 km przez miasto. Dzisiaj koledzy nie żyją, a wraz z nimi umarła pamięć. Historia oddziału nigdy nie została opracowana. W PRL-u był śmieciem AK-owskim, a w „wolnej“ Polsce ?

W jednym z “podań“ do władz PRL-u, pisanym w 1961 r.  Dziadek napisał

„ Analizując swoje przeżycia z okresu okupacji w oddziałach partyzanckich, uświadamiam sobie, że spełniłem swój obowiązek wobec Ojczyzny, lecz Ojczyzna zapomniała o mnie.“

Na zdjeciu mój Ojciec w 1946r.

http://niepoprawni.pl

Należy sprywatyzować Instytut Pamięci Narodowej, sprzedając go w ręce np. Adama Michnika. Wszystko co prywatne, jest zawsze lepsze niż państwowe.
Admin.

Komentarzy 10 to “Spełniłem swój obowiązek wobec Ojczyzny, lecz Ojczyzna zapomniała o mnie.”

  1. Rysio said

    Znałem jedengo kombatanta – co to pobierał pieniądze za walkę z Niemcami.

    Jażeśmy policzyli ile ma lat to nam wszło że na początku wojny miał 2 lata.

    Zapewne walczył z Niemcami i robił dywersyjną robotę – s r a j ą c w swoje pieluchy.

    A gdzie go Pan poznał? Miał jakieś nazwisko? – admin

  2. Infonurt2 ( na domenie http://www.infonurt3.com): Ojczyzna ich olała – to fakt- i dlatego Polacy/Polski europejczyki czyszczą kible niemcom i u siebie w kraju Żydom od 67 lat!!- to tez fakt.Daje im to szacunek za takiego europejczyka ?

  3. Wnuczka Bałachowca said

    Oddział Burego zamordował 31 stycznia 1946 roku trzydziestu białoruskich furmanów. Rajd oddziału, trwający od 28 stycznia do 2 lutego 1946 roku, był znaczony łunami pożarów wsi i krwią mordowanych niewinnych mężczyzn, kobiet i dzieci. Bury spalił wsie Zaleszany, Wólkę Wygonowską, Szpaki i Zanie. W ciągu trzech dni zamordowano – rozstrzeliwując i paląc żywcem – osiemdziesiąt osób. Wszystkie ofiary były Białorusinami wyznania prawosławnego.

  4. Ad. 3

    „W ciągu trzech dni zamordowano – rozstrzeliwując i paląc żywcem – osiemdziesiąt osób. Wszystkie ofiary były Białorusinami wyznania prawosławnego.”

    – A co było przyczyną egzekucji? A może przyczyny NIE BYŁO? Hę? Coś mi się wydaje, że jednak była. I o tej przyczynie do dziś cicho…

  5. „Po pierwsze, dlaczego dopiero po 22 latach wolnej Polski?”

    – Czy nie dlatego, że najważniejsi świadkowie już nie żyją i wobec tego można historię pisać bez skrępowania faktami?

  6. Marucha said

    Re 4:
    No coś Pan?
    Polacy, jak zwykle, mordują wszystkich naokoło bez powodu. Ot tak, dla fantazji. Podobno mordowali także przyjacielskich Niemców, którzy przyszli im z pomocą w 1939.

  7. Błysk said

    Dziwna to i głupia ,jeśli wręcz nie obraźliwa nazwa ” żołnierze wyklęci” .Przez kogo wyklęci ? Przez komunistów? Przecież to bzdura . To żołnierze niezłomni, tak ich się powinno nazywać .Na pewno była jakaś przyczyna zabicia Białorusinów i nie wiem czy ich palono żywcem . Prawd. współpraca tych białoruskich wiosek z UB i NKWD.Partyzanci narodowi lekkomyślnie by tego nie uczynili.

    Niech się Pan nie obraża. To wspaniała nazwa. Wyklęci… przez łotrów, bandytów, kanalie, zdrajców! – admin

  8. Wnuczka Bałachowca said

    Ad 5 . Józef Puławski, ps. „Gołąb”: – Na akcję w Hajnówce przyjechaliśmy podwodami, które wzięliśmy w jednej z białoruskich wsi. Potem po pacyfikacji, tych furmanów „Bury” kazał rozstrzelać, część z nich uciekła. Do dziś nie mogę zrozumieć, po co to zrobił. Tłumaczył nam i potem na rozprawie mówił: „To nie są Polacy, tylko Białorusini” Nadzieja Sawczuk opowiedziała o zdarzeniu z września 1939 roku w Zbuczu: – Miałam czternaście lat. Pomagałam tacie w obrządku. Poszliśmy do stodoły. Zobaczyliśmy, jak spod siana wynurzają się młodzi chłopcy w mundurach polskiego wojska. A tymczasem do wsi weszli już Niemcy. Żołnierze padali do nóg taty: „Panie, ratuj nam życie”. Tato do mnie: „Biegnij, Nadzia, do mamy. Niech na strychu poszuka starych ubrań”. Mama ubrania znalazła, przyniosłam je do stodoły. Zdjęli mundury, przebrali się. Na drogę dostali połeć słoniny i bochen chleba. Ojciec wyprowadził ich za stodołę i wskazał bezpieczną drogę na Bielsk Podlaski. Nie pytał: „Ty katolik, czy Żyd?”. Widział polskiego żołnierza w niebezpieczeństwie, więc mu pomógł. Po kilku latach tata został zakatowany przez polskich żołnierzy podziemnych, bo był innej wiary, mówił innym językiem niż polski…

  9. Wnuczka Bałachowca said

    Odszkodowania dla Rajsa juniora i jego matki to – kwota 180 tys. zł. Rodzinom pomordowanych,utrudniano nawet postawienie pomnika….taka dola moich przodków Obojga Narodów.

  10. Kazik said

    ad . 8 ale kminisz . Dej sie chopie d… rady i nie fanzol .

Sorry, the comment form is closed at this time.