Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    JanuszT o Fikcja z reparacjami
    Anucha o Co powiedział Prezydent Federa…
    JanuszT o W obronie Sikorskiego
    semperparatus o Dugin: nowa epoka
    Carlos o Zakłady zbrojeniowe Bumar-Łabę…
    prostopopolsku o Dugin: nowa epoka
    Krzysztof M o Zakłady zbrojeniowe Bumar-Łabę…
    Włodek o Tak kot przekazuje ważną wiado…
    prostopopolsku o Dugin: nowa epoka
    Ale dlaczego? o Zakłady zbrojeniowe Bumar-Łabę…
    prostopopolsku o Anglosaski „mordplan” gospodar…
    kontra o Wolne tematy (68 – …
    Peryskop o Tak kot przekazuje ważną wiado…
    Greg o Zakłady zbrojeniowe Bumar-Łabę…
    kontra o Wolne tematy (68 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 620 obserwujących.

Trzecie oko Wojtyły – Pielgrzymka Jana Pawła II do Indii

Posted by Marucha w dniu 2013-03-06 (Środa)

“Nie jest rolą Kościoła nauczanie niewierzących. Musi on szukać ze światem tego co wspólne”
Papież bł. Jan Paweł II Wielki.

Artykuł pochodzi z początku lat 1990-tych. Zaszokował nawet gajowego – admin

W ostatnich latach licząc od Soboru Watykańskiego Drugiego, powszechna praktyka obserwowana wśród członków Kościoła Soborowego o bardziej tradycyjnych zapatrywaniach, ukazuje ich poparcie dla pewnych aspektów życia katolickiego (tj. Mszy łacińskiej, spełnienia żądania Najświętszej Panny z Fatimy dotyczącego „nawrócenia Rosji”) bądź ich dezaprobatę względem niektórych „nadużyć” zatwierdzonych w diecezjach (na przykład: „ministrantki”, nieskromne lekcje wychowania seksualnego w miejscowych szkołach parafialnych) poprzez przedkładanie petycji do Rzymu.

Pomimo faktu, iż takie apele spotykają się zawsze z głuchym milczeniem ze strony Watykanu, „prawdziwie wierzący” przekonani, że ortodoksja znalazła przyjaciela w osobie Jana Pawła II, nie ustają w zbieraniu podpisów, w nadziei, iż tym sposobem przyczynią się do zmian na lepsze.

Papież Jan Paweł II formalnie oddaje się pod władzę bożka Sziwy. Czy takie rzeczy wolno robić nawet dla żartu? Albo dla przypodobania się gospodarzom?

Jako przykład takiego bezowocnego działania podamy wydarzenie, które miało miejsce w czerwcu 1984 roku, kiedy to grupa świeckich w Indiach zaprotestowała sprzeciwiając się „hinduizacji Kościoła” (1). Zwrócili uwagę, iż podobna usilna prośba (podpisana przez ponad 7000 soborowych „katolików”) została przedstawiona w 1976 roku „Jego Eminencji kardynałowi Picachy’emu, przewodniczącemu Konferencji Biskupów Indii w biurze CBCI w New Delhi… Jednakże głos świeckich został całkowicie zignorowany; NAWET NIE RACZONO POTWIERDZIĆ PRZYJĘCIA TEJŻE PETYCJI” (2). Z pewnością musiano tak rozumować: możemy zwracać się do Jana Pawła II, by mieć pewność, że dyrektywy Watykanu w sprawie inkulturacji są poprawnie wprowadzane w życie.

Inkulturacja to sformułowanie utworzone po Vaticanum II, mające wyrazić aspekt soborowej, innowacyjnej teologii (na próżno można by szukać tegoż hasła w przedsoborowej „Catholic Encyclopedia” [Katolickiej Encyklopedii] czy w obszernym świeckim dziele informacyjnym „The Oxford English Dictionary” [Oksfordzkim Słowniku Angielskim].

W przeciwieństwie do autentycznych katolickich praktyk chrystianizowania drugorzędnych aspektów pogaństwa czyli na przykład dopuszczania tubylczej sztuki religijnej, muzyki, strojów etc., inkulturacja, powierzchownie to przypominając, włącza przeszczepianie zwyczajów, modlitwy bądź niechrześcijańskich wierzeń do liturgii, wystawiając tym samym wiarę katolicką na poważne niebezpieczeństwo. [Inkulturacja jest więc odwrotnością chrystianizacji – admin]

Na zilustrowanie tej różnicy, można najpierw wskazać przykład pochodzący z czasów przedsoborowych, misjonarzy jezuitów – Ojca Roberto de Nobili w Indiach oraz Ojca Matteo Ricci w Chinach i Japonii. Zapożyczyli oni rodzimy sposób ubierania się oraz miejscowe zwyczaje, aby ułatwić sobie dzieło ewangelizacji (mimo niewłaściwego zastosowania używanych metod – co zostało potępione przez Rzym – zasadnicza taktyka postępowania została zatwierdzona).

Jako przykład inkulturacji nowego rodzaju posłużyć nam może przypadek niewolników i ich potomków oddających cześć pogańskim bożkom swych zachodnioafrykańskich przodków pod pretekstem składania czci Panu Naszemu Jezusowi Chrystusowi, Maryi Dziewicy i innym świętym, co odbywa się w prymitywnych, synkretycznych sektach spirytystycznych takich jak Macumba (Brazylia), Santeria (Kuba) i Voodoo (Haiti i Luizjana). Chociaż wielu zwolenników tych sekt prowadziło podwójne życie podając się za katolików, Kościół zawsze zakazywał jakichkolwiek związków z tego typu grupami.

Ostatni protest wynikł z pomysłu – przedstawionego przez CBCI w 1969 roku – zmodyfikowania liturgii, tak aby stała się (rzekomo) środkiem służącym do przyciągnięcia Hindusów do Kościoła. Dwanaście punktów tejże propozycji niezwykle szybko uzyskało błogosławieństwo Watykanu: zatwierdzający ją list, podpisany przez arcybiskupa Annibale Bugniniego CM, sekretarza Rady ds. Wdrażania Dekretu o Liturgii (i projektodawcy Novus Ordo Missae, mocno podejrzewanego o udział w masonerii) nadszedł w ciągu dziesięciu dni od dnia przedłożenia propozycji (3).

Zważywszy na charakter omawianych punktów, zdecydowanie zdumiewa, iż w ogóle zostały one zatwierdzone. Wśród najbardziej uderzających przykładów synkretyzmu zaakceptowanych przez Rzym było użycie w kilku punktach do odprawianej w sanskrycie „hinduskiej Mszy” – mantry om (lub aum), najświętszego dla hindusów słowa oznaczającego trzy główne bóstwa Trimurti, czyli fałszywej trócy (a = Brahma – twórca; u = Wisznu – protektor; m = Sziwa lub Shiva – niszczyciel); uklęknięcie zastąpiono hinduskim gestem, wykonywanym na cześć bożków; w chwili zaś okadzania Biblii celebrant śpiewa: „Brahma jest prawdą, wiedzą nieskończoną”; lektorzy otrzymują „błogosławieństwo” hinduską malamudrą przez przewodzącego duchownego, nie zaś katolickim znakiem Krzyża; Chrystus jest poniżony do stanu wcielenia [awatara], jednego z wielu „przejawów” hinduskiego „boga” Brahama (nie mylić z Brahmą, który jest natomiast jakimś aspektem tej większej bezosobowej siły), łącznie z innymi: Wisznu, Kriszna, etc. itp. (4). (Niektórzy ze zwolenników nieżyjącego już hinduskiego reformatora politycznego, Mahatmy Gandhiego, czczą go jako wcielenie [awatar]).

I właśnie o tej „indyjskiej Mszy” doniesiono Janowi Pawłowi II, błagając go, by „natychmiast położył kres… wszystkim panteistycznym rytuałom”, odbywającym się w większości przypadków w budynkach mających służyć jako katolickie kościoły (5). Victor Kulanday, konserwatywny, soborowy dziennikarz z Indii, którego nazwisko pojawia się na czele listy wybitnych indyjskich osób świeckich podpisanych pod petycją, tak się wyraża w przedmowie do pierwszego wydania swej książki „The Paganization of the Church in India” [Poganizowanie Kościoła w Indiach]:

„Szczerze modlę się, by donośny dźwięk trąby pobudził przygnębionych katolików do walki, a jej echo rozeszło się korytarzami Watykanu, alarmując Stolicę Piotrową, aby dostrzegła ciemność spowijającą Kościół w Indiach, które wkrótce odwiedzi Ojciec Święty” (6).

Ta pełna nadziei nota została napisana w październiku 1985 roku, szesnaście miesięcy po tym jak Jan Paweł II otrzymał petycję [czerwiec 1984 – zob. wyżej] (która została doręczona przez czteroosobową delegację, zdopingowaną do tego przez takie osobistości jak Ojciec Frederick Schell, Michael Davies i śp. Hamish Fraser) i na cztery miesiące przed jego podróżą do Indii.

Niespodziewana odpowiedź

W niedzielę 26 stycznia 1986 roku Jan Paweł II zwrócił się do osób zgromadzonych na Placu św. Piotra informując o swej zbliżającej się podróży. „Jadę do Indii jako pielgrzym pokoju” – powiedział – „i jako pasterz, którego zadaniem jest utwierdzanie swoich braci w wierze, w jedności eklezjalnej i w ich świadczeniu o Chrystusie…”. Tak wytyczone cele wydawały się być dokładnie tym na co liczyli autorzy petycji. Jednakże soborowe pozory są często zwodnicze.

Nie pierwszy to już raz, roszczący sobie prawo do Stolicy Piotrowej odbywał podróż do kolebki hinduizmu. Kiedy Paweł VI uczestniczył w Międzynarodowym Kongresie Eucharystycznym w Bombaju w roku 1964, użył podobnego sformułowania, aby wyrazić swój zamiar: „Papież jest świadkiem, pasterzem, podróżującym apostołem…” (7). Wysiadając z samolotu indyjskich linii lotniczych Air India spotkał się z owacyjnym przyjęciem, a tłumy, które ustawiły się wzdłuż trzynasto milowej trasy przejazdu wykrzykiwały „Bura Guru!” – „Najświętszy człowiek”. Nie wszyscy mile go witali, niektórzy zgadzali się z napisem widniejącym na billboardach: „Strzeżcie się! Papież przybywa na czele trzydziestu tysięcy misjonarzy” (8).

Hinduskie obawy, że drugi święty Tomasz lub Franciszek Ksawery podbija ich ojczyznę, ażeby zapoczątkować masowe nawrócenia na naukę Chrystusa, obróciły się w niwecz: Paweł VI spotkał się na równej stopie z sędziwym hinduskim „świętym człowiekiem”, zacytował Upaniszadę, świętą księgę hindusów podczas homilii i stanął w obronie „praw” niechrześcijan do okazywania ich wiary „zewnętrznie w odpowiedniej formie kultu” (9).

Idąc w ślady swojego poprzednika Jan Paweł II opowiedział się za równoprawnym statusem z bałwochwalcami. Mówił o potrzebie „dialogu międzyreligijnego”, modlił się i zasadził pamiątkowe drzewko przy pomniku Gandhiego, którego określił mianem „bohatera ludzkości” (ten „nadzwyczajny człowiek” – jak Jan Paweł II go również określił – choć studiował prawo w Londynie i tam doskonale zaznajomił się z życiem i nauczaniem Chrystusa, to jednak wyraźnie odrzucił Go jako Pana i Zbawiciela), a zwracając się do ekumenicznego zgromadzenia 1000 liderów różnych wyznań – w tym hinduistów, sikhów, wyznawców dżinizmu, parsów i buddystów – orzekł, iż oni wszyscy „głoszą prawdę o człowieku” (10).

Na tym samym spotkaniu wezwał ich do „humanizmu, który nas łączy” do „budowania ziemskiej społeczności, która już stanowić będzie wyobrażenie wiecznego miasta”…

Jakie wrażenie mogło wywrzeć takie oświadczenie na muzułmaninie, który wyobraża sobie niebo jak ogród zmysłowych rozkoszy, albo na innych, którzy wyobrażają je sobie jako wyzwolenie z cyklu ponownych narodzin i od „złudzenia” jaźni – tego można się tylko domyślać. Jednakże dużo bardziej oczywisty wpływ winno to wywrzeć na katolika, który przypomina sobie nauczanie św. Augustyna: „Dwie miłości tworzą dwa państwa: miłość własna, która dochodzi nawet do wzgardy Boga – ziemskie państwo; i miłość do Boga, która sięga aż do wzgardy samego siebie – państwo niebieskie”. Państwa te – pisze papież Leon XIII w swojej encyklice Humanum genus – oznaczają odpowiednio „królestwo szatana” zasiedlone przez „tych, którzy odmawiają posłuszeństwa Boskiemu i wiecznemu prawu”, oraz „Królestwo Boga na ziemi, mianowicie Kościół Jezusa Chrystusa”, którego członkowie „powinni służyć Bogu i Jego Jednorodzonemu Synowi, całym swym umysłem i całą swą duszą”.

Jeśli Victor Kulanday i jego współtowarzysze oczekiwali jakiegoś znaku, że Jan Paweł II rozważył problem „poganizacji”, w związku z którym skierowali do niego petycję, i że podejmie tę kwestię w przemówieniu do biskupów Indii, to wkrótce mieli uzyskać odpowiedź. Owa odpowiedź, jednakże, okazała się być zupełnie przeciwną do jakichkolwiek ich wyobrażeń.

„Odpowiedź” Jana Pawła II składała się z kilku części. Pierwsza zawierała po raz kolejny powtórzone, nawiązania do w pełni zaaprobowanych oświadczeń złożonych przez znanych prominentnych hindusów, takich jak Gandhi, poeta Rabindranath Tagore i Swami Vivekananda, postaci, które znacznie przyczyniły się do popularyzacji hinduizmu na Zachodzie (o czym nieco później). Przytacza on ten sam ustęp, który Paweł VI wyjął z Upaniszady: „tylko prawda triumfuje”, lecz zarazem powiększa chaos cytując bezpośrednio po tym w swoim przemówieniu fragment ze świętego Pawła – „Pawła z Tarsu” – w którym Apostoł oświadcza, że katolicy muszą działać tylko na rzecz prawdy (2 Kor. 13, 8).

Przemówienie to zostało wygłoszone 3 lutego w Kolegium św. Ksawerego w Kalkucie do przedstawicieli innych religii, a Jan Paweł II utwierdził ich w błędzie mówiąc im: „Wasz wkład w dzieło prawdy ma najwyższe znaczenie”. Żaden wysiłek nie został tu podjęty, by wykorzystać jakiekolwiek prawdy mogące wynikać z pogańskiego nauczania, po to aby wyprowadzić ich z ciemności, a pojęcie „prawdy” zostało raczej mglisto rzucone, bez rozróżnienia, ażeby spoić w jedno różniące się i sprzeczne wierzenia chrześcijan, bałwochwalców oraz innych niewierzących.

Dnia 1 lutego Jan Paweł II zakończył swój pierwszy dzień w Indiach „koncelebrą nowej mszy”, wraz ze 124 miejscowymi biskupami soborowymi. O ile L′Osservatore Romano nie zaznacza czy nabożeństwo to było „indyjską mszą” czy też nie, to jednak informuje, że dwa dni później poleciał on do Ranchi, „gdzie przewodniczył mszy odprawianej w językach angielskim i hindi”. Przemówienie zaś, jakie później wygłosił do biskupów Indii zawiera fragment, który pozostawia niewiele wątpliwości co do tego jak postrzegał „hinduizację”, na którą uskarżano się w petycji. „Biskupi – pouczał – ponoszą szczególną odpowiedzialność za liturgiczną inkulturację, której celem jest jak najskuteczniejsze przenoszenie «niezmierzonych bogactw Chrystusowych» do liturgicznego życia Kościoła”. Dodał, iż:

„…ważne jest, by doktrynalna kontrola i duszpasterskie przygotowywanie wiernych zawsze poprzedzało wdrażanie norm liturgicznych. Owo wdrażanie musi okazywać należyty szacunek dla innych wrażliwości religijnych ludzi będących w obrębie eklezjalnej społeczności, podczas gdy preferencje indywidualnych osób i grup muszą być podporządkowane wymogom kościelnej jedności kultu…”.

Mogło to zabrzmieć zachęcająco dla autorów petycji. Jednakże, „papież” odnosząc się do „liturgicznej inkulturacji”, jednocześnie jasno daje do zrozumienia, że biskupi mają obowiązek „doktrynalnej kontroli” oraz „okazywania należnego szacunku wobec innych wrażliwości religijnych…”. Należy przyznać, że wzmiankę o „duszpasterskim przygotowywaniu wiernych” podejrzliwe umysły mogą zinterpretować w znaczeniu indoktrynacji do nowego „hinduistyczno-katolickiego” systemu wierzeń, natomiast ci, których „preferencje… muszą zostać podporządkowywane” to właśnie osoby, które odrzucają przyjęcie tegoż systemu; lecz trudno jest – powiedzą konserwatywni zwolennicy soboru – uwierzyć, że taki „orędownik ortodoksji” jak Jan Paweł II mógłby kiedykolwiek stanąć po stronie ludzi poganizujących Kościół. Pomimo to, Victor Kulanday zmuszony był napisać:

„W okresie wielkanocnym 1988 roku ze smutnym i ciężkim sercem, jako stojący na czele Delegacji, muszę stwierdzić, że STOLICA APOSTOLSKA [sic] nie przedsięwzięła ŻADNEGO działania choćby po to by zweryfikować fakty, nie mówiąc o wysłaniu Komisji do zbadania prawdy o niebezpieczeństwie poganizacji” (11).

Posunął się dalej lamentując nad tym jaka „to wielka szkoda, że sami pasterze niweczą swoją trzodę” (12). Tak samo jak celna jest ta ocena, dokładnie tak samo tragiczna jest sytuacja, w której Kulanday, podobnie jak jego wyżej wymienieni doradcy, uporczywie odmawia przyznania, że to właśnie sama „Stolica Apostolska” sankcjonuje takie świętokradztwa.

Pomimo, iż poczynania Jana Pawła II w Indiach były z pewnością znane Victorowi Kulanday’owi i jego współtowarzyszom (działania, które pokrótce zostaną ukazane, czynią z niego najgorszego rodzaju „poganizatora”), książka „Poganization of the Church” zupełnie je przemilcza, co jeszcze raz ukazuje typowe dwulicowe standardy stosowane przez konserwatywnych zwolenników soboru, podczas dyskusji dotyczących ich ukochanego przywódcy.

Trzeba powiedzieć, iż wiedzieć o jego współudziale z innymi niszczycielami trzody, a pomimo to ignorować tenże fakt, czy nawet ukrywać takie informacje przed innymi (pozostawiając niekiedy wrażenie, że Jan Paweł II jest rzekomo bezsilny, lecz on sam trwa nieskażony innowierczym wirusem) jest rzeczą karygodną. Ktoś prawdziwie oddany restauracji wiary katolickiej musi z konieczności być przygotowany do zwalczania fałszywych pasterzy na wszystkich szczeblach.

Dygresja: Hinduizm a religia Vaticanum II

Kiedy tradycyjni katolicy pragną wykazać dlaczego Vaticanum II brakuje charakteru dwudziestu prawowitych soborów ekumenicznych, które go poprzedzały, często wskazują na dokumenty odnoszące się do Kościoła (Lumen gentium), o Kościele w świecie współczesnym (Gaudium et spes), ekumenizmie (Unitatis redintegratio), albo o wolności religijnej (Dignitatis humanae). Równie niepokojąca, na swój sposób, jest chociażby deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich (Nostra aetate). Wspomina się w niej o hinduizmie, buddyzmie, muzułmanach i żydach.

Składająca się ze 1117 słów Nostra aetate jest najkrótszym spośród wszystkich oficjalnych dokumentów soboru, niemniej jednak, docenić należy jej wymowę, albowiem stanowi ona fundament, który leży u podstaw stosunków Jana Pawła II ze wspomnianymi wyżej czy innymi religiami niechrześcijańskimi. Pośrednio wynikające z niej odrzucenie katolickiej doktryny dotyczącej owych fałszywych religii jest tak nowatorskie, iż, rzucając okiem wstecz, niewiarygodnym wydaje się, że większość ojców soboru mogła to zatwierdzić. (Końcowe głosowanie, które miało miejsce 20 listopada 1964: 1651 głosów za (placet), 99 głosów przeciw (non placet) i 242 za z zastrzeżeniami (placet juxta modum).

W uderzającym kontraście do fragmentów z dzieł św. Augustyna i papieża Leona XIII o dwóch przeciwstawnych społecznościach (to jest o Państwie Bożym i Państwie Człowieka), do których nawiązaliśmy powyżej, Nostra aetate głosi, że: „Jedną bowiem społeczność stanowią wszystkie narody” i „jeden także mają cel ostateczny, Boga” (13). Religie te „nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi” dodaje przeciwstawiając się oczywistej wymowie Pisma Świętego: „A światłość w ciemnościach świeci, a ciemności jej nie ogarnęły” i „Na świecie był, a świat przezeń uczyniony jest, a świat Go nie poznał” (św. Jan 1, 5. 10) (14). Pojednawczy ton użyty w deklaracji zaciemnia różnice, które są absolutnie konieczne do jakiegokolwiek rozważania tegoż zagadnienia:

„(…) w hinduizmie ludzie badają i wyrażają boską tajemnicę poprzez niezmierną obfitość mitów i wnikliwe koncepcje filozoficzne, a wyzwolenia z udręk naszego losu szukają albo w różnych formach życia ascetycznego, albo w głębokiej medytacji, albo w uciekaniu się do Boga z miłością i ufnością (…)” (15).

Jaką dokładnie boską tajemnicę ludzie badają i wyrażają w hinduizmie? Tajemnice egzystencji wspomniane wcześniej w Nostra aetate – takie jak sens życia, dobro i grzech, szczęście i cierpienie oraz tajemnica tego, co istnieje po śmierci – stanowią przedmiot zainteresowania zarówno filozofa jak i teologa, dlatego też mogą być rozważane jako „boskie” tajemnice w ograniczonym sensie. Są one, po prostu, rodzajem zagadnień, jakie wszyscy ludzie (nawet ateiści) rozważają i stanowią pytania, na które ludzie na przestrzeni wieków udzielali różnych, często sprzecznych odpowiedzi. Samo stwierdzenie, że religijne ugrupowanie rozważało te tajemnice, z trudnością legitymizuje jego nauczania; to co może je legitymizować to rodzaj udzielonych odpowiedzi na owe pytania.

Co się tyczy Boskich Tajemnic objawionych przez Samego Boga, to oczywiście, hindusi jak i wszyscy niewierzący tkwią tu w bezdennej nieświadomości. Użycie terminu „boska tajemnica” może być wówczas postrzegane w dwóch znaczeniach: pierwsze nie daje czytelnikowi żadnej wiedzy dotyczącej hinduistycznego światopoglądu, jedynie stwierdza, iż rozważają te rzeczy, nad którymi zastanawiają się wszyscy ludzie, podczas gdy drugie tylko przypomina, że sobór często używał niejasnej semantyki, jako że hindusi, dalecy są od badania czy wyrażania, gdyż ani nie pojmują ani nie wyznają prawdziwej Wiary.

Znacznie bardziej poważny problem znajduje się w końcowej części przytoczonego ustępu, gdzie stwierdzono, iż hindusi poszukują „wyzwolenia z udręk naszego losu (…) w uciekaniu się do Boga z miłością i ufnością”. Potworność! I pomyśleć, że zostało to zatwierdzone na czymś, co rozpoczęło się jako rzymskokatolicki sobór ekumeniczny. Dowodzi to do jakiego stopnia modernistom powiodła się wywrotowa działalność prowadzona w seminariach od czterdziestu lat przed soborem.

Żadne inne wyjaśnienie (chyba tylko, być może, obecność LSD w dostawach wody na sobór) nie jest dostateczne – po ludzku mówiąc – by wyjaśnić jak takie oczywiste odwrócenie dogmatu Kościoła, taka oczywista herezja mogła zostać zatwierdzona przez biskupów. Nauczając, że hindusi praktykujący swoją religię są w stanie „uciekać się do Boga z miłością i ufnością” Vaticanum II ogłosił cały zestaw powiązanych ze sobą błędów:

1) cześć oddawana hinduistycznemu bóstwu [jest] czcią składaną prawdziwemu Bogu;

2) wspomniany kult, jednakże, nie jest wytłumaczony jako pogwałcenie Bożego Przykazania zakazującego służenia fałszywym bogom;

3) jako, że wyrażenie o „uciekaniu się do Boga z miłością i ufnością” nie zostało poprzedzone słowem „rzekomym” bądź jakimkolwiek innym określnikiem, okazuje tym samym jasny zamysł przedstawienia fałszywej religii jako alternatywnej, nawet jeśli niedoskonałej, drogi zbawienia;

4) ogólny skutek ma polegać na tym by wiarę w Jezusa Chrystusa i przynależenie do Jego Kościoła sprowadzić do jakiegoś drugorzędnego albo marginalnego znaczenia bądź nawet jeszcze gorzej.

Dogmat prawdziwego Kościoła, do którego wszyscy muszą przystąpić by otrzymać zbawienie został porzucony. W jego miejsce pojawiła się koncepcja powszechnego zbawienia. Nigdzie indziej sprzeczność między katolickim a soborowym nauczaniem nie jest bardziej widoczna jak w porównaniu wielkopiątkowych modlitw. Używany od zarania Kościoła, tradycyjny rzymski ryt, skodyfikowany przez papieża świętego Piusa V zawiera następującą modlitwę:

Pro conversione Infidelium

Oremus et pro paganis: ut Deus omnipotens auferat iniquitatem a cordibus eorum; ut relictis idolis suis, convertantur ad Deum vivum et verum, et unicum Filium ejus Jesum Christum Deum et Dominum nostrum. Oremus. Flectamus genua. R. Levate. – Omnipotens sempiterne Deus, qui non mortem peccatorum, sed vitam semper inquiris: suscipe propitius orationem nostram, et libera eos ab idolorum cultura; et aggrega Ecclesiae tuae sanctae, ad laudem et gloriam nominis tui. Per Dominum nostrum Jesum Christum. R. Amen.

O nawrócenie pogan

„Módlmy się także za pogan: niech Bóg Wszechmogący usunie z ich serc nieprawości, aby wyrzekłszy się bałwochwalstwa nawrócili się do Boga żywego i prawdziwego, do Jego Syna Jednorodzonego Jezusa Chrystusa Boga i Pana naszego. Módlmy się. Zegnijmy kolana. R. Powstańcie. – Wszechmocny, wiekuisty Boże, Ty nie pragniesz śmierci grzeszników ale ich życia! Przyjmij łaskawie modlitwę naszą, wyzwól ich od bałwochwalstwa, i przyłącz do Kościoła Twojego świętego na cześć i chwałę imienia Twojego. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. R. Amen” (Mszał Rzymski, 1949).

Katolickie nauczanie dotyczące zła tkwiącego w bałwochwalskich kultach i konieczność wyrzeczenia się przez pogan niegodziwych dróg oraz przyjęcia prawdziwego Boga poprzez przyłączenie się do Jego Kościoła są wspaniale tutaj przedstawione. Zreformowana liturgia Pawła VI/Bugniniego odbiega znacząco od tego – tak literą jak i duchem:

Za tych, którzy nie wierzą w Chrystusa

„Módlmy się za tych, którzy nie wierzą w Chrystusa, aby i oni napełnieni światłem Ducha Świętego, mogli wkroczyć na drogę zbawienia. Wszechmogący, wieczny Boże, spraw, aby niewierzący w Chrystusa, postępując zgodnie z sumieniem znaleźli prawdę; i abyśmy przez wzrost we wzajemnej miłości oraz pełniejszy udział w tajemnicy Twego życia, stali się w świecie doskonalszymi świadkami Twojej miłości. Przez Chrystusa, Pana naszego. W. Amen”.

Zwątpienie, które wyraźnie opanowuje czytelnika po lekturze tak uderzająco różniących się tekstów, ogarnia jeszcze bardziej serca pogan. We Mszy Katolickiej nie umila się w żaden sposób grzesznej naturze ludzkiej, oddając stworzeniom hołd należny Bogu. Błaga się Go, by w miłosierdziu swoim udzielił łaski potrzebnej by „usunąć nieprawość z ich serc”; podczas gdy soborowa modlitwa w najmniejszej mierze nie wskazuje, iż niewierzący są w jakikolwiek sposób grzeszni z powodu ich czynów – raczej rzecz przeciwna jest silnie sugerowana w wyrażeniu „aby (…) postępując zgodnie z sumieniem znaleźli prawdę”. Dalej również w tej drugiej modlitwie nie ma żadnego odniesienie do tego aby „wyrzekłszy się bałwochwalstwa nawrócili się do Boga żywego i prawdziwego” ani usilnej prośby do Boga „by przyłączył ich do Swojego Kościoła świętego”. Zamiast tego, wspomniane jest tylko „by mogli wkroczyć na drogę zbawienia”, wyrażenie, z którego można by rozsądnie wywnioskować, iż mogą oni otrzymać światło Ducha Świętego niezależnie od tego czy przyjmą Chrystusa za Zbawiciela.

Interpretacja ta w pełni harmonizuje z twierdzeniem zawartym w Nostra aetate, w myśl którego czczący bałwana hindus może mimo wszystko obecnie włączyć się w „uciekanie się do Boga z miłością i ufnością”. Pozostała część modlitwy odzwierciedla soborowe brednie o tym, iż rzekomo katolicy i niekatolicy są zaangażowani we wspólne poszukiwanie prawdy, jak gdyby Kościół nie posiadał żadnej nadprzyrodzonej i jedynej pozycji, a nawet zbiorowo zrównuje ludzi wierzących i niewierzących i „świadków” Bożej miłości. (Jeżeli tak jest, to po cóż potrzebna jest działalność misyjna, po co męczennicy przelewający krew za Chrystusa, po co sam Kościół, albo, w końcu, po co męka i śmierć Naszego Pana?).

Ta zmiana w uroczystych modlitwach została wykalkulowana, by współgrać z teologią rodzącej się religii soborowej. Choć niestosowne dla liturgii katolickiej, modernistyczne lex orandi (prawo modlitwy) znakomicie wyraża lex credendi (prawo wiary) nowego kościoła. Ksiądz Anthony Cekada wykazał to w swoim studium: „The Problems with the Prayers of the Modern Mass” [Problemy z modlitwami w modernistycznej mszy], pisząc:

„Starożytne modlitwy zostały zmienione – stwierdził arcybiskup Bugnini w swoich wspomnieniach, ponieważ «brzmiały raczej źle» w ekumenicznym klimacie Vaticanum II i ponieważ «nikt nie powinien znajdować powodu do duchowego dyskomfortu w modlitwie Kościoła» nikt, być może, tylko ci, którzy ciągle wierzą, że przez modlitwę świat nawróci się na prawdziwą wiarę katolicką” (16).

Znaki ostrzegawcze – przypomnijmy – pojawiły się już podczas bękarckiego panowania Jana XXIII. Właśnie to on nadał ton nadchodzącej apostazji swymi wcześniejszymi zmianami liturgii Wielkiego Piątku, również on usunął z Aktu poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Jezusowemu ustanowionego przez papieża Piusa XI zdanie „Królem bądź tych wszystkich, którzy jeszcze błąkają się w ciemnościach pogaństwa albo islamizmu i racz ich przywieść do światła i Królestwa Bożego” (z modlitwy tej także usunięto fragment o nawróceniu żydów).

Hinduistyczna „szlachetna, duchowa wizja człowieka”

Począwszy od zajęcia Stolicy Apostolskiej w 1978 roku, Jan Paweł II był niezmordowany w popieraniu rewolucyjnych dekretów Soboru Watykańskiego Drugiego. Podczas swej wizyty w Kenii w 1980 r., rozmawiał z przywódcami hinduskiej grupy w Nairobi, cytując Nostra aetate i mówiąc im, że

„jest ona przejawem braterskiej postawy całego Kościoła katolickiego [sic] do religii niechrześcijańskich. Ukazuje ona w tym zadanie pielęgnowania jedności i miłości pomiędzy jednostkami i narodami oraz zaangażowanie postępu braterstwa wśród wszystkich ludzi. Szczególnie odniesiono się w tym dokumencie do hinduizmu i religijnych wartości przyjmowanych przez jego zwolenników” (17).

Czy ktoś może wątpić, że człowiek, który wygłosił taki błąd oddzielił się od wiary katolickiej, której rzekomo przewodzi? Tak musi być skoro zażądał braterskiej postawy Kościoła wobec niekatolików. Dostateczną jest duchowa ciemnota kościoła soborowego skoro tego typu oświadczenia, nie tylko, że nie są w żadnej mierze kwestionowane, lecz nawet spotykają się z ciepłym przyjęciem.

Autentyczne nauczanie Kościoła rzymskokatolickiego zawsze jednak trzymało się słów świętego Pawła skierowanych do wiernych: „Nie ciągnijcie jarzma z niewiernymi… wyjdźcie z pośrodka nich, i odłączcie się… a tego, co nieczyste, nie dotykajcie się” (2 Kor. VI, 14. 17). Poza tym, jak może Kościół mieć „braterski” stosunek do niewierzących i bałwochwalczych sekt, których członkom – jak pisze św. Jan „przypadnie część w jeziorze gorejącym ogniem i siarką; to jest śmierć druga” (Apok. 21, 8)?

Na spotkaniu z około tysiącem przywódców różnych, wyżej wspomnianych religii, które miało miejsce 2 lutego w Delhi na stadionie im. Indiry Gandhi, soborowy „pielgrzym” oświadczył:

„Indie mają tak wiele do zaoferowania światu w zadaniu zrozumienia człowieka i prawdy o jego istnieniu. A to co szczególnie oferują, to szukanie oblicza Boga. Mahatma Gandhi wyraził to w ten sposób: «To co pragnę osiągnąć – do czego dążyłem i za czym tęskniłem… to samorealizacja, by ujrzeć Boga twarzą w twarz. Żyję i poruszam się i całe moje istnienie jest pogonią za tym celem»”.

Jak zawsze, Jan Paweł II stylizuje swoje uwagi w antropocentrycznym języku preferowanym przez soborowych prowodyrów (kiedy indziej wygłaszając przemówienie stwierdza: „człowiek jest drogą, którą katolicki Kościół musi obrać, by być sobie wiernym” odwracając porządek podmiot/przedmiot tradycyjnych, katolickich formuł – formuł chrystocentrycznych.

Najbardziej fascynujący jest tutaj cytat z Gandhiego, wskazujący na bezustanne rozmywanie różnic między teologią chrześcijańską a niechrześcijańską. Kontekstem tej wypowiedzi jest wysunięcie przez „papieża” koncepcji, iż ludzie – przypuszczalnie wszyscy ludzie, albowiem użyte jest włączające wszystkich słowo „człowiek” – mają na celu „szukanie oblicza Boga”. (Błąd promulgowany w Nostra aetate został tutaj ponownie przytoczony.) „Wyznanie wiary” Gandhiego pochodzi z jego autobiografii, a jego cel, będący przedmiotem pochwał Jana Pawła II, jest wyrażony zwięźle: „samorealizacja – by ujrzeć Boga twarzą w twarz”. Dla niezaznajomionych z hinduizmem takie stwierdzenie może łatwo być odebrane jako sugerujące, iż w rzeczywistości chodzi tu o dwa cele, do których się ono odnosi, że niezgrabne wyrażanie Gandhiego pozostawia błędne wrażenie, zrównując „samorealizację” z „oglądaniem Boga”. W rzeczywistości jednak, w błędzie są ci którzy spierają się o to, ponieważ Gandhi zrównał oba cele.

Jak wspomnieliśmy powyżej pogląd Gandhiego na tajemnice chrześcijańskie był negatywny. Sam Gandhi stwierdził, że przyjęcie Chrystusa jako Jednorodzonego Syna Bożego „to więcej niż mogę uwierzyć” i że „Bóg to sumienie. Jest on nawet ateizmem ateisty…” i „nie postrzegam Boga jako osoby” – napisał pewnego razu (18). W przemówieniu skierowanym do chrześcijańskich misjonarzy w 1925 roku, Gandhi otwarcie przyznał:  „To więcej niż mógłbym uwierzyć, że Jezus jest jedynym wcielonym Synem Bożym i że tylko ten, kto w Niego uwierzy otrzyma życie wieczne” oraz „Mój rozum nie jest skłonny by uwierzyć, że Jezus, dosłownie, przez Swoją śmierć i przez Swoją krew odkupił grzechy świata!” (19). Jego poglądem był – faworyzowany przez wielu hinduskich intelektualistów – monistyczny panteizm, który oznacza zaprzeczenie filozoficznych rozróżnień między ciałem a duszą, podmiotem i przedmiotem, materią i duchem, a w końcu, Stwórcą i stworzeniem.

Jak to się ma do zacytowanego twierdzenia? Sens tego jest taki, że „ego” i „Bóg” w jego stwierdzeniu w żadnym razie nie są rozdzielne, jak byłyby dla katolików czy innych ludzi Zachodu – de facto, wyrazy mogłyby być odwrócone w tym oświadczeniu i tworzyć dokładnie takież samo znaczenie dla kogoś o tym samym światopoglądzie. Potwierdzenie tegoż pochodzi z analizy wyrażenia „samorealizacja”, które w umyśle hinduskim ma zupełnie inne znaczenie niż zwykła świadomość czy spełnienie.

Gandhi miał za swojego guru Paramahansa Yogananda, swego rodaka, który jako szerzyciel hinduizmu (i jego „pokrewieństwa” z chrześcijaństwem) zdobył nawet jeszcze większą sławę w Stanach Zjednoczonych poprzez książki i wykłady objazdowe. Yogananda był głosicielem koncepcji New Age, takich jak „kosmiczna świadomość” już na kilka dekad przed aktualnym, powszechnym szaleństwem. Był on gościem w Białym Domu na długo zanim Maharishi Mahesh Yogi został odkryty przez Beatlesów zdobywając sławę i fortunę w Ameryce. W 1920 roku założył on Self-Realization Fellowship (Stowarzyszenie na rzecz Samorealizacji) w Ameryce, międzynarodową organizację, która trzy lata wcześniej rozpoczęła swą działalność w Indiach jako Yogoda Satsanga. Gandhi został przez niego wprowadzony do Kriya Yoga w 1925. Yogananda definiuje samorealizację jako:

„… poznanie – w ciele, umyśle i duszy – że stanowimy jedno z wszechobecnością Boga; że nie musimy się modlić, by do nas przyszedł, nie iżbyśmy byli blisko Niego w każdej porze, ale że wszechobecność Boga jest naszą wszechobecnością; że właśnie teraz jesteśmy tak dalece Jego częścią, jak i zawsze nią będziemy. Jedyne, co musimy uczynić to udoskonalić nasze poznanie” (20).

A więc czyżby to właśnie tę „szlachetną duchową wizję człowieka” – o której mówił Jan Paweł II – Indie miały zaoferować światu? Wizję, w której człowiek jest postrzegany jako wymagający „wiedzy” zamiast pokuty; gdzie modlitwa nie jest potrzebna; gdzie człowiek podziela Boską naturę; w której człowiek nie jest już postrzegany jako obraz Boga, lecz jako Jego część.

A jest to tylko część indyjskiej „duchowej wizji” tamtejszej elity, która, w tym przypadku, została pokryta lukrem dla łatwiejszego skonsumowania przez mieszkańców Zachodu. Tak naprawdę, hindusi nie mają żadnego credo (Gandhi powiedział, że ateista może być hinduistą). Ksiądz Charles F. Aiken, S.T.D., profesor apologetyki na Catholic University of America [Katolickim Uniwersytecie Ameryki] na początku ubiegłego stulecia, napisał:

„…W hinduizmie, odróżnianym od heretyckich sekt Indii, mniejsze znaczenie ma rodzaj przyjętego kultu, pod warunkiem, że uznaje się władzę zwierzchnią braminów (czyli hinduskich duchownych – JKW) oraz nienaruszalność bramińskich zwyczajów i tradycji. W panteistycznym wszechogarniającym bogu – Brahmie, zawiera się cały świat bóstw, duchów i innych przedmiotów kultu, tak iż sam hinduizm dostosowuje się do każdej formy religii, od wzniosłego monoteizmu kulturalnego bramina, aż po prymitywny kult sił natury ignoranta, na wpół dzikiego chłopa.

Hinduizm – przytaczając Moniera Williamsa – «ma do zaoferowania coś, co odpowiada każdemu umysłowi. Jego wielka moc polega na nieograniczonej zdolności przystosowywania się do nieskończonej różnorodności ludzkich osobowości i dążności. Posiada on wysoko duchową i abstrakcyjną stronę odpowiednią dla metafizycznego filozofa – praktyczną i konkretną właściwą ludziom zajętym sprawami materialnymi i światowymi – jego estetyczna i ceremonialna strona pasuje do człowieka o poetyckich uczuciach i wyobraźni – jego spokojna i kontemplacyjna strona odpowiada człowiekowi spokojnemu i miłośnikowi odosobnienia. Ba, nawet wyciąga braterską dłoń ku czcicielom natury, demona, zwierząt, drzew, fetyszy. Bez skrupułów zezwala na najbardziej groteskowe formy bałwochwalstwa i najbardziej upadlające odmiany przesądu.

Z tego ostatniego faktu wynika jeszcze inna szczególna osobliwość hinduizmu – mianowicie, że w żadnym innym systemie na świecie nie istnieje większa przepaść, która by rozdzielała religię wyższych, wykształconych i myślących klas od niższych, niewykształconych i bezmyślnych mas». …Nie ma nic czego byśmy mieli nauczyć się od Indii, a co by miało uczynić naszą kulturę wyższą. Z drugiej strony, w chrześcijańskiej cywilizacji jest mnóstwo wartości, które winny przyswoić sobie Indie” (21).

Abstrahując od wysublimowanych wierzeń hinduskich uczonych, faktem pozostaje, że kiedy bierze się pod uwagę religię ludową, to mamy w niej do czynienia z najbardziej odrażającym wypływem bałwochwalstwa, jakiego świat nie widział. Żadni inni poganie w historii nie zbliżyli się do liczby 330 milionów bóstw hinduskiego panteonu. Ksiądz Jean-Antoine Du Bois, francuski misjonarz, który spędził trzydzieści jeden lat w Indiach od początku rewolucji francuskiej, w swojej słynnej książce „Hinduskie obyczaje, zwyczaje i ceremonie”, zauważa, że

„w świątyniach bożków…, które w Indiach spotyka się na każdym kroku” posągi – przeciwnie do wyidealizowanych ludzkich bóstw starożytnej Grecji i Rzymu – mają wygląd „przerażających brzydot”, a „postawy, w jakich są przedstawione są albo śmieszne, albo groteskowe albo nieprzyzwoite. Krótko mówiąc, wszystko jest wykonane tak, by uczynić z nich przedmiot odrazy dla kogoś nieobytego z widokiem tych dziwacznych potworów” (22).

Dziwne potwory, doprawdy. Wśród popularnych hinduskich bałwanów znajdują się: Sziwa – niszczyciel, często przedstawiany z czterema rękami; Kali – jego demonicznie wyglądająca towarzyszka, często ukazywana z dzikim wiedźmowatym spojrzeniem, z mieczem w jednej ręce i odciętej ludzkiej głowie w drugiej, oraz naszyjnikiem ludzkich czaszek i pasem z ludzkich zębów (przed ich zniesieniem, thugowie, na pół religijna grupa, popełniali dla niej rytualne morderstwa); Hanuman bóg-małpa;  i Ganesa, bóg mądrości mający ludzki tułów i głowę słonia.

Te dwa sugerują cześć, jaką hinduizm oddaje zwierzętom. Przede wszystkim, uznaje pospolitą krowę za przedmiot godny najwyższej czci, tak dalece, że w Mahabharcie, jednej z jego „świętych” ksiąg, jest zaznaczone, że „wszyscy, którzy jedzą, zabijają, albo zezwalają na rzeź krowy zostają skazani, by gnić w piekle przez tyle lat jak ile jest włosów na jej ciele”; a dawniej zabicie krowy było wykroczeniem karanym śmiercią (23). Jasną wskazówkę o głębi ułudy, w jakiej może pogrążyć się zatwardziała ludzkość znajdujemy w następującym fragmencie napisanym przez pana M. Moniera Williamsa:

„Krowa jest u nich spośród wszystkich zwierząt najświętsza. Każda część jej ciała jest zamieszkała przez takie czy inne bóstwo. Każdy włos na jej ciele jest nietykalny. Wszystkie jej ekskrementy są czczone. Ani jedna cząsteczka nie powinna być wyrzucona jako nieczysta. Natomiast, woda, którą wydala winna być przechowywana, jako najlepsza spośród święconych wód – to płyn niszczący grzech, który uświęca wszystko z czymkolwiek się zetknie; jednocześnie nic nie oczyszcza tak jak krowie łajno. Każde miejsce, które krowa była łaskawa zaszczycić świętym depozytem jej ekskrementów jest później na zawsze uświęconą ziemią, a najplugawsze miejsce posmarowane tymże łajnem natychmiast zostaje oczyszczone i uwolnione od zanieczyszczenia, natomiast prochy uzyskane przez spalenie tych tak świętych substancji są tak świętej natury, że nie tylko oczyszczają wszelkie przedmioty materialne, jakkolwiek wcześniej nieczyste, lecz wystarczy, że zostaną tylko rozsypane nad grzesznikiem, a przemienią go w świętego” (24).

Wyjaśnia to skądinąd kłopotliwą do zrozumienia scenę, której był świadkiem współczesny Amerykanin odwiedzający pewnego dnia Indie, kiedy „obserwował dwie hinduski walczące ze sobą nad ciepłym, świeżym plackiem krowiego łajna”; w równym stopniu zaskakuje niewiarogodne przekonanie, że skoro krowa jest „boginią – matką życia, to jej uryna jest napojem oczyszczającym duszę” (25). Kobry, które każdego roku zabijają 20 tysięcy mieszkańców Indii, także są czczone, podobnie zresztą jak „święte szczury”, nad którymi sprawuje się opiekę, a których roczny koszt wykarmienia w niektórych wiejskich świątyniach wynosi około 4000 dolarów (26).

Znak Sziwy

Rozmiar okazywanej przez Jana Pawła II aprobaty dla inkulturacji jest widoczny niemal na każdym jego wystąpieniu podczas pobytu w Indiach. W Madrasie został on życzliwie przyjęty na zgromadzeniu promującym fałszywy ekumenizm chóralnym śpiewem hymnu z Vedy, najstarszej, „świętej” księgi hinduizmu (27). Zaintonowano następujące słowa: „Panie, prowadź nas od kłamstwa do prawdy”. Ale jakiego Pana wzywano i jakiej prawdy poszukiwano?

Jednakże ze wszystkiego, co miało tam miejsce, tym co najlepiej symbolizuje kierunek jego „pontyfikatu” i upadek jego autorytetu jest streszczenie ceremonii zawarte w pracy Daniela Le Roux „Peter, Lovest Thou Me?” [Piotrze, czy miłujesz Mnie?] (opatrzonej podtytułem: „Jan Paweł II: Papież Tradycji czy Papież Rewolucji?”) otóż:

„W obecności papieża przyniesiono trzcinę cukrową, ułożoną w formie krzyża, oznaczającą hinduskie ofiarowanie się cielesnemu bożkowi. Chwilę później, podczas procesji na ofertorium, przyniesiono na ołtarz orzech kokosowy, typową hinduską ofiarę, którą składają oni swym bałwanom. Na koniec, jakiś człowiek umieścił święte prochy na jego [Wojtyły – przyp. tłum.] czole. Nie chodziło tu o znak Tilak, lecz o święte prochy czyli Vibhuti. Trzy dni wcześniej, 2 lutego, przyjął na czoło Tilak albo inaczej Tika, czerwoną sproszkowaną masę hindusów, rozpoznawczy znak czcicieli Sziwy” (28).

Zdjęcia zrobione na zgromadzeniu w Delhi na stadionie Indiry Gandhi, ukazują kobietę w tradycyjnym indyjskim stroju kreślącą znak na czole Jana Pawła II, on stoi, z zamkniętymi oczami, trzymając pastorał w kształcie wykrzywionego krzyża.

Sziwa, jak zaznaczyliśmy, jest jednym z najważniejszych spośród fałszywych bóstw hinduizmu. Łączy tak wiele sprzeczności w swych osobowych wyobrażeniach, jak religia, którą reprezentuje. Choć jest bogiem zniszczenia, paradoksalnie jest on też identyfikowany z twórczym aspektem, a jako „Król Tańca” (Sziwa oznacza „przyjacielski”); jest on zarazem cnotliwy i lubieżny, jest bogiem płodności, czczony pod fallicznym symbolem lingamu, przedstawiany często jako rozpędzony i nieprzyzwoity byk, a jego ityfaliczne wizerunki stanowią tamtejszą sztukę sakralną; kojarzony jest on zarówno z szaleństwem, jak i z intelektualnym oświeceniem; dobroczyńca swoich czcicieli, lubuje się także w grozie cmentarzyska; niekiedy, portretowany jest jako hermafrodycznie połączony z Parvati – jedną z jego wielu towarzyszek; i, jak na to wskazuje jego 1008 imion jest mieszaniną wielu pomniejszych bóstw. Wieloznaczność Sziwy odzwierciedla się przez działalność jego wyznawców, niektórzy z nich znani są z dążności do „oświecenia” przez dogadzanie sobie, inni przeciwnie popierają wyrzeczenie. Ksiądz Aiken pisze:

„Sziwa również ma swoje świątynie, konkurujące przepychem z chramami Wisznu, a w nich wszystkich miejscem świętym jest relikwiarz-linga, a kult świątyni polega na wcieraniu wody i liści bilvy w kamienne symbole. Wewnętrzne ściany tych świątyń, jak również świątyń Wisznu, pokryte są wstrząsającymi wyobrażeniami cielesnych namiętności. Ponadto, choć zabrzmi to dziwnie, podczas gdy te same formy religii sankcjonują folgowanie najniższym namiętnościom, jednocześnie inspirują innych wyznawców do praktykowania najsurowszej ascezy. Błąkają się oni bez celu w samotnej ciszy, nadzy i brudni, z włosami splątanymi od długotrwałego zaniedbania, ich ciała wychudzone do skóry i kości przez niewiarogodne posty. Potrafią stać w bezruchu godzinami pod palącym słońcem z wychudzonymi rękami wzniesionymi ku niebu. Niektórzy krążą dookoła z twarzą zawsze zwróconą w górę. Inni znani są z tego, iż trzymają pięści tak mocno zaciśnięte, aż ich rosnące paznokcie nie przebiją się przez wierzchnią część dłoni” (29).

Jedna grupa Shaivitów (czcicieli Shivy) uprawia tantrę, formę jogi opartej na korzystaniu z tego co zakazane przez „ortodoksyjnych” hindusów.

Istnieje jeszcze straszliwsza strona kultu Sziwy. Herbert Stroup w książce „Like a Great River. Introduction to Hinduism” [Jak Wielka Rzeka: Wprowadzenie do hinduizmu] stwierdza:

„Sziwa jest kojarzony z siłą niszczycielską i twórczą, w jego niszczycielskim aspekcie jest on odrażającym, mięsożernym bóstwem, które zachwyca się krwawymi ofiarami. Te krwawe ofiary obejmują zwierzęta, chociaż czasami w przeszłości także istoty ludzkie były ich przedmiotem…” (30). W „Popular hinduism” L.S.S. O’Malley zauważa, że w „Tiruvasagam”, „świętym” poemacie południowych Indii „naucza się, że jest jeden najwyższy bóg (Sziwa), który przyjął naturę ludzką i przyszedł na ziemię w postaci guru, czyli duchowego nauczyciela i otworzył drogę zbawienia dla mężczyzn i kobiet wszystkich klas” (31).

A co ze znakami otrzymanymi przez „Jego Świętobliwość”? Tilak jest zdefiniowany jako: „sekciarskie znamię kreślone na czole składające się z olejków bądź mineralnych lub roślinnych barwników… Wielu wierzy, iż te widzialne znaki mają ochronne właściwości” (32). Znany też jako „bindi”, jest często noszony przez kobiety w Indiach, dla oznaczenia ich małżeńskiego stanu, lecz ma on szersze znaczenie, jako wyobrażenie „trzeciego oka”, najwyższego „mistycznego centrum” w człowieku. Podobno powinien być „umiejscowiony pomiędzy i nieznacznie powyżej własnych oczu”, „często związane są z nim okultystyczne siły” (33). Co do jego pochodzenia, Geoffrey Parrinder, w „Dictionary of Non-Christian Religions” [Słowniku religii niechrześcijańskich] pisze:

„Hinduski bóg Sziwa często jest przedstawiany z trzecim okiem (Tri-lochana) pośrodku czoła, wpisanym lub zwieńczonym półksiężycem. Tym trzecim okiem zniszczył on bogów podczas jednego z rozpadów wszechświata i spalił na popiół Kamę, bożka miłości, aby wzbudzić miłosne myśli w Parvati, małżonce Sziwy, gdy ten zajęty był ascezą…” (34).

„Vibhuti” to: „prochy, którymi Sziwa pomazał swoje ciało, co stało się praktyką naśladowaną przez wielu jego wyznawców” (35). Co się zaś tyczy indyjskich obyczajów przyjętych przez jezuickich misjonarzy w osiemnastym stuleciu, o których wspomniano mimochodem na początku tego artykułu, to wśród zakazanych przez Stolicę Apostolską, jak pisze Ojciec Joseph Brucker SI w „The Catholic Encyclopedia” [Katolickiej Encyklopedii], było „noszenie prochów i emblematów na sposób pogańskich hindusów” (36). Opracowawszy to dokładnie, Ojciec Brucker przytoczył treść Instrukcji Kongregacji Propagandy Wiary skierowanej do wikariusza Stolicy Apostolskiej Pondicherry, dnia 15 lutego 1792 roku, wskazującej te zwyczaje, które mogły i te które nie mogły być stosowane. W jej fragmencie czytamy:

„Dekret kardynała de Tournona i konstytucja Grzegorza XV pokrywają się w ten sposób, iż oba dokumenty absolutnie zakazują noszenia jakichkolwiek znaków, choćby stwarzających najmniejszy pozór zabobonu, lecz zezwalają na te, które są w powszechnym użyciu jako ozdoby, wyraz dobrych manier i cielesnej czystości, a które nie mają żadnego związku z religią” (37).

Podczas gdy apologeci Jana Pawła II mogą kwestionować naturę znaku Tilak (chociaż jego niereligijne użycie przez ludzi jest rzadkie – nie znaleziono na ten temat żadnych informacji w źródłach wykorzystanych do napisania tego artykułu), to prochy z krowich odchodów, którymi został on naznaczony nie dopuszczają żadnej innej interpretacji. Są one też – można dodać – odpowiednim symbolem jego fałszywego katolicyzmu.

Uniwersalna religia Jana Pawła II

Podczas swojego przemówienia w Kolegium św. Ksawerego w Kalkucie, Jan Paweł II wspomniał o jednej ze „sławnych postaci” miasta – Swami Vivekananda, którego myśl zacytował: „służba ludziom to służba Bogu”. Wielu słysząc tę uwagę odebrało ją, jako sugerującą dzieło Matki Teresy oraz jej [tak zwanych] Misjonarek Miłości, gdyż mają one swoją siedzibę w Kalkucie. Lecz istnieje inny, mniej oczywisty aspekt, niezwykle wstrząsający, który przeczy wszystkiemu, co Stolica Piotrowa przez stulecia nauczała.

Swami Vivekananda to najbardziej znany, najważniejszy przywódca Vedanta Society – organizacji, która pod koniec XIX wieku sprowadziła „mądrość Wschodu” do Stanów Zjednoczonych, a która w 1892 roku pojawiła się w Światowym Parlamencie Religii w Chicago. Otworzyło to drzwi Yoganandzie, Maharishowi, grupie Kriszny (Krishna Consciousness) i innym religijnym najeźdźcom minionego wieku i przyniosło – jak relacjonuje „Roman Catholic” – owacyjne przyjęcie w Kalkucie: „Głównym skutkiem [nauczania Swamiego] była rewolucja w poglądach religijnych szerokiej grupy społecznej wykształconych Amerykanów” (38).

Takie międzyreligijne spotkania zostały później potępione przez Watykan. To co papież Pius XI napisał w Mortalium animos o fałszywym ekumenizmie wówczas tak zwanego „panchrześcijańskiego ruchu” tym bardziej odnosi się do zgromadzeń, które usiłują sprowadzić wiarę chrześcijańską do jednego poziomu z niechrześcijańskimi wyznaniami: „(…) W tych nęcących i zwodniczych słowach [o równości religii] tkwi jednak złowrogi błąd, który głęboko rozsadza fundamenty wiary katolickiej”.

To właśnie Vivekananda nauczał, że hinduizm jest „matką religii”, że żadna inna religia się nie myli, jedynie znajduje się w posiadaniu niższej prawdy, stąd wysnuwają następujący wniosek: „akceptujemy wszystkie religie jako prawdziwe” (39). Skutkiem tego, nie potrzeba żadnego nawracania: „Czyżbym pragnął, ażeby chrześcijanin został hindusem?” – woła. „Niech Bóg broni. Czy chcę, ażeby hindus albo buddysta został chrześcijaninem? Uchowaj Boże… Chrześcijanin nie ma zostać hindusem czy buddystą, ani hindus czy buddysta nie powinien przechodzić na chrześcijaństwo. Natomiast każda religia musi przyswajać ducha innych wyznań, a tym samym zachowywać swoją indywidualność i rozwijać się zgodnie ze swoim własnym prawem wzrostu” (40).

Czy różni się to od mentalności kościoła soborowego? Weźmy, na przykład, następujący cytat:

„Jeżeli spotykając się twarzą w twarz z Bogiem przyjmujemy Go w naszym życiu, wówczas się nawracamy. Stajemy się lepszymi hindusami, lepszymi muzułmanami, lepszymi katolikami, lepszymi, kimkolwiek byśmy nie byli, a wtedy, będąc lepszymi, przybliżamy się do Niego coraz to bliżej i bliżej… Musimy zaakceptować to czym Bóg jest w naszym umyśle. Lecz nie potrafię powstrzymać się w dawaniu tobie tego co mam” (41).

Autorką tej myśli jest Matka Teresa, a przyczyną tego twierdzenia jest przekonanie, że wiara jest nieważna do zbawienia (jest to indyferentyzm), można się modlić do Sziwy („Musimy zaakceptować to czym Bóg jest w naszym umyśle”) a mimo to, tak długo jak człowiek wypełnia czyny miłosierdzia co do ciała, ma zapewnioną wieczną szczęśliwość. Toteż, w jej zgromadzeniu są „siostry”, które są hinduskami. Jan Paweł II odwiedziwszy ją, miał tylko słowa uznania dla jej działalności. Oczywiście, także podczas pobytu w Indiach zapowiedział zwołanie Dnia Światowego Pokoju w Asyżu na następny rok. Tam też usiłowano „przyswajać ducha innych wyznań” kiedy to buddyści zbezcześcili kościół św. Piotra swymi pogańskimi obrządkami.

Warto zauważyć, że Vivekananda traktował dosłownie swą uwagę o tym, iż „służba ludziom jest służbą Bogu”. Definiując ideał uniwersalnej religii, oświadczył: „… ideałem jest to, że ty jesteś boski”. „Ty jesteś Nim” i „nikt nie jest większy”, „uświadom sobie, że jesteś Brahmanem” (42). Bardziej przerażająca była jego obrona hinduizmu, rzekomo największej religii świata:

„Są tacy, którzy drwią z istnienia Kali” – powiedział. „Któż może powiedzieć, że Bóg nie przejawia się jako Zło, podobnie jak i Dobro? Lecz tylko hindusi ośmielają się czcić go pod postacią zła”. Powiedział także: „czczę straszliwego! To błąd utrzymywać, że u wszystkich ludzi przyjemność jest motywem działania. Całkiem wielu rodzi się po to by poszukiwać bólu. Czcijmy grozę, dla niej samej… Jak niewielu odważyło się czcić Śmierć, Kali! Czcijmy Śmierć!” (43).

I to właśnie jest myślą „słynnej postaci” wychwalanej przez Jana Pawła II – deklamacje diabelskiego obłąkańca! Hasło Vivekanandy „wszystkie religie są prawdziwe” odbiło się echem w hinduskiej grupie ekstremistów, która domagała się „publicznego oświadczenia od papieża, że wszystkie religie są równe” (44). Zastosował się do swoich panreligijnych deklaracji, oświadczając, że hindusi i inni poganie „głoszą prawdę o człowieku”.

Wszystko to co przytoczono powyżej uzasadnia konkluzję, że „papież” Wojtyła nie zachwiał się ani na jotę z bluźnierczym nonsensem, którym bluznął na Vaticanum II:

„Nie jest rolą Kościoła nauczanie niewierzących. Musi on szukać ze światem tego co wspólne” (45).

Zamiast pragnąć przyprowadzenia niewierzących do światła Chrystusa, Jan Paweł II okazał wielokrotnie, że cieszy się, iż pozostają oni tam gdzie są, a nawet łączył się razem z nimi, cytując ich „świętych mężów” i ustanawiając podwaliny pod niekatolicką, ogólnoświatową organizację religijną, w której różne sekty będą wzajemnie „przyswajać ducha innych wyznań, zachowując jednocześnie swą indywidualność i rozwijając się zgodnie ze swym własnym prawem wzrostu”. Wskazuje to na ciemnotę naszych czasów, iż po tak skandalicznej pielgrzymce do Indii, jest on nadal czczony jako „Ojciec Święty”.

Exsurge, Domine, non praevaleat homo: judicentur gentes in conspectu tuo. V. In convertendo inimicum meum retrorsum, infirmabuntur, et peribunt a facie tua (Ps. 9, 20. 4).

Laus Deo semper

John Kenneth Weiskittel

––––––––––

Powyższy artykuł ukazał się po raz pierwszy w języku angielskim na początku lat dziewięćdziesiątych w czasopismach „Catholic Restoration” i „Sacerdotium”.

Tłumaczyła z języka angielskiego Iwona Olszewska

––––––––––

Przypisy:

(1) Victor J.F. Kulanday, Poganization of the Church in India, wyd. 2, Madras 1988, s. 158.

(2) Ibidem, s. 159.

(3) Ibidem, ss. 18-19. W „Oficjalnym Komentarzu”, CBCI użyło celowo wykrętnej, dwuznacznej mowy, broniąc punktów jako „pierwszego kroku w kierunku przystosowania” i doradzając, że „wiernym należy pokazać, iż w żadnym razie nie wprowadzamy hinduizmu do naszych kościołów, lecz tylko dostosowujemy indyjskie sposoby wyrażania czci i kultu”. Cyt., s. 23.

(4) J.P.M. van der Ploeg OP, cyt., ibidem, ss. 82-83.

(5) Ibidem, s. 173.

(6) Ibidem, ss. XIV-XV.

(7) Cyt., Alden Hatch, Pope Paul VI, wyd. 2, Nowy Jork 1966, ss. 195-196.

(8) Ibidem, s. 207.

(9) Ibidem, ss. 209, 210, 214.

(10) Te i inne cytaty z wizyty Jana Pawła II w Indiach pochodzą z licznych tekstów przemówień, homilii i modlitw opublikowanych w języku angielskim w wyd. „L′Osservatore Romano” z 3 i 10 lutego 1986 r.

(11) Op. cit., s. 157.

(12) Ibidem.

(13) Walter Abbot SI, The documents of Vatican II, Nowy Jork 1966, ss. 660-661.

(14) Ibidem, s. 662.

(15) Ibidem, ss. 661-662.

(16) (Rockford, IL.: 1991), s. 25.

(17) Adresses & Homilies on Ecumenism: 1978-1980, Waszyngton, D.C.: 1981, s. 101.

(18) Cyt., Clive Johnson, Vedanta, Nowy Jork 1971, s. 219.

(19) Cyt., Kundalay, s. 169. W tym samym miejscu autor pisze, że przy „hindusko-katolickich” obrzędach liturgicznych wierni są zachęcani do „słuchania głosu Gandhiego, którego natchnął Duch Święty”. Jan Paweł II mówi zasadniczo to samo, tylko bardziej podstępnie.

(20) Paramahansa Yogananda, Man’s Eternal Quest, Los Angeles 1982, s. 486.

(21) „Hinduizm”, The Catholic Encyclopedia, tom VII, s. 358.

(22) Wyd. 3-cie, Oksford 1959, ss. 578, 581.

(23) L.S.S. O’Malley, Popular Hinduism, Cambridge, Anglia, 1935, s. 16.

(24) Cyt., Ibidem, s. 15.

(25) Bob Larson, Larson’s New Book of Cults, Wheaton, IL: 1989, s. 68.

(26) Ibidem.

(27) Daniel Le Roux, Peter, Lovest Thou Me?, Gladysdale, Australia, 1989, s. 155.

(28) Ibidem, ss. 155-156.

(29) „Brahminism”, The Catholic Encyclopedia, tom II, ss. 734-735.

(30) Nowy Jork 1972, s. 96.

(31) s. 57

(32) Margaret & James Stutley, Harper’s Dictionary of Hinduism, Nowy Jork 1977, s. 302.

(33) Edward Rice, Eastern Definitions, Garden City, N.J.: 1978, s. 381.

(34) Filadelfia 1971, s. 281.

(35) Stutley, s. 331.

(36) Malabar, t. IX, s. 561.

(37) Cyt., ibidem, ss. 561-562.

(38) Cyt., „Modern Theme Parks: Educating People for the New Age”, tom XIII, nr 2, 1991, s. 7.

(39) Cyt., R. C. Zaehner, Hinduism, Oksford 1984, s. 167.

(40) Cyt., ibidem, ss. 167-168. Podkreślenie dodane.

(41) Cyt., Desmond Doig, Mother Teresa: Her People and Her Work, Nowy Jork 1976, s. 156.

(42) Cyt., Johnson, ss. 188, 193.

(43) Cyt., Rice, ss. 398-399. Podobny cytat Vivekanandy pojawia się u Larsona: „Grzechem jest nazywać kogoś grzesznikiem”, s. 70.

(44) „Ceremony, Protest, Ecumenism, mark pope’s visit to India”, Ecumenical News Service’s 1986 compilation, artykuł 86.2.49.

(45) Cyt., Henri Fesquet, The Drama of Vatican II, tłum. Bernard Murchland, Nowy Jork 1967, s. 444.

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMXI, Kraków 2011

http://ultramontes.pl

Komentarzy 49 do “Trzecie oko Wojtyły – Pielgrzymka Jana Pawła II do Indii”

  1. Jarek said

    To jest tak strasznie szokujące, że chyba będę dochodził do siebie do wieczora.
    Żyjemy w niesamowicie ciemnych, mrocznych, złych czasach.

  2. Kudlaty said

    „Wieczni Następcy” Piotra

    O. MARTIN STÉPANICH OFM

    DOKTOR ŚWIĘTEJ TEOLOGII

    ––––––––

    Uwaga: Ojciec Stépanich był kapłanem zakonnym – franciszkaninem, został wyświęcony w 1941 roku i uzyskał doktorat Świętej Teologii katolickiego Uniwersytetu. Nigdy nie odprawiał Nowej Mszy i prowadził przez lata aktywny apostolat korespondując z katolikami sprzeciwiającymi się błędom Vaticanum II. (O. Martin Stépanich zmarł 18 listopada 2012 r. – Red. U. m.).

    Poniższe listy są jego odpowiedzią na często wysuwany wobec sedewakantyzmu zarzut.

    30 listopada, 2002

    Drogi Korespondencie:

    Przytacza Pan fragment z IV Sesji Soboru Watykańskiego I, który stwierdza wyraźnie, że św. Piotr „…jako władca naczelny całego Kościoła będzie miał po wszystkie czasy następców (perpetuos successores)”.

    Zastanawia się Pan – co zrozumiałe – jak to możliwe, by wciąż istnieli „wieczni następcy” św. Piotra skoro ludzie, którzy w dzisiejszych czasach podają się za papieży są w rzeczywistości publicznymi heretykami, którzy w związku z tym nie mogą być, jako heretycy, prawdziwymi następcami św. Piotra.

    Istotną sprawą jest tutaj zrozumienie, jaki rodzaj „wiecznej sukcesji” ustanowił w papiestwie nasz Pan Jezus Chrystus.

    Czy Chrystus Pan miał na myśli, że w każdym momencie istnienia Kościoła oraz w każdej jednej chwili istnienia papiestwa na tronie Piotrowym powinien być papież?

    Natychmiast zdasz sobie sprawę, że nie, Pan Jezus oczywiście nie ustanowił tego rodzaju „wiecznej sukcesji” papiestwa. Wiesz, że przez całe wieki istnienia Kościoła po śmierci każdego papieża następował okres, kiedy nie było żadnego „wiecznego następcy”, żadnego papieża zasiadającego na tronie Piotra. Miejsce to stawało się puste na pewien czas, każdorazowo po śmierci papieża. Od śmierci pierwszego papieża wydarzyło się to już ponad 260 razy.

    Ale wiesz również, że śmierć papieża nie oznaczała końca „ustawicznego następstwa” papieży po Piotrze.

    Rozumiesz teraz, że „brak papieża” nie oznacza „końca papiestwa”. Pusty Tron Piotrowy po śmierci papieża nie oznacza stałego wakatu na tym stanowisku. Tymczasowy wakat na Tronie Piotra nie oznacza końca „wiecznych następców w prymacie nad Kościołem powszechnym”.

    Chociaż nasz Pan Jezus Chrystus – jeśliby tylko taka była Jego wola – mógł tak zarządzić, że z chwilą śmierci jednego papieża, inny człowiek natychmiast obejmowałby po nim urząd papieski, to niemniej jednak nie urządził tego w taki sposób.

    Nasz Pan uczynił to w taki sposób, w jaki zawsze wiemy, że się to odbywa, tzn. dozwolił, aby po śmierci każdego papieża następował okres przerwy, albo zawieszenia, nieokreślonej długości.

    Ta przerwa w papieskiej sukcesji trwała najczęściej kilka tygodni albo miesiąc czy trochę dłużej, ale były okresy, kiedy przerwa była dłuższa i trwała znacznie dłużej.

    Nasz Pan nie uściślił jak długo może trwać ta przerwa nim nowy papież zostanie wybrany. Nie ogłosił On także, że jeśli opóźnienie w wyborze nowego papieża trwałoby zbyt długo, to „wieczna sukcesja” miałaby tym samym wygasnąć, tak, iż wtedy trzeba by było powiedzieć, iż „nie ma już papiestwa”.

    Również Kościół nigdy nie określił dozwolonej długości trwania wakatu na Stolicy Piotrowej po śmierci papieża.

    Dlatego jest jasne, że obecny wakat na Stolicy Piotrowej spowodowany przez publiczną herezję – pomimo faktu, że trwa już około 40 lat – nie oznacza, że zakończyła się „wieczna sukcesja” następców św. Piotra.

    Musimy sobie w tym miejscu uświadomić, że papiestwo a wraz z nim „wieczna sukcesja” papieży pochodzi z Boskiego, a nie ludzkiego ustanowienia. A zatem, człowiek nie może położyć kresu papiestwu, bez względu na to jak długo Bóg może dozwalać na utrzymywanie się herezji w głównej siedzibie papieskiej w Rzymie.

    Tylko Bóg mógłby – gdyby tego chciał – położyć kres papiestwu. Jednakże nie było to Jego życzeniem, skoro oznajmił Swą wolę Swojemu Kościołowi, iż będą istnieć „wieczni następcy” w papieskim prymacie, który został najpierw powierzony św. Piotrowi.

    Naturalnie, jesteśmy przygnębieni, że wakat na Stolicy Piotrowej trwa tak długo i nie potrafimy sobie w naszej perspektywie wyobrazić końca tego wakatu. Ale zdajemy sobie sprawę, że przywrócenie katolickiej Wiary a wraz z nią powrót prawdziwego papieża na Tron Papieski, nadejdzie wtedy oraz w sposób, jaki będzie zgodny z Bożą wolą.

    Jeśli wydaje się nam, jak na razie, że nie ma żadnych kompetentnych, prawdziwie katolickich elektorów, którzy mogliby wybrać nowego, prawdziwego papieża, Bóg może, na przykład, spowodować nawrócenie na tradycyjną, katolicką Wiarę wystarczającej liczby kardynałów, którzy przystąpiliby następnie do wyboru nowego papieża.

    Aby przywrócić wszystko do stanu, w jakim On pierwotnie chciał widzieć Swój Święty Kościół Bóg może zainterweniować w dowolny sposób, jaki uzna za stosowny.

    Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

    O. Martin Stépanich OFM, STD

    * * * * * * * * * *

    25 marca, 2003

    Drogi Wierny:

    Twój list z 21 lutego 2003, przypomina mi o „wątpiących Tomaszach”, którzy „po prostu nie mogą uwierzyć”, aby Tron Piotrowy mógł pozostawać pusty przez tak długi okres jak czterdzieści albo nawet tylko dwadzieścia pięć lat, bez trwałego zniszczenia „wiecznej sukcesji” papieży.

    Ci „wątpiący Tomasze” przypuszczalnie zakładają, że „wieczne następstwo” papieży pozostaje nienaruszone podczas stosunkowo krótkich odstępów czasu, jakie następują po śmierci papieży oraz wskazujesz, że przynajmniej przez moment, oni nawet rozumieją – co się im chwali – że publiczny i zatwardziały heretyk nie może być prawdziwym katolickim papieżem i że Tron Św. Piotra z konieczności musi być pusty, jeśli zostanie objęty przez takiego publicznego heretyka.

    Ale, jak ze smutkiem stwierdzasz, „wątpiący Tomasze” zmienili swe poglądy po przeczytaniu deklaracji Soboru Ekumenicznego Watykańskiego Pierwszego (1870), którą przytoczyłeś za Denzingerem w liście z 8 listopada 2002 roku. Sobór Watykański ogłosił, że „…św. Piotr jako władca naczelny całego Kościoła będzie miał po wszystkie czasy następców…”.

    Zwróć uwagę, że Sobór Watykański nie mówi nic ponad to, że św. Piotr będzie miał „wiecznych następców (perpetuos successores)” w prymacie, co oczywiście oznacza, iż „wieczna sukcesja” papieży będzie trwać aż do końca czasów.

    Sobór Watykański nie mówi nic o tym jak długo Tron Piotra może wakować zanim „wieczna sukcesja” papieży miałaby rzekomo ustać. Jednakże „wątpiącym Tomaszom” wydaje się, że widzą w deklaracji Soboru Watykańskiego coś, czego tam po prostu nie ma. Pozwalają sobie uważać, że „wieczni następcy w prymacie” oznacza, że nie może być nigdy nadzwyczajnie długiego wakatu na Stolicy Piotrowej, lecz tylko te krótkie wakaty, które to, jak dobrze wiemy występowały po zgonach papieży. Ale to nie jest nauczanie Soboru Watykańskiego. Jest to błędne „nauczanie” „wątpiących Tomaszów”.

    Co ciekawie, „wątpiący Tomasze” nigdy nie wskazują jak długi powinien być wakat na Stolicy Piotrowej aby mógł rzekomo położyć ostateczny kres „wiecznej sukcesji” papieży. Własna wyobraźnia postawiła ich w beznadziejnej sytuacji. Oni „po prostu nie mogą uwierzyć”, aby wakat na Tronie Piotrowym mógł trwać dwadzieścia pięć albo czterdzieści lat lub więcej, a jednocześnie „po prostu nie mogą uwierzyć”, aby publiczny heretyk mógł być prawdziwym katolickim papieżem. W jednym i tym samym czasie mają papieża, a jednak nie mają papieża. Mają heretyckiego „papieża”, ale nie mają prawdziwego katolickiego papieża.

    Nie będąc w stanie przekonać „wątpiących Tomaszów”, że są w błędzie i są okropnie zdezorientowani, miałeś nadzieję, że można by wskazać w jakiejś książce jakąś nieznaną „naukę Kościoła”, dzięki której „wątpiący Tomasze” zobaczyliby światło.

    Ale żadna dodatkowa „nauka Kościoła” nie jest potrzebna poza tym, co już przypomniałeś z Soboru Watykańskiego. Łatwo możesz się przekonać, że Sobór Watykański nie mówi nic o tym jak długi może być wakat na Stolicy Piotrowej. Wiesz również, że nasz Pan Jezus Chrystus nigdy nie powiedział, że papieski wakat może trwać tylko tak długo i nie dłużej.

    Co najważniejsze, nigdy nie zapominaj, że ludzie nie mogą położyć kresu „wiecznej sukcesji” papieży, bez względu na to jak długo publiczni heretycy mogą okupować Tron Piotra.

    Katolickie papiestwo pochodzi od Boga, a nie od człowieka. Aby położyć kres „wiecznej sukcesji” papieży, musiałbyś najpierw położyć kres Samemu Bogu.

    O. Martin Stépanich OFM, STD (1)

    http://www.traditionalmass.org

  3. Tralala said

    ad 1
    Jak taaakie szokujace, to ja przeczytam to jak juz moich 5 wnukow pojdzie spac, bo teraz musze byc spokojna i radosna – ide piec ciasto!

  4. Józef Piotr said

    Niech KTOŚ rąbnie krotko i dosadnie w miarę obiektywnie odpowiedż na pytania:
    *) co z tą świętością i Santo Subito oraz przydomkiem WIELKI ? Ja mam problemy ze zrozumieniem.
    *) Do czego to prowadzi?
    *) czego jest więcej: DOBRA czy ZŁA ?

  5. Dictum said

    ad. 4
    Najwięcej jest ignorancji i niewiedzy.
    Głowę dam, że gdyby ludzie łącznie z klerem czytali to, co należy, zastanowiliby się nad swoim posłuszeństwem względem Kościoła posoborowego i własną wiarą. Młodzi księża są całkowicie wykształceni soborowo, starzy połykają posłusznie, co im hierarchia każe, bo nie korzystają z Internetu, a wierni bezmyślnie słuchają, co im ci wszyscy postępowcy ględzą.

  6. Janek said

    Poznacie Prawdę a Prawda was wyzwoli!

  7. Kudlaty said

    Doświadczenie uczy, iż aktorzy, mający wolność szkodzenia, harde podnoszą głowy i jadem kacerstwa zarażają wszystkie członki Ciała Chrystusowego.
    (Św. Grzegorz Wielki, Papież).

  8. Marucha said

    A kiedy pojawi się Pan Józef Bizoń i dokona kilkudziesięciu wpisów, a w każdym z nich będzie odwołanie do książki Karola Wojtyły „Osoba i czyn”, ale za to w żadnym nie będzie ani słowa o mieszaniu hinduizmu do katoliczyzmu przez Jana Pawła II?

  9. Sowa said

    Tutaj nie mogło byc ani ignorancji, ani niewiedzy. Tu było świadome działanie, prowadzone z premedytacją i z celem zniszczenia Kościoła i wiary w ludziach. Tego nie zrobił sługa Boży, to mógł uczynić jedynie sługa diabła.

  10. Fran SA said

    Mnie to szalenie intryguje ten hinduski humanizm.
    Nie moge sie doczytac w tym artykule, czy Papiez naklonil Hindusow – metoda lagodnej perswazji – do zarzucenia sati, czy tez obiecal, ze ten wspanialy humanitarny zwyczaj palenia wdow na stosie razem z mezem przyjmie sie w Watykanie.
    I czy moze Papiez obiecal wprowadzic kaste braminow i dalit (nietykalni) do katolickiego kosciola.
    No, hinduskie tatuaze sie dosc szybko przyjely w Europie (i poza).

    Mysle, ze ta wzajemna wymiana rytualow i zwyczajow miala na celu wzbogacenia kultury chrzescijanskiej o nowe wartosci humanitarne.

  11. Jan said

    Można wymieniać wiele „zasług”JPII. Jednak za podstawową uznaję jego obsesję globalistycznego Neokościoła. W tym kierunku szły wszystkie działania włącznie z podróżami po świecie. Wpisuje się w to także wiążąca się z tematem artykułu inkulturacja.
    Do dziś żałuję wyrzucenia tygodnika „Niedziela” sprzed kilkunastu lat, w którym zamieszczono wypowiedz JPII, właściwie pochwałę globalizmu. Który to według niego miał stworzyć możliwość zapanowania jednej powszechnej religii, w podobieństwie jak chrześcijaństwo opanowało tereny całego Cesarstwa Rzymskiego.

    Ad.4 Na pierwsze dwa pytania łatwo odpowiedzieć.
    Wpisuje się to w kolejny etap działania masonerii celem ogłupienia katolików prowadzonych na drogę błędów do samozagłady z utratą środków do zbawienia, aż do ostatecznego zniszczenia Kościoła.Zgonienie stada pod skrzydła Antykościoła, karykatury Kościoła Chrystusowego tak aby nie zorientowali się dokąd zmierzają.
    Na trzecie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, gdyż odpowiedz zna tylko Bóg Sędzia Sprawiedliwy, chociaż po ludzku w świetle Tradycji ocena wskazuje jednoznacznie na to drugie.

  12. Józef said

    Marucha powiedział/a

    2013-03-06 (środa) @ 13:33:52
    A kiedy pojawi się Pan Józef Bizoń i dokona kilkudziesięciu wpisów
    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    Jestem pewien, że pan Józef nie wypowiedział jeszcze ostatniego słowa.w rozumieniu treści poczytnej książki Karola Wojtyły pt. ”Osoba i czyn”, aby identycznie jak Sobór Watykański II, odczytywać ją w świetle Tradycji Kościoła. . Byłaby wieka szkoda i niepowetowana strata dla tak wybitnego dzieła, gdyby nie wykorzystał szansy na zaprezentowanie swoich przemyśleń w tym temacie.

  13. Pragnę przypomnieć, że stanowisko Prymasa Polski w Polsce został zniesiony już w roku 1987.
    Pozostał tylko tytuł. Bardzo mało wierzących o tym wie.

    Podaję za ks. prof. Czesławem Bartnikiem z jego książki „Idea Polskości” str.91,
    Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, Radom 2001:
    „ Rolę prymasa doceniali nawet zaborcy, bo z czasem ustanowili trzech: w Gnieźnie, w Warszawie i w Galicji. Sobór Watykański, któremu była obca idea narodu w Kościele, starał się znosić urzędy prymasa w całym świecie, godząc się najwyżej na tę godność jako czysto tytularną.
    Po śmierci Stefana Wyszyńskiego i u nas czyni się raz po raz próby, ze strony episkopatu lub Rzymu, próby zniesienia tego stanowiska, czego dokonał wreszcie w r. 1987 Jan Paweł II może że szkodą dla Kościoła polskiego”

    Powyższy tekst zawiera wiele ważnych dla nas katolików informacji i daje bardzo dużo do myślenia.

    A tak nawiasem, od kiedy mamy stanowisko Naczelnego Rabina Polski, czy wiemy!?

    Pozdrawiam
    Z Panem Bogiem

  14. Józef said

    GIETRZWAŁD powiedział/a

    2013-03-06 (środa) @ 15:44:53

    A tak nawiasem, od kiedy mamy stanowisko Naczelnego Rabina Polski, czy wiemy!?
    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    Jeśli to takie ważne, to pewnie będziemy musieli znać na blachę jak pacierz.

  15. Dictum said

    ad. 9 – do Sowy
    Ignorancja i niewiedza dotyczy wiernych i szeregowego kleru.
    Wiadomo, że w wyższych kręgach (już nie mówiąc o samym Watykanie) rządzą masoni ze znakomitą wiedzą, jak niszczyć Kościół Chrystusowy.

  16. Widać bracie Marucha:)że dużo pracy nad sobą musisz poświęcić

    Miłość do bliźniego:)to cel,to obowiązek.Otwórz oczy a zobaczysz Boga,który kocha i nie ocenia,nie gardzi

    Kochani bracia i siostry:) miłość jest kluczem do wzniesienia,niebo jest w nas

    A daj Pan spokój z tą „mniłością”, bo zaczyna mnie mdlić. – admin

  17. Jan said

    Niebo jest w nas, tego nie wiedziałem. Gotów jestem jednak w to uwierzyć pod warunkiem zdefiniowania co to znaczy „w nas”. W wybranych tylko czy także we wszystkich ludziach na świecie, niezależnie od łączności z Panem Naszym Jezusem Chrystusem

  18. Kudlaty said

    @Spawmag

    Niech pan jeszcze coś napisze o miłości,proszę,to takie piękne.

  19. anonim said

    spawmagPromyk powiedział/a
    2013-03-06 (środa) @ 17:27:24

    Widać bracie Marucha:)że dużo pracy nad sobą musisz poświęcić

    Miłość do bliźniego:)to cel,to obowiązek.Otwórz oczy a zobaczysz Boga,który kocha i nie ocenia,nie gardzi

    Kochani bracia i siostry:) miłość jest kluczem do wzniesienia,niebo jest w nas

    : Miłość do Boga to cel; nauczmy się na pierwszym miejscu zawsze kochać w bliźnim
    to co Boskie, a dopiero w drugiej kolejności to co ludzkie, przemijające.
    Nauczmy się dostrzegać Boga w stworzeniu, albowiem nas i cały wszechświat, Wszechmogący Bóg
    utworzył z własnej energii, a więc na poziomie duchowym wszystko w pewnym sensie jest Jednością czyli Miłością i gdyby
    nie grzech (podział) dalej byśmy w niej trwali, nie musząc o nią zabiegać, walczyć

    (Dz 17,28) „Albowiem w nim ŻYJEMY i poruszamy się, i JESTEŚMY,
    jak to i niektórzy z waszych poetów powiedzieli: Z jego bowiem rodu jesteśmy.”

    Zasada jest prosta:
    Jeżeli kogokolwiek lub cokolwiek postawimy i nie ważne jakie to by nie były szczytne idee, wartości, w miejsce (najwyższe) należne Trójedynemu Bogu, to zawsze to stracimy.

    (Mt 10,37) „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.
    I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.”

  20. gracjusz said

    W tym szaleństwie może być metoda na dehinduizację czyli zlikwidowanie resztek poprzedniej epoki globalnej religii która była jednolitą w Indiach, Europie ( Słowiańszczyzna ) i w Ameryce Północnej. Wszak bóstwa Indyjskie miały odpowiedników i w Europie i Ameryce. Chociaż są hipotezy, że bóstwa Słowiańskie były na tyle fajne, że rozlazły się po całym świecie. Co ciekawe, bez misjonarzy.

    Gdy nastąpi likwidacja religii nieabrahamowych – a chyba finał jest planowany na ok. 2150 rok ( zmiana zodiaku ) – założy się Novą religię i zmieni się kalendarz na Novą Naszą Erę. ( tak było ostatnim razem ) .

    Zgodnie z Nowym porządkiem świata utylizuje się przy tym 90 % szarego ( multikulti to pomieszanie kolorytów, objawiające się szarym kolorem ) bydła na szare mydło.

    Plan sprzed 2300 lat ponownego przyjścia mesjasza musi być zrealizowany rękoma Ojców Kościoła. I robią to. Co zapisano w Piśmie.

    A że finiszują na naszych oczach, dlatego tak dużo się dzieje, że nie możemy pojąć…..

  21. Jacek said

    Guru znaczy nauczyciel duchowy, a jest ich w Indiach cala masa. Gurowie skupia wokoł siebie swoich wyznawcow-wielbicieli. Kazdy guru wierzy w reinkarnacje. Nauki ich moge sie roznic ale opieraja sie na bostwach hinduskich, ktore sa czescia kultury Indii, ale zupelnie obce dla białego człowieka. Uwazam, ze ludzie z Zachodu nie powinni sie tymi bostwami zajmowac, bo nigdy tego nie zrozumieja. Gurowie miedzy soba konkuruja o wyznawcow (zwlaszcza tych bogatych z Zachodu) i slawe, stad czesto nawzajem siebie krytykuja. Wlasnie nauki poszczegolnych gurow pociagaja bialych ludzi, a nie religie hinduskie zorganizowane, ktorych jest w Indiach wiele.
    Indie byly przez wiele lat kolonia Wielkiej Brytanii, stad jest tam dobrze rozwinieta siec lozy masonskich.
    Politycy sa zwykle masonami i osobami wierzacymi w reinkarnacje, maja swoich gurow. Z kolei gurowie bardzo chetnie sie politykami otaczaja i z nimi afiszuja. Podejrzewam ze politycy-masoni maja wplyw na swoich gurow.
    Spotkalem tylko jednego guru, ktory wypowiadal sie na temat masonerii i to negatywnie. Pozostali milcza na temat masonerii jak zakleci.
    Wielbiciele danego guru wierza ze ich guru moze im pomoc w biznesie, karierze itd. Wazne jest dla nich blogoslawienstwo guru. Niektorzy z gurow maja zdolnosci paranormalne np. moga czytac w myslach.
    Na temat Boga generalnie ich nauka jest taka:
    „Bóg jest z tobą, w tobie, dookoła ciebie, za tobą.
    W rzeczywistości ty jesteś Bogiem! Tylko o tym nie wiesz. Rozwiń mocna wiarę w to, ze jestes Bogiem, a staniesz sie Bogiem”
    „Bóg przenika nie tylko miliony ludzi na tym świecie, ale każdą żywą istotę we wszechświecie.” Dlatego zalecaja aby nie jesc miesa.
    „Nieważne, jaką postać Boga czcisz i jakie imię intonujesz. Żadne imię nie jest gorsze. Wszystkie odnoszą się do jednego i tego samego Boga. Bóg może być wszystkim i uczynić wszystko”
    Reinkarnacja
    „Człowiek w długiej pielgrzymce do poziomu istoty boskiej musi przejść przez wiele wcieleń. Swoją wędrówkę rozpoczął jako kamień, potem wzrastał jako roślina, zwierzę, by osiągnąć poziom istoty ludzkiej, tylko człowiek może świadomie dążyć do Boga”.

    Karol Wojtyła był zarażony tym mysleniem co ukrywał. Uwazam go za pospolitego oszusta, ktory nie był uczciwy wobec owiec ktore prowadził niby do Wiecznego Zbawienia, a w rzeczywistosci na duchowe manowce.
    Wiekszosc jego homili ktore wygłaszal jezdżac po swiecie pisali dla niego inni ludzie, stad trudno powiedziec w co naprawde wierzył. On dobrze czytał te homilie. Z artykułu wynika, że Jan Pawel II nie mogł wierzyc w boskosc Jezusa w takim sensie jak to wierza Katolicy. Dla niego był to ktos na wyzszym poziomie rozwoju duchowego, ktory wyzwolił sie z koła narodzin i smierci.

  22. PJ said

    Niebawem pojawi sie tu Bizon z objasnieniami ze na zdjeciu to nie JPII tylko sobowtor, a cytat na wstepie pochodzi z zapiskow zlotych mysli Dziwisza.
    Najwiekszymi obroncami Wojtyly sa ci ktorzy wierzyli w niego najmocniej i czuja sie oszukani.

    Kazdy robi bledy i Wojtyla moglby tez zrobic przez 25 lat, ale jego pontyfikat to konsekwentna realizacja tego co robil latami przez i podczas SII i za co go wybrano. To jest droga krzyzowa heretyka w drodze do piekla.

  23. ulcik said

    Panie Janie , zbawienie jest tylko przez Chrystusa innej drogi nie ma. Chrystus przed ukrzyzowaniem zlitowal sie, dal nam nadzieje, pokochal nas i nam wzajemnie milowac sie przykazal. Jak ciezko to przestrzegac, zeby nie zgrzeszyc?

  24. Fran SA said

    Wystarczy poczytac Ramajane, jak ktos ma cierpliwosc, czy Mahabharate i probowac przesledzic jak sie te rozniste bogi ze soba tluka i tocza ze soba homeryckie boje..
    Zgadzam sie, ze religie azjatyckie sa trudne do przetrawienia dla nas,
    i dlatego bardzo mnie zawsze dziwil geniusz Beatlesow i innych europejskich czy amerykanskich podziwiaczy Hinduizmu czy Buddyzmu, ktorzy potrafili zrozumiec meandry filozofii/religii Wschodu – zadna z tych religii nie jest jednolita i maja tysiace odmian i roznych sekt.
    (Budda w Chinach ma byc tlusty, bo to chinski symbol dobrobytu, a w Tajlandii- wprost przeciwnie; Budda ma sie wyrzec wszelkich dobrobytow swieckich – nie wiadomo, do ktorego sie modlic: do chudego, czy tlustego; Europejczyk moze miec dylemat).

    Ale taki papiez jest przeciez madrzejszy ode mnie i napewno wie, co dobre w hinduskich wierzeniach o jaszczurkach, ktore przechodza w malpy, a te malpy po reinkarnacji zamieniaja sie w swinie, a te swinie, staja sie politykami.
    Juz mi latwiej zrozumiec reinkarnacje Darwina, tez niejednolita, bo duzo osob wierzy, ze to malpa pochodzi od czlowieka.

  25. JO said

    A moze Kafel tu sie Odezwie w Obronie Bizonia Postawy no I przeciez JPII …?
    Kafel choragiewko, gdzie Jestes, kici, kici, kafelku….pokazuje Swoja Mordke Zydzie

    Bo nie Wierze, ze Kafel czy Bizon potrafia przeprosic, publicznie uznac wine…

    ONI , jak typowi Zydzi…
    ICh na wierzchu, I ONI na wierzchu ze sztandarem Musza Prowadzic, Musza byc ” przywodcami” a kto przeciw to Ma byc poluty lub do piachu…

  26. JO said

    Won Anonimie

  27. Sowa said

    Re 16: Tak, „Bóg jest miłością” to naczelne hasło wszystkich odstępców, wiarołomców, zboczeńców i róznej maści degeneratów. Po tym można poznać z kim ma się do czynienia.
    Bóg jest miłością, ale *jednocześnie* jest sprawiedliwością. A sprawiedliwość karze za grzechy!

  28. Miłek said

    Odp; 24
    Ja nie musze wierzyć, ja po prostu wiem że niektórzy to na pewno od małpy albo i gorzej… 🙂
    Wielu durniów z zachodu, nawet i znanych poszło na lep inności, nie mając nawet bladego pojęcia o ich własnej kulturze czy religii, ponadto wiele z tych wierzeń podawane było i jest w postaci uproszczonej, strawnej dla zachodniaków…To samo z jogą-przedstawiana jako system ćwiczeń nieszkodliwych, co jest sprzeczne z prawdą, mimno ostrzeżen wychodzących od samych joginów oraz ludzi którzy na własnej skórze to odczuli, księży egzorcystów itd. Doskonałe,gruntowne świadectwo przedstawił ojciec Jean Marie Verlinde (on na własnej skórze to wszystko przerobił…) i sporą dawkę wiedzy wnosi siostra Michaela Pawlik, na którą nb. nastawali jacyś nowocześni katolicy i ksieża z Gdańska, próbując dyskredytować ją złośliwie i oszukańczo w obronie ruchu niby-chrześcijańskeigo Maitri.

  29. Witam was:)
    Miłość jest drogą:)I nie bójcie się tego,powiem tak.Jak sami widzicie chucpa jest ogromna,miłość do bliźniego przybrała inną postać,trzeba odwagi aby być,kochać i traktować bliźniego jak siebie samego.

    Bóg jest wszystkim:)ale w jego pierwotnym stanie jest miłością która niczego nie pragnie,niczego nie chce:)to miłość bez warunków taka sama jaką nasz brat Jezus ukazał nam i dał nam drogowskaz,kiedy go mordowali.

    Strach zamyka serce:)a serce jest naszym rezonansem życia,sami kochani wiecie że jesteśmy sterowani,ogłupiani i zastraszani
    że Bóg nas ukaże,osądzi,skaże na potępienie i ześle dopiekła:)którego nie ma

    Bracia miłość rodzi miłość:)a strach rodzi strach,jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga,to my tworzymy nasze życie poprzez nasze MYŚLI-SŁOWA-CZYNY:)tedy można poznać ich po owocach,czy to są owoce miłości czy strachu.

    Nie jest moim pragnieniem nikogo pouczać,oceniać czy straszyć:)bracia jestem tu po to by nieść to co przyniósł Jezus:)nieść nadzieję i miłość,jasność i spokój tak jak i my wszyscy.Bo wszyscy jesteśmy jednym jedynym Bogiem.

    Nie bój się powiedzieć kocham:)

  30. Dictum said

    ad. 4 i 11.
    Sądzę, że jeszcze o wiele więcej jest dobra niż zła, tyle że zło jest bardziej widoczne i sieje zgubę. Dobro jest zgodne z naturalnym porządkiem rzeczy, ustanowionym przez Stwórcę i przyjmujemy je właśnie jako rzecz naturalną. Gdyby więcej było zła, świat by zginął, ale niestety wszystko do tego zmierza – i wg przepowiedni, i na gołe oko.

  31. JO said

    Ad.29. Kochaj Blizniego jak siebie samego. Tak, jak Grzesze obrazajac Mego Ojca, to ide do spowiedzi a wczesniej odprawiam pokute i zadoscuczyniam ludziom i probuje przypodobac sie Bogu, odnalezc na Nowo Jego Reke. Przepraszam, blagam o wybaczenie tych co skrzywdzilem. Jak Krzywdze dalej, Moj Kosciol Prosze o Pomoc a nawet daje Mojemu Katolickiemu kosciolowi prawo pozbawienia mnie Zycia, dla Doba mego i innych Katolikow jezeli to jest Konieczne.

    Taka jest Nauka Chrystusa odnosnie Milosci Wlasnej i do Innych

    Tak wlasnie Kocham Innych

  32. JO said

    Jest JEDNA Prawda, Droga i Zycie. Kto Nia nie idzie, nie uznaje Prawdy – Grzeszy i podlega Prawu Milosci
    J.Wyzej – re 31.

  33. JO said

    Milosc Wlasna nakazuje mi „odciac Grzeszna Reke”, „Oslepic sie” i to zrobie Kazdemu, kto Krzywdzi Mistyczne Cialo Chrystusa i Uwlacza Mojemu Ojcu

  34. Jacek said

    „Strzeżcie się pilnie fałszywych proroków, którzy do was przychodzą w odzieniu owczym, a wewnątrz są wilkami drapieżnymi” (Mt VII-15). Wg X. Jakuba Wujka.

  35. anonim said

    29 A Jezus mu odpowiedział: Pierwsze ze wszystkich
    jest przykazanie : „Słuchaj Izraelu! Pan Bóg twój Bóg
    jedyny jest.
    30 I będziesz miłował Pana, Boga twego, z całego
    serca twego i z całej duszy twojej i z całego umysłu
    twego i z całej siły twojej.” To jest pierwsze
    przykazanie.
    31 A drugie jest temu podobne: „Będziesz miłował
    bliźniego twego, jako samego siebie.” Nad te nie masz
    innego większego przykazania.

    32 I rzekł mu doktor : Dobrze, Nauczycielu,
    prawdziwie powiedziałeś, że jeden jest Bóg, i nie masz
    innego oprócz niego ;
    33 i żeby był miłowany z całego serca i z całego
    umysłu i z całej duszy i z całej siły; i miłować
    bliźniego, jako samego siebie : to jest więcej aniżeli
    wszystkie całopalenia i ofiary.
    34 A Jezus widząc, że roztropnie odpowiedział, rzekł
    mu: Niedaleko jesteś od królestwa Bożego. I nikt już
    nie śmiał go pytać. (Biblia ks. JW – Mk 12, 29-35)

  36. Jak kochać:)i jednocześnie mówić o zabijaniu:)

    Tak robią te czarne owce:)pod przykrywką miłości zabijają w imię Boga,nakazują w imieniu Boga,wywyższają się ponad ludzi

    Miłość jednoczy-nie dzieli:) Miłość widzi w każdej istocie boskość,choć czasami trudno nam zrozumieć postępowanie innych,ale nie oceniaj,bądź ty przykładem i miej miłość wielką,aby zła się nie lękać

  37. Jan said

    Mnie kiedyś nauczono, że Ojciec Święty odpowiada za zbawienie powierzonej mu całej owczarni, tak jak Biskup diecezjalnej a Proboszcz parafialnej. Przeorientowanie wartości po SVII przez modernizm spowodowało, że pasterze zostawiają troskę o własne owieczki.

  38. JO said

    ad. 36. Sper….alaj stad Zydzie. Ty nie masz tu prawa Glosu. Jezeli nie dorosles do rozmowy to milcz , czytaj i ucz sie. Jak otworzysz sie na Laske Wiary, to wowczas bedziesz partnerem tu do Rozmowy…

  39. edmer said

    Ludzie do dzis kochaja wojtyle nawed daja imina karol swoim nowonarodzonym dzieica i nie dadza zlego slowa powiedzec na tema JP II a wiara w modernizm posoborowy i kosciol nie ma konca sa gotowi bronic kosciol posoborowy przed (jak oni to nazywaja) herezja tradycji

  40. Jacek said

    re: 36
    Kiedy zydzi oddadza Polakom to co ukradli w wiec zaklady pracy, ziemie i kamienice. Kiedy zydzi zrezygnuja z wysokoplatnych posad panstwowych.
    Kiedy zydzi wyjada do Angli myc garnki.
    Wtedy bede zydow kochal, tak jak swojego blizniego.
    Niestety nie moge nic w nich zobaczyc jak tylko pomit szatana, a kremowkowy Lolek jest tego przykladem.

  41. Re: 25 JO

    Szanowny Panie, jest Pan niegrzeczny.

    Re: 40 Jacek
    Nigdy zydzi niczego i nikomu nie oddadza tym, ktorych obrabowali, a tymbardziej nie zamierzaja zrezygnowac z wysokoplatnych posad panstwowych z prostej przyczyny: zydzi nic nie umieja robic za wyjatkiem krasc, oszukiwac i falszowac…To sa synowie samego diabla, ktorych ponad 2000 lat temu Pan Jezus Chrystus biczem przegnal ze Swiatyni Boga.
    Czy Pan Jezus Chrystus nienawidzil ich? On od zawsze nienawidzil zlodziejstwa, falszu i obludy….i ja Jego sluga rowniez :)))
    ====================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  42. Marucha said

    Re 38:
    Nie Żyd, tylko typowy katolicznicki leming.

  43. re.38
    Jestem ciekaw:)kim pan jesteś,bo do szlachetnego Polaka to panu brakuje,a zapewniam pana że jestem Polakiem i nie zniżę się do pańskiego poziomu,tylko o rozwagę proszę.

    Mogę iść o zakład:)że ci co szczują na żydów to są żołnierzami syjonu:) bo każdy człowiek ma w sobie dobro,które stara się za wszelką cenę ukazać

    panie Marucha:)w pana sercu jest to czego panu,i tzw.katolikom jak pan i panu podobni(katolicy)zakorzeniona jest miłość która czeka na wyzwolenie

    Opamiętajcie się:)bracia,Jezusa ukrzyżowali za miłość i wolność, nauczał o miłości i akceptacji i w imię Boga go ukrzyżowali

    Daj Pan spokój z tym obklejaniem dyskusji mniłościom. – admin

  44. JO said

    Ad.43. Pan nie jest Polakiem a Lemingiem, czyli Durniem…
    Pan jako Duren nie wie co oznacza Byc Polakiem.
    Pan Uwaza, ze jak Powie , ze jest Polakiem to nim jest :)))

  45. JO said

    Ad. 43…no I tu Braci Raczej Pan nie znajdzie….zmiataj Lemingu stad

  46. Dictum said

    Ludzie! Bardzo łatwo tu poznać, kto jest kto. Osobiste wycieczki świadczą o niepełnym zainteresowaniu samą sprawą, tylko o chęci uczestniczenia w maglu. Zauważcie Państwo, wpisy które nikogo nie obrażają, są rzeczowe i zawsze coś wnoszą nam wszystkim. Osobiste jatki i wyzwiska czy licytowanie się, kto jest Polak, a kto nie, jest śmieszne. Komu to ma służyć? Na głupie wpisy po prostu nie reagujmy, autorzy sami się znudzą. Po co tracić energię na nic niedającą wymianę inwektyw?

  47. Jan said

    Ad. 46
    Może i sam nie jestem bez jakiejś nie zamierzonej winy, ale całkowicie popieram powyższy wpis -apel.

  48. Dictum said

    Widzę, że na Pana Jana zawsze można liczyć.

  49. Jan said

    Ad.48
    Dziękuję.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: