Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Marek Rogalski o Operacja na Ukrainie a globaln…
    revers o Operacja na Ukrainie a globaln…
    revers o Operacja na Ukrainie a globaln…
    NICK o Wolne tematy (67 – …
    NICK o Wolne tematy (67 – …
    NICK o Wolne tematy (67 – …
    NICK o Operacja na Ukrainie a globaln…
    Kura domowa o Wolne tematy (67 – …
    Piotr B. o Operacja na Ukrainie a globaln…
    Yagiel o Wolne tematy (67 – …
    Lily o Wolne tematy (67 – …
    Us o Operacja na Ukrainie a globaln…
    Emilian58 o Fiskus coraz częściej zagląda…
    Piotr B. o Operacja na Ukrainie a globaln…
    NICK o Operacja na Ukrainie a globaln…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 621 obserwujących.

Jak pseudoartyści szpecą Warszawę

Posted by Marucha w dniu 2013-03-19 (Wtorek)

Na rogu ul. Pięknej i Alej Ujazdowskich w Warszawie stanęło niedawno kolejne kuriozalne „dzieło” przedstawiciela sztuki nowoczesnej. Tym razem jest to siedmiometrowy komin zbudowany z desek.

Fot. Magdalena Żuraw

Początkujący rzeźbiarz, absolwent Akademii Sztuk Pięknych, Bartosz Sandecki, za namową Anny Grzeszczuk-Gałązki z Fundacji Sztuki Niegłupiej w okolicy warszawskich Łazienek wystawił swoją pracę dyplomową z 2011 r. zatytułowaną „Komin”. „Komin”, jak to komin: i rzuca się w oczy, i szpeci krajobraz, i ze sztuką nie ma nic wspólnego.

– Po dwóch latach stawiam pracę tutaj, na ulicy. Zmienia się kontekst, bo komin jest elementem wyrwanym z innego pejzażu – mówił autor „Gazecie Wyborczej” – Całe życie mieszkałem w Zagłębiu Dąbrowskim, moim krajobrazem były dymy, kominy. Klimacik.

„Klimacik” autora ma jedyne 7 metrów wysokości, 4 średnicy, stoi w prestiżowym miejscu warszawskiego śródmieścia (odwiedzanego przez turystów w drodze do Łazienek, czy Sejmu) i w zasadzie nie wiadomo w jakim celu; ani autor, ani organizator nie zapewnili należytego alibi pomysłowi zeszpecenia okolicy parku Ujazdowskiego.

Małomiasteczkowość Warszawiaków i wieża Eiffla

Karkołomnej próby wytłumaczenia małomiasteczkowym chamom, co to sztuki nie rozumieją i ciemnocie, która na sztuce się nie zna, podjęła Anna Grzeszczuk-Gałązka z… Fundacji Sztuki Niegłupiej.

W obszernej wypowiedzi udzielonej „Gazecie Wyborczej” czytamy:

„Jestem związana z ASP i szkoda mi, że po wystawach dyplomów prace absolwentów, często naprawdę świetne, lądują gdzieś na zapleczu. A można dzięki nim stworzyć inny kształt miasta. Bardziej zwariowany! Nie bądźmy tacy poczciwi. Wiadomo, jakie mamy pomniki – najczęściej o publicystycznych treściach. Wszystkie elewacje w mieście malujemy na ten sam kremowy, jajeczny, zachowawczy kolor. W aspekcie wizualnym jesteśmy ciągle zaściankowi, małomiasteczkowi.

Cieszę się, że zaczęły się pojawiać trochę inne obiekty – palma, tęcza, ale wciąż są to prace dość łatwe w odbiorze: kolorowe, wesołe, kwiatki, ładny bajer. A ja bym chciała, żeby w mieście była prawdziwa sztuka współczesna, niekoniecznie taka, która by się wszystkim spodobała. Stawiam na sztukę młodych, która przebije się przez ten nobliwy, zaśniedziały wygląd naszego miasta. Kocham Warszawę, cieszę się, że się rozwija, powstają nowe mosty, ulice, ale to są obiekty pożyteczne, a ja bym chciała trochę więcej: satysfakcji w sferze wizualnej.

Wychodzą z nas często kompleksy w stosunku do innych europejskich stolic, a przecież mamy świetnych artystów. Dlaczego podczas Euro 2012 nie wyszliśmy z tą młodą sztuką w miasto? Przyjezdni zobaczyliby, że u nas nie tylko piwko i kopanie piłki”.

A gdyby jeszcze ktoś nie rozumiał i nie rozpoznawał oczywistych walorów sztuki współczesnej zamkniętej w drewnianej formie komina:

„Wieży Eiffla też nikt na początku nie akceptował, bo była wbrew klasycznej architekturze Paryża. Przecież starość, klasyczność Alej Ujazdowskich może lepiej wyglądać na tle współczesnej bryły. Kominowi będzie pewnie trudniej znaleźć odbiorców niż palmie i tęczy. Na początku wahałam się, czy rzeczywiście powinien być taki przytłaczający, że może by go zmniejszyć. Potem jednak zrozumiałam, że właśnie ma przytłaczać, ma być porażający, jak z innej planety. Na pewno znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że lepiej by było w tym miejscu postawić kolejny pomnik, że może syrenka ładniej by tam wyglądała. Ale tak właśnie ma być, sztuka musi budzić wątpliwości. Niech coś nas czasem wkurzy!”.

Małomiasteczkowe chamy zrozumiały? Nie ma wątpliwości, nie ma nerwów, nie ma porażenia i uczucia przytłoczenia – nie ma sztuki. I nawet przykład pani Annie się udał. Wieża Eiffla, ukończona w 1889 r. na paryską Wystawę Światową, miała być symbolem potęgi gospodarczej i naukowo-technicznej Francji, demonstrując przy tym wysoki poziom wiedzy inżynierskiej i możliwości technicznych epoki. Ze sztuką nie miała absolutnie nic wspólnego, a jej projektanci i konstruktorzy (Eiffel, Koechlin i Nouguier) nie aspirowali do przyznania jej takiego miana.

Pegazy i różowe jelenie

Podobnie rzecz ma się z koszmarnymi pegazami zasłaniającymi piękną elewację Pałacu Krasińskich. Na placu przed pałacem Biblioteki Narodowej w maju 2008 roku postawiono sześć kolorowych „rzeźb” z lakierowanej blachy – każda (oczywiście podświetlona w nocy) o wysokości ponad 3,5 i długości 4,5 metra.

Fot. Magdalena Żuraw

Pomysł na wystawienie rzeźb pegazów powstał przy okazji wystawy Norwid-Herbert. Inspiracje śródziemnomorskie. Twórcy projektu, Beata i Paweł Konarscy, zostali zaproszeni przez Bibliotekę do stworzenia aranżacji tej wystawy z prośbą o „niekonwencjonalne potraktowanie tematu”.

Para „artystów”, zanim zabrała się za skrzydlate pegazy, miała już na koncie inny projekt; między majem 2007 a majem 2008 roku przed Ambasadą Francuską ustawiła postacie barwnych kogutów.
– „Koguty” to zabawa formą, obrazem i słowem. Różnokolorowe, przerośnięte, prawie dwumetrowe profile kogutów lakierowane na wysoki połysk, zestawione z budynkiem Ambasady Francji, z zadbanym, wiecznie zielonym trawnikiem i filigranowymi brzózkami tworzyły zupełnie nową przestrzeń. Projekt dopełniony był również specjalnie napisaną przez P. Nowakowskiego „Bajką o Maksie”, który zgubił swojego koguta… – mówili wówczas „Życiu Warszawy”.

Uskrzydlone pegazowate twory stoją, rzecz jasna do dziś, choć podobnie jak wszystkie inne „instalacje tymczasowe”, miały uświetniać okolicę przez rok.

Jednym z nielicznych projektów „artystów młodej Warszawy”, który faktycznie zniknął (choć termin odejścia w niebyt przedłużono dziesięciokrotnie) były Różowe Świecące Jelenie – zdobywcy nagrody „Gazety Wyborczej” Wdecha 2004 w kategorii… Wydarzenie roku. Projekt „Hani” Kokczyńskiej i Luizy Marklowskiej cieszył oczy wielbiących tandetę na skwerze Cubryny przy Bibliotece Uniwersyteckiej aż do grudnia 2007 r.

„Jelenie zdobyły sympatię wielu mieszkańców Warszawy. Trafiły do rodzinnych albumów z pamiątkowymi fotografiami. Stały się jednym z symboli młodej Warszawy” – mogliśmy przeczytać, a jakże, w „GW” na pożegnanie.

Palma odbiła?

Z inspiracjami, jak już widzimy, bywa czasem kiepsko. Skutki inspiracji pobytem Joanny Rajkowskiej u boku Artura Żmijewskiego w Izraelu musimy oglądać na jednym z głównych warszawskich rond już jedenasty rok. Koszmarna palma – należąca do projektu Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich – jest, jak wszystkie zresztą tego typu przedsięwzięcia projektem lewicowym (co sama autorka bardzo mocno podkreślała).

Palma miała oczywiście stać na Rondzie de Gaulle’a przez rok, ale… „Gazeta Wyborcza”, która w dodatkach ogólnopolskich i stołecznym zamieściła łącznie kilkadziesiąt artykułów racji palmy broniących, zrobiła co do niej należało (lewicowy projekt w końcu popierać należy). Skutek był taki, że w sondażu przeprowadzonym w październiku 2003 r. przez Instytut Badań Rynku i Opinii SMG/KRC 75 procent mieszkańców stolicy miało opowiedzieć się za pozostawieniem tej plastikowej miernoty na dotychczasowym miejscu.

Sama zaś autorka zaczęła zachowywać się tak, że jej dzieło w oczach wielu obserwatorów nabrało dodatkowego znaczenia, nasuwając skojarzenia z kolokwialnym powiedzeniem dosadniej określającym zjawisko tak zwanej wody sodowej. Najpierw zatem w 2007 roku, w zamian za 40 tys. zł dotacji na remont instalacji, Rajkowska odstąpiła prawa autorskie do swego „dzieła” miastu, następnie, w 2010, zaproponowała kwotę miliona złotych, za jaką miasto może je od niej odkupić. Wreszcie zaś, w przeddzień rozpoczęcia EURO 2012, razem z Ruchem 10 Czerwca w proteście przeciwko polityce władz Warszawy i ustawieniu bez konsultacji z nią ogromnej piłki futbolowej obok palmy, powiesiła na niej transparent z napisem Chleba zamiast igrzysk i usunęła wszystkie liście („GW”).

Tęczowo…

…wcale mi nie jest, gdy przejeżdżając przez plac Zbawiciela, mijam sztuczną tęczę. Kolejny artyzm w pejzażu miejskim Warszawy, który bardziej się kojarzy z homoseksualną agitką, niż jakimkolwiek dziełem.

„Wysoka na 9 i szeroka na 26 metrów kolorowa tęcza stworzona jest z 16 tysięcy sztucznych kwiatów nawleczonych na stalową konstrukcję. Instalacja przygotowana została przez Julitę Wójcik dla Instytutu Adama Mickiewicza i wpisuje się w program wydarzeń kulturalnych towarzyszących polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej” – czytamy na stronie promującej warszawską kulturę.

Tęcza pojawiła się w Warszawie w 2012 r. przed Świętem Bożego Ciała, zahaczając o Paradę Równości i Euro 2012. Choć autorka odżegnuje się od powiązań politycznych, społecznych, czy ideowych i zarzeka, że „dzieło” ma po prostu wywoływać uśmiech na twarzach Warszawiaków, ci mają z reguły ciut inne odczucia. I być może dlatego nie docenili sztuki – tęcza spłonęła już trzykrotnie. Instytut, nie mogąc dopuścić do niszczenia tak wybitnego dzieła tworzonego dłońmi ludu pracującego (elementy potrzebne do pierwszej instalacji powstały w ramach warsztatów w Zachęcie), rzecz uparcie odbudowuje.

„Tęcza” – jak na prawdziwe dzieło sztuki przystało – doczekała się nawet posądzenia o kradzież pomysłu. Znani już nam małżonkowie – artyści od pegazów, Beata i Paweł Konarscy, wyrazili oburzenie, ponieważ w 2009 r. to oni w tym miejscu chcieli ustawić własną tęczę. Wydali nawet oświadczenie, w którym czytamy:

„Nie rościmy sobie praw do tęczy jako takiej, bo jest to symbol eksplorowany przez wielu twórców. Wersja Julity Wójcik z kwiatami i ludźmi zaangażowanymi w tworzenie tęczy ma też zupełnie inny wymiar niż nasz neon. Ale koincydencja miejsca, nazwy i formy jest BARDZO duża. Dla nas każdy projekt w przestrzeni publicznej jest mocno związany z miejscem, i nigdy nie jest ono przypadkowe. Pomysł na neon Tęcza powstał na placu Zbawiciela i jest z tym miejscem nierozerwalnie związany. To miał być nasz sprzeciw wobec wszechogarniającej sześciomiesięcznej szarzyzny w Warszawie i wynikających z niej nastrojów mieszkańców”.

Pasaże, parki, „rzeźby dla Warszawy”

O „sztuce” ulic Warszawy można by pisać, niestety, bez końca. Co i rusz jak grzyby po deszczu rosną kolejne koszmarki, które nazywający się artystami dziwni ludzie z dziwnych środowisk, niby reprezentujących sztukę, nazywają jej imieniem.

Wystarczy przejść się pasażem Wiecha – odrestaurowanym za grube pieniądze podatników – gdzie straszą kolejne niezwykłe „rzeźby”, tym razem z kamienia. Ustawione w 2009 dzieła: „Imploracja”, „Ołtarz Pokoju”, „Kontrasty”, „Samoakceptacja”, „Sawa” miały postać trzy miesiące. Niektóre straszą do dziś. Artyzm zrealizowany został w ramach Warszawskiego Festiwalu Rzeźby „Rzeźba dla Warszawy”.

Sawa – bardzo specyficzny wizerunek kobiecości

Jedna z nich – „Sawa” („specyficzny wizerunek kobiecości”, jak określiła dzieło Tomasza Wiatera „Polska The Times”) – uzyskała nawet nagrodę w konkursie na najsympatyczniejszą rzeźbę pasażu…

Możemy też pospacerować po miejskich parkach, gdzie takich dzieł istne zatrzęsienie. Do najnowszych należy projekt „Rzeźba w parku”, pomysł Michała Frydrycha z Ursynowa i jeden z trzech, który wygrał dzielnicowy konkurs na parkową instalację.

Park Przy Bażantarni może się poszczycić dziełami, które po trzech dniach od ustawienia zaczęły rdzewieć. Jak zapewnia naczelnik wydziału promocji dzielnicy, Bartosz Dominiak: – Trwa proces twórczy realizowany przez siły natury. Rzeźba ma mieć rdzawy kolor. Rdza pokryje rzeźbę za niedługi czas. To się nazywa patent na arcydzieło!

Wracając do naszego „Komina”: obok szpetnej „Palmy” na Rondzie Charles’a de Gaulle’a, autorstwa Joanny Rajkowskiej, infantylnej „Tęczy” Julity Wójcik na Placu Zbawiciela (co jakiś czas podpalanej i uparcie stawianej na nowo), „Komin” Bartosza Sendeckiego wypada jednak najlepiej.

Niestety, na domiar złego wszystkie te nędzne instalacje stawiane są w najbardziej reprezentatywnych miejscach Warszawy przez co – chcąc nie chcąc – stają się jej wizytówką. Wizytówką kiczu i tandety, szpecącej krajobraz. Bynajmniej nie sztuki.

Magdalena Żuraw
http://www.pch24.pl/

Komentarze 32 do “Jak pseudoartyści szpecą Warszawę”

  1. Psiemislavius said

    Sztuka też cierpi na chorobę żydomasonizmu.

  2. Andrzej said

    Przypominam, że żyjemy pod chazarsko-syjonistyczną okupacją, więc nie domagajmy się od pustych w środku potomków koczowników, by promowali coś o czym nie mają pojęcia, bo z natury rzeczyy nadają się oni tylko do niszczenia, wprowadzania chaosu, dezorganizacji, czyli obracania w perzynę jakiejkolwiek formy ludzkiej działalności.

  3. Nemo said

    Tak zwana „sztuka” nowoczesne od lat niezmiennie mnie fascynuje: artystyczne beztalencia tworzą swoje bohomazy( bo tylko na tyle ich stać) a stado im podobnych debili rozpływa się nad tym w zachwytach.

  4. lopek said

    Ktoś za to płaci, więc owa „sztuka” wszystko mówi o owych płacących.
    Jaki mecenat – taka i sztuka.

  5. Jan said

    Począwszy od wszędobylskiego chuligańskiego „grafiti”, elementów małej architektury i pomników a skończywszy na nowoczesnych budynkach widać wykwit wspólczesnej kultury barbarzyńsko-dewianckiej. Czy ma to coś wspólnego ze sztuką. Nie jest jej monstrualną karykaturą. Przejawem odejścia od Pana Boga, który sam jest niepojętnym pięknem takim jak też wszystko co stworzył.
    Jest to także swoisty przejaw sprzeciwu wobec porządku Bożego a właściwie buntu na zasadzie – nie będę ci służył Boże.Piękno nie -brzydota tak.
    Pomijam aspekt oddziaływania na psychikę z wypieraniem zachwytu nad pięknem prowadzącym do uczuć wyższych prowadzącym ku Niebu jak to dawniej bywało.

  6. JO said

    ad.3. Raczej, widac zamysly okupanta jak podczas Pkupacji Warszwy raczono Warszawiakow „Sztuka”…

  7. Jan said

    Oto mamy kolejny dziwoląg – Fundację Sztuki Nieglupiej. Wyobrażam sobie kolejną tym razem sztuki głupiej.

  8. Nobody said

    Ciekawe czy władza ma jakieś środki przymusu które pozwolą zmusić „tubylców” do akceptacji i podziwiania takiego „kunst’a”. Może się okazać że brak pozytywnego odbioru tego syfu jest nie zgodne z jakimś prawem … a w tedy […] na początek ostracyzm.

    Myśli Pan, że krytyka tego artystycznego szmelcu może być uznana za mowę nienawiści?
    Na pewno. Zwłaszcza gdy twórcy są tego pochodzenia, co zawsze – admin

  9. frigg said

    Witam. Tak na marginesie: tecza w centrum Warszawy przywoluje (oczywiscie) skojarzenia z sodomitami i gomorytkami, ale przeciez ta ich tenczowa flaga to flaga miasta Cuzco w Peru (http://en.wikipedia.org/wiki/Cusco). Czy wladze Cuzco niemoglyby zaskarzyc „tenczowych” o przywlaszczenie barw miejskich?

  10. Ość said

    Tu jest więcej o wypaczaniu sztuki co dotyczy nie tylko Polski. Sztuka jest wartością ponadnarodową i wszyscy się o nią ocieramy na co dzień. Najwięcej wszelkiej brzydoty pojawia w sztuce z wypaczonych żydowskich łbów. Mają kompletny zanik postrzegania piękna. http://radtrap.wordpress.com/2011/12/15/spisek-przeciwko-sztuce/

  11. Zbyszko said

    Ostatnio pełno wszędzie tej „sztuki” lewackiej. Ja przestałem już chodzic na te „profesjonalne” wystawy np do BWA, bardziej cenię jakieś lokalne wystawy amatorów, gdzie można jeszcze spotkac normalne malarstwo, nieraz na bardzo wysokim poziomie. Nie chodzę także do teatrów, bo tam tak samo, albo głupkowata podszyta seksem (żeby targowiskowa gawiedź waliła drzwiami i oknami) niby profesjonalna szmira (typu Lejdis), albo jakieś inne antypolskie lewactwo, że aż się chce wyjśc. Szkoda czasu na teraźniejszą sztukę współczesną

  12. Rysio said

    Jakie wy wszystkie niegramotne.

    😦

    „artysta” dostarczył „dzieło” a potem zainkasował kasę.

    🙂

    PS Ciekawe ile odpalił urzędnikowi, który zlecił to „artystyczne dzieło”?

  13. Nobody said

    Sztukę definiuje ten kto ma władzę tj. pieniądze. Kwestia co kieruje władzą jest otwarta. Dlatego krucyfiks w moczu jest dziełem sztuki (bo tak zdefiniowali ci co mają władzę w sztuce) jednocześnie świecznik wieloramienny (lub wizerunek brodatego mężczyzny w charakterystycznym nakryciu głowy) jest już paragrafem w kodeksie karnym lub przepustką do nicości.

  14. Rysio said

    Czy pamiętacie film pt. Nie lubię poniedziałku.

  15. Zerohero said

    Cechą wspólną „artystów”, że tej swojej sztuki nie zdzierżyliby u siebie w domu. Debilki od grafiti generalnie nie robią grafiti na ścianie w mieszkaniu rodziców. Spece od rzeźbienia nieforemnych kloców kupując samochód zaczynają patrzeć na proporcje, harmonię linii itp. Jak randkują, to wolą by ta druga osoba wyglądała do bólu klasycznie, a nie np. miała fantazyjne polipy na twarzy i nierównej długości kończyny. Jak wybierają otoczenie na dom, to najchętniej by przypominało japoński ogród a nie złomowisko…itd…

    Nawiasem mówiąc niepokojąca brzydota sama tak łatwo nie wychodzi. Na przykład Hans Ruedi Giger tworzył przeraźliwe maszkary (min. seria potworów z Alien), ale w każdej maszkarze widać utalentowaną rękę.

    Również symbolika nie jest odpowiednim wytłumaczeniem pseudoarystów. Ich wyjaśnienia uzasadniające lichość plastyczną są zwykłym słowotokiem, próbą zagadania:

    Słusznie autor zauważył, że wierza Eiffla nie jest dziełem sztuki a tylko popisem inżynierskim. Tak się jednak składa, że dobra inżynieria jest również estetyczna – na tej zasadzie piękne są rozwiązania natury, np. aparaty mięsniowo kostne. Piękne bywały popisy młodych programistów z tzw. demosceny komputerowej (np. animacje wykresów matematycznych). Piękne bywają iluzje optyczne – są i takie instalacje, np. trzeba się usatwić pod odpowiednim kątem. Jest dużo możliwości i trzeba być nie lada beztalenciem by poprzestać na stercie śmieci z dorobioną legendą. Jeśli beztalencie pcha się w przestrzeń publinczą i bierze za to grubą kasę, to dla mnie jest ludzkim śmieciem.

  16. jacek said

    Zydzi nigdy nie stworzyli piekna, tylko same koszmary zycia i koszmary sztuki.
    Postawienie pedalskiej teczy na Placu Zbawiciela jest prowokacja zydow.

  17. żyrafa said

  18. Brat Dioskur said

    Tak jest wlasnie w raju Donka! Magistrzy zbieraja truskawki w holenderskich szklarniach a nieroby i beztalencie dostaja gigantyczne gratyfikacje ,bo przeciez nikt mi nie powie ,ze za ta szmire zaplacono raptem kilkaset zl.!Okazuje sie ,ze nawet sport jest niemym swiadkiem zbrodni na Polakach.Ogladajacym cykl reportazy z konkursow FiS-u w skokach na nartach na pewno rzucila sie w oczy ogromna ilosc polskich kibicow na zawodach w kazdym zakatku Europy ,od Norwegii po Wlochy!Przeciez nie sa to turysci ,jak mogliby sadzic cudzoziemcy ,tylko wszystko ludzie wygnani!
    Czyli „1968 „a rebours ,z ta tylko roznica ,ze teraz glownymi aktorami sa Polacy…..I kto ma byc teraz za to do skutku ponizany? …. ,zeby sparafrazowac slowa pewnego klasyka.

  19. Psiemislavius said

    Wieża Eiffla jest obiektem fallicznym.

  20. Zerohero said

    Jeśli ktoś ma erekcję widząc pociąg wjeżdzający do tunelu, to z czym jest problem – z pociągiem, z tunelem czy tym ktosiem?

  21. Brat Dioskur said

    Jeszcze mala dygresja….patrzac na ten drewniany ,7-metrowy komin nie sposob uciec przed refleksja jaka ta dzisiejsza mlodziez jest malo inwencyjna!Jak pieknie by sie to hajcylo….

  22. Mordka Rosenzweig said

    „Na rogu ul. Pięknej i Alej Ujazdowskich w Warszawie stanęło niedawno kolejne kuriozalne „dzieło” przedstawiciela sztuki nowoczesnej. Tym razem jest to siedmiometrowy komin zbudowany z desek.”

    Ja pan Mordka jest pszeraszony.

    Komin? Pszeciesz to jest antysemitycznosc!!

  23. osoba prywatna said

    To jest dopiero obżydliwe.

    „GÓWNOJADA – Śmiercionośna Gra planszowa dla artystów”

    http://galeriabrowarna.blogspot.com/2010/11/surrealizm-krytyczny.html

  24. Psiemislavius said

    Re 23:
    Ożesz kur….jasny gwint! Wielkie nieba! Na rany Chrystusa! Nie no…brak słów. Po prostu brak słów. Ręce padają, mózg paruje, a dusza czuje bardzo mocne obrzydzenie. Co za świnia perwersyjna to zrobiła. Co za diabelski pomiot z piekła. Co za kreatura. Co za nędzna istota.

  25. Jan said

    Ad 23 i 24
    We wpisie (nr 7) podałem, że po Fundacji Sztuki Niegłupiej wyobrażam sobie następną – sztuki głupiej. Niestety po części się pomyliłem pomijając demoniczną. Czegoś takiego jak ta gra nie da się nazwać inaczej jak obrazami z dna piekła, uczynionymi niechybnie przez medium mieszkańca albo opętanego przez wielu demonów. A jeszcze te pozytywne komentarze.

  26. Nader said

    To arcydzielo przypomina Komin koncentraka by nasim poprawic humory.

  27. marta15 said

    widze, ze towarzystwo sie nie zna na sztuce jewropesjskiej.
    Mamy junie to i sztuka junijna. a kto do junii naganial , a komu sie junia marzyla. ??
    Polactwo dobrych kilkanascie lat temu zlego slowa na junie nie powiedzilalo, bo juni karmi , odziewa i rozrywa.
    a teraz co?? junia zla?? jej sztuka natchniona zla??
    juz sie junia nie podoba?

  28. Philip z konopi said

    Obawiam sie, ze trywializacja, a raczej plugawizacja sztuki to czesc zamierzonego programu, w mysl ktorego Polakow ma nie tylko nie byc, ale ma zostac tak, zeby ich nigdy nie bylo. Stad w najpiekniejszym miescie na swiecie (poza Rzymem byc moze), szpecace elementy. Prosze spojrzec na zdjecia, jak umiejetnie sa one poustawiane, zeby przyslonic pomniki architektury, albo w centrum miasta wprowadzic intelektualny zamet. W dodatku, prosze przeanalizowac jezyk, jakim posluguja sie autorzy i niestety adresaci tego rodzaju „sztuki”. Eksploruje sie koincydencje idei teczy z czyms tam. Imploracja. Oni mysla, ze ekspresje (!) na sile przejete z jezykow niepolskich czynia ich automatycznie wiekszymi, wyzszymi, bardziej kulturalnymi, a wy, szara maso takich uczonych slow to nie znata. Ale to wylazi jak zbutwiala sloma z przepoconych polbucikow. To jest po prostu ich lack of self-confidence, czyli galopujacy komleks nizszosci, albo nicosci i proba przykrycia owego przykrego feleru. Albowiem artysci z prawdziwego zdarzenia, za przyczyna nieprawidlowej proweniencji (dobry jezdem, co ni?) musza robic rencamy w rajchu na truskawkach no i dobrze im tak. A stawiacze blaszanych kukielek maja wujka Kloakowskiego z ministerstwie.

    Tecza na placu Zbawiciela ma razic w oczy wiernych najwiekszej w Warszawie parafii, gdzie odbyl sie kiedys pogrzeb Korfantego. Parafia, oprocz mieszkancow Srodmiescia skupia wiele tysiecy studentow z Polibudy i SGPiS, dawniej tez z SGGW. Spokojna czaszka. Studencioki zawsze znajda sposob, by na nowo podpalac obiekt, chocby najpilniej strzezony.

    Idea unicestwiania sztuki, tak samo, jak i innych wartosci, zagniezdzila sie na stale w psychice Polaka. Bedac w Starym Kraju, zaproszony udalem sie na kilka spotkan klubu literackiego. Autorzy prezentowali swoje prace. Jesli chodzi o poezje, ja juz nie mowie, ze dominowal pewien rodzaj, ale powiem, ze wprost nie bylo innego gatunku, jak wiersz bialy, w dodatku bez wielkich liter i bez jakiejkolwiek interpunkcji. Byly tez utwory calkowicie pozbawione czasownikow. Pewien starszy tworca przeczytal wiersz w formie klasycznej, to znaczy taki, ktory posiadal rym, rytm i sens, w dodatku napisany bardzo zgrabnym piorem. Po chwili zenujacego milczenia, audytorium autorytatywnie stwierdzilo, iz jest to sympatyczny utwor z rodzaju poezji naiwnej. Naiwnej – to sformulowanie zostalo uzyte doslownie tak, jak pisze.

    Wydaje sie, ze ewolucja sztuki w dol wynika z przerostu ambicji autorow wrecz nieutalentowanych, albo tych, ktorym nie chce sie pracowac nad warsztatem tworczym. Bo nieutalentowani sa w stanie tworzyc dziela wartosciowe, jedynie o wiele wiekszym wysilkiem, niz zdolni sa do tego artysci z powolania. Gatunek muzyki w stylu rap stworzony zostal po to, by mogli sie w nim produkowac ci, ktorym nie chcialo sie nauczyc grac na gitarze, przynajmniej w stopniu takim, w jakim dokonal tego pan Rysio, obserwujac swoich kolegow. Gatunek prymitywizmu daje pole do popisu takim Szagalom, albo Nikiforom. Kubizm wynaleziony przez genialnego Picassa to platforma dla pokazu rozmaitych pacykarzy, ktorych krytykowac nie wolno, poniewaz sa to KUBISCI! Na szczescie nikt nie dorosl do takiego poziomu, by z powodzeniem i aplauzem tlumu wyzywac sie w surrealizmie kpiarza Salwatora, zreszta ten wysmialby zza grobu pretendentow w tej dziedzinie.

    Wracajac do przykladu muzyki – amerykanskie rozglosnie publiczne jednym tchem wymieniaja Beethovena, Bacha i Gershwina – zrecznego muzykanta od pioseneczek filmowych i Blekitnej Rapsodii, gdzie proby zablysniecia muzyka klasyczna koncza sie machnieciem reki z rezygnacja i przerobka koncowki danego fragmentu czt frazy na jazz, ktoremu i tak daleko do murzynskiego. Ze niby miala byc taka idea. A klase kompozytora Gershwina ilustruje nastepujace wydarzenie:

    Ravel byl geniuszem aranzacji, Jego Bolero ilustrujace przemarsz armii Aleksandra Wielkiego to ponadczasowe dzielo, chociaz w zamierzeniu mialo byc tylko eksperymentem, takim cwiczeniem sztuki aranzacji. Ktos podwedzil kompozytorowi nutopis i puscil w obieg, dzieki czemu utwor stal sie popularny. I tak raz do skromnego mieszkanka Francuza na poddaszu zapukal jeden gosciu, cudacznie, acz bogato ubrany i pyszalkowato powiedzial cos w tym rodzaju: Pane Rawel, pan sze znasz w aranzacja a ja mam zielony gield, ktorego pan nie masz. To pan mnie bedziesz uczyl aranzacji. Zaczniesz pan jutro o siodmej. Ravel bez slowa chwycil go za kolnierz, obrocil i wycelowal poteznego kopa w sam srodek, spuszczajac facia ze schodow antysemita jeden.

    Ale to bylo dawno. Teraz mamy triumf straszliwego kiczu i to swiadomego. Prosze porownac facyjaty kreskowek dla dzieci dwadziescia lat wstecz i obecne, ktore moga sie przysnic po naduzyciu mocnego alkoholu. Im paskudniej, tym lepiej. Oczywiscie, istnieja enklawy normalnosci, ale to jest albo zupelnie najwyzsza polka i bardzo nieliczna, albo w ogole niedostepne dla publicznosci.

    Oj, widze, ze sie zem rozpedzil i sie robi nudno. Przepraszam i juz sie zamykam. Dobranoc panstwu.

  29. Philip z konopi said

    Ach, zapomnialem wylozyc kawe na lawe, ze owym faciem w spodniach w krate, zielonym krawacie i tabaczkowym tuzurku byl kompozytor zza Oceanu, Jerzy Gershwin.

    Teraz to juz naprawde dobranoc.

  30. 166 bojkot TVN said

    Aleśta ciemne!

    Przecież ten komin, to symbol wszystkich kominów, które wymalował płemiel Tusk za młodu, kiedy robił coś pożytecznego, czyli malował kominy.
    To złośliwa artystyczna prowokacja, przypominająca premierowi, że jego fucha jest paskudna i dziadowska jak ten koszmarny drewniany komin.
    Mało tego – przypomina mu o kominowej przeszłości w Świetliku codziennie kiedy jeździ w służbowo-prywatne odwiedziny do Bula-Żyrandola. W dodatku może się okazać, że tyle premiera, ile komina …..

    Wielu bezdomnych zamarzło. Gdyby każdy z nich dostał choć jedna deskę na opał, pożyliby parę dni dłużej.

  31. TomUSAA+ said

    Re: 27 faktycznie Gershwin zmarł z powodu komplikacji po upadku ze schodów.

  32. Philip z konopi (niekoniecznie indyjskich) said

    Co za zbieg oklicznosci z tym gershwinem. Ale chyba nie akurat od tego upadku, o ktorym byla mowa, jak tusze.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: