Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Yagiel o Wolne tematy (10 – …
    Yagiel o Wolne tematy (10 – …
    Krzysztof55 o Prof. Mearsheimer: „To Zachód…
    Listwa o Wolne tematy (10 – …
    Listwa o Wolne tematy (10 – …
    Bezpartyjna o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    lewarek.pl o Stalingrad
    Bezpartyjna o Wolne tematy (10 – …
    Listwa o Upadek cywilizacyjny Polski
    Yagiel o Wolne tematy (10 – …
    lewarek.pl o Szymowski prześwietla premiera
    Enya o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Enya o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Enya o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Peryskop o Wolne tematy (10 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Militia Sacra. Rycerze w habitach w obronie Grobu Chrystusa.

Posted by Marucha w dniu 2013-04-10 (Środa)

(…) uczynił się ruch niemały we wszystkich krainach Galii, aby każdy czystego serca i myśli, który pragnie podążać według wskazań Pana i wiernie za nim nieść krzyż, nie opóźnił śpiesznego ruszenia do Świętego Grobu. Apostolski zatem rzymskiej stolicy zwierzchnik Urban II zwołał natychmiast biskupów, opatów i księży z krajów zaalpejskich, rozpoczynając z nimi poufne narady i wydając rozkazy. Powiedział też, że ktokolwiek chce zbawienia duszy, nie może się wahać, ale ma kornie iść drogą Pana, a jeżeli popełnił grzechy, miłosierdzie Boże zmaże je. Dodał także apostolski zwierzchnik: „Bracia, wiele wypadnie wam cierpieć w imię Chrystusa: i nędzę, i biedę, niewygody, głód, pragnienie i inne tego rodzaju przykrości, jak to Pan powiedział do swych uczniów: Nie wahajcie się iść przed ludźmi; daję wam głos i mowę a następnie otrzymacie sowitą odpłatę” (…) Frankowie słysząc owe słowa zaczęli gorliwie nosić na swym prawym ramieniu znak krzyża, stwierdzając, iż jednomyślnie chcą iść w ślady Chrystusa, aby dzięki temu wybawionymi zostać od mocy piekielnych [1].

Tak według relacji anonimowego autora Gesta Francorum (Czynów Franków), w 1095 r. rozpoczynała się Wielka Peregrynacja Świata Feudalnego na Bliski Wschód, do Palestyny, nazwana później przez potomnych umownie pierwszą wyprawą krzyżową.

Na fali rozbudzonego wówczas w całym zachodnim chrześcijaństwie zapału religijnego, a także w odpowiedzi na konkretne, naglące potrzeby powstałych w Outremer łacińskich państw krzyżowych, narodziła się, wspierana autorytetem Kościoła katolickiego, specyficzna instytucja zmilitaryzowanych zgromadzeń zakonnych. Do najbardziej znanych, a zarazem najpotężniejszych z nich, należały zakony: Ubogich Rycerzy Chrystusa, znanych szerzej pod nazwą Rycerzy Świątyni Pańskiej czyli templariuszy, oraz Rycerzy Szpitala Jerozolimskiego Św. Jana, zwanych też joannitami lub szpitalnikami, a w późniejszym okresie najczęściej kawalerami maltańskimi.

Burzliwym dziejom wspomnianych powyżej zakonów rycerskich poświęcone są dwie, nota bene, najobszerniejsze na polskim rynku wydawniczym, monografie, które w ostatnim czasie ukazały się nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego w cyklu „Rodowody Cywilizacji”.

Autorem pierwszej, zatytułowanej Templariusze, jest M. Barber, który z dużą erudycją, a zarazem precyzją prezentuje czytelnikowi na kartach swej pracy zmienne koleje losu, jakie stały się udziałem rycerzy Świątyni. Poczynając od skromnych początków w pierwszej połowie XII wieku, gdy garstka francuskich rycerzy pod wodzą Hugona z Payns i Gotfryda z Saint-Omer powołała do życia pobożną fundację, której członkowie „w zamian za odpuszczenie grzechów” winni strzec, na terenie Królestwa Jerozolimskiego, „ile im sił starczy, dróg i gościńców od zasadzek rabusiów i napastników, z baczeniem na bezpieczeństwo pątników”, poprzez okres świetności w XIII wieku wypełniony nieustannym ciągiem zmagań ze światem islamu, jakie zakon, zawsze w pierwszym szeregu, prowadził w obronie Grobu Świętego, a kończąc na kasacie Templum w 1312, poprzedzonej pokazowym, trwającym siedem lat, procesem, zgotowanym rycerzom-zakonnikom przez legistów króla Francji Filipa IV.

Na bliższą uwagę zasługuje zwłaszcza ta część pracy Barbera, która skupia się na genezie idei zakładającej powołanie do życia zakonów, których posłannictwem ma być w pierwszym rzędzie walka zbrojna w obronie wiary chrześcijańskiej, oraz na stosunku ówczesnych autorytetów kościelnych do tej kwestii.

U schyłku XI stulecia, gdy tryumfy święciła odnowa gregoriańska, w powszechnej świadomości ówczesnych ludzi Kościoła utorowała sobie ostatecznie drogę koncepcja walki orężnej z wrogami wiary, napierającymi z coraz większym impetem na wschodnie rubieże świata chrześcijańskiego. Zdaniem autora, transformacja, jaka dokonała się na tym polu, stanowi przede wszystkim zasługę św. Grzegorza VII. Papież ten, mówiąc o żołnierzach Chrystusa, walczących na wezwanie Kościoła z orężem w ręku, nie stosował tego określenia jedynie dla zobrazowania zmagań czysto duchowych z siłami Zła, ale traktował je również w znaczeniu dosłownym, jako bój fizyczny, toczony przez rycerstwo w obronie Christianitas.

Ostatecznym dopełnieniem tej swoistej doktrynalnej ewolucji stało się wezwanie rzucone na synodzie w Clermont w 1095 r., przez papieża bł. Urbana II, do udzielenia zbrojnej pomocy wschodnim chrześcijanom i do jednoczesnego zaprzestania bratobójczych walk toczonych dotychczas pomiędzy zwaśnionymi synami Kościoła w Europie.

Mimo upowszechnienia się na dobre w połowie XII wieku idei świętej wojny, toczonej na Wschodzie pod hasłem obrony Grobu Świętego, a na Półwyspie Pirenejskim pod sztandarem reconquisty utraconych niegdyś na rzecz islamu obszarów, poważne trudności z recepcją napotykała nadal idea Militia Sacra, świętego rycerstwa, wiodącego życie na poły mnisze, a na poły rycerskie.

Około roku 1145 Henryk archidiakon Huntingdon, wychodząc z założenia o wzajemnej niemożliwości pogodzenia w jednym organizmie dwóch sfer, domeny kapłana i domeny wojownika, przestrzegał, nie odnosząc tego wprost do zakonów rycerskich, że oto narodziło się „nowe monstrum stworzone z czystości i zepsucia, czyli i mnich, i rycerz”. Nie mniej krytyczny był Jan z Salisbury, który skądinąd w pełni dopuszczał myśl o prowadzeniu przez chrześcijan wojny sprawiedliwiej, pod warunkiem, iż jej uczestnicy nie będą pretendować do roli duchownych. Pisał on, w traktacie Policraticus, o tych, „którzy codziennie przelewają krew ludzką” i równocześnie „ośmielają się rozporządzać Krwią Chrystusa”.

Nie szczędził gorzkich słów zakonom rycerskim, a zwłaszcza templariuszom, Izaak, opat domu cystersów ze Stelli w Poitou oraz Walter Map, archidiakon Oksfordu. Dla pierwszego rycerstwo zakonne było „nową potwornością”, „zakonem piątej ewangelii”, czyli w istocie zgromadzeniem, dla którego nie może być w Kościele Chrystusowym miejsca. Walter z kolei powołując się na przykład Zbawiciela, który nakazał św. Piotrowi schować miecz, pytał rosnących w owym czasie w siłę, dzięki licznym donacjom, templariuszy: „Kto nauczył onych, by siłę przemocą zwyciężać…?”.

Jednak w toczącej się w ciągu niemal całego XII stulecia zaciętej debacie na temat misji „nowego rycerstwa” przeważył ostatecznie głos zwolenników wchłonięcia rycerskich zgromadzeń zakonnych w obręb instytucji kościelnych.

Już w początkach tej debaty kluniacki mnich Piotr Czcigodny wyrażał swój „szczególny i wyjątkowy afekt” w stosunku do rycerzy Świątyni, dostrzegając w nich „armię Pana Boga Zastępów”, nie uznawał wszakże tego bractwa za równego rangą innym tradycyjnym zgromadzeniom zakonnym i wspólnotom monastycznym.

Sporządzony około 1130 rękopis noszący nagłówek Prologus magistri Hugonis de Sancto Victore, przypisywany hipotetycznie Hugonowi, paryskiemu teologowi i kanonikowi regularnemu od Świętego Wiktora, przechowywany był w archiwum Templum wraz z łacińskim tekstem Reguły zakonu (co wskazywałoby na duże znaczenie, jakie przywiązywali do niego rycerze Świątyni), stanowi próbę odparcia zarzutów, iż zakon, jako nienaturalny twór z pogranicza sacrum i profanum, nie mieści się w ramach struktur organizacyjnych Ecclesia militans.

Autor Prologu ostrzega w pierwszym rzędzie rycerzy-zakonników przed subtelnymi knowaniami szatana, którego „pierwszą pracą jest powieść nas ku grzechowi”, i aby rozwiać zasiane w sercach „przez osoby małej mądrości” wątpliwości, co do swojego posłannictwa, „to jest dzierżenia oręża w obronie chrześcijan przeciw wrogom wiary i pokoju”, przywołuje słowa Apostoła Pawła: „W jakim stanie jest kto wezwany, niech każdy w nim trwa” (1 Kor 7, 20). Stanowczo odrzuca opinię o nieprzystawalności zakonu rycerskiego do żadnej kategorii społecznej. Pytając o to, czy ciało zdolne byłoby się utrzymać przy życiu jako jedność, gdyby wszystkie członki zechciały pełnić te same funkcje, przywołuje obraz domostwa nękanego przez deszcze, wiatry i grad oraz uwypukla rolę dachu, przyrównując go, zapewne, do wspólnoty rycerzy-mnichów. Pisze: „(…) lecz jeśli nie byłoby dachu, jakąż ochronę miałyby ściany?”. Przestrzega templariuszy, aby w trakcie kampanii wojennych, zabijając wrogów, jeśli jest to konieczne, nie kierowali nienawiści przeciwko człowiekowi, lecz przeciw Złu.

Żarliwym orędownikiem rycerskiego bractwa Świątyni okazał się najsławniejszy chyba w swojej epoce mnich i wielki czciciel Najświętszej Maryi Panny, św. Bernard, opat Clairvaux, oddając nieocenione usługi w propagowaniu instytucji zakonów rycerskich, a także idei łączących się z ruchem krucjatowym. Ten niestrudzony epistolograf doskonale orientował się w sytuacji panującej w Ziemi Świętej, w otoczonych nieprzyjaznym morzem islamu państwach krzyżowców, które cierpiały na chroniczny niedobór zasobów ludzkich, potrzebując nade wszystko, dla swojego dalszego trwania, regularnego napływu łacińskiego rycerstwa z Europy.

Jako realiście obcy mu był utopijny pacyfizm, co ujawnił dobitnie w liście adresowanym do papieża Kaliksta II, napisanym w 1124 lub 1125 r. Wyraził w nim swój kategoryczny sprzeciw wobec planów Arnolda, opata cystersów z Morimond, nie szczędząc przy tym ostrych słów, które nam, współczesnym, przywykłym do mdłej liberalnej nowomowy, mogą w ustach świętego wydawać się nie na miejscu:

Jak nam donoszą, utrzymuje on, że pragnie głosić regułę naszego Zakonu w tej krainie (w Ziemi Świętej – przyp. T.W.N.), a dla tej przyczyny poprowadzić za sobą licznych braci, którzy nie pojmują, że trzeba tam walecznych rycerzy, a nie śpiewających i zawodzących mnichów.

Św. Bernard, przynaglany wielokrotnie prośbami płynącymi z różnych stron, zwłaszcza ze strony wielkiego mistrza TemplumHugona z Payns, zredagował nie później niż do 1136 r., swój słynny traktat De Laude Novae Militiae, stanowiący apologię nowego rycerstwa Chrystusowego.

Z jego kart wyłania się następujący, porywający obraz wojownika nowego rodzaju, rycerza-mnicha, który wiedzie podwójny bój, z niewidzialnymi siłami Zła i z wrogiem z krwi i kości:

Rycerz Chrystusowy to krzyżowiec, który prowadzi podwójną walkę: z ciałem i krwią oraz z mocami piekielnymi. (…) Idzie śmiało naprzód, czujnie spoglądając na prawo i na lewo. Swoją pierś przyoblekł w kolczugę, a dusze okrył pancerzem wiary. Z tą podwójną zbroją nie obawia się już ani człowieka, ani szatana. Idźcie zatem, rycerze, śmiało naprzód, idźcie z sercem nieustraszonym przepędzić wszystkich wrogów Krzyża Chrystusowego! A tę pewność miejcie, że ani śmierć, ani życie, nie odłączą was od Chrystusowej miłości (…) Jakże chwalebny jest powrót rycerza po zwycięskim boju! A jak błogosławiona jego męczeńska śmierć w walce!2.

Święty akcentował przepaść, jaka istnieje pomiędzy rycerzami świeckimi a rycerstwem zakonnym, które nie szczędząc sił, a nawet nie odmawiając ofiary z własnego życia, z zawołaniem Non nobis, Domine, non nobis, sed nomini tuo da gloriam! na ustach, ochrania patrymonium Syna Bożego w Ziemi Świętej.

W podobnych duchu wyraża się w swych Dialogach mniej znany orędownik nowego rycerstwa Anzelm, biskup Havelbergu:

Nie inaczej po pewnym czasie w Jeruzalem, mieście Boga, narodziło się nowe zgromadzenie religijne. Zebrali się tam ludzie świeccy, a pobożni, którzy nazwali się rycerzami Świątyni; porzuciwszy własne dobra, żyją i walczą pod rozkazami jeno swego mistrza; odrzucili zbytek i przepych szat; zaprzysięgli bronić czcigodnego Grobu Zbawcy przed Saracenem; spokojni w domostwie, poza nim są mężnymi wojownikami; w domostwie posłuszni zakonnej dyscyplinie, poza nim posłuszni dyscyplinie wojskowej; w domostwie otaczają się świętą ciszą, poza nim niewzruszeni są w zgiełku i okrucieństwie boju, i żeby już rzec wszystko, doskonali w wypełnianiu danych im rozkazów, w domostwie i poza nim, w prostocie posłuszeństwa.

Wtóruje mu, w dokumencie pochodzącym z połowy lat czterdziestych XII wieku Ulger, biskup Angers, nazywając templariuszy „posłańcami, urzędnikami i żołnierzami rycerstwa Chrystusowego”, którzy

nie zawahają się oddać duszy i przelać krwi, dopóki nie zniszczą i nie przegnają bezbożnych pogan z najświętszych miejsc, które Pan wybrał dla swej misji, męki i siedziby.

Niebawem w ślad za tymi pochlebnymi opiniami ówczesnych znamienitych ludzi Kościoła, poszło uznanie „prawdziwych Izraelitów wiodących Boży bój”, jak pisał o zakonie templariuszy papież Innocenty II w bulli Omne datum optimum z r. 1139, ze strony samej Stolicy Apostolskiej i nadania licznych przywilejów, zwłaszcza w latach 1139-1145.

Niespodziewany i dramatyczny upadek Zakonu Świątyni, jaki dokonał się w zasadzie w ciągu jednego październikowego poranka roku 1307, sprawił, iż zgromadzenie to stało się wkrótce ulubionym bohaterem wielu, nawet najbardziej niedorzecznych mitów, puszczanych w obieg przez rozgorączkowane, acz – trzeba to przyznać – obdarzone bujną fantazją umysły.

O spuściznę rycerzy Templum, oczywiście nie tę materialną, upomniały się, próbując ją wyzyskać dla swoich, często nawet przeciwstawnych celów, różne organizacje, czynniki, stowarzyszenia czy grupy nacisku, takie jak chociażby sekta masońska.

Zdaniem Barbera, korzeni owego zawłaszczania dziejów templariuszy przez wolnomularstwo należy szukać w początkach XVIII, kiedy masoneria zawitała do Francji. Poczęła ona tam rozpowszechniać pogląd, iż wolnomularstwo sięga swoimi korzeniami rycerzy Świątyni. Ten nowy mit miał zastąpić dawny, wyrosły jeszcze na gruncie angielskim, utrzymujący, iż wolnomularstwo jest rzekomo w prostej linii dziedziczką średniowiecznych cechów kamieniarskich.

Prekursorem niecnego procederu „kradzieży” historii był Andrew Michael Ramsey, szkocki wolnomularz, a zarazem kanclerz Wielkiej Loży Francji, który w 1737 r. opublikował zarys dziejów, albo raczej „dziejów” masonerii. A że Ramsey’owi nie zabrakło fantazji, wywiódł genezę swojej sekty z niezgłębionych mroków starożytności, wiążąc blisko losy „loży szkockiej” z okresem wypraw krzyżowych. Tę idée fixe chętnie podchwyciła snobistyczna, rozczytująca się w oświeceniowych moralitetach arystokracja francuska. Jednak dopiero w siódmej dekadzie XVIII wieku do wyimaginowanej tradycji masońskiej na dobre wprowadzili templariuszy bawarscy iluminaci. Rozsiewali oni obficie powiastki mówiące o tym, iż rycerze Templumpozyskawszy Świątynię Salomona jako swoją główną kwaterę w Jerozolimie, stali się depozytariuszami tajemnej wiedzy i mocy magicznych, które z kolei ostatni wielki mistrz Świątyni, Jakub de Molay przekazał, przed śmiercią na stosie, swojemu następcy, i których spadkobiercami są właśnie oświeceni masoni.

Najdziwniejsze jest wszakże to, że ku masońskim kłamstwom skłaniali ucha również i niektórzy zdeklarowani przeciwnicy tej niebezpiecznej sekty. Tak było chociażby z francuskim rojalistą Charlesem Cadetem de Gassicourem, który w wydanym w 1796 r. dziele, zatytułowanym Le Tombeau de Jacques Molay, dostrzegł w rewolucji francuskiej kontynuację rzekomego, mającego trwać blisko 500 lat, spisku templariuszy. Jakobiński terror miał być w ostateczności, według de Gassicoura, zemstą templariuszy dokonaną na królu Francji i papieżu. Podobnie za prekursorów masonerii uznał templariuszy w pracy Mémoires pour servir a žhistoire du jacobinismeznany francuski kontrrewolucjonista, ksiądz Augustin Barruel, a echa tych poglądów można się doszukać również w listach pasterskich bp. Bessona.

Niestety, także wielu dzisiejszych demaskatorów sekty masońskiej, i to tych wywodzących się z obozu katolickiego, powiela podobne mity, przedkładając fantazję „braci w fartuszkach” nad prawdę historyczną.

Druga spośród jedynie sygnalizowanych tutaj monografii bractw rycerskich pt. Kawalerowie Maltańscy pióra H. J. A. Sire’go przedstawia szeroką panoramę dziejów Zakonu św. Jana, poczynając od jego genezy u schyłku X wieku, jako niewielkiego zgromadzenia braci szpitalnych w Palestynie, a kończąc na obecnym status quorycerzy z Malty.

Nie miejsce tutaj, aby choć w pobieżnym zarysie ująć blisko 900-letnią historię zakonu joannitów. Nie sposób tu nawet odnieść się do mało, lub prawie zupełnie nieznanych, acz chwalebnych epizodów z życia zakonu, jak choćby bohaterska postawa angielskich rycerzy św. Jana, z których spora część wierność Kościołowi i papiestwu przypłaciła męczeńską śmiercią z rąk królewskich siepaczy w schyłkowym okresie rządów Henryka VIII.

Pozwolimy sobie w tym miejscu zwrócić uwagę na jeden z wielu analizowanych szczegółowo na kartach pracy Sire’go problemów, przed jakimi stanął współcześnie zakon szpitalników. Kawalerów maltańskich, podobnie jak pozostałe szacowne instytucje kościelne i zgromadzenia zakonne, które pozostały w zasięgu organizacyjnych struktur „Kościoła soborowego”, nie ominął proces dostosowywania się do rewolucyjnych przeobrażeń doby posoborowej.

W tym okresie w łonie zakonu dały o sobie znać dwie przeciwstawne opcje. Przedstawiciele pierwszej, progresywnej, postawili na „uwspółcześnienie” rycerskiego bractwa, mające polegać na zbliżeniu ze współczesną zachodnią cywilizacją liberalną. Zaowocowało to postawieniem na ludzi, dla których wstąpienie do zakonu wiązało się li tylko z możliwością szybkiego awansu społecznego, dając doskonałą okazję do „wejścia na salony” włoskiej high society.

Wcielana w życie, z konsekwencją godną lepszej sprawy, zwłaszcza we Włoszech, za rządów przedostatniego wielkiego mistrza zakonu Angelo de Mojana di Cologna (1962-1988), praktyka przyjmowania do zakonu tzw. rycerzy „po łasce mistrzowskiej”, czyli przy zastosowaniu mocno złagodzonych kryteriów naboru, doprowadziła w rezultacie w 1981 r. do skandalu, który na długie lata zaważył negatywnie na wizerunku Zakonu św. Jana. Postacią centralną głośnej swego czasu na Półwyspie Apenińskim afery okazał się jeden z owych „rycerzy po łasce mistrzowskiej”, Umberto Ortolani – włoski finansista, pełniący jednocześnie funkcje ambasadora zakonu w Urugwaju. Gdy w początkach lat osiemdziesiąt wybuchł we Włoszech skandal związany z wpływową w I Republice lożą masońską P2, która rozciągała swoje macki na niemal całą biorącą udział w „demokratycznej grze sił” scenę polityczną oraz ze spektakularnym krachem Banco Ambrosiano, wyszło na jaw, że Ortolani ma bliskie powiązania z mistrzem loży Umberto Gellim. W efekcie cała sprawa zakończyła się uznaniem Ortalaniego winnym udziału w malwersacjach finansowych i skazaniem go na karę 19 lat pozbawienia wolności, co niewątpliwie nie przysporzyło popularności zakonowi.

Reprezentanci drugiego nurtu, który umownie można określić zachowawczym, optują za podtrzymywaniem tradycyjnego charakteru religijnego zgromadzenia, co oczywiście w ramach struktur Kościoła Vaticanum II nie jest sprawą łatwą.

Przyznaje to również, w niezwykle wyważonych słowach, autor, konstatując:

Kościół (posoborowy – przyp. T. W. N.) stwarzał wszakże, ogólnie rzecz biorąc, klimat niepomyślny dla zakonu, który łączy swe powołanie z tradycją rycerską. Ikonoklastyczna ortodoksja, jaka przeważała jeszcze kilka lat temu w kręgach kościelnych, była zarówno niechętna samemu istnieniu zakonu maltańskiego, jak i nieprzyjazna jego członkom, co w pewnym stopniu wpłynęło na sferę liturgii. Chociaż oficjalnie zakon ograniczył rolę łaciny w swych rytuałach religijnych, wielu z jego kapłanów wolało zachować mszę trydencką dla uroczystości prywatnych.

Dla zobrazowania powyższego wywodu w ostatnim rozdziale omawianej książki przywołana została postać francuskiego kapelana zakonu, prałata Franciszka Ducaud-Bourgeta, związanego w ostatnich latach swego życia z Bractwem Św. Piusa X. Zasłynął on w 1955 r. jako poczytny autor dzieła noszącego tytuł La Spiritualité de l’Ordre de Malte, a będącego traktatem poświęconym duchowości maltańczyków.

We wczesnych latach siedemdziesiątych – relacjonuje Sire – jego prywatna msza w kaplicy Hôpital Laënnec w Paryżu, gdzie był kapelanem, poczęła przyciągać coraz więcej wiernych, a kiedy przeniesiono ją do Salle Wagram na rue Montenotte, liczba biorących w niej udział ludzi wzrosła do tysięcy. W rezultacie spowodowało to spór z episkopatem, który zapewniwszy lud Boży, że stanowczo domaga się radykalnej rewizji liturgii, był rzecz jasna oburzony, kiedy tenże lud dał wyraźnie do zrozumienia, że woli modlić się w dawnym stylu. Ω

Wszystkie cytaty, poza wyszczególnionymi w osobnych przypisach, zostały zaczerpnięte z: M. Barber, Templariusze, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 2000, ss. 367 oraz H. J. A. Sire, Kawalerowie Maltańscy, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 2000, ss. 487.

Przypisy:

  1. Anonima dzieje pierwszej krucjaty albo czyny Franków i pielgrzymów jerozolimskich, Warszawa-Kraków, 1984, s. 19-20.
  2. Cyt. za: R. Pernoud, Templariusze, Gdańsk, 1995, s. 14.

http://www.piusx.org.pl

Komentarzy 19 do “Militia Sacra. Rycerze w habitach w obronie Grobu Chrystusa.”

  1. Psiemislavius said

    Klerykom wciska się posoborową głupotę, fałszerstwa i kłamstwa. Wczoraj diakon mówił, że krucjaty były „oznaką niewiary” i „papież oraz Kościół przeprosili za to”. Oczywiście wiadomo, o którego papieża chodzi. Albo że „nie chodzi o nawrócenie ludzi na katolicyzm, ale do odkrywania prawdy w dialogu różnych religii, bo w każdych religiach działa Duch Święty i są cząstki prawdy.” Po prostu ręce się załamują: czy oni nie widzą, że mają wciskane herezje i błędy? Przecież podstawówkowicz logiczne myślący nawet dostrzeże sprzeczności w tych zadżumionych modernizmem bzdurach. Ktomasz miał rację: seminarium stopniowo ruguje z kleryków Wiarę Katolicką. Prawdziwy Kościół Katolicki nie wstydzi się krucjat, bo krucjaty to chluba Kościoła, dzisiaj też by się krucjaty przydały, tylko w Europie.

  2. Aguirre said

    ad1) niestety mało kto już myśli logicznie. Posoborowi księża także nie chcą się słuchać posoborowych papieży głównie BXVI w kwestiach akcentów tradycyjnych. Kiedy przyszliśmy z żoną do kościoła w naszym małym miasteczku i poprosiliśmy o możliwość odprawiania mszy trydenckiej, choć jeden z wikarych był zainteresowany proboszcz zaczął nas wypytywać dlaczego, po co, na co a czy będzie to z pożytkiem dla wiernych? itp. następnie dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, że ponoć proboszcz nienawidzi łaciny i nic z tego nie będzie. Dlatego musimy dojeżdżać ponad 25km na msze niby nie jest to strasznie daleko ale w okresie zimowym sprawia to czasem kłopot, szczególnie jeśli ma się małe dziecko.

  3. Dzięcioł said

    Osobiście polecam wszystkim zainteresowanym tą tematyką, świetną książkę „Dzieje Templariuszy” autorstwa Marion Melville. Ma ona opinię klasyki światowej w tej tematyce. Sam czytałem i uważam ją za naprawdę godną polecenia. Więcej np. tu: http://www.bog.webd.pl/biblioteka/recenzje/polskie/dziejetemplariuszy.html

  4. Dictum said

    ad. 1
    „Przecież podstawówkowicz logicznie myślący nawet dostrzeże sprzeczności w tych zadżumionych modernizmem bzdurach”.

    Tak, o ile został prawidłowo nauczony religii, czyli nauki o Bogu sprzed V2. Moja obawa jest ogromna, jak dzisiejsi katecheci, których namnożyło się w związku z przeniesieniem religii do szkół (co osobiście uważam za ogromny błąd) i którzy są po jakichś często przyśpieszonych kursach – a więc jak nauczają tych podstaw. Bo jeżeli tak, jak słyszymy od młodych księży, to tragedia.

    ad. 2
    „ponoć proboszcz nienawidzi łaciny i nic z tego nie będzie”.
    Oni nie lubią łaciny, bo żeby jej się nauczyć, potrzeba trochę wysiłku. Klepanie utartych krótkich modlitewek po polsku przez księdza i wiernych jest o wiele wygodniejsze.
    Starsi łacinę pozapominali, młodzi kompletnie jej nie znają. A jakie to było cenne, kiedy nawet mali chłopcy, ministranci, musieli poduczyć się sporych tekstów. I ta łacina przydawała się nie tylko w kościele, ale i w życiu, żeby więcej rozumieć w warstwie każdego innego języka.

  5. Jan said

    Cały okres średniowiecza jest przedstawiany w czarno-sinych barwach. Smuci najbardziej to, że ta optyka została przyjęta przez modernistycznych duchownych, od samego szczytu po najniższe struktury parafialne.
    Znowu wykładnia masońska przesłania rzeczywisty i chwalebny obraz rycerstwa – Krzyżowców. Utrwalają się najbardziej fałszywe i niesprawiedliwe stereotypy z produkcji filmowych.

    W ślad za Panem Dzięcioł, polecam książkę „Dzieje Templariuszy” Marion Melvile wydaną przez Instytut Wydawniczy PAX w 1991 r.
    Gdyby ktoś z Polski chciał ją zdobyć a nie miał możliwości, jestem gotów ją przekazać nieodpłatnie.

  6. Marucha said

    Jestem BARDZO pesymistyczny, jeśli chodzi o jakieś odwrócenie procesu tragicznej destrukcji Kościoła Katolickiego.
    Zmiany w mózgownicach, jakich dokonała iście goebbelsowska propaganda modernistów są już chyba nieodwracalne.
    Ludzie już po prostu NA NIC nie reagują. Nic ich nie szokuje, nic im nie daje do myślenia.
    Nie rozumieją żadnych argumentów.
    Nie przyjmują do wiadomości żadnych faktów.
    Wiedzą tylko jedno – „Posłuszeństwo”.
    W imię posłuszeństwa człowiekowi są gotowi bluźnić przeciwko Chrystusowi i plugawić Jego naukę.
    Nie zareagowali by, gdyby na „stole ofiarnym” zarżnięto koguta albo oddawano cześć Bafometowi.

  7. Tralala said

    Wlasnie ostatnio robilam wyklad 12-latce na temat Sredniowiecza.

    Wyimaginowane grzechy sredniowiecza (potem Inkwizycji) etc, sluza wspaniale do totalnego zdegradowania chrzescijanstwa i bialego czlowieka do Zla jakie nalezy wyplenic. Wbija sie ludziom do mozgow i serce, ze zasluzyli sobie na takie ich potraktowanie. To jest to samo dzialanie co oczernianie Polski i Polakow za zaglade zydow, „wypendzanie” Niemcow itd.

  8. Dictum said

    ad. 6.
    Podzielam pesymizm, aczkolwiek obowiązkiem katolika jest postawa pełna nadziei. Dokonuje się wszystko wg objawień Matki Bożej, ale przecież mówi Ona także bardzo wyraźnie, że od tej tragicznej, pogłębiającej się sytuacji ludzkość ma odwrót. Nasza rola w pozornej bezsilności, to otwieranie ludziom oczu w miarę własnych możliwości – nawet tym zainfekowanym modernizmem księżom – a przede wszystkim modlitwy błagalne do Ducha Świętego, bo przecież bez Bożej Łaski – NIC!

  9. Marucha said

    Re 8.
    Tak, mamy nadzieję, że Kościół przetrwa,
    Ale jeszcze ilu w nim będzie wiernych? Sam Chrystus w delikatny sposób coś na ten temat napomknął…

  10. Jan said

    Ad.8
    Nie znamy wyroków Bożych względem tego, co się będzie działo w w nie dość odległej perspektywie czasu.
    Mając pewność co do Triumfu Niepokalanego Serca Panny Maryi, jestem przekonany
    że obecny rozrastający się kryzys spowoduje w końcu niespotykane w dziejach Jej Zwycięstwo dla Chrystusa Pana, dla Chwał Jej samej.

    Człowiek ze złamaną od lat, ropiejącą nogą wraz z ubytkiem ok.10 cm kości, wybrał się do Lourdes z nadzieją uzdrowienia. Po cudownym uzdrowieniu z zagojeniem rany i przywróceniem ubytku kości, wrócił do swej wioski, gdzie z wdzięczności kilka razy dziennie obchodził ją na około. Cała wieś nawróciła się widząc go zdrowego.

    Jakaś interwencja z Nieba NMP, spowoduje zapewne podobne zjawisko wśród zdezorientowanej i bezbożnej ludzkości nie tylko ochrzczonej z modernistycznego Kościoła.

  11. Dictum said

    Ad. 9.
    Napomknął. Ale to napomknienie dla nas, jeszcze żyjących, może bardziej niż wyrok jest przestrogą – póki czas!

    Ad.10.
    Wszystko na tej ziemi jest interwencją Bożą. Ponadto też z łaskawości Bożej mamy wolną wolę, dzięki której wraz właśnie z tą interwencją Bożą i pomocą Matki Przenajświętszej możemy przyczyniać się do cudów nawróceń.

  12. Marucha said

    Re 10:
    Zobaczą, a nie uwierzą.

  13. Dictum said

    Ad. 12.
    I to jest właśnie ta niepojęta tajemnica, dlaczego jednych Bóg palcem dotyka, a innych pozostawia ślepymi.

  14. Psiemislavius said

    Re 4:
    Nie chcę się chwalić, ale ja tak się wkorzeniłem w łacinę, że kiedy odmawiam Modlitwę Pańską po polsku, to czuje się nieswojo. Egzorcyzm do św. Michała znam poprawnie po łacinie, nie znam całości po polsku, chociaż w każdej chwili można się nauczyć. Łacina wcale nie jest taka trudna, jeśli chodzi o czytanie tekstów. Powinno się wrócić do tego języka w każdej dziedzinie, do greki również.

  15. Psiemislavius said

    Jacek Kowalski – Wezwanie do krucjaty:

    Seigneurs, sachez : qui point de s’en ira
    En cette terre où Dieu fut mort et vif,
    Et qui la croix d’outre-mer ne prendra,
    A dure peine ira en paradis;
    Qui n’a en soi pitié ni souvenance,
    Au haut Seigneur doit chercher sa vengeance,
    Et délivrer sa terre et son pays.

    Wiedzcie Panowie kto nie ruszy dziś,
    Tam gdzie Bóg poniósł śmierć i z martwych wstał,
    Kogo zamorski nie ozdobi Krzyż, t
    Tego zapewne też ominie Raj,
    Czyja więc litość w kim jest nieuboga,
    Niechaj rusza ażeby pomścić Boga,
    Oswobodzić Jego ojczysty kraj.

    Gnuśnych i podłych zostanie tu ćma,
    Tych nie obchodzą ni honor ni Bóg,
    Mówią: „Cóż pocznie tu małżonka ma?
    Gdzieś bym przyjaciół mych opuścić mógł?”
    Takich szaleństwo zupełnie ośmiela,
    Wszak jednego mamy tu Przyjaciela,
    Który za nas Krzyż na Golgotę Wlókł.

    Ale młodzieńców huf ruszy na wieść,
    Aby swe życie nieść dla Bożych służb,
    Pójdą młodzieńcy po chwałę i cześć,
    Tutaj zostanie zaś jedynie tchórz,
    Ślepym jest widzę to sam znakomicie,
    Kto dla Boga swoje oszczędza życie,
    Sławy u świata ten nie zyska już.

    Panno Czcigodna Ukoronowana,
    Łaski pełna, prośże za nami Pana,
    A nieszczęście wszelkie ominie nas.

    Wiedzcie Panowie kto nie ruszy dziś,
    Tam gdzie Bóg poniósł śmierć i z martwych wstał,
    Kogo zamorski nie ozdobi Krzyż, t
    Tego zapewne też ominie Raj,
    Czyja więc litość w kim jest nieuboga,
    Niechaj rusza ażeby pomścić Boga,
    Oswobodzić Jego ojczysty kraj.

  16. Jan said

    Ad.14 Panie Psiemislavius

    Także bez chwalenia. Lepiej idzie mi odmawianie Różańca po łacinie niż po polsku.
    Podobnie Credo oraz modlitwy, przed i po jedzeniu.

  17. marta15 said

    a w USA juz uwazaja katolikow za „ekstremistow” , (inaczej czytaj terrorystow),
    na rowni z Al-Qaeda, Ku Klux klanem i innym tem podobnymi.

    http://www.catholicculture.org/news/headlines/index.cfm?storyid=17524
    ———-
    „..US Army Reserve training: Catholicism, like Ku Klux Klan and Al-Qaeda, an example of ‘religious extremism’.
    A slide presentation used in training US Army Reserves in Pennsylvania has included Catholicism and evangelical Christianity on a list of 18 religious extremist organizations. Also included on the list of religious extremists are Al-Qaeda, the Ku Klux Klan, Hamas, Sunni Muslims, and “Islamophobia…………………..”

  18. marta15 said

    tu z kolei wyglada na to, ze ci co sie opieraja „gay marriage” maja byc oficjalnie uwazani za rasistow. Dotyczy to glownie chrzescijan/katolikow.
    Nagonka na katolikow trwa w najlepsze, a Franciszek czyli Jorge , gledzi ze katolicy maja byc pokorni, siedziec z lbem spuszczonym do ziemi i cieszyc sie jak ich kopia w doope.
    Ale czego sie spodziewac po cwanym jak lis masonie ,ktory prowadzi cale stada glupich jak but owiec.??
    http://spectator.org/archives/2013/02/27/equating-christians-with-racis

  19. Maria1 said

    Kard. Achille Lienart, biskup Lille, Francja, potwierdził na łożu śmierci

    że był masonem i liderem masońskiego spisku na II SW

    unieważnienia tradycyjnej Mszy i kapłaństwa.

    Inny mason, Hannibal Bugnini zrealizował spisek po soborze

    wdrażając nieważną nową ordynację w 1968 i novus ordo w 1969.

    Na początku 1973 roku, kard. Achille Lienart przyznał się na łożu śmierci do udziału w spisku. Była to dokładnie ta sama metoda, którą anglikanie po Henryku VIII unieważnili anglikańską “Mszę”, oficjalnie ogłoszoną jako nieważną przez papieża Leona XIII w 1896 roku. Tak samo papieski dekret nieważności odnosi się do novus ordo. Soborowy kardynał zezwolił swojemu spowiednikowi, by ujawnił światu jego ostatnią spowiedź, że jako mason, brał udział w masońskim spisku zniszczenia Kościoła Katolickiego na soborze:

    unieważnienia Mszy zmieniając jej rytuał by znieść konieczną ważną intencję celebranta, przekształcając Mszę z ofiarowania w “obiad niedzielny”
    przerwania sukcesji apostolskiej unieważniając rytuał ordynacji biskupów i unieważnienie intencji biskupów novus ordo w ordynacji księży, zamiast tego instalowania sprotestantyzowanych kaznodziejów do “przewodniczenia zgromadzeniu”.
    http://gazetawarszawska.com/2013/04/11/kardynal-potwierdza-swoj-udzial-w-spisku-masonskim-na-ii-sw-zniszczenia-mszy/

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: