Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    bryś o Wolne tematy (83 – …
    jasiek z toronto o Najbogatszy człowiek na ś…
    Szczepan Zbigniewski o Jak wymyślono naród żydowski?…
    Szczepan Zbigniewski o Noc Listopadowa czy „burd…
    Halifax o Dlaczego szkoły nie eduku…
    errorous o Sterowanie nacjonalizmami
    errorous o Wolne tematy (83 – …
    Ramirez o Sterowanie nacjonalizmami
    Boydar o List z Moskwy do polskich…
    Boydar o Wolne tematy (83 – …
    Boydar o Wolne tematy (83 – …
    koza o Jak wymyślono naród żydowski?…
    coco o List z Moskwy do polskich…
    lewarek.pl o Wolne tematy (83 – …
    revers o Wolne tematy (83 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 626 obserwujących.

Koszmar w fabryce dzieci

Posted by Marucha w dniu 2013-04-27 (Sobota)

Przecież tak bardzo chcieliśmy mieć dziecko.

Dla zwolenników technik sztucznego rozrodu tego typu niewyrafinowana argumentacja wystarczy, by zaakceptować wszelkie możliwe ścieżki pozwalające stworzyć nowego człowieka. Należałoby raczej użyć słowa „wyprodukować”, gdyż lepiej oddaje ono stan emocji ludzi poczętych na drodze in vitro i sztucznej inseminacji.

Historię tych, którzy zdecydowali się przerwać spiralę milczenia i opowiedzieć o swojej walce o tożsamość, możemy poznać na portalu Anonymousus.org. Zgromadzono tam przede wszystkim świadectwa osób, które najczęściej w dorosłym życiu nagle dowiedziały się, że ich biologicznym ojcem jest przypadkowy dawca nasienia.

Kim jestem

„Jestem człowiekiem, a mimo to zostałem poczęty techniką, która ma swoje korzenie w hodowli zwierząt” – wyrzuca z siebie jeden z autorów wpisu na portalu.

„W ogóle nie świętuję moich urodzin. Mam żal do matki i nie utrzymujemy obecnie kontaktów. Myślę, że to, co zrobiła, było bardzo egoistyczne. (…) Jestem na świecie, bo jakiś mężczyzna z ’Playboyem’ w ręku oddał swoje nasienie” – wyznaje inna osoba.

Dojmujące poczucie przypadkowości swego poczęcia i istnienia w oderwaniu od miłosnej relacji rodziców i normalnych więzów pokrewieństwa powtarza się we wszystkich wpisach. „Kim jestem, kim są moi prawdziwi krewni” – kołacze w głowach dorosłych dzieci poczętych in vitro lub na drodze inseminacji.

Chcieliście mieć dziecko, ale czy zastanowiliście się, czy to dziecko też chciało być poczęte w ten sposób” – wybrzmiewa przejmujące pytanie. „Jeśli ojciec jest nieważny (…), porzućmy testy DNA, wymóg płacenia alimentów. Nigdy więcej Dnia Ojca, nigdy więcej lekcji o prokreacji w szkole, podczas których my, dzieci dawców spermy, musimy uczyć się o genetyce, (…) o podobieństwie fizycznym i psychicznym do naszych rodziców, krewnych. (…) A opowieści o naszym pochodzeniu to lektura bolesna, pełna złości i frustracji, a nie radosnych dykteryjek o tym, że babcia pochodziła z Walii, a dziadek z Irlandii. My nie wiemy, co to znaczy mieć ’oczy taty’, ’jego nos’ czy ’dołeczki’ – żali się autor jednego ze świadectw.

– Każdy człowiek ma potrzebę zakorzenienia, poznania swojej genealogii. Na świadomości korzeni budujemy swoje poczucie wartości. Potrzeba dowiedzenia się, kim był biologiczny ojciec, jest naturalna. Poznanie, jakie wyznawał wartości, dlaczego zdecydował się na taki krok. To, że w przypadku anonimowych dawców nasienia dziecko nie może odzyskać tej swojej historii i na niej budować tożsamości, jest dramatem – mówi prof. Dorota Kornas-Biela, specjalizująca się w psychologii prenatalnej i psychologii prokreacji. – Dziecko nie jest roślinką, którą dołączymy do rodziny na zasadzie przeszczepienia, tak jak szczepimy kwiatki na naszych parapetach. Ono chce wiedzieć, kim jest – dodaje.

Syndrom ocaleńca

„Kocham moją matkę, wychowała nas w bliskości i miłości. Ale przyszedł moment, w którym zacząłem myśleć, że decydując się na taki krok, była straszną egoistką. Doświadczyłem czegoś na kształt kryzysu tożsamości, zastanawiałam się, dokąd zmierzam i kim jestem, jak zdołam odpowiedzieć sobie na te pytania, jeśli nie wiem, kim jest mój ojciec, skąd pochodzi połowa mnie” – opisuje uczestnik projektu Anonymousus.org.

I kolejny wpis, i kolejny dramat. Tym razem swą historią dzieli się z nami dawczyni komórek jajowych. Miało być tak pięknie, przyjacielska przysługa, wszyscy mieli przecież dobre intencje.

„Moi przyjaciele zdecydowali nagle, że nie będę częścią ich rodziny. Ona nie mogła znieść, że jej syn wygląda zupełnie jak ja. (…) To przypomina jej, że on nie jest jej dzieckiem. (…) Teraz, aby dowiedzieć się, jak wygląda moje dziecko, muszę podglądać blog jego ojca. Nigdy nie zdecydowałabym się przekazać im moich jajeczek, gdybym wiedziała, że nie będę mogła być częścią życia dziecka” – czytamy.

Skrywana latami tajemnica o poczęciu dziecka rzutuje na sposób jego wychowania. Psychoterapeuci wskazują, że u dzieci, które dowiedziały się, że zostały poczęte metodą in vitro, mogą występować objawy tożsame z występującymi u dzieci z zespołem osoby ocalonej. Mowa o rodzeństwie dzieci abortowanych, które są traktowane przez rodziców jako ocalone, wyjątkowe, co generuje cały szereg anomalii w strukturze relacji rodzinnych. Dzieci, które w czasie procedury in vitro jako zarodki zostały poddane selekcji i wybrane do transferu, mogą doświadczać takich samych problemów.

Charakterystyczne dla „osób ocalonych” jest skrywane, często nieuświadomione poczucie winy, powracające pytanie: „Dlaczego ja się urodziłem?”, problemy z ekspresją uczuć, dążenie do perfekcyjnego wypełniania oczekiwań rodziców lub – odwrotnie – bunt wobec ojca i matki, jak i wszelkich autorytetów, niewiara we własne siły i możliwości. Trauma uśmiercenia potomstwa, która dotknęła rodzinę, może powodować, że dziecko żyjące będzie otaczane nadmierną troską, z drugiej strony może być także traktowane jako substytut dziecka zabitego, który ma spełniać wyidealizowane oczekiwania rodziców względem nienarodzonego potomka.

Nic nie uszczupla przyrodzonej godności dzieci poczętych w wyniku in vitro, ale ponoszą one w sposób niezawiniony skutki przekroczenia normy moralnej przez rodziców. Dzieje się to nie na drodze biologicznej (prof. Kornas-Biela dystansuje się od teorii „pamięci poczęcia”), ale psychologicznej i duchowej – składa się na to atmosfera tajemnicy w życiu rodziny, tłumionych wyrzutów, skrupułów, racjonalizacji swojej decyzji dokonywanej przez rodziców.

Promocja sztucznego rozrodu to przede wszystkim intratny biznes. „Na świecie jest tyle dzieci w potrzebie – biednych, głodujących, a tymczasem banki spermy zarabiają miliony na parach goniących za ’amerykańskim marzeniem’” – konstatuje bohater jednej z dramatycznych opowieści na portalu Anonymousus.org i zachęca: adoptujcie dzieci, nie handlujcie nimi!

Beata Falkowska
http://naszdziennik.pl

Komentarzy 31 do “Koszmar w fabryce dzieci”

  1. AlexSailor said

    Artykuł w stylu „Frondy”.
    Niedobrze się robi.

    Poczynanie dzieci w szklance jest złe i zakazane bo:
    – Kościół reprezentujący Boga tego zakazuje,
    – w Biblii możemy wyszukać zakaz takich praktyk (zakaz krzyżowania zwierząt i roślin, to jest grzebania
    w genach),
    – praktyki sztucznego poczęcia niosą niewyobrażalne niebezpieczeństwo dla ludzkości,
    – praktyki sztucznego poczęcia powodują zagrożenie dla społeczeństwa i całego dorobku kultury,
    moralności, są podstawą do likwidacji rodziny i biblijnego porządku rzeczy,
    – w takcie procedury zabija się inne dzieci,
    – będzie z tego jeden wielki przekręt finansowy, a władza dostanie w łapki kolejne narzędzie totalitarnej
    kontroli.

    Powoływanie się na negatywne uczucie i problemy osób, „które dowiedziały się” o nienaturalnym poczęciu, jest płytką, sentymentalną i beznadziejną propagandą.

  2. Pokręć said

    Jakby na to nie spojrzeć, wszyscyśmy powstali z… chuci. Jesteśmy, bo kogoś zaswędziały jaja, krocze albo instynkt macierzyński. Pół biedy, jak to się stało „po Bożemu”, w małżeństwie rodziców i była w tym autentyczna miłość potem przelewana na nas – dzieci ze stron obojga rodziców.
    Ale już widać, co to jest grzech pierworodny. Wszyscy w nim jesteśmy poczęci. Tylko 2 osoby w historii ludzkości poczęte zostały bez tego grzechu, w tym jedna – w ogóle bez udziału mężczyzny.
    Tak naprawdę, to zgadzam się z komentarzem p. Alexa Sailora, który uczciwie i jasno stawia sprawę. Emocje tego typu to tylko emocje, mogą się zdarzyć każdemu z nas, nawet pochodzącemu z kochających się rodzin i od rodziców, którzy do grobowej deski doszli trzymając się zakochani za ręce. To, że w naszym poczęciu udział miały motywy egiostyczne, większy lub mniejszy – to fakt i z tym nie można się kłócić. A sentymentalizm w stylu „po kim mam krzywy nos i ładne oczy” jest tu niepoważny. Co to zmienia?
    Zaryzykuję stwierdzenie, że większość z ludzi poczęta została „przypadkiem” w tym sensie, że nasi rodzice uważali albo, że posiadanie dzieci jest przyjemne i jest to ich powołanie, albo po prostu uprawiali radosną łóżkową twórczość, w najlepszym razie licząc się z tym że będzie dziecko. Większość ludzi uprawia seks z nastawieniem głównie na przyjemność a uczciwsi z nich nastawiają się tak, że jak będzie dziecko, to będzie trzeba je kochać…

  3. Jacek said

    Re 1:

    To nie jest „płytka, sentymentalna i beznadziejna propaganda”, i nie flekujmy bezmyślnie i głupio wszystko co ma związek z ND, bo na jeszcze większych baranów wychodzimy.

    Poczucie tożsamości i godności jest bardzo silnie zakorzenione w człowieku i żadne pseudonauki czy debilne media nie zmienią tego. To, że niektórzy mają ten problem w najgłębszym poważaniu (świadomie czy nieświadomie) świadczy o nich, a nie o wadze i problemie zjawiska. To, że człowiek potrafi coś nieporadnie zrobić nie oznacza, że powinien to robić. Człowiek jest jeszcze mało owłosioną małpą, która niewiele wie jeszcze o świecie i sobie, a już rzuca np. do energetyki jądrowej, sztucznego rozrodu, manipulacji genetycznych i społecznych (nwo). Hola, do budy, do banana, i nic więcej.

  4. AQQ said

    o in-vitro inaczej. http://www.polskatimes.pl/artykul/626099,prof-cebrat-in-vitro-to-wielki-biznes-a-nie-nauka,id,t.html

  5. jajas said

    Sprowadzenie mężczyzny do roli strzykawki ze spermą… nie wiem jak wygladaja relacje w rodzinach „starajacych ” się o dziecko – ciesze się jeśli to nie wpływa negatywnie na poczucie wartosci i na więź. Ja sobie nie wyobrazam „produkowania” dziecka. Dla mnie to był akt cudowności w codziennosci. Bralismy pod uwage zaistnienie tego cudu podobnie jak wycieczka do lasu uwzglednia na jesieni odnalezienie borowika. Ale nie idę do lasu wyłacznie w tym celu tratujac wszystko i wkurzajac się gdy nic nie znajdę. Nie wiem jak wam to lepiej wytłumaczyć jak ja to widzę. Po prostu. Akceptacja cudu. Oczywistość. Nie wiem jak to jest gdy sie nie udaje, bo ja raczej musiałem z moja pania dbac o to by po trzecim potomku zapobiec nastepnym z powodu wydolnosci ekonomicznej i zdrowia zony ( nie wolno jej miec więcej dzieci z przyczyn zdrowotnych i życiowych – nawet proponowano sterylizację ale nie chciała). Bardzo współczuje osobom nie mogącym zrealizowac swojej miłosci do dzieci w rodzinie. Jednak nie jesteśmy w stanie zrozumieć wspólzycia na hasło, na godzine, do pojemnika czy tego grzebania w genitaliach… to zbyt radykalne i nowoczesne jak na nasze staromodne jestestwa.

  6. Nemo said

    Ad.2 Pokręć powiedział/a

    „Większość ludzi uprawia seks z nastawieniem głównie na przyjemność a uczciwsi z nich nastawiają się tak, że jak będzie dziecko, to będzie trzeba je kochać…”

    Wie pan-ja to nie wiem czy to większość czy też mniejszość i nawet nie zapytam skąd pan wziął te statystyki,ale bardzo proszę-niech się pan nie wypowiada za innych,tylko za siebie.Bo swoimi inwektywami typu chuć obraża pan ludzi,którzy darzą się prawdziwym uczuciem.

  7. Pokręć said

    Ad 6: Na litość Boską, ja to piszę ze swoich obserwacji. Jak widze kobietę, która mi się podoba, to chciałbym z nią być tylko dlatego, że jest ładna i MI się podoba. O dzieciach z nią nie ma najmniejszej myśli. Motywy są czysto egoistyczne. Jak Pan myśli, czy gdyby etap zakochania się i „chodzenia” ze sobą był równie przyjemny, co np. borowanie zębów albo operacja wyrostka robaczkowego na żywca, to ktoś by w ogóle w to poszedł? Dla większości ludzi na świecie dzieci są tym, czym się płaci za uległość popędowi seksualnemu albo instynktowi macierzyńskiemu. Koniec, nie ma tu żadnej filozofii.
    Proszę Pana, życie ludzkie składa się z aktywności dwóch kategorii: jedna – to rzeczy nieprzyjemne, które musimy zrobić, bo ich zaniechanie grozi śmiercią (dentysta, czy operacja wyrostka) oraz rzeczy, których zaniechanie nie grozi niczym złym ani nieprzyjemnym. Wykonanie tych drugich rzeczy skutkuje natomiast często doraźnymi problemami i kłopotami. Te rzeczy robi człowiek nie dlatego, żeby uniknąć przykrych konsekwencji (choroba, śmierć), ale dlatego, że są przyjemne. Zakochanie i seks są przyjemne. Po prostu nasze mózgi są zalewane naturalnymi narkotykami. Po to, żebyśmy bez protestu się rozmnażali. Gdyby zakochanie i seks były równie neutralne w kategorii pobudzenia układu nagrody w mózgu co np. podane ręki koledze na powitanie to myśli Pan, że ludzkość by przetrwała? Moim zdaniem – NIE. Naprawdę, może jeden człowiek na 1000 miałby dzieci dla czystej idei, od początku do końca altruistycznie i nie osiągając z tego powodu ŻADNEJ przyjemności ani korzyści, nawet emocjonalnej, duchowej, czy intelektualnej.
    Nikogo nie obrażam, ja jedynie nazywam fakty po imieniu. Czy powiedzenie dziecku w pewnym wieku, że to nie Św. Mikołaj przynosi prezenty, tylko rodzice, to jest obrażanie dziecka? Lubimy sobie dorobić do naszych wyborów życiowych idealistyczną filozofię, ale bardzo przepraszam, rzeczywistość jest, jaka jest.
    Nawet sam Bóg to własnymi Słowami potwierdził. Pan Jezus w 19 rozdziale Ewangelii Św. Mateusza przyznał Apostołom rację, kiedy mówili, że nie warto jest się żenić, ale nieliczni to rozumieją. Czyli jednocześnie przyznał, że nie warto mieć dzieci. Że posiadanie potomstwa nie jest czymś, co warunkuje człowieka i jego zbawienie.

  8. jajas said

    ad 7 jeden człowiek na tysiąc? To po diabła to in vitro? ani miłe ani tanie ani ekonomicznie uzasadnione – gdybys miał rację – nie byłoby tego tematu

  9. AlexSailor said

    Ad.3. @Jacek

    Nie rozumiem o co Panu chodzi.
    ND czytam i cenię, choćby za sam fakt, że jest.
    To nie znaczy, że publikuje prawdy objawione.
    A denne szukanie argumentów tam, gdzie ich nie ma, albo są śmiesznie słabe, nie przekona żadnego zwolennika i zwolenniczki dzieci ze szklanki.

    Natomiast każdy przy zdrowych zmysłach musi się zastanowić, nad poważnymi argumentami, które mrożą krew w żyłach, jak hodowanie ludzi na narządy, eugenika prenatalna, czy choćby pozwolenia na posiadanie dzieci oraz zakaz naturalnego rozmnażania się .
    Tych zagrożeń i argumentów jest mnóstwo i nie ma potrzeby posuwania się do wysuwania racji z samopoczucia poczętych w szklance.

    Beznadzieja opublikowana w ND nie staje się poważnym artykułem.

    Może niechcący dotknął Pan ważnego tematu – swój/obcy.
    Tylko, że tu u Gajowego sami swoi i można mówić otwarcie.

    Jest jeszcze jeden argument przeciw in vitro (ach te tajemnicze określenia), to jest płodzeniu ludzi w szklance.
    Jest on pomijany w dyskusjach, a prosty jak budowa cepa.

    Bawienie się płodzeniem ludzi w szklance, a zwłaszcza za nasze pieniądze z podatków, ma być zakazane, BO MY TAK CHCEMY, nie będziemy się tłumaczyć dlaczego i koniec.
    I to jest właśnie system swój-obcy, który jest zupełnie nie wykorzystany.
    Ten argument jest bardzo dobry, bo dyskusja na argumenty z idiotą lub człowiekiem złej woli nie ma sensu.
    Idiota sprowadzi dyskusję do swojego poziomu, a później pokona nas doświadczeniem.
    Człowieka złej woli i tak nie przekonamy, bo on nie chce dojść prawdy czy wysnuć wnioski, tylko chce zrobić to co zamierza – w tym przypadku płodzić dzieci w szklance, by móc dalej rozwalać społeczeństwo i rodzinę.

  10. Ad. 8

    „To po diabła to in vitro?”

    – Jak się wie, ile jest skaz genetycznych wśród „w pewnym sensie braci” na Zachodzie, to się nie zadaje takich pytań.

    A jak się dalej nie rozumie, to trzeba sobie pojeść przez dwa* pokolenia paszę od Monsanto i wtedy się okaże, że in-vitro, to jedyna droga, żeby mieć dzieci. A ludzie za taki towar zapłacą KAŻDE PIENIĄDZE!

    * – pierwszym pokoleniem jesteśmy MY.

  11. Telegonia i skundlenie – te dwa pojęcia powinny być wykładane w szkołach, kościołach i w rodzinach.

    Telegonia – pierwszy kontakt z mężczyzną (ciąża niekoniecznie) programuje organizm kobiety na tego pierwszego – każde dziecko będzie miało cechy tego pierwszego. (Prawo pierwszej nocy – najsilniejszy samiec przenosił swoje cechy na każdą kobietę-dziewicę w plemieniu).

    Skundlenie – samiec rasowy, który swój pierwszy raz miał z kundlicą, już nigdy nie spłodzi w pełni rasowego potomstwa.

  12. W artykule ani słowa o tym, JAKIE to są dzieci…

  13. AlexSailor said

    Ad. 7 @Jajas

    To moda, propaganda, chęć dorównania innym, instynkt macierzyński, cel bo jakiś trzeba mieć, a jedynie promile, to właśnie motywacja – dzieci jako potomstwo z szansami na wnuki i prawnuki.

    Zauważył Pan jak swojego czasu (taka mądrość etapu), bardzo promowano samotne matki nazywając je singielkami, samotnymi z wyboru z podkreśleniem w domyśle nowoczesności i awangardowości.
    I poszło na to całe stado bab, zwłaszcza tych z dyplomami, bardzo dobrze zarabiających, a często i ładnych, i atrakcyjnych.
    One się bały męża, co nie przeszkadzało im zwiedzać różnych łóżek, a chciały mieć dzieci i to nowocześnie, postępowo, bez mężczyzny, często snobując się na lesbijki.
    Dla dziecka wybierały sobie inteligentnego, zaradnego i przystojnego mężczyznę ładując się mu do łóżka.

    To ten sam mechanizm.
    Tylko teraz będzie szklanka i dawca nasienia.

    No i przede wszystkim jest drugie dno, czyli biznes, kasssa dla tych, którzy się zapładnianiem zajmują.
    I ta kasa jest najniebezpieczniejsza.

  14. Pokręć said

    @8: bo posiadanie dzieci u niektórych pobudza układ nagrody w mózgu. Podobnie, jak posiadanie np. domowego futrzaka dla niektórych. Na cholerę mi w domu np. kot? Akurat wiem, bo mam takiego. I przyznaję, bywa miło jak kocisko przyjdzie i położy się na brzuchu człowiekowi, pomruczy i w ogóle takie tam. No, ale to miło z jednej strony, z drugiej – trzeba o nie go zadbać, nakarmić, pamiętać o kupieniu mu karmy, posprzątać po nim (no, akurat mój kot wychodzi na pole/dwór i tam się załatwia), ofuknąć, jak drapie meble, etc, etc. Jakieś tam zawracanie głowy jest. Z dzieckiem ci od inwitro myślą podobnie. Oni nie chcą za wszelką cenę dziecka, bo chcą zrealizować jakieś ideały humanistyczne, oni chcą sobie pobudzić układ nagrody w mózgu poprzez „zrealizowanie siebie” jako rodzica. Małe dziecko wywołuje u człowieka emocje podobne, jak np. łaszący się i mruczący kot, tylko kilka razy silniejsze. A u jego rodzica – kilkadziesiąt razy silniejsze.
    Mało który mężczyzna chce mieć w domu kota. Ja też mam, ale jest to „spadek” po siostrze. Następnego miał raczej nie będę. To kobiety bardziej są wrażliwe na tego typu emocje i koniecznie pragną mieć istotę, którą będą się opiekować. Mężczyzna po prostu posiadaniem potomstwa „płaci” za seks + ma poczucie, że jest „samcem” i „realizuje się” jako głowa rodziny.
    Wszystko na tym świecie polega na pobudzaniu układy nagrody w mózgu albo na strachu przed niemiłymi konsekwencjami. Takie jest nasze przekleństwo grzechu pierworodnego. Grzech pierworodny zabił w nas autentyczną, altruistyczną miłość. Jedyne, co możemy, to postępować tak, jakbyśmy ją mieli w sobie nadal – tego właśnie uczył nas Pan Jezus. To, co w raju przed grzechem było tak naturalne, jak oddychanie, na ziemi stało się wręcz abstrakcyjne. A wiele nakazów / zakazów nie ma w ogóle uzasadnienia naturalnego a wyłącznie duchowe, w które musimy wierzyć, bo go „nie czujemy”. No bo np. dlaczego niby seks bez ślubu, za obustronna zgodą i w pełnej antykoncepcji miałby być czymś złym? A jest.

  15. Jacek said

    Re 9:

    No i tu jest pies pogrzebany, czytanie ze zrozumieniem. Obawiam się, że Pan tego artykułu nie przeczytał, a jeżeli już to bez zrozumienia. Z wypowiedzi pierwszej, z wypunktowanych „problemów”, w artykule nie poruszany jest żaden. Ja odniosłem się tylko do ostatniego zdania, tragicznego zdania.

    Natomiast w ostatniej wypowiedzi, nieco bezładnej, dotknął Pan kwestii „sami swoi”. Sądzę, że dziennik gajowego Maruchy nie raz dowiódł, że kwestia „sami swoi” nie istnieje, byle ktoś miał coś mądrego do powiedzenia. Chyba…że się mylę, tak też może być.

  16. Marucha said

    Re 14:
    Koty to wspaniałe stworzenia, które przedłużają nam życie (a my im). Istnieje między nami niezwykła symbioza.

  17. AlexSailor said

    Ad. 11 @KrzysztofM

    Może a Pan jakieś informacje o poligonii a zwłaszcza skundleniu.
    Wydaje się, że to drugie nie ma żadnych podstaw, a wiadomości o pierwszym jak na lekarstwo.

  18. Ad. 17

    Informacje są szczątkowe. Telegonia, skundlenie. Może tu?

    http://piotrbein.wordpress.com/2011/01/25/jak-degeneruja-sie-narody-i-znikaja-panstwa/

    A jak ktoś chce się po tym przejechać, to tu:

    https://prawda2.info/viewtopic.php?t=21071&postdays=0&postorder=asc&start=25

    Trochę namieszane, ale nic to (np. skundlenie obrócono między płciami). Zarys pozostaje. 🙂

    Dawniej było takie powiedzenie „dziewczyna zepsuta”. Zepsuta? A co w niej się zepsuło? Ano ktoś ją już biologicznie zaprogramował. Chłopak zepsuty… Ano jako biologiczny ojciec, to już nie jest 100% ojca…

    I tak się jakoś składa dziwnie, że to, co Pan Bóg nam zaleca, jest biologicznie uzasadnione… Że to dla naszego dobra. Powinniśmy w tym dostrzec swój interes. 🙂

  19. Pokręć said

    Mi się to kupy nie trzyma, gdyby jus primae noctis mialo cos wspólnego z telegonią, to dlaczego ów samiec alfa nie zapładniał po prostu wszystkich kobiet w „stadzie” – tak byłoby o wiele wydajniej. Ta cała „telegonia” to tylko jakiś bełkot uzasadniający prawo do ulżenia chuci najsilniejszego samca i pokazanie innym samcom, kto tu jest panem. O to chodzi a nie o jakieś tam bzdury. Na wiarę, to jak mogę przyjąć Boga i Jego naukę, każdą inną naukę muszę sprawdzić, jak rasowy materialista.

  20. Marucha said

    Re 19:
    Wie Pan, ciekawe jest jednak, że np. hodowcy psów nie pozwalają rasowym sukom „puszczać się” z byle kundlem, nawet jeśli nie będzie z tego potomstwa, albo ewentualne potomstwo się uśpi.

  21. Ad. 19

    Myli pan przyczyny prawa pierwszej nocy z telegonią. 🙂 Przy prawie pierwszej nocy jesteśmy coraz bliżej kazirodztwa. 🙂 Respektując zasadę telegonii jesteśmy coraz lepszym plemieniem. 🙂

  22. AlexSailor said

    Ad.18 @KrzysztofM

    Mało tego, a temat jest o znaczeniu strategicznym, ponieważ implikuje również inne rzeczy, jak np. współczynnik dzietności.
    Potwierdza się fragmentarycznie, choć to jeszcze nie dowód, że gdy mąż ma żonę dziewicę, to z takiego małżeństwa rodzi się dużo dzieci.
    Jak to ma się do telegonii nie wiem, ale jakiś związek chyba jest.
    Poślubiona dziewica statystycznie powinna urodzić w małżeństwie więcej dzieci niż nie dziewica.
    Przy czym jako „poślubioną” należy traktować taką, z którą mężczyzna połączył się mając na celu zawarcie małżeństwa również w przyszłości.

  23. Ad. 22

    „choć to jeszcze nie dowód, że gdy mąż ma żonę dziewicę, to z takiego małżeństwa rodzi się dużo dzieci.”

    – Ilość dzieci – nie ma to związku z telegonią. Liczenie się z tym, co przedstawia telegonia sprawia, że plemię jest coraz lepsze. Ponieważ potomstwo jest w maksymalnym stopniu „kompatybilne” z ojcem. A to jest fundament porozumienia w procesie wychowania. Zachodzą lepsze warunki do przekazania młodym doświadczeń starszych. Przypuszczam, że tak poczęty i wychowany człowiek lepiej się uczy. Jest mniej buntu, a więcej pracy nad doskonaleniem spuścizny przodków. Ale to tylko moja intuicja. Potrzebne są badania na bardzo szeroką skalę. Szeroką, bo zjawisko jest obserwowalne dopiero w skali dziesięcioleci i w dużej liczebności.

  24. Krótko – być cnotliwym, cnotliwą, po prostu się OPŁACA. Tu niejeden biskup by mnie przeklął. 🙂 Ale… co tam…

  25. Pokręć said

    @20: bo tu chodzi o „imydż”. Podobnie, jak audiofile są skłonni wydać majątek (rzędu kilkunastu tysięcy złotych) na srebrna licę w.cz. (taki rodzaj kabla wys. częstotliwości) łaczącą wzmacniacz z głośnikami. I ustawiają te kable na specjalnych podstawkach z najczystszej porcelany (100 dolarów za sztukę), żeby nie leżały bezpośrednio na podłodze. Kabel zasilający obowiązkowo srebrny (bez znaczenia, czy instalacja od elektrowni do gniazdka jest zrobiona ze skorodowanego aluminium, czy ze zwyczajnej miedzi), etc, etc. Wzmacniacz – oczywiście lampowy, zbudowany z super – hiper – duper wybieranych z pierdyliarda sztuk i dobieranych w pary lamp sprzedawanych przez producenta w pudełeczkach z… drewna różanego. To nic, że przyzwoicie zbudowany wzmacniacz z tranzystorów dostępnych za kilka(naście) zł będzie miał zniekształcenia na poziomie setnych procenta, lejąc na łeb pod tym względem dowolna konstrukcję lampową, ale tranzystory nie są dostarczane w pudełeczkach z drewna rózanego. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zbudować na tranzystorach wzmacniacz o łagodnym przesterze (czyli tzw. lampowym brzmieniu i zniekształceniach rzędu 1 procenta), ale skoro za lampy chcą płacić tysiące złotych od sztuki…
    Snobizm i przesądy – na tym można zrobić gigantyczna kasę. Podejrzewam, że wśród hodowców psów jest podobne podejście i ma ono wiązek ze snobizmem i irracjonalnymi przekonaniami ubranymi w pojęcia typu „telegonia”.
    Nawet, jeśli w ślepym teście audiofil nie potrafi powiedzieć ze słuchu, jakimi kablami ma połączone głośniki ze wzmacniaczem, to i tak nadal będzie wydawał majątek tam, gdzie jest to zwyczajne wywalanie kupy kasy w błoto.

  26. Ad. 25

    „To nic, że przyzwoicie zbudowany wzmacniacz z tranzystorów dostępnych za kilka(naście) zł będzie miał zniekształcenia na poziomie setnych procenta, lejąc na łeb pod tym względem dowolna konstrukcję lampową, ale tranzystory nie są dostarczane w pudełeczkach z drewna rózanego.”

    – Zniekształcenia TIM też tranzystor ma takie jak lampa? 🙂

    Druga sprawa – pan nie doczytał w linkach wątku o hodowli zwierząt. Doświadczalnie potwierdzono to, co tu było przedstawione.

  27. Kronikarz said

    ; – )

  28. walerianda said

    Postpu nikt i nic nie zatrzyma, nawet Tradycja i konserwatyzm. Wazne jest to aby zdobycze wiedzy byly stosowane dla naszego dobra. Np. w tym przypadku tylko dla malzenstw. Troche tolerancji z obu stron.

  29. Waclaw-L said

    Dodał bym iż, to co dociera do mojego ucha z dobrego winylu, w porównaniu do tego co daje CD, ma się tak, jak bym porównywał smak oraz zapach jabłka sprzed 50ciu lat do tego dzisiejszego z Auchana, lub wąchał różę w masce gazowej. Tzw. zniekształcenia, poziom szumu, dynamika, etc. to tylko czubek góry lodowej. Za czasów mej młodości funkcjonowało pojęcie, bździągwa na tranzystorach. Gitara wspierana dobrym piecem lampowym jest moim zdaniem mimo tzw. postępu, nie do pokonania. Ma się to tak, jak mariusvandokkum do Picasso. In vitro w zderzeniu z cnotą nie ma żadnych szans. Pozdrawiam serdecznie.

  30. Kaśka said

    Ciekawy temat z tym skundleniem i telegonią.. Ale jak to udowodnić? Jak udowodnić, że suka (skupie się może nad zwierzętami) puszczona z kundlem pierwszy raz, będzie miała później gorsze potomstwo zachodząc w ciąże juz z rasowcem? Według mnie nie ma tu grupy porównawczej. Nie da się tego sprawdzić bo musieli byśmy mieć tą samą sukę jakby dwa razy dziewicę do porównania jej potomstwa. Choć przyznam, że w hodowli psów istnieje takie pojecie jak skundlenie.
    Wracając jednak do ludzi, to z własnego doświadczenia mogę powiedzieć na 100%, że pierwszy raz ma bardzo poważne skutki psychiczne dla kobiety. Jest to chwila oddania części sobie, której już nigdy się nie odzyska i tak jest. Dlatego trzeba bardzo przemyśleć ten pierwszy raz 🙂
    Może ta telegonia ma bardziej wymiar psychiczny, niż czysto biologiczny, a na pewno nie genetyczny..

  31. Fraxinuss said

    Krzysztof M trochę zamotał łącząc zjawisko telegonii ze zjawiskiem skundlenia. Wierzę, że w dobrej wierze to uczynił. O siebie dodaję, że Telegonia jest jedyną forma przekazu zdjęć dziedzictwa z generacji na generacje. Jest nie tylko planem budowy ale i organem KOMUNIKACJI. Udowodnil to rosyjski biofizyk i biolog molekularny dr Piotr Garjajew i jego koledzy (efekt fantomowego DNA) oraz niemieccy biofizycy pod kierunkiem prof. Fritza Alberta Popp, którzy stworzyli pojęcie „biofotonu”. Proponuję poszperać w necie

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: