Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

O cnotach heroicznych (2)

Posted by Marucha w dniu 2013-05-07 (wtorek)

Z książki „O cnotach heroicznych”. 
Wydał X. Jacek Tylka. 
Tarnów 1900.
Poprzedni rozdział:  https://marucha.wordpress.com/2013/05/06/o-cnotach-heroicznych-1/

ROZDZIAŁ II

O cnotach teologicznych jako heroicznych

Z pomiędzy wszystkich cnót, które nam Bóg darmo wlewa na Chrzcie św., pierwsze miejsce zajmują cnoty teologiczne, czyli Boskie. Zowią się one tak dlatego, że ich początkiem jest Bóg, przedmiotem ich jest również Bóg, celem ich jest tak samo Bóg, i o nich wiemy z objawienia Bożego (1). Nie liczymy ich więcej ani mniej, tylko trzy; albowiem Boga możemy uważać jako najwyższą prawdę, a tak jest przedmiotem wiary; albo możemy Go uważać jako najwyższe nasze dobro, a tak jest przedmiotem nadziei; albo możemy Go uważać jako najwyższe dobro w sobie, a tak jest przedmiotem miłości.

Powiada też św. Paweł (1 Kor. 13, 13): „A teraz trwają wiara, nadzieja, miłość, to troje”. Podobnie wyrażają się Ojcowie Kościoła. Tak np. św. Grzegorz Wielki mówi (Moral., l. 1, c. 27): „Człowiek posiada trzy cnoty teologiczne”. Wlewa nam te cnoty Bóg przy pierwszym usprawiedliwieniu na Chrzcie św., kiedy otrzymujemy łaskę poświęcającą, wtenczas i te cnoty spływają do duszy naszej, bo gdzie jest łaska poświęcająca, tam i one być muszą. Powiększają się zaś te cnoty przez godne przyjmowanie Sakramentów świętych i przez zasługi z tytułu sprawiedliwości (zob. Dogm. szczegół. wyż. cyt. o łasce).

Kiedy ktoś utraci przez grzech śmiertelny łaskę, natychmiast utraca i miłość, pozostaje mu tylko wiara i nadzieja, bo wiara ginie przez grzech niewiary, a nadzieja przez grzech rozpaczy.

I. O cnocie wiary i jej heroiczności

Wyliczając cnoty teologiczne, umieszczamy na pierwszym miejscu wiarę. Określamy ją: Wiara jest to cnota nadprzyrodzona, od Boga wlana, przez którą z pomocą oświecającej i posiłkującej łaski, oparci na powadze Boga samego, uznajemy to wszystko za prawdę, co Bóg objawił i co Kościół katolicki do wierzenia podaje. Św. Paweł Apostoł opisuje ją słowy (Hebr. 11, 1): „Wiara jest gruntem rzeczy tych, których się spodziewamy, wywodem rzeczy niewidzialnych”. Podobnie mówi i św. Augustyn: „Wiara jest cnotą, którą wierzymy to, czego nie widzimy”. Wiara tedy według określenia, wyżej przytoczonego, jest „cnotą” to jest dobrym usposobieniem duszy; „nadprzyrodzoną” to jest, iż ona przewyższa siły natury stworzonej; „od Boga wlaną”, to jest że to usposobienie dobre, tę cnotę sprawia w nas Bóg; „przez którą z pomocą oświecającej i posiłkującej łaski”, to jest, iż łaska wpływa na rozum i na wolę człowieka, budząc w nim wiarę; „oparci na powadze Boga samego”, tu jest wyrażona pobudka wiary; „wszystko to za prawdę uznajemy, co Bóg objawił, a Kościół katolicki do wierzenia podał”, w tych słowach wyrażony jest przedmiot wiary.

„Akt zaś wiary Boskiej jest to uznanie prawdy przez Boga objawionej, nieoczywistej, a mianowicie takie uznanie, które przewyższa siły przyrodzone i jest mocne i pewne, a opiera się na powadze Boga objawiającego”. Mówimy: „uznanie”, a przeto przedmiotem wiary jest rozum. Akt wiary pochodzi od rozumu i od woli. Toteż powiada św. Augustyn (in Joan. tr. 26, n. 2): „Wierzyć może tylko ten, kto chce”. Mówimy: „takie uznanie, które przewyższa siły przyrodzone”, to znaczy, że nasz rozum i wola potrzebują pomocy Bożej do wykonania aktu wiary takiego, jaki jest potrzebny do zbawienia. Mówimy: „mocne i pewne, a opiera się na powadze Boga objawiającego”, to znaczy, iż powinniśmy być przeświadczeni, iż nie ma nic równie pewnego, jak świadectwo samego Boga i powinniśmy stanowczo oddalić wszelką nasuwającą się wątpliwość (zob. Dogm. ogóln., wyż. cyt., tr. o stosunku wiary do rozumu).

Św. Tomasz powiada (2. 2, q. 4, a. 3), że „miłość jest formą wiary”, to znaczy, iż jako dusza ożywia ciało, tak miłość ożywia wiarę. I dodaje tenże Doktor (2. 2, q. 4, a. 5), że tam, gdzie taką wiarę ożywia miłość i rozum najpewniej dąży do swego przedmiotu, którym jest prawda, i najpewniej jest skierowany do ostatecznego końca, dla którego wola daje przyzwolenie na prawdę. Toteż mówi on, że wiara ożywiona taką miłością jest cnotą, a wiara nie ożywiona miłością, nie jest cnotą.

W Piśmie św. zaś wyraźnie czytamy (1 Kor. 13, 2): „I choćbym miał wszystką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał: to niczym jestem”. Wiara ta, połączona z miłością, okazuje się w uczynkach. Kto nie pełni uczynków, tego wiara jest martwą. Czytamy u św. Jakuba (2, 26): „Albowiem jako ciało bez ducha jest martwe: tak i wiara bez uczynków martwa jest”. Jeżeli w kim, to w bohaterze chrześcijańskim powinna być taka wiara połączona z miłością, a okazująca się w uczynkach. Uczynki te nie tylko w sercu muszą być ugruntowanymi, ale i na zewnątrz powinny być widocznymi, inaczej bohaterska cnota pozostałaby w ukryciu. Owszem, co na zewnątrz się dzieje, źródło musi mieć w wewnątrz, bo w przeciwnym razie byłoby to udawaniem, obłudą, i już o cnocie zwykłej, a cóż dopiero heroicznej nie mogłoby być mowy. Na zewnątrz zaś w słowach i czynach, objawia się taka wiara. W słowach mówimy, kiedy ktoś wyznaje stanowczo, mocno i silnie prawdy objawione. Tak np. uczynił św. Piotr, kiedy mówi do Chrystusa Pana (Mt. 16, 16): „Tyś jest Chrystus Syn Boga żywego”. Wychwala go też dlatego Papież św. Leon Wielki (Serm. de Nativ. Apost. Petri et Pauli): „Ów (Piotr) pierwszy jest w wyznawaniu Pana, który jest pierwszy w godności Apostolskiej”.

Podobnie wyznał Bogiem Chrystusa łotr na krzyżu słowy (Łk. 23, 42): „Panie, pomnij na mnie, gdy przyjdziesz do Królestwa Twego”. Chwali go też św. Maksym Turyński (Serm. 1 de sancto Latrone): „Dziwna rzecz! Wyznaje łotr Tego, którego się zaparł uczeń. Dziwna, powiadam rzecz! Łotr wielbi Tego cierpiącego, którego Judasz zdradza pocałunkiem”. Inni znów, jak św. Tomasz z Villanova (Conc. 1 de s. August.) wychwalają z powodu wiary św. Augustyna, jaką okazał przy zwalczaniu heretyków.

Ta wiara heroiczna objawia się, jak uczy Papież Benedykt XIV (l. c., c. 24): 1) przez zewnętrzne wyznanie tych prawd, które w sercu wiarą bywają wierzone; 2) przez zachowanie przykazań; 3) przez modlitwę do Boga; 4) przez poddanie się serca i posłuszeństwo względem Boga i Kościoła katolickiego i Papieża Rzymskiego; 5) przez rozszerzanie wiary, albo przez pragnienie tegoż; 6) przez bojaźń; 7) przez cześć Bogu i Świętym okazywaną; 8) przez wstręt do grzechu i pokutę dokonaną po grzechu; 9) przez cierpliwość, okazywaną w przeciwieństwach; 10) przez radość w uczynkach dobrych; 11) przez pokorę i pogardę samego siebie.

Tak np. w aktach kanonizacji św. Teresy czytamy, że ona miała odnośnie do tajemnic naszej wiary największą pewność, a dalej pragnęła usilnie rozkrzewienia wiary. I to było właśnie u niej w tak nadzwyczajnym stopniu, że przewyższało zwykły stopień wiary, czyli było heroiczne. Nieraz ta heroiczność wiary objawia się i w wypełnianiu dzielnym jakiegoś obowiązku. Tak np. czytamy w aktach kanonizacji św. Ludwika Bertranda, iż gdy razu pewnego opowiadał słowo Boże i gromił publicznie grzeszników, jeden ze słuchaczów, a był szlachetnego rodu, myśląc, że te słowa do niego się odnoszą, groził świętemu śmiercią, jeżeli tego nie odwoła, co powiedział publicznie. Gdy jednak ta groźba nie skutkowała, chciał go zastrzelić, ale broń zamieniła się cudownie w wizerunek Ukrzyżowanego. Złoczyńca, widząc to, zmienił tryb życia. A iluż to bohaterów liczy Kościół katolicki sławnych z takiej wiary heroicznej!

Daj to Boże, abyśmy i my jaśnieli taką wiarą heroiczną, której akty obudzajmy codziennie jak najczęściej. Użycz nam o Panie, tak silnej wiary, żeby wszelka obojętność i powątpiewanie na zawsze z pośród nas znikło. O Matko Najświętsza, wyjednaj nam u Syna Twego tę wiarę bohaterską.

II. O cnocie nadziei i jej heroiczności

Drugą z kolei jest cnota nadziei. Określamy ją następującymi słowy: jest to cnota nadprzyrodzona, od Boga wlana, mocą której, oparci na obietnicy Bożej, wyglądamy spokojnie i z radością tego, co Bóg przyobiecał. Początkiem tej cnoty podobnie jak wiary, jest Bóg, wedle słów: „Jam jest zapłatą twą zbytnie wielką” (Rodz. 15, 1); pobudką jej jest obietnica Boża, czyli znowu Bóg, wedle słów (Ks. Liczb 23, 19): „Nie jest Bóg jako człowiek, aby kłamał, ani jako syn człowieczy, żeby się odmieniał. Rzekł tedy, a nie uczyni? mówił, a nie wypełni?”. Wreszcie końcem nadziei jest także Bóg, bo stanowi go oglądanie Boga twarzą w twarz i środki prowadzące do tegoż oglądania są od Boga. Siedzibą nadziei jest wola, jak uczy św. Tomasz (2. 2, q. 18, a. 1).

Według nauki św. Bonawentury (in 3 l. sent., dist. 26, q. 4) można obudzić w dwojaki sposób akty nadziei, a mianowicie formalnie i wirtualnie. Formalnie może znów być obudzony akt nadziei wewnętrznie lub zewnętrznie: wewnętrznie mianowicie, gdy ktoś podnosząc umysł do oglądania chwały wiecznej, pragnie ją posiąść z pomocą Boga, któremu zaufał; zewnętrznie zaś obudza się akt nadziei, gdy ktoś słowami mówi, że spodziewa się życia wiecznego, jeżeli należycie będzie korzystał ze środków danych przez Boga. Wirtualnie zaś obudza ktoś akt nadziei, gdy spełnia jakieś dzieło inne, w którym mieści się akt nadziei, mianowicie, gdy ktoś ze serca żałuje za grzechy, albo kornie Boga prosi o coś potrzebnego odnośnie do otrzymania szczęśliwości. Nie czyniłby bowiem tego, gdyby nadziei nie pokładał w Bogu.

Kościół katolicki liczy niezliczone mnóstwo bohaterów nadziei. Pomijając innych, wspominamy o św. Antonim Opacie, o którym pisze św. Atanazy (Vita S. Antonii Abbatis), iż trapiony przez szatanów w te odezwał się do nich słowa: „Tu jestem ja Antoni; nie uciekam przed waszymi razami, chociażby je wielu z was mi zadawało, nic mię nie odłączy od miłości Chrystusowej”.

Nadzieja wywołuje miłość. Kto bowiem spodziewa się dobra, którego swoją mocą i od siebie nie może otrzymać, miłuje tego, z którego pomocą i potęgą może to osiągnąć. Nadzieja też skłania nas do oddawania czci Świętym, za których wstawieniem możemy się dostać do nieba, a daleko więcej jeszcze skłania nas do miłowania Boga, który nas może i chce zbawić i który jest pierwszorzędnym przedmiotem przyszłej szczęśliwości. Nadzieja rodzi rozkosz. Kto bowiem spodziewa się czegoś, czyli ma nadzieję, rozkoszuje się dobrem, którego się spodziewa. Wprawdzie czytamy w Piśmie św. (Przypow. 13, 12) takie słowa: „Nadzieja, która się odwłóczy, trapi duszę”. Atoli to utrapienie powoduje odwleczenie nagrody, której się spodziewamy.

Nadzieja rodzi działanie, bo obudza usiłowanie i czynność, aby otrzymać przyszłe szczęście. Nadzieja wreszcie powoduje nagrodę, według słów (Ps. 39, 5): „Błogosławiony mąż, którego nadzieją jest imię Pańskie”, a które wyjaśnia św. Augustyn w ten sposób: błogosławiony mąż, który nie spodziewa się rzeczy doczesnych od Pana, ale spodziewa się od Niego tylko zbawienia wiecznego. Św. Grzegorz Papież pisze (l. 8 in Job, c. 7): „Wybrany obawia się, aby nie przemijały na próżno bez pracy momenty życia, cieszy się przeciwnościami, cierpieniem odnawia się, boleścią orzeźwia się”. Cnota tedy heroiczna nadziei przewyższa zwykłą nadzieję, bo sprawia, że taki bohater z największą ufnością spodziewa się ostatniego końca i środków odnośnych do niego i ufa bezpiecznie, że to otrzyma. Kto tę bohaterską cnotę posiada, ten pokłada swą nadzieję w Bogu w każdej potrzebie i to bez ustanku, ochoczo i najmocniej bez żadnego powątpiewania, że to uzyska. Ona to czyni, że taki bohater ochoczo i wytrwale znosi wszystkie przykrości i przeciwności, chociażby największe dla żywota wiecznego. Toteż, jak wszelkie uczynki dobre okazują nadzieję, tak dobre uczynki wyśmienite okazują nadzieję wyśmienitą i heroiczną.

Taką bohaterką nadziei była np. św. Teresa, o której czytamy w jej aktach kanonizacji, że pokładała nadzieję w Bogu jako w ostatecznym końcu, a innych dóbr stworzonych spodziewała się od Niego, jako koniecznych, lub bardziej prowadzących do osiągnięcia dobra wiecznego; Bogu ufała jedynie z całego serca, z całą pewnością i bez żadnego powątpiewania; do Boga jedynie udawała się w każdej potrzebie i w każdym niebezpieczeństwie i to w pokornych i ustawicznych modłach; w Bogu i przez Boga i dla Boga spodziewała się rzeczy najtrudniejszych i osiągała je, a mianowicie reformę swego klasztoru, chociaż była niewiastą ubogą, chociaż była chorą, pozbawioną wszystkich środków ludzkich, chociaż miała wielkie przeszkody i chociaż groziły jej różne niebezpieczeństwa.

Nadziei, teologicznej cnocie odpowiada dar Ducha Świętego bojaźni, ale nie tej światowej i niewolniczej, która pomimo iż jest od Ducha Świętego, może mieć wolę popełniania grzechu, lecz tej bojaźni synowskiej i czystej, którą czcimy Boga i staramy się być Mu podległymi. Ten to dar bojaźni synowskiej wpływa na cnotę heroicznej nadziei i sprawia, że jej akty są rzeczywiście wyśmienite, przewyższają zwykłą miarę, słowem, są heroiczne. Podobnie jak Kościół liczy niezliczone mnóstwo bohaterów wiary, tak liczy i niezliczone mnóstwo bohaterów nadziei. Obudzali oni akty nadziei codziennie bardzo często w całym życiu i tą nadzieją ożywieni spełniali akty heroiczne.

O Boże najlitościwszy, niechaj jedni pokładają nadzieję w umiejętnościach ziemskich, drudzy w przewrotności światowej, inni w jakiej znikomej godności lub w bogactwach, my chcemy jedynie ufać Tobie. Spraw tedy za przyczyną Królowej niebios Maryi, abyśmy jaśnieli prawdziwie bohaterską nadzieją.

III. a) O cnocie miłości Boga i jej heroiczności

Miłość Boga jest to cnota nadprzyrodzona, od Boga wlana, mocą której miłujemy Boga nade wszystko miłością przyjaźni. Mówimy: „miłość jest to cnota nadprzyrodzona”, to znaczy, że ta cnota przewyższa siły świata widomego i niewidomego. Początkiem jej jest Bóg, który nam ją daje z łaską poświęcającą; stąd mówimy: „od Boga wlana”. Przedmiotem miłości jest Bóg i końcem jej jest również Bóg. Wreszcie o istnieniu takiej cnoty dowiadujemy się z objawienia Bożego. Słusznie tedy zowie się ona cnotą teologiczną czyli Boską.

Powiadamy: „mocą której miłujemy Boga nade wszystko miłością przyjaźni”. Miłować znaczy tyle, co chcieć dobrze komuś, jak mówi św. Tomasz (1, q. 20, a. 1, ad 3). Może bowiem ktoś chcieć sobie lub drugiemu dobra; stąd podwójna jest miłość: „pożądania” (amor concupiscentiae), mocą której kogoś lub coś miłujemy, jako dobro dla nas, mianowicie dla dobra i wygody, której sobie pragniemy, jak np. bogacz miłuje bogactwa z powodu korzyści, robotnik pana z powodu zapłaty, żebrak bogacza z powodu jałmużny. Druga miłość jest życzliwości (amor benevolentiae), którą kogoś miłujemy jako dobro w sobie, czyli komuś dlatego dobrze życzymy, że w sobie jest godzien kochania, dla swej dobroci i doskonałości. Miłość tedy pożądania ma na celu dobro miłującego lub kogoś drugiego; miłość życzliwości ma na celu dobro umiłowanego. Miłość obopólna „życzliwości” zowie się miłością przyjaźni (amor amicitiae). Miłość życzliwości sprawia łączność duchowną pomiędzy miłującym a umiłowanym tak w myśli jak i w sercu; w myśli, o ile pomyślenie miłującego tkwi niejako w umiłowanym; w sercu, o ile miłujący dobro lub zło przyjaciela umiłowanego uważa jako swoje, wolę przyjaciela jako swoją, tak że właściwym jest przyjaciół cieszyć się z tego samego lub smucić albo chcieć tego samego, lub nie chcieć.

Miłość jest albo w uczuciu, w sercu (amor affectivus) albo w uczynkach, kiedy objawia się przez czyny (amor effectivus); mianowicie albo chce tylko dobra komuś, albo je czyni. Następnie chcieć drugiemu dobra, pociąga za sobą podwójny akt, o ile mianowicie ten, który chce dobra drugiemu, podoba sobie, czyli cieszy się z powodu dobra, które ten drugi posiada, i o ile pożąda dobra dla drugiego, którego ten nie posiada.

Z tego, cośmy powiedzieli, łatwo wywnioskować, co to oznacza: „miłować Boga nade wszystko miłością przyjaźni”. Toteż słusznie zauważa św. Tomasz (2. 2, q. 23, a. 1): „Nie każda miłość ma rację przyjaźni, ale tylko ta, która jest połączoną z życzliwością, kiedy mianowicie tak miłujemy kogoś, że mu i dobrze życzymy”. Siedzibą miłości jest wola, boć chcieć, pożądać, pragnąć, to są akty woli. W ten sposób pojęta miłość jest cnotą najwspanialszą, wedle słów (1 Kor. 13, 13): „A z tych większa jest miłość”. Bez miłości nie może istnieć żadna prawdziwa czyli doskonała cnota, jak zauważa św. Tomasz (2. 2, q. 23, a. 7); ona jest formą wszystkich cnót, jak głosi tenże Doktor Anielski (2. 2, q. 23, a. 8), bo przez nią akty wszystkich innych cnót są skierowane do ostatecznego celu. Toteż tego, w którego sercu miłość panuje, nie może ani utrapienie, ani ucisk, ani głód, ani nagość, ani niebezpieczeństwo, ani prześladowanie, ani miecz (Rzym. 8, 35), odłączyć od Chrystusa Pana. Słusznie tedy mówi św. Paweł (Rzym 8, 38): „Pewien jestem, iż ani śmierć, ani żywot, ani aniołowie, ani księstwa, ani mocarstwa, ani teraźniejsze rzeczy, ani przyszłe, ani moc, ani wysokość, ani głębokość, ani insze stworzenie, nie będzie nas mogło odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie Panu naszym”.

Św. Tomasz uczy (2. 2, q. 24, a. 8), że ta miłość może przepełniać tak serce człowieka, iż ono zawsze aktualnie wznosi się do Boga i miłuje Boga, i to jest najwyższa doskonałość miłości; tak mogą miłować Boga tylko Święci w niebie, bo tu na ziemi nie można zawsze aktualnie myśleć o Bogu dla słabości natury ludzkiej; albo też może to serce ludzkie oddawać się Bogu i rzeczom Bożym, zaniechając innych, z wyjątkiem, o ile konieczność wymaga obecnego żywota; i to jest niższa doskonałość miłości. Taką miłość posiadają niektóre uprzywilejowane dusze i nie jest ona wszystkim wspólna; albo też ktoś habitualnie całym sercem spoczywa w Bogu, tak iż nic nie chce, ani nie myśli takiego, co by było przeciwne Boskiej miłości, a ta doskonałość miłości wspólną jest wszystkim tym, którzy posiadają miłość.

Św. Tomasz (Opusc. 61), św. Bernard (Lib. de diligendo Deo), św. Bonawentura (in Pharetr. div. amor., l. 2), Papież Benedykt XIV (De serv. Dei beatif. et de beat. canonisat., l. 3, c. 23) opisują stopnie miłości (2). Pierwszy opiewa: „mdleć pożytecznie”, według słów oblubienicy (Pieśń nad Pieśniami 2, 5): „Obłóżcie mię kwieciem, obsypcie mię jabłkami: boć mdleję od miłości”. Drugi znowu jest: Boga zawsze szukać, według słów (Ps. 104, 4): „Szukajcie Pana, a bądźcie umocnieni: szukajcie oblicza Jego zawsze”. Trzeci jest: pracować ustawicznie, według słów (Rodz. 29, 20): „Służył tedy Jakub za Rachelę siedem lat: a zdały mu się jako kilka dni dla wielkiej miłości”. Czwarty jest: cierpieć bez znużenia, według słów (Mt. 5, 10): „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości: albowiem ich jest królestwo niebieskie”. Piąty jest: pożądać niecierpliwie, według słów Psalmisty (Ps. 83, 2): „Jak miłe przybytki Twoje Panie zastępów: żąda i ustaje dusza moja do pałaców Pańskich”. Szósty jest: biec szybko, według słów (Ps. 118, 32): „Bieżałem drogą przykazań Twoich, gdyś rozszerzył serce moje”. Siódmy jest: odważać się mocno, według słów Proroka (Ps. 72, 25 i d.): „Bo cóż ja mam w niebie, albo czegom chciał na ziemi oprócz Ciebie? Ustało ciało moje i serce moje, Boże serca mego i część moja, Boże na wieki!”. Ósmy jest: być związanym nierozerwalnie, według słów Apostoła (Filip. 1, 21): „Albowiem mnie żyć jest Chrystus, a umrzeć zysk”; i znowu (tamże 3, 20): „A nasze obcowanie jest w niebiesiech”; lub (Gal. 2, 20): „A żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus”. Dziewiąty jest: słodko gorzeć, według słów (Ps. 38, 4): „Zagrzało się serce moje we mnie, a w rozmyślaniu moim rozpalił się ogień”. Dziesiąty jest: „doskonałe podobieństwo z Bogiem”, w ten sposób, który może być udziałem stworzenia w tym życiu ziemskim, a o którym to podobieństwie mówi św. Piotr (2 Piotr. 1, 4): „Przez którego największe i kosztowne obietnice nam darował: abyście się przez nie stali uczestnikami Boskiego przyrodzenia”.

Mówi tu książę Apostołów o darach, które nam Bóg dał przez Chrystusa: stanowi je to wszystko, co sprawia, iż człowiek jest źródłem działań nadprzyrodzonych i moralnie doskonałych, dla których bywa przypodobany w sposobie działania nadprzyrodzonego Boskiej naturze, i odstępuje od działań pożądliwości i zepsucia, jak to wynika ze słów (2 Piotr. 1, 2 i d.): „Łaska i pokój niech się wam wypełni w uznaniu Boga i Chrystusa Jezusa Pana naszego. Jako wszystko nam Boskiej mocy Jego co do żywota i pobożności darowane jest przez poznanie Tego, który nas wezwał własną sławą i cnotą, przez którego największe i kosztowne obietnice nam darował: abyście się przez nie stali uczestnikami Boskiego przyrodzenia”. A ponieważ ten, który jest uczestnikiem Boskiego przyrodzenia, podobny jest Bogu w wykonywaniu uczynków moralnie dobrych i nadprzyrodzonych, powinien wstrzymać się od uczynków pożądliwości i zepsucia, dlatego dodaje książę Apostołów (tamże 1, 4): „odbieżawszy skażenia tej pożądliwości, która jest na świecie”.

Skoro zaś miłość ma siedlisko we woli, stąd akty zewnętrzne dają znać o jej istnieniu, a mianowicie można ją poznać, jak zauważa Papież Benedykt XIV (l. c.) z innymi uczonymi z żarliwości o cześć Boską, aby miłowali i czcili wszyscy Boga; z pragnienia śmierci, aby przez śmierć nastąpiło całkowicie połączenie z Bogiem; z radości zewnętrznej, wyrażonej zewnętrznymi znakami, kiedy jest mowa o Bogu; ze spokoju w rzeczach przeciwnych czyli w nieszczęściu, i z wesela, jeżeli zdarzy się coś wycierpieć dla Boga. Taką miłością gorzał św. Paweł, który powiada o sobie (Rzym 8, 35 i d.): „Któż tedy nas odłączy od miłości Chrystusowej? utrapienie? czy ucisk? czy głód? czy nagość? czy niebezpieczeństwo? czy prześladowanie? czy miecz?… Pewien jestem, iż ani śmierć, ani żywot, ani aniołowie, ani księstwa, ani mocarstwa, ani teraźniejsze rzeczy, ani przyszłe, ani moc, ani wysokość, ani głębokość, ani insze stworzenie, nie będzie nas mogło odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie Panu naszym”. Taką miłością gorzał św. Piotr, książę Apostołów, o którym powiada św. Maksym Turyński (Hom. 4): „Chodził po morzu Piotr więcej miłością, niż nogami”. Taką miłością jaśniała św. Agnieszka (ap. Sur. ad diem 21 Maji), kiedy mówi: „Nie mogę spoglądać na innego oblubieńca, a tego Chrystusa opuścić, z którym mię wiąże miłość”. Taką miłością gorzał św. Ludwik Bertrand, o którym w aktach jego kanonizacji czytamy: zajęty najczęściej kontemplacją, trwał nieznużony na modlitwie, a kiedy mówił o rzeczach Boskich, tak jego duch i pierś żarem miłości Bożej gorzała, że na wszystko, czy to pomyślne, czy też przeciwne, okazywał się gotowym i wreszcie wszystkie czynności kierował do Boga.

Słusznie też zauważa Papież Benedykt XIV (l. c.), iż ta miłość heroiczna ku Bogu zasadza się na ustawicznym wzniesieniu myśli ku Bogu, na częstej pobożnej rozmowie o Bogu, na ciągłym rozważaniu dobroci Bożej i tajemnic naszej religii, a zwłaszcza męki Pana naszego Jezusa Chrystusa, na rozmyślaniach uczynionych w celu obudzenia w sobie miłości ku Bogu, na odnoszeniu do Niego wszystkich myśli, słów i uczynków, na wielkich przykrościach jakie pociąga za sobą nieobecność Chrystusa Pana, na zachowaniu przykazań i rad ewangelicznych, na zachwytach i porwaniach i na niektórych znakach zewnętrznych, przez które niekiedy raczył Bóg okazać sług swoich wewnętrzną miłość. Tak np. czytamy w aktach beatyfikacji błogosławionego Mikołaja Faktora, iż takie płomienie miłości z piersi jego biły, że niekiedy zanurzał się w wodzie, aby się ochłodzić, a ta woda zaraz, jakby za zbliżeniem się ognia, zdawała się wrzeć i burzyć natychmiast.

Prośmy tedy, bracia w Chrystusie odrodzeni, ustawicznie Boga, przez wstawienie się za nami Maryi, o tę miłość heroiczną, a On, skoro zagości w sercu naszym ta miłość, której akty powinniśmy codziennie jak najczęściej obudzać, sprawi, iż już wszystkie cierpienia i krzyże będą słodkimi i On uczyni, że niebo będziemy mieli już tu na ziemi w sobie.

b) O cnocie miłości bliźniego i jej heroiczności

Miłość ma za przedmiot nie tylko Boga, ale i bliźniego, którego miłujemy dla Boga. Przykazanie miłości bliźniego pochodzi od Boga, wedle słów (1 Jan. 4, 21): „To rozkazanie mamy od Boga: aby który miłuje Boga, miłował i brata swego”. Z tych słów słusznie wnioskuje św. Tomasz (2. 2, q. 25, a. 1), że miłość rozciąga się nie tylko do Boga, ale i do bliźniego. Nadto podaje ten święty Doktor (2. 2, q. 44, a. 7) powód, dlaczego powinniśmy miłować innych ludzi, a mianowicie, że są oni naszymi bliźnimi, że są naturalnymi obrazami Boga i że są przeznaczeni do oglądania Boga twarzą w twarz; podaje i sposób, jak mamy kochać bliźniego dla Boga, jak i siebie samych mamy również miłować dla Boga. To przykazanie miłości głosi wszędzie Pismo święte.

I tak czytamy (Kapł. 19, 18): „Będziesz miłował przyjaciela twego jako sam siebie”. Wyraz przyjaciel oznacza tyle, co bliźni. Chrystus Pan mówi (Jan 13, 34): „Przykazanie nowe daję wam: abyście się społecznie miłowali: jakom was umiłował, abyście i wy społem się miłowali. Po tym poznają wszyscy, żeście uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jeden ku drugiemu”. I znowu mówi Zbawiciel (Jan 15, 12): „To jest przykazanie moje, abyście się społem miłowali, jakom was umiłował”. O miłości św. Jan pisze (1 Jan. 4, 7 i d.): „Najmilsi, miłujmy się obopólnie, bo miłość jest z Boga. I każdy, kto miłuje, z Boga jest urodzony i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, albowiem Bóg jest miłością. W tym się okazała miłość Boża ku nam: iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy żyli przezeń. W tym jest miłość: nie jakobyśmy my umiłowali Boga, ale iż On pierwszy umiłował nas, i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze. Najmilsi, jeśli nas Bóg tak umiłował, i myśmy powinni jeden drugiego miłować”. Miłość tedy bliźniego jest kamieniem probierczym miłości Boga, ona jest cechą chrześcijan, ona jest oznaką wybranych, bo jeżeli ten, który nie miłuje trwa w śmierci (1 Jan. 3, 14), to ten, który miłuje trwa w żywocie.

Miłość bliźniego ma niejako swe części. I tak nazywa się ona albo życzliwością, albo dobroczynnością, albo miłosierdziem. Pierwsze dwie nie różnią się od miłości. Ostatnie zaś jest to cnota, która ze współczucia skłania do wspomagania nieszczęśliwych i ona nas czyni podobnymi Bogu, jak uczy św. Tomasz (2. 2, q. 31, a. 1) i to na mocy podobieństwa działania. Do miłosierdzia zaliczyć należy i dawanie jałmużny, które jest nadto i aktem miłości. Św. Tomasz bowiem uczy (2. 2, q. 32, a. 1), że miłosierdzie jest skutkiem miłości, a wskutek tego dawanie jałmużny jest aktem miłości wykonywanym przez miłosierdzie; lecz jest i aktem miłosierdzia, bo dawać coś komu potrzebującemu z litości dla Boga, jest właściwie aktem miłosierdzia. Uczynki miłosierdzia inne są co do duszy, a inne co do ciała, a mogą one wszystkie dojść do stopnia heroicznej miłości, a zarazem i świętości, skoro są wykonywane dla Boga. Takimi uczynkami co do ciała jaśniał np. św. Bazyli, o którym pisze św. Grzegorz Nazjanzeński (Orat. 20), iż kiedy wybuchnął głód w Cezarei, on nakazał pootwierać swoje spichrze i rozdawać zboże zgłodniałym.

Papież Benedykt XIV (l. c.) krótkimi słowy podaje te uczynki heroiczne co do ciała, a mianowicie należą tu: ustawiczne nawiedzanie chorych, posługiwanie w szpitalach a nawet choroby wskutek tego zaciągnięte nie zmniejszają troski o chorych, częste odwiedziny więzień, obfite jałmużny dawane ubogim, odmawianie sobie rzeczy koniecznych, aby tylko dopomóc ubogiemu, zakładanie szpitali dla chorych, na co w braku własnych funduszów składki publiczne gromadzi odnośny bohater, budowanie kolegiów w celu wychowania i kształcenia młodzieży. Oto znaki zewnętrzne miłości heroicznej, panującej w sercu.

Oprócz uczynków miłosierdzia co do ciała, są jeszcze uczynki co do duszy. Wyraża je Pismo św. w tych słowach (Mt. 5, 7): „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Należy tu także upominanie bliźniego, wedle słów (Mt. 18, 15): „A jeśliby zgrzeszył przeciwko tobie brat twój, idź, a upomnij go między tobą i nim samym. Jeśli cię usłucha, pozyskasz brata twego”. Tu należy także modlitwa za prześladowców, wedle słów (Mt. 5, 44): „Miłujcie nieprzyjacioły wasze, dobrze czyńcie tym, którzy was mają w nienawiści: a módlcie się za prześladujących i potwarzających was”. Ale szczególniej należy tu troska o zbawienie duszy bliźniego. Podobnie jak człowiek ma się starać o zbawienie własnej duszy, tak ma dbać o zbawienie duszy bliźniego, wedle słów (Mt. 16, 26): „Cóż pomoże człowiekowi, jeśliby wszystek świat zyskał, a na duszy swej szkodę podjął? albo co za odmianę da człowiek za duszę swoją?”.

Podobnie jak uczynki co do ciała, tak i co do duszy winien bohater wykonywać chętnie, łatwo, dobrze, mile, nie raz, nie dwa, ale często i codziennie. Szczególnie jeżeli te spełniane uczynki są trudne, wtenczas najdoskonalej wskazują bohatera prawdziwego. Takimi aktami heroicznymi co do duszy odznaczał się św. Franciszek Ksawery, o którym w aktach jego kanonizacji czytamy, że on po skończonym nowicjacie w zakonie nauczał przez całe życie katechizmu małych, dorosłym znów i nieumiejętnym obszerniej wykładał naukę Chrystusową, grzeszników nawoływał do pokuty, niewiernym ogłaszał ewangelię. A iluż to Kościół liczy takich bohaterów i bohaterek miłości bliźniego, którzy zawsze pamiętali o żywych, aby im dobrze czynić, a modlili się ustawicznie za dusze w czyśćcu będące, aby im dopomóc.

Błagajmy tedy Pana Zastępów przez przyczynę Najświętszej Maryi Panny, aby w naszych sercach zapalił tę heroiczną cnotę miłości bliźniego, abyśmy wszyscy byli bohaterami miłości, abyśmy codziennie jej akty spełniali.
–––––––––––
Przypisy:
(1) Ripalda, De virtutibus; Mazzella, De virtutibus infusis; Perrone, De virt.; Pesch, De virtutib.
(2) Obszernie o tym mówią Teologowie mistycy w swoich dziełach.

Za  http://www.ultramontes.pl

Komentarzy 6 to “O cnotach heroicznych (2)”

  1. Abi said

    z orędzi MBM:

    Moja szczerze umiłowana córko…

    [… wycięte – admin…]

    Wasz Jezus

  2. marta15 said

    Swiety Augustyn powiedzial ” the will must be acclimated to the good in order for the intelect to hold firmly to the truth”.
    Po to aby intelekt/rozum obstawal twardo za Prawda , wola musi byc podporzadkowana prawom Bozym.

    „Chrystus nie chce tych co Go podziwiaja, ale tych co GO NASLADUJA .”

    co z tego, ze ktos sie zachwyca Bogiem, Kosciolem , jego naukami etc., jak w zyciu prywatnym, codziennym olewa przykazania Boze i to jeszcze z nadzieja, ze Bog i tak mu to przebaczy bo Bog wszystkich kocha i jest taki milosieeeeeeerny??

    Kierkegaard w swoim esseju „The balance between the Aesthetic and the Ethical” pisze, ze w zyciu kazdy MUSI sie wyraznie okresllic. Jezeli wybiera zycie wedlug Bozej , chrzescijanskiej etyki ,( a taka autor zaleca) , to musi ten wybor potraktowac ze wszech miar powaznie. Musi byc temu wyborowi wierny, lojalny, musi do tego podejsc jako do najwazniej sprawy w zyciu, bo ten wybor bedzie/ma wplywac na wszystkie inne decyzje, jakie podejmujemy w zyciu.
    Jezeli wybieramy dobro ponad zlem, to ten wybor mamy traktowac jako sprawe zycia i smierci. To NIE sa jakies chimeryczne, zmieniajce sie od humoru, sytuacji , nastroje/emocje , ale twardy, konsekwenty wybor, ktorym mamy sie kierowac w zyciu obojetnie, co nam przyniesie i obojetnie jakie konsekwencje mozemy poniesc za zycie wedlug takiego wyboru.
    Jezeli NASZA , indywidualna, osobista wola NIE dziala zgodnie z nakazami wiary , to sam fakt zachwycania sie „glebia i pieknem” Ewangelii, „glebia i pieknem ” slow wypowiedzianych przez takiego a nie innego Ojca KK czy swietego, NIE ma znaczenia. …

    I znowu za sw Augustynem
    „Naturę ludzką stanowi wola, a nie rozum, ponieważ rozum ma naturę bierną, a wola naturę czynną….
    Prawdę o Bogu możemy poznać przez wiarę, ponieważ poznanie rozumowe to przerasta…. Nie chodzi tutaj o zastąpienie rozumu przez wiarę. One wzajemnie się uzupełniają. Nie jest wystarczające poznanie dobra, aby je czynić, trzeba je jeszcze pokochać. ….Tylko z miłości płyną dobre czyny.”

  3. Re: Artykul
    Ano wlasnie! Bog nas wszystkich wystawia na ostatnia i najbardziej bolesna probe, bo chce sie wreszcie dowiedziec, kto Go faktycznie kocha…i do tej proby posluzyl sie samym lucyferem.
    Albo…albo…”Woz albo przewoz”…, a za „bilet do Nieba” kazdy bedzie musial zaplacic (jedni wiecej drudzy mniej)…

    Oj, przypomnial mi sie moj felieton pt: „Do Krolestwa Niebieskiego nie da sie wjechac Mercedesem w futrze z norek…”…
    ======================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  4. […] janztoronto on O cnotach heroicznych (2) […]

  5. Griszka said

    @1
    Znowu siejecie diabelski smrodek tymi nieutoryzowanymi przez nikogo objawieniami. Skąd wiecie, że to był „wasz Jezus”. Każdy może sobie takie orędzie zmontowac po lekturze kilku serwisów tradycjonalistycznych.
    I od kiedy to Kościoły chrześcijańskie w liczbie mnogiej ?

  6. Marucha said

    Re 1:
    Bardzo proszę o nie zamieszczanie tu żadnych „objawień”, od których jedzie smrodem lucyferiańskiego gówna, wyczuwalnym przez każdego świadomego katolika.

Sorry, the comment form is closed at this time.