Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Wino – dla smaku i dla zdrowia

Posted by Marucha w dniu 2013-05-18 (Sobota)

„Wino jest doskonale użyteczne i wskazane dla bolejącego. Używane w rozsądnych dawkach pomaga zachować zdrowie” twierdził w V wieku przed Chrystusem słynny lekarz Hipokrates. Badania przeprowadzane 2500 lat później potwierdzają słuszność słów starożytnego ojca medycyny.

Przekonanie o zdrowotnych właściwościach wina było w świecie starożytnym powszechne. Sumerowie i Egipcjanie pisali o nich już 2 200 lat przed narodzinami Chrystusa, co oznacza, że wino jest najstarszym opisanym środkiem medycznym na świecie.

Wspominany Hipokrates zalecał stosowanie tego trunku przy wielu różnych dolegliwościach: jako elementu zdrowej diety, jako remedium na problemy żołądkowych, jako środka łagodzącego bóle porodowe. Według Talmudu zaś, wino jest najważniejszym lekarstwem („dopiero gdy brak jest wina, niezbędne stają się leki”).

Celsus – uczony rzymski, zwany przez wielu rzymskim Hipokratesem – w swoim obszernym dziele „De medicina” (do połowy XVIII w. był to podstawowy podręcznik medyczny) także poświęcił sporo miejsca najszlachetniejszemu z alkoholi. W zależności od rodzaju problemów zdrowotnych nakłaniał do spożywania niewielkich ilości młodego lub dojrzałego, mocnego bądź słabego, oraz schłodzonego tudzież grzanego wina.

Również dawnym chrześcijanom była znana opinia o właściwościach leczniczych wina. „Siebie samego zachowaj czystym! Samej wody już nie pij, używaj natomiast po trosze wina ze względu na żołądek i częste twoje niedomagania” – pisał św. Paweł w Pierwszym Liście do Tymoteusza (1 Tm 5,23). W starożytnej i wczesnochrześcijańskiej Europie doceniano zwłaszcza walory zdrowotne czerwonego wina, które miało pomagać w trawieniu, sprzyjać dobremu krążeniu i pozytywnie wpływać na usposobienie. Wiele średniowiecznych szpitali utrzymywało dla własnych celów winnice.

Współczesne badania potwierdzają zdrowotne właściwości wina (oczywiście spożywanego w umiarkowanych ilościach), choć nie jest jeszcze pewne, które składniki tego napoju wywierają najbardziej dobroczynny efekt.

Najczęściej mówi się o resweratrolu – organicznym związku chemicznym występującym w skórce winogron. Ten polifenol ma właściwości antybakteryjne i antywirusowe, zapobiega przedwczesnemu starzeniu się organizmu, a przede wszystkim hamuje procesy komórkowe związane z powstawaniem nowotworów i spowalnia wzrost komórek rakowych. Największe ilości resweratrolu mają czerwone wina, zwłaszcza ze szczepów pinot noir (w szczególności we francuskim i węgierskim wydaniu) i uprawianego głównie na Morawach st. Laurent. Dodam jeszcze, że neutralizować wolne rodniki pomaga również zawarta w winie melatonina.

Umiarkowane ilości wina mają też pozytywny wpływ na układ krążenia. Nie przypadkiem we Francji i innych krajach o wysokim spożyciu wina, a jednocześnie diecie bogatej w szkodliwe kwasy tłuszczowe, niewiele osób cierpi na chorobę niedokrwienną serca prowadzącą do zawału. Wino, zwłaszcza czerwone, zawiera bowiem szereg naturalnych fenoli, polifenoli, przeciwutleniaczy i flawonoidów wywierających korzystny wpływ na funkcjonowanie organizmu (np. zmniejszających lepkość płytek krwi). Wśród tych ostatnich najistotniejsze są proantocyjanidyny – silne flawonoidy o właściwościach antyutleniających. Wyjątkowo w nie bogate są czerwone wina z południa Francji (ze szczepu tannat) i z Sardynii. Do „najzdrowszych” win zalicza się także argentyńskie malbeki, kalifornijskie tannaty (niestety, u nas rzadkie), wina sycylijskie oraz lepsze butelki ze szczepów syrah (shiraz) i merlot.

Warto przytoczyć wyniki innych badań: w 2007 r. okazało się, że białe i czerwone wina pomagają walczyć z bakteriami paciorkowca; w 2009 r. włoscy naukowcy wykazali, iż czerwone wino zawiera związki chemiczne zapobiegające rozwojowi próchnicy; międzynarodowy eksperyment z 2006 r. udowodnił z kolei, że wina ze szczepu cabernet sauvignon ograniczają ryzyko wystąpienia choroby Alzheimera.

Ponadto wino ułatwia trawienie (np. tłustych potraw), zapobiega stwardnieniu tętnic kończyn dolnych (dzięki kwasowi salicylowemu), odpręża (co pozytywnie wpływa na psychikę i chroni mięsień sercowy), poprawia przemianę cukrów, zapobiega osteoporozie u kobiet w okresie menopauzy, może być pomocniczo używane w leczeniu stanów zapalnych (ma działanie ściągające i przeciwkrwotoczne), usprawnia pracę nerek.

Rzecz jasna, kluczem do zdrowia jest umiarkowanie. Pamiętajmy więc, że dopuszczalna dzienna dawka wina, mająca potencjalne efekty zdrowotne, wynosi w przypadku kobiet 1-2 lampki (ok. 0,2 l), a mężczyzn 2-3 kieliszki (czyli 0,3-0,4 l).

Grzegorz Wierzchołowski
http://www.pch24.pl

Komentarzy 25 do “Wino – dla smaku i dla zdrowia”

  1. AlexSailor said

    Całkowita bzdura.
    WINO NIE LECZY, NIE POMAGA, NIE ZAWIERA ŻADNYCH SZCZEGÓLNYCH, A POŻĄDANYCH PRZEZ ORGANIZM, SKŁADNIKÓW.
    Równie dobrze, a nawet znacznie lepiej zjeść winogrona ze skórkami, niż napić się wina, jeśli komuś chodzi o bezcenne, prozdrowotne jego składniki.

    Wino zawiera narkotyczną truciznę, to jest alkohol.
    Alkohol zabija chorobotwórcze drobnoustroje, zwłaszcza pasożyty, które znajdują się w skażonej, nie przegotowanej wodzie.
    Dlatego dawniej tak chętnie pito wino, najczęściej zmieszane z wodą, zwłaszcza w krajach o ciepłym klimacie.

    Człowiek toleruje małe ilości alkoholu tak, że w zasadzie nie są dla niego specjalnie szkodliwe, ale nie mają żadnego korzystnego wpływu na zdrowie.
    Spożywanie regularne, nawet małych ilości alkoholu, powoduje uzależnienie od niego (organizm domaga się trucizny, tak jak nikotyny czy innych narkotyków), a po dłuższym czasie prowadzi do tak zwanej choroby alkoholowej, która potrafi zdegenerować człowieka.

    NATOMIAST BARDZO WAŻNA INFORMACJA, o szkodliwości picia alkoholu, nawet okazjonalnie, kulturalnie, w małych ilościach i sporadycznie, na kobiety w wieku rozrodczym, jest praktycznie niedostępna ludziom.
    Coś, o czym wiedzieli ludzie od tysiącleci, dziś jest zapomniane.
    Otóż spożywanie alkoholu powoduje wzrost prawdopodobieństwa urodzenia uszkodzonego dziecka w bardzo dużym stopniu, to jest z poniżej 1% przy nie piciu przez kobietę, do 5-7% przy sporadycznym piciu, a nawet 70% w przypadku alkoholiczek.

    Ale to nie wszystko.
    Ponieważ okres wytwarzania nasienia u mężczyzny trawa około 30 dni, to i on powinien powstrzymać się od spożywania alkoholu w tym czasie, jeśli zamierza mieć dziecko.

  2. ussus said

    Południowcy, Francuzi, Włosi, Hiszpanie, od tysęcy lat żywili się winogronami, toteż uodpornili się na minimalne ilości alkoholu, stąd pewne „dobre” jego wpływy jeśli jest spożywany w takich ilościach. Dla innych alkohol w KAŻDEJ ilości jest trucizną.
    http://ussus.wordpress.com/alkoholowy-terror/ – dwa rewelacyjne filmy o alkoholu.
    W starożytnym Rzymie kobiety przed 30 tką miały absolutny zakaz spożywania – alkus przenika do jajeczek i zatruwa je – ryzyko urodzeina kalekiego dziecka.
    W starożytnych Indiach dla kobiety spożywającej robiono na twarzy tatuaż – uwaga, zagrożone potomstwo!
    Oczywiście nowoczesna-postępowa-ludobójcza medycyna tak tylko mimochodem stwierdza o „jakichś tam skutkach ubocznych” spożywania, a jeśli chodzi o „małe ilości” – zawsze udowadnia zbawienne skutki…

  3. andrzej said

    Czysta woda, soki z warzyw i owoców, herbatki ziołowe. To wszystko!

  4. marost said

    AD1
    Dobre, ale malo smieszne…

  5. Francuzi mają najlepszy wzrok w Europie. Zawdzięczają to winom z ciemnych owoców np winogrona czarne. Ciemne owoce zawierają antocyjany zbawiene dla oczu. To taka ciekawostka. Oczywiście lepiej jeść poprostu te owoce zamiast pic alkohol robiony z nich bo same owoce raczej nie zaszkodzą w żaden sposób chyba ze w ogromnych ilosciach.

  6. Marucha said

    Widzę, że również Jezus Chrystus nie był zorientowany odnośnie szkodliwości wina, bo po co by przemieniał wodę w ten zgubny napój w Kanie Galilejskiej?

  7. akej said

    @ 1
    Tylko bez przesady. Wino, oraz inne trunki alkoholowe maja swe zalety. Znam dosc wielu ludzi, ktorzy pija prawieze codziennie napoje alkoholowe i jakos dozywaja dlugich lat zycia bez Alzheimera oraz innych chorob poza swinskimi przeziebieniami. Ja tez nie wylewam za kolnierz. Mozna pic i jesc wszystko tylko z umiarkowaniem.

  8. towarzysz0 said

    Produkty wymienione w Bibili są zdrowe, oczywiście zakladając prawidłowe źródło tych produktów, sposób wytworu. Np mleko UHT jest na pewno sporą trucizną. Podobnie z miodem, winem itd

  9. Ad. 8

    Chcecie mieć dobre, zdrowie wino? To musicie sobie je sami zrobić. Dzika róża, czy ciemne winogrona, jeżyny, co kto ma.

    Przemysł zawsze oszukuje. Jeśli producent A nie będzie oszukiwał, to wypadnie z rynku, bo producent B będzie oszukiwał bez żadnych zahamowań. Dlatego wszyscy, którzy są na rynku – oszukują. Ci, którzy wzbraniali się przed oszustwem – dawno z rynku wypadli.

  10. K_Dłubek said

    Pan KrzysztofM na winie się też zna.
    Niestety znajomość wina ugruntowana spożyciem wina marki wino skutkuje znaniem się na wszystkim , a na winie przede wszystkim.
    Na szczęście winne (i inne) wynurzenia pana KrzysztofaM nie są obowiązujące, a nawet gdyby były to ja ich przestrzegać nie będę.
    Dzisiaj do obiadu Rosso di Montalcino. Na Brunello mnie nie stać.A na chianti classico od barona Ricasoli (twórca wina chianti) to już w ogóle.

  11. wm said

    @9- Pracowal wasc w winiarni ??
    @1 – jezeli pan nie spozywa malej ilosci alkoholu watroba go sama produkuje i to dla w/w nie jest zdrowe.
    poza tym na AMD tylko pinot noir,marlot,i surowe zoltka mozna lekko posolic (bron Boze cukier)

  12. osoba prywatna said

    Niektórzy piszący powątpiewają w uzdrowieńczą moc wina. To duży błąd.
    Czy wino może uratować życie?
    Proszę posłuchać wspaniałej opowieści, a właściwie wręcz wykładu, człowieka który o winie wie prawie wszystko.
    Będzie tam również odpowiedż na powyższe pytanie.
    Gorąco polecam!
    Od 52min 30 s.

    Nauka i technologia nowej ery – 6.03.2012

  13. Fran SA said

    Gajowka zacheca do picia alkoholu, ale ja juz wiecej nie moge!

    A przeciez stosuje wszelkie porady praktyczne: zadne biale i kwasne, zadne tanie z plastikowych pojemnikow. Wylacznie czerwone i nieslodkie. Po szampanie boli glowa.

    Koniaku nie lubie. Dobry na lekarstwo dla chorych. 25 gramow na czczo przez kilka tygodni.
    Ja lekarstw nie lubie.
    Ale polska czysta, (bez zadnych dodatkow) ‚odlikowana’ sliwowice i szwedzki absolut mozna pic wylacznie w towarzystwie zaprzyjaznionych osob. Nie moge pic z kims kogo nie lubie, bo moze byc draka spowodowana nadmiarem szczerosci.

  14. wm said

    ad 12 ten wyklad jest super – tak mowil stary austryjak u ktorego pracowalem,najlepsze ze sprzedawal swoje wina na poludniu Francji i polnocnej Hiszpani.

  15. bladylew said

    bzdura obejrzyj TO gajowy https://www.youtube.com/watch?v=T7cWQ6a2tcI

  16. Marucha said

    Re 15:
    Jeśli ktoś nie potrafi odróżnić picia dobrego wina w sensownych ilościach od chlania wódki, to dyskusja nie ma sensu.
    Pijaków nie cierpię, ale niewiele bardziej sobie cenię fanatycznych absolutystów.

  17. Rysio said

    re 6. Jak to po co?

    Rozpijał wiernych.

    🙂

  18. Rysio said

    😦

  19. Psiemislavius said

    Co za zbieg okoliczności. Właśnie jestem po trzech kielichach, bo dzisiaj sprezentowałem mężowi mojej kuzynki winko półsłodkie, czerwone, gruzińskie. Myślałem, że sobie kiedyś je prywatnie sobie wypije, a on mnie na nie zaprosił, bo nie wypadało odmówić. Raz na ruski rok na trawienie można sobie wypić te parę kieliszków. Ale z tego względu z abstynenta stałem się półabstynentem.

  20. towarzysz0 said

    Spotkałem opinię, że wino, które teraz pijemy, nie jest tym napojem, który jest wspomniany w Biblii ( bądź to inna produkcja, np bez siarczanu, albo wręcz błędne tłumaczenie z aramejskiego bądź starogreckiego).
    Czy jest ktoś bardziej oświecony w tej kwestii?

  21. Carlos said

    Ad.6 I za to Cie kocham p. Gajowy

  22. Fran SA said

    Ad.20
    Towarzysz0
    Zalezy od produkcji. I chciwosci producenta. Sa takie winiarnie, ktore nie przyspieszaja procesu dojrzewania wina siarka. A i gatunki winogron od zamierzchlych czasow zostaly ‚zmodyfikowane’. Duzo zalezy od klimatu i naslonecznienia. Dlatego wiele winnic jest na stokach naslonecznionych..
    Niemcy u nas produkuja tez ‚spetlese’, tzw. late harvest, z ostatniego zbioru i bardzo dojrzalych winogron, takie co juz opadaja, pod sam koniec lata. Sa to na ogol slodkie wina. No wiec zalezy tez od pory zbiorow.
    Do win dodaje sie rozne ziola i ziolka, owoce i kwiatki.

    Sikhowie maja swoja tajemnice winnic. Ale oni glownie oddaja melase do producentow wina. Wielkie korporacje naturalnie oszukuja i na klasyfikacji i na rodzajow winogron. Mieszaja wszystko razem.Tu sie diabel nie wyzna. Dlatego lepsze sa wina z malych winnic, ktore naleza do jednej rodziny od pokolen i sami sobie przygotowuja cala procedure – no i uzywaja beczki debowe ( i jeszcze jakies inne, ale nie pamietam jakie) do dojrzewania.
    Duze korporacje maja ogromne kadzie… cementowe.

    Pamietam takiego mojego studenta z Syrii, ktorego ojciec mial winiarnie i produkcje araku w Syrii.
    Kiedys pojechalismy z wycieczka studentow do naszych, bardzo licznych winnic.
    Ten sprytny Syryjczyk uczyl nas, jak nalezy rozpoznawac ‚siarkowe’ wina od prawdziwych. Jeszcze ‚dyskutowal’ z pracownikami winiarni.
    Czego nas ten facet nie nauczyl w czasie tej wycieczki testowania wina! To byl superspec od wina! I do tego czarujacy gadula! Sluchalismy go jak nawiedzonego poety!
    W Europie poludniowej robi sie wina domowe/stolowe. We Wloszech, na ogol duzo slabsze niz nasze: 5-6%. A na poludniu Europy wszystkie dzieci pija wino rozcienczone z woda.
    I zawsze na stole jest karafka z winem i woda.

  23. towarzysz0 said

    Dziękuję, Fran SA.

    Próbuję stopniowo wejść do gospodarki naturalnej, gdzie używałbym produktów prostych, skromnych, lecz wykonanych własnym asumptem bądż przez ludzi mi znanych, którym ufam.
    Czy jest to realne w przypadku wina_

  24. Fran SA said

    Ad.2
    Towarzysz0
    Podobno wszystko na swiecie obraca sie wokol klimatu i srodkow materialnych.
    Wokol rownika nie potrzeba kupowac co chwile ciuchow na zime, a znowu na Grenlandii zbedne sa stroje bikini.
    Najtaniej wypadaja Filipiny, ale na winnice troche za mokro.
    Najlepiej kupic zagospodarowana winnice i przyuczac sie do zawodu. Proces jest troche dlugawy, ale sasiedztwo innych wlascicieli winnic bywa bardzo pomocne.
    Nie nalezy zakladac zadnego ‚zdrowego’ biznesu w USA bo tam panuje syf i Monsanto. Najmniej licencji jest na Tajlandii i na Filipinach.
    Dobra jest Malazja ale maja psiakrewskie jedzenie. Nowa Zelandia stala sie bardzo nieprzyjazna.
    Kiedys bylo cudnie w Dalmacji. Teraz wszystko szlag trafil.
    Z krajow, ktore dobrze znam, to najlepszym miejscem na gospodarke naturalna jest Serbia, ( bardzo zyzna ziemie, nie potrzebuje nawozow) ale ja tez juz diabli wzieli i zanieczyszczaja srodowisko naturalne bazy amerykanskie.

  25. towarzysz0 said

    NIe chodzi mi o zostanie winiarzem, lecz chce wiedziec, co je moja rodzina. Zastanawiam sie nad sensownością wyrobu własnego napoju owocowego, z różnych substratów.

    Czy ktoś ma konkretne doświadczenia?

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: