Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    AQQ o MO Rosji: w ciągu 24 godzin po…
    Sebastian o Wolne tematy (38 – …
    UZA o Drażnienie Ruskiego
    ! o Drażnienie Ruskiego
    Andzia o Wolne tematy (38 – …
    Marucha o Wolne tematy (38 – …
    w o Drażnienie Ruskiego
    Sebastian o Pat Buchanan przeciwko Finland…
    ! o Wolne tematy (38 – …
    Piotr B. o Drażnienie Ruskiego
    Marucha o Drażnienie Ruskiego
    UZA o Norman Finkelstein: Rosja ma h…
    Dw1278 o MO Rosji: w ciągu 24 godzin po…
    Sebastian o Drażnienie Ruskiego
    Tadek o Drażnienie Ruskiego
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 615 obserwujących.

Obóz koncentracyjny Rembertów

Posted by Marucha w dniu 2013-05-21 (Wtorek)

Powstańcy warszawscy czekali daremnie na pomoc armii sowieckiej, która stała na Pradze i czekała na agonię Warszawy, by zbudować w Polsce dominium sowieckie. Sowieci nie byli jednak bezczynni. NKWD utworzyło w Rembertowie obóz specjalny nr 10. Był wrzesień 1944 roku. Józef Szczepański „Ziutek” pisał z powstańczej barykady: „Czekamy ciebie, czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci”…

Pomnik ofiar NKWD w Rembertowie

Obóz założony na terenie dawnej fabryki amunicji „Pocisk” był przeznaczony dla Polaków opierających się zniewoleniu, głównie dla żołnierzy AK i NSZ. Więziony był tu m.in. gen. August Emil Fieldorf „Nil”, wywieziony z obozu do sowieckich łagrów na Uralu. Więźniów nieludzko torturowano. Wyżywienie gorsze niż w KL Auschwitz. Więźniowie umierali z głodu, zakopywano ich jak psy w rowie.

Zaczynała się nagonka na polskie podziemie czasu wojny. Pojawił się polskojęzyczny „plakat” sowiecki: „AK i NSZ – pomocnicy Hitlera”.

To wtedy wielu oficerów i żołnierzy podjęło decyzję o walce – bez względu na jej szanse.

Kapitan Zdzisław Broński „Uskok” wyraził to dramatycznie wierszem: „A kto chce być sługą, niechaj sobie żyje, niechaj sobie powróz ukręci na szyję (…). A kto chce być wolnym i prawe ma serce, niech walczy, niech cierpi, choćby w poniewierce”. Dziś mija 64. rocznica śmierci „Uskoka” w obławie UB.

W nocy z 20 na 21 maja 1945r. obóz rembertowski został zaatakowany przez żołnierzy AK obwodu Mińsk Mazowiecki. Uwolniono około 500 więźniów. Część z nich NKWD znów schwytało, urządzając im piekło na ziemi.

NKWD kontynuowało zbrodnie na Polakach także w obozach w Świętochłowicach, na Majdanku, w Łabędach, w Skrobowie, w byłym Auschwitz-Birkenau. Żeby upokorzyć polskich więźniów i uzasadnić istnienie obozów, umieszczano tam też Niemców i ich kolaborantów.

Piotr Szubarczyk
http://www.naszdziennik.pl

Komentarzy 9 do “Obóz koncentracyjny Rembertów”

  1. Czerwono – koczownicza, azjatycka zaraza infekująca zbrodniami do dziś.

  2. Rysio said

    Żydowski obóz koncentracyjny w Polsce.

    🙂 🙂 🙂

  3. Rysio said

    Oczywiście taka nazwa mnie rozśmieszyła a nie sam obóz.

  4. MatkaPolka said

    ZAKAZANY TEMAT: KL WARSCHAU

    IEMIECKI REWANŻYZM I POLITYKA ROSZCZENIOWA U PODSTAW NEGOWANIA ISTNIENIA KL WARSCHAU

    (Referat przygotowany na sesję naukową o KL Warschau)
    Henryk Pająk

    http://www.jezierski.pl/strona.htm?id=777

    Po nieudanym pierwszym szturmie na Muzeum Powstania Warszawskiego, odpartym przez jego dyrekcję, reanimatorzy pamięci o KL Warschauzcie zbierają się, ale w trudnej politycznie i merytorycznie atmosferze niemal maniackiego uporu grupy osób, które rzekomo ubzdurały sobie istnienie jakiegoś KL Warschau, podczas gdy cały świat wie już od ponad pół wieku, że w stolicy Polski okupowanej przez Niemców, istniał tylko jeden obóz koncentracyjny czyli warszawskie getto, a w Warszawie wybuchło tylko jedno powstanie, właśnie powstanie w getcie.

    Z problematyką KL Warschau połączył mnie merytorycznie rozdział mojej książki: „Niemieckie ludobójstwo na polskim narodzie”. Oparłem go na dwóch zródłach: książce pani sędzi Marii Trzcińskiej pt. „Obóz zagłady w centrum Warszawy KL Warschau” oraz na biuletynachGłównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, zwłaszcza na tomach: pierwszym z 1946 roku oraz czwartym i szóstym z 1948 roku. Jako ciekawostkę podałem tam informację, że pierwsze tomy tych biuletynów, zgromadzone w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie, nawet po upływie 60 lat jeszcze nie miały rozciętych kart, toteż przychodziłem do czytelni z nożykiem, a wszystko to w mieście dwóch uniwersytetów, które do tego czasu wyprodukowały, bo inaczej tego nie można nazwać, dziesiątki tysięcy absolwentów, w tym wiele tysięcy magistrów historii, a także doktorantów i profesorów.

    Z tychże biuletynów wyłonił się jeszcze inny rozdział mojej książki pt. „Pawiak”, ważny w kontekście KL Warschau, bowiem więźniowie Pawiaka przez wiele dni słyszeli serie z broni maszynowej i pojedyncze strzały na terenie ruin getta, gdzie rozstrzeliwano również grupy więźniów Pawiaka. W książce zamieszczam relacje więźniów oraz relacje osób, które z ukrycia obserwowały masakry na terenie KL Warschau i palenie zwłok na sążniach drzewa.

    W tomie pierwszym Biuletynu GKBZH znajduje się m.in. następujący meldunek więźnia Pawiaka:

    Dnia 29 maja wyprowadzono z więzienia i rozstrzelano w ruinach getta 25 kobiet i 550 mężczyzn. Dobrze słyszeliśmy z więzienia „.

    Zauważmy: rozstrzelano w ruinach getta a nie w getcie, bo fałszerze historii powstańczej Warszawy usiłują wykazać, że było to dobijanie Żydów w getcie, podczas gdy ono już nie istniało.

    Meldunek z 3 czerwca 1943 roku:

    „Dziś rozstrzelano 42 mężczyzn i 9 kobiet. W tym jedną w dziewiątym miesiącu ciąży „.

    Stanisław Trzcińsk i prowadzony na rozstrzelanie w grupie cywilów, wykorzystał nieuwagę eskorty, skoczył do mijanego schronu przeciwlotniczego i przez dwa tygodnie słyszał każdego dnia serię z broni maszynowej, pojedyncze strzały i krzyki mordowanych. Widział przez szpary w parkanie, z odległości zaledwie 40 metrów chodzących SS-manów, płonące stosy z bali drzewnych i ciał na nich ułożonych w kilku warstwach. Żywił się dojrzewającymi tam pomidorami i warzywami.

    W ogródkach ukrywał się Bolesław Korzeniak, który obserwował egzekucje przy ulicy Okopowej nr 59. E. Drozdowska słyszała z ukrycia słowa niemieckich kierowców informujących się, że już rozstrzelano 2.200 osób.

    Warszawiak o nazwisku Kuran razem z Korzeniakiem słyszał serie, widział płonące sągi drzewa przykryte warstwami ciał.

    Przeraża relacja przesłuchiwanego po wojnie księdza Henryka Zaleskiego, który przez wiele dni, razem z innym warszawiakiem o nieznanym mu nazwisku, obserwował egzekucje ukryty w podstawie komina nieczynnej cegielni. Ofiarom kazano kłaść się twarzami do ziemi, następnie zabijano je pojedynczymi strzałami. Dziennie mordowano po około 150 osób, których zwłoki układano na sążniach drzewa i palono. Ksiądz Zaleski słyszał któregoś dnia głos chłopca który prosił oprawców, aby go nie palić tylko zakopać.
    Egzekucje o podobnym przebiegu powtarzały się w dniach 26, 27 i 28 sierpnia 1943 roku. Rano 29 sierpnia odbyły się dwie takie zbiorowe egzekucje.

    Z zeznań księdza Henryka Zaleskiego:

    Dnia 29 sierpnia przyjechali Niemcy zabrać słomę ze sterty, która znajdowała się w odległości 15 metrów. Dobrze słyszeliśmy głosy rozmawiających żołnierzy. Mówili po niemiecku, ale z akcentem mazurskim. Opowiadali sobie o egzekucji, która odbyła się dnia poprzedniego, 28 sierpnia. Jeden z nich pytał drugiego, czy będzie dzisiaj brać słomę, wówczas ten odpowiedział, że dopiero jutro, bo dzisiaj mamy bardzo dużo Polaków do rozstrzelania „.

    Makabryczne są zeznania niemieckiego jeńca wojennego, kaprala (unterofiziera) Willyego Fredila, przesłuchiwanego w listopadzie 1945 roku przez członków polskiej grupy łącznikowej do Spraw Zbrodni Wojennych przy brytyjskiej Armii Renu. Fredil służył w jednostce stacjonującej w Modlinie. Przez ostatnie dni sierpnia i niemal przez cały wrzesień, prawie codziennie był wysyłany jako kierowca samochodu do Warszawy, do oddziału roboczego, składającego się z kilku Niemców i około 80 Turkmenów, do prac w garbarni Pfeiffera. Zeznawał:

    „… Poszliśmy więc do drewnianego parkanu i sam widziałem, jak wyprowadzeni cywile, sami bądź na rozkaz, bądź popychani siłą, układali się na przygotowane stosy i zostali następnie rozstrzelani przez SS-mana z pistoletu maszynowego, a później, kiedy stos był pełen rozstrzelanych, widziałem, jak stosy ze zwłokami oblano płynem łatwopalnym i podpalono /…/. Zabitych nie odciągano i następna partia musiała wchodzić na zwłoki lub była na nie wciągana. I tak działo się dalej, dopóki cały stos nie został zapełniony i wszyscy przyprowadzeni Polacy nie zostali rozstrzelani.

    Widziałem około 9-10 warstw trupów tak ułożonych na stosie. Kobiety z dziećmi były rozstrzeliwane razem z innymi. Według mego rozeznania, tych pięciu SS-manów mordowało przeciętnie w ciągu dnia około 200 Polaków, tak, że w czasie mojej pracy w garbarni zostało zamordowanych około pięciu tysięcy Polaków /…/. Meldowałem o tym co widziałem feldfeblowi Weberowi i kapitanowi Kleberowi, dowódcy mojej jednostki. Powiedziałem do kapitana Webera, że wstydzę się nosić mundur niemiecki, na co kapitan powiedział, że on nie rozumie, kto wydaje rozkazy dokonywania tych mordów „.

    Jakie są szanse, że te makabryczne opisy zbrodni niemieckich na mieszkańcach stolicy w KL Warschau dotrą do wiedzy i sumienia rządzącej w Polsce frakcji proniemieckiej, a także do Eriki Steinbach, do kanclerz Anieli Merkel, która przed wyborami partyjnymi w Niemczech i wyborami parlamentarnymi w Polsce, poświęciła swój czas na przyjazd do Polski, aby na oczach milionów telewidzów poklepywać po ramieniu Donalda Tuska?
    Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych Polski, poplecznik spraw zagranicznych USA i Izraela, zapewne przyszły prezydent Polski, dystansując się od neohitlerowskiej prowokatorki Eriki Steinbach powiedział w „Telawizji”: „Pani Steinbach przyjechała do Polski z Hitlerem i wyjechała z Polski z Hitlerem „. I to było wszystko, na co było stać ministra spraw zagranicznych pokojowo podbijanej Polski.

    Gdyby nawet liderzy PO przeczytali te opisy rzezi w KL Warschau, to nic z tego nie wyniknie dla promocji tego fenomenu, jakim było ukrywanie samego istnienia obozu zagłady w stolicy Polski przez 60 lat. Minister Sikorski, dawniej w rydwanie Prawa i Sprawiedliwości, czyli zawsze z aktualnie rządzącymi, niezależnie od swej aktualnej afiliacji polityczno-partyjnej, był, jest i pozostanie emisariuszem wyznawców religii Złotego Cielca. Nie miejmy złudzeń co do tego, że on i cała ta, pożal się Boże, „Platforma Obywatelska ” sprzeciwi się propagandzie roszczeniowej neohitlerowców i będzie popierać reanimację prawdy o niemieckim ludobójstwie w KL Warschau.

    W tym wątku warto zatrzymać się przy innym Sikorskim, tym prawdziwym generale Władysławie Sikorskim. Tak zwana „ekshumacja” czyli podniesienie sarkofagu Generała na Wawelu jest dalszym ciągiem kłamstw w sprawie zbrodni na Generale. Komisja ekshumacyjna posłusznie potwierdziła wersję rzekomej katastrofy Liberatora w Gibraltarze, bo czaszka generała Sikorskiego była uszkodzona w części czołowej, a kości nóg rzekomo połamane.

    Tym fałszerzom zadał niszczycielski cios samolot Boeing, który nie tak dawno wodował na rzece Huston z ponad 150 pasażerami na pokładzie. Nikt nie zginął, tylko jedną osobę wyniesiono, wszyscy pozostali wyszli z samolotu o własnych siłach. Tymczasem Liberator Generała wodował w identyczny sposób i lżejszy w swej masie, wiozący zaledwie kilkanaście osób, do końca precyzyjnie pilotowany rzekomo przez Prchala, syna przedwojennego ministra obrony Czechosłowacji. Wodował w identyczny sposób, co udowodnili naukowcy z Politechniki Warszawskiej na podstawie symulacji komputerowej i podobnie jak Boeing na wodach Huston, utrzymywał się na powierzchni kilkanaście minut.

    Wodowanie Liberatora dokładnie widział w bezchmurny wieczór aliancki obserwator ze skały gibraltarskiej, co opisałem w książce „Retinger mason i agent syjonizmu”. Tymczasem jedenastu młodych oficerów, wśród których generał Sikorski był najstarszy wiekiem, wraz z jego córką zginęło, rzekomo od uderzenia samolotu o wodę, a Polacy do dziś muszą wierzyć w te brednie.

    A co z prawdą o mordzie na Żydach w Jedwabnem?. To przecież monstrualna zbrodnia popełniona na prawdzie historycznej przez polskojęzycznego nikczemnika o nazwisku Gross, przy zgodnej z nim współpracy dwóch kolejnych prezydentów –Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego, niegdyś biesiadników Okrągłego Stołu i zmowy w Magdalence.
    Lech Kaczyński jako Prokurator Generalny na rozkaz światowego kahału nakazał przerwanie ekshumacji w Jedwabnem, tym samym niejako zabetonował prawdę o liczbie zamordowanych Żydów.

    Prowadzący tę pseudo ekshumację profesor Andrzej Kola oszacował, że mogiła mogła mieścić od 250 do 400 ofiar, przy czym liczbę trzystu, profesor Kola przyjął jako najbliższą prawdy. Tymczasem kabaliści spod znaku Złotego Cielca zadekretowali liczbę 1600 ofiar i tak ma pozostać na wieki wieków, podobnie jak ma pozostać rzekome sześć milionów, ofiar tak zwanego „holokaustu”. Dochodzenie do prawdy o holokauście jest karalne w majestacie prawa międzynarodowego. Bo przecież Chaim Weizmann, późniejszy pierwszy premier Izraela, już w 1936 roku oznajmił na zjeździe syjonistów, że „sześć milionów żydowskich ofiar musi użyźnić glebę pod przyszłe państwo Izrael „.

    Skąd on znał tę liczbę, na cztery lata przed wybuchem wojny? Skąd on wiedział, że Żydzi będą mordowani przez Niemców na taką ludobójczą skalę?

    A co z prawdą o tzw. „pogromach” w Rzeszowie, Kielcach, Krakowie? Były to zbrodnicze prowokacje żydowskiego NKWD i żydowskiego Urzędu Bezpieczeństwa, których celem było wypędzenie możliwie największej liczby Żydów do powstającego Izraela, a przy okazji oskarżenie Armii Krajowej o zbrodnie na Żydach. Wyszła właśnie książka o rzeszowskiej prowokacji i rzekomym „pogromie”, zapoczątkowanym przez bestialski rytualny mord na dziewięcioletniej dziewczynce, co przedtem opisało już lokalne pismo rzeszowskie.

    W Kielcach, syn łotra z Informacji Wojskowej – Włodzimierz Cimoszewicz oskarżał Polaków o tę zbrodnię na Żydach, a prowokacja żydowskiego NKWD i UB w Krakowie rozpętała nagonkę na AK i Kościół katolicki.

    Tak oto prawda o zbrodniach ludobójstwa zawsze pozostaje pierwsza ofiarą totalitaryzmów. Dlatego dziś prawda o KL Warschau nadal nie może przebić się do wiedzy setek milionów Europejczyków, zapędzonych do gigantycznego kierdla pod nazwą Unii Europejskiej.

    Z tych samych powodów nie jest możliwe ustalenie dokładniejszej liczby ofiar KL Warschau. Mówimy o 200.000, ale przeróżne Kopki będą domagać się dowodów na tę liczbę, bo wiedzą, że nikt takich dowodów nie posiada. Są one jedynie szacunkowe i takimi pozostaną. Tak właśnie jest, że dowody masowych zbrodni są najbardziej strzeżoną tajemnicą każdego ludobójczego totalitaryzmu, od żydobolszewii, poprzez niemiecki hitleryzm aż po reżimu Pol Pota.

    W Bolszewii miliony ludzi znikały bez śladu, a błagalne listy rodzin były kwitowane milczeniem lub kłamstwami. Podobnie było ze zbrodniami niemieckimi, nie inaczej ze zbrodniami w powojennej Polsce. W 1994 roku wydałem liczący 2.800 nazwisk spis ofiar powojennego ludobójstwa na Polakach pod tytułem „Straceni w polskich więzieniach 1944-1956 „. Po ukazaniu się tego martyrologium, sędzia Bogusław Niezieński przesłał mi jeszcze ponad 180 takich tragicznych biogramów. Potem przez szereg lat otrzymywałem listy i telefony z podziękowaniami od rodzin pomordowanych, które z tej książki dowiadywały się o losie swych bliskich, po raz pierwszy od ponad 50 lat. Jeszcze więcej było listów i telefonów od tych, którzy nadal nic nie wiedzieli o swych bliskich, nie zamieszczonych w tej pracy.

    System anonimowego ludobójstwa bez liczb, bez dowodów, do perfekcji opanowali Niemcy spod znaku swastyki. Już przd wojną przyjęli ustawę pod nazwą „Noc i mgła” – „Nacht und Nebel „, po wojnie uznaną przez Trybunał Norymberski za element pogromu ludobójstwa. Tamto „Nacht und Nebel” posiada w języku polskim skończenie trafny odpowiednik w porzekadle „Kamień w wodę”. Program „Nacht und Nebel” miał dwa główne cele:

    – Polacy aresztowani według list dawno przygotowanych przez V kolumnę lub upolowani w łapankach ulicznych czy obławach w terenie, wywożeni byli w niewiadomym kierunku dokładnie tak samo, jak to praktykował starszy brat tego systemu, czyli żydobolszewizm sowiecki tak w Polsce czasów wojny, jak i w czasach powojennych.

    – Drugą podstawową cechą „Nacht und Nebel” był zakaz udzielania rodzinom informacji o setkach tysięcy ludzi, które przepadły bez śladu lub aresztowanych. Zakaz rygorystycznie przestrzegały urzędy administracji niemieckiej w Niemczech i w okupowanej Polsce. System niemieckiej eksterminacji spod znaku „Nacht und Nebel” opisał Franciszek Ryszka w książce pt. „Noc i mgła” wydanej w 1966 roku, czyli 43 lata wstecz, co dla obecnych pięćdziesięciolatków jest już prehistorią.

    Ludobójcy osiągali przez „Nacht und Nebel” dwa cele – mordowali miliony osób poza wszelką statystyką, czego jednym z przykładów było Auschwitz, a ponadto niewiedza i nadzieja rodzin odbierały im chęć oporu, aby ewentualnie nie zaszkodzić aresztowanym. Bezliczbowym masakrom służyły takie rzezie, jak KL Warschau. Z przytoczonej relacji kaprala niemieckiego wynika, że w okresie jego autopsji tylko w jednym miejscu rozstrzelano szacunkowo około 5500 osób, ale nie było to przecież jedyne miejsce i jedyny sposób uśmiercania, bo Niemcy stosowali do tego gaz, o którym teraz toczy się istny bój pod tytułem: był gaz czy go nie było w KL Warschau. Gdyby nie przypadkowi świadkowie, jak tamte osoby ukryte w zaroślach czy kominie cegielni albo niemiecki kapral, to o takich egzekucjach, o paleniu na stosach, o dziennym „przerobie” choćby w tym tylko ustalonym miejscu, nie wiedzielibyśmy dosłownie nic.

    W tytule mojego wystąpienia jest wątek negowania samego istnienia KL Warschau w kontekście aktualnej niemieckiej polityki roszczeniowej i polityki zamienienia Polaków w katów, a katów w ofiary polskich prześladowań. Odkrycie istnienia KL Warschau jako obozu, przy czym nie obozu koncentracyjnego, tylko obozu natychmiastowej zagłady, niesie niezwykle ważne dla nas implikacje prawne, historyczne, moralne i propagandowe. To cios w niemiecki współczesny „Drang nach Osten” i musimy o tym ciosie stale pamiętać w kontekście kłód rzucanych nam pod nogi.

    Oficjalne uznanie KL Warschau jako obozu zagłady przez władze jeszcze jako tako polskie, wiedza o KL Warschau odpowiednio nagłośniona, ponownie otworzy bramy piekła zgotowanego narodowi polskiemu przez naród panów, obecnie jakby chwilowo zepchnięty na drugi plan przez inny naród panów świata, ale ostrzegam i podkreślam – zepchnięty tylko przejściowo. To zaś będzie studzić agresję potomków tamtych panów Europy. Wymienione tu okoliczności stanowią rdzeń zaciekłego oporu przeciwko reanimacji pamięci o KL Warschau, zarazem ujawniają już teraz, które partie, jakie postaci życia politycznego w ponownie ujarzmianej Polsce są agentami wpływu niemieckiego rewanżyzmu, w którym roszczenia materialne stanowią tylko jeden klocek tej ponurej układanki. KL Warschau staje się nowym kłopotliwym wrzodem na ciele narodu panów, zarazem stawia w niezwykle kłopotliwej sytuacji rządzący Polską klan niemieckich interesów.

    KL Warschau będzie miał za swojego wroga tak potężnego sprzymierzeńca niemieckiego rewanżyzmu, jakim jest masoński Zakon Rycerzy Maltańskich. Zanim zatrzymamy się przy niemieckich Rycerzach Maltańskich, prześledźmy znakomitości europejskie i światowe w ostatnim półwieczu, które były lub są członkami Zakonu Rycerzy Maltańskich. Byli wśród rycerzy maltańskich tacy politycy jak Francesco Cossiga, Andreotti, Fanfanii, John Volpe (ambasador USA), Simpson (były sekretarz skarbu USA). Są lub byli członkami Zakonu Maltańskiego przemysłowcy: Gianni Angelli (Fiat), zarazem członek Komisji Trójstronnej i Bilderberg Group, Lee Iacocca (koncern Chrysler), Peter Grace (ropa, statki), brazylijski miliarder Dino Samaja. Idąc śladem członków Zakonu Kawalerów Maltańskich dochodzimy do czołowych agend Rządu Światowego, jak wspomniana Komisja Trójstronna i Bilderberg Group, amerykańska Rada Polityki Zagranicznej, zakon „Czaszka i Piszczele ” („Skull and Bones”), o którym pisałem szeroko w książce „Lichwa rak ludzkości „.

    Jednoznaczną masońską pieczęcią na Zakonie Kawalerów Maltańskich jest członkostwo słynnego masona francuskiego Yves’a Marsaudon, wolnomularza najwyższego, 33 stopnia wtajemniczenia rytu szkockiego, przyjaciela Jana XXIII. Papieże są bowiem obligatoryjnymi zwierzchnikami tej światowej loży, z wyłączeniem papieża Piusa XII, który odmówił zwierzchnictwa nad tym kryptokatolickim bractwem. Był członkiem tego „zakonu” słynny lider masońskiej loży „P-2″ Lucio Gelli, jest członkiem „zakonu” maltańczyków Henry Kissinger, członek wszystkich decyzyjnych agend Rządu Światowego, jest Aleksander Haig. W Polsce maltańczykom przewodzi kardynał Józef Glemp. Maltańczykiem jest abp Gądecki, jest nim również Jan Olszewski, były premier.

    Spieszę wyjaśnić, dlaczego wspominam o maltańczykach w kontekście KL Warschau, w związku z niemieckim rewanżyzmem. Z książki Jana Marszałka „Germanizacja powiatu bartoszyckiego na przełomie XX i XXI wieku” dowiadujemy się, że Niemiecki Rycerski Zakon Joannitów, inaczej zwany Zakonem Kawalerów Maltańskich, wybrał na swojego Wielkiego Mistrza rycerza Hansa Petera von Kirchbacha. Pięć lat później ponownie wybrano von Kirchbacha na Wielkiego Mistrza, co dowodzi jego rangi nie tylko wśród niemieckich maltańczyków. Kirchbach to czołowy niemiecki strateg wojskowy, który w latach 1990-2000 był dowódcą dywizji pancernej, potem Generalnym Inspektorem Bundeswehry i wspólnie z grupą niemieckich i NATO-wskich sztabowców przygotowywał zbrodniczy najazd na Jugosławię. Rozbili ją z powietrza głównie siłami lotnictwa amerykańskiego, bez inwazji lądowej, z wybitnym sztabowym udziałem „Herr” rycerza szpitalnika – joannity generała von Kirchbacha.

    Ten amerykańsko-NATO-wski najazd na Jugosławię, duplikat inwazji niemieckiej na Polskę w 1939 roku, dobiegł zwycięskiego dla nich końca w 1999 roku w czasie, kiedy generał von Kirchbach pełnił funkcję Generalnego Inspektora Bundeswehry, a więc w czasie, kiedy Jan Paweł II, zwierzchnik Zakonu Maltańskiego był jeszcze sprawny intelektualnie i fizycznie i powinien był – tak mi się przynajmniej wydaje, z pewnością naiwnie – wezwać rycerza von Kirchbacha „na dywanik” i zapytać go, co ma wspólnego misja szpitalników maltańskich z inwazją na Jugoslawię.

    W innej książce Jana Marszałka: „Germańska Polska XX wieku ” widzimy fotografie rycerza von Kirchbacha w mundurze wojskowym, do połowy ukrytego za workami z piaskiem podczas bestialskich bombardowań Jugosławii. Autor wymienia jeszcze innych czcigodnych „szpitalników” maltańskich z Niemiec, zastępcę generała von Kirchbacha – Chrystiana von Basewitza, wtedy dyrektora niemieckojęzycznego banku Hamburg das Düsseldorfer, podległego koncernowi Oetker. Jeszcze inny członek sztabu tegoż Niemieckiego Rycerskiego Zakonu Joannitów to Rafał Plettke. Kolejny z nich to Rainer Lensing. W tym arcyrycerskim gronie wymienić należy także Wilhelma von Gottberga. Tenże Gottberg okazuje się być czołowym niemieckim rewizjonistą, wiceprezesem partii BDV oraz działaczem partii CDU.

    Tak oto niemieccy joannici są sztafetowo rozstawieni we wszystkich głównych partiach niemieckich, także w rządzie, armii, bankach, przedsiębiorstwach.

    Te ich koneksje wyjątkowo ponuro rokują dla przyszłości Polski znajdującej się w stalowym uścisku pogrobowców hitleryzmu. Joannici niemieccy założyli kilka tzw. komturii joannickich na terenie tak zwanego województwa warmińsko-mazurskiego. Jest to jawna agentura niemieckiego „Drang nach osten”. Działa tam jako organizacja pozarządowa, w dodatku z błogosławieństwem Jana Pawła II, a obecnie Benedykta XVI, nie zachodzi więc formalny przypadek jawnego naruszenia Umowy Poczdamskiej. Tym sposobem neohitlerowcy odzyskują przedwojenne tereny zniewolonej obecnie Polski bez jednego wystrzału, skuteczniej niż za pomocą dywizji pancernych, wspólnymi siłami niemiecko-języcznej finansjery, niemieckiej generalicji, niemieckiego przemysłu wojennego, niemieckich partii politycznych i – w istocie niemieckiego – NATO.

    Zatrzymajmy się jeszcze przy innych dziedzinach oficjalnego posłannictwa Rycerzy Maltańskich. To tzw. Rada Wojskowa Rycerzy Maltańskich: półtajna, arcywpływowa organizacja wojskowa bezpośrednio zespolona z Watykanem, zamaskowana działalnością charytatywną wzorem wszystkich innych obiediencji masońskich. Wielkim Mistrzem owej Rady Wojskowej Rycerzy Maltańskich był, a może jeszcze jest rycerz – kawaler Andrew Berti. W języku angielskim nazwa tej Rady ma skrótSMOM. Powstała ona ponoć jeszcze przed Zakonem Krzyżackim, który dał nam, Polakom dawnych wieków, ostre cięgi przerwane dopiero pod Grunwaldem.

    SMOM posiada bezpośrednie, zażyłe powiązania towarzyskie z monarchami europejskimi, bogatymi rodami arystokratycznymi. Utrzymuje stałe kontakty towarzysko-zakonne z CIA, o czym pisał w swojej książce J. Sozański: „Tajemnice Zakonu Maltańskiego „, wydanej w 1993 roku w Warszawie. Cytowana przez Sozańskiego amerykańska autorka Betty Mills ustaliła, że w latach 30. ubiegłego wieku braciszkowie z amerykańskiej filii SMOM uknuli spisek zmierzający do siłowego zawładnięcia Białym Domem. Miał w tym zamachu stanu uczestniczyć maltańczyk John Rascob. W ramach przygotowań do zamachu, amerykański rycerz S. Butler miał dowodzić tym puczem, a głównie tą jego częścią, której zadaniem miało być zacieranie dowodów zamachu w wykonaniu SMOM.

    Zamach nie doszedł do skutku, bo jak wyjaśniła Betty Mills, generał Butler zdradził spiskowców. Wspomniany Rascob to jeden z kilkunastu założycieli amerykańskiej filii SMOM, zarazem prezes ówczesnego General Motors. Kongres prowadził w tej sprawie specjalne dochodzenie, ale rycerz Rascob nawet nie został wezwany na przesłuchanie. Dodam już od siebie, że tamten spisek miał szanse uczynić z Ameryki coś innego niż jest ona obecnie, nie tak ludobójczego potwora, toteż niepowodzenie puczu traktuję z pewnym ubolewaniem. W każdym razie gorzej by nie było, niż jest.

    Wróćmy na grunt Polski… W książce „Konspirację czas zaczynać? ” odtworzyłem dyskusję na posiedzeniu sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, odbytą 14 listopada 2003 roku, nad projektem uchwały o konieczności wyciśnięcia od Niemców reparacji wojennych.

    Dyskusja zamieniła się w zajadłą pyskówkę proniemieckich sługusów ze zwolennikami odszkodowań.
    Głównym harcownikiem przeciwko reparacjom był wtedy poseł Bogdan Klich.
    Interesów Polski bronili posłowie Antoni Macierewicz i Jerzy Czerwiński z Ruchu Katolicko-Narodowego, poseł Marian Piłka z Prawa i Sprawiedliwości, profesor Maciej Giertych i Janusz Dobrosz z LPR, Antoni Stryjewski z RK-N i Jan Łopuszański z ówczesnego Porozumienia Polskiego.
    Piątą kolumnę reprezentował ponadto Aleksander Małachowski, a także M. Curyło z Samoobrony.

    M. Curyło okazał się szczególnie służalczy. Cytuję:

    Nie jest dziś rozsądne mówienie o roszczeniach dla Niemiec bo świat się bardzo zmienił w ostatnim roku /…/, bo dyplomacja potrzebuje dziś mądrych, odpowiednich i wyważonych polityków, a nie jątrzenia. Jątrzeniem doprowadzimy do tego, że będziemy otoczeni nieprzyjaznymi sąsiadami /…/. My będziemy mieć żal do Niemców, a Niemcy do nas. Mówimy o wypędzeniu Niemców, a gdzie wypędzenia Żydów, pogrom kielecki, pogrom krakowski?. W pełni popieram posła Klicha, bo trzeba z żywymi naprzód iść „.

    Bogdan Klich podobnie prawił o potrzebie dobrosąsiedzkich stosunków z Niemcami, ale spacyfikowali jego brednie posłowie Antoni Macierewicz, Janusz Dobrosz i Marian Piłka. Ten ostatni stwierdził:

    Obecnie każda obrona polskiego interesu narodowego w stosunkach z Niemcami, jest „podgrzewaniem temperatury” /…/. Obecnie badania opinii publicznej pokazują, iż Niemcy, według wielu Polaków, tak samo cierpieli w czasie drugiej wojny światowej, jak Polacy „.

    Rozsierdzony Bogdan Klich wystrzelił z impertynencjami przeciwko posłowi Stryjewskiemu:
    Panie pośle Stryjewski, zgadzam się z jednym stwierdzeniem, które pan wypowiedział, że część elit politycznych w Polsce jest chora, a na co, to panu powiem prywatnie, jak się pan do mnie zgłosi jako do byłego lekarza psychiatrii…”

    I ostatni, delikatny wątek na linii KL Warschau – Instytut Pamięci Narodowej. Bez życzliwości IPN niewiele wskóramy. Na szczęście taką życzliwość okazuje nam prezes Janusz Kurtyka, a w odwołanej poprzedniej sesji miał uczestniczyć dr Jan Żaryn. Niestety, odwołany ze swojej funkcji w IPN.

    Kiedy na pierwsze, odwołane przez dyrekcję Muzeum Powstania Warszawskiego, posiedzenie przygotowałem swoje wystąpienie, jego kopię wysłałem panu prezesowi Januszowi Kurtyce. Odpowiedział mi z podziękowaniem za moje ustalenia na temat KL Warschau, głównie za przedstawione dziś relacje świadków egzekucji, odnalezione w Biuletynach GKBZH. Było więc życzliwie i po polsku.

    Teraz to się może radykalnie zmienić, jeżeli zabraknie także prezesa Janusza Kurtyki. Piszę te słowa w połowie kwietnia br., nie znając ostatecznych rezultatów personalnych burz wokół IPN, wywołanych przez triadę: prezes Lasota z IPN krakowskiego, mgr Paweł Zyzak i promotor jego pracy magisterskiej o gdańskim Nikodemie Dyźmie – profesor Andrzej Nowak.

    Książka Pawła Zyzaka była w istocie prowokacją przeciwko Instytutowi Pamięci Narodowej. To, czy Wałęsa nasikał czy nie nasikał w młodości do kropielnicy, nie ma tu żadnego znaczenia, tam chodziło o nasikanie na IPN, o „odbicie” IPN z rąk „pisowców” przez „platformersów”.
    Prezes Lasota rzekomo nie wiedział, co smaży jego młody pracownik, czyli potężną cegłę o Wałęsie, co wyczerpuje treść sympatycznego kalamburu Leca czy też Sztaudyngera:
    O czym mędrzec nie wiedział?. Że ma na siedzeniu przedział! „. PO zażądało głów albo rozwalenia IPN. A może odświeżyć infrastrukturę KL Warschau?

    Byłoby to wzorowym „ostatecznym rozwiązaniem” dylematu pod nazwa KL Warschau…

    Henryk Pająk
    Lublin
    (09.05.2009)

    P.S.

    Referat został napisany na propozycję organizatorów sesji naukowej poświęconej KL Warschau, ale dziwnym trafem nie znalazł ich uznania.

    H.P.

  5. MatkaPolka said

    KL Warschau – prawdziwą przyczyną Powstania Warszawskiego
    http://monitorpolski.wordpress.com/2011/08/04/kl-warschau-prawdziwa-przyczyna-powstania-warszawskiego

    KL Warshau na YouTube:
    youtube.com/watch?v=WYiSaYHxCFs
    Zanim wybuchło powstanie ludność Warszawy była masowo mordowana. Szczególnie inteligencja. Powstało po to takie coś jak KL Warschau (…) Niemcy i Rosjanie przed wkroczeniem do Polski mieli dokładne listy osób, do mordowania w pierwszej kolejności. Te spisy uzgadniali między sobą.
    Poniższa publikacja pochodzi z mojej poczty elektronicznej. Jest to reakcja na wpis jaki zamieściłem 2 sierpnia na temat książki o Powstaniu Warszawskim, „Kulisy Katastrofy Powstania Warszawskiego”.
    Wpis nosił tytuł “Dość kłamstw o Powstaniu Warszawskim“. Był on wynikiem narastającego oburzenia, jakie odczuwam analizując najnowszą historię Polski. Być może jednak nie miałem racji – poniższe argumenty można uznać za istotne, jeśli da się je zweryfikować. Wynikałoby z nich, że to co się dzieje wokół historii Powstania Warszawskiego może być kolejną manipulacją mającą na celu ukrycie jeszcze gorszej prawdy niż tragedia tego wydarzenia.
    Treść e-maila została nieco zmieniona do publikacji. Nazwiska zostały nieco zmienione z uwagi na totalitarne prawo w Polsce, które nie zezwala na pisanie prawdy o “wybranych”. ————————————————————————————————————————————————

    “Dość kłamstw o Powstaniu Warszawskim. Ogłupionym przez kryminalne media Polakom, można tylko polecić książkę wydaną z okazji 65 -lecia Powstania …”(cytat z monitorpolski.wordpress.com z 2 sierpnia)

    Białą linią zakreślono granice KL Warshau

    To jest wielka manipulacja. Taka sama jak rola pani “Prostynos” czy Lejby Kohne w strajkach gdańskich. Zanim wybuchło powstanie ludność Warszawy była masowo mordowana. Szczególnie inteligencja. Powstało po to takie coś jak KL Warschau.
    Niemcy mieli w planie wymordowanie całej ludności Warszawy przed przybyciem Rosjan. Powstanie temu zapobiegło.

    Informacje o istnieniu KL Warschau były skrzętnie utajniane po wojnie aż do czasów końca PRL.
    Było by dalej tajemnicą gdyby nie to, że Niemcy w trakcie inwentaryzacji obozów koncentracyjnych z czasów wojny zwrócili się do Polski z prośbą o udostępnienie danych z tego obozu.
    Polska nie chciała się przyznać do tego że taki obóz w ogóle istniał.

    Dlaczego?

    Ponieważ ten obóz istniał dalej. Po wojnie nie został zlikwidowany. Zmienili się tylko zarządzający – z Niemców na Rosjan.

    I w tym obozie mordowano dalej przez długie lata po nastaniu nowej rosyjskiej niepodległości po 1945 roku polskich patriotów i inteligencję. Można to znaleźć m.in. w publikacjach prof. Nowaka oraz na google hasło “KL Warschau”. Tutaj jest uzupełnienie obrazu sytuacji którą opisuję

    http://kl-warschau.blogspot.com/2011/05/pan-doktor-jan-zaryn-pusci-baka-w.html

    Chodzi o to żeby obarczyć Polaków winą za zabijanie ludzi. Rosjanie i Niemcy chcieli tylko dobrze, tylko wstrętni Polacy im to uniemożliwili. Tak jak w Jedwabnym Niemcy chcieli ratować Żydów, tylko wstrętni Polacy im w tym przeszkodzili. To wpisuje się w ciąg zdarzeń dokładnie zsynchronizowanych, aby Polacy wstydzili się tego że są Polakami, np. takich jak to, że dowódca Westerplatte był umysłowo chory i dlatego nie chciał się poddać. Terroryzował swoich żołnierzy którzy nie chcieli walczyć.

    Wszystkie działania są dokładnie zaplanowane. Niemcy i Rosjanie przed wkroczeniem do Polski mieli dokładne listy osób, do mordowania w pierwszej kolejności. Te spisy uzgadniali między sobą. I tak na listach rosyjskich były osoby biorące udział w powstaniach śląskich, a na listach niemieckich weterani wojny ze Związkiem Radzieckim z 1920.

    Listy te są stale uaktualniane do dzisiaj. Patrz np. zbieranie, przez Rosjan, danych o rodzinach ofiar katastrofy – morderstwa w Smoleńsku, przesłuchiwania uczestników wycieczek do Smoleńska po katastrofie, itd.

    Przykład znany mi osobiście: Rok 1980, rodzina wyjeżdża na stałe do Niemiec, sprzedają dom, likwidują wszystko i otrzymują w Niemczech mieszkanie i pracę. Nagle zmiana. Okazuje się że nie mogą mieszkać w Niemczech, ponieważ ich przodkowie brali udział w Powstaniu Śląskim. Następuje deportacja do Polski, gdzie już nie mają nic. Zostają bez niczego.
    Za czasów prezydentury Stolcmana, kiedy aktualna była sprawa Jedwabnego, pewien muzyk odbierał nagrodę w Izraelu. Była tam jakaś uroczystość na której przemawiał Sztolcman.

    Muzyk wrócił wzburzony, opowiadał jak Sztolcman mówił do obecnych tam Polaków – cytat z pamięci:
    “Jedwabne to dopiero początek. Mamy więcej takich spraw nad którymi pracujemy. Jeszcze się zdziwicie jak się dowiecie co robili Polacy w czasie wojny”

  6. MatkaPolka said

    CZAS UPAMIĘTNIĆ OFIARY KL WARSCHAU

    W czasie II wojny światowej Warszawa straciła 800 tys. Mieszkańców

    Z sędzią Marią Trzcińską rozmawia Jarosław Szarek

    http://www.wychowawca.pl/miesiecznik/04_136/07.htm

    Jarosław Szarek: W czasie Mszy św. w warszawskim kościele św. Stanisława BM, odprawionej w przeddzień 64. rocznicy wybuchu II wojny światowej w intencji poległych obrońców Ojczyzny, ks. prałat Józef Maj przypomniał, że mimo upływu ponad pół wieku nie została jeszcze utrwalona pamięć o pomordowanych 200 tys. Polaków w niemieckim obozie koncentracyjnym w Warszawie, a wielu neguje nawet jego istnienie. Przeprowadzone przez Panią śledztwo w latach 1973-1994 pozwoliło zebrać poważny materiał dowodowy w tej sprawie. W jakim celu hitlerowcy założyli obóz koncentracyjny w samym centrum stolicy Polski?

    Maria Trzcińska: Założenie obozu koncentracyjnego w Warszawie nie było dziełem przypadku. 6 lutego 1940 roku przedłożono generalnemu gubernatorowi Hansowi Frankowi plan urbanistów z Würzburga, zwany „planem Pabsta”, przewidujący in fine zlikwidowanie Warszawy jako stolicy Polski i zbudowanie na jej miejscu „nowego niemieckiego miasta Warszawy”. Himmler w rozkazie z 16 lutego 1943 roku, dotyczącym dalszej rozbudowy obozu koncentracyjnego w Warszawie, korespondującym z powyższym „planem Pabsta”, polecał: „Założenie obozu koncentracyjnego jest konieczne, gdyż inaczej nigdy nie spacyfikujemy Warszawy”.

    – Kiedy zatem powstał obóz KL Warschau i czy można odtworzyć jego strukturę?

    – Obóz koncentracyjny w Warszawie założony został na podstawie trzech rozkazów Himmlera: z 9 października 1942 roku, 16 lutego 1943 oraz 11 czerwca 1943. Działał przez dwa lata – pomiędzy główną likwidacją getta warszawskiego a Powstaniem Warszawskim, tj. od 1942 do 1944 roku. W dniach od 28 do 31 lipca 1944 roku został ewakuowany do obozów koncentracyjnych w Dachau, Ravensbrück i Gross-Rosen. Ze zdjęć lotniczych przekazanych przez Sztab Generalny Wojska Polskiego, odczytanych w Głównym Urzędzie Geodezji i Kartografii, udało się odtworzyć strukturę obozu. KL Warschau był kompleksem złożonym z pięciu lagrów rozlokowanych w pięciu dzielnicach Warszawy: na osiedlu Koło w forcie Bema (jeden lager), w Warszawie Zachodniej za dworcem PKP (dwa lagry, przy ulicy Bema i Skalmierzyckiej) oraz na terenie zlikwidowanego getta (dwa lagry przy ul. Gęsiej i Bonifraterskiej). Wszystkie lagry połączone były wewnętrzną bocznicą kolejową, podłączoną do torów ogólnych na odcinku Warszawa Zachodnia – Warszawa Gdańska, tworząc zwarty kompleks pod jedną komendanturą. Do zespołu obozu koncentracyjnego w byłym getcie wchodziły ponadto: przedwojenne więzienie wojskowe przy ul. Gęsiej, róg Zamenhoffa; więzienie Pawiak przy ul. Dzielnej włączone do KL Warschau rozkazem Himmlera z 11 czerwca 1943 roku oraz podobóz dla Żydów między ulicami Nowolipki i Nowolipie. W części dawnego więzienia wojskowego działał okresowo tzw. wychowawczy obóz pracy policji bezpieczeństwa. Przenoszono do niego więźniów z Pawiaka i zatrudniano m.in. na terenie obozu koncentracyjnego. Jesienią 1943 roku przeniesiony został na ulicę Litewską, a jego zabudowania i pomieszczenia w całości przejął KL Warschau.

    – Jaki obszar zajmował obóz i ilu więźniów w nim przebywało?

    – Zajmował on powierzchnię ok. 120 hektarów, na których zbudowano 119 baraków dla więźniów. Z raportu Delegatury Rządu z 3 grudnia 1942 roku wynika, że obóz przeznaczony był dla Polaków i miał pomieścić jednorazowo 40 tys. więźniów. Podobną liczbę podał księgowy kuchni obozu warszawskiego M. Fleischer, urzędnik niemiecki przesłuchany przez Amerykanów w Dachau, 4 października 1945 roku. Nie zdołano ustalić, ilu więźniów ogółem przeszło przez KL Warschau z powodu ogromnej ilości transportów nie rejestrowanych przez ruch oporu.

    – Jaki był los więźniów KL Warschau?

    – O losach więźniów decydowali głównie szef warszawskiego gestapo, Ludwig Hahn oraz dowódca policji i SS w Warszawie, w ostatnim okresie był nim Otto Paul Geibl, w którego siedzibie na rozkaz Hessa urzędował komendant obozu. Geibl na procesie przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie, 25 maja 1954 roku zeznał, że w Generalnej Guberni ginęło na dobę przeciętnie 40 Niemców. W odwecie hitlerowcy tracili 10-krotną liczbę Polaków w Warszawie, czyli 400 na dobę. Eksterminacja na taką skalę nie mogła być realizowana tylko przez egzekucje uliczne. Wymagała rozwiązań systemowych, urządzeń masowej zagłady. KL Warschau takie urządzenia posiadał, były nimi komory gazowe i krematoria. Komory gazowe Niemcy urządzili w zaadaptowanym, przedwojennym tunelu w ciągu ulicy Bema w Warszawie Zachodniej. Krematoria zbudowano w lagrze w byłym getcie, nazywanym przez warszawian, Gęsiówką. Tam też znajdowały się magazyny z gazem. Świadek Andrzej Janusz D. zeznał 16 lutego 1989 roku na ten temat: „wiosną 1946 roku chodziłem z kolegą po terenie byłej Gęsiówki. W więzieniu przy ul. Gęsiej wiedzieliśmy 20 lub ponad 20 cel wymalowanych olejną farbą na brudnoburaczkowy kolor kojarzący się z krwią (…) Za budynkiem więzienia, jakby na dziedzińcu, stał budynek z kominem, który – według mnie był krematorium. Przy nim był zespół pomieszczeń. W jednym z tych pomieszczeń zobaczyliśmy puszki, które były puszkami z gazem. Puszek tych na Gęsiówce widzieliśmy tysiące”. Dwie komory w tunelu w Warszawie Zachodniej, zajmujące ok. 630 m kw. dawały Niemcom warunki do zabijania nawet po kilkaset osób jednorazowo.
    – W jaki sposób oprawcy pozbywali się tak wielu zwłok mordowanych więźniów?

    – Ciała ludzi zagazowanych i rozstrzelanych zwożono ze wszystkich miejsc i spalano w znajdującym się na terenie lagru Gęsiówka krematorium. Z uwagi na to, że miało ono pojemność na 200 zwłok, a tracono w ciągu doby 400, uzupełniająco spalano zwłoki na stosach drewna w wyludnionych podworcach dawnego getta przy ul. Nowolipki 25-31, Nowolipie 32-36 oraz na dawnym boisku „Skry”, naprzeciwko obozu przy ul. Okopowej. Nadto na cele kremacji zaadaptowano pomieszczenie w pożydowskiej fabryce przy ul. Smoczej oraz w dawnym więzieniu wojskowym od strony Zamenhoffa 19. W 1944 roku zbudowano dwa nowe krematoria, w tym jedno elektryczne. Spalaniem zwłok zajmowało się specjalne komando obozowe. Komisja międzyresortowa przeprowadzająca po wojnie ekshumacje porównała ten badany w KL Warschau do rzeczywistości obozu w Treblince. Mordując po 400 osób na dobę, hitlerowcy zlikwidowali w ciągu dwóch lat funkcjonowania obozu co najmniej 200 tys. mieszkańców Warszawy. Obok Polaków, w warszawskim obozie poniosło też śmierć kilka tysięcy osób innych narodowości: Żydów, Cyganów, Białorusinów, Greków, Węgrów oraz 150 włoskich oficerów.
    – Czy wybuch Powstania Warszawskiego położył kres istnieniu obozu?

    – Po ewakuacji obozu w ostatnich dniach lipca 1944 roku, w tunelu w Warszawie Zachodniej mordowano jeszcze ludność powstańczej Warszawy. Trwało to do 8 sierpnia, kiedy to, na interwencję Rządu Polskiego w Londynie, przybyła do stolicy Komisja Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Wówczas mordów w tunelu zaprzestano. Natomiast lagry w byłym getcie wyzwolili żołnierze Armii Krajowej Batalionu „Zośka”. Należy tu uzupełnić, że Niemcy, obawiając się połączenia więźniów z powstańcami, przed wybuchem Powstania ewakuowali obóz zgodnie z rozkazem dowódcy policji i bezpieczeństwa w rządzie GG Wilhelma Koppa. Przed ewakuacją większość więźniów polskich zagazowano. Pozostały ich nieliczne grupy, które ewakuowano do wymienionych już obozów.

    – W czasie II wojny światowej Warszawa straciła 800 tys. mieszkańców (500 tys. Polaków i 300 tys. Żydów). Jak wykazało przeprowadzone przez Panią śledztwo, 1/4 tych globalnych strat zamordowano w KL Warschau…

    – Śledztwo dało odpowiedź, gdzie podziało się 200 tys. mieszkańców Warszawy, których nie mogły doliczyć się powojenne spisy ludności. Dało też odpowiedź, gdzie się podziewały znikające bez śladu „transporty niewiadome”, warszawian z łapanek i obław. Dzisiaj wiemy, że miejscem ich kaźni był właśnie KL Warschau.

    – Śledztwo w sprawie tego obozu było już wstępnie prowadzone w 1945 roku, lecz od razu zostało przerwane, gdyż w obiektach obozu zorganizowano obóz pracy NKWD. Śledztwo wznowione przez Panią po 30 latach też było przerywane i utrudniane, ale ostatecznie udało się je zakończyć. Materiały dowodowe zostały też przekazane prokuraturze niemieckiej w Monachium, która prowadziła w tej sprawie własne śledztwo na terenie Niemiec. Nadszedł chyba czas na upamiętnienie ofiar KL Warschau?

    – Samorzutnie powstał Komitet Budowy Pomnika Ofiar KL Warschau. Na jego wniosek, dzięki pomocy Prymasa Polski ks. kard. Józefa Glempa, Ojciec Święty Jan Paweł II poświęcił kamień węgielny pod pomnik ofiar tego obozu. Sejm RP w podjętej 27 lipca 2001 roku „Uchwale w sprawie upamiętnienia ofiar KL Warschau” oddał im hołd oraz wezwał do wzniesienia pomnika. Uchwała została przyjęta przez aklamację. Poseł ziemi śląskiej, Tomasz Wójcik wystąpił z dramatycznym apelem w tej sprawie: „powstaje więc pytanie, dlaczego hitlerowski KL Warschau, którego celem była eksterminacja stolicy nie został do dziś upamiętniony jako jeden z obozów koncentracyjnych na terenie Polski. Stan ten musi budzić niepokój i bije na alarm. Doszło bowiem do tego, że hitlerowcy dla wymazania Warszawy z mapy Europy założyli obóz koncentracyjny, a my zamiast przekazania i utrwalenia tego faktu dla historii uczyniliśmy z tej bezprecedensowej zbrodni na narodzie polskim największą białą plamę w Europie. Niech sumienie i otrzeźwienie przywoła do bezzwłocznego działania odpowiedzialnych za tę sprawę, której już dłużej odkładać się nie da. Apeluję do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Instytutu Pamięci Narodowej oraz prezydenta miasta Warszawy o dokonanie jeszcze w tym roku upamiętnienia ofiar martyrologii stolicy wyrządzonej przez KL Warschau”.

    – Bardzo dziękuję za rozmowę.

    Przedruk za: „Źródło” 42/2003

  7. MatkaPolka said

    KL Warschau – Zapomniany obóz zagłady w centrum Warszawy
    Maria Trzcińska

    http://niezaleznemediapodlasia.pl/kl-warschau-zapomniany-oboz-zaglady-w-centrum-warszawy
    Posted on 4 marca 2013 17:09 by Jacek P
    Zapomniany?! Okazuje się, że nikt nie słyszał o tym obozie, a był to obóz koncentracyjny zlokalizowany w samej Warszawie. Koszt transportu tysięcy ludzi poza miasto jest ogromny, więc Niemcy wpadli na pomysł by, obozy budować bliżej największych skupisk ludzkich.
    Dzięki Powstańcom Warszawskim z oddziału „Zośka” w sierpniu 1944 roku, obóz został odbity i ocalono wielu więźniów przed zagładą. Po wojnie obóz przejęło NKWD, a następnie UB i mordowało w nim Polaków nadal, aż do 1956 roku.

    Dlaczego zapomniano o obozie, który miał na celu eksterminacje w pierwszej kolejności mieszkańców Warszawy, a buduje się w Warszawie muzeum historii żydów polskich za 200mln zł z budżetu miasta i Ministerstwa Kultury!!
    Myślę, że obóz nie został zapomniany, ale „przeczekany”. Za jakiś czas żydzi dopiszą do niego swoja historię!

    Mieliśmy w Warszawie wiele rządzących ugrupowań, ale do tej pory wszyscy blokowali powstanie pomnika upamiętniającego obóz „KL Warschau”. Wydaje się miliony na pomniki żydów zamordowanych przez okupanta, a żałuje się marnych groszy na pomnik o miejscu gdzie zamordowano tysiące Polaków w czasie wojny i zaraz po mniej.
    Można zrozumieć działania SLD, PO, bo są to w wielu przypadkach spadkobiercy komunistów (NKWD=UB) w linii prostej, ale dlaczego nie zrobiono nic za rządów PIS i Lecha Kaczyńskiego?

    Przeforsowano budowę muzeum żydowskiego, a pomnik KL Warschau, który upamiętni kilkaset tysięcy Polskich ofiar, jest blokowany!
    Komu zależy na blokowaniu informacji o tym obozie? Kto korzysta na zatajaniu informacji o zagładzie Polaków? Kto wyciąga brudne łapska po odszkodowanie od Polski – najmocniej zniszczonego kraju w II wojnie światowej?!

  8. Sowa said

    Re 7: „dlaczego nie zrobiono nic za rządów PIS i Lecha Kaczyńskiego?”
    Bo to żydzi.

  9. anaTOM said

    Re 9: o tak to srule w czystej postaci!

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: