Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Czy Rosjanin Wiktor Grebiennikow odkrył tajemnicę antygrawitacji?

Posted by Marucha w dniu 2013-08-29 (Czwartek)

Kto chce, niech wierzy, a kto nie chce, niech nie wierzy. – admin

Źródło: http://masterkosta.com/publ/grebennikov/1-1-0-90 

Wiktor Grebiennikov „Najskrytsza tajemnica Natury”

Tekst ukazał się w rosyjskiej prasie.
(Z ros. tłum. – M.,FN)

Wiktor Grebiennikov – uczony, badacz przyrody, entomolog, malarz oraz wszechstronnie uzdolniony człowiek posiadający szeroki krąg zainteresowań. Wielu osobom jest znany jako odkrywca efektu struktury jamy (wnęki) – EPS. Ale niewiele osób wie o jego innym odkryciu, także należącym do największych tajemnic przyrody. Już w 1988 roku odkrył antygrawitacyjne możliwości skorup chitynowych, jakie posiadają niektóre owady. Ale największy efekt tego zjawiska to zdolność do pełnej lub częściowej niewidzialności lub też zniekształcania obiektu materialnego znajdującego się w strefie zagęszczonej grawitacji. Na podstawie tego odkrycia, wykorzystując zasady bioniki, autor zaprojektował i zbudował platformę antygrawitacyjną, a także opracował pod względem praktycznym zasady lotu kierowanego, z prędkością do 25 km/min. W latach 1991-92 urządzenie było wykorzystywane przez autora jako środek do szybkiego przemieszczania się.

W Internecie osiągnięcia Griebiennikova są często prezentowane. My postaramy się wyjaśnić tajemnicę tego niezwykłego człowieka, który zmarł w 2001 r.

Specyfika lotu

Już na początku natura postawiła przede mną swoje bezlitosne ograniczenia, podobnie jak w naszych samolotach pasażerskich: patrzeć możesz, ale fotografować nie wolno. Tak samo i tutaj, a nawet gorzej: migawka aparatu nie zamykała się, a klisze fotograficzne, czyli jedna kaseta w aparacie, a druga w kieszeni uległy prześwietleniu. Dokuczał w trakcie lotu także brak wygody. Prawie cały czas obie ręce były zajęte. Mogłem jedną oswobodzić co najwyżej na dwie, trzy sekundy.

Lot tym urządzeniem nie przypomina niczego, czego czasem doświadczamy we śnie. Właśnie pierwsze przymiarki do tematu lotu były oparte o odczucia ze snów. I nie były one zbyt przyjemne. Praca była trudna i niebezpieczna. Lot nie był zwykłym unoszeniem się w obłokach, tylko staniem na urządzeniu. Ręce wiecznie zajęte, w niewielkiej odległości jedna od drugiej. Granica, która rozdziela „tę” przestrzeń od „tej” zewnętrznej jest niewidzialna, ale bardzo zdradziecka. Wszystko to wygląda niepozornie, a całe urządzenie przypomina raczej jakiś przyrząd medyczny. Ale to dopiero początek!

Oprócz problemów z aparatem fotograficznym miałem też kłopot z zegarkiem i … kalendarzem. Gdy na przykład chciałem lądować na znanej sobie polanie, zastawałem ją niezupełnie w czasie, jakie oczekiwałem. Okazywało się, że wahania czasowe wynosiły około tygodnia w przyszłość lub przeszłość. Tak więc są możliwe nie tylko zmiany w przestrzeni, ale i w czasie! Nie mogę jednak tego stwierdzić ze stuprocentową pewnością.

I jest to powód, dla którego w czasie takich wędrówek stronię od ludzi. Jeśli rzeczywiście wystąpuje ingerencja w grawitację oraz czas, to może nastąpić nieznana i nieprzewidziana zmiana związków przyczynowo-skutkowych. Brane przeze mnie „w podróż” owady ginęły. Często bez śladu.

Najlepiej lata się w letnie długie i jasne dni. Jeśli pogoda jest deszczowa, to latanie jest mocno utrudnione. Do tego zupełnie nie udaje się zimą. Nie dlatego, że jest chłodno. Mnie jako enomologowi, zimowe loty nie są do niczego potrzebne.

Historia odkrycia

W jaki sposób i dlaczego udało mi się rozwiązać ten problem?

Latem 1988 r. obserwowałem pod mikroskopem chitynowe pokrowce owadów. Moją uwagę zwróciła niezwykle uporządkowana mikrostruktura jednego z detali. Wyglądało, jakby ta część owada została wykonana zaawansowaną technologicznie obrabiarką. Moim zdaniem, ten detal wydawał się zbędny.

Tego lata było bardzo dużo owadów. Łowiłem je wieczorami na światło. Ani przedtem ani też potem nie spotkałem się z taką ilością owadów.

Kładłem pod mikroskop fragmenty chitynowych pancerzyków i przyglądałem im się uważnie pod dużym powiększeniem. Bardzo mi się podobały te maleńkie przegródki – komórki wykonane jakby ręką jubilera…

W pewnej chwili na leżącym pod mikroskopem pancerzyku chciałem położyć drugi. Wziałem go pęsetą, ale ten jakby wyrwał się z niej i na krótką chwilę zawisł w powietrzu nad leżącym pancerzykiem po czym przesunął się na prawo ruchem przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, zakołysał się i opadł na stół.

Co ja wtedy przeżyłem, czytelnik może się tylko domyślać. Jak ochłonąłem, połączyłem ze sobą kilka takich chitynowych pancerzyków i położyłem je na płask. Otrzymałem przez to taki „mini blok” chitynowy. Położyłem tę konstrukcje na stole. A na niej umieściłem pinezkę. I wtedy zaczęły się dziać rzeczy niewyobrażalne (między innymi, na moment pinezka zupełnie zniknęła z pola widzenia!). Zrozumiałem, że to z czym miałem do czynienia wcześniej, to nie żadne zwidy, a rzeczywiste zjawisko. Na chwilę zasłabłem. Wszystko wokół mnie jakby unosiło się we mgle. Ale wziąłem się w garść i w ciągu dwóch godzin byłem w stanie kontynuować pracę.

I od tego momentu wszystko się zaczęło…

Pszczeli Anestezjolog

Każda osoba, która usiądzie na fotelu pod wykonaną konstrukcją składającą się z kilku ramek wyjętych z pszczelego ula nie będzie niczego odczuwała. A jeśli którąś z nich boli akurat głowa, po chwili odczuje ulgę i pożegna się z dolegliwością. To znieczulenie będzie działało nawet kilka godzin.

Początkowo myślałem tak: ludzie od tysięcy lat mają do czynienia z pszczołami i zawsze kojarzą je jedynie z dobrym oddziaływaniem. Oczywiście oprócz przypadków, gdy pszczoła użądli człowieka.

Wykonałem wiele doświadczeń z ramkami do plastrów z miodem pszczelim. Zawsze działały pozytywnie. Próbowałem także wykorzystać konstrukcję starego gniazda os, ale nie było pożądanych efektów.

Pomyślne próby powtórzenia lotu Grebiennikowa

Na jednym z rosyjskich portali ukazał się tekst wraz z fotografiami ukazującymi lot konstrukcji przypominającej te z opisu Wiktora Grebiennikova. Autorem jest osoba o imieniu Oleg. Poniżej przedstawiamy te fotografie.

Projekt był znany pod nazwą „Planeta”

To wielce zagadkowy efekt. Doświadczenie było powtarzane wielokrotnie. Przy niektórych częstotliwościach konstrukcja nie działała. Pierwsza udana próba miała miejsce w końcu 2005 roku. Prace nad projektem trwały tylko kilka dni. Konstrukcja została wykonana w sposób dość prymitywny. Odnosiliśmy się do niej z dużym sceptycyzmem. Jak mówił Grebiennikow, to diabelska sztuczka i niebezpieczna dla zdrowia. Przez rok odczuwał bóle w stawach.

To chyba najważniejsze spostrzeżenie. Poza tym, nasz egzemplarz doświadczalny rozbił się na kawałki. Był bardzo słabej jakości bo wykonaliśmy go z marnych materiałów.

Jako podstawa posłużyła stara drewniana przykrywka od beczki. Na niej zamontowaliśmy ramki z pszczelego ula z pustymi komórkami. Ramkę nakryliśmy sklejką o grubości 6 mm. Na sklejce został umieszczony transformator. Jeden przewód podłączono do siatki, a drugi do kawałka aluminium, w środku którego były umieszczone plastry miodu. Siatka została tak umieszczona, że mogła swobodnie zmieniać swoje położenie.

Generator składał się z jednego tranzystora z samowzbudzaniem. Do pierwotnej niskonapięciowego uzwojenia podłączono kolektor tranzystora. Do drugiego uzwojenia podłączono lampę i cewkę. Patrząc na konstrukcję z góry elementy układały się następująco: okrągła pokrywa, puste plastry miodu, sklejka z transformatorem, izolatory z kulistymi gałkami, siatka. Na drewnianej okrągłej pokrywie od beczki umieszczono dwie dźwignie pozwalające na regulację położenia siatki. Prawa zmieniała kąt nachylenia siatki, a lewa pozwalała na regulację góra-dół

I tak to pracowało. Całą konstrukcję umieściliśmy na taborecie. Daliśmy napięcie na siatkę i zaczęliśmy zmieniać jej położenie (nachylenie). Szukać odpowiedniego nachylenia można długo. Wszystko zależy od tego, co się znajduje pod platformą. Najlepiej, jeśli jest to śnieg. Wtedy aparatura zaczyna działać bardzo szybko. Poderwanie do góry jest bardzo silne, potem następuje utrata wagi. W oczach zaczynamy widzieć mroczki i silnie pulsuje w uszach. Organizm jest osłabiony. W powietrzu wisi się od półtorej do dwóch minut.

Po wzbiciu się w powietrze należy wyłączyć napięcie i po 30 sekundach znowu je włączyć. Ruchy platformy przypominają skoki konika polnego. Nie ma żadnej pewności, że po pierwszym wznosie urządzenie zadziała znowu.

Jeśli pod platformą nie ma śniegu, efekt i wysokość lotu jest mniejsza.

Na wysokości dziesięciu metrów odczuwa się nieprzyjemne wrażenia, ale za to działanie platformy jest stabilniejsze. Wyżej nie próbowano latać. Uczucie zmęczenia pojawia się bardzo szybko i narasta. Przy opuszczaniu platformy dawało się odczuć silne uderzenie. Ból w stawach pojawia się po dwóch, trzech godzinach po zakończeniu lotu.

Źródło:
 http://masterkosta.com/publ/grebennikov/1-1-0-90
 http://oko-planet.su/phenomen/phenomennews/109472-nerazgadannyy-fokus-neizvestnogo-russkogo.html

Czy wierzymy w te fotografie? Oczywiście, że nie. Czy w ogóle można założyć, że teoria Grebiennikova jest prawdziwa? Tego wykluczyć nie można. W Rosji ta postać jest owiana prawdziwą legendą. Są świadkowie opowiadający o tym, że na własne oczy widzieli tego człowieka przemieszczającego się w powietrzu na dziwacznej konstrukcji. W każdym razie nie ma wątpliwości, że jego teoria o owadzich „antygrawitacyjnych” pancerzach zasługuje na uwagę chociażby dlatego, że jest tak oryginalna.

Za http://www.nautilus.org.pl

Komentarzy 28 to “Czy Rosjanin Wiktor Grebiennikow odkrył tajemnicę antygrawitacji?”

  1. AlexSailor said

    Zasady oddziaływań anty grawitacyjnych i bardzo ciekawa teorię oraz urządzenie pobierające energię z przestrzeni opracował rosyjski uczony Gienadyj Szypow.
    Tu może być kolejne potwierdzenie, że coś jest na rzeczy.

  2. Boydar said

    „Urządzenie” z plastrami miodu wykonałem osobiście dwa lata temu, natychmiast po przeczytaniu artykułu o Griebiennikowie.
    Bez żadnego zdziwienia stwierdziłem że … działa zgodnie z opisem.
    Wykonałem także eksperyment z udziałem dwóch kolegów, znanych jako „wzorce sceptycyzmu”.
    Obaj, nie wiedząc co mają za plecami, potwierdzili silne wrażenie ‚powiewu ciepła’ na wyciągniętych na boki dłoniach, w momentach kiedy lokowałem ‚zestaw’ w odległości około metra od ich rąk.
    Innych doświadczeń nie próbowałem bo mam lęk wysokości i stary już jestem.
    Pszczeli agregat wykorzystuje do neutralizacji bólów głowy, gdy się podtruje oparami farby, co zdarza mi się okresowo.

  3. AlexSailor said

    @Boydar

    Napisz Pan coś więcej.
    Urządzenie w artykule funkcjonuje z pustymi ramkami, skąd więc miód w tym wszystkim.

    Chciałbym sobie taki eksperyment wykonać.

  4. Boydar said

    Ale się pieprznąłem Panie Alex (starość nie radość, a i ten cholerny Niemiec ciągle mi coś miesza); oczywiście, że miodu tam niema. Puste ramki (drewno) z komórkami woskowymi, nawet tego nie czyściłem.
    Co mam napisać, działa i już. Sam Pan weź kilka sztuk (ja miałem tylko pięć do dyspozycji), jedna nad drugą, sznurkiem nz krzyż żeby się nie rozleciało i żeby można było za coś do sufitu przyczepić. Wszystko w temacie.
    Mam też około 10 kartonów po jajkach, ale prawie każdy inny i czekam aż się uzbiera więcej takich samych. Wtedy sprawdzę i ten wariant. Musi być więcej, bo komórki są większe.

  5. AlexSailor said

    @Boydar

    Wosk sam w sobie ma właściwości lecznicze.
    Jest mieszaniną tłuszczy o specyficznej strukturze.
    Jest lekko bakterio, grzybo i wirusobójczy.
    Ładnie pachnie, przejmuje substancje chemiczne z otoczenia.

    Dziękuję z informację, choć zapytam jeszcze, czy były to ramki z plastrami białymi, lekko brązowymi, czy całkiem czarnymi?

  6. Boydar said

    Nie były tylko są, lekko brązowe. Ale to jak sądzę, nie jest istotne. Mogą być nawet … plastikowe. Istotna jest struktura kształtu komórek. Oraz ich ilość i wzajemna konfiguracja. Jak wspomniałem, „system” podobno działa (choć słabiej) nawet z formatkami tekturowymi po jajkach (5×5).

  7. Easy Rider said

    To by tłumaczyło, dlaczego bąk lata, chociaż ponoć według mechaniki klasycznej nie ma prawa – pomaga mu antygrawitacyjne działanie chitynowych pancerzy. Ten niewinny bąk stał się bohaterem teorii nazwanej od swojego imienia, a przy okazji, zrobiono z niego głupka – lata, bo nie wie o tym, że nie ma prawa. Tymczasem tenże bąk, z tym swoim domniemanym mechanizmem antygrawitacyjnym, okazał się o niebo mądrzejszy od tych, którzy badali go przy pomocy „szkiełka i oka”.

  8. Boydar said

    Zabranie się na serio za te sprawy, to rzecz ostateczna. Jak już wszystkie „normalne” środki naszej interakcji z otaczającą rzeczywistością staną się bezskuteczne. To ‚one way ticket’. Potem już trzeba uważać na każdy elektrolux.

  9. JO said

    Tu Pewnie jest Odpowiedz jak Kiedys Robili trepanacje czaszki…, nie trzeba miec trujacych chemikalii by kogos zoperowac…

  10. Maciejasz said

    Jeśli to naprawdę możliwe, to ciekawe jakie jeszcze technologie mogły być wykorzystywane w przeszłości… Ostatnio często gęsto można znaleźć artykuły w necie o tym jak młodzi fani nauki próbują odtworzyć transport kamiennych rzeźb z Wyspy Wielkanocnej… A jeśli jej mieszkańcy wykorzystali podobny trick? Oj mało wiemy, oj mało.

  11. Prawda jest taka, że technologie wojskowe prześcigają wiedzę cywilną nie o sto, lecz o kilkaset lat. Obecnie prezentowana biologia, fizyka czy historia są jedynie dla tych maluczkich, których umysły według wielce mądrych eksplodowałaby od nadmiaru wiedzy jaką posiadają pewne grupy ludzi. Wystarczy poczytać trochę o zaginionych projektach Tesli.

    A czy ktoś z obecnych tutaj zastanawiał się nad tym w jaki sposób odnajdywano już kilka odcisków stóp homo sapiens (raz całą ścieżkę), a nawet odciski z butem, które datuje się na okres rzekomo pozbawiony ludzi? Pewne odkrycia szkieletów, czy nawet rzeczy jak miski, groty strzał i narzędzia okazywały się nie być fałszywkami. Cytat:
    Mam tu na myśli znalezioną w Afryce Południowej metalową kulę z wyżłobionymi wzdłuż jej obwodu rowkami pochodzącą, jak się przypuszcza, z okresu prekambryjskiego. Odcisk buta znaleziony w Antelope Springs w stanie Utah, którego powstanie datuje się na okres kambryjski. Metalową wazę znalezioną w Dorchester w stanie Massachusetts pochodzącą prawdopodobnie z okresu prekambryjskiego. Kamień znaleziony w Szkocji, w którym znajdował się żelazny gwóźdź. Pochodzenie tego znaleziska datuje się na okres dewoński. Kamień znaleziony w Tweed w Anglii, w którym umieszczona była złota nić. Żelazny dzban znaleziony w Wilburton w stanie Oklahoma. Oba te znaleziska datuje się na okres Karbonu. Co takiego na temat naszej historii mogą przekazać nam te wszystkie zadziwiająco stare znaleziska? Chyba to, że nasza wiedza na temat prehistorii bazująca na pewnych teoretycznych założeniach nie pozwala, aby tego rodzaju znaleziska oglądały światło dzienne, i odrzuca tego rodzaju anomalie. Tego rodzaju znaleziska podważają wyznawane teorie i dlatego nie są brane pod uwagę.
    Kolejny cytat:
    Nie interesujemy się zbytnio, skąd się wzięły na przykład motyle czy kraby. Interesuje nas, skąd pochodzimy my sami – ludzie. Pokusiłem się więc o przejrzenie współczesnych opracowań i zauważyłem w nich brak jakichkolwiek wzmianek o raportach z okresu między rokiem 1859, kiedy to Darwin napisał O powstawaniu gatunków, a 1894, kiedy odkryto Człowieka Jawajskiego, które mówiłyby o tego typu znaleziskach. Pomyślałem, że to bardzo dziwne, zwłaszcza że w tamtym czasie niezliczone rzesze naukowców poszukiwały na całym świecie brakującego ogniwa niezbędnego do wyjaśnienia zagadki pochodzenia człowieka. Poprosiłem zatem jednego z moich asystentów, aby udał się do biblioteki i przyniósł mi jakieś książki antropologiczne z lat 1880-1885. Chciałem je dokładnie przejrzeć. To, co w nich znalazłem, wręcz mnie zaszokowało. Były one napisane przez naukowców a nie zwykłych ludzi. Uczeni ci byli geniuszami swojej epoki. Opisywali w naukowych czasopismach różnego rodzaju dowody wskazujące, że ludzie tacy jak my – żadne tam małpoludy ani brakujące ogniwa – żyli 10, 20, 30, 40, 50, a nawet więcej milionów lat temu. I nie mówię tu o jakimś jednym czy dwóch odkryciach, ale o setkach tego typu odkryć. Wszystkie je opisałem w swojej liczącej niemal tysiąc stron książce Zakazana archeologia.
    Oczywiście dodam już od siebie, że część tych rzeczy to były falsyfikaty. Część, gdyż inne rzeczy są nadal ogromnymi zagadkami. Dzisiaj już wiemy, że historia o pojawieniu się ludzi w Amerykach 12, 30 czy 50 tysięcy lat temu to bujda, byli oni tam wcześniej. Wiemy, że historia Polski jest jednym wielkim stekiem bzdur poczynając od „początku państwowości” od Mieszka I, a na Rozbiorach, Piłsudskim i na Okrągłym Stole kończąc. Nie wiem czemu mamy im ufać w pozostałe wersje historii?

  12. AlexSailor said

    Ad.11

    To są bajki z tymi milionami lat.
    Ziemia i człowiek mają nie więcej niż lat 10 000.
    Całe „datowanie” i podobne bzdury to tylko zmyłka dla ubogich.

    Natomiast ciekawe jest co innego.
    Proszę zauważyć, że na skutek przymusu, przez 12 lat pierze się dzieciom mózgi wtłaczając nieprzydatną wiedzę lub wierutne bzdury, i nie mówię tu o rzeczach oczywistych jak gender czy sex, ale o naukach ścisłych.

    Proszę zauważyć.
    Miliony dzieci w Polsce nauczają się języka angielskiego, co pochłania niesamowite ilości czasu i pieniędzy.
    Efekt jest żałosny.
    A wystarczy wywieźć je na kilka miesięcy z nauczycielem do kraju, gdzie będą musiały mówić w języku obcym i już będą nauczone w stopniu umożliwiającym funkcjonowanie.

    Ale tu chodzi nie o naukę czegokolwiek, tylko o zabranie dzieciom czasu i ogłupienie ich.

  13. Ad.12

    Więc ile lat ma w końcu Ziemia i człowiek? 10.000 lat? 8000? 6000?
    Najciekawsze jest to, że „bajki” z mitologii żydowskiej, „bajki” z wierzeń Indian, „bajki” z wierzeń Sumerów i „bajki” z wierzeń hindusów są zaskakująco podobne, a w pewnych fragmentach wręcz identyczne. Każdy ma oczywiście teorię DLACZEGO tak właśnie jest, ale nie zakłada jednej oczywistości, że może po prostu stare pisma i tabliczki opisują prawdę. No bo każdy jest mądrzejszy, co tam wiedzieli głupi rolnicy ze Starożytnego Egiptu albo Sumerowie. W końcu my jesteśmy na stadium najwyższego rozwoju psychicznego, sięgamy swoim umysłem odpowiedzi na każde pytanie. Czyż nie tak?
    Irytuje mnie ta arogancka pewność siebie obecnie żyjących ludzi i pogardliwe traktowanie wiedzy starożytnych.

  14. RomanK said

    W odpowiedzi na pana Gajowego obojente – chcecie to wierzcie nie chcecie nie..odpowiadam uczciwie:
    Nie chcem ,ale muszem:-)))
    Ile lat ma ziemia??? duzo….
    99% calej wiedzy o historii ziemi i naszego gatunku to bzdura i nieprawda….natomiast wiekszosc mitow legend podan i basni…opisy mniej lub bardziej akuratne..prawdziwych zdaren, faktow, zjawisk i technologii….widzialnych i niewidzialnych…

  15. AlexSailor said

    Ad.13

    Skoro ludzie przed Potopem żyli w ciągu jakichś 2500 lat, a długość życia dochodziła do lat 1000 nawet, na dodatek mieli prawdopodobnie dużo lepsze warunki naturalne (ciśnienie, tlen, temperatury, wiatry), to pewnie nie jedno wymyślili i wyprodukowali.
    Cała ta wiedza musiał przetrwać tylko w Noem i ludziach, którzy się z nim zabrali.

    A po potopie były inne problemy niż zapisanie czy wykorzystywanie na rzeczy nie potrzebne do przeżycia posiadanej wiedzy.
    Później rozproszenie i zdziczenie ludzi i mamy co mamy.

    A co do dzisiejszej „nauki”.
    Jak wiadomo z historii ludzie zawsze uważali, że są niezwykle uczeni.
    Nawet wtedy, gdy zamknęli do domu wariatów lekarza nakazującego myć ręce przed operacją lub srali po kątach w swoich pałacach hodując wszy pod perukami.

  16. Marucha said

    Re 15:
    Gdyby współczesna nauka była tak mało warta, jak to wynika z niektórych wpisów, to nie siedzielibyśmy przed ekranami komputerów – BO BY NIE DZIAŁAŁY.

  17. jaszmija said

    „…opracował pod względem praktycznym zasady lotu kierowanego, z prędkością do 25 km/min. …urządzenie było wykorzystywane przez autora jako środek do szybkiego przemieszczania się…”

    Znaczy latał na tej „desce z kierownicą od roweru” z prędkością 1500 km/h (tysiąc pięćset kilometrów na godzinę) ??? ❓ 🙄

  18. RomanK said

    Sa takie co zadzialaja samo czynnie po 12 tys lat…i tez nie wiemy ani jak… ani dlaczego.

    panei AlexSailor…ludzka pycha ma najlepsze warynki rozwoju, kiedy leb obleza wszy pod peruka i siedzi w gnoju:-)))

  19. Boydar said

    @ Pan Gajowy (16)

    „… gdyby współczesna nauka była tak mało warta, jak to wynika z niektórych wpisów …”

    Ona nie jest małowarta (to przymiotnik). Ona jest … precyzyjnie ograniczona. Ograniczenie to ma tylko jeden cel: utrzymanie kontroli nad skutkami jej wykorzystania w życiu społeczeństw. Dawniejszymi czasy, naukowiec czy inny wynalazca (z nielicznymi wyjątkami) miał ambicję dać coś ludziom. Zarówno dla własnej chwały jak i dobrze pojętej korzyści wspólnoty w której żył on i jego bliscy. Do chwili gdy zastosowanie jego nowatorskiej myśli nie wpadło w oko możnym jego epoki, był względnie bezpieczny (czary !!!), jak też miał indywidualną możliwość zdecydowania ‚quo wadis'(vide Tesla). Dzisiaj mało kto, jest w stanie realizować jakiekolwiek badania bez udziału „osób trzecich”. W zasadzie, W.Griebiennikow (jeśli założymy że odkrył „to coś”, swobodnie działał w leśnej głuszy do momentu gdy do miodu zleciały się muchy. Potem było już tylko pod górkę i … dołek (świeć Panie nad Jego duszą). O ile leczenie bólu głowy narusza interes Goździkowej wraz rodziną, o tyle inne spostrzeżenia Rosjanina godziły (jak domniemam) w obowiązujący system. I nie jest istotne, czy miał „patent” na pokonanie grawitacji, czy nie. Ważne że, jak się wydawało, był blisko. A komputery, komórki, samochody, telewizja itp., władcom tego świata w niczym nie wadzą. Wręcz przeciwnie, służą IM niezastępywalnie (to też przymiotnik).

  20. Marucha said

    Re 19:
    To, że pewne odkrycia naukowe czy wynalazki są utajniane z różnych powodów, to nic nowego.
    Natomiast zdecydowanie protestuję przeciwko głupim poglądom, jakoby nasza nauka była „zafałszowana”. Bo nie jest. Działa w praktyce,

  21. Boydar said

    Nasze (Pańska i moja) opinie nie są wzajemnie sprzeczne. Co nerwowych uogólnień autorstwa niektórych gajówkowiczów, to w pełni popieram Pańskie oburzenie. One (te uogólnienia) prowadzą … donikąd.

  22. Marucha said

    Re 21:
    To tylko, na wszelki wypadek, wyjaśnię, że chodzi mi o nauki matematyczno-przyrodnicze i techniczne. Weryfikowalne.

  23. Miet said

    Ad19.
    Ja nie jestem taki bardzo pewien, czy ma pan rację z tą pisownią. Niech pan spróbuje wklepać w Google słowo „małowarty” – i co pan otrzyma???
    A to ostatnie słowo „niezastępywalnie” to już chyba jakiś dziwoląg. Już chyba byłoby lepiej „niezastępowalnie”. Tutaj też się kłania zasada pisowni „nie” z imiesłowami i ustalenia Rady Języka Polskiego po 1997. Wielu ekspertów nie może się pogodzić z pisownią przeczenia „nie” razem z pewnymi imiesłowami.
    Np. wielu nie może się pogodzić z dopuszczalną po roku 1997 pisownią słowa „niebędący” i piszą „nie będący”.
    Tak więc nie wydaje mi się, że p. Gajowy popełnił jakiś błąd.:-)))

  24. Boydar said

    Panie Miet

    Ma Pan oczywiście rację.
    Tylko że ja szmuglowałem … rowery.

  25. Marucha said

    Re 23, 24:
    Błędy popełniam, nie chwaląc się, bardzo rzadko.
    Słowo „małowarty” to dziwoląg, podobnie jak „niebędący” albo „niemający”.
    Za niemanie oświetlenia mandat 450 zł.

  26. Boydar said

    🙂

  27. Boydar said

    ‚małowarty’
    „Co mi tam, czyli poranek starego myśliwca” Józef Bohdan Zaleski

    ‚niemający’
    http://wydawnictwo.univ.rzeszow.pl/Wskazowki_merytoryczne_dla_Autorow.pdf punkt 16

    Na moją pisownię możecie sobie warczeć do woli, ja parę książek w życiu przeczytałem i drugi raz czytać nie muszę.
    PS. Ja Gajowemu odnośnie pisowni, żadnej uwagi nie robiłem. To taki sam wymysł jak Sarin Saddama.

  28. pablo said

    witam, spokojnie urządzenie możecie zrobić w domu, tak jak ci goście, a filmiki o wykorzystaniu odkrycia Grebiennikowa przez armię rosyjską są dostępne w Internecie; technologia ta jest tak prosta, że nie do uwierzenia; Rosjanie, czy Amerykanie stosują podobne technologie od dawna, tyle że to wiedza nie dla zwykłych ludzi; pomyślcie co by było gdyby obwieścić to i inne znane już rzeczy od tak od czapy w wieczornych wiadomościach, panika i strach u większości ludzi; zapraszam również do zapoznania się z osobą Ed’a Leedskalnin’a; za 50 lat dzieciaki w szkole będą uczyły się ze zmienionych podręczników do historii, ale najpierw histerycznie nastawieni do nowego pseudo naukowcy na posadkach w uniwersytetach muszą ochłonąć i pogodzić się z tym, że całe ich życie naukowe poszło w zasadzie na marne, dopóki się tak nie stanie, dopóty będą oni potwierdzać dotychczasowe brednie.

Sorry, the comment form is closed at this time.