Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    osoba prywatna o Wolne tematy (72 – …
    Maverick o Roman Dmowski: ojciec polskieg…
    walerianda o Złoto Scytów, wypożyczone z kr…
    osoba prywatna o Wolne tematy (72 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (72 – …
    walerianda o Zatrute owoce KOR-u
    walerianda o Zatrute owoce KOR-u
    walerianda o Byłem w Rosji
    walerianda o Byłem w Rosji
    pies o Projekcja i przeniesienie
    Carlos o Kolejna kara TSUE dla Polski!…
    Krzysztof M o Zatrute owoce KOR-u
    Carlos o Kolejna kara TSUE dla Polski!…
    Krzysztof M o Byłem w Rosji
    Krzysztof M o Projekcja i przeniesienie
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 557 obserwujących.

Kanon lektur (i okolice)

Posted by Marucha w dniu 2013-10-11 (Piątek)

Redakcja portalu PCh24.pl wystąpiła z inicjatywą opracowania kanonu lektur, które znać wypada. Trzeba przyklasnąć temu pomysłowi. Warto posiadać w domowym zaciszu taki zestaw tytułów, wówczas naszym dzieciom niestraszny będzie nawet najgłupszy minister edukacji.

Podobno na statystycznego Polaka przypada w ciągu roku ledwie połowa przeczytanej książki. Nie wiem, czy jest to oszacowanie precyzyjne, ale każdy się zgodzi – z czytelnictwem jest u nas fatalnie. Problem nie leży tylko w pieniądzach, w zubożeniu społeczeństwa. Chyba każdy z nas potrafi wskazać znajomych, o których wie, że lokują całkiem pokaźne kwoty w szeroko rozumianej rozrywce, wszakże książki (bądź wartościowa prasa) na liście ich wydatków zajmują smętną ostatnią pozycję, a jeszcze częściej całkowicie brakuje dla nich miejsca.

Cóż, czytelnictwo, a zwłaszcza czytelnictwo porządnej literatury było zawsze nieco elitarne. Jeżeli ktoś twierdzi inaczej, niechaj porówna sobie, jaki jest nakład „Polonii Christiana”, a jaki kolorowych szmatławców, prasy plotkarskiej, porad wróżbitów i tym podobnego śmiecia.

Poprawiacze

Nawet „mejnstrim” zauważył, że źle się dzieje, i zareagował na to z typową dla siebie finezją. Pani Kazimiera Szczuka i jej podobne „gwiazdy” jęły szantażować brzydszą połowę ludzkości kwestią: „Nie czytałeś? Nie idę z tobą do łóżka!” Nie mam pojęcia, czy znalazł się w końcu jakiś desperat skłonny „iść do łóżka” z Kazimierą Szczuką i pozostałymi celebrytkami, w każdym razie przełom w sprawie czytelnictwa nie nastąpił.
Z kolei reżimowa przybudówka mafii podręcznikowej (wymuszająca na rodzicach coroczny haracz pod pretekstem „zmian podstawy programowej”, zwana dumnie Ministerstwem Edukacji postanowiła rozwiązać problem metodą równania w dół. Dowiedziałem się właśnie, że licealistów obarczono obowiązkiem przeczytania w ciągu trzech lat aż… 13 (trzynastu!) lektur. Chciałbym więc poinformować panią ministerkę Szumilas, że moja 9-letnia córka Ania tylko podczas minionych wakacji zdołała pochłonąć osiem książek, wśród nich parę dość pokaźnych tomiszczów, jak „Dzieci kapitana Granta” oraz „20 000 mil podmorskiej żeglugi”. Może by więc ministerialni mędrcy zaprzestali kreowania licealistów na osoby upośledzone umysłowo?

*                    *                  *

Niestety, nie czuję się kompetentny, aby doradzać w sprawie kanonu lektur, a przy tym wiem, że konieczność selekcji zawsze pozostawia ogromny niedosyt. Dlatego proszę potraktować mą pisaninę jako kilka luźnych uwag i propozycji, sporządzonych ze świadomością, że lista autorów oraz tytułów jest daleka od wyczerpania.

1. Sienkiewicz (i inni)

Jak przedstawia się lista najwybitniejszych polskich pisarzy i poetów – każdy mniej więcej wie. Wszelako wywołałem tu Mistrza Henryka z dwóch powodów.

Po pierwsze – chyba żaden polski pisarz nie miał tak potężnego wpływu na rzeczywistość. Żaden nie zawładnął tak duszami swych czytelników. Tyś nas uczynił Polakami! – wołali do niego z wdzięcznością. Można zaryzykować twierdzenie, że gdyby nie powstały Trylogia i Krzyżacy, to zastęp XX-wiecznych polskich bohaterów wojennych mógłby okazać się znacznie szczuplejszy.

Po wtóre – żaden nasz twórca nie spotkał się z tak zaciekłymi atakami. Napaści przychodziły nie tylko ze strony literatów zawistnych o sławę (co jeszcze najłatwiej zrozumieć) oraz nadętych krytyków okazujących wyniosłe lekceważenie dla „literatury dla lekarzy i robotników”.

Nie, Sienkiewicza kopano przede wszystkim za „niesłuszne” poglądy. Piętnowano jego wstecznictwo, nacjonalizm, militaryzm, germanofobię, brak zrozumienia dla rebelii Chmielnickiego, klerykalizm, fanatyzm religijny i tysiące innych rzekomych przywar.

Faktycznie patriotyzm i religijność Pana Henryka były takie… nieuczesane, chropawe, zadziorne. Miały w sobie dzikość bachmata cwałującego nocą przez step; gwałtowność husarskiej szarży łamiącej szyki wroga; zimny spokój modlitwy różańcowej odmawianej wśród wrzasku zabijanych heretyków. Krótko mówiąc poglądy Sienkiewicza niosły ze sobą to wszystko, co przerażało i wciąż przeraża tak zwane Siły Postępu. Sienkiewicz zbudował przepiękny narodowy mit i (ku zgrozie postępaków) miliony uznały go za własny. A jeśli ktoś chce zniszczyć naród (czy też przemodelować go pod upatrzony wzór), to zaczyna zawsze od niszczenia jego mitów. Ot, cała tajemnica antysienkiewiczowskiego szału decydentów różnych epok.

2. Romantyczność

Wpływ romantyzmu na naszą historię był przeogromny. Daleko wykraczał poza ramy literatury i sztuki. Można oceniać to rozmaicie – romantycy budzili ducha narodowego, nawoływali do niepogodzenia się z niewolą, a z drugiej strony ich hasło: „Mierz siły na zamiary!”, postulujące nieliczenie się z realiami, przeniesione na grunt polityki i strategii wojskowej dało efekty straszliwe.

Temat to fascynujący i jeszcze długo będzie wzbudzał namiętne dyskusje. Tyle że dzisiejszej młodzieży władza odebrała szansę podyskutowania o tych problemach (oraz wyciągnięcia z nich wniosków na przyszłość). Młody człowiek nie zachwyci się pięknem „Litwy, ojczyzny mojej”, nie będzie roztrząsał dylematów moralnych Konrada Wallenroda. Zadbali o to funkcjonariusze resortu Krystyny Szumilas. Znów cała nadzieja w rodzicach…

3. Podróż na Wschód

Zofia Kossak zadebiutowała Pożogą, która przenosi nas na ogarnięty rewolucyjnym pożarem Wołyń. Ja jednak z obszernej spuścizny pisarki chciałbym zaproponować podróż o wiele dalszą – zbrojną pielgrzymkę w towarzystwie bohaterów jej Krzyżowców .

Owo dzieło, poza walorami literackimi, to ważny głos w dyskusji o roli chrześcijaństwa w historii. Można je potraktować jako uzupełnienie Quo vadis Sienkiewicza, gdy mowa o dawaniu świadectwa wiary w różnych epokach, na różny sposób – czy to w pokornym akcie ofiary na rzymskiej arenie, czy z mieczem w ręku na pustyniach Lewantu.

4. Zapiski oficera Armii Czerwonej

Już pierwsze zdanie tej książki powala na kolana: „Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra…”

Sergiusz Piasecki napisał wiele innych dzieł, często o wiele bardziej cenionych. Ja wszakże wybrałem Zapiski…, bo użyto w nich śmiechu jako broni. Zjadliwa satyra odgrywa tu rolę oręża pokonanych. Śmiech, przeważnie szyderczy, a często też gorzki stanowi ostatnią linię obrony przed pogrążeniem się w otchłani rozpaczy. To dobra lektura na dzisiejsze czasy.

5. Rosyjska literatura łagrowa

Przyznawać się dziś do obcowania z wytworami kultury rosyjskiej niekiedy bywa nieco ryzykowne. Sam niedawno oberwałem na pewnym forum dyskusyjnym, gdy nieopatrznie zdradziłem się ze znajomością dzieł Bierdiajewa i Sołżenicyna (co pewien roztrzęsiony dyskutant uznał za dowód mego zaprzaństwa). Ano, miałem to szczęście, że w szkole trafiałem zawsze na porządnych rusycystów, którzy mimo „trudnych czasów” nie mieszali nauki języka z ideologią (innymi słowy podsuwali nam Puszkina, Lermontowa i Dostojewskiego, a nie krzepiące opowiastki o tym, jak Wołodia Iljicz radziecką wieś elektryfikował).

Gdy mowa o Gułagu, to natychmiast wyświetla nam się przed oczami nazwisko Aleksandra Sołżenicyna. Oczywiście jak najsłuszniej, ja jednak czuję się w obowiązku zarekomendować tutaj Opowiadania kołymskie Warłama Szałamowa. Znajdziemy w nich okrucieństwo, strach, cierpienie, zmęczenie i wszechogarniający smutek. Szałamow nie epatuje przesadnym naturalizmem, unika moralizatorstwa, ale zadaje trudne pytania o istotę człowieczeństwa. Rozdziera włókna duszy i wbija w serce bolesne zadry. Zdaje się, że dzisiaj ma wszelkie szanse znów zostać pisarzem „niesłusznym” – przecież w Opowiadaniach kołymskich zaświadczył, że prawie wszyscy kryminalni urkowie będący postrachem łagrów byli pederastami…

Mam również ogromny sentyment do Wiernego Rusłana Gieorgija Władimowa (czytałem go bowiem w młodym wieku, wydanego jeszcze „drobnym druczkiem” – to jest w samizdacie). Mamy tutaj obraz łagru, czy szerzej – zniewolenia, oglądany z nietypowej perspektywy, bo ślepiami psa wartowniczego. Jest przejmujący tragizm, otchłań beznadziei, iskry dobra nieubłaganie pochłaniane przez mrok. Jest wspaniała scena buntu psów obozowych, kąsających zajadle wąż strażacki używany do polewania więźniów na 40-stopniowym mrozie – z oczywistą konstatacją, że niekiedy zwierzę potrafi być bardziej ludzkie od człowieka. Tak potrafią pisać chyba tylko Rosjanie.

6. Ocet i łzy

Pani Monika Milewska w obszernym eseju historycznym Ocet i łzy. Terror Wielkiej Rewolucji Francuskiej jako doświadczenie traumatyczne dokonała drobiazgowej analizy zjawiska rewolucyjnej przemocy. Stworzyła wielkie dzieło, piękne w formie i straszne w treści, a dzisiaj niezwykle potrzebne. Dzieło o którym powinno się mówić jak najwięcej, podsuwać je maturzystom i studentom. U Milewskiej ofiary Terroru nie są anonimowymi liczbami – mają twarze i imiona; ich krew obryzguje nas, ich krzyk dźwięczy nam w uszach.

Dopóki nadsekwańska rzeź, zwana Wielką Rewolucją Francuską będzie wychwalana czy choćby usprawiedliwiana okolicznościami, dotąd jej ofiary nie zaznają ukojenia; dotąd ciszę cmentarzy rozdzierał będzie radosny rechot tłuszczy, a na grobach zamordowanych wciąż będzie trwała upiorna karmaniola.

7. J.R.R. Tolkien

Pojawienie się Tolkiena na listach lektur szkolnych to jedno z nielicznych pozytywnych wydarzeń w kręgu oświaty. Część starszego pokolenia wciąż nieufnie zerka na tę nowinkę, doszukując się w opowieściach o hobbitach pokrewieństwa z niecną potterowszczyzną.

Bez obaw! Pisarstwo Tolkiena (katolickiego tradycjonalisty, jednego z nielicznych brytyjskich intelektualistów, którzy mieli odwagę poprzeć Wielką Krucjatę Iberyjską generała Franco, a potem wyrażać się ze współczuciem o Polsce wydanej na łup „tego starego mordercy” Stalina) to zupełnie inna bajka.

Kto na serio pokochał „Trylogię” Sienkiewicza, tego z pewnością zauroczy również świat Władcy Pierścieni; przy czym w obu dziełach odkryje on z radosnym zdziwieniem niemal bliźniaczą apoteozę rycerskości, męstwa, przyjaźni i poświęcenia. A kiedy jeszcze sięgnie po Silmarilion, wówczas do reszty zachwyci go piękno i głębia (również teologiczna) tej prozy, i w pełni zrozumie opinię S. Lawheada: Jakie to dziwne… Ani razu, w żadnym akapicie „Władcy Pierścieni” nie wspomniano o Jezusie Chrystusie. A przecież z każdej niemal strony utworu spogląda na nas Jego twarz.

8. Coś dla młodych

Właściwie od tego powinienem zacząć, zgodnie z ludową mądrością: „Czym skorupka za młodu nasiąknie…” Często lekceważymy problem literatury dziecięcej i młodzieżowej, a przecież to szalenie ważne, jakimi treściami nasiąkną nasze dzieci.

Młody człowiek, jeśli już posiądzie szlachetną sztukę czytania, na ogół ucieka przed „poważnymi” tematami, szuka raczej akcji i przygody. Tych niby dostarczają w obfitości również dzieła klasyków, ale… Ale przecież nie podsuniemy przed oczy 8- czy 10-latkowi sceny zarzynania pana Nowowiejskiego, ani palowania Azji Tuhajbejowicza!

Moje pociechy spróbowałem zaintrygować cyklem powieściowym Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka Wilmowskiego. Dalibóg, udało się. Wiem, że obecnie wiele bibliotek i innych ośrodków kultury w ramach popularyzacji czytelnictwa organizuje ferie i wakacje z Tomkiem Wilmowskim, często osiągając budujące rezultaty. Miło mieć świadomość, że w dobie potteromanii, komputerów, robotów, laserowych strzelanek i całego tego technologicznego szaleństwa, wielu młodych ludzi wciąż fascynują opowieści o tradycyjnej włóczędze po wertepach, o przedzieraniu się przez dżungle, o polowaniach na lwy i tygrysy (którym obowiązkowo strzela się „między ślepia”)…

Szklarski ma przy tym tę przewagę nad innymi autorami powieści przygodowych, że subtelnie acz konsekwentnie uczy polskiego patriotyzmu. U niego prawie wszyscy ważniejsi bohaterowie są Polakami (wzorem dla pana Alfreda, co usłyszałem z jego własnych ust, był sienkiewiczowski Staś Tarkowski). Kiedy podróżnicy przemierzają dżunglę, na czele wyprawy niesiona jest biało-czerwona flaga – sztandar państwa oficjalnie wówczas nieistniejącego. Stale też napotykamy na informacje o polskich śladach na dalekich lądach. A na Syberii z ust rosyjskiego ex-katorżnika popłynie pieśń:
Boże, czto Polszu, rodimuju naszu
Cholił, lelejał stol dołgije gody...

9. Ojcowie i synowie

Parę lat temu zasłużone triumfy święciła Droga Cormaca McCarthy’ego – historia mężczyzny, który przemierza świat zniszczony apokaliptyczną katastrofą, cały czas walcząc, zdobywając się na nadludzki wysiłek tylko w jednym celu – aby ocalić życie i przyszłość swego syna. Przywołuję tu Drogę, bo to jeden z najwspanialszych we współczesnej literaturze hymnów pochwalnych na cześć ojcostwa.

W dzisiejszym świecie ojcostwo to cnota mocno deficytowa. Ojcowie znajdują się pod ciągłym ostrzałem. A podobno właśnie dzięki Drodze wielu ojców inaczej spojrzało na swych synów, a i niejeden syn dostrzegł wreszcie coś więcej w swoim rodzicielu. Zaprawdę tli się jeszcze płomyk nadziei dla naszej cywilizacji, skoro powstają takie książki.

Wszystko w naszych rękach!

Rozpisałem się zbytnio, a zamiast satysfakcji odczuwam teraz potężne wyrzuty sumienia (bo gdzie Prus? gdzie Reymont? Mackiewicze? Ossendowski? Wańkowicz? Herbert? I legion innych znakomitości?).

Może więc już tylko drobna uwaga na koniec. Powiedzmy sobie szczerze, jeżeli w domu nie ma nawyków czytelniczych, jeśli dziecko nie widzi, od najmłodszych lat, książki w dłoniach mamy i taty – to szanse, że szkoła zamieni dzieciaka w pożeracza lektur przedstawiają się marnie. Sprawy nie załatwi żadne ministerstwo, nawet obsadzone przez właściwych ludzi, ani też nauczyciele, choćby najbłyskotliwsi. Tak naprawdę wszystko spoczywa w rękach rodziców.

Andrzej Solak
http://www.pch24.pl

Komentarzy 37 do “Kanon lektur (i okolice)”

  1. Psiemislavius said

    Monika Milewska ma powiązania z masońską Fundacją Batorego, zatem z tej listy powinno się ją wykreślić. Jeśli chodzi o rewolucję francuską, to polecam „Czerwone karty Kościoła”. Nie czytałem „Wielkiej rewolucji francuskiej” Pierre’a Gaxotte’a, ale można je kupić w Antyku, a o Gaxocie poczytałem trochę przed chwilą, zatem tą książkę też można polecić.

  2. Boydar said

    Pierwszą pozycję w przyszłym kanonie lektur można pobrać stąd –

    https://marucha.files.wordpress.com/2012/10/katechizm-piusa-x.doc

  3. Plausi said

    Gadzinówki

    „naszym dzieciom niestraszny będzie nawet najgłupszy minister edukacji”

    Ministerstwo edukacji to przygotowanie do absorbcji gadzinówek, to jest filar systemu, obok drugiego: mediów, formowania parobków roboczych dla systemu.

    Jestem przerażony wchodząc do księgarni w Polsce, Francji, RFN, Szawajcarji, no gdziekolwiek, jak wiele g…na się tam piętrzy z fantazyjnie wymalowanymi okładkami, te urzekająco barwne gadzinówki, to jest szok kulturalny w stosunku do czasów przed „transofrmacją ustrojową”. Ileż znakomitych książek nabyłem po „transformacji” za parę groszy, bo zostały wydane przed nią. Widząc te nowomodne wydawnictwa modlę się, „żeby te książki nigdy nie trafiył pod strzechy”.

    Czy potrzebujemy rewolucję kanonu lektur ? A właściwie, kto potrzebuje tej rewolucji ?

    „Pierwszą oznaką panowania nad narodem, jest panowanie nad semantyką jego języka„.

  4. Justyna said

    Z jednej strony to, że nie czytają to dobrze. Wystarczy pójść do największej w Polsce sieciówki księgarn czyli do Empiku żeby zobaczyć dlaczego – te książki to ten sam chłam, który leci w mainstreamie, ta sama indoktrynacja – kolorowy, sponsorowany przez GW albo inne media głównego nurtu. Wśród autorów gwiazdy znane z tvn, Pudelka, „uznani autorzy” portali należących do grupy GW, laureaci nagród Nike, paszportów „Polityki”, Pilchy, Kuczoki, Masłowskie itp. Lepiej że tego paskudztwa nie czytają.
    Z drugiej strony biblioteki to też takie Empiki bis tylko że ze starszymi szmatławcami. Pożyczyć dobrą klasykę staje się trudniejsze, jeszcze jak wycofają Sienkiewicza czy Mickiewicza z kanonu lektur to wycofają też z bibliotek, bo nikt nie będzie czytał, a miejsca na półce szkoda.
    Jednym słowem jak chcemy żeby nasze dzieci czytały polską klasykę to musimy ją mieć w domu. Niebawem nie będzie jej nigdzie. Pewnym wyjściem są e-booki, ale pytanie czy wydają polska klasykę w tej formie.

  5. olagordon said

    tu kolejna propozycja mająca coś wspólnego z Purim: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/B/BB/BBD/vocatio_2013_estera.html

  6. Brat Dioskur said

    Jak juz jestesmy w lawce szkolnej to ciekawostka z Reichu.Okazalo sie ,ze uczniowie ze wszystkich NRD-owskich landow w przedmiotach scislych , bija na glowe swoich rowiesnikow z West G! Indagowani eksperci z zaklopotaniem na twarzy tlumaczyli ten fakt lepsza selekcja kandydatow na nauczycieli w NRD.Oczywista bzdura!Nauczyciel musi miec autorytet.Nasz matematyk w ogolniaku juz samym wygladem wzbudzal szacunek,jak wodzil palcem po liscie w dzienniku szukajac ofiary do wywolania do tablicy, to w klasie panowala taka cisza,a slychac bylo upadajaca szpilke, tymczasem dzisiejsza powsinoga parajaca sie tym zawodem chodzi w trampkach, nosi T-shirt z jakims glupamym angielskim napisem ,leb ma rozczochrany a spodnie opuszczone prawie ze do kolan, wiec uczen go lekcewazy.Przyklad niemiecki dowodzi ,ze nasza szkola jest obiektem natarcia Sil Zla ,a ministrowie edukacji,za wyjatkiem Giertycha pochodza z lapanki.

  7. Rysio said

    re 5. „………Nasz matematyk w ogolniaku juz samym wygladem wzbudzal szacunek,jak wodzil palcem po liscie w dzienniku szukajac ofiary do wywolania do tablicy, to w klasie panowala taka cisza,a slychac bylo upadajaca szpilke,……”

    Bracie Dioskur, to nie było nauczanie, to było komunistyczne zastraszanie i ono właśnie doprowadziło do całkowitego skundlenia narodu polskiego i rosyjskiego i innych narodów, wszystkich tam gdzie ten (zastraszający ucznia) typ nauki występował.

    Też miałem takich przgłupów i psychopatów nauczycieli. Zresztą gdzie ich nie było. Ci zboczeńcy i dranie uwielbiali patrzeć na przerażonych uczniów.
    Pamiętam nawet przypadki, że ze stresu i strachu słabsze jednostki potrafiły zemdleć przed tablicą.

    Strachem i batogiem nikogo się nie nauczy.

    Najlepjej się uczą ci, którym nauka sprawia przyjemność, ci którzy nie mogą doczekać się aby otworzyć książkę.

    A w PRLu naukę można podsumować czterema Z.

    Zakuć, zdać, zapić, zapomnieć.

    😦

    PS Myślę, Bracie Disoskur, że nie przemyśleliście tego tematu dostatecznie.

    Polecam wam i innym do przeczytania: The Undeground History of American Education – napisaną przez super nauczyciela Mr. Gato.
    Jest to najlepsza książka o edukacji, jaka istnieje.

    http://johntaylorgatto.com/chapters/index.htm

  8. Rysio said

    „……..Nauczyciel musi miec autorytet……”

    A nauczyciel, tak samo jak i milicjant był w PRLu pracownikiem państwowym. Żaden z tych pracowników państwowych nie miał autorytetu.

    Zniewoleni polacy, po prostu się ich bali.

  9. revers said

    Cos pitolisz Rysio, bo sa tacy ktorych w PRLu uczyli przedwojenni nauczyciele, i potrafili nie o strach ale porzadek na lekcji dbac, na glowach i w glowach – a do rysiow , pysiow z dlugimi wlosami, lub brakiem bialych narekawnikow do pisania potrafili zwrotem „A ty synu co tu robisz na lekcji? …” , wylatywali z klasy do fryzjera, lub czyste narekawniki – a intelekualnych brudasow amerykanskich z Havardu, MIT, Standfordu nie porownnuj do przdwojennych polskich profesorow matematyki w tym Jana Lukasiewicza do poki Hewlett Packard nie zaplaci za uzywanie za friko wlasnosci intelektualej w postaci odwrotnej polskiej notacji w slych liczydelkach.

  10. Boydar said

    Tak Panie Rysiu, dywersję Pan odstawiasz.

  11. Rysio said

    re 8 Nie zmienia to faktu, że 90% nauczucieli to były popułuczyny komunistyczne.

    PS Revers a obecnych dziadowskich nauczycieli to kto uczył – krasnoludki?

  12. Rysio said

    re 9. Wcale nie dywersję – prawdą bowiem jest, że było trochę dobrych nauczycieli i kupa niedobrych.

  13. Boydar said

    Może i kupa. Ale chociaż na biologii, siurek to był siurek, i służył do sikania, ewentualnie do czegoś jeszcze, a nie qurwa do zabawy. A dzisiaj jest tłumaczone, że do zabawy przede wszystkim. Nie wkurzaj Pan rekina !!!

  14. Boydar said

    Aby zaś wszystko było jasne, co miałem na względzie, to mniej istotne jest, co potrafili, i co robili. Sednem jest, czego NIE UCZYLI, I NA CO NIE POZWALALI. Młody jak chciał, to się nauczył, dzisiaj nikt mu tej szansy nie da, doba w Polsce ma tylko 24 godziny.

  15. Gość said

    ad. Rysio
    Ja swoich nauczycieli i z podstawówki i z ogólniaka doskonale wspominam, Rysio musiał mieć jakieś kłopoty, które tłumaczy „komunistycznym reżimem”, choć niewykluczone, ze Rysio puszcza swoje teksty ot tak dla „hecy”.

  16. Boydar said

    Dzień dobry wieczór ‚Gościu’, ja sobie zdaję sprawozdanie, że Pan Rysio jest stary prowokator 🙂

  17. Gość said

    Re 15
    Na to wygląda!

  18. Rysio said

    „……..Młody jak chciał, to się nauczył, dzisiaj nikt mu tej szansy nie da………..”

    Boydar co ty piszesz? Właśnie w obecnej dobie każdy młody może się nauczyć wszystkiego poprzez internet – wystarczy aby tylko trochę chciał.

    Np. Khan academy, i pełno innych..

    https://www.khanacademy.org/about

  19. Rysio said

    re 14. „…….Ja swoich nauczycieli i z podstawówki i z ogólniaka doskonale wspominam……..”

    Czy jest ktoś kto swoje młode lata źle wspomina?

    🙂

  20. Rysio said

    Boydar i Gościu mieli dobrych nauczycieli – czytają książki.

    🙂

    Reszta polaków miała złych nauczycieli, którzynie zaszczepili im miłości do czytania książek.

    „……………Podobno na statystycznego Polaka przypada w ciągu roku ledwie połowa przeczytanej książki…….”

  21. Gość said

    To taki stereotyp, że jak coś się dobrze wspomina to wytłumaczenie, że to „młode lata”.
    Nie. Wiele rzeczy źle wspominam, a to właśnie one powinny być dobrze wspominane. Szkołę wspominam dobrze, gdyż była to szkoła normalna, nauczyciele byli fachowcami, a nie, jak dzisiaj, 2 licencjaty i mało konkretnej wiedzy. Problem z dyscypliną był marginalny, gdyż uczniowie mieli obowiązki, a nie prawa. W szkole było mnóstwo zajęć pozalekcyjnych, świetnie prowadzonych (kółka chemiczne, matematyczne, polonistyczne, anglistyczne, siatkówka, pływanie, moja szkoła miała basen itp). Nie miałam żadnego kłopotu z dostaniem się na najbardziej oblegany kierunek na uczelni wyższej.

  22. Gość said

    Re 19
    Do pracy jeżdżę metrem, SKM i ponad 50% ludzi czyta KSIĄŻKI!!!
    Myślę, że te opinie są produkowane w celu ośmieszenia Polaków.
    Kiedyś te same liczby dotyczyły… zużycia mydła przez Polaków!

  23. Fran SA said

    Zwalanie na rodzicow CALEJ odpowiedzialnosci za tzw. czytelnictwo jest duza przesada. Nie kazdy pochodzi z ‚czytelniczej’ rodziny. I nie kazdego stac na domowa biblioteke.
    Calkowita wine za obecny stan czytelnictwa ponosza szkolne programy i agresywna propaganda wspolczesnych mediow i biznesow; rozmaitych gadzetow typu iPad, iphone, tablety, komputery (gry). Bardzo agresywna propaganda strojow i swiatowej mody nie tylko w ciuchach ale i tzw. muzyce i holywoodzkiej subkultury. Nie ma czasu na czytanie.
    Wyglada na to, ze biznes wolnorynkowy splaszcza mozgi.
    Obecnie mlodziezy trudno pojac klasyki historyczne, bo szkola nie uczy historii. Jak mozna zaczytywac sie w starozytnosciach bez podstawowej chocby wiedzy o dziejach naszych przodkow.. Przeciez nawet slownictwo jest za trudne. Bo laciny tez nie ucza.
    Brak wznowien lektur, na ktorych wychowywaly sie pokolenia mlodych Polakow; o Meliklesie- Greku, Diossosie, peregrynacjach bez pieniedzy Uminskiego, legendy o wikingach, skarbach Mezopotamii; basnie arabskie sa tabu, dzieje perskich wladcow i greckich podbojow sa planowo ‚zapominane’..
    Klasyka europejska juz tez jest wywalona na smietnik niepoprawnosci politycznej.

    I wracamy do rzeczywistosci: Mezopotamii juz nie ma i wszystkie skarby wykradzione.
    A nasze dzieci maja znac tylko i wylacznie dzieje holokaustu. Wystarczy, zeby dostac prace w ministerstwie.
    No i kolko sie zamyka: szkola, wrzaskliwy biznes, nowomoda na to jak sie wyglada (idiotycznie) a nie to, co sie wie i umie; zapracowani na smierc rodzice, brak klasyki mlodziezowej na rynku; brak naukowych autorytetow i zazydzone uczelnie czuwajace nad poprawnoscia mowy i myslenia.No i ten PAN, ktory ustala prawomyslnosc.
    Naturalnie przedwojenny Wiech juz nigdy nie doczeka sie wznowien.
    No i tzw. caloksztalt politycznych trendow i zakazow wplywaja na brak czytelnictwa.
    Mnie to na przyklad wcale nie dziwi..

    W naszych czasach nie ma miejsca na relaks z ksiazka i zadume nad przeszloscia. Obecna rzeczywistosc kaze nam sie spieszyc, nie oddychac, nie filozofowac, nie dyskutowac na temat Brahmsa czy Savonaroli.
    Musimy sie pilnowac, zeby nas nie podejrzewano o antysemityzm, homofobie, katolickie wstecznictwo i narodowy patriotyzm.
    Do tego nie potrzeba byc oczytanym.

    A juz i dziadek Karol Marks wpadl na pomysl, ze ‚byt okresla swiadomosc’.
    Ja mysle, ze ogranicza.

  24. Rysio said

    re 21. „…….Do pracy jeżdżę metrem, SKM i ponad 50% ludzi czyta KSIĄŻKI!!!………”

    Gościu – może ten twój SKM i metro są tak samo wyjątkowe jak i twoje szkoły?

    🙂

    Ale myślę że masz rację, powymyślano te ilości nieczytających Polaków.

    Chociaż znam kilku ludzi, którzy słowa pisanego od zdania matury nie wzięli do ręki.

    Czy to takie złe gdy ktoś mówi, że nie lubi czytać?

    Jeżeli ktoś tam w ogóle nie czyta to plus dla niego bo tzn., że nie czyta g. wyborczego.

    🙂

  25. Boydar said

    Panie Fran

    Wszystko słusznie Pan wyłożył, tylko nie nazywaj Pan żyda Marksa dziadkiem. Dziadek, to nasze, polskie, piękne słowo, i w kontekście znaleźć się nie powinno.

  26. andrzej said

    Re. 22:

    Podróżni na przykład warszawskiego metra czytają dużo, ale czytają śmiecia: „metro” (dodatek GW), którego wszędzie pełno!

    Wskutek nachalnego kolportażu wszędzie tego g—a mnogo!

  27. Gość said

    Re 26
    Ponieważ jestem ..ciekawska sprawdzam co ludzie czytają i….NIE JEST to chłam.
    Czasem starsze, źle ubrane i zmęczone (wyglądające brzydko, ale gdyby żyły inaczej, nie byłyby wcale brzydkie) kobiety czytają romanse, niekoniecznie „harlekiny”.
    Wtedy to wzrusza mnie, po babsku, pewnie wcielają swoje „biedne niekształtne ciała”, odziane, a nie ubrane w piękne, egoistyczne bohaterki, którym do szczęścia brak tylko tajemniczego bruneta, który pojawia się w końcu jako książę, a w bardziej współczesnych romansach …jako milioner.
    Nie są to książki „odżywcze”, ale można je traktować jako…landrynki…
    Głodni myślą o jedzeniu, a te kobiety o „urodzie życia”, której pewnie nie poznały…

  28. Gość said

    re 20 i 26
    Przyznam się, że też miałam taką opinię o naszym czytelnictwie, biorąc pod uwagę dramatycznie obniżające się wymagania szkolne, gdyby nie podróże metrem i SKM, no cóż …”podróże kształcą”…

  29. Gość said

    re 23
    Mój ojciec kolekcjonował książki, trafił do oflagu, jako 23 letni chłopak (starsi koledzy oddawali mu część swej głodowej racji, gdyż ojciec był najchudszy i obawiali się, że zemrze z głodu), po likwidacji oflagu, wychudzony, ledwie trzymający się na nogach zawinął w koc, chroniąc przed spaleniem, to co mógł, mam te książki do dzisiaj.
    Ja zebrałam tyle książek, że mój dziadek przy przeprowadzce skomentował, że to nie wygląda na przeprowadzkę rodziny, ale biblioteki….
    Dzisiaj panie z opieki społecznej potrafią wydać taką opinię „ ten starzec mieszka w zagraconym, zakurzonym, zaśmieconym domu. Na regałach mnóstwo książek”; tzn. te śmieci i kurz to …książki
    To jeszcze nie o mnie opinia, ale ludzie, po nowych szkołach, nie szkołach, zaczęli inaczej widzieć i…niestety czuć.

  30. Gość said

    Skoro tak się rozpisałam to dodam coś na temat urabiania opinii.
    Bibliotekarka szkolna, zapełniająca półki szkolnej biblioteki modnymi gniotami na zebraniu obwieściła, że nauczyciele NIE CZYTAJĄ książek.
    Ktoś dodał „w szkole jest prysznic i nie widziałem nauczycieli korzystających z prysznica, czy to znaczy, że nauczyciele nie myją się?!”

  31. wow said

    Tutaj jakaś „postępowa” twierdzi, że zamiast czytać lektury równie dobrze można dzieci „uczyć” z gier komputerowych i seriali o zombie. I jeszcze ma poklask!

    http://rymszewicz.natemat.pl/78071,co-ma-zombie-do-edukacji

  32. Rysio said

    Książki zaczynają coraz szybciej przechodzić do historii – wypierają je elektroniczne gadżety typu Kindle, iPody itp…. itd …

    Z książkami stanie się to samo co stało się z końmi.

    Tzn książki tak smo jak konie będziemy od czasu do czasu czytać/używać dla przyjmności (w 1%, no może 2 %) ale poruszać będziemy się samochodami.

  33. Rysio said

    „……..Bibliotekarka szkolna, zapełniająca półki szkolnej biblioteki modnymi gniotami na zebraniu obwieściła, że nauczyciele NIE CZYTAJĄ książek…………”

    Bo to święta prawda.

  34. Marucha said

    Panie Rysio, nie pitol Pan. Szkoła w PRL miała o NIEBO lepszy poziom niż dzisiejsze szkółki judaizmu i była bez porównania NORMALNIEJSZA.

  35. wow said

    A skąd pan Rysio zamierza pozyskiwać wiedzę jeśli nie z książek? Z pudelka czy tvn24? Czy może seriali o zombie i gier komputerowych jak radzi jedna pani?

    Z Youtube – admin

  36. Rysio said

    re 34. Dla każdego komucha*, komunizm zawsze będzie normalniejszy niż kapitalizm.

    * Nie tyczy się to Gajowego. Gajowy to całkiem inne „zwierz”

    😉

    re 35. „…….. A skąd pan Rysio zamierza pozyskiwać wiedzę jeśli nie z książek?…..”

    Jak to skąd?
    Z blogu Gajowego Maruchy.

    🙂

    Książki oczywiście będą tylko nie w takiej papierowej postaci jak obecnie – zastąpią je Kindle i inne gadgety i to już bardzo niedługo za 5 no może za 10 lat*.

    * Oczywiście jak nie będzie III Światowej.

    PS. Gajowy zamiast tracić czas na kłótnie, które i tak przegrywa 😉 powinien jak najszybciej wrzucić kilka swoich wypocin zdjęciowych, na które Rysio i inni nie mogą się doczekać.

    🙂 🙂 🙂

  37. Rysio said

    re 34. Zgadza się. Dzisiejsze szkółki judaizmu sa tak porypane i zwariowane, że na ich tle nawet byłe szkoły komunistyczne zaczynają wyglądać zupełnie normalnie.

    😦

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: