Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    zen o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    ? o Wolne tematy (41 – …
    Voodoosch o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    I*** o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    Olo o SKANDALICZNE słowa eksperta.…
    I*** o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Cyngiel o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    Niedźwiedź o Wolne tematy (41 – …
    revers o Wolne tematy (41 – …
    flathead o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Ale dlaczego? o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Olo o Dlaczego Biden wyprosił spotka…
    Marcin o Wolne tematy (41 – …
    Zenon_K o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Maria o Rosyjscy eksperci będą szukać…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 546 obserwujących.

Wspomnienia nauczyciela akademickiego. Kilka pytań, na które moi studenci nie potrafili znaleźć odpowiedzi…

Posted by Marucha w dniu 2013-11-03 (Niedziela)

W roku akademickim 2011/12 działało w Polsce 460 wyższych uczelni, w tym 328 niepublicznych. Pobierało nauki 1 764 tys. studentów (520 tys. w uczelniach niepublicznych), a dzieliło się z nimi wiedzą 16 tys. nauczycieli akademickich. Przez krótki okres byłem jednym z nich.

Warsztaty

Pierwsze doświadczenia akademickiego belfra zaliczyłem w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. M. Wańkowicza, gdzie na drugim roku studiów miałem poprowadzić tzw. warsztaty dziennikarskie. Moim zadaniem, co przewidywał program studiów, było nauczenie młodych ludzi pisania reportażu. Było to przedsięwzięcie dosyć karkołomne, podobne do zatrudnienia poety na wydziale polonistyki z zadaniem nauczenia młodzieży pisania wierszy.

Podzieliłem się tą refleksją już na pierwszych zajęciach, dodając, że wprawdzie najważniejszy jest talent, ale można się nauczyć warsztatu, analizując i „podglądając” reportaże najwybitniejszych twórców tego gatunku. Reportaże – kontynuowałem – można podzielić na kilka gatunków, ale dwa są najważniejsze: reportaż uczestniczący i nieuczestniczący.

Pierwsze pytania

– Czy moglibyście – tu zwróciłem się do studentów – podać mi jakieś przykłady tych dwóch gatunków.

Nastąpiła krępująca cisza. – Patronem uczelni, na której studiujecie, jest znakomity reportażysta, który między innymi napisał „Monte Cassino”. To był klasyczny reportaż uczestniczący, gdyż Wańkowicz, jako korespondent wojenny, był na miejscu bitwy.

Niestety nikt z moich studentów nie czytał tej książki. – A czy czytaliście jego reportaż o tych, którzy jakoby mieli iść czwórkami do nieba?

Nie było żadnej reakcji (zapewne wszyscy przysypiali na lekcjach polskiego, gdy omawiano poezję pana Ildefonsa), więc już wprost zapytałem, czy słyszeli o Westerplatte?

Owszem, słyszeli, nawet nie pomylili wojen światowych, ale książki nikt nie czytał. Niezrażony wyjaśniłem, że „Westerplatte” jest klasycznym reportażem nieuczestniczącym, że powstał on po wielogodzinnych rozmowach Wańkowicza z komendantem placówki, majorem Henrykiem Sucharskim, na krótko po wyzwoleniu z oflagu, w którym major spędził wojnę.

Zwróciłem uwagę, że pisanie reportażu nieuczestniczącego obarczone jest ogromnym ryzykiem napisania nieprawdy i że tak było z reportażem Wańkowicza, który stworzył hagiografię i mit Sucharskiego, a mit ten dopiero po pól wieku udało się zweryfikować. Natomiast nazwisko kapitana Franciszka Dąbrowskiego moi studenci usłyszeli po raz pierwszy. Już tylko dla porządku: nikt nie tylko nie czytał żadnej książki patrona szkoły, ale nawet nie potrafił wymienić tytułu.

Przez cały semestr na kolejnych zajęciach analizowaliśmy wskazane przeze mnie króciutkie reportaże mistrzów i niezmiennie zaskakiwała mnie świeżość i czasami wręcz wzruszająca wrażliwość, nieobciążona bagażem wcześniejszych lektur.

Film o Szwejku

Warunkiem zaliczenia prowadzonych przeze mnie warsztatów było samodzielne napisanie reportażu. Ale o czym? – denerwowali się studenci. Można na każdy temat: o swoich sąsiadach, o wycieczce do lasu, o swoim hobby. – Ja nie mam żadnego hobby – pożaliła się jedna ze studentek – ale chodzę na lekcje tanga. – Świetnie, znakomity temat na reportaż, czy czytała pani „Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych” Hrabala? Nie czytała. A jakąś inną książkę tego znakomitego pisarza? Też nie. A ktoś na sali? Milczenie. Czy ktoś czytał jakąkolwiek książkę czeskiego autora albo przynajmniej potrafi wymienić nazwisko któregoś z całej plejady znakomitych czeskich pisarzy? To samo. A „Przygody dobrego wojaka Szwejka”? Znamy, znamy, wiemy, o co chodzi, widzieliśmy przecież film.

Moi studenci byli bardzo mili, mieli dużo młodzieńczego zapału, wielką ochotę zrobienia kariery w żurnalistyce i zasilenia czwartej władzy. Niektórym na pewno to się uda.

Bezbronni

Nie sądziłem, że po opisanym, a dojmującym dla mnie doświadczeniu z „Wańkowiczem”, powtórzę kiedykolwiek eksperyment z nauczaniem akademickim. Stało się inaczej: uległem perswazji mojego przyjaciela, który był rektorem jednej z prywatnych uczelni w mieście wojewódzkim. Miałem prowadzić zajęcia na ostatnim roku studiów magisterskich na wydziale „Stosunki międzynarodowe”. Ponieważ dotyczyło to studiów zaocznych, obciążenie nie było zbyt dokuczliwe i musiałem spotykać się ze swoimi studentami na kilka godzin – raz na miesiąc, w niedzielę. Jego magnificencja dał mi dużą swobodę w zakresie tematyki zajęć, zdecydowałem się skoncentrować na zagadnieniach związanych z technikami manipulacji i marketingu politycznego.

Pierwsze wrażenie było lepsze niż w „Wańkowiczu”, gdyż moi studenci byli w okolicach trzydziestki, wszyscy gdzieś pracowali, większość pozakładała rodziny, krótko mówiąc, nie była to już smarkateria. W dodatku każdy z nich za kilka miesięcy miał zostać magistrem.

Na pierwszych zajęciach powiedziałem moim studentom, żeby niczego nie notowali, że nie będzie to wykład, tylko rozmowa. Że będę ich inspirował i czasami wręcz prowokował, żeby w ramach poruszanych tematów formułowali własne sądy .Gdy omawialiśmy techniki manipulacji, studenci ze zgrozą skonstatowali, że bardzo łatwo ulegają takim praktykom.

– Jak się przed tym bronić? – spytała jedna ze studentek. – Trzeba być sceptycznym, nie dawać wiary jednej stacji telewizyjnej czy jednej gazecie, trzeba zbierać informacje z różnych źródeł i potem samodzielnie wyciągać wnioski.– Na to nie mamy czasu, mamy pracę, mamy rodziny.

Oni wobec potężnej machiny medialnej byli w istocie bezbronni, w dodatku nie chronił ich pancerz jako-takiej ogólnej erudycji.

Penderecki– przyjaciel Wilsona

Najlepiej pokaże to dialog, jaki wywiązał się na jednych z ostatnich zajęć. Przyjechał właśnie do Polski prezydent Barack Obama – zadałem więc moim studentom, niedoszłym magistrom „stosunków międzynarodowych” pytanie: jak na przestrzeni dziejów wyglądały stosunki polsko-amerykańskie? Ponieważ nikt się nie wyrywał zacząłem zaczepnie. Jak to było w czasach Kazimierza Jagiellończyka?

Przerwałem kilkunastosekundową ciszę. – Nie mogło ich być, bo Kolumb nie dopłynął do Ameryki. Na sali ktoś się zaśmiał, nastąpiło odprężenie. – A jak to wyglądało w czasach walki Ameryki o niepodległość, pojawiły się wtedy dwa polskie nazwiska? Półminutowa cisza. Nie znacie nazwiska Kościuszko?. – Ależ naturalnie – zaczęli się przekrzykiwać – ale pan nas speszył tym Jagiellończykiem. – A drugi Polak był kawalerzystą, zginął, dowodząc szarżą, do dziś jest w USA obchodzone święto jego imienia? Nie pomogły dodatkowe informacje, nie słyszeli o Pułaskim.

No dobrze, a jak było w czasach wojny secesyjnej? Znowu cisza. – Nie było wtedy Rzeczypospolitej, mieliśmy Powstanie Styczniowe. Żeby rozładować sytuację, zacząłem opowiadać, jak to w Warszawie jeden z placów na Żoliborzu nazwano przed wojną Placem Wilsona, w PRL zmieniono mu nazwę i przywrócono po 1989 r. – Czy wiecie, kim był Wilson? Nie wiedzieli. – Był prezydentem Stanów Zjednoczonych – tłumaczyłem zażenowany – który pod koniec I wojny światowej ogłosił plan pokojowy nazwany:„14 punktów Wilsona”. A 13. punkt zawierał postulat odbudowy państwa polskiego z dostępem do morza. Historycy, zapewne nie bez racji, tłumaczą ten gest Wilsona faktem bliskiej i wieloletniej przyjaźni amerykańskiego prezydenta z wybitnym polskim muzykiem – kończyłem wykład. Czy wiecie o kim mówię? Cisza się przeciągała i stawała nieznośna. Nie wytrzymałem i warknąłem niewyraźnie P…….ski. – Wiemy, wiemy: Penderecki.

Pointa

III RP szczyci się tym, że skokowo wzrosła liczba Polaków mających wyższe wykształcenie. W roku 2012 39,1% Polaków w przedziale wiekowym 30-34 lata miało ukończone studia. Ten wskaźnik był wyższy od wskaźnika dla całej Unii Europejskiej, ba – był nawet wyższy od wskaźnika w Niemczech. O jakości studiów jakoś się nie mówi, natomiast trzeba odnotować, że w światowych rankingach wyższych uczelni tylko uniwersytety Warszawski i Jagielloński mają jako-taką pozycję (pomiędzy 300 i 400), z tendencją, niestety, opadającą.

I na koniec jedno zasłyszane zdanie, którego kategoryczna diagnoza wydawała się przed moimi akademickimi epizodami skrajnie przesadzona: „Nikt nic nie czyta, jeśli czyta, to nie rozumie, a jeśli nawet rozumie, to nie pamięta”.

Andrzej Gelberg
http://wpolityce.pl

Komentarze 34 do “Wspomnienia nauczyciela akademickiego. Kilka pytań, na które moi studenci nie potrafili znaleźć odpowiedzi…”

  1. A to nie koledzy autora tak wyszkolili tych idiotów?

  2. Tralala said

    Gdzie indziej wcale nie jest lepiej !
    USA – „Europa to takie panstwo”,
    Francja – „Polacy pisza cyrylica”; francuscy nauczyciele gimnazjum : „slowo Chrystus pochodzi od slowa krzyz”; francuski polityk: „Francja ma zydowskie korzenie”, itd.

  3. Ad.2

    “Francja ma zydowskie korzenie”, itd.”

    Obecna Francja istotnie. Polityk się wiele nie pomylił, wymsknęła mu się po prostu prawda o porewolucyjnym państewku.

  4. NC said

    Lansowana przez lewactwo idea powszechnych studiów dla każdego ma kilka celów:

    1. Zdjęcie czterech roczników młodych ludzi z rynku pracy, co wydatnie polepsza statystyki berobocia.
    2. Otumanienie „studentów” tzw. postępowymi hasłami, co napędza klientelę wyborczą.
    3. Wydrenowanie z kieszeni studentów, lub ich rodziców, znacznych środków finansowych.

    Iloczyn przekazanej rzeczywistej wiedzy i liczby uczniów + studentów pozostaje od ponad 120 lat stały, co oznacza, że im więcej ludzi na danym poziomie szkolnictwa, tym mniejsze umiejętności. W USA egzamin z 1895 roku, którego zdanie było warunkiem ukończenia 8-ej klasy szkoły publicznej w Kansas, jest nie do przejścia dla dzisejszych absolwentów studiów wyższych, o uczniach i studentach nawet nie wspominajac.
    http://www.salina.com/1895test/
    Podobnie egzamin z 8 klasy szkół w powiecie Bullitt w stanie Knetucky:
    http://bullittcountyhistory.org/bullitthistory/bchistory/schoolexam1912.html

  5. wow said

    Jakość nauczania obniżyła się gruntownie po wejsciu do UE, w tej chwili mgr wie i rozumie mniej niż maturzysta sprzed dekady. W szkołach średnich wszyscy łącznie z nauczycielami jeśli w ogóle coś czytają to lektury z gotowym opracowaniem-czyli wszystko podkreślone, na marginesach tłumaczenia zaczynając od tego kto to był Boryna, albo co to był „Potop szwedzki” i tak „przerabia się” czytając urywki lektur. Starsi wiekiem bywalcy tej strony nawet NIE WYOBRAŻAJĄ SOBIE jak to wygląda od podstawówek po studia wyższe, ten autor artykułu nie przesadza, jest dokładnie tak jak pisze albo i gorzej.

  6. Pokręć said

    @4: Też się z odpowiedziami na ten pierwszy test wychylili (chodzi o nazwanie republik Europy i ich stolic):

    w 1895-tym:

    * Britain (London) – do dziś pryncypialnie monarchia, nie republika
    * Finland (Helsinki) – tu nie wiem na 100%, ale chyba wtedy to była republika. Była monarchią, ale jako część Szwecji
    * France (Paris) – no – ta była pryncypialnie republiką od ponad 100 lat…
    * Germany (Berlin) – monarchia
    * Italy (Rome) – monarchia, po risorgimento
    * Netherlands (Hague) – do dziś monarchia
    * Sweden (Stockholm) – do dziś monarchia

  7. revers said

    Podobne odnosniki j.w. mozna kierowac do roznic poziomow wiedzy matury przedwojenej w RP z obowiazkowymi egzaminami z laciny i greki, w stosunku do powojennych, lub wspolczesnych magisterek.

    Najczesciej swiezych wyksztalciuchow, magisterki mozna spotkac na czatach, gdzie poznaje sie poziom absolwentow po rzucaniu miesem z dodatkami naukowymi z internetowego rynsztoku.

  8. 25godzina said

    @NC (4) Punkty 1 i 2 można wykreślić.

  9. dr TS said

    Nie można mieć pretensji do dzieciaków, że czegoś nie znają. To już od dawna jest „reformowane” nieustannie, by poziom studentów nie był za wysoki. A nie daj Boże, by jeszcze samodzielnie myśleli!!! Takimi przecież nie da się pociągać za sznurki – za dużo wiedzą, za dużo widzą, za dużo słyszą i rozumieją. Goi raczej trzeba ustawić w szeregu, ośmieszyć ich niewiedzę i pochodzenie…
    Szanowny Panie Andrzeju G. Pan nie jesteś nauczycielem, bo to wymaga powołania, które pozwala przekazać wiedzę, zainteresować, wskazać kierunek, pochwalić… i kochać te dzieciaki, które w ramach KRK ogłupiano, a nie uczono. Niech Pan łaskawie zajmie się swoim pisaniem, a nam zostawi naprawianie (czasami po cichu) tego co reformy spieprzyły celowo.
    A jeśli chodzi o ośmieszanie nas przez „starszych braci”, to jakoś to przeżyjemy, z wiarą i w Chrystusie…

  10. dr TS said

    KRK to Krajowe Ramy Kształcenia – dostosowane do UE.

  11. dr TS said

    Chciałbym jeszcze obalić ten mit dotyczący rankingu uczelni.
    Nie poziom kształcenia studentów jest tam najważniejszym kryterium, czy badania naukowe.
    Głównym kryterium są publikacje i cytowania w czasopismach, w języku angielskim, z Listy Filadelfijskiej oraz Nobliści i badania w ramach zleceń utylitarnych.
    No to USA i GB czy CA mają do przodu w takim rankingu 🙂
    A może taki ranking, co by po polsku publikować i wykonać badania za friko, a nawet do nich dołożyć?
    Szkoda strzępić klawiatury nad rządami koczowników.
    To tyle w temacie ubogich naukowców z Polski.

  12. NC said

    Re #6 (25godzina):
    Dlaczego?
    Proszę łaskawie wyjaśnić.
    Pisząc miałem na myśli raczej sytuację w USA, którą znam lepiej, ale widzę ten sam uniwersalny mechanizm wszędzie 😦

  13. 25godzina said

    @NC (10) Dlatego, że punkty 1 i 2 zakładają jakieś choćby krótkofalowe planowanie, jakąś konsekwencję itd itp a tu nic takiego nie ma. Tu się „żyje” i „uczy” z dnia na dzień i chodzi tylko o rwanie kasy na wszelkie możliwe sposoby, bo nie wiadomo co będzie jutro.

  14. Easy Rider said

    Szkolnictwo wyższe stało się zaraz po roku 1990 zwyczajnym biznesem, stąd też różne „uczelnie” zaczęły mnożyć się jak króliki, a niektórzy z „magnificencji” mieli do czynienia z prokuratorami – jak to zwyczajnie w biznesie w kraju, w którym „pierwszy milion trzeba ukraść”. W tych warunkach, gdzie liczył się tylko pieniądz – nauka musiała niestety „pójść w las”. Z drugiej strony, media nakręcały koniunkturę na różnego rodzaju „marketingi” i „zarządzania”, które jakoby miały zapewnić zatrudnienie, co było jakąś bzdurą w sytuacji zdominowania rynku przez firmy prywatne, które do zarządzania i marketingu zatrudniają członków swoich rodzin i nie potrzebują żadnych absolwentów nawet najlepszych uczelni. Zresztą, zjawisko nepotyzmu ma miejsce również w administracji rządowej i samorządowej – przecież ten wzrost zatrudnienia w administracji ze 130 tys. za PRL-u (wg krytyków to miał być najbardziej biurokratyczny system na świecie!) – do ok. 500 tys. obecnie, to jest zwyczajnie ukryte bezrobocie, polegające na tworzeniu stanowisk dla członków rodzin urzędników, którzy bez tego rodzaju „polityki prorodzinnej” dołączyliby do rzeszy bezrobotnych.

    Ad 11 – Rysio.

    Jakakolwiek wiedza o Puławskim i Kościuszce jest zupełnie niepotrzebna do tego aby w XXI wieku dostać dobrze płatną robotę.

    To prawda, ale jak pokazuje życie w Polsce, również studia specjalistyczne nie gwarantują żadnej pracy, bo jej po prostu brakuje. Tak, jak za komuny trzeba było mieć znajomości, aby dostać lepszy towar – dzisiaj trzeba takich samych znajomości, aby dostać nawet jakąkolwiek pracę. Może w tej sytuacji należałoby wprowadzić kartki na pracę?

  15. Fran SA said

    Odkad jedynym celem istnienia spoleczenstw stal sie ‚market’, a bozyszczem ‚profit’ – cala ludzkosc schodzi do poziomu zwierzat weszacych za lupem.
    Watahy wilkow dyktuja warunki przetrwania.

    Byc moze, niektorym zwierzatkom to odpowiada: zycie wedlug czyichs instrukcji i zamiana homo sapiens w niewolniczych zombich.
    Nikomu nie jest potrzebna wiedza ani o Platonie, ani o Kosciuszce czy Haszku.
    Nie ma czasu na pogawedy przy ognisku, snach o potedze czy o wielkosci ludzkiego umyslu.
    Sztuka stala sie towarem, a czytanie klasykow strata czasu i pieniedzy (czas- to pieniadz).

    A biedne zwierzeta, ktore nie znaja Szwejka – zawsze beda zachwycac sie lupieniem innych gatunkow naszej planety.

    Taki Rysio na przyklad i wielu niewolnikow jankesowskich ma ustalony porzadek dnia: do roboty, do telewizora i do kompa; po drodze wpasc do fast food restaurant i zasilic kase trutniow, ktorzy z gowna lepia pierogi i wmawiaja ludziom ‚wymagania rynkowe’: co zarobisz, szybko oddaj panom i wladcom; oni ci w zamian wcisna za drobna oplata chinskie barachlo i toksyczne hamburgery.

    W Indiach to sa takie tresowane malpy na dworcach: zbieraja od podroznych rozne portmonentki, bizuterie i pieniadze i oddaja swoim panom, ktorzy je tak ladnie wytresowali. Dostaja za to wikt i niekoniecznie opierunek, ale maja- poki co- dach nad glowa dopoki nadaja sie do pracy.

  16. Atanazy said

    Nie podoba mi się ton artykułu. Czy to nie pokolenie tego pana tak uczyło młodzież.
    Nauczyciel powinien, w miare skromnych możliwości, czegoś nauczyć. Materiał ma taki, jaki ma.
    Szkolnictwo systemowo zepsuto, ale młodzi ludzie nie ponoszą za to winy.

  17. Marucha said

    Re 16:
    Czyli nauczyciel powinien uczyć (co zresztą autor artykułu stara się robić) a poza tym trzymać gębę na kłódkę i broń Boże nie krytykować poziomu edukacji.

  18. Gość said

    Re 16
    To nie jest szkółka TYLKO wyższa uczelnia i ci co wybrali taki kierunek studiów powinni mieć przynajmniej elementarną wiedzę dotyczącą tematu, a oni takowej nie tylko nie posiadali, ale nawet nie bardzo byli tego świadomi.
    Kiedyś to było nie do pomyślenia!

  19. Fran SA said

    Ad.16
    Anastazy
    Artykul nie krytykuje mlodziezy, a tylko mizerny stan wiedzy u mlodziezy.
    A chodzi glownie o to, ze szkoly podstawowe i srednie nie przygotowuja do studiow wyzszych.
    Autor artykulu zaprezentowal tylko radosne efekty reformy szkolnictwa.
    A efekt jest taki, ze polski student nie odroznia rektora od wektora.
    Moim zdaniem, ton artykulu jest badzo lagodny.
    Jak mozna dostac sie na dziennikarsto nie znajac klasykow dziennikarstwa?. Juz nie wspomne o literaturze. Jak moze pisac ktos, kto nie umie czytac?
    Na studiach juz nie ma czasu na nauke ABCadla!

  20. jajas said

    Malutki dodatek – człowiek XIX wieczny przez CAŁE SWOJE ŻYCIE uzyskiwał taka ilość informacji jaką uzyskuje internauta w ciągu 72 godzin – więc dajmy sobie spokój z krytyką bo po prostu sztuka eliminacji informacji jest obecnie ważniejsza niż jej pozyskiwania – poza tym niech się autor cieszy że nie miał na sali wykładowej jakiegoś hobbisty fanatyka reportażu – bo zapytałby o reportaże współczesnych autorów co mogłoby się okazać nieco kłopotliwe dla autora bo nie jest możliwe znać wszystkich i to niekoniecznie na piśmie ale i te na ekranie ( np Ewa Ewart czy jej podobni) i pan wykładowca mógłby się okazać mocno nie na czasie. Ale nie o to chodzi – nawet warsztat mistrza reportazu we współczesnym świecie mógłby okazać się tracić myszką – w dobie szybkiej wymiany informacji cegły do czytania to raczej dowód na olbrzymie samozaparcie i pasję czytającego…audiobooki mają info o ilości godzin i sorry ale kto ma 70-160 godzin luźnych by ich słuchać ? a w przerwach między innymi sprawami doprawdy karkołomnym jest pamiętać co się czytało 3 dni temu… podsumowując – ŚWIAT SIĘ ZMIENIŁ I MOŻE NAS TO MIERZIĆ – ale to se ne wrati pane Hawranek… czas samemu uronić łzę nad starym światem… i albo się pogodzić że odszedł albo marudzić jak to robili nasi dziadkowie nad naszym

  21. Gość said

    Re 20
    To nie jest tak do końca!
    Dobry wykładowca orientuje się też we współczesności. Dzisiaj informacji jest dużo, ale w tym przewaga śmiecia.
    Pewne rzeczy w danej dziedzinie służą jako „alfabet” i ten też można znaleźć w sieci, jeżeli ma się jakieś zainteresowania wybranym kierunkiem.
    Poza tym zalanie mózgu informacją nijak ma się do zrozumienia, zagłębienia się w temat, do tego służą jak sama nazwa wskazuje…studia.

  22. Gość said

    ad 21
    „Świat się zmienił”, czy aby naprawdę?.
    Technika poszła naprzód, w ostatnim 50-leciu nawet i w skokowy sposób, reszta…cofnęła się, niestety też skokowo!
    Dzisiejsze zadania matematyczne, czy z fizyki dla maturzystów rozwiązałby bez trudu piątoklasista z lat 60-tych, ludzie starali się rozumować i tego od nich wymagano, W OGÓLE CZEGOŚ od dzieci i młodzieży WYMAGANO!!!.
    Dzisiaj skomplikowane telefony komórkowe obsługują 2-latki, ale generalnie, większość małych dzieci znacznie później zaczyna mówić, czy to dobrze, czy źle, nie wiem, tu się zgadzam z postem 20, coś się zmienia, ale czy na lepsze(?)
    Nadal ludzie rodzą się, umierają, jedzą, śpią, a te czynności jakby nie patrzeć na świat dominują nasze życie. To, że gorzej jemy, śpimy też fakt.
    Według mnie to nie świat się zmienił TYLKO ZMIENIŁY SIĘ otaczające nas rekwizyty, a biorąc koszt wymiany „umeblowania” „MOŻE NAS TO MIERZIĆ” i nic więcej!

  23. Plausi said

    Na pewno bezbronni

    „skrajnie przesadzona: „Nikt nic nie czyta, jeśli czyta, to nie rozumie, a jeśli nawet rozumie, to nie pamięta” „, bowiem wielu inteligentów czyta na pewno „GW”no Szechtera.

    „wobec potężnej machiny medialnej byli w istocie bezbronni”, czy Marucha i podobni są w stanie zapewnić im tarczę obronną ?

  24. Fran SA said

    Ad.20
    Jajas
    Zdaje sie, ze pan nie rozumie tematu.
    Cala kultura chrzescijanska czerpala garsciami z kultury starozytnej, a wspolczesna ze sredniowiecznej.
    Postep bez wiedzy podstawowej jest nic nie wart i nie jest postepem.
    Guzik bysmy wiedzieli, gdyby nie Sklodowskie, Koperniki i rozne Awiceny czy Banachy.
    Czlowiek nie jest pluskwa ani warchlakiem, zeby nie wiedzial skad przyszedl i dokad zmierza. I podobno teraz dobrze jest wiedziec, co babcia gotowala na obiad, bo podobno bylo zdrowsze od McDonaldsa.

    Warunkiem przetrwania kultury ( w tym wiedzy) jest pamiec przodkow i szacunek dla dorobku przeszlych pokolen.
    Dehumanizacja kulturowa polega na tym, ze wazniejszy staje sie gadget niz czlowiek i osobiste kontakty z innymi ludzmi staja sie niepotrzebnym balastem.
    Nie bede sie rozwodzic nad duchownym rozwojem i religia, bo to sa rzeczy oczywiste, ale zdaje sie, ze coraz mniej mamy do przekazania naszym przyszlym pokoleniom.
    A z ta informacja w ciagu 72 godzin zaczerpnieta z Internetu – to jakis mily akcencik optymistyczny. Bo tak nabyta informacja szybko ulata z pamieci i nie ma z niej trwalego pozytku.
    Selekcja informacji zajmuje czesto wiecej czasu niz wyszukiwanie..
    Wbrew pozorom, komputer ma bardzo ograniczony i czasochlonny dostep do informacji.
    Ja pracuje od lat w researchu ( badaniach specjalistycznych) i szukanie konkretnej informacji zabiera mnostwo czasu. Duzo latwiejszy dostep jest do ksiazek i drukowanych artykulow.
    Powierzchowana informacja, biezace wiadomosci czy plotki o golych paniach sa niewatpliwie latwiej dostepne w Internecie niz wiele opracowan i materialow naukowych.
    Zalezy do czego komu sluzy komputer.
    Dla mnie komputer to jest mlotek, narzedzie, srodek komunikacji, rynsztok informacji – ale nie wiedzy. W tym rynsztoku trzeba umiec odrozniac smieci od cennych skarbkow..
    Informacja w Internecie nie jest trwala. I czesto mocno ocenzurowana. Niewygodne politycznie fakty znikaja bezpowrotnie. Tak zniknela cala niemal informacja o AMBO Project – kiedys mocno propagowana i dyskutowana w detalach. Podobnie zniknal projekt obecnego super-nowoczesnego Swiatowego centrum handlowego na Manhattanie. Projekt w detalach i z pieknymi zdjeciami, byl przedstawiony na dwa lata przed September 11.
    Cale mnostwo informacji zawiera .. 404 ERROR
    (Tak mi zlikwidowali taka ladna piosenke Rosiewicza pt. Bronek jak skowronek.)

    Kiedys dostep do znanych bibliotek byl bezplatny na Internecie. Teraz sobie niektore uczelnie kaza placic – i to slono za dostep do materialow.

    Doswiadczenie zas podpowiada, ze najlepiej zdobywa sie i utrwala wiedze przez kontakt osobisty i dyskutowanie swiezo przedstawionego materialu.

  25. real said

    Brawo! Tekst pokazuje, że takie będą Rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowane nie traci na aktualności. Uczmy sami nasze dzieci Szkoła tego nie powie.

  26. Marucha said

    Re 20:
    Odnoszę wrażenie, że Pan to z tych „młodych wykrztałconych„.
    Czy Pan widzi różnicę, między rzuceniem okiem na jakąś informację (być może tylko na jej tytuł) a zrozumieniem i przyswojeniem treści?
    Może Pan się nauczy choćby tylko małego wycinka wiedzy, jak a przyswajali nasi przodkowie – np. analizy matematycznej – w 72 godziny?
    Z tymi bredniami nie warto dyskutować.

  27. jajas said

    Taka analizę nie wykonała moja pogardzana osoba tylko osoby zajmujace sie nauka o informacji – i podały dane w jednostkach obiektywnych – bajtach ( Gb lub Tb) wiec nie chodzi o jakość ale ILOŚĆ informacji i rózne jej kanały ( chocby znienawidzone reklamy, bilbordy, nadruki, ulotki itp)) – dane obejmowały przeciętnego zjadacza chleba – np.gazety z poczatku XX wieku ( mozna sprawdzic w Polskiej Bibliotece Internetowej na przykład) miały DWIE STRONY – i nie chodziło o przyswojenie tej informacji lecz jej ilośc docierajacej do człowieka. A kwitowanie czyjejś argumentacji słowem „brednie” jest typowe dla Stefana Niesiołowskiego i przywódców sekt – i żegnam bo sie tym gajowy pograżył – proces niesiołowienia był zauwazalny od dawna chociaz powolny- zjazd leśnych dziadków nawzajem sobie potakujacych – odpornych na info z zewnatrz nie pasujace do schematu – nie warto sobie wami zawracac głowy – prochu już nie wymyslicie

  28. Marucha said

    Re 27:
    Żegnamy bez większego żalu.

  29. antka kobity szwagra brat said

    ….ad 19…”Na studiach juz nie ma czasu na nauke ABCadla!”….no kiedyś trza zacząć!….:D

    …poza tym student musi umiejeć sie podpisać….rachować do – 1200 ….i znać histerie – holokau$$tu

  30. Boydar said

    Jak tu zrobić, żeby się nie narobić, a zarobić.
    A wszyscy nie mogą wyłącznie kręcić lodów.
    Zresztą na studiach tego nie uczą, tylko na tajnych kompletach.
    Jeśli nie ma powodu, żeby się uczyć, to się nie uczą.
    „System” doprowadził do przekonania, i udowadnia tą prawdę co krok,
    że chonor jest być cwanym i nie dać siem w bulu złapać,
    a nie wiedzieć kto to był Haszek.

  31. revers said

    szkoda tylko ze ta wiedze akademicka, czesto musza weryfikowac komicy telewizyjni i zarazem socjologowie, jak to mialo miejsce w przypadku
    nauk gendrowskich w Norwegii

    http://juergenelsaesser.wordpress.com/2013/11/06/gender-mainstream-zum-totlachen/

    a bylo by tez sporo smiechu o ekologach , klimatologach, znawcow hadronow.

    Przy tej okazji gdanski ekolog wpadl w rece Rosjan, gdy obok Shell Royall Dutch prowadzi juz od roku odwierty na kole antarktycznym i bedzie tego wiecej w 2014 roku, ale belki lub drzewa lub lasu w oku zaden ekolog nie zobaczy, tym bardziej gdanski lub holenderski bo z tej samej stajni oplacani.

    http://www.theguardian.com/business/2013/oct/31/shell-alaska-arctic-offshore-drilling

  32. Marucha said

    Re 31:
    W naukach ścisłych pojawiają się pseudonaukowe teorie, lecz są szybko weryfikowane.
    Inaczej jest w „naukach” typu genderologia.

  33. Andrzej B R said

    Gel = Żel

    Berg = Góra

    Czym różni sie autor od pejsatego knura,

    który konstatuje,

    jak świetnie ich PLAN. . .

    Fukcjonuje

    Wykujmy ksiege Jonasza na pamięć,

    może znowu wróci

    lewa na lewo i prawa na prawo!

    albo zamknie się nad nami

    N I E P A M I Ę Ć

    i nadludziom będzie klawo

  34. Janusz said

    Ostatnio w teleturnieju jeden z dzięsięciu, Na pytanie :gdzie leży Katyń i Miednoje- w odpowiedzi usłyszałem że w Polsce.

Sorry, the comment form is closed at this time.