Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Makabryczne zabawki

Posted by Marucha w dniu 2013-11-30 (Sobota)

Demony, wampiry, mutanty, duchy, zombie, ludożercy, kościotrupy, potwory, diabły, wilkołaki, owady, pająki, smoki. Długa jest lista makabrycznych zabawek, jakie trafiają do rąk naszych dzieci. Jak to się dzieje, że rynek dziecięcy oferuje tak koszmarne produkty?

Czy czteroletnie, pięcioletnie, sześcioletnie, siedmioletnie czy ośmioletnie dzieci nagle stały się samodzielne, że masowo idą do sklepów i same sobie kupują zabawki? Zakładając hipotetycznie, że nawet tak jest, to czy wnosząc je następnie do domów, nie mają nad sobą żadnej kontroli? Żadnego troskliwego, uważnego spojrzenia, które oszacowałoby w mig, co jest zabawką dobrą, a co złą?

Ostatnia wiadomość z naszego podwórka dotyczy sieci Biedronka, która wprowadziła na rynek szczególne „zabawki”. Nie były to tradycyjne postaci. Polscy klienci zaczęli protestować, ponieważ seria „Mroczna Dolina” była wyjątkowo bulwersująca. Dyrekcja sieci ustąpiła. Kontrowersyjne zabawki zostały wycofane ze sprzedaży. Mroczną Dolinę nieboszczyków opanował mrok, przynajmniej w Biedronce, ponieważ w internecie, na popularnym portalu sprzedającym zabawki, a także w sklepach, nadal je można bez trudu nabyć, bo producent to zupełnie inna bajka niż dystrybutor.

Prymitywizacja świata zabawek postępuje. Dziś został uczyniony kolejny krok. Dystrybutor się wycofał. Tym razem. Jutro inny uderzy z podwójną siłą. Tak działa ten mechanizm. Dorośli są testowani. Testuje się naszą uwagę, refleks, reakcje, wrażenia, wrażliwość. Im bardziej jesteśmy obojętni, tym szybciej przegramy batalię o dzieci. Dotyczy to sfery ich świata fantazji, ale nie tylko, ich moralności, ich seksualności, ich religijności, ich intelektu… to wiele frontów tej samej wojny – wojny cywilizacyjnej.

Kult śmierci i rozkładu

Jakim celom mogą służyć takie demoniczne zabawki? Przede wszystkim odzierają dzieci z ich niewinności i czystości. Zaburzają jasne i wyraźne kontury pomiędzy dobrem a złem. Kradną dzieciom beztroskę, wolność, kolory. Przychodzą do ich pokojów ponure, straszne, okrutne, wulgarne. A wszystkie ze złymi zamiarami, które stoją za ich powstaniem, jako produktu o określonej ideologii, wrogiej cywilizacji życia, atakującej majestat, powagę i tajemnicę śmierci. Nie muszę wspominać, że przekaz tych obrazów ma wynaturzyć śmierć, która prezentowana jest jako brutalny koniec, coś koszmarnego, okropnego, wstrętnego, nienaturalnego, z czym należy walczyć, wydostając się z trumny, wychodząc z grobu, gdyż lepiej być żywym demonem niż martwym człowiekiem.

W czasach mojego dzieciństwa Lego proponowało serię strażaków, policjantów, żołnierzy, rajdowców, lotników, kierowców, zwierzątek, ogrodników, rycerzy…, czyli jeszcze do niedawna przedstawicieli świata baśni, przyrody, pracy, życia codziennego. Zabawki i związane z nimi zabawy uczyły typowych ról, naturalnego podziału płci na mężczyzn i kobiety.

Dzieci bawiły się i uczyły, czyli – jak to mawiał w swoich kultowych komiksach o przygodach Tytusa, Romka i A’Tomka Papcio Chmiel – komiksowy świat „bawiąc, uczył”. Dziś ten schemat się nie zmienił, to znaczy, przesunęły się akcenty, dziś zabawki strasząc, uczą. Niekoniecznie dobra.

Lego konstruuje swoje zabawki, bazując na kolejnych mrocznych seriach, sagach czy japońskim kiczu, który zalewa lady sklepowe i wysuwany jest na pierwszy plan. A z czasem, jak wiemy, jest dziś krucho. W biegu chwyta się, co akurat wpadnie w ręce, czyli to, co odpowiednio wyeksponowane. Kupując mojemu bratankowi zabawkę tego producenta klocków, proszę mi wierzyć, musiałem się nieco natrudzić, aby wreszcie znaleźć odpowiednią. Znalazłem klasyczne rozwiązanie, które na szczęście wciąż jeszcze istnieje, w tym przypadku kowboja na koniu. Coraz jednak trudniej znaleźć jakąś normalność.

Lego idzie bowiem za modnym, lecz trupim trendem. Promuje klocki z demonami, stworami, wynaturzonymi potworami. To nowe zjawisko. Wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń, jakie niosą nowe pomysły producentów zabawek. Oprócz niewiedzy lub obojętności, a niekiedy aprobaty i zachęty ze strony samych dorosłych w stosunku do takich form uczestniczenia w zabawie ich dzieci istnieje też kilka socjologicznych problemów, zwanych oddziaływaniem środowiska, modą, wreszcie ostracyzmem i oczywiście presją społeczną nakładaną przez krąg przyjaciół i znajomych na młodych ludzi. Zwłaszcza wykluczenie z zabawy, odrzucenie, wyśmiewanie i upokarzanie, w związku z np. nieposiadaniem jakiejś trupiej zabawki, może się wiązać z realnym cierpieniem wykluczonych.

Wielką popularnością wśród uczennic podstawówek cieszą się tzw. Monsterki (Monster High). Te żywe trupy-dziewczynki są bohaterkami animowanego serialu. Aby mieć jeszcze realniejszy wpływ na okaleczanie wulgarnym, czarnym humorem wrażliwości rozwijającej się delikatności i kobiecości, potworki musiały wyjść z telewizorów, niczym nieżywa dziewczynka-demon w japońskim horrorze „The Ring” („Krąg”) i zaatakować dzieci w realnym świecie.

Tylko zabawki?

Właśnie. Zabawki to nie jedyny wymiar dewastowania kolorowego świata fantazji naszych pociech. Przemysł zabawkowy łączy wiele światów. Zauważmy, że również w opowiadanych przygodach Harry’ego Pottera dominuje przekaz systemu antywartości wyznawanego przez głównego bohatera, który odczuwa takie negatywne uczucie jak nienawiść, dąży do zemsty, dyszy chęcią odwetu. Oto role się nagle odwróciły, zło zwycięża, lepiej być cwaniakiem, dążyć do konfrontacji, zdobywać cel niekoniecznie w uczciwy sposób. Zatem niedziwne, że dzieci przeżywają dysonans poznawczy. Kolejne części adaptacji filmowych stawały się coraz brutalniejsze, gdzie mord był w centrum opowieści, krew lała się obficie z ekranów, a rodzice w naiwnym zdumieniu zasłaniali swoim pociechom oczy. Filmy, seriale, gry, książki, muzyka, symbole – pełno pułapek czeka na nowe pokolenie urodzone w nowym tysiącleciu.

W artykule o „Priorytetach młodych” w „Naszym Dzienniku” napisałem swego czasu zdanie, które powtórzę: dzieci zawsze są ofiarami dorosłych. To nasze, dorosłych, przyzwolenie, nasza obojętność czy – mówiąc wprost – lenistwo, grzech zaniechania podczas całego żmudnego i długotrwałego procesu wychowywania otwierają wrota do serc i umysłów młodych na deprawatorów i niszczycieli ich życia. Zanim jednak oskarżymy tych „innych”, którzy właściwie tylko korzystają z okazji, jaka się pojawia w wyniku naszej obojętności, niezainteresowania się wychowankami, ignorowania zagrożeń czyhających na dzieci, zróbmy należyty rachunek sumienia, czy uczyniliśmy wszystko, aby zapobiec dewastacji ich morale.

Tadeusz M. Korczyński
Autor jest socjologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Przed użyciem zapoznaj się z ulotką, która zawiera wskazania, przeciwwskazania, dane dotyczące działań niepożądanych i dawkowania oraz informacje dotyczące stosowania produktu leczniczego, bądź skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża twojemu życiu i zdrowiu.

http://naszdziennik.pl

Komentarzy 18 do “Makabryczne zabawki”

  1. Gwóźdź do trumny said

    Kult śmierci?? Właśnie w czasach średniowiecza śmierć była czymś normalnym, codziennym, nie była tabu w rozmowie. To teraz się nie mówi dzieciom o śmierci, jest kult życia (hedonizmu) i młodości, co jest absurdem. Coś ten artykuł naciągany się wydaje …

  2. Nemo said

    @1

    Po co się aż tak daleko cofać w przeszłość? Moja mama zabrała mnie na pogrzeb kiedy miałem pięć lat. A później wszystko tłumaczyła. Inna sprawa, że niewiele moglem wtedy zrozumieć ale coś tam zaiskrzyło. Co innego mówić dzieciom o śmierci a co innego kupować im makabryczne zabawki. Trzeba być nieźle rąbniętym, żeby kupić dziecku np. lalkę- wampira.

  3. Zbigniew said

    jak „TO” się dzieje?

    Miałbym inne pytanie. Na pozór całkiem inne.

    Otóż od października zacząłem pracować w Polsce na uniwersytecie. Pierwszy miesiąc mieszkałem w akademiku, dojeżdżałem autobusem do pracy. Otóż w autobusie zawsze jako 90% pasażerów to były studentki. Nie przesadzam.

    Mam teraz zajęcia, z jakieś 200 studentów. Znaczy .. też znaczna większość studentek.

    To nie jest normalne. Gdzie są statystyki przyjęć na studia?

    Ja i nie wierzę, że mamy do czynienia wyłącznie z procesem społecznym. Ktoś tu musiał ręki przyłożyć administracyjnie do selekcji kandydatów na studia.

    I nie, ja wcale nie mam nic przeciw paniom studentkom. Ależ je łatwiej lubieć, są spokojniejsze, czasem też bardzo, naprawdę bardzo mądre.

  4. Zbigniew said

    w istocie, wiele dałbym za statystyki przyjęć na studia. Podziękowań. Żeby tam było zróżnicowanie na płęć, kierunki, lata, uniwersytety.

  5. Rysio said

    Po co zabawki, myśmy jako dzieci bawili się w żołnierzy, kowboi i indian a jakbo broni używaliśmy patyków.
    A pojęcie śmierci bardzo szybko zrozumiałem gdy ciotka kazała mi ukatrupić kurę na rosół.

  6. Augustyn said

    Mam skromne pytanie :
    A JAKIMI TO DZIS ZABAWKAMI BAWIA SIE DOROSLI ?

  7. Krzysztof P said

    Wydaje mi sie, ze nalezy powiedziec, ze na TAKIM wychowaniu ( od dzicka po jeszcze durniejszych rodzicow) nic sie juz dobrego nie narodzi i te cywilizacje czeka zaglada?
    No, chyba ze BOG w swoim MIŁOSIERDZIU zechce wstrzasnac tym Swiatem, / jak trwoga to do Boga, mowi stare polskie przyslowie/ by otworzyc oczy niedowiarkom w jaka slepa uliczke sie sami zagonili?

  8. Augustyn said

    Co do dzieci to przeciez trzeba ich od malego przyzwyczajac do wszelkiej potwornosci aby w doroslym zyciu umialy…….., no i byc w tym wyszkolene.

  9. Zbigniew said

    @6 (Krzysztof P)

    Zgadzam się. To jest droga w jedna stronę. Aż do samounicestwienia. Ale tu nie Bóg pomoże. Tylko ludzie mogą coś zrobić. Ale, ogólnie, to jestem pesymistą.

  10. murzyn przebrany za eskimosa said

    „A pojęcie śmierci bardzo szybko zrozumiałem gdy ciotka kazała mi ukatrupić kurę na rosół”.

    Kalachem, nieprawdaz.

    Ha ha ha! – admin

  11. Rysio said

    Jakim kałachem?
    Załatwiłem ją poniemieckim pancerfaustem.
    Tylko pierze fruwało.

    🙂

  12. Rysio said

    Apropo, dziadek mi opowiadał że jak sowieci nas „wyzwalali” to tłukli co popadnie, ptactwo domowe, rogaciznę i nierogaciznę.

    Kury tak się ich bały, że jak ujrzały człowieka na kilometr to spieprzały na skrzydłach gdzie pieprz rośnie.

  13. Mordka Rosenzweig said

    Ja pan Mordka chce powiedziec wszystkie czlowieki na tym forum, sze sa bardzo dusze hipokryty.

    Jak nasz wielki papiesz Jan Pawel der Zwei bawil figurka pan Budda i pan Shiva to nikt nie naszekal tylko go wszystkie czlowieki bardzo kochali.

    Teraz jak ktos zrobi figurka pan wampir to jest straszne i od razu panika.

  14. Zbigniew said

    Pan Mortka 🙂

    Zobaczcie sobie ten film: https://www.youtube.com/watch?v=3zfy2m3d7JA

  15. Autor myli sporo rzeczy. Myli kupowanie dzieciom zabawek-straszydeł z poznawaniem wiedzy o śmierci. Stawia znak równości między zabawkami wampirów i duchów, a tym, że przez całe wieki dzieci były świadkami wieszania złoczyńców na szubienicy i nikt nie widział w tym problemu. Odnośnie HP nie chcę podejmować się tematu, gdyż został wyczerpany przez całą masę filozofów, jak i teologów. Nie wiem jednak co jest złego w zemście. Zapewne jak ktoś na nas za przeproszeniem nas…a bo odprawiamy różaniec na ulicy, to nie mamy tej osobie dać w mordę, tylko modlić się dalej. A mordercom wybaczyć. Liczy się mniłość.

  16. Rysio said

    Polowanie na kury

    🙂

  17. Rysio said

    Polowanie na większe kury

    🙂 🙂

  18. bobolanin said

    „Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu na szyi i wrzucono w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych…” (Łk 17, 1-2).
    Polecam też coś od ks. Natanka:

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: