Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    corintians o Ławrow: nazywanie NATO sojusze…
    Lily o Szczytowanie przed dołowaniem
    How Too Ansys (@Ansy… o Szczytowanie przed dołowaniem
    corintians o Koncepcja goni koncepcję
    kontra o Jad węża w „Desideratio deside…
    Emilian58 o Gaz za ruble, kto przegra…
    kontra o Jad węża w „Desideratio deside…
    bryś o Wolne tematy (48 – …
    Mietek o Szczytowanie przed dołowaniem
    Olo o Szczytowanie przed dołowaniem
    osoba prywatna o Wolne tematy (48 – …
    Emilian58 o Rozmowy małżeńskie Wielomskich…
    mironik o Wolne tematy (48 – …
    Kura domowa o Wolne tematy (48 – …
    Mietek o Gaz za ruble, kto przegra…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Cnoty kardynalne: roztropność

Posted by Marucha w dniu 2013-12-07 (Sobota)

Pisałem już wcześniej o tym, co to znaczy być prawym człowiekiem, trudno jednak żyć cnotliwie, gdy nie znamy cnót. Na szczęście Matka Kościół, opierając się na wielkich myślicielach świata starożytnego, dokładnie określił, do osiągnięcia jakich cnót powinniśmy dążyć i w jaki sposób mamy to robić. Kościół daje ich klarowne definicje.

Pierwsze cztery cnoty zostały nazwane „kardynalnymi”, ponieważ odgrywają one dla nas, katolików, zasadniczą rolę. Mam na myśli roztropność, sprawiedliwość, męstwo oraz umiarkowanie.
Pierwszą cnotą kardynalną jest roztropność – znaną także pod nazwą „woźnicy cnót” – ponieważ to ona pomaga zachować kontrole nad sobą. Innymi słowy, roztropność moderuje inne cnoty. Oto jak definiuje ją Katechizm:

Roztropność jest cnotą, która uzdalnia rozum praktyczny do rozeznawania w każdej okoliczności naszego prawdziwego dobra i do wyboru właściwych środków do jego pełnienia. ‘Człowiek rozumny na kroki swe zważa’ (Prz 14, 15).

Wybory, wybory

Duch czasu ubóstwia wybory. W sklepie spożywczym mamy do wyboru dziesięć rożnych rodzajów sera, centra handlowe wypełnione są konkurującymi ze sobą sklepami, setki urządzeń elektronicznych zalewają nasze biura, a w drogeriach stoi do wyboru 20 szamponów na każdej półce.

Co ważniejsze, także na poziomie moralnym społeczeństwo uważa możliwość wyboru za coś świętego, nawet jeśli wybór ten manifestuje się w zabiciu dziecka przez aborcję albo w jakimś wynaturzeniu seksualnym. Większość ludzi uważa, że mają wrodzone prawo wyboru w każdym działaniu, niezależnie od moralności i w oderwaniu od konsekwencji.

Nasze wybory mają jednak określone znaczenie. I tutaj zaczyna odgrywać rolę cnota roztropności. Roztropność pomaga nam wybierać to, co prawidłowe i słuszne w naszym codziennym życiu – pomaga nam podejmować właściwe decyzje. Innymi słowy, roztropność pomaga iść drogą, o której mówił św. Jakub: Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie (Jk 1,22).

Pozyskanie roztropności

Roztropność nie jest wyborem, ale raczej cnotą kierującą naszymi decyzjami – trudną do nabycia. Istnieją jednak co najmniej trzy sposoby, aby stać się bardziej roztropnym człowiekiem.

1. Ucz się na błędach. Wielokrotnie w ciągu naszego życia stajemy przed bolesnymi bądź upokarzającymi wyborami. Czujemy wielki żal, kiedy dochodzi do tego rodzaju sytuacji. Nie zapominajmy jednak, iż dzięki nim możemy wiele się nauczyć i zdobyć mądrość. Jeśli zdecydujemy się uczyć na własnych błędach, nasz depozyt wiedzy będzie rósł w miarę upływu czasu, zapewniając nam rezerwuar doświadczeń, które będziemy mogli wykorzystać w przyszłości.

2. Ucz się od innych. Jedną z lekcji, której uczy nas Pismo Święte, jest waga umiejętności uczenia się od osób starszych, bardziej doświadczonych i mądrzejszych. To wymaga pokory, ale jeśli napełnimy nasz „zbiornik“ doświadczeniami innych ludzi, wtedy oszczędzimy sobie wielu bolesnych lekcji.

3. Rozważaj starannie. Mężczyźni często wydają się spieszyć z wydawaniem sądów, podczas gdy kobiety są zazwyczaj bardziej ostrożne i uważne. Męska impulsywność może być czasami właściwa, w większości wypadków jednak tak nie jest. Kiedy stajemy przed jakimś wyborem, powinniśmy umieć kontrolować nasze pragnienie dominacji i zamiast tego starannie rozważyć konsekwencje naszych decyzji. Jak mówił św. Augustyn: „Cierpliwość jest towarzyszką mądrości”.

Konkluzja

Roztropność jest cnotą, której wyćwiczenie wymaga czasu. Jest zarazem jedną z najważniejszych, wręcz podstawowych cnót. To właśnie roztropność zarządza innymi cnotami.

Ucz się zatem na swoich błędach, ucz się od innych, rozważaj swoje wybory ze stoickim spokojem, a nim się obejrzysz, znajdziesz się na dobrej drodze, aby stać się roztropnym i mądrym człowiekiem.

Jak to wygląda u Ciebie? Jesteś roztropny z natury? Czy myślisz, że w ogóle jesteś roztropny?

The Catholic Gentleman

http://www.pch24.pl

Komentarzy 5 do “Cnoty kardynalne: roztropność”

  1. Rysio said

    „…………Duch czasu ubóstwia wybory. W sklepie spożywczym mamy do wyboru dziesięć rożnych rodzajów sera, centra handlowe wypełnione są konkurującymi ze sobą sklepami, setki urządzeń elektronicznych zalewają nasze biura, a w drogeriach stoi do wyboru 20 szamponów na każdej półce………”

    To niestety prawda. 😦

    Za komuny w sklepach spożywczych nie było ubóstwiania wyborów.

    🙂

  2. Fran SA said

    Ad.2
    Rysio
    Za komuny nikt nie mial raka skory a cukrzyca byla bardzo rzadkim zjawiskiem. Dzieci byly zdrowsze.
    Ale za to byl duzy wybor sportow amatorskich dostepnych dla wszystkich.
    I bylo duzo swiezego powietrza.

    No i spojrzmy prawdzie w oczy:
    Trudno teraz dyskutowac, co gorsze: puste polki, czy zastawione toksynami?????

  3. Mój znajomy chirurg, przez lata ucinał nogi w szpitalu. To były głównie „stopy cukrzycowe” (nawiasem mówiąc, coraz młodsi fani snickersów trafiają pod piłę), czyli efekt cukrzycy i często nadwagi. Zastrzyk w kręgosłup, szloch, płachta i piła; nogę wywozi się do spalarni. Już nigdy nie zatańczysz… wszyscy ludzie którym ucinano nogę, za ten fakt obwiniali cukrzycę.

    Używki przeciwbólowe

    Mam dla Ciebie zadanie domowe: poszukaj statystyk zawartych ślubów, sprzedaży papierosów, leków przeciwbólowych, alkoholu, narkotyków i ciastek… nie chodzi o dokładne dane, a przelotne spojrzenie na ogrom, który Tobą zachwieje.

    Wszystkie używki które wymieniłem (tak, łącznie ze ślubami) zmniejszają chwilowo cierpienie które odczuwasz. Jak by tego cierpienia nie nazwać (dotyczy ciała bądź umysłu), tylko do tego się sprowadzają. Człowiek czuje ból, cierpi, boi się, pragnie czegoś (odczuwa brak), więc sięga po coś co ten ból zmniejsza. Jakież to proste! boli Cię głowa? panadol. Rodzina szyderczo dopytuje kiedy dzieci? pojawia się strach przed samotnością? kościelniak, wesele na trzysta wujków, słit focie spod piramid na fejsa by wszyscy widzieli Twoje szczęście, rozmnażasz się. Porównujesz się z telewizyjnymi modelami, idolami tłumu? powstaje frustracja, którą gasi się alkoholem. Boisz się przyszłości, tego co życie Ci przyniesie? kilka buchów Cię uspokoi, wyciszy… masz doła? impreza, koks i szybkie mężatki, które zabiorą Cię do krainy rozkoszy, swymi zawsze chętnymi tyłeczkami. Brzydzisz się zdradzających, ćpunów, alkoholików i palaczy? są snickersy, fast foody, ciasteczka… można obejrzeć fajny serial, zajadając coś pycha.

    Nie bić czytelników!

    A później latami terapia, rzucanie nałogu, leki, rany na cale życie… przyczyną bólu nazywa się dany nałóg. Alkoholik obwinia alkohol, rzężący palacz z brązowymi, obrzydliwymi zębami papierosy, trzęsący się ni to szkielet, ni to jeszcze żywy człowiek – oczywiście narkotyki. Grubasy obwiniają jedzenie i chemię w nim zawartą (a także tarczycę i geny) ludzie po załamaniach nerwowych stresogenny świat, pacjenci którym amputuje się nogę cukier, a rozwodnicy koczujący pod mostem, swych partnerów.

    Jeśli teraz uderzyłbym Cię z całej siły w twarz… wybiłbym Ci zęby, złamał nos… to kto byłby winny? moja pięść? to na niej byś się mścił? ją byś w snach i marzeniach wyzywał, upokarzał? powiesiłbyś sobie na ścianie zdjęcie mojej dłoni, i planował okrutną zemstę, by ugasić ogień w Tobie płonący?

    Oczywiście że nie…

    Przyczyną Twojej masakry nie byłaby moja pięść, a decyzja o pobiciu Ciebie. Pięść spełniła tylko polecenie. Ta sama dłoń pieściła niejedną Panią w pewnej Praskiej kawalerce, czując drżenie rozkoszy delikatnej jak poranna rosa… jakże więc można jej nienawidzić? moja dłoń dawała rozkosz, ale i rozbijała nosy. Piszę nią ożywcze felietony, chuchając na żar mądrości w Twym sercu, ale mogę nią też pisać na murach brzydkie rzeczy o Panu Premierze…. Dłoń to tylko wykonawca woli, pracownik, robol, sługa mierny lecz wierny. Decyzję podjąłem w swojej głowie, i jest oczywistą oczywistością że to na nią, nieszczęsną, kulistą, słowiańską – posypały by się bolesne razy. Słusznie!

    Ludzie kochają obwiniać objawy chorobowe za wszystko. To że facetowi ucinają nogę nie jest winą cukrzycy, a tego że odczuwał ból, brak bądź cierpienie; poprzez jedzenie które daje przyjemność, próbował tę bezdenną dziurę zasypać. Cukier podnosi poziom energii (na chwilę) więc ludzie go jedzą by dać sobie powera i nutkę przyjemności. Trwa on chwilę, więc znowu ponawiają dawkę słodkiego. I tak do momentu, gdy otyłość i zmaltretowana trzustka doprowadzają do szpitala.

    Dziad cierpiał, ojciec cierpiał…

    Ludzie korzystają z tłumiących objawy leków, nie ruszając przyczyny – bólu istnienia. Gdy ktoś przedstawia im jasno o co chodzi, nie rozumieją bądź reagują agresją; święta tradycja. Dziad cierpiał, ojciec cierpiał, on też będzie cierpiał. Niektórzy cierpią tak strasznie, że rezygnują z tradycji. Wtedy mogą znaleźć prawdę, która zawsze jest wrogiem większości ludzi i wszystkich wielkich instytucji. To co piszę, nie jest w stanie zrozumieć ponad 99% ludzi. To bardzo delikatne szacunki. I nawet jeśli to rozumiesz, może tkwić w Tobie społeczna hipnoza, mówiąca Ci to co miliardom innych ludzi. Ale czy oni doznali spełnienia? są szczęśliwi? a może udają? niektórzy ludzie, jak pisałem Państwu wcześniej, zadziwili mnie tym, do jakiej perfekcji można doprowadzić robienie w konia sąsiadów, znajomych i rodziny. Wszyscy stawiają ich sobie za wzór, płaczą na myśl o ich szczęściu, a oni po prostu… udają.

    Proste, życiowe prawdy;

    Jeśli szukasz kobiety by osiągnąć spełnienie w życiu, nabijesz sobie tylko guza; tylko Ty możesz sprawić, że poczujesz się szczęśliwy; żadna osoba, przedmiot ani idea nie ma takiej mocy. To banalnie wręcz proste; to co odczuwasz jako szczęście, jest wyrzutem hormonów przyjemności. Natura tak nas „ustawiła”, że na widok zdrowej, atrakcyjnej samicy czujemy się euforycznie. Pojawia się endorfinowy haj, dzięki któremu masz spłodzić potomstwo. To nie jest szczęście i spełnienie, ale rozmnażanie, przetrwanie ludzkości. Ważny cel, ale nie ma on nic wspólnego z Twoim spełnieniem i szczęściem. Widzisz piękną kobietę, i szybciej bije Ci serce; Twoja męskość pęcznieje, przygotowując Cię na przekazanie życia. Myślisz o kobiecie? pojawia się podobny, tylko znacznie mniejszy haj. Chcesz mieć więcej przyjemności, więc działasz by wyobrażenie dające miłe odczucia spełniło się w rzeczywistości, a poprzez bliskość i seks eksplodowało rozkoszą. Natura daje Ci silną, nie do powstrzymania motywację. Poeci opiewają stan zakochania, a jest on tylko narkotycznym hajem, niczym więcej. Nie ma w nim żadnej duchowej głębi; to zwyczajne narkotyki. Młodzi nieśmiali ludzie, okupują internetowych guru, pragnąc nauczyć się sztuki podrywu. Chcą się po prostu porządnie naćpać; ale uwaga! im większy haj, tym większy kac. Od tej zależności nie ma ucieczki. Ludzkość ma dwa mechanizmy rozmnażania się – pierwszy to metoda marchewki wiszącej przed osłem – haj zakochania, sprawiający że płodzisz dzieciaki i się hajtasz. Jest też kij, którym okłada się krnąbrnego osła – ci którzy nie mają dzieci, stają się pośmiewiskiem, bywało że oznaką Boskiej hańby. Kto miał dzieci, ten miał szacunek. Władca potrzebuje dzieci by te umierały za niego na wojnach, a kapłan by ciągnąć z nich dziesięcinę. Im więcej ludzi, tym więcej władzy i dobrobytu dla tych, którzy ogniem i mieczem usadowili się na szczycie ludzkiej hierarchii.

    Jesteś ambitny? bystry?

    Jeśli pijesz, ćpasz, zajadasz się słodyczami… to wspaniała wiadomość, cierpisz. Jest w Tobie ból i masz poważny problem. Pierwszy krok ku prawdzie został poczyniony. Świat daje Ci receptę na ten ból (alkohol, papierosy, słodycze…), ale ona znosi go tylko na chwilę, przy czym uzależnia Cię, przyszpila do bolesnego świata. Jeśli masz ambicję, twarde pięści i bystrą głowę, zauważysz te piekielne zależności. Miliardy ludzi nawet tego nie zauważą…

    Ibuprom w mini i szpilkach

    Partner jeśli jesteś nieszczęśliwy, to tylko żywa używka, nic więcej. Niestety, tak właśnie jest, niezależnie od tego w jak romantyczne bajki wierzysz. Jeśli traktujesz kogoś jak lek przeciwbólowy, to o jakiej miłości mowa? przecież Ty nie kochasz kobiety za jej serce, pasje, osobowość, tylko za to że będąc z nią, czujesz euforię. Euforię która zagłusza Twój wewnętrzny ból, bylejakość, szarość, pustkę życia. I gdy poziom hormonów spada, a razem z nimi odczuwana euforia na widok partnerki, pojawiają się pierwsze zgrzyty, kłótnie o głupotki, w końcu rozwód… jeśli nie ma dzieci i wspólnego kredytu. Byłeś tak oszołomiony zakochaniem, że takie kwestie jak finanse nie miały dla Ciebie znaczenia. W ten właśnie sposób, bardzo bogaci i cwani ludzie, całe życie okradający mniej bystrych są nakłaniani do ślubu przez gorące jak wulkan dziewczyny, i zgodnie z prawem ogałacani z majątku. Biznesmen ma pieniądze, armię prawników, silnorękich jeśli trzeba… a biedna, malutka kobietka ma piękne ciało, bezbronność która wzbudza w biznesmenie samczy szał; chce ją obronić przed całym światem, sprawić by nigdy nie cierpiała… by była szczęśliwa.

    I żeni się z nią. Nie wie że niemożliwym jest sprawienie, by druga osoba była szczęśliwa – to nie zależy od Ciebie, tylko od jej układu hormonalnego. Układem hormonalnym rządzi sam człowiek, i nikt z zewnątrz nie może tym sterować. Jeśli wiesz jak działa Twój system nerwowy, masz szansę stać się totalnie niezależnym. Nie można już Tobą sterować, popychać Cię komplementami bądź krytyką w odpowiednich kierunkach; jesteś wolny. To nie cudza krytyka Cię boli, a Twoja wyuczona reakcja na nią. Gdyby ktoś napisał Ci bluzgi po Chińsku, śmiałbyś się – bo byś ich nie rozumiał. Twoja reakcja byłaby śmieszna. Gdyby Ci przetłumaczono co to oznacza, wściekłbyś się. To nie ludzie, a Twoje reakcje na nich Cię bolą. Bolą Cię, ponieważ wszyscy jesteśmy tresowani od dzieciństwa tak, by cudza opinia była dla nas bardzo ważna. I ten obrzydliwy nawyk trzeba z siebie wypędzić precz, paszoł won jak najdalej.

    Najpierw spełnienie, później kobieta

    Reasumując: jeśli czujesz dół, nie masz energii, życie Cię nudzi czy przeraża… nie wiąż się z nikim. Kobieta Cię pobudzi tak samo jak amfetamina, ale koszty tego pobudzenia są znacznie większe niż korzyści. Kobieta nigdy nie da Ci trwałego szczęścia; haj jest tylko do dwóch lat, byś spłodził potomstwo, to wszystko. Szczęście zniknie gdy kobieta odejdzie – umrze, zostawi Cię dla innego faceta… co wtedy? załamiesz się, rozpijesz? jeśli uzależniasz swoje szczęście od czegokolwiek i kogokolwiek, zostaniesz wcześniej czy później złamany. A zanim do tego dojdzie, będziesz całe życie się bał że partnerka odejdzie. Ona jest Twym szczęściem, tak? zabierze więc szczęście, to tylko kwestia czasu. Każdy normalny człowiek o tym myśli, i tego się boi. Każdy normalny człowiek przeciwdziała temu jak umie – a ludzie umieją tylko kontrolować, śledzić, bać się, grozić. Wszystko po to, by ich dwunożna strzykawka z narkotykiem nie nawiała. To ma być ta miłość? te szczęście? pilnowanie wciąż kobiety by się z nikim nie puściła, nie odeszła? naprawdę tylko tyle chcesz od życia? kobiety nie upilnujesz, i wbij sobie te słowa młotkiem do głowy. To nie pesymizm, a ludzka natura. Powie Ci to każdy, kto gustuje w mężatkach i zna piórkową lekkość ich zdobywania.

    Najpierw Ty

    Najpierw Ty. Najpierw naucz się czerpać szczęście z bycia samemu, naucz się je wyzwalać sam z siebie. Potem dopiero związki, żona, dzieci… nie ma innej ścieżki do szczęścia, a jeśli ktoś Ci mówi inaczej, to bezczelnie łga. Jego też oszukali, i chodzi powtarzając to, co jest wierutnym kłamstwem. Najpierw Ty – musisz nauczyć się odczuwać sam ze sobą szczęście, bawić swoją obecnością, umieć znaleźć sobie przyjemne zajęcie. Jeśli ktoś naciska byś zapomniał o sobie, a zajął się innymi, to jest oszust, manipulant – mówiąc o innych, ma zapewne na myśli siebie… zapomnij o sobie i żyj dla cwaniaczka, wtedy nie nazwie Cię egoistą. Wypadałoby też dobrze zarabiać, by wolność zyskała nowy, cudowny wymiar… nie śpiesz się. Lepiej mieć związek i dzieci w wieku pięćdziesięciu lat, niż jako głupi, biedny dwudziestolatek który się tnie bo odeszła od niego dziewczyna. Kobieta musi się śpieszyć, mężczyzna niekoniecznie. Kobieta nie ma tyle czasu, dlatego bardziej naciska na ślub, czyli umowę która legalnie oddaje jej Twój majątek.

    Z rewolweru w usta…

    Przyczyną wszystkich nałogów jest wewnętrzny ból, niepokój, stan gdzie myśli i stany emocjonalne miotają Tobą jak potężny sztorm małą łódeczką. Każde rzucanie nałogu jest skazane na porażkę, gdyż sukces w rzuceniu jednego nałogu, doprowadza Cię natychmiast do następnego. Ucisz swój wewnętrzny chaos, a nałogi nie będą po prostu potrzebne. Będzie radość, rozluźnienie, spokój i wewnętrzne spełnienie… po co więc skok cukru? dym kurczący płuca? obrzydliwy alkohol? kobieta by się zakochać? to jest dla tych, których boli w środku. Nie decydują za siebie, są miotani we wszystkie strony… kobieta odejdzie? tnie się, wiesza i strzela z rewolweru. Straszy że odejdzie? trzęsie ze strachu, pije do nieprzytomności. Zrozum wreszcie, życie to gra i musisz znać te zasady – a więc jeszcze raz; jeśli kobieta daje Ci szczęście, euforię, razem z nią zawsze pojawia się strach o to, że kobieta odejdzie, umrze, ulegnie wypadkowi… nie unikniesz tego. Często ten strach jest tak wielki, że człowiek jest wrakiem za życia. Możesz tego nie wiedzieć jeśli jesteś młodym człowiekiem, a wiedzę czerpiesz z filmów, opowiadań kolegów i wujków… ale mi ludzie doświadczenie opowiadali jak to jest, to stały, ciągle powtarzający się wzór. Nie dziwię się wcale, że ludzie żyjący w takim napięciu piją… eleganccy alkoholicy, doktorat, wysoka pozycja zawodowa, dobre pieniądze, a kiedy tylko może małpki. Inni zazdroszczą – ależ facet! a to ruina, alkoholik, narkoman, erotoman o krok od cukrzycy. I gdy rozmawiamy o nałogach, zawsze stawiam jedną diagnozę – żadna terapia nałogu, bo to tylko objaw, trzeba znaleźć sens życia, szczęście, spełnienie. Wtedy terapia ma sens. Gdy rzuciłem palenie, rzuciłem się na żarcie. Ten sam ból mną kierował, ale inaczej się uzewnętrznił.

    Pilnuj głowy

    W tym stanie spełnienia, możesz w sposób świadomy i jasny decydować czego tak naprawdę chcesz od życia, w którą stronę iść. Bez presji, bez potrzeby spełniania czyichś zachcianek, podnoszenia sobie poczucia wartości młodą laską… wtedy ukaże Ci się prawdziwy kierunek. Mądry facet to ten, który jest całkowicie niezależny. Finansowo, emocjonalnie i społecznie. Dopiero wtedy jest w stanie wybrać mądrze, celnie i tak, by zaznać pełni satysfakcji. Każdy wybór dokonany gdy coś Cię boli, gniecie… da Ci jeszcze więcej bólu i gniecenia. Oczywiście, na początku będzie miło; podobnie jak z modliszką… najpierw jest seks, a później samica odgryza głowę erotomanowi.

    http://www.samczeruno.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=302:gierki-w-mi%C5%82o%C5%9B%C4%87&Itemid=101

  4. RomanK said

    ad 3///to…to..obojetnie- co to jest- to test???… na ..roztropnosc???/czy cierpliwosc czytelnikow????

  5. Nemo said

    @3

    Chore wynurzenia super-egoisty Mareczka, który niegdyś brylował w Onecie.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: