Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Marek o Czy Duda zatańczy kazaczo…
    wanderer o Wolne tematy (45 – …
    wanderer o Wolne tematy (45 – …
    revers o Czy Duda zatańczy kazaczo…
    NICK o Wolne tematy (45 – …
    Marucha o Głowa Kolumba, czyli krótki es…
    Za_granicą_widać_Lep… o Rozbić system samowładzy
    revers o Czy Duda zatańczy kazaczo…
    NICK o Wolne tematy (45 – …
    JARNO o Głowa Kolumba, czyli krótki es…
    wanderer o Rozbić system samowładzy
    JARNO o Głowa Kolumba, czyli krótki es…
    Wandaluzja.pl o Wolne tematy (45 – …
    revers o Wolne tematy (45 – …
    NICK o Wolne tematy (45 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 517 obserwujących.

Ile mąki jest jeszcze w chlebie?

Posted by Marucha w dniu 2013-12-14 (Sobota)

Dane GUS są nieubłagane. Równo 20 lat temu statystyczny Polak zjadał w ciągu roku blisko 100 kg pieczywa. Dziś spożycie to spadło prawie o połowę. Systematycznie maleje też liczba piekarń, tylko w ciągu ostatniego roku zlikwidowano 2 tys. zakładów. Obecnie jest ich niespełna 10 tysięcy. Rentowości piekarń oprócz kurczącego się rynku zbytu nie poprawia też systematycznie drożejąca mąka.

– Chleb kiedyś był produktem spożywczym o znaczeniu podstawowym czy nawet w pewnym sensie strategicznym, gdyż bez chleba człowiek nie wyobrażał sobie przeżycia dnia, a w tej chwili spożycie pieczywa dramatycznie spada – wskazuje Karol Szlenkier, do niedawna prowadzący sieć znanych piekarń w Warszawie. – Jest taki ogólnoświatowy trend, że wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa zmienia się struktura spożycia produktów, w tym m.in. tych bazowych, jakimi były chleb i ziemniaki.

Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Jedną z nich jest rozpowszechniony przed laty i pokutujący do dziś pogląd, że chleb jest kaloryczny i ciężkostrawny, co może być prawdą w niektórych przypadkach, gdy zakwas czy drożdże zastępuje się sztucznymi konserwantami i polepszaczami, ale mija się z nią w odniesieniu do pieczywa tradycyjnego. Innym powodem tego, że ludzie coraz częściej wybierają dania z makaronów, kasz czy różne dania barowe niż zwyczajowe kanapki, jest systematycznie pogarszająca się jakość pieczywa zalewającego nasz rynek. Chrupiące bułeczki i pachnące bochenki ciepłego chleba kupowane w supermarketach po kilku godzinach czerstwieją lub zmieniają się w niezjadliwe gnioty, co może odstręczać od kupowania pieczywa. To jedna z przyczyn niepokojącego, nagminnego dziś zjawiska wyrzucania pieczywa, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu było nie do pomyślenia.

Chleb na zakładkę

– Tradycyjny bochen chleba opisywany w naszej literaturze odchodzi niestety już trochę do lamusa, gdyż takich wypieków, gdzie raz w tygodniu piekło się chleb i wytrzymywał on swoją świeżością do następnego wypieku, a nawet piekło się na zakładkę, a więc w czwartki, a do soboty jadło się jeszcze chleb ze starego wypieku, już się w zasadzie nie stosuje – uważa Karol Szlenkier.

W starych piekarniach wypiek chleba trwał ok. 5 godzin w temperaturze od 120 do 160 st. C, a obecnie cały proces przyspiesza się temperaturą i przykładowo wypiek kęsów kilogramowych, który powinien trwać minimum 3 godz., skraca się do 45 minut. W związku z tym pieczywo dziś tak szybko czerstwieje, odchodzi od skórki, jest niesmaczne, gdyż najbardziej korzystne właściwości chleb uzyskuje w czasie długotrwałego wypieku.

Jeszcze gorszej jakości pieczywo powstaje, gdy wypieka się je z ciasta mrożonego. Wymaga ono zwiększonej do co najmniej 32 proc. zawartości glutenu, a ponadto dodatkowych surowców, m.in. tłuszczu, cukru, produktów mlecznych i tzw. polepszaczy, czyli substancji dodawanych do ciasta w celu podniesienia jego walorów technologicznych, organoleptycznych i żywieniowych. Dopiero za rok obowiązywać będzie wymóg umieszczania na produktach piekarniczych informacji, że powstały z ciasta mrożonego.

Ponieważ pieczywa zjadamy coraz mniej, piekarze wymyślają najrozmaitsze ich odmiany i gatunki, żeby zainteresować potencjalnych klientów. Mnogość rodzajów chleba na rynku to swoisty znak czasów. Chleb, który się zawsze kojarzył z dwoma lub trzema postaciami – był chleb jasny, biały pszenny i chleb żytni ciemny, tzw. razowy – sprzedawany jest dziś w tak wielu mutacjach, że trudno dokonać racjonalnego wyboru.

Zdaniem Karola Szlenkiera, piekarnictwo nadmiernie poszło w tzw. galanterię i rozdrobnienie rodzajów pieczywa. Nie tylko sięga się po mąki najróżniejszych zbóż, ale również mieszanki ziaren, o których wcześniej nikomu się nie śniło. Do składu pieczywa obok najczęściej używanych zbóż, tj. pszenicy i żyta, wchodzi jęczmień, czarnuszka, orkisz, proso, różne ziarna kiedyś stosowane, a później zapomniane.

– Dzisiejsza technologia pozwala zrobić pieczywo nieomal ze wszystkiego – uważa Karol Szlenkier. – Paleta produktów piekarniczych poszerzyła się do grubo ponad setki pozycji, a piekarnia, która nie robi 70 rodzajów pieczywa, nie może utrzymać się na rynku.

Co w chlebie piszczy

Podstawowy podział pieczywa wyróżnia trzy jego główne postacie: pieczywo wypiekane z mąki pszennej, takie jak chleb, bułki, kajzerki; z mąki żytniej jasnej lub ciemnej na zakwasie, w tym m.in. chleb razowy; oraz mieszane – wypiekane z mąki pszennej i żytniej z dodatkiem drożdży lub zakwasu.

Najpopularniejszy jest chleb mieszany, tzw. baltonowski, sprzedawany pod różnymi nazwami w różnych regionach Polski. Stosunek użytej do jego wypieku mąki pszennej do żytniej wynosi mniej więcej jak 70 do 30. Obok niego zalega półki cała gama zwykle droższego pieczywa na drożdżach lub na zakwasie, pszennego, żytniego, razowego, sitkowego, typu graham, z dodatkiem ziół, przypraw, ziaren, suszonych owoców, a nawet warzyw.

Konkurencja na rynku piekarniczym sprawia, że przy oferowaniu szerokiego asortymentu produktów piekarnie szukają oszczędności w procesie technologicznym. To w tym kierunku ewoluowały już od lat 60. na Zachodzie, a od 20 lat w Polsce zmiany w piekarnictwie. Ofertą młynarzy mającą potanieć koszty surowca jest mieszanie z mąką już we młynie dodatków potrzebnych do wypieku pieczywa.

– Kiedyś piekarz dostawał mąkę, robił zakwas, na nim czy na drożdżach wypiekał, a teraz często dostaje to już gotowe z młyna – wskazuje prof. Jerzy Szymona z Katedry Ekologii Rolnictwa Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. – Ze względu na dużą ilość dodatków, mąki w czystym składniku w chlebie jest niekiedy zaledwie 60 procent. Pozostałe 40 proc. to są dodatki, głównie syntetyczne. Całość określana jest jako mąka folderowana. Piekarz otrzymuje gotowy skład, wrzuca do mieszalnika, dolewa wody i z tego robi pieczywo.

W ostatnich latach nastąpiły duże zmiany w jakości ziarna na mąkę. Ponieważ większym popytem cieszy się pieczywo pszenne, piekarze żądają mąki z pszenicy odmian wysokoglutenowych, gdyż gluten zwiększa tzw. wypiekowość, co przekłada się na zyski piekarzy. Bułeczka z takiej mąki jest jakby napompowana, pulchna jak gąbka, duża, apetyczna, choć jej wartość zdrowotna jest znikoma.

Zdaniem prof. Szymony, gluten w procesie piekarniczym jest składnikiem technicznym, który służy w zasadzie tylko temu, żeby pieczywo rosło jak na drożdżach, które często stają się już zresztą niepotrzebne.

– Nie można powiedzieć, że duża zawartość glutenu jakoś zwiększa wartość odżywczą czy zdrowotność pieczywa – wskazuje prof. Szymona.

Tymczasem presja na stosowanie pszenicy wysokoglutenowej w Polsce rodzi poważne problemy ekologiczne. Polska, poza niektórymi regionami: Wielkopolską, Żuławami i Zamojszczyzną, nie posiada gleb wysokopszenicznych. Większość nadaje się do upraw żyta, jęczmienia i owsa. Uprawianie pszenicy wysokoglutenowej wymaga intensywnego nawożenia, a wówczas faktycznie zjadamy w pieczywie znaczne ilości azotanów i innych trujących substancji.

Jeszcze bardziej problematycznie wygląda sprawa dodatków, które w pieczywie – obok mąki – mogą stanowić nawet do 40 proc. jego składu. Zwiększenie zawartości glutenu powoduje, że mąka przestaje być śnieżnobiała, a ponieważ pieczywo w sklepie ma być bielusieńkie, stosowane są substancje, które wybielają mąkę i pieczywo, m.in. gaz – dwutlenek chloru, a także gips i wapno. Innymi dodatkami do pieczywa są m.in. tłuszcze, kwas L-askorbinowy (E300), L-cysteina (E920), mąka sojowa – importujemy głównie soję modyfikowaną genetycznie, emulgatory i konserwanty. Choć są to substancje dopuszczone do spożycia, jednak wielu naukowców zaleca ich unikanie.

Uwaga na zboża

Na jakość pieczywa niebagatelny wpływ ma również kultura zbioru zbóż. Prawdziwą rewolucję w rolnictwie powodującą, że żniwa przestały kojarzyć się ze znojem i harówką, spowodował jednoetapowy zbiór ziarna za pomocą kombajnu. Kiedyś żniwa te odbywały się dwuetapowo. Najpierw po skoszeniu ziarno stało w snopach ok. 2 tygodni na polu, zasychało, twardniało i dopiero wtedy było wożone do stodół, a następnie młócone. Dziś kombajn sypie świeże ziarno wprost na przyczepy i jeżeli lato jest wilgotne, a rolnik nie posiada suszarni, to wystarczy, by kilka godzin leżało wilgotne z chwastami i nieoczyszczone na przyczepie, żeby „zagrzało się” i nastąpiła inwazja grzybów. Ta infekcja może nastąpić również w magazynach, jeśli złoży się do nich zboże niedoczyszczone i niedosuszone. Tymczasem z wytworzonych w tym procesie szkodliwych mykotoksyn nie wyczyści ziarna żaden naturalny czy syntetyczny środek.

Inne zagrożenie stanowi zwalczanie zachwaszczenia wtórnego przed żniwami. Gdy chwasty są zielone i utrudniają zbiór, to aby je wyeliminować, stosuje się albo dozwolone desykanty, albo niekiedy chwastobójczy Roundup.

– Z dużą ostrożnością trzeba podchodzić do stosowania środków nawet dozwolonych – ostrzega prof. Szymona. – Jeśli na kilka dni przed zbiorem zbóż opryskuje się je środkiem chemicznym, to nie ma siły, żeby ten środek nie znalazł się w ziarnie, nawet jeśli ulega w jakimś okresie degradacji.

Jedzmy chleb z głową

Świadomość istniejących zagrożeń nie zmienia faktu, że wykonane zgodnie z zasadą dobrych praktyk pieczywo to podstawowy składnik naszego pożywienia. Dietetycy wskazują, że ze względu na swoje walory żywieniowe i zdrowotne chleb jest jednym z podstawowych produktów w piramidzie zdrowego żywienia. Polecane jest przede wszystkim pieczywo z pełnego przemiału, na zakwasie, pochodzące ze sprawdzonego źródła. O ile to możliwe, warto jeść chleb ekologiczny, gdyż obowiązujący przy tych produktach system kontroli wyklucza stosowanie jakiejkolwiek chemii.

Jak zapewnia Instytut Żywności i Żywienia, produkty zbożowe powinny stanowić podstawowe źródło energii w diecie człowieka. Produkty te dostarczają węglowodanów złożonych, błonnika pokarmowego oraz białka roślinnego. Zawierają też przede wszystkim witaminy z grupy B oraz witaminę E. Dostarczają również składników mineralnych takich jak: żelazo, miedź, magnez, cynk oraz potas i fosfor.

Znana dietetyk i promotor zdrowia Bożena Kropka w zalecanej diecie naturalnej mówi o spożywaniu od 150 do 200 gramów pieczywa każdego dnia. Karol Szlenkier proponuje bardzo prosty test na sprawdzenie jakości naszego chleba.

Wystarczy zostawić w temperaturze pokojowej kromkę pieczywa zapakowanego szczelnie w folię przez 3-4 dni. Powinno przez ten czas pokryć się lekko podbarwioną na zielono normalną pleśnią penicylinową. Jeśli pojawią się czarne plamy – to znak, że na chlebie musiały być zarodniki szkodliwej pleśni i trzeba zmienić rodzaj pieczywa. A jeśli chleb zupełnie nie spleśniał, to znaczy, że zawiera sporo chemii.

Adam Kruczek
http://naszdziennik.pl

Komentarzy 96 to “Ile mąki jest jeszcze w chlebie?”

  1. Pokręć said

    Mi przyszło do głowy, że ludzie jedzą chleb licząc zjedzone porcje „objętościowo”, czyli jak jadł na smiadanie np. 3 kanapki, to oznacza 3 plasterki o grubości np. 12 – 15 mm. Jak kiedyś bochenek chleba ważył 0.75 kg, to jadło się 3 kanapki. Dziś taki sam bochenek na pogarszaczach wazy 0.5 kg (cena ta sama). I tez zjada się 3 kanapki (klnąc wcześniej przy smarowaniu masłem, że chleb się rozsypuje pod nożem jakby był z waty). Nic dziwnego, że spozycie chleba w kg. na głowe spada. jak piekarze chcą zwiększyć spożycie, to muszą robić cięższe bochenki CHLEBA a nie wyrobu chlebopodobnego. jak za granicą kiedyś byłem i wziąłem ichni „chleb” do reki, to mnie żałość ogarnęła, że te biedaki to nazywają chlebem. A dziś takie g… widzę i w Polsce!
    Ja ostatnio wziąłem do reki bochenek sklepowy większy niż piekę sam. Był jak z puchu. Nie wiem, czy ważył te 600 g. Taki bochenek z mojego piekarnika ma 1,4 kg.
    Chleb piekę sam. Na drożdżach, ale dodaję do niego dobrze zakwaszona mąkę żytnią. Do wyrabiania używam kefiru i dodaję ziaren słonecznika. Chromolę chleb produkowany taśmowo na pogarszaczach. Ja rozumiem, że piekarnia jedzie teraz na krawędzi a jakby miała piec „po domowemu”, to by popłynęła po kilku godzinach. Taki chleb, jak ja piekę, to musiałby kosztować w okolicach 10 zł (jak nie lepiej). I piekę przez co najmniej 2 godziny w temp. 160 stopni. Trudno, jak piekarni zabraknie, to mnie to nie za bardzo nie przerazi. Podobnie, jakby mnie nie przeraziło, gdyby w sklepach nie było wina, piwa, czy choćby naszej „czystej ojczystej”. Co najwyżej nam na zdrowie by to wyszło.
    Wygląda na to, że porządny, zdrowy chleb jest produktem, który taniej jest samemu piec w domu niz kupić w sklepie. Nie wiem, jak Was, ale mnie w tym całym kulcie nowoczesnej ekonomii to DZIWI. Jak coś produkowanego jednostkowo może sie opłacac a produkowane masowo – nie? W przypadku gorzały to nie dziwi, bo akcyza, ale chleb, na który akcyzy nie ma?
    Jak patrze na chleb w marketach, to mi jest po prostu żal, że tyle mąki się marnuje – nie dość, że doprawionej chemia na etapie uprawy i zbioru, to jeszcze doprawionej w piekarni łopatą pogarszaczy…
    Chleba sklepowego zjem 5 kanapek i jestem głodny, mojego zjem 2 – 3 i jestem pojedzony.

  2. szybownik said

    Ciekawe jak to ma się do artykułu o książce „Pszeniczny Brzuch”?

  3. Luxeuro said

    „wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa zmienia się struktura spożycia produktów, w tym m.in. tych bazowych, jakimi były chleb i ziemniaki.”

    „Zamożności społeczeństwa” – ciekawe o kim on mówi. Grecja bankrut, Portugalia bankrut, Hiszpania bankrut, USA bankrut który się nie przyznaje, itd. A Polacy utrzymują się na „szybkich pożyczkach”. Widzimy dzisiaj jak ta zamożność wygląda naprawdę.

  4. olagordon said

    Można zrobic mały eksperyment: wybierz roślinkę w ogródku, może być okazały chwast, posyp wokół niego mąkę i podlewaj przez, powiedzmy, tydzień. Jeśli roślinka padnie, to wiadomo co jest w niechlebku i niebułeczkach.
    Z angielskiej mąki kopytka, pierogi itp. wychodzą koloru ziemistego,bo mąkę czyści się do śnieżnej białości, na pewno chemią, a potem dodaje się przeróżne chemikalia.

    I jeszcze coś o zdrowiu:

    Broń biologiczna w walce z rakiem

    BIOLOGICAL WEAPONS IN THE CANCER WAR
    http://educate-yourself.org/cn/2001/bioweaponscancerwars01oct01.shtml

    „Nie przyjmuj żadnych szczepionek. To jest standardowy oszukańczy sposób skażania cię bronią biologiczną establiszmentu” – Dr William D Kelley (1925-2005)

    [Od redaktora: Dr Kelley był bardzo szanowanym alternatywnym terapeutą raka, któremu w 1980 udało się uratować życie aktora Steve’a McQueena od raka swoim programem alternatywnym. Opanowany przez raka żołądek McQueena i guzy szyjne zakrzepły w martwą zamkniętą masę. McQueen niepokoił się z powodu chirurgicznego usunięcia martwej masy guzowatej i powiedział dr Kelley w podsłuchiwanej rozmowie telefonicznej, że „zamierzał ujawnić aferę rakową”. Kelly odradził mu operację, ale McQueen był uparty. Podczas rekonwalescencji w szpitalu po usunięciu martwych mas guzowych, McQueena odwiedził nocą człowiek w przebraniu lekarza i wstrzyknął mu środek wywołujący krzepięcie krwi. Nazajutrz znaleziono McQueena martwego.
    Zamordowano go bo dr Kelley udało się wyleczyć jego raka i chłopcy z przemysłu nowotworowego nie chcieli dopuścić do tego by znany gwiazdor filmowy publicznie rezygnował z konwencjonalnego leczenia raka, przeżył i ganił przemysł nowotworowy. Link do książki dr Kelley na końcu tego artykułu. Podziękowania dla Sterlinga Pricharda za przysłanie nam tego fragmentu książki dr Kelley. . . Ken Adachi]
    Dr William Donald Kelley, D.D.S., M.S.
    http://educate-yourself.org/cn/2001/bioweaponscancerwars01oct01.shtml
    Kolega-badacz dr Carol A Morrison, MD, FACC, wykrył, że A H Robins Co. zanieczyściła Pancreatin sprzedawany przemysłowi medycznemu i supplementy w naszym kraju niebezpieczną bakterią Bacillus subtilis [laseczka sienna = Gram-dodatnia bakteria tworząca Endospory]. Infekcja ta należy do rodziny Bacillus Anthraces (ANTHRAX) i do niedawna była całkowicie niewykrywalna w organizmie ludzkim przez żadną znaną procedurę, w laboratorium czy poprzez biopsję. Jak Anthrax, jest zawsze śmiertelna, jeśli nieleczona natychmiast. Ta infekcja jest częścią szerokiego eksperymentalnego programu broni biologicznej przeprowadzanej przez najwyższe szczeble establiszmentu medycznego. Establiszment stosował ten eksperymentalny składnik biologiczny od kilku lat.
    Establiszment który kontroluje agencje amerykańskiego rządu myśli o kilku celach kiedy infekuje różne części populacji środkami biologicznymi, naturalnymi i stworzonymi przez człowieka. Jednym celem jest zniszczenie trzustki, w wyniku czego astronomicznie zwiększy się zachorowalność na cukrzycę i raka. Innym celem jest forma ludobójstwa wybranych grup rasowych. Pamiętajmy, że establiszment robi od dawna to o co oskarża innych.
    Krajowy Instytut Onkologii
    Establiszmentowi politycy uchwalili prawo zadeklarowania WOJNY z RAKIEM. Dlatego udali się do Fort Detrick i zarejestrowali departament broni chemicznej i biologicznej armii USA – SIGN. Następnie na bramie frontowej placówki umieścili dwa znaki: po lewej KRAJOWY INSTYTUT ONKOLOGII [NCI], i po prawej ŚWIATOWA ORGANIZACJA ZDROWIA [WHO]. O tym wielki szmum zrobiły establiszmentowe media, i sfinansowali amerykańscy podatnicy w wysokości kilku miliardów dolarów rocznie.
    Szaleni naukowcy
    Nic dziwnego w tym, że EWĘ oszukano w Raju, nie można jej obwiniać. Bo nawet dzisiaj wewnętrzny wróg nas oszukuje. Oczywiście, najgorsi i najbardziej szaleni naukowcy w całej historii (Fort Detrick) nigdy nie przegapili godziny pracy czy wypłaty i kontynuowali pracę jak zwykle. Kiedy to się dzieje, politycy establiszmentu ze swojego ośrodka w ONZ wysyłają grupy inspektorów by upewnić się, żeby inne kraje nie odkryły broni biologicznej. Ci bardzo sprytni politycy establiszmentu prowadzą grę według innych zasad niż pozwala się innym.
    Orzełek wygrywam, reszka przegrywasz
    Ludzkie króliki doświadczalne
    Ci szaleni naukowcy, wykorzystując ludzki płodowy materiał DNA. produkują nowe infekcyjne składniki bakteryjne i wirusowe. Oni wykorzystują i zmieniają DNA śmiertelnych bakterii i wirusów by udało im się uciec znanym procedurom leczniczym antybiotykami i antywirusami. Ma to 4 cele:
    1.Zdobycie dodatkowych funduszy od podatników i zniewolenie
    2.Redukcja populacji świata (Population Act of 1981)
    3.Dalsze ograbianie Amerykanów przez ich organizacje pomocowe: Czerwony Krzyż, Kampania Ratuj Dzieci, Nakarm Głodnych itp.
    4.Nadanie wiarygodności swoim diabolicznym przedsięwzięciom naukowym.
    Kiedy ta nowa genetycznie zmieniona broń biologiczna jest gotowa, wykorzystują różne segmenty naszego społeczeństwa do swoich „kontrolowanych badań”. To miało miejsce w Ameryce od wczesnych lat 1800. Badania nad syfilisem Tuskgee w latach 1930 na Murzynach i epidemiami ospy i tyfusu wśród amerykańskich Indian są przykładami tych wysoko rozwiniętych zdolności establiszmentu. Również różne epidemie gruźlicy wykorzystywane w ostatnich 150 latach.
    Kiedy Ameryka przejęła Wyspy Filipińskie od Hiszpanii, gen. Arthurowi MacArthurowi, ojcu gen. armii Douglasa MacArthura słynnego w II wojny światowej, establiszment polityczny nakazał zaszczepić społeczeństwo Filipin żywą szczepionką ospy. To zabiło więcej ludzi niż wcześniejsze epidemie ospy. Również w 1950 amerykańskie wojsko przeprowadziło eksperymenty radioaktywnymi środkami na Eskimosach i Indianach.
    Pierwszy sukces
    Szaleni naukowcy z NCI i WHO, którzy przejęli placówkę biologiczną armii USA w Fort Detrick, Maryland, w końcu odnieśli sukces w tym na co amerykański rząd wydał tak dużo pieniędzy.
    AIDS – nakazane ludobójstwo!
    Nie ma absolutnie żadnych dowodów naukowych na to, żeby ten laboratoryjnie spreparowany wirus występował w Afryce zanim WHO dopadła tych niefortunnych ludzi ich śmiertelną skażoną AIDS szczepionką. Wirus AIDS nie przyszed z Afryki. Przyszedł z Fort Detrick, Maryland, USA.
    AIDS „wymyśliła” WHO
    Jest niesamowitą rewelacją, o której mówiono od samego początku fiasko AIDS, by zdać sobie sprawę z tego, że AIDS jest szatańską, spreparowną w laboratorium plagą, którą narzucono na społeczeństwo zgodnie z projektem i planem! Dowody są jasne, amerykański rząd nie zamierza chronić amerykańskiego społeczeństwa przed AIDS!
    Trafianie w cel
    Szaleni naukowcy z NCI i WHO, którzy tak udoskonalili swoją spreparowaną przez człowieka bakterię i wirus do tego stopnia, że mogą wybrać którą część organizmu ludzkiego chcą zniszczyć, i w jakiego rodzaju komórki ludzkie chcą celować. AIDS był tylko jednym z tych osiągnięć – zniszczenie komórek „T” systemu odpornościowego. Chociaż był to ich pierwszy sukces, to na pewno nie ostatni.
    Teraz mają WŚCIEKŁĄ KROWĘ, spreparowane przez człowieka środki biologiczne do wykorzystania przeciwko mózgowi. Mają także EBOLA dla wątroby i innych organów. Ten środek był sprawdzony na amerykańskich dzieciach indiańskich, a później na tubylcach z Ameryki Południowej.
    Rak
    Niedawno jednym z najbardziej udoskonalonych celów biologicznych jest ludzka trzustka. Niszcząc jedną część trzustki mogą zwiększyć zachorowalność na cukrzycę. Niszcząc inną mogą wywołać błyskawiczny typ raka, który odbierze człowiekowi życie w ciągu 6 miesięcy. Jest to tak dewastujące, że nie ma żadnej metody leczenia – i nie planuje się jej wykrycia.
    Ofiary raka
    Krótko mówiąc, ofiara raka dzisiaj ma się zmierzyć z wewnętrznym wrogiem – establiszmentem, który jest nieustępliwy i zdecydowany by cię grabić i zabijać za wszelką cenę. „Fałszywa nadzieja” nie jest moim celem. Mówiąc prawdę, mamy dwóch wrogów: RAKA i ESTABLISZMENT. Oczywiście istnieje NADZIEJA, musisz mieć Pancreatin [Pankreatyna] i inne odżywki metaboliczne by dobrze leczyć raka. Ale by go dostać musisz mieć rozeznanie, i znać tłum oszustów, którzy mówią, że są to dobre produkty. Zgodnie z prawem musisz zezwolić konwencjonalnemu lekarzowi na leczenie twoich guzów. Pamiętaj, on nie ma pozwolenia na leczenie twojego raka, ani nie ma kwalifikacji by to robić. NIE PRZYJMUJ ŻADNYCH SZCZEPIEŃ. To jest standardowy oszukańczy sposób na przekazanie ci przez establiszment infekcji bronią biologiczną.
    Pamiętaj
    Nigdy nie będzie leku na raka dopóki establiszment nie zrealizuje swoich celów by na to pozwolić. Ich głównym celem są pieniądze i kontrola. Który wielki konglomerat dostanie błogosławieństwo od wielkiego establiszmentu? Nic nie dzieje się na światowej scenie, czego nie zaplanuje i nie opracuje wielki establiszment.
    Całość Zrób-To-Sam książki dr Kelly „Jedna odpowiedź na raka” [One Answer to Cancer] tutaj:
    http://www.drkelley.com/CANLIVER55.html

  5. Luxeuro said

    Ad. 4
    „Nadanie wiarygodności swoim diabolicznym przedsięwzięciom naukowym.
    Kiedy ta nowa genetycznie zmieniona broń biologiczna jest gotowa, wykorzystują różne segmenty naszego społeczeństwa do swoich “kontrolowanych badań”. To miało miejsce w Ameryce od wczesnych lat 1800. Badania nad syfilisem Tuskgee w latach 1930 na Murzynach i epidemiami ospy i tyfusu wśród amerykańskich Indian są przykładami tych wysoko rozwiniętych zdolności establiszmentu. Również różne epidemie gruźlicy wykorzystywane w ostatnich 150 latach.”
    Diabeł rządzi pod przykrywką Demokracji i Walki o Praw Człowieka
    http://muzyka.interia.pl/pop/news/miley-cyrus-mamy-prawo-sie-rozbierac,1973141,50

    http://en.wikipedia.org/wiki/Unethical_human_experimentation_in_the_United_States

  6. efka said

    Żeby jeść co oferują musimy trzymać nasze pola odłogiem i kupować jedzenie w markecie.

  7. Kar said

    ..nie wiem, bo moge tutaj byc solidnie wysmiany za swoja opinie schlebiajaca Niemcom. Ja tez pamietam czasy, ze dobry chleb i u nas egzystowal. To nalezy juz do zamierzchlej przeszlosci, i nie wroci.

    Jednak..jednak jest mozliwosc kupienia dobrego zytniego chleba (moja opinia) w Niemczech-Göttingen-Niedersachsen w Kaufland. Ciezki zytni chleb (1kG) w cenie od 0.89€ i w gore za bochen chleba.

    Wstyd przyznac, ale byly czasy, ze Niemcy przyjezdzali do nas po chleb, po prawdziwy chleb. A nie kawalek dziurawego gniota magazynowanego w Biedronce

  8. Fran SA said

    Chodzi glownie o jakosc maki. Najgorsza maka jest amerykanska, kanadyjska i australijska. Klopot w tym, ze probuje te make wcisnac, komu sie da i sprzedaja na lewo i na prawo.
    Uzywaja okropnych nawozow, ktore sa czesto z odpadow przemyslowych i zanieczyszczonej chemii.
    Jeszcze gorsze jest przechowywanie maki w silosach i magazynach. Zasypuje sie te make roznymi srodkami przeciwko plesni, robakom, grzybom, myszom, szczurom, nadmiarem wilgoci ,suszy i bog wie czym jeszcze.
    Do tego przy wypieku chleba – piekarze dokladaja swoja porcje toksyn: roznych srodkow, ktore powoduja ‚swiezosc’ chleba przez pol roku albo dluzej, pulchnosc.
    Do tego dochodzi ziarno niewiadomego chowu. Ziarno sie ‚wzmacnia’ roznymi srodkami, ktore zapobiegaja germinacji – kielkowaniu i powtornemu wysianiu. Monopol na zboze stal sie prawem, i patentem zbrodniarzy.
    W Poludniowej Afryce i Indiach duzo rolnikow popelnilo samobojstwo. Zakupili ogromne ilosci ziarna i probowali wysiac zakupione zboza. Zostali bankrutami.
    Na razie tylko Rosja i Chiny sie buntuja.

    Amerykanska kukurydza jest niejadalna.

    http://www.thedailysheeple.com/china-to-us-take-your-60000-tons-of-gmo-corn-and-shove-it_122013

    http://whatreallyhappened.com/node/287980

    http://enenews.com/unprecedented-china-bans-all-imports-of-shellfish-from-u-s-west-coast-official-theyve-never-done-anything-like-that-that-ive-ever-seen-includes-washington-oregon-a

    GMO
    http://rinf.com/alt-news/breaking-news/in-global-gmo-fight-terminator-seeds-on-the-rise-again/

    GMO
    http://www.naturalnews.com/043208_GMOs_farm_animals_birth_defects.html

  9. Rysio said

    Te zdjęcie myszy w chlebie mógł Gajowy umieścić w Tematach Dowolnych.

  10. Wosiu said

    Doktor Miodek, naczelny pseudojęzykoznawca Polestyny, były agent SB, obecnie chyba agent niemiecki, stwierdził kiedyś w artykule dla niemieckiej gazety „Dziennik Bałtycki”, że polskie słowo chleb pochodzi z języka niemieckiego. Czekam kiedy stwierdzi, że słowo matka pochodzi od niemieckiego mutter.

    Te gnoje robią to od wielu lat, twierdząc że większość słów w języku polskim pochodzi od języka czeskiego, rosyjskiego, niemieckiego itp. i nie jestem pewien, czy ktoś poza mną to w ogóle zauważa.

  11. olagordon said

    @ 11 Wosiu, polecam polska i fałszowanie historii tutaj http://chomikuj.pl/olagordon pozdrawiam

  12. Tekla said

    Ad.10
    dla pana Rysia

    http://www.dobradieta.pl/lutz.php

  13. Galernik said

    Zgadza się, że dzisiejszy chleb nasz powszedni to taki nienajlepszy jest. Żeby kupić lepszy choćby smakowo trzeba parę groszy więcej wydać, a gdyby w sprzedaży był dostępny chlebek przygotowany tak jak to w artykule opisano to byłby towarem luksusowym. Tak to ten cały wolny rynek spieprzył nawet chleb. A kiedyś za małolata jak mama wysłała do sklepu po chlebek to zawsze ciepły i chrupiący był, do domu to się przynosiło go z obgryzioną dupką. Ale to się nie wróci.

  14. Wosiu said

    Re12/Olagordon

    Dzięki, właśnie o taki styl jak w tym tekście mi chodzi. Tymczasem wszystko jest odwrotnie.
    W skrócie:

    Historycznie ziemie aż po Ren były słowiańskie. To Niemcy przyjmowali wiele słowiańskich wynalazków jak np. dodawanie chmielu do piwa. Niemcy są genetycznie mieszanką germańsko-słowiańsko-celtycką i nie są nawet prawdziwymi Germanami jak Skandynawowie.

    Polacy są genetycznie najbardziej zhomogenizowani z narodów europejskich i są wg genetycznych badań Underhilla autochtonami na ziemiach polskich od przynajmniej 10.000 lat. Jednocześnie Polacy mają oprócz Serbołużyczan najwyższy procent „aryjskiej” haplogrupy genetycznej R1A1, spotykanej w większej skali jedynie pośród Słowian, Tadżyków i braminów w północnych Indiach.

    Można powiedzieć, że to Polacy są bezpośrednimi potomkami Aryjczyków którymi byli w istocie starożytni prasłowianie.

    Języki słowiańskie są nawet teraz* najbardziej podobne do sanskrytu (ja np. nie ucząc się nigdy sanskrytu, rozumiem tak z 2-3 na 10 sanskryckich słów) stąd są najbardziej rdzennymi językami indoeuropejskimi. Mnóstwo podstawowych słów brzmi tak samo. Wiele najważniejszych pojęć kulturowych brzmi prawie identycznie, np. najwyższy bóg Słowian Swar-og i Bóg osobowy w wedancie Iśwar-a, itp.

    Słowianie w dalekiej starożytności stworzyli potężną cywilizację od rzeki Ren po obecną chińską prowincję Xinjiang (mumie blond i rudowłosych, wysokich białych ludzi w dolinie Tarim), potem idąc na południe założyli klasyczne cywilizacje Indii i Persji. Niestety niewiele się po nich zachowało, gdyż używali rdzewiejącego żelaza a nie brązu, budowali w drewnie a nie kamieniu, pisali pismem runicznym na korze i skórach a nie na glinianych tabliczkach.

    *Podobno jeszcze w X wieku języki zachodniosłowiańskie były jednym językiem, nie było różnicy między ówczesnym czeskim a polskim. Wcześniej pewnie wszystkie języki słowiańskie były jednym językiem.

  15. Jan said

    Ad 5 Diabeł rządzi pod przykrywką Demokracji i Walki o Praw Człowieka

    Nic dodać nic ująć. A zwolennicy świadomi i nieświadomi są na jego służbie.

  16. Wosiu said

    Re13/Galernik
    „A kiedyś za małolata jak mama wysłała do sklepu po chlebek to zawsze ciepły i chrupiący był, do domu to się przynosiło go z obgryzioną dupką.”

    Dupką? U nas w Gdyni to się nazywało piętka.

    Pamięta się, zwykły, okrągły zakopiański albo okrągły razowy. Najlepiej się jadło taki jeszcze ciepły ugniatając kulki z miąższu a skórki zostawiając na koniec. Też chodziło się do piekarni z blachami z ciastem, żeby fachowo wypiekli.

    Dzisiejsze pieczywo to syf i masakra. Bułka jest dwa razy większa niż kiedyś, choć waży tyle samo, w rezultacie zużywa się dwa razy więcej masła. Które poza nielicznymi markami też jest syfem z zawartością olei roślinnych i olejku migdałowego. Ja kupuję masło po 7 złotych, większość ludzi wybiera takie po 4 złote, i to nie tylko z powodu braku pieniędzy, ale też z braku wymagań smakowych.

  17. Marucha said

    Dupka, piętka… u nas mówiło się „przylepka”.

  18. Wosiu said

    Re17/Marucha

    W zasadzie też kromka. Tyle że w niektórych regionach Polski kromka jest synonimem kawałka, plastra, pajdy czy skibki chleba co nie jest tym samym.
    Niestety to jest kosmos dla tego polactwa, które posługuje się średnio nie więcej niż 500 słowami. Jak już niedługo Polacy wymrą a zostanie tylko polactwo, będą posługiwać się 200 słowami, różnymi chrumknięciami i chrząkaniami oraz gestami…

  19. Rysio said

    Chleb, ziemniaki i wszysytko inne co jest niejadalne na surowo, tak naprawdę nie jest jadalne i po ugotowaniu.

    Jak ktoś nie wierzy to niech zje mąkę albo surowe kartofle.

    A np. surowe mięso jest bardzo zdrowe a z dodatkiem odpowieniego płynu jest super zdrowe.

    🙂

  20. Marucha said

    Re 18:
    U nas kromka to było coś takiego:

    Zaś przylepka (dupka, piętka) to to:

  21. Marucha said

    Re 19:
    Ciekawa teoria. Sam ją Rysio wykompinował?
    Prosimy o więcej,

  22. Rysio said

    re 13. „……….Tak to ten cały wolny rynek spieprzył nawet chleb………”

    Ale piperzysz Galernik, widać że nigdy nie jadłeś PRLowskiej gliny nazywanej dla niepoznaki chlebem ( mały „bochenek” gliny był po 4zł a tej większej po 8 zł)

    G-prawda. Najgorsza glina z tzw. piekarni żygantów, była o niebo lepsza od dzisiejszej ligniny,
    Admin

  23. Rysio said

    Jak się je za dużo niezdrowego jedzenia to się gada i pisze głupoty.
    Jak to ślązaki mówią – „byle co jesz byle co gadasz”.

    Np. po co niektórych wpisach naszego kochanego Pana Gajowego Maruchy – wyraźnie widać że je bardzo dużo chleba.

    🙂 🙂 🙂

    PS. A to nie moja teoria tylko Dr. Kwaśniewskiego – powinien Gajowy go poczytać.

    Najzdrowsze są oczywiście amerykańskie hamburgery i hotdogi. – admin

  24. Rysio said

    Najlepszy chleb jaki jadłem w życiu, robiła moja ciocia. Piekła go w piecu, kilka bochenków na raz, na takich dużych blachach. Te potęzne chleby miały wymiar pół metra na pół metra.

    Ech! Zżarłby go znowu.

    🙂

  25. TomUSAA+ said

    Panie Rysio, jak Boga kocham!! Przecież w PeeReLu też byli uczciwi piekarze! Może akurat wszyscy w moim mieście*, ale ja jadłem zawsze bardzo dobry chleb i bułki, a także szneki z glancem.
    BTW, w piekarni, która była najbliżej (przez bramę) mieści sie teraz…..Konsulat Ukrainy!!!! Serio.

    *Posnania

  26. Jan said

    Ad 23
    Panie Rysiu dieta Kwaśniewskiego po dłuższym czasie przynosi negatywne skutki dla organizmu. Daj Pan spokój jego teoriom.

  27. Rysio said

    re 25. A teraz wszyscy piekarze są nieuczciwi.

    🙂

  28. Rysio said

    re 26. Dieta dr. Kwaśniewskiego tak samo jak ekonomia Misesa po dłuższym czasie przynosi tylko pozytywne skutki.

    Wiem bo obie dokładnie wypróbowałem na sobie.

    🙂 🙂 🙂

  29. Pokręć said

    @19: surowe mięso to proszenie się o zachorowanie na mnóstwo chorób pasożytniczych (z trychinozą i tasiemczycą na czele). Owszem, człowiek zje surowe mięso, ale koszt trawienia takiego mięsa jest spory. Łatwiej strawne jest mięso gotowane albo smażone, czy wędzone. Wtedy można go zjeść mniej a uzyskać ten sam efekt.
    Jest teoria, która mówi, że człowiek dopiero wtedy zaczął rozwijać cywilizację, kiedy zaczął jeść gotowane / pieczone. Bo zaczął dysponować nadwyżkami energii, które mógł spożytkować na głupoty, kiedy nie był zajęty polowaniem na następne mięsko zaraz po trudnym strawieniu poprzedniego. Trawienie surowizny jest tak powolne, że akurat wyrównuje ubytek energii w czasie poświęconym na jej zdobycie.
    Jedzenie surowego to powrót do warunków żywieniowych sprzed epoki, kiedy człowiek nauczył się kontrolować (jako tako) ogień. Owszem, surowe warzywa, czy owoce są zdrowe, wbrew pozorom, człowiek też potrafi trawić surową skrobię, ale robi to bardzo powoli i nie można zjeść szklanki mąki na raz, tylko trzeba ją powoli i dokładnie żuć malutkimi kęsami, żeby wymieszać ją ze śliną (zawierającą enzym – amylazę, który rozkłada skrobię na cukry proste – czyli – zaciera ją par excellence).
    Tak więc skrobia wg. Pańskiej teorii też jest jadalna, także po ugotowaniu upieczeniu.

  30. TomUSAA+ said

    Wczoraj żona włączyła film dokumentalny pt. „Genetic Roulette/ The Gamble of Our Lives” Strach sie bać, co z nami robią monopoliści (Monsanto i inni producenci ziaren GMO)

  31. Rysio said

    re 30. Pokręć nie kombinuj jak koń pod górkę.

    Owoce to najbardziej niezdrowe żarcie jakie może być.
    Jabłka, banany to zaraza której należy się wystrzegać jak trucizny.

    Kiszona kapusta, kiszone ogórki są b. zdrowe.

    Surowe mięso – jest super zdrowe.

    Np. Mongołowie pod siodłami na koniach mieli olbrzymie połacie surowego mięsa(koniny) – kotórą po kawałku jedli. Właściwością „mięsnej derki” było to że nie odparzała grzbiety końskiego.

    Każdy wojownik Mongolski miał też po kilka koni, którym na zmianę upuszcał co kilka dni szklaneczkę krwi.

    Inna spraw, że jak Mongoły po kilku tygodniach takiego żarcia, dopadli do jakieś wiochy to żarli wszystko co się ruszało, razem z pierzem i kopytami.

    No ale stworzyli największe imperium na świecie.

    Prawie że jednocześnie walczyli i pod Legnicą i robili inwazję Japoni.

    🙂

  32. Jan said

    Ad 31
    Mongołowie niestety nie mieli przenośnych mini lodówek zasilanych bateriami słonecznymi, dlatego jedli surową zaśmiardłą koninę z padłych bądz zabitych koni.

  33. Marucha said

    Re 32:
    Człowiek nie świnia, wszystko zje… ale ciekawe, jaka była średnia życia dzielnych wojowników mongolskich (o ile nie padli w boju).

  34. Rysio said

    Żydowscy naukowcy wynaleźli lodówki i przedłużli życie gojom aby dłużej na nich pracowali i płacili podatki.

    🙂

  35. Mordka Rosenzweig said

    re 30

    Ja pan Mordka chce ostszec pan TomUSA sze szuca paszkwile na Monsanto.

    Monsanto jest bardzo zasluszona firma i niedawno dostala nagroda od pan Nobel za osiagniecia w rolnictwie.

    Monsanto ruwniesz jest duszy contrybutor dla swiatowy pokuj bo kupil najemnikuw Black Waters.

    http://action.sumofus.org/a/world-food-prize-monsanto-syngenta/

    http://blogs.vancouversun.com/2013/10/15/consumer-group-outraged-at-monsanto-winning-nobel-prize-of-agriculture/

    http://www.voltairenet.org/article179691.html

  36. Galernik said

    Rysio pyta „A teraz wszyscy piekarze są nieuczciwi” ?
    Ja Rysiowi odpowiem, że teraz wszyscy piekarze tną koszty a efekt jest taki, że Kowalski wpi…dala potem chleb z solą drogową. Co do tego całego „wolnego rynku” – ja już alergicznie reaguję na sam ten zwrot – to muszę Rysiowi powiedzieć, że ta cała „niewidzialna ręka” – albo ktoś kto nią kieruje – stwierdziła, że hodowla bydła, trzody jest mało efektywna i ….
    …no właśnie. Po co utrzymywać całe stada, zagrody, obory, po za tym praca ludzka też kosztuje. A ile to kłopotu, ile roboty i ile to trwa zanim świnka podrośnie i się nada na burgera. Jeszcze trochę i mięso które Rysio będzie szamać nie będzie pochodziło ani od krowy ani świni a prosto ze szkła w laboratorium. Już była światowa premiera takiego mięsa. Tak to dzięki temu „wolnemu rynkowi” zamiast mięsa będziemy szamać jakąś masę komórek wyrosłą na szkle. Co potem ? Sztuczne jajka ? Bo kiedy mięso kurczaka będzie produkowane w laboratorium to skąd weźmiemy jajka ? Hodować kury dla samych jajek to byłoby nieekonomiczne. Mises by się w grobie przekręcił.
    Przy okazji. Czytałem kiedyś ciekawy artykuł na temat którego się prawie nie porusza. A konkretnie o przemyśle dodatków smakowych. Wnioski były bardzo smutne. Byle gówno wystarczy wymieszać z takimi dodatkami i wszyscy będziecie wpieprzać aż wam się uszy będą trzęsły i wołać o jeszcze, choć normalnie nie wzięlibyście tego do ust. Trochę w ciemno, bo nie czytałem teraz, ale to zdaje się jest to, podrzucam link dla ciekawskich;
    http://www.eioba.pl/a/1zn/dlaczego-frytki-mcdonalds-sa-tak-smaczne

  37. Marta said

    Up.17 I u nas tez. Mój dziadek wypiekal swoje chleby. Ale co to były za chleby…marzenie 🙂 Kwasnawe w smaku, na zakwasie oczywiście. Piekl je w piecu pod kuchnia na wegiel, gdzie na codzien trzymalo się szczapy drzewa. Dziadek znakomicie radzil sobie przy garach, ach te smaki z dzieciństwa…

  38. Santa Claus said

    re 22

    Rysio, ty pieprzysz i generalizujesz… Nie chodzi o obronę PRL-u, bo tego systemu obronić się nie da, ale byli tam też uczciwi ludzie, w tym kierownicy państwowych piekarni, i były miejsca – wiele miejsc – gdzie pieczywo (i wędliny) było doskonałe. Goście z Zachodu odwiedzający Polskę żarli aż im się uszy trzęsły, popijając Wyborową i lokalnym piwkiem.

  39. Wosiu said

    Re22/wpis admina

    „G-prawda. Najgorsza glina z tzw. piekarni żygantów, była o niebo lepsza od dzisiejszej ligniny,
    Admin”

    🙂

    Panie Marucha, my się dość często tu wzajemnie wkurwiamy na siebie (chyba więcej Pan, tak apropos), ale nieraz jak Pan coś napiszesz, to jakbyś Pan był moim bliźniakiem czy bratem rodzonym, czy coś w tym stylu! Poważnie to piszę, bez spoufalania się.
    Taką piekarnię żygantów też znałem i mógłbym to samo napisać.

  40. @11 said

    Pochodzenie wielu wyrazow w jezyku polskim jest zamazywane przez takich specjalistow.
    Miodek, Bralczyk… niech sobie ucza w jezyka swych przodkow czytac od prawej do lewej a nie za mnie umoralniaja jak mam poslugiwac sie wlasnym jezykiem.

  41. Lily said

    Re 17; Panie Marucha,skad ja sie wywodze,mowiono rowniez „przylepka”,i ja do dzis tak mowie. Jak bylam dzieckiem,zawsze mowilam”mamo daj mi przylepke”.Potrafilam,tez oberwac cala skorke z chleba.

  42. bardzo said

    Jeśli masło zawiera ślad oleju roślinnego, nie może być nazywane masłem. Takie są przepisy genewskiej konwencji, oraz US standard of identity. Masło z dodatkami musi nazywać się inaczej. Na przykład butterblend. Masło z samych olejów roślinnych nazywa się margaryną. Można wyprodukować w miarę zdrową margaryne, to znaczy bez tłuszczów konfiguracji trans, i w ogóle bez tłuszczów uwodornianych. A jak tego dokonać? Pokrótce może o tym napiszemy na kulinarnefantazje.wordpress.com , a jeśli chodzi o bliższe szczegóły, jak np. instrukcja technologiczna, to mój czas wart jest (po dyskoncie) 70 zielonych za godzinę plus expenses.

  43. Józek_z_Klanu said

    @33 Marucha
    Średnia życia dawnych pokoleń jest zaniżana w badaniach z powodu uwzględniania grup o podwyższonej śmiertelności, np. dzieci, które umierały zaraz po narodzinach (wtedy była duża śmiertelność) i ludzi którzy z nienaturalnych przyczyn kończyli życie. Gdyby brac pod uwagę jedynie te grupy, które spokojnie żyły i nie angażowały się w ekstremalnie szkodliwe dla zdrowia działania, ich długość życia byłaby dłuższa niż jest u nas dzisiaj.

    A co do chleba, to ja zacząłem piec sam, na zakwasie. To nie jest takie trudne. Pierwsze efekty są bardzo zachęcające i zgłębiam temat (proporcje mąk, czasy pieczenia, dodatki ziaren itp. Mąkę kupuję jedynie sprawdzoną, tzn. mam zaprzyjaźnione gospodarstwo ekologiczne (mąka żytnia), a mąkę orkiszową kupuję w sklepach Św.Hildegardy z wiarą w ich uczciwość. Czasami też kupuję chleby na targach ekologicznych, ale tylko żytnie bez pszenicy.

  44. Wosiu said

    Re31/Rysio

    Doucz się ignorancie o Mongołach i nie pieprz głupot. Gdyby byli tak debilni jak uważasz i bawili się z surowym mięsem, nigdy nie zawojowali by prawie całej Euroazji. Mongołowie suszyli mięso do dłuższego przechowywania. Rozumiesz? Mięso suszone z całej krowy mieściło się w wypreparowanym krowim pęcherzu i nie psuło się miesiącami.

  45. Lily said

    Re34;Panie Rysiu,cos Pan tu sciemnia.Mowi sie,ze Oni”nic nie wynalezli” .Panie Rysiu,co Pan mysli o buleczce z maselkiem,szyneczka,i plasterkiem zoltego sera?. Pychotka.

  46. Marucha said

    Re 43:
    Wiadomo, że średnia długość życia w dawnych wiekach była zaniżana przez śmiertelność niemowląt, zarazy, wojny itd.
    Dlatego chodziło mi o średnią długość życia człowieka, który zmarł w sposób naturalny, odżywiając się (wg Rysia) końską padliną.

  47. Marucha said

    Re 45:
    Dobra jest też kanapka:
    – świeża bułka, może być kromka bułki paryskiej
    – na nią masło
    – na masło plasterki jajka ugotowanego nie całkiem na twardo
    – na to kawior (a właściwie ikra) z tubki albo ze słoiczka (droższa, ale bardziej przypomina prawdziwy kawior)

  48. Guła said

    Dokładnie tak samo jak Wikingowie dorsze.

  49. Guła said

    Co z tymi kobitami 🙂 szynka o wiele lepiej smakuje np z chrzanem. Jak można z żółtym serem? Pewnie jeszcze i sporo majonezu, tyle by wypływało z tych „chrupiących bułeczek”

  50. Guła said

    @47 Tak to co innego. Tyle tylko że wolę z plastrem wędzonego łososia do tego jajeczka. No i żeby nie zabrakło.

  51. Rysio said

    re 45. „……Rysiu,co Pan mysli o buleczce z maselkiem,szyneczka,i plasterkiem zoltego sera?………”

    Nie wiem, nigdy tego nie jadłem, odżywiam się tylko zdrową końską padliną, którą popijam kumysem.

    🙂

  52. Marucha said

    Re 50:
    Oczywiście łosoś wędzony jest pyszny,
    Albo łosoś na surowo z przyprawami, tzw. gravad lax

  53. Marucha said

    Re 51:
    Mises nie pisał nic, że wynaleziono kiedyś ogień?

  54. Lily said

    Re 49,50 To mialo inny cel, nie kulinarny. Chcialam Pana Rysia zlapac na czyms. Ser zolty jest super,chrzan tez super,bardzo zdrowy,tutaj kosztuje $80 za kg.

  55. Lily said

    Re 51. Panie Rysiu,to byl podstep.Wpadl Pan jak sliwka w kompot.Wie Pan dlaczego?.

  56. Guła said

    Musiałem sprawdzić tego łososia na surowo i jest marynowany – jak myślałem. Ale nie jadłem łososia tak przyrządzonego. Dorsza i owszem, na Kaszubach. Nawet lipienia, bolenia, które to słodkowodne ryby są prawie niejadalne np smażone.

  57. Marucha said

    Re 56:
    No jest marynowany. Nic się nie przyrządza, kupuje się gotowego i kroi.

  58. Lily said

    Re 52. Lososia marynowanego uwielbiam. Mam kilka przepisow,moj ulubiony to marynowany w buraczkach czerwonych(surowych),zielony koper,sol morska,pieprz,a drugi to w polskiej wodeczce z duza iloscia swiezego zielonego kopru,mielonego czarnego pieprzu,soli morskiej.

  59. Guła said

    Ale wracając do chleba, o ile jest on super, a super w Kraju nie kosztuje 4,50 za kilogram tylko cztery razy tyle, to do niego może być nawet tylko smalec. Nawet wg przepisu pani Gwiazdowej pół na pół, przetopiony z wołowiną na zrazy – która osiąga, cholera, astronomiczne ceny (dwa razy droższa od schabu bez kości)

  60. Lily said

    Re 57; Pieknie wyglada,zapewne wybornie smakuje. Jesli wolno spytac,ile kosztuje kg. Tutaj $80 za kg,ale nie wyglada tak apetycznie.

    Ponad 100 zł/kg – admin

  61. Guła said

    O tej wołowinie to z uwagi na …tatar. Ale bez jajka.

  62. Rysio said

    A ja raz o mało nie miałem łososia prosto z wody, ale mi drań uciekł w ostatnim momencie – tak mnie to roztrzęsło. że z wrażenia musiałem sobie usiąść na kamieniach.

    😦

  63. Guła said

    E tam, ten łosoś nie ma nic wspólnego z Bałtykiem. Jest z Morza Północnego.

  64. Pokręć said

    @Rysio: Mongołowie robili inwazję na Japonię, ale okazali się g…nymi żeglarzami. Mongołowie przez jakiś czas byli potęgą, ale lądową. Oczywiście, gdyby umieli żeglować, to Japonii dziś pewnie by nie było, bez dwóch zdań. Przepaść między zdolnością bojową Mongołów na lądzie a takową japońskich samurajów była gigantyczna. Mongołowie by roznieśli samurajów na kopytach koni.
    Jak tylko Japończycy zorientowali się, że do nich płynie flota desantowa Mongołów – pozakładali pampersy i w strachu oraz przerażeniu czekali na rozwój wypadków…
    Swoją drogą, gdyby mieli Japońce wtedy trochę oleju w głowie, to posiadaliby własna flotę i zmusili Mongołów do walki morskiej zanim ci dotarliby do Japonii, a tu nie daję zaprawionym w walce konnej Mongołom wielkich szans… Nie bardzo da się na pełnym morzu uskutecznić ataku tyralierą stosując taktykę chowania się za konia w czasie jazdy i szycia z łuku do wroga spomiędzy końskich kopyt. Statki obciążone końmi i zapasami potrzebnymi do inwazji są ciężkie, mało zwrotne, powolne i stanowią łatwy cel dla opancerzonych (na ówczesne czasy) fregat bojowych.
    Tylko podczas przeprawy przez Morze Japońskie trochę Mongołami pokiwało i poszli na dno. Japończycy ten sztorm, którzy zatopił „flotę” mongolską i cudem uratował Japonię nazwali „kamikaze” – czyli „boski wiatr”. Na cześć tego wydarzenia nazwali także rozpaczliwa (i bezsensowną) próbę obrony Japonii przed inwazją amerykańską, co miało im zapewnić podobny, „cudowny” efekt.

  65. Guła said

    A najpewniej z „tuczarni”

  66. Guła said

    Panie gajowy Marucha; wodę opodatkowali, powietrze opodatkowali, a pan o ogniu unym przypominasz.

  67. Rysio said

    re 53. „……..Mises nie pisał nic, że wynaleziono kiedyś ogień?………..”

    Pisał o węglu.

  68. matirani said

    Bzdety: ….Dietetycy wskazują, że ze względu na swoje walory żywieniowe i zdrowotne chleb jest jednym z podstawowych produktów w piramidzie zdrowego żywienia….
    Nie dietetycy, tylko mercenariusze firmy General Bisquit wymysli ta bzdure.
    A straczkowe? Fasola, bób, groch, soczewica????
    Ehh… wszedzie ta propaganda wielkich firm…

  69. Marucha said

    Re 68:
    Mówi Pan, że ludzkość jedząca od tysięcy lat chleb (w różnych postaciach) była w błędzie, bo oszukali ją lobbyści General Bisquit?
    Że „chleba naszego powszedniego” w modlitwie, to wynik propagandy?
    No no…

  70. matirani said

    Ano niech Szanowny Gajowy poszuka, kiedy i kto nam sprawil „piramide zdrowego zywienia sie”… Ze zbozami na bazie… i popyta sie coraz liczniejszych celiaków co mysla o glutenie a biochemików co mysla o wartosci odzywczej aktualncyh zbóz. Pewno Gajówka sie zatrzesie jak spadnie ze stolka jej Gospodarz. 😉
    A prosa, jeczmienia, owsa to sie nie jadalo? Samym chlebem niby nasi sie zywili?
    Jedno to zawartosc energetyczna i latwosc przechowania a drugie to odzywczosc i zdrowosc.. rózne sprawy to, nawet nie mieszajac Bibli do dietetyki.
    pozdrówka
    Macko

  71. Marucha said

    Re 70:
    Panie Matirani, gajówka się nie zatrzęsie, bo pisze Pan głupstwa.
    Po pierwsze, niech Pan nie dyskutuje sam ze sobą. Kto niby tu powiedział, że nasi przodkowie żyli „samym chlebem”? Oczywiście, że nie. Ale chleb (i ogólnie, różne wypieki z różnych zbóż) były od zawsze składnikiem diety.

    Poza tym ja pieprzę różne reklamy koncernów żywnościowych. Staram się jeść to, co jedli moi rodzice i ich rodzice. Używam zdrowego rozsądku. A wielkich rewolucji nie lubię. Nawet w kwestiach żywieniowych.

    A że gluten niektórym szkodzi?
    Nie ma niczego, co by komuś nie szkodziło, jak się poszuka.
    Niektórym szkodzą truskawki, orzechy, czekolada, cukier, sól etc. etc.

  72. wmin said

    ad 71-to czy Pana rozsadek jest zdrowy to sie okaze jak bedzie Pan w wieku 70-80 lat

    Oczywiście, mogę wpaść pod samochód… – admin

  73. TomUSAA+ said

    Re: łososie. W Polsce, jeśli nie jest to szkocki, lub bałtycki, wszystkie „norweskie” i inne są z ogromnych akwenów hodowlanych u atlantyckich wybrzeży Chile. To samo tu. Jeśli ktoś nie smakował wędzonego, szkockiego ……musi przed śmiercią!

  74. Marcin said

    A pamiętacie chlebek z GSowskich piekarni?

  75. matirani said

    Marucha, na dietetyce to sie Wasc znasz jak ja na plantacjach sekwoi…

    Na przyklad, co do nasladowania zwyczajów zywienia sie, to rodzice juz nie nadaja sie do nasladowania. Pan, mlody czlowiek, moze najwyzej nasladowac dziadka swego a juz najlepiej to pradziadka.
    JAk nie wie ile % ludnosci ma celioze ukryta i nierozpoznana to sie nie wypowiada.

    Ziarne sie jadlo, owszem, ale nie to zmodyfikowane paskudstwo jakim sie teraz nas zywi. Pszenica dzisiaj ma malo wspólnego z pszenica jaka byla 200 lat temu. Daje wieksze zbiory = zyski, ale zywi mniej. Ludziska jadali wiecej objetosciowo i naturalniej – rzepy, brukiew, kwaszonki, ziarna cale z otrebami ALE BEZ PESTYCYDÓW ani superfosfatów.
    A ci co tak nie jadali, to dozywali do 40 i bylo po nich.

    No i czytasz Wasc pokretnie, bo ja zem nie napisal, zes Wasc napisal, ze sie zywimy samym chlebem. Napislaem, ze piramida „zdrowego zywienia” sie oparta na zbozach, zostala wymyslona przez General Bisquit.
    A Wasc ta bzdete powtarza jak papuga, to prawda.

    Pozdrówka

  76. matirani said

    TomUSAA+
    Norweski wedzony hodowlany czy dziki?
    Podstawowe pytanie…
    Kiedys jadlem lososia z kumplem obiezyswiatem, a ten mi ze to swinstwo i on takiego gówna nie bedzie jadl… dlaczego? , sie go pytam, no a on, ze na Alasce jak lowi je to maja smak dopiero a te hodowlane to swinstwo cuchnace…
    No ja miastowy nie widzial ani nie czul… pojechal wiec kiedys wiec na Patagonie, no i zaraz na lososia do gospody zajechal… no i teraz wie jak smakuje dziki losos i jak paskudny jest hodowlany norweski czy szkocki….
    pozdr
    Macko

  77. Marucha said

    Re 75:
    Panie Matirani, „młodym człowiekiem” to ja już byłem,
    A poza tym niech się Pan zdecyduje:
    – czy krytykuje Pan chleb jako żywność
    – czy krytykuje Pan zmodyfikowane gatunki zbóż
    Bo dla mnie to dwie różne rzeczy.

    Całe te piramidy żywienia mam w dupie, nie czytałem NIC wymyślonego przez jakichś zasranych General Bisquit, nie wiem w ogóle co to jest.
    Ja, panie Matirani, jadałem chleb pieczony w domu, w piecu chlebowym, albo pochodzący z małych rodzinnych piekarni (tak, bywały takie za PRL-u). I wiem, jak smakuje dobre pieczywo.

    Oczywiście (czy ja to muszę EXPLICITE powtarzać???) – nie samym chlebem człowiek żyje, musi czasami napić się wódki i przegryźć słoniną.

  78. Easy Rider said

    Równo 20 lat temu statystyczny Polak zjadał w ciągu roku blisko 100 kg pieczywa. Dziś spożycie to spadło prawie o połowę.

    Zjadał czy kupował? Bo tu może być istota sprawy. Może kupował 100 kg i wyrzucał 50 kg, bo jeszcze nie nastąpiła zmiana jakościowa pieczywa PRL-owskiego, a dzisiaj kupuje 50 kg i nie wyrzuca nic lub prawie nic.

    Czytam powyższe wypowiedzi i muszę stwierdzić, że moje doświadczenia zarówno PRL-owskie, jak i dzisiejsze są nieco odmienne od przedmówców, mimo, że cały czas przebywam w kraju.

    Proponuję w dyskusji pominąć pieczywo domowe, gdyż to jest sprawa poza konkursem i nie mająca wpływu na statystykę. W domach pieczono masowo chleb przed wojną, w latach 70. ten zwyczaj już niemal zanikł nawet na wsiach, a dzisiaj wraca w nieco zmienionej formie, w odniesieniu do żywieniowych hobbystów lub osób wykazujących objawy tzw. ortoreksji – ale nadal nie ma istotnego znaczenia statystycznego.

    W PRL-u pieczywo pochodzące z piekarń państwowych było generalnie fatalnej jakości, szczególnie od lat 70., kiedy przyjęto technologię pieczenia w piecach ogrzewanych parą o temperaturze nominalnej 200°C (dobry chleb wymaga 300°C), a w rzeczywistości ta temperatura mogła być jeszcze niższa, co powodowało, że chleb nie był pieczony, tylko podgrzewany. Stąd powstało wówczas określenie „chlebek dyżurny”, który zawsze leżał w sklepie, bo oczywiście ze względów propagandowych nie mogło chleba braknąć, tyle tylko, że nie nadawał się do konsumpcji bez obawy narażenia się na kłopoty gastryczne, stąd też duże ilości były wyrzucane, a w moim przypadku – przekazywane teściom na paszę dla zwierząt domowych. Pamiętam, że takich chlebków unikałem jak ognia, gdyż wówczas często miałem zgagę i wolałem kupować bułki (odwrotnie niż dzisiaj), które mimo wszystko, nawet z tych państwowych piekarni – były o niebo lepsze od tych dzisiejszych jak z waty. Co ciekawe, takie PRL-owskie piekarnie-relikty, istnieją jeszcze gdzieniegdzie do dzisiaj i wytwarzają zupełnie podobne „chlebki dyżurne” – pomimo prywatyzacji, czego by chyba nawet Mises nie przewidział.
    Lepszy chleb był z piekarni GS-owskich (chociaż w porównaniu do chleba domowego, była to średnia jakość) i nielicznych wówczas piekarni prywatnych, ale w tym celu trzeba było robić wycieczki i stać w długich kolejkach, na co rzadko był czas.

    Jeżeli chodzi o czasy współczesne – z jednej strony nastąpiła inwazja z Zachodu pieczywa „ulepszanego” wraz z różnego rodzaju dodatkami i konserwantami, ale z drugiej strony, odżyły lokalne tradycje pieczywa domowego czy regionalnego i pojawiała się cała masa prywatnych piekarń, wskutek czego w sklepach spożywczych jest naprawdę duży wybór pieczywa od różnych dostawców, którzy sami dowożą pieczywo do sklepów często na odległość kilkudziesięciu kilometrów, w związku z czym nie trzeba tracić czasu jak niegdyś aby „upolować” dobre pieczywo. Ja sam kupuję chleb pieczony metodą tradycyjną, na zakwasie, dobrze wypieczony, który nadaje się do jedzenia nawet po 5 dniach – stąd też nie wyrzucam praktycznie nic, najwyżej dobrze wypieczone twarde „piętki” (tj. nie wyrzucam do śmieci, lecz wystawiam w folii obok śmietnika), których zjedzenie uniemożliwia stan uzębienia. Tu właśnie może być zawarty mechanizm pozornie zmniejszonego spożycia – a tak naprawdę zmniejszonego wyrzucania chleba.

  79. wi42 said

    #78 ER
    Sprowadza Pan jakość chleba tylko do piekarni. Niewątpliwie piekarnia jest istotna.
    Ale chyba zapomniał Pan stare powiedzenie m.w. „Z tej mąki chleba nie upieczesz”. (nie tylko dosłownie). Czyli już przodkowie wiedzieli co jest najważniejsze aby chleb był dobry. O mące było tutaj już wiele. więc nie powtarzam…

  80. Easy Rider said

    Ad 79 – Wi42.

    Mąka niewątpliwie jest istotnym elementem jakości chleba, jednak nawet najlepsza mąka nie pomoże, jeżeli chleb jest pieczony w temperaturze 200°C, a nie 300°C. Automaty domowe do pieczenia chleba posiadają najwyższą temperaturę 250°C. Miałem okazję jeść chleb z takich urządzeń w dwóch różnych miejscach i muszę stwierdzić, że nie ma to nic wspólnego z chlebem domowym w tradycyjnym rozumieniu – smak jest jakiś taki „hipermarketowy”. Nic nie zastąpi jednak tradycyjnego pieca chlebowego, opalanego drewnem. Przy okazji chciałbym dodać, że takie właśnie piece były wykorzystywane nie tylko do chleba – dawały również doskonałe wypieki ciast.

  81. Rysio said

    Każda mąka to już dawno genetyczny twór Mosanto.

    Z mięsem zresztą nie jest też lepjej – krowy np. żrą nie trawę tylko mączke tj. zmieloną padlinę innych krów.

  82. wi42 said

    @80 ER
    Po dyskusji 1-80 mamy pełną gamę opinii o chlebie. Jak również zalecenia jak upiec dobry chleb. Pan wniósł swój spory wkład do tych zaleceń. Może kiedyś spróbuję – dotychczas taka okazja i konieczność wynikła w czasie pobytu w Afryce. Chleb był badzo smaczny.

  83. Rysio said

    Może tam, na to afrykańskie zadupie, jeszcze Mosanato nie dotarło.

  84. bardzo said

    Jest zasada, żeby do diety zwierząt nie wprowadzać elementów pochodzących z tych samych zwierząt. Więc krowy hodowlane nie jedzą padliny innych krów. Ale szczerze przyznaję, że nowoczesne pasze dla krów mlecznych (o mięsnych nie wiem), sporządzane są w USA z najtańszych odpadów produkcyjnych, a więc suszona sieczka kukurydziana, wytłoki buraczane i inne, preparowana celuloza, melasa, serwatka, odpady przemysłu cytrusowego (nie za dużo, bo rozwolnienie) i jak mi sie przypomni, co jeszcze, to dam znać. Skonstatowawszy, że nowoczesna farba drukarska nie zawiera ołowiu, a sporządzana jest z oleju sojowego, próbowaliśmy zainicjować temat badawczy dla wykorzystania gazeciannej makulatury do opasania bydła, po nadtrawieniu celulozy preparatami enzymatycznymi. Moje prywatne przemyślenia dotyczyły również przystosowania pewnych form celulozy do konsumpcji przez człowieka, ale z tym się za bardzo nie wychylałem, nie chcąc skończyć we waryjatkowie.

    Krowy w Wisconsin, i innych stanach Midwestu zazwyczaj pasą się na łące, a zimą suszonką. W Teksasie zdaje się, że też. Opas, o którym nadmieniałem na początku, dotyczył Kaliforni w regionie Central Valley. Widziałem wiele potężnych farm mlecznych, od 750 do kilku tysięcy głów. Smutny to widok.

  85. matirani said

    Dla zazegnania dlaszego konfliktu sprecyzuje, ze pieke sam chleb w domu ( maszyna, zakwas i piekarnik ) oraz ze mieso wolowe mam tylko z exclusively grass fed krów…. na samej trawie, skubane, cale swoje dosc krótkie zycie… chleba jednak je sie malo – salaty, boby, owoce, ryby… zdrówka zebranym zycze.
    Macko

  86. Fran SA said

    Ad.83
    Rysio
    Rysio, jako notoryczny optymista pewnie nie uwaza Poludniowej Afryki za ‚zadupie’.
    Niestety, poludniowa Afryka tez sie juz przejechala na Miczurinach z Monsanto!

    Monsanto nie dociera tylko tam, gdzie na razie porzadek robia drony. Pod przyszle zasiewy.

    http://silentcrownews.com/wordpress/?p=855

    http://rinf.com/alt-news/breaking-news/does-america-have-a-licence-to-kill-us-drone-war-on-yemen-violates-international-law/

  87. deV said

    Chleb kiedyś był produktem spożywczym o znaczeniu podstawowym czy nawet w pewnym sensie strategicznym, gdyż bez chleba człowiek nie wyobrażał sobie przeżycia dnia, a w tej chwili spożycie pieczywa dramatycznie spada – wskazuje Karol Szlenkier, do niedawna prowadzący sieć znanych piekarń w Warszawie.

    Panowie piekarze, zamiast bajdurzyć i narzekać, pieczcie chleb, a nie gnioty z mrożonego g****a. Za czasów komuny, trzeba było wstać o 6:00 w sobotę i lecieć do budki na miasteczku studenckim w Krakowie (Piastowska, róg Lea (nazywała się chyba Dzierżyńskiego)), odstać przynajmniej pół godziny w kolejce i kupić pachnący bochenek, z błyszczącą, chrupką skórką, który można było jeść do środy.
    Teraz pieczywo kupione rano nie daje się zjeść już pod wieczór.

  88. Fran SA said

    Ad.87
    DeV
    To prawda. Mysmy chodzili po chleb ‚do Motyki’, bo tak sie nazywala piekarnia.

    Teraz tej chemicznej trucizny w chlebie nie ma jak wydlubac. Wielkie piekarnie zatruwaja nas bezkarnie, tzn. legalnie.
    I z jednej strony ostrzegaja, ze nie nalezy jesc chleba – a z drugiej strony, jest to wielki biznes i mnostwo falszywych informacji, ze to niby naturalne, organiczne i swieze, wedlug tradycyjnych recept i zawiera duzo fibry (wloknika) i jest ‚healthy’, a i bardzo dobry na kanapki i zakaski i Bog wie co jeszcze.

    A potem kazdemu grubasowi na ulicy sie wmawia, zeby nie jadl chleba – bo chleb tuczy.
    Sila propagandy jest wielka: po przeszukaniu polek z roznistym chlebem, wybieramy i tak ten, ktory zawiera najpiekniejsze klamstwa i sliczne opakowanie z kolorowymi obrazkami klosow pszenicy i wiejskich, rumianych dziewczat na polnej sciezce..

  89. Marucha said

    Re 88:
    Oczywiście chleb (normalny) nie tuczy. Nie zawiera wiele kalorii, za to sporo substancji odżywczych,

  90. Ja pragnę tylko zauważyć, że obaj Panowie mieli po części (włącznie z Gajowym) rację. Owszem, jest część ludzi, którym gluten nawet w najmniejszej ilości szkodzi i nic na to nie możemy poradzić. Mimo to ludzie jedli od wielu setek lat pieczywo i nic im nie było, a starsze osoby pamiętają dziś smak prawdziwego chleba. Skąd więc ta racja u obu stron? Od lat 70-tych ubiegłego wieku zaczęto zwiększać ilość glutenu w zbożach. Nie o marne procenty, tylko trzycyfrowo. Tego typu dawka glutenu może istotnie szkodzić wszystkim ludziom, obecnie najmniej tego syfu ma orkisz. Nie jest to jednak winą zbóż jako takich, a tych, którzy nas za ich pomocą od wielu lat trują. Dzisiaj jednak łatwiej odstawić gluten, wielu osobom chleb po prostu przestał smakować. Ja na przykład pieczywo jadam, a ziemniaki bardzo lubię, jednak te w Szwecji są dla mnie bez smaku i bez wartości, a zatem wolę jeść ryż lub kaszę. Fakt faktem, że cukrzycy powinni rezygnować z glutenu natychmiast, ale jak widać choćby na moim przykładzie – lubić coś jeszcze nie znaczy, iż nie można z tego zrezygnować jeśli jakość tego jest do rzyci.

  91. Kar said

    ..Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj..powszedniego, nie zmodifikowanego powinnismy sie trzymac..

  92. matirani said

    Re 89-90.
    Chleb moze tuczyc, bo ma 450kcal na 100g – wsio zalezy od tego ile sie go zje i jakiego.
    Biala pieczywo wchlania sie szybciej niz pelnoziarniste powodujac skoki insulinowe wyjatkowo destrukcyjne dla metabolizmu ludzkiego. Natomias pelnoziarniste, razowe trawia sie o wiele dluzej i spokojniej.
    Przy okazji mala dygresja o kaloriach z tablic – ocenia sie kalorycznosc danego produktu zywnosciowego spalajac go i mierzac wydzielana energie. Latwo zdac sobie sprawe, ze taki pomiar jest czesto mylacy – posunmy go ad extremum i wezmy np. trawe. Na pewno bedzie miala sucha trawa 400kcal – no a przyswoilibysmy z nich ile? 20? Troche jest slodkawa jak sie ja pogryza mloda na lace… Tak wiec same kalorie z tabelki to jescze za malo aby ocenic efekt w realnym organizmie.
    Pan Grunholz wyczerpal temat glutenu, dodam ze zyto ma go wzglednie malo, ryz w ogóle nie, ani kukurydza czy straczkowe.
    Równiez przypomne, ze celioza moze sie zadeklarowac od malego ale tez i coraz czesciej notuje sie jej przypadki deklarujace sie dopiero po 35r zycia.

    pozdr
    Macko

  93. Ad.92

    Tylko nie polecamy kukurydzy amerykańskiej i kanadyjskiej, są do niczego.

  94. bardzo said

    Chleb owszem, dostarczy 450 kilokalorii na sto gramów, dokładnie 425, ale wtedy, gdy go się wysuszy do zerowej zawartości wilgoci. Jeśli mówimy o chlebie świeżym, musimy wziąć pod uwagę ów współczynnik, ak więc, jeśli chleb ma wilgoci 35 procent, to wtedy wartość kaloryczna będzie 425 razy 0,65 równa się 276 dużych kalorii.

    Polecam amerykański chleb, taki za 85 centów. Trzeba go rozpakować I podzielić na dwie albo trzy połowy, nie muszą być równe. Bierze się najmniejszą połowę, resztę się zamraża na zaś. Ugniata się w miseczce z dodatkiem wody i dosypuje mielonej qqrydzy. Może być GMO. Z powstałego ciasta robi się jajowate kulki o średnicy półtora do dwóch cm.

    Wiecie, jak na to biorą ryby?

  95. Rysio said

    Duże drapieżne ryby lepjej biorą na myszy niż na chleb.

    🙂

  96. JO said

    Dzis Chleb na zachodzie jest przyczyna chorob w tym nowotworowych. To zaczyna sie i w Polsce……zaczyna sie Eliminowac Prwdziwy Chleb a Produkuje sie Trucizne o nazwie CHLEB…

    To cos takiego jak Kosciol Rzymsko-Katolicki – dzis jest On takim „NOWYM” Chlebem….

Sorry, the comment form is closed at this time.