Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Krzysztof M o Ekspert: wysłanie Abramsów prz…
    Sudbina Srba o Zełeński niszczy Ukraińską Cer…
    I*** o O paranoi giedroyciowych i bar…
    Barbara Chojnacka o Izolacja Zełenskiego
    Aleksis o Polskość czarnych Polaków na…
    Zbigniew Kozioł o Nieukiem Polska stoi
    Aleksis o Polskość czarnych Polaków na…
    Carlos o Wolne tematy (08 – …
    Siekiera_Motyka o Polskość czarnych Polaków na…
    corintians o Izolacja Zełenskiego
    Carlos o Wolne tematy (08 – …
    Mietek o Izolacja Zełenskiego
    PK o Ekspert: wysłanie Abramsów prz…
    Szczepan Zbigniewski o UE chce „położyć łapę” na lasa…
    Mykola_Mychalkewycz o Wolne tematy (08 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Kazimierz Bartoszewicz: Wojna Żydowska 1859 I-VI (3)

Posted by Marucha w dniu 2013-12-14 (Sobota)

Poprzednie odcinki:

V.

Lwowski korespondent Gazety Warszawskiej (x), patrząc na „mnogie roje czarno ubranego i brodatego żydostwa, które miasta i miasteczka nasze obsiadły i od wieków jednostajnie zgubny wpływ na społeczność naszą wywierały”, nieraz „przemyśliwał” nad tem, jakby te „dzieci Wschodu zużytecznić dla kraju, któremu są nieprzychylni do dnia dzisiejszego prawie”. Zaczął więc naprzód badać, jakie powody mogła mieć ta masa do znienawidzenia kraju, w którym od ośmiu wiekówprzebywa. To skłoniło korespondenta do podania krótkiego rysu historyi Żydów w Polsce i streszczenia ustaw, które ich dotyczyły.

Masy żydostwa — pisał, — nie poczuwające są do żadnych dla kraju obowiązków, tworzyły w całej Rzeczypospo­litej żywioł obcy i nieprzyjazny. Unikały ciężkich zatrudnień, garnęły się wyłącznie do kupiectwa i lichwiarstwa, do karczmarstwa i faktorstwa. Wpływ ich ubożył i demoralizował pracujące warstwy narodu. Obchodząc bezkarnie wszelkie prawo, Żydzi rujnowali wsie i miasteczka. Widząc to, sejm czteroletni wybrał komisyę do wygotowania projektu co do tego, jakby Żydów przemienić na użytecznych obywateli. Projekt był mądry i piękny, ale, niestety, nie było już czasu na jego wykonanie.

Następnie korespondent zajął się wyłącznie sprawą ży­dowską w Galicyi. Skreślił usiłowania rządu austryackiego, aby Żydów ucywilizować i wyzyskać finansowo. Tego dru­giego celu dopięto przez specyalne podatki; pierwszy cel po­został pobożnem życzeniem. Żydzi umieli obchodzić obo­strzenia: mimo zakazu, zarówno siedzieli na karczmach, jak kojarzyli małżeństwa między niedorosłymi. Nie udały się za­łożone dla nich osady rolnicze. Korespondent nie przeczył, że niektóre rozporządzenia rządowe były dobre, ale brako­wało im podstawy sprawiedliwości. Mało zwrócono uwagi na wychowanie młodzieży i na kwalifikacye rabinów. Wresz­cie — twierdził korespondent, — kto żąda spełniania obo­wiązków, ten musi przyznać i prawa, a Żydom ich odma­wiano. Nie mogli zostać urzędnikami, dosłużyć się stopnia oficerskiego, nie wolno im było nabywać dóbr, a nawet po­siadać apteki — w miastach wyznaczono im osobne dzielnice na mieszkanie. \

„Sądzę przeto — pisał korespondent, — że chcąc przekształcić stopniami Żydów, a tem samem uczynić ich użytecznymi obywatelami kraju, trzeba im było wskazać u celu możność uzyskania równych zupełnie praw obywatel­skich… Bez takiej zachęty i takiego bodźca będą wszelkie usiłowania daremne… Narzekający na nich statyści chrześci­jańscy nie wiedzą właściwie, czego chcą i żądają, ponieważ domagają się rzeczy bezwzględnie niemożliwej, to jest miło­ści i przywiązania od tych, których wzamian pogardą i nie­nawiścią od wieków darzono”…

Tu korespondent stawał się obrońcą i rzecznikiem tych „mas czarnych i brodatych”; uznawał, że co wieki zawiniły, to należy naprawić w imię ludzkości, sprawiedliwości i… po­lityki. Wierzył najmocniej w asymiłacyę — za przykład sta­wiał Ormian, też „dzieci Wschodu”, którzy się zupełnie zasymilowali. Zapomniał o tem, że Ormianie byli chrześcija­nami i że stanowili mały procent ludności. W obronie swej korespondent tak się zapalił, że prawie namiętnie kruszył kopię z „przesądami, fanatyzmem, ciemnotą wieków średnich” i usprawiedliwiał żydowskie „znienawidzenie wszystkich innoplemieńców”. Tu, choć potępiał „nieodpowiednie naturze ludzkiej” postępowanie chrześcijańskich krajów, musiał zauważyć, że bądź co bądź ziemia nasza dla Żydów była „najlepsza”. Nietylko podczas najcięższego prześladowania dała im gościnne schronienie, ale przyznała im dość rozciągłe prawa i „ani zdzierstwy fiskalnemi, ani nieludzkością się nie splamiła”. Żydzi żyli u nas pod opieką ustaw, w stosunku do innych krajów doznawali nadzwyczajnej swobody i powinniby też poczuwać się do wdzięczności. Że tak nie jest, to wina ich ciemnoty. Słusznie jednak może zadziwiać, że za­trzymali język swych najsroższych prześladowców. A jak języka, tak nie przyswoili sobie uczucia obowiązków obywa­telskich i pozostali wciąż obcym żywiołem…

Dalej korespondent przedstawiał współczesny sobie (r. 1858) stan Żydów w Galicyi. Jak i przedtem, nie mogli być urzędnikami, oficerami, właścicielami dóbr; więc oddawali się jedynie kupiectwu i spekulacyi pieniężnej. Owładnęli całym handlem i wywierają wpływ zgubny na stosunki przemysłowe i handlowe. Nie poczuwają się do żadnych obowiązków względem społeczeństwa — są „obcymi spekulantami”, goto­wymi dla pomnożenia swych zysków do pokrzyżowania inte­resów kraju. Nie znajdzie jednego prawie Żyda, któryby się troszczył naprawdę o wzrost rolnictwa, udoskonalenie prze­mysłu, o oświatę mieszkańców lub o książki i pisma polskie, „choć każdy oświeceńszy z nich niemieckie skupuje”.

Ale pomijając obojętność Żydów galicyjskich na to, co polskie, korespondent nie mógł wytłumaczyć sobie ich zamiłowania do niemczyzny, „od której nic dobrego nie doświadczyli, choć się z nią tak eon amore powinowacą”. Postępowcy nazywają się wprost Żydami niemieckimi. W ich bóżnicach, jakie sobie pobudowali we Lwowie, Brodach, Tarnopolu i t. d., nabożeństwo odbywa się w języku niemieckim. Cywilizowany Żyd staje się w Galicyi Niemcem, i to tak dalece, że znaczna ich część po polsku mówić nie umie, a „na stu bogatych za­ledwie jeden każe swe dzieci uczyć po polsku, na tysiąc zaś rodzin zaledwie jedna w domowem pożyciu polskiej używa mowy”. Więc też, mimo że przemawiał za równouprawnie­niem Żydów, mimo że „nienawidził przesądów, wykluczają­cych od praw obywatelskich”, korespondent w obawie o przy­szłość kraju cieszył się, że Żydom na nowo nie wolno dóbr nabywać.

Wpływ ich moralny i materyalny jest wogóle na mie­szkańców szkodliwy, a na włościan zgubny. Siedzą jak da­wniej na karczmach, a opłacając się podwójnie dziedzicowi i rządowi, muszą naturalnie używać całego dowcipu, przemy­słu i przebiegłości, aby wyżywić liczne rodziny. „Jedynym ku temu środkiem jest rozpajanie ludu wiejskiego, i nikt nad Żyda nie potrafi go lepiej używać”. Korespondent obszernie podawał ponury obraz tego rozpajania i lichwy żydowskiej, wykazując jak im sprzyja niewłaściwy rozkład dni targowych. Ale „straszniejsze są jeszcze skutki wpływu żydowskiego na moralność ludu, między którym liczne zagęszczaja się nie­cnoty i występki”.

W ogólności Żydzi —ta „plaga kraju”, mimo swej zręcz­ności i giętkości umysłowej, tworzą masę ciemną, przesądną i nieświadomą. Mała ich część zaledwie porzuciła przesądy, mnogie wyłączności i głupstwa, strzyże pejsy, goli brody, wdziewa suknie europejskie. Ale ci cywilizowani pomnażają po miastach zastępy reprezentantów idei germańskich. Starowiercy nienawidzą ich zarówno jak chrześcijan i mają się za wybrany naród Jehowy, który kiedyś ostatecznie zawładnie światem. Wśród mas żydowskich wiele jest nędzy, o ja­kiej trudno dąć wyobrażenie, a której przyczyną wstręt do ciężkiej i wytrwałej pracy. Zabobonne to, brudne, niechlujne żydostwo, jako od dzieciństwa przyzwyczajone do przebie­głości, ma przewagę intellektualną nad ludem, który nietylko ubożeje, ale i marnieje moralnie. W walce z karczmą najle­piej urządzona szkółka nie zwycięży. Dziwna rzecz, że tego wpływu nie usunięto, a przynajmniej nie użyto środków, aby samych Żydów powoli ukształcić, przerobić. Wypadałoby zacząć od reformy kahałów i urządzenia szkoły rabinów. Były wprawdzie rozporządzenia w tej mierze, ale cóż z tego kiedy „cudowni” rabini do dziś dnia są wyrocznią czerni, która przybywa do nich z najodleglejszych okolic, aby padać ofiarą zręcznego oszustwa.

Charakterystycznym obrazkiem przejażdżek rabinów po miasteczkach kończył korespondent swój list o Żydach gali­cyjskich, list dość długi, bo ciągnący się przez trzy numery Gazety Warszawskiej (1), Oburzył on do głębi Ozeasza Ludwika Lublinera. Więc już w grudniu tegoż roku wyszła w Brukselli obszerna jego broszura p. t. „Obrona Żydów zamieszkałych w krajach pol­skich od niesłusznych zarzutów i fałszywych oskarżeń”.

Lubliner rozpoczął od przypomnienia broszury, jaką wy­dał w odpowiedzi na korespondencyę warszawską Przeglądu rzeczy polskich, która to „refutacya” — jak twierdził „uczy­niła wielkie wrażenie tak między Żydami, jak Polakami chrześcijanami, którym osobiście jestem znany jako dobry i gor­liwy Polak, mimo że nie odebrałem chrztu z wody kościel­nej, ani w imię Trójcy katolickiej, lecz z krwi, „przelanej w bitwie pod murami Warszawy”. Zaręczał następnie, że jest przyjacielem Polski nie pomimo, że jest Żydem, ale wła­śnie dlatego, że jest Żydem, a ten „pozorny paradoks” obie­cywał z czasem wytłumaczyć w ułożonej przez siebie paralelli między upadkiem Judei a upadkiem Polski.

Oddawszy cześć Demokracie Polskiemu i Żabickiemu za streszczony powyżej artykuł o Żydach, przystąpił Lubliner do odpowiedzi korespondentowi lwowskiemu Gazety War­szawskiej. Czuł się w obowiązku powtórnie podnieść głos „na takie bezecne postępki” prasy, a to tem więcej, że „Izrae­lici polscy, niemając organu przychylnego sobie, muszą w mil­czeniu strawić wszystkie oszczerstwa, wszystkie zelżywości piór zatrutych”.

Już sam początek korespondencyi, mówiący o „mnogich rojach czarno ubranych i brodatych”, nie podobał się Lublinerowi, i w dłuższym wywodzie, zgodnym z prawdą, wyka­zywał, że zarówno dzisiejszy ubiór żydowski, jak i noszone przez nich brody, są czysto polskie — Żydzi bezwiednie więc szanują tradycyę narodową, od której Polacy odstąpili.

Ale o to mniejsza. Gorsza rzecz, że korespondent na­zywa ucywilizowanych Żydów Żydami niemieckimi i cieszy się, że im nie wolno znowu nabywać ziemi. Dlaczego nie­mieccy? czy dlatego, że Galicya do Austryi należy? Lubliner ominął zręcznie podany przez korespondenta fakt panowania języka niemieckiego w domach i bóżnicach Żydów postępo­wych, — a co do ziemi sądził, że właśnie prawo jej naby­wania, które przedtem chwilowo w Galicyi posiadali, zbliżyłoby Żydów z sąsiadami i ludnością rolniczą, a tem samem zmusi łoby ich do przyswojenia sobie języka polskiego.

1) Rok 1858, N-ra 240, 241, 242.

Potem następuje w „Obronie” spory traktat o specyalnych podatkach, na Żydów nakładanych, a to ze względu, że korespondent Gazety Warszawskiej „zdaje się je usprawiedliwiać”. Tymczasem korespondent ogólnikowo tylko zaznaczył, że niektóre rozporządzenia austryackie co do Żydów „były dobre”, mając zapewne na myśli zakaz siedzenia na karczmach, zawierania małżeństw w zbyt młodym wieku itd. Zarzut więc Lublinera był niesłuszny i dał mu tylko możność do bardzo niesmacznych porównań przepisów żydowskich z dogmatami chrześcijańskiemu Przy sposobności oddał hołd Lelewelowi, że w r. 1831 zniósł nikczemny podatek Tagzettel.

Lubliner „nie przeczył tej jasnej prawdy, że karczmarze, arendarze Żydzi zdzierają często chłopa, już to przez fałszowanie wódki, już to przez powiększenie rachunku” — ale wykazywał, że Żyd to „zdzierstwo” popełnia nie jako wy­znawca religii mojżeszowej, lecz… z konieczności,—zdzierają jego, zdziera i on. Monopol propinacyi jest głównym powo­dem zguby moralnej i fizycznej wieśniaków. Arendarz pa­nuje nad kieszenią chłopa, tak jak znów szlachcic panuje nad osobą arendarza. A monopol ten zaprowadziła szlachta. Prawda, że karczmarz, dając wódkę na kredyt, wzbudza po­ciąg do pijaństwa — ale czy inaczej postępowaliby karczma­rze chrześcijanie? Wszakże w Rosyi od XII w. w miejsco­wościach, gdzie nie wolno Żydom mieszkać, szynkują chrze­ścijanie, a przecież najświatlejsi pisarze rosyjscy, jak Turgie­niew, stwierdzają, że lud napawa się trucizną w kształcie wódki. W guberniach zachodnich zabrania prawo Żydom trzymać gorzelnie i karczmy, ale szlachta prawo to obchodzi, mianując Żydów swoimi administratorami. Dlaczego? — bo Żyd płaci większą, wygórowaną arendę. Wynika stąd „ma­tematyczna konsekwencya”, że jest zmuszony fałszować wódkę i oszukiwać chłopa, zwłaszcza, iż opłaca się jeszcze czynownikom, aby udawali, że nie widzą Żyda karczmarza. Toż samo istnieje w Królestwie kongresowem i Galicyi. Lubliner po­woływał się na Czackiego i bezimiennego autora dzieła „Galicya i Kraków” (Kalinkę). Pierwszy z nich zdzierstwa Żydów karczmarzy uważał za następstwo zdzierstwa rządu i szlachty, a drugi „nie miał sumienia obwiniać Żydów” i nie wiedział „kogo bardziej żałować czy chrześcijan oszukiwa­nych, czy Żydów oszukujących nędzarzy, bo jeżeli Żydzi ciągną zysk nieprawy, to jest niemniej prawdą, że zyskiem tym у dzieli się rząd“.

Następnie Lubliner polemizował z korespondentem lwow­skim Gazety Warszawskiej co do zarzutu, że Żydzi w Rzeczypospolitej, przy pomocy przekupstwa, obchodzili prawo i bezkarnie rujnowali wsie i miasteczka. Przekupywali — a więc chciwość szlachty była spólniczką tej mniemanej ruiny. Cytatami z Moraczewskiego, Czackiego i Surowieckiego sta­rał się Lubliner wykazać, że handel Żydów w Polsce był ścieśniony i że nie oni byli przyczyną ruiny miast polskich. Dodawał wreszcie zdanie uczonego historyka francuskiego, Artura Beugnota, który usprawiedliwiał dążenie Żydów do bogatwa…

Tu Lubliner opuścił korespondenta lwowskiego, aby odpowiedzieć Przeglądowi rzeczy polskich, zarzucającemu bogatym Żydom braic patryotyzmu. „Co za szczególna pretensya— pisał—aby bankiery, antreprenery dróg żelaznych, albo wiel­kich fabryk wstąpili na drogę konspiracyi politycznej, poświę­cili swój majątek, wolność swoich osób”. Czyliż we Francyi bankierowie katolicy biorą udział w spiskach? Ta klasa może wielkim majątkiem pomódz, dajmy na to, do obalenia rządu, do powstania, ale nie można wymagać, aby szła na Sybir, „albo w ogień tropikalny Lambessy i Gujany”. A mimo to są przykłady męczeństwa politycznego Żydów, ich wygnania na Sybir i konfiskaty majątków. Na dowód tego przytoczył Lu­bliner sprawę sławucką z r. 1836, wskutek której Żydzi ska­zani zostali na knuty i na Sybir. Ale najniesłuszniej czyni ich „męczennikami patryotyzmu polskiego”, bo sam zaznacza, że wystąpili przeciw cesarzowi Mikołajowi, „kiedy jego prze­śladowania rozciągnęły się na Żydów, których serdecznie nienawidził”. A więc byli to męczennicy patryotyzmu ży­dowskiego, nie polskiego. Dalej wymieniał Lubliner nazwiska trzech Żydów których majątki skonfiskowano w r. 1831 na Wołyniu, i 18 Żydów na Litwie, których pozbawił majątków ukaz z dnia 8 stycznia 1836 r.

Wracając do korespondenta lwowskiego, „faktami” zbi­jał Lubliner jego twierdzenie, że Żydzi nie troszczą się o wzrost kultury polskiej. Ale tu znowu popełniał błąd, ponieważ wymieniał „zasłużonych” Żydów warszawskich, a korespondent lwowski pisał o Żydach galicyjskich. Cofnął się wreszcie o dwieście lat wstecz, aby na podstawie Coyera („Histoire de Jean Sobieski”) „przypomnieć rodakom moim Polakom, oraz moim współwyznawcom”, że obrońca Trembowli, Chrza­nowski, i jego bohaterska żona, byli Żydami. „Mamy prawo— wołał — wymagać od Jezuitów i bigotów, aby nam, Żydom, nie zabrali naszego Samuela Chrzanowskiego”.

Po tem wszystkiem następowała „konkluzya”.

W konkluzyi tej dowodził Lubliner, że konstytucye: 3 maja, Księstwa Warszawskiego i Królestwa kongresowego nic właściwie nie uczyniły dla Żydów. Nawet rząd 1831 r. przyznawał „na przyszłość” prawo obywatelstwa tylko tym Żydom, którzy, zaciągnąwszy się do wojska, będą w niem słu­żyć lat dziesięć, lub zostaną ozdobieni orderem wojskowym.

Przyszłej Polsce przedstawiłby Lubliner dwie alterna­tywy: albo Żydów wypędzić, to jest popełnić czyn hańby i sromoty, albo „wcielić politycznie, bezwarunkowo i bezpośrednio masy Żydów w masę narodu polskiego”. Obecnie jednak tylko pisać można o równouprawnieniu Żydów i dla­tego, zapomniawszy o swych gromach na korespondenta lwow­skiego, „z pociechą prawdziwą” cytował Lubliner jego słowa o potrzebie naprawy tego, co wieki względem Żydów za­winiły.

Polacy, którzy w teraźniejszym czasie „ścigają Żydów” obelgami i nikczemnymi zarzutami”, należeli, według Lublinera, do trzech kategoryi: pierwszą składają Lewenstamy (Żyd przechrzta), Miniszewscy i Niewiarowscy, znani szanta­żyści — Lewenstam w dodatku jako korespondent dzien­nika Le Nord, subweneyonowanego przez rząd rosyjski, „mio­tał nieraz zelżywości na sprawę narodową polską”. Do dru­giej kategoryi zaliczał Lubliner tych, co wzbudzając nienawiść przeciw Żydom, mimowolnie oddawali usługi rządom rozbiorczym. Trzecia kategorya — to „Jezuici i ciemni świętoszki, którzy wpadają w paroksyzm na samą myśl, żeby Żydzi mo­gli używać równych praw obywatelskich”. W tem miejscu Lubliner użył sobie na Jezuitach — przypisał im zarówno upadek Polski, jak i gotowość do pogodzenia się z rządami rozbiorczymi. Niech się tylko zmieni system uciskający Ko­ściół katolicki, a „bigoci polscy” wyrzekną się wszelkich dążności narodowych i staną się „przywiązanymi poddanymi”. Są oni zdolni „poświęcić cnotę, miłość ojczyzny, miłość ludz­kości, równość braterską na ołtarzu Boga swojego; nie tego, któremu wszyscy cześć oddajemy—ale własnego ich — bezecnego Loyoli”. Zresztą i Żydzi mają hassydów, fanatyków, nieprzyjaciół światła, którzy są „niczem innem jak żydowskimi Jezuitami, żydowskimi świętoszkami”.

1) Z jakiego powodu L. wylicza te nazwiska nie wiemy, chyba dlatego, że byli oni współpracownikami Wolnych śartów, które wpraw­dzie drwiły z Żydów, ale i ze wszystkich. Ludzie ci zresztą nie cie­szyli się wogóle dobrą opinią. O Niewiarowskim np. pisze w swych listach Pathie, członek redakcyi Gaz Warsz., że był złodziejem kie­szonkowym w Paryżu, a w Warszawie miał proces kryminalny, Q Miniszewskim wyraża się krótko: złodziej, Lewenstam też niezaszćzytną po sobie zostawił pamięć.

W końcu oświadczał Lubliner, że gdyby się znaleźli w Polsce Żydzi, zadowoleni z jego obrony, ale mający czoło powstawać przeciw duchowi patryotycznemu polskiemu, to „tej niepatryotycznej liczbie Żydów radziłby opuścić ziemię polską” i przenieść się na Wschód. Niech osiądą tam, gdzie „lud ciemny, przez nieuków popów prowadzony, ma zwyczaj zmywać podłogę, na której noga żydowska stąpała, a wtedy poznają i kacapów, z których każdy w przebiegłości (według Piotra Wielkiego) przechodzi trzech Żydów, doznając arcysłodkiego postępowania drapieżnego czynownika i dumnej wzgardy zuchwałych bojarów — a wzięci w obroty wzdy­chać będą za błogą Polską, za łagodnością charakteru szlachty polskiej, za ogólną wspaniałomyślnością narodu polskiego”.

Po tym cukierku, wzywał jeszcze Lubliner Żydów, aby prze­stali ogół polski uważać za swego prześladowcę.

„Charakter Polaka jest wogóle wspaniały, serce jego jest ludzkie i tkliwe; język serca zdoła go wzruszyć do największej czułości. Nie zapominajmy nigdy, że nasi przodkowie jedynie w krainach Polski otrzymali przytułek, protekcyę królów i szlachty prze­ciw motłochowi ciemnemu, podburzanemu przez fanatyków, bigotów lub jezuitów. Jest to prawda historyczna tak nie­zaprzeczalna, jak dogmat zasadniczy naszej religii: jedność Boga, Adonai Echod“.

Korespondent lwowski Gazety Warszawskiej, a był nim uczony historyk Henryk Schmitt, spotkał się i z innej, wprost przeciwnej strony, z zarzutami z powodu swego poglądu na sprawę żydowską. Uderzył na niego Przegląd Lwowski za to, że się domagał „niebezpiecznego pod każdym względem dla prowincyi naszej (Galicyi) równouprawnienia Żydów”. Na „bezzasadne zaczepki” Przeglądu Schmitt nie odpowia­dał, „ponieważ nie warto polemizować z pismem, które prze­kręciwszy myśl cudzą, spór o to wszczyna, czego w gruncie nie rozumie”. Ale „Obrony” Lublinera „me chciał zbyć milczeniem, ponieważ i bardzo zręcznie jest napisana i mo­głaby w błąd wrprowadzić niejednego co do wypowiedzianych zdań w mej korespondencyi”.

A więc streszczał naprzód Schmitt swoje wywody i za­warł je w dziesięciu punktach, których nie przytaczam, aby uniknąć powtarzania. Przeciwko nim — pisze Schmitt, — powinien był Lubliner „wystąpić i zbijać dowody, wykazując bez jadu i żółci gdzie i w czem się pomyliłem”. Ale on przyjął inną metodę. Zarzucił wprost, że artykuły Schmitta są nacechowane fanatyzmem i nienawiścią i wyrwał z korespondencyi „sześć czy siedem zdań i nie dotknąwszy słów­kiem w jakim były związku z całością, uderzył na nie z naj­większą zaciekłością i z taką żarliwością kastową, że miasto bronić swoich klientów, miota obelgi na ich przeciwników i wypisuje im (klientom) po prostu najpiękniejszy panegiryk”.

O to, że Żydów prześladowano, Schmitt sprzeczać się nie chciał, bo sam to wyraźnie zaznaczył. Czyby nie lepiej Lubliner zrobił, gdyby wyjaśnił, czemu Żydzi nasi tak chętnie się niemczą, czemu są obojętni na sprawy polskiej kultury? Schmitt inteligentnych i bogatych nazwał Żydami niemiec­kimi, ponieważ ich tak u nas (w Galicyi) przezywają i oni sami się mienią Deutsch-Israeliten. O Żydach z innych prowincyi polskich nie pisał, czemu więc Lubliner na zarzuty, czynione Żydom galicyjskim, odpowiada przytoczeniem na­zwisk „wyjątków”, zamieszkałych w Królestwie? Należałoby mu takie „wyjątki“ znaleźć w Galicyi, — ale ich, niestety, niema. Możnaby więc Lublinerowi najsłuszniej zarzucić, że powodowany fanatyzmem judaizmu wpada w ostateczności i prawi o rzeczach, które nie istnieją. Schmitt uwzględniał przyczyny historyczne, które Żydów czyniły złymi obywate­lami, ale przedstawiając ich stan obecny, skreślił go z natury, „nie wdając się w żadne mrzonki i utopie”. Lubliner nie zna Galicyi i swych w niej wspólwierców, niech się na drugi raz wyraża oględniej i nie pomawia piszących prawdę o roz­myślne fałsze i potwarze.

Jacy byliby szynkarze chrześcijańscy, tego Schmitt nie wie, ale wie jakimi są Żydzi. Nie o religię tu chodzi, w co głównie bije Lubliner, lecz o charakter i zgubny wpływ ży­dowskich karczmarzy. Schmitt nie usprawiedliwia tych, co ich zdzierają, ale te „zdzierstwa” nie usprawiedliwiają Ży­dów, bo kto ich zmusza do karczmarstwa? Schmitt zape­wniał dalej, że nigdy nie powodował się zawiścią religijną. Cytaty z Moraczewskiego, Czackiego i Surowieckiego były zbyteczne, skoro Schmitt innemi słowy pisał prawie to samo. Niech Lubliner zamiast rzucać się, udzielać mniemanym wro­gom niegrzecznych i nieprzyzwoitych przydomków, stara się o podniesienie moralne Żydów, niech choć zdziała, aby ucy­wilizowani Żydzi nie modlili się po niemiecku, dzieci swoje kazali uczyć po polsku, aby nie przechodzili w szeregi germanofilów, a wtedy Schmitt nie będzie na nich narzekał.

Schmitt zgadzał się, że brak równouprawnienia był szko­dliwy — czego więc chce od niego Lubliner? Czy może ma powtarzać za nim i Coyerem, że obrońca Trembowli był pierwotnie Żydem? Co to nas dziś obchodzi? Jak jego pol­ska narodowość nie podniesie jego potomków, jeżeli się nie okażą godnymi wsławionego imienia, tak tem mniej jego da­wniejszych współrodaków, którzy w Galicyi nie okazali, że są godni praw obywatelskich. Dziś nikt ich nie prześla­duje, czemu więc nie poczuwają się do obowiązków wzglę­dem wspólnej ojczyzny? Przyczyną jest nienawiść religijna ku chrześcijanom, przesądy, zabobony, uprzedzenia i bałamuctwa tradycyjne. Czemu tej strony nie dotknął Lubliner w swej odpowiedzi?

Nie potrzeba zaiste dowodzić — ciągnął Schmitt, — że nabywanie majątków przez zniemczałych Żydów wyszłoby na złe społeczeństwu. Twierdzenie Lublinera, że prędkoby się spolszczyli, pochodzi z nieznajomości stosunków. „Póki Żyd u nas się nie wychrzci, dotąd nie staje się Polakiem i jest albo Żydem polskim, t. j. starowiercą, albo niemieckim, to jest postępowym nowowiercą… Cóżby się zatem stało z prowincyi naszej, gdyby jedną część dóbr Żydzi, a drugą Niemcy wykupili? Najzupełniejsza Germania… Żydzi, którzy u nas trzymają dzierżawy, lub dobra zakupili, nic obywatelskiego w sobie nie mają…, a wyzyskują włościan w sposób obraża­jący uczucie prawego człowieka”… To samo z handlem i przemysłem żydowskim. O bogactwo narodowe Żydom galicyjskim nie idzie, ale jedynie o wyzysk; gotowi zniszczyć przemysł krajowy, jeżeli handel płodami obcego przemysłu większy im zysk przynosi. Czynią to, co prawda, i kupcy chrześcijanie, lecz zachodzi zawsze ta różnica, że przynajmniej część, swego zysku w skarbonkę potrzeb publicznych wrzucą, gdy Żyd do tego obowiązku się nie poczuwa“. To nie teo­retyczne rozumowanie, lecz fakta.

Lubliner — kończył Schmitt swą odpowiedź — wdał się w rzecz nie swoją, gdy odpowiada na fakta frazesami. A nie­prawdą jest, co twierdzi, że nie znalazłby się w Polsce dzien­nik, któryby zamieścił artykułu w obronie Żydów. Natomiast może to dla Lublinera będzie „nowiną“, a jest niestety fak­tem, że „nikt kraju naszego tak nie czernił i nie potwarzał w pismach niemieckich, jak właśnie Żydzi tutejsi — i nikt też z większą zajadłością przeciw naszej narodowości nie wy­stępował”. Wskazywał Schmitt Lloyda, Reichszeitung i inne pisma wiedeńskie, a prócz tego Augsburską Gazetę Powszechną i Ostedutsche Post, w których Lubliner napotka takie arty­kuliki swych współwierców, że „po ich odczytaniu krew mu się zetnie w żyłach z osłupienia, — a jeżeli zdoła, niech pi­sze druga, ich obronę“1).

Starcie się Lubiinera ze Schmittem było tem znamienniejsze, że Schmitt był demokratą, człowiekiem bardzo wolnomyślnym, również przeciwnikiem „Jezuitów, świętoszków i bigotów”, których Lubliner tak nienawidził.

Ale Schmitt, mieszkając w kraju, patrząc na to co się dzieje, jako dobry obywatel otwierał oczy na grożące niebezpieczeństwo, a Lu­bliner, blizko 30 lat za krajem mieszkający, a o stosunkach galicyjskich nie mający żadnego wyobrażenia, pisał nie na podstawie obserwacyi, lecz kierowany doktryną i uprzedze­niem do katolicyzmu. Nie wolno powątpiewać o jego uczu­ciach polskich, można zrozumieć boleść, jaką mu sprawiały „na­paści” na Żydów, ale to jeszcze nic nie usprawiedliwiało jego zaciekłości i słownika, z którego czerpał swe epiteta ornantia. Sam fanatyk, innym fanatyzm zarzucał. Gniewał się, zapominając, że „nie ma racyi pan Gniewosz”.

W rażącej sprzeczności z jego „temperamentem” stał ton spokojny tak Schmitta, jak i redakcyi Przeglądu rzeczy polskich, co mówiło wyraźnie po czyjej stronie była słuszność.

http://gazetawarszawska.com/

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: