Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    osoba prywatna o Wolne tematy (08 – …
    UZA o Linia podziału
    Józef Bizoń o O paranoi giedroyciowych i bar…
    CBA o O paranoi giedroyciowych i bar…
    CBA o O paranoi giedroyciowych i bar…
    Józef Bizoń o O paranoi giedroyciowych i bar…
    Irmina Blad o „Hiszpańscy” nurkowie na…
    Józef Bizoń o O paranoi giedroyciowych i bar…
    rafalryszkiewicz o UE chce „położyć łapę” na lasa…
    CBA o Wolne tematy (08 – …
    Irmina Blad o O paranoi giedroyciowych i bar…
    osoba prywatna o O paranoi giedroyciowych i bar…
    Boydar o Transmutacja biologiczna – ską…
    JackTheCrasher o Wolne tematy (08 – …
    bryś o UE chce „położyć łapę” na lasa…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Katolicyzm, protestantyzm, kapitalizm (2)

Posted by Marucha w dniu 2013-12-20 (Piątek)

Poprzednia część:

Religijne korzenie kapitalizmu

Ów „duch” kapitalizmu, którego powyżej próbowaliśmy zdefiniować, jest siłą intelektualną, która posiada określone korzenie historyczne. Według Fanfaniego „duch” czasu – tak jak „duch” kapitalizmu – nie może być jedynie przekonaniem żywionym przez jednego, lub nawet wielu aktywnych ludzi. Aby mógł być naprawdę uważany za „ducha” całego okresu (niemieckie słowo Geist zdecydowanie lepiej oddaje istotę sprawy), zasadnicze cele zamierzone przez tych, którzy mają tego „ducha”, oraz sens, jaki ten „duch” nadaje rzeczom, muszą być podzielane przez przeważającą część społeczeństwa – lub co najmniej przez te elity, które zarazem przewodzą społeczeństwu i tworzą opinię publiczną.

„Duch” kapitalizmu rzeczywiście zdominował struktury opiniotwórcze i rządzące w chrześcijaństwie. Fakt ten należy umiejscowić historycznie, a gdy moment jego pojawienia się zostanie uchwycony, można zastanowić się nad przypisaniem odpowiedzialności za wywołanie tej formy materializmu.

Kto zatem jest odpowiedzialny? Opinia Fanfaniego prowadzi do konstatacji, że kapitalizm jako idea determinująca życie nie istniał ani przed, ani w czasie Średniowiecza. Powód takiego sądu historycznego okaże się jasny, gdy szerzej przedstawimy doktrynalne, prawne i społeczne aspekty systemu katolickiego, który został ustanowiony w Średniowieczu (ponadto nawet starożytność nie znała takiej mentalności, która sprowadzałaby wszystkie wartości do opłacalności ekonomicznej). Wartość ekonomiczna znaczyła wiele nie sama w sobie, lecz raczej w kontekście społecznym. Ekonomia była ściśle ustalonym sposobem, w jakim suwerenne państwo osiągało właściwą sobie samowystarczalność, jeśli zatem wyłączymy wieki średnie jako czas, w którym „duch” kapitalizmu pojawił się i zaczął zmieniać umysły i działania ludzi, musimy określić początek drogi kapitalizmu do całkowitej dominacji na XV-XVI stulecie.

Dochodzimy zatem do zasadniczego problemu i głównego tematu tego artykułu. Z perspektywy historycznej można postawić pytanie: czy katolicyzm, który panował w całej Europie w XV, a w większej części także jeszcze w XVI wieku, ponosi winę za ten stan rzeczy? Czy może protestantyzm, który pojawił się i opanował północną Europę w XVI wieku, jest bardziej odpowiedzialny?

Próbując odpowiedzieć na to pytanie, musimy wyjaśnić jedną zasadniczą kwestię. Pyta­my o to, czy katolicyzm jako system religijny i moralny jest odpowiedzialny za pojawienie się kapitalizmu. Nie chodzi zatem o to, czy Kościół katolicki jako organizacja oraz poszczególni członkowie Kościoła (nawet hierarchowie) przyczynili się do wzrostu ducha kapitalizmu (np. fakt, że średniowieczni papieże wspierali bankierów, pozwalając im otrzymywać dziesięciny), lecz raczej o to, czy jest cokolwiek w katolickiej dogmatyce lub moralności, nawet zastosowanej w życiu społecznym chrześcijaństwa, co wychowuje „ducha” kapitalizmu. W ten sam sposób odnośnie do protestantyzmu będziemy starali się odkryć, czy istnieje jakakolwiek zależność pomiędzy rozwojem protestantyzmu jako pewnego prądu umysłowego oraz rozwojem kapitalizmu jako ideologii. Patrzymy zatem nie na poszczególnych protestantów, ale na doktrynę i „ducha” herezji.

Niniejszy artykuł, jak również praca Amintore Fanfaniego, odnośnie do powyżej postawionych pytań dotyczących historycznej odpowiedzialności za rozwój kapitalizmu wykazują, że choć „duch” kapitalizmu zaczął się w pełni wyłaniać w katolickim społeczeństwie już w XV wieku, w katolickiej wówczas Europie, jednak stanowił przeciwieństwo nauczania i ducha katolickiego, a rozwinął się w społeczeństwie i w sercach ludzi tylko na nie, na ile duch katolicki był w nich ignorowany. Protestantyzm natomiast, odrzucając naukę Kościoła dotyczącą konieczności dobrych czynów dla zasłużenia na zbawienie, wpłynął zarówno na rozwój, jak i na osłabienie kapitalizmu.

Katolicyzm jako szczepionka i antidotum

Przeciwieństwo pomiędzy „duchem” Kościoła oraz „duchem” kapitalizmu może być zrozumiane tylko wtedy, jeśli rozważymy zasady filozoficzne i teologiczne, które są punktem wyjścia dla całego katolickiego myślenia i działania. (…)

Odnośnie do nauczania moralnego Kościoła katolickiego odnoszącego się do aktywności ekonomicznej musimy zrozumieć, że nauczanie to było niezmienne od początku chrześcijaństwa. Podstawą i źródłem całego nauczania Kościoła – także na temat ekonomii – jest Ewangelia. Nauki ewangeliczne zostały rozwinięte i dopracowane przez wieki, najpierw przez św. Pawła w jego listach, następnie przez Ojców i Doktorów Kościoła. To odwieczne nauczanie Kościoła, dotyczące stosunków pomiędzy ludźmi w dziedzinie pracy, wymiany i finansów, otrzymało ostateczny wyraz w pismach Doktora Anielskiego. Podobnie jak przyjmujemy św. Tomasza z Akwinu jako tego, który ściśle i zupełnie wyłożył teologię Kościoła i jego nauczanie filozoficzne, tak i badając nauczanie Kościoła odnośnie do norm moralnych w sferze ekonomicznej, musimy zagłębić się w dzieło Doktora Anielskiego.

Aby najlepiej zrozumieć nauczanie św. Tomasza na temat ekonomii, musimy najpierw rozważyć podstawy jego rozumienia ludzkich czynów. Dla św. Tomasza każde działanie zamierzone przez intelekt we współpracy z wolą (tzw. actus humani – „działanie ludzkie”) ma określony, właściwy mu charakter moralny. Znaczy to, że jest albo moralnie dobre, albo złe. Moralnie neutralne świadome działanie ludzkie nie istnieje. Jego przeciwieństwem jest akt niezamierzony, mimowolny (tzw. actus hominis – „działanie człowieka”), będący przejawem fizycznej natury człowieka. Przykładem pierwszego typu zachowań jest podjęcie decyzji o przeczytaniu niniejszego artykułu, zaś przykładem drugiego – odczuwanie wagi egzemplarza pisma wziętego do ręki. Człowiek sam decyduje, czy zrobić to pierwsze, podczas gdy nie decyduje o drugim. Każde działanie w sferze aktywności ekonomicznej jest rozumiane przez św. Tomasza jako actus humani, czyli „działanie ludzkie”: wszystkie są świadome i dobrowolne i w związku z tym moralnie dobre albo złe.

Ta klasyfikacja moralna zachowań, zastosowana ściśle do działań ekonomicznych, pozwala odróżnić katolicki ideał ekonomii od ekonomii kapitalistycznej. Dla katolicyzmu zysk ekonomiczny nie stanowi sam dla siebie uzasadnienia. Działania, które pozwalają osiągać zysk, muszą być usprawiedliwione przez zestawienie ich z prawem moralnym, zaś sam zysk musi pozostawać w związku z dobrem człowieka. Postrzeganie rzeczywistości w ten sposób oznacza także konieczność dokonania oceny pod względem nastawienia na cel (tj. skierowania ku ostatecznemu celowi). Wszystkie działania ekonomiczne, takie jak praca, zakupy, wynajmowanie mieszkania, żądanie wpłaty odszkodowania itd. prowadzą człowieka prosto do jego celu ostatecznego – lub też go odeń odwodzą. Dlatego też, myśląc ekonomicznie, człowiek musi jednocześnie myśleć moralnie. Ponadto, jako że ostatecznym celem człowieka jest pełnia życia nadprzyrodzonego, nawet o ekonomii człowiek musi myśleć w sposób nadprzyrodzony. Zgodnie z odwiecznym nauczaniem Kościoła, natura, która jest przekształcana przez ludzką pracę w bogactwo, stanowi nie kończącą się drogę wzwyż, po której możemy wznosić się do Boga.

Odpowiedź na pytanie, czy natura zostaje przez ludzką pracę przekształcona w coś wartościowego, stanowi właściwe św. Tomaszowi nauczanie na temat wykorzystania bogactwa. Pierwsza część tego nauczania jest uznaniem oczywistości, że człowiek jako istota materialna ożywiana przez duszę nieśmiertelną posiada materialne potrzeby, które musi zaspokajać. Jest to coś, co charakteryzuje każdego człowieka i jednoczy wszystkich. Aby zaspokoić potrzeby materialne, które same w sobie wcale nie muszą kolidować z zaspokajaniem potrzeb wyższych, człowiek musi wziąć w posiadanie doczesne dobra. Ponieważ jednak człowiek dzieli te potrzeby ze wszystkimi ludźmi, zaś wszyscy ludzie są w pewien sposób odpowiedzialni za siebie nawzajem, św. Tomasz napomina, aby człowiek brał w posiadanie dobra doczesne nie tylko dla swego własnego pożytku, lecz także dla pomocy swym bliźnim. Św. Tomasz powtarza starożytne nauczanie, że skoro wszyscy ludzie mają podobne podstawowe potrzeby materialne i skoro cała rzeczywistość natury jest stworzona przez Boga dla zaspokojenia tych potrzeb, to prawo naturalne wykazuje, że wszystkie rzeczy są posiadane wspólnie (determinavit in natura humana hoc, quod omnia essent communis). Oznacza to, że całe bogactwo natury przeznaczone jest dla człowieka ogólnie, nie zaś dla określonego człowieka bądź określonej grupy ludzi.

Ta społeczna koncepcja bogactwa stoi w skrajnym kontraście z mentalnością kapitalistyczną, która odmawia uznawania jakichkolwiek roszczeń do dóbr lub mienia zgłaszanych przez tych, którzy nie są „prawnymi posiadaczami” poszczególnych dóbr lub mienia.

Właśnie ta charakterystyczna postawa pokazuje jasno, czym naprawdę jest kapitalizm: przejawem liberalizmu w sferze ekonomicznej. Kapitalista przywłaszcza na swój wyłączny użytek zdolność nabywania dóbr. Gdy tylko użyje tej zdolności i nie zostanie przy tym powstrzymany przez państwo, przedmiot jego nieumiarkowanej zachłanności zostaje wyjęty ze zbioru tego, co wspólne, by stać się wyłącznie i całkowicie jego własnością. Bóg oraz pozostali ludzie tracą wszelkie prawa i roszczenia do bogactwa posiadanego przez kapitalistę. Co więcej, promując samolubnie ideologię liberalizmu, próbuje on storpedować powzięty przez państwo zamiar zapewnienia wspólnego dobra, czyli sprawiedliwego podziału dóbr, zaspokajającego potrzeby wszystkich obywateli.

Ograniczenie nałożone na kapitalistów przez prawo i nauczanie Kościoła w rzeczywistości czyniły kapitalizm, taki jaki znamy, niemożliwym. Powściągliwość, umiar, ograniczenie i braterstwo są sprzeczne z duchem kapitalizmu. Jak pisze Fanfani: „Kapitalizm potrzebuje stałego strachu przed stratą, słabej pamięci o ludzkim braterstwie, pewności, że każdy sąsiad jest tylko klientem do zdobycia lub konkurentem do pokonania, zaś to wszystko jest nie do pomyślenia w katolickiej koncepcji świata”.

Z pewnością podstawowa przyczyna, da której duch kapitalizmu jest nie do zaakceptowania dla umysłowości katolickiej oraz katolickiej kultury, polega na tym że katolicyzm odmawia redukowania „celów”, a zwłaszcza celu ostatecznego, do instrumentalnych środków pieniężnej wartości.

Dla kapitalisty zysk, jeśli uzyskany został „legalnymi” środkami, nie może być niemoralny.

Jednakże wedle nauczania katolickiego zabieganie o sprawy doczesne lub wartości pieniężne jest bezprawne (tj. złe moralnie), gdy:
a) zabiegamy o pieniądze lub inne rzeczy doczesne jako cel;
b) przez przykładanie zbytniej wagi do nabywania rzeczy doczesnych, czego rezultatem jest odciągniecie od rzeczy duchowych, które powinny być głównym przedmiotem poszukiwań, i w końcu,
c) poprzez nadmierny lęk, który człowiek żywi, obawiając się utracić niezbędne rzeczy w przypadku, gdyby uczynił to, co uczynić powinien.

Nawiązując do tego ostatniego punktu, „duch” kapitalizmu może być oceniony całkowicie i ostatecznie, jeśli się zrozumie, że wymagania miłości i dobroczynności nie mogą być wypełniane przez jednostki, jeśli duch kapitalizmu zdominuje ich życie. Jak możemy kochać Boga ze względu na Niego samego, jeśli ładnej rzeczy nie kochamy ze względu na nią samą, bezinteresownie? Jak można starać się rozwijać w sobie życie łaski, a także w bliźnich, skoro ocenia się samych siebie jako konsumentów lub producentów, a bliźnich jako klientów lub konkurentów? W tym miejscu można dostrzec niezmienną determinację katolicyzmu raczej do wyrzeczenia się korzyści z działania w sferze przyrodzonej, niż do utrudniania dzieła zbawienia.

Nie ma wątpliwości, oceniając z historycznego punktu widzenia, że cały charakter i tempo życia w duchu katolickim różnią się zasadniczo od życia w duchu kapitalizmu. Według św. Tomasza, nawet „nadmiar“ pracy jest nieusprawiedliwiony jeśli skierowana jest ona ku polepszeniu pozycji społecznej. Każdy człowiek powinien być zadowolony ze stanu życia, w którym się znajduje, i starać się utrzymać swoją pozycję – nic więcej. Jedynym wyjątkiem, który wymienia komentarz tomisty kardynała Kajetana odnośnie do tej zasady, jest przypadek człowieka o wyjątkowych przymiotach, który może legalnie starać się o bogactwo, które pozwoli mu osiągnąć status zgodny z jego zdolnościami.

Nieustanne dążenie do zysku, które jest motorem napędowym systemu kapitalistycznego, było utrudnione na każdym kroku przez instytucje, regulacje i zwyczaje, które organizowały przedkapitalistyczne społeczeństwo katolickie. Według Fanfaniego, „katolicy, o ile trzymają się blisko społecznego nauczania Kościoła, nie będą nigdy działać na rzecz kapitalizmu”. Działania tak Kościoła, jak i katolickiego państwa, w tym potępienie lichwy (które uniemożliwiało monopolistyczne gromadzenie kapitału), moralne i prawne egzekwowanie kontroli cechowej (która uniemożliwiała realną konkurencję), przepisy określające sprawiedliwą i stabilną cenę (miarkującą ją raczej wedle kosztów produkcji niż ogólnej opinii o poziomie akceptowalnym dla klienta), ustalanie poziomu wynagrodzeń raczej według potrzeb pracownika niż wydajności produkcji i zarobku osiąganym przez kapitalistę oraz zakaz reklamy (mający na celu zrównanie dostawców – w średniowieczu sklepikarzom nie wolno było nawet zwabiać przechodniów do swego sklepu) zapobiegały rozwinięciu się wynaturzonej, bezdusznej, odczłowieczonej ekonomii kapitalistycznej.

Katolicyzm zawsze zapewniał stan, w którym człowiek był panem swojej pracy. Praca rozumiana była jako zasadnicze zajęcie ludzkiej duszy i ciała. Stanowiła osobistą działalność całego człowieka; była w stanie za pomocą łaski wznieść się na poziom nadprzyrodzony. Praca prawdziwego chrześcijanina jest ciągłą modlitwą. W miarę, jak „duch” kapitalizmu rósł w siłę, następowało także wyobcowanie człowieka z jego własnej pracy. Chęć osiągnięcia maksymalnych możliwych zysków przy minimalnych nakładach wymaga ciągłego poszukiwania bardziej zaawansowanych sposobów mechanizacji, która stopniowo zmniejsza ilość rzeczywistej ludzkiej pracy, angażującej duszę i ciało. Człowiek zaczyna raczej obsługiwać niż pracować. Mistrz staje się kierownikiem. Kierownik staje się pracodawcą. Rzemieślnik staje się burżujem. Warsztat staje się fabryką.

Ta dekatolicyzacja europejskiej ekonomii oznaczała także depersonalizację, co najlepiej widać na przykładzie nieodzownej dzisiaj spółki kapitałowej – lokomotywy kapitalizmu. Tego rodzaju spółki (akcyjne i z ograniczoną odpowiedzialnością) oraz rynek papierów wartościowych, który im towarzyszy, minimalizują czynnik osobowy na polu ekonomii. Tym samym minimalizują wpływ czynników pozaekonomicznych, które są zawsze rozpoznawalnymi elementami w życiu każdej jednostki. Jak stwierdza Fanfani: „Było to dla kapitalistów idealne narzędzie, umożliwiające gromadzenie ogromnych środków w nielicznych rękach oraz pozwalające na rozkładanie wielkiego ryzyka, często nawet niemożliwego do udźwignięcia, tak że stawało się niezauważalne”. Obecnie wszyscy mogą „przystąpić” do przedsiębiorstwa lub „opuścić je”, siedząc w domu przed ekranem komputera. Nie trzeba nawet wiedzieć, czym dana spółka się zajmuje ani też kim są ludzie, których „ręce” wytwarzają produkty. Być może jest to ostatni już etap liberalnej ekonomii. Oderwani od rzeczywistości ludzie podejmują nie rodzące dla nich żadnych konsekwencji decyzje wobec przedsiębiorstw, których nie rozróżniają, w których nieznani im robotnicy wytwarzają przedmioty nie mające dla nich znaczenia.

Rewolta protestancka – nieoczekiwany uśmiech losu dla kapitalizmu

Po wskazaniu przyczyn, dla których katolickie nauczanie powstrzymywało kapitalistycznego „ducha”, musimy przyznać, że kapitalizm i „duch” kapitalizmu rozpoczął się w katolickich czasach i wśród katolickich społeczności. Jak stwierdza Fanfani: „Nikt nie zaprzecza, że kapitalizm narodził się przed rewoltą protestancką, między katolikami”. Zaczął się, choć nie zakwitł. Z pewnością nie osiągnął dominującej pozycji w społeczeństwie na tyle, by zostać „duchem wieku”. W XV wieku jednostki były kapitalistami – społeczeństwo pozostawało katolickie.

Kapitalizm zaczął się w sercach i umysłach tych, którzy byli wystarczająco chciwi, by ignorować uświęcony tradycją pogląd na właściwe stosunki międzyludzkie, tak społeczne, jak i ekonomiczne, ze swoimi braćmi w wierze. Przykład takiego ducha można znaleźć w działaniach Jakuba Coeura (1393-1456). Ten piętnastowieczny kupiec przyłączył się do dworu króla Francji Karola VII; swoje interesy prowadził w wielu miastach, będąc jednocześnie wytwórcą i handlowcem. Zostając nadwornym skarbnikiem, cieszył się szczególną przychylnością króla i przywilejami dla swoich ludzi. Poprzez znoszenie myta oraz promując rozwój sieci dróg lądowych i wodnych rozwinął olbrzymie stosunki handlowe. W ten sposób kapitalista wykorzystywał państwo, nad którym uzyskał pewną kontrolę, do rozwijania swych własnych interesów. Przez swoją potęgę finansową i wpływy polityczne, które dzięki tej potędze mógł nabyć, Coeur przezwyciężył normalne ograniczenia nakładane na „przedsiębiorcze” jednostki zainteresowane zyskiem.

Coeur jest przykładem jednostki, która „obeszła” system. Co zatem ostatecznie spowodowało załamanie katolickiego systemu społecznego, uniemożliwiającego wzrost i dominację ducha kapitalizmu? Nie ma wątpliwości, że pierwsza szczelina w chrześcijaństwie pojawiła się wraz z rewoltą Marcina Lutra przeciwko papiestwu. Odrzucenie autorytetu papieskiego, poparte przez władców skandynawskich oraz książąt północnoniemieckich, stanowiło precedens dla późniejszej rewolty Jana Kalwina i króla Anglii Henryka VIII przeciwko papiestwu i nauczaniu papieskiemu.

Jak często stwierdzał Hilary Belloc, w schizmie angielskiej występowało wiele aspektów czysto finansowych. Konfiskaty gruntów klasztornych na rzecz Korony Angielskiej i następujące później rozdzielanie świeżo zagrabionego majątku wśród nowej klasy plutokratów uczyniły wiele dla stworzenia warunków wymaganych dla zakwitnięcia kapitalizmu w Anglii (Anglia była też pierwszym miejscem, gdzie się rozwinął) poprzez koncentrację bogactwa w rękach stosunkowo niewielkiego kręgu ludzi. Ponadto ogólnikowość oficjalnej formy herezji doprowadziła do wielkiego zamieszania doktrynalnego, które miało wpływ na życie codzienne. Resztki dawnej doktrynalnej surowości, która uprzednio powstrzymywała skąpstwo kapitalistów, nie mogły zrównoważyć przykładów pogardy wobec ustalonych praw i zwyczajów, jakich dostarczała Korona.

Herezja, która ostatecznie zalała Anglię, nie była jednakże pochodzenia miejscowego – był to radykalny protestan­tyzm stworzony przez Jana Kalwina z Genewy; a uznawany przez wielu XX-wiecznych pisarzy za tę właśnie naukę teologiczną, która stworzyła warunki dla ostatecznego tryumfu „ducha” kapitalistycznego. Wśród znanych intelektualistów uważali tak choćby Max Weber i Ernest Troeltsch. Max Weber kładł największy nacisk na kalwinistyczne pojęcie świeckiego „powołania” jako na główne po dziś dzień źródło kapitalizmu. Ponadto czy można mieć jakąkolwiek wątpliwość, że odrzucenie przez Kalwina obowiązującego trzy tysiące lat zakazu czerpania dochodów z pożyczania kapitału odegrało znaczącą rolę w finansowaniu nieustannego starania się o imponujące plany produkcji i postęp technologiczny, wraz z umożliwieniem stopniowego gromadzenia kapitału w rękach coraz mniej licznej grupy? Czym byłby dzisiaj kapitalizm bez zaistnienia na szeroką skalę stosunków kredytowych?

Chociaż kalwinizm był tą dynamiczną siłą heretycką, która najskuteczniej łamała katolickie normy kulturowe i prawne, powstrzymujące dotychczas kapitalizm, to jednak największym protestanckim wkładem w rozwój kapitalizmu i „ducha” kapitalistycznego w umysłach ludzkich były podstawowe pojęcia herezjarchy Lutra. Zgodnie z jego nauczaniem, najgłębszy „sens” działania został zmieniony: nauka heretycka stoi na stanowisku „bezużyteczności” dobrych uczynków jako środka zbawienia, a w praktyce zaprzecza związkom pomiędzy działaniem ziem­skim a wieczną zapłatą. Jeśli nie ma żadnego związku pomiędzy postępowaniem, czy to skrytym, czy też jawnym, a osiągnięciem lub utratą ostatecznego celu nadprzyrodzonego, wtedy działanie nie jest już dłużej kierowane przez jakikolwiek nadprzyrodzony motyw. Twierdzenie Lutra obala jakąkolwiek nadprzyrodzoną moralność, a więc i ekonomiczną etykę katolicyzmu.

To dlatego w większości sprotestantyzowanych krajów Europy, w Prusach, Anglii i Szkocji, można odnaleźć tysiące systemów moralnych: wszystkie naturalne i przyziemne, wszystkie opierające się na zasadach właściwych sprawom czysto ludzkim. W Stanach Zjednoczonych, które jako państwo nie znały nic prócz protestantyzmu i postprotestantyzmu, odnajdujemy osobliwy „kodeks etyczny”: nie daj się złapać, jeśli łamiesz prawo pozytywne; bądź „miły”; bierz swego dolara, zanim ktoś cię wyprzedzi.

Dokonanie przez protestantów zasadniczego rozdzielenia sfery ludzkiej i boskiej, najdobitniej wyrażone w odrzuceniu przez Lutra pojęcia łaski uświęcającej, przyniosło w efekcie tak niezbędne dla wspierania kapitalistycznego „ducha” ubóstwienie spraw przyziemnych. Skoro człowiek nie może osiągnąć podobieństwa do Boga poprzez dzieła pobożności i miłości, to najbardziej oczywistym celem, do którego powinien dążyć, są pieniądze i dobra, które za pieniądze można nabyć.

Trzeba także podkreślić zasadniczą różnicę pomiędzy katolickim a protestanckim poglądem na rzeczywistość. Dla katolika to, co rzeczywiste, nie jest jedynie materialne, ale obejmuje obok tego, co „jest”, także ideał, który przedstawia chrześcijańskiemu umysłowi stan powinności. Razem z rzeczywistością występuje zadanie przekształcania jej w to, czym powinna być. Stąd biorą się zadania odnoszące się do naszych działań, przedsięwzięć, przedsiębiorczości, państwa, kultury, rodziny. Aby zrozumieć rzeczywistość jako spójną całość, protestant patrzy wyłącznie na to, co ma „pod ręką” oraz na możliwość użycia tego, co znajduje się w jego zasięgu. W konsekwencji rzeczywistość może być według niego wykorzystana wyłącznie jako źródło postępu materialnego. Dla „ortodoksyjnego”, konsekwentnego protestanta żaden inny postęp nie jest możliwy – tak właśnie głosiło jedno z najbardziej specyficznych twierdzeń Lutra.

Spójność życia katolickiego

Interesujące jest, że choć Fanfani stwierdza, iż protestantyzm pośrednio poparł rozwój kapitalizmu, to jednocześnie bardzo jasno wyraża przekonanie, że nie sprzyjał mu bezpośrednio. Włoski profesor utrzymuje, że postawa moralistów protestanckich, aż do czasów obecnych, była ogólnie rzecz biorąc krytyczna wobec fenomenu kapitalizmu. Podobna sytuacja miała miejsce w Stanach Zjednoczonych, gdzie protestanci do 1930 roku odrzucali środki antykoncepcyjne.

Dopóki protestantyzm siłą nawyku stał blisko tradycyjnego nauczania moralnego Kościoła, dopóty odrzucał zarówno „ducha” kapitalizmu, jak i mentalność antykoncepcyjną. Kiedy jednak protestanci wyciągnęli logiczną konkluzję ze swej zasady bezużyteczności działań jako środków zbawienia, znaleźli się w opozycji wobec katolickiej etyki społecznej. Wedle oceny Fanfaniego, przywódcy protestanckiej rewolty sami nie byli świadomi wsparcia, jakiego ich teologiczne odchylenia mogą dać chciwości i zachłanności kapitalistycznego materializmu. Fanfani na podstawie dowodów historycznych obala twierdzenie, że narody północnej Europy prosperowały, uzyskując w XIX wieku polityczną i gospodarczą przewagę z powodu swego protestantyzmu. Powodzenie a także postęp technologiczny, będący udziałem katolickiej Belgii i Francji, przeciwstawia się zasadniczo temu poglądowi. typowemu dla historiografii wigów.

Jeśli zatem jesteśmy prawdziwymi katolikami, co powinniśmy robić? Co to oznacza, kiedy wydaje się nam, że nasz umysł akceptuje jednocześnie dwa wykluczające się nawzajem systemy: katolicyzm i kapitalizm? Czy jest to możliwe wyłącznie dlatego, że żyjemy w jednym systemie, zaś modlimy się w drugim? Ile czasu potrzeba, byśmy idąc za psychologiczną potrzebą spójności, zaczęli traktować modlitwę tak, jak traktujemy pracę? Zamiast tego starajmy się raczej traktować pracę tak, jak traktujemy modlitwę, i czyńmy to, co tylko katolicyzm jest zdolny uczynić, sprowadzając różne sfery życia do harmonii na idealnej płaszczyźnie – płaszczyźnie życia łaski, powodowani wiarą, nadzieją i miłością, przemieniając wszystko, co doczesne, w zgodzie z prawdą, którą otrzymaliśmy.

Artykuł ukazał się w miesięczniku „The Angelus” z września (cz. I) i października (cz. II) 1999.
Spolszczył Arkadiusz Górski.

*                                 *                                   *

Życie gospodarcze, życie społeczne jest życiem ludzi i przeto nie da się pojąć bez wolności. Przez tę wolność nie można rozumieć powabnej, ale zresztą błędnej formuły sprzed stu lat, tj. formuły czysto negatywnej, czy też wolności niezależnej od regulującej woli państwa, ani też pseudowolności naszych czasów, według które trzeba się podporządkować, komendzie gigantycznych organizacji.

Prawdziwą i zdrową wolnością może być jedynie wolność ludzi, którzy czując się pewnie związani z obiektywnym celem ekonomii socjalnej, mają prawo żądać, aby społeczne uporządkowanie gospodarczego życia nie tylko nie zagrażało w najmniejszej mierze ich wolności w wyborze środków do tego celu, lecz tę wolność poręczało i chroniło. To ma jednakowe znaczenie czy idzie o pracę niezależną, czy o zależną, gdyż ze względu na cele ekonomii socjalnej każdy człowiek produktywny jest podmiotem, a nie przedmiotem gospodarczego życia.

Przemówienie Ojca Św. Piusa XII O podstawach społecznego ładu gospodarczego

*                                 *                                   *

Następnym faktem godnym zanotowania jest, że samorząd gminny wyrósł z ustroju cechowego, a nie ustrój cechowy z samorządu. Szkicując tu zdrowe zasady tego zaginionego społeczeństwa, nie będę – nie podejrzewa mnie o to chyba nikt będący przy zdrowych zmysłach – malował jakiegoś raju moralnego, ani sugerował, że społeczeństwo to było wolne od błędów i walk, i zmartwień, które we wszystkich czasach nękały ludzi, a na pewno w nie mniejszym stopniu nękają ich w naszych czasach. Na temat cechów toczyło się sporo kłótni i walk, w szczególności zaś wrzało przez pewien czas gorące współzawodnictwo między gildiami kupców, którzy sprzedawali towary, a cechami rzemieślników, którzy je wytwarzali; w sporach tych brali na ogół górę rzemieślnicy. Bez względu jednak na to, która ze stron przeważała, głowy cechów zostawały głowami miast, a nie na odwrót. (…) Skoro powtarza się nam dziś w kółko, że rządy naszych ojców opierały się na narzędziach walki, nie zawadzi podkreślić, że ich najbliższe i najcodzienniejsze rządy były oparte w całości na narzędziach pracy. Był to ustrój, w którym narzędzie robotnika stało się berłem.

G. K. Chesterton, Krótka historia Anglii (tłum. A. Doboszyńskiego)

*                                 *                                   *

Nowy sposób gospodarowania i rozwój przemysłu w całym szeregu państw zmierzał pod koniec XIX wieku do coraz większego podziału społeczeństwa na dwie klasy społeczne, Z tych jedna, nieliczna, korzystała z wszystkich prawie udogodnień życia, których tak obficie dostarczały nowoczesne wynalazki. Druga zaś, obejmująca olbrzymią masę robotników, cierpiała przygnieciona straszną nędzą, bezskutecznie próbując wyzwolić się z niej.

Ten stan rzeczy łatwo znosili ci, którzy opływając w dostatki, widzieli w nim po prostu skutek konieczny praw gospodarczych i w konsekwencji całą troskę o ulżenie biednym zostawiali wyłącznie miłosierdziu, jak gdyby miłosierdzie miało pokrywać te nadużycia, które ustawodawcy nie tylko tolerowali, ale nawet czasem powagą ustaw zatwierdzali. Natomiast najniechętniej znosili te stosunki ciężko przez nie skrzywdzeni robotnicy i burzyli się przeciw dalszemu nadstawianiu karków pod to twarde jarzmo. Z tych jedni, podnieceni złymi podszeptami, zmierzali do zupełnego przewrotu społecznego; ale i drudzy, których chrześcijańskie wychowanie odstraszało od tych złych dążności, utwierdzali się w przekonaniu, że wielkie reformy są konieczne i że szybko przyjść powinny.

Tego samego zdania byli katolicy, tak duchowni, jak i świeccy, których podziwu godna miłość już dawno pchnęła do starań o ulżenie niezasłużonej nędzy proletariatu, Także i ci w żaden sposób nie mogli zgodzić się na to, by tak krzycząca i tak nieuzasadniona nierówność w podziale dóbr ziemskich miała naprawdę odpowiadać zamiarom Najmędrszego Stwórcy.

Papież Pius XI, Quadragesimo anno – O chrześcijańskim ustroju społecznym

Piotr Chojnowski
Zawsze Wierni, nr 45, 03-04.2002, s. 17.
http://gazetawarszawska.com/

Komentarzy 9 do “Katolicyzm, protestantyzm, kapitalizm (2)”

  1. Wosiu said

    I kto zrozumie tak rozwlekłe dyrdymały, nawet jeśli są tworzone w dobrej wierze? Przeciętni wierni, robotnicy i chłopi? Na tym polega błąd, że nie mówi się prosto i zwięźle w sytuacji kiedy to oponenci są większymi mistrzami w gmatwaniu pojęć i sensu nadmiarem słów. Jak nauczał Jezus Chrystus, przemowa powinna być krótka, i albo mówi się tak albo mówi się nie.

    Kapitalizm w największym skrócie oznacza wolność nieograniczonego gromadzenia dóbr wszelkimi środkami przez mniejszość i ze wszelkimi konsekwencjami dla większości.

    Temu prawdziwy katolik mówi: nie.

    I mówi, że mogą być lepsze ustroje gospodarcze, np. dystrybutyzm , czyli powszechna wolność posiadania środków wytwórczych przez rodziny i małe społeczności lokalne.

    Temu prawdziwy katolik mówi: tak.

    Jak się powraca do czasów minionych, to warto wiedzieć (Pius XI mógł tego nie wiedzieć), że w starożytności, w Cesarstwie Rzymskim, duża część niewolników otrzymywała wynagrodzenia i płaciła podatki Cesarstwu, dużo niższe niż obecne podatki w większości krajów. Taki niewolnik mógł sobie po latach z oszczędności wcześniej wykupić wolność niż przeciętny Polak spłaci kredyt mieszkaniowy obecnie. W średniowieczu, przed feudalizmem, ludzie mieli większą wolność niż obecnie, higienę lepszą niż królewski dwór francuski w XVII i XVIII wieku, relatywnie komfort życia większy niż teraz. Owszem, pracowali często nie 8 godzin dziennie, ale nawet 10-12, tylko że do czasu pracy liczyły się różne przerwy śniadaniowe, obiadowe, podwieczorkowe i inne, praktycznie pracowali 5-6 godzin dziennie. I na cały rok mieli ok 150 dni wolnych od pracy w związku z różnymi świętami katolickimi.
    Ówczesna technika pozwalała na budowanie katedr gotyckich, czego potem juz nie potrafiono i nie potrafi się do dzisiaj…

  2. Wosiu said

    Mała korekta: tam miało być napisane: „przed feudalizmem i w ramach wczesnego feudalizmu” i wtedy wszystko się zgadza.

  3. Zbigniew said

    Cóż… panie Wosiu…

    Mnie bardzo te artykuły. Bo to niby w głowie coś jest, ale usystematyzować te myśli, porządek wprowadzić, związek między niemi, to jest dopiero to. Co dzień przechodzimy wokół zjawisk, które już zastały się w głowie, stały się „normalne”. Nikt nawet nie zastanawia się, dlaczego są takie, nie inne. Zrozumienie warte więcej, niż walenie pięścią na oślep.

  4. Pokręć said

    Te artykuły warte są kilkakrotnego przeczytania i zrozumienia.
    Ja się właśnie dowiedziałem, że miałem rację uważając kapitalizm za dziwny system. Bo dla mnie nienaturalnym jest uprawianie sztuki dla sztuki i pieniędzy dla pieniędzy. Pewnie dlatego nie dałem rady w tzw. „biznesie”. kapitalizm to pomieszanie egoizmu z gonieniem w piętkę. Poza tym zastanawiałem się, jak to jest mozliwe, że człowiek może być właścicielem firmy i nawet nie wiedzieć, co ona produkuje, czym się zajmuje. Ot, nazwa spółki i jej kilkuliterowy skrót na pasku wiadomości w TV biznesowej. Chore.
    Kapitalista nie zastanawia się nad tym, że jego działanie przynosi pożądany efekt tylko i wyłącznie, dopóki są ludzie słabsi od niego. Myli mu się konkurencja sportowa i zawody „o laur zwycięstwa” z konkurencją rynkową…
    Ja wiem tylko jedno jak ktoś zdobył pieniądze (albo cokolwiek innego) nie wylewając ani kropli potu, to oznacza tylko tyle, że kogoś skrzywdził. Bo premię za „ponoszenie ryzyka” można mieć np. w kasynie.

  5. Re: 4 Pokrec..
    A tak bardzo krotkie pytanie:

    No to kto jest kapitalista a kto nim nie jest???.
    -=========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  6. Gość90 said

    ”katolicy, o ile trzymają się blisko społecznego nauczania Kościoła, nie będą nigdy działać na rzecz kapitalizmu”.

    Ciekawe co na to gowin, Cejrowski, polonia christiana i inne gady, które stawiają znak równości między Katolicyzmem a złodziejstwem (kapitalizmem)!

    Swoją drogą co to wszystko da? Co to zmieni? Robole to kretyni. Ci, których znam i z którymi pracowałem w syfie za grosze są jak z powieści masona Huxleya – zarażeni syndromem sztokholmskim i niezdolni do samodzielnego myślenia! Prędzej staną w obronie swoich pracodawców, którzy ich wyzyskują, niż pomyślą, że kapitalizm jest zły. Nie obchodzi ich to, że palant mający stolarnię zarabia w miesiąc 100 tysięcy złotych na czysto, zapłacił 5 tyś. na utrzymanie zakładu, a dziesięciu pracownikom wypłacił tylko po 1200 zł. + kilka stów od łepka na ZUS itp. Oni nie zrozumieją, że gość całą resztę kasy kisi tylko po to, żeby kisić. Skoro zaoszczędzi miesięcznie ponad 70 patyków to dlaczego nigdy nie dał podwyżek? Dlaczego chciałby, żeby jego pracownicy zapierdalali w każde święto, bez urlopów? Mało ma kasy??? To niech se zainwestuje jak się boi, że straci. A jak tego nie potrafi to zwyczajna z innego pizda, a nie biznesmen; co żeby mieć kasę musi ludzi gnębić i okradać!

    Niestety idioci zawsze wykażą się syndromem stolicy Szwecji i powiedzą, że ”pracodawca ma mało pieniędzy i nie stać go na płacenie więcej.”
    Tym z robotników, którzy są zapatrzeni w kurwina mikke tłumaczyłem, że się mylą, ale skończyło się na tym, że to mnie uznali za wroga. Za co się pytam? Za to, że myślę? Za to, że chcę żeby oni mieli lepiej? W kapitalizmie robotnicy lubią być biedakami i niewolnikami. A jak ktoś chce im pomóc, to go zaatakują, wyśmieją, zniszczą! Zobaczcie kto się buntuje? Ci co mają kupę kasy, a robotnik siedzi cicho i cieszy się, że jest śmieciem. Komu rośnie społeczne poparcie: korwinocwom, gowinowcom, prywaciarzom. Czego przybywa: stowarzyszeń liberałów, wolnorynkowców itd. O czym gadają prości, biedni ludzie: o tym, że prywatyzacja służby zdrowia poprawi stan szpitali i zlikwiduje kolei do lekarzy, o tym że likwidacja ZUS przyczyni się do wzrostu wynagrodzeń itd. Oj durnie! Mało macie jeszcze kapitalizmu? Będziecie płakać przez to i żałować; wy i wiele następnych pokoleń. Polacy was nie będzie, będziecie żreć na śmietnikach <—mawiała pewna żydówka i chyba ma rację.

  7. Re: 6 Gosc90…

    Napisze ci „gosciu90” tak: Prawdziwy kapitalizm byl bardzo krotko w XIX wieku, a o „kapitalizmie” dzisieszym tamten z przeszlosci absolutnie nic nie ma wspolnego.
    Obecny „kapitalizm” (tak szumnie liberalowie i liber-kretyni nazywaja) nie jest niczym innym, jak kolejnym systemem politycznym majacym na celu okradanie (opodatkowywanie we wszystkich kierunkach) tworcow i uslugodawcow (producentow i rzemieslnikow) w mozliwie najbardziej wyrafinowane sposoby.

    Moge oczywiscie postawic pytanie (no powiedzy retoryczne): „Jak rozpoznac kapitalistyczny system spoleczny i na czym glownie jest oparty (lub na jakiej podstawie)????…

    Podobne pytanie (duzo latwiejsze) moge postawic: „Skad i na jakiej podstawie biora sie pieniadze (srodki finansowe) znajdujace sie w spolecznej cyrkulacji???

    Jaki wniosek? Ano tak, ze jesli nie poznamy spolecznej cyrkulacji monetarnej (systemu finansowego – mam na mysli: poznania jakim on faktycznie jest, a nie jakim on nam sie wydaje – to pisanie o „kapitalizmie”, „socjalizmie” czy „komunizmie” bedzie tyle warte, co kot codziennie robi w piasek..
    =======================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  8. Gość90 said

    Panie Jaśko z Toronto pan tęskni za tym zbrodniczym, świńskim, skurwysyńskim kapitalizmem z XIX wieku? Pan chyba adresy pomylił, to nie jest strona Rockefellera.

  9. gośćdom said

    nie widzę dalej powiązania pomiędzy duchem protestantyzmu a duchem kapitalizmu. Chodzi o demokrację każdej dziedziny życia, ideologii na rzecz tzw. zysku materialnego? Mam wrażenie, że „protestantyzm” nie został zdefiniowany właściwie. Myślę, że bardziej mogę uznać zasymilowanie ducha kapitalizmu z duchem tzw. ewangelii sukcesu w odmianie protestantyzmu amerykańskiego, który szczerzy się obecnie w Europie.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: