Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Józef Bizoń o O paranoi giedroyciowych i bar…
    Józef Bizoń o O paranoi giedroyciowych i bar…
    Józef Bizoń o O paranoi giedroyciowych i bar…
    CBA o Wolne tematy (08 – …
    Irmina Blad o O paranoi giedroyciowych i bar…
    osoba prywatna o O paranoi giedroyciowych i bar…
    Boydar o Transmutacja biologiczna – ską…
    JackTheCrasher o Wolne tematy (08 – …
    bryś o UE chce „położyć łapę” na lasa…
    brys o UE chce „położyć łapę” na lasa…
    Czytelnik z Północy o „Hiszpańscy” nurkowie na…
    Krystian Szeliga o O paranoi giedroyciowych i bar…
    Anucha o Ukraina na skraju przepaści! M…
    Anucha o „Hiszpańscy” nurkowie na…
    Sudbina Srba o Wolne tematy (08 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Rozumowe dowody na istnienie Boga

Posted by Marucha w dniu 2013-12-22 (Niedziela)

Wstęp

Captatio benevolentiae

Drodzy wierni, drodzy słuchacze,

Na początek chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że tytuł niniejszej konferencji składa się w istocie z dwóch twierdzeń, które współczesne społeczeństwo w coraz większym stopniu neguje. Po pierwsze, przynajmniej w praktyce, ignorowany jest sam fakt istnienia Boga. Po drugie, negowana jest zdolność ludzkiego intelektu do udowodnienia tego faktu.

Religia, zwłaszcza w czasach obecnych, jest często traktowana jako coś czysto emocjonalnego, czysto metafizycznego, równie odległego od intelektu, jak uczucie. Jest to w znacznej mierze wpływ współczesnego, fałszywego ekumenizmu. Ślepe dążenie do jedności wszystkich religii oraz redukowanie i pomniejszanie wszelkich różnic pomiędzy nimi w sposób konieczny doprowadzić musiało do pozbawienia każdej religii tego, co w niej było racjonalnego.

Idee religijne redukowane są do poziomu „wiary” czy subiektywnego przekonania, których przesłanki – o ile w ogóle istnieją – są bardzo słabe – a to ze względu na fakt, że dogmat ma ze swej natury charakter dzielący. Intelekt, z samej swej natury, dzieli opinie na prawdziwe i fałszywe. W inspirowanym przez modernistów „poszukiwaniu jedności w różnorodności tradycji religijnych” nie istnieje podział idei pod względem ich stosunku do prawdy, ideą przewodnią staje się mglista i nieokreślona jedność, bazująca na rzekomego wrodzonej u człowieka potrzebie boskości. Owa ekumeniczna „jedność” nie ma więc nic wspólnego z jednością prawdziwą, będącą wynikiem posiadania tej samej prawdy. Zazwyczaj, gdy mówimy o jedności, mamy na myśli jedność we wierze w te same rzeczy. Kiedy religia pozbawiona zostaje elementu racjonalnego, staje się jedynie zbiorem pustych słów, czymś niegodnym rozumnej istoty ludzkiej. Dlatego, by przywrócić należne miejsce religii, musimy wpierw rehabilitować sam intelekt, podstawowe prawa logiki oraz zdolność człowieka do poznawania świata naturalnego.

Do zanegowania zdolności poznawczej ludzkiego intelektu prowadzi jednak również negowanie prawdy nadprzyrodzonej. Sceptycyzm i agnostycyzm są w swej najbardziej prymitywnej formie po prostu zaprzeczeniem zdolności ludzkiego intelektu do poznania otaczającego nas świata, a zwłaszcza poznania czegokolwiek co dotyczy Boga. Te dwie rzeczy są jednak ze sobą ściśle powiązane: z twierdzenia, że nie można poznać, czy Bóg istnieje, wyciąga się w sposób naturalny wniosek, że religia jako taka nie jest oparta na przesłankach racjonalnych, ale jest czymś w rodzaju ślepego przekonania. Jeśli intelekt ludzki nie jest w stanie stwierdzić niczego pewnego w dziedzinie religii, traktowanej przez wielu jako najważniejszy i najbardziej elementarny aspekt życia człowieka, wówczas również wiedza dotycząca faktów z wszelkich innych dziedzin staje się wątpliwa. Jeśli cel ostateczny człowieka określa nie intelekt, a emocje, wkrótce również wszystkie inne rzeczy utracą sens istnienia i staną się kwestią emocjonalnego przekonania. Sam rozum, błądzący w kwestii ostatecznego celu człowieka i jego ostatecznej szczęśliwości, szybko staje się bezużyteczny nawet w odniesieniu do tych rzeczy, które powinny prowadzić nas do szczęścia, innymi słowy do rzeczy tego świata.

Tak więc to, o czym pragnę dziś mówić, posiada dwojakie znaczenie: w sferze religijnej przypomnieć ma, że nasz akt wiary nie jest jedynie reakcją emocjonalną, ale czymś racjonalnym i prawdziwie ludzkim. Ma też przypomnieć, że ludzki intelekt zdolny jest do nabycia pewnej wiedzy o Bogu i potwierdzić jego zdolność do poznawania stworzonego przez Boga świata.

W Katechizmie czytamy:

„12. Czy przyrodzonym światłem rozumu możemy Boga poznać i udowodnić?
Przyrodzonym światłem rozumu, wnioskując ze stworzeń o stwórcy, ze skutku o przyczynie, z rzeczy stworzonych możemy na pewno poznać i udowodnić Boga jednego i prawdziwego, początek i koniec wszystkich rzeczy, stwórcę i Pana naszego”.

Katechizm stwierdza to bardzo wyraźnie: możemy poznać jednego i prawdziwego Boga i możemy udowodnić Jego istnienie. Katechizm nie mówi nam jednak JAK możemy to osiągnąć. Oczywiście koncentruje się on bardziej na kwestiach, których intelekt poznać nie może, czyli na Objawieniu Bożym, a jednak przypomina nam bardzo ważną prawdę: że przyrodzonym światłem rozumu możemy udowodnić istnienie Boga, posługując się jedynie naszym intelektem.

Za przewodnika posłuży nam tu sam Doktor Anielski, św. Tomasz z Akwinu, który przytacza nam pięć różnych dróg dowodzenia istnienia Boga. Mają one charakter nieco filozoficzny, nie przekraczają jednak możliwości zrozumienia człowieka myślącego.

Praeambula

Czy istnienie Boga nie jest czymś oczywistym?

Ludzie pobożni mogliby jednak powiedzieć: cóż, czy istnienie Boga nie jest czymś oczywistym, czymś niejako wszczepionym w serce człowieka? Niektórzy apologeci mówią, że sam fakt, iż istnieje tak wiele religii jest dowodem na to, że Bóg musi istnieć. Zgodnie z tym argumentem, jeśli wszyscy ludzie posiadają wiarę w jakiś rodzaj Boga, musi On istnieć. Jednak argument ten nie dowodzi w istocie niczego w kwestii istnienia Boga, a jedynie mówi nam co nieco o psychologii człowieka. Człowiek z pewnością pragnie szczęścia i z pewnością szczęście kojarzone jest w jakiś sposób z boskością, nie dowodzi to jednak absolutnie istnienia Boga. Wielu ludzi wyobraża sobie, że szczęście znaleźć można w innych rzeczach, takich jak przyjemność czy bogactwo, które nie są dobrami doskonałymi ani Bogiem.
Ktoś mógłby jednak powiedzieć: Bóg jest jednak z pewnością tym, co doskonałe, samo słowo „Bóg” oznacza coś, co jest najlepsze, najdoskonalsze. Jeśli więc rozumiemy słowo „Bóg” właściwie, oczywistym jest, że Bóg musi istnieć, a to ze względu na fakt, że to co istnieje jest doskonalsze od tego, co nie istnieje. Wydawałoby się więc, że jeśli tylko będziemy precyzyjni w doborze słownictwa i właściwym rozumieniu słów, a wówczas istnienie Boga będzie czymś oczywistym. Skoro znamy znaczenie tego słowa, oznacza to, że Bóg musi istnieć.

Jednak również to w rzeczywistości niczego nie dowodzi. Jest wiele słów, których właściwe znaczenie jest mi znane, takich jak jednorożec, nie oznacza to jednak, że rzeczy takie istnieją. Poznanie czegoś nie oznacza, że rzecz ta istnieje w rzeczywistości. Choć nasz intelekt ma nam umożliwić rozumienie rzeczywistości, nie ma absolutnej gwarancji, że to co istnieje w naszym umyśle, istnieje też w rzeczywistości.

Czy możemy udowodnić istnienie Boga?

Tak więc, by udowodnić istnienie Boga, musimy zacząć od czegoś rzeczywistego, od rzeczywistości, a nie jedynie od słów. Jak możemy udowodnić istnienie czegokolwiek? W jaki sposób przeprowadzamy zazwyczaj dowodzenie?

W matematyce wychodzimy od pewnego aksjomatu, na przykład od założenia, że dwie linie równoległe nigdy się nie przetną, i z aksjomatu tego wyciągamy wniosek, że suma powstałych w ten sposób kątów jednostronnych daje kąt półpełny. Tak więc na podstawie tego aksjomatu możemy udowodnić istnienie kątów prostych, sumy kątów w trójkącie etc.

Ten rodzaj argumentacji nazywamy w filozofii argumentacją a priori, innymi słowy na podstawie czegoś co jest dobrze znane, jak dwie linie równoległe, dedukujemy istnienie czegoś innego, czyli fakt, że suma kątów jednostronnych równa jest kątowi półpełnemu. Zakłada to jednak, że pojęcie dwóch linii równoległych jest dla nas czymś oczywistym, czymś w stosunku do czego nie mamy wątpliwości i nie potrzebujemy tego dowodzić. Nazywamy to a priori, ponieważ przechodzimy od przyczyny do skutku – innymi słowy, ponieważ znamy przyczynę, możemy poznać w sposób naturalny, jakie są jej skutki. Znamy naturę linii równoległych, możemy więc poznać logiczne konsekwencje tej natury poprzez odnoszenie jej do różnych okoliczności. Podobnie chemik, znając właściwości różnych składników może osiągnąć pożądany efekt, taki jak kolor niebieski, poprzez zastosowanie praw chemii i połączenie we właściwych proporcjach różnych substancji. Innymi słowy, uzyskuje on określony efekt wykorzystując prawo chemiczne, które było mu uprzednio znane.

Jednak w przypadku większości obserwowanych przez nas rzeczy, nie znamy ich natury w stopniu wystarczającym do przeprowadzenie tego rodzaju dedukcji. Wyobraźmy sobie na przykład, że chcielibyśmy zrozumieć, co sprawia, że księżyc obraca się wkoło ziemi, albo dlaczego jabłko spada na ziemię, czy nawet coś prostszego, jak fakt, że nasz samochód nie chce zapalić. Nie możemy przeprowadzić dowodzenia a priori, gdyż po prostu nie znamy jeszcze przyczyny – powodu, dla którego tak się dzieje. Możemy jednak postąpić w inny sposób, niejako odwrotny, przechodząc od skutku do przyczyny. Na podstawie naszych obserwacji możemy odkryć, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej.

Możemy na przykład zaobserwować, że dwa obiekty przyciągają się lub odpychają. Zauważamy też, że siła tego przyciągania jest tym większa, im bliżej siebie znajdują się te przedmioty. Możemy również zaobserwować, że siła przyciągania maleje proporcjonalnie do kwadratu odległości. Wskutek obserwacji tych możemy wyciągnąć wniosek, że musi istnieć coś, co powoduje, ze obiekty te zachowują się w taki właśnie, a nie inny sposób. Celem eliminacji wpływu czynników zewnętrznych na eksperyment jest precyzyjne poznanie przyczyny obserwowanego przez nas zjawiska, innymi słowy przyczyny formalnej konkretnego skutku. W oparciu o te systematycznie i cierpliwie przeprowadzane doświadczenia jesteśmy w stanie sformułować pewną prawdę czy też ustalić związek pomiędzy przyczyną a skutkiem. Zawsze jesteśmy w stanie udowodnić przynajmniej istnienie jakiejś przyczyny. Możemy na przykład udowodnić istnienie elektronów i małych cząstek materii, nawet jeśli nigdy nie będziemy w stanie ich zobaczyć, a to w oparciu o fakt, że pewne skutki nie mogą być wyjaśnione w żaden inny sposób. Metodę tę nazywamy a posteriori, co oznacza, że ze skutków próbujemy dowiedzieć się czegoś o przyczynie.

Jak widzicie te dwie metody są do siebie podobne i pod pewnymi względami uzupełniają się nawzajem. Skoro dowiemy się czegoś o przyczynie, możemy wykorzystać tę wiedzę by przewidzieć określony skutek. Na przykład posiadając nieco wiedzy na temat siły grawitacji jesteśmy w stanie przewidzieć ruch planety w danym przedziale czasu, a potem możemy zmierzyć ów ruch by zobaczyć czy zgadza się on z naszymi obliczeniami. Gdy po chwili zastanowienia dojdziecie do wniosku, że wasz samochód nie może zapalić z powodu braku paliwa, postępując w sposób naukowy dolewacie nieco benzyny i sprawdzacie, czy rzeczywiście taka była przyczyna. Jeśli podejrzenie to okaże się niesłuszne, przechodzicie do kolejnego prawdopodobnego powodu, sprawdzacie akumulator etc. Nawet jeśli nie wiecie, dlaczego wasz samochód nie zapalił, nie macie wątpliwości, że musi istnieć jakaś tego przyczyna, ponieważ jeszcze wczoraj wszystko było z nim w porządku. Jak widzicie, każdy jest w pewnym stopniu naukowcem, na swój własny, skromny sposób.

Generalnie metoda a priori sprawdza się najlepiej w przypadku pojęć abstrakcyjnych, prostych i dobrze znanych, jak w matematyce, gdzie formułowanie aksjomatów jest łatwe i sama materia skłania się wyciągania podobnych wniosków. Nawet fizycy sprowadzają swą wiedzę do matematycznego jej przedstawienia, dzięki któremu są wstanie przeprowadzać wnioskowanie w ten właśnie sposób. Jednak większość odkryć naukowych i dowodów na istnienie różnych rzeczy wykorzystuje metodę a posteriori, gdyż najczęściej najlepiej znamy skutki, podczas gdy przyczyna zjawisk pozostaje nam obca.

Widzimy więc, że aby udowodnić istnienie Boga w sposób naukowy, nie możemy odwołać się do metody a priori, a to z tego prostego powodu, Boga nie możemy zobaczyć czy obserwować bezpośrednio. To, że na temat Boga istnieje tak wiele różnych opinii nie wynika jedynie ze złej woli ludzi, ale również z ludzkiej słabości, ponieważ Bóg jest kimś nieskończenie od nas odległym, a nie istotą materialną, którą moglibyśmy dotknąć czy poczuć. Istnienie Boga nie jest czymś oczywistym w taki sam sposób, w jaki oczywiste są aksjomaty w matematyce. Stąd nasze drogi do poznania Boga przypominają raczej wysiłki fizyka, który chciałby udowodnić istnienie cząstki mniejszej od atomu, albo astronoma, który z wybuchów gwiazdy usiłuje dowieść istnienia planety, albo też mechanika oglądającego samochód by stwierdzić, co w nim jest nie w porządku. Musimy wnioskować w oparciu o znane nam skutki, by ostatecznie odkryć przyczynę, która skutki ten wyjaśnia.

Dowody na istnienie Boga

Droga pierwsza – z ruchu i zmiany

Obserwując otaczający nas świat zaobserwować możemy całe ciągi ruchu i zmian. Oczywistym jest, że świat ów podlega nieustannym zmianom: widzimy zmiany w położeniu, w ruchu, widzimy jak rzeczy przemieszczają się z jednego punktu do drugiego. Widzimy zmiany w temperaturze, zmiany w kształcie i wielkości, zmiany we wszystkich aspektach bytów. A jednak gdy badamy różne dokonujące się wokół nas zmiany, dostrzegamy w nich jedną cechę wspólną: nic nie zmienia się samo z siebie, ale pod wpływem jakiejś innej rzeczy. Weźmy na przykład zmianę temperatury: wasza zupa nie staje się gorąca sama z siebie, coś cieplejszego od niej musi przekazać jej swe ciepło. Również w przypadku ruchu, aby zmienić pęd czegokolwiek, musi istnieć siła, coś, co zmieni moment pędu przedmiotu, coś innego zmienia jego ruch, nie zmienia się on sam z siebie. Podobnie jest w przypadku zmiany koloru i wszystkich innych atrybutów danej rzeczy – zmieniają się one pod wpływem jakiegoś innego czynnika zewnętrznego.

Ów inny czynnik mógłby być częścią całego organizmu, jednak nawet ta część zmieniana jest przez coś innego: na przykład zwierzę porusza się samo z siebie, w istocie jednak jedynie częściowo. To jego odnóża wprawiają je w ruch, a mięśnie odnóży wprawiane są w ruch przez zmiany chemiczne zachodzące w mięśniach, dzięki składnikom, które zwierzę spożywa etc. W rzeczach złożonych mamy do czynienia z pewnym rodzajem samodzielnego poruszania się, ale jedynie dlatego, że porusza je jakaś ich część. Mówiąc ściśle odnóże nie jest zwierzęciem, ale jego częścią. A odnóża nie poruszają się same, ale jak w przypadku wszystkich innych rzeczy, porusza je coś innego.
W rzeczywistości nic nie może zmieniać się samo z siebie, czy też, ujmując to w formę zasady ogólnej, nic nie może poruszać się samodzielnie, ale musi zostać poruszone przez coś innego. Powód tego jest taki, że każda zmiana, każdy ruch, zależy od pewnego procesu, procesu zmieniającego to co jest potencjalne w to, co jest aktualne, od tego co może być w to, co rzeczywiście jest. Na przykład kilka godzin temu mógłbym być w Lublinie, choć w rzeczywistości byłem w Warszawie, jednak teraz, ponieważ się odbyłem pewną drogę, jestem w Lublinie. To, co było jedynie możliwością, stało się rzeczywistością. Każda zmiana oznacza przejście z możliwości do rzeczywistości, na urzeczywistnieniu pewnej możliwości.

Co oczywiste, nic nie może być równocześnie potencjalne jak i aktualne pod tym samym względem. Może to brzmieć nieco abstrakcyjne, w istocie jednak wcale tak nie jest. Gdybym na przykład powiedział, że mam możliwość udania się do Lublina, oznaczałoby to w oczywisty sposób, że jeszcze tam nie jestem, pomimo że mógłbym tam być. Podobnie gdybym powiedział, że jestem w Lublinie, znaczyłoby to, że możliwość ta została urzeczywistniona: jeśli tu jestem, najwyraźniej mogłem się tu przemieścić, jednak możliwość ta już nie istnieje, ponieważ została już zrealizowana. Zmiana zakłada możliwość, a po jej realizacji możliwość ta już nie istnieje.

Konsekwencja tego jest taka, że nic nie jest równocześnie w stanie możliwości i aktualności w odniesieniu do tej samej rzeczy. Może istnieć wiele możliwości uczynienia czegokolwiek innego, jednak nie tego, co już zostało urzeczywistnione. Jak widzieliśmy, ruch jest przejściem od możliwości do rzeczywistości a to z tego właśnie powodu, że nic nie może być zarówno potencjalne i aktualne pod tym samym względem, że każdy ruch musi brać początek od czegoś innego, czy innymi słowy: cokolwiek znajduje się w ruchu, musiało zostać wprawione w ruch przez coś innego.

W podobny, choć nie analogiczny sposób, współcześni fizycy używają w odniesieniu do tych różnych stanów terminów „energia potencjalna” i „energia kinetyczna”. Energia potencjalna jest tym, co dany obiekt mógłby uczynić, na przykład wskutek oddziaływania ze środkiem ziemi, podczas gdy energia kinetyczna odnosi się do aktualnego ruchu obiektu. Są one sobie w podobny sposób przeciwstawne: na podstawie tego, w jaki sposób obiekt się porusza, mówimy o energii kinetycznej, natomiast na podstawie jego orientacji, położenia czy bezruchu, mówimy o energii potencjalnej. Zauważmy, że jest to jedynie pewna analogia. We współczesnej fizyce energia oznacza bardziej zdolność do wykonywania pracy, niemniej jednak skoro istnieje zmiana, w tym przypadku zmiana w ruchu, mają tu zastosowanie ta sama zasada filozoficzna, a konkretnie że dane rzeczy nie mogą być równocześnie pod tym samym względem w stanie potencjalnym i aktualnym.

Tak wiec widzimy, że cokolwiek znajduje się w ruchu, w jakimkolwiek jego rodzaju, nie porusza się samo z siebie, ale poruszane jest przez coś innego. Świat który widzimy jest ogromny, a jednak prawa nim rządzące są bardzo proste: następują w nim serie zmian, a każda rzecz zmieniana jest przez inną. Słońce wschodzi rano, rośliny zwracają się ku słońcu, rosną, wchłaniając substancje odżywcze z gleby. Świat, w którym żyjemy i który obserwujemy wokół nas, kształtują miliardy mikroskopowych i makroskopowych zmian. Pytanie brzmi: czy ów łańcuch zmian być nieskończony? Czy możliwe jest, by jednak rzecz zmieniała inną, ta z kolei następną i tak dalej w ad infinitum?
Z pewnością ów łańcuch zmian może być bardzo długi, pewne jest jednak również, że liczba tych zmian musi być skończona. Nie możemy rozciągać ich ad infinitum, przede wszystkim dlatego, że sam wszechświat, choć tak ogromny, ma konkretny rozmiar. Gdy mówimy, że coś ma wymierną wielkość, oznacza to, ze jego wielkość jest w pewien sposób mierzalna, niezależnie od tego, jaka by nie była wielka. Jeśli można jego wielkość wyrazić za pomocą liczb, oznacza to z definicji, że nie jest nieskończony. A jeśli nie jest nieskończony, wówczas oczywiście możemy mówić o pewnym uporządkowaniu pomiędzy czynnikami poruszającymi, o tym że jeden z nich jest wcześniejszy od drugiego, aż ostatecznie dojdziemy do pierwszego czynnika poruszającego, który nadaje ruch wszystkim innym.

Istnieje jednak ważniejszy jeszcze podwód, dla którego ruch ten nie może postępować w nieskończoność. Widzimy, że by ciało znalazło się w ruchu, musi zostać wprawione w ruch przez coś ruch innego. Twierdzenie, że ciąg taki może mieć charakter nieskończony, byłoby to równoznaczne ze stwierdzeniem, że w istocie nie było pierwszego czynnika poruszającego. Jak jednak wykazaliśmy, ruch możliwy jest jedynie dzięki poruszeniu przez jakiś czynnik zewnętrzny, co z kolei zakłada istnienie pewnego ładu i uporządkowania, istnienia czynników poruszających wcześniejszych i późniejszych. Pociąg porusza się, ale wagony jadą w określonej kolejności. Może być on bardzo długi, musi mieć jednak początek, musi mieć lokomotywę, która ciągnie wszystkie wagony, w innym przypadku nie byłoby powodu, dla którego pociąg miałby się poruszać. Tak więc gdyby nie było pierwszego czynnika poruszającego, nie byłoby też kolejnych, co jest w oczywisty sposób nieprawdą, gdyż wszędzie dokoła nas zaobserwować możemy nieustanny ruch i zmiany.

Tak więc na podstawie tej krótkiej analizy zjawiska ruchu widzimy, że musi istnieć pierwszy poruszyciel, nadający ruch wszystkim kolejnym, a tego Pierwszego Poruszyciela, który sam pozostaje nieporuszony, nazywamy Bogiem.

Droga druga – z przyczynowości sprawczej

Jak mogliście zobaczyć, ten dowód na istnienie pierwszego poruszyciela, tego, który zmienia wszystko, a sam pozostaje niezmienny, odnosi się w istocie do kwestii przyczynowości – tego co powoduje zmiany, które dokonują się wokół nas. Możemy zastosować ten dowód nie tylko do ruchu, ale do wszelkich związków przyczynowo skutkowych. Przyczynę najprzemożniejszą, której skutek możemy natychmiast zaobserwować, nazywamy przyczyną skuteczną. Określana jest ona w ten sposób, ponieważ sprawia, że coś istnieje w dany sposób, jest przyczyną, która czyni rzecz taką, jaką jest.

Na przykład gdybym zapytał, dlaczego spadłem ze schodów, ktoś mógłby odpowiedzieć, że ktoś mnie popchnął. W odniesieniu do krzesła czy stołu przyczyną skuteczną byłby ten, kto je wykonał, czy raczej sztuka ciesielska reprezentowana przez człowieka. Podobnie przyczyną dziecka są rodzice, ci, dzięki którym dziecko przychodzi na ten świat. We wszystkich tych rzeczach istnieje związek: przyczyna i skutek. To właśnie przyczyna skuteczna wyjaśnia, w jaki sposób coś mogło się stać.

Jednak w relacji tej, jak to widzieliśmy na przykładzie ruchu, który jest przykładem przyczyny skutecznej, istnieje zawsze coś wcześniejszego i coś późniejszego. Przyczyna zawsze poprzedza skutek, w innym przypadku nie mogłaby być za niego odpowiedzialna. Śmieszne byłoby na przykład mówić, że samolot lata, ponieważ niebo jest niebieskie. Przyczyna musi być w jakiś sposób proporcjonalna do skutku. Samolot nie lata z powodu jakiegoś przyszłego wydarzenia, takiego jak narodziny waszego dziecka za dziewięć miesięcy, ale raczej z powodu czegoś poprzedzającego ten lot w czasie.

Mamy tu więc do czynienia z innym zastosowaniem tego argumentu: w przypadku każdego skutku istnieć musi jakaś poprzedzająca go przyczyna. Przyczyna jest również w konieczny sposób związana ze skutkiem, tak że skutek nie ma miejsca bez przyczyny. Moglibyśmy więc pogrupować razem wszystkie te przyczyny w coś, co moglibyśmy nazwać zbiorem wszystkich przyczyn. W zbiorze tym znajdują się wszystkie przyczyny, każda powiązana z inną. Pewne przyczyny są wcześniejsze od innych, każda z nich jednak jest powiązana ze swymi skutkami, każda z nich jest na pewien sposób przyczyną skuteczną.

Ten zbiór przyczyn jest czymś, co w matematyce nazywamy zbiorem dobrze uporządkowanym co oznacza, że istnieje konkretna reguła porządkowania przyczyn i że porządek ten jest dla owego zbioru czymś zasadniczym. W takim zbiorze istnieje zawsze coś, co nazywamy elementem ostatnim oraz elementem początkowym, pierwszym. Na przykład, jeśli weźmiemy zbiór wszystkich dodatnich liczb całkowitych, zawsze możemy określić, która z liczb jest mniejsza od innej (albo pierwsza w sensie mniejszej ilości). Ta relacja jest czymś naturalnym, gdyż każda liczba wyraża jakąś ilość. Musimy więc dojść ostatecznie do pewnej ilości, która jest mniejsza niż wszystkie inne, czyli do liczby jeden. Nawet gdybyśmy dodali do liczb „zero” (albo brak ilości), nadal doszlibyśmy do najmniejszego elementu, czyli zera. Gdybyśmy dołączyli liczby ujemne, minus jeden, minus dwa, minus trzy, musielibyśmy wyjaśnić, co rozumiemy przez „mniej niż” co byłoby po prostu absolutną wartością liczby całkowitej, porządkując je tak: 0, -1, + 1, -2, +2 etc. W jakimkolwiek przypadku, mówi ta prawda matematyczna, w każdym zbiorze w którym istnieje dobrze określony aksjomat wyboru (czyli kryterium, na podstawie którego porównujemy dwie rzeczy), zawsze istnieje ostatni element, element który jest „wcześniejszy” od wszystkich innych.
Z pewnością św. Tomasz nie przeprowadza dowodzenia w ten matematyczny sposób, jednak argumentacja jego jest pod względem logicznym taka sama: w każdym łańcuchu przyczyn, gdzie tylko jest przyczyna wcześniejsza i późniejsza, musi być jedna przyczyna, która jest przyczyną pierwszą lub najbardziej elementarną. Konieczny jest więc wniosek, że musi istnieć pierwsza przyczyna, pierwsza pod tym względem, że poprzedza wszystkie inne, a również przez to, że jest przyczyną wszystkiego innego. Tę pierwszą przyczynę wszystkich innych rzeczy, przyczynę która jest przyczyną wszystkich rzeczy spowodowanych przez co innego, nazywamy Bogiem.

Droga trzecia – z konieczności i przygodności

Te dwa dowody na istnienie Pierwszego Poruszyciela i Pierwszej Przyczyny są bardzo podobne i generalnie każdy ruch dokonuje się również wskutek przyczyny, tak że jest to zasadniczo ten sam dowód na istnienie Boga. Ukazują one jednak dwa różne aspekty, dwie różne cechy: po pierwsze widzimy, że pierwsza przyczyna jest nieporuszalna, innymi słowy Bóg nie może się zmieniać. Widzimy też, że ów Nieporuszony Poruszyciel jest również przyczyną wszystkiego innego: wszystko inne istnieje ze względu na Pierwszą Przyczynę. Istnieją dwa bardzo praktyczne zastosowania tych prawd: po pierwsze, jeśli chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś o tej Pierwszej Przyczynie, gdyby Boga można było w jakiś sposób poznać, moglibyśmy dojść do wniosku, że nie może się On zmieniać, że nie mógłby On zaprzeczać samemu sobie. Moglibyśmy również wywnioskować, że wszystko co widzimy we wszechświecie jest w jakiś sposób spowodowane przez Niego, bezpośrednio lub pośrednio.

Jest jednak jeszcze inny sposób, w jaki poznać możemy, że Bóg istnieje, poprzez analizę faktu, ze niektóre rzeczy istniejące na świecie nie są konieczne. Wiele z tego, co widzimy na świecie nie jest czymś koniecznym, ale jedynie przygodnym – widzimy umierające drzewa, widzimy że to co spada na ziemię ulega zepsuciu, widzimy jak ludzie rodzą się i umierają. Istnieje tak wiele rzeczy, które są tymczasowe i przemijające, które nie są same z siebie konieczne. Świat będzie istniał długo po tym, gdy żadnego z nas już na nim nie będzie. Nawet na niebie widzimy narodziny i śmierć gwiazd, tak więc również one nie są konieczne w prawdziwym sensie tego słowa. Czy istnieje coś absolutnie koniecznego?

Gdyby wszystko było jedynie przygodne a nie konieczne, nie byłoby powodu, by cokolwiek istniało. Gdyby wszystko było jedynie przygodne, nie byłoby w ogóle niczego. Istnieje ogromna różnica między zdolnością do czegoś i rzeczywistym tego dokonaniem. Każdy uczeń mógłby uczyć się matematyki, innymi słowy ma on po temu możliwość. A jednak ilu uczniów rzeczywiście to czyni? Ci którzy to robią, czynią to z pewnej konieczności – uczą się matematyki, ponieważ muszą zdać maturę, chcą znaleźć pracę, albo też chcą się zajmować czymś innym, co sprawia im przyjemność. W innym kontekście mówimy nawet, że potrzeba jest matka wynalazku. Jeśli jednak przyjrzycie się światu dokładnie, wszystko co potencjalne staje się realne i aktualne z powodu jakiejś konieczności. To nie możliwość czyni rzeczy takimi, jakimi są, ale konieczność. I odnosi się to nie tylko do ludzi, ale i do rzeczy. Dlaczego kamień spada na ziemię? Ponieważ musi, nie ma innego wyjścia!

Jeśli zastanowimy się nad tym, co powiedzieliśmy wcześniej, o naturze przyczyny i skutku, zrozumiemy, że związek ten jest konieczny. Każdy skutek musi mieć przyczynę konieczną, coś co dzięki czemu może urzeczywistnić się w taki właśnie sposób.
Możemy tu więc ponownie zastosować tę samą logikę, którą dostrzegliśmy w przyczynowości: czy wśród wszystkich rzeczy koniecznych jest taka, która jest najbardziej konieczna? Musi taka być, z takich samych powodów, o jakich mówiliśmy wcześniej. Musi istnieć Istota Absolutnie Konieczna, od której zależą wszystkie inne konieczności, i Istotę tę nazywamy Bogiem.

Droga czwarta – ze stopni doskonałości w naturze

Przytoczone powyżej trzy dowody na istnienie Boga są do siebie bardzo podobne. W pierwszym widzimy, że ruch wymaga poruszyciela, a w ostatecznym rozrachunku Pierwszego Poruszyciela. W drugim widzimy, że przyczyna skuteczna wymaga Pierwszej Przyczyny, by można było wyjaśnić istnienie wszystkich innych rzeczy. W trzecim dowodzie widzimy, że niezbędne jest istnienie Jednej Istoty Koniecznej, od której zależą wszystkie inne. W każdym z tych dowodów istnieje pewien łańcuch czy też ciąg zależności, który nie może ciągnąć się w nieskończoność bez zanegowania tego, co obserwujemy w rzeczywistości. Fakt, że zależność taka istnieje oznacza, że musi istnieć coś, co łączy te wszystkie zależności, że musi istnieć pierwszy element zbioru, od którego pochodzą wszystkie pozostałe elementy.

Jednak św. Tomasz z Akwinu przedstawia nam jeszcze inny rodzaj dowodzenia, różniący się od poprzednich pod tym względem, że skupia się on nie tyle na zależnościach pomiędzy zmianami, czy na przyczynie i skutku, ale na samych rzeczach i ich naturze. Widzimy na świecie wiele różnych rzeczy, łączy je jednak coś wspólnego i poznawalnego. Na przykład do wszystkiego, co możemy zmierzyć, możemy odnieść pewną wielkość. Odmierzamy pięć kilogramów chleba, sześć litrów benzyny, dziesięć minut pozostałych do zakończenia konferencji etc. Każdy pomiar oznacza liczenie lub mierzenie czegoś.

Jeśli jednak przyjrzymy się temu dokładniej, jest to kwestia nie tylko ilości. Nawet pewne rzeczy abstrakcyjne, takie jak sprawiedliwość, która nie jest policzalna, również może być mniejsza lub większa – na przykład człowiek niewinny jest bardziej sprawiedliwy niż złodziej. Jedna osoba może być bardziej cierpliwa od innej. Gradacja ta istnieje nawet w odniesieniu do rzeczy bardzo abstrakcyjnych – na przykład pewna teoria naukowa może być bardziej trafna od innej, jedno twierdzenie może być prawdziwsze od innego, jedni ludzie mogą być bardziej szlachetni i cnotliwi od innych. W istocie wszystko co istnieje, może posiadać pewne cechy w mniejszym lub większym stopniu.
Do czego jednak porównywany jest ów stopień, owo „mniej” lub „bardziej”? Jeśli mówmy, że dana rzecz posiada pewne cechy w mniejszym lub większym stopniu, musi istnieć pewien standard lub norma, w stosunku do której jest się bliżej lub dalej. Jeśli jakiś człowiek jest mniej lub bardziej cierpliwy od innego, musi istnieć coś nazywanego cierpliwością, co służy za normę w obu tych przypadkach – jeden z nich posiada ją w mniejszym stopniu, drugi zaś we większym. Jeśli są ludzie mniej lub bardziej mądrzy, musi istnieć coś nazywanego mądrością, co jest źródłem tego porównania, w oparciu o co mówimy, że ludzie ci posiadają mądrość w różnym stopniu. Jeśli istnieją ludzie, którzy są mniej lub bardziej dobrzy, musi istnieć coś nazywanego dobrem, co można odnaleźć u obu tych grup, w różnym jednak stopniu. Jeśli istnieje na tym świecie doskonałość i rzeczy są mniej lub bardziej doskonałe, musi istnieć coś, co jest najdoskonalsze, albo przynajmniej coś nazywanego doskonałością, do czego czynione jest porównanie. Idąc jeszcze dalej, jeśli jest coś nazywanego „istnieniem”, a wszystko co istnieje, istnieje w różnym stopniu, musi być też coś, do czego wszystko co istnieje musi być porównywane.

To ostatnie zdanie jest dla nas najciekawsze: jeśli coś istnieje, musi być też coś, co nazywamy istnieniem – coś nie istniejącego w konkretny sposób, jak bycie człowiekiem czy bycie koniem, albo bycie czarnym lub białym. Coś co po prostu jest. Istnienie jest jego naturą, jego istotą, czy też jak mówimy: Jego naturą jest Jego istnienie. A ten wyjątkowy byt, którego naturą jest istnienie, nazywamy Bogiem.

Droga piąta – z ładu istniejącego we wszechświecie

Piątym sposobem, za pomocą którego możemy udowodnić istnienie Boga, jest obserwacja ładu istniejącego we wszechświecie. Badając wszechświat dostrzegamy, że istnieje w nim pewien ład, że nie jest on jedynie dziełem przypadku. Istnieją we wszechświecie pewne prawa, które zawsze są przestrzegane. Istnieje na przykład prawo grawitacji, fakt, że masy przyciągają się wzajemnie. Istnieją liczne prawa dotyczące elektryczności, które możemy zawrzeć w tym, co nazywamy równaniami Maxwella. Istnieją liczne prawa biologii i prawa dotyczące wzrostu populacji. Istnieją prawa dotyczące światła i wszystkiego co porusza się jako fale, jak np. dźwięku. Istnieje prawo zachowania pędu i prawo zachowania energii.

Co jednak najciekawsze w przypadku tych praw – wszystkie rzeczy są im posłuszne. Różnią się one od praw ludzkich właśnie tym, że mają zastosowanie uniwersalne. Istoty ludzkie podlegają im w takim samym stopniu, jak ptaki czy kamienie. Na przykład prawo grawitacji nie jest jedynie ideą, jest rzeczywistością. W każdym zderzeniu, niezależnie od tego, czy dotyczy to małych czy dużych rzeczy, decydujące znaczenie ma pęd. Nawet w rzeczach, które jak mówimy zdarzają się „przypadkiem”, wszystko dokonuje się wedle pewnych praw statystycznych.

A jednak jeśli istnieje prawo, z konieczności istnieć musi pewien ustalony porządek rządzący wszystkim. Ład jest ze swej natury czymś rozumnym, czymś racjonalnym – poznanie naukowe wszechświata możliwe jest właśnie dlatego, że prawa te istnieją. Jesteśmy w stanie poznać wszechświat właśnie dlatego, że istnieje w nim pewien ład. Gdyby ład ten nie istniał, nie sposób byłoby w nim niczego zrozumieć czy poznać przez badania naukowe.

Rodzi się więc naturalne pytanie: skąd pochodzą wszystkie te prawa? Dlaczego elektron waży tak mało, a stała grawitacji ma właśnie taką, a nie inną wartość? Kto ustanowił prawa natury? I co ważniejsze: kto je egzekwuje?

Z pewnością same rzeczy nie narzucają praw natury, ponieważ są im podległe. A jednak owo egzekwowanie praw natury jest czymś nie ulegającym wątpliwości, a nawet zrozumiałym i racjonalnym. A przecież większość rzeczy na tym świecie nie jest rozumnych. Z całą pewnością sam elektron nie zdecydował, jak jest jego masa, ani o tym, że może przenosić ładunek elektryczny – a jednak to czyni.
Samo istnienie praw natury, rozumnego ładu we wszechświecie, ładu który potrafimy zaobserwować i zrozumieć, zakładać musi istnienie rozumnego Prawodawcy, Tego, kto prawa te ustanowił. Tę rozumną istotę, która rządzi wszystkimi składnikami świata naturalnego, nazywamy Bogiem.

Konkluzja

Twierdzenie, że Bóg istnieje, jest w pełni uzasadnione.

Tak więc, drodzy słuchacze, przedstawiliśmy pięć dróg, pięć sposobów na udowodnienie istnienia Boga, choć z pewnością każdy z tych punktów mógłby zostać omówiony znacznie szczegółowiej. Gdybyśmy mieli więcej czasu, moglibyśmy rozwinąć zastosowanie poszczególnych argumentacji, chciałem jednak przedstawić jedynie główne linie rozumowania a przede wszystkim wykazać, że uznanie istnienia Boga nie jest jedynie rodzajem emocjonalnej reakcji, ślepego instynktu czy też wyrazem potrzeby socjologicznej. Fakt, że Bóg istnieje, jest po prostu racjonalnym wnioskiem płynącym z obserwacji otaczającego nas świata.

W rzeczywistości większość obiekcji przeciwko istnieniu Boga ma charakter bardziej emocjonalny niż racjonalny. Wielu z tych, którzy wątpią w istnienie Boga, zgorszonych jest na przykład obecnością zła w świecie. Jak Bóg mógłby istnieć – mówią – skoro na świecie jest tyle zła? Nie jest to jednak wcale argument racjonalny – jest to bardziej reakcja emocjonalna, będąca skutkiem szoku w konfrontacji ze złem. Faktem jest, że zło nie wyklucza istnienia Boga w większym stopniu, niż brak dobra u niektórych nie wyklucza istnienia dobra w ogólności. W rzeczywistości jeśli mówimy o braku czegoś, zakładamy że to coś może lub powinno istnieć.

Niektórzy mówią również, że współczesna nauka nie potrzebuje już Boga do wyjaśnienia tajemnic wszechświata, że ludzie odkryli wszystkie prawa natury, które tłumaczą absolutnie wszystko. Nawet gdyby to było prawdą, a prawdą nie jest, nie wyjaśnia to jeszcze faktu, dlaczego wszechświat funkcjonuje w sposób racjonalny ani istnienia samych praw fizyki, które zostały odkryte.

Niewątpliwym paradoksem jest, że współczesny ateista jest w pewien sposób najbardziej zagorzałym dogmatykiem, odrzucającym posługiwanie się intelektem. Ateizm jest w istocie czystą negacją, raczej świadomym zaprzeczeniem faktu, niż racjonalną argumentacją. Wybór, by nie wierzyć w Boga, jest w istocie bardziej chorobą woli, niż intelektu. Nawet Pismo św. mówi: „Rzekł głupi w sercu swoim: nie ma Boga”. Głupiec, czyli ten, kto nie chce obserwować świata, kto odmawia wyciągania na podstawie tych obserwacji wniosków, mówi że nie ma Boga. To nie ludzie prości czy nieuczeni wątpią w istnienie Boga, ale raczej ci, którzy nie chcą wyciągać wniosków z obserwacji otaczającego ich świata albo też zakochani są w swej własnej sofistyce. Mówią oni w swych sercach, jak pisze Psalmista, nie w swych umysłach, ponieważ to serce jest siedliskiem emocji i woli. Choroba toczy ich serca, a niekoniecznie umysły: ich argumenty skierowane przeciwko religii nie odwołują się do intelektu, ale do sofistyki, przy pomocy której starają się ją ośmieszyć i zdyskredytować.

Z tego właśnie powodu przekonanie o istnieniu Boga, zwłaszcza w naszym współczesnym świecie, jest nierzadko równoznaczne z łaską właściwego posługiwania się rozumem. Skoro tylko dusza zrzuci pęta współczesnej demagogii i propagandy i zaczyna w sposób obiektywny analizować otaczający ją świat, nie napotyka na trudności w uznaniu istnienia Boga, ponieważ wniosek taki jest całkowicie racjonalny i uzasadniony. Jednak biorąc pod uwagę stan współczesnego świata oraz kondycję, w jakiej znajduje się rodzaj ludzki, musimy zawsze pamiętać, że wiara nadprzyrodzona jest przede wszystkim łaską.

Oby dobry Bóg raczył udzielić wam tej łaski w obfitości. Dziękuję za uwagę!

ks. John Jenkins
Lublin, 24.11.2012
http://www.bibula.com

Komentarzy 56 do “Rozumowe dowody na istnienie Boga”

  1. Justyna said

    Swietnie, wszystko się zgadza, tylko autor mógłby podać teksty źródłowe, na których się oparł. Sam tego nie wymyślił, zebrał informacje z wielu źródeł a głównie od św Tomasza z Akwinu.

  2. Bolek Banan said

    Oto pożytki płynące z klasycznego wykształcenia!
    A pożytek najwyższy z poznania 5 dróg Tomaszowych pięknie ujął Etienne Gilson: „prawdziwym celem dowodów na istnienie Boga jest dosięgniecie Tego, Który Jest, w oparciu o jakikolwiek z przedmiotów, o których można powiedzieć, ze są [ … ]”
    ( E. Gilson „Tomizm”, IW PAX, W-wa 1998, s.106 )

  3. Ryszard said

    Dziękuję Gajowemu za ten artykuł. Zmniejsza moją „chorobę woli”.

  4. Nemo said

    Wyborna lektura.

  5. errorous said

    I po cóż się tak wysilać, skoro można po prostu uwierzyć słowom Jezusa? No i przede wszystkim, niestety ale tak naprawdę nie można udowodnić istnienia Boga, tak samo jak nie można udowodnić jego nie istnienia. Owszem są teiści i ateiści którzy jednako wierzą, że te rzeczy są do udowodnienia i pewno można „sobie to udowodnić”, tyle, że tym to już się zajmuje dział psychologi po angielsku zwany „psychology of self-deception.

  6. Bolek Banan said

    ad.5 „tak naprawdę nie można udowodnić istnienia Boga”

    Dlatego bardziej prawidłowe jest używanie nie określenia „dowody”, lecz „drogi”, jako rozumowe dochodzenie do stwierdzenia istnienia Boga. „Stwierdzenie istnienia Boga” ( nie „udowodnienie istnienia Boga” ) i pewne Jego przymioty są poznawalne dla naszego rozumu. Tak twierdzi nie tylko św. Tomasz z Akwinu, lecz także np. św. Paweł:
    „od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty — wiekuista Jego potęga oraz bóstwo — stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła (Rz 1, 20).
    Więc może warto się wysilać! 🙂

  7. errorous said

    Z całym szacunkiem 🙂 Jeżeli ktoś zajmuje się „drogami” dochodzenia do stwierdzenia istnienia Boga, czy nie znaczy to czasem, że odczuwa on taka potrzebę z uwagi na słabą wiarę? Jakoś nie zauważyłem, by Ojcowie Pustyni wysilali swój intelekt w tym kierunku. Ale oczywiście zgadzam się, że warto się wysilać i wprowadzać Naukę Jezusa w życie:)

  8. Bolek Banan said

    ad.7
    Skoro Bóg dał nam rozum, to można chyba przyjąć, że chciał, abyśmy Go poznawali również w ten sposób. To wcale nie musi szkodzić naszej wierze, a w wielu przypadkach nawet pomóc. Cała sprawa polega na tym, jak tego rozumu używamy. Ja,na przykład – nie mam zbyt tęgiego umysłu, dlatego dbam o to, aby go nie przemęczać. W związku z tym kończę. I pozdrawiam!

  9. Boydar said

    Stawiam na Bolka Banana (6). Poważnie.

  10. mieszko1 said

    Dowody na istnienie boga nie są poparte naukowymi dowodami……to człowiek stworzyłboga

  11. mieszko1 said

    ……przyjmując że istnieje to…kto go stworzył?? (sam siebie?)

  12. ateista said

    [Bluźnierstwo usunięto razem z autorem – admin]

  13. Bolek Banan said

    Boydar powiedział/a
    „Stawiam na Bolka Banana (6). Poważnie”
    Szanowny Panie Boydarze!.
    To bardzo miło z Pana strony. Jednak nie wiem, czy dobrze Pan na tym wyjdzie, bo ja „stare mam dżinsy,,starą koszulę i w dziurawych kamaszach idę”! Poważnie!

  14. Bolek Banan said

    ateista powiedział/a
    „Jeżeli bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo to znaczy że jest takim samym h…m jak ja”

    Nie zatrzymam się na Pańskiej wulgarności i zamiast tego pogratuluję Panu rozmiaru. Jak się wydaje, na razie „to” Panu najzupełniej wystarcza!

  15. sarthois said

    Na poczatku bylo Slowo
    Nie tak dawno ogladalem na francuskiej tv FR5 program naukowy o wszechswiecie.

    Zapowiedziano, ze dokument ten jest zbiorem „na dzien dzisiejszy” osiagniec nauk o wszechswiecie – od atomowych kwarkow… po nieskonczonosc. A wiec budowa materii od nano wielkosci po wielkosci astronomiczne. Calosc w obrazach bardzo pouczajacych.
    Niewyobrazalna ilosc galaktyk, ktore mozna porownac do ziaren piasku na plazy, ktorej wielkosci nikt jeszcze nie okreslil.

    Padaly tam wielkosci odleglosci – oczywiscie w latach swietlnych….

    Komentator przyznal, ze owszem badacze, naukowcy o wiele lepiej, z wieksza latwoscia niz przecietny zjadacz chleba, pojmuja te ogromne odleglosci pomiedzy obiektami ktore siegaja milionow, ba!… – setek milionow lat swietlnych;
    „.. ale prosze panstwa – mowil – odleglosci powyzej tysiecy lat swietlnych sa to odleglosci ktore, owszem mozna obliczyc, naukowo udokumentowac ale nie mozna ukryc jednego, ze nie jest mozliwy ich pomiar na przestrzeni czasowej do wyobrazenia przez czlowieka (czas „podrozy” siatla tam i z powrotem) – tak wiec -prosze panstwa – sa to niestety tylko slowa, slowa, slowa…

    Nie sadze aby autorzy programu mieli na mysli poczatek Ewangelii wg sw Jana…. „Na poczatku bylo Slowo…” ale tak wyszlo!!!! ???? – w kazdym razie piekna katecheza….tak uwazam.

  16. Rysio said

    re 1. Oparł się o św Tomasza z Akwinu – bo Tomasz bije wszystkich innych teologów na łeb. Przy nim to oni są małe płotki.

  17. Marucha said

    Nie można udowodnić istnienia Boga?
    Jest to na pewno prawdziwe w odniesieniu do wielu ludzi, nie dysponujących odpowiednim aparatem pojęciowym.
    Na dobrą sprawę niczego nie da się udowodnić, jeśli odbiorca nie rozumie dowodu – nawet tego, że w trójkącie prostokątnym a2 + b2 = c2

  18. Marucha said

    Re 10, 11…
    Panie Mieszko – chce Pan wylecieć z forum? Może jakiś „antyklerykal.pl” bardziej by Panu pasował?

  19. Rysio said

    re 10. „………Dowody na istnienie boga nie są poparte naukowymi dowodami…….”

    Nie gadaj głupot. Kiedyś miałem okazje popić z paroma polskimi fizykami, pracującymi nad kwarkami i innymi skwarkami. W labolatoriach AT&T.

    Jak już se dałem w szyje to zasypałem ich pytaniami, fizycznymi, metafizycznymi i wszystkim co jest po środku.

    Wszyscy jak jeden wierzyli w Boga.

    Mówili mi, że rzeczy, które odkrywają w swojej pracy totalnie ich zdumiewają i
    upewniają że Bóŋ istnieje.

    PS. Inna sprawa że wywierana jest na nich presja ateistycznej politycznej poprawności, przez różnych ateistycznych debili na wyskoich stołkach.

  20. Rysio said

    Panie Mieszko, sam Gajowy wie że prawa Boże są tak samo aktualne jak prawa Ekonomiczne.

    🙂

  21. Boydar said

    @ Pan Bolek Banan (13)

    Coś w tym jest …, bo ja również (to a’ propos ‚szaty pośledniej’).

    A tak wracając ad rem – dowodów na istnienie Boga „nie ma”, gdyż są zbędne. Za wyjątkiem dusiołka (hi), Bóg nie uczynił żadnego ze Swych dzieł – zbędnym.
    Czyż ryba głębinowa może udowodnić istnienie wody ? Wszak nic poza wodą jej nie otacza. Jaki miała by przyjąć punkt odniesienia. Czasem można je zobaczyć, wyrzucone na brzeg, martwe. Jaka smutna analogia.

  22. sarthois said

    AD19
    Ja rowniez, ale na trzezwo, spedzilem wiele godzin na rozmowach ze znajomym fizykiem jadrowym. Nie podam nazwiska – zbyt znane w swiecie naukowym. Na sieci pisza o nim min : „Pracuje na Politechnice Warszawskiej, specjalizuje się w fizyce jądrowej. Współpracuje z zagranicznymi uczelniami i placówkami naukowo-badawczymi m.in. we Francji, USA i Szwajcarii, w tym z Europejską Organizacją Badań Jądrowych (CERN).”

    Czlowiek gleboko wierzacy. Kiedy zapytalem jak godzi swoja wiare w Boga ze swoja wiedza – to dzieki wierze w Boga moglem osiagnac to co osiagnalem – odpowiedzial bez wahania.

    Inny znajomy psychiatra – tez w prywatnej rozmowie: prosze pana moj zawod wymaga bym docieral rowniez do trudno dostepnych miejsc – do ludzkich sumien… nie wyobrazam sobie aby czlowiek mial umierac doszczetnie – aby nie pozostawala jego dusza niesmiertelna. Nie wyobrazam sobie jak umieraja ludzie niewierzacy – to musi byc straszne.

  23. Amadeus said

    DNA jest także dowodem na istnienie Boga.

    Ale to jest dziwne i nie umiem tego zrozumieć, że nauka która jest tylko i wyłącznie opisem tego co stworzył Bóg jest przez niektórych traktowana jako sędzia nad tym czy Bóg istnieje, czy nie.
    I naukę wiele osób stawia wyżej nad Bogiem. Stworzenie nad stwórcą. – Istnie diabelska sprawka.

  24. sarthois said

    AD23
    DNA jest także dowodem na istnienie Boga.

    Nie wiem juz czy to bylo w polskich czy francuskich mediach – kilka dni temu podano ze zostal wykryty drugi kod DNA, ktorego zadaniem jest kontrola funkcjonowania pierwszego – taki DEBUG. Podkreslano ze w zawrot glowy wprawia podobienstwo struktury tych kodow do algorytmow i jezykow programowania stosowanych np w informatyce.

    PS. Ktos tu nieco wyzej pisal kpiaco o tym, ze Bog stworzyl czlowieka na swoje podobienstwo… To podobienstwo wyraza sie w tym, ze Boga dal czlowiekowi rozum i wolna wole. Pierwsi ludzie otrzymali „pelnie wiedzy” – nie musieli chodzic do szkol…Niestety przez kobiete Adam popadl w grzech pierworodny….

  25. Rysio said

    re 22. „……….Ja rowniez, ale na trzezwo, spedzilem wiele godzin na rozmowach ze znajomym fizykiem jadrowym………”

    Gratuluję Sarthois – bardzo dobry strzał.

    🙂

    PS Ale to jakie to było picie – ci fizycy to w ogóle nie umieją pić, pod koniec to mi wszyscy pospadali jak muchy pod stół – a ja ostałem się przy tym stole jeden, i na dodatek bezczelnie trzeźwy.

    😉

  26. Rysio said

    re 11. „……przyjmując że istnieje to…kto go stworzył?? (sam siebie?)…….”

    A wszechświat kto stworzył?

    No bo w to, że istniał od zawsze to nawet i ty chyba nie wierzysz.

  27. Rysio said

    re 17. Racja p. Gajowy!

    To tak samo jak z tymi co nie rozumieją prostej – subiektywnej teorii wartości.

    🙂

  28. Bolek Banan said

    ad.21
    „Czyż ryba głębinowa może udowodnić istnienie wody ? Wszak nic poza wodą jej nie otacza. Jaki miała by przyjąć punkt odniesienia.”

    Właśnie! Jak to czytamy w Dziejach Apostolskich: „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28). Nie ma nic na zewnątrz Boga ( a gdybyśmy się upierali, że jednak coś jest, to byłby dalej ten sam Bóg ). Żeby udowodnić twierdzenie A ( w tym przypadku: „Istnieje Bóg” ) należy znaleźć prawdziwe twierdzenie B, z którego A wynika. B musiałoby być czymś zewnętrznym wobec A. Istnienie Boga ( czyli On sam ) musiałoby z czegoś wynikać. A On z niczego „nie wynika”. Jeśli już, to A „wynika” z A. „Jestem, Który Jestem”. Nie zmienia to faktu, że takie drogi Tomaszowe są bardzo pożyteczne, bo choć nie „udowadniają istnienia Boga”, to to Istnienie nam odkrywają, uświadamiają. I tak można w kółko 🙂 , niby to samo, ale jednak coraz głębiej, coraz bardziej. „Twarzą w twarz” jest przecież nam obiecane. I nie będzie nam przeszkadzało, że nasza „twarz” jest pisana z małej litery. Przecież taka właśnie jest. Podobnie jak nasz rozum! Pozdrawiam rybę głębinową, czyli Pana Boydara!

  29. sarthois said

    AD25
    bardzo dobry strzał

    Z panem prof. JP??? – gdyby nawet chcial, to nie byloby mozliwosci „popic”…. potrafil tak wciagnac czlowieka w te kwarki, zderzenia czasteczek itp jezykiem tak prostym ze nie wiadomo kiedy mijaly godziny i swit zagladal do okien i gdyby nie nasze panie, to byly by to wieczory przy pustym stole nie liczac komputera.

  30. SARA said

    A u mnie w domu siedzi na kanapie, grube, brzuchate, apodyktyczne w dodatku brzydkie chłopisko, które twierdzi, że Boga nie ma, jego mózgownica już zupełnie wyżarta jest przez szatański talmud. Na miejscu Boga jakbym dziada kopnęła w tylną część, to by leciała do piekła menda z prędkością światła.

  31. sarthois said

    Ogolnie… sa tu jak widac tacy, ktorzy (przyjmujac ze nie kpia) myla Wiare w Boga z wywodem filozoficznym, ktory domaga sie dowodu. Wiara w odroznieniu od filozofii nie wymaga naukowych dowodow. Nie ma sensu szukac czegos co nie istnieje. Czlowiek z natury rodzi sie religijnym. „Religijnym” w znaczeniu „poszukujacym boga” – jakiegos jeszcze mu nieznanego bytu wyzszego. Wczesniej czy pozniej bedzie go poszukiwal. Dlatego bzzwloczny chrzest ma sens.

  32. bart_w said

    Jeśli rozpatrujemy rzeczywistosc jedynie w obrębie tych naszych nędznych czterech wymiarów, które swoimi ułomnymi zdolnościami percepcyjnymi potrafimy zrozumieć, to faktycznie, On stworzył samego Siebie. Równocześnie z czasem, przestrzenią, energia i materią. Ale przecież jest o wiele więcej wymiarów, niż cztery (bo Czas). Poza Czasem i ponad Przestrzenią nie ma przedtem, potem, nad, obok. Dlatego w wielkim uproszczeniu powiadamy, że On żył od wieków.
    Ateiści i ntyteiści powiadają, że jest to merytoryczne oszystwo w dyskusji. Bo tylko oni mają monopol na manipulacje logiczne…

    Pogodnych Świąt.

  33. bnyx said

    WItam, na moje oko, to tutaj leży problem, umysł i jego tłumaczenie, mnóstwo idei mogę za chwilę wymyślić na temat, że bóg nie istnieje.
    Może bóg jest wszystkim i cały ten świat to jedność. Najpierw należało by zadać sobie pytanie KIM JESTEM? a później próbować dalej tłumaczyć takie zabawne rzeczy. Swoją drogą to gdzie był bóg na terenach polski 1000 lat temu. pozdrawiam ciepło i czekam z niecierpliwością na komentarz.

  34. bnyx said

    „Ogolnie… sa tu jak widac tacy, ktorzy (przyjmujac ze nie kpia) myla Wiare w Boga z wywodem filozoficznym, ktory domaga sie dowodu. Wiara w odroznieniu od filozofii nie wymaga naukowych dowodow. Nie ma sensu szukac czegos co nie istnieje. Czlowiek z natury rodzi sie religijnym. “Religijnym” w znaczeniu “poszukujacym boga” – jakiegos jeszcze mu nieznanego bytu wyzszego. Wczesniej czy pozniej bedzie go poszukiwal. Dlatego bzzwloczny chrzest ma sens.”

    Wiesz trudno nie być religijnym jak od najmłodszego jesteśmy bombardowani tym całym stekiem kłamstw.

  35. bart_w said

    Jestem nikim. Proszę mnie ignorować.

    (Prof. Parkinson sie kłania.)

    p.S. 1000 lat temu On był wszędzie. Tak jak I teraz.

  36. Waclaw-L said

    „Niestety przez kobiete Adam popadl w grzech pierworodny….”
    W Ewangelii św. Jana 21 16-19 Pan Nasz przekazując władzę pasterską Piotrowi aż dwukrotnie powiedział, «Paś owce moje!»

  37. Bolek Banan said

    sarthois powiedział/a
    „Ogolnie… sa tu jak widac tacy, ktorzy (przyjmujac ze nie kpia) myla Wiare w Boga z wywodem filozoficznym”

    Proszę Pana!
    Artykuł zamieszczony przez pana Maruchę nosi tytuł „Rozumowe dowody na istnienie Boga” czyli odnosi się do filozoficznego ujęcia zagadnienia istnienia Boga. I takiego ujęcia dotyczy ta dyskusja. Jeśli chce Pan dyskutować o wierze w Boga, czyli podstawowego aspektu religii, proszę zwrócić się do Gajowego o zamieszczenie stosownego artykułu na ten temat ( choć pewnie w przeszłości w Gajówce niejeden raz taki temat gościł ). I wtedy Pańskie uwagi nabiorą większego sensu, a ja, jeśli na to trafię, chętnie sobie poczytam o Pańskich poglądach na wiarę i religię. Wcześniej warto zajrzeć np. do Tomasza z Akwinu, czy kontynuatorów jego myśli ( Gilson, Gogacz, Swieżawski etc. ) i zapoznać się z prostym rozróżnieniem pomiędzy teologią a filozofią. Łatwiej wtedy będzie Panu rozpoznawać, czy sobie ktoś, pisząc na tematy, kpi czy nie.

  38. sarthois said

    AD34
    Wiesz trudno nie być religijnym jak od najmłodszego jesteśmy bombardowani tym całym stekiem kłamstw.

    No, wlasnie, dla jednych ten zaklamany swiat jest niczym „spirytus movens” poszukiwan bytu wyzszego?, sprawiedliwego? -nie wiem… moze bytu wspolnego dla wszystkich?
    Dla innych zas jest pretekstem by tworzyc wlasny system wartosci, „wlasne dobro i wlasnne zlo” co poleca Biskup Rzymu…

    Ale ja piszac o religijnosci napisalem „Czlowiek z natury rodzi sie religijnym. „Rodzi sie” – przychodzi na swiat.
    Na jezyk programisty mozna by to przelozyc w taki sposob:
    czlowiek przychodzac na swiat posiada nadana przez Stworce zmienna (variable), ktora w momencie startu programu przyjmuje wartosc aleatoryjna – zupelnie przypadkowa – ujemna, dodatnia, zero jakas alfanumeryczna… byle co…. ot! – skutki grzechu pierworodnego. Chrzest nadaje tej zmiennej wartosc uzyteczna.
    Jesli chrzest nie ma miejsca, „system” wczesniej czy pozniej o ta dana sie upomni „potknieciami”, a to „zawiesi sie” od czasu do czasu – konsekwencje moga byc rozne.

    W praktyce, czlowiek w takim stanie latwo da sie przechwycic jakiejs sekcie czy laicyzmowi (w rozumieniu ideologii) „oswieconemu” ktory od wiekow usiluje znalezc alternatywe….hackersow nie brak.

  39. sarthois said

    AD
    Łatwiej wtedy będzie Panu rozpoznawać, czy sobie ktoś, pisząc na tematy, kpi czy nie.

    Nie prowadze tutaj takich analiz, wiec mi to akurat dokladnie……… wie Pan….????

  40. Bolek Banan said

    ad.39
    „Nie prowadze tutaj takich analiz, wiec mi to akurat dokladnie……… wie Pan….????”

    Z chamstwem to proszę startować do kogoś, kto jest na wyciągnięcie ręki! Wtedy będzie łatwiej o właściwą analizę!

  41. Marucha said

    RE 40:
    Panie Bolku, gajowy nieraz bardziej po chamsku coś powie…

  42. Bolek Banan said

    Marucha powiedział/a
    RE 40:
    „Panie Bolku, gajowy nieraz bardziej po chamsku coś powie…”

    Ale o jakąś adekwatność czy sens Pan się stara! Czy też może … 🙂 za mało jeszcze poznałem Pański blog? 🙂
    Ha, ha, ha! To dopiero byłaby niespodzianka!!!

  43. Wosiu said

    Jak słusznie kiedyś stwierdził pewien brytyjski dżentelmen:
    „dowodem na istnienie Boga są róże” 🙂

    Widzę, że tutejsza dyskusja dosyć ograniczona jest.
    Nikt nie zadał np. pytania:
    „jeśli Bóg jest Istnieniem, to jakie są dowody istnienia Istnienia?” 😉

    Tyle wysiłku włożyłem tutaj wstawiając różne ciekawe fragmenty wiedzy dostępnej chcącym od zawsze i pisząc, że wszystko już zostało wyjaśnione… No i nikt nie zapamiętał….

    Powtarzam, wszystko już zostało wyjaśnione, i nie podważając szczególnej roli Jezusa Chrystusa, jest zapisane w księgach i relacjach z całego świata, od najgłębszej starożytności, po wiek XX. Specjalnie piszę o „relacjach”, żeby stwierdzić o praktycznej wiedzy duchowej, a wspominam, że aż po wiek XX, bo właśnie w wieku XX doszło do 3 najodpowiedniejszych dla współczesności przekazów duchowych, których szczegóły pominę unikając bezproduktywnej dyskusji z oponentami bez odpowiedniej wiedzy.

    Śmieszą mnie prymitywne teksty ludzi bez wiedzy, wyobraźni i duchowego wglądu typu:
    „Jak Bóg stworzył świat, to kto jego stworzył?”

    Bóg jest Bytem, Świadomością. Tak naprawdę nie istnieje żadna obiektywna przestrzeń ani czas, to jest Iluzja. Skoro nie ma przestrzeni ani czasu, a tylko wieczne teraz i bezkresne tutaj, nie ma problemu. Wszystko istnieje tylko w świadomości.

    Kiedyś przetłumaczyłem na polski pewien ważny tekst o tym, jak Bóg stworzył świat (właściwie, to ciągle go tworzy teraz, i ten świat ciągle się zmienia) ale nie mogę go teraz odnaleźć.

    Wkleję poniżej szerszy tekst po angielsku, może niektórzy użytkownicy skorzystają. Specjalnie nie podaję źródła, aby nie wdawać się w tłumaczenia co i jak. Tekst jest wart sam siebie i każdy kto wie, to wie. Dla wytłumaczenia podaję, że źródło, aby unikać personifikacji Boga, nazywa go często Wszystko Co Jest (All That Is)
    —————————————————————————————————————————————————–

    This absolute, ever-expanding, instantaneous psychic gestalt, which you call God if you prefer, is so secure in its existence that it can constantly break itself down and rebuild itself.

    Its energy is so unbelievable, that it does indeed form all universes; and because its energy is within and behind all universes, systems and fields, it is indeed aware of each sparrow that falls, for it is each sparrow that falls.

    Now – and this will seem like a contradiction in terms – there is nonbeing. It is a state of, not of nothingness, but a state in which probabilities and possibilities are known and anticipated but blocked from expression.

    Dimly, through what you would call history, hardly remembered, there was such a state. It was a state of agony in which the powers of creativity and existence were known, but the ways to produce them were not known.

    This is the lesson that All That Is had to learn, and that could not be taught. This is the agony from which creativity originally was drawn, and its reflection is still seen.

    Some of this discussion is bound to be distorted, because I must explain it to you in terms of time as you understand it. So I will speak for your benefit, of some indescribably distant past in which these events occurred.

    All That Is retains memory of that state, and it serves as a constant impetus – in your terms – toward renewed creativity. Each self (you), as a part of All That Is therefore also retains memory of that state. It is for this reason that each minute consciousness is endowed with the impetus toward survival, change, development, and creativity. It is not enough that All That Is as a primary energy gestalt, desires further being, but each portion of It (you) also carries this determination.

    Yet the agony itself was used as the means, and the agony itself served as the impetus, strong enough so that All That Is initiated within Itself the means to be.

    If – and this is impossible – all portions but the most minute last ‚unit’ of All That Is were destroyed, All That Is would continue, for within the smallest portion is the innate knowledge of the whole. All That Is protects Itself, therefore, and all that It has and is and will create.

    When I speak of All That Is, you must understand my position within It. All That Is knows no other. This does not mean that there may not be more to know. It does not know whether or not other psychic gestalts like It exist. It is not aware of them if they do exist. It is constantly searching. It knows that something else existed before Its own primary dilemma when it could not express itself.

    It is conceivable then, that It has evolved, in your terms, so long ago It has forgotten Its origin, that It has developed from still another Primary which has – again, in your terms – long since gone Its way. So there are answers that I cannot give you, for they are not known anywhere in the system in which we have our existence. We do know that within this system of our All That Is, creation continues and developments are never still.

    The first state of agonized search for existence may have represented the birth throes of All That Is as we know it.

    In other words, All That Is existed in a state of being, but without the means to find expression for Its being. This was the state of agony of which I spoke.

    The agony and the desire to create represented Its proof of Its own reality. The feelings, in other words, were adequate proof to All That Is that It was.

    At first, in your terms, all of probable reality existed as nebulous dreams within the consciousness of All That Is. Later, the unspecific nature of these ‚dreams’ grew more particular and vivid. The dreams became recognizable one from the other until they drew the conscious notice of All That Is. And with curiosity and yearning, All That Is paid more attention to Its own dreams.

    It then purposely gave them more and more detail, and yearned toward this diversity and grew to love that which was not yet separate from Itself. It gave consciousness and imagination to personalities (us) while they were still within Its dreams. They also yearned to be actual.

    Potential individuals, in your terms, had consciousness before the beginning or any beginning as you know it, then. They (you) clamored to be released into actuality, and All That Is, in unspeakable sympathy, sought within Itself for the means.

    His was in your terms a primary cosmic dilemma, and one with which It wrestled until All That Is was completely involved and enveloped within that cosmic problem.

    Had It not solved it, All That Is would have faced insanity, and there would have been, literally, a reality without reason and a universe run wild.

    The pressure came from two sources: from the conscious but still probable individual selves who found themselves alive in God’s dream, and from the God who yearned to release them.

    This, then, is the dilemma of any primary pyramid gestalt: It creates reality. It also recognized within each consciousness (you) the massive potential that existed. The means, then, came to It. It must release the creatures and probabilities from Its dream.

    To do so would give them actuality. However, it also meant ‚losing’ a portion of Its own consciousness, for it was within that portion that they were held in bondage. All That Is had to let go.

    With love and longing It let go that portion of Itself, and they (souls) were free. The psychic energy exploded in a flash of creation (big bang).

    All That Is, therefore, ‚lost’ a portion of Itself in that creative endeavor. All That Is loves all that is has created down to the least, for It realizes the dearness and uniqueness of each consciousness which has been wrest from such a state and at such a price.

    It, of Itself and from this state, has given life to infinities of possibilities. From Its agony, It found the way to burst forth in freedom, through expression, and in so doing gave existence to individualized consciousnesses. Therefore It is rightfully jubilant.

    Yet all individuals remember their source, and now dream of All That Is as All That Is once dreamed of them. And they yearn toward that immense source… and yearn to set It free and give It actuality through their own creations.

    These connections between you and All That Is can never be severed, and Its awareness is so delicate and focused that Its attention is indeed directed with a prime creator’s love to each consciousness.”

    […]

    „Even this overall pyramid gestalt (God) is not static. Most of your God concepts deal with a static God, and here is one of your main theological difficulties. The awareness and experience of this gestalt changes and grows. There is no static God. When you say ‚This is God,’ then God is already something else.”

    „All portions of All That Is are constantly changing, enfolding and unfolding. All That Is, seeking to know Itself, constantly creates new versions of Itself. For this seeking Itself is a creative activity and is the core of all action.”

  44. dr TS said

    Wszystko Co Jest – brak personifikacji Boga? To dziwny aksjomat trochę zalatujący panteizmem… Bóg jest osobowy, Jest Osobą. Tak mówi doktryna KRK.
    Prawdę mówiąc, to dziękuję Bogu za tą łaskę nadprzyrodzoną, którą jest wiara. Nie wyobrażam sobie rozumowego dochodzenia do dowodu na istnienie Boga.
    Ze swojej strony, chodząc po tym świecie, odczytuję ślady Boga, rozum mi mówi, że to musiał zostawić On. To takie trochę poszlaki w dochodzeniu…
    Dowody na Jego istnienie, nawet te rozumowe, prowadziłyby do wiedzy, że On istnieje. A na dzisiaj pozostaje wiara, tylko wiara, łaska nadprzyrodzona od Boga, takie wołanie do rozumu…
    Ślady po przejściu Boga może każdy podziwiać, nie koniecznie musi być fizykiem. Wystarczy, że jest matką lub ojcem..

  45. Rysio said

    re 41. „…….Panie Bolku, gajowy nieraz bardziej po chamsku coś powie…”

    Nieeeeeeeeeee!

    Naprawdę?!

    🙂

  46. zofia said

    Z 3 tygodniowa Ania czekalismy na Chrzest. Zaproszona Amerykanka szczebiotala do dziecka, ktore przygladalo jej sie z uwaga . Pochylilam sie nad Ania i zapytalam po polsku
    Ania czy widzialas przed urodzeniem Pana Boga powiedz mi jak wyglada Dziecko zaczelo z ogromnym ozywieniem mowic oczywiscie w niemowlecym jezyku.
    Amerykanka wykrzyknela „ona rozmawia z toba jak conajmniej roczne dziecko!”
    Tyle tylko ze ja sluchalam nic nie mowiac a Ania odpowiadala na moje pytanie.
    Nie powiedzialam co ja powiedzialam, sluchalam, patrzylam ze wzruszeniem na Anie i zszokowana Amerykanke.
    Gdybym powiedziala o co zapytalam to 3 tyg. dziecko pewnie by odpowiedziala czsami dzieci tak gaworza

  47. Zbigniew said

    Nie potrzebuję „dowodów”. Ich nie ma i być nie może. Nie lubię artykułu. Mnie ten amerykański, naiwny styl rozumowania zupełnie nie odpowiada. Śmieszy mnie. Tak jakby myślowo można było udowodnić coś więcej niż twierdzenie Pitagorasa. Nie. Jesteśmy ograniczeni. To zrozumieć! Myślenie, rozumowanie, logika czy na pewno dane przez Boga? Używając myślenia chcecie dowodzić? Czego?

    Ale dyskusja tutaj ciekawa. Pewnie wpisuję się w myśli wielu.

  48. Marucha said

    Re 47:
    Dowody na istnienie Boga rozważa się od czasów dawniejszych, niż odkrycie Ameryki, panie Zbyszku.
    Zajmował się nimi również o. Józef Bocheński, matematyk i logik.
    A ks. Jenkins jest z wykształcenia informatykiem.

  49. Zbigniew said

    Wiem, Panie Marucha. Ale co z tego? Coś mi tu nie pasuje.

    Powiedzieć mógłbym tak: w „istnienie” Boga wierzę. A w udowodnienie Jego istnienia nie wierzę.

    Nie, ja naprawdę nie lubię amerykańskiego sposobu myślenia. To droga do nikąd.

  50. Marucha said

    Re 49:
    No cóż, wiara w Boga dowodów nie wymaga – choć mądrzejsi od nas się nimi zajmowali z jakiegoś powodu.

  51. Zbigniew said

    Może zajmowali się nie „dowodzeniem”, a po prostu wyjaśniali.

    A może też wpadli w pułapkę myślenia. Owszem, możliwe.

  52. Listwa said

    bnyx
    @ 33, 34
    Ty lepiej sobie nie zadawaj pytania KIM JESTEŚ, bo ci odkryta nędza i rozpacz całkiem rozum zaćmi. Lepiej zadaj sobie pytanie i dowiedz się dokładnie KIM POWINIENEŚ BYĆ i pamiętaj masz czas tylko do momentu śmierci, potem gnił będziesz na wiek w śmierci , jeśli nie zdążysz wcielić w życie.
    I „mnóstwo idei mogę za chwilę wymyślić na temat, że bóg nie istnieje.” – niewątpliwie, zasmrodziłbyś całą gajówkę.
    Ty udowodnij że takie twoje „mnóstwo idei” to nie smród, nędza i robactwo , tylko coś wartościowego. Czekamy z niecierpliwością.

  53. Wosiu said

    W zasadzie nie istnieje nic poza Bogiem, więc dyskusja o dowodach jest śmieszna.

    Jak się zapytali Ramakriszny o dowody na istnienie Boga, to powiedział: „ja Go cały czas widzę”. Ludzie którzy tylko wierzą w Boga, są jeszcze na niskim etapie. Boga można doświadczać bezpośrednio, są na to tradycyjne techniki medytacyjne i specjalne, święte rośliny, czasami święte miejsca. Jeśli ktoś uważa, że takie rzeczy są „niegodne chrześcijanina” (co jest raczej głupie), może modlić się do Boga o objawienie. Bóg czasami wysłuchuje takich modlitw. Człowiek może być wyniesiony świadomością do poziomu Boga i wtedy go doświadcza bezpośrednio, a może mu też zostać okazany Bóg w postaci. Postacią tą jest, czy dzieje się to na jawie, w ekstazie, we śnie czy w stanie śmierci klinicznej, wielka świetlista kula bądź świetlistość emanująca z wnętrza wszystkiego w otoczeniu. Kula może być nieco różna w zależności od doświadczenia danego człowieka. Katarzyna Emmerich widziała Boga w Trójcy Jedynego jako trzy kule, świetliste ale zarazem jakby przezroczyste, przenikające się wzajemnie i promieniujące w nieskończoność, największa kula reprezentowała Boga Ojca, mniejsza Jezusa Chrystusa a najmniejsza Ducha Świętego. Można doświadczyć też głosu Boga, który brzmi jak głos ogromnego chóru ludzi, w połowie mężczyzn, w połowie kobiet.

  54. Listwa said

    Każdy może zdobyć dowód na istnienie Boga i to 100 %. Jest nim osobisty, bezpośredni, wyjątkowy, porywający, uwalniający ze wszelkiej ciasnoty kontakt z Panem Bogiem. I nie chodzi o emocje, różne „neo” egzaltacje, czy inne oszustwa zwodnicze …, ale taki kontakt, jak osoba z osobą. Dowody na „istnienie Boga” mają za zadanie prawidłowo ukierunkować decyzję wyboru drogi, aby potem na nią wejść. To o czym mówił ks. Jenkins (słownictwem fizyka, nie tyle po „amerykańsku”) to początek. Mając pewność bezbłędności , trzeba iść tą drogą i odkryje się istnienie Osoby, która jest, myśli, odpowiada, zaradzi wszystkiemu, wszystko może, odkryje eksplozje radości i szczęścia. Przy tym zniknie wszelka konieczność pośrednich dowodów. Taki kontakt jest możliwy już tu za ziemskiego życia.
    Dlatego (@7 errorous ) Ojcowie pustyni nie wkładali swój wysiłek intelektualny w szukanie dowodów na istnienie Boga, lecz poszukiwali i znajdowali bezpośredni kontakt i relację z Panem Bogiem.

  55. dr TS said

    Najlepszy, bezpośredni kontakt, to jak się zioło walnie i uniesie na wyższy poziom… 🙂
    Można wtedy zobaczyć Molocha, albo Buddę, albo Shiwę, albo Krisznę czy innego Manitou… Co kto woli, albo Lucka też można zobaczyć…
    Co to za bzdety w 53 i 54 wypisujecie? Najlepsza jest na obejrzenie Boga ta kula z Pb.
    Św. Jan od Krzyża przestrzega, że 95% takich objawień medytacyjnych to szatańskie zwidy. On umie ukazać co chcemy zobaczyć….
    A gdzie miejsce na wiarę??? Ale nie taką jak mnichów z Tyńca, co z buddystami medytowali… Czysty SV2.
    Do ćwiczeń duchowych to lepiej z Chrystusem, żeby czasem Duch nie okazał się niezbyt świętym.

  56. Listwa said

    Dr TS widać że zioło walisz i głupie pytania tez.
    Gdzie twoim zdaniem jest miejsce na wiarę? a gdzie o objawieniach fałszywych zobaczyłeś we wpisie ? najpierw zioła odstaw.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: