Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Tralala o Wolne tematy (10 – …
    Carlos o Stalingrad
    rocznik57 o Upadek cywilizacyjny Polski
    lewarek.pl o Prof. Mearsheimer: „To Zachód…
    Marucha o Szymowski prześwietla premiera
    Zima o Pierwszy pozew za zmuszenie do…
    Kronika o Wolne tematy (10 – …
    NyndrO o Wolne tematy (10 – …
    telewizjapolska24 o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Czaruś o Wolne tematy (10 – …
    NyndrO o Wolne tematy (10 – …
    lewarek.pl o Szymowski prześwietla premiera
    walthemar o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    NyndrO o Wolne tematy (10 – …
    gnago o Szymowski prześwietla premiera
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Jakże dzisiaj brakuje Chestertonów

Posted by Marucha w dniu 2013-12-26 (Czwartek)

Nie chcemy Kościoła, który, jak to piszą gazety, zmienia się wraz ze światem. Chcemy Kościoła, który zmieni świat.

Gilbert Keith Chesterton (1874-1936) – mistrz demaskowania zideologizowanego kłamstwa, niszczyciel obłudy mediów i mizernych polityków, miłośnik prawdziwej demokracji, tradycji, wartości chrześcijańskich, normalnej rodziny, przyjaciel Polski, wreszcie obrońca wiary i Kościoła, i to ostatnie powtarzam za Ojcem Świętym Piusem XI, który nazwał go tymi wzniosłymi słowami.

Kiedy obserwuję rozpad normalności, rozmywanie Prawdy, dezawuowanie tradycyjnej rodziny, powszechne ataki na Polskę, nie tylko wrogów zewnętrznych, ale nierzadko częściej nieprzyjaciół naszej Ojczyzny mieniących się Polakami, zastanawiam się nieraz, co by napisał na ten temat Chesterton.

Na przykład o nihilizmie polityków XXI wieku, którzy dążą do władzy jako takiej, będąc przy tym wyłącznie skutecznymi i sprawnymi dyktatorkami.

Wówczas przypominam sobie jedną z moich ulubionych książek „Heretycy”. I już wiem. Oto cytat: „Nowocześni politycy roszczą sobie prawa do bezgranicznej władzy, władzy Cezara i Nadczłowieka, twierdząc zarazem, że są zbyt praktyczni, by mogli być nieskazitelni, i zbyt kochają swój kraj, by mogli trzymać się wskazań moralności; efekt zaś jest taki, że byle miernota zostaje mianowana ministrem skarbu”. Czyż nie wspaniała i trafna wypowiedź definiująca w kilku słowach aktualny stan władz Polski?

Gigant intelektu

A co by ten inteligentny londyńczyk powiedział o naszej współczesnej „demokracji”, zamienianej sukcesywnie w dyktaturę mniejszości? Proszę bardzo: „Tylko mniejszość wierzy dziś w większość. Większość wierzy w mniejszości, przy czym każdy ma swoją własną mniejszość, pieszczoną i hołubioną. A mimo to, wszelkie publiczne mowy, wszelkie artykuły wstępne przelewają się od demokracji; gdzie by się człowiek nie obrócił, nie zdoła przed nią uciec. Kiedy jedno i to samo brzęczy ciągle na ustach wszystkich partii, oznacza to, że przestało ono znaczyć cokolwiek i obróciło się w pusty dźwięk”.

Albo jak skomentowałby marsz neopogan i barbarzyńców w kolorach pseudotęczy? Oto i on: „Nowoczesne państwo nagle, po cichu, kompletnie oszalało. Plecie bzdury – i nie umie przestać. Świat nowoczesny jest umysłowo chory, nawet nie dlatego, że godzi się na nienormalność, ale dlatego, że nie potrafi wrócić do normalności”.

Co pomyślałby o ideologii gender i tak zwanej równości płci? „Ludzkość zaczęła się od podziału na kobietę i mężczyznę. Lecz umysły płaskie i po brzegi wypełnione truizmami nie są w stanie dostrzec różnicy między twórczym rozłamem, dzielącym Adama i Ewę, a niszczącym rozłamem, dzielącym Kaina i Abla”.

Obserwując zaś populizm Donalda Tuska i poczynania Jana Klaty w Krakowie, Chesterton na pewno stwierdziłby: „I tak jak odtrącenie wielkich słów i wielkich wizji wylansowało małych ludzi w polityce, tak też wylansowało małych ludzi w sztuce”. Polityka ciepłej wody w kranie PO, nihilizm i dekadentyzm na scenie Starego Teatru w Krakowie są dobitnymi ilustracjami tej sentencji (a panu Klacie z tej okazji dedykuję w całości artykuł Chestertona pt. „Prawdziwe elity”).

I mógłbym właściwie prezentować kolejne cytaty tego niezwykłego erudyty i może nawet byłoby to najwłaściwsze, bo kiedy przeglądałem opisy biograficzne w różnych książkach, omijając szerokim łukiem Wikipedię, te wzmianki jawiły mi się mizernie w konfrontacji z siłą umysłu Chestertona, tego giganta utrwalonego w druku.

Gdyby tylko poprzestać na notkach biograficznych, brzmiałoby to mniej więcej tak: G.K. Chesterton, angielski pisarz katolicki urodzony w Anglii, głoszący w swej twórczości optymizm moralny, afirmację życia. Twórca liryków, powieści metaforycznych, opowiadań detektywistycznych, esejów literacko-społecznych oraz religijno-filozoficznych. Przeciwnik kapitalizmu, brytyjskiego imperializmu, socjalizmu i komunizmu. Zwolennik indywidualistycznie pojętej wolności, który oddziaływał polemicznym temperamentem, błyskotliwym dowcipem, paradoksem, posługując się ironią i satyrą.

Jakże to syntetycznie upraszczające. Myślę, że ten okrąglutki dowcipniś w binoklach nie obraziłby się jednak, znając minimalistyczne zacięcie współczesnych narratorów historii literatury. Machnąłby ręką i zapytał: „Umiesz lepiej?”.

Czytać, czytać, czytać Chestertona

W rzeczy samej Chestertona trzeba dzisiaj czytać, aby móc wyrobić sobie własne zdanie o jego błyskotliwości. Kto go poznał, potwierdzi, że warto.

Czytać go trzeba jak najwięcej z tego powodu, aby móc bronić się przed ofensywą barbarzyństwa intelektualnego, systematycznie dozować jako odtrutkę na opary złowrogiego czadu wydobywającego się z mediów głównego nurtu, a także dlatego, że jego uniwersalne teksty, apologetyczne rozprawy, pełne humoru powieści, wyostrzone i cięte polemiki są cały czas świeże i przydają mocy na drodze w obronie zdrowego rozsądku i ortodoksji rozumianej nie tylko jako życie prawdą wiary, ale jako mądrość życiowa.

Ponadto uzbrajają w oręż do zwalczania rzeszy ignorantów, małych nikczemników, populistów, dewiantów, rozhisteryzowanych dyktatorków, redaktorów naczelnych robiących karierę na kłamstwie, pseudoartystów szczycących się obrażaniem wartości i depczących godność ludzką w produkcji swego kiczu i tandety.

Wiara i Kościół

Jego światopogląd z ateistycznego, następnie agnostycznego, liberalnego przeszedł długą drogę ewolucji, docierając do chrześcijaństwa zanurzonego w tradycji anglikańskiej, aby pewnego dnia swoje ziemskie życie oddać w objęcia katolickiego Kościoła Świętego.

Wywołuje przy tym skandal i szok, zarówno wśród konserwatystów, jak i liberałów, gdy decyduje się wybrać ostatecznie Rzym. Zostaje katolikiem, ponieważ chciał podróżować ku wieczności pierwszą klasą. Odnalazł w nim Odpowiedź. Kościół katolicki jest znienawidzony jak nic innego na świecie po prostu dlatego, że sam „jest jak nic innego na świecie”.

Najprawdopodobniej wkrótce rozpocznie się proces beatyfikacyjny autora „Człowieka, który był Czwartkiem”.

Polska

Chesterton lubił, szanował i doceniał Polskę. Miał szczęście być gościem w naszej Ojczyźnie. Chciał nawet o niej napisać więcej, ale nie udało się, ponieważ nieoczekiwanie zmarł w wieku 62 lat. Kierował do nas wiele ciepłych słów w swojej publicystyce, a jak wiemy, niekoniecznie są one standardem w ustach obcokrajowców (a dziś i rodaków).

Chesterton odpiera ataki na Polaków, szczególnie zarzut, że sami byliśmy winni rozbiorom. Argument twierdzący, że Polacy popełniali błędy i dlatego zostali poćwiartowani, uważa za pretekst do ohydnej napaści i kontrolowanej grabieży dokonanych przez zaborców. Natomiast stereotypy o szlachcie i arystokracji, które były winne upadku, są kolejną potwarzą, ponieważ te warstwy były złączone silnie z Narodem, upadły wraz z nim i wraz z nim się odrodziły. Współczesny ideolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, którego nonsensy rzuciła nam w twarz „Wyborcza” w przeddzień Święta Niepodległości, powielający komunistyczne banialuki rodem z PRL, został wyśmiany już kilka dekad temu przez Chestertona.

Chesterton był, jak wspomniałem, orędownikiem zdrowego rozsądku, przeciwnikiem grzęźnięcia w bagno obłudy i demagogii, wojownikiem o normalność, której nam tak dzisiaj potrzeba, gdy widzimy wrogów Kościoła ziejących aroganckim kłamstwem, wyrzucających lawę deprawacji, która zalewa młode pokolenie. Apelował do mężczyzn, aby się wreszcie pokazali, ruszyli do bitwy, stanęli odważnie na stanowisku tradycji i ortodoksji.

Zachęta nadal aktualna w epoce metroseksualnych dziwolągów, o udach cieńszych niż mój nadgarstek, czy ekshibicjonistycznych homoseksualistów obnażających się wulgarnie na ulicach lub chłoptasiów chowających się za spódnice kobiet, matek i żon, wreszcie dysfunkcyjnych ojców. Jakże aktualne w epoce hałaśliwych feministek-aktywistek, znarowionych przodownic tęczowej międzynarodówki.

I chociaż bardzo dzisiaj Chestertona brakuje, to posiadamy ogromny zbiór jego dzieł, złotych myśli, genialnych spostrzeżeń, które przetrwają głupotę różnej maści demiurgów postmodernistycznej ery zagłady. Czerpmy więc wiedzę z szeregu błyskotliwych zdań, które demaskują fałsz inżynierów nowego człowieka. Dziś tylu głupców wypowiada się publicznie, psując dobre obyczaje, podważając autorytety, okłamując młodych, by ich sprowadzić na manowce. Przy masowym ostrzale ich „erudycyjnych” wykwitów trudno nadążyć za repliką, by punktować bezprzykładną głupotę. Zresztą, nie jest to żadna strata, bo lepiej osła poganiać, niż wchodzić w dysputę z głupcem. Najlepiej zaś poczytać Chestertona.

Dr Tomasz M. Korczyński
http://naszdziennik.pl

Ciekawe, choć łatwe do przewidzenia, jest to, co by sądził Chesterton o Kościele Posoborowym, którego ślepymi wyznawcami są media toruńskie. O Kościele, który wcale nie chce zmienić świata – lecz sam, w służalczy, wazeliniarski sposób do świata stara się dopasować, ciesząc się z chwilowej popularności swych niektórych dostojników w kręgach masonerii, homoseksualistów, judaistów itp. Zarazem wdeptując w błoto dorobek swej 2000-letniej historii.
Admin

Komentarzy 13 do “Jakże dzisiaj brakuje Chestertonów”

  1. olagordon said

    Episkopat święcenia sakra mianowanie kardynał
    prezbiteriatu biskupia na arcybiskupa
    Jan BAGIŃSKI 1956 1985
    Grzegorz BALCEREK 1979 1999
    Adam BAŁABUCH 1986 2008
    Gerard BERNACKI 1967 1988
    Edward BIAŁOGŁOWSKI 1972 1988
    Władysław BOBOWSKI 1957 1975
    Tadeusz BRONAKOWSKI 1984 2006
    Damian BRYL 1994 2013
    Stanisław BUDZIK 1977 2004 2011
    Stefan CICHY 1963 1998
    Henryk CIERESZKO 1981 2012
    Paweł CIEŚLIK 1964 1995
    Mieczysław CISŁO 1970 1998
    Andrzej CZAJA 1988 2009
    Edward DAJCZAK 1975 1990
    Ignacy DEC 1969 2004
    Bronisław DEMBOWSKI 1953 1992
    Wacław DEPO 1978 2006 2011
    Antoni DŁUGOSZ 1965 1994
    Marian DUŚ 1968 1986
    Adam DYCZKOWSKI 1957 1978
    Antoni Pacyfik DYDYCZ 1963 1994
    Andrzej DZIĘGA 1977 2002 2009
    Andrzej Franciszek DZIUBA 1975 2004
    Stanisław DZIWISZ 1963 1998 2003 2006
    Marian FLORCZYK 1981 1998
    Zdzisław FORTUNIAK 1963 1982
    Edward FRANKOWSKI 1961 1989
    Jan GAŁECKI 1957 1974
    Stanisław GĄDECKI 1973 1992 1992 2002
    Stanisław GĘBICKI 1969 2000
    Sławoj Leszek GŁÓDŹ 1970 1991 2004
    Tadeusz GOCŁOWSKI 1956 1983 1992
    Marian GOŁĘBIEWSKI 1962 1996 2004
    Kazimierz GÓRNY 1960 1985
    Józef GÓRZYŃSKI 1985 2013
    Piotr GREGER 1989 2011
    Henryk GULBINOWICZ 1950 1970 1975 1985
    Kazimierz GURDA 1978 2005
    Józef GUZDEK 1981 2004
    Henryk HOSER 1974 2005 2008
    Stanisław JAMROZEK 1989 2013
    Edward JANIAK 1979 1996
    Piotr JARECKI 1980 1994
    Jacek JEZIERSKI 1974 1994
    Andrzej JEŻ 1988 2009
    Marek JĘDRASZEWSKI 1973 1997 2012
    Włodzimierz JUSZCZAK 1983 1999 bizantyjsko-ukraiński
    Romuald KAMIŃSKI 1981 2005
    Ryszard KARPIŃSKI 1959 1985
    Ryszard KASYNA 1982 2005
    Grzegorz KASZAK 1989 2009
    Stanisław KĘDZIORA 1958 1987
    Zbigniew KIERNIKOWSKI 1971 2002
    Jan KOPIEC 1972 1993
    Józef KOWALCZYK 1962 1989 2010 + prymas
    Piotr KRUPA 1961 1984
    Marian Błażej KRUSZYŁOWICZ 1960 1990
    Józef KUPNY 1983 2006 2013
    Gerard KUSZ 1962 1985
    Wiesław LECHOWICZ 1987 2008
    Adam LEPA 1962 1988
    Mariusz LESZCZYŃSKI 1983 1998
    Piotr LIBERA 1976 1997
    Tadeusz LITYŃSKI 1988 2012
    Franciszek MACHARSKI 1950 1979 1979
    Roman MARCINKOWSKI 1965 1985
    Rafał MARKOWSKI 1982 2013
    Jan MARTYNIAK 1964 1989 1996 bizantyjsko-ukraiński
    Jerzy MAZUR 1979 1998
    Marek MENDYK 1987 2009
    Wiesław MERING 1972 2003
    Józef MICHALIK 1964 1986 1993
    Artur MIZIŃSKI 1989 2004
    Damian MUSKUS 1993 2011
    Henryk MUSZYŃSKI 1957 1985 1992
    Stanisław NAPIERAŁA 1961 1980
    Krzysztof NITKIEWICZ 1985 2009
    Alfons NOSSOL 1957 1977 1999
    Stanisław NOWAK 1958 1984 1992
    Kazimierz NYCZ 1973 1988 2007 2010
    Adam ODZIMEK 1969 1985
    Alojzy ORSZULIK 1957 1989
    Edward OZOROWSKI 1964 1979 2006
    Juliusz PAETZ 1959 1983 1996
    Józef PAZDUR 1951 1985
    Ireneusz PĘKALSKI 1974 2000
    Tadeusz PIERONEK 1957 1992
    Rudolf PIERSKAŁA 1985 2013
    Tadeusz PIKUS 1981 1999
    Roman PINDEL 1983 2013
    Jan PIOTROWSKI 1980 2013
    Edmund PISZCZ 1956 1982 1992
    Wojciech POLAK 1989 2003
    Eugeniusz POPOWICZ 1986 2013
    Bolesław PYLAK 1948 1966 1992
    Tadeusz RAKOCZY 1963 1992
    Stefan REGMUNT 1976 1995
    Marian ROJEK 1981 2006
    Kazimierz ROMANIUK 1951 1982
    Tadeusz RYBAK 1953 1977
    Kazimierz RYCZAN 1963 1993
    Grzegorz RYŚ 1988 2011
    Stanisław SALATERSKI 1981 2013
    Piotr SAWCZUK 1987 2013
    Andrzej SIEMIENIEWSKI 1985 2006
    Piotr SKUCHA 1970 1987
    Wiktor SKWORC 1973 1998 2011
    Paweł SOCHA 1958 1973
    Marek SOLARCZYK 1992 2011
    Stanisław STEFANEK 1959 1980
    Janusz STEPNOWSKI 1985 2011
    Paweł STOBRAWA 1973 2003
    Jan STYRNA 1965 1991
    Andrzej SUSKI 1965 1986
    Adam SZAL 1979 2000
    Józef SZAMOCKI 1979 2000
    Jan SZKODOŃ 1970 1988
    Wiesław SZLACHETKA 1986 2014
    Stanisław SZYMECKI 1947 1981 1993
    Henryk TOMASIK 1969 1993
    Jan TYRAWA 1973 1988
    Jan WĄTROBA 1979 2000
    Tadeusz WERNO 1956 1974
    Szczepan WESOŁY 1956 1969 1994
    Krzysztof WĘTKOWSKI 1988 2012
    Jan WIECZOREK 1958 1981
    Stanisław WIELGUS 1962 1999 2006
    Teofil WILSKI 1960 1995
    Julian WOJTKOWSKI 1950 1969
    Bogdan WOJTUŚ 1961 1988
    Józef WRÓBEL 1980 2001
    Józef WYSOCKI 1965 1989
    Krzysztof ZADARKO 1986 2009
    Jan ZAJĄC 1963 2004
    Tadeusz ZAWISTOWSKI 1955 1973
    Józef ZAWITKOWSKI 1962 1990
    Wojciech ZIEMBA 1967 1982 2000
    Janusz ZIMNIAK 1956 1980
    Damian ZIMOŃ 1957 1985 1992
    Władysław ZIÓŁEK 1958 1980 1992
    źródło: http://episkopat.pl/biskupi/lista/0.1,B.html
    18 czerwca 1968 roku papież Paweł VI swą konstytucją apostolską Pontificalis Romani recognitio promulgował nowy ryt święceń diakonów, prezbiterów i biskupów, a w cztery lata później w motu proprio Ministeria quaedem zniósł tonsurę, święcenia niższe oraz subdiakonat.
    http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/571

    Jorge Mario Bergoglio 20 maja 1992 został mianowany biskupem pomocniczym Buenos Aires[4], jako biskup tytularny Auca[4], sakry biskupiej udzielił mu 27 czerwca 1992 arcybiskup Buenos Aires kardynał Antonio Quarracino; w czerwcu 1997 promowany na arcybiskupa-koadiutora tej archidiecezji, objął rządy 28 lutego roku następnego, po śmierci kardynała Quarracino[12]. W listopadzie 1998 został jednocześnie ordynariuszem dla wiernych rytów orientalnych, mieszkających w Argentynie, nieposiadających własnego ordynariusza[12]. Pełnił funkcje Wielkiego Kanclerza Katolickiego Uniwersytetu Argentyny oraz wiceprzewodniczącego Konferencji Episkopatu Argentyny[12].
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_%28papie%C5%BC%29

  2. olagordon said

    powinno być
    pierwsza kolumna imię / nazwisko
    druga święcenia prezbiteriatu
    trzecia sakra biskupia
    czwarta mianowanie na abpa
    piąta kapelusz kardynalski

    podkreślony – mianowany na bpa wg starego rytu jest tylko Bolesław Pylak

  3. Psiemislavius said

    U mnie w Poznaniu bp. Grzegorz Balcerek akurat wypada najlepiej ze wszystkich biskupów poznańskich. Na 10-lecie odprawiania Mszy tradycyjnej w klasztorze franciszkanów konwentualnych w Poznaniu odprawił uroczyście właśnie taką Mszę. Jest nawet filmik z tej Mszy na YouTube. Ostatnio bierzmowania w mojej parafii w Luboniu udzielał właśnie bp. Balcerek. Bierzmowane było udzielane NA KOLANACH. Mam przeczucia, nie wiem, czy właściwe, że gdyby bp. Balcerek został metropolitą poznańskim po abp. Gądeckim, to więcej Mszy tradycyjnych by się odprawiało, tzn. w większej ilości kościołów.

  4. Psiemislavius said

    Ja mam jedną książkę Chestertona, pt: „Dla sprawy”.

  5. g17 said

    Nie chcemy Kościoła, który, jak to piszą gazety ( nasze dzienniki) , zmienia się wraz ze światem. Chcemy Kościoła, który zmieni świat.

    Fajnie takie cytaty umieszczać w Naszym DZienniku ale ich nie rozpoznawać w sobie;)

    Już „antysemityzmy” ostatnimi czasy zamilkły w Radiu Maryja – gazownia z Czerskiej nie ogłasza braku koszerności Radia Maryja
    więc wiedz że coś się dzieje;)

    Radio Maryja „załatwiono” przez zagłaskanie i pochwały wojtyło-biskupów

  6. Zdziwiony said

    Nie chcemy Kościoła, który, jak to piszą gazety, zmienia się wraz ze światem. Chcemy Kościoła, który zmieni świat.

    Kościół nie może iść z duchem czasów – z tego prostego powodu, że duch czasów donikąd “nie idzie. Kościół może co najwyżej ugrzęznąć w bagnie razem z duchem czasów, by razem z nim cuchnąć i gnić. W sferze ekonomicznej i społecznej widać, że jedyne, co samo zachodzi z upływem czasu, to automatyczny proces, pospolicie zwany rozkładem. Piękne kwiaty wolności więdną i obracają się w pierwotną glebę niewolnictwa. Pod tym względem świat znajduje się dziś mniej więcej na tym samym etapie, co w Wiekach Ciemnych. Zaś Kościół ma dziś to samo zadanie, co wtedy – ocalić jak najwięcej światła i wolności, stawiać opór światu, który ściąga go nisko ku swemu poziomowi, i czekać na lepsze czasy. Tyle z pewnością uczyniłby prawdziwy Kościół; ale mógłby nawet uczynić więcej. Mógłby sprawić, że Wieki Ciemne staną się czymś więcej niż tylko czasem zasiewu; mógłby uczynić je odwrotnością ciemnych. Mógłby ukazać swój bardziej ludzki ideał w takim zaskakującym i atrakcyjnym kontraście wobec nieludzkiego trendu naszych czasów, że ludzie znienacka zostaliby natchnieni do moralnej rewolucji; tak że żywi nie zaznają śmierci, póki nie ujrzą, jak wraca sprawiedliwość.

    Fragment artykułu z pisma “New Witness”, przytoczony za książką Maisie Ward “Gilbert Keith Chesterton”, Londyn 1945 r.
    za: “Idee Ewangelii”, Nasza Przyszłość Szczecinek 2003 tłum.J.Rydzewska

  7. bemek said

    Doceniają, ale bez odzewu.

    Polecam: „Sprawa honoru. Dywizjon 303 Kościuszkowski”
    Autor: Lynne Olson, Stanley Cloud

    Wielu zachodnim otworzyło oczy. Jeden choć zna?
    Obowiązkowa lektura najnowszej historii Polski i stosunku do nas „zachodnich przyjaciół”.

  8. Andrzej B R said

    Dla wzmocnienia ducha:

    Nowi barbarzyńcy

    W dawnych czasach ludzie żeglowali na dalekie, obce wyspy lub wspinali się w góry ku zapomnianym, odciętym od świata wioskom, aby tam znaleźć niezwykłe stare obyczaje lub przesądy wciąż żywe. Trzeba z satysfakcją stwierdzić, że te czasy minęły. Powszechny postęp sprawił, że nie musimy już podejmować uciążliwych podróży. Nasze nowe obyczaje są bardziej osobliwe od starych, a zabobony nie stanowią już reliktu zamierzchłej przeszłości, lecz wizję nadciągającej przyszłości. Po co żeglować na obce wyspy, skoro moja własna angielska wyspa staje się dla mnie coraz bardziej obca? (…) Aż miło patrzeć, w jakim tempie mody i poglądy ludzi kulturalnych upodabniają się do zwyczajów ludów pierwotnych.
    Czy jest sens, by mozolnie szukać na Syberii okutanych w futra plemion, które żywią się wyłącznie kobylim mlekiem? Całkiem możliwe, że takimże mlekiem żywi się pierwszy z brzegu amerykański milioner. Po co telepać się do Ultima Thule, by znaleźć górali, uznających wyłącznie owsiankę i whisky? Możecie się spokojnie zadowolić dowolnym hrabią i hrabiną wśród waszych znajomych. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że hrabina uznaje wyłącznie owsiankę, podczas gdy hrabia, czemu trudno się w tej sytuacji dziwić, uznaje wyłącznie whisky. (…) Po co przedzierać się przez dżungle Afryki, by znaleźć czarnych ludzi jadających surowe mięso, skoro już w przyszłym roku możemy się dowiedzieć, że medycyna zaleca je również białym ludziom?

    Po co opisywać tańce skąpo odzianych Hotentotów, skoro ich stroje akurat wchodzą w modę w najlepszym towarzystwie? I naprawdę nie ma sensu tropić naszych małpich praprzodków, jadających tylko orzechy i korzonki, skoro przecież, jak czytamy, Nadczłowiek (oczekiwany już niebawem) będzie się żywił dokładnie tym samym. (…)
    Myślę, że właśnie w ten sposób dzisiejsze ludy prymitywne popadły kiedyś w prymitywizm. Idąc z postępem, minęli etap noszenia ubrań. Przedtem, rzecz jasna, minęli etap używania rozumu. Zapanowała wśród nich moda na jedzenie zdrowe i surowe, więc po pewnym czasie zapomnieli, jak się je gotuje. Wpadło im do głowy, że domy są niehigieniczne, więc po pewnym czasie zapomnieli, jak się je buduje. Chętniej wierzyli modnym uzdrawiaczom niż roztropnej tradycji własnego plemienia. Dzicz leży tylko o włos od przerostu cywilizacji – zaś oznaką obu ! – jest potęga szamanów. (…)
    Bałwochwalstwo polega nie tylko na tym, że czcimy fałszywych bogów, lecz i na tym, że boimy się fałszywych diabłów. Ludzie są dzisiaj nakłaniani, by obawiać się wojny, alkoholu czy praw ekonomicznych, podczas gdy powinni się obawiać tylko duchowego zepsucia i tchórzostwa. Muzułmanie mówią:

    – Nie ma Boga prócz Boga. (…) Zwolennicy prohibicji i życia zgodnego z naturą powinni też pamiętać,
    że nie ma Szatana prócz Szatana. – Gilbert Keith Chesterton – fragment eseju, który ukazał się w „The Illustrated London News“ 11.09.1909 (USA). – tłumaczenie – Jaga Rydzewska

  9. Andrzej B R said

    a poniżej ekstra dla p.Gajowego, myślę że to oddaje w pełni
    ewentualne spojrzenie Chestertona na II SW:

    Gilbert Keith Chesterton: „Optymista jako samobójca”
    Wiara w życie po śmierci, nadzieja niebiańskiego szczęścia, wiara że Bóg jest Miłością – wszystkie te elementy nie prowadzą do szaleństwa, jeżeli są przyjmowane razem z innymi katolickimi doktrynami, z których wynika, że stale trzeba mieć się na baczności przeciw mocom piekielnym. Mogą doprowadzić do szaleństwa i anarchii, jeśli oderwie się je od całości.

    fot. G.K Chesterton
    Wolnomyśliciele też czasem myślą, choć wolno im to idzie. W świecie zachodnim, w każdym razie, zdają się trwale przykuci do ciężkiej kuli u nogi, jaką jest materialistyczna koncepcja uniwersum. Sceptyk antyczny czy azjatycki myślał śmielej, choć jako człowiek był zapewne bardziej nieszczęśliwy. Stanowisko, które dziś nosi miano sceptycyzmu, to w gruncie rzeczy nie sceptycyzm, lecz głęboki i zaangażowany monizm. Wolnomyślicielowi nie wolno kwestionować materialistycznego monizmu. Nie wolno mu, na przykład, wierzyć w cuda; jest mu to wzbronione dokładnie tak samo, jak (jego zdaniem) nam wzbroniona jest herezja. W obu wypadkach zakaz nie jest egzekwowany siłą, lecz wynika tylko z zasady. Raczej wątpię, czy Stowarzyszenie Prasy Racjonalistycznej porwie, zaknebluje bądź udusi sir Arthura Keitha, jeżeli uzna on dowody cudownego uzdrowienia w Lourdes. Takoż i Arcybiskup Westminsteru nie każe mnie wieszać, topić i ćwiartować, jeśli jutro oznajmię, że jestem agnostykiem. Człowiek nie zdoła jednak wyrwać z korzeniami swoich dotychczasowych przekonań bez bolesnego rozdarcia i rewolucji w całym swym jestestwie. My, katolicy, mamy więcej wolności, bo trudno by znaleźć fakt naukowy, którego nie dałoby się jakoś dopasować do naszego światopoglądu, podczas gdy materialista nijak nie zdoła umieścić w swoim światopoglądzie nawet maleńkiego i całkiem niepozornego cudu. Ale załóżmy, na potrzeby dyskusji, że zarówno katolik, jak materialista są ograniczeni jedynie przez swe opinie na temat kosmosu; i że w tym sensie obaj są jednakowo poddani zakazom i jednakowo wolni. W konsekwencji, gdy czytam w gazecie, że na sympozjum dotyczącym spirytyzmu zabrał głos skrajny materialista, pan John Robertson, czuję się tak przedziwnie, jak pan Robertson czuć by się musiał, gdyby biskup w mitrze lub jezuita w sutannie omawiał dowody przemawiające za światopoglądem materialistycznym. Wiem, że pan Robertson nie może zaakceptować istnienia duchów, bo stałby się wówczas kimś zupełnie innym od tego pana Robertsona, jakiego znamy; co wszakże leży w Boskiej mocy. Wiem też, że nie jest on wolnomyślicielem, chyba że w takim znaczeniu, w jakim i ja jestem wolnomyślicielem. Już dawno doszedł do wniosków, które determinują wszelkie inne wnioski. To nie dowody naukowe sprawiły, że zaakceptował materializm. To materializm zabrania mu akceptować dowody naukowe.

    Bywa jednak, że i wolnomyśliciel do czegoś się przyda. Ten, kto odrzuca Wiarę z dobrodziejstwem inwentarza, umie krytycznie spojrzeć na ludzi, którzy odrzucają Wiarę kawałek po kawałku, grymaśnie w jej inwentarzu przebierając. Osobnik, który akceptuje jakaś część doktryny katolickiej, bo akurat mu się podoba, i odrzuca inną, bo nie przypadła mu specjalnie do gustu, osiąga w efekcie stan nie tylko osobliwy, lecz sprzeczny z własnymi zamiarami. Sprzeczność tę można wykazać tak z pozycji skrajnej akceptacji, jak i z pozycji skrajnej negacji. Mówi się, że gdy odchodzą półbogowie, bogowie przybywają; można by sparafrazować to powiedzenie i stwierdzić, że kiedy nadchodzą bezbożnicy, pół-bożnicy muszą odejść; i jeśli o mnie chodzi, krzyż im na drogę. Nawet ateista potrafi dowieść, jak ogromnie jest ważne, by zachować w całości system doktryn katolickich.

    Zabawny i pouczający przykład dał w Ameryce pan Clarence Darrow, cokolwiek prostoduszny sceptyk z tego prostodusznego kraju. Napisał on dzieło, mające wykazać, że niemożliwością jest, by człowiek posiadał duszę. Co do samego dzieła, darujmy je sobie z czystym sumieniem; sceptyk jak zwykle okazuje się zabobonny i wyobraża sobie duszę jako tajemnicze zwierzątko ze skrzydełkami, nie mające nic wspólnego z jaźnią. Interesuje nas co innego. Pan Darrow twierdzi, że tak naprawdę ludzie nie wierzą w nieśmiertelność duszy i argumentuje, między innymi, że gdyby istotnie wierzyli w szczęście poza grobem, natychmiast sami by się pozabijali. Nikt, mówi pan Darrow, nie cierpiałby na przykład męczarni raka, gdyby rzeczywiście sądził (jak, zdaniem pana Darrow, sądzą wszyscy chrześcijanie) że śmierć natychmiast wprowadza duszę w niezmącony błogostan i w towarzystwo najlepszych przyjaciół. Katolik wiedziałby, co na to odpowiedzieć.

    Pan Darrow, niestety, nie wie nawet, o co zapytał. Oto jak wygląda szczytowa postać optymizmu, uniwersalizmu i i humanitaryzmu religijnego, typowego dla naszej epoki. Moderniści, jak zawsze sentymentalni, odmieniają „miłość” przez wszystkie przypadki, aż świat dostaje odruchu wymiotnego na dźwięk tego najwspanialszego z ludzkich słów. Twierdzą, że na tamtym świecie musi nas ani chybi oczekiwać ta sama utopia przyjemności, którą daremnie nam obiecują na tym świecie. Oznajmiają, że wszystko zostanie wybaczone, bo tak naprawdę nie ma nic do wybaczenia. Powtarzają z uporem, że śmierć jest niczym więcej, jak przejściem do sąsiedniego pokoju, i z przekonaniem zapewniają, że ów pokój nie okaże się nawet poczekalnią. Będzie to apartament wyłożony poduszkami i zaopatrzony we wszelkie wygody; i nikt nas nie spyta, jaką drogą tam trafiliśmy. Ich zdaniem, nie ma żadnego niebezpieczeństwa, nie ma żadnego diabła, a i samej śmierci też w gruncie rzeczy nie ma. Jest tylko nadzieja, szczęście i optymizm. Toteż, jak trafnie wskazał ateista, rezultatem owej nadziei, szczęścia i optymizmu powinny być setki ludzi, zwisających z latarni lub pływających twarzą w dół po stawie. Logiczną konsekwencją Religii Miłości i Radości są masowe samobójstwa. Pesymizm zabijał ludzi na tysiące; optymizm może zgarnąć żniwo, idące w dziesiątki tysięcy.

    Jak powiedziałem wyżej, katolik zna odpowiedź. Katolik wyznaje kompletną filozofię, która utrzymuje człowieka przy zdrowych zmysłach, a nie jakiś oderwany fragment, smutny czy wesoły, który bez trudu może doprowadzić człowieka do obłędu. Katolik nie popełnia samobójstwa, bo wcale nie uważa za takie znów pewne, że zasłużył sobie na niebo. Uważa za istotne, na co sobie zasłużył. Nie ma pewności, na jaką karę by się naraził, wie jednak, jaką lojalność by zdradził i jakie przykazanie czy jaki warunek by zignorował. Ba, sądzi nawet, że człowiek prędzej trafi do nieba, jeśli wytrzyma swe cierpienia na ziemi. Można heroicznie przyjąć raka jako narzędzie męczeństwa, takie samo, jakim był kocioł ukropu dla świętej Cecylii albo ruszt dla świętego Wawrzyńca. Wiara w życie po śmierci, nadzieja niebiańskiego szczęścia, wiara że Bóg jest Miłością – wszystkie te elementy nie prowadzą do szaleństwa, jeżeli są przyjmowane razem z innymi katolickimi doktrynami, z których wynika, że stale trzeba mieć się na baczności przeciw mocom piekielnym. Mogą doprowadzić do szaleństwa i anarchii, jeśli oderwie się je od całości. A moderniści – to jest, optymiści i sentymentaliści – chcą właśnie, byśmy przyjęli je w oderwaniu od reszty Tradycji. Rzecz jasna, to samo dotyczyłoby również obowiązku dyscypliny czy obowiązku czujności wobec piekła; gdyby odciąć je od innych doktryn, nastałaby kolejna ponura epoka purytanów, degenerujących się w pesymistów. Jak widać, skrajności się przyciągają, zwłaszcza gdy są to krańce czegoś, co powinno być kompletne. I tak oto nasza parabola zamyka się poetyczną wizją dwóch szubienic, stojących jedna obok drugiej. Na jednej kołysze się samobójca-pesymista, na drugiej – samobójca-optymista.

    Rzecz w tym, że amerykański sceptyk daje respons modernizmowi – a nie katolicyzmowi. Katolik ma prosty i sensowny powód, by nie podrzynać sobie gardła w celu natychmiastowego zdobycia raju. Ale modernista przemawia, jakby raj był gęsto zasiedlony ludźmi, którzy poderżnęli sobie gardła i trafili tam w okamgnieniu. Cała kwestia to zresztą kolejny historyczny przykład, że ci, którzy usiłują uprościć chrześcijaństwo, chorobliwie je deformują. Muzułmanie wyobrażali sobie, że sprowadzenie religii do prostej wiary w jednego Boga stanowi dowód ich rozsądku, ale w sferze psychologii sprowadzili religię praktycznie do wiary w fatum. Zwyczajni ludzie stali się fatalistami; niczym ów ranny Turek, który nie chciał iść do szpitala, bo z rezygnacją przyjął wolę Allacha. Purytanie byli pewni, że uproszczą religię, jeśli sprowadzą ją do samych tylko słów Pisma; w istocie bardzo ją sobie skomplikowali, bo z miejsca powstało półtorej kopy obłąkanych sekt i dziwacznych interpretacji. Nowoczesny modernista i humanitarysta zamierza uprościć wiarę, przyjmując, że wielka prawda o tym, że Bóg jest miłością, oznacza, że nie ma żadnej wojny z demonami i żadnego zagrożenia dla duszy. Tymczasem prowadzi to tylko do kolejnych problemów i coraz bardziej zdziczałych rozwiązań. Pan Clarence Darrow po prostu zasugerował jedno z nich. Z pewnością go ucieszy, że katolik składa mu za to uprzejme podziękowanie.

    Dla sprawy, ss.117-123

  10. bemek said

    8. Dokładnie. Ale nowe bariery tworzą nam media, co sygnalizuję w 7.

  11. Mordka Rosenzweig said

    Do wszystkie czlowieki,

    Ja pan Mordka muwi oficjalnie, sze tszeba nienawidziec pan Chesterton.

    Po pierwsze pszeszedl na religia Katolicka i nie wiadomo po co bo pszeciesz byl pan protestant!

    Po drugie wyraszal sie dobsze o Polskie goje.

  12. mania said

    Kto tam teraz czyta Chestertona?
    ? Przeciez wiekszoc uzytecznych idiotow najwyzej czyta sms-y o tzw doopie maryni.
    To jest tzw poziom wiekszosci.

  13. Aguirre said

    Mam tylko jedno „ale” do Chestertona – wierzył w demokrację. Tłumaczy go tylko to, że w jego czasach zwykli ludzie jeszcze kierowali się zdrowym rozsądkiem dziś to w większości tele-lemingi.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: