Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    revers o Wolne tematy (71 – …
    bryś o Opary kłamstwa i absurdu w Par…
    Bezpartyjna o Wolne tematy (71 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (71 – …
    Sowa o Wolne tematy (71 – …
    Piskorz o Wolne tematy (71 – …
    Głos Prawdy o Wyprane mózgi! Poznaj starożyt…
    Piskorz o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
    Głos Prawdy o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
    revers o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
    Wanderer o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
    Głos Prawdy o Czy chcą nas zabić?
    Sowa o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
    Peryskop o Wandalowie
    UZA o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 557 obserwujących.

Święty dżentelmen: św. Ludwik IX, Król Francji

Posted by Marucha w dniu 2013-12-30 (Poniedziałek)

Jedną z najbardziej fascynujących kwestii dotyczących świętych jest różnorodność postaci mieszkańców Nieba. Niektórzy należeli do bogatej magnaterii, inni byli biednymi rolnikami, lekarzami, prawnikami czy żołnierzami. Byli wśród nich młodzi i starzy. Ich wspólną cechą jest świętość – intensywna miłość do Boga, który zainspirował ich do używania wielkich słów i, przede wszystkim, dokonywania wielkich czynów.

Król Francji Ludwik IX zapisał się w historycznych książkach jako szlachetny i sprawiedliwy władca, mecenas sztuki, zacięty wojownik, ale przede wszystkim jako święty. Jest archetypem katolickich monarchów średniowiecznej epoki.

Młodość

Ludwik, urodzony w 1215 roku, odziedziczył tron Francji bardzo wcześnie – mając zaledwie 12 lat. Ze względu na wyjątkowo młody wiek nie mógł od razu sprostać wymaganiom związanym ze sprawowaniem władzy. Do momentu, kiedy osiągnął 21 lat, rządy w jego zastępstwie sprawowała matka przyszłego świętego. W latach dorastania król Ludwik nabywał wiele niezbędnych umiejętności. Najważniejszej lekcji udzieliła mu jednak jego dobra matka – nauczyła go, jak zostać świętym.

Królowa Blanche traktowała wiarę katolicką bardzo poważnie i zaszczepiła synowi głęboką pobożność. Ponoć powiedziała kiedyś młodemu Ludwikowi: „Kocham Cię mój drogi synu, tak bardzo jak matka może kochać swe dziecko; ale wolałabym Cię widzieć martwego na ziemi niż popełniającego grzech śmiertelny.” Wpływ matki skłonił króla do poszukiwania prawdziwej świętości, zamiast do budowania życia jedynie na filarach władzy.

Monarchia

Po objęciu pełnej władzy monarszej król Ludwik postanowił zrealizować swój osobisty cel – uczynienie Francji jednym z najważniejszych królestw chrześcijańskich. Jednym z pierwszych działań, które podjął jako król stała się budowa klasztoru. Sprowadził z Ziemi Świętej wiele świętych relikwii, co ożywiło życie zakonne w całym królestwie.

Był także mecenasem sztuki. Zlecił budowę świątyń godnych przywiezionych relikwii, między innymi Saint Chapelle – jednego z najpiękniejszych istniejących do dziś przykładów architektury gotyckiej.

Świętość

Życie świętego Ludwika obfituje w wiele fascynujących wydarzeń. Chciałbym jednak skupić się na jego niezwykłej świętości.

Króla Ludwika cechowała wielka miłość dla ubogich i chorych. Troszczył się o swoich ułomnych podopiecznych z ogromną pokorą i współczuciem, wspierając szpitale i instytucje charytatywne, które często odwiedzał także osobiście. Franciszek Salezy w liście do swojej duchowej córki tak pisze o miłości króla Ludwika:

Córko moja, takie poświęcenie jest o tyle bardziej chwalebne niż jałmużna! Cóż za wzruszenie mnie ogarnia! Oto święty Ludwik, jeden z największych królów, wypełnia swój obowiązek, służąc ubogim w ich własnych domach, zapraszając kilku z nich do wspólnego spożycia wieczerzy przy jego własnym stole, sam często w miłosnej pokorze zadowalając się resztkami pożywienia. W czasie swoich częstych wizyt w szpitalach wybierał chorych najbardziej dotkniętych odrażającymi chorobami, wrzodami i klęcząc z gołą głową nad nimi, ujrzawszy w nich Zbawiciela, pielęgnował ich rany z czułością kochającej matki.

Ludwik umiłował modlitwę, zwłaszcza Mszę Świętą. Uczestniczył codziennie we dwóch, a w czasie podróży asystowali mu kapłani śpiewający liturgię godzin.

Zdarzyło się kiedyś, że król po stoczonej bitwie trafił do niewoli, gdzie odmawiał nieszpory. Towarzyszyło mu dwóch kapłanów. Modlili się do Boga razem z królem i czytali Pismo Święte. Atmosfera była przepełniona pokojem, czystością i skupieniem – jak w czasie rekolekcji.

Święty król wraz ze swoją wierną żoną Małgorzatą wychował jedenaścioro dzieci. Ostatnie instrukcje przekazane najstarszemu synowi ujawniły męski charakter świętego. Nie ma tu miejsca na przytoczenie całego tekstu, zacytuję tu zatem jedynie jego fragment.

Najpierwszą rzeczą, jaką ci polecam, miły synu, jest serdeczna miłość Boga, albowiem bez niej nie ma zbawienia. Jeśli miałbyś kiedykolwiek zamiar popełnić grzech śmiertelny, bądź raczej gotów dać sobie poobcinać wszystkie członki i stracić życie wśród najokropniejszych męczarni.

Jeśli Bóg ześle na ciebie zmartwienia i choroby, dziękuj Mu za to i pomyśl, że dzieje się to dla twego dobra i że zasłużyłeś na gorsze kary, służąc Mu źle i działając częstokroć przeciw Jego woli; jeśli zaś Bóg ześle na ciebie coś dobrego, bądź Mu wdzięczny i strzeż się, aby nie popaść w pychę lub inną jaką zdrożność, gdyż wielki to grzech odwdzięczać się złym za dobre.

W czasach, które wydały wspaniałych i świętych władców, król Ludwik był bez wątpienia jednym z największych. Jego pokora, miłość do Chrystusa i Jego Kościoła, jego sprawiedliwy sposób sprawowania władzy oraz ofiarność wobec poddanych, zostawiają nam przykład świętości godnej naśladowania.

Stare powiedzenie mówi, że władza korumpuje. Mimo to, św. Ludwik, posiadając wielką władzę i ogromne bogactwa, nie poddał się złu i pokazał, że można być dobrym przywódcą – zwyciężając w ten sposób w walce z diabłem.

W obecnych czasach potrzebujemy przywódców i mężów stanu na wzór króla Ludwika – bezinteresownych mężczyzn, którzy inspirowani wiarą, realizują wolę Boga, a nie własną.

W jaki sposób możemy wykorzystać nam dane dary Boskie? Jak można wykorzystać swoje – być może małe, ale wciąż przecież ważne – talenty na rzecz prawdy i sprawiedliwości?

The Catholic Gentleman
http://www.pch24.pl

Komentarzy 13 do “Święty dżentelmen: św. Ludwik IX, Król Francji”

  1. Psiemislavius said

    Wtedy Francja istniała. Teraz Francji nie ma.

  2. Nemo said

    „W obecnych czasach potrzebujemy przywódców i mężów stanu na wzór króla Ludwika – bezinteresownych mężczyzn, którzy inspirowani wiarą, realizują wolę Boga, a nie własną.”

    Marzenie ściętej głowy 😦

  3. Mordka Rosenzweig said

    Ja pan Mordka muwi do pan Gajowy, sze ten artukul to jest dusze oszustwo bo ten swiety Ludwik to wyglada jak pan Putin w koronie.

  4. RR said

    Gdzieś kiedyś czytałem, że w czasie gdy był w niewoli u muzułmanów, mamelucy dyskutowali na temat ustanowienia nowego władcy. Jako że nie mogli dojść do porozumienia, ktoś rzucił hasło aby na tronie posadzić Ludwika. Saracenom imponowała jego bogobojność i szybko podłapali ten pomysł. Zaproponowano pełną władzę więzionemu Ludwikowi, pod warunkiem że przejdzie na islam. Ludwik odmówił.

  5. ojojoj said

    Moze nie calkiem na temat.
    http://wiadomosci.onet.pl/religia/nie-jestem-przywiazany-do-tego-zycia/nyz30

    Wywiad z Hansem Küng – ciekawa jest koncowka, nie odpowiedzial na pytanie potwierdzajaco czy przeczaco, mam podejrzenie ze gosciu mial kochanki.

    Der Spiegel: Profesorze Küng, czy pan pójdzie do nieba?

    Hans Küng: Wie­rzę głę­bo­ko, że tak.

    W oczach Ko­ścio­ła jest pan he­re­ty­kiem, a to prze­ma­wia ra­czej za pie­kłem.

    Nie je­stem he­re­ty­kiem, lecz kry­tycz­nym re­for­ma­tor­skim teo­lo­giem, który w od­róż­nie­niu od wielu swo­ich kry­ty­ków bie­rze za miarę nie śre­dnio­wiecz­ną teo­lo­gię, li­tur­gię i prawo ko­ściel­ne, lecz Ewan­ge­lię.

    Czy pie­kło w ogóle ist­nie­je?

    Mó­wie­nie o nim sta­no­wi ostrze­że­nie przed tym, że czło­wiek może cał­ko­wi­cie za­tra­cić sens życia. W pie­kło trwa­ją­ce przez całą wiecz­ność jed­nak nie wie­rzę.

    Jeśli pie­kło ozna­cza za­gu­bie­nie sensu życia, jest to wizja ra­czej do­cze­sna.

    Sar­tre po­wie­dział, że pie­kło to inni. Lu­dzie sami je sobie go­tu­ją, na przy­kład przez wojny, jak ta w Syrii, albo po­zba­wio­ny ha­mul­ców ka­pi­ta­lizm.

    To­masz Mann w swoim ” Frag­men­cie o re­li­gij­no­ści” przy­znał, ze nie­mal każ­de­go dnia swo­je­go życia myśli o śmier­ci. Pan także?

    Wła­ści­wie już dość wcze­śnie li­czy­łem się z tym, że mogę umrzeć, bo przy try­bie życia, jaki pro­wa­dzi­łem, nie mia­łem na­dziei do­cze­kać pięć­dzie­siąt­ki. Teraz je­stem bar­dzo za­sko­czo­ny, że mam już 85 lat i wciąż jesz­cze żyję.

    W 2008 roku ostat­ni raz jeź­dził pan na nar­tach. Jak to jest, kiedy się wie, że to ten ostat­ni raz?

    Na­stro­iło mnie to oczy­wi­ście nieco no­stal­gicz­nie. Ko­cham czy­ste, zimne po­wie­trze Alp, jeź­dzi­łem tam, by prze­wie­trzyć mój prze­mę­czo­ny czę­sto mózg. Ale nie na­rze­kam. Cie­szę się ra­czej, że w wieku 80 lat mo­głem jesz­cze w ogóle jeź­dzić na nar­tach.

    Jest pan sta­rym, scho­ro­wa­nym czło­wie­kiem. Stra­cił pan słuch, cier­pi na zwy­rod­nie­nie sta­wów i zwy­rod­nie­nie plam­ki żół­tej, co pro­wa­dzi do tego, że wkrót­ce nie bę­dzie pan już mógł czy­tać.

    To by­ło­by dla mnie naj­gor­sze ze wszyst­kie­go.

    Rok temu le­ka­rze stwier­dzi­li u pana rów­nież cho­ro­bę Par­kin­so­na.

    Mimo to wciąż pra­cu­ję in­ten­syw­nie każ­de­go dnia. Wszyst­kie te do­le­gli­wo­ści trak­tu­ję jako zwia­stu­ny zbli­ża­ją­cej się śmier­ci. Także moje pismo robi się coraz mniej­sze i coraz mniej czy­tel­ne, wy­glą­da, jakby zu­peł­nie zni­ka­ło. Palce od­ma­wia­ją mi po­słu­szeń­stwa. Ogól­ny stan mo­je­go zdro­wia bar­dzo się po­gor­szył, to fakt, ale sta­ram się z tym wal­czyć.

    Jak?

    Co­dzien­nie pły­wam przez kwa­drans, tu, u sie­bie w domu, wy­ko­nu­ję ćwi­cze­nia fi­zjo­te­ra­peu­tycz­ne na pod­ło­dze, ćwi­cze­nia głosu, pal­ców, kon­cen­tru­ję się na no­wych za­da­niach. Poza tym za­ży­wam każ­de­go dnia około dzie­się­ciu róż­nych ta­ble­tek.

    Na­pi­sał pan ponad 60 ksią­żek, za­wsze był pan czło­wie­kiem czynu, chęt­nie wda­wał się pan w spory. W swo­jej bio­gra­fii za­sta­na­wia się pan, czy już wkrót­ce sta­nie się cie­niem daw­ne­go sie­bie.

    Dia­gno­zy i pro­gno­zy le­ka­rzy są oczy­wi­ście nie­ja­sne. Na przy­kład po­gor­sze­nie się wzro­ku po­stę­pu­je wol­niej, niż mi prze­po­wia­da­no. Przed dwoma laty mój le­karz uwa­żał, że będę w sta­nie czy­tać jesz­cze przez ja­kieś dwa lata. A ja wciąż jesz­cze je­stem w sta­nie to robić! Ale je­stem go­to­wy w każ­dej chwi­li po­że­gnać się z tym świa­tem.

    Cho­ro­ba Par­kin­so­na bę­dzie po­stę­po­wać.

    W ze­szłym roku pod­czas otwar­cia igrzysk olim­pij­skich w Lon­dy­nie można było zo­ba­czyć Mu­ham­ma­da Alego, który rów­nież cier­pi na cho­ro­bę Par­kin­so­na. Po­ka­za­no go ca­łe­mu świa­tu, nie­me­go i pa­trzą­ce­go tępo przed sie­bie. Bu­dził li­tość. Dla mnie jest to okrop­na wizja.

    Pań­ski przy­ja­ciel Wal­ter Jens dzie­więć lat temu po­padł w szyb­ko po­stę­pu­ją­cą de­men­cję. W tym roku zmarł.

    Czę­sto go od­wie­dza­łem, byłem u niego jesz­cze na krót­ko przed śmier­cią. Kil­ka­na­ście lat temu, kiedy przy­cho­dzi­łem, roz­ja­śnia­ła mu się twarz. Ale w ostat­nich la­tach nie wie­dział już, czy po­przed­ni raz byłem u niego wczo­raj, czy mie­siąc temu. W końcu prze­stał mnie po­zna­wać. Było to de­pry­mu­ją­ce, gdy wi­dzia­ło się, jak Jens, jeden z naj­wy­bit­niej­szych in­te­lek­tu­ali­stów po­wo­jen­nych cza­sów, cofa się jak gdyby do dzie­ciń­stwa.

    Czy de­men­cja była czymś bar­dzo trud­nym rów­nież dla niego sa­me­go, czy je­dy­nie dla jego ro­dzi­ny i przy­ja­ciół?

    Kiedy na po­cząt­ku jego cho­ro­by py­ta­ło się go o to, jak się czuje, pra­wie za­wsze od­po­wia­dał: ”okrop­nie” albo: ”źle”. Jed­no­cze­śnie za­czął znaj­do­wać ra­dość w drob­nych spra­wach – dzie­ciach, zwie­rzę­tach i sło­dy­czach. Przy­no­si­łem mu za­wsze cze­ko­la­dę, na po­cząt­ku jadł ją sam, potem trze­ba było mu ją wkła­dać do ust. Nie mie­li­śmy już do­stę­pu do tego, co czuje. Ale nie można ocze­ki­wać ode mnie, że liczę się z moż­li­wo­ścią po­pad­nię­cia w taki sam stan.

    W 1995 roku wraz z Wal­te­rem Jen­sem na­pi­sał pan książ­kę za­ty­tu­ło­wa­ną ”Umrzeć god­nie”. Czy chrze­ści­ja­nin może sam po­ło­żyć kres swo­je­mu życiu?

    Dla mnie życie jest darem od Boga. Ale Bóg dał mi je na moją od­po­wie­dzial­ność. To do­ty­czy rów­nież ostat­niej fazy życia, czyli umie­ra­nia. Bi­blij­ny Bóg jest Bo­giem mi­ło­sier­dzia, a nie okrut­nym de­spo­tą, który chce jak naj­dłu­żej oglą­dać czło­wie­ka w pie­kle jego bólu. Pomoc w umie­ra­niu może więc być ostat­nią moż­li­wą po­mo­cą ży­cio­wą.

    We­dług Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go jest to grzech, za­mach na su­we­ren­ność Stwo­rzy­cie­la.

    Rzecz­nik bi­sku­pa Rot­ten­bur­ga ob­wie­ścił na­tych­miast, że to, co na­pi­sa­łem, jest nauką pana Künga, a nie Ko­ścio­ła. Hie­rar­chia ko­ściel­na, która tak bar­dzo po­my­li­ła się w kwe­stii an­ty­kon­cep­cji i sztucz­ne­go za­płod­nie­nia, po­peł­nia teraz te same błędy przy pro­ble­mach końca życia. W XXI wieku nasza sy­tu­acja zmie­ni­ła się w spo­sób za­sad­ni­czy. Sto lat temu śred­nia ocze­ki­wa­na dłu­gość życia wy­no­si­ła 45 lat. Ja mam teraz 85 lat, ale jest to sztucz­ne wy­dłu­że­nie mojej eg­zy­sten­cji – dzię­ki dzie­się­ciu ta­blet­kom dzien­nie oraz po­stę­po­wi hi­gie­ny i me­dy­cy­ny.

    Boi się pan dłu­gie­go okre­su znie­do­łęż­nie­nia?

    Mam przy­go­to­wa­ną de­kla­ra­cję pa­cjen­ta z proś­bą o nie­podej­mo­wa­nie upo­rczy­wej re­ani­ma­cji i od nie­daw­na je­stem człon­kiem or­ga­ni­za­cji po­mo­cy w umie­ra­niu. Nie ozna­cza to, że dążę do śmier­ci na ży­cze­nie. Ale w przy­pad­ku, gdyby moja cho­ro­ba się po­gor­szy­ła, chcę mieć gwa­ran­cję, że umrę w spo­sób godny. Ni­g­dzie w Bi­blii nie jest na­pi­sa­ne, że czło­wiek musi wy­trzy­mać aż do prze­zna­czo­ne­go mu końca. Co jest nam prze­zna­czo­ne, a co nie, po­zo­sta­je przed nami ukry­te.

    Aby za­żą­dać po­mo­cy w odej­ściu, musi pan po­je­chać do in­ne­go kraju.

    Je­stem oby­wa­te­lem Szwaj­ca­rii.

    Jak do­kład­nie chce pan to zro­bić? Za­dzwo­ni pan i powie, że chce już przy­je­chać?

    Nie mam jesz­cze tak szcze­gó­ło­we­go planu. Ale swoją li­tur­gię umie­ra­nia wy­ło­ży­łem do­kład­nie w ostat­nim tomie wspo­mnień.

    Żad­ne­mu księ­dzu nie bę­dzie wolno udzie­lić panu ostat­nie­go na­masz­cze­nia.

    Bę­dzie przy mnie przy­ja­ciel, który jest księ­dzem i moim daw­nym uczniem.

    W ”Cier­pie­niach mło­de­go Wer­te­ra” Go­ethe­go głów­ny bo­ha­ter za­bi­ja się z mi­ło­ści. Książ­ka koń­czy się zda­niem: ”Nie było przy nim żad­ne­go du­chow­ne­go”. Takie wła­śnie jest sta­no­wi­sko Ko­ścio­ła.

    Za­wsze bro­ni­łem się przed trak­to­wa­niem mo­je­go na­sta­wie­nia do umie­ra­nia jako pro­te­stu prze­ciw­ko au­to­ry­te­to­wi Ko­ścio­ła. Nie chcę two­rzyć żad­nych po­wszech­nie obo­wią­zu­ją­cych reguł, de­cy­du­ję je­dy­nie o sobie samym. By­ło­by czymś śmiesz­nym in­sce­ni­zo­wać wła­sną śmierć jako pro­test prze­ciw­ko ko­ściel­ne­mu au­to­ry­te­to­wi. Chcę jed­nak spo­wo­do­wać, by mó­wio­no o tym w spo­sób otwar­ty i przy­ja­zny. Od czasu na­zi­stow­skich ma­so­wych za­bójstw ludzi nie­peł­no­spraw­nych kwe­stia ”ak­tyw­nej po­mo­cy w umie­ra­niu” jest w Niem­czech tabu.

    (…) Dzi­siaj eu­ta­na­zja od­by­wa się w sza­rej stre­fie, po­nie­waż jest za­ka­za­na. Wielu le­ka­rzy zwięk­sza dawki mor­fi­ny, na­ra­ża­jąc się na karę. Pa­cjen­ci, któ­rzy nie znaj­du­ją ta­kich le­ka­rzy, rzu­ca­ją się w szpi­ta­lu z okna. To prze­cież nie do znie­sie­nia! Nie mo­że­my po­zo­sta­wić tej spra­wy uzna­niu per­so­ne­lu me­dycz­ne­go, po­trze­bu­je­my re­gu­la­cji praw­nych, w tym rów­nież ochro­ny le­ka­rzy.

    Czy na końcu czło­wiek nie staje się jed­nak bar­dzo przy­wią­za­ny do życia, prze­ga­pia­jąc tym samym wła­ści­wy mo­ment?

    To jest oczy­wi­ście moż­li­we.

    Pan jest przy­wią­za­ny do życia?

    Do tego do­cze­sne­go nie, po­nie­waż wie­rzę w życie wiecz­ne. To wiel­ka róż­ni­ca w po­rów­na­niu z po­zy­cją la­ic­ką.

    W swo­jej au­to­bio­gra­fii pisze pan: ”Bę­dzie mi cięż­ko na sercu, gdy po­my­ślę, że trze­ba to wszyst­ko zo­sta­wić”.

    To praw­da, nie od­cho­dzę prze­cież dla­te­go, że je­stem wro­giem ludzi czy nie cenię tego życia, lecz dla­te­go, że z in­nych po­wo­dów jest już na to pora. Wie­rzę z prze­ko­na­niem w życie po śmier­ci, choć ro­zu­mia­ne nie w pry­mi­tyw­ny spo­sób, lecz jako wkro­cze­nie w nie­skoń­czo­ność Boga. Przej­ście do innej rze­czy­wi­sto­ści poza wy­mia­rem prze­strze­ni i czasu, czego zdro­wy roz­są­dek nie może ani po­twier­dzić, ani za­ne­go­wać. To spra­wa roz­sąd­ne­go za­ufa­nia. Nie mam na to ma­te­ma­tycz­no-przy­rod­ni­czych do­wo­dów, ale ufam do­brym po­wo­dom prze­sła­nia z Bi­blii i wie­rzę w przy­ję­cie nas przez ła­ska­we­go Boga.

    Ma pan ja­kieś wy­obra­że­nie o nie­bie?

    Więk­szość jego opi­sów skła­da się z ob­ra­zów, któ­rych nie na­le­ży trak­to­wać do­słow­nie. Da­le­ko ode­szli­śmy od wy­obra­żeń o nie­bie z cza­sów Ko­per­ni­ka. Mam na­dzie­ję jed­nak po­znać w nie­bie roz­wią­za­nie naj­więk­szych za­ga­dek świa­ta, od­po­wie­dzi na py­ta­nia, takie jak: skąd wziął się wiel­ki wy­buch? Takie, któ­rych nie po­tra­fi wy­ja­śnić ani astro­fi­zy­ka, ani fi­lo­zo­fia. W nie­bie cho­dzi w każ­dym razie o stan wiecz­ne­go po­ko­ju i wiecz­ne­go szczę­ścia.

    Fi­zy­ka po­tra­fi dziś już dużo le­piej niż kie­dyś ob­ja­śnić Ko­smos z jego mi­liar­da­mi gwiazd. Czy nie za­chwia­ło to pań­skiej wiary?

    Gdy po­my­śleć, jak wiel­ki i jak ciem­ny jest Wszech­świat, nie uła­twia to wiary. Beetho­ven w swo­jej IX Sym­fo­nii mógł jesz­cze wie­rzyć, że ”ponad na­mio­tem z gwiazd musi miesz­kać ko­cha­ny Oj­ciec”. Od cza­sów Oświe­ce­nia ta kon­cep­cja stra­ci­ła już swoją waż­ność. Mu­si­my rów­nież za­ak­cep­to­wać to, jak nie­wie­le wiemy. 95 pro­cent Wszech­świa­ta po­zo­sta­je dla nas ta­jem­ni­cą. (…)

    Za­ży­czył pan sobie, by na pań­skim po­grze­bie od­śpie­wa­no na ko­niec pieśń ”Dzię­kuj­cie wszy­scy Panu”.

    Bo wy­ra­ża ona fakt, że moje życie nie jest za­koń­czo­ne, lecz speł­nio­ne. Z tego można się chyba cie­szyć, czyż nie?

    W Wa­ty­ka­nie ma w tej chwi­li miej­sce to, o co wal­czył pan przez całe swoje życie: otwar­cie i re­for­ma Ko­ścio­ła. Aku­rat wtedy, kiedy pan jest już stary i bez­sil­ny. Iro­nia hi­sto­rii?

    Owa iro­nia do­ty­czy ra­czej mo­je­go daw­ne­go ko­le­gi Rat­zin­ge­ra niż mnie. Ja bar­dziej li­czy­łem na to, że do­cze­kam prze­ło­mu w Ko­ście­le ka­to­lic­kim. Za­wsze wie­dzia­łem i go­dzi­łem się z tym, że bę­dzie tak: Küng odej­dzie, a Rat­zin­ger zo­sta­nie. Dla­te­go byłem ab­so­lut­nie za­sko­czo­ny, że Be­ne­dykt od­szedł, a potem, do­kład­nie w jego imie­ni­ny i moje uro­dzi­ny: 19 marca 2013 roku, urząd objął pa­pież Fran­ci­szek.

    Jak mogło się to stać, że ko­le­gium kar­dy­nal­skie skła­da­ją­ce się z ludzi kon­ser­wa­tyw­nych i pra­gną­cych za­cho­wa­nia do­tych­cza­so­we­go po­rząd­ku wy­bra­ło na pa­pie­ża re­wo­lu­cjo­ni­stę?

    Z po­cząt­ku zu­peł­nie nie wie­dzie­li, jak bar­dzo jest re­wo­lu­cyj­ny. Ale abs­tra­hu­jąc od twar­de­go trzo­nu w kurii, dla wielu kar­dy­na­łów było jasne, że Ko­ściół po­grą­żył się w głę­bo­kim kry­zy­sie, czemu winna jest pa­nu­ją­ca w Wa­ty­ka­nie ko­rup­cja, tu­szo­wa­nie nad­użyć i afera Va­ti­le­aks. Kar­dy­na­ło­wie byli w swo­ich kra­jach kon­fron­to­wa­ni z ostrą kry­ty­ką.

    Czy jed­nost­ka jest w ogóle w sta­nie zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wać taką or­ga­ni­za­cję jak Ko­ściół ka­to­lic­ki?

    Tak, jeśli pa­pież ma do­brych do­rad­ców i spraw­nie dzia­ła­ją­cy sztab. Z praw­ne­go punk­tu wi­dze­nia pa­pież ma więk­szą wła­dze niż pre­zy­dent Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

    Ale je­dy­nie w ob­rę­bie Ko­ścio­ła, nie ma bo­wiem Kon­gre­su, który musi po­bło­go­sła­wić przy­ję­te de­cy­zje.

    Nie ma też Sądu Naj­wyż­sze­go. Pa­pież, gdyby ze­chciał, mógł­by z dnia na dzień znieść wpro­wa­dzo­ny w XII wieku ce­li­bat.

    Czy w ślad za arab­ską czeka nas teraz ka­to­lic­ka wio­sna?

    Ona już się za­czę­ła, ale ist­nie­je takie samo nie­bez­pie­czeń­stwo od­wro­tu i po­ja­wie­nia się prze­ciw­staw­ne­go ruchu jak w arab­skiej wio­śnie. W Wa­ty­ka­nie i Ko­ście­le na świe­cie ist­nie­ją po­tęż­ne grupy, które chcia­ły­by za­wró­cić koło hi­sto­rii. Oba­wia­ją się, że stra­cą swoje sy­ne­ku­ry.

    Cier­pi pan, że nie może już wziąć w tym wszyst­kim udzia­łu?

    Przyj­mu­ję ten fakt ze spo­ko­jem. Dla mnie waż­niej­sze jest, że pa­pież czyta to, co do niego piszę, niż to, czy za­pra­sza mnie do Rzymu.

    Na­pi­sał panu nie­daw­no, że chęt­nie czyta dwie książ­ki, jakie pan mu po­słał, i ”po­zo­sta­je do pań­skiej dys­po­zy­cji”.

    Otrzy­ma­łem od niego już dwa pi­sa­ne od­ręcz­nie, bar­dzo miłe listy. Na ko­per­cie jako nadaw­ca po­da­ne był po pro­stu: „F., Domus Sanc­tae Mar­thae, Va­ti­ca­no”, a listy koń­czy­ły się ”bra­ter­skim po­zdro­wie­niem”. To zu­peł­nie nowy styl. Jan Paweł II przez 27 lat nie za­szczy­cił mnie ani jedną od­po­wie­dzią.

    Z kim można po­rów­nać pa­pie­ża Fran­cisz­ka?

    Naj­prę­dzej z Janem XXIII, ale Fran­ci­szek nie ma jego sła­bo­ści. Jan XXIII prze­pro­wa­dzał re­for­my jakby mi­mo­cho­dem, bez żad­ne­go planu. Po­peł­nił wiele błę­dów ad­mi­ni­stra­cyj­nych.

    Py­ta­nie, czy pa­pież Fran­ci­szek po­ry­wa ludzi tylko ge­sta­mi, czy też kryje się za tym coś wię­cej.

    Uprosz­cze­nie stro­ju, zmia­ny w pro­to­ko­le, zu­peł­nie nowy język – wszyst­ko to nie jest je­dy­nie ze­wnętrz­ną otocz­ką. To zmia­na pa­ra­dyg­ma­tów. U tego pa­pie­ża widać znowu słu­żeb­ny cha­rak­ter Sto­li­cy Pio­tro­wej. On żąda wyj­ścia z ko­ścio­ła i zbli­że­nia się do ludzi. Nie­daw­no po­le­cił bi­sku­pom prze­pro­wa­dze­nie an­kie­ty, by po­znać po­glą­dy świec­kich na te­ma­ty do­ty­czą­ce ro­dzi­ny. Swoją pierw­szą po­dróż odbył do uchodź­ców na Lam­pe­du­sie. Wszyst­ko to ozna­cza ze­rwa­nie ze spo­so­bem poj­mo­wa­nia pa­pie­skie­go urzę­du przez Be­ne­dyk­ta XVI. Rów­nież żą­da­nie ubo­gie­go Ko­ścio­ła pro­wa­dzi do zmia­ny my­śle­nia.

    (…) Fran­ci­szek za­po­wie­dział ka­no­ni­za­cję Jana Pawła II, kon­ser­wa­tyw­ne­go pa­pie­ża, który wzmoc­nił zna­cze­nie ta­kich grup, jak Opus Dei czy Le­gion Chry­stu­sa.

    Nie mogę uwie­rzyć, że wła­śnie ten pa­pież ma zo­stać ogło­szo­ny świę­tym. To naj­bar­dziej kon­tro­wer­syj­ny zwierzch­nik Ko­ścio­ła w XX wieku. Był czci­cie­lem Maryi, a jed­no­cze­śnie od­ma­wiał ko­bie­tom ko­ściel­nych urzę­dów. Wy­stę­po­wał prze­ciw­ko ludz­kiej bie­dzie i za­bra­niał sto­so­wa­nia środ­ków an­ty­kon­cep­cyj­nych. W ostat­nim tomie mojej au­to­bio­gra­fii opi­sa­łem szcze­gó­ło­wo je­de­na­ście ta­kich po­tęż­nych sprzecz­no­ści. Jan Paweł II stale co in­ne­go mówił, a co in­ne­go robił. Na przy­kład ojca Mar­cia­la Ma­cie­la, za­ło­ży­cie­la ruchu Opus Dei i naj­gor­sze­go pe­do­fi­la, trak­to­wał jak swego przy­ja­cie­la i chro­nił go przed wszel­ką kry­ty­ką.

    Mimo to wy­ba­cza pan Fran­cisz­ko­wi, że ka­no­ni­zu­je Jana Pawła II?

    Ogło­sze­nie Woj­ty­ły świę­tym for­so­wał Be­ne­dykt, lek­ce­wa­żąc wszel­kie prze­pi­so­we ter­mi­ny. Nie­uwzględ­nie­nie tego by­ło­by nie tylko afron­tem wobec po­przed­nie­go pa­pie­ża, ale także wobec wielu Po­la­ków. Po­tra­fię zro­zu­mieć, że Fran­ci­szek tego nie chce. Za­po­wie­dział on jed­no­cze­śnie ka­no­ni­za­cję Jana XXIII, pa­pie­ża re­for­ma­to­ra. Można się zresz­tą za­sta­na­wiać, czy ogła­sza­nie ludzi świę­ty­mi ma dzi­siaj jesz­cze jakiś sens, w końcu jest to wy­na­la­zek z cza­sów śre­dnio­wie­cza.

    Czy jest coś w pań­skim życiu, co chęt­nie by pan cof­nął?

    By­wa­łem nie­kie­dy zbyt za­cie­kłym po­le­mi­stą i le­piej by­ło­by, gdy­bym nie­któ­rych rze­czy nie po­wie­dział. Ale naj­bar­dziej de­cy­du­ją­cym prze­ży­ciem było dla mnie cof­nię­cie w 1979 roku po­zwo­le­nia na na­ucza­nie – to po­wa­li­ło mnie za­rów­no pod wzglę­dem psy­chicz­nym, jak i fi­zycz­nym. Przy­szedł dzień, kiedy le­ża­łem na tej żół­tej ka­na­pie i nie byłem w sta­nie pójść na po­sie­dze­nie ma­ją­ce roz­strzy­gnąć mój przy­pa­dek.

    Po­padł pan w de­pre­sję?

    Nie, ale czu­łem się kom­plet­nie wy­czer­pa­ny. Za­sta­na­wia­łem się oczy­wi­ście, czy po­wi­nie­nem się ugiąć. Żą­da­no ode mnie je­dy­nie tego, żebym się uspo­ko­ił. To, co myślę, było Rzy­mo­wi naj­zu­peł­niej obo­jęt­ne, po­wie­dzia­no mi nawet, że mogę sobie uwa­żać, co tylko ze­chcę. Nie­któ­rzy sądzą, że gdy­bym wtedy się pod­dał, dawno był­bym już kar­dy­na­łem. Ale aku­rat to nigdy nie było moim celem.

    Ma­rzył pan wtedy o tym, by do­stać ka­te­drę w USA. Chciał pan wy­je­chać z Nie­miec?

    Byłem za­chwy­co­ny Ame­ry­ką. Zna­lem pre­zy­den­ta Ken­ne­dy’ego, jedną z jego sióstr oraz in­nych człon­ków ro­dzi­ny i wiele ame­ry­kań­skich uni­wer­sy­te­tów za­pra­sza­ło mnie na wy­kła­dy. Tak, to było moje ma­rze­nie: ka­te­dra na przy­kład w Los An­ge­les i dom nad Pa­cy­fi­kiem. Ale to było nie­re­ali­stycz­ne. Tak na­praw­dę wcale nie chcia­łem opusz­czać Ty­bin­gi.

    Liczy pan na to, że jesz­cze za życia do­cze­ka się re­ha­bi­li­ta­cji?

    Nie. Nie­miec­ka Kon­fe­ren­cja Bi­sku­pów mo­gła­by co praw­da dać temu po­czą­tek. Rzym mu­siał­by się tylko zgo­dzić, ale nie spo­dzie­wam się tego ani nie ocze­ku­ję. Pa­pie­żo­wi Fran­cisz­ko­wi inne ważne za­da­nia nie prze­szka­dza­ją do­ce­nić mnie i oka­zać mi wiele bli­sko­ści.

    Przez całe życie za­rzu­ca­no panu za­ro­zu­mia­łość. W swo­jej bio­gra­fii po­świę­cił pan temu cały roz­dział.

    Sądzę, że nie je­stem bar­dziej za­ro­zu­mia­ły niż prze­cięt­ny czło­wiek.

    Pisze pan, że inni teo­lo­dzy panu za­zdrosz­czą, bo czę­sto jest pan za­pra­sza­ny do udzia­łu w pro­gra­mach te­le­wi­zyj­nych, bo przy­kła­da pan wagę do wy­spor­to­wa­ne­go ciała, sto­sow­ne­go ubra­nia, no i nosi pan kra­wat.

    Na­pi­sa­łem: ”Od czasu do czasu bez kra­wa­ta”.

    To jesz­cze jeden cytat: ”Rzad­ko zda­rza­ło mi się prze­ce­niać swoje umie­jęt­no­ści”.

    Jeśli wy­rwie pan to zda­nie z kon­tek­stu, za­brzmi ono rze­czy­wi­ście za­ro­zu­mia­le. Na tej samej stro­nie po­ja­wia się także stwier­dze­nie, że czuję nie­chęć do ilu­zji i prze­ce­nia­nia swo­ich zdol­no­ści. Znam swoje gra­ni­ce. Brzy­dzi mnie przy­bie­ra­nie róż­nych póz, wy­wyż­sza­nie się. Ale gdy­bym w spo­rach z Rzy­mem nie oka­zał pew­no­ści sie­bie, od razu bym prze­padł. Do dzi­siaj moje książ­ki na temat hie­rar­chii i szkol­nej teo­lo­gii są igno­ro­wa­ne. Może dla­te­go czę­sto wspo­mi­na­łem o tym, kto z na­ukow­ców, po­li­ty­ków i ludzi me­diów cy­tu­je mnie z uzna­niem.

    Pań­ski oj­ciec han­dlo­wał bu­ta­mi, pan w wieku 32 lat zo­stał pro­fe­so­rem teo­lo­gii w Ty­bin­dze, dwa lata póź­niej był pan do­rad­cą na II So­bo­rze Wa­ty­kań­skim – a potem, w 1979 roku do­stał pan zakaz na­ucza­nia.

    Wów­czas zor­ga­ni­zo­wa­no prze­ciw­ko mnie wiel­ką akcję pu­bli­cy­stycz­ną, aż w końcu we wszyst­kich ko­ścio­łach Nie­miec Za­chod­nich czy­ta­no skie­ro­wa­ny prze­ciw­ko mnie list pa­ster­ski.

    Cho­dzi­ło o to, że podał pan w wąt­pli­wość ce­li­bat du­chow­nych. Myśli pan, że za Fran­cisz­ka może dojść do ja­kiejś re­for­my w tej kwe­stii?

    Nie po­tra­fię sobie wy­obra­zić, by ten pro­blem był nadal od­su­wa­ny, bo księ­ży stale ubywa. Nie wiem, jak w na­stęp­nym po­ko­le­niu Ko­ściół w Niem­czech bę­dzie w ogóle w sta­nie świad­czyć po­słu­gę dusz­pa­ster­ską. Py­ta­nie doj­rze­wa już od dawna, a lud Boży jest go­to­wy do ta­kiej re­for­my.

    Czy pan sam żyje w ce­li­ba­cie?

    Nie je­stem żo­na­ty, nie mam ko­bie­ty ani dzie­ci.

    W pań­skiej książ­ce wy­stę­pu­je po­stać ko­bie­ca, którą na­zy­wa pan ”moją ide­al­ną to­wa­rzysz­ką życia”.

    Tak, w sen­sie wzor­co­we­go ko­le­żeń­stwa – każde ma swoją wła­sność, miesz­ka na innym pię­trze, w od­dziel­nych miesz­ka­niach. To wszyst­ko opi­sa­łem w swo­jej au­to­bio­gra­fii i wszyst­ko to pod­trzy­mu­ję. Nic wię­cej nie mam na ten temat do po­wie­dze­nia.

    Autor: Markus Grill
    Źródło: Der Spiegel

  6. Krzysztof P said

    To jest dosłowne ” sranie w banie ” starego teologa! Jak nic czeka go ” siara ” piekielna !!!
    Recepty jakie daje (Kosciołowi w kryzysie WIARY) są w absolutnej sprzeczności z tzw. zdrowym rozsadkiem. Nic dziwnego, byl jednym z DORADCÓW II Soboru Watykańskiego !!!! Ponadto ” zachwyty ” nad Frankiem Borgolio (?) – który jakoby ma inne spojrzenie i być może ” uzna pedalstwo, zniesie celibat, dopusci kobiety do celebry w Kosciele ” ???
    Jedyna RADA która powinien dostrzec ten przeciez NIE głupi starzec, to byłoby docenienie SAKRUM i POWROT do TRADYCJI…a nie unowocześnianie pod publiczkę Kościola( zachodniego ), który juz dawno z a p r z e s t a ł kogokolwiek UŚWIĘCAĆ !!

    Ps. O JPII nie wypowiadam się.
    Nie na moją to głowę albowiem uznaję, że w NIM było poplatanie z pomieszaniem? ! Z jednej strony polski kult Bogurodzicy MARYJI ( co tak drazniło Watykanistów ) z drugiej zaś, błędy zasadnicze / których genezy moge się tylko domyślać/?

  7. jowram said

    Ksiądz transwestyta i obchody wigilii Niepokalanego Poczęcia NMP
    Takie rzeczy to tylko w Hiszpanii

    Ksiądz proboszcz Wiktor Emanuel Blanco z parafii Curtis na codzień zachowuje się normalnie (przynajmniej jak na zdziczałe, posoborowe hiszpańskie warunki)

    http://breviarium.blogspot.com/2013/12/ksiadz-transwestyta-i-obchody-wigilii.html

  8. marat15 said

    ad 5 i nad czym sie pan tak dziwi??
    jeszcze do pana lepetyny nie dolecialo ,ze sekta watykanska wraz ze swoimi naganiczamu typu heretyk Kung to organizajca utworzona w celu zniszczenia KK?
    I tak sie bedzie pan dziwil do u..ranej smierci??

  9. ojojoj said

    ad 6
    Dla mnie ten glupiec Küng to nie tylko anty-chrzescijanin, ale poprostu duren. Jego wypowiedzi to jakbym czytal onet albo interie czy inne gowno wyborowe i komentarze pod tym syfem. Gosciu pieprzy o statystykach nie majac pojecia jak sa robione, ze zrobi sobie eutanazje jak bedzie taka sytuacja i ma w dupie ze przez to nie moze otrzymac namaszczenia bo ma kumpla ksiedza i go namasci, a wogole to placze za domem nad Pacyfikiem ktory umknal mu miedzy palcami. Na koniec nie odpowiada na pytanie czy prowadzil zycie w celibacie, gdzie wykluczony jest akt seksu z innymi ludzmi i zamiast odpowiedziec „tak” czy „nie”, to pierdoli ze zadnych dzieci nie ma, ani kobiety – i tego skurwiela wogole dopuscili na teren Watykanu, nie mowiac juz o tym ze jego parchate slowa byly wogole brane pod uwage ! Ten parchaty „teolog” nie powinien byc dopuszczony nawet przy naprawie kostki brukowej na placu przed bazylika, bo by mogl zasmrodzic to miejsce swoim dotykiem !

  10. marat15 said

    „i tego skurwiela dopuscili na teren Watykanu”.
    Dopuscili jego i wielu mu podobnych bo sekta wlasnie tego typu „skurwieli” potrzebowala i potrzebuje, aby promowac swoje masonko-protesteancko-new-ageowsko-poganskie nauki.
    Czas w konciu sie jasno , po mesku , konkretnie okreslic i przestac nazywac te sekte Kosciolem katolickim, bo ma ona tylko tyle wspolnego z prawdziwym KK, ze dazy od Jego wyniszczenia.

  11. marat15 said

    tu przyklad kolejnego, znanego polskiego, zaczadzonego glupca ,ktory z zapalem broni sekty i jej niby papieza.
    http://www.fronda.pl/blogi/contra-gentiles/szatanska-strategia-scalfariego,36946.html

  12. Marucha said

    Pani Sono-Maran-Marta-Marat…
    Dlaczego tak namolnie powtarza Pani informacje, które wszyscy znamy?
    Chce Pani przekonać przekonanych?
    Tym się różnimy, że Pani sobie przypisuje kompetencje obalania papieży, a inni nie.
    Proszę o trochę powściągliwości, to wielka cnota chrześcijańska.,

  13. Mordka Rosenzweig said

    re 6

    Szanowny pan Krzysztof P. napisal:

    „O JPII nie wypowiadam się.
    Nie na moją to głowę albowiem uznaję, że w NIM było poplatanie z pomieszaniem? ! Z jednej strony polski kult Bogurodzicy MARYJI, z drugiej zaś, błędy zasadnicze.”

    Ja pan Mordka pszczytal komentasz od szanowny pan z bardzo dusza satysfakcja.

    Musi szanowny pan pszyznac, sze nasz wielki papiesz potrafil namotac gojom w muzgach.

    Teraz goje same jusz nie wiedza kto jest kto.

    Jak np. czy pan Budda jest swiety czy nie, czy naleszy sie modlic do pan Ghandi czy nie, co pszystoi w kosciele w czasie nabozenstwa, a co nie.

    Ja pan Mordka to wszystko obserwuje i sie smieje do duszy rozpuk, sze goje same nie sa pewne o co tutaj chodzi, ale tak na wszelki wypadek to bronia nasz wielki papiesz i modla sie do niego i stawiaja mu pomniki.

    No bo a nuż on jest jednak swiety i lepiej go nie obraszac.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: