Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Yagiel o Wolne tematy (58 – …
    Bezpartyjna o Co nam zrobili ruskie
    Głos Prawdy o Co nam zrobili ruskie
    Anzelm o NATO może się samo rozbroić…
    plausi o Położyć kres patologii
    Anzel o Położyć kres patologii
    Anzelm o Położyć kres patologii
    bardzo o Wolne tematy (58 – …
    Emilian58 o Schiller na liście Ukraiń…
    prostopopolsku o Żydowska kloaka przetacza się…
    bryś o Co nam zrobili ruskie
    Us o Wolne tematy (58 – …
    revers o Wolne tematy (58 – …
    Piotr B. o Położyć kres patologii
    Józef Bizoń o Rosyjski archeomodernizm
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Dlaczego warto chrzcić „po staremu”

Posted by Marucha w dniu 2014-02-08 (Sobota)

ChrzestOjciec Święty Benedykt XVI, ogłaszając w roku 2007 Motu Proprio Summorum Pontificum pozwolił na niczym nieskrępowane udzielanie przez kapłanów sakramentu chrztu świętego według dawnego obrzędu.

W wydanym przez siebie dokumencie postanowił, iż „Proboszcz, po uważnym rozpatrzeniu wszystkiego, może także dać pozwolenie na użycie bardziej starożytnego obrzędu w przypadku udzielania sakramentów chrztu, małżeństwa, pokuty i namaszczenia chorych, jeśli doradza to dobro dusz”.

Warto zastanowić się jakie „dobro dusz” może wyniknąć z jego użycia oraz jakie argumenty przemawiają za starym rytem, dla których warto prosić swojego duszpasterza o właśnie „taki” chrzest?

Przede wszystkim należy uprzytomnić sobie, iż ta niekwestionowana starożytność formy chrztu niesie ze sobą wielki skarb Tradycji i Liturgii. Obrzęd, według którego chrzest może być znowu udzielany, został przepisany przez papieża św. Pawła V w Rituale Romanum z roku 1614. Zatem już ta data mówi o jego długowieczności, ale nie ukazuje w pełni jego początków, gdyż Paweł V dokonał jedynie kodyfikacji obrzędu, który to w tym kształcie był używany co najmniej od X wieku. Tak naprawdę jego historia nie trwa 350 czy nawet 1000 lat, a dłużej. Ceremonia chrztu dzieci jest zasadniczo skrótem, jakby streszczeniem, wszystkich przyjętych w Kościele od najdawniejszych czasów rytuałów katechumenatu i inicjacji chrzcielnej.

Liturgiści XVII-wieczni – w obawie przed utratą czegokolwiek co ważne z pamięci zbiorowej Kościoła – ograniczyli się do syntezy tego wspaniałego dziedzictwa, aby można było to właśnie dziedzictwo odnaleźć w każdej uroczystej celebracji pierwszego sakramentu. W ten sposób mamy do czynienia nie tyle z twórczością epoki „potrydenckiej”, ale z wielkim świadectwem wiary Ojców, przekazywanym przez wieki.

Gdy zatem czytamy dzisiaj chrzcielne katechezy św. Augustyna, św. Jana Chryzostoma, albo traktat o sakramentach św. Tomasza, bez trudu odnajdujemy tam właśnie odniesienie do tych obrzędów.

Drugim, istotnym argumentem, przemawiającym za użyciem starszej formy, jest wyrazisty uniwersalizm „dawnych” obrzędów. Aż do roku 1972 nie było w Kościele dwóch wyraźnie i zasadniczo różnych obrzędów chrzcielnych: jednego dla dzieci, drugiego dla dorosłych. Owszem, znano to rozróżnienie, co nawet znalazło wyraz w rytuale ustalonym w czasach karolińskich. Jednak oba obrzędy były do siebie bliźniaczo podobne (np. w ceremonii chrztu dzieci też zachowano ślad katechumenatu, w tym kolejne skrutynia itd.). Ten brak dyferencjacji wzmacnia uniwersalizm obrzędu i przypomina o jednolitości chrztu, który nie jest „inny”, gdy udziela się go niczemu nieświadomemu dziecku. Przez prawie dwadzieścia wieków Kościół Katolicki nie rozróżniał rytuałów chrztu dzieci i dorosłych, ponieważ miał ku temu ważne powody. Z tych samych warto i teraz chrzcić dzieci według starszej formy.

Kolejnym uzasadnieniem stanowiska powrotu do Tradycji jest charakterystyczny dla „dawnych” obrzędów autorytet. W starym rytuale podkreśla się z całą mocą, że to Chrystus i Kościół działa, a szafarz jest tylko narzędziem. Celowo nie pozostawiono miejsca na własną inwencję kapłana. Padają tylko te słowa, które podpowiada autorytet Kościoła. Wykonywane są tylko te gesty, które mają ustalone znaczenie i rodzą zbawienne skutki. Mamy przecież do czynienia ze starożytnym rytem czyli publiczną czynnością Kościoła, a nie formą uległą współczesnej pomysłowości.

W tym miejscu warto przyjrzeć się pewnym kwestiom, w których konkretyzuje się to, co powiedziano wyżej. I tak problem reformy obrzędu chrztu po Soborze Watykańskim II to sprawa niebagatelna. Wywołała ona niepokój najwyższych autorytetów Kościoła, w tym samego papieża Pawła VI, który po wprowadzeniu nowego obrzędu stwierdził: „W liturgii chrztu skrócono egzorcyzmy. Nie wiem, czy było to posunięcie bardzo realistyczne i należycie przemyślane” (15.XI.1972). [Stwierdził – i nic nie zrobił – admin]

Wielu egzorcystów bardzo ubolewa nam tym faktem, a nawet podkreśla, że w nowych rytuałach egzorcyzmy nie tyle zostały „skrócone”, ale praktycznie usunięte. Dla każdego, kto razem z Kościołem przyjmuje prawdę o istnieniu szatana i jego szkodliwym działaniu, musi to być niepokojące. Tymczasem „stare” obrzędy zachowały wszystkie tradycyjne egzorcyzmy, w których Kościół wzywając władzy swego Pana odważnie i skutecznie przeciwstawia się złym duchom. Nie jest to problem symboliki, albo użytecznego komentarza – lecz zagadnienie występowania tu określonego sakramentale, którego brak Kościół odczuwa dzisiaj coraz boleśniej.

Mówiąc o egzorcyzmach nie sposób nie stwierdzić, że dawne rytuały chrzcielne z ewangelicznym realizmem przypominają o trudach życia chrześcijańskiego, w tym o walce, którą toczy chrześcijanin na ziemi. Jest to nie tylko istotny motyw patrystycznych katechez chrzcielnych („De agone christiani”), ale po prostu jedna z elementarnych zasad współpracy z łaską. Kościół wtajemniczając w misteria Chrystusowe nie mógł pominąć tej treści, ostrzegając przed napaścią przeciwnika i dodając koniecznej siły. Ten motyw wtajemniczenia chrzcielnego jest zresztą widoczny nie tylko w słowach modlitw, ale i w gestach (vide starożytne namaszczenie olejem katechumenów, które figuruje także w nowym Ordo z 1972 r., ale nie jest w Polsce dokonywane mocą decyzji Konferencji Episkopatu).

W obrzędach tradycyjnych ogromne przejęcie wywołuje dostojeństwo, z jakim Kościół w przygotowaniu do chrztu uroczyście przekazuje swoje „tajemnice”, czy to w formie pouczenia o miłości jako warunku życia wiecznego („Jeżeli przeto chcesz osiągnąć życie wieczne, zachowuj przykazania: Będziesz miłował…”), czy wprowadzenia do kościoła przy odmawianiu symbolu wiary („Wierzę w Boga”) i reguły modlitwy („Ojcze nasz”), czy wreszcie w formie „oznaczenia”, które nie jest tylko przyjęciem do wspólnoty, lecz przede wszystkim powierzeniem umysłowi i sercu znaku zwycięstwa („Weźmij znak Krzyża”).

Dostojeństwo kościelnej inicjacji chrzczonego dziecka jest wyrażone także w uroczystym geście wprowadzenia do kościoła, gdy w trakcie tej procesji szafarz kładzie na dziecko koniec stuły. Ma to symbolicznie przypominać dokonanie się przejścia ze śmierci grzechu do życia łaski. Podkreśla to choćby zmiana koloru stuły z fioletowego na biały w momencie, gdy zbliża się obrzęd samego chrztu.

W trakcie obrzędów wstępnych szafarz podaje dziecku poświęconą (egzorcyzmowaną) sól. Bogactwo symboliczne tego gestu jest ogromne. Jest to pierwszy poświęcony pokarm, który przyjmuje mały „katechumen”. Kościół wkracza ze swoją opieką i wstawiennictwem najpierw do tego zmysłu, który kiedyś stanie się miejscem przyjmowania Komunii św., rzeczywistego Pokarmu na życie wieczne. Już teraz Kościół zabiega, by ten zmysł i cały człowiek został zachowany od zepsucia i nabył prawdziwego smaku rzeczy Bożych.

Należy zwrócić uwagę również na niedoceniany dzisiaj starożytny obrzęd, w trakcie którego u wejścia do chrzcielnicy szafarz dotyka uszu i nozdrzy dziecka mówiąc: „Effeta, to znaczy: Otwórz się”. Jest to powtórzenie gestu samego Zbawiciela (por. Mk 7, 31-37), tak wspaniale uwidaczniającego ostateczne przygotowanie do przyjęcia chrztu, a więc pełnej otwartości na jego ozdrowieńcze łaski. To także wskazanie realnej drogi, którą człowiek przyjmuje pouczenia i łaski, a więc poprzez zmysły. Dotykając ich Kościół pragnie otworzyć je na działanie łaski, a przez nie ugruntować drogę do serca. Ten rytuał przygotowawczy był stosowany z całą pewnością już w V-VI w., przy czym jakaś jego forma była zapewne przyjęta już w III wieku. Podobny obrzęd (ale bez słów: „Otwórz się”…) znalazł się w nowym Ordo, lecz w innym miejscu, co wpłynęło na zmianę sensu. Pierwotne „Effeta” stało się już tylko „wyjaśnieniem”, następującym po chrzcie, nie mającym już tego samego symbolicznego i realnego znaczenia zarazem. W rytuale polskim obrzęd ten został zresztą opuszczony decyzją Konferencji Episkopatu.

Tak więc dawny obrzęd chrztu dzieci łączy harmonijnie powagę, właściwą publicznej czynności Kościoła-Państwa Bożego, z serdecznością, odpowiednią dla troskliwych zabiegów Kościoła-Matki. Efektem tego szczęśliwego związku jest widoczne namaszczenie, owa kardynalna cecha liturgii katolickiej. W modlitwach towarzyszących można słyszeć czarujący głos Oblubienicy, niespokojnej w chwilowym rozstaniu z Ukochanym, nieustannie zabiegającej o Jego względy. W gestach odczuwalne są troskliwe dotknięcia Matki, polecającej swe małe dzieci samemu Panu i osłaniającej je przed napaścią Złego. A w tym wszystkim subtelna i dyskretna słodycz dobrego wina, które fermentowało bez pośpiechu i bez laboratorium. Dojrzewało przez wieki.

Warto korzystać z tego dobrodziejstwa Kościoła, które na powrót przywrócił Ojciec Święty Benedykt XVI. On to, jak dobry ojciec rodziny, czerpie ze skarbca Tradycji na pożytek duchowy swoich dzieci. Na koniec warto przywołać słowa obecnego papieża z czasu, kiedy był jeszcze kardynałem i prefektem Kongregacji Nauki i Wiary: „Uważam, że powinniśmy ze znacznie większą wspaniałomyślnością przyzwalać na dawny rytuał wszystkim, którzy sobie tego życzą. W ogóle niepodobna zrozumieć, cóż takiego miałoby być w tym niebezpieczne lub nieakceptowalne. Wspólnota, która wszystko, co dotychczas było dla niej najświętsze i najszczytniejsze, ni stąd, ni zowąd uznaje za surowo zakazane, a tęsknotę za tymi zakazanymi elementami traktuje wręcz jako nieprzyzwoitość, stawia samą siebie pod znakiem zapytania. Bo właściwie jak człowiek ma tu jej jeszcze wierzyć? Czy dzisiejsze nakazy nie staną się jutro zakazami? (…) Niestety, tolerancja nawet dla ekstrawaganckich igraszek jest u nas niemal nieograniczona, podczas gdy praktycznie nie ma czegoś takiego jak tolerancja dla dawnej liturgii. Z całą pewnością jest to błędna droga” (Kard. J. Ratzinger, Sól ziemi, Kraków 1997, s.152-153).

Dlaczego warto zachować obrzęd wywodu?

Dzisiaj wiele się mówi o równouprawnieniu mężczyzn i kobiet. Poddaje się nieustannej krytyce dawne obyczaje chrześcijańskie i atakuje tzw. tradycyjny (czytaj: katolicki) model rodziny. Są tacy, którzy ośmielają się twierdzić, że to właśnie Kościół przez wieki dyskryminował kobiety, tworząc typowo męską cywilizację. Jako przykład takich form rzekomej dyskryminacji podaje się m.in. obrzęd tzw. wywodu, który podobno utrwalał stereotyp kobiety jako gorszej i potrzebującej oczyszczenia. Nic bardziej błędnego.

Tradycja błogosławienia kobiety po urodzeniu dziecka (benedictio mulieris post partum) wywodzi się ze Starego Testamentu stosownie do słów z Księgi Kapłańskiej „Dalej powiedział Pan do Mojżesza: Powiedz do Izraelitów. Jeżeli kobieta zaszła w ciążę i urodziła chłopca, pozostanie przez siedem dni nieczysta, tak samo jak podczas stanu nieczystości spowodowanego przez miesięczne krwawienie. Ósmego dnia chłopiec zostanie obrzezany. Potem ona pozostanie przez trzydzieści trzy dni dla oczyszczenia krwi: nie będzie dotykać niczego świętego i nie będzie wchodzić do świątyni, dopóki nie skończą się dni jej oczyszczenia. (…) Kiedy zaś skończą się dni jej oczyszczenia po urodzeniu syna lub córki, przyniesie kapłanowi, przed wejście do Namiotu Spotkania, jednorocznego baranka na ofiarę całopalną i młodego gołębia lub synogarlicę na ofiarę przebłagalną. Kapłan złoży to w ofierze przed Panem, aby za nią dokonać przebłagania. (…) Jeżeli zaś ona jest zbyt uboga, aby przynieść baranka, to przyniesie dwie synogarlice albo dwa młode gołębie, jednego na ofiarę całopalną i jednego na ofiarę przebłagalną. W ten sposób kapłan dokona przebłagania za nią, i będzie oczyszczona” (Kpł 12,2-8).

Zwyczaj ten był przez wieki zachowywany w Kościele Katolickim, choć jego znaczenie po części uległo zmianie. Kiedy kobieta urodziła dziecko, po porodzie rozpoczynał się okres połogu, podczas którego obowiązywało ją wiele kolejnych zakazów i nakazów związanych z jej „rytualną nieczystością”.

Dlatego jeszcze nie tak dawno do chrztu świętego dziecko zanosili zwykle sami rodzice chrzestni. Do czasu oczyszczenia matka z dzieckiem przebywała głównie w domu, chroniąc siebie i niemowlę. Przez pierwsze siedem dni po urodzeniu potomstwa nie mogła doić krów, piec chleba, wychodzić w pole, czerpać wody ze studni, dotykać święconej wody, składać wizyt etc. Kobieta musiała również ograniczać swoje kontakty towarzyskie i była zwolniona z obowiązku uczęszczania na Mszę Świętą. Sam rytuał wywodu miał miejsce czterdzieści dni po porodzie, kiedy to powracały podstawowe funkcje biologiczne przypadłe kobiecej naturze.

Wszystko to, co było przestrzegane rzekomo z powodu „rytualnej nieczystości” w rzeczywistości było ochroną kobiety i troską o jej zdrowie. Była ona de facto zwolniona z wielu prac i obowiązków nie tyleż z powodu swojej „nieczystości”, ale ze względu na osłabienie wynikłe z ogromnego trudu rodzenia. Należy pamiętać, że kobiety rodziły w domach przy asyście najczęściej akuszerki, a nie lekarza. Tak więc sam wywód był ceremonią kościelną symbolicznie wprowadzającą ponownie kobietę w zwykły tryb życia.

Choć korzenie obrzędu wywodu sięgają Prawa Mojżeszowego, to w Kościele Katolickim rytuał ten został ustanowiony na pamiątkę oczyszczenia Matki Bożej, stosownie do słów Pisma Świętego: „Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu” (Łk 2,22). Liturgiczne wspomnienie tego wydarzenia obchodzimy 2 lutego. Według tradycyjnego kalendarza święto to nosi nazwę Oczyszczenia NMP (Purificationis Beatae Mariae Virginis), powszechnie określane świętem Matki Boskiej Gromnicznej (to dlatego w obrzędzie wywodu używa się świecy). W nowym kalendarzu jest to Ofiarowanie Pańskie.

Sama Maryja nie potrzebowała przechodzić oczyszczenia, gdyż starotestamentowe Prawo jej nie obowiązywało. Nie zaciągnęła żadnej nieczystości i poprzez cudowne narodzenie Zbawiciela pozostała dziewicą przed i po narodzeniu Jezusa (ante et post partum). Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa zerwały więzy starego Prawa, co symbolicznie nastąpiło przez rozerwanie zasłony Przybytku (Mk 15, 38). To oznacza, że nie obowiązuje już więcej prawo oraz kategorie czystości i nieczystości rytualnej. Jako ochrzczeni jesteśmy ludźmi wolnymi, a jak uczy św. Paweł: „Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie” (Ga 3,27). Jednak ze względu na pokorę Najświętszej Dziewicy Kościół Katolicki postanowił zachować ten obrzęd jako jedno z sakramentaliów.

Dla przypomnienia, czym są zatem sakramentalia? Sakramentalia są to znaki święte ustanowione przez Kościół na podobieństwo sakramentów, by sprawiały skutki duchowe mocą modlitwy Kościoła. Przygotowują one ludzi na przyjęcie głównego skutku sakramentów i uświęcają różne okoliczności życia.

Skoro więc NMP będąc całkowicie wolna od jakiegokolwiek grzechu, na znak pokory poddała się obrzędowi oczyszczenia nie potrzebując go, to ile bardziej pozostałe kobiety powinny brać z niej przykład. Kościół Katolicki postanowił zachować ten sięgający patriarchy Mojżesza rytuał, przez wzgląd dla NMP i szacunek dla Tradycji. Nie ma w tym nic upokarzającego. Wręcz przeciwnie, jaśnieje on spokojem i pokorą Najświętszej Dziewicy, która jest wzorem do naśladowania dla wszystkich niewiast i matek aż po dzień dzisiejszy. Ta stara katolicka ceremonia pięknie podkreśla cnotę czystości i skromności u kobiet, uczy szacunku dla Tradycji Kościoła Rzymskiego, a nade wszystko wyjednywa łaski u Boga – tak potrzebne do wychowania potomstwa.

Paweł Milcarek
http://wieden1683.pl

Komentarzy 27 do “Dlaczego warto chrzcić „po staremu””

  1. lolep said

    Ja bym widział problem dalej… Jakby zniknęło nauczanie o szatanie z praktyki kapłańskiej. Formalnie kapłani (nie mówię o wszystkich, ale czy nie staje się to dominujące) „wierzą” w jego istnienie ale czy wierzą rzeczywiście? Inna sprawa, że jak patrzy się na to co się dzieje w świecie to czy jeszcze potrzeba wierzyć? Czy raczej nie jest tak, że ma się pewność co do istnienia szatana?

    Ps
    Ciekawe co pan @Wosiu zrobi bo tyle w tym artykule Starego Testamentu a to przecież „mina” (to odnośnie uwag jakie Pan @Wosiu poczynił w stosunku do rozmowy pomiędzy mną a p. @Griszką przy artykule o ks. Oko)

  2. Wosiu said

    Re1/Lolep

    Nawiązanie w artykule do starego testamentu to tylko spekulacje autora. Pewnie jakiś drugi Terlikowski z niego. A z pana trzeci.

  3. lolep said

    Ad 2
    Skoro tak Pan uważa… W takim razie odrzucając Stary Testament nie wiem co Panu zostanie. Bo w zasadzie nie może Pan rozpatrywać wtedy ani pochodzenia człowieka, ani np. problemu grzechu pierworodnego. Jakieś Psalmy to sobie Pan chyba napisze? I jeszcze inne „drobiazgi”. O „wierze Abrahama”, do której nawiązywał Jezus Chrystus wskazując go jako przykład dla wszystkich Jego wyznawców też u Pana „ani widu ani słychu”. W związku z tym proponuję aby Pan odrzucił to co określamy w KK mianem Nowego Testamentu albo przeredagował go tak by nie było żadnych nawiązań do Starego. Musi Pan także odrzucić św. Jana od Krzyża… Ta „Pieśń na pieśniami”… Taki cymes…

  4. Nemo said

    @3

    ST nie jest niezbędny do poznania prawdy bo wszystko o czym opowiada zostało powtórzone w Nowym testamencie. Z pochodzeniem człowieka włącznie.

  5. Jan said

    Ad.4
    Niech przed Nowym Testamentem starych praw ustąpi czas………- z hymnu Tantum Ergo Sactamentum…

  6. lolep said

    Ad 4
    Jak już będzie ewentualnie możliwe cofanie w czasie, to zapewne zaproponuje Pan Chrystusowi by nie wspominał o Starym Testamencie a św. Hieronimowi zaproponuje by tłumaczył tylko Nowy Testament? No i co by Pan powiedział ojcom kolejnych Soborów Powszechnych w KK? Może Pan też przeredagować „Państwo Boże” św. Augustyna?

  7. lolep said

    Ad5
    Ten kto napisał ten hymn mam rozumieć, że na Stary Testament mówił „be”?

  8. lolep said

    Tu uwaga ogólna. Proszę mi tylko nie wmawiać w ramach „chwytów retorycznych”, że ja twierdzę, że Stary Testament ważniejszy od Nowego Testamentu albo co gorsze, że odrzucam Nowy Testament. To nawet nie byłyby wtedy „chwyty poniżej pasa”. To by się kwalifikowało do „mówienia fałszywego świadectwa”.

    Pismo Święte jest całością.

  9. Nemo said

    @6 Lolep

    Nawet mi się nie chce tego komentować ale… Proszę nie wkładać w moje usta słów, których nie powiedziałem; stwierdziłem jedynie, że NT jest wystarczający do poznania prawdy. To po pierwsze. Po drugie- Chrystus wyraźnie powiedział, że przyszedł wypełnić Prawo. Oraz, że wszystko czyni nowym. Koniec, kropka. Co do machiny czasu, to jeszcze długo może pan na nią czekać, co najmniej tak długo jak na niezbite dowody potwierdzające teorię ewolucji. Pozdrawiam!

  10. lolep said

    Ad 9
    Nikomu nic nie wmawiam. W mojej notatce pod nr 8 zaznaczyłem wyraźnie, że jest to uwaga ogólna i – tego akurat nie zaznaczyłem – chodziło mi o ewentualne zarzuty skierowane pod moim adresem w przyszłości.

    Owszem zgadza się: „Przyszedł wypełnić Prawo”. Ale wg. doktryny KK misja Chrystusa jest zrozumiała dopiero w świetle Starego Testamentu. Bo jeśli zrezygnujemy z tej części Pisma Świętego to:
    1). Odrzucamy część objawienia Boga. Chrystus mówi: Posyłałem proroków… Czy Pan uważa, że dobrze jest lekceważyć Stwórcę?
    2) Spory między Chrystusem a „uczonymi w Piśmie” staną się niezrozumiałe i dlaczego to Ukrzyżowanie? Misja Chrystusa traci swój kontekst.

    Stanowisko lekceważące Stary Testament w świetle nauki KK w ciągu 2000 lat jest nie do przyjęcia. Ja rozumiem, że tu są obawy w związku z tym co się określa mianem „judaizacja Kościoła Świętego” ale można dojść do paranoi. Niektóre wpisy na portalach przeciwne judaizmowi i przy okazji chrześcijaństwu sprowadzają się do tego: Chrystus był Żydem. Nawet jeśli chodzi o sprzeciw wobec Chazarów to Talmud jest produktem semickim. Problem pojawia się wtedy gdy przedkłada się Stary Testament nad Nowy. Ale to nie moja bajka.

    Jak napisałem: Pismo Święte jest całością.

  11. Nemo said

    @10

    „Jak napisałem: Pismo Święte jest całością.”

    A czy ja napisałem, że nie jest? Czy napisałem, że odrzucam ST? Kontekst misji Chrystusa nie jest wymagany do zbawienia. Wystarczy przestrzegać Jego nauki. Konteksty proszę pana potrzebne są do nauczania i nawracania niewierzących.

  12. lolep said

    Ad 11
    „Konteksty proszę pana potrzebne są do nauczania i nawracania niewierzących.’

    Wierzący już nie potrzebują?
    Dajmy na to taki fragment: Żydzi zabili Pana Jezusa. No i wierzący mają problem bez znajomości ST. Kim są Żydzi, za co chcieli go zabić? No… czynił się równym Bogu. Ale Kim jest ten Bóg, któremu czynił się równym? Te odpowiedzi znajdujemy w ST. My oczywiście wyrastamy w 2000 lat tradycji chrześcijańskiej. I pewne rzeczy niejako „wysysamy z mlekiem matki”, ale przecież bazujemy na tym co inni odkrywali i opisywali. Nikt po raz drugi nie pisze Summy św. Tomasza z Akwinu. Pan czy ja możemy nie znać tego czy innych dzieł ale przecież bazujemy na nich w naszej wierze a ich autorzy operowali zarówno Nowym jak i Starym Testamentem. Czyż Dekalog nie jest aktualny choć mamy Przykazania Miłości? A to ST. Przejmujemy pewne tradycje po rodzicach, bo wychowywaliśmy się w takich a nie innych przestrzeniach kulturowych. Ale świadome chrześcijaństwo nie pozwala sobie na taki automatyzm bo nie wytrzyma on próby czasu, szczególnie gdy przychodzą trudności. Pierwszym chrześcijanom jakoś jednak, choć wychowani w ST, nie przeszkadzało włączyć go do kanonu Świętych Ksiąg choć szli za Nowym. To, że jesteśmy chrześcijanami w niczym nas nie zwalnia od pogłębiania wiary. A do tego potrzebne jest całe Pismo Święte, bo wtedy obraz Chrystusa jest pełny. Świadkowie Jehowy też powołują się na Ewangelie i mówią o zbawieniu ale czy je rozumieją? Oni akurat ST nie odrzucają, więc przykład nie jest jakby nie do końca odpowiedni ale dobry do zilustrowania zjawiska.

  13. Wosiu said

    Taa, jest całością. A w jakim kanonie, katolickim, prawosławnym, czy może protestanckim? Bo się różnią. A może wszystkie kanony są całością? Co z ok. dwudziestoma księgami, które nie weszły do Starego Testamentu w okresie tworzenia kanonów hebrajskiego i palestyńskiego. A mogły wejść. Dlaczego wyrzucono Mądrość Syracha a wsadzono Pieśń Nad Pieśniami, która pasuje tam jak kwiatek do kożucha? Co z IV Księgą Machabejską?

  14. Nemo said

    @13

    Słuszna uwaga.

  15. Jan said

    @ Lolep

    Może Pan odpowie dlaczego do czasu SV II swym wiernym KK nie polecał nie tylko czytania ale i posiadania w domu ST tylko NT.z Dziejami Apostolskimi, Listami Apostołów i Apokalipsą. A po SV II nieustannie wraca się do egzegezy ST, jakby NT stracił na znaczeniu..
    Czy to nie jest powtórka z Lutra sprzed 500 lat. On jak mawiają wielbiciele jego ”talentu i dokonań” – dal” Kościołowi Pismo Święte. Takie brednie słyszałem też z ust o zgrozo katolickiego Kapłana.

  16. Marucha said

    Re 15:
    Dla katolika Stary Testament jest księgą znacznie mniejszej wagi, niż Ewangelie i ma znaczenie głównie historyczne. Wszystko, co katolik ma wiedzieć, jest w Nowym Testamencie.
    Natomiast obecnie w kościołach nacisk kładzie się właśnie na Stary Testament – co skutkuje stopniowym zażydzeniem katolicyzmu i podcięciem jego korzeni.

  17. Jan said

    Ad 16
    Dokładnie tak. Nie chodzi o eliminowanie lub umniejszanie wagi ST, tylko sprzeciw do powszechnego postępu w używaniu go do coraz większej judaizacji, co jak wspomniałem przerabiał z wiadomym skutkiem Luter. I tak to niestety wygląda, że to co nauczał Pan Jezus pomija się, a wiernym wciska się wieloznaczne mądrości z czasów kiedy świat Go nie znał.

  18. Boydar said

    „… Wszystko, co katolik ma wiedzieć, jest w Nowym Testamencie …”

    Dla mnie to oczywistość, ale samo sformułowanie – nie najszczęśliwsze.

  19. Marucha said

    Re 17:
    Ja tylko po raz kolejny zacytuję największego polskiego filozofa i teologa – ojca prof. Krąpca (z pamięci):
    „W Starym Testamencie najważniejsze są proroctwa nadejścia Mesjasza, których spełnienie wykazuje, iż nasza wiara jest prawdziwa”

  20. Marucha said

    Re 18:
    Niech Pan zaproponuje szczęśliwsze.

  21. Boydar said

    Zna mnie już Pan Gajowy trochę, czepiam się.

    „- Co żołnierz ma w spodniach ?
    – Żołnierz ma w spodniach chodzić !”
    Gra słów.

    “… Wszystko, co katolik ma wiedzieć, jest w Nowym Testamencie …” sugeruje imperatywnie, że to co „jest” w Starym Testamencie, katolikowi jest zbędne.

    Uważam, że gdyby było zbędne, nie zostało by nam pozostawione w testamencie. Z nielicznymi (choć nie do przecenienia) wyjątkami to PRZESTROGI, przykłady błędnego rozumowania i postępowania. Także przestępstw przeciwko Stwórcy. Owszem, człowiekowi prostemu wystarczą przepisy. Zupa będzie DOBRA. Ale życia nie starczy, aby sprawdzić, czego mieszać NIE NALEŻY. A człowiek już taki jest, że szuka, kombinuje, miesza. Pan Bóg wie o tym dobrze. Dlatego OSTRZEGA otwartym tekstem, właśnie w ST.

    Gdybym się miał pokusić o spełnienie życzenia Pana Gajowego, ujął bym to następująco :
    „Wszystko, co do zbawienia konieczne, jest w Nowym Testamencie”.
    Celowo pominąłem słowo ‚katolik’; wydaję mi się bowiem, że rozumując i postępując wg. NT, nie sposób nie być katolikiem.

  22. Marucha said

    Re 21:
    “Wszystko, co do zbawienia konieczne, jest w Nowym Testamencie”.
    Celowo pominąłem słowo ‘katolik’; wydaję mi się bowiem, że rozumując i postępując wg. NT, nie sposób nie być katolikiem.

    Sposób, sposób…
    Każdy heretyk zarzeka się, że opiera się na Ewangeliach i odrzuca wszelkie „naleciałości”.

  23. Boydar said

    Pieprzyć heretyków! Ci z górnej półki, to wielce cwane cyce nieźle opłacane; ci na dole głowy od dupy nie odróżniają. Zresztą, teraz wszędzie jest podobnie. Urodził się w klatce, to dla takiego wszystko na zewnątrz to wróg.

  24. Zlobzowa said

    @16 Marucha

    Pan Gospodarz to jakoś tak szybko zmienia zdanie…czy mi się wydaje?!

    Pan Gospodarz WIELOKROTNIE twierdził na tym forum, np. ostatnio całkiem niedawno tutaj: https://marucha.wordpress.com/2013/12/27/neokatechumenat-pochodzi-od-talmudu/ iż „Stary Testament to takie żydowskie bajeczki i katolika one nie obowiązują poza proroctwami nadejścia mesjasza”:)))… bo tak stwierdził filozof Krąpiec.

    Muszę powiedzieć że takie uporczywe twierdzenia Pana Maruchy oraz głoszenie iż słowa filozofa Krapca sa dla katolika bardziej wiążące niż 2000 lat tradycji i nauki KRK wydawały mi się zawsze szokujące i bardzo podejrzane, ale jak widzę po dyskusji powyżej Pan Gospodarz zmienił już co nieco zdanie i wyrzeka się tej niewątpliwej, a z uporem głoszonej herezji…Gratuluję!

  25. Marucha said

    Re 24:
    Pani Złobzowa,
    Rozczaruję Panią. Nie zmieniłem zdania i jeszcze kolejny raz zaprezentuję swoje stanowisko:

    1. Katolik wszystko, co jest potrzebne do zbawienia, ma w Ewangeliach, w Nowym Testamencie – na co nakłada się Tradycja.
    2. Stary Testament zawiera rzeczy ważne, np. opis stworzenia świata, Dziesięć Przykazań i, co najważniejsze, przewijające się przezeń proroctwa nadejścia Mesjasza. Zawiera też rzeczy o dużej wartości artystycznej i różne nauki moralne.

    Ale większość to właśnie żydowskie bajeczki bez najmniejszego znaczenia dla katolika. Te wszystkie opisy mordowania całych plemion, jakie stanęły żydom na drodze, kazirodztwa, sprzedawanie własnej żony na nałożnicę, oszustwa, zdrady itd. Co z tego ma dla nas znaczenie?

    O. prof. Krąpiec nie był jakimś tam sobie filozofem. Był teologiem i filozofem, za którym nikt z nas nie byłby godzien kałamarza nosić. Niektórzy twierdzą, że to największy tomista od czasów Św. Tomasza z Akwinu, co może jest przesadą, ale nie mnie zabierać w tej sprawie głos.

    Nie musi Pani przyjmować mego punktu widzenia.
    Ja tylko doceniam mądrość dawnego Kościoła, który pod surowymi karami zakazywał czytania Pisma Świętego na własną rękę. Uchroniło go to przed wielu mędrkami, którzy własnym rozumem chcieli je interpretować.

  26. Zlobzowa said

    Dziękuję z uczciwe przedstawienie swojego stanowiska.
    Moim zdaniem jest to czysta herezja.
    Nie sądzę by na jedną szalę można było rzucać 2000 lat nauki i tradycji KRK określających Stary Testament wraz z Nowym Testamentem jako „Pismo Święte”(CAŁOŚĆ) i fundament wiary, a na drugą szalę kłaść poglądy współczesnego filozofa (choćby najwybitniejszego) i jeszcze twierdzić że ta szala przeważa…

  27. Marucha said

    Re 26:
    Więc niech Pani chociaż popatrzy, jaka była praktyka Kościoła Przedsoborowego: Ewangelie na pierwszym miejscu, a Stary Testament gdzieś na uboczu, jako swoisty materiał historyczny.
    Obecnie eksponuje się wszędzie Stary Testament, co doprowadza do dalszego zażydzenia i tak już zjudaizowanego Kościoła.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: