Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    ? o Wolne tematy (58 – …
    Yagiel o Wolne tematy (58 – …
    Bezpartyjna o Co nam zrobili ruskie
    Głos Prawdy o Co nam zrobili ruskie
    Anzelm o NATO może się samo rozbroić…
    plausi o Położyć kres patologii
    Anzel o Położyć kres patologii
    Anzelm o Położyć kres patologii
    bardzo o Wolne tematy (58 – …
    Emilian58 o Schiller na liście Ukraiń…
    prostopopolsku o Żydowska kloaka przetacza się…
    bryś o Co nam zrobili ruskie
    Us o Wolne tematy (58 – …
    revers o Wolne tematy (58 – …
    Piotr B. o Położyć kres patologii
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Żydowski szachista Kasparow atakuje Putina i Igrzyska Olimpijskie w Soczi

Posted by Marucha w dniu 2014-02-08 (Sobota)

Były szachowy mistrz świata Garri Kasparow przypuścił ostry atak na Władimira Putina i igrzyska w Soczi w dniu oficjalnego otwarcia imprezy. Rosyjski opozycjonista porównał igrzyska do tych, jakie w 1936 roku zorganizował Adolf Hitler, ponieważ kręciły się wokół tylko jednej osoby. [sic! – admin]

Kasparow jest zaciekłym przeciwnikiem prezydenta Rosji i twierdzi, że impreza ma tylko poświadczyć wielkość Putina w taki sam sposób, jakiego w Berlinie oczekiwał Hitler.

– Każdy, kto myśli, że jest to przesada, zapomina o jednym bardzo ważnym czynniku. Hitler w 1936 roku był postrzegany jako szanowany i uprawomocniony polityk – powiedział Kasparow w wywiadzie.

– Moskwa 1980 i Pekin 2008 były igrzyskami, w których autorytarne systemy wygenerowały propagandę dla tych krajów, dla samych polityków i ich rządzących partii. Soczi jak i Berlin są inne. Te igrzyska koncentrują się wyłącznie wokół jednego człowieka. W Berlinie to był Hitler. W Soczi jest to Putin. Chodzi o kult jednostki. On chce, żeby było o nim głośno, chciałby wpisać się w historię. To cyrk jednego człowieka – Kasparow wyjaśnił swój punkt widzenia.

Ale rosyjski arcymistrz powiedział, że to mogło działać w latach 30., ale nie zadziała w teraźniejszości, bo czasy są inne.

– To żałosna imitacja 1936 roku. Jego projekt olimpijski skończy się dramatyczną porażką. Choćby dlatego, że w Soczi duża część pieniędzy nie poszła na igrzyska, ale została rozkradziona przez skorumpowanych oficjeli i biznesmenów. Biorąc pod uwagę problemy i niedociągnięcia, o których wiemy, ciężko wierzyć, że wszystko pójdzie gładko. Po prostu boję się, że może dojść do katastrofy. Mam tylko nadzieję, że nic się nie stanie zawodnikom i zawodniczkom. Logistyka była katastrofą. Wiele hoteli nie było gotowych na przyjazd gości. Putin musiał być w szoku. Propaganda nie jest tak łatwa jak w 1936 roku albo nawet w Pekinie w 2008.

Kasparow skrytykował też dosyć mocno prezydenta MKOl.

– Żaden uczciwy polityk nie może pojawić się na tych igrzyskach. Szczególnie interesująca jest rola Thomasa Bacha. On jest Niemcem i jako Niemiec powinien się czegoś z historii nauczyć, zamiast tego przymila się do Putina.

– Większość złota z Soczi wyjedzie do Szwajcarii na tajne bankowe konta – zakończył.

Za http://eurosport.onet.pl (tytuł admina)

Komentarzy 25 do “Żydowski szachista Kasparow atakuje Putina i Igrzyska Olimpijskie w Soczi”

  1. Siggi said

    Typowe ujadanie kundla…

  2. Miet said

    Re. 1.
    I tak to należy skomentować. :-)))
    Kasparow nie może przełknąć tego, że oni nie biorą w tym wszystkim udziału i nie grają pierwszych skrzypiec w tej orkiestrze.
    Tam tyle szmalu a nas tam nie ma!!! Ajjjjjj, wajjjjjjj…..:-)))

    Przed chwilą zakończyłem oglądanie całej ceremonii otwarcia – rzeczywiście pokaz bogactwa, wielkiej kultury i wielkiej nowoczesnej elektronicznej techniki.
    Putin powiedział tylko jedno zdanie – stwierdził otwarcie Olimpiady i bardzo dobrze, że nie wdawał się w żadne inne gadulstwo.

    No cóż, takim Kasparowom pozostało tylko zgrzytać zębami. Wygląda na to, że świat bez nich też potrafi iść do przodu.

  3. siedlce said

    Jak ten gudłaj troska się o rozkradanie funduszy rosyjskich z przelewami na konta w Szwajcarji. Niech zacznie od swojej szajki z Bierezowskim na czele. Pondto może wyliczy ilu współplemieńców wyjechało do Izraela z ukradzionymi dolarami, średnio na łba 17 mld dolarów.
    Co za szatańska religia, szatańska taktyka – okraść ofiarę i jeszcze epatować ją nienawiścią.

  4. Kazik said

    Świat z nimi nie może iść do przodu .

  5. Reblogged this on ZYGFRYD GDECZYK.

  6. Griszka said

    Jeszcze zabrakło odniesienia do komór gazowych skoro jest i Hitler. To bardzo charakterystyczne dla tej nacji, epatowanie swoją pożal się martyrologią na każdym kroku.

  7. wi42 said

    O Soczi – historia budowy
    http://trueinform.ru/modules.php?name=Video&file=article&sid=42909

  8. shadowman said

    Zastanawiam się jak by wyglądała Polska i świat gdyby nie pojawił się Hitler. Czy żydzi/Żydzi mieli by argument ludobójstwa do przepychania swej woli?

  9. Zwykły cymbał i frustrat – nie warto się nim zajmować. Mówię to, nie będąc ani wielbicielem Putina ani samej Olimpiady.

  10. hulsz said

    zwykla zydowska pijaczyna

  11. Gryz said

    Przypoina mi ta parszywa geba j. kuronia.

  12. czarli said

    Przygadał kocioł garnkowi…

  13. Siggi said

    Z bloga Pani Justyny Kowalczyk.

    Propaganda

    Ramsau

    Każdy kto dużo wyjeżdża za granicę swojego kraju, wie co to znaczy tęsknić. Za mentalnością, za językiem i ludźmi. Za życiem, które jest TAM. Wie, jak to jest szukać wszelkich dostępnych wiadomości, czytać, słuchać i rozważać. To normalne. Też tak mam… Wczoraj włączyłam więc sportowe wiadomości. I myślałam, że padnę. Albo że mam omamy. Wstyd mi było po prostu i tyle.

    Rzecz była o Rosji, a jakże. Igrzyska się zbliżają, więc kto żyw ekspertem się staje. Od praw człowieka, ekologii, sportu, finansów, infrastruktury. Wizę można łatwo zrobić. Można w miarę tanio polecieć. Można również – bez najmniejszego problemu, jak w każdym miejscu na ziemi – znaleźć biednych, sfrustrowanych ludzi, którzy z chęcią opowiedzą, jak to im w życiu źle. Sensacyjny materiał gotowy. O to przecież chodzi…

    Jeśli Rosjanie stają na głowie, by zrobić ultraszybką kolejkę z Soczi do Krasnej Polany, to znaczy, że dewastują środowisko. Między Krakowem i Zakopanem też taka miała powstać, ale „na nasze szczęście” wszystko legło w gruzach. Wybudowano za to cudem niebywałym dom praktycznie na moście w Białym Dunajcu. Jak ktoś kiepsko trafi, to postoi tam ze 3 godziny w korku. Stara dobra Zakopianka, mieli w Soczi podobną, ale nie potrafili docenić… Tunele wycieli, dwupasmówkę szykują i kolej na dodatek. Tego już chyba za wiele.

    Robią nasi sąsiedzi również wszystko, by skończyć budowę hoteli, wiosek olimpijskich i całego tego majdanu. Nie jest to proste. Harują dniami i nocami… Wszyscy – robotnicy i mózgi przedsięwzięcia. Sama, będąc tam poprzedniej zimy, nie mogłam wyjść z podziwu, gdy tę pracę widziałam i słyszałam, nawet o trzeciej nad ranem. Nie, nie wracałam z imprezy, a miałam lekkie ze snem problemy. Ta praca jest oczywiście, według relacji, ludzkim wyzyskiem. Na potwierdzenie usłyszałam pytanie do robotnika, czy mu dobrze płacą. Opowiedział wprawdzie twierdząco „da, da”, no ale na pewno dlatego, że jest zastraszony… Taki był komentarz.

    Dla mnie ta historia była jednostronną manipulacją. Nic, prócz kolejnej dawki nienawiści, nie wnoszącą. Zdaję sobie świetnie sprawę, że nie wszystko jest kolorowe. Nie tylko na budowie w Soczi, ale także w Pekinie, Londynie, a nawet Warszawie. Że ideały są dziś przy olimpijskich okazjach najmniej ważne. Że ktoś, nie do końca uczciwie, zarobi na pięciu kółkach fortunę. Że jest odsetek ludzi, którzy ucierpią, a i przyroda szczęśliwa nie jest. Tylko, że tam będą igrzyska. Których – chyba – my wszyscy chcemy. Bo jeśli nie, to zbojkotujmy. A skoro chcemy, to trzeba to wybudować. Na dodatek w miejscu politycznie bardzo gorącym. Ktoś to musi zrobić, bezpieczeństwo zapewnić i transport.

    Łatwo jest krytykować, patrząc przez pryzmat historii. Najłatwiej. Żeby jasne było – rodzina mojej Mamy, w trakcie wojny ucierpiała bardzo. Nie przeszkodziło to Rodzicom wychować mnie w przeświadczeniu, że każdy jest odpowiedzialny za siebie, i trudno oskarżać wnuki o przewiny swoich dziadków.

    A tak poza wszystkim, chcę Wam jedną rzecz powiedzieć. Rosjanie to ludzie do nas bardzo podobni. Może ciut bardziej nostalgiczni, zdecydowanie mniej rozsądni 🙂 Ale ludzie. Wartościowi, mili, uczynni, gościnni, pracowici. Poznałam ich wielu. Skończmy wreszcie z tą propagandą, z armią stereotypów w miejsce argumentów. Igrzyska były od zarania dziejów czasem zawieszenia broni. Warto o tym pamiętać, wystarczy tej żółci.

  14. Miet said

    Re.13.
    Nigdy od tej strony Justyny Kowalczyk nie znałem. Zawsze widziałem ją jak biegnie na nartach.
    To co Pan przytoczył świadczy, że to nie tylko miła i ładna super sportsmenka ale i mądra kobieta.
    Brawo Pani Justyno!

  15. Marucha said

    Re 14:
    A to już było w gajówce:
    https://marucha.wordpress.com/2013/11/26/justyna-kowalczyk-o-rosji-i-mediach-w-polsce/

  16. RomanK said

    Pan Kasparow jest bardzo madry czlowieka, ,,mysle, ze pan Mordka potwierdzi….To samo od paru dni mowi Fox News i im sie nie podoba…za co im tak samo placa- jak i panu Kasparov:-))))

    Sam nie wiem czym sie prof. Miet zachwyca:-)))) jak wszystko na tej Imprezie jest anty..tego, no,,to.
    Jest natomiast ladne , eleganckie, skromne, wywazone..i co najgorsze ubrane….porzadnie ubrane..i sakramencko trudne.. te symbole, symbolika…i to co wzbudza uzasadniona nienawisc polaczona z obzydliwoscia ,ze niektore sa wrecz crypto symboliczne:-)) Jak np. dlaczego nie otwarla sie jedna sniezynka??? co ten sakramencki Putin mial na mysli….ze nie zrobil piatego kolka???
    No i szczytem bylo przypomnienie ludzi, Rosjan i ich wklad w postep Ludzkosci…beeee feeee…no i taka trudna muzyka klasytczna i doskonaly balet..na najwyzszym swiatowym poziomie.
    A wydawalo sie ….ze juz tylko bugga bugga..bang bang .”:-)))))
    ZImne to czekistowskie,,pozapinane..uczesane.umyte ..tfu,,,nie to co swojskie, rozchlestane z wywalonymi ozorami, powyginane, powypinane… bez majtek..czuchrajace sie na scenie- jak psi w rowie:-))))za wychodkiem:-))))
    TO na prawde obzydliwe i oburzajace….

  17. RomanK said

    8.02.2014,
    Najlepsza serbska marka – „Otpor”

    Głos Rosji

    Byli członkowie ruchu „Otpor”, którego liderem jest Srđa Popović, odegrali jedną z ważniejszych ról w obaleniu serbskiego prezydenta Slobodana Miloševicia w 2000 roku.
    Teraz, połączywszy siły z serbską organizacją pozarządową „CANVAS” (Center for Applied NonViolent Action and Strategies), po raz kolejny pokazali, na co ich stać. Już na Ukrainie.

    Poza granicami Serbii po raz pierwszy ta organizacja wykorzystała swoje doświadczenie w Gruzji w 2003 roku.
    Wtedy, po protestach przeciwko kradzieży głosów, zmuszono Eduarda Szewardnadze do podania się do dymisji.
    Kluczową rolę w jego obaleniu odegrała organizacja studencka „Kmara”, którą szkolił „Otpor”.

    W marcu 2003 roku kilku założycieli „Kmara” i członków innych organizacji pojechało do Belgradu.

    Jeden z liderów organizacji młodzieżowej Gieorgij Kandełaki przyznał, że:

    Po naszej wizycie w Belgradzie członkowie „Otporu” kilka razy przyjeżdżali do Gruzji. Podczas drugiej wizyty została zorganizowana letnia szkoła poza granicami Tbilisi,
    w której szkoliło się 700 nowych aktywistów.

    W 2004 roku „Otpor” pojawił się na Ukrainie, gdzie szkolił ruch „Pora”, jedno z tych ugrupowań,
    które rozpoczęło pomarańczową rewolucję. Ukraińska organizacja otrzymała 60 milionów dolarów
    w charakterze pomocy ze Stanów Zjednoczonych. Ukraińcy z „Pora”
    przechodzili szkolenie wstępne w serbskim mieście Novi Sad
    . Po tych wydarzeniach niektórym członkom „Otporu” zakazano wjazdu na terytorium Ukrainy przez następne 995 lat.

    W tym samym roku „Otpora”, już połączony z „CANVAS”, „niósł demokrację” w Libanie podczas cedrowej rewolucji,
    a następnie zaangażował się w arabską wiosnę. „Otpor” szkolił w Europie w 2011 roku ruch „6 kwietnia” i grupę cywilów, którzy odegrali kluczową rolę w obaleniu Mubaraka.
    Nic dziwnego, że podczas wydarzeń w Egipcie zostało aresztowanych pięciu obywateli Serbii.

    Zdaniem brytyjskiego pisarza Davida Vaughana Icke’a, opublikowanego w 2011 roku w wiedeńskiej gazecie „Presse”,
    organizacja „Otpor” i CIA byli organizatorami i inspiratorami ruchu „Okupuj Wall Street”.
    Pojawiły się informacje, że weteran „Otporu” Iwan Marowicz kontaktował się z nieznanym wówczas ruchem „Okupuj Wall Street”.
    Icke uważał, że arabską wiosną w Egipcie i Tunisie, a także ruchem przeciwko Wall Street sterowano z jednego ośrodka,
    którego celem nie było obalenie systemu, a wzięcie pod kontrolę sił opozycyjnych.

    Teraz członkowie „Otporu” pojawili się na Ukrainie. „Czy związani są oni z wydarzeniami na Ukrainie i tym razem?”
    – napisał na swojej stronie na Twitterze Julian Assange 3 grudnia 2013 roku
    . I umieścił link na stronę internetową organizacji, na której widać, że Srđa Popović i „Otpor”
    aktywnie uczestniczyli w pomarańczowej rewolucji na Ukrainie w 2004 roku, w wyniku której do władzy doszły prozachodnie partie.

    3 grudnia 2013 roku deputowany z ramienia Partii Regionów Oleg Carew napisał na swoim profilu na Facebooku:
    „Mój kolega leciał samolotem na Ukrainę i po drodze poznał znanego organizatora puczów i przewrotów Marko Ivkovic.
    Wsławił się on jako organizator serbskiego „Otporu”, potem była gruzińska „Kmara” i ukraińska „Pora”.
    Marko próbował zorganizować coś podobnego w Rosji, ale został wydalony i otrzymał status persony non grata.
    Był w Kirgistanie w 2010 roku, kiedy został obalony prezydent Bakijew. Teraz Majdan znajduje się w doświadczonych i finansowo zabezpieczonych rękach”.
    Nie bez powodu 3 grudnia 2013 roku Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy ogłosiło Marko Ivkovica personą non grata.

    Odnośnie finansowania „Otpotu”, organizację wiąże się z finansowymi funduszami Stanów Zjednoczonych „Freedom House”, „International Republican Institute”,
    USAID i „US Institute of Peace”. WikiLeaks demaskuje jeszcze jednego przyjaciela „Otporu”: „Rozmawiałem z pewnymi ludźmi, którzy ich lobbują,
    żeby otrzymać więcej pieniędzy, takimi jak Michael McFaul z Instytutu Hoovera (obecny ambasador Stanów Zjednoczonych w Rosji)”.

    Zgodnie z informacjami WikiLeaks, „Otpor” ściśle współpracuje z amerykańską firmą Stratfor, znaną jako „cień CIA”. Serb Marko Papić,
    geopolityczny analityk Stratfor ds. Europy, pod koniec 2007 roku ściągną ludzi z „CANVAS” w celu uzyskania od nich informacji z Gruzji, Wenezueli i Serbii.
    „To imponująca grupa. Przyjeżdżają, przeprowadzają jakieś „akcje” w kraju, próbując obalić reżim. Odpowiednio pokierowani mogą być silniejsi niż grupy bojowe lotniskowców”,
    ocenia „CANVAS” jeden ze współpracowników Stratfor w poście opublikowanym na stronie WikiLeaks 15 listopada.

    Podsumowując, na Ukrainie nie może być mowy o żadnych spontanicznych wydarzeniach, które wywołały rewolucję.
    W każdym proteście można znaleźć ślady uczestnictwa nie tylko serbskich organizacji zbrojnych, a raczej na odwrót.
    Wszystko planuje jeden ośrodek, który próbuje kontrolować cały świat.

  18. RomanK said

    http://www.stratfor.com/about/executives

  19. hulsz said

    ad.14 Pani Kowalczyk zawsze zyczliwie wypowiadala sie o Rosjanach cos kiedys wspominala o jakis zawodach i mowila na na nich zawsze mogla liczyc w potrzebie.

  20. wi42 said

    @17 RK
    Starikow, ktory jest dosyc wstrzemiezliwy w powolywaniu sie na rzady swiatowe tak to ujal:
    http://nstarikov.ru/blog/36354#more-36354
    (Tula – od ok. 33 min o rzadzie swiatowym)

  21. Maverick said

    Zydek bylby szczesliwy gdyby jego bracia mogli rozkradac Rosje. Tak sie chyba nigdy nie stanie, bo Rosjanie nie sa tak durnym narodem jak ich zachodni slowianie Polanie.

  22. RomanK said

    Cybernetyka spoleczna i ponerologia….

    Rewolucjoniści bez granic. Rozmowa ze SRDJĄ POPOVICEM

    z SRDJĄ POPOVICEM rozmawia ŁUKASZ PAWŁOWSKI

    Rozmowa ze Srdją Popovicem, serbskim działaczem demokratycznym, uznanym przez magazyn „Foreign Policy” za jednego z 10 najważniejszych intelektualistów na świecie w 2011 roku.

    Łukasz Pawłowski: Kilka tygodni temu magazyn „Foreign Policy” opublikował swoje doroczne zestawienie 100 najważniejszych intelektualistów świata. Dziesięć pierwszych miejsc przyznano ex aequo „arabskim rewolucjonistom”. Zadziwiające jest to, że wśród nich jest dwóch nie-Arabów – pan i Gene Sharp, emerytowany profesor nauk politycznych z Bostonu. Proszę wyjaśnić, w jaki sposób pan, serbski biolog, trafił na listę „Foreign Policy” jako arabski rewolucjonista?

    Srdja Popovic: Cóż, pod koniec lat 90. byłem rewolucjonistą serbskim. W 1997 r. wspólnie z innymi studentami założyliśmy organizację o nazwie „Otpor” – co po serbsku oznacza „Opór” – której celem było obalenie dyktatury Slobodana Miloševicia. Korzystając wyłącznie z pokojowych metod protestu, ostatecznie osiągnęliśmy swój cel w październiku 2000 r. Tysiące Serbów wyszło wtedy na ulice Belgradu, protestując przeciwko podjętej przez Miloševicia próbie sfałszowania wyników wyborów prezydenckich i zmuszając go do dymisji. Po tych wydarzeniach zostałem wybrany do serbskiego parlamentu, ale w 2003 r. zawiesiłem karierę polityczną. Z dwoma przyjaciółmi, Andrejem Milivojeviciem i Slobodanem Djinoviciem założyliśmy CANVAS – Centre for Applied Non-Violent Action and Strategies – i od tamtej pory zajmuję się rozpowszechnianiem na całym świecie wiedzy i doświadczeń, które udało nam się zdobyć przy okazji walki z reżimem Miloševicia. Jako że organizowaliśmy warsztaty dla osób zaangażowanych później w protesty w krajach arabskich i jako że napisaliśmy popularną książkę poświęconą pokojowym metodom protestu „Non-Violent Struggle: 50 Crucial Points” – przetłumaczoną jak dotychczas na sześć języków i czytaną przez rewolucjonistów na całym Bliskim Wschodzie oraz w Iranie – „Foreign Policy” powiązał ze sobą wszystkie te fakty i dostrzegł naszą rolę w wydarzeniach Arabskiej Wiosny. Zawsze powtarzam, że to ludziom faktycznie zaangażowanym w rewolucję należy się pełnia uznania za jej osiągnięcia. Wierzę jednak, że i my odegraliśmy w tym, co się stało, niewielką rolę, przekazując im wiedzę, która okazała się pomocna w ich działaniach.

    ŁP: A skąd na liście „Foreign Policy” wziął się Gene Sharp? Ma obecnie 83 lata, więc przypuszczam, że nie brał tak aktywnego udziału w przygotowywaniu arabskich demonstrantów jak pan…

    SP: Sharp to wybitny myśliciel, który poświęcił większość życia badaniu pokojowych metod walki przeciwko dyktaturom. Jego najpopularniejsza książka „From dictatorship to democracy: A conceptual framework for liberation” została przetłumaczona na 28 języków i była wykorzystywana przez rewolucjonistów na całym świecie, także przez nas w Serbii w czasie działalności „Otporu”.

    ŁP: W jaki sposób „Otpor” zetknął się z ideami Sharpa?

    SP: W maju 2000 r. na konferencji w Budapeszcie spotkałem Boba Helveya, emerytowanego pułkownika armii amerykańskiej, który po odejściu z wojska został bliskim współpracownikiem Sharpa i oddanym propagatorem jego idei. Prace Gene’a pomogły nam uporządkować nasze działania w Serbii prowadzone wtedy już od kilku lat. Przedtem wszystkiego uczyliśmy się metodą prób i błędów, a tu nagle spotkaliśmy człowieka zajmującego się tą tematyką od ponad 30 lat. Czytając jego książki, dowiedzieliśmy się, że wiele z naszych technik walki z reżimem Miloševicia tak naprawdę powstało wiele lat wcześniej i często tysiące kilometrów od Serbii.

    ŁP: Na przykład?

    SP: Na przykład protesty „garnkowo-patelniane”. W naszym wypadku polegały na tym, że latach 1996-97 wychodziliśmy na balkony o 19.30 – porze wiadomości w państwowej telewizji, które były symbolem reżimowej propagandy – uderzając w garnki i patelnie i robiąc tyle hałasu, ile się dało. Później dowiedziałem się, że tę strategię zastosowano po raz pierwszy w Chile 30 lat wcześniej. Uświadomiłem sobie wówczas, że nasze działania można wpisać w szerszy kontekst wydarzeń na świecie i że nie jesteśmy sami w naszej walce przeciwko dyktatorowi. Nie miało to bardzo dużego wpływu na „Otpor”, ponieważ w tym czasie byliśmy już na ostatnim etapie przygotowań do wyborów prezydenckich, które odbyły się jesienią 2000 r., ale prace Sharpa stanowiły dla mnie źródło inspiracji w mojej późniejszej działalności. Myślę, że jego teorię można sprowadzić do jednej, podstawowej obserwacji: „Jeśli ludzie przestają słuchać, rządzący nie mają jak rządzić”. Celem naszej pracy jest przekazać tę prawdę tym, którzy żyją w państwach niedemokratycznych i chcieliby to zmienić.

    ŁP: Jak właściwie zaczął pan robić to, czym zajmuje się pan teraz? Powiedział pan, że w 2003 r. przestał być posłem i z przyjaciółmi założył CANVAS. Dlaczego?

    SP: Po sukcesie kampanii przeciwko Miloševiciowi, a zwłaszcza po nakręceniu w 2002 r. poświęconego jej filmu dokumentalnego „Bringing Down the Dictator”, zaczęliśmy otrzymywać zaproszenia i prośby o pomoc od opozycjonistów z całego świata – z Zimbabwe, Gruzji, Białorusi. Ludzie pisali, że nasze działania stanowiły dla nich inspirację i że chcieliby dowiedzieć się więcej. Byliśmy tym bardzo zaskoczeni, ponieważ nie wiedzieliśmy wówczas, że serbska rewolucja – podobnie polska rewolucja z 1989 roku – stanie się międzynarodowym symbolem. Obecnie dla ludzi za granicą ma ona chyba większe znaczenia niż dla samych Serbów. Po obaleniu Miloševicia moi rodacy szybko powrócili do codziennego życia. Dzień, w którym Milošević ustąpił, czyli 5 października, nie został uznany za święto państwowe, nie odbywają się wówczas żadne uroczystości. Proszę sobie zatem wyobrazić nasze zaskoczenie, kiedy nagle skontaktowali się z nami ludzie z miejsc, których czasami nie mogliśmy znaleźć na mapie, a zaciśnięta pięść – symbol „Otporu” – zaczęła pojawiać się na koszulkach i flagach demonstrantów w Afryce, Europie i Azji.

    ŁP: Na co pan liczył, odpowiadając wówczas tym osobom? Jaki cel sobie stawialiście?

    SP: Na początku było to dla mnie i moich przyjaciół coś w rodzaju hobby dającego możliwość podróżowania, poznania ciekawych ludzi i wymiany doświadczeń. Dopiero po rewolucji róż w Gruzji w listopadzie 2003 r. zabraliśmy się ze Slobodanem Djinovicem i Andrejem Milivojevicem do nadania naszej pracy klarownej struktury. To właśnie wtedy wpadliśmy na pomysł, by metodycznie uczyć ludzi pokojowych metod protestu. Zaczęliśmy organizować coraz więcej warsztatów, później nasze doświadczenia opisaliśmy w książce, o której wspominałem, a następnie nawiązaliśmy współpracę z Wydziałem Nauk Politycznych Uniwersytetu w Belgradzie i stworzyliśmy program studiów magisterskich w zakresie pokojowych metod zmiany społecznej. Jesteśmy również zapraszani na wykłady gościnne przez uczelnie zagraniczne, np. Colorado University i Columbia University w Stanach Zjednoczonych. Z przyjemnością przyjmujemy te zaproszenia, bo uważamy, że nasza wiedza powinna być powszechnie dostępna. Reasumując, nasza działalność skupia się na trzech głównych obszarach: współpracy z aktywistami; propagowaniu wiedzy poprzez wykłady na uczelniach i wystąpienia na konferencjach; opracowywaniu nowych metod pokojowej walki politycznej.

    ŁP: W jaki sposób jest finansowany CANVAS?

    SP: W sposób, który gwarantuje nam niezależność. CANVAS to mała instytucja zatrudniająca na stałe tylko pięcioro pracowników. Koszty bieżącej działalności pokrywa przede wszystkim Slobodan Djinovic i kilka innych osób prywatnych. Z innymi organizacjami współpracujemy dopiero przy realizacji konkretnych przedsięwzięć. Zazwyczaj przy okazji każdego projektu są to różne organizacje. Na przykład trzy kolejne wyjazdy konferencyjne, do których przygotowuję się obecnie, zostaną sfinansowane odpowiednio przez Fundację Heinricha Bölla, Freedom House i OBWE. To zróżnicowanie współpracowników pozwala nam zachować niezależność, kluczową dla podtrzymania wiarygodności. Kłopot polega na tym, że już obecnie brakuje nam pracowników i wkrótce nie będziemy w stanie odpowiadać na wszystkie prośby, jakie do nas docierają.

    ŁP: Jak – jako instytucja – podejmujecie decyzję o przyjęciu lub odrzuceniu takich próśb?

    SP: Najważniejszym i właściwie jedynym czynnikiem, który bierzemy pod uwagę, jest to, czy dana grupa kiedykolwiek w swojej działalności korzystała z przemocy. Jeśli nie znajdujemy na to żadnych dowodów, wówczas zazwyczaj akceptujemy propozycję. W rezultacie pracowaliśmy już z organizacjami obrońców środowiska, z organizacjami antykorupcyjnymi, z organizacjami lewicowymi i prawicowymi. Ideologia ma dla nas znaczenie drugorzędne, ponieważ uważamy, że wiedza, którą przekazujemy, powinna być dostępna dla wszystkich.

    ŁP: Niemniej jednak pomagacie grupom, które mogą stać się poważnymi siłami politycznymi w swoich krajach. Gdzie leży granica pomiędzy promowaniem demokracji a ingerowaniem w sprawy innego kraju?

    SP: Myślę, że istnieje zasadnicza różnica między tym, co robimy, a ingerencją w sprawy innego kraju. Po pierwsze, nigdy nie działamy nieproszeni. Nie szukamy nowych zleceń – to ludzie znajdują nas. Po drugie, my jedynie przekazujemy im wiedzę i nie mówimy, co mają z nią zrobić. Uczenie ich tego, jak się organizować, jak zarządzać posiadanymi zasobami, jak skutecznie dotrzeć do innych ze swoim przekazem to wyłącznie dostarczanie im narzędzi. W jaki sposób z nich skorzystają, zależy wyłącznie od nich. Wreszcie po trzecie, ostateczny sukces pokojowych metod protestu zawsze zależy od zaangażowania szerokich mas ludzi, tak więc koniec końców każda organizacja, z którą współpracujemy, będzie musiała uzyskać poparcie społeczne. Jeśli nie uda im się opracować atrakcyjnego programu zmian, nie wygrają. Nie nazwałbym zatem naszej działalności ingerowaniem w sprawy innych krajów, ale raczej uczeniem ludzi, jak korzystać z posiadanych zasobów. W tym sensie można ją porównać do nauki innych umiejętności, nowego języka, na przykład.

    ŁP: Nie zmienia to faktu, że demokratyzacja jest często uznawana wyłącznie za „przykrywkę” dla zachodniego imperializmu. George Bush także twierdził, że atakując Irak i usuwając Saddama Husajna, działał na rzecz demokratyzacji, ale wielu ludzi uznało, że jego celem było po prostu przejęcie kontroli nad tym krajem. Czy nie obawia się pan, że wasze działania mogą być postrzegane w podobny sposób?

    SP: Nie, a to ze względu na nacisk, jaki kładziemy na pokojowe metody walki politycznej. Demokracji nie można po prostu wyeksportować lub zainstalować po dokonaniu militarnego przewrotu przy użyciu obcych wojsk. W książce „Why Civil Resistance Works” Erica Chenoweth i Maria Stephan dokonały analizy ponad 300 konfliktów z lat 1900-2006 i doszły do wniosku, że pokojowe metody protestu są o wiele bardziej efektywne niż walka przy użyciu przemocy. Równie ważne jak dokonanie przewrotu jest utrzymanie demokracji po obaleniu dawnego ustroju. W tym wypadku również to pokojowe ruchy mają większe szanse powodzenia.

    ŁP: A jednak czasem spotykamy się z opinią jakoby niektóre kraje – z przyczyn politycznych, kulturowych, religijnych itp. – nie były gotowe na demokratyzację. Czy podziela pan tę opinię, czy też uważa, że każdy niedemokratyczny kraj może stać się demokracją?

    SP: Wierzę, że kraj jest gotowy do przyjęcia demokracji w momencie, gdy chce tego większość obywateli. Byłem w szoku, gdy na jednym z etapów arabskiej wiosny ambasador Izraela w Stanach Zjednoczonych powiedział na antenie CNN, że Arabowie nie są jeszcze gotowi do demokracji. To jedna z najgłupszych wypowiedzi, jakie kiedykolwiek słyszałem. A gdyby tak powiedzieć, że to Izraelczycy nie dojrzeli jeszcze do ​​tego czy tamtego? Żadne państwo i żadna rasa ludzi nie ma monopolu na demokrację.

    ŁP: Ale demokracja to pojęcie bardzo mgliste. Praktycznie każdy światowy przywódca twierdzi lub twierdził, że jest demokratą – Putin, Hu Jintao, Castro, Chávez, Kaddafi, Milošević. Co zatem rozumie pan przez termin „demokracja” i dlaczego uważa pan, że pańska definicja jest lepsza niż ich?

    SP: Dla mnie demokracja to rodzaj kontraktu między politykami a obywatelami, pozwalającego tym drugim wymienić tych pierwszych w drodze wyborów. W Serbii często powtarza się, że klasa polityczna jest jak bielizna: jeśli nie zmienia się jej regularne, zaczyna brzydko pachnieć. Zgadzam się z tym i mówię to jako były poseł. Jednak demokracja to oczywiście nie tylko wybory. Składa się na nią również zestaw podstawowych swobód: wolność prasy, słowa, zgromadzeń i niezależne sądownictwo. Jeśli wszystkie te elementy są obecne, myślę, że mamy do czynienia z ustrojem demokratycznym. „Demokratycznym” nie oznacza bynajmniej „idealnym”, w którym gospodarka zawsze się rozwija, a politycy są nieskazitelnie uczciwi. Politycy w demokracjach są równie skorumpowani jak ci w dyktaturach – różnica polega na tym, że demokracja daje możliwość zastąpienia ich innymi.

    ŁP: Nie wszyscy podzielają taką opinię. Ludzie należący do ruchu Occupy Wall Street, powiedzieliby zapewne, że wymiana polityków nic nie daje, ponieważ ci nowi zostają kupieni przez wielkie korporacje i lobby, jeszcze zanim zdążą wygrać wybory.

    SP: Być może to prawda, ale w takim wypadku zadaniem ruchu Occupy Wall Street jest przedstawienie sposobu na uporanie się z tym problemem. Jeśli ci ludzie ograniczą się wyłącznie do wskazywania rzeczy, które im się nie podobają, nie proponując przy tym żadnych środków zaradczych, nigdy nie zdobędą masowego poparcia. Ten ruch potrzebuje klarownej wizji działania. W tym sensie staje przed podobnym wyzwaniem jak rewolucjoniści w Egipcie. Powodem, dla którego rewolucję egipską obecnie tłumi wojsko, jest właśnie brak u rewolucjonistów jasnej wizji porządku politycznego po usunięciu Mubaraka. W wypadku każdego przewrotu politycznego wraz z upadkiem dawnego systemu znika najsilniejszy czynnik jednoczący demonstrantów. Aby w tej sytuacji zachować jedność ruchu, należy dokładnie wytłumaczyć ludziom, o co tak naprawdę walczą. Ludzie muszą wiedzieć, dokąd zmierza ten pociąg, do którego wsiedli, dlatego kolejne kroki powinny być planowane z dużym wyprzedzeniem.

    ŁP: Ale czy rewolucja nie powinna być spontanicznym i zazwyczaj zaskakującym wybuchem woli ludu? Pan wydaje się mówić coś zupełnie przeciwnego: udane rewolucje to dobrze zorganizowane przedsięwzięcia. Rewolucje się nie zdarzają, ale muszą być zaplanowane.

    SP: Planowanie nie czyni rewolucji mniej autentyczną. Opracowanie ogólnej strategii i konkretnych metod walki z reżimem to zawsze tylko pierwszy krok. Może zostać podjęty przez niewielką grupę ludzi, ale później ci ludzie zawsze stają przed poważnym sprawdzianem – czy uda im się zyskać masowe poparcie dla swojej sprawy? Bez niego sukces jest niemożliwy. Jak mówiłem, nie można po prostu wyeksportować rewolucji lub wywołać jej w tym czy innym kraju, chyba że wykorzystane zostaną środki przemocy. Do przeprowadzenia zamachu stanu szerokie poparcie społeczne nie jest potrzebne. Pokojowa zmiana nigdy jednak nie dojdzie do skutku bez masowego poparcia obywateli. Nie mam takiej mocy, bym mógł pojechać do Gruzji, Egiptu czy Tunezji i poderwać tysiące ludzi, przywożąc im rewolucję w teczce. Szczerzę mówiąc, byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, gdybym mógł to zrobić, i prawdopodobnie, w tym momencie leciałbym już do Korei Północnej z zamiarem obalenia dynastii Kimów. Niestety demokratyzacja rządzi się nieco innymi prawami.

    ŁP: No właśnie, jakimi prawami? Czego nauczacie ludzi, którzy proszą was o pomoc?

    SP: Po pierwsze, muszą zdać sobie sprawę, że władza nie jest dana nikomu raz na zawsze. Można ją odebrać każdemu w każdym społeczeństwie, nawet w dyktaturach. Następnie muszą przeprowadzić dokładną analizę danego społeczeństwa, żeby odkryć, które instytucje są do dokonania takiej zmiany niezbędne – w wypadku Serbii były to policja i telewizja państwowa. Aby rewolucja mogła odnieść sukces, należy wyciągnąć ludzi z tych instytucji. Przekonujemy naszych studentów, że wykorzystanie do tego celu pokojowych metod walki jest o wiele skuteczniejsze niż wezwanie do zbrojnego powstania. Potencjalni rewolucjoniści muszą zatem opracować strategię stopniowego „wysysania ludzi” z instytucji reżimu. Chociaż te kroki są zazwyczaj podejmowane przez małą grupę, jeśli się powiodą, przekształcą ją w masowy ruch. Nasze kolejne zadanie polega zatem na wytłumaczeniu, czym w rzeczywistości jest ruch polityczny, co utrzymuje jego poszczególne elementy razem, dlaczego tak ważne są wspólne symbole, tożsamość, itp. Mówiąc ogólnie, na tym etapie uczymy jak przekształcić masowy strach w masowy entuzjazm dla zmian. Większość dyktatorskich reżimów opiera się na strachu. Kiedy strach znika, cała struktura zaczyna trząść się w posadach i ostatecznie może runąć.

    ŁP: Jednak, jak powiedzieliśmy wcześniej, proces zmiany nie kończy się wraz z obaleniem reżimu. Adam Michnik zapytany kiedyś, co jest najgorsze w komunizmie, odpowiedział: „to, co przychodzi potem”. Bardzo często łatwiej jest obalić dyktatora niż zniszczyć dyktaturę. Gruzja, Kirgistan, a nawet Ukraina dobitnie pokazują, jak trudne jest podtrzymanie demokratycznych przemian. Czy na CANVAS zajmuje się także tym elementem procesu demokratyzacji?

    SP: Nie. Przejście do demokracji to często bardzo długotrwały proces i CANVAS jest zbyt małą organizacją, by monitorować jego kolejne etapy w wielu różnych krajach. Ponadto istnieje wiele innych instytucji, które specjalizują się w tej dziedzinie. Niemniej podczas naszych warsztatów zwracamy uwagę na pewne kroki, które należy podjąć przed rewolucją i w jej trakcie, aby utrwalić jej rezultaty. W wypadku Serbii można wyróżnić kilka czynników, które przyczyniły się do względnego powodzenia naszej drogi do demokracji.

    Po pierwsze, od samego początku naszej działalności dobrze wiedzieliśmy, co chcemy osiągnąć i ta wizja przyszłości cały czas pozostawała dobrze zdefiniowana. Chcieliśmy doprowadzić do wolnych wyborów, przywrócić wolność prasy i niezależne sądownictwo. Chcieliśmy również poprawić stosunki z naszymi sąsiadami i wprowadzić Serbię na drogę do Unii Europejskiej. Taka przejrzystość jest bardzo istotna nie tylko dla utrzymania zaufania ludzi, ale również dlatego, że na każdym etapie pozwala zmierzyć, co udało się osiągnąć.

    Następnym ważnym elementem jest płynne przekazanie władzy. W tym wypadku kluczowe znaczenie ma przeprowadzenie rewolucji we właściwym momencie. Nam się udało, ponieważ nasza kampania była skoncentrowana na pokonaniu Miloševicia w wyborach prezydenckich i wiedzieliśmy także, co zrobimy, jeśli będzie próbował sfałszować wyniki. Dlatego też, gdy w końcu uznał swoją porażkę i odszedł, nowy prezydent został natychmiast zaprzysiężony i reformy mogły być prowadzone dalej.

    Trzeci krok sprowadzał się do uświadomienia nowemu rządowi, że jest odpowiedzialny przed obywatelami. Po wyborach wywiesiliśmy w całym kraju plakaty mające pokazać politykom, że ich obserwujemy. Był na nich buldożer – symbol serbskiej rewolucji – i napis: „Serbia ma 4500 zarejestrowanych buldożerów i prawie 7 milionów potencjalnych kierowców”. Myślę, że przekształcenie ruchu politycznego w organizację nadzorującą to najlepsze, co można zrobić, kiedy walka dobiegła już końca. W nowym systemie potrzebne jest narzędzie do nieustannej kontroli elit. Nie można liczyć wyłącznie na ich dobrą wolę.

    ŁP: Co przez te kilka lat motywuje pana do robienia tego, co pan robi?

    SP: Przede wszystkim moja praca pozwala mi poznawać naprawdę wspaniałe osoby. Uczę w prestiżowych szkołach i mam szansę rozmawiać ze inteligentnymi ludźmi, przyszłymi decydentami, którzy przez zastosowanie wiedzy, jaką im przekazuję, być może zapobiegną wybuchowi wielu wojen. Ponadto pracuję z aktywistami w krajach niedemokratycznych, a to często najbardziej wartościowe jednostki w danym społeczeństwie. Ci ludzie ryzykują – czasem bardzo wiele – nie dla siebie, ale dla dobra przyszłych pokoleń. Poza tym jest to również świetny sposób na naukę. Moim zdaniem więcej dowiesz się o egipskim społeczeństwie od dziesięciu Egipcjan niż z dziesięciu książek na temat Egiptu. Przez moją pracę staję się prawdziwym obywatelem świata, a to według mnie bezcenne.

    * Srdja Popovic, jeden z organizatorów serbskiej grupy „Otpor”, która w latach 1997-2000 przeprowadziła zakończoną powodzeniem pokojową kampanię przeciwko reżimowi Slobodana Miloševicia. W 2003 r. Popovic wraz z częścią byłych działaczy „Otporu” założył Centre for Applied Nonviolent Actions and Strategies (CANVAS). Od tamtego czasu szkoli działaczy demokratycznych z ponad 40 krajów, w tym z Gruzji w 2003 r. i Ukrainy w 2004 r. CANVAS współpracował również z Ruchem 6 kwietnia – jedną z kluczowych grup organizujących pokojowe protesty w Egipcie – oraz z innymi ruchami demokratycznymi na Bliskim Wschodzie.

    ** Łukasz Pawłowski, członek redakcji „Kultury Liberalnej”.

    Kultura Liberalna nr 155 (52/2011) z 27 grudnia 2011 r.
    W dniu 2014-02-08 11:59, Jerzy pisze:

    Najlepsza serbska marka – „Otpor”

    ocenia „CANVAS” jeden ze współpracowników Stratfor w poście opublikowanym na stronie WikiLeaks 15 listopada.

    Podsumowując, na Ukrainie nie może być mowy o żadnych spontanicznych wydarzeniach, które wywołały rewolucję.
    W każdym proteście można znaleźć ślady uczestnictwa nie tylko serbskich organizacji zbrojnych, a raczej na odwrót.
    Wszystko planuje jeden ośrodek, który próbuje kontrolować cały świat.

  23. u said

    Bezzasadne sa te Kasparowa zale, bo to wlasnie najwieksza w tym zasluga Zachodu, ktory za pomoca prowadzonej blednej polityki robi Putinowi, bardzo dobra robote. I Putin wyrasta na lidera – swiatowego, nei tyrana!

    Ostatnio jakie czytam na wplywowych kurnikowych mediach, artykuly na temat Putina, to po zapoznaniu sie z trescia, mozna tylko Rosji pozazdroscic takiego prezydenta. Widocznie zasluzyl na szacunek i uznanie! I takie sa komentarze pod tekstami – israelskich opiniodawcow,. Porownuja zaraz Putina z Obama, oczywiscie, na niekorzysc tego drugiego.

  24. z niego taki Rosjanin jak z koziej du….traba; nie uwlaczajac poczciwej kozie….
    Polska by nie upadla gdyby miala przywodce Polaka na miare Prezydenta Putina.

  25. Zbigniew said

    @20 (Wi42)

    Zastanowiło mnie, gdy Starikow mówi o otczestwie. Mnie Rosjanie nakłaniali do używania tej formy. Ale oficjalnie w dokumentach nie było imienia mego ojca, więc nie chciałem, aby nie mieszać. Teraz, gdy, wierzę, pojadę tam na krótko w końcu marca, będę się przedstawiał jako Zbigniew Pawłowicz.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: