Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

O postrzeganiu zadem

Posted by Marucha w dniu 2014-03-01 (Sobota)

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeśli tedy czyjeś siedzenie zmieni położenie, zaraz zmienia się również punkt widzenia. Jakie to dziwne, że nasi przodujący naukowcy, w rodzaju pani filozofowej Magdaleny Środziny, czy niemniej przodującego pana profesora Hartmana nie zajęli się zbadaniem powiązań między tyłkiem a wzrokiem – bo skoro zmiana położenia zadu wpływa na zmianę punktu widzenia, to jużci – między zadem a wzrokiem muszą być jakieś tajemnicze związki.

Ja oczywiście rozumiem, że podjęcie takich badań mogłoby się dla naszych przodujących naukowców okazać zbyt trudne, w związku z czym wolą oni unikać zadań przekraczających ich wątłe możliwości i zajmować się bezpiecznymi i sowicie wynagradzanymi badaniami nad różnicami między tyłkiem i przodkiem, albo – na co zwracał uwagę Stanisław Lem – jeszcze korzystniejszym studiowaniem budowy cudnej tronu monarszego, jego poręczy słodkich i nóg sprawiedliwych, ale czy nauka przodująca ma odwagę podjęcia jakichś badań, czy nie – zjawiska istnieją niezależnie od tego.

Weźmy choćby siedzenia, czyli zady naszych Umiłowanych Przywódców. W swoim czasie ich położenie było – co tu ukrywać – mizerne, co skłaniało nawet życzliwych im komentatorów do nazywania ich „gołodupcami”. Kiedy jednak w następstwie porozumienia z generałem Czesławem Kiszczakiem zostali dopuszczeni do stołu pańskiego, a ściślej – do jego okruchów, zaraz zaczęli obrastać w piórka, zakładać stare rodziny i w ogóle – używać życia całą paszczą.

Kiedyś prezydent Wałęsa, najwidoczniej czując przez skórę, iż głoszony przezeń program „100 milionów dla każdego” może być odbierany jako jaskrawy dowód nieodwracalnej utraty poczucia rzeczywistości, wysunął pomysł sympozjonu poświęconego sposobom wydobywania się z biedy. Radziłem mu wtedy, by nie urządzał żadnego sympozjonu, a tylko – by ludzie, którym udało się wydobyć z biedy, opowiedzieli każdy swoją historię i program gotowy.

Nietrudno bowiem było zauważyć, iż każdy, albo prawie każdy, komu udało wydobyć się z biedy, dokonał tego w okresie uczestniczenia, nawet przelotnego – w sprawowaniu władzy publicznej. W takiej sytuacji do upowszechnienia bogactwa najprędzej mogłoby doprowadzić upowszechnienie udziału we władzy. Jeśli nawet Lech Wałęsa nie zdążył tej rady wprowadzić w życie, to najwyraźniej uczynili to jego następcy, bo liczba Umiłowanych Przywódców w takich np. samorządach terytorialnych wzrosła wielokrotnie i dajmy na to, o ile w urzędzie marszałkowskim w Rzeszowie na początku doiło Rzeczpospolitą zaledwie około 100 urzędników, to obecnie ich liczba wzrosła do około 900.

Ci ludzie mają szansę wydobycia się z biedy, nie tyle nawet dzięki dochodom uzyskiwanym oficjalnie, co dzięki wielu innym możliwościom stwarzanym przez Umiłowanych Przywódców w Sejmie i Senacie dla swego politycznego zaplecza, które inaczej nie tylko nie chciałoby rozlepiać im plakatów, dorzucać głosów, albo mnożyć głosy nieważne w komisjach wyborczych, ale nawet na nich głosować.

Toteż nic dziwnego, że zadowolenie ze swojej sytuacji deklarują przeważnie ci, którzy dzięki transformacji ustrojowej uzyskali możliwość życia na cudzy koszt, podczas gdy ci, na których koszt owi szczęśliwcy żyją, raczej ze swej sytuacji są niezadowoleni.

Weźmy dla przykładu pana redaktora Michnika, czy – dajmy na to – pana Waldemara Kuczyńskiego. I jeden i drugi nie może nachwalić się korzyści płynących z transformacji ustrojowej, więc widocznie każdy ma ku temu osobiste powody. I pomyśleć, że wystarczyło, by generał Kiszczak polecił swoim razwiedczykom posunąć się trochę na ławce gwoli zrobienia miejsca obdarzonym zaufaniem osobom ze środowiska opozycyjnego!

Niestety na tym świecie pełnym złości nie ma rzeczy doskonałych! W tym przypadku chodzi o to, że zmiana postrzegania świata w następstwie zmiany położenia zadu najwyraźniej ma charakter subiektywny w znaczeniu, jakie temu określeniu nadaje skrajny solipsyzm. Skrajni solipsyści, jak wiadomo, uważają, że nic istnieje nic, poza nimi samymi, a cały świat jest jednym fantomem, wytwarzanym w ciasnej przestrzeni między uszami. Ciekawe, że również i oni solipsyzmu nauczają, jakby przechodząc do porządku nad faktem, iż zwracają się do fantomów. Ale nie na darmo Rosjanie zauważyli, że każdy durak po swojemu s uma schodit i niektórym dlaczegoś potrzebne są do tego doktoraty, habilitacje oraz działania, które pan prof. Bogusław Wolniewicz nazywa „organizacyjną krzątaniną”.

Zresztą mniejsza o to, bo ważniejsze jest spektakularne potwierdzenie trafności podejrzeń, jakie właśnie uzyskaliśmy za sprawą ukraińskich „aktywistów” z tamtejszego Majdanu. Oto podczas gdy nasi Umiłowani Przywódcy oraz osobistości zadowolone z transformacji ustrojowej powtarzają w kółko, jakiego to wspaniałego wzorca postępowych przemian dostarczył światu nasz nieszczęśliwy kraj, majdańscy aktywiści najwyraźniej włożyli to między bajki, bo próbując jakoś wyjść z sytuacji, w którą się wpakowali, poprosili o pomoc państwo poważne w osobie Naszej Złotej Pani z Berlina.

Ten krok przynosi zaszczyt ich spostrzegawczości, bo w jakim niby celu mieliby zawracać sobie głowę zabiegami u Umiłowanych Przywódców, a nawet u razwiedki w Warszawie, kiedy widocznie każde tamtejsze dziecko wie, że zarówno Umiłowani Przywódcy, jak i razwiedczycy, siedzą u Naszej Złotej Pani w kieszeni – oczywiście z wyjątkiem tych, którzy nie należąc do Stronnictwa Pruskiego, tworzą w naszym nieszczęśliwym kraju Stronnictwo Ruskie [a którzy to, oprócz gajowego Maruchy i jego kotów?? – admin].

A skoro siedzą w kieszeni Naszej Złotej Pani, to przecież zasiadać muszą tam swoimi zadami, a to determinuje punkt ich siedzenia. Okazuje się, że badanie związku między położeniem zadu, a sposobem postrzegania świata może mieć kolosalną przyszłość.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Komentarze 2 to “O postrzeganiu zadem”

  1. Griszka said

    Michalkiewicz zdziwiłby się, ale sam został już zaliczony przez pisiaków do Stronnictwa Ruskiego, bo nie przyjął ich, do bólu naiwnej, historyjki o EuroMajdanie i na oddaje pokłonu Jarosławowi Polskę Zbawię
    To samo wobec sporej części osób związanych z Ruchem Narodowym. Specjalnie pomijam tutaj Bosaka, który dogaduje się z pogrobowcami Bandery, bo to niby „krześcijanie” a rosyjskimi nacjonalistami się brzydzi.

  2. RomanK said

    Jest to moim zdaniem najuczciwszy frelieton Miszcza Felietonu!!!!
    Napisany z potrzeby serca….i z autopsji:-)))))

Sorry, the comment form is closed at this time.