Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Oblicze Prawdy. Mówi Barrie Schwortz – Żyd, który zbadał Całun Turyński.

Posted by Marucha w dniu 2014-04-16 (Środa)

– Całun Turyński to płótno zawierające wizerunek o grubości kilku mikronów. Ten obraz jest świadectwem męki Jezusa – przekonuje Barrie Schwortz, amerykański naukowiec, żydowskiego pochodzenia.

Badacze nad Całunem Turyńskim (zdjęcie z książki Grzegorz Górnego „Oblicze Prawdy”)

Barrie Schwortz, fotograf, specjalista od obrazowania, informatyki i technologii cyfrowych znalazł się w ekipie amerykańskich naukowców, która stworzyła organizację o nazwie STURP (The Shroud of Turin Research Project). Był to zespół, który w 1978 r. przeprowadził najbardziej szczegółowe badania Całunu Turyńskiego. Jego członkowie na co dzień pracowali dla NASA lub laboratorium w Los Alamos.

Dopiero po 18 latach badań Schwortz przekonał się do autentyczności Całunu. Jak do tego doszło?

Przedstawiamy fragmenty wywiadu z Barrie Schwortzem, pochodzącego z książki: Grzegorz Górny, Barrie Schwortz „Oblicze Prawdy. Żyd, który zbadał Całun Turyński”,  Wydawnictwo Rosikon Press, 2013.

Grzegorz Górny: Ile osób liczył wasz zespół?

Barrie Schwortz: Udało się skompletować ponad trzydziestoosobowy zespół. Nie wszyscy byli potrzebni do przeprowadzenia badań w Turynie, ale za to konieczni do analizy przywiezionych stamtąd danych. Dlatego do Włoch poleciało dwudziestu kilku naukowców, a pozostali zostali w USA.

Kto zlecił wam przeprowadzenie badań w Turynie?

– Nikt. To my musieliśmy prosić odpowiednie władze o zezwolenie na pracę nad Całunem. Byliśmy wolontariuszami i nikt nam za to nie płacił. Ja sam musiałem wziąć w banku pożyczkę w wysokości 1000 dolarów na utrzymanie się we Włoszech.

Czułem się bardzo podekscytowany, ponieważ była to moja pierwsza podróż do Europy. Stanowiła ona jednak dla mnie realne poświęcenie, bo miesiąc spędzony za granicą, gdy nie realizowałem żadnych projektów dla innych klientów – a musiałem wówczas płacić pensję sześciu pracownikom – oznaczał dla mnie stratę w wysokości 30 000 dolarów, jeśli włączymy w to koszty stałe i inne ogólne wydatki. Czułem jednak, że muszę to zrobić. Całun fascynował mnie.

Jako obiekt religijny?

– Nie. Jako obiekt naukowy, który stanowił dla nas wyzwanie. Nie miałem wtedy żadnych motywów religijnych. Nasz zespół stanowił zresztą pod względem wyznania mieszane towarzystwo, było w nim kilku katolików, jeden ewangelik, paru protestantów, a także Żydzi, niewierzący, agnostycy.

Kto musiał wydać zezwolenie na badania nad Całunem Turyńskim?

W tym czasie Kościół katolicki nie był właścicielem, ale kustoszem tej relikwii. Konkretnie opiekowała się nim archidiecezja w Turynie. Sam Całun natomiast od 1453 do 1983 roku stanowił własność dynastii sabaudzkiej. Od roku 1946, gdy we Włoszech obalono monarchię i proklamowano republikę, Sabaudowie przymusowo wyemigrowali do Portugalii. W 1978 roku, gdy staraliśmy się o pozwolenie na badania, prawnym właścicielem Całunu był król Humbert II. Kiedy zmarł w 1983 roku, w swoim testamencie przekazał relikwię w darze żyjącemu papieżowi.

Jak przekonaliście króla Humberta, by wydał wam zgodę na badania?

– Przez dwadzieścia miesięcy pracowaliśmy nad szczegółowym planem naszych badań. Powstała z tego cała książka, której egzemplarz przedłożyliśmy królowi przebywającemu wówczas na emigracji w Genewie. Ten plan był bardzo precyzyjny i uwzględniał nawet – godzina po godzinie – rozkład każdego dnia z dokładnym rozpisaniem wszystkich czynności, które powinny zostać wykonane.

Projekt przedstawiliśmy w dwóch wersjach: dłuższej – czterodniowej, bardziej rozbudowanej, oraz krótszej – jednodniowej i bardziej pobieżnej. Dłuższy projekt przewidywał 96 godzin prac i był tak pomyślany, by różne miejsca Całunu można było badać jednocześnie. Król Humbert okazał się bardzo otwartym człowiekiem, doceniającym wagę i znaczenie dociekań naukowych, dlatego udzielił nam zezwolenia na 96 godzin. Wykazał przy tym sporą determinację, gdyż musiał pokonać opór wpływowych środowisk turyńskich niechętnych naszemu projektowi (…).

Do jakich wniosków doszliście na skutek waszych badań?

– Po zgromadzeniu danych w Turynie, wróciliśmy do Stanów Zjednoczonych. Następne trzy lata zajęła nam analiza wszystkich badań. W rezultacie powstały 24 prace naukowe opublikowane w znanych na całym świecie, renomowanych, specjalistycznych czasopismach naukowych, recenzowane przez specjalistów z danej dziedziny.

Każdy artykuł dotyczył konkretnego wycinka badań i charakteryzował się wysokim stopniem specjalizacji, na przykład w dziedzinie hematologii, spektrografii, chemii czy fizyki. Nie było jednego artykułu, który gromadziłby wszystkie efekty badań, do jakich doszliśmy. Jednak zdecydowaliśmy się ogłosić podsumowanie, które zawierało wnioski z wszystkich naszych prac naukowych. Napisane było językiem prostym i zrozumiałym dla szerokiej publiczności.

Jaka była jednak konkluzja?

– Najlepiej będzie, gdy zacytuję komunikat STURP, ogłoszony na konferencji prasowej po naszym ostatnim spotkaniu w październiku 1981 roku:

„Na włóknach tkaniny nie stwierdzono pigmentów, farb czy barwników. Badania rentgenowskie, fluorescencyjne i mikrochemiczne włókien wykluczyły możliwość zastosowania farby jako metody wykonania wizerunku. Badania przeprowadzone w ultrafiolecie i podczerwieni potwierdzają te wnioski. Obróbka komputerowa wizerunku, a także jego analiza przy użyciu analizatora obrazów VP-8, wykazała istnienie zakodowanych w nim unikalnych, trójwymiarowych informacji. Ocena mikrochemiczna nie wykazała śladów przypraw korzennych, olei czy innych substancji biochemicznych wytwarzanych przez organizm żywy lub martwy. Oczywiste jest, iż Całun miał bezpośredni kontakt z ciałem, co stanowi wyjaśnienie widocznych na płótnie pewnych cech, na przykład śladów biczowania, a także i krwi. Choć kontakt ten może wyjaśniać pewne cechy widoczne na tułowiu, to jednak w żaden sposób nie może on stanowić odpowiedzi na wizerunek twarzy o wysokiej rozdzielczości, w pełni dowiedzionej przez fotografię.

Z naukowego punktu widzenia podstawowy problem polega na tym, iż pewne wyjaśnienia, które można by obronić na gruncie chemii, wyklucza fizyka. I odwrotnie, pewne wyjaśnienia fizyczne, które mogą się wydawać atrakcyjne, zupełnie wyklucza chemia. Dla właściwego objaśnienia wizerunku na Całunie potrzebne byłoby wytłumaczenie naukowe, solidne z punktu widzenia fizyki, chemii, biologii i medycyny. Obecnie wydaje się, iż nie jest nam dostępne żadne tego rodzaju rozwiązanie, pomimo najlepszych starań członków zespołu badającego Całun. Co więcej, za pomocą eksperymentów fizycznych i chemicznych nie udało się w odpowiedni sposób odtworzyć na starym płótnie zjawiska widocznego na Całunie Turyńskim. Osiągnięto naukowy consensus, według którego wizerunek powstał w wyniku działania powodującego oksydację i dehydrację celulozy powierzchniowych włókien płótna z tworzeniem się sprzężonych grup polisacharydowych. Podobne zmiany płótna można uzyskać za pomocą kwasu siarkowego lub ciepła.

Jednakże żadna znana metoda chemiczna czy fizyczna nie daje wytłumaczenia całości wizerunku – takiego wyjaśnienia nie daje również żadne połączenie metod fizycznych, chemicznych, biologicznych czy medycznych.

Odpowiedź na pytanie, w jaki sposób powstał wizerunek lub co ten wizerunek utworzyło, nadal, tak jak dotychczas, pozostaje tajemnicą.

Podsumowując, wizerunek na Całunie ukazuje prawdziwą, ludzką postać biczowanego, ukrzyżowanego człowieka. Wizerunek ten nie jest dziełem artysty. Plamy krwi zawierają hemoglobinę, a także wykazują dodatnie testy albuminy surowicy. Wizerunek nadal stanowi tajemnicę i dopóki nie zostaną przeprowadzone dalsze badania chemiczne, być może przez tę grupę naukowców lub w przyszłości przez innych badaczy, problem ów pozostanie nierozwiązany”.

Czy można powiedzieć, że osiągnęliście swój cel badawczy?

– Proszę pamiętać, że jechaliśmy do Turynu, by odpowiedzieć na jedno proste pytanie: w jaki sposób powstał wizerunek na Całunie? Ostatecznie jednak nie byliśmy w stanie takiej odpowiedzi udzielić. Mogliśmy jedynie stwierdzić, czym nie jest obraz na Całunie. Nie jest malowidłem, nie jest fotografią, nie jest obrazem przypalanym. Nie byliśmy natomiast w stanie określić mechanizmu, który spowodowałby powstanie obrazu o takich samych właściwościach fizycznych i chemicznych.

Naszym sukcesem było jednak zebranie najbogatszej bazy danych naukowych, które do dziś są wykorzystywane przez badaczy Całunu na całym świecie. Mają one pierwszorzędne znaczenie jako główne źródło informacji naukowej na temat tej relikwii. Przyszłe pokolenia naukowców nie będą musiały już zaczynać pracy nad płótnem od zera, jak to było w naszym przypadku. Mogą oni wykorzystać je jako podstawę swojej pracy i punkt wyjścia do dalszych eksperymentów.

W ostatnich latach próbowano nawet zastosować nowe technologie, by uzyskać takie same właściwości fizyczne i chemiczne jak na Całunie, a te właściwości scharakteryzowaliśmy właśnie my w naszych pracach. Dotychczas jednak nikomu nie udało się nawet zbliżyć do takich rezultatów.

A jakie były twoje osobiste wrażenia z badania Całunu?

– Zanim po raz pierwszy zobaczyłem Całun na własne oczy, spodziewałem się, że okaże się on płótnem, na którym natychmiast znajdziemy farbę i po prostu wrócimy do kraju. Jednak nie minęło nawet dwadzieścia minut naszych badań, a ja już nie byłem co do tego taki pewien.
Jako fotograf noszę ze sobą zawsze specjalne szkło powiększające. Wziąłem je do ręki i zacząłem się przyglądać wizerunkowi na płótnie, by przekonać się, jakiego rodzaju farb użył artysta. Ku swojemu zdziwieniu nigdzie nie znalazłem żadnego barwnika. Ani śladu pigmentu. Mało tego: im bliżej płótna przykładałem lupę, tym mniej widziałem. Obraz był bowiem jedynie odrobinę ciemniejszy od tła, o jakieś 10-15 procent. Wyraźny stawał się tak naprawdę dopiero z odległości dwóch, trzech metrów. Z bliska był natomiast o wiele trudniej rozpoznawalny.
To tak zwany efekt sfumato.

– Na własne oczy więc odkryłem, że obraz nie jest malowidłem. Potwierdziły to zresztą wyniki całego szeregu późniejszych, multidyscyplinarnych badań przeprowadzonych przez STURP. Moje zainteresowanie rosło jednak wraz ze wzbogacaniem wiedzy o Całunie. Wszystkie wyniki badań przemawiały za tezą o autentyczności płótna. Ale nawet po ukończeniu prac i po opublikowaniu ich wyników nie byłem przekonany co do prawdziwości Całunu Turyńskiego. Musiało minąć jeszcze osiemnaście lat, zanim dowody naukowe przekonały mnie do tego, iż ta relikwia jest autentyczna.

Jak to się stało?

– Przez całe lata nie dawał mi spokoju jeden fakt. Z własnego doświadczenia wiemy, na przykład gdy się skaleczymy, że krew bardzo szybko krzepnie i przybiera barwę brązową lub czarną. Tymczasem krew na Całunie Turyńskim była wciąż czerwona. Brak odpowiedzi na pytanie, jak to wytłumaczyć, był dla mnie przeszkodą nie do pokonania, by uznać autentyczność płótna. Trwało to przez osiemnaście lat. Chociaż wiedziałem, że wizerunek na Całunie nie jest ani malowidłem, ani fotografią, ani obrazem przypalanym, i choć znałem wyniki badań, które mówiły, że na tkaninie znajdują się plamy prawdziwej krwi – wciąż nie byłem przekonany.

Co cię ostatecznie przekonało?

– W 1996 roku przeprowadziłem na ten temat rozmowę telefoniczną z doktorem Alanem Adlerem. Był on światowej sławy hematologiem oraz – tak jak ja – żydowskim członkiem zespołu STURP. Adler był w naszym zespole ekspertem zajmującym się krwią, i to jego opublikowane prace ostatecznie udowodniły w sposób naukowy, że plamy na Całunie są śladami prawdziwej krwi.

Podzieliłem się z nim swoimi wątpliwościami. Wtedy wyjaśnił mi, że jeśli organizm człowieka jest poddawany długotrwałym torturom – a wiemy, że męka Jezusa ciągnęła się przez osiemnaście godzin – to wówczas jego ciało przeżywa wstrząs, czerwone krwinki rozpadają się, a z wątroby wydziela się bilirubina, która przedostaje się do krwiobiegu i wtedy krew kogoś takiego zawsze będzie czerwona.

Gdy to usłyszałem, zrozumiałem, że ostatni element układanki trafił na swoje miejsce.

Tak więc dopiero wtedy, osiemnaście lat od rozpoczęcia prac nad Całunem, po długotrwałych i intensywnych badaniach naukowych uzyskałem absolutną pewność co do jego autentyczności. Przypomniałem sobie Sherlocka Holmesa, bohatera książek Arthura Conan Doyle’a, który w jednej z nich wypowiedział następujące słowa: „Jeśli wyeliminujesz wszystkie niewiarygodne hipotezy, wówczas prawdą będzie to, co pozostanie, nawet jeśli wydaje ci się to całkowicie nieprawdopodobne”.

Gdybyś miał podsumować te wszystkie lata spędzone na analizowaniu fenomenu Całunu Turyńskiego, to co najmocniej do ciebie przemówiło?

– To trudne pytanie, ale gdybym miał odpowiedzieć na nie jednym słowem, rzekłbym: „obraz”. Jako fotograf dobrze rozumiem, jak powstaje obraz, znam technologię fotograficzną, kwestie usytuowania obiektu w przestrzeni, rolę i efekt światła. Analizując to wszystko bardzo precyzyjnie, doszedłem do wniosku, że obraz na Całunie nie mógł zostać wykonany przez człowieka, powstał zaś w sposób, którego nie jesteśmy w stanie ani zrozumieć, ani powtórnie zastosować.

Na osobie takiej jak ja, która ma za sobą wieloletnie doświadczenie w zawodzie fotografa, wizerunek utworzony na płótnie wywarł więc najsilniejsze wrażenie. Przez ponad trzydzieści lat przyglądałem się wszelkim próbom jego odtworzenia podejmowanym przez różnych sceptyków, w tym także naukowców. Nikomu nigdy nie udało się jednak wyprodukować obrazu, który miałby fizyczne i chemiczne właściwości zbliżone do wizerunku na Całunie.

Faktem jest, że płótno z Turynu zostało poddane przez współczesną naukę tak licznym i różnorodnym testom, iż można je nazwać najdokładniej przebadanym przedmiotem w historii, a jednak wciąż nie ma jasnego wytłumaczenia, w jaki sposób powstał na nim obraz. W gruncie rzeczy, im dogłębniej studiujemy tę kwestię, tym bardziej staje się ona skomplikowana. Jeśli bowiem człowiek stworzy jakiś obraz, można w miarę łatwo określić sposób jego wykonania. W tym przypadku natomiast jesteśmy bezradni.

Czy rzeczywiście nie ma na świecie żadnego wizerunku analogicznego do Całunu?

– Całun Turyński wielokrotnie porównywano z przedmiotami czy wizerunkami, które mogły być uznane za podobne do niego – z ikonami, obrazami utworzonymi przez człowieka lub powstałymi w sposób naturalny. Okazywało się jednak, że zawsze istniały znaczące, drastyczne różnice. W całej swojej ponad czterdziestoletniej karierze zawodowej nie spotkałem obrazu mającego choć zbliżone właściwości do tych, które ma to płótno. Wielokrotnie próbowano wykorzystać zrobione przeze mnie fotografie do stworzenia kopii wizerunku na Całunie, ale nigdy się to nie udawało.

Czym wobec tego jest Całun Turyński z naukowego punktu widzenia?

– To dobre pytanie. Z naukowego punktu widzenia można powiedzieć, że jest to płótno zawierające wizerunek o grubości kilku mikronów. Ten obraz utrwalony został w skali mikroskopijnej zaledwie na wierzchu włókien. Żadna technika, jaką dysponuje ludzkość, nie pozwala na uzyskanie takiego efektu – a proszę mi wierzyć, że naprawdę wielu już tego próbowało. Mógłbym bardzo długo opisywać jego parametry w języku naukowym, ale większości ludzi i tak nic to nie powie.

Myślę więc, że bardziej zrozumiałe i komunikatywne będzie określenie tego obrazu w inny sposób. Otóż jest on świadectwem męki Jezusa.

Oblicze z Całunu Turyńskiego

Jak na naukowca, to dość odważna definicja.

– Istotny jest bowiem nie tylko mechanizm, w jaki powstał obraz na Całunie. O tym, mimo wielu badań, nie możemy powiedzieć nic pewnego. Ważne jest jednak także to, co on przedstawia. Na tkaninie widzimy wizerunek męskiej postaci, przy czym jego przód i tył są do siebie zwrócone głowami. Tego typu ułożenie ciała odpowiada dokładnie żydowskim zwyczajom pogrzebowym z I wieku naszej ery. Sposób, w jaki owinięto zwłoki w płótno, doskonale przedstawia obraz Giovanniego Battisty della Rovere z Galerii Sabaudzkiej w Turynie. Także inne parametry Całunu, na przykład czysty len użyty do wyrobu tkaniny, zgadzają się z żydowskim rytuałem pochówku.

Czy wiedza o tym była kiedyś powszechna?

– Przez wieki ludzie poza Turynem niewiele wiedzieli o Całunie. W stolicy Piemontu pojawił się w 1578 roku i był wystawiany na widok publiczny średnio około czterech razy na stulecie. Zmieniło się to dopiero w 1898 roku, gdy wydano zgodę na wykonanie pierwszego zdjęcia Całunu, które zrobił turyński fotograf Secondo Pia. Miał on do dyspozycji studyjny, mieszkowy aparat, a obraz naświetlany był na dużej szklanej płycie. Podczas wywoływania fotografii w ciemni Secondo Pia zobaczył coś, czego nikt do tej pory przed nim nie widział. Okazało się bowiem, że wizerunek stanowi negatyw, na negatywie zaś odbił się pozytyw.

Niektórzy mówią, że ten efekt to wynik średniowiecznej podróbki.

– W takim razie musiałoby to oznaczać, że jakiś średniowieczny fałszerz wynalazł efekt fotografii niemal pięćset lat przed jej faktycznym wynalezieniem. Tej tezy nie da się w sposób naukowy obronić (…).

Zajmujesz się Całunem Turyńskim jako badacz niemal 35 lat. Jaki jest twój stosunek do tego przedmiotu: neutralny jak do obiektu obserwacji czy emocjonalny jak do czegoś, czemu poświęciło się jednak kawał życia?

– Na początku był to obojętny stosunek jak do każdego przedmiotu badań. Z czasem jednak moje przywiązanie emocjonalne do Całunu wzrastało, ale dotyczyło intelektualnego oglądu badań przedmiotu, a nie osoby, której wizerunek tam utrwalono. Ktoś wychowany w tradycji chrześcijańskiej jest automatycznie emocjonalnie związany z osobą Jezusa. Ja natomiast, będąc wychowanym w tradycji żydowskiej, nigdy nie czułem takiego przywiązania. Sprzyjało to zachowaniu bezstronności podczas badań. Podejście takie cechowało cały zespół STURP.
Mimo to co rusz pojawiali się sceptycy, którzy podejrzewali nas o fanatyzm religijny. Nawet media przedstawiały nas jako grupę motywowaną przede wszystkim religijnie, ale to była absolutna nieprawda. Gdyby w grę wchodziły pobudki religijne, to ponad połowa członków STURP w ogóle by nie uczestniczyła w tych badaniach. Chodziło nam głównie o naukę, ale i tak zarzucano nam fałszerstwa, a nawet fanatyzm.

Grzegorz Górny, Barrie Schwortz „Oblicze Prawdy. Żyd, który zbadał Całun Turyński” Wydawnictwo Rosikon Press, 2013

Niektórzy z nas czuli się tym osobiście urażeni, gdyż nie mieliśmy żadnych motywów religijnych. Naszym zespołem kierowała pasja poznawcza i chęć odkrycia prawdy. Byli nawet tacy, którzy twierdzili, że opuszczą zespół, jeśli okaże się, że jest to projekt religijny. Owszem, byli też wśród nas wierzący, ale nie miało to żadnego wpływu na nasze badania. Jeśli skieruję jakiś przyrząd na Całun i włączę guzik, to urządzenie pokaże taki sam wynik niezależnie od tego, czy uruchomiła go dłoń osoby wierzącej, czy niewierzącej. Instrument pobiera pomiar, nie różnicując, czy obsługuje go katolik, Żyd bądź ateista.

Ale wynik tego pomiaru może mieć wpływ na myślenie katolika, Żyda bądź ateisty.

– Rzeczywiście. Początkowo nie interesowała mnie kwestia samego Całunu Turyńskiego, a tylko utrwalony na nim obraz posiadający pewne niezwykłe cechy. Z czasem jednak zaangażowałem się mocno w dziedzinę, która nie leżała wcześniej w sferze moich zainteresowań. Przed 35 laty nie pomyślałbym, że poświęcę tej sprawie całe swoje życie. Obecnie jako emerytowany fotograf i filmowiec większość swego czasu nadal poświęcam kwestii Całunu. Gdy ludzie chwalą moją pracę, dziękuję za komplementy, ale zawsze dodaję, że ten pomysł nie wyszedł ode mnie. Zostałem zaangażowany do niego ze względu na swoje kwalifikacje.

Teraz stało się dla mnie jasne, że znalazłem się tam nie tylko po to, by w 1978 roku robić zdjęcia, ale również dlatego, by kilkadziesiąt lat później przekazywać wiedzę o Całunie całemu światu. To jest dla mnie o wiele istotniejsze niż moje fotografie z 1978 roku. W sumie można powiedzieć, że są one już nieaktualne, gdyż Całun wygląda dziś inaczej niż w tamtym czasie. Oczywiście, te stare zdjęcia mają dzięki temu jeszcze większą wartość historyczną.

Dlaczego jednak postanowiłeś poświęcić swoje życie opowiadaniu światu o Całunie?

– Nie uważam, żeby to było z mojej strony poświęcenie. Mam poczucie, że jest to misja, którą mi powierzono, do której zostałem wybrany. Pewnie miliard ludzi na Ziemi miał wówczas większe niż ja prawo przebywać tak blisko Całunu, ale mimo to akurat mnie przypadł ten obowiązek. W dzieciństwie często słyszałem, że Żydzi są narodem wybranym. Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie czułem się „wybranym”. Ale teraz mam takie poczucie ze względu na Całun. Czuję, że Bóg wybrał właśnie mnie do głoszenia światu prawdy o Całunie Turyńskim.

Jakkolwiek by było, przystępowałem do tego projektu jako całkowity sceptyk, nie byłem ważnym naukowcem i do tego byłem Żydem. Byłem ostatnią osobą w zespole, po której można było się spodziewać, że stanie się zagorzałym zwolennikiem autentyczności Całunu. Jednak ta sprawa nigdy nie była dla mnie ciężarem, lecz błogosławieństwem, ponieważ ma wartość nie tylko dla świata, ale także dla przyszłych pokoleń, którym zostawiam owoce naszej pracy. Dopiero w tej perspektywie mogę zrozumieć słowa, które skierował do mnie przed laty Don Lynn: „Barrie, jedź do Turynu i wykonaj swoją robotę najlepiej jak potrafisz. Bóg nie mówi nam z góry, jaki ma wobec nas plan, ale w pewnym momencie dowiemy się tego”. Właśnie się tego dowiedziałem. Czy to nie interesujące, że Bóg zawsze na Swojego posłańca wybiera Żyda? Jestem posłańcem.

A jednak zajęło ci aż osiemnaście lat dochodzenie do pewności o autentyzmie Całunu.

– Myślę, że Bóg miał rację, gdy kazał mi czekać tak długo, zanim zyskałem pewność. Gdy prowadziliśmy badania w 1978 roku, miałem 32 lata. Nie miałem wtedy w sobie dość pokory. Gdybym wówczas podjął próbę tego, co robię dziś, prawdopodobnie byłbym bardziej skupiony na sobie niż na Całunie i poniósłbym żałosną porażkę. Musiałem dojrzeć, przejść przez wszystkie kryzysy wieku średniego, przezwyciężyć różne problemy osobiste i ostatecznie spokornieć. Dopiero wtedy mogłem stać się orędownikiem prawdy o Całunie bez skupiania się na własnej osobie.

Dlatego na stronie internetowej www.shroud.com nie ma mojej biografii, są tylko informacje o Całunie Turyńskim. Jeśli ktoś natomiast chce się dowiedzieć czegoś więcej o mnie, to może wejść na stronę www.schwortz.com.
——————————-
Prezentowany fragment wywiadu pochodzi z książki: Grzegorz Górny, Barrie Schwortz „Oblicze Prawdy. Żyd, który zbadał Całun Turyński” Wydawnictwo Rosikon Press, 2013. Książka ilustrowana jest zdjęciami zrobionymi przez Barriego Schwortza w czasie badań Całunu.
Stała wystawa poświęcona Całunowi Turyńskiemu, na której prezentowana jest kopia relikwii, czynna jest w krakowskim Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się”.

http://fakty.interia.pl/

Komentarzy 57 to “Oblicze Prawdy. Mówi Barrie Schwortz – Żyd, który zbadał Całun Turyński.”

  1. Prawdziwy lub nieprawdziwy… A jakie to ma znaczenie? Chcecie się do Całunu modlić? Słowo Chrystusa wam nie wystarcza?

    Gdybym był wrogiem katolików, to co trzydzieści lat ogłaszałbym, że teraz właśnie stwierdzono prawdziwość/fałszywość Całunu! Tak na zmianę: raz prawdziwy, raz fałszywy.

    „NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ.”

  2. Nemo said

    „Czy to nie interesujące, że Bóg zawsze na Swojego posłańca wybiera Żyda?”

    Nie ma co- skromny z niego człowiek :/

  3. marta15 said

    Calun Turynski jest niezbitym , naocznym, materialnym dowodem na zycie, smierc i Zmartwychwstanie Pana Jezusa Chrysusa. Blogoslawieni Ci , ktorzy NIE widzieli, a uwierzyli. Ale dla wszystkich watpiacych Tomaszy , ten dowod jest namacalnym SWIADKIEM Ucielesnienia , smierci i Zmartwychwstania Boga.

  4. plasibo said

    niestety bardz o nienawidze zydow za to wszytkie zlo ktore wyrzadzilo swiatu. odkad dowiedzialem sie ze jezus byl zydem to niestety moja wiara bardzo oslabla. a co jesli zydzi wymyslili chrystusa dla swoich celow? kiedys jednak snil mi sie jezus ze podszedl do mnie i przytulal. bylo to tak wspaniale uczucie ze marze aby znow miec taki sen. dla takiego wspanialego uczucia warto sie starac przez cale zycie. teraz motywuje sie tym ze kazda moja codzienna modlitwa wplywa na to ze dobra jest wiecej na swiecie.

  5. marta15 said

    tu jest bardzo dobre video , ktore w ok 36 minucie zaczyna mowic o Calunie Turynskim.

  6. Ad. 3

    „Calun Turynski jest niezbitym , naocznym, materialnym dowodem na zycie, smierc i Zmartwychwstanie Pana Jezusa Chrysusa.”

    – Który to Całun może być okrzyczany raz prawdziwym, raz fałszywym. 🙂

    „NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ.”

  7. marta15 said

    ad 6 Panie Krzysztof
    „For those who believe NO explanation is necessary .
    For those WHO DON’T believe NO explanation is enough ( sufficient).”
    Jezus tez byl okrzyczany falszywym i Prawdziwym.
    Faryzeusze, Sanherdyn , tlum zaczadzony okrzyczeli go falszywym prorokiem , oblednym, opetanym, etc.
    Apostolowie uwazali go za prawdziwego Boga , obiecanego i zapowiedzianego przez prorokow ST, Mesjasza.
    Ma pan wolna wole i rozum . Analizuje pan podane fakty i czyni pan wybor ,czy wedlug pana calun byl prawdziwy czy falszywy.
    Pozwoli pan aby inni panu wode z mozgownicy robili???

  8. Boydar said

    Panie Plasibo, nie wiem czy to Pana pocieszy, ale najnowsze badania renomowanych uczonych amerykańskich i izraelskich wskazują dowodnie iż Pan Jezus jednak żydem nie był. W związku zez powyższym niech Pan spróbuje ułożyć sobie światopogląd na nowo.

  9. marta15 said

    i czemu pan cytuje ” NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ.”??
    pam chyba nie wie co te slowa oznaczaja.
    Calun Turynski NIE jest zadnym „bogiem”, a jest RELIKWIA.
    Relikwia, naocznym swiadkiem niesamowitych wydarzen w historii ludzkosci ,ktora zostala cudownie zachowana po to aby przekonywac niewiernych Tomaszy, jakich mnostwo na tej ziemi, nawracac ateistow i dawac swiadectwo Prawdzie

  10. Boydar said

    Pani Marta

    Jak to jest Pani Marto przemiła, że gdy sprawa jest błaha, rzeczowej krytyczności w stosunku do tekstu Pani nie braknie; dają się jednak zaobserwować przypadki gdy i słup telegraficzny w oku Pani nie wadzi ?

  11. marta15 said

    ad 10 a konkretnie??

  12. Boydar said

    A konkretnie to przywiązałem się do krzesła i przeczytałem utwór potomstwa państwa Dimondów zatytułowany „Antychryst – był!? – Czy jest? O nauczaniu Jana Pawła II” Jeszcze mnie trzęsie, ale jak widać, powoli odpuszcza.

  13. marta15 said

    ad 13 a co konkretnie powoduje, ze pan sie „jeszcze trzesie”??

  14. maurycy said

    Od 4 Plasibo ..Jezus byl Zydem ? Jak wbiles sobie do glowy te glupoty to nigdy nie miales autentycznej formacji duchowej a twoja wiara byla twoim chciejstwem i tak pozostalo do dzis ! Od 6 opowiadsz brednie ! raz falszym raz prawdziwym ? Zapoznaj sie z historia Calunu zanim zaczniesz wypisywac idiotyzmy i mieszac ludziom w glowach !

  15. plasibo said

    Ad.8 To wspaniała wiadomość. Dziękuję Boydar. To znacznie sprawi, że z lepszym zapałem będę wędrował do Kościoła. Po prostu nie znoszę samego słowa Żyd. Ledwo mogę to napisać. I nie chodzi tutaj o antysemityzm. Chodzi o prawde i kto na tej planecie czynie największe zło. Prawda musi zwyciężyć.

  16. Boydar said

    To są oszuści. Nigdy przedtem nie miałem okazji zaznajomić się z ich twórczością. Dzisiaj miałem. To sofistyka full size. Coś a’la „Strażnica” albo „Przebudźcie się!” Tyle że w nieco węższym zakresie. Nie wierzę w błądzenie, jestem pewien perfidii.

  17. Jan said

    Relikwia – Całun Turyński, to jest najwierniejszy świadek Ewangelii, dokładniej Męki i Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa.
    Chrystusa.
    Tylko jedna sprawa niezbyt mi się podoba, we fragmencie książki Górnego. Kolor Krwi jest czerwony nie tylko z powodu doświadczenia męczarni i zmiany struktury krwinek. Z tego co wiem to te cząsteczki są nadal ”świeże” – żywe.
    Inny naukowiec również pochodzenia żydowskiego badający ślady Krwi Najświętszej odkrywając to aż się zsikał, poruszony świadomością z czym ma do czynienia.

  18. Marucha said

    Re 1, 6::
    Czy Panu coś pieprznęło w instalacji?
    Jakie ma znaczenie, że jakieś podstawione prostytutki naukowe ogłaszają, że całun jest fałszywy?
    Takie same prostytutki głosiły kiedyś, że Chrystus to postać fikcyjna.
    I co niby z tego ma dla nas wynikać?
    Czy pan wie, co to jest relikwia?
    Panu potrzeba chyba też egzorcysty.
    Z własnej głowy wzięte „nauki” będzie głosił…

  19. Boydar said

    „pieprznęło w instalacji” … fenomenalne ! 🙂 🙂 🙂

  20. Listwa said

    @ 4 Plasibo

    Historyczność postaci Jezusa Chrystusa i tego co się wtedy wydarzyło, z naukowego punktu widzenia opiera się na trzech rodzajach źródeł historycznych – kronikarze rzymscy, pisma chrześcijańskie (nie tylko Ewangelie i księgi Nowego Testamentu) oraz pisma wrogie chrześcijaństwu (głównie żydowskie – np. Józef Flawiusz). Wszystkie te źródła są zgodne co do faktów. Zatem możesz być spokojny że nikt tego nie wymyślił i nie spreparował dla własnych korzyści. Poza tym Jezus Chrystus ma matkę jest nią Maryja Matka Boża, dziecko szlachetnego rodu (z którego był tez król Dawid którego Pan Bóg uznawał i stawiał wysoko, jeden z grona 3 osób), a ojcem Sam Bóg Wszechmogący, zatem Pan Jezus nie był w pełni z rodu żydowskiego, a w ciągu swego życia na ziemi posługiwał się językiem aramejskim.

    Całun jest dowodem i świadectwem na nasze czasy , że to nie wymysł i fikcja. Jest po to aby wzmocnić i ugruntować nasza wiarę, jako wskazówka i potwierdzenie, że nasza wiara ma realne podstawy i zaufanie do Pana Boga nie będzie zawodem

  21. Boydar said

    Panie Listwo drogi; Pan Plasibo robi nas w trąbę ino gwizd. Ale że ładnie to Mu wychodzi, to żadnych pretensji nie zgłaszam. Zupełnie tylko nie rozumiem, dlaczego wszelkie zło identyfikuje z Żydami; głupio Mu będzie jak Żydów któregoś dnia zbraknie, a my, goje, stwierdzimy że nie ma już kogo nienawidzić. I wtedy dopiero się zacznie jazda.

  22. august252a said

    Ad.4
    A kto ci naopowiadał takich bredni że JEZUS był żydem.

  23. Listwa said

    A sam artykuł na temat niezwykłości całunu zawiera bardzo mało informacji. Przede wszystkim całun jest hologramem z którego można uzyskać trójwymiarowy obraz . Jestem bardzo ciekaw co inni naukowcy maja do powiedzenia w oparciu o zebrane infomacje.

    A co to znaczy całun jest fałszywy Krzysztof M ? że tak się raczysz natrząsać jak prosiak przy obierkach w chlewie.

  24. Listwa said

    @ 21 Boydar
    ,
    No, całkiem możliwe, znowu mi przenikliwości zabrakło.
    W wielką Środę pozwala sobie na takie intrygi, przytulania mu się zachciało. W piekle chętnie go poprzytulają za szarganie Imienia Jezus.

  25. Griszka said

    @6
    Został okrzyczany przez tych naukowców fałszywym, którzy źle wykonali datowanie metodą radiowęglową co zostało wykazane ponad wszelką wątpliwość w innej pracy naukowej. Pobrali fragment do oznaczenia, który zawierał włókna pochodzące ze średniowiecznej łaty doszytej po pożarze.

  26. Ad. 23

    „A co to znaczy całun jest fałszywy Krzysztof M ? że tak się raczysz natrząsać jak prosiak przy obierkach w chlewie.”

    – A gdzie i z czego ja się natrząsam? Następny uczeń Michnika się objawia? Czy może projekcja własnych lęków? A może projekcja własnych oczekiwań? To raz.

    A dwa: czy całun jest prawdziwy, czy fałszywy, ani mnie to ziębi, ani grzeje. Jedyne, co mnie obchodzi, to Słowo Boże. Czyli Nowy Testament.

    Prawdziwość, czy fałszywość Całunu, to nie jest sprawa tego, czy my wierzymy, czy nie wierzymy naukowcom. To jest sprawa tego, czy naukowcom wierzą lub nie wierzą miliony. To naprawdę jest spora różnica. Taka różnica, jak 35 milionów minus ilość gości Gajówki. Dziś naukowcy wypowiadają się tak, a jutro inni naukowcy mogą się wypowiedzieć inaczej. I jedni i drudzy znajdą posłuch u tych milionów. A jaki to będzie miało wpływ na te miliony?

    Ludzie, myślcie… to nie boli…

  27. […] Za: Dziennik gajowego Maruchy (2014-04-16) […]

  28. kubus said

    zydek jest cwany, nawet swoja i kolegow porazke/ jak sie nie udalo skompromitowac Calunu ,to probuje przerobic w sukces / i jeszcze udawac wybranca boskiego . „po czynach ich poznacie”

  29. Ad. 28

    Święte słowa… Jak znajdą w tym interes, to staną się tak prawicowi, tak katoliccy, że ze świecą większych szukać!

  30. Listwa said

    @ 26 Krzysztof M

    To nie wiesz o które wpisy chodzi i co w nich jest? Mnie akurat ani ziębi ani grzeje co ciebie ziębi i grzeje

    Istotna jest wymowa tekstu. : „Prawdziwy lub nieprawdziwy… A jakie to ma znaczenie? Chcecie się do Całunu modlić?
    – Który to Całun może być okrzyczany raz prawdziwym, raz fałszywym. :-)”
    – to nie jest traktowanie całunu z powagą na jaka zasługuje i ironizowanie z odkryć naukowych z nim wiązanych. Żartuj sobie z własnej religii i informacji z nią związanych. To raz.

    Zacznij od odpowiedzi co to jest fałszywość całunu , bo borykasz się z wiarą w absurd. Naukowcy mogą rózne bzdury opowiadać, a między rzetelnymi odkryciami i udokumentowanymi opisami, a antykatolicką propagandą jest spora róznica. . To dwa.

    A jeśli nawet miliony uwierzą w fałszywe opinie o całunie i nie będą mogli poznać naukowych odkryć, to nie upoważnia cie do pisania
    bzdetów o potencjalnej fałszywości całunu, To nie od opinii niektórych naukowców zależy jego autentyczność.

    Myśl jak wiesz że to nie boli

  31. Ad. 30

    „A jeśli nawet miliony uwierzą w fałszywe opinie o całunie i nie będą mogli poznać naukowych odkryć, to nie upoważnia cie do pisania
    bzdetów o potencjalnej fałszywości całunu”

    – Powiedz to Urbanowi. On ma więcej czytelników niż ja. 🙂

    „To nie od opinii niektórych naukowców zależy jego autentyczność.”

    – Oczywiście, że masz rację! Teraz przekonaj o tej racji miliony rodaków. Dasz radę? NIE! No to licz się z tym, co realnie istnieje. Licz się nie z tym, co TY uważasz za prawdę, ale z tym, co jest konsekwencją tego, w co wierzą miliony. Potrafisz myśleć kategoriami realnymi? A nie swoimi projekcjami na te miliony? Wątpię… 🙂

  32. Listwa said

    @ 31 Krzysztof M

    Sam mu powiedz jak sobie go wybrałeś.
    To co jest realne, to twoje teksty trafiły do czytelników gajówki, a nie do tych co tu nie zaglądają. Martwienie się o miliony w tym wypadku to przejaw twoich projekcji o konieczności myślenia w kategoriach nierealnych.

  33. bylekto said

    Wstawiłem to do tematów różnych, ale ze względu na wagę powtarzam tutaj:

    Czy wiecie Szanowni Państwo, że dzisiaj jest Święto Wdzięczności Piusowi XII za Uratowanie Wielkiej Ilości Żydów. Do 1964 roku obchodzone (przez Żydów!!!) bez najmniejszych zastrzeżeń. Dopiero po napisania pewnej sztuki przez pewnego „grossa”, a zwłaszcza po powolnym umieraniu uratowanych stopniowo wprowadzono to co sami widzicie czyli wielką niewdzięcznośc narodu kiedyś wybranego. Pamiętajcie: 17-go kwietnia. Teraz święto przez wszystkich zapomniane!
    Życzę zdrowych, błogosławionych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego.

  34. galaszek said

    Aaaaaaajjjj!!!! …….czytonie interes ujący ze Bog zawszyna posłaniec wybiera Zyd!??………… Waaaaaaaaajjjjj!!! jakitakitointeres ujący ze tego Bog to pszewaszni bóg -wojny…… PanSchwortz…pan jusz poprostego nie jestes Zyd. jesli Chrystus dal Ci łaske wiary w niego….

  35. oldsten said

    Wiara nie rodzi się z naukowych dowodów ani obalających je argumentów, wiara rodzi się z modlitwy i vice versa, to modlitwa jest wykładnikiem wiary. Po pierwsze- Bóg stał się człowiekiem dla naszego zbawienia bo jakąś dziwną swoją logiką ukochał człowieka i chce go mieć przy sobie.Tylko że niestety dał nam coś,co nam strasznie przeszkadza- wolną wolę wyboru i wąską ścieżkę która prowadzi do Wieczności, większość ludzi wybiera autostradę do piekła ale to sa właśnie konsekwencje wolnego wyboru. Pan Jezus nie zostawia nas samych(Kościoła) na tej wąskiej drodze, mamy namacalne drogowskazy, jednym z nich jest Całun Turyński, relikwia pierwszorzędna bo napisana Krwią samego Zbawiciela, Do relikwii się nie modlimy, ona wskazuje nam Drogę przez duże D do Zbawienia
    Po drugie- Jezus był żydem, czy nam sie to podoba czy nie, choćby po matce, Maryja była stuprocentową żydówką, tu chodzi o coś innego, o Nowe Przymierze, Nie ma zbawienia poza Kościołem Katolickim a żeby go dostąpić to trzeba UWIERZYĆ ze wszystkimi konsekwencjami.
    I nie okłamujmy się, będą nam mieszać w głowach, bo teraz taka jest strategia szatana ale błogosławieni którzy wytrwają.
    Dziś rozpoczyna się Wielkie Triduum, najważniejsze dni w historii całej ludzkości, nie zmarnujmy owoców tego.

  36. Jan said

    Ad 26
    ”Jedyne, co mnie obchodzi, to Słowo Boże. Czyli Nowy Testament.”

    Czyli to samo co prawią od 5 wieków protestanci. Zaczęli od wyrzucania relikwii na śmietnik, nawet i .Krzyża Świętego
    .

  37. Janek said

    Prawdziwa nauka jest dopełnieniem Objawienia .Cały świat stworzony przez Pana Boga świadczy o Bogu,a kto twierdzi inaczej jest zwykłym heretykiem.Dlatego prawdziwa nauka siłą rzeczy musi prowadzić do Boga i nie ma żadnej sprzeczności między nią, a Wiarą.Tą sprzeczność chcą nam wmówić ludzie głupi ,którzy odrzucili Boga jako Byt sprawczy wszystkiego co widać i czego nie widać.To kłamliwe odczytywanie dzieł Stwórcy nie jest nauką ,tylko fałszywą szatańską filozofią wprzęgającą naukę do swojej służby i traktującą ją w sposób instrumentalny i kłamliwy ,tak aby mogła swoim autorytetem potwierdzić z góry ułożone tezy.Takie coś można jedynie przeprowadzić posługując się kłamstwem oraz zatajaniem faktów naukowych.Kościół zawsze szedł ramię w ramię z prawdziwą nauką do wspólnego celu !Dlatego nauka nie może się sprzeciwiać porządkowi Wiary ,bo to jest sprzeczne z naturą nauki,której obowiązkiem jest wyjaśnianie tego co jest, a nie uwiarygodnianie antykościelnych bajek żydomasonerii!

  38. Marucha said

    Re 35:
    Bodajże o. prof. Józef Bocheński napisał, że do wiary doprowadził go rozum i nauka. A więc różnie bywa.

  39. Boydar said

    Jak mi przykro, Panie Oldsten. Pańskie zdziwienie okaże się NIEBOTYCZNE.

  40. atryda said

    @>Krzysztof M powiedział/a

    Prawdziwy lub nieprawdziwy… A jakie to ma znaczenie? Chcecie się do Całunu modlić? Słowo Chrystusa wam nie wystarcza?

    Gdybym był wrogiem katolików, to co trzydzieści lat ogłaszałbym, że teraz właśnie stwierdzono prawdziwość/fałszywość Całunu! Tak na zmianę: raz prawdziwy, raz fałszywy.

    “NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ.”

    Ww. tekst ukazuje tak wielki brak logiki, że trudno przejść nad nim do porządku dziennego.
    Po pierwsze czy tak samo można by powiedzieć o obrazie jakiegoś tam Holendra za 100 mil, prawdziwy czy nie prawdziwy, a przecież w tym wypadku mamy do czynienia z czymś większym.
    Po drugie większość katolików nie dewotów swoją wiarę opiera o Ewangelię i nauczanie Kościoła
    jak też i tradycję apostolską, zaś Całun jest tylko relikwią, wspomnieniem spraw ale o takiej mocy, że brakuje słów, gdzie nawet nauka klęka. Przecież do takich spraw mają prawo wszyscy, a tylko katolikom odbiera się prawo do tego.
    Po trzecie działanie jakie proponuje kolega jest rzeczą bardzo złą bo świadomie manipuluje prawdą i przez to, celowo niszczy się wiarę innych, a co można nazwać grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, który to nigdy nie będzie odpuszczony.
    Po czwarte kim jest wróg katolików? Największym jest szatan i jego dzieci.

  41. JO said

    Wiara Rodzi sie z Laski Bozej na ktora Ludzie sa lub nie sa otwarci. Wiara moze byc JEDZONA I „konsumowana” i Byc Posiadana poprzez Modliwe, jak I wiedze, rozum, wszakze mozemy Wiare posiadac tylko dzieki Darom Ducha Swietego!!

    Raz posiadana Wiara moze byc zagubiona…o WIARE nalezy dbac, pielegnowac ja, CHRONIC, Walczyc o nia, BODOWAC, ZDOBYWAC. NALEZY JEJ PRAGNAC, chcec, byc spragnionym , miec dobra Wole na Jej Przyjecie.

    Kosciol Pomaga w tym poprzez Hierarchie Koscielna – Autorytety, ktorych NALEZY sie sluchac, byc im poslusznym, poddac sie Autorytetom Wychowaniu, Prowadzeniu az samemu za Laska Boza czlowiek stanie sie Autorytetem.

    Daru Ducha Swietego pomagaja ocenic siebie, czy czlowiek moze wystepowac jako Autorytet w danym momencie, problemie czy nie.

    Bez Darow , ktore pomagaja w ocenie, czlowiek wychylajacy sie , grajacy na autorytet, na „madrego” staje sie przedmiotem manipulacji I manipulatorem, macicielem. Taki czlowiek musi byc cofniety do szeregu, musi ustapic…

  42. Nemo said

    @38

    Inny przykład dojścia do wiary przez naukę to wychowany przez niewierzących rodziców inż M. Rucki.

  43. Ad. 36

    „Czyli to samo co prawią od 5 wieków protestanci.”

    – Protestanci prawią tez parę innych rzeczy. I tu już się panu nie zgodzi… 🙂 Przeoczył pan to? A dlaczego?

  44. Listwa said

    @ 35 Oldsten

    Jak uczy apostoł wiara rodzi się z głoszenia prawd wiary i słuchania prawd wiary. Pyta on retorycznie : jak maja uwierzyć skoro im nikt nie głosi? modlitwa to konsekwencje przyjęcia wiary, ale do wiary konieczne jest też poznanie, zrozumienie i decyzje. Modlitwa w tym pomaga, ale modlitwa tego nie zastąpi.

    A co do Krzysztof M to widać wyraźnie jak to jest gdy spod czapki z daszkiem „czesiowatość” się wysunie. Ten chrześcijanin na krzywych papierach pozwala sobie drwić i umniejszać znaczenie Kościoła katolickiego, całunu , różańca, bo jemu tylko słowo Boże wystarcza, a tylko on je zna, nawet lepiej niż Pan Bóg.
    A całun jest wyjątkowym z naukowego punktu widzenia potwierdzeniem prawdziwości wydarzeń związanych z zyciem Jezusa Chrystusa na ziemi i prawdziwości nauki Ewangelii. I żaden naukowiec (czyli ktoś kto bazuje na faktach i udokumentowanych odkryciach) nie powie że całun jest fałszywy. O fałszywości całunu może mówić kłamca, który pomija odkryte szczegóły i krzyczy bezpodstawnie na cały świat całun jest fałszywy. Tylko co to znaczy fałszywy ? podróbka oryginału ? .

  45. Panie Gajowy, na to

    „A co do Krzysztof M to widać wyraźnie jak to jest gdy spod czapki z daszkiem “czesiowatość” się wysunie.” (wpis 44)

    też mam nie odpowiadać?

  46. Listwa said

    @ 45 Krzysztof M

    a co tu odpowiadać, trzymaj „czesiowatośc” chowaną, żeby ci się nie wysuwała, bo głupio wyglądasz.

  47. Listwa said

    @ 35 Oldsten

    Nie ma żadnego problemu z tym ze Pan Jezus był po matce żydem , a Matka Boża żydówka. Ona jest ze szlachetnego rodu królewskiego, kocha swojego Syna bardziej niż my, nie ma nic wspólnego ze złem i w żaden sposób nie poprze tego co niektórzy żydzi w historii wyrabiali.
    Kościół poprzez ogłoszeni dogmatu o wniebowzieciu Matki Bożej potwierdził jednoznacznie że jest Ona osobą wyjątkową, której powinniśmy w pełni ufać. Niedługo ukaze sie książka ks. Karola Stehlina o roli i znaczeniu Matki Bozej w dziele zbawienia i jej rzeczywistej pozycji. To niesamowite do jakich wielkiej godności Pan Bóg wyniósł Matkę Bożą i jak wiele od niej zależy. Matka Boża jest przeciwieństwem cech złych i złe dążenia są jej w pełni obce. Żydowskość Matki Bożej nie ma znaczenia i nie jest żadna przeszkodą. Jest Ona królową w całym zakresie tego słowa i nikt nie ukryje zachwytu Ja spotykając.

  48. oldsten said

    Re 47
    I o to mi właśnie chodzi, żydzi którzy przyjęli Prawdę Objawioną przestają być żydami starego zakonu a stają się chrześcijanami, mój wpis w tym temacie był do kogoś innego przeznaczony. Etnicznie Maryja była żydówką i temu nie można zaprzeczyć ale za swoje zasługi została zabrana z ciałem i duszą do nieba i ukoronowana na Królową Nieba i Ziemi a więc jest Królową nas wszystkich.Pozdrawiam
    Re 38
    Naprawdę różnie z tym bywa, obecna nauka niewiele ma wspólnego z prawdziwą nauką, wystarczy rozejrzeć się dookoła i zobaczyć jakie bzdury próbuje nam się „naukowo” wmówić. Wiara, słuchanie, modlitwa- to są naczynia połączone,gdy jednego zaczyna brakować, reszta szwankuje.

  49. Andrzej B R said

    Ad. 48 – Jeżeli mam Pana zrozumieć, to musi nam Pan dokładnie

    zdefiniować pojęcie: Kim Jest ŻYD?! – dopiero wtedy nich Pan zacznie

    cokolwiek twierdzić, i to tak „uroczyście i ex Katedra”.

  50. Boydar said

    Wy Panowie to w ogóle się w realiach nie orientujecie.

    Ani Pan Jezus nie kłamał, nie zabijał, nie cudzołożył, nie miał fałszywych bogów, lichwy nie uprawiał, władzy prawowitej na nice nie wywracał, łapówek nie dawał i nie brał, w mycce nie chadzał, ani w chałacie , ani w kapelusie, macy nie zakraplał, i jeszcze parę rzeczy nie. To jaki z niego Żyd ?
    I Maryja też, nienormalna, dupy na lewo i prawo nie dawała, w pornosach nie występowała, przeciw gojom nie szczuła, talmudu do poduszki nie poczytywała, i tarotem z resztą kabały się brzydziła, i jeszcze parę rzeczy też nie. To jaka z Niej Żydówka ?

    Lubię Was, ale czasem straszne rzeczy z Was wyłażą po zmroku.

  51. JO said

    ad.48. A skad Pan wie, ze Etnicznie Sw Maria Byla Zyduka? Jakies dowody???

  52. błysk said

    Jezus Chrystus nie był żydem . Poczęty został pod natchnieniem Ducha świętego ,zatem ,jeśli można tak powiedzieć ,Ojcem Chrystusa był Duch święty.A przecież nie można pominąć ,że Chrystus był Bogiem – Człowiekiem: sam Chrystus mówił, o Sobie,że jest Synem człowieczym , z czego można wnioskować,że człowieczeństwo traktował jako ziemskie swoje wcielenie . Wg księdza Poradowskiego na Apostołów wybrał nie żydów ,lecz Celtów , poza jednym – Judaszem Iskariotą. Sprawa żydostwa Najświetszej Maryi Panny nie jest ani prosta ,ani oczywista ,oczywiście przyjmuje się ,że jej rodzicami byli Anna i Joachim , i ze byli wychowani w wierze izraelskiej. Warto jednak zwrócić uwagę na wygląd Najświętszej Maryi Panny : jeśli wierzyć,że św. Łukasz namalował Obraz Jasnogórski NMP , to była ona ciemna , nie podobna do żydówki . Inny ,co prawda dość słaby dowód ,znajduje się w objawieniach Matki Bożej ,danej przorysze klasztoru Franciszkanek w Agredzie /Hiszpania/ w 17 -tym wieku i opisanych w książce „Mistyczne Miasto Boże” ,wyd, Michaelinum 1985r. Na stronie 287 tej książki NMP daje obraz Jerozolimy po zstąpieniu Ducha świętego min. tak ” Inni żydzi zostali ukarani gwałtownymi bólami i wzbudzającymi obrzydzenie chorobami ,które z Krwią Chrystusa przyjęli na siebie i które przeszły na ich potomków ,trwając do dziś i czyniąc ich nieczystymi i obrzydliwymi”. Wynikałoby z tego,że NMP dystansowała się od żydów. Sądzę, że twierdzenie iż |Chrystus jest żydem jest dywersyjną żydowska propagandą.

  53. Kazek said

    RE:52 samo określenie żyd jest dosyć młode ma około 300 lat. W niemieckim jest np. jude, Chrystus był galilejczykiem czyli należał do jednego z narodów zamieszkujących ten teren. Judejczycy tak jak z Samarytanami nie wchodzili w związki małżeńskie z Galilejczykami.

  54. Juziek said

    Prof. T. Zieliński: Pan Jezus był nie Żydem, lecz Galilejczykiem.

    Dejudyzacja

    Chrześcijaństwo powstało z judaizmu.

    Jest to pierwszy fałsz, proszę państwa fałsz wierutny i fałsz ogromnie szkodliwy. Zgodnie, bowiem z nauką i naukowością można utrzymywać tylko jedno: że chrześcijaństwo powstało w środowisku żydowskim. A co to znaczy i jakie z tego można i należy wyciągnąć konsekwencje, to zobaczymy w paragrafie następnym i tych, co za nim pójdą. Tymczasem powracamy do zdania, od któregośmy zaczęli. Jego zwolennicy bowiem — a jest ich dużo — nie dają za wygraną przecież założyciel chrześcijaństwa, utrzymują, sam był Żydem. Oto drugi fałsz, też wierutny i bodaj jeszcze szkodliwszy od pierwszego. Ależ o tym wyraźnie świadczą obie genealogie, Mt. 1:1 n. i Tk. 3:23 n. prowadzące rodowód, o który nam chodzi, od Abrahama przez Dawida do Józefa, męża Marii.
    Przepraszam: z kim mam zaszczyt rozmawiać?
    Jeżeli Pan jesteś wierzącym chrześcijaninem, to dla Pana są obowiązujące słowa: który się począł z Ducha Świętego, proszę$ uważać, z Ducha Świętego, nie z Józefa. Czy może Duch Święty był Żydem? I nie mniej obowiązujące są słowa początkowe Ewangelii według św Jana: Na początku było Słowo (Logos)…….a Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami jako Jezus Chrystus. Czy więc może Logos był Żydem? Ale powiedziane jest też, narodził się z Marii dziewicy, a ta była Żydówką. Czy, rzeczywiście nią była, to inna kwestia, ale dajmy na to. Co znaczy ten skromny przyczynek krwi człowieczej wobec takiego potężnego pierwiastku, jakim było poczęcie z Ducha Świętego? A stąd wynika, że nie należy badać niedostępnych dla rozumu tajemnic. Zastrzegam się. Wychodzę w całej tej kwestii z założenia, że nam chodzi o narodowość fizyczną etnograficzną Pana Jezusa, nie zaś, że tak powiem, religijną. Że on był bowiem, niestety obrzezany i wyznawał przynajmniej zewnętrznie, zakon Mojżeszowy, to nie ulega wątpliwości. A więc z wierzącymi chrześcijanami daliśmy sobie radę. Ci nie mają żadnego prawa do twierdzenia, że Założy¬ciel religii chrześcijańskiej był etnograficznie Żydem.
    Jeżeli zaś Pan jesteś wolnomyślicielem albo Żydem, to według Pana rze¬czywiście Pan Jezus, o ile istniał… są bowiem i tacy, co negują nawet Jego istnienie, ale ta skrajna, że tak powiem, lewica wolnomyślicielska nas długo nie zatrzyma: jasną bowiem jest rzeczą, że Pan Jezus, skoro w ogóle nie istniał, to i jako Żyd istnieć nie mógł. Nie przypuszczając, że Pan jest wolno¬myślicielem albo Żydem, odniosłem Pana do lewicy umiarkowanej, uznają¬cej istnienie Pana Jezusa i negującej tylko jego cudowne poczęcie i narodze¬nie. Wtenczas Jezus rzeczywiście będzie dla Pana synem Józefa i Marii (na bluźniercze kłamstwa talmudystyczne o jego pochodzeniu pozwoli Pan nie zwracać uwagi), ale za to obie genealogie, o których wyżej była mowa, stracą dla Pana wszelką wartość: Pan je uzna, w zgodzie ze zdaniem swego stron¬nictwa, za „sfabrykowane” ad hoc celem zrobienia z Pana Jezusa, jako mesja¬sza, „syna Dawidowego”. I jako wynik pozostaje niezaprzeczalny fakt: Pan Jezus był nie Żydem, lecz Galilejczykiem.
    A czy to nie wszystko jedno ?
    Otóż właśnie, że nie. Pisałem o tym HJ I 14 n. z przypisami. Tu muszę przypomnieć, że w Galilei już za proroków żywioł żydowski był słaby, że ten kraj nazywano „dzielnicą pogańską”, galil hag-gojim, co i było powodem jej nazwy. Po powrocie z niewoli babilońskiej ośrodkiem judaizmu była na¬turalnie Judea z Jerozolimą i zbudowaną w niej skromną świątynią Zorobabela i stąd się zaczęła ponownie judaizacja także i Galilei, utrudniona opo¬rem leżącej między obiema Samarii. Ta judaizacja wzmogła się nieco za Machabeuszów, była jednak pomimo tego tak słaba, że Szymon Machabeusz [142-135] po podbiciu wojennym tej dzielnicy wolał całkowicie wyprowadzić z niej żywioł judejski, żeby nie dać mu roztopić się w otoczeniu pogańskim. Jest to fakt dużej wagi dla interesującej nas kwestii. Przez całą drugą połowę drugiego wieku przedchrystusowego w Galilei nie było ani jednego Żyda. Była to znowu, jak za proroków, „dzielnica pogańska”.
    Jej ponowna, a więc z kolei trzecia judaizacja zaczęła się w samym przededniu wieku pierwszego, za krótkich rządów jednego z ostatnich królów z dynastii Hasmonejów, Arystobula I, zaczęła się według wypróbowanej recepty od przymusowego obrzezania i też przymusowego narzucenia zako¬nu Mojżeszowego. W tym celu wypadało oczywiście sprowadzić do Galilei całe zastępy Żydów z Judei, ale jakich? Ścisłych wiadomości nie posiadamy, ale domyślić się możemy z wystarczającą pewnością. A więc po pierwsze, sko¬ro chodziło o obrzezanie, to dostateczna ilość chirurgów tego fachu. Skoro 0 zakon Mojżeszowy, to dostateczna ilość rabinów, którzy mogli go uczyć w bożnicach głównych miast czy miasteczek. I po trzecie, przynajmniej chwi¬lowo, załogę żołnierską, celem przełamania oporu ze strony Galilejczyków, bez którego chyba, szczególnie w pierwszych czasach, obejść się nie mogło. Po tym można było ją wycofać. A więc chirurgów, rabinów, żołnierzy. Ale w każdym razie nie rzemieślników, których gęsto zaludniona Galilea miała pod dostatkiem a więc i nie cieśli. Innymi słowy: cieśla Józef, ojciec Jezusa, musiał być Galilejczykiem, nie Żydem. A skoro nim nie był, to jego żona i syn też nie.
    Przypominam i podkreślam, że rozumuję tu przez cały czas w przypusz¬czeniu, iż mamy do czynienia z przeciwnikiem z obozu wolnomyślicieli lub Żydów. Chodziło mi o to, żeby udowodnić, że hipoteza o żydowskim pocho¬dzeniu Pana Jezusa z żadnego punktu widzenia, ani wierzącego chrześcija¬nina, ani wolnomyśliciela lub Żyda, ostać się nie może. Moje argumenty są więc w obu wypadkach tzw. argumenta ad kominem, wcale nie przesądzające moich własnych poglądów, które wypowiedziałem z dostateczną jasnością w innych miejscach tego dzieła, albo też CR 134.
    A teraz jeszcze jeden punkt, nim porzucimy tę płaszczyznę. Skoro Pan Jezus był Galilejczykiem, czym on był z punktu widzenia rasowego? Czym byli ci Galilejczycy jako naród?
    Ścisłej i jednolitej odpowiedzi na to pytanie dać nie możemy. Przypuszcza się, że przeważnie byli to Aramejczycy, tj. Syryjczycy, których mowa przewa¬żyła nie tylko w Galilei, ale i w Judei, jako mowa potoczna, usuwając pier¬wotny język hebrajski. W takim razie był Pan Jezus przynajmniej Semitą. Ale nawet to nie jest konieczne. Filistyńczycy np. którzy narzucili swą nazwę całemu krajowi, Palestynie, byli Aryjczykami, a ich musiało być niemało tak¬że i w Galilei. Niemało też musiało w niej być i Hellenów, których narodo¬wość, język i kultura promieniowały na nią ze wszystkich prawie stron, ba nawet i z wewnątrz [HJ 118].
    Na zakończenie tego paragrafu niech mi wolno będzie powtórzyć, już nie ad kominem, lecz z zupełną zgodą także i z mojej strony piękne słowa z klasycznej geografii Ziemi Świętej G. A. Smitha, które już raz przytoczy¬łem we wzmiankowanym przed chwilą miejscu HJ: Tło i otoczenie tego okresu życia Pana naszego było ruchliwe i bardzo wesołe, było helleńskie we wszystkim, co ta nazwa nam nastręcza, jako symbol pracowitego życia, wspanialej sztuki i działa¬jącej na zmysły religii. Jego wpływ na temperament Galilejczyków jest widoczny. Galilejczycy, według świadectwa Talmudu, więcej dbali o sławę, niż zysk, podczas gdy charakter Judei był wręcz przeciwny. Dlatego też i Pan Jezus wybrał swoich przyja¬ciół z pośród tego narodu i nie był Galilejczykiem ten, co Go zdradził.
    Powtarzam w tym paragrafie artykulik, który pod ty tulem Czy Pan Jezus był Żydem? wydrukowałem w Gazecie Polskiej w ostatnich latach przed wybuchem wojny. Powtarzam z pamięci, gdyż samego artykuliku przed sobą nie mam. Chociaż więc dosłownego podobieństwa z nim w tym powtórzeniu nie ma, zachowałem jednak jego styl kompozycyjny, styl diatryby, to znaczy, fikcją^ rozmowy z przeciwnikami różnych kategorii. Tym razem tylko podkreśliłem warunki rozmowy —jeżeli Pan jesteś itd. — a to wskutek tego, że moja intencja była w dziwny sposób niezrozumiana przez sprawozdawcę jednego klerykalnego czasopisma, nie pamiętam już, jakiego i przez kogo. Ow sprawozdawca bowiem po prostu opuścił owe jeżeli itd., i przypisując mnie osobiście argumenty, których używam przeciw moim przeciwnikom, oburza się na mnie, zarzuca mi nietakt, nawet bluźnierstwo itd. Ja zazwyczaj unikam polemiki z oponentami jego obozu, a to dlatego, że myślę o tertii gaudentes z naszej ewentualnej kłótni. Bardzo ich jednak proszę baczyć na to, co mówią, i jeżeli ich wyksztalcenie filozoficzne lub nawet ogólne nie pozwala im wiedzieć, co to jest argumentum ad hominem — nie wtrącać się do sporu, prowadzonego takimi argumentami.

    Tadeusz Zieliński

  55. Magda said

    Całun Turyński jest obecnie najlepszym narzędziem do ewangelizacji w tej erze.bo jest dowodem naukowym najwyższej jakości.
    Katolicy mogą w duchu obecnych czasów skutecznie nawracać tym dowodem, jeśli zechcą.
    Potwierdzam, że do wiary można dojść przez rozum 🙂

  56. marta15 said

    a ja mysle ,ze pan Jezus byl Polakiem. W koncu to ,wedlug co poniektorych , narod tez wybrany, a moze raczej przebrany lub ewentualnie wyprany ( z myslenia i logiki).

  57. Boydar said

    To wielce prawdopodobne (że był Polakiem) Pani Marto. Gratuluję przebłysku intuicji.
    Co zaś się tyczy Polaków, ‚milczenie jest złotem’, rzadko się odzywają. Trudno więc po incydentalnych wypowiedziach wnioskować o całości intelektu.
    Życzę Pani wszystkiego dobrego, nie tylko z okazji Świąt Wielkanocnych.

Sorry, the comment form is closed at this time.