Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Nahed Hattar: Wszystkie karty są w rękach Asada

Posted by Marucha w dniu 2014-06-22 (Niedziela)

Głosy negujące prawowitość prezydentury Baszara Asada szybko umilkły. Pojawiło się kilka komentarzy, później milczenie, wreszcie de facto uznano, że większość Syryjczyków popiera swojego prezydenta. Jednocześnie jest to uznanie armii syryjskiej – jej spójności, nieustępliwości, umiejętności i osiągnięć w walce.

Co więcej, na poziomie lokalnym, regionalnym i politycznym przyspieszył proces pojednania narodowego. Oczekuje się, że do nowego rządu Syrii wejdą przedstawiciele opozycji i niezależni. Stało się jasne, że dzisiejsza Syria jest państwem narodowym i obywatelskim które nie tylko nie uległo dezintegracji, ale zdołało zachować swój aparat i możliwości działania mimo wszystkiego co się wydarzyło.

Aktualnie terroryści Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu (ISIL) stanęli na czele zbrojnej rebelii w Iraku. Dopuszczają się najbardziej ohydnych zbrodni i zagrażają bezpieczeństwu całego regionu. Jak dotąd proces podejmowania międzynarodowych decyzji przebiega powoli, w oczekiwaniu na wyjaśnienie sytuacji.

Jakimi siłami ISIL i Armia Nakszabandiji dysponują wobec grup plemiennych i organizacji byłych wojskowych uczestniczących w rebelii? Czy ci drudzy mogą jednocześnie powstrzymać ISIL i wymusić na Bagdadzie zmiany polityki?

Problem polega na tym, że potęga zbrojna i organizacyjna ISIL, jego uzbrojenie i możliwości finansowe oraz barbarzyństwo sprawiają, że to ono kontroluje bunt. Bagdad będzie zapewne szantażowany, ale międzynarodowy konsens w sprawie walki z ISIL nie będzie odkładany w nieskończoność. Czy można walczyć przeciwko ISIL w Iraku bez zwalczania go w Syrii? To oczywiście nieprawdopodobne. Tak samo, jak precyzyjne rozróżnienie między ISIL, Frontem al-Nusra i innymi grupami salafickim walczącymi w Syrii. Logiczne jest przyznanie międzynarodowego przyzwolenia na zwalczanie wszystkich tych sił. To kolejna mocna karta w rękach Asada.

Terroryści w swojej walce o uzyskanie pozycji politycznej przenieśli się do Iraku, gdzie podziały społeczne i wyznaniowe sprzyjają rozwojowi wszelkich grup zbrojnych, które mają przeciwko sobie armię słabą pod względem spójności, wyszkolenia, uzbrojenia i możliwości. Irak jest dziś magnesem dla zagranicznych terrorystów. Będą migrować nawet z Syrii na nowe pole walki. Pod względem taktycznym to moment wyjątkowy, umożliwiający chwycenie terrorystów obecnych w Syrii za gardło. W ostatnich dniach syryjskie lotnictwo rozpoczęło zmasowane ataki na pozycje ISIL. Wcześniej były one rzadkie, ale teraz nadeszła odpowiednia chwila.

W walkach o Kassab, terroryści Frontu al-Nusra i innych grup właściwie się poddali. Oficjalnie wycofali się z powodu braku amunicji, ale w rzeczywistości powodem była raczej desperacja. Turcja odmówiła wjazdu terrorystom, z wyjątkiem osób ciężko rannych. Grupy, które niedawno zagrażały Latakii rozczarowane przeniosły się do Idlib. Tam mogą jedynie czekać na kolejną klęskę albo ruszyć do Iraku.

Ostatnie wydarzenia oznaczają dla Turcji Erdogana doprowadzenia na skraj zmiany swojej terrorystycznej polityki. Działania Erdogana zderzają się z regionalnym rozkwitem terroryzmu. Jego kalkulacje oparte na wzbudzaniu konfliktów wyznaniowych, ekspansji do Syrii i Iraku i przejęci kontroli nad kwestią kurdyjską napotykają na obawy establishmentu dotyczące możliwych reperkusji dla bezpieczeństwa Turcji. Wobec międzynarodowych nastrojów czyniących priorytet z walki z terroryzmem, wykorzystywanie go przez najeźdźców z Ankary będzie musiało się skończyć.

Arabia Saudyjska wydaje się rozumieć, że rozpętane przy jej udziale szaleństwo może zwrócić się przeciwko niej. Widać to w komunikacie wzywającym do „powołania rządu jedności narodowej i przywrócenia stabilności i bezpieczeństwa w Iraku”. Rijad nie ma innych opcji. USA zaakceptowały irańskie wsparcie dla Bagdadu (spójrzmy na stanowisko Johna Kerry’ego wzywające do koordynowania działań w sprawie Iraku z Teheranem) w zabezpieczeniu stolicy przed jakąkolwiek grupą rebeliancką. Oznaczałaby ona bowiem otwartą wojnę wyznaniową, na którą nie zgodzi się społeczność międzynarodowa.

Z drugiej strony zamienienie sunnickich prowincji Iraku w ośrodek rozwoju grup zbrojnych wszelkiego rodzaju z ISIL grającym główną rolę jest bezprecedensowym zagrożeniem dla Arabii Saudyjskiej, która czy tego chce, czy nie, musi zaakceptować międzynarodowe działania przeciwko terrorystom. Będzie to możliwe jedynie po dojściu do porozumienia z Damaszkiem.

Wobec zbliżania się terrorystów ISIL do granic Jordanii, Amman wycofuje się z planów działań na granicy z Syrią. Władze Jordanii mobilizują armię w oczekiwaniu na infiltrację ze wschodu (pojawiły się już informacje o zatrzymaniach samochodów wyładowanych materiałami wybuchowymi próbującymi przekroczyć granicę jordańską) i nową falę migracji z Iraku. Jordania nie ma wyboru – musi polegać na Damaszku.

Siły kurdyjskie przejęły kontrolę nad Kirkukiem. Jednak stają teraz w obliczu starego wroga. Nie tylko terroryzmu, lecz również głęboko zakorzenionej wśród Arabów niechęci do Kurdów. Kiedy tylko w mieszanych etnicznie regionach sytuacja się uspokoi, w Erbil, Sulajmanijii, Duhok na nowo wybuchnie konflikt między Kurdami a napływającą ludnością arabską. Zmiana demograficzna, do której małymi krokami dążył Saddam Husajn, przyspieszy i zwiększy swą skalę. Jak zawsze, Kurdowie będą mogli oprzeć się jedynie na politycznej współpracy z Syrią.

Konflikty między frakcjami rebeliantów wybuchły szybciej niż można się tego było spodziewać. Grupa al-Duriego wystąpiła przeciwko ISIL, a Plemienna Rada Militarna przeciwko jednym i drugim. Wśród samych plemion istnieją głębokie podziały grożące przyspieszeniem upadku rebelii. Plemię Szammar rozpoczęło działania na rzecz opanowania przejścia granicznego Jarubija, wymierzone w ISIL i innych rebeliantów. Od lat wpływ Damaszku na plemiona był niezwykle silny. Przez pewien czas wydawał się słabnąć, ale pozytywne wydarzenia w Syrii wzmocnią go ponownie, co pozwoli przyczynić się do rozwiązania irackiego kryzysu.

Na poziomie międzynarodowym, regionalnym i lokalnym, wszystkie karty znajdują się w rękach Asada. Politycy Ruchu 14 marca w Libanie powinni się liczyć z tym, co może wkrótce nastąpić. To Asad może stać się głównym rozgrywającym w libańskich wyborach prezydenckich.

Źródło: Al-Akhbar
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
http://xportal.pl

Komentarzy 8 to “Nahed Hattar: Wszystkie karty są w rękach Asada”

  1. placebo said

    Szkoda, że mnie nie ma na tym zdjęciu wsród tych ludzi wielbiących tak wspaniałego przywódcę. Tu w Polsce nie mam komu wiwatować….
    Pocieszyło mnie kiedy Radek-zdradek( fakt faktem i tak bym Go powiesił własnoręcznie) przyznał, że współpraca polsko-amerykańska jest wręcz szkodliwa. Przeież to On jest ministrem spraw zagranicznych. Krytykuje swoje osiągnięcia?
    Chyba, że ktoś nim steruje?

  2. Marucha said

    Re 1:
    Panie Placebo, chyba żaden polskojęzyczny polityk nie przejmuje się tym, że mówi rzeczy względem siebie sprzeczne. Przecież Polacy i tak tego nie zauważą, a ci którzy zauważą, zostaną zakrzyczani.
    Zresstą i tak mówi to, co mu kazano.

  3. robertgrunholz said

    Coś mi się w tym artykule nie zgadza. Niezależne platformy podają, iż ISIL nie przewodzi wcale rebelią, choć w niej niewątpliwie uczestniczy. Jest to podobno tylko jedna z sześćdziesięciu organizacji, ale z całą pewnością nie mająca władzy nad resztą. Izzar Ibrahim Al-Duri zdaje się mieć inne priorytety, choć to wszystko jest dosyć skomplikowane jeśli nie zna się perfekcyjnie ichniego języka.

  4. Premizlaus said

    Czy dzisiejsi Syryjczycy i starożytni Asyryjczycy to ten sam naród?

  5. Marucha said

    Re 4:
    Z tego co wiem, w Syrii mieszka jakaś grupa pierwotnych Asyryjczyków, ale ojczyzną Asyryjczyków jest starożytna Asyria i Chaldea, nad rzeką Tygrys.

  6. Jacek said

    „Arabia Saudyjska wydaje się rozumieć, że rozpętane przy jej udziale szaleństwo może zwrócić się przeciwko niej. ”

    Arabia Suadyjska dziala na zlecenie usraela. Celem jest stworzenie „wielkiego israela”. Na pierwszym planie jest podzial Iraku (co de facto ma miejsce). Problem w tym, ze ten podzial moze sie skonczyc na stworzeniu panstwa w poludniowym iraku pozostajacego w sojuszu z Iranem i Syria (jest to tzw nieoczekiwana konsekweneja). Takiemu rozwojowi wypadkow miala zapobiedz zarowno inwazja Syrii jak i niedoszla (jak dotad) wojna z Iranem. Kluczowa kwestia jest kto bedzie kontrolowal Bagdad i o to chodzi w dzlalaniach ISIL. Potem mozna po ISIL posprzatac.

  7. Premizlaus said

    Re 5:
    Czyli dzisiejszy Irak. Chociaż tam, gdzie jest Irak, była też Babilonia.
    Czyli w większości obecni Syryjczycy to Arabowie?

  8. ENKI said

    Krótkie wieści z TV RTR ; 22.06.2014. „Woskriesnyj Wieczer” red. Sołowiow.:
    1) Pod dowództwem byłych oficerów Saddama Hussaina i byłych oficerów Kadafiego (niektórzy wykształceni w Związku Radzieckim) liczne ugrupowania terrorystyczne walczą, by utworzyć Islamskie Państwo Iraku i Lewantu. Ich sojusznikami stali się Irakijczycy represjonowani przez rządowe wojsko (jak mieszkańcy Donbasu i Ługańska) a jednocześnie pozbawieni reprezentacji we władzach…
    2) Irak i Bagdad podzieli się na 3-4 części: państwa usytuowane w dorzeczach Eufratu i Tygrysa…
    3)Kurdystan ugruntowuje swą niezależność gospodarcza i polityczną w oparciu o zasoby mineralne…Iran i Kurdystan (za radą USA) gotowe przesyłać -przez Turcję- gaz do UE…Kontrakt ma opiewać na 50 lat.
    4) USA prowadzi w tamtym regionie nie politykę ale szereg niezbornych ruchów, zwłaszcza podczas nasilonych walk widać bezwładne działania amerykańskich doradców przy irackiej armii… W tej sytuacji Amerykanie „pokochali” Iran, bo im potrzebny: okazuje się, że dla USA demokracja nie jest najważniejsza…Zbliżenie USA do Iranu ośmiela do antyamerykańskich nastawień i dążeń, nawet – wśród dotychczasowych pupilów Obamy – w Arabii Saudyjskiej i w Izraelu…
    5) Mimo sprzeciwu USA, Irak zakupił w Rosji broni za 4 mld dolarów; dostawy w toku.

Sorry, the comment form is closed at this time.