Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    I*** o O paranoi giedroyciowych i bar…
    osoba prywatna o Wolne tematy (08 – …
    Adrian o Wolne tematy (08 – …
    Mietek o Ekspert: wysłanie Abramsów prz…
    Krzysztof M o Ekspert: wysłanie Abramsów prz…
    Krzysztof M o Ekspert: wysłanie Abramsów prz…
    CBA o Wolne tematy (08 – …
    Sudbina Srba o Zełeński niszczy Ukraińską Cer…
    I*** o O paranoi giedroyciowych i bar…
    Barbara Chojnacka o Izolacja Zełenskiego
    CBA o Wolne tematy (08 – …
    Sudbina Srba o Wolne tematy (08 – …
    burakzkartoflandii o Polskość czarnych Polaków na…
    ats42 o Izolacja Zełenskiego
    CBA o Polskość czarnych Polaków na…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Bohater powstania warszawskiego Stanisław Likiernik: zabiłem go, to było jak pstryknięcie palcem

Posted by Marucha w dniu 2014-07-01 (Wtorek)

Pamiętam rzeczy straszne, potworne, patrzę na nie w pamięci i boli mnie wszystko: oczy, dłonie, serce – wspomina Stanisław Likiernik, żołnierz AK, uczestnik powstania warszawskiego w wywiadzie-rzece „Made in Poland”.

– To było zbyt kosztowne jeśli chodzi o ludzi, miasto, zabytki – mówi o powstaniu. Bohater walk w Warszawie krytycznie ocenia decyzję o rozpoczęciu powstania w stolicy 1 sierpnia 1944 r. – Jakie wartości wychowawcze ma totalna klęska? Jakie ma pozytywne działanie przez wiele wieków? Chyba to, że już nigdy kretyni nie będą wiedli dzieciaków na barykady! – twierdzi Stanisław Likiernik.

Stanisław Likiernik jest jednym z pierwowzorów postaci „Kolumba” z głośnej powieści Romana Bratnego „Kolumbowie rocznik 20”. O swojej służbie w żoliborskim oddziale warszawskiego Kedywu oraz o powstaniu warszawskim Likiernik, rocznik 1923, syn oficera Wojska Polskiego, opowiada bez patosu, otwarcie i czasami brutalnie szczerze. Brał udział w akcjach dywersyjnych, a także w likwidacji zdrajców i Niemców.

Bez wyrzutów sumienia

– Raz czy dwa całą noc we śnie walczyłem, uciekałem, robiłem zasadzki. Tylko tyle. Nie miewam koszmarów, choć pamiętam rzeczy straszne, potworne, patrzę na nie w pamięci i boli mnie wszystko: oczy, dłonie, serce – mówi Likiernik.

Uważa, że podczas niemieckiej okupacji nie można było nic nie robić. Nie można było nie walczyć. Polemizuje w ten sposób z Piotrem Zychowiczem, który w książce „Obłęd ’44” twierdzi, że akcje Armii Krajowej, a także innych organizacji konspiracyjnych wymierzone w Niemców jedynie nakręcały spiralę przemocy. Zdaniem Likiernika Niemcy i tak by mordowali Polaków.

Stanisław Likiernik wziął udział w głośnej likwidacji sadystycznego banschutza Karla Schmalza „Panienki”, podczas akcji strzelił do jednego z Niemców. – Zabiłem go, ale to było jak pstryknięcie palcem. Fraszka. To przykre, co mówię, ale tak jest. Mnie to absolutnie nic nie kosztowało. Trzeba było to zrobić” – stwierdza Likiernik, dodając, że nikt przecież nie lubi zabijać, „ale jest rozkaz i koniec. Nie było metafizycznych rozterek”.

– To jest tragiczny aspekt tego wszystkiego: zabijanie bez wyrzutów sumienia – stwierdza. Cieszy się jednak, że nie musiał strzelać do kogoś bezbronnego, patrząc mu w oczy.

Swoim rozmówcom – Emilowi Maratowi i Michałowi Wójcikowi mówi, że nie zdają sobie sprawy z tego, co to znaczyło przestać być zwierzyną łowną i zmienić się w myśliwego. Kiedy udało się odwrócić role i zapolować na Niemca „to było uczucie nieporównywalne z niczym”. Akcje, w których brał udział nie były obowiązkiem, ale radością i wyznaje, że przez wiele lat po wojnie miał kłopoty z życiem bez adrenaliny.

Likiernik sądzi, że podobne odczucia jak żołnierze Kedywu mieli powstańcy żydowscy w getcie warszawskim. Walcząc przestawali być niewolnikami. – Mówi się też o broni dla Żydowskiej Organizacji Bojowej, że AK nie dawała. Wtedy tej broni po prostu nie było. Gdzie była ta broń, którą mieliśmy na składzie, żeby ją komuś dawać? Gdzie? Dowód: jak wybuchło powstanie w sierpniu 1944, to sami nie mieliśmy broni – wyjaśnia bohater powstania.

Marat i Wójcik pytają Likiernika o antysemityzm w szeregach AK.

– Nigdy w życiu tego nie widziałem ani nie słyszałem. Rybicki (dowódca warszawskiego Kedywu) przyjął Aronsona, gdy ten uciekł z transportu do Treblinki. Nie było w Kedywie żadnego problemu na punkcie pochodzeniowym. O mnie Rybicki też wiedział. Moim zdaniem to absolutne bzdury o tym antysemityzmie w AK. Na pewno jakiś facet, jeden czy drugi, w AK był prywatnie antysemitą, ale że AK była antysemicka to bzdura – mówi powstaniec.

Stanisław Likiernik wywodzi się z rodziny o korzeniach żydowskich, czuje się Polakiem.

– Powiedzenie „z pochodzenia Żyd” ma sens, ale mówienie o katoliku, którym był mój ojciec i którym ja jestem „polski Żyd”, jest bez sensu i skandaliczne”. Likiernik wskazuje, że przecież jego koledzy: Strasburger, Mueller, Breitkopf nigdy nie byli nazywani „polskimi Niemcami”. – Ludzie mają prawo do wyboru narodu, do którego chcą należeć – twierdzi Stanisław Likiernik.

Bez broni, bez doświadczenia

Znaczna część rozmowy poświęcona jest powstaniu warszawskiemu, w którym Likiernik walczył. Rozmówca Marata i Wójcika twierdzi, że przed powstaniem jedynie 100-200 osób w Warszawie miało doświadczenie bojowe.

– Wiecie, że kamienica, w której generał Chruściel podpisał rozkaz rozpoczęcia powstania przetrwała? Nad główną bramą jest rzeźbiony orzeł, a nad bocznym baranie łby. Moim zdaniem generałowie za często używali bocznego wejścia – mówi Likiernik.

Bardzo krytycznie wypowiada się o decyzji podjęcia walki w Warszawie 1 sierpnia 1944 roku. Przypomina jak Okulicki szantażował dowódcę AK, gen. Bora-Komorowskiego, że zarzuci mu brak patriotyzmu, jeśli powstanie nie wybuchnie, a Chruściel przedstawiając na kilka dni przed wybuchem powstania mizerny stan zaopatrzenia w broń wyjaśnił, że zostanie on zrekompensowany żądzą walki i „furią odwetu”. Okulicki dodawał, że broń zdobywa się na nieprzyjacielu.

Stanisław Likiernik jest zdania, że ci, którzy parli do powstania i zdecydowali o jego wybuchu, nie działali racjonalnie, „byli chyba w amoku”. – Jedynym końcem powstania, jaki sobie wyobrażaliśmy mogło być zabicie wszystkich albo w najlepszym razie wzięcie do niewoli i pewnie potem rozstrzelanie. Ale nie kapitulacja. Tak wtedy wszyscy myśleli – wspomina powstaniec.

Likiernik uważa, że o powstaniu warszawskim można mieć rozmaite opinie, „ale to, że to była tragedia, jest pewne i oczywiste. Bo jeśli jest inaczej, to nie rozumiem słowa tragedia. Dwieście tysięcy zabitych, miasto zniszczone i tak dalej – to nie jest tragedia? No to, co w takim razie jest tragedią? Dla mnie ktoś, kto neguje, że powstanie było tragedią i katastrofą, to zupełny osioł”.

Gdy Marat i Wójcik przywołują argumenty obrońców sensu powstania, że było konieczne ze względów moralnych i psychicznych a także wpłynęło wychowawczo na przyszłe pokolenia, Likiernik odpowiada: „Niedobrze mi się robi od takiego myślenia. Jakie wartości wychowawcze ma totalna klęska? Jakie ma pozytywne działanie przez wiele wieków? Chyba to, że już nigdy kretyni nie będą wiedli dzieciaków na barykady!”.

Likiernik nie zgadza się z przywołanym przez jego rozmówców poglądem Jarosława Marka Rymkiewicza, że gdyby nie było powstania, Polacy zmarnieliby, ulegli degeneracji. Uważa bowiem, że opór wobec komunizmu i tak trwałby bez tego rozlewu krwi.

Polemizuje też z opinią Zdzisława Najdera, że dzięki powstaniu pokazaliśmy, że mamy honor i dumę. Bez niego nie byłoby też ‚Solidarności'”. – To było zbyt kosztowne. Kosztowne jeśli chodzi o ludzi, miasto, zabytki, jeśli chodzi o kulturę – twierdzi Stanisław Likiernik.

Marat i Wójcik przypominają, że gdy było otwierane Muzeum Powstania Warszawskiego, mówiono, że jest to muzeum polskiej walki o godność. Likiernik odpowiada: „Myśmy mieli godność, nigdy jej nie straciliśmy”. Przywołuje działalność polskiego podziemia, udział żołnierzy polskich w walkach na prawie wszystkich frontach wojny, bardzo małą kolaborację Polaków w porównaniu z Czechami, Francuzami i Holendrami.

– Zatem ocalilibyśmy godność i bez powstania. A tak, owszem, godność zachowaliśmy, tylko potem zabrakło setek tysięcy ludzi, w tym moich najlepszych przyjaciół – podsumowuje.

Książka Emila Marata i Michała Wójcika „Made in Poland. Opowiada jeden z ostatnich żołnierzy Kedywu Stanisław Likiernik” ukazała się nakładem wydawnictwa Wielka Litera.

http://historia.wp.pl

Komentarzy 45 do “Bohater powstania warszawskiego Stanisław Likiernik: zabiłem go, to było jak pstryknięcie palcem”

  1. Aro said

    Dla mnie Warszawiaka dzień 1 sierpnia ma duże znaczenie. Czasem się zastanawiam jaki tu powstaje rozdźwięk. Jednocześnie żałuję mojego miasta, które w odróżnieniu np. od czeskiej Pragi zmieniło się w dużej mierze w architektoniczny bajzel, z drugiej zaś strony poświęcenie tylu tysięcy ludzi wymaga ode mnie wdzięczności. Od kilku już lat mieszane uczucia towarzyszą mi wraz z nadejściem tego święta. Nie ma w nich jednak bezmyślnej radości, którą usilnie próbuje się młodym przekazać.

    Mój rodzinny dom liczy sobie ponad 120 lat i stoi na Woli. To ta dzielnica dostała najbardziej w kość. Dom ostał się, ponieważ Niemcy mieli tu jakieś swoje bazy, lokale, czy coś podobnego. Do niedawna mieszkała w nim pewna przemiła starsza pani. Dziś stan zdrowia zmusił ją do przeprowadzki do dzieci. Opowiadała mi kilka lat temu, jak już stała pod murem z dzieckiem na ręku. Ustawili tam wszystkich mieszkańców kamienicy. Naprzeciwko Niemcy rozstawili na trójnogu karabin. Jej dziecko płakało na rękach więc dłonią zatykała mu usta. Na ten widok Niemiec, świadomy co ma zrobić, płakał. Taka ckliwa historia, lecz prawdziwa. Rozeszło się „po kościach”. Jedna ze stojących pod murem pani znała niemiecki i składała wyjaśnienia, co do kwestii rzekomego ostrzału prowadzonego z kamienicy. Niemcy w konsekwencji zabili „tylko” jednego mężczyznę, a reszta rozeszła się do domu.

    Opowiadała mi też, że w końcówce powstania susami musiała przechodzić nad ciałami zabitych, którzy leżeli na ulicy. Na pytanie „czy powstanie było potrzebne?” odpowiedziała mi krótko „nie”.

  2. Boydar said

    „Jakby ktoś wiedział, że się przewróci, to by się położył” Dopóki nie odkłamiemy historii, to wszystko to o dupę potłuc. Kaleczymy siebie i poniewieramy Bohaterów.

  3. Gdyby powstania polskie kończyły się sukcesem, stanowiłyby opokę i chlubę dla odzyskanego państwa Polskiego. Ponieważ to w 44 zostało krwawo stłumione, Warszawa kompletnie zniszczona i wolność dla Polski się nie stała – małoduszni pragmatycy, jak zawsze, narzekają, a czasem wręcz plują na powstańczą walkę – warszawską,listopadową, mierosławską i styczniową. Wolno im. Tylko po co? – Słusznie rzekł Boydar: „Jak by ktoś wiedział, że się przewróci, to by się położył”.

  4. Kar said

    re:2

    ..ja na pana miejscu nie przejmowalbym sie zbytnio historia..wymysl pan cudowna rozdzke czarodziejska, zeby odlamac terazniejszosc..to skurwysynstwo na gorze…(postawie kawe i rurke kremowa)

  5. Aro said

    2,3

    Zgadza się. Dziś nam łatwo oceniać bo mamy większą wiedzę. Ja jednak przytoczyłem wypowiedź świadka tamtych wydarzeń. Mnie wtedy to lekko zdziwiło i oburzyło. Dziś jednak, jak napisałem wcześniej, nie umiem powstania warszawskiego jednoznacznie ocenić.

  6. Marucha said

    Re 3:
    Panie Jakubie, wielokrotnie już pisaliśmy tutaj, że nie plujemy na bohaterów Powstania, przeciwnie, mamy dla nich najwyższy szacunek. Co nie oznacza, że nie odnosimy się krytycznie do samej idei Powstania. Było niepotrzebnym przelewem krwi.

  7. JO said

    Uważa, że podczas niemieckiej okupacji nie można było nic nie robić. Nie można było nie walczyć-Stanislaw Likiernik

    Tak jest I dzis, kto siedzi bezczynjie jest Zdrajaca I kolaborantem!

  8. Kar said

    re:7

    panie JA, czy sie panu podoba czy nie, to wszyscy jestesmy bezwolnymi kolaborantami. Placimy-utrzymujemy ich..a oni z milosci do nas jak ta pchla szachrajka..(Brzechwa byl ichni i wiedzial o czym bazgroli)

  9. Wojtek said

    Ja Powstanie Warszawskie umiem jednoznacznie ocenić – Chwała Bohaterom.

    Co innego jednak w sprawie dowódców – masońskich sługusów antychrysta – krótka rozprawa i pod ścianę.

  10. JO said

    ad.8. Tak, wszyscy bezwolnie Kolaborujemy.., jednak mozna cos robic I nie tylko probowac sie od tego uwolnic a UWOLNIC SIE lub nie robic nic I byc jak wyzej….

  11. JO said

    Moim celem jest Uwolnienie sie od Unych Indoktrynacji, co przez ostatnie kilka lat niemalze zrobilem.

    2 celem jest uwolnic sie od unych niewolniczego system co w przypadku realiowoznacza dostosowac go tak, by pracowal na mnie a to jest mozliwe. W tym to my powinnismy laczyc sily I WALCZYC

  12. Eryka said

    Ad.6
    Panie Marucha:nie zgadzam sie z tym twierdzeniem ze powstanie sensu nie mialo.Mialo i to bardzo duze.Podziwiam tych mlodych,gniewnych ktorzy podjeli sie tego.Wiadomym bylo ze
    niepowodzeniem skonczy sie ale chwala tym mlodym bohaterom ktorzy zycie oddali dla slusznej
    wedlug nich sprawy.Z cala stanowczoscia moge powiedziec ze dzisiejsza mlodziez nie podjela
    by sie tego wyzwania.Oj nie.

  13. JO said

    ad.11. Nie tylko nie mialo sensu ale I bylo Zbrodnia

  14. Kar said

    ..chwala tym mlodym bohaterom ktorzy zycie oddali dla slusznej..

    no wlasnie..akuratnie w dobra strune Pani uderzyla.. .., bo slusznosc widac-wali po oczach (patrz cholota/lobuzy sejmowe-sluszna sprawa,… fale emigracji-sluszna sprawa!! etc)

  15. bart_w said

    Ciekawe. Nikt jakos nie kwestionuje idei ani sensu powstania po drugiej stronie Muru.

    Quod licet Iovi, non licet bovi…

  16. Aro said

    14

    Panie Bart – przecież oni to już niemal po fakcie zrobili. Garstka przy życiu została i nie mieli wyjścia. Finał taki sam ale nieco więcej godności. Poza tym tam po drugiej stronie muru były same „plewy żydowskie”, ich pobratymcom niepotrzebne, prawdopodobnie wielu z nich czuło się nawet Polakami. Oczyścili swój ród.

    Ja wiem, że to przykre dla naszych bohaterów z drugiej wojny, że nagle dowiadują się od byle gluta, że to nie miało sensu, ale proszę mi go wskazać? Jeśli sensem jest śmierć sama w sobie, to tego sensu było faktycznie bez liku. Ja sens widzę w efektach. A tu poszło wszystko nie tak.

  17. JO said

    ad.13. …I nie chwala mlodym Bohaterom. Oni niestety nie zdali egzaminu dojrzalosci. Nawet Mlody Mezczyzna – mloda Kobieta- nie mowie o dzieciach, powinni wiedziec co oznacza byc Katolikiem zolnierzem.

    Niech Pan przestanie, panie JO… -admin

  18. Kar said

    .A tu poszło wszystko nie tak..

    ..nie czepiam sie i bez sarkazmow..niech Pan idzie konsekwentnie za ciosem i z laski swojej przytoczy chociaz jeden banalny przyklad w sprawie polskiej kiedy cos „poszlo na tak”..zawsze i wciaz jest na „nie” Polakom zycie organizuja bohaterzy, ktorych nalezaloby izolowac/wyeliminowac (trzymac z dala od naszego kraju..na lancuchu w Izraelu)

  19. Marucha said

    Re 11:
    Tych młodych patriotów, którzy oddali życie w Powstaniu, bardzo nam później brakowało.

    Re 13:
    Powtarzam po raz n-ty, że nie potępiamy powstańców. Czcimy ich. Potępiamy tych, którzy rzucili do beznadziejnej walki kwiat polskiej młodzieży.

    Re 14:
    Chodzi chyba o skalę obu powstań.

  20. bart_w said

    Proszę Was.

    W tym roku jakoś wcześniej niż zwykle rozpoczyna sie kampania plucia na Powstanie. Przez kilkanascie lat dorocznie strzepilem sobie klawiature na w miare spokojne wyjasnianie, jakimi przeslankami kierowali sie Powstancy i dlaczego zasluguja na nasza pamiec i najwyzsza czesc. Dopoki zyl Andrzej Rumianek, („Tygrys”), ktory w niewielkim lokalu-muzeum nieopodal Pomnika Powstania wyjasnial jak chlop krowie na rowie wszystkim, ktorzy chcieli sluchac, o co wtedy w Warszawie szlo i co to oznaczalo miec jaja, czulem, ze mam jakies wsparcie. Ale dwa lata temu, w sierpniu (nomen omen) Tygrys odszedł do swoich towarzyszy broni. Wraz z nim umarla racja i prawda.

    A ja jestem stary. Mam serdecznie dosc, jako ze wiekszosc osob spoza Warszawy nie rozumie duszy Stolicy i powtarza rozmaite dywagacje, mieszajac do sprawy rozniste polityczne fakcje,jakies rozkazy, polecenia, podpisy, a przede wszystkim własną żółć. A sprawa prosta jak drut. Lepiej było zginąć z bronią w rękach, niż poddac się rzezi jak bydlę.

    Ale cóż, zawsze na wierzchu znajda sie ci, którzy mówią dużo, szybko i głośno. Ponadto, tych, którzy usiłują odreagowac jakies dziwne, a moim zdaniem wyimaginowane kompleksy slowami pogardy dla Warszawy i jej mieszkańców jest zadziwiająco wielu.

    Więc niniejszym dla oszczędzenia nerwów na starość sobie odpuszczam, czynie sobie wakacje od Gajówki i żegnam sie ze wszystkimi życzliwymi, a nieżyczliwym nareszcie schodzę z widoku. Może zapukam tu z powrotem za kilka miesięcy, gdy już jesienne deszcze spłuczą splujki z mogił moich bohaterów, a może i nie, bo właściwie nic tu po moich skromnych uwagach.

    Zatem dobranoc Państwu.

  21. Marucha said

    Re 20:
    Niech Pan nie zwraca uwagi na ekstremalne wypowiedzi i nas nie opuszcza.
    Gajowy – też Warszawiak z metryki.

  22. Boydar said

    Boydar – urodzony w Warszawie, o 13:00, pod mostem, w zaciemnienie słońca i w Popielec. Dziadku Bart, zostań !!!

  23. Aro said

    20

    Panie Bart – ja nic złego nie miałem na myśli. Ja wciąż cenię i podziwiam tych wszystkich, którzy stanęli do walki. Podziwiam ich męstwo i odwagę. Ale jednocześnie mi ich szkoda. Polegli i niewiele osiągnęli. To jest smutne. Ale w naszym kraju dużo jest smutnych rzeczy. Im należy się chwała i pamięć, ich dowódcom rzeczowe osądzenie.

    I proszę się nie wygłupiać, ale potrzeba takich głosów jak Pański. Niech Pan chwilkę odsapnie i wraca i pisze dalej.

  24. Boydar said

    Wiem, że rzeczy i spraw przynależnych do innego świata – męstwa, honoru, bezinteresownego poczucia patriotyzmu i wolności, nie możemy ocenić i docenić w pełnym wymiarze. Bo dziś już nie mamy takiej miary. Ale możemy próbować…

  25. TomUSAA+ said

    Ciekawym, ilu z Szanownych Przedmówców przeczytało „Obłęd 44”? Ja jestem w dziale n/t generała Tatara (ostatnie rozdziały). Nie będę komentować – dodam tylko, że jest to książka, która powinna być w bibliotece każdego, kto stara się zrozumieć dlaczego w Polsce jest jak jest (i było). Ja, czytając często wręcz „płakałem z bezsilności”.

  26. Sowa said

    Re 19 & 20:
    Nie chodzi o plucie na Powstanie. Powstańców należy szanować. Ale mam wrażenie że to pielęgnowanie bezsensownych i wykrwawiających zrywów, skazanach z góry na porażkę, jest celowe i ma podtrzymać w Polakach obraz mięsa armatniego dla realizacji obcych celów.

  27. Aleksander said

    „Matka Łaskawa w ciągu 16 miesięcy wielokrotnie uprzedzała, że jedynym sposobem na pokój i zakończenie wojny jest nawrócenie, modlitwa i pokuta, nie zaś pięści i butelki z benzyną.
    Młodzi warszawianie jednakże bezgranicznie ufali w moc pięści i nie widzieli powodu, by w swoje plany wtajemniczać Boga. Stolica w obliczu godziny W zachowała się tak, jak zachowują się przemądrzałe dzieci, które chcą wszystko robić same, bez pomocy Mamy i Taty!
    Nie chciano pamiętać, że to, co dzieli zwycięstwo od klęski, to nie moc oręża, przeważające siły czy strategia nawet najgenialniejszych dowódców, lecz wola Boga Najwyższego, który zawsze i wszędzie Sam o wszystkim decyduje!
    Nie chciano pamiętać, że to jedynie od Niego zależy, czy ludzkie plany zaowocują sukcesem, czy zakończą się porażką.
    Miał tą świadomość lud Warszawy w sierpniu 1920 roku, kiedy leżał krzyżem przed Patronką Stolicy i Strażniczką Polski, błagając o ocalenie stolicy, ocalenie Polski.
    W 1920 roku warszawianie mieli świadomość, że współpracując z Najwyższym, będą w stanie pokonać pięciokrotnie liczniejszych i zdeterminowanych bolszewików. Wiedzieli, że gdy współpracują z Bogiem, siła i moc są po ich stronie. Bo: Jeśli Bóg jest z nami, to kto przeciwko nam?”

    http://dzieckonmp.wordpress.com/2010/12/04/objawienia-w-siekierkach-w-1943-roku-odnoszace-sie-do-powstania-warszawskiego/

  28. ikarek said

    Aleksander, dzięki za te słowa.

  29. Stary Warszawiak said

    Jako stary warszawiak i świadek Powstania Warszawskiego może kiedyś jak znajdę trochę czasu opiszę we fragmentach jak
    wyglądała Warszawa w latach okupacji i jak i dlaczego „doszło do Powstania”.
    Dzisiaj, gdy jest więcej informacji na ten temat mogę powiedzieć jedno, gdyby w Warszawie nie zorganizowała Powstania
    Armia Krajowa – to by je zorganizowała prosowiecka (super znikoma) Armia Ludowa i wtedy Armia Radziecka natychmiast by wkroczyła w sierpniu 1944 roku do Warszawy. Tylko wtedy żydowscy propagandziści Stalina by powiedzieli no i co z tego
    że Armia Krajowa była taka liczna jak przez całą niemiecką okupację stała z bronią u nogi i nic nie robiła.
    Stalin, a właściwie jak wynika z książek Albina Siwaka „Bez strachu” jego (znienawidzony przez żydów) marszałek Żukow
    mógł zakończyć II wojnę światową już w 1944 roku.
    Ale Stalin (na zalecenie żyda Berii) wstrzymał całą radziecką ofensywę 15 – 18 km od Warszawy, ażeby Niemcy mogli wybić
    „kwiat polskiej młodzieży”, a po upadku Powstania ocalałe domy systematycznie palić.

  30. Zerohero said

    AD REM

    1. Oczywiście bez wątku żydowksiego nie dało się tematu ruszyć….

    2. Do osłów gloryfikujących wychowawcze zalety powstania należy Łysiak.

    @29,Stary Warszawiak

    propagandyści Stalina mogli wmówić i powiedzieć co chcieli. Nie był im do tego potrzebny żaden pretekst. Proszę nie gdybać. Pańskie gdybanie usprawiedliwia zbrodniczą decyzję posłania nieuzbrojonych dzieci do boju.

  31. JerzyS said

    A co Cyngiel wie o rzeczywistości i GL zwolenników ugody z Rosjanami i systematycznie ich likwidowało.
    Do tego potrzebni im byli tacy „Bochaterowie” jak Cyngiel
    Gestapo wysługiwało sie po stronie AK i GL takimi jak Cyngiel

    Czyściłoza pomoca Patriotycznych Cyngli ugodowe skrzydło w AK i GL , natomiast chroniło i wspierało „Niezłomnych”!
    Jak to sie nie udawało , to GESTAPO wkraczało i do akcji osobiście
    Ostforschung!
    i opłacani przez nich :polscy” historycy
    i zbrodnia IPN przekazania Niemcom materiałów dotyczących zbrodni niemieckich zwanych dla zmylenia przeciwnika hitlerowskimi!

  32. JerzyS said

    Po wojnie „Niezłomni” składali sie z dzieci i co najwyżej z przedwojennych podoficerów!
    jakie mieli szanse , jaka strategię?
    Jaki mieli Cel?
    jak do Osiągnięcia tego Celu dobrali Metodę?

    My Polacy zamiast żywych czcimy trupy

    To jest myslenie stereotypami:

    Stereotyp
    Rycerza
    lub
    Męczennika

  33. Boydar said

    @ Pan Jerzy S (32)

    Pańskie „… My Polacy zamiast żywych czcimy trupy …” nie zasługuje na cenzuralny komentarz.

  34. ERROR 404 NSZ said

    Ad 32.

    Nie prowokuj Acan, już widzę jak mężnie stawasz w tamtych okrutnych terminach. Breszesz waść i tyla twego…

  35. Romank said

    „Niedobrze mi się robi od takiego myślenia. Jakie wartości wychowawcze ma totalna klęska? Jakie ma pozytywne działanie przez wiele wieków?

    Chyba to, że już nigdy kretyni nie będą wiedli dzieciaków na barykady!”.

    Polak , Powstaniec Stasiek Likiernik

    Ps. Ci z drugiej strony muru..wiedzieli ze moga walczyc tylko o godna smierc…i nic wiecej!

    Z tej przetrwali kretyni…poddajac Powstanie, kroczyli po trupach dzieciakow…. i kuzwa zadnej nauki…nic….emmopstrembzdrem…kukuryku….

  36. Twardy Orzech said

    Warszawa to arcydzielo patriotyzmu!
    Warszawa to piekny sen patrioty i oprawcy dreszcz i zimne poty!
    Warszawa to wieczny, nieusuwalny pomnik niemieckiego
    bandytyzmu, jek, przerazenie i kleska bolszewizmu!
    Warszawiak wie ze lepiej godnie zyc i zginac dumnie niz pelzac na
    na kolanach jak niewolnik

    Wieczna Czesc i Chwala!

    http://vimeo.com/m/46745666

    „1 sierpnia 1944 roku, w Legionowie, jako jednym mieście poza Warszawą, wybuchło powstanie warszawskie. Sztab powstańczy mieścił się w budynku przy ul. Jagiellońskiej 30. W walce z okupantem brało udział bezpośrednio ponad 4 tys. mieszkańców Legionowa. ”

    To moje miasto i moja ziemia, i po tych przepieknych mazowieckich
    zoltych piaskach stapali i beda stapac nizlomni bohaterowie z podniesionym
    czolem i kazde ziarenko jest cenniejsze niz te belkoczace o klesce mordy!
    Milczesc i chylic lby!

  37. Twardy Orzech said

    Jak uśmiech dziewczyny kochanej
    Jak wiosny budzącej się wiersz
    Jak świergot jaskółek nad ranem
    Młodzieńcze uczucia nieznane
    Jak rosa błyszcząca na trawie
    Miłości rodzącej się wiersz
    Tak serce raduje piosenki tej śpiew
    Piosenki o mojej Warszawie

    Jak pragnąłbym krokiem beztroskim
    Odnaleźć wędrówek mych ślad
    Bez celu się przejść Marszałkowską
    Na Wisłę napatrzeć się z mostu
    Dziewiątką pojechać w Aleje
    I z tłumem się spleść w Nowy Świat
    I ujrzeć jak dawniej za młodych mych lat
    Jak do mnie Warszawo się śmiejesz

    Ja wiem żeś ty dzisiaj nie taka
    Że krwawe przeżyłaś już dni
    Że rozpacz i ból cię przygniata
    Że muszę nad tobą zapłakać
    Lecz taką jak żyjesz w pamięci
    Przywrócę ofiarą swej krwi
    I wierz mi Warszawo prócz piosnki i łzy
    Jam gotów ci życie poświęcić

  38. Boydar said

    „Milczeć i chylić łby!” !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  39. jan said

    STARE MIASTO
    Nie żal mi głodu, udręki,
    Śmierci codziennej i strachu,
    Płonących dachów,
    Ruin kamienic,
    Krwi na każdym bruku.
    Żal mi tych dzieci.
    Żal mi tych chłopców prawdziwych.
    Tych świętych dziewcząt.
    Żal mi POLAKÓW.
    Co życie oddali…
    Czy za swołocz?
    Co depcze dziś święte kamienie!
    Czy za zniewolenie?
    Czy za gnidy?
    Co gnębią me miasto!
    Czy za upodlenie?
    Kwiat ginął warszawskiej młodzieży.
    Bo wierzył! Bo wierzył…
    A zdrajcy knuli, zdradzali.
    I spiskowali!
    Hitler! Roosevelt! Churchill i Stalin!!!
    Chrystus zwycięży!!!

    Z tomiku wierszy „Wołający”

  40. Jerzy said

    @Aro,1. Może i zmieniło ci się miasto w architektoniczny burdel ale nigdy takiego słowa nie uzyłbym o swoim mieście, a tym bardziej o swoim ukochanym mieście. Nie jestem z Warszawy lecz pamiętam jak caly naród odbudowywał swoją stolicę, pamietam rodziców tez nie będacych warszawiakami, który mieli zawsze łzy w oczach gdy w piosence słyszęli „…Warszawo, ty moja Warszawo….”. Później dopiero nam dzieciom opowiadali o tym co Warszawa i Warszawiacy przeszli. Ech!

  41. Luxeuro said


    Ciekawe że osoba ktora miała kontakty z Sowietami i była „nie czysta” dostała takie poważne stanowisko.

  42. Luxeuro said

    Ad.41 – proszę słuchać od 16 minuty

  43. Zdziwiony said

    Wojenna tragedia Warszawy zrodziła mnóstwo problemów. W sferze symbolicznej pojawiła się konieczność jej upamiętnienia, zaś w praktycznej kilkadziesiąt milionów metrów sześciennych gruzu do uprzątnięcia.

    Poza wszelką dyskusją pozostawała jednak konieczność upamiętnienia zniszczenia Warszawy oraz ofiary jej obrońców. Dominującą była idea usypania kopca-pomnika z warszawskich gruzów. Skierowano memoriał w marcu 1945 r do gen. Mariana Spychalskiego – pierwszego powojennego prezydenta Warszawy. Swoją wizję przedstawił BOS-owski architekt Stanisław Gruszczyński.

    Projekt Kopca Wolności
    Usunięcie ze zniszczonej Warszawy piętnastu czy nawet dwudziestu milionów metrów sześciennych gruzu przedstawia ogromne, nie spotykane w historii zagadnienie. Dużo myślano, radzono i konferowano nad tą sprawą:
    był projekt łodziami po Wiśle wywozić gruz poza miasto, projektowano mielenie gruzu i wykonywanie z niego cementu, były zresztą i inne projekty, które nie wytrzymały próby życia. Zaczęto wreszcie gruz wywozić furmankami poza miasto, przy czym przeciętna odległość wynosiła około 6 km. Ale nie jest to chyba najlepsze wyjście, bo koszt przewiezienia 1 metra sześciennego gruzu wynosi przeciętnie 280 zł przy tym zaśmiecane i zakurzane były dzielnice mieszkalne jak Mokotów, którego zniszczenie jest znacznie mniejsze niż centrum Warszawy.

    Używanie gruzu na wał Wiślany nie jest celowe, gdyż lepszym materiałem na wał jest ziemia, jezdnia z gruzu, czy nawet gruzobetonu jest nietrwała, zasypywać glinianki można ziemią z nieużytków podwarszawskich. Woźnice wioząc gruz za miasto na odległości kilku, a nawet kilkunastu kilometrowe, starają się po drodze byle gdzie wóz wyładować, w ten sposób gruz jest przerzucany z miejsca na miejsce, czekając ostatecznego przetransportowania na miejsce.

    Gdybyśmy spróbowali spojrzeć na ten gruz inaczej, nie jak na zwykły gruz, ale jak na szczątki dawnej, umarłej Warszawy… Szczątki te noszą na sobie ślad pracy naszych przodków, miliony rąk dotykało ich w ciągu wieków, tysiące polskich istnień żyło wśród tych murów, leżących teraz w gruzach, nasyciły je obficie potem, łzami i krwią w wiecznych zmaganiach z wrogiem. Te szczątki to nie gruz, to relikwie. Umarła dawna Warszawa wraz z dawną epoką, powstaje nowa epoka i nowa Warszawa.

    Nie można szczątek tej dawnej Warszawy rozwłóczyć na cztery strony świata w tumanach kurzu, trzeba je z poszanowaniem pochować.

    Jedynym godnym miejscem na grobowiec starej Warszawy jest sama Warszawa.

    Tu żyły, tu pokolenia rodziły się, spełniały swoje zadanie i cele, tu umarły i niech tu zostaną, tym bardziej, że ze stroną uczuciową wiąże się i strona praktyczna, mianowicie oszczędzenie wielu milionów złotych.

    Na wysokim brzegu Warszawy, na skarpie, na terenach Frascati, czy Szpitala Ujazdowskiego powinno się znaleźć miejsce dla zgromadzenia gruzów dawnej Warszawy w formie wysokiego kopca, powiedzmy Kopca Wolności. Z milionów metrów sześciennych gruzu powstałaby góra około 160 m. wysoka a od strony Pragi jeszcze wyższa przez swoje położenie na wysokim brzegu.

    Byłaby to rzecz wielka i potężna i ożywiałaby płaską i ubogą topografię podmokłej niziny mazowieckiej.

    Do serc ludzkich przemawiają tylko rzeczy wielkie – jak odwieczne piramidy, jak niebotyczna wieża Eifla, jak kolosalny posąg Wolności w Nowym Jorku lub Pałac Sowietów. Trwałym i niezniszczalnym symbolem Warszawy stałby się Kopiec Wolności. A sypanie kopców jest wyłączną tradycją Polaków, odruchem narodowym, dającym wyraz uczuciom uwiecznienia bohaterstwa; Kopiec byłby widocznym znakiem, jakby słupem granicznym dzielącym dwie epoki. W wyjątkowych czasach powstają rzeczy wyjątkowe.

    Nie byłaby to taka sobie zwyczajna góra… Wnętrze jej kryłoby labirynt krypt i sal sklepionych, w których spoczęłyby w ciszy i niezmąconym spokoju prochy bohaterów narodowych. Kopiec stanowiłby jednocześnie trwałe mauzoleum, o które rozbijałyby się wszelkie zawieruchy dziejowe, pozostawiając niezniszczalne pamiątki we wnętrzu.

    Wywożenie gruzu poza Warszawę jest kosztowne, przewiezienie go do bliskiego centrum da możność zaoszczędzenia z górą 100 zł na metrze sześciennym, a pomnożone tylko przez 10 milionów daje miliard złotych oszczędności.

    Wyobraźmy sobie, że odgałęzienie Alei na Skarpie przejdzie przez środek góry na wylot, w samym centrum stałaby, stopniowo wznoszona, o prostej konstrukcji wieża betonowa zawierająca dwie wielkie windy, zabierające od razu parę ton gruzu. Specjalny podjazd dla furmanek, czy kolejki wąskotorowej ułatwiałby mechaniczne, szybkie i łatwe opróżnianie tych wozów, gruz zaś obsuwałby się po pochylni do dźwigu, następnie prąd elektryczny wciągałby go na wieże i mechanicznie wyładowywał. Podjazd, tunel betonowy, krypty i korytarze byłyby oczywiście uprzednio wykonane; łatwo, bo na powierzchni ziemi i z łatwym dostępem. W ten sposób szybko i sprawnie szedłby ładunek za ładunkiem i rosłaby góra, stając się widoczną z coraz odleglejszych okolic, aż urosłaby do takich rozmiarów, że byłaby widoczna z odległości dziesiątków kilometrów. I każdy ciągnący w stronę Warszawy widziałby z oddali wierzch, później górę rosnącą i potężniejącą w miarę zbliżania się, szczyt góry zakończony byłby specjalną budowlą, opartą na lesie kolumn tworzących ażurową przerwę w górze.

    Budowla ta zawierałaby obserwatorium astronomiczne, a może stację radiową.

    Na samym szczycie góry stałaby ażurowa żelazna wieża radiowa zakończona iglicą masztu flagowego, na którym powiewałby sztandar odrodzonej Polski.

    Towarowe windy, po ukończeniu budowy zostałyby zamienione na windy osobowe i przewoziłyby ludzi na płaszczyznę z kolumnami, wśród których znalazłaby miejsce panorama starej Warszawy, a naokoło góry roztaczałby się widok na żywą, pulsującą życiem panoramę, wielkiej nowoczesnej i wspaniałej Warszawy.

    Ludzie z tej wysokości wydawaliby się mali jak mrówki, ulice jak pasma szare, po których, jak żuczki przesuwałyby się czerwone warszawskie tramwaje. Dalej poza Warszawą rozciągałyby się wielkie zielone równiny, widać byłoby na południu Wilanów, dalej Konstancin, jeszcze dalej Czersk, na wschodzie falujące lasy z letniskami, na północy puszczę Kampinowską [sic!] i Modlin, na zachodzie Pruszków, Grodzisk, Żyrardów.

    A widok ten wspaniały i olśniewający odkrywałby ludziom nieznane dotąd cuda współżycia stolicy z krajem, co nieosiągalne dla oka, widziano by oczyma duszy, coraz w szerszych kręgach hen poza horyzont, aż do Bałtyku, do Karpat, całą wielką i wolną Polskę.

    U podnóża kopca stanąłby monumentalny budynek przeznaczony do aktów państwowych, a w szczególności uroczystości pogrzebowych. Z budynku tego wprost do podziemi wnoszono by prochy ludzi zasłużonych dla kraju na wieczny, niezmącony najmniejszym hałasem pulsującej Warszawy, spoczynek.

    Specjalne założenie urbanistyczne, w postaci szerokiej alei, wiodłoby z krańca Warszawy do stóp Kopca.

    Kopiec sam porośnięty byłby niską zielenią, szczyt góry świeciłby neonami. Z daleka – od strony praskiej kopiec tonąłby w błękicie, a osnuty u stóp mgłami jesiennymi zdawałby się pływać. I ktoś patrząc z dala widziałby jakby dwie Warszawy, jedną dawną, umarłą w gruzach Kopca i drugą Warszawę żywą, wielką i naprawdę i na zawsze wolną.

    Warszawa, marzec 1945
    Nadawca:
    Stanisław Gruszczyński, inż. arch.
    Rejtana 14-a m. 17.

    S. Gruszczyński, Kopiec Wolności, „Nowa Epoka” 1946, nr 27/28.
    Archiwum Akt Nowych (dalej: AAN), Akta Mariana Spychalskiego (dalej: AMS), sygn. 25, k. 89-90.

    Projekt zaprezentowany przez Gruszczyńskiego działał na wyobraźnię, co nie powinno dziwić, jeżeli weźmiemy pod uwagę dominujące wówczas tendencje w formach symbolicznego upamiętniania.
    Rozważano zlokalizowanie kopca między ulicami Towarową i Żelazną, gdzie przechodzić miał pas zieleni szerokości 600 m. Niewiele brakowało, a kopiec stanąłby na Dynasach, na wylocie poszerzonej i przedłużonej ulicy Świętokrzyskiej. Projekt zakładał zasypanie części podstawy kopca przez zrównanie wysokości ze skarpą Powiśla. W samej skarpie wydrążone miały zostać krypty i sale podziemne.

  44. Luxeuro said

    Ad. 43 – Ciekawa sprawa o której pierwszy raz słyszę.

    „Kopiec Powstania Warszawskiego

    Za kilka dni zgaśnie ogień na kopcu powstania warszawskiego. Pali się tam 63 dni, od 1 sierpnia do 3 października. Tyle, ile trwało powstanie.

    Kiedy po wojnie sprzątano Warszawę, gruz i uwięzione pod nim pozostałości wywożono za obręb miasta. Z jednej hałdy gruzu powstała Górka Szczęśliwicka, na drugiej zbudowano Stadion Dziesięciolecia, trzecia zaś została usypana na Czerniakowie, tuż przy ulicy Bartyckiej. Przez lata zapomniana, została uporządkowana na 60. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego i połączona schodami z Bartycką.

    – Kopiec, przez wiele lat oficjalnie zwany Czerniakowskim, został usypany w latach 1946-1950. Nasypywanie gruzów odbywało się przy użyciu wozów konnych i brało w tym udział kilkuset ludzi – mówi Andrzej Zbudnicki, historyk i varsavianista. – Wkrótce kopiec stał się łysą górą, pełną gruzu z wystającymi stalowymi zbrojeniami. Potem zasypano ją niewielką ilością gliny i piachu. W ten sposób wzgórze stało się najwyższym kopcem w Warszawie, o wysokości względnej około 31 m i bezwzględnej 121 m n.p.m. Wkrótce góra zarosła dzikim gąszczem krzewów i drzew. Wykorzystywana była jedynie przez wojsko na zajęciach studium wojskowego dla studentów różnych uczelni.

    Projekt Kopca Pamięci Zburzonej Warszawy wysunął architekt Stanisław Gruszczyński, pracownik Biura Odbudowy Stolicy. Chciał, aby wzgórze stało się warszawskim panteonem, gdyż wraz z gruzem trafiły tu z pewnością szczątki poległych w powstaniu 1944 roku. Rysował już podobno projekty inspirowane Kopcem Kościuszki w Krakowie. Pomysł jednak upadł.

    W 1994 roku, w 50. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego, byli żołnierze Armii Krajowej ustawili na szczycie. 15-metrowy znak Polski Walczącej, zaprojektowany przez Eugeniusza Ajew-skiego „Kotwę”, uczestnika powstania, wiceprezesa Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Jego „kotwica” była pierwszym pomnikiem AK w Warszawie. Wtedy też doprowadzono do zmiany nazwy kopca z „Czerniakowskiego” na „Powstania Warszawskiego”.

    Dziś znak Polski Walczącej stoi na betonowym cokole, a na dwóch jego bokach umieszczono tablice pamiątkowe: jedną poświęconą żołnierzom AK, powstańców i poległym mieszkańcom Warszawy, drugą twórcy monumentu.

    – Kiedy w latach 80. chodziłem do szkoły przy Czerniakowskiej, były tu tylko chaszcze. Dopiero później dowiedziałem się, że góra powstała z gruzów naszego miasta – mówi Lucjan Zec spacerujący po parku wokół kopca. Od 2004 roku na Kopiec Powstania Warszawskiego można wejść schodami. Są to najdłuższe schody w Warszawie: mają 400 stopni i 40 podestów. Prowadzą na szczyt, do wielkiego znaku Polski Walczącej. Przez 63 dni, bo tyle trwały powstańcze walki, pali się tu ogień upamiętniający poległych. Podtrzymywany jest przez dyżurujących całą dobę strażników miejskich. – Dawniej stali tu żołnierze, ale ukradziono im agregat prądotwórczy i od tego czasu, czyli od trzech lat, dyżuruje straż miejska – wyjaśnia jeden z funkcjonariuszy. – Ludzie przychodzą codziennie, jedni, by spojrzeć na panoramę Warszawy, inni z dziećmi i wnukami, by pokazać im to miejsce. Ostatnich spacerowiczów można spotkać nawet o północy.

    Nikt nie pomyślał, aby postawić tu gazową pochodnię, stąd często się zdarza, że dzieci uważają, iż płonie tu ognisko. – Nie, nie Zosiu, to jest ogień powstania warszawskiego – wyjaśnia wnuczce Ryszard Gąsiorowski i dodaje: – Dla dzieci to jest spacer, a ja przez całą drogę opowiadam im o powstaniu, bo bardzo lubię historię, szczególnie międzywojenną. Mieszkam niedaleko, przy jednej z ulic, która jest związana z powstaniem, mam więc podwójny obowiązek, aby pokazywać to miejsce wnukom.

    Kopiec wraz z parkiem ma 9,86 ha, wokół niego wiją się „powstańcze” uliczki. Sądząc po liczbie spacerowiczów, miejsce nie zostanie zapomniane nawet po tym, kiedy powstańczy płomień z początkiem października zostanie przeniesiony na plac Piłsudskiego.

  45. Zdziwiony said

    @ 44
    Był też wcześniejszy pomysł a nawet jego realiacja upamiętnienia wojennej tragedii Warszawy. Wiosną 1945 r. na Powiślu, między ulicami Topiel a Dobrą ogrodzono drutem kolczastym kilkanaście wypalonych budynków, barykady oraz wraki niemieckich pojazdów pancernych. Utworzono w ten sposób „rezerwat powstańczej Warszawy, jako żałosne memento „Stolicy-Wczoraj dla Stolicy-Jutro”. Inicjatywa, która wyszła od „nieznanego miłośnika Powiśla” spotkała się początkowo z aprobatą części architektów z Biura Odbudowy Stolicy. Ideą, która przyświecała przedsięwzięciu, było zachowanie „na wieczność” obrazu Warszawy zrujnowanej w sposób barbarzyński. Jednak szybko wycofano się z tego pomysłu. Kazimierz Koźniewski na łamach „Odrodzenia” pisał: „To samo, w stopniu może jeszcze silniejszym czyni artystyczna fotografia. […] Obraz, fotografia czy rzeźba zostaną przez wieki i przez wieki działać będą swą straszliwą wymową. A gruzy niechronione rozlecą się; chronione stracą wiarygodność autentyczności”. O ostatecznym fiasku rezerwatu ruin zdecydowała w dużej mierze ciemna strona powojennej odbudowy: ogrodzenie było notorycznie przecinane, a z pozostałych fragmentów domów zwyczajnie rozkradano zdrowe cegły, krokwie dachów oraz elementy metalowe. Szaber sprawił, że to miejsce zmieniało się w śmietnik bezwartościowych szczątków, z dnia na dzień coraz mniej przypominający stan, w jakim znajdowało się Powiśle po upadku powstania. Zygmunt Stępiński wspominał po latach: „Była to niewątpliwie koncepcja interesująca, ale – jak pokazał czas – mało realna. Gruzowiska zaczęły bardzo szybko obrastać zielenią, na pustych terenach grasowały elementy chuligańskie. Po kilku latach czołg pocięto na złom, barykady – o ile nie rozsypały się same – rozebrano, rowy strzeleckie zasypano, a zbombardowane domy, nienadające się do odbudowy, uległy rozbiórce”. Istotne były również względy polityczne. Rezerwat upamiętniać miał przede wszystkim powstanie warszawskie oraz jego uczestników, czego potrzeba z upływem czasu nie była już dla nowych władz taka oczywista.

    P.L. Kołodziejczyk, Żałosne memento Stolicy. Rezerwat powstańczej Warszawy, „Gazeta Ludowa” 1947, nr 29.
    F. Świeżewski, Komu potrzebny rezerwat ruin, „Dziennik Ludowy” 1947, nr 223.
    K. Koźniewski, Warszawa w gruzach, „Odrodzenie” 1945, nr 49.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: