Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Francuzi uczcili królobójców i rzeźników katolików

Posted by Marucha w dniu 2014-07-15 (Wtorek)

W Paryżu odbyła się parada wojskowa w 225. rocznicę zburzenia Bastylii. Datę 14 lipca 1789 uważa się za symboliczny początek Rewolucji Francuskiej – dekady rzezi królów, arystokratów, oraz ludzi wiernych królowi i Kościołowi.

W trakcie Rewolucji Francuskiej zginąć mogło nawet kilkaset tysięcy osób. Zabijano całe rodziny, włącznie z kobietami, starcami i dziećmi. Hasło rewolucji brzmiało: „Wolność, Równość, Braterstwo, albo śmierć”. Dziś – w dobie hołubienia rządów ludu – ostatnią część zawołania rewolucjonistów się zapomina.

Francuzi do dziś świętują 14 lipca 1789, gdy motłoch Paryża zajął Bastylię, wypuszczając na wolność: czterech fałszerzy, oskarżonego o kazirodztwo hrabiego oraz dwóch szaleńców. Dowódcę i kilku żołnierzy załogi zamordowano, a ich zwłoki zbezczeszczono.

W trakcie rewolucji, gdy lud odważał się stać w obronie króla, wielbiący rządy ludu rewolucjoniści gotowali mu piekło. Tak było m.in. w departamencie Wandea – w ramach kary za bunt przeciwko rewolucji doszło tam do pierwszego w dziejach regularnego ludobójstwa. Z ludzkiej skóry robiono buty, z tłuszczu mydło. Księży rżnięto piłami i topiono w rzece.

Francuzom udało się przekonać świat, że wybuch rewolucji był wspaniałym wydarzeniem. Od lat na Polach Elizejskich świętują z tamtejszymi przywódcami głowy państw z całego świata. Dziś głos zabrał również prezydent Bronisław Komorowski – To wielka ważna data, zburzenie Bastylii, które stało się symbolem wolności – podkreślił prezydent. – Francja o swoją wolność wyrażaną w pięknej triadzie słów: wolność, równość i braterstwo, toczyła walkę 225 lat temu – dodał.

Według polskiego prezydenta „braterstwo narodów w imię wolności, w imię równości jest motorem postępu w naszym świecie”.

Chcesz dowiedzieć się więcej o tym, czym była Rewolucja Francuska? Pod tym linkiem znajdziejsz zbiór naszych tekstów traktującej również o niej

O wydarzeniach w Wandei możesz przeczytać również w najnowszym numerze magazynu „Polonia Christiana”! Wybitny francuski historyk Reynald Secher przypomina, że dzisiejszy rząd planuje dokończyć rewolucję nad Sekwaną.

http://www.pch24.pl

Zob. też np.:

Admin

Komentarzy 7 do “Francuzi uczcili królobójców i rzeźników katolików”

  1. Premizlaus said

    Prawdziwi Francuzi swoje święto obchodzą 21 stycznia – rocznica ścięcia Ludwika XVI.
    To święto regularnie obchodził Louis de Funes.

  2. Podczaszy said

    Wandea

    KRAINA ŚWIĘTYCH I REBELIANTÓW
    Antologia artykułów poświęconych serii rojalistycznych powstań w Wandei.

    Maciej Forycki: Wandea Chateaubrianda
    (…) Zniszczenie ideologiczno-mitycznych korzeni lewicy, rekonstrukcja prawicy, nowa legitymacja tronu – oto cele apoteozy Wandei. Sam charakter interpretacji, sposób tworzenia mitu jest prosty i skuteczny; pozytywne cechy zawarte w legendach: republikańskiej i napoleońskiej są im odejmowane i przypisywane epopei wandejskiej, pochwały pod adresem kontrrewolucji wypływają z ust jej największych przeciwników (Barere’a, Turreau, Bonapartego…). Rzeczywiste bohaterstwo Wandei i okrucieństwo jej oprawców jest oczywiście podstawą apoteozy. Republika i Cesarstwo niszczone są ich własną bronią.

    François-René de Chateaubriand: O Wandei
    Wandejczycy mieli za pierwszą broń kilka kiepskich strzelb do polowania, kije utwardzone w ogniu, kosy, kły dzika i widły. Ich kawalerzyści dosiadali koni służących pracy w polu. Posługiwali się jukami, bo nie mieli siodeł, powrozem miast strzemion. (…) Niemalże każdy nosił zaczepiony na piersi obraz krzyża lub Najświętszego Serca. Jeżeli poświęcenie dla honoru i wierności, jeśli skrajne ubóstwo i niezwykła odwaga mogą być śmieszne, Wandejczycy byli czasem śmieszni. Zastępowali swe nędzne łachy, zgniłe przez deszcze i podziurawione kulami, wszystkim czym przypadek obdarzał ich heroiczną biedę; widziano jednego z ich oficerów jak walczył okryty togą, inny rzucił się i umarł pośród ognia mając za całe okrycie nagości jedynie kawałek jedwabiu. Pewien adiutant-patriota, przyprowadzony do pana la Rochejaqueleina, wówczas już naczelnika, zastał go w szałasie z gałęzi, odzianego w wieśniacze ubranie, z ramieniem na szalu i lnianą czapą na głowie.

    br. Marek Urbaniak FSC: Za Boga i Kościół. Za Boga i Kościół. Męczennicy francuscy 1789 – 1800, 1871
    Trudno pisać o sylwetkach tych męczenników, gdyż ich życie wyznaczone rytmem codziennych obowiązków nie odbiegało od życia im współczesnych. Na próżno więc doszukiwalibyśmy się ekstaz, uczonych traktatów, nowych prądów myślowych czy nadzwyczajnych cudów, bo największym cudem była ich męczeńska śmierć, do której dojrzewali przez codzienność wypełnioną wiarą i praca.

    Mariusz Jankowski: Georges Cadoudal – legenda Białej Francji
    (…) umiejętność godnego przyjęcia śmierci jest sztuką, tyle że bardzo trudną i daną w udziale jedynie nielicznym. Taką była śmierć Wielkiego Bretończyka. Choć mógł stosunkowo łatwo uzyskać ułaskawienie, gdyby okazał skruchę – pozostał nieustępliwy, wybierając śmierć razem ze współtowarzyszami broni. Skazańcy przebywający w więzieniu Bicetre w oczekiwaniu na egzekucję codziennie odmawiali zbiorowo modlitwy pod przewodnictwem Cadoudala, wywierające przejmujące wrażenie na strażnikach i przygodnych obserwatorach. 25 czerwca 1804 r. na miejscu straceń, Placu Greve w Paryżu, rozegrał się ostatni akt tragedii. Cadoudal poprosił, aby to on mógł umrzeć pierwszy, dając dobry przykład pozostałym skazańcom. Prośbie tej stało się zadość – ucałowawszy po raz ostatni towarzyszy niedoli – umarł pod nożem gilotyny, wznosząc w ostatniej chwili po trzykroć okrzyk: NIECH ŻYJE KRÓL!

    Andrzej Solak: Obrona Tuileries
    Latem 1792 r. w Paryżu, od trzech lat wstrząsanym rewolucyjnym paroksyzmem, wciąż narastało wrzenie. Do głosu doszła najskrajniejsza ekstrema – radykalni jakobini, postulujący zniszczenie monarchii i zbudowanie na jej gruzach nowego świata.

    Andrzej Solak: „Zabiłam Antychrysta!”
    „Niech krew nieczysta zrosi nasze niwy” – głosiła Marsylianka. Rewolucjonista Hébert odnotował z przerażającym entuzjazmem, że Jean Paul Marat codziennie spożywa na śniadanie kilka kwart ludzkiej krwi. Słowa te niekoniecznie musiały być metaforą. Istnieje sporo udokumentowanych świadectw rewolucyjnego, rytualnego wampiryzmu z tamtych lat, na czele z głośną sprawą z Nantes, gdzie wstępujący w szeregi maratowego komitetu rewolucyjnego musieli, w celach inicjacji, wypić wpierw szklankę ludzkiej krwi.

    Piotr Tadeusz Waszkiewicz : Wandejska droga krzyżowa
    Po wymordowaniu setek tysięcy ludzi i zmianie nazwy departamentu z Vendee na Venge („pomszczony”) nad tym „narodowym cmentarzem” zapadła cisza. Cytowany przeze mnie kilkakrotnie Chateaubriand pisał o tej ciszy, ciskając gromy na ministrów restaurowanej monarchii („Ministrowie prawowitego króla, cóż zrobiliście dla tego kraju?”). Po dwustu latach o Wandei jest niewiele głośniej. Wciąż słyszy się o „dorobku” Wielkiej Rewolucji Francuskiej, o jej wzniosłych ideach, a nie o zbrodniach, przy których blednie II wojna światowa (strach pomyśleć, co by się w Wandei działo, gdyby komisarz Carrier posiadał dostęp do technologii rodem z XX wieku…). W polskich encyklopediach nadal na próżno szukać nazwisk takich jak Cathelineau, d’Elbee czy La Rochejaquelein.

    Andrzej Solak: Wandea
    10 marca 1793 r., ludność departamentu Wandea w zachodniej Francji, żarliwie katolickiej i rojalistycznej la Vandée, ruszyła do boju ‚za Wiarę i króla’ przeciw rewolucyjnym władzom w Paryżu. ‚Musimy walczyć, bo Republika nas zmiażdży. Rzeczą kobiet jest modlić się. My, mężczyźni, musimy się bić!’ – zadeklarował przywódca zrywu, Jakub Cathelineau.

    Rick Agon: Moc się rodzi, Bóg truchleje
    Wybuch powstania w Wandei poprzedziło objawienie Matki Bożej w 1791 r. i nie ma wątpliwości, że ruch ten miał podłoże głęboko religijne. Jeden z pamiętnikarzy przypomina taki dialog wandejskiego jeńca z d***kratycznym żołnierzem: ‚oddaj mi Twoją broń’ – powiedział zwycięski republikanin. ‚Oddaj mi mojego Boga’, replikował dzielny szuan. Bardzo religijny był generał Maurice d’Elbée, nie inaczej ‚święty z Poitou’, Louis Marie de Lescure. Jeden z liderów ruchu, hr. de la Rochejaquelein, zwany przez lud archaniołem, miał opinię tak pobożnego, że chłopi podczas walki lokowali się za nim, wierząc, że nie można otrzymać rany przy boku tak świętego człowieka – jak to wspominała jego małżonka.

  3. Podczaszy said

    Wandejska droga krzyżowa

    „Pozostała chrześcijańska i katolicka, przeto duch rojalizmu żył w tym zakątku Francji. Bóg zdawał się zachować ten wzór społeczeństwa, ażeby nas nauczyć o ile lud, któremu religia dała prawa, jest trwalej ukonstytuowany niźli lud, który sam uczynił się swym własnym prawodawcą”
    Chateaubriand

    W roku 1793 zapadło we Francji wiele spektakularnych wyroków śmierci. Nowy rok (jeszcze według kalendarza juliańskiego) powitano skazaniem króla Ludwika XVI (11 stycznia). Po przejęciu na wiosnę władzy przez jakobinów i rozwiązaniu klubu żyrondystów, zaczęto skazywać samych żyrondystów. Jesienią spadły głowy m.in. Brissota, Vergniauda i Rolanda. Kilka tygodni wcześniej (16 października) ścięta została wdowa po Ludwiku, Maria Antonina. Poza tym, gilotyna pracowała bez przerwy, ścinając osoby mniej znaczące. Wszystkie jednak inne wyroki, które zapadły tego roku bledną wobec tego, który swoim dekretem z 1 sierpnia Komitet Ocalenia Publicznego. Na całkowitą zagładę skazano cały kraj – lojalną monarchii Wandeę. Ministerstwo wojny miało wysłać do Wandei „materiały palne różnego rodzaju, by podpalić lasy”. Żołnierzom kazano „przebić ostrzem bagnetu wszystko, co napotkają żywego na drodze”. Mienie Wandejczyków miało być skonfiskowane i „zadeklarowane jako należące do Republiki”. Mężczyźni mieli zginąć, by nie walczyli z rewolucją, kobiety – by nie rodziły żołnierzy, dzieci – żeby nie wyrosło z nich następne pokolenie „bandytów”.

    Jak pisał Waldemar Łysiak we „Francuskiej Ścieżce”, „Ludność Wandei, bardzo przywiązana do swej religii i tradycji, nie pokochała jakobinów. Z Paryża przysyłano tu cwanych zarządców, komisarzy, strażników (w ówczesnym języku francuskim strażnik opieczętowanych dóbr narodowych i złodziej stały się synonimami) i okrutnych żołdaków, którzy panoszyli się bezceremonialnie. Nic dziwnego, że tliły się w tej prowincji zarodki buntu”. Wandea pierwszy raz gorąco sprzeciwiła się „nowemu ładowi” w roku 1792. Jej pierwszymi męczennikami była grupa wieśniaków, która odmówiwszy wzniesienia okrzyku „Niech żyje naród”, krzyknęła „Niech żyje król”. Jako żywo, sytuacja przypomina te ze starożytnego Rzymu, kiedy pierwszych chrześcijan mordowano za niepalenie kadzideł cezarom. W roku 1792 doszło do rozruchów, jednak większość wieśniaków nie kwapiła się jeszcze do zbrojnego oporu przed rewolucją. Niemało racji miał Jan Paweł Marat pisząc: „Lud porywa się do walki dopiero wtedy, gdy tyrania doprowadza go do rozpaczy. Ileż cierpień zniesie, zanim się zemści!”. Póki co, Wandejczycy ograniczali się do uczestniczenia – czym ryzykowali życie – w Mszach odprawianych przez kapłanów katolickich, nie zaś lojalnych rewolucji „zaprzysiężonych księży”, których Maksymilian Robespierre planował obowiązkowo żenić. Spokój departamentu został zburzony na początku roku 1793.

    21 stycznia ścięto Ludwika XVI – tego samego, któremu Wandejczycy krzyczeli „Niech żyje król”. Miesiąc później, 23 lutego rząd postanowił wcielić do wojska trzy tysiące Wandejczyków – chłopi więc chwycili za broń, lecz znowu nie w imię Republiki i narodu, lecz Boga i króla.

    Powstanie to (początkowo przez wyrzynających się wzajemnie wodzów rewolucji lekceważone) było w gruncie rzeczy dla zwolenników władzy ludu ciosem ogromnym – bowiem to właśnie lud był jego motorem. Na czele oddziałów stawali wprawdzie nierzadko arystokraci, ale z reguły nie z własnej woli, a na wyraźne żądanie chłopów, czasem zaś wręcz pod przymusem. Jeden z późniejszych bohaterów wojen wandejskich, Franciszek de Charette, został przez powstańców wywleczony spod łóżka, gdzie się przed nimi schował, i uczyniony wodzem. To lud wciągnął na sztandary hasło „Za Boga i króla”.

    Chłopska armia, nosząca miano Katolickiej i Królewskiej, była zupełnie nieprzygotowana do prowadzenia wojny. Skąd zresztą przygotowanie to miało się wziąć? Chłopi nie mieli broni, a zresztą nawet gdyby mieli, to brakowało im doświadczenia w obejściu z nią. Używali więc tego, co mieli – między innymi tak bliskich sercom Polaków kos postawionych na sztorc. Mimo to, powstańcy odnosili początkowo wielkie sukcesy. 18 czerwca zdobyli Angers, jedno z większych miast zachodniej Francji, a tym samym otworzyli sobie drogę na Paryż. W tym momencie jednak pokazał się jednak chłopski charakter armii: spora część żołnierzy rozeszła się do domu… na żniwa.

    Tymczasem rewolucjoniści otrząsnęli się po porażkach i postanowili „ostatecznie rozwiązać kwestię wandejską”. Zapadł wyrok śmierci, do Wandei wysłano najlepsze oddziały rewolucyjnej armii, nakazując im wytępienie „bandytów z Wandei” przed końcem października. Zaczęła wyjątkowo brutalna wojna domowa.

    Wojna domowa zawsze jest wojną szczególnie okrutną. Przypadki okrucieństwa zdarzały się nie tylko po stronie armii republikańskiej – rozwścieczeni chłopi wandejscy nieraz wyrzynali swoich jeńców, lub mieli taki zamiar. Najczęściej jednak drogę zastępowali im dowódcy. Bo – o ile w armii republikańskiej rozkazy idące z samej góry były klarowne, żołnierze mieli palić co się dało i mordować kogo się dało, o tyle dowódcy Wandejczyków nakazywali wypuszczanie jeńców (po obcięciu im włosów i otrzymaniu przyrzeczenia, że już nigdy nie będą walczyć przeciw królowi – schwytani ponownie i rozpoznani po ściętych włosach, mieli być zabijani). Zachowały się też świadectwa, że żołnierze Armii Katolickiej i Królewskiej starali się unikać zabijania innowierców, święcie wierząc, że zamkną im tym samym drogę do Zbawienia. Gwoli uczciwości wspomnieć należy, że również armia rewolucyjna miała w swoich szeregach ludzi honoru (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało). Chateaubriand: „Generał Qutineau na przykład, był godnym i szlachetnym wrogiem Wandejczyków; stąd też został rozstrzelany przez swe stronnictwo, które uczyniło zbrodnię z jego cnót”.

    Powstańcy walczyli z wielkim męstwem, nadal wygrywając niemało potyczek – mimo, że jak pisał Chateaubriand „Na polu bitwy widać było, naprzeciw oddziałów republikańskich, chłopów w sabotach, ubranych w brunatny lub niebieski kusak, przewiązanych pasem z chust (…) Kiedy Wandejczycy posiadali szablę, przywiązywali ją do boku sznurem, w ten też sposób zawieszali na ramionach strzelby.” Niemal każdy powstaniec nosił zaczepiony na piersi święty obrazek. Do boju szli odmawiając Różaniec. Nie na darmo byli synami tej samej ziemi co święty Ludwik Maria Grignon de Montfort (1673-1716), autor hasła „Totus Tuus”, które ćwierć tysiąclecia po jego śmierci stało się dewizą pontyfikatu Jana Pawła II.

    17 października Armia Katolicka i Królewska przegrała bitwę pod Cholet. Następnie, jak zanotował towarzyszący jej ksiądz Piotr Maria Robin „aby uniknąć tej armii kanibali [republikanów], nadchodzącej tylko po to, by wszystko spalić i utopić we krwi, przeszliśmy w większej liczbie przez Loarę, aby sformować na drugim brzegu armię liczącą ponad dwadzieścia tysięcy dusz” (cytat za Reynaldem Secherem, tłum. Mariana Miszalskiego). Wandejczycy podjęli heroiczny rajd, którego zwieńczeniem miało być zdobycie portowego miasta Granville w Normandii. Dzięki temu mogliby uzyskać wsparcie od Anglików. Po drodze na północ zdobyli kilka miast i zdołali połączyć się z Bretończykami dowodzonymi przez Jana Szuana. Niestety, Granville oparło się powstańczym szturmom (między 12 a
    14 listopada) i z nawiązania współpracy z Brytyjczykami nic nie wyszło. Co gorsza, Wandejczycy zostali odcięci na niewłaściwym brzegu Loary. Na rozkaz komisarza Jana Chrzciciela Carriera (tego samego, który pod Cholet wpadł w panikę, a generał Kleber musiał torować mu drogę na tyły słowami: „Żołnierze, przepuśćcie obywatela reprezentanta. On będzie zabijać po bitwie”), zarekwirowano wszystkie statki mogące służyć do przeprawy powstańców z powrotem przez Loarę. Na rzece pojawiły się rewolucyjne kanonierki. Wandejczycy podjęli próbę przewiezienia na wozach promów z mniejszych okolicznych rzek, próbowali także konstruować tratwy z beczek. Jednak wobec niemożności sforsowania Loary, Armia Katolicka i Królewska zdecydowała się przyjąć pod Savenay decydującą bitwę, którą 23 grudnia przegrała. Dowodzący armią republikańską generał Franciszek Józef Westermann mógł poinformować Komitet Ocalenia Publicznego: „nie ma już Wandei, obywatele republikanie. Umarła pod naszą wolną szablą”.

    Rzeczywiście, „Skończyła się epopeja walczącej Wandei, rozpoczęła się epopeja Wandei męczeńskiej”. Zginęli wodzowie powstania. Karol Melchior Bonchamps, śmiertelnie ranny pod Cholet, został wyniesiony z pola bitwy. Przed śmiercią wymógł na towarzyszach obietnicę wypuszczenia czterech tysięcy jeńców, o czym zgorszony komisarz rządu donosił tak: „Ci podli wrogowie Narodu… oszczędzili przeszło cztery tysiące naszych (…) Niektórzy dali się wzruszyć temu dowodowi nieprawdopodobnej hipokryzji. Przemawiałem do nich i wkrótce zrozumieli, że nie powinni być bandytom wdzięczni. Ponieważ jednak Naród nie stoi jeszcze na wysokości naszych uczuć patriotycznych, postąpicie słusznie nie mówiąc nikomu o podobnej niewłaściwości. Ludzie wolni przyjmują życie z rąk niewolników! To nie po rewolucyjnemu.” (cytat za Pawłem Jasienicą). W tej samej bitwie ranny czternastokrotnie Maurycy d’Elbee został ukryty w Noirmoutier. Po zajęciu miasta przez generała Mikołaja Haxo, został rozstrzelany (w krześle, gdyż z powodu ran nie był w stanie ustać na nogach) w styczniu 1794 roku. Przed śmiercią powiedział: „Przysięgam na honor, że aczkolwiek pragnąłem monarchii, nie miałem żadnych projektów szczególnych i byłbym żył jak uległy obywatel pod każdym rządem, który by mi zostawił spokój oraz swobodę praktykowania mojej wiary” (cytat za P. Jasienicą). Ten sam d’Elbee ocalił pół roku wcześniej słowami „…jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” pięć tysięcy żołnierzy republikańskich. W walce o Nantes, w lecie 1793 roku, zginął pierwszy generalissimus Armii Katolickiej i Królewskiej, Jakub Cathelineau, o którym pisał Chateaubriand: „prosty woźnica z gminy Pin w regionie Mauges (…) tak się składa, że woźnica jest wybitnym dowódcą”. Ludwik Maria de Lescure zginął w 1793 pod Tremblaye, Bernarda de Marigny stracono w lipcu 1794. Dwudziestodwuletni, słynący z odwagi („Jeśli idę naprzód – podążajcie za mną, jeśli się cofam – zabijcie mnie, jeśli umrę – pomścijcie” – mawiał) i pobożności Henryk hrabia de La Rochejaquelein, trzeci wódz naczelny, należał do tych, którzy 20 stycznia 1794 roku, wobec bestialstwa zwycięzców, ponownie chwycili za broń, by jeszcze przez cztery miesiące walczyć „za wiarę i króla”. Zginął w bitwie 28 stycznia 1794 roku. Mikołaja Stoffleta stracono w roku 1795. Niewiele dłużej pożył Franciszek Atanazy de Charette, ten sam, którego chłopi wywlekli spod łóżka i siłą postawili na czele oddziału, a który przed śmiercią powiedział (o rzekomo niepotrzebnym heroizmie) „Nic nie idzie na próżno. Nigdy!”. Został rozstrzelany w marcu 1796 roku.

    To jednak za mało. Nie wystarczy, że powstanie upadło, a jego przywódcy nie żyją. Wandea stała się symbolem, a Rewolucja nie chce, by po bohaterskim zrywie pozostało cokolwiek. Władze zastanawiają się, co zrobić z Wandeą. Padają rozmaite propozycje: zaminowania całego departamentu, spalenie kraju „wzdłuż i wszerz, aby przez cały rok ani żaden człowiek, ani żaden zwierz nie znalazł odrobiny środków do życia na tej ziemi”… Ostatecznie aprobatę zdobywa pomysł generała Ludwika Marii Turreau: dziesięć dywizji ma przeczesywać departament krok po kroku, paląc co się da i mordując wszystkich napotkanych. Jak powiedział Turreau: „Wandea musi stać się narodowym cmentarzem”.

    Wymyślane są nowe metody mordowania, niezwykle pomysłowy jest komisarz Jan Chrzciciel Carrier, zwany „misjonarzem Terroru”. To jego pomysłem jest stłoczenie kilkuset związanych osób na starej barce i zatopienie jej. W ciągu trzech miesięcy (od listopada 1793 do lutego 1794) zamordowano w ten sposób co najmniej 4800 osób. W jednym z raportów Carrier pisał: „Wydarzenie, które już nie jest niczym nowym. Oto ostatniej nocy 53 księży zamkniętych na barce zostało zatopionych w rzece. Cóż za rewolucyjna rzeka z tej Loary!”. Również on wpadł na pomysł trucia Wandejczyków: „Arszenik! Do studni, do żywności, wszędzie!”. W którymś z miasteczek, do którego dotarła jedna z „piekielnych kolumn” Turreau, kilkaset osób schroniło się w kościele. Żołnierze, dla oszczędzenia czasu zbombardowali świątynię. Zginęło ponad pięćset osób, w tym przeszło setka dzieci poniżej siedmiu lat. Prowadzono eksperymenty nad bronią chemiczną, ale „rozczyn władny śmiertelnie zatruć powietrze w całej okolicy”, jak zachwalał swój wynalazek farmaceuta Proust okazał się za mało skuteczny w próbach przeprowadzonych na baranach. Westermann ma pomysł wysłania konwoju z zatrutą wódką i dopuszczenia by wpadł on w ręce chłopów. Projekt ten upada: republikanie obawiają się, że ich niezdyscyplinowani żołnierze są bardziej łasi na alkohol niż bogobojni chłopi.

    Jednak samo mordowanie żołnierzom „wolności”, „równości”, a już zwłaszcza „braterstwa” nie starczało. Komisarz Carrier wymyślił tak zwane „małżeństwa republikańskie”, polegające na wiązaniu parami nagich osób płci przeciwnych i wrzucaniu do rzeki. Przebojem rewolucyjnej mody stały się spodnie z wygarbowanej ludzkiej skóry – nosili je między innymi dwaj generałowie, Beysser i Moulin. Hitlerowskie eksperymenty nad robieniem mydła z ludzkiego tłuszczu także nie były nowym pomysłem.

    Reynald Secher, historyk francuski, którego książka „Ludobójstwo francusko-francuskie. Wandea – departament zemsty” wzbudziła w roku 1986 zgorszenie (autora oskarżono o szarganie narodowych świętości Republiki) oszacował, że w czasie powstania i akcji odwetowej po nim śmierć poniosło co najmniej 117 tysięcy Wandejczyków. Chateaubriand pisał o sześciuset tysiącach rojalistów, którzy zginęli w Wandei. Większość historyków zajmujących się tematem waha się pomiędzy dwustoma a czterystoma tysiącami ofiar po stronie wandejskiej.

    Po wymordowaniu setek tysięcy ludzi i zmianie nazwy departamentu z Vendee na Venge („pomszczony”) nad tym „narodowym cmentarzem” zapadła cisza. Cytowany przeze mnie kilkakrotnie Chateaubriand pisał o tej ciszy, ciskając gromy na ministrów restaurowanej monarchii („Ministrowie prawowitego króla, cóż zrobiliście dla tego kraju?”). Po dwustu latach o Wandei jest niewiele głośniej. Wciąż słyszy się o „dorobku” Wielkiej Rewolucji Francuskiej, o jej wzniosłych ideach, a nie o zbrodniach, przy których blednie II wojna światowa (strach pomyśleć, co by się w Wandei działo, gdyby komisarz Carrier posiadał dostęp do technologii rodem z XX wieku…). W polskich encyklopediach nadal na próżno szukać nazwisk takich jak Cathelineau, d’Elbee czy La Rochejaquelein.

    Piotr Tadeusz Waszkiewicz

    Podstawowe źródła:
    Reynald Secher, „Ludobójstwo francusko-francuskie. Wandea – departament zemsty” („Le génocide franco-français : la Vendée-Vengé”), wyd. 2003
    Paweł Jasienica, „Rozważania o wojnie domowej”, wyd. 1985
    http://www.wandea.org.pl (m.in. tekst „O Wandei” Franciszka Chateaubrianda)

  4. maurycy said

    Pierwsze w czasach nowozytnych najwiejksze ludobojstwo ! Zbrodniarze mieli osiagniecia nie mniejsze niz komunistyczni zbrodniarze w czasach rewolucji sowieckiej ! Jeszcze nie ta technika zaglady ale skala podobna ! Tych zbrodniarzy do dzisiaj nikt tak naprawde calosciowo ,systematycznie i w sposob uporzadkowany, nie opisal W szkole tych mordercow z piekla przedstawiali ogupiajac uczniow ze oni walczyli o jakas demokracje rownosc i inne brednie Niestety glownie zawinil krol Ludwik XVi ktory byl skonczonym idiota i mogl bez mrogniecia okim te gnidy i smieci rozdusic w pyl i proch . Byl jednak pod wplywem tzw uczonych ktorzy go kompletnie oglupili Ludzi ktorzy mu zwracali uwage tepil i pozwalal macicielom na wszystko w nagrode ucieli jemu i krolowej glowe

  5. Plausi said

    „w departamencie Wandea”

    dokonano ludobójstwa na skalę biblijną, na pierwowzór zwracamy uwagę w tekście.

    Mord i to mord masowy zdaje się być nierozłącznie związany z naszą kulturą a nawet religią.

    Ostatnie dwie wojny tzw. światowe a i pomniejsze starają się to potwierdzić.

    Nie chodzi naturalnie o żaden „departament Wandei” tylko o region Wandei objęty powstaniem przeciw ówczesnemu reżymowi paryskiemu, region był 2 razy większy od obecnego departamentu.

  6. Stary Warszawiak said

    Odnośnie Rewolucji Francuskiej chciałbym zaprezentować młodemu pokoleniu internautów
    dowcip, który był znany w latach 70 i 80 ubiegłego stulecia.
    Jak wiadomo w okresie PRL-u w polskich szkołach uczono dzieci i młodzież historii Polski
    i Europy i chociaż przemilczane było zwycięstwo na bolszewikami w 1920 roku, a odnośnie
    Katynia sprzeczano się o rok 1941 czy 1940 – Niemcy czy Rosjanie to pozostałą historię
    jako tako wkładano do dziecięcych łepetyn.
    I tak w jednej z prowincjonalnych szkół młoda nauczycielka entuzjastka historii zrobiła
    młodzieży siódmej klasy wykład na temat Rewolucji Francuskiej. Młodzi jak to młodzi
    słuchali piąte przez dziesiąte i nie przywiązywali większej wagi do wykładu nauczycielki.
    Ale na następnej lekcji nauczycielka postanowiła przepytać klasę co zapamiętali z jej
    wykładu. I pyta Jasia: „Jasiu kto zburzył Bastylię”. Jasio wstaje zaczerwieniony i mówi
    proszę pani to nie ja. Ja na pewno nie zburzyłem Bastylii. Może to Heniek, może Krzysiek,
    ale ja nie. To samo oznajmia zapytany Romek, to samo Hania, Zosia itd.
    Zdenerwowana nauczycielka zwołuje zebranie rodziców całej siódmej klasy.
    Rodzice przychodzą i gdy nauczycielka oznajmia, że na jej pytanie kto zburzył Bastylię
    poszczególne dzieci odpowiadają, że to nie one. Nauczycielka pyta rodziców co ona
    ma dalej robić. Na to jeden z rodziców wstaje i mówi, że on za swojego syna Krzysia,
    gwarantuje, że to na pewno nie jego syn dokonał zburzenia Bastylii. Po czym poszczególni
    rodzice dokonują zapewnień wobec nauczycielki, że to nie ich dzieci dokonały zburzenia
    Bastylii. Wreszcie wstaje jeden z rodziców i mówi: „droga Pani ale w czym jest problem
    bo jeżeli to nie będzie duża suma to my tutaj zrobimy zrzutkę i odbudujemy tę nieszczęsną
    Bastylię”. Nauczycielka dziękuję rodzicom i kończy zebranie.
    Następnego dnia zgłasza się do dyrektora szkoły (dyrektor był byłym robotnikiem fizycznym,
    ale ponieważ był działaczem partyjnym szybko awansował właśnie na dyrektora szkoły
    podstawowej) i mówi: Panie dyrektorze ja chyba zrezygnuję z nauczania i opowiada całą
    historię. Dyrektor wysłuchał nauczycielki i mówi: uspokójcie się koleżanko zawsze znajdziemy
    jakieś wyjście. Więc mówicie, że rodzice dzieci siódmej klasy powiedzieli, że to nie ich dzieci
    zburzyły Bastylię, ale oni zrobią zrzutkę i odbudują. To ja Was mogę zapewnić, że oni tylko
    tak mówią ale na pewno zrzutki nie zrobią i nie odbuduję.
    To taki były dowcipy. Ale „maturzysta AD 1975” więcej umiał niż „maturzysta AD 2014”.

  7. ktx said

    Wandea, heroizm w cieniu gilotyny – dr Krzysztof Kawęcki

    http://komandir.wrzuta.pl/audio/76nur3Si57e/wandea_heroizm_w_cieniu_gilotyny_-_dr_krzysztof_kawecki

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: