Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Liwiusz o Nie chcą umierać za pomniki…
    Listwa o Nie chcą umierać za pomniki…
    okon o Rosyjska agencja regulacyjna z…
    Jabo o O tych, którzy się na niemieck…
    UZA o Zamach na fantastykę
    Peryskop o Wolne tematy (09 – …
    NyndrO o Wolne tematy (09 – …
    Zenon_K o Wolne tematy (09 – …
    Crestone o O tych, którzy się na niemieck…
    Mietek o O tych, którzy się na niemieck…
    CBA o Czterech pancernych i Ukr…
    Crestone o Rosyjska agencja regulacyjna z…
    CBA o O tych, którzy się na niemieck…
    Listwa o Wolne tematy (09 – …
    CBA o Wolne tematy (09 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Trzecia Droga. Jak patrzeć na Powstanie Warszawskie?

Posted by Marucha w dniu 2014-08-01 (Piątek)

http://www.pch24.pl

Komentarzy 41 do “Trzecia Droga. Jak patrzeć na Powstanie Warszawskie?”

  1. Siggi said

    Jakiś czas temu trafiłem na inną,bardzo ciekawą teorię n/t podłoża/przyczyn powstania.Ten punkt podejścia podziela kilku historyków,analityków geopolityki z Rosji.
    W dużym skrócie o tem a należy rozpocząć od sprawy zmuszenia feldmarszałka Edwina Rommla do samobójstwa 14.X.10944r.
    Zachód tj. tzw. alianci zaczęli zdawać sobie sprawę,że po wielkich,zwycięstwach Armii Radzieckiej nad faszystowskimi Niemcami-pod Stalingradem,na Łuku Kurskim zaczął się odwrót Niemców i czeka ich niechybna klęska.Główny ciężar zmagań niósł żołnierz radziecki,który w maju 1945r stanął nad Łabą.Załaszcza Churchil zdawał sobie sprawę,że ten żołnierz może dojść jeszcze dalej,nawet aż do Kanału La Manche.No i oczywiste,że może on przynieść inne porządki społ.polit.
    Rozpoczęto gorączkowe analizy i planowanie uwzględniające wiele aspektów sytuacji.M.in.planowanio gwałtowną zmianę sytuacji w Rzeszy III tzn.usunięcie Hitlera i jego głównych ludzi i pozyskanie wysokich oficerów dowódczych Wermachtu.20 lipca 1944r. w kwaterze Wilczy Szaniec przeprowodzono nieudany zamach na Hitlera,który miał spowodować tą zmianę,że Niemcy zaniechały by działań wojennych na Zachodzie i wszystkie siły miały być skierowane na Wschód -linia Wisły.
    Służby Anglii,USA dotarły bardzo głęboko do elit niechętnych Hitlerowi,które zdawały sobie sprawę,że wojna jest przegraną.
    Po usunięciu Hitlera i jego nazistowskiej wierchuszki,E.Rommel-bardzo popularny w Niemczech- miał być dyktatorem Rzeszy,który poszedłby na daleką współpracę z aliantami.
    Ciekawe wnioski nasuwa lista straconych po zamachu,która świadczy o tym,że ludzie ci mieli stanowić nowe władze Rzeszy po likwidacji Hitlera.
    Pośród ponad 200 straconych za udział w zamachu byli: marszałek polny Erwin von Witzleben, 19 generałów (m.in. Ludwig Beck), 26 pułkowników, 2 ambasadorów, 7 dyplomatów, 1 minister, 3 sekretarzy stanu, a także szef policji kryminalnej, wielu prezydentów i premierów rządów krajów związkowych, regionalnych prezydentów policji. Marszałkowie polni Erwin Rommel i Günther von Kluge mogli być uczestnikami spisku i z tego powodu prawdopodobnie zostali zmuszeni do popełnienia samobójstwa.
    Na linii Wisły Wermacht miał skutecznie zatrzymać ofensywę radziecką i z udziałem wojsk anglosaskich odrzucić front aż pod Smoleńsk.
    Planowane Powstanie Warszawskie,było tylko „klockiem”w tej zachodniej układance.Powstanie byłoby zwycięskie,nie tłumione i polskie siły byłyby włączone w akcję zatrzymania i odrzucenia Armii Radzieckiej.Była by to wielka krucjata przeciwko grożbie komunizmu w Europie.
    Rommel wiedział o tym planach,zgodził się na nowego furehra i dlatego musiał oddać życie ampułce cyjanku,dzięki czemu miał wytworny,państwowy pogrzeb a rodzina świadczenia dozgonne.
    Plan ostatecznie nie doszedł do skutku,gdyż prezydent USA F.D.Rusvelt zaczął mieć daleko idące opory etyczno-moralne.Że,jak to dotychczasowego sojusznika-ZSRR,ma w jednej minucie uważać za wroga.A może obawiał się,że za dostawy wojenne dla ZSRR do USA nie trafi 800ton złota jako zapłata za te dostawy.Stalin,rzeczywiście taką ilością złota zapłacił.
    Wnikliwa analiza wydarzeń,dat nasuwa taką refleksję,że faktycznie aglosasi tak postrzegali powstanie w Warszawie,które miało służyć m.in. ustanowieniu na miejscu nowych władz państwa polskiego po myśli Zachodu i udział polskich formacji zbrojnych(mięso armatnie) przeciwko ZSRR.

  2. JO said

    Powstanie Warszawskie i powstancy NIE moga byc traktowani jako Bohaterowie, bo Oni wszyscy Dzialali na bazie Grzechu o czym Film wspomina, po drugie kloci sie ich postawa z Postawa Rycerza Chrzescijanina – Wojownika Chrzescijanina, ktorego obowiazkiem jest ZNAC przyczyny , plany Wojny i Zalozenia do osiagniecia .

    Kazdemu Katolikow w Warszawie wiadomo Bylo, ze Armia Radziecka to Armia Zydowska- Zydo-Komuny, wroga armia z ktora i na ktora liczyc Katolikowi nie wolno.

    Powstanie bylo Grzechem.

    Jak mozna dawac na przyklad Grzesznikow i Robic z nich Bohaterow kolejnym pokoleniom ?- mnie to sie w Glowie nie miesci.

  3. jjjj said

    o katyniu i powstaniu warszawskim mówi się bardzo dużo, a rocznica zbrodni na wołyniu jakoś pominięta w mediach…

  4. JO said

    Polacy powinni sie Bogacic? Chlopie, o czym ty mowiesz….?

    Zabrac sie Polacy do Ciezkiej Pracy? O czym ty Mowisz Chlopie??????

  5. Juziek said

    Powstanie było złem, które doprowadziło unicestwienia młodego pokolenia Polaków oraz do całkowitego zniszczenia Warszawy.
    Tu nasuwa mi się na myśl zniszczenie Soboru św. Aleksandra Newskiego, czy to czasem nie kara za barbarzyństwo ludu Warszawy!

  6. Marucha said

    Zaczyna się opluwanie Powstania…
    Ciekawe, czy żydzi tak samo opluwają swoje mini-powstanie w Getto.

  7. JO said

    ad.6. Pan nie odroznia Opluwania Powstania od Jego Krytyki.

    Wojna wchodzila w nieznany etap, w etam okupacji Komunistycznej i robic na poczatku tego etapu powstanie to bylo Skrajana , Grzeszna Nieodpowiedzialnoscia. Kazdy Debil wowczas wiedzial, ze nalezy czekac na wydarzenia, bo na nie NIE sie wplywu.

    Nawt Dowodcy o Wybuchu powstania i przewidywaniach mowili o Masakrze.

    Pan stanowisko jest Niedoobronienia.#

    Pan moze tylko „opluwac” krytykujacych.

  8. Luxeuro said

    Ad. 1 – Możemy spekulować ale mnie też dziwi zachowanie Niemców co do Warszawy. Sytuacja jest taka ze nie maja szansy wygrać i BĘDĄ szli do tylu. Logiczne wydawało by sie iść jak najszybciej do swoich ziem by się SKONCENTROWAĆ i tam dać opór ich wrogu. Nie, siedzą i walczą przez 60+ dni nie wygrywając nic poza za stratami i marnowaniem amunicji na cywilach.

    To przypomina mi to te Wielkie Zwycięstwo gen. Szwartzkofa w Iraku. Wielkie Zwycięstwo gdzie nie było oporu ??? Spekuluje się ze amerykanie skontaktowali się z dowódcami wysokiej rangi Armii Irackiej i za gotówkę załatwili odpowiednie ich nastawienie bojowe. Zero Opór.

    Tak ze pana scenariusz jest całkiem prawdopodobny.

  9. JO said

    Poza Tym Panie Gajowy, jak Pan moze za przyklad dawac „Mini Postanie ” w Gettcie?

    Przede wszystkim Nie bylo zadnego Postania w Getcie, gdyz Getto zostalo Zlokwidowane – Zydzi zostali wywiezieni z Warszawy , ktora byla przygotowywana do Likwidacji Rekoma samych Polakow.

    Po drugie, Resztke ludzi w Getcie poswiecono by budowoc Mit „powstania Zydowskiego” i to Pan powienien o tym wiedziec a wiec cele „Powstania w Getcie” sluzylu Budowie Narodu Zydowskiego w Izraelu a ” Zbrodnia Warszawska-ludobojstwo Warszawy ” bo tak nalezy Mowic a nie Zadne Powstanie, mialo sluzyc do likwidacji tak Narodu jak i Panstwa Polskiego.

    Zeby Warszawiakow Ewakupowano a „Powstanie” bylo przeprowadzone tylko przez Wojsko, to mozna bylo by jeszcze pogadac z Panem na temat Pana Teorii, a tak pozostaje tylko Pana Miezdzyc Faktami.

  10. Romank said

    Powstanie..jak i wczesniej przegrana wojna obronna…wystawia cenzurke elicie politycznej IIPR,
    Narod polski wierzyl wlasnej elicie mimo widocznych cech ,ktore nie dawaly zadnego usprawiedliwienia takiemu zaufaniu. Powstanie zakonczone masakra Warszawy to zaufanie zalamalo. Powstanie pomoglo niezmiernie zaprowadzeniu porzadkow i osadzeniu Parchatego Lba na odglowionej Polsce…
    Panie Siggi,,nie wierze w ta teorie, bo decyzja o likwidacji Htlera i Rzeszy zapadla 1938 roku.
    Co moglo pokrzyzowac alany wszystkim????

    To wspolpraca Polski z Hitlerem i Rzesza. Nowa Europa! Czy to zgoda na ultimatu czy rozejm z przyjeciem warunkow niemieckich….obojetne. I taka wspolprace podjeto,,Zaolzie.
    Ile i komu zaplacono ze przrwano ta wspolprace….do dzis nei wiadomo…ale niemieccy sztabowcy ostrzegali Hitkera zeby bnei zaczynal wojny …

    Tego wariantu bano sie i unkano- jak ognia. Poswiecono wiele srodkow na wysmarowanie tlustoscia wszystkich , ktorzy mieli na to jakikolwiek wplyw….Polakow, jako Narod sprzedala jego wlasna elita.

  11. JO said

    ad.8. Ja nie widze podobienstwa wcale.

    Ludnosc Warszawy doprowadzono do Rozpaczy w Talmudyczny sposob i te Rozpacz Warszawiakow potem Uzyto przeciwko nim samym.

    Zbrodnia Warszawska – Ludobojstwo Warszawy to Typowy Talmudyczny proceder, to kolejna Zbrodnia by oskarzyc Talmud i Talmudzistow, choc nie ma kto tego zrobic, mprocz pojedynczych gadaczy jak ja…w eterze.

    W Zbrodni Warszaskiej – Ludobojstwie Warszawy nie ma Bohaterow a sa Wylacznie OFIARY

    Mowinie o Bohaterstwie Warszawy to zakrawa na Zdrade nie tylko Polski ale i Kosciola.

  12. JO said

    Polakow, jako Narod sprzedala jego wlasna elita.- R.K

    Panie Romanie – Pilsudczycy to nie byla „Wlasna Elita” – Beck – byl Zydem….

  13. Miet said

    No to Gajówka dorobiła się Stachanowca – produkuje swoje wypowiedzi w zawrotnym tempie i zawronej ilości i w każdym temacie.
    Stachanow to przynajmniej był przodownikiem w jednej robocie – JO bije Stachanowa bo przoduje w każdej dziedzinie.

    Teraz dowiadujemy się, że powstańcy warszawscy „nie mogą być uznani jako bohaterowie bo działali na bazie grzechu”.
    Tak panie JO, szczególnie te małe dzieci były bardzo grzeszne i „na bazie grzechu” oddawały swoje życie za Warszawę, za Polskę.
    Czy możesz człowieku przynajmniej dzisiaj zamknąć swoją jadaczkę i zadumać się przez chwilę w rocznicę tej tragedii???

  14. Luxeuro said

    Ad. 11 – Panie JO, nie ludność powinna decydować a dowództwo. Inaczej jest chaos i wtedy Talmud ma zabawę.

    Ad. 10 – „Narod polski wierzyl wlasnej elicie mimo widocznych cech”
    Mnie zawsze interesują osobowości wydarzeń. Im więcej wiemy o nich tym lepiej ich rozszyfrować.

    gen. Leopold Okulicki –

    „W okresie listopad 1923 – październik 1925 ukończył Wyższą Szkołę Wojenną. Z czasów studiów zachowały się dwie odmienne opinie o Okulickim. Jedna to opinia generała Louisa Faury’ego – dyrektora Szkoły: „Duża siła woli, bardzo sumienny, duża zdolność do pracy. Będzie bardzo użyteczny w sprawach, które wymagają dużego nakładu pracy, lecz średnich zdolności. W gruncie rzeczy będzie bardzo pożyteczny w sztabie”[8]. Druga to opinia komendanta tej uczelni gen. Aurelego Serdy-Teodorskiego: „[…] lekkomyślny, nieobowiązkowy, niepewny”)[9].”

    „To on wymusił na gen. Borze-Komorowskim i gen. Pełczyńskim zgodę na wywołanie powstania. Tym samym złamał rozkaz Naczelnego Wodza, gen Sosnkowskiego, który powierzył mu misję zapobieżenia za wszelką cenę wybuchowi powstania w Warszawie.”

    „Rozkazem z dnia 28 września 1944 Wódz Naczelny gen. broni Kazimierz Sosnkowski nadał gen. Okulickiemu Złoty Krzyż Orderu Virtuti Militari[27].”

    „W wyniku prowokacji NKWD[36] i UB z 27/28 marca 1945 zaproszony został wraz z członkami Delegatury Rządu przez gen. Sierowa na pertraktacje polityczne do Pruszkowa, al. Armii Krajowej 11. Wbrew kategorycznemu rozkazowi gen. Andersa oraz Szefa Sztabu Naczelnego Wodza gen. Kopańskiego postanawia ujawnić się wobec Rosjan przyjmując zaproszenie na pertraktacje[37]. Został aresztowany razem z 15 innymi przywódcami AK i Państwa Podziemnego, a następnie wywieziony do Moskwy.”

    „17 sierpnia 1984 prezydent USA Ronald Reagan odznaczył pośmiertnie trzech komendantów głównych AK, generałów: Leopolda Okulickiego, Tadeusza Komorowskiego, Stefana Roweckiego orderami Legion of Merit za wkład w walkę o demokrację i w zwycięstwo nad totalitarnymi Niemcami hitlerowskimi[43].”

    To taki hetman Kalinowski pod Batohom.

  15. Luxeuro said

    Bardzo solidna strona co do tematu wydarzeń w czasie Powstania.
    http://www.sppw1944.org/index.html?http://www.sppw1944.org/powstanie/wola_rzez.html

  16. JO said

    ad.13. Dzieci to najtragiczniejsi poszkodowani, bo w tym zmuszono ich do WALKI, choc” Serca mialy duze ale ramiona za Male”

    To nie byli Bohaterowie, a Pan jestes Gnida wskazujac ich na Bohaterow i tym samym sugerujac branie przykladu z tych dzieci przez Inne pokolenia – DZIECI.

    Coraz Bardziej przekonuje sie, ze jestes Pan Skarabeuszem…

    Dopowiem Panu , jezeli mu brakuje Klepek w glowie, gwoli wyjasnienia Panie Miet:

    Gdyby Dziecko uratowalo Doroslego samo od siebie np gdy dorosly sie topi i dziecko przynioslo Sznr, rzucilo w wode, przywiazalo jakos do „drzewa” i dorosly mogl sie uratowac …to to dziecko jest Bohaterem.

    Natomiast , gdy dorosly kaze dziecku skakac w glebine…bo tam jest rzecz , ktora uratuje doroslego, wiedzac, ze ono plywac nie potrafi i dziecko sie utopilo TO za to ze dziecko skoczylo do Wody, bo posluchalo doroslego – dziecko nie jest Bohaterem a poslusznym tylko DZIECKIM i koniec kropka.

    Pan zamilaczlby lepiej.

  17. JO said

    ad.14. Panie Luxero. Oczywiscie, ze musi byc Hierarchia a wiec i dowodstwo i ono rzadzic musi a reszta ma sluchac. Jednak na tym nie jest koniec, chuba ze mowimy o cywilizacji Bizantyjskiej lub Zydowskiej…nigdy Chrzescijanskiej.

  18. Marucha said

    Re 13:
    Popieram, panie Mietku.
    Pan JO nie potrafi powstrzymać się od plucia na powstańców. Nie, nie chodzi o dowództwo – chodzi o zwykłych chłopaków i dziewczyny, oddających życie za Ojczyznę.
    Można być krytycznym wobec samej idei Powstania, ale charchać flegmą na młodych ludzi to nie mieści mi się w głowie.

  19. JO said

    ad.18. A Pan Gajowy widzi moja Flegme lecaca z moich ust na Mlodych, prosze jeszcze dodac za Panem Miet – Dzieci.

    Prosze siebie przeanalizowac Panie Gajowy i bijac sie w piersi zarzucic mi jeszcze raz opluwanie.

  20. Romank said

    No coz..moze powinnism poprzestac na sdlowie ktorego uzyl pan Miet..o nic wiecej…
    TRAGEDIA!!!!
    to chyba najlepsze okreslenie, podsumowanie, ocena i analiza….Pomyslmy sobei zatem w ciszy!
    NIgdy wiecej!

  21. Zdziwiony said

    Paweł Skibiński (2006 © Ośrodek Myśli Politycznej)

    PRYMAS STEFAN WYSZYŃSKI I PAPIEŻ PIUS XII O POWSTANIU WARSZAWSKIM

    WYJĄTKI

    Niezwykle ciepły stosunek prymasa do powstań narodowych jest wręcz zaskakujący. Możemy go oczywiście tłumaczyć przyczynami biograficznymi, tym, że młody ks. Wyszyński sam był uczestnikiem AK-owskiej konspiracji i w 1944 roku pełnił funkcję kapelana powstańczego szpitala w podwarszawskich Laskach. Ale nie wszystko da się w ten sposób wyjaśnić, ponieważ jego stosunek do tradycji insurekcyjnych nie ma wiele wspólnego z sentymentalizmem czy kombatanctwem. Aby bliżej go zanalizować, przyjrzyjmy się mu na przykładzie kilku wystąpień kardynała, które wprost odnosiły się do tematyki powstańczej.

    Rok 1960. W uroczystość Zesłania Ducha Świętego kardynał przywołał słowa papieża Piusa XII, który uznał powstanie warszawskie za „tygiel, w którym oczyszcza się i uszlachetnia złoto najwyższej próby”. Przypisywał powstańcom miłość i wiarę, wspominał o ofierze „najlepszych synów stolicy”, łączących w sobie „szlachetne poczucie honoru człowieka” i „silne przekonanie wiary chrześcijańskiej”. Doszukiwał się w tej ofierze analogii do ofiary Chrystusowej na Krzyżu. Zwracał uwagę na podziw świata dla stolicy Polski, a także na to, że dzięki tej wielkiej ofierze nie zamarł duch narodu, uczestnicy powstania stanowili bowiem świadectwo, że „Polska […] nie chce umrzeć”.

    Jeszcze bardziej interesujące jest wystąpienie wygłoszone przez zwierzchnika Kościoła warszawskiego w październiku 1961 w kościele Św. Marcina w Warszawie. Ulicę Piwną na stołecznej Starówce, przy której znajduje się kościół, prymas nazywa w swej mowie „wielkim ołtarzem ofiarnym”. Mówił dalej: „Olbrzymie wówczas dała Warszawa uzupełnienie do Chrystusowej ofiary”. Biskup Warszawy nakreślił też celowość powstańczej ofiary stolicy w 1944: „Chociażby pozostały góry ciał, przykryte gruzami, to jeszcze te ofiary są małe, w porównaniu do wielkiego prawa, jakie ma człowiek, naród i ludzkość: prawa wolności. […] Aby je zachować i ochronić, a przez to obronić godność człowieka, jako istoty rozumnej i wolnej, trzeba umieć się poświęcać i składać ofiary. […] człowiek, który biernie przyjmuje narzuconą mu niewolę, już się właściwie deklasuje i przestaje być pod jakimś względem człowiekiem. I naród, który nie umie walczyć o swoją wolność, już się właściwie zdeklasował…”. Powraca w
    tym kazaniu cytat z Piusa XII o tyglu, w którym miało wypalić się to co w narodzie „słabe i liche”.
    Zdaniem prymasa dzięki powstaniu Warszawa to „miasto Nieujarzmione, które […] zgorzało, ale zostało na nowo odbudowane, aby żyć w miłości”. Zwracając się do młodzieży kardynał podkreślał, że ucząc się narodowych dziejów dowiaduje się ona o wielu powstaniach – „może nieudanych i pozornie nie przynoszących rezultatów, a jednak owocnych” – gdyż, jak przypominał Wyszyński: „Powstania […] były budzeniem ducha narodu, aby powstał i żył […].
    Z krwi, którą użyźniano polskie zagony, wzrosła wolność w Ojczyźnie”.

    Kolejne wystąpienie prymasa Stefana Wyszyńskiego, zostało wygłoszone w 1974 roku w 30. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. I tym razem prymas spogląda na powstanie z perspektywy teologicznej. „1 Sierpnia stajemy zawsze wobec wielkiego niezbadanego misterium cierpienia, którego sens jest… wieloraki […] Bóg chciał ukazać, że są wartości, o które trzeba walczyć, nawet w walce pozornie beznadziejnej”. To, co przez krytyków powstania warszawskiego było świadectwem braku dojrzałości narodowej, prymas interpretuje dokładnie przeciwnie: „Warszawa […] zdolna była podjąć każdy wysiłek, każdą ofiarę, aby zaświadczyć swoje
    prawo do pełnej wolności, o której nie mogą decydować sąsiednie narody. Musi być ślad w dziejach dojrzałości narodu, który ma słuszną ambicję stanowienia o sobie. W tym duchu podjęta została walka powstańcza. Z góry było wiadomo, że beznadziejna. Ale ten akcent był w dziejach konieczny, chociaż nie tak jak tego oczekiwaliśmy wpłynął on na sumienie tych, co decydowali o pokoju”. Powstanie nie przyniosło więc skutków doraźnych, nie wpłynęło na kształt polskich granic, ani na decyzję oddania nas pod dominację sowiecką, ale było niezbędne dla przetrwania narodu w dłuższej perspektywie.
    W „Quam iucundum est pro Patria mori” – słodko jest umierać za Ojczyznę w
    świadomości, że jest to posiew krwi, która będzie wołać z ziemi żyjących do Ojca
    ludów i narodów o sprawiedliwość, jak wołała krew Abla… jak krew Chrystusa –
    zbawcza uświęcająca i ożywiająca” – kontynuuje prymas. Ponownie więc
    pojawia się wątek ofiary i spółodkupienia z Chrystusem poprzez ofiarę życia
    powstańców.

    Wreszcie 23 września 1975 r. mówił kardynał o powstaniu, jako o „tragedii, która była zwycięstwem i która na pewno przepełniała ginących tutaj obrońców Narodu, chwałą i uwielbieniem”. (-)

    ——————————————————————————————-

    Komunizm jest tylko chwilowym – niemal estetycznym zgrzytem – który nie zmienia wartości moralnej wspólnoty, jaką ma być naród. Na taki dystans – nie oznaczający jednak obojętności na rzeczywistość, nie posuwający się do jakiejkolwiek „wewnętrznej emigracji” – prymas Wyszyński może sobie pozwolić, ponieważ wywodzi swoją perspektywę z wartości religijnych, ponadczasowych i wiecznych, widząc w tragedii powstań uzupełnienie ofiary zbawczej Jezusa Chrystusa. Widząc w cierpieniach narodu analogię do cierpienia każdego człowieka – mówiąc o misterium cierpienia, misterium Krzyża.

    Wybór dotychczasowych cytatów z prymasa Stefana Wyszyńskiego czyniłby go niemal mistykiem insurekcjonizmu. Przy odrobinie złej woli można by nawet starać się wykazać, że jest on zwolennikiem „zbędnych” ofiar. Jednak z pewnością w refleksji kard. Wyszyńskiego nad polskimi powstaniami nie możemy się do tych cytatów ograniczyć. Dla zrównoważenia obrazu przypomnijmy tylko dwie wypowiedzi Prymasa Tysiąclecia z okresu tuż przed jego śmiercią, tj. z początków roku 1981, z czasu tzw. pierwszej „Solidarności”. Pierwsza z nich wprost koresponduje z jednym z przywołanych cytatów z 1974 roku, w znaczący sposób uzupełniając poprzednią refleksję. W kazaniu ze stycznia 1981 prymas mówił: „Tak często słyszymy zdanie: „Piękną i zaszczytną rzeczą jest umrzeć za Ojczyznę. Jednakże trudniej jest niekiedy żyć dla Ojczyzny.
    Można w odruchu bohaterskim oddać swoje życie na polu walki, ale to trwa krótko. Większym niekiedy bohaterstwem jest żyć, trwać, wytrwać całe lata […], wytrwać, żyć dla Ojczyzny, nabrać zaufania do niej i gotowości oddania jej wszystkiego z siebie. To jest najważniejszy nasz obowiązek wobec Ojczyzny”.

    I jeszcze jeden cytat, wyjęty tym razem z dramatycznego przemówienia prymasa do przedstawicieli Krajowej Komisji Porozumiewawczej „Solidarności” podczas ich wizyty u kardynała Wyszyńskiego w lutym 1981. „Powiedziałem panu Generałowi [Wojciechowi Jaruzelskiemu] w Natolinie, że gdyby w wyniku jakichkolwiek zaniedbań z mojej strony, albo też nieodpowiednich posunięć, zginął chociaż jeden Polak, chociaż jeden młody chłopiec, nie darowałbym sobie tego nigdy. Tak myślę ja. A sądzę, że i każdy z Panów tak myśli. To nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości. Odpowiedzialność za życie dzieci polskich to jest odpowiedzialność straszna. I dlatego też zastanawiając się nad sytuacją pytam siebie: Czy lepiej z narażeniem naszej wolności, naszej całości, życia naszych współbraci, już dzisiaj osiągnąć postulaty choćby najsłuszniejsze? Czy też lepiej jest osiągnąć coś niecoś dzisiaj, a co do reszty powiedzieć: Panowie, do tej sprawy wrócimy później. Nie rezygnujemy z postawionych postulatów, ale wiemy, że obecna realizacja niektórych z nich nie jest możliwa […]”. To nie są z pewnością słowa, które wypowiedziałby zwolennik kultu powstań, jako narodowego całopalenia. Wydaje się, że nie stoją one w sprzeczności z poprzednio cytowanymi słowami prymasa Wyszyńskiego. Z tej moralnej perspektywy, z jakiej starał się kardynał patrzeć na zagadnienia dziejów narodu, oba sądy są całkowicie do pogodzenia. Można przypuszczać, że kardynał był zdania, że w zależności od okoliczności z umiłowania Ojczyzny mogą płynąć rozmaite rozwiązania praktyczne – w pewnych okolicznościach – czyn powstańczy, kiedy indziej zaś działanie ograniczające się do „małych środków”, obliczone na zachowanie narodowych zdobyczy i biologicznego istnienia wspólnoty. W 1981 roku wchodził w grę także dodatkowy czynnik – prymas w swych wystąpieniach starał się odnieść do problemu podejmowania decyzji przez przywódców narodu. Do tego grona bez wątpienia należeli w warunkach PRL-owskich zarówno zwierzchnik polskiego Kościoła, jak i
    członkowie kierownictwa „Solidarności”. Poprzednie wypowiedzi zaś nie dotyczyły odpowiedzialności przywódców narodu, lecz raczej postawy zwykłych uczestników kolejnych polskich insurekcji. Czym innym jest bowiem obowiązek moralny roztropnego wyboru dokonanego w trudnych sytuacjach przez rządzących, a czym innym obiektywne moralne znaczenie powstańczej ofiary narodu i obowiązek solidarności z walczącą i cierpiącą wspólnotą.

    Miłość Ojczyzny, zdaniem kard. Wyszyńskiego, domaga się więc czci i szacunku wobec bohaterów powstań, zwłaszcza tych, którzy złożyli w ofierze swe życie. Dostrzegał on przede wszystkim wartość moralną i religijną powstań – jako sprzeciwu wobec zła, nawet za cenę ryzyka utraty życia, a także jako elementu współuczestniczenia przez naród w ofierze odkupieńczej Chrystusa. Jednocześnie jednak Prymas Tysiąclecia nie uważał za łatwe i oczywiste w warunkach PRL sięganie po „powstańczy” sposób narodowej posługi, zwracał uwagę, że unikanie rozlewu krwi i konieczność zabezpieczenia istnienia narodu przemawiają za poniechaniem działań insurekcyjnych.
    Można więc powiedzieć, że ten wielki realista okresu PRL-owskiego był jednocześnie wielkim czcicielem tradycji powstańczej, a oba te elementy splatały się nierozerwalnie w proponowanym przez niego modelu patriotyzmu.

    —————————————————————————————–

    Jan Paweł II (Warszawa, 2 czerwca 1979):

    Otóż nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego – tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas – bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie. Nie sposób zrozumieć tego narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną – bez Chrystusa. Nie sposób zrozumieć tego miasta, Warszawy, stolicy Polski, która w roku 1944 zdecydowała się na nierówną walkę z najeźdźcą, na walkę, w której została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus-Zbawiciel ze swoim krzyżem sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu. Nie sposób zrozumieć dziejów Polski od Stanisława na Skałce do Maksymiliana Kolbe w Oświęcimiu, jeśli się nie przyłoży do nich tego jeszcze jednego i tego podstawowego kryterium, któremu na imię Jezus Chrystus.

  22. JO said

    ad.21. HEREZJA

  23. Luxeuro said

    Dla mnie te dzieci były bohatery i ofiarami zbrodni. Kropka.

    Zadanie nasze jest dzieciom dzisiaj WYJAŚNIĆ ze Powstanie Warszawskie to nie tylko barykady i walka w kanałach. A tak często jest to przedstawiane. Nie, większa część tego wydarzenia jest to co Niemcy robili z cywilami z pomocą ich diabłów z ziem Ukraińskich. O tym aspekcie PW zauważyłem często jest mnie wiedzy, dając wrażenie ze setki tysięcy ludzi zginęło w „walkach”.

    „W założeniu oddziały kozackie służące u boku Hitlera miały przede wszystkim być wsparciem w walkach przeciwko Sowietom. III Rzesza miała dla nich jednak inne zadanie. W roku 1944 Kozacy nie tylko pacyfikowali Jugosławię, ale też brali czynny udział w rzezi powstańczej Warszawy.”

    „Do pacyfikacji Powstania stworzono Grupę Korpuśną gen. Ericha von dem Bacha-Zelewskiego, w skład której, obok żołnierzy Wehrmachtu i SS, weszły także nieniemieckie formacje wojskowe, w których służyli przede wszystkim Rosjanie, Azerowie, Tatarzy oraz Kozacy. Z relacji ofiar wynika, że oddziały te cechowało szczególne okrucieństwo i bezwzględność. To one miały ponosić główną odpowiedzialność za rzeź Woli i Ochoty, awangardą bestialstwa miały być zaś formacje kozackie.”

    „Trudno jest jednak jednoznacznie określić ogrom zbrodni, za które odpowiedzialność spoczywa na formacjach kozackich. Utrudniają to relacje świadków wydarzeń. Większość wspomnień z okresu Powstania określa jednostki nieniemieckie pojęciem „Ukraińcy”. Historycy twierdzą jednak, że należy to traktować bardziej jako skrót myślowy, nie zaś właściwą interpretację etniczną, „Ukraińcami” byli bowiem w rzeczywistości zarówno żołnierze RONA, Azerowie jak i Kozacy. Na przekonanie, że żołnierze nieniemieccy są pochodzenia ukraińskiego wpływały informacje z rzeziach ludności polskiej na Wołyniu, złe doświadczenia współistnienia obydwu narodów w dwudziestoleciu międzywojennym czy potoczna wiedza o wspieraniu przez Ukraińców działań Hitlera. Przyglądając się składom etnicznym poszczególnych obcojęzycznych formacji wojskowych nietrudno dojść do wniosku, że przeważali w nich Rosjanie, podczas gdy Ukraińcy występowali w nich jedynie w ilościach śladowych. Dużą rolę w utrwalaniu mitu o „ukraińskości” oddziałów pacyfikujących Warszawę odegrali właśnie Kozacy utożsamiani z Ukraińcami, zarówno ze względu na historyczne zaszłości jak i charakterystyczny strój. Tymczasem, w oddziałach kozackich służyli głównie Kozacy Dońscy, Kubańscy, Syberyjscy czy Ussurscy, którzy nie identyfikowali się z ukraińskością.”

    Jeden z komentarzy admina.
    „31 Schutzmannschafts Bataillon der SD czyli Ukraiński Legion Samoobrony pacyfikował we wrześniu Czerniaków, w Sonderkomando Spilker byli ukraińscy tłumacze, dwie kompanie ukraińskie Schupo stacjonowały w dzielnicy policyjnej, jedna kompania ukraińska OrPo była rozlokowana na mieście, w obozie Gęsiówka byli ukraińscy wachmani.

    Więc ukraińskie formacje tłumiły powstanie”

    Wtedy Kozacy a dzisiaj trzeba by było ich nazwać jak ? A może poprawność UE wymaga odróżnienia ich jak to jest robione z „faszyści”, „naziści” itd. zamiast „Niemcy”. Znów poprawność Orwellowska wymaga gimnastyki umysłowej gubiąc niedoświadczonego w ciemnocie.

    http://histmag.org/Kozacka-rzez-Powstania-8257

  24. Zdziwiony said

    @ 22
    Pana JO wypowiedzi
    dla mnie to czysta sofistyka
    często „ciekawa”, czasem „genialna”,
    lecz chora wizja schizofrenika.

  25. Marucha said

    Re 21:
    A co tam Prymas Wyszyński… JO wie lepiej.

  26. Juziek said

    Krzysztof Wasilewski: Zakłamana historia powstania
    2013-10-03

    3 października jest datą oficjalnego końca Powstania Warszawskiego. Z tej okazji publikujemy tekst Krzysztofa Wasilewskiego pt. „Zakłamana historia powstania”.

    Początek sierpnia to w Polsce czas umacniania mitu powstania warszawskiego. Nie usłyszymy o arogancji dowództwa Armii Krajowej, o cywilach, którzy stali się zakładnikami chorych z ambicji generałów, ani o zagładzie miasta. Dlatego niewygodną prawdę o powstaniu ujawnia „Przegląd”. Jak zatem było w rzeczywistości? Z jednej strony, nie sposób nie wspomnieć o euforii, jaka zapanowała na stołecznych ulicach 1 sierpnia 1944 r. Z drugiej – radość szybko przerodziła się w rozgoryczenie, gdy walki zaczęły się przedłużać, przynosząc coraz więcej ofiar cywilnych. Morale cywilów topniało w miarę kurczenia się zapasów żywności, wody i leków. Ludność Warszawy stała się zakładnikiem dowódców powstania. Cywile byli potrzebni, bo bez nich dalsza walka traciła sens. Na śmierć jednego walczącego powstańca przypadało niemal 13 ofiar cywilnych.

    200 tys. cywinych ofiar, zagłada miasta, arogancja dowódców – o tym nie usłyszymy w rocznicę powstania warszawskiego

    Początek sierpnia to w Polsce czas umacniania mitu powstania warszawskiego. Nie usłyszymy o arogancji dowództwa Armii Krajowej, o cywilach, którzy stali się zakładnikami chorych z ambicji generałów, ani o zagładzie miasta. Dlatego niewygodną prawdę o powstaniu ujawnia „Przegląd”.

    „Powstanie warszawskie było niesamowitym sukcesem wojskowym”, orzekł w ubiegłym roku prof. Norman Davies. Według niego, sukces polegał na kontynuowaniu walk przez dwa miesiące pomimo braku jakichkolwiek szans powodzenia. Jak widać, śmierć ponad 200 tys. cywilów i całkowite zniszczenie polskiej stolicy to dla brytyjskiego profesora nic nieznaczące detale.

    Dywagacje prof. Daviesa można zrzucić na karb specyficznego brytyjskiego humoru. Co jednak da się wybaczyć obcokrajowcowi (nawet tak zaangażowanemu w sprawy polskie jak Davies), trudno puścić płazem rodzimym znawcom tematu. Tymczasem od lat część historyków i polityków uparcie wbija nam do głów kult powstania. Nie bez ich udziału Muzeum Powstania Warszawskiego stało się obowiązkowym punktem programu każdej szkolnej wycieczki, a na uroczystościach rocznicowych nie może zabraknąć żadnego czołowego polityka.

    Euforia i głód

    Mit powstania warszawskiego jest mozolnie budowany, począwszy od podręczników szkolnych, a na wypowiedziach przedstawicieli najwyższych władz państwowych skończywszy. Generałowie Tadeusz Bór-Komorowski, Tadeusz Pełczyński czy Antoni Chruś­ciel „Monter” już dawno temu zostali wpisani do panteonu wybitnych polskich dowódców. Liczba szkół różnych szczebli noszących ich imiona mówi sama za siebie. Tylko czekać, aż za tym przykładem podąży samo wojsko i przydzieli jakiejś jednostce któregoś z grona wybitnych patronów.

    Jak zatem wygląda prawda o powstaniu? Z jednej strony, nie sposób nie wspomnieć o euforii, jaka zapanowała na stołecznych ulicach 1 sierpnia 1944 r. „Ludność stolicy zespoliła się z wojskiem w walce i nawet nieuzbrojeni, porwani entuzjazmem młodzieży, budują barykady przeciw czołgom wroga”, raportował Bór-Komorowski. Z drugiej – radość szybko przerodziła się w rozgoryczenie, gdy walki zaczęły się przedłużać, przynosząc coraz więcej ofiar cywilnych.

    Morale cywilów słabło w miarę kurczenia się zapasów żywności, wody i leków. Okupacyjna rzeczywistość nie była łatwa, lecz w porównaniu z warunkami powstańczymi mogła się wydawać czasem spokoju i stabilizacji. Czym bowiem były kłopoty z zaopatrzeniem i kartkami z wcześniejszych lat przy obecnym nieustannym głodzie i pragnieniu? „Byliśmy tak zgłodniali, że jedliśmy mięso z konia, którego toczyły robaki, jedliśmy też wychudzone koty i psy”, wspominała Barbara Szymakowa, w czasie powstania 13-letnia dziewczynka, mieszkająca u dziadków przy ul. Burakowskiej.

    Oczywiście pierwsze dni sierpnia to okres żywiołowego wsparcia powstania. Mieszkańcy sami organizowali się w drużyny. Młodzi i starzy, mężczyźni i kobiety – wszyscy z równym zapałem garnęli się do budowy barykad. Chętnie też udzielali się w szpitalach i kuchniach polowych. Do czasu.

    Już w połowie sierpnia w wielu miejscach miasta panowała anarchia. „Władze administracyjne nie dają już sobie rady. Starosta – człowiek młody bardzo i niedoświadczony – nie panuje nad sytuacją”, skarżył się jeden z powstańców. Drugi w tym samym czasie meldował, że „wzrastała ciągle liczba głosów przeklinających powstanie i rząd”.

    Spory i kłótnie

    Nad rozkazami Armii Krajowej górę brały ogólne zniechęcenie i apatia. „Nastawienie ludności w schronach cechuje chorobliwa bierność – alarmowano 12 sierpnia ze Starego Miasta. – Zupełnie biernie znoszą głód (niektórzy nie jadają po 2-3 dni), nie wykazują żadnej inicjatywy w kierunku starań o żywność”. Coraz trudniej było o ochotników do stawiania barykad i pracy w szpitalach. W wielu przypadkach dopiero groźbą czy wręcz przemocą powstańcy rekrutowali pomocników.

    Minorowe nastroje potęgowane były przez zniszczenia zmuszające ludzi do tłoczenia się w piwnicach. Silne więzy sąsiedzkie rozluźniły się na skutek wymieszania się osób o różnym statusie materialnym, wykształceniu czy poglądach politycznych. W takich warunkach łatwo było o spory i kłótnie, które nierzadko przeradzały się w rękoczyny. „Załamywała się dyscyplina, a poczęły szerzyć kradzieże i drobne przestępstwa. (…) Niektórzy stawali się nieczuli na cierpienia innych, nawet jeśli osoby cierpiące należały do rodziny. Przestawano grzebać ciała zmarłych”, wspominał o. Medard Parysz, kapelan powstania. Wspólnota z pierwszych dni walk przestawała istnieć.

    Głód, choroby i trudy życia w piwnicach odbierały ludziom wiarę w zwycięstwo. Kwitła jedynie spekulacja. O ile na początku sierpnia litr wody kosztował 200 zł, o tyle po kilkunastu dniach trzeba było już płacić 600 zł za szklankę. Jeszcze droższe były lekarstwa i żywność, o które trwała nieustanna walka między powstańcami a cywilami. Nic dziwnego, że mieszkańcy z utęsknieniem wspominali czasy niemieckich kartek.

    Zapewne jednak największy wpływ na pogorszenie nastrojów ludności cywilnej miała wzmagająca się brutalność oddziałów okupacyjnych. Dowódca akcji pacyfikacyjnej gen. Erich von dem Bach-Zelewski miał do dyspozycji m.in. brygadę SS RONA (2 tys. żołnierzy), złożoną z rosyjskich i ukraińskich zwyrodnialców, oraz brygadę SS Oskara Dirlewangera rekrutowaną z niemieckich kryminalistów, którzy wsławili się bestialstwem na tyłach frontu wschodniego, a także dwa bataliony Kozaków, batalion specjalny z Wrocławia i zmilitaryzowany policyjny batalion z Poznania.

    Żołnierze zostali tak dobrani, by bez skrupułów mordowali ludność cywilną. „Przy każdym domu leżały trupy, przy niektórych domach częściowo popalone: dzieci, kobiety, mężczyźni i starcy. Domy zaś wszystkie już były spalone” – tak wyglądała pacyfikacja powstania od pierwszych jego dni.
    Masowe mordy i gwałty były na porządku dziennym. Już 1 sierpnia zostało rozstrzelanych 20 mieszkańców domu przy ul. Powązkowskiej 41. 4 sierpnia Niemcy zamordowali ok. 4 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy schronili się w fabryce przy ul. Wolskiej 60. Następnego dnia oddziały SS dokonały masakry chorych w Szpitalu Wolskim. Kolejny tysiąc rozstrzelano w szpitalu św. Łazarza. Aż 5 tys. osób zamordowano w fabryce Ursus.

    Okrucieństwo oddziałów pacyfikacyjnych dotykało na równi dorosłych i dzieci. Tymczasem za sprawą mediów i niektórych polityków w naszej zbiorowej świadomości utrwalił się obraz „małego powstańca”, który w przydużym hełmie bohatersko broni stolicy. Nic więc dziwnego, że na udział nieletnich w powstaniu patrzymy jak na romantyczną przygodę, niczym na harcerskie podchody. Cóż jednak romantycznego w zmasakrowanym – dosłownie i w przenośni – dzieciństwie?

    Bez wsparcia

    Okupanci mordowali cywilów bez względu na wiek. W szpitalach pijani żołnierze dla zabawy zabijali noworodki, niektórzy „ćwiczyli” cesarskie cięcie na ciężarnych kobietach. Jak w każdym konflikcie rosła liczba sierot i półsierot. W najtrudniejszej sytuacji były dziewczynki. We wspomnieniach z powstania wciąż przewijają się zbiorowe gwałty dokonywane przez oprawców na nieletnich. Wzruszające jest opowiadanie o ponad 250 ślubach zawartych podczas powstania. Trudniej mówić, że dla wielu nastolatek ich pierwszy raz to najbardziej upodlające wydarzenie w życiu, często zakończone śmiercią w męczarniach.

    „Tuż obok nas siedzi skulona starsza pani z niedorosłą dziewczynką. Pijana zgraja podchodzi do nich, jeden z tych bandytów szarpie dziewczynkę za rękę, coś bełkoce pijackim głosem. (…) Dziewczyna wstaje ze szlochem, żołdak odprowadza ją na bok kilka kroków i po chwili cały dramat rozgrywa się na oczach wszystkich. Brutalny atak, płacz i krzyk tej 14-letniej, żałosne jęki, sapania zdobywcy… Dziewczynka wyrywa się, ucieka, przypadła do krewnej, szlocha, płaczemy razem, po kilku minutach znowu ją szarpie inny…”, relacjonowała Zofia Wędrychowska, nauczycielka.

    Strach o życie swoje i najbliższych przerodził się w złość przeciwko tym, którzy wywołali powstanie. Wbrew obietnicom dowództwa walki się przedłużały. Stolica i jej mieszkańcy pozostawali bez wsparcia sojuszników. Armia Czerwona nawet nie zbliżyła się do rogatek miasta, a prowadzone przez RAF wsparcie powietrzne było niewystarczające. 20 sierpnia Biuro Informacji i Propagandy (BIP) meldowało: „Głosy defetystyczne są jeszcze odosobnione i nieliczne, lecz słabnięcie odporności nerwowej staje się dosyć powszechne”.

    Każdy kolejny dzień samotnych zmagań nasilał rozgoryczenie ludności cywilnej. „Po trzech tygodniach walk w Warszawie sytuacja wyrażająca się w braku skutecznej pomocy dla powstania nabiera cech skandalu politycznego. Opinia publiczna oskarża [emigracyjny] Rząd o brak wszelkiego znaczenia na terenie międzynarodowym. Niechęć wobec aliantów przeradza się we wrogi stosunek”, depeszowano do Londynu 23 sierpnia.

    Sprawna dotychczas machina propagandowa zacięła się. Przez cały okres powstania ukazywało się ok. 130 dzienników, tygodników i magazynów, spośród których największe osiągały nakład 28 tys. egzemplarzy. Początkowo czytane z wielkim zainteresowaniem, z czasem stawały się źródłem frustracji mieszkańców. W jednym z raportów BIP alarmowano: „Sensacyjne tytuły niektórych dzienników w rodzaju: »Opanowaliśmy Politechnikę«, gdy wiadomo, żeśmy ją stracili (…), zamiast podnosić nastroje, raczej je obniżają, podrywając jednocześnie zaufanie i wiarę w prawdomówność naszej propagandy”.

    Zmianę nastrojów społeczeństwa najbardziej odczuli sami powstańcy. Młoda łączniczka wspominała, jak głodujące matki z dziećmi z wyrzutem patrzyły na powstańców, którzy chronili się w ich piwnicach. „Na żołnierzy spoglądały z niechęcią – pisała – zupełnie inaczej niż na początku powstania, kiedy to obrzucały ich kwiatami”.

    Czas dogorywającego powstania sprzyjał rozluźnieniu obyczajów. Obok wielu przykładów bohaterstwa czy solidarności cywilów były także czyny haniebne. Zatłoczone piwnice okazywały się doskonałym miejscem do kradzieży, rozbojów, a nawet morderstw. Rosła liczba osób skazanych na śmierć za kolaborację z okupantem. Nieraz dochodziło do samosądów, których ofiarami padali m.in. ocalali Żydzi. Zdarzały się kuriozalne sytuacje, kiedy ratunek widziano w poddaniu się niemieckim żołnierzom.

    Mieczysław Dobrowolski, który we wrześniu 1944 r. znalazł się w szpitalu zorganizowanym w miejskim ośrodku zdrowia, zapamiętał „nieopisaną radość” pośród personelu po wkroczeniu Niemców. „Tegoż dnia wieczorem – wspominał – nie wiadomo skąd znalazła się żywność, i to w większych ilościach. Przez cały wieczór pracownicy szpitala raczyli się wódką i wreszcie jedli do syta. Po każdym kieliszku powtarzali: Za wszystkie czasy!”.

    Ewakuacja

    Coraz częściej mieszkańcy domagali się zgody na ewakuację. Pierwsze takie próby podejmowano już na początku powstania, jednak w obliczu ogólnej euforii nikt z dowództwa nie traktował ich poważnie. Chętnym do opuszczenia swoich domów nie robiono problemów, choć niedwuznacznie sugerowano im tchórzostwo. Problem zaczął się, gdy prośby zamieniły się w żądania, a ich liczba zaczęła lawinowo rosnąć.

    Pod koniec sierpnia cywile przebywający na Starówce w kościołach Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny i św. Franciszka udali się do mjr. Stanisława Błaszczaka „Roga”, domagając się umożliwienia im ewakuacji. Spotkali się z odmową. Jak przekonywał dowódca, „jeśli duża grupa osób w towarzystwie osób duchownych opuści ten teren i przejdzie na obszary zajmowane przez Niemców, to wśród powstańców załamie się wola walki. Każdy, kto będzie próbował wyjść, zostanie zastrzelony jako zdrajca”.

    Trudno się oprzeć wrażeniu, że ludność cywilna stała się zakładnikiem powstańców, a nade wszystko ich dowódców. Była im potrzebna, bo bez niej dalsza walka traciła jakikolwiek sens. „Gdy zabraknie mieszkańców – przekonywał gen. Okulicki – możemy oczekiwać, że poczuje się żołnierz osamotniony i nie potrafi się zdobyć na obronę tej kupy gruzów, jaką dzisiaj przedstawia Warszawa”. Każda strata wśród cywilów była więc dla polskiego dowództwa usprawiedliwiona.

    Oficjalną zgodę na ewakuację ludności dowództwo AK wydało dopiero 8 września. Jednak nawet wówczas cywile opuszczający teren walk nie mogli liczyć na sympatię czy choćby zrozumienie ze strony powstańców. Jeden z nich meldował: „Żołnierze byli oburzeni wymarszem ludności. Idącym robiono uszczypliwe uwagi, nie pozwalano dawać papierosów. Jeden żołnierz z placówki przy ul. Lwowskiej powiedział do mnie, że gdyby zauważył swą matkę w tym tłumie, zastrzeliłby ją. Narzekał, że władze pozwalają na taki wstyd, a przede wszystkim, że tylu młodych ludzi wychodzi”.

    Mieszkańcy Warszawy rozczarowali się powstaniem. Ich początkowe gorące poparcie wynikało z przekonania, że potrwa ono zaledwie kilka dni i zakończy się wyzwoleniem stolicy. W końcu tak im obiecywano w licznych odezwach i artykułach. Jeszcze 7 września gen. Antoni Chruściel „Monter” przekonywał, a raczej w sposób niegodny oficera kłamał: „Wierzcie w to głęboko, że dowództwo nie zawiedzie, że myślimy o wszystkim. Do nadejścia z zewnątrz pomocy upłynie jeszcze najwyżej 4-5 dni. Pomimo że źle się odżywiacie i znużeni jesteście bez granic, duch Wasz musi się zdobyć na to niedługie już przetrwanie”.

    Fundamenty mitu

    Fundamentem mitu powstania warszawskiego jest teza, że miało ono szanse powodzenia. Tymczasem w samym dowództwie Okręgu Warszawa AK mało kto był optymistą nawet przed jego wybuchem. „Czy pan widzi i rozumie sens tego wszystkiego, co my tu robimy?”, pytał 29 lipca gen. Pełczyński świeżo przybyłego z Londynu Jana Nowaka. Kurier nie potrafił odpowiedzieć twierdząco na to pytanie. Co gorsza, problemy z odpowiedzią miał sam Pełczyński.

    Dni poprzedzające powstanie polskie dowództwo spędzało na wzajemnym przekonywaniu się o jego sensie. Przy czym rzadko podnoszono argumenty natury militarnej czy strategicznej. Wszak takich być nie mogło. Zdecydowanie więcej uwagi poświęcano kwestiom honoru i odwagi. Gen. Leopold Okulicki przekonywał: „Nie mam żadnych złudzeń, co nas tu czeka po wejściu Rosjan i ujawnieniu się, ale choćby mnie spotkało najgorsze, wolę to aniżeli zrezygnowanie z wszystkiego bez walki. Musimy spełnić nasz obowiązek do końca”.

    Rozważania generalicji w kraju nie przekonywały władz emigracyjnych. Analizując rozmowy na linii Warszawa-Londyn w lipcu 1944 r., nie sposób nie dojść do wniosku, że decyzja o wywołaniu powstania była jawnym złamaniem dyrektyw naczelnego wodza. Stojący na czele polskiego wojska gen. Kazimierz Sosnkowski wielokrotnie ostrzegał, że zorganizowanie akcji przeciwko Niemcom „bez uprzedniego porozumienia z ZSRR na godziwych podstawach byłoby politycznie nieusprawiedliwione, zaś (…) pod względem wojskowym niczym innym jak aktem rozpaczy”.

    Podobnie wypowiadali się rząd i prezydent. Jeden z ministrów, Jan Stańczyk, uważał „za konieczne przestrzec kraj przed jakimikolwiek odruchami rozpaczy, skierowanymi przeciwko wojskom sowieckim”. Tymczasem te i inne ostrzeżenia dowództwo Okręgu Warszawa AK świadomie zlekceważyło. Generalicja zdawała sobie sprawę, że powstanie miało minimalne szanse powodzenia, lecz opacznie przez nią rozumiane honor i odwaga przeważyły szalę na korzyść akcji zbrojnej.

    Główną ofiarą nonszalancji dowództwa AK była ludność cywilna Warszawy. W planach wojskowych jawiła się ona jako przedłużenie siły zbrojnej. Tak też traktowały ją oddziały okupacyjne, które z równą brutalnością rozprawiały się z powstańcami, jak i ze starcami, kobietami czy dziećmi. Podobnie postrzegały mieszkańców Warszawy emigracyjne władze. Komentując kapitulację powstania, premier Stanisław Mikołajczyk zawyrokował: „Garnizon i ludność stolicy wypełniły powinność żołnierską ponad granice ludzkiej wytrzymałości i męstwa”.

    Wymuszone bohaterstwo

    Decyzja o narażeniu życia setek tysięcy cywilów dałaby się jeszcze obronić, gdyby istniały realne przesłanki sukcesu powstania. Tymczasem, cytując gen. Władysława Andersa, „nie miało ono najmniejszych szans powodzenia, a naraziło nie tylko naszą stolicę, ale i tę część Kraju, będącą pod okupacją niemiecką, na nowe straszliwe represje”. Ofiary obciążają sumienie dowództwa AK, które w przypływie emocji wywołało powstanie, a także władz emigracyjnych, które nie były w stanie zapobiec tej samobójczej decyzji.

    Mieszkańcom Warszawy nie sposób odmówić bohaterstwa. Jednak było to bohaterstwo wymuszone. O ile bowiem dowództwo i żołnierze świadomie przystąpili do powstania, o tyle ludność cywilna została w nie wciągnięta siłą. Nikt nie pytał, czy niemal milion osób chciało i było gotowych wypełnić swoją „żołnierską powinność”.

    Warszawa skapitulowała 3 października 1944 r. W ciągu dwóch miesięcy zginęło ok. 16 tys. polskich żołnierzy i aż 200 tys. zwykłych mieszkańców. Oznacza to, że na śmierć jednego walczącego powstańca przypadało niemal 13 ofiar cywilnych. Ponad pół miliona tych, którzy przeżyli, zostało zmuszonych do opuszczenia miasta.

    Dramat stolicy nie skończył się wraz z jej kapitulacją. Budowniczowie mitu powstania niechętnie wypowiadają się na temat dalszych losów Warszawy i jej mieszkańców. Dlaczego? Odpowiedź jest banalnie prosta. Całkowite zniszczenie największego polskiego miasta – Paryża Północy, jak nazywano je przed wojną – oraz skazanie ponad pół miliona osób na wielomiesięczną tułaczkę trudno nazwać inaczej niż klęską. Milczenie spowodowane jest także chęcią zatuszowania niewygodnej dla niektórych prawdy, że Warszawę odbudowano za czasów władzy ludowej.

    Popowstańcza rzeczywistość miała niewiele wspólnego z mitem niezwyciężonego miasta. Przypominała raczej apokalipsę. „To całe wychodzenie szło powoli. I było podobne do zbierania się na Sąd Ostateczny”, zanotował w pamiętniku Miron Białoszewski. W słowach tych nie było nic z literackiej hiperboli. Niemal co czwarty ocalały mieszkaniec stolicy i pobliskich wsi trafił do obozów koncentracyjnych lub został wysłany na roboty przymusowe do Niemiec. Wielu nie doczekało końca wojny.

    O losie warszawskich tułaczy nie usłyszymy w debacie o powstaniu. Prawda mogłaby zepsuć lansowany od lat obraz „przegranych zwycięzców”, w którym mieszkańcy opuszczali swoje miasto z podniesioną głową. Tylko z czego mogli być dumni? Ze śmierci bliskich? Z utraty całego majątku? Głodu, choroby, gwałtów? W starciu z popowstańczymi realiami bohaterstwo czasu walki stawało się niepotrzebnym bagażem.

    „Brak słów, by opisać stan fizyczny i psychiczny warszawskich nędzarzy – zapisała w dzienniku mieszkanka Łowicza, dokąd trafiła część uchodźców. – Brud, rozpacz, łzy, otępienie i te straszne opowieści. Na zadawane zewsząd pytania o młodych pada ponura odpowiedź: »Albo już nie żyją, albo wywiezieni do Niemiec, albo jeszcze walczą, czekając na swój los«”. Dla wielu jedyną pociechą w tym trudnym czasie była pomoc i opieka gospodarzy.

    Nie zawsze jednak uchodźcy ze zniszczonej stolicy mogli liczyć na taką życzliwość jak w Łowiczu. Alfred Kuzka, mieszkaniec Marymontu z ul. Czos­nowskiej, który w czasie powstania z żoną i dziećmi przebywał na Starym Mieście, a potem z najbliższymi został wysłany do Starej Wsi, wspominał, jak musiał wysłuchiwać docinków w rodzaju: „Musimy ich karmić. Po co nam to? Sami nie mamy”. Właściciele gospodarstwa, do którego trafił, traktowali ich jak darmową siłę roboczą. Kuzkowie spali w opuszczonym młynie, a kiedy upomnieli się o zapłatę za pracę, zostali niemal siłą wypędzeni ze wsi. „Wy warsiarskie dziady! Przyśliśta nas tu obżyrać. Dali, jazda do Warszawy! Mamy dosyć swoich”, usłyszeli na pożegnanie. Czy zatem można się dziwić, że piewcy „cudownej jedności narodu w walce z okupantem” wolą ten i podobne epizody skwitować milczeniem?
    Powstanie warszawskie to jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w historii Polski. To także przykład, jak arogancja, niepohamowane ambicje i brak zrozumienia dla ludzkiej krzywdy mogą doprowadzić do zagłady milionowego miasta i jego mieszkańców. Czy wyciągniemy w końcu z tego wnioski? Wątpliwe. Mit powstania umacnia się z każdym rokiem. Jak na naród kochający się w swojej historii dosyć nonszalancko ją traktujemy.

    Przy opracowywaniu tekstu korzystałem z książek: Exodus Warszawy. Ludzie i miasto po Powstaniu 1944. T. 1. Pamiętniki, relacje, opracowanie Małgorzata Berezowska, Warszawa 1992; Joanna K.M. Hanson, Nadludzkiej poddani próbie. Ludność cywilna Warszawy w powstaniu 1944 r., Warszawa 1989; Na tropach tragedii. Powstanie Warszawskie 1944, wybór dokumentów wraz z komentarzem Jan M. Ciechanowski, Warszawa 1992; Andrzej Przemyski, Ostatni komendant generał Leopold Okulicki, Lublin 1990; Eugeniusz Duraczyński, Rząd polski na uchodźstwie 1939-1945, Warszawa 1993; Andrzej Krzysztof Kunert, Władysław Bartoszewski, Rzeczpospolita Walcząca. Powstanie warszawskie 1944. Kalendarium, Warszawa 1994.

    Krzysztof Wasilewski

    Artykuł pochodzi z 31. numeru tygodnika „Przegląd”.

  27. akej said

    @ JO
    Beck nie byl zydem. Jego rodzina byla pochodzenia flamandzkiego.

  28. Romank said

    dem człowiekiem. I naród, który nie umie walczyć o swoją wolność, już się właściwie zdeklasował…”. Powraca w
    tym kazaniu cytat z Piusa XII o tyglu, w którym miało wypalić się to co w narodzie „słabe i liche”.

    ….ano ino- jak zwykle zreszta- wypalilo sie na odwrot:-))) jak zwykle wypalilo sie zloto i zostalii i Pojebani i Zdziwieni:-)))))

  29. Romank said

    Dzis w Rzeszowie , Korwin Mikke zapowiedzial proces Dowodcow Powstania Warszawskiego!
    Na 2 pazdziernika.

  30. wi42 said

    @20 RK
    „Pomyslmy sobei zatem w ciszy!
    NIgdy wiecej!”
    To Pan moze tak powiedziec. Ludzkosc (nie tylko Polak) nie uczy sie ani na cudzych ani na wlasnych bledach.

  31. JO said

    SP Kardynal Wyszynski nie byl Biskupem Lefebvre – niestety I tak jak powstrzymywal Modernizm w PRL jak tylko Mogl to jednak poszedl na ustepstwo odwrocenia Osoby Ksiedza DUPA do Nie tylko Krzyza ale I do miejsca gdzie zawsze jest Sw Sakrament w Polskich Kosciolach.

    Kardynal wg mniue w oparciu o Sw Mag, rozumial, tlumaczyl Powstanie Warszawskie Emocjonalnie , prywatnie, NIE z pozycji Sw Magisterium, bo:

    ! . Powstanie Warszawskie bylo ZBRODNIA Dowodstwa a na baize grzechu ROZPACZY conajmniej przeprowadzone przez Reszte Doroslych Warszawiakow. ktorzy do Tego Grzechu zostali Doprowadzeni Talmudycznym Terrorem Zydo-Masonerii I Rekoma Niemcow.

    Zwykli Dorosli Powstancy byli Odwazni, Waleczni jak Spartanie, pelni Haryzmy tec, etc, etc ale NIE mozna powiedziec w Swietele Grzechu I Faktow , ze byli Bohaterscy, ze byli Bohaterami a jezeli to Tragicznymi I napewno Nieheroicznymi.

    Powielanie Bledu nazywania Powstania Bohaterskim I jako Powstanie a nie jako Akt Rozpaczy majacy dac przyczyne do Ludobojstwa jest ROMANTYZMEM – grzechem Herezja, ktora ma swoje konsekwencje na kolejne pokolenia….

    2.

    Dzieci biorace udzial w Powstaniu to nie Bohaterowie a Posluszne, Pokrzywdzone dzieci Zmuszone do czynu , ktore NIGDY nie powinny podjac ZA ROZKAZEM lub Zlym Przykladem Doroslego.

    To nie byla Sytuacja Orlat Lwowskich, gdzie same dzieci podjely decyzje obrony w calkowicie innej sytuacji I nie na baize ROZPACZY DOROSLYCH.
    ———————————————–

    Akt powstanczy Warszawy to Talmudyczne Ludobojstwo a nie zadne powstanie.

    Miejmy po latach odwage o tym glosno mowic a nie Kraczmy tak jak Zydo-Masoneria tego Chce I nasze Emocje pchaja….

    To jestesmy Winni Zamordowanym Warszawiakom I Polsce – Naszym Dzieciom

    Badzmy Katolikami.

  32. Wiesław Magiera said

    Odsyłam do komentarza dr Szubarczyka:
    http://wirtualnapolonia.com/2014/08/02/piotr-szubarczyk-powstanie-wolnych-polakow/

  33. JO said

    ad.32. Romantyzm.

    Kloaka Bzdur.

  34. JO said

    SP Kardynal Wyszynski nie byl Biskupem Lefebvre – niestety I tak jak powstrzymywal Modernizm w PRL jak tylko Mogl to jednak poszedl na ustepstwo odwrocenia Osoby Ksiedza DUPA do Nie tylko Krzyza ale I do miejsca gdzie zawsze jest Sw Sakrament w Polskich Kosciolach.

    Kardynal rozumial, tlumaczyl Powstanie Warszawskie Emocjonalnie , prywatnie, NIE z pozycji Sw Magisterium, bo:

    1 . Powstanie Warszawskie bylo ZBRODNIA Dowodztwa a co najmniej na baize grzechu ROZPACZY, przeprowadzone przez Reszte Doroslych Warszawiakow. ktorzy do Tego Grzechu zostali Doprowadzeni Talmudycznym Terrorem Zydo-Masonerii I Rekoma Niemcow.

    Zwykli Dorosli Powstancy byli Odwazni, Waleczni jak Spartanie, pelni CHaryzmy tec, etc, etc ale NIE mozna powiedziec w Swietele Grzechu I Faktow , ze byli Bohaterscy, ze byli Bohaterami a jezeli to Tragicznymi I na pewno Nieheroicznymi.

    Powielanie Bledu nazywania Powstania Bohaterskim I jako „Powstanie” a nie jako Akt Rozpaczy ( Zryw „Powstanczy”) majacy dac przyczyne do Ludobojstwa jest ROMANTYZMEM – grzechem, Herezja, ktora wydaje swoje zle owoce na kolejnych pokoleniach….

    2.

    Dzieci biorace udzial w Powstaniu to nie Bohaterowie a Posluszne, Pokrzywdzone dzieci Zmuszone do czynu , ktore NIGDY nie powinny podjac ZA ROZKAZEM lub Zlym Przykladem Doroslego.

    To nie byla Sytuacja Orlat Lwowskich, gdzie same dzieci podjely decyzje obrony w calkowicie innej sytuacji I nie na baize ROZPACZY DOROSLYCH.
    ———————————————–

    Akt powstanczy Warszawy to Talmudyczne Ludobojstwo a nie zadne „Powstanie”.

    Miejmy po latach odwage o tym glosno mowic i nie Kraczmy tak jak Zydo-Masoneria tego Chce I nasze Emocje popychaja….

    Taka interpretacje zdarzen – PRAWDZIWA – jestesmy Winni Zamordowanym Warszawiakom I Polsce – Naszym Dzieciom, ba Nam Samym…

    Badzmy Katolikami a nie Romantykami.

  35. Zdziwiony said

    @ 28. W tym tyglu usraelskim nie było potrzeby już co wypalać, zakompleksiały nienawistniku.

  36. JO said

    Brutalny atak, płacz i krzyk tej 14-letniej, żałosne jęki, sapania zdobywcy… Dziewczynka wyrywa się, ucieka, przypadła do krewnej, szlocha, płaczemy razem, po kilku minutach znowu ją szarpie inny…”, relacjonowała Zofia Wędrychowska, nauczycielka.

    Wy Squrwiele Grolyfikujacy „Powstanie Warszwaskie”.

    Zeby H-uje Wam sie to przytrafilo.

  37. Powstanie Warszawskie było operacją POLITYCZNĄ – jak Polityczny był Wrzesień 1939. Szef Sztabu Wehrmachtu Haider powiedział po wojnie, że Dowództwo Wehrmachtu „zdawało sobie sprawę, że o Losie Rosji DECYDUJE Polskie Zaplecze”, które starano się Przechwycić zniszczeniem armii polskich na zachód od Wisły, co okazało się NIEMOŻLIWE.
    Gdyby nad Bzurą armie polskie zostały nie Pobite a ROZBITE to Guderian mógł uderzyć na Brześć a wówczas Niemcy mogliby zagrać ZAMORDOWANIEM W ROSJI 17 MILIONÓW POLAKÓW, co wymuszało Rozejm Antysowiecki, UPADEK BECKA i aktywizację Paktu Antykominternowskiego, ale po 9 IX było już Niemożliwe.
    Taka ALTERNATYWA zaistniała po ZAGŁADZIE II frontu białoruskiego i zwycięstwie Rokossowskiego pod Mińskiem Mazowieckim CZTEROMA CZOŁGAMI, gdy Niemcy mieli ich jeszcze ponad sto. Wniosek jest z tego taki, że pod Mińskiem ZADECYDOWAŁO zdobycie przez Powstańców 2 mostów warszawskich.
    Mój ojciec uważał Mikołajczyka za Zdrajcę, gdyż „nie dał się komunistom powiesić” a swą ucieczką wyrządził im Przysługę, co zresztą pisze Cat-Mackiewicz. Poza tą Zdradą była jeszcze ZBRODNIA Mikołajczyka, w postaci jego podróży do Moskwy, gdzie Ujawnił Stalinowi grę Anglików unicestwienia STRATEGICZEJ Festung Warschau Powstaniem Warszawskim.
    OPERACYJNIE Powstanie Warszawskie było zorientowane na Rokossowskiego: NIEDŹWIADEK Wymógł wybuch Powstania dla ZABLOKOWANIA Mostów PRZED KONTROFENSYWĄ NIEMIECKĄ, bo inaczej I front białoruski podzieliłby los II.

  38. francisco said

    W pełni zgadzam się z panem JO co do oceny Powstania Warszawskiego.

    Ale Panie JO, niech Pan zwróci uwagę na słowa Pana Jezusa do Rozalii Celakówny:

    „Jeżeli Polska nie odrodzi się duchowo, nie porzuci swych grzechów, to zginie, bo czyni Mi straszną zniewagę…”

    Tak chwalimy 20-lecie (1918-1939) zapominając jak wielki bezwstyd panował od góry do dołu. A wystarczyło tylko dokonać żądanej przez Pana Jezusa intronizacji. Tak jak i teraz czeka nas zdanie sprawy z naszych grzechów, bo nic się nie poprawiliśmy. Jesteśmy jak te głupie panny: trzymamy światła, ale nie mamy oliwy do ich palenia…

    Rozalia pisała:

    „Przedstawiając Panu Jezusowi te straszne rzeczy, które dopełniają dzieła zniszczenia, ustawicznie brzmi w mej duszy głos: To jeszcze za mało. Czy nie wiesz, jakie były i jeszcze są grzechy? Zło musi być doszczętnie zniszczone. Na takim podłożu nic dobrego nie może wyrosnąć, wszystkie grzechy i zbrodnie muszą być zmyte krwią. Najwięcej zawiniły przed Bogiem władze ich zły przykład, lecz to mało tak powiedzieć –[389] ich zwierzęce życie sprowadziło na cały kraj i naród tak straszne nieszczęście. Dlaczego nasz Episkopat tak tolerował te rzeczy? Dlaczego nasi Biskupi i Kapłani milczeli? Nie znalazł się ani jeden taki Piotr Skarga, który by Prezydentowi naszej Rzeczypospolitej wytknął jego występki, i w ogóle całemu Rządowi, bo tam od pierwszego do ostatniego – prawie wszyscy tacy byli do ostatniej chwili. Pan Jezus z większym wstrętem odwracał się od byłego Rządu Polskiego niż od Heroda, bo tam popełniano straszne, przerażające grzechy nieczyste.

    Warszawa to gorsze Miasto niż Sodoma.

    O Boże, dlaczego te wszystkie sprawy stają przed moimi oczyma w całej grozie i ohydzie? Jeżeli te grzechy tak przerażająco obrzydliwe stworzeniu, jakież dopiero one są w Twoich oczach, o mój Boże?”

  39. JO said

    ad.38. To Dlatego Oddalem Cala Swoja Rodzine Najswietrzemu Sercu Pana Jezusa I Krolowej Polski z Modlitwa I Blogoslawienstwem Ksiedza Bractwa Piusa X.

    By Polska Intronizowala Pana Jezusa Chrystusa Godnie to Rodziny w Polsce Musza Oddac sie Panowaniu Najswietrzemu Sercu Pana Jezusa odrzucajac:

    – Modernizm przejawiajacy sie w odrzucieniu Tradycji…
    – Liberalizm przejawiajacy sie mysleniem , ze wszystko mozna- robta co chceta, likwidacja kary pozbawienia zycia….
    – Sexualizm/sexism – filozofie ZAKOCHANIA permamentnego przejawiajaca sie w Egoizmie..narcyzmie…nudyzmie…
    – konsumim
    – ekumenizm – zrownywanie sekt z jedyna Religia Prawdziwa
    – judaizm w Kosciele Katolickim / Ortodoksyjnym – reformy Piotra I……….
    – kolegializm przejawiajacy sie m.in w odrzuceniu Hierarchii Rodzinnej a dawaniem prawa dzieciom utworzone przez urzednikow ateistycznego panstwa…- „Filozofia Krola Maciusie I ”
    – odrzucenie prawa do aborcji nienarodzonych dzieci
    ……………… I wiele innych wrazych filozofii jak Buddyzm, Filozofia Gender…..

    Przyjmujac:

    Dary Ducha Swietego uczestniczac calym SERCEM I Rozumem w Mszy Trydenckiej – Wszechczasow, poszukujac Prawdy – czytajac, zdobywajac wiedze, odpowiadajac sobie na pytania dotyczace istoty I celu zycia

    walczac ze Swiatem w tym poprzez Odrzucenie wrazej indoktrynacji przez Radio, Telewizje, PreudoGazety ale I odrzucajac Wraze Nauczanie Szkol Pseudopublicznych-Panstwowych a w rzeczywistosci Mafijnych – Zaborcow – Mafiozow, Antychrystow…
    I oddanie dzieci do Szkol Bractwa Piusa X w Polsce.

    Walczac z ciala namietnosciami aktywnie poszukujac Prawdy o sobie, sojej rodzinie, Rodzie, swoim pochodzeniu I sklonnosciach osobistych, tak by walczyc z nimi w Chrystusie I przez Chrystusa uzywajac Srodkow Nadprzyrodzonych.

    Poznajac Grzech I jego istote , umiejac Grzechy Odrozniac od Prawdy, Klamstwo- Szatana od Prawdy – Chrystusa

    Czynnie Wspierajac Kosciol czy Praca, czy finansowo, czy nieustajaca Modlitwa.

    Wreszcie odcinajac sie od Bankow Zydowskich, odcinajac sie od Zydowskiej Lichwy poszukujac drog samopomocy, wspolpracy z Innymi Katolikami.

    Byc Swiadomym odpowiedzialnosci przed Bogiem Rodzicem, zapewniajacym kolejne pokolenia na Chwale Boza poprzez nieunikanie plodzenia potomstwa I wychowywania Jego Dla Chwaly Bozej, wiedzac, ze Bog potrzebuje naszych Serc I Rak.

  40. Prawda nas wyzwoli said

    Wymordowanie ludnosci Warszawy i zniszczenie miasta bylo planem żydomasonerii. Polski Żyd i mason Retinger przyczynil sie do wybuchu Powstania, a po wojnie był wspołzałożycielem Grupy Bilderberg.
    Grupy Bilderberg mają wystarczające wpływy, aby obalać rządy, wywoływać wojny i dobierać wedle uznania światowych przywódców.
    Dowodctwo AK było masonskie. Za Sanacji w Polsce wyżsi dowódcy wojskowi byli masonami.
    Józef Beck bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego i minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej od roku1932 do 30 września 1939 był masonem i prawdopodobnie chazarskim żydem.
    Chazarski system rzadzenia mial podwójny charakter: Kagan byl przedstawicielem wladzy religijnej, a Bek -panstwowej. Kagan byl w rzeczywistosci pelnoprawnym wladca Chazarów, a Bek byl tylko jego pelnomocnikiem wykonujacym funkcje administracyjne.
    Po przejeciu wladzy w swoje rece, potomkowie Chazarów wprowadzili równiez podwójny system kierowania spoleczenstwem w ujarzmionym przez siebie kraju.
    Prosze zwrocic uwage na nazwiska Kagan i Bek, ludzi ktorzy maja wplyw na polityke.
    Przyklad:
    Robert Kagan – Współzałożyciel Project for the New American Century – think tanku promującego amerykańskie przywództwo globalne, członek organizacji – Council on Foreign Relations itd..
    Elena Kagan – sędzia Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Pierwszy sedzia SN lesbijka.
    Lazar Kaganowicz nazwany „Bladym straznikiem Kremla”, ktory faktycznie rzadził, a Stalin był jego Bekiem…

  41. Siggi said

    @d-41,
    Trza dodać,że jak Josif Wissarionowicz powtórnie owdowiał z powodu podobno samobójczej śmierci Nadieżdy Allelujewej(niby po jakieś kłótni z mężem miała się zastrzelić albo ją zastrzelili,a może i sam Stalin zastrzelił.Ładny pomnik z jej popiersiem ma na Nowodiewiczym cmentarzu na Łużnikach w Moskwie-stacja metro-Sportiwnaja.),to serce Wodza zajęła siostra Lazara Kaganowicza.To nie był zformalizowany związek,jedynie Wódz ją kopulował i przez to oni byli szwagrami.To by polegało na prawdzie ,że Kaganowicz rządził,ale Wódz nie był bekiem tylko obaj mieli beka jak popili na daczy w Kuncewie.Wódz swiatowego proletariatu i pogromca Hitlera lubiał popijać w małych dawkach gruzińki koniak przedni,a L.Kaganowicz chlał 80%”Pejsakówkę” z Polmosu.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: