Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Puszek Pandory

Posted by Marucha w dniu 2014-08-12 (Wtorek)

W lipcu 1790 roku podpisano traktat pokojowy pomiędzy Austrią a Prusami. Przeszedł on do historii jako traktat z Reichenbach. Prusy, miały wówczas szczery zamiar wkroczyć do Czech i zająć ten kraj, korzystając z osłabienia Austrii po śmierci cesarza Józefa i agresywnej postawy rewolucyjnej Francji wobec Wiednia.

Wojna wisiała na włosku, wszyscy spodziewali się, że cesarz będzie się bronić i wpadnie tym samym w pułapkę. Austria toczyła wówczas jeszcze jedną wojnę -z Turcją. Cesarz Leopold także zakończył ją pokojem. Były to wielkie sukcesy dyplomacji wiedeńskiej, ale nikt ich tak nie oceniał. Historycy i propagandyści bowiem entuzjazmują się czymś innym.

Cesarz zaś ocalił państwo. Zrobił to po cichu, bez fanfar. Austrii groził rozbiór, podobnie jak Polsce. Leopold II uniknął katastrofy i skierował cały impet agresywnej polityki pruskiej na Polskę. Oczywiście cesarz przypłacił swoje decyzje życiem, zmarł nagle, bez wyjaśnionych przyczyn w marcu 1792 roku. Austria zaś, przypominam, nie wzięła udziału w II rozbiorze Polski.

Ja zaś piszę to ponieważ uważam, że podobny manewr zastosował właśnie Putin. W przeciwieństwie do Grzegorza Brauna jestem jakoś dziwnie spokojny i nie przeczuwam rychłego wybuchu wojny, ani też środkowoeuropejskiej katastrofy. Nie wierzę też w te przemądre analizy, które umieszczają tu różni mędrcy w stylu Piętaka, nie wierzę w to co opowiada generał Skrzypczak, bo sądzę, że nie ma to nawet charakteru propagandowego. Jest to wyłącznie działanie obliczone na sukces publicystyczny, medialny, a także na nadchodzące wybory.

Od początku sądziłem, że nie będzie żadnej wojny na Ukrainie, że wszystko jest ustawione i realizowane w myśl scenariusza, Putin zaś musi spróbować urwać coś więcej poza Krymem, bo tylko głupi by nie spróbował. Kiedy okazało się, że Ukraina jest naprawdę zdeterminowana, z tego wielkiego balonu, jaki napompowano na naszych oczach zaczęło uchodzić powietrze.

Nikt w dzisiejszej sytuacji nie zdecyduje się na żadną wojnę. Te bowiem od czasów dawnych są planowane i bardzo rzadko nie przebiegają w myśl ustalonego scenariusza. Oczywiście zdarzają się duże niespodzianki, ale upust krwi musi być zawsze skorelowany z zyskami, jeśli nie ma widoków na zyski krwi się nie upuszcza.

Większość wojen doby nowożytnej wybuchała w związku z aktywnością polityków żydowskich, którzy chcieli budować swoje państwo narodowe w ramach jakiegoś systemu, bądź też umacniać to już istniejące. Czy teraz mamy taką sytuację? Podobną, toczy się wojna w Gazie. Czy może się ona przenieść do Europy środkowej jak to wieszczy od czasu do czasu Grzegorz Braun. Nie w tym pokoleniu jak sądzę i nie w tej sytuacji politycznej. Póki Putin pozostaje złym chłopcem do straszenia dzieci w piaskownicy państwu Izrael nic się nie stanie, a opowiadanie o tym, że oni wszyscy tu przyjadą i zamieszkają nie ma moim zdaniem podstaw.

Co innego kiedy dojdzie do kryzysu środkowoazjatyckiego, bo w środkowoeuropejski nie wierzę, do pokawałkowania Rosji i wyłonienia kilku liderów na miejsce jednego Putina. O, wtedy tak, wtedy może się zdarzyć wszystko, włącznie z lądowaniem kosmitów pod Warszawą.

Nie wierzę też w zaspokojenie terytorialnych ambicji Niemiec na wschodzie. Wobec idiotycznej postawy Francji, która pogrążając się w kilku kryzysach naraz próbuje ratować budżet sprzedając Putinowi broń, sądzę, że prędzej dojdzie do jakiś przesunięć granicy na zachodzie. Francuz będzie niebawem propagandowym wrogiem publicznym nr 1. Większość bowiem ważnych wypadków odbywa się dziś w mediach i z nich, tak jak z realiów wyciągane są konsekwencje.

Co do jednego się zgadzam – nie mieszajmy się w nic. To jest najlepsze co możemy zrobić, przyglądajmy się uważnie co mówią nasi politycy i do czego chcą nas doprowadzić stosując te tak zwane demokratyczne wybory. Gazownia już nawołuje do powstania, jeszcze dokładnie nie wiadomo przeciwko komu, ale budzenie ducha już się zaczęło.

Wracając do osiemnastowiecznych analogii, tort przeznaczony do podziału musi być wielki, tak wielki, żeby usatysfakcjonować wszystkich uczestników przyjęcia. Póki co jest tylko jeden taki tort – to Rosja. Putin to wie i za żadne skarby nie da się wciągnąć w konflikt na Ukrainie, ani gdzie indziej. Wtedy bowiem okaże się, że jego przeciwnik prócz tej talii kart, którą widać, ma jeszcze trzy zapasowe. Możliwości zaś kreowania kryzysów wewnętrznych są dziś prawie nieograniczone. Pozbawienie polityka kontroli nad własnym aparatem nie jest znowu aż tak trudne i było już ćwiczone na mniejszych organizmach wiele razy.

Oczywiście Rosja jest wielka, Putin ma poparcie narodu. Tyle, że to poparcie stopnieje w jednej chwili, w momencie kiedy na dworzec petersburski w Moskwie wjedzie pociąg wypełniony ciałami poległych. Wystarczy jeden taki pociąg, góra dwa, plus kilka spektakularnych buntów dziennikarzy na wizji, oburzonych niedemokratyczną postawą szefa państwa.

Pytanie czy USA naprawdę chcą podziału Rosji czy tylko całkowitego jej podporządkowania? Tego nie wiemy, czas pokaże. Nie ekscytujmy się jednak zbytnio tym wszystkim i nie dajmy się nabierać na patriotyczne narracje produkowane przez różnych gamoni. Jeszcze słów kilka o wojnie, ona musi być zaplanowana, przygotowana propagandowo i bezwzględnie „sprawiedliwa”. Dlatego łatwo organizować kryzysy na Bliskim Wschodzie, gdzie rządzą różni tyrani, a trudniej w miejscach takich jak Polska.

Nie znaczy to jednak, że nie powinniśmy uważać. Przede wszystkim zaś powinniśmy uważać na język propagandy. Ten zaś jest bowiem nieadekwatny do rozwijających się wydarzeń, co świadczy o tępocie komentujących wydarzenia bieżące lub wprost oparty na założeniu, że Polska powinna poświęcać najlepszych w imię wyższych celów. Otóż życie najlepszych jest jedynym wyższym celem. Do najlepszych nie zaliczam składów redakcyjnych gazowni, GP, „W sieci”, „Do rzeczy”, ani nawet administracji salonu24.

Na koniec wróćmy od cesarza Leopolda. Oczywiste jest, że swoich misternych planów nie przeprowadzał on samodzielnie, bo wtedy nie zdążyłby złożyć nawet podpisu pod traktatem z Reichenbach, umarłby dwie minuty wcześniej na przewlekłe zapalenie stawów jak Mozart, albo na wątrobę, jak Józef II, który całe życie leczył się na gruźlicę.

Cesarz Leopold miał mocne poparcie za granicą, wymuszone co prawda pewnym zdecydowanym manewrem, ale bardzo mocne. Pewnie już zgadliście jakie. Oczywiście, Leopold załatwił sobie przychylność Londynu. Postraszył tamtejsze gangi oddaniem austriackich Niderlandów Francji. Austriackie Niderlandy to Belgia po prostu. Jak pamiętamy większość średniowiecznych i nowożytnych wojen toczyła się wokół tego właśnie obszaru, który skupiał gros produkcji tekstylnej Europy. Do końca XVIII wieku nic się więc w kwestii Flandrii nie zmieniło, Anglicy woleliby przejść na katolicyzm niż oddać Flandrię Francuzom, ocenili sytuację bardzo poważnie i dali Leopoldowi gwarancje. Wystarczyły one na dwa lata. Potem cesarz zmarł.

Na ile opiewają gwarancje Putina? I na co on umrze? Jak ktoś jest bardzo złośliwy może już dziś rozpocząć obstawianie, jak pasuję, mam inne zajęcia.

Zapraszam na stronę http://www.coryllus.pl gdzie trwa wielka sierpniowa promocja Baśni jak niedźwiedź, dwa tomy w cenie jednego.

http://coryllus.pl

Jedna odpowiedź do “Puszek Pandory”

  1. AlexSailor said

    Tekst sieczka.
    Poniżej możliwości autora, ale ciekawy.

    Po pierwsze – a trzeba to przypominać możliwe często – Polska nie musiała być rozebrana wcale, a już na pewno II i III rozbiór był
    do uniknięcia.
    Po prostu trzeba było prowadzić staranną i ostrożną politykę wykorzystując wszelkie możliwości do wzmocnienia państwa.
    Ani Austrii, ani Rosji II i III rozbiór nie był na rękę z powodu wzmocnienia Prus, w zasadzie zbudowania Prus.

    Natomiast obu tym państwom przydałby się sojusz z Polską, szczególnie Rosji, w wojnach z Turcją, a w konsekwencji z angolami.

    Po drugie.
    Wojna w Europie Środkowej jest wybawieniem dla znanego mocarstwa i państw zachodnich.
    Te ostatnie co prawda boją się jej rozlania i starać się będą jej zapobiec, ale nie zmienia to faktu możliwości rozwalenia
    konkurencji, sprzedaży własnych towarów, dorobienia się na dostawach, a przy okazji dowalenia Rosji (a może się rozleci), która ledwie zażegnała bieżące niebezpieczeństwo rozczłonkowania odśrodkowego.

    Dla mocarstwa gasnącego wojna i rzezie w Europie są tak dolegliwe, jak nieszczęścia ludów w Afryce lub Azji.

    Po trzecie.
    Jest bardzo prosty sposób, na zabezpieczenie życia władcy, w tym JE Putina.
    Publicznie objawił go Tito, który znudzony przysłanym przez Stalina nastym zabójcą, wysłał mu list
    oznajmiając, że jak jeszcze jednego przyśle, to on mu się zrewanżuje, ale tak, że nie będzie musiał
    przysyłać drugiego.
    Czy JE Putin zna ten list i zaprezentowaną metodę??
    Chyba tak i na dodatek wie, do kogo przysłać specjalistę w ramach rewanżu.

Sorry, the comment form is closed at this time.