Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Emilian58 o Atomowy front na Zaporożu
    PK o Żydowska kloaka przetacza się…
    Bogusz o Koniec twierdzy Europa i pierw…
    Emilian58 o Koniec twierdzy Europa i pierw…
    Krzysztof M o Twój kot się na ciebie obraził…
    prostopopolsku o Putin morduje ryby
    Anucha o Piskorski i Radzikowski o Andr…
    Stiopa o Putin morduje ryby
    revers o Atomowy front na Zaporożu
    ! o Czego najbardziej boją się kot…
    Tadeusz Kaktus o Wolne tematy (58 – …
    ! o Czego najbardziej boją się kot…
    ! o Co nam zrobili ruskie
    Enya o Twój kot się na ciebie obraził…
    adsenior o Wolne tematy (58 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Generał, który dał sławę Marszałkowi

Posted by Marucha w dniu 2014-08-16 (Sobota)

Nie wiadomo czy gdyby nie energia, olbrzymie doświadczenie i wiedza generała Tadeusza Rozwadowskiego, bitwa warszawska faktycznie zakończyłaby się wiktorią Polaków. Szkoda, że po dziś dzień znakomity dowódca i strateg pozostaje okryty mgłą zapomnienia.

Droga do wielkiego sukcesu generała Tadeusza Rozwadowskiego, jakim było szefowanie Sztabowi Generalnemu podczas bitwy warszawskiej, usłana była ciężką pracą intelektualną i wielkim trudem zdobywania kolejnych wojskowych szlifów.

Wynalazca

Tadeusz Rozwadowski urodził się 19 maja 1866 roku w Babinie pod Kałuszem (dzisiaj tereny zachodniej Ukrainy). Można zaryzykować tezę, że był skazany na to, by zostać żołnierzem, bo tradycje wojskowe w jego rodzinie sięgały dalekich przodków. Dość wspomnieć, że jeden z antenatów Tadeusza, Maciej Rozwadowski wsławił się męstwem w czasie bitwy pod Wiedniem w 1683 roku. Pokolenia Rozwadowskich brały też udział w powstaniach, jak choćby ojciec – Tomisław – który bił się w styczniowej insurekcji.

Tadeusz ukończywszy gimnazjum, postanowił związać swoje losy z wojskiem, kształcąc się w Szkole Kadetów Kawalerii w Hranicach na Morawach, a następnie w Wojskowej Akademii Technicznej w Wiedniu. Tę ostatnią ukończył jako podporucznik kawalerii w 1886 roku. Był bardzo zdolnym uczniem, toteż bez większych problemów trafił do renomowanej austriackiej Szkoły Wojennej, gdzie uczył się przez trzy lata. Obok edukacji wojskowej, Tadeusz Rozwadowski opanował też kilka języków: francuski, niemiecki, czeski i rosyjski. W armii austriackiej zasłynął wynalezieniem nowego pocisku – granato-szrapnelu. O znaczeniu tego wynalazku świadczy fakt, że podczas I wojny światowej używały go armie austriacka i niemiecka.

Podczas pierwszej odsłony światowych zmagań wojskowych, Rozwadowski zasłynął wielką walecznością i – jako dowódca – niesztampowym podejściem do taktyki wojskowej. Dowodząc I Oddziałem Kawalerii Konnej, stał się bowiem jednym z prekursorów taktyki ruchomej zasłony ogniowej, polegającej na tym, że ogień artyleryjski postępował przed nacierającą piechotą. W końcu zaskarbił sobie wdzięczność Austriaków do tego stopnia, że ci przyznali mu najwyższe odznaczenie – order Marii Teresy.

Ale obok nieprzeciętnych umiejętności wojskowych i cennych zdolności przywódczych, Rozwadowski miał też ciemniejsze strony charakteru – był konfliktowy. Bez ogródek krytykował decyzje swoich przełożonych, negatywnie oceniając prowadzone przez austriacką armię działania wojenne.

Gdy Polska wybijała się na niepodległość, Rozwadowski dosłużywszy się w wojsku austriackiego zaborcy stopnia generała dywizji, objął z nadania Rady Regencyjnej stanowisko szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Szumnie brzmiąca nazwa stanowiska jest nieco myląca, ponieważ funkcja ta polegała wówczas na ciężkiej i skomplikowanej pracy tworzenia niemal od początku polskiej armii. Rozwadowski zakasawszy rękawy zabrał się do ciężkiej pracy. Zdołał zorganizować struktury zarządzania wojskiem (Sztab Generalny i Ministerstwo Spraw Wojskowych) oraz powołać pierwsze formacje wojska (kawaleria czy straż graniczna).

Prężne działania przerwał konflikt z Naczelnikiem Państwa, Józefem Piłsudskim. Spór nie miał tła charakterologicznego – był merytoryczny, a dotyczył sposobu organizacji armii. Podczas gdy Rozwadowski optował za mobilizacją umożliwiającą sformowanie regularnych oddziałów, Piłsudski chciał oprzeć wojsko na oddziałach ochotniczych, odpornych na niedostatki tworzącego się państwa. Wygrała oczywiście ta druga koncepcja.

Zwolniwszy stanowisko szefa Sztabu Generalnego, generał objął niedługo potem dowództwo nad walczącą o Lwów Armią Wschód. Wykazał się tam wielkim talentem przywódczym, odpornością psychiczną i umiejętnością walki w arcytrudnych warunkach. Gdy do Lwowa dotarła z niemałym opóźnieniem pomoc wojskowa, wysłana przez Warszawę, gen. Rozwadowski zgodnie z przesłanym rozkazem, został szefem Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu.

We Francji działał prężnie. Stał się współtwórcą słynnej eskadry lotniczej im. Tadeusza Kościuszki, w której walczyli Amerykanie. Oddała ona niemałe zasługi polskiej armii w czasie starć z Sowietami w 1920 roku. I właśnie ten rok, a ściślej, słynny sierpień 1920 to bodaj apogeum osiągnięć generała Rozwadowskiego.

Powrót generała

Gdy Sowieci podchodzili już niemal pod Warszawę, Piłsudski zdecydował się wezwać do kraju właśnie Tadeusza Rozwadowskiego. Generał przybył do Polski w momencie najtrudniejszym dla polskiej armii. Wykonując bezładny odwrót przed nacierającymi Sowietami, znalazła się ona bowiem niemal w rozsypce. Objąwszy po raz kolejny funkcję szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, Rozwadowski dał polskiemu żołnierzowi to, czego tak bardzo mu brakowało: optymizm i głęboką wiarę w możliwość odwrócenia losów wojny.

Poniechawszy walki ciągłymi frontami, wprowadził do wojska nową, autorską koncepcję wojny, nadając poszczególnym jednostkom dużą mobilność. Rozwadowskiemu udało się uporządkować szeregi armii i przeprowadzić kontrnatarcie nad Bugiem, które – choć układało się korzystnie dla Polaków – przerwał po upadku Brześcia sam Piłsudski.

W końcu Rozwadowski był autorem słynnego rozkazu okraszonego umownym numerem 10 000, który modyfikował dotychczasowe plany walki o Warszawę. Zakładał on, w zależności od zmiany sowieckiej taktyki, podwójne uderzenie na bolszewików – północne znad Wkry i południowe znad Wieprza. W dodatku szef sztabu zdecydował o wzmocnieniu lewego skrzydła polskich wojsk, prowadzonego przez gen. Władysława Sikorskiego.

Działał prężnie. Dość powiedzieć, że na wszystkich rozkazach w kluczowych dniach od 12 do 16 sierpnia widnieją jego podpisy. Wiele wskazuje też na to, że Piłsudski nie w pełni akceptował działania Rozwadowskiego. Nie przypadło mu na przykład do gustu wzmocnienie skrzydła dowodzonego przez Sikorskiego. Jak jednak wiadomo, armia ta odegrała szalenie ważną rolę w bitwie, bo atakowana przez wojska Michaiła Tuchaczewskiego znalazła się w najtrudniejszej sytuacji.

W trakcie działań wojennych Rozwadowski nieustannie konsultował się z Piłsudskim, ale – mimo nieskazitelnej lojalności wobec Naczelnika – potrafił przeforsować swoje koncepcje. Na przykład dobijające Sowietów uderzenie znad Wieprza na początku planowano przeprowadzić 17 sierpnia. Dowódca naciskał jednak, by przeprowadzono je dzień wcześniej, tak, by rozbić Sowietów przed odwrotem. Piłsudski przychylił się do koncepcji szefa sztabu, lecz uderzenie 16 sierpnia trafiło w próżnię. Dopiero następnego dnia udało się dogonić wycofujące się wojska sowieckie.

Wydarzenia gorących dni pod Warszawą skrywają niejedną tajemnicę. Rola Józefa Piłsudskiego, jako przywódcy polskiego wojska w tamtym okresie, nie jest bowiem wcale oczywista. Z pewnością silny był jego autorytet wśród żołnierzy, ale nie brakuje dowodów na to, że Naczelnik Państwa przeżywając załamanie, złożył na ręce premiera Wincentego Witosa dymisję z pełnionych funkcji. Witos miał ukrywać informację o tym, by nie obniżać morale polskiego żołnierza.

Z drugiej strony socjalista, Jędrzej Moraczewski, zabrawszy w 1922 roku głos w sprawie toczących się sporów wokół tego, komu przysługuje autorstwo decyzji prowadzących do zwycięstwa pod Warszawą, powiedział, że Piłsudski otrzymał dwie koncepcje rozstrzygnięcia walk: jedną od gen. Maxime Weyganda, drugą zaś od Rozwadowskiego. Wybrać miał oczywiście tę drugą.

Warto zwrócić uwagę, że relacja Moraczewskiego niezupełnie oddaje złożoność wydarzeń z sierpnia 1920 roku. W dyskusji o tym, komu przypisać autorstwo wielkiego zwycięstwa, jakim było pobicie bolszewików, nie brał udziału sam Rozwadowski, twierdząc później zdecydowanie, że czynił tak „dla dobra Polski, dla dobra stosunków z Francją, dla podtrzymania prestiżu marszałka Piłsudskiego jako głowy państwa, gdy ten stroił się w częściowo niezasłużone wawrzyny”.

Ofiara sanacji

Generał Rozwadowski z pewnością oddał wielkie zasługi Polsce. Jakkolwiek nie oceniać zamachu majowego i rządów sanacji, trzeba przyznać, że wiele można zarzucić tym, którzy sprawowali władzę po 1926 roku, szczególnie w zakresie odmawiania szacunku ludziom, którzy zasłużyli sobie na chwałę w wolnej Polsce. Taką ofiarą sanacji był Wojciech Korfanty, był nią też Tadeusz Rozwadowski. Uwięziony po zamachu majowym za kratami wileńskiego aresztu śledczego pod absurdalnymi zarzutami kryminalnymi, został nie tylko skrzywdzony fizycznie, ale przede wszystkim moralnie.

Trudne warunki więzienne odbiły na nim swoje piętno. Celę opuścił po niespełna roku. Za wierność wojskowej przysiędze i opór przeciwko zamachowcom z 1926 roku, zapłacił zdrowiem. Zmarł w 1928 roku. Nie jest do końca pewne, czy jego śmierć była naturalna. Nie brakuje podejrzeń iż – biorąc pod uwagę przypadłości zdrowotne – mógł zostać otruty.

Rozwadowski był wizjonerem. W czasach II RP, pełniąc funkcje Generalnego Inspektora Jazdy, dostrzegał potrzebę rozbudowania polskich oddziałów pancernych i lotnictwa. Jego zdaniem to najbardziej przyda się Polsce, gdy wybuchnie kolejny konflikt zbrojny. Perspektywę wybuchu wojny z Niemcami i Sowietami datował na 1936 rok. Nie była to – przyznajmy – zbyt duża pomyłka.

Krzysztof Gędłek

http://www.pch24.pl

Komentarzy 29 do “Generał, który dał sławę Marszałkowi”

  1. nn said

    http://www.dlapolski.pl/zapomniany-general-tadeusz-jordan-rozwadowski

  2. Zbyszko said

    Polacy dzielą się na czytelników Gazety Wyborczej i Gazety Polskiej a tm jak byk stoi, że Piłsudzki jest debeściak

  3. Joannus said

    Generał Tadeusz Jordan Rozwadowski nie dał sławy Marszałkowi. To ta psychopatyczna przybłęda przywłaszczyła sobie jego zasługi. Ubranie sie w cudzą sławę było jej niewystarczającym, trzeba było jeszcze pohanbić wiezieniem i otruć opatrznościowego meża – Generała.Rozwadowskiego.

  4. Agaton said

    Władysław Konopczyński (1880 – 1952) historyk i polityk

    //Sytuacji konfliktowych w życiu i działalności Władysława Konopczyńskiego było wiele, a jedna z nich dotyczyła także Józefa Piłsudskiego. Jej początek sięga lat 1925-1926, kiedy to Marszałek oskarżył Biuro Historyczne Sztabu Generalnego, kierowane przez gen. Mariana Kukiela, o fałszowanie dokumentów dotyczących wojny 1920 roku. Konopczyński wraz z Wacławem Tokarzem, Bronisławem Gembarzewskim, Stanisławem Zakrzewskim i gen. Leonardem Skierskim należał do komisji badającej zasadność zarzutów. Po zakończeniu prac stwierdził on, że zarzuty Marszałka są bezpodstawne, minimalizując tym samym jego udział w bitwie warszawskiej zaplanowanej i kierowanej przez generałów T. Rozwadowskiego i M. Weyganda.
    Po przewrocie majowym Konopczyński skrytykował Piłsudskiego dowodząc, że zamach nastąpił w chwili, gdy rząd i sejm wychodził z kryzysu, a samego Komendanta nazwał uzurpatorem, który bezprawne zagarnięcie władzy nazywa sanacją. Sam przewrót określił jako pogwałcenie zasad polskiego parlamentaryzmu i wprowadzenie dyktatury.
    W latach 1926 – 1928 Profesor redagował periodyk „Trybuna Narodu” często konfiskowany przez władze sanacyjne za ataki na Piłsudskiego. Po przewrocie majowym przepadł w sfałszowanych wyborach do senatu ( 23.XI.1930 ), w wyborach w trakcie których sanacja kradła, niszczyła, zdzierała i zalepiała afisze, zaś rozlepiaczy aresztowała i biła. Według Konopczyńskiego ucisk sanacyjny był szczególnie jaskrawy w trakcie Procesu Brzeskiego, który stanowił „bezprzykładny w dziejach Polski akt gwałtu i brutalności”. W wyniku procesu zapadły krzywdzące wyniki zaś opozycyjni politycy ( m.in. Wincenty Witos, Adam Ciołkosz, Herman Lieberman i inni… ) zostali skazani na więzienie bądź wygnanie.//

    // Wsławił się on przede wszystkim jako inicjator i referent wniosku w sprawie „numerus clausus”. Wniosek ten miał na celu ograniczenie liczby studentów i wolnych słuchaczy narodowości niepolskiej do procentu, jaki ludność danej narodowości, względnie wyznania mojżeszowego, stanowiła w ogólnej liczbie ludności Państwa Polskiego, zapobiegał on również zdominowaniu warstwy inteligenckiej przez „obce wpływy”, a także zwiększał szanse, wyniszczonej przez wojnę i nędzę, polskiej młodzieży. Wniosek ten wywołał prawdziwą burzę i ogromny opór ze strony środowisk żydowskich jednak przeprowadzone przez Komisje Oświatową badania wykazały, że większość Rad Wydziałowych pochwalało reformę ( na 42 tylko 9 było przeciw „numerus clausus” ).//

  5. Gen. Rozwadowski był konfliktowy? 🙂

    BZDURA!

  6. A;’propos Konopczyńskiego: jego „Umarli mówią” jest do pobrania tu

    http://chomikuj.pl/km_dante

    Jest tam opisana także sprawa „numerus clausus”.

  7. robertgrunholz said

    Warto byłoby jeszcze dodać sprawę fabryki Skody, ktoś ma na ten temat jakiś treściwy artykuł?

  8. Nemo said

    @2 Zbyszko

    „Polacy dzielą się na czytelników Gazety Wyborczej i Gazety Polskiej a tm jak byk stoi, że Piłsudzki jest debeściak.”

    Nazbyt pan uogólnia. Przecież pan też jest Polakiem chyba?

  9. Zbyszko said

    Panie Nemo ma Pan rację. Oczywiście, jestem Polakiem. Nie czytam ani jednego ani drugiego szmatławca. Ale jak tak obserwuję, to nasi Rodacy miotają się od jednej Gazety do drugiej. Zresztą po to zostały na te Gazety wydane kiedyś stosowne pieniądze. Tak samo jak z tej samej kieszeni ktoś wyciągnął szmal na TVN, POlsat, RMF, Radio Zet, Złote Przeboje itd A ludzie myślą że to jacyś pracowici i oszczędni Polacy ‚wzięli sprawy w swoje ręce”:-). Niestety i media publiczne już dużo wczesniej brały udział w przygotowaniu gruntu po przemieny ’89. Radiowa Trójka aż kipiała od amerykanizacji naszej kultury. Teraz widac także i tu beneficjentów. Oczywiście nie wszysycy nimi są, bo niektórzy niestety wyszli z dzisiejszej perspektywy na… pożytecznych wtedy idiotów. Zrobili swoje i mogli odejśc. Natomiast chyba każdy gołym okiem znajdzie dzisiejszych beneficjentów owczesnej „walki z komuną”.

  10. semperparatus said

    Wojna 1920 roku była dla Polski niepotrzebna i szkodliwa…bolszewicy-bez wojny-oferowali nam granice w przybliżeniu zgodne z „linią Dmowskiego”…Ale Piłsudskiemu zachciało się budować niepodległą Ukrainę…państwo potencjalnie nam wrogie i -od zawsze-klienta Niemiec.Wojna ta przyniosła Polsce i Polakom olbrzymie straty…polityczne i gospodarcze i omal nie doprowadziła do upadku dopiero odbudowanego państwa…
    Natomiast na jesieni 1919 roku ten szkodnik narodowy i wróg chrześcijaństwa poparł bolszewickim morderców w ich konflikcie z „białą”…patriotyczną i prawosławną Rosją…Dalekosiężnym skutkiem tych poczynań było wieloletnie(do 1953 roku)panowanie kosmopolitycznego komunizmu w ZSRR i rzez 60 mln Rosjan…

  11. Zdziwiony said

    O komiedancie, który jechał czerwonym tramwajem, a wysiadł na przystanku „NIEPODLEGŁOŚĆ”.

    Z warszawskiego „Kurjera Nowego” z 7 stycznia 1920 roku:

    Po słynnym napadzie „bojówki” pepesowców w roku 1906 na
    pociąg pocztowy w Rogowie, trzech przywódców wyprawy, ukryło
    się w szynku żydowskim Kohna w Tuszynie, gub. Piotrkowskiej.
    Przy pomocy szynkarza udalo się dwóm przeprawic przez granicę
    niemiecką. Policja po długiem poszukiwaniu wpadła na trop ukrywających
    się i na zasadzie denuncjacji jakiegoś chrześcijanina
    w Tuszynie udała się do szynkowni.
    Szynkarka Kohnowa, zaniepokojona o los trzeciego „przestępcy”,
    przebrała go w szaty kobiece i posadziła w oborze przy dojeniu
    krowy.
    Przybyła policja mimo brutalnej indagacji nie mogła się od
    Kohnów niczego dowiedzieć o ukrywających się. Kobieta dojąca
    w oborze krowę, nie wzbudziła podejrzeń policjantów i żołdakow.
    Gdy niebezpieczeństwo minęło, trzeci „przestępca” ruszył pieszo
    do Piotrkowa. Jego nazwiska Kohnowie nie znali. Gdy dowiedzieli
    się o napadzie na pociąg w Rogowie, domyślili się, kogo
    przechowywali u siebie i komu uratowali życie.
    PoIicja na zasadzie denuncjacji sąsiadów aresztowała szynkarzy
    i osadziła ich w więzieniu piotrkowskiem. Stawieni przed sądem
    pod zarzutem ukrywania przestępców·napastników na pociąg w Rogowie,
    Kohnowie skazani zostali na 20 lat katorgi. Zesłano ich na
    Syberię.
    Szynkarz Kohn zmarł po dłuższej chorobie w więzieniu, w Nowoaleksandrowsku,
    Kohnową, zaś po rewolucji rosyjskiej w r. 1917 wypuszczono na wolność.
    Będąc na wolności, dowiedziała się jeszcze w Rosji, że
    osobą którą ukryła w swoim czasie w tak charakterystyczny sposób,
    byl przywódca pepesowców Piłsudski.
    Jesienią zeszłego roku Kohnowa przybyła do Polski i udała
    się do Piotrkowa.
    Tu dowiedzlała się szynkarka o wielkich zmianach, jakie zaszły
    w kraju i że na czele rządu stoi Naczelnik Państwa Piłsudski,
    któremu kiedyś uratowała życie. Kohnowa zwróciła się do Naczelnika
    Państwa z prośbą, której przypomniała mu zdarzenie z roku 1906,
    przyczem, zwróciwszy uwagę na ciężkie położenie materjalne,
    w jakiem znajduje się po powrocie do kraju, prosiła, by jej
    zezwolono na założenie szynku w Starem Mieście pod Łodzią.
    W kilka tygodni po wysłaniu prośby tej, policja piotrkowska
    otrzymała rozkaz natychmiastowego odszukania szynkarki Kohnowej
    i odesłania jej do Belwederu. W Belwederze wobec nieobecności
    Naczelnika, szynkarkę przyjął adjutant, któremu Kohnowa opowiedziała
    szczegółowo o wydarzeniu przed Iaty.
    Adjutant polecił dokonać zdjęcia fotograficznego Kohnowej
    w celu przedstawienia fotografji Naczelnikowi Państwa.
    Przed ostatniemi świętami szynkarka Kohnowa otrzymała od
    odnośnej władzy zezwolenie na otwarcie w Starem Mieście pod
    Łodzią szynku, z prawem sprzedaży trunków.

  12. Luxeuro said

    Ad. 9 – ” Radiowa Trójka aż kipiała od amerykanizacji naszej kultury. Teraz widac także i tu beneficjentów. ”
    Ma Pan racje. Już nie znoszę słuchać ich bo leci tam prawie sama amerykańska muzyka i co 6-7 to na pocieszenie dają Polską.

  13. Zdziwiony said

    „Każdej niedzieli w innej się kochał”

    Niemal wszyscy dygnitarze pomajowi [chodzi o zamach majowy w 1926 r.] lub kandydaci na takich dygnitarzy byli rozwodnikami” – zapisał we wspomnieniach pisarz Michał K. Pawlikowski. Jeśli jakiś Polak katolik chciał się rozwieść, doznawał tak jak Piłsudski religijnego oświecenia, po czym zostawał protestantem. Dzięki czemu Kościół ewangelicko-augsburski zyskiwał nowych członków, którym ochoczo zapewniał zgodę na rozstanie.
    Sanacyjna elita nie przestrzegała moralnych nakazów Kościoła, co dawało lewicowym środowiskom nadzieję na rewolucję obyczajową. Józef Piłsudski w 1899 r. został ewangelikiem, by zalegalizować swój związek z rozwódką Marią Juszkiewicz. Potem porzucił żonę i przez kilka lat żył na kocią łapę z matką jego dwóch córek, Aleksandrą Szczerbińską. Dopiero śmierć w 1921 r. odmawiającej zgody na rozwód żony pozwoliła szczęśliwemu wdowcowi zalegalizować konkubinat i znów zostać wzorowym katolikiem.

    W nieformalnym związku z Martą Zaleską żył Edward Rydz-Śmigły. Swoją zamężną partnerkę zdobył podczas wyprawy na Kijów w 1920 r., ale bojąc się o karierę, nigdy nie przeszedł na protestantyzm.

    Od gorących romansów nie stronił najbliższy współpracownik marszałka, Walery Sławek, cieszący się wielkim powodzeniem u kobiet. „Każdej niedzieli w innej się kochał, ale na drugi dzień nie wiedział, jak ona wygląda” – wspominała jego kuzynka Irena K. Przybylska. Kiedy zaś popadał w tarapaty finansowe, kolejne kochanki ochoczo łożyły na jego utrzymanie.

    Jednak nieprzestrzeganie przez piłsudczyków szóstego przykazania (i nie tylko) nie było równoznaczne ze wspieraniem rewolucji obyczajowej. Kościół katolicki prowadził bowiem wobec nich bardzo elastyczną politykę. Ku rozpaczy endeków papież Pius XI zaraz po powrocie Piłsudskiego do władzy umieścił na honorowym miejscu w bibliotece watykańskiej portret marszałka, czym dał do zrozumienia, komu należy odpuszczać grzechy.
    Kiedy zaś pogrążonym w żałobie po śmierci żony Ignacym Mościckim czule zaopiekowała się sekretarka Maria Nagórna, Pius XI od ręki unieważnił jej małżeństwo. Papież wolał pogwałcić własne nauki, niż zaryzykować, że zakochany prezydent Polski zostanie protestantem.
    Mogący liczyć na ekspresowe rozgrzeszenie piłsudczycy nie chcieli konfliktu z Kościołem katolickim. Koegzystencja rządu i hierarchii biskupiej była dla obu stron bardzo wygodna, bo polskie społeczeństwo było bardzo konserwatywne, a 70 proc.obywateli II RP mieszkało na wsi, gdzie życie publiczne skupiało się przy parafiach.

    Kiedy zaufany Piłsudskiego, płk Józef Beck, obejmował w 1930 r. stanowisko wiceministra spraw zagranicznych, postanowił uporządkować życie osobiste. Porzucił więc dotychczasową żonę, po czym zabrał swą kochankę, Jadwigę Burhardt-Bukacką i jej męża generała Bukackiego na wycieczkę do Wilna. Tam zostali ewangelikami i wkrótce generał mógł sprezentować już eksmałżonkę swojemu wyżej stojącemu w hierarchii władzy koledze. I nikt tego interesu nie śmiał im wypominać.

  14. zolodu said

    Radiowa Trujka kiedyś „amerykanizowała” (USraelizowała) – teraz już tylko iSraelizuje.

  15. Bardzo celny komentarz (nr. 3) p. Joannusa Saida: Dokładnie tak właśnie było, tak to trzeba po imieniu nazwać: Piłsudski przywłaszczył sobie bezceremonialnie w niezwykle bezwstydny sposób ogromne zasługi i wkład gen. Rozwadowskiego w polskie zwycięstwo.
    Artykuł p. Gędłka, pozornie służący prostowaniu polskiej historii, dalej tę historię przeinacza i wykoślawia – jest próbą ratowania z „legendy wielkiego „Marszałka”” tego, co (wobec wypływania na wierzch coraz to nowych, kompromitujących go faktów) da się z niej jeszcze uratować.
    Autor nie tylko zręcznie ślizga się po temacie, szczególnie po najbardziej niewygodnych faktach z życiorysu gen. Rozwadowskiego z punktu widzenia tej legendy, ale dodatkowo jeszcze pisze miejscami w sposób co najmniej niedokreślony i dwuznaczny. Weźmy choćby to sformułowanie:
    „Podczas gdy Rozwadowski optował za mobilizacją umożliwiającą sformowanie regularnych oddziałów, Piłsudski chciał oprzeć wojsko na oddziałach ochotniczych, odpornych na niedostatki tworzącego się państwa. Wygrała oczywiście ta druga koncepcja”.
    Jak to wygrała, w jakim sensie? Co najwyżej w tym, że Piłsudski pozbył się swego najgroźniejszego rywala na niwie wojskowej, zsyłając go(bo tak to trzeba nazwać) na straceńczą placówkę do Lwowa. Piłsudski przeforsował owszem swoją wolę, ale tylko chwilowo, gdyż już w początkach 1919 r. świeżo wyłoniony I Sejm odrodzonej Polski przeforsował (przy walnym udziale endecji i posłów chłopskich, a przy oporze i sprzeciwach sprzymierzonej z Piłsudskim lewicy!) powszechną mobilizację kolejnych roczników i tym samym tworzenie regularnej armii polskiej. Głównym podłożem tamtego sporu brygadiera z prawdziwym generałem były nie tyle jakieś obiektywne przesłanki „merytoryczne”, co niepohamowana prywata i chore osobiste ambicje osobiste Piłsudskiego, by obsadzić ogniwa kierownicze odrodzonego wojska polskiego wyłącznie swoimi ludźmi i uczynić z niego tym samym instrument swoich niepodzielnych wpływów. A ponieważ tych stronników było na tamtą chwilę zdecydowanie za mało, ponieważ ślepo zapatrzeni weń legionerzy mieli w tym momencie i za niskie stopnie wojskowe, i za niską wiedzę fachową w porównaniu z oficerami wywodzącymi się z b. armii zaborczych, Piłsudski bał się, ze utoną oni w ich morzu. Tylko i wyłącznie dlatego blokował tworzenie armii regularnej, chcąc zyskać czas na pozbieranie tychże legionerów, szybkie przeprowadzenie ich awansów i poumieszczanie ich na odpowiednio wysokich stanowiskach. Owa sugestia, że grały tu jakąś ważną rolę „niedostatki tworzącego się państwa” brzmi doprawdy groteskowo, i świadczy (w zestawieniu zwłaszcza z owym: „Wygrała oczywiście ta druga koncepcja”) albo o daleko posuniętej ignorancji autora, albo o jego ewidentnie manipulatorskich skłonnościach i nawykach.
    Ładnie by ta odrodzona Polska wyglądała, gdyby koncepcja Piłsudskiego (tworzenia tylko ochotniczych, luźnych jednostek „strzelców” względnie swego rodzaju milicji ludowej (jak chciała PPS) wzięła górę, wygrała w sposób rzeczywisty i ostateczny?

    Odnośnie tak przebiegu samej wojny polsko-bolszewickiej, Bitwy Warszawskiej, jak i kluczowej roli odegranej w niej przez gen. Rozwadowskiego polecam następującą lekturę:

    Click to access 7-8-9.pdf

    Click to access 10-11-12.pdf

    Click to access 1-2-3.pdf

    Temat całego cyklu: „Bitwa Warszawska w świetle faktów”. O poruszanym zagadnieniu traktuje zwłaszcza jego część drugą (opisującą przebieg bitwy, koncepcje strategiczne, decyzje i posunięcia gen. Rozwadowskiego jako faktycznego polskiego naczelnego dowódcy oraz powojenny spór o autorstwo tego wielkiego sukcesu polskiego oręża, m.in. także i wątek wspomniany w kom. nr 4 p. Agatona saida).

  16. Wątek powojennej zemsty Piłsudskiego na gen. Rozwadowskim jest również bardzo wymownie ukazany w znakomitym, aczkolwiek, ze zrozumiałych względów, całkowicie praktycznie przemilczanym filmie „Zamach Stanu”, reż. Ryszarda Fillipskiego z 1980 r.
    Film dostępny na youtube; wspomniane sceny ukazuje odc. 6:

    Film (choć jest nieco obciążony ideologicznym znamieniem tamtej epoki) pokazuje naprawdę istotny polskiej historii. Warto obejrzeć!

  17. Agaton said

    //„Zamach Stanu”, reż. Ryszarda Fillipskiego z 1980 r.//
    Ten wpis /niżej/ znajduje się w wersji ang Wikipedii, uważam że R. Filipski nie zasługuje na taki, w moim mniemaniu chamski zabieg.

    Ryszard Filipski (born July 7, 1934 in Lwów) is a Polish actor. In 2003 he starred in the film An Ancient Tale: When the Sun Was a God under Jerzy Hoffman.[1]
    http://en.wikipedia.org/wiki/Ryszard_Filipski

  18. Do p. Zdziwionego (kom. nr 13): Ośmielam się zapytać, skąd, z jakich źródeł czerpał Pan te dane o tak wybitnie propiłsudczykowskim i prosanacyjnym nastawieniu Piusa XI. Jest kwestia historyczna naprawdę dużej wagi, jako że może bardzo istotnie rzutować na bezdyskusyjnie miękkie i uległe stanowisko całości polskiego episkopatu względem reżimu sanacyjnego, które w dużym stopniu przesądziło o praktyczniej niemożliwości jego obalenia.
    Byłbym więc bardzo wdzięczny za odpowiedź.

  19. Joannus said

    Ad 18 Krytyczny Komentator
    Nieznam sprawy, jednak swe trzy grosze wrzucę.
    Rozumiem, że Pius XI przeciwnik komunizmu, tolerował ”szczwaną litwinę” /tak siebie nazywał/ włącznie z wymienionym portretem w gabinecie, z powodu przypisywanej mu roli zatrzymania ofensywy bolszewickiej. Będąc nuncjuszem w Polsce znał czym mogłaby sie zakonczyć klęska w sierpniu 20 r., jaką wagę miało zwyciestwo. Zakulisowych spraw i roli Generała Rozwadowskiego na pewno nieznał.
    Niemniej trzeba zachować umiar w osądzaniu postawy papieża . Pius XI przybyłym do Watykanu biskupom z Polski, z wizytą ad limina, dobitnie domagał się zerwania z masonerią. Cóż to by mogło znaczyć, jeśli nie jego świadomość współpracy części biskupów z synagoga szatana – masonami. Ponadto znając doroczne wielkie uroczystości panstwowe i kościelne ku czci masonskiej Konstytucji 3 maja, ustanowił ten dzien świętem Królowej Polski.

  20. Do p. Joannusa: To bardzo przekonywujące i logiczne, co pan napisał powyżej. Niemniej (jak Pan sam zresztą zaznaczył), bynajmniej nie wyjaśnia sprawy do końca – jakikolwiek rzuca na nią dużo światła. Istotna byłaby np. próba ustalenia, jak długo ten portret „Ziuka” wisiał w Watykanie i w jakich terminach czasowych zamykała się ta ogólna papieska i watykańska życzliwość względem niego i całej świty sanacyjnej.
    Watykańskie poparcie i zadowolenie z zamachu majowego można by jeszcze jakoś zrozumieć, i z racji wymienionych wyżej przez Pana, i chociażby w kontekście tradycyjnie niezbyt dobrych stosunków na linii Watykan-endecja, ale tylko w niedługiej perspektywie czasowej. Z chwilą wszakże, gdy na oficjalnym polskim godle państwowym znalazły się masońskie gwiazdy – co było najlepszym uzewnętrznieniem i jawną demonstracją, kto tak naprawdę patronuje Marszałkowi i kto umożliwił mi tenże zamach, sprawa zaczyna się mocno komplikować.
    Zresztą już dużo wcześniej nuncjatura apostolska w Polsce i miejscowa hierarchia powinny w ogólnym zarysie ustalić, czyim człowiekiem jest Piłsudski, a stosowny raport powinien trafić do samej głowy KK. Przecież watykańskie „służby specjalnie” działały zawsze, zwłaszcza zaś w tych czasach, nadzwyczaj sprawnie. Czyżby więc już wówczas zarówno nuncjatura w Polsce, jak i polski episkopat (co Pan wyraźnie sugeruje) były już wówczas zdominowane przez masonerię, względnie zaślepionych zwolenników opcji austrofilskiej nawet w czasie, gdy ta przestała już mieć jakiekolwiek praktyczne zastosowanie?

  21. Joannus said

    Ad 20
    Oczywiście ma Pan rację. Pytań wiele sfera mało znana..

    Pod rozwagę podam jeden fakt, a raczej pytanie. Iluż to biskupów stanęło po stronie, właściwie to obronie niezłomnego księcia kardynała Stefana Sapiehy po tym jak był atakowany zewsząd, za usuniete truchło ”marszałka”, z poświeconej krypty na Wawelu. Z tego co pamietam to chyba tylko Arcybiskup Teodorowicz i dwaj Biskupi Ordynariusze – łomzyński i siedlecki, moze jeszcze jeden lub dwóch innych, których niezapamiętałem..

  22. błysk said

    Józef Piłsudski zrezygnował na piśmie z funkcji naczelnika państwa i naczelnego wodza w dniu 11 sierpnia 1920r. wręczając to pismo premierowi – Wincente,mu Witosowi.Informuję także,że ukazał się numer 30/2014r. „Glaukopisu” -pisma społeczno -historycznego ,redagowanego przez Wojciecha Muszyńskiego z udziałem kilku profesorów krajowych i za granicznych ,a w nim taka wypowiedź profesora medycyny – Karola Buluka z Białegostoku /”ogólnopolska ,jeśli nie światowa ,znakomitość ../”: Do umierającego Marszałka wezwano z Wiednia Wenckebacha. Wenckebach zbadał Marszałka ,po czym zdumiony o0świadczył polskim lekarzom : – Panowie , o co tu chodzi ? Przecież to jest ewidentna kiła trzeciorzędowa . Na to jeden z Polaków odpowiedział : Ależ my to wiemy ,tylko w odróżnieniu od pana my nie możemy im /jemu tego powiedzieć”. Oficjalnie podano,że przyczyną zgonu Piłsudskiego był pierwotny rak wątroby. Przy okazji dodam – iluż to biskupów stanęło w obronie prymasa Wyszyńskiego we wrzęśniu 1953r,kiedy zosatał aresztowany ? Odpowiedź- żaden.

  23. Do p, Joannusa: Oblicze, powiedzmy, ideowo-polityczne zdecydowanej większości ówczesnego episkopatu było faktycznie dokładnie takie, jak Pan pisze. Wystarczy chociażby poczytać sobie, co pisze na ten W. Witos w swoich pamiętnikach – chociażby kwestia stosunków z bp. tarnowskim Wałęgą, który był zajadłym rywalem ruchu ludowego, nawet „Piasta”, tylko po prostu dlatego, że dążył on do choćby do ewolucyjnej przebudowy stosunków społecznych i że przede wszystkim nie chciał być bezwolną marionetką w rekach duchowieństwa; i sprawa druga – dużo istotniejsza – kwestia luźnych planów odsunięcia od władzy sanacji na drodze zwycięstwa wyborczego wielkiego bloku narodowo-klerykalnego, który zawalił się już w przedbiegach, gdyż tylko kilku biskupów zgłosiło jednoznacznie wstępny akces.
    Ale tychże biskupów – takich, a nie innych – osadzał (mowa o czasach II RP) przecież na stanowiskach właśnie Watykan pospołu z miejscową hierarchią – nie było tak daleko idącej ingerencji władz państwowych, jak w PRL.
    Inną, jeszcze bardziej zagadkową kwestią – choć może nadmiernie odbiegam tu od tematu – jest polityka praktyczna samego Piusa XI. Wiadomo np. powszechnie, że przyczynił się niestety wybitnie do klęski meksykańskich cristeros (stosunki z amerykańskim establismentem były dla niego ważniejsze, a ten establishment był wprost aż nadziany masonerią). Pomógł też zdławić siłom liberalno-laickim francuską Action Francaise, oficjalnie ją potępiając i niwecząc tym samym realne nadzieje restytucji monarchii, a pewnie i państwa katolickiego we Francji. Oto dwa wymowne cytaty w tym temacie:
    „(…)Dwanaście lat później wpływ Action Francaise na katolików oraz walczący z liberalizmem episkopat francuski osiągnął apogeum. Stał się tym samym przeszkodą dla polityki religijnej Piusa XI, troszczącego się o dobre stosunki z rządem republikańskim (pozostającym pod pełną kontrolą masonerii)…”.
    „Potępienie Action Francaise to moment zwrotny w historii Kościoła. Od tej chwili biskupstwa będą powierzane księżom o orientacji liberalnej, podczas gdy antyliberalna walka opatrywana będzie (przez czynniki kościelne) „zniesławiającą” etykietką Action Francaise…”.
    Źródło: bp Bernard Tissier de Mallerais, „Marcel Lefebvre Życie”, Dębogóra 2010, s. 63-64, 65.
    Jeśli wspominam o tym , to dlatego, że widać tu niejakie punkty zbieżne z polityką tegoż papieża względem Polski.

  24. Luxeuro said

    Ad. 16 – Pan Filipski

  25. jowram said

    pocieszenie: http://www.echochrystusakrola.org/assets/files/2010-07/20100715_Aniol_Ave_16_12_lipiec_10.pdf

  26. Zdziwiony said

    @18. Krytyczny Komentator

    Odrodzoną w 1918 roku Polskę określano przez antypolską propagandę „państwem sezonowym” – jako Saisonstaat. Pierwszy użył tej nazwy ponoć Gustav Stresemann, a może i Hans von Seeckt.
    Przyjaciel na emigracji Józefa Mackiewicza Michał Kryspin Pawlikowski napisał powieść „Wojna i sezon”. Właśnie ten drugi człon z tytułu „sezon” dotyczy dwudziestolecia 1918-39 i stąd wziąlem dane w poście @ 13.
    Na temat moralności tego czasu pisał wiele ks.Jan Piwowarczyk.
    ——————————————————————

    Fragm. „Wojna i sezon”:

    Wilno było magnesem dla par rozwodzących się. Było dla Polski w miniaturze tym, czym jest Reno w Newadzie dla Stanów Zjednoczonych. Wilno udzielało rozwodów kalwińskich. Nawrócenie na kalwinizm, rozwód i ślub w pięknej klasycystycznej świątyni na Zawalnej, na której widniał napis „Dajcie cześć Panu”, odbywały się szybko, sprawnie i bezboleśnie. Spisanie protokołu ślubnego odbywało się w biurze superintendenta zboru kalwińskiego pod wielką palmą w wazonie. Toteż niektórzy nazywali ślub kalwiński ślubem „pod palmą”. Gdy mecenas wileński pan Szyszkowski prosił o rękę pewnej panienki, matka jej zaprotestowała:

    – Przecie pan ma żonę! Więc jakże chce się pan żenić z moją córką? Żaden ksiądz nie da wam ślubu.

    – Posiadam rozwód kalwiński. Toteż weźmiemy z córką pani ślub pod palmą.

    – Daruje pan, ale córka moja nie jest małpą, aby brać ślub pod palmą.

    Sprawy rozwodowe były ładnym źródłem dochodu dla wileńskiej wspólnoty kalwińskiej i dla stowarzyszonych z nią adwokatów. Wśród nich rej wodził kalwin z dziada pradziada, a kuzyn Tadeusza Genio Falkowski. Genio był żonaty z posażną panienką z Grodzieńszczyzny Helcią Mikulską, która niemal co roku dostawała jakiś spadek po tym lub innym z bezdzietnych krewnych. Takie co roku spadające sukcesje były już w owych czasach anachronizmem i z tego tytułu pani Helcia powinna być zaliczona do oryginałów litewskich płci pięknej. Łącznie z zarobkami Genia z adwokatury mieli ładne dochody. Dochody te płynęły jednak jakoś przez palce. Prowadzili dom otwarty, w którym goście czuli się dosłownie jak u siebie w domu. Pani Helcia nie należała do rządnych gospodyń: służba – oczywiście stara i zasłużona – okradała ją niemiłosiernie. Genio miał poza tym swe wydatki kawalerskie. No ale rozwody stawały się coraz bardziej modne, mnożyły się i życie w gościnnym domu Geniostwa Falkowskich płynęło przyjemnie.

    Przykład rozwodów szedł z góry. Nie było dnia, aby oko rdzennego wilnianina nie zauważyło w sali Żorża jakiejś nowej obcej twarzy: samotnego
    mężczyzny lub samotnej, zazwyczaj przystojnej kobiety przy jednym ze stolików. Od razu wiadomo było, że to przyjezdni, którzy zjechali do Wilna, aby brać ślub „pod palmą”. Niemal wszyscy dygnitarze pomajowi lub kandydaci na takich dygnitarzy byli rozwodnikami.

    Jeden z pierwszych zjawił się Józef Beck, wtedy jeszcze pułkownik. Jednocześnie przyjechał generał Burhardt-Bukacki z żoną, z którą się rozwodził, aby ją oddać Beckowi. Po zakończeniu rozwodu i po ślubie całe towarzystwo w najlepszej komitywie poszło do Żorża na obiad. Na obiad ten zostali również zaproszeni Geniostwo Falkowscy oraz Jerzyk Irteński, który wtedy pełnił przejściowo funkcję sekretarza Genia. Jerzyk swoim zwyczajem przyszedł na obiad pod lekkim gazem, a w czasie obiadu urżnął się do reszty. Toteż znudzony niekończącą się przemową Genia, który lubił wygłaszać dłuższe oracje, zapytał głośno nowo zaślubioną żonę Becka:

    – Czy to prawda, że mąż pani stuknął Zagórskiego?

    Na to pani Beckowa roześmiała się i przez stół powiedziała mężowi:

    – Wiesz, Józiu, już ta wersja doszła do Wilna.

    Beck uśmiechnął się i odrzekł:

    – Wiem, wiem o tym, ale to nie moja zasługa.

    Jeśli chodzi o echa wileńskie „zaginięcia” generała Zagórskiego, warto wspomnieć o jeszcze jednym małym zdarzeniu. Do pijącej w Palais de danse kompanii podszedł pułkownik Wenda. Wśród pijących był m.in. pan Jerzy Houwald z Mejszagoły. Uchylił się od podania ręki pułkownikowi Wendzie, oświadczając, że pierwej musi się dowiedzieć o losach generała Zagórskiego. Pułkownik Wenda udał, że nie słyszy, pokręcił się przy stoliku przez chwilę, po czym odszedł.

    Na początku 1935 roku umarła w Wilnie pani Kadenacowa, siostra Józefa Piłsudskiego. Kolega Tadeusza Wiktor Piotrowicz zaproponował, aby przyłączyć się do towarzystwa udającego się na dworzec na spotkanie marszałka przyjeżdżającego na pogrzeb siostry. Stanęli z Wiktorem o kilka kroków od dywanu, po którym Piłsudski szedł z salonki do sal reprezentacyjnych na dworcu. Tadeusza uderzyła zgarbiona postać i szarozielonkawa cera dyktatora.

    – Chyba niedługo pociągnie – szepnął Wiktorowi.

    – Ach, co ty mówisz! – wykrzyknął przerażony Piotrowicz.

    Wszyscy wiedzieli, że Piłsudski jest od paru lat poważnie, a od kilku miesięcy ciężko chory. I wszyscy wiedzieli, że już nie on rządzi państwem.

    A jednak jego „duch” trwał i – dobry czy zły – nie dopuszczał, aby się wszystko rozkleiło i aby nastąpiła „dekompozycja” – wyraz tak popularny w okresie po jego śmierci.

    Jeszcze dwa lata przedtem „duch” ten przybierał kształty zupełnie realne. Inżynierowi Kazimierzowi Falkowskiemu groziło zwolnienie ze stanowiska dyrektora kolei państwowych. Już niemal oficjalnie wymieniano nazwisko jego następcy – jakiegoś pułkownika. I oto do Wilna zjeżdża Piłsudski i w pałacu Rzeczypospolitej odbywa się raut i „cercle” z jego udziałem. Marszałek – zgarbiony, w workowatym jakby na wyrost uszytym błękitnym mundurze – przechodzi przez salę obojętnie obok wyprężonych generałów i tych lub innych dygnitarzy lokalnych. Raz stanął, witając się serdecznie z jakimś starcem z długą siwą brodą. Potem zamienił kilka słów z jakąś skromnie ubraną staruszką. Wreszcie we drzwiach prowadzących do „ekskluzywnego” saloniku zatrzymał się i długo trząsł rękę panu Kazimierzowi Falkowskiemu, mówiąc mu coś do ucha i śmiejąc się serdecznie.

    A pan Kazimierz stał wyprostowany z czerwoną i promieniejąca twarzą.

    Gdy Piłsudski odszedł, tłum generałów i innych dygnitarzy okrążył Falkowskiego. Posypały się pytania:

    – Co panu mówił marszałek?

    Falkowski rozłożył ręce ruchem udanej bezradności:

    – Niestety, nie mam prawa tego wyjawić.

    Czy potrzebuję dodawać, że słuchy o postanowionej dymisji Falkowskiego urwały się jak nożem uciął, i że pozostał do śmierci – niestety rychłej – na stanowisku dyrektora kolei.

    W kilka dni po raucie Tadeusz był na brydżu u Kazimierzostwa Falkowskich. Gdy Tadeusz był wychodzącym, dyrektor wziął go na stronę.

    – Muszę z panem porozmawiać na osobności, panie Tadeuszu – powiedział.

    „Cóż on mi ma tak ważnego do powiedzenia?” – myślał Tadeusz. Usiedli przy biurku. Dyrektor Falkowski odrzucił w tył głowę i powiedział marzycielskim głosem:

    – Kto raz jeden w życiu rozmawiał z marszałkiem, ten tego nigdy nie zapomni.

    Na tym się skończyła rozmowa na osobności.

    A gdy w dwa lata później przyszła wieść o śmierci Piłsudskiego, kolega Tadeusza dr Henryk Rudziński powiedział z rozpaczą w głosie:

    – Straciliśmy ojca…

    Tegoż dnia Stanisław Mackiewicz w artykule wstępnym w „Słowie” pisał: „Nie ma Polaka, który by chętnie nie oddał życia, byle tylko marszałek Piłsudski żył”…

    „No to już stanowczo przesada” – pomyślał Tadeusz.

    ***

    Na zakończenie tej wiązanki – maleńki kwiatek. Tadeusz lpohorski-Irteński zetknął się dwa razy w życiu z bliskimi krewnymi „królobójców”. Za lat gimnazjalnych przyjaźnił się w Mińsku z uczniem szkoły handlowej Hryniewieckim, rodzonym bratankiem Ignacego Hryniewieckiego, który w roku 1881 rzucił drugą i śmiertelną bombę pod nogi cara Aleksandra II.

    Wspomniałem o tym w „Dzieciństwie i młodości Tadeusza Irteńskiego”.

    A już w wieku dojrzałym kolegował w wileńskim urzędzie wojewódzkim z panem Kalajeff (tak się pisał!), lekarzem weterynarii w wydziale rolnictwa.

    Ten pan Kalajeff był młodszym bratem „Janka” Kalajewa, który w roku 1905 zabił bombą w księcia Sergiusza Aleksandrowicza, moskiewskiego generał-gubernatora i stryja ostatniego cara. Nie badałem dziejów rodziny Kalajewów, ale dr Kalajeff mówił nieposzlakowaną polszczyzną, nawet z „warszawskim” akcentem, a „królobójca” Kalajew miał – według świadectwa historyków – polski akcent.

  27. lolek said

    Ad. 17, 24 – Filipski c.d.
    Ad. 2, 8 – Chocholi taniec

    Ryszard Filipski jest mężem Lusi Ogińskiej – poetki, autorki poematu „Zmartwychwstanie”.
    Grał Hubala w filmie Bohdana Poręby. Zmarły niedawno Bohdan Poręba wyreżyserował ten piękny poemat Ogińskiej.

    Wprawdzie off topic do głównego tematu, ale pozwalam sobie zamieścić.

  28. http://nowahistoria.interia.pl/ii-rzeczpospolita/news-marszalek-pilsudski-czy-general-rozwadowski-kto-pokonal-bols,nId,1486514#iwa_item=4&iwa_img=1&iwa_hash=29617&iwa_block=worthSee

    Piłsudski NIE MÓGŁ dowodzić w Bitwie Warszawskiej, gdyż miał ważniejsze zadanie. W momencie polskiej kontrofensywy musiał się udać do twierdzy Brześć na wypadek utworzenia przez bolszewików frontu na Bugu. Wzmocniony przez Rozwadowskiego Sikorski – mimo PROTESTÓW Piłsudskiego – spowodował jednak ZAŁAMANIE frontu i ucieczkę bolszewików na Mazury i północny-wschód, wobec czego Piłsudski w Brześciu okazał się NIEPOTRZEBNY.
    W bitwie Warszawskiej ZADECYDOWAŁ Sikorski, bo gdyby była ona według koncepcji Piłsudskiego to bolszewicy utworzyliby front na Bugu i wojna przyjęłaby charakter POZYCYJNY, umożliwiający Armii Czerwonej regularne wycofanie na Wschód.

  29. Ponieważ po mym poście: http://nowahistoria.interia.pl/ii-rzeczpospolita/news-marszalek-pilsudski-czy-general-rozwadowski-kto-pokonal-bols,nId,1486514#iwa_item=4&iwa_img=1&iwa_hash=29617// Rozwścieczone Psy PODWINĘŁY OGONY to przypominam, że przed bitwą warszawska Naczelny Wódz ZAREKWIROWAŁ całą kawalerię, z której utworzył MIAŻDŻĄCĄ PIĘŚĆ czyli Armie Konną, która uderzyła na Brześć, gdzie okazała się NIEPOTRZEBNA. Dowódcą tej Miażdżącej Pięści był Józef Piłsudski, który – z tej racji – jest NIEOBECNY w Bitwie Warszawskiej, bo rozgromiona przez FRONT Sikorskiego Armia Czerwona żadnego zorganizowanego oporu nie stawiała.
    Konna Armia Piłsudskiego byłaby potrzebna, gdyby Armia Czerwona utworzyła front na Bugu.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: