Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Anzelm o Struktura muzyki
    Anzelm o Między prawdą, mitem, ideologi…
    prostopopolsku o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    bryś o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    bronek o Filozoficzny wymiar Specjalnej…
    Jack Ravenno o Wolne tematy (59 – …
    prostopopolsku o Struktura muzyki
    Jack Ravenno o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    Wojtek. o Policja twierdzi, że „wracają…
    rzeczpospolitapolska o Struktura muzyki
    AlexSailor o Rosjanie Południowi, nie …
    revers o Gotowana na twardo globalistyc…
    zagobasum o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Rosjanie Południowi, nie …
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Nowy rodzaj promieniowania emitowanego przez Słońce

Posted by Marucha w dniu 2014-08-16 (Sobota)

Gdy naukowcy odkryli niezwykły związek między rozbłyskami słonecznymi i długością życia pierwiastków promieniotwórczych na Ziemi,rozpoczęli badania naukowe, które mogą wpłynąć na poprawą ochrony życia ludzi pracujących w przestrzeni podczas spacerów kosmicznych, a może nawet wpłynąć na zmiany niektórych założeń fizyki.

To tajemnicze i bardzo nieoczekiwane odkrycie naukowe. Wygląda na to, że rozpad radioaktywnych pierwiastków złożonych w ziemskich laboratoriach jest w jakiś sposób zaburzony przez aktywność ze Słońca. Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda i Uniwersytetu Purdue twierdzą, że to jest możliwe, ale ich próba wyjaśnienia tego fenomenu otwiera drzwi do kolejnej tajemnicy. Jest rozpatrywana hipoteza, że nieoczekiwany efekt jest powodowany przez jakąś dotychczas nieodkrytą cząsteczkę emitowaną przez Słońce.

„To byłoby naprawdę niesamowite,” powiedział Peter Sturrock, profesor emeritus fizyki ze Stanforda, który jest ekspertem do spraw Słońca.
W szkole uczy się nas, że stopień rozkładu radioaktywnych pierwiastków jest stały. To założenie jest podstawą badania służącego określeniu wieku przedmiotów poprzez obliczenie ubytku izotopu węgla C-14. Tezę stałości stopnia połowicznego rozpadu stosuje się też przy ustalaniu dawek radioaktywności przy kuracjach antyrakowych.

Ale to założenie zostało podważone przez grupę naukowców z Uniwersytetu Purdue, którzy byli bardziej zainteresowani badaniem przypadkowości liczb niż rozpadów radioaktywnych substancji. Ephraim Fischbach, profesor fizyki w Purdue, poszukiwał rozpadów radioaktywnych pewnych izotopów, jako możliwego źródła dla tworzenia przypadkowych liczb generowanych bez udziału człowieka. Radioaktywny cez-137 rozkłada się w stałym stopniu, ale indywidualne atomy z danej próbki robią to w nieprzewidywalnym przypadkowym wzorze. Dlatego umieszczenie cezu w okolicy licznika Geigera może być używane do generowania przypadkowych liczb.

Gdy naukowcy przebrnęli przez zgromadzone dane odkryli niezgodność w zmierzonych stopniach rozpadu, to bardzo dziwne, gdyż podważa to znane stałe fizyczne. Sprawdzający dane naukowcy z Brookhaven National Laboratory w Long Island i w niemieckim Federalnym Instytucie Techniki i Fizyki dołożyli do tego odkrycia coś jeszcze bardziej zdumiewającego. Długoterminowa obserwacja stopnia rozpadu silikonu-32 i radu-226 zdaje się pokazywać okresowe wariacje zależne od pór roku. Stopa rozkładu była nieznacznie szybsza w zimie niż w lecie.

Czy fluktuacja była prawdziwa, czy też byłą spowodowana błędami wprowadzanymi przez urządzenia badawcze wykorzystywane w różnych porach roku, co powoduje zmiany temperatury i wilgotności?

„Wszyscy myśleli, że to może się dziać ze względu na błędy w eksperymencie, ponieważ wierzyliśmy, że stopnie rozkładu są stałe” powiedział Sturrock.

Dnia 13 grudnia 2006 Słońce dostarczyło istotnej podpowiedzi, podczas gdy rozbłysk słoneczny wysłał w stronę Ziemi strumień cząstek i radiacji. Specjalista nuklearny z Purdue, Jere Jenkins, podczas mierzenia stopy rozpadu manganu-54, krótkotrwałego izotopu wykorzystywanego w diagnostyce medycznej, zauważył, że stopień spadł delikatnie podczas rozbłysku. Spadek zaczął się półtora dnia przed rozbłyskiem.

Jeśli ta ewidentna korelacja pomiędzy rozbłyskiem i stopniem rozkładu, potwierdzi się, może to prowadzić do powstania metody przewidywania rozbłysków, która mogłaby pomóc w zapobieganiu uszkodzeń satelitów, sieci elektrycznych a nawet utraty zdrowia przez astronautów. Różnice w stopie rozkładu odkryte przez Jenkinsa miały miejsce w środku nocy, co znaczy, że coś wyprodukowane przez Słońce przeszło przez całą planetę i dotarło do detektorów nastawionych przez Jenkinsa. Cóż takiego mogło wysłać Słońce, co wiązało się z takim efektem?

Jenkins i Fischbach zgadywali, że te zmiany były prawdopodobnie powodowane przez słoneczne neutrina, które to praktycznie bezmasowe cząsteczki przelatują z prędkością podświetlną przez całą napotkaną w kosmosie materię i nie wydają się wchodzić z czymkolwiek w interakcję. Naukowcy w wielu publikacjach dowodzili, że to, co zaobserwowali nie jest w istocie efektem błędów laboratoryjnych tylko czymś stanowiącym nowe pole do eksploracji. Ich ustalenia wzmocniły argument, że dziwne odchylenia są powodowane przez strumień neutrino emitowany ze Słońca. Odchylenia wydają się być zsynchronizowane ze zmianami eliptycznej orbity ziemskiej. Odchylenia wzrastają, gdy Ziemia jest bliżej Słońca a następnie zdają się słabnąć.

Do analiz zaproszono zatem Petera Sturrocka, z Uniwersytetu Stanford który jest uznanym fizykiem Słońca. Wiedział on ze względu na duże doświadczenie, że intensywność ekspozycji na strumień neutrin ze Słońca podlega regularnym wahaniom. Podsunął naukowcom pomysł, aby skorelować wyniki z rotacją Słońca gdyż gwiazda omiata nas neutrinami w sposób podobny do światła emitowanego z policyjnego koguta.

Powracając do wyników badań ustalono, że jest regularny wzór dla zmian stopnia rozpadu radioaktywnych izotopów w okresach 33 dniowych. To było wielkie zaskoczenie gdyż większość wzorów oddziaływania ze Słońca ma 28 dniowy okres ze względu na współczynnik rotacji Słońca. Wyjaśnieniem wydaje się być jądro słoneczne gdzie reakcje nuklearne produkują neutrina. Najwyraźniej musi ono obracać się wolniej niż powierzchnia gwiazdy.

“Wszystkie te dowody prowadzą do konkluzji, że Słońce w jakiś sposób “komunikuje się” z radioaktywnymi izotopami na Ziemi” powiedział profesor Fischbach.

Ale pozostaje jedno ważne pytanie pozostawione bez odpowiedzi. Nikt nie wie jak neutrina mogą wchodzić w interakcje z materiałami rozszczepialnymi tak, aby zmieniać ich współczynnik rozpadu.

„To nie ma sensu z punktu widzenia konwencjonalnej fizyki,” powiedział Fischbach. Jenkins dodał, „To, co sugerujemy to jest czymś, co nie wchodzi właściwie w interakcje z czymkolwiek, lecz zmienia coś, co nie może być zmienne.”

„To efekt, którego nikt jeszcze nie rozumie” zgodził się profesor Sturrock. „Teoretycy zaczynają pytać ‘Co się dzieje?’ Ale o tym właśnie mówi dowód. To wyzwanie dla fizyków i dla społeczności badaczy Słońca.”

Jeśli tajemniczą cząsteczką nie jest neutrino “Musiałoby to być coś, czego nie znamy, nieznana cząsteczka emitowana przez Słońce, która powoduje taki efekt. To by było coś jeszcze bardziej niezwykłego” podsumował profesor Sturrock.

http://news.stanford.edu

Krytykom „oficjalnej” nauki i zwolennikom teorii o celowym jej fałszowaniu zwracam uwagę, iż powyższy artykuł dowodzi właśnie czegoś przeciwnego – a mianowicie jej zdolności do autokorekcji. Dawniejsze odkrycia są stopniowo uściślane i korygowane, dochodzą nowe itd.
Fakt, że „oficjalna” nauka (mam na myśli nauki ścisłe) działa w praktyce, wydaje się jednak nie przeszkadzać jej krytykom – za czym stoi po prostu niezrozumienie, czym nauka jest.
Ale o tym można by napisać książkę.
Admin

Komentarzy 37 do “Nowy rodzaj promieniowania emitowanego przez Słońce”

  1. Bernard Korzeniewicz said

    Podziwiam optymizm admina. W/w odkrycie nie zostało jeszcze zafałszowane, bo jest świerze i nie ma osób zainteresowanych jego wykorzystaniem. Przypominam, że od 2012 wiemy o planecie w układzie 5 gwiazd. Tak samo wiemy o planecie zbudowanej z diamentu. Każde z tych zjawisk wywraca astrofizykę. I co? I nic. Dalej brniemy w tych samych oparach absurdu i dezinformacji.

  2. Marucha said

    Re 1:
    W czym wyraża się mój optymizm? W stwierdzeniu, że dzięki „zafałszowanej” nauce pisze Pan na komputerze i wysyła swoje myśli na cały świat?
    I co niby wywraca astrofizykę?

  3. Agaton said

    //Ephraim Fischbach, profesor fizyki w Purdue, poszukiwał rozpadów radioaktywnych pewnych izotopów, jako możliwego źródła dla tworzenia przypadkowych liczb generowanych bez udziału człowieka. Radioaktywny cez-137 rozkłada się w stałym stopniu, ale indywidualne atomy z danej próbki robią to w nieprzewidywalnym przypadkowym wzorze. Dlatego umieszczenie cezu w okolicy licznika Geigera może być używane do generowania przypadkowych liczb.//

    Nie za dużo tych Przypadków?
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Losowo%C5%9B%C4%87

  4. Zbigniew said

    Gdyby nie powaga uniwersytetu Stanford, to bym nie uwierzył. Acz nadal żem sceptyczny. Jeśli te obserwacje prawdą – mogą prowadzić do wielkiego odkrycia. Zastosowania? Nieważne. Ale poznanie! Ponad wiek temu, tu mi się kojarzy, Maria Skłodowska ze swymi doświadczeniami o rozpadzie promieniotwórczym. Jakże pięknie pokazane to w filmie prawie nieznanym, Madame Curie (1943). Niestety, już niedostępny w pełni:

  5. AlexSailor said

    No i datowanie węglem szlak trafił, gdyż nie wiadomo, czy w odległym czasie jego połowiczny rozpad trwał tyle co obecnie, na co wskazywali już wcześniej kreacjoniści.
    Zatem potwierdza się, że miliardy i miliony lat, to bajka bez podstaw, a to ośmiesza po raz kolejny (tysiąc pierwszy) ewolucjonizm.

  6. Listwa said

    Trzeba odróżniać naukę od pseudonauki hipotez i baśni branych jako rzeczywistość i powtarzanych jak mantra przez niektórych.
    Ten artykuł to przykład takiego wodolejstwa. Do badań i odkryć niezbędne są założenia, ale każde założenie powinno być zweryfikowane i udowodniona jego prawdziwość, a często nie jest.

    ” …odkryli niezwykły związek między rozbłyskami słonecznymi i długością życia pierwiastków promieniotwórczych na Ziemi (…) , a może nawet wpłynąć na zmiany niektórych założeń fizyki.

    No właśnie, Porobili sobie założenia , w tym matematyczne, i twierdzą, że coś odkryli. I nagle, gdy pojawia się naukowiec i coś odkrywa to okazuje się że wcześniejsze niby odkrycia legły w gruzach. Bo były hipotetecznymi bzdurami , a nie odkryciami naukowymi.

    Dalej dowodzą ” Jest rozpatrywana hipoteza, że nieoczekiwany efekt”, ” ich próba wyjaśnienia tego fenomenu otwiera drzwi do kolejnej tajemnicy”, ” efekt jest powodowany przez jakąś dotychczas nieodkrytą cząsteczkę „, „Ale to ZAŁOŻENIE zostało podważone przez grupę naukowców z Uniwersytetu Purdue”, „Gdy naukowcy przebrnęli przez zgromadzone dane odkryli niezgodność”, „Wszyscy myśleli, że to może się dziać ze względu na błędy w eksperymencie, ponieważ wierzyliśmy”, „Jenkins i Fischbach zgadywali, że te zmiany były prawdopodobnie powodowane”, ” Wyjaśnieniem wydaje się być jądro słoneczne”.

    Aby po tego typu drgawkach intelektu stwierdzić „Wszystkie te dowody prowadzą do konkluzji, że”. Tak własnie wyglądają te odkrycia, ta „nauka” i te dowody.

    A nie widzą jak tworzą gnioty pisząc: „były PRAWDOPODOBNIE powodowane przez słoneczne neutrina, które to praktycznie bezmasowe cząsteczki przelatują z prędkością podświetlną przez całą napotkaną w kosmosie materię i nie wydają się wchodzić z czymkolwiek w interakcję.”, „Jest rozpatrywana HIPOTEZA, że nieoczekiwany efekt jest powodowany przez JAKĄŚ dotychczas nieodkrytą cząsteczkę emitowaną przez Słońce.” aby stwierdzić „Słońce w jakiś sposób “komunikuje się” z radioaktywnymi izotopami na Ziemi” powiedział profesor Fischbach.” I nie widzą jednocześnie własnej obserwacji : „rozbłysk słoneczny wysłał w stronę Ziemi strumień cząstek i radiacji, zauważył, że stopień spadł delikatnie podczas rozbłysku. Spadek zaczął się półtora dnia przed rozbłyskiem”.
    Ciekawe kiedy naukowcy hipotez zauważą, że spadek tępa rozpadu obniżył się 1,5 dnia przed rozbłyskiem, żeby choćby podważyć hipotezę własną, jakoby to rozbłysk powodował spadek tępa rozpadu. Może pojawi się naukowiec i rozpozna głębię zagadnienia, a nie naskórek teoryjek , hipotezików, profesorskiego napuszenia z dyplomu.

    Ten tytuł i artykuł „Nowy rodzaj promieniowania emitowanego przez Słońce” powinien być zamieszczony w dziale „baśni i hipotez” o nudnym obliczu.

  7. Listwa said

    Zdanie z tego tekstu:

    „Jenkins i Fischbach zgadywali, że te zmiany były prawdopodobnie powodowane przez słoneczne neutrina, które to praktycznie bezmasowe cząsteczki przelatują z prędkością podświetlną przez całą napotkaną w kosmosie materię i nie wydają się wchodzić z czymkolwiek w interakcję”.

    Pośmiewisko i chłamu kupa : „naukowcy zgadywali”, „prawdopodobnie” , „powodowane przez słoneczne neutrina”, „nie wydają się wchodzić z czymkolwiek w interakcję”. I to w jednym zdaniu, to jest upadek nauki, a nie odkrycia i należny im podziw.

    Na tym polega stawianie HIPOTEZ, że coś jest prawdopodobne i „się wydaje”. Hipoteza to z założenia pewne przypuszczenie, które później zostanie pozytywnie lub negatywnie zweryfikowane. Nikt tu nie mówił, że coś jest PEWNE.
    Rozwój nauki to nie linia prosta, lecz kręta, z wieloma ślepymi odnogami.
    Admin

  8. Marucha said

    Re 5:
    Może bądźmy ostrożniejsi: może się potwierdzić.

  9. Zbigniew said

    Pan(i) Listwa dobrze gada. Problem w mediach. Ale może naprawdę trafiono na jakiś ślad. AlexSailor wysnuwa wnioski. Przedwczesne.

  10. Marucha said

    Re 9:
    Pan Listwa nie gada dobrze. Pomińmy oczywiście fakt, że media potrafią zniekształcić każdą wypowiedź, bo dziennikarze to nieuki („specjaliści od nawozów i od świata”).
    Pan Listwa zarzuca hipotezom, ze są hipotezami – że mówi się w nich „prawdopodobnie”, „możliwe” itd.
    Żaden przyzwoity naukowiec nie powie, zwłaszcza na temat nowych, niezweryfikowanych odkryć czy hipotez, iż są „z całą pewnością prawdziwe”.

  11. Marucha said

    Kiedyś w nauce obowiązywała, lub była uznawana, teoria „flogistonu”.
    Zacytuję Wikipedię:

    Teoria flogistonu – teoria mechanizmu spalania powstała w XVII w., wywodząca się z wcześniejszych koncepcji alchemicznych. Zakładała występowanie w ciałach palnych substancji zwanej flogistonem. Obecnie jest uważana za całkowicie błędną.

    W 1669 r. niemiecki chemik Johann Joachim Becher (1635-1682) przedstawił pogląd, iż ciała stałe składają się z trzech rodzajów „ziemi”. Jeden rodzaj nosił nazwę terra pinguis – „ziemia tłusta”, która miała powodować zjawisko spalania.

    Kontynuatorem tej teorii był niemiecki chemik i fizyk Georg E. Stahl (1660-1734), który czynnik odpowiedzialny za palenie nazwał flogistonem od greckiego słowa φλογιστός (phlogistós) co oznacza „palny”. Twierdził on, że substancje palne są bogate we flogiston, który tracą w procesie spalania. Stahl uważał, iż flogiston zawarty jest nie tylko w materiałach palnych, jak drewno, lecz także w metalach. Te, które rdzewieją, zawierają flogiston, a metale szlachetne są flogistonu pozbawione.

    To pociągało za sobą wyjaśnienie procesu pozyskiwania metali z rud. Według tej teorii ruda metalu ubogiego we flogiston, ogrzewana z węglem drzewnym, pobiera od węgla flogiston. Węgiel po utracie flogistonu zmienia się w niepalny popiół, a ruda ulega zmianie w bogaty we flogiston metal. Powietrze uczestniczące w tym procesie jest tylko przenośnikiem flogistonu. Odkrycie roli tlenu w spalaniu tłumaczono jako „rozpuszczanie się” flogistonu w tlenie.

    Teorię Stahla krytykował holenderski fizyk Herman Boerhaave (1668-1738), który twierdził, że spalanie i rdzewienie są dwoma odrębnymi zjawiskami z powodu braku płomienia w drugim przypadku. Stahl odpierał zarzuty, wykazując, że w przypadku spalania utrata flogistonu jest gwałtowna, a w przypadku rdzewienia powolna, przez co płomień jest niewidoczny. Paradoksalnie, w tym przypadku miał całkowitą rację, gdyż współcześnie uważa się, że oba te procesy są reakcjami utleniania.

    Teoria Stahla była uznawana przez praktycznie cały wiek XVIII, mimo oczywistej niekonsekwencji: zgodnie z nią, przy spalaniu i rdzewieniu metali powinna następować utrata flogistonu, gdy tymczasem ruda (uboższa we flogiston) jest cięższa niż uzyskany z niej metal (bogatszy we flogiston). Ten kontrargument na istnienie flogistonu położył podwaliny pod ilościową definicję pierwiastka sformułowaną przez Lavoisiera. Zwolennicy teorii flogistonu próbowali ratować swoją koncepcję, postulując istnienie dwóch odmian flogistonu – o „masie” dodatniej i ujemnej.

    Obalenie tej teorii przypisuje się uczonym Michaiłowi Łomonosowowi i Lavoisierowi, którzy (eksperymentując niezależnie od siebie) ogrzewali metale w zamkniętym naczyniu, ważąc układ (metal, naczynie z powietrzem, rdzę) przed i po doświadczeniu. Ponieważ ciężar był taki sam, a w naczyniu pojawiało się podciśnienie, Lavoisier stwierdził, iż proces rdzewienia polega na łączeniu metalu z jednym ze składników powietrza, który został nazwany przez niego tlenem. Analogicznie, wytapianie metalu to przejście tlenu z rudy do węgla. Przy okazji Lavoisier zaproponował też prawo zachowania masy, które stwierdza, że w „przyrodzie nic nie ginie” i nie ma niczego, co by miało ujemną masę. Zasada ta obowiązuje do dzisiaj (z pewną modyfikacją wynikającą z równoważności masy i energii) i stanowi jeden z podstawowych paradygmatów współczesnej nauki.

    Wielu historyków nauki uważa, że odrzucenie teorii flogistonu było początkiem współczesnej chemii. Flogiston należy odróżnić od innego fluidu osiemnastowiecznej nauki – fluidu ciepła (w polskiej terminologii autorstwa Jędrzeja Śniadeckiego zwanego „cieplikiem”)]\

    ————————

    A więc mieliśmy całkowicie błędną teorię flogistonu, która została później obalona.
    I co z tego wynika?
    Upadek nauki?
    Konspiracja?

    Ludzie, piszcie o czymś, na czym się znacie.

  12. imvubu said

    Starożytni Hindusi stosowali w badaniach i rozważaniach naukowych intuicje na równi z empiryką. Równoczesnie naukowcy greccy trzymali się ściśle doświadczenia i matematyki.
    Zderzenie tych tendencji wystąpiło dwa do dwóch i pół tysiąca lat temu w północnych indiach I niektórzy historycy mówią o kulturze grekoindyjskiej.

    Temat nawet nie rzeka ile ocean, ale w tej materii grasują tutaj na Gajówce eksperci, przy których nie śmiem się szerzej wypowiadać, a których moją skromna uwagą prowokować na pewno nie mam intencji.

  13. Griszka said

    W przypadku teorii neodarwinizmu raczej się nie doczekamy takiego rewizjonizmu, gdyż jest to hipoteza naukowa bardzo obciążona ideologicznie.

  14. Listwa said

    @ Marucha

    Zaraz Pan Listwa nie gada dobrze i zaraz Pan Listwa zarzuca hipotezom, ze są hipotezami .

    Pan Listwa w @6 napisał : ” Do badań i odkryć niezbędne są założenia, ale każde założenie powinno być zweryfikowane i udowodniona jego prawdziwość, a często nie jest (…) No właśnie, Porobili sobie założenia , w tym matematyczne, i twierdzą, że coś odkryli. I nagle, gdy pojawia się naukowiec i coś odkrywa to okazuje się że wcześniejsze niby odkrycia legły w gruzach. Bo były hipotetycznymi bzdurami , a nie odkryciami naukowymi.”.

    Pan Listwa nada uważa, że w nauce i odkryciach są niezbędne założenia i hipotezy (i są one dobre , słuszne, niezbędne), ale uważa też że nigdy nie wolno uznać hipotez i założeń jako prawdziwy opis rzeczywistości bez potwierdzenia ich prawdziwości. A co za tym idzie nie wolno uznać hipotez za prawidłowe teorie naukowe, jeśli elementem integralnym takiej teorii jest fałszywa hipoteza lub założenie.

    Zatem Jenkins i Fischbach nie są przyzwoitymi naukowcami, jeśli twierdzą, że coś jest „powodowane przez słoneczne neutrina”, a w tym samym zdaniu dodają : „nie wydają się one wchodzić z czymkolwiek w interakcję”.

    I teorie naukowe muszą wytrzymać wszelką krytykę, aby mogły być uznane za wartościowe i prawdziwe, jeśli w jakimś punkcie wykazują paradoks, to są tylko domniemaniem, a może bajką.

    Teoria wzgędności zakłada możliwość zakrzywienia czasoprzestrzeni, jednocześnie nie ma detektora czasu i żadnej możliwości wpływania na czas, ktory jest abstraktem. Einstain twierdzi że na upływ czasu ma wpływ prędkość. Jednocześnie nikt nie wyjaśnił, co dzieje się z poziomem prędkości obiektu, gdy wraz ze wzrostem tejże prędkości wydłuża się jednostka czasu , a biorąc do wzoru – prędkości = droga / czas , otrzymujemy według tej teorii, wzrost prędkości i wydłużenie jednostki czasu. Teoria niby naukowa i prawdziwa nie wyjaśnia jak obliczyc prędkość rzeczywistą obiektu przy dwóch zmieniających się czynnikach jednocześnie. Są to też dwie składowe wzoru obliczeniowego, trzeci to wynik.

  15. Listwa said

    Muszę uściślić, że :
    Według teorii Einstaina, wraz ze wzrostem prędkości obiektu , oczywiście ulegają zmianie jednocześnie trzy elementy określone we wzorze V= d/t, tj. jednocześnie wzrasta prędkość, droga i wydłuża się czas. Nie wyjaśnili dotąd zwolennicy tej teorii jak obliczają prędkość obiektu. A szkoda, bo mogło być dużo śmiechu od zmarszczek na czole.

  16. Marucha said

    Re 14:
    1. Założenia są założeniami i niczym więcej. Trudno do nich stosować kryterium, by były udowodnione.
    Jeżeli założę, że obecny przyrost naturalny w Polsce będzie utrzymywał się na obecnym poziomie, to za ileś tam lat Polacy znikną z katalogu narodów świata, co łatwo udowodnić. Co nie musi oznaczać, że tak rzeczywiście będzie, bo może nagle obudzi się w nich instynkt rozrodczy. Z tego nie wynika nic na temat „prawdziwości” czy „nieprawdziwości” mego założenia.

    2. Nikt w nauce nie uznaje hipotez jako prawd udowodnionych i nie wiem, skąd u Pana takie przypuszczenie. Sama nazwa „hipoteza” oznacza (tymczasowe) przypuszczenie, mające ułatwić naukowe wyjaśnienie zjawiska; inaczej mówiąc jest domysłem, założeniem opartym na prawdopodobieństwie a wymagającym sprawdzenia.

    3. Autorzy hipotezy (Jenkins i Fischbach) stawiają hipotezę. Hipotezę, czyli przypuszczenie. Nic ponadto. Ja np. stawiam hipotezę, opartą na poszlakach, iż Jan Filip Libicki jest koczownikiem.

  17. Zbigniew said

    Ad 4. Jako skrajny przyklad manipulacji polecam znany z prawdy BBC

    Gowienko.

  18. Listwa said

    @16 Marucha

    Statystyczny opis obecnego przyrostu naturalnego nie jest założeniem , lecz faktem. Założenie może dotyczyć jedynie dalszego trwania tendencji w przyszłości , której nie znamy. Możemy zakładać , trend zmieni się lub nie. Natomiast sprawa fizyki to nie jest kwestia wydarzeń z przyszłości, lecz niezmiennej trwającej rzeczywistości i zjawisk, trwających obecnie , wczoraj i jutro.
    Ocena prawdziwości założenia w fizyce jest niezmienna od punktu w czasu, i pozostają niezmiennie prawdziwe lub niezmiennie fałszywe. A każde musi zostać zweryfikowane, a nie przyjęte za prawdziwe „a priori” bez prawa jego podważania lub z prawem do przemilczania krytyki i braku wyjaśnienia wątpliwości.

    Takim przykładem jest hipoteza i założenie, że istnieje coś takiego jak czasoprzestrzeń i można ją zaginać albo upływ czasu zależy od prędkości, przy jednoczesnej występującej zależności prędkości od czasu. Takie założenia są podwaliną teorii względności.

    Co nie oznacza że wszyscy naukowcy naruszają zasady stosowania hipotez w poznaniu naukowym.

    Jenkins i Fischbach nie mogą nazywać siebie naukowcami, którzy stawiają hipotezy , jeśli tak naprawdę „zgadywali”, a nie budowali hipotezę, a jednocześnie z ich zgadywania i wypowiedzi wynika, że zmiany były prawdopodobnie powodowane przez słoneczne neutrina (…) która nie wydają się wchodzić z czymkolwiek w interakcję. Początek ich zgadywania zaprzecza końcowi zgadywania. To jest przykład choroby dzisiejszej fizyki

    Jest nią oderwanie od rzeczywistości, budowanie teorii na podstawie hipotez z błędnymi założeniami. Te z kolei są podstawą kolejnych hipotez i teorii. I tak pływaja w teoriach z pominięciem rzeczywistości. Potem zdziwieni odkrywają, że wyniesienie teleskopu Hubbla zburzyło wiele teorii uznanych dotąd za prawdziwe. Nie postarali się żeby były prawdziwe a staraja się tylko, żeby były uznane za prawdziwe. Relatywizm poznawczy oraz stwierdzanie prawdy na zasadzie kolegialnej większości głosów.

    Ps. Żeby nie było, lubię te dywagacje z Panem.
    Pamiętacie ?

  19. Marucha said

    Re 18:
    Właśnie założeniem jest, że obecny trend w rozrodczości Polaków utrzyma się w przyszłości. Nie wiem zatem, o co chodzi w tej analizie. Założenia mogą być zupełnie błędne, lub mniej czy bardziej prawdopodobne, ale o tym z reguły dowiadujemy się później. Po weryfikacji.

    Hipoteza to w pewnym sensie „kwalifikowane zgadywanie”. Stawia się ją po to, aby obalić albo (na razie) potwierdzić.

    Potem zdziwieni odkrywają, że wyniesienie teleskopu Hubbla zburzyło wiele teorii uznanych dotąd za prawdziwe. Nie postarali się żeby były prawdziwe a staraja się tylko, żeby były uznane za prawdziwe.

    Nie wiem, co w tym niezwykłego, że dane doświadczalne mogą obalić, albo zachwiać hipotezą.
    Oczywiście nie mówię o pseudonaukowcach, którzy tak się przywiązują do swoich teorii, że gotowi fałszować dane, aby je potwierdzić. Ale z artykułu nie wynika, aby coś takiego miało miejsce w tym przypadku.
    Zaskoczenie faktem, że wyglądająca na prawdopodobną hipoteza zostaje zachwiana, to rzecz całkiem normalna.

    I na koniec – nie oceniajmy naukowców na podstawie artykułów do prasy, pisanych przez z reguły niekompetentnych dziennikarzy, przekręcających lub wypaczających to, co usłyszeli.

  20. Pinio said

    Utrata flogistonu…. A utlenianie/spalanie to oddawanie elektronów…Czyli flogistpn to elektrony!

  21. Eliza said

    No cóż, Pan Marucha chodzi po tych samych stronach co ja. Fajnie.

  22. queseek said

    Polecam:
    http://vimeo.com/mariuszszczytynski

    Z wielu teorii się wyśmiewano i z tej na pewno też wielu wyśmiewać się będzie. Ale trzeba w końcu z cała stanowczością powiedzieć, że: paręset lat temu obecny model wszechświata powstał w głowach astronomów, a bazuje tylko i wyłącznie na obserwacjach z Ziemi oraz obliczeniach matematycznych, które są tylko modelem matematycznym, czyli są relatywne i nie muszą wcale pokrywać się z rzeczywistością!
    Model matematyczny jest tylko modelem, którego nie można w żadnym przypadku przyjąć za rzeczywistość! Niestety wielu naukowców podchodzi do tego zagadnienia bardzo powierzchownie i nieodpowiedzialnie. W badaniach swych otrzymują pewne wyniki, a niedokładności swych badań często nie potrafią sami wyjaśnić i aby uwierzytelnić je, wprowadzają tzw. błąd pomiarowy. Moim skromnym zdaniem, to nie jest żaden błąd pomiarowy, to jest świadome wypaczanie nauki i wprowadzanie ludzi w błąd i to często na długie, długie lata!
    Wewnętrzny model wszechświata jest sam w sobie jedną wielką harmonią wszelkich procesów występujących w naturze, niepotrzebującym żadnych modeli matematycznych, aby móc jego budowę i powstanie zrozumieć. Ale najzabawniejszy w tym wszystkim jest fakt, że świat nasz zbudowany jest tak, że prawa fizyki obowiązują w obydwu przypadkach jednakowo, co niestety czyni model matematyczny Kopernika za podstawę wszelkich nauk o budowie wszechświata, gdyż on był pierwszy. Wszystkie niedociągnięcia i niedokładności modelu heliocentrycznego są sprytnie tuszowane teoriami uzupełniającymi, a resztę się po prostu przemilcza.
    W przypadku wewnętrznego kosmosu odwraca się wszystko i zamyka w kuli, gdzie proporcje są odpowiednio mniejsze(realne), a w drugim przechodzą do dymensji tak niewyobrażalnych, że owe mierzone są w miliardach lat świetlnych. Dawno zaobserwowany i potwierdzony przez naukę fakt, że czym bardziej oddalamy się od Ziemi tym prędkość statków kosmicznych maleje, nauka ta nie jest w stanie tego fenomenu jasno wyjaśnić. Prędkości światła w kosmosie do tej pory nikt nie potrafił, lub nie chciał zmierzyć, co wiele rzeczy by w końcu wyjaśniło.
    Największym błędem popełnianym przez naukę jest przekonanie, że prędkość fali elektromagnetycznej w próżni i wynikająca z tego stała fizyczna wynosi c=299792458 m/s. Zagłębianie się w istotę teorii względności nie rozwiązuje tej kwestii, wprost gmatwa sprawę i oddala od zasadniczego tematu.
    By nie być źle zrozumianym dodam, że dzisiejsza nauka nie odrzuca tej możliwości.
    Ewentualna zmienność prędkości światła może mieć niebagatelne znaczenie kosmologiczne, świadczyć może o takiej lub innej topologii Wszechświata, o takim lub innym kierunku jego rozwoju. Może mieć tez kluczowe znaczenie filozoficzne.
    Takie sławy jak Isaac Newton i Leonhard Euler przez całe swe życie preferowali teorie pustej ziemi. Pomiary wykonane już ponad 100 lat temu całkowicie potwierdzają tą teorie, lecz nauka nie przyjmuje tych faktów do wiadomości, a wręcz nie dopuszcza takiej myśli do siebie. A wystarczyło by zbudować odpowiednio mocny teleskop z filtrami podczerwieni, aby móc zobaczyć z Polski np. Londyn lub Moskwę, i to stojąc na ziemi, a nie na szczycie najwyższej wieży lub góry! Ale ten fakt był by z pewnością tylko kolejnym wyzwaniem dla naukowców, którzy za wszelką cenę starali by się udowodnić, że to jest kolejny fenomen spowodowany odzwierciedleniem atmosfery, aby bronić swojej religii zwanej nauką i jej przykazań.
    No ale jak nauka wytłumaczy np fenomen z samolotami? Dlaczego gdy one lecą na wysokości 7-u km, z tej wysokości widoczność z samolotu nie powinna przekraczać 296 km, a testy, przy pomocy kamer na podczerwieni, wykazały, że widoczność wynosi 532,9 km, pomimo, że kąt widzenia z tej wysokości absolutnie uniemożliwia widzenie tak wielkich połaci lądu! Kąt widzenia z tej wysokości jest prawie dwukrotnie większy od tej co wykażą nam obliczenia matematyczne i mówi logika. Chyba nikt nie powie, że podczas pomiarów to właśnie Fata Morgana odzwierciedla 237 km lądu!? Każdy kto kiedyś bawił się w obliczanie kuli, oraz zajmował się trochę optyką, potrafi to bez problemu wyliczyć. I ten oto fakt jest jednym z dowodów na to, ze żyjemy w środku kuli ziemskiej, gdyż taką widoczność ma się z tej wysokości, ale tylko w środku kuli. Ktoś podpowiadał mi, że w przypadku wewnętrznego kosmosu i z tej wysokości widoczność powinna być siedmiokrotnie większa, lecz tak nie jest, gdyż ma to związek z eliptycznym przebiegiem promieni światła.
    Już samo tłumaczenie zjawiska Fata-Morgany powinno dać wielu ludziom powód do zastanowienia się nad jej sensem i logiką. A to niby raz ona pokazuje się do góry nogami, ale tylko na małych odległościach, a to drugi znowu realnie i to często na długościach do paruset kilometrów, trwając często paręnaście godzin. Niektóre obserwacje wskazują, iż w Strasburgu widziano port w Konstantynopolu(Stambule) z tak niesamowitą dokładnością detali, jakby było to odbiciem lustrzanym domu sąsiada. Jak to może być możliwe, aby z takiej odległości, wynoszącej do 1.866 km, następował fenomen Fata Morgany, gdzie nauka mówi nam, że jeżeli światło pada na nieprzezroczystą płaszczyznę to jego część jest pochłaniana. Stosunek strumienia odbitego do padającego nazywamy współczynnikiem odbicia. Jeżeli jakaś powierzchnia, na którą pada 100 lm odbija 70 lm to współczynnik odbicia wynosi 0,7 lub wyrażony w procentach 70 proc. Pozostałe 0,3 lub 30 proc. zostało pochłonięte. Coś tu za dużo tych fenomenów podważających podstawowe prawa optyki i innych nauk!

    Całość pod adresem:
    http://www.kosmos.pl/aktualnosci/wewnetrzny-kosmos/

  23. Boydar said

    Chętnie bym przywalił z grubej rury niektórym komentującym, najmniej Panu Gajowemu. I tak reprezentuje heroiczność cnót adminowych porównywalnych jedynie z powściągliwością i uczciwością Szwagra. To jednak rodzinne i wrodzone (co ? szwagier nie rodzina ?) i żadna w tym Jego zasługa, Pana Gajowego znaczy się.

    Największe pretensje mam do Pana Zbigniewa. Jeśli jest fizykiem, jak wielokrotnie dawał do zrozumienia, to albo jest fizykiem pro forma albo wyłącznie fizycznym, do pilnowania prawdziwych fizyków. Sorry Winnetou. Zapytam tylko raz; jakie prawo fizyki kieruje jądrem atomu wyznaczając okres połowicznego rozpadu próbki ? Nie musi Pan zaglądać do wikipedii, tam nie jest napisane.

    Swego czasu, po „sukcesach” Freuda uznano że polityce squrwiania narodów należy nadać bardziej naukowy charakter. Wybór był niewielki, gdyż kandydat na guru musiał reprezentować sobą nawet nie dwie ale kilka niedziel w kupie. Padło na Reicha. Z początku szło bardzo dobrze. Orgazm stał się tematem dnia w Ameryce i „cywilizowanej” części Europy. Coś jednak poszło nie tak. Być może sito selekcji było w tym miejscu wystrzępione. Reich zamiast drążyć i podbudowywać naukowo zadany temat, zajął się czymś zupełnie innym. Zauważył między innymi, że prowokując w warunkach laboratoryjnych określone procesy, jest w stanie WPŁYWAĆ na tempo rozpadu nuklidów. Zauważył też jeszcze parę innych zależności i efektów. Miał facet pecha, przekroczył kompetencje w kierunku zastrzeżonym dla Albercika. Skończyło się tak, jak się skończyć musiało. Zgnił w więzieniu na czternaście dni przed wypuszczeniem.

    A teraz furtka dla tych, którzy najchętniej widzieli by mnie w Abramowicach czy innych Tworkach. Pan Bóg stwarzając świat pozostawił sobie narzędzia korekcji losów tegoż, gdyby jakimś „cudem” Szatan utracił resztkę rozumu i próbował się za bardzo stawiać. Dwa z nich, to czas i losowy rozkład prawdopodobieństwa. Znając boskie upodobanie do stabilności, jest oczywiście i trzeci. Ale to już zupełnie inna bajka 🙂

  24. Marucha said

    Re 23:
    No dobrze, ale co Pan chce udowodnić?
    Że w nauce zdarzają się pomyłki? Albo że początkowe teorie są ulepszane i poprawiane?
    Czy że nawet naukowcy uciekają się do oszustw, aby wyszło na to, że mają rację?
    Albo że politycy usiłują mieszać w nauce?
    Rzeczy te są znane od „zawsze”.

  25. Boydar said

    Nooo tak, głównie zaś to, że „początkowe teorie są ulepszane i poprawiane”.
    Taka na przykład „teoria geocentryczna”. A tak im już dobrze to poprawianie szło, tylko te ekwanty, dyferenty, pełna niesubordynacja …
    A co do „pomyłek”, to „każdy się przecież może pomylić, powiedział jeż schodząc ze szczotki”.]

    Dobra, złośliwy jestem niepotrzebnie. Widać tak było trzeba, nie mnie sądzić.

  26. Marucha said

    Re 25:
    Nie wiem, o czym Pan pisze…
    Teorie są poprawiane albo obalane.
    Teoria geocentryczna nie była fałszywa. To kwestia doboru początku układu współrzędnych. Obliczenia dokonywane z nią w zgodzie dobrze służyły przez wieki żeglarzom.

    Zasługą Kopernika było to, że wybranie Słońca jako początku układu współrzędnych uprościło te obliczenia.

    Ale rozumiem, że Pan się nigdy nie myli.

  27. Boydar said

    Mylę się, Panie Gajowy, mylę się nieustannie. Całe moje życie to jedna wielka pomyłka.

    Ja wiem, czym jest względność ruchu, jeśli już kontynuować wątek geocentrycyzmu. Gdyby ówcześni dysponowali obecnym aparatem obliczeniowym, nie było by problemu z dokładnością. Nie wiem jak poradzili by sobie z Wenus i Marsem, bo te akurat najlepiej żeby w ogóle nie istniały, ale niech tam. Dzisiejsze realia wskazują wręcz na korzyści stosowania geocentryzmu, pod warunkiem jednak ograniczenia obszaru przestrzeni do których ma to zastosowanie. Powody dla których promowano geocentryzm nie były bowiem naukowe, były wyłącznie polityczne, lub jak kto woli, ideologiczne. I o to mię się wyłącznie rozchodzi. Przyczyny dla których promowano AE były i są dokładnie z tego samego katalogu. Ja Einstaina nie oceniam; ani go nie znałem, ani z nim nie rozmawiałem (hi!). Mogę ocenić skutki ideologii pod którą widnieje jego podpis. Z doświadczenia zaś wiem, że i podpisy bywają sfałszowane. Pański nieodmienny argument, że „dzięki” mamy to i to i tamto i to wszystko działa, nie przechodzi testu. Jaskiniowiec rozpalał ogień nie mając pojęcia o tlenie. Przygniatająca większość epokowych w skali ludzkości wynalazków wynikała z intuicji i doświadczenia. Rozumiem, że osiągnięcia techniki muszą bazować na jakiejś teorii rozwijanej w technologie. Idea jest motorem. A jednak motory (silniki) zbudowane z solidnych materiałów i z głębszą znajomością rzeczy, mniej palą, mniej kopcą i mają lepszego kopa. Uważam zdecydowanie, że obecne, mają kopcić, dużo palić i być relatywnie słabiutkie. Bo to jest biznes. Biznesem jest również, a być może powodem zasadniczym, ujawnienie praw fizyki zmieniających układ sił na świecie i możliwość permanentnego zniewolenia człowieka. Nie samym silnikiem człowiek żyje. Osiągnięcia o których Pan wspomina, to ochłapy rzucone psom na pożarcie żeby nie zdechły, a z głodu nie pogryzły nadzorcy. Wszystko co genialne, jest relatywnie proste. Teoria względności, nie jest ani prosta ani kompletna. I nigdy nie będzie. A realny wszechświat działa tak, jak go kiedyś stworzono. I ma gdzieś, czy komuś się uda opisać jego zależności w sposób prawidłowy.
    Kiedyś popełniłem w Gajówce taką myśl; po wszystkim trzeba policzyć trupy, trupy nie kłamią. Droga Einstaina i jego zwolenników, usłana jest zwłokami tych, którzy odważali się mówić nie. Coś w tym jest.

  28. Marucha said

    Re 27:
    Powody dla których promowano geocentryzm nie były bowiem naukowe, były wyłącznie polityczne, lub jak kto woli, ideologiczne.

    To ciekawe… teoria geocentryczna Ptolemeusza miała by być opracowana z powodów politycznych czy ideologicznych?
    A jakież to powody kierowały owym czcigodnym Grekiem?
    Bo mnie się wydaje, że dla starożytnych wyjście z założenia, iż Ziemia jest centrum Wszechświata, było czymś naturalnym i oczywistym i nie kryła się za tym żadna polityka.

    Pański nieodmienny argument, że „dzięki” mamy to i to i tamto i to wszystko działa, nie przechodzi testu. Jaskiniowiec rozpalał ogień nie mając pojęcia o tlenie. Przygniatająca większość epokowych w skali ludzkości wynalazków wynikała z intuicji i doświadczenia.

    Pan daruje, ale nikt nie zbuduje komputera, rakiety czy lasera na podstawie „intuicji i doświadczenia”. Za budową takich i wielu innych urządzeń stoi ogromna, akumulowana przez pokolenia, wiedza.

  29. Zbigniew said

    Alez teoria geocentryczna byla powaznie traktowana na dlugo po Koperniku. I nie dziwi mnie to.

    Przepraszam, chyba mi klawiatura rozwalila sie, albo Windows XP zamiast tymczasowo Linuxa. Trudno pisac.

  30. Marucha said

    Ad 28:
    Warto dopisać, że pewne zagadnienia wygodniej jest rozważać w układzie geocentrycznym, np. ruch satelitów Ziemi. Także w astronawigacji.

  31. Marucha said

    Re 29:
    … i do tej pory nie wyszła całkiem z użycia, vide #30.

  32. Boydar said

    Ależ mnie Pan Gajowy czyści. A ja tylko chciałem zahaczyć o Poissona i jego rozkład.

    W czasach Ptolemeusza nikt nie promował na siłę geocentryzmu. Po pierwsze nie było szczególnej alternatywy, a po drugie, gdyby nawet była, z geocentryzmem na mostku żeglowało się bardzo dobrze. Można się było pomylić najwyżej o jedno biurko. Nic też nie stało i nie stoi nadal na przeszkodzie, aby Ziemię uznawać za centrum wszechświata. Nawet ja tak uważam, że o Panu Bogu nie wspomnę. „Centrum” jest przecież pojęciem wieloznacznym, takie serce, że o mózgu nie wspomnę, wcale nie jest zlokalizowane centrycznie 🙂
    Co do wymienionych przez Pana przykładów – „… komputera, rakiety czy lasera …”, wyłącznie laser jest autentycznym wynalazkiem opartym wyłącznie na wdrożeniu teorii. Komputery i rakiety budowano znacznie wcześniej. Nie były tak doskonałe jak dzisiejsze, ale na ówczesne potrzeby wystarczały. Z biegiem czasu jakość i funkcjonalność z pewnością by się poprawiła. Komputery ponadto, nie są odkryciem fizyków, tylko implementacją prac geniuszy matematycznych. Z mniejszą (hi!) prędkością działały by na piłeczkach pingpongowych. Kiedyś przeprowadzono eksperyment i jako elementy logiczne oraz komórki pamięci użyto żywych ludzi. Oczywiście zadziałało i na pewno Pan to dobrze pamięta.
    W zestawie warunków niezbędnych dla dokonania wynalazku faktycznie nie ująłem „akumulowanej przez pokolenia wiedzy”. Czymżesz jest wobec tego wzmiankowane przeze mnie „doświadczenie”. Ale, niech będzie, punkt dla Pana.

  33. Boydar said

    Zaczynam powtarzać te same wyrazy w tekście, niedobrze. Muszę coś na ruszt wrzucić. Przez ten czas możecie mi tyłek zgrabnie przefastrygować. Tyle, że ja tu jeszcze wrócę 🙂

  34. Boydar said

    Wróciłem, ale widzę że już pozamiatane. Przeczytałem sobie jeszcze raz wszystkie komentarze, w tym oczywiście powieść Pana Queseeka. Potwierdza się stara prawda, że w każdej bajce tkwi ziarno prawdy. Świadomie czy nie, potrącił Pan Queseek zagadnienie prędkości światła jako wartości stałej. Otóż czytałem kiedyś dwa artykuły w języku niepolskim, jednoznacznie wskazujące na obserwowalny i powtarzalny doświadczalnie fakt zmniejszania się tej „stałej”. I to w interwale czasowym rzędu lat nastu. Próbowano zrzucić winę na błąd pomiaru, ale ów błąd złośliwie się pogłębia. I to bez względu na użytą metodę pomiaru czy proweniencję eksperymentatorów. Na wszelki wypadek zamieciono sprawę dyskretnie pod dywan i na razie jest spokój. Zegarki na satelitach GPS i tak trzeba regulować; pikosekunda w tą czy w tamtą nie jest przecież problemem. Kto by wnikał w takie niuanse. Działa ? Działa ! Jak do tej pory tylko ruscy akademicy próbują coś sensownie pisać na ten temat; ale Ruscy jak to Ruscy, wynaleźli wyłącznie samowar i walonki. Kto by tam ich słuchał, chyba tylko Putin. Nawet ostatnio coś wspominał na ten temat w stylu „nu Zajac, pagad’i”. Da Wołodia, kak my pożiwiom, uwidim.

  35. Forged said

    @15 Listwa napisał: „jednocześnie wzrasta prędkość, droga i wydłuża się czas. Nie wyjaśnili dotąd zwolennicy tej teorii jak obliczają prędkość obiektu.”

    Nie jestem naukowcem a i z matematyką zawsze byłem na bakier, ale od jakiegoś czasu nurtuje mnie coś takiego:

    Załóżmy, że w przestrzeni kosmicznej leci statek kosmiczny z połową prędkości światła, czyli 150 tys. km/h.
    Ten statek ma z przodu reflektor emitujący światło widzialne, które jak wiemy w próżni porusza się 300tys. km/h.
    I teraz: z jaką prędkością oddala się to światło z reflektora znajdującego się na tym statku (pamiętamy leci on z połową prędkości światła) od tegoż statku.
    I jaką prędkość ma to światło dla nieporuszającego się „obserwatora” widzącego ten układ z boku?

    Mam nadzieję, że wyraziłem się w zrozumiały sposób.

  36. Forged said

    Zrobiłem błąd w powyższym wpisie. Oczywiście właściwe jednostki, to: odpowiednio 150tys. km/s i 300tys. km/s.

  37. Zbigniew said

    @35,36

    Dla obserwatora na statku kosmicznym światło oddala się od statku z prędkością 300 tys km/s.

    Dla „nieruchomego” obserwatora światło również porusza się z prędkością 300 tys km/s. Tylko długość fali tego światła widziana oczyma „nieruchomego” będzie inna (efekt Dopplera, występujący też w klasycznej fizyce).

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: