Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Umrzeć w czułości

Posted by Marucha w dniu 2014-08-23 (Sobota)

Idealna śmierć byłaby wtedy, gdyby była szybka, bezbolesna, a nawet gdyby wcześniej wcale się nie zorientować, że nadchodzi.

W ten sposób można by uniknąć zbędnych cierpień przed śmiercią.

Łagodna i spokojna śmierć – takie podejście, dla nas ewidentne, wcale takim nie było dla naszych przodków.

Łaska dobrej śmierci

Odkryłem niedawno słynny „Taniec śmierci” Hansa Holbeina, renesansowego niemieckiego malarza.

To seria drzeworytów, tak małych, że potrzeba wielkiej lupy, aby zobaczyć wszystkie szczegóły. Ryciny te przedstawiają postacie reprezentujące różne klasy społeczne. Od najskromniejszej żebraczki poprzez cesarza i cesarzową, królów i królowe, damy i rycerzy, mieszczan i rzemieślników, służące, młodzież, wieśniaków i wieśniaczki, niemowlęta i starców, aż po papieża. Każda z tych postaci daje się pochwycić przez odrażającego, powykrzywianego i uzbrojonego w kosę kościotrupa, reprezentującego śmierć. Nikt nie był pewny, kiedy nadejdzie…

Dla naszych przodków był to najbardziej przerażający aspekt śmierci – że może przyjść do człowieka z zaskoczenia, w każdej chwili, nie dając czasu na przygotowanie się.

Dlatego istniały modlitwy, dziś zapomniane już nawet przez wielu praktykujących chrześcijan, o otrzymanie łaski dobrej śmierci, czyli śmierci, do której będzie czas się przygotować: duchowo i fizycznie.

W tamtych czasach nie dało się nie wiedzieć, że śmierć istnieje i czeka każdego. Często w rodzinach umierały małe dzieci. Wypadki, choroby, epidemie i wojny sprawiały, że śmierć była wszechobecna. Gdy człowiek zmarł, odbywały się czuwania, obrzędy, procesje – to wszystko czyniło śmierć jeszcze bardziej widoczną.

Kto zaś żył na wsi, nieustannie stykał się ze śmiercią, choćby w związku z zabijaniem zwierząt. A dziś? Kto spośród nas zabił świnię lub poderżnął gardło jagnięciu własnymi rękami? Czy choćby ubił kurczaka lub królika? Kiedyś takie zwyczaje znały dzieci od najmłodszych lat. To mocno oswajało ze śmiercią.

Dlatego ludzi średniowiecza przerażeniem wypełniała nie śmierć sama w sobie, ale to, że można było umrzeć bez przygotowania.

Po co przygotowywać się do śmierci?

Kiedyś ludzie chcieli przede wszystkim umrzeć ze spokojnym, czystym sumieniem. Dlatego ważne było dla nich to, aby mieć czas na uzyskanie przebaczenia za wszystkie popełnione grzechy. Również za te winy, które nie mogły być przebaczone przez bliźniego lub nie dało się ich naprawić za życia, a które mógł odpuścić tylko Bóg. Stąd potrzebny był czas na modlitwy o przebaczenie.

Celem było oczywiście przygotowanie się do raju – wejścia w zaświaty. Jednak istniało przekonanie, że przed śmiercią swoje sprawy należy pozostawić uporządkowane. W przeciwnym wypadku mogłoby to spowodować tragiczne konsekwencje dla osób, które pozostawały na ziemi. Dlatego mężczyzna kończył dach swojego domu, kopanie studni czy zasiewy nawet w ostatnich dniach życia. Bał się zostawić bez dokończenia takie sprawy, które były niezbędne do przeżycia jego rodziny. Z kolei artysta czy uczony, który całe swe życie poświęcił na gromadzenie wiedzy, obawiał się pozostawić nieukończone dzieła, gdyż wtedy byłyby bezpowrotnie utracone, nieprzekazane przyszłym pokoleniom.

Chodziło o odpowiedzialność wobec świata, który się opuszczało. Postawa typu: „po mnie choćby potop”, czyli umrzeć, nie martwiąc się o to, co potem nastąpi, była oceniania bardzo negatywnie. Przecież w ciągu swego życia bierzemy na siebie odpowiedzialność, dając życie swoim dzieciom, angażując się w różne projekty, współpracując z różnymi ludzi. Ci ludzie, te dzieci będą nadal istnieć po naszej śmierci, dlatego nie można ich wystawiać na zagrożenie.

Dawniej niewiele ludzi chciało, tak jak obecnie, wydać wszystkie swoje pieniądze przed śmiercią i użyć życia. Przeciwnie, pracowano i oszczędzano przez całe życie, aby zostawić po sobie lepszy świat. Dlatego starcy zostawiali swoje gospodarstwo w spadku następcom, aby młodzi kontynuowali jego rozwój i potem przekazali swoim dzieciom. Dlatego, jeśli nie było spadkobierców, ludzie przekazywali swój dorobek na zbożny cel, aby zbudować hospicjum, dom dziecka, szkołę, klasztor czy choćby stworzyć piękny witraż w kościele. To był wzór do naśladowania dla przyszłych pokoleń.

Takie działania wymagały czasu i refleksji. Lepiej więc było, aby śmierć nie zaskakiwała bez ostrzeżenia.

W ten sposób patrząc, kwestia cierpienia przed śmiercią wydawała się poboczna. Przeciwnie, jeśli zdążyło się wszystko zrobić: przeprosić, podziękować i pożegnać z ukochanymi osobami, człowiek był zadowolony, jeśli zyskał jeszcze chwile dodatkowego życia mimo cierpienia.

Jak bardzo my dziś różnimy się od tych, co żyli kiedyś?

Czy naprawdę chcesz umrzeć nagle?

Ten, kto stracił nagle bliską osobę, nie mając czasu, aby ją przeprosić, podziękować i pożegnać, dobrze wie, że żałoba jest trudniejsza, dłuższa i bardziej bolesna. Wciąż powracają wyrzuty sumienia, że nie było czasu powiedzieć ważnych słów.

Aktualny sukces ubezpieczeń na życie pokazuje, że większość ludzi z rodziną na utrzymaniu obawia się, że w razie nagłej śmierci, ich dzieci, małżonkowie czy rodzice pozostaną bez środków do życia.

Wiele młodych rodzin, w których oboje rodzice pracują, absolutnie potrzebują obecności co najmniej jednego z dziadków. Dlatego nagła śmierć babci lub dziadka mogłaby mieć poważne skutki dla wychowania ich dzieci.

Rzadko mówi się o tym w wiadomościach, ale dla wielu pracowników dramatem byłoby, gdyby z dnia na dzień odszedł szef firmy, w której pracują. Niewiele firm utrzymuje się po śmierci właściciela, zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw, sklepów, firm rzemieślniczych. Ich klienci zostają pozbawieni świadczeń, na które liczyli, a pracownicy stają się bezrobotni.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, tragedią dla pracodawcy może być stracenie z dnia na dzień pracownika posiadającego kluczową wiedzę, której nie zdążył nikomu przekazać.

Jeśli zastanowimy się chwilę, dostrzeżemy więc, że, mówiąc, aby śmierć zastała nas pewnego dnia we własnym łóżku, zapominamy doprecyzować, że oczywiście chodzi nam o śmierć dopiero wtedy, gdy już dokończymy wszystkie zadania. A także, aby w miarę możliwości, poprzedził ją ostatni wieczór wśród ukochanych osób, w czułości, by nie zostawić za sobą nierozwiązanych poważnych sporów czy nieporozumień.

Medycyna skuteczna na cierpienie fizyczne

Jeśli zostały Ci ważne rzeczy do zrobienia lub do powiedzenia przed śmiercią, wolisz zapewne, aby Twoje życie jeszcze trochę trwało. Tym bardziej, że współczesna medycyna daje obecnie bardzo skuteczne środki, które uśmierzają ból, a jednocześnie nie zabijają.

W najgorszych przypadkach, na przykład przy fatalnych poparzeniach, pacjenta wprowadza się w śpiączkę farmakologiczną z nadzieją, że uda się wybudzić przed śmiercią, aby mógł pożegnać bliskich. W mniej tragicznych przypadkach, np. w czasie bolesnego i wywołującego strach leczenia chemioterapią, stosuje się morfinę, a w niektórych najnowocześniejszych szpitalach (jak John Hopkins Hospital) nawet psylocybinę z grzybów halucynogennych, wprowadzającą w stan spokoju i pogodności, z jednoczesnym zachowaniem świadomości i bez uzależnienia.

Jesteśmy o krok od wygrania walki z bólem. A skoro mimo to prośby o eutanazję są coraz częstsze, ewidentnie chodzi o inny problem, dużo głębszy i dużo poważniejszy niż ból.

Tym problemem jest prowadzenie życia, które przestało mieć sens.

Życie bez sensu

Współczesne życie sprawia, że coraz częściej człowiek dociera do kresu życia, utraciwszy wcześniej jakikolwiek powód do życia.

Nie ma już pragnień, nadziei, przekonań ani wiary. Nikomu już na Tobie nie zależy, nikt Cię nie potrzebuje. Nie masz już nic ważnego do zakończenia, żadnej wiadomości do przekazania, już nic do zrobienia. Czyli tak naprawdę – żadnego powodu, aby dalej żyć.

Życie samo w sobie wydaje się bez sensu, jakkolwiek by było wygodne i bez bólu. A jeśli jesteś ciężarem dla innych i cierpisz od lat, bez nadziei na poprawę, po co żyć kolejną chwilę dłużej?

Jeśli chodzi o życie po śmierci, to albo nie ma nic, czyli nie ma się czego bać, albo coś jest, a wtedy tym bardziej chce się tam dostać jak najszybciej. Tam przecież będzie lepiej niż tutaj…

Biorąc to wszystko pod uwagę, nie dziwi, że wszędzie się mówi o eutanazji. Skoro nie warto już żyć, to poprośmy lekarzy, aby pozwolili nam umrzeć natychmiastowo i bezboleśnie.

Zwiększają Ci wtedy dawki morfiny, już nie po to, aby uśmierzyć ból, ale po to, by spowodować śmierć… Skoro według Ciebie lub Twoich bliskich nie warto już żyć….

Jak najszybciej odnaleźć sens życia?

To ten problem trzeba jak najszybciej rozwiązać. Co powinienem zrobić już dziś, nie po to, aby uniknąć fizycznego bólu, skoro wiadomo, że można go uśmierzyć, ale, aby uniknąć strasznego cierpienia psychicznego, gdy ma się wrażenie, że życie jest przegrane i że się umiera w poczuciu braku sensu, braku ciepła i czułości?

Prawdę mówiąc jest na to tylko jeden sposób. Trzeba skoncentrować się na zadaniu, które naprawdę warto osiągnąć. Trzeba odkryć i wykorzystać wszystkie swoje talenty i umiejętności, które masz po to, aby dołożyć cegiełkę do ulepszania świata. Każdy, stosownie do swojej sytuacji, może znaleźć sposoby, aby uczynić świat piękniejszym.

Gdy na Twojej twarzy pojawia się uśmiech, świat staje się piękniejszy. Gdy gotujesz potrawę, która pięknie pachnie i cieszy osoby wokół Ciebie, świat staje się piękniejszy. Gdy wyrywasz chwast, gdy przycinasz krzew, świat staje się piękniejszy. Jeśli uda Ci się wyhodować rząd zielonej sałaty, wspaniałych marchewek i pięknych apetycznych porów, świat staje się jeszcze piękniejszy. Cóż powiedzieć, jeśli dzięki pracy Twoich rąk zakwitają drzewa owocowe, wspaniałe róże i całe rzędy azalii?

A jak skomentować, gdy dajesz radość dziecku, opowiadając mu piękne historie, śpiewając piosenki czy ucząc je cudownego wiersza? Co powiedzieć, gdy, czyniąc dom schludnym i gościnnym, staje się on ostoją radości i przyjaźni wypełnioną ciepłymi emocjami między Tobą a Twoimi bliskich?

W ten sposób być może zapragniesz któregoś dnia, aby Twoja śmierć wcale nie była nagła, bez spostrzeżenia, ale wręcz przeciwnie. Aby umrzeć wolno, spokojnie, w morzu ciepła i czułości…

Zdrowia życzę!
Jean-Marc Dupuis

PS: Ryzyko, że umrzesz na chorobę związaną z Twoim stylem życia, wynikającą ze sposobu odżywiania się, palenia tytoniu lub braku aktywności fizycznej, wynosi aż 3 do 5. Tak wynika z badań Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Ale masz aż 80% szans, aby uniknąć tych chorób, podejmując proste środki zaradcze, prawdopodobnie nieznane Twojemu lekarzowi. Teraz możesz je poznać, oglądając to wideo.

Włącz dźwięk na swoim komputerze, siądź wygodnie i wejdź na tę stronę. Gwarantuję, że dowiesz się o rzeczach naprawdę ważnych dla Twojego zdrowia.

**********************

Jeśli myślisz, że te informacje mogą zainteresować kogoś znajomego, śmiało mu je prześlij. A jeśli jeszcze nie jesteś prenumeratorem Poczty Zdrowia, a również chciałbyś otrzymywać ten newsletter bezpłatnie, możesz podać swój adres e-mail tutaj.

A jeśli masz konto na Facebooku, polub facebookową stronę Poczty Zdrowia. Znajdziesz tu codziennie ciekawe artykuły, zyskasz możliwość dzielenia się swoimi komentarzami i wymiany poglądów z innymi osobami, łatwo udostępnisz też ważne informacje swoim znajomym… Wejdź na: www.facebook.com/PocztaZdrowia

**********************

Już od 12 lat nasi Czytelnicy są świadomi prawdziwego zagrożenia dla zdrowia, które wiąże się ze stosowaniem pigułek antykoncepcyjnych. Od 5 lat wiedzą o niebezpieczeństwie wynikającym z przyjmowania leków obniżających cholesterol (statym) oraz o szkodliwym oddziaływaniu adjuwantów znajdujących się w szczepionkach. Znają też naturalne alternatywy dla powszechnie stosowanych leków, których skuteczność jest dowiedziona naukowo.

Poznaj i Ty nowe czasopismo o naturalnych metodach ochrony zdrowia, które służy Czytelnikom w Europie już od kilkunastu lat. W 100% niezależne od jakichkolwiek nacisków lub wpływów, w pełni wiarygodne.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

http://www.pocztazdrowia.pl

Jedna odpowiedź do “Umrzeć w czułości”

  1. marta15 said

Sorry, the comment form is closed at this time.