Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Listwa o Upadek cywilizacyjny Polski
    Yagiel o Wolne tematy (10 – …
    lewarek.pl o Szymowski prześwietla premiera
    Enya o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Enya o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Enya o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    marcinxw o Wolne tematy (10 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (10 – …
    Boydar o Wolne tematy (10 – …
    Bezpartyjna o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Boydar o Wolne tematy (10 – …
    Enya o Wolne tematy (10 – …
    Listwa o Wolne tematy (10 – …
    Yagiel o Wolne tematy (10 – …
    Liwiusz o Dlaczego kobiety w średnim wie…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Zamek Krzyżtopór – sarmacka legenda

Posted by Marucha w dniu 2014-08-26 (Wtorek)

Zamek wyłania się nagle zza horyzontu i rośnie w oczach niczym dekoracja na scenie barokowego teatru. W miarę przybliżania się doń, coraz bardziej dominuje nad lekko pofalowanym, podsandomierskim krajobrazem. Jego białe bastiony, z wychylającymi się zza nich resztkami wież i pałacowych skrzydeł ziejących czarnymi oczodołami okien, dopiero po zbliżeniu objawiają kunsztowność swych kształtów i materii.

Choć to bowiem ruina, wciąż jednak nosi na sobie ślady świetności; widać resztki profilowanych obramień, polichromii, napisów… A nade wszystko zdumiewa ogrom samego założenia.

Dla człowieka dzisiejszych czasów, przyzwyczajonego do wieżowców, supermarketów i przydrożnych hurtowni, zamek może nie wydawać się duży. Ale i tak robi wrażenie. Jakie zaś musiał wywierać niegdyś? Kiedy był największym zamkiem Rzeczypospolitej i jednym ze świetniejszych w Europie? Takie, że ksiądz Jan Cynerski Rachtamowicz napisał o nim w roku 1642, iż pozostanie na wieczną pamiątkę jako dzieło godne oglądania, wielkim sumptem i nakładem zbudowane. Jak piramidy…

Wizyta

Zacznijmy wszakże od opisu. W zasadzie tylko po części mamy tu do czynienia z zamkiem – to raczej obszerny pałac ciasno wpasowany w potężne fortyfikacje, wedle włoskiej mody: palazzo in fortezza. Pięcioboczny narys wałów i narożnych bastionów, otoczonych fosą i wyposażonych w system wewnętrznych korytarzy tudzież armatnie stanowiska, wyglądał bardzo groźnie. Mimo to zamek nie był stworzony do długotrwałej obrony. To znaczy: owszem, można go było skutecznie i długo bronić, ale tylko poświęcając wszystkie pyszne wnętrza, skazane w takim przypadku na zniszczenie. Nie obronność bowiem, ale piękno założenia zdecydowało o kształcie budowli.

Wysokie mury mieszkalnych skrzydeł, w tym sześć wielkich, lecz wcale nie obronnych wież, doskonale widać ponad bastionami: dobry to musiał być cel dla artylerii przeciwnika. Tu pewno tkwił jeden z powodów, dla których podczas „potopu” załoga Krzyżtoporu oddała go Szwedom bez walki, żeby nie zniszczał; za konfederacji barskiej zaś, wskutek prób obrony, zamek szybko strawiony został przez pożar.

Przejdźmy pod główną bramę, otwartą w osobnej, na osi budowli ustawionej wieży, mieszczącej niegdyś wielki zegar; pierwotnie wiódł ku niej zwodzony most. Kiedy ją miniemy, ukaże się nam wewnętrzna fasada głównego zamkowego korpusu – wychodząca na pierwszy, trapezoidalny w planie, szeroki dziedziniec. To najprzestronniejsze z „wnętrz” zamkowych. Elewacja, którą przed sobą widzimy, przypomina jakby potężny łuk triumfalny: pośrodku niej widnieje wąskie przejście, prowadzące dalej na kolejny, mniejszy, ale nie mniej monumentalny dziedziniec wewnętrzny o eliptycznym planie, otoczony krużgankami. Ściany owego „łuku triumfalnego” i dziedzińca wypełniają dwie kondygnacje wnęk, niegdyś przyozdobione serią malowanych portretów, do których za chwilę powrócimy.

Poza tym są tu jeszcze dwa inne dziedzińce, mniej reprezentacyjne, położone pomiędzy bocznymi skrzydłami zamku a bastionami. Z upływem stuleci stropy komnat i sal zapadły się, ale jeszcze dziś da się rozpoznać za eliptycznym dziedzińcem resztki największej z sal, bodaj o podwójnej wysokości, zapewne przeznaczonej do podejmowania szczególnie ważnych person. Zaraz za nią znajduje się najobszerniejsza wieża, mieszcząca serię komnat na wielobocznym planie. Stąd wiodło specjalne wyjście poza wały, wprost do włoskich ogrodów rozpościerających się tuż za obrębem fosy.

Kształt zamku wywiedziony został bez wątpienia z włoskich wzorów, zresztą jego twórcą, przynajmniej w części, był Włoch, niejaki Lorenzo Senes. Tym niemniej nie mamy do czynienia ze sztuką włoską. To posługująca się ogólnoeuropejskimi formami sarmacka wizja architektury, stworzona na sposób swojski, nawet troszkę „rubaszny”, co nie znaczy: prosty. Za architektem stał bowiem właściciel-zleceniodawca, który zapewne obmyślił kształty swej ukochanej rezydencji we wszystkich szczegółach, a potem kazał je zaprojektować fachowcowi.

Dzieje

Zleceniodawcą tym był Krzysztof Ossoliński, wojewoda sandomierski, a zarazem człowiek pióra, poeta i smakosz literatury. Budowę zamku prowadził od lat dwudziestych XVII stulecia aż do roku 1644. Wkrótce potem zmarł; niedługo też w zaświaty przeniósł się jego brat, syn zaś zginął w roku 1649 pod Zborowem. I tak rozwiały się sny o założeniu w Krzyżtoporze głównej siedziby rodu.

Bratanica Krzysztofa wniosła piękną budowlę do rodziny męża, Kalinowskiego; już natomiast w roku 1652 przejęli zamek Denhoffowie. Podczas „potopu” został on niemiłosiernie złupiony przez Szwedów, a zaraz potem nastąpiły kolejne, szybkie zmiany właścicieli – Morsztynów, Paców, Sołtyków, Łempickich… Ale utrzymanie budowli wymagało tak ogromnych nakładów, że w końcu zamek opuszczono – i już w wieku XVIII zaczął popadać w ruinę.

Opinie

O zamku krzyżtoporskim napisano wiele. Osądy współczesnych i potomnych zestawił kilkanaście lat temu znany badacz, prof. Juliusz A. Chrościcki. Jak się okazuje, począwszy od epoki rozbiorów, Polacy postrzegali potężne ruiny dwojako. Pierwej jako gmach (…) prawdziwie wielkość starożytnych Polaków przypominający – jak ocenił „zwaliska” Krzyżtoporu biskup Adam Naruszewicz, towarzyszący królowi Stasiowi w ich zwiedzaniu.

Monarcha tak upodobał sobie zabytek, że przysłał tu potem nadwornego malarza, iżby podał napisy tegoż domu. Odtąd też oglądanie zamku stało się modne. Postrzegano go jednak nader często jako dzieło nadęte czy pomnik pychy magnackiej, która została z woli Bożej upokorzona i obrócona w proch. Obie powyższe opinie nie wykluczają się wcale. Obie jakby wprost, bez słów nasuwają się każdemu, kto tu wejdzie. Pewnie dlatego Jerzy Hoffman rozpoczął drugą część swego „Potopu” od sceny w „dymiących” ruinach krzyżtoporskich, pośród których wala się pęknięty, rzeźbiony w kamieniu (zresztą na użytek filmu wykonany) kartusz z Orłem i Pogonią, symbol upadłej wielkości, ale i zarazem upokorzonej sarmackiej pychy.

Przytoczone powyżej opinie nie wyczerpują jednak bogactwa sensów i form, jakie możemy wyczytać w Krzyżtoporze. Wielka szkoda, że nie zachowały się pisma samego Krzysztofa Ossolińskiego. Wiele by nam wyjaśniły, zawierały bowiem bez wątpienia wykład „programu” jego zamku, dziś tylko po części czytelnego przez zachowane na ścianach napisy tudzież notatki szwedzkiego kwatermistrza. Dzięki tym ostatnim wiemy na przykład, że kolejne bastiony zwano: „Wysoki Barbakan”, „Oto dla Ciebie”, „Smok”, „Szary mnich” i „Korona”.

Zamek Wiary, Rodu i Rzeczypospolitej

Wielu rzeczy można się wszelako domyślić. Imię fundatora – Krzysztof, po łacinie Christophorus – oznacza „przynoszący” czyli „wyznający” Chrystusa. Co ciekawe, syn Krzysztofa Ossolińskiego otrzymał imiona Krzysztof Baldwin – to drugie zapewne na pamiątkę królów Jerozolimy z czasów wypraw krzyżowych. Nazwa zamku została zaś wymyślona jako gra słów: połączenie „Krzyża”, „Krzysztofa” i „Topora”, czyli znaku Wiary, imienia fundatora i jego rodowego herbu („Topór”). Świadczą o tym dobitnie wyrzeźbione w marmurze Krzyż i Topór, umieszczone u głównej bramy. Powyżej owej rzeźby można było niegdyś przeczytać napis:

KRZYŻ OBRONA
KRZYŻ PODPORA
DZIATKI NASZEGO TOPORA

Zatem zamek Krzyżtopór był czymś więcej niż tylko pomnikiem magnackiej pychy. Był dziełem szlachcica i magnata, ale nadto obywatela i człowieka wierzącego. Nie na darmo chwała Ossolińskich wynikała ze służby dla Rzeczypospolitej. Nie na darmo brat Krzysztofa, Jerzy – kanclerz Królestwa – poprowadził dumne poselstwo do Rzymu, gdzie rumaki jego świty gubiły złote podkowy, niewątpliwie także ku chwale Polski. Nie na darmo ów Jerzy wystawił sobie w Warszawie pałac, zwany „Pałacem Wolności Rzeczypospolitej” – Palatium Libertatis Reipublicae Poloniae – i nie na darmo Krzysztof kazał na głównym dziedzińcu Krzyżtoporu wyrzezać ­napis:

OYCZYŹNIE
MEY POLSKIEY
WOIEWÓDZTWU SENDOMIRSKIEMU,
BRACI MEY MIŁEY
W HONOR DOMOW ICH, I PAMIĘCI
KRZYSZTOPH NA TĘCZYNIE OSSOLIŃSKI:
WOIEWODA SENDOMIRSKI
WYSTAWIŁ 1644

Płyciny na elewacjach obu dziedzińców zawierały gigantyczną galerię malowanych portretów. Były tam konne wizerunki protoplastów rodu Ossolińskich i ich krewniaków, były stojące wizerunki matron. Ale pałac był też dedykowany „wszystkim”, w zgodzie z duchem sarmackiego republikanizmu; w zgodzie z ideą Królestwa, które jest zarazem Rzeczą Pospolitą.

A jeśli już mowa o pysze, przypomnieć by należało, że owa „republikańsko-magnacka” pycha Ossolińskiego nie wyglądała wcale źle na tle europejskim. Przeciwnie. Spójrzmy na przykład na równie sławną rezydencję w Vaux-le-Vicomte, wzniesioną przez pana Fouqueta, nadintendenta finansów u boku Ludwika XIV, który to monarcha z początku tak pięknych rezydencji nie posiadał. Na każdym kroku widniał tam herb z dość bezczelną i pyszną (właśnie!) dewizą: Quo non ascendet („Czegóż nie dosięgnie?”). Do dworu Fouqueta należeli też najwybitniejsi poeci i artyści epoki… Nic dziwnego, że król, zawitawszy doń i obejrzawszy pałac – nakazał właściciela aresztować i skazać na dożywotnie więzienie (rzekomo za malwersacje); dobra skonfiskował, poetów i artystów przejął na dwór własny.

U nas zarówno pycha magnatów, jak główne idee życia publicznego wyglądały zupełnie inaczej i chyba ani czyn Fouqueta, ani czyn króla Ludwika nie byłyby możliwe. Gdy w sierpniu roku 1644 król Władysław IV, podejmowany z królewską wystawnością, zawitał do ukończonego właśnie Krzyżtoporu (również, podobnie jak Vaux-le-Vicomte, piękniejszego niż królewskie zamki) – bynajmniej nie znielubił Ossolińskich, a wręcz przeciwnie…

Mury poetyckie

Nie zadaliśmy jeszcze pytania o to, skąd przyszła Krzysztofowi do głowy tak niezwyczajna, skomplikowana forma pałacu – z podwójnym dziedzińcem, galerią malowanych postaci, bastionami? Otóż sądzę, że dumny magnat pragnął wyczarować w rzeczywistości coś, co znał tylko z literatury. Bo za młodu, podczas pobieranych nauk, z pewnością czytał, jak to Oktawian August, wzniósłszy w Rzymie swoje Forum, kazał przed nim, pod dwoma portykami, umieścić galerię posągów. Ukazywały one członków rodu Juliuszów, począwszy od legendarnego Eneasza, oraz zastęp zasłużonych Rzymian, z Romulusem na czele. Posągi zajmowały wielkie nisze umieszczone pomiędzy kolumnami, a każdemu z nich towarzyszyła zwięzła inskrypcja z imieniem i krótkim życiorysem. Od tego czasu budowle mieszczące galerie portretów pojawiały się w Europie w różnych postaciach – w Polsce głównie na papierze.

Sarmacka literatura znała te „literackie pałace” poświęcone chwale rodu, Rzeczypospolitej czy wybitnym poetom polskim. Krzysztof Ossoliński postanowił zmaterializować owe poetyckie marzenia, budując „świątynię sławy i honoru”, rodzaj sarmackiego Panteonu – w którym zapragnął zarazem ­zamieszkać.

Legenda

Kiedy jednak Krzyżtopór już powstał i kiedy już utrwalił swą sławę w Polsce – jednocześnie zatraciły się jego właściwe, projektowane przez fundatora sensy i znaczenia. Zamiast nich – wyrosły legendy. Zanotowane zresztą dość późno. Bo wszak dopiero Klementyna z Tańskich Hoffmanowa w latach trzydziestych wieku XIX podała do wiadomości publicznej, że zamek Krzyżtopór był w czworobok stawiany, z czterema wieżami, tyle miał okien co dni w roku, tyle pokoi co tygodni, tyle sal co miesięcy, tyle dziedzińców co kwartałów i że żłoby w stayniach były marmurowe, a na jednej wieży gdzie na piętrze naywyższem, piękny się znaydował okrągły pokoik z oknami na wszystkie strony, był dach szklanny płaski, z szeroką miedzianą obwódką; tam ze źródła będącego w obwodzie zamku, rurami sprowadzano wodę, a w niey pływały złote rybki. I tak co pospolicie ludzie u nóg swoich widzieli i widzą, ryby w wodzie, to dumny Woiewoda widział nad głową swoią.

Wielu wzięło te relacje za dobrą monetę i powtarzało w naukowych pismach. Nie można oczywiście wykluczyć, że „coś w tym jest”. Ale generalnie – chodzi o legendę czy mit. Bowiem liczba okien nijak się nie zgadza, tak samo liczba wież, których było przecie sześć. A owo niezwykłe akwarium na szczycie wieży? Otóż, proszę Państwa: sądzę, że historia zatoczyła koło. O ile wpierw Krzysztof Ossoliński zastosował do tworzenia swego zamku pomysły o literackim, poetyckim rodowodzie – o tyle potem jego zamek sam zaczął obrastać w nowe fantazje – tak samo literackie! Takie same, jakie opowiadano o różnych niezwykłych zamkach w Europie: należą do nich właśnie opowieści o rzekomej „astralnej”, „kalendarzowej” symbolice budowli. I tak około roku 1882 pewien podsandomierski poeta, Franciszek Ksawery Bartkowski, napisał rymowaną gawędę, w której utrwalił legendarną symbolikę Krzyżtoporu:

Baszt cztery przedstawiały cztery pory roku,
Dwie z jednego, a zaś dwie z drugiego znów boku.
Sal ogromnych rozmiarów,
ni mniej ani ­więcej,
Tylko tyle ich było, co w roku miesięcy.
Pokoi rozmaitych i przyjemnych oku
Tyle było w tem zamku, co tygodni w roku.
Okien różnych rozmiarów,
taki gmach ­wspaniały
Tyle ich miał, z ilu dni rok składa się cały (…)

Sala na samym szczycie miała sufit szklany,
Wokoło szklane ściany i dach także szklany.
Od studni aż do wierzchu urządzono rury,
Któremi wodę z dołu ciągniono do góry,
Sam przeto strumień wody dopływał obficie.
Pływały złote rybki po szklanym suficie.
Gdy goście w uroczystość bawili domową,
Widzieli jak im ryby pływały nad głową…

Jacek Kowalski
Tekst ukazał się numerze 14 magazynu „Polonia Christiana”.

Zdjęcia Krzyżtoporu autorstwa gajowego Maruchy można obejrzeć tu:
https://marucha.wordpress.com/2010/09/17/zamek-krzyztopor-w-ujezdzie/
https://marucha.wordpress.com/2013/08/01/fotki-4-swietokrzyskie/
Admin

Komentarzy 18 do “Zamek Krzyżtopór – sarmacka legenda”

  1. Krzysztopór miał być AWANFORTEM Sandomierza. Wiadomo było, że po zakończeniu wojny religijnej w Niemczech taka wojna wybuchnie w Polsce a wówczas innowiercy wezwą na pomoc Szwedów, którzy dojdą DO SANDOMIERZA.
    W Sandomierzu były strategiczne zapasy saletry, której zabrakło pod Korsuniem, Smoleńskiem i Ujściem a którą Żydzi dali Karolowi Gustawowi, który spławił ją Wisłą i poczekał aż Polacy wejdą do zamku, żeby wysadzić go 500 Polakami.
    W związku ze stalinowskim zamachem na Boeinga padło w moim domu powiedzenie: JAKŻESZ STRASZNĄ RZECZĄ MOŻE BYĆ NIEDOMYŚLANIE SIĘ CZEGOŚ. Pociechą jest, że WYBUCH przeniósł jednago przez Wisłę, który wylądował cały i zdrowy, ale nie wiadomo, co się stało z jego koniem.

  2. JO said

    ZAmek Krzysztopor byl jest Osadzony na Planie ORLA i w swiecie nie ma Drugiej Bodajrze procz chyba Pentagonu takiej Budowli.

    Nieoficjalnie NIKT nie ma prawa Budowoc Budynku na Takim Planie. Tego zakazal Rotszyld i wszyscy sie sluchaja…

  3. JO said

    Orzel to znak BOGA,

    Krzyztopor to Budowla o charakterze „Sakralnym”

  4. tedd said

    piękne POLSKIE zamki…panie gajowy pokazuj pan ich więcej:)

  5. Joannus said

    Ad 2 JO
    ”’ ..w swiecie nie ma Drugiej Bodajrze procz chyba Pentagonu takiej Budowli.”
    Pentagon zbudowano na rzucie pięcioboku równoramiennego, co nawiązuje do pentagramu, a nie jakiegoś orła.

  6. Romank said

    Pan sie nie martwi panie Juliuszu..kon przezyl tez. Zmienil miano, zawod..z wierzchowca stal sie
    Jucznym.. donosil..gdzie trzeba, komu trzeba, na kogo trzeba i tylko i wylacznie za dobre pieniadze.
    Ozenil sie….z klaczka z dobrej stajni..po matce zreszta….mial synow..owszem ..toczka w toczke w ojca poszli…Potem jeden z nich zmienil miano na Juczeniuk…i dostal lepsza posade w stadninie -stadnin….
    Drugi jakos inaczej , ale tez jest rozpoznawany..w mediach zwlaszcza….od razu sie w oczy rzuca, ze z konskiego rodu….jeszcze jak zarzzy…czy popatrzy tak bkoiem po konsku….
    No ma to poparcie calej stadniny, krtorego ciezko nei zauwazyc:-))

  7. Boryna said

    sikorskii kupi ten zamek

  8. Marucha said

    Tak a propos 7… dowiedziałem się, że p Macierewicz ma dom w Grywałdzie, gdzie teraz przebywam.
    Pokazano mi go.
    Schowany w wielkiej kępie drzew.

  9. Przecław said

    http://www.uwazamrze.pl/artykul/983804.html

    Żmijowe Wały, czyli słowiański „chiński mur”. Zdumiewające, jak mało wiemy o naszej słowiańskiej historii…

  10. Isreal said

    ad 3
    inwestor raczej miał słabość do numerologii….

  11. Romank said

    Zaczynaja sie w Jasle..dokladnie w Trzcinicy…nazywanej Slowianska Troja…
    Takie Waly Zmija…. byly doskonala obrona na pociski nitroglicerynowe miotane z katapult , ktore w pyl roznosily mury kamienne i ceglane…

  12. Przecław said

    dot.11
    Panie Romku, pan pisze „Słowiańska Troja”, ale okazuje się że w UE-landzie jest to nazwa zakazana, obowiązuje „Karpacka Troja”, lub „Troja Północy”.
    Uczeni w piśmie wciskają kit, że „słowianie przybyli tam w VII w.”. A jak nie ? No cóż, jak nie to Jewrounia odmówi funduszy i całe muzeum w Trzcinnicy upadnie. Proste ?
    Poniżej link, który jest jeszcze najobiektywniejszy z tych, z którymi się zapoznałem, chyba celowo unika tego szajsu.

  13. Przecław said

    http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110627/TURYSTYKA03/140216224

  14. Przecław said

    http://www.karpackatroja.pl/skansen_14_0.html
    „Tu już wciskają kit : „Po ponad dwu tysiącach lat od upadku Karpackiej Troji, teren ten zasiedlli Słowianie”
    Jakie dowody ? – Ano żadne. Ale konieczne to samoponiżanie, że to my takie dzikusy, inaczej Jewrounia ne zaplati.

  15. NICK said

    No tak Panowie. Człowiek się ciągle uczy i dowiaduje.
    Tą Naszą, Wszechsłowian, historię dawną, ku pokrzepieniu, proszę Was – PROPAGUJCIE.

  16. Easy Rider said

    Ad 2 – JO.

    Dopiero na poniższym zdjęciu widać ogrom budowli i to, że jest ona zbudowana na planie pentagramu, który wiadomo, z czym się potocznie kojarzy. Dziwna sprawa. Twierdzi Pan, że pentagram to orzeł? Pierwszy raz słyszę takie skojarzenie, chociaż być może coś jest na rzeczy, tym bardziej, że wówczas jeszcze nie było rozpowszechnionej masonerii i satanizmu.

  17. NICK said

    (16)
    Były, były. Inaczej nazwane.

  18. Boydar said

    NICK ty stary masonie, nie zdradzaj lejkom największych tajemnic !!!

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: