Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Boydar o Prawdziwa Europa szuka azylu w…
    Boydar o Czy tragiczne losy gwiazd świa…
    Boydar o Wolne tematy (48 – …
    Boydar o Wolne tematy (48 – …
    Boydar o Wolne tematy (48 – …
    Gość o Tożsamość Ukrainy
    Andre Chmi. o Czy tragiczne losy gwiazd świa…
    Boydar o Wolne tematy (48 – …
    NC o Tożsamość Ukrainy
    ojojoj o Ławrow: nazywanie NATO sojusze…
    ojojoj o Upały i irracjonalizm z b…
    ojojoj o Prawdziwa Europa szuka azylu w…
    Marcin o Wolne tematy (48 – …
    I*** o Upały i irracjonalizm z b…
    I*** o Upały i irracjonalizm z b…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Odpowiedź Moskwy na incydent z samolotem

Posted by Marucha w dniu 2014-08-30 (Sobota)

Banská Bystrica, Muzeum Słowackiego Powstania Narodowego

Działania Warszawy z samolotem szefa Ministerstwa Obrony Rosji nie pozostaną bez odpowiedniej reakcji ze strony rosyjskiej. Moskwa zakaz przelotu nad terytorium Polski uznała za poważne naruszenie etyki i norm międzynarodowych, – podano w komunikacie MSZ Rosji.

W piątek w Bańskiej Bystrzycy na Słowacji odbyły się uroczystości z okazji 70. rocznicy słowackiego powstania narodowego, podczas których Rosję reprezentował minister obrony Siergiej Szojgu.

„Na Słowacji ciepło przyjęto rosyjską delegację, pamiętając, jaki wkład wniósł nasz kraj w wyzwolenie słowackiego narodu spod niemieckiej okupacji. W drodze powrotnej doszło do skandalicznego incydentu. Strona polska, która wydała zgodę na przelot rosyjskiego samolotu na Słowację, odmówiła przepuszczenia go w drodze powrotnej do Moskwy rzekomo z przyczyn technicznych”, – poinformował resort.

Rosyjska delegacja musiała w trybie pilnym zawrócić do Bratysławy w związku z brakiem wystarczającej ilości paliwa, co stworzyło realne zagrożenie dla bezpieczeństwa lotu.

„Jedynie po zdecydowanym proteście z naszej strony polskie władze potwierdziły, że wcześniej wydane przez nie zezwolenie na przelot nad terytorium Polski nadal obowiązuje. Działania te nie mogą być inaczej zakwalifikowane niż jako rażące naruszenie etyki i norm międzynarodowych, a w kontekście obchodów na Słowacji jako bluźnierczy wybryk przeciwko pamięci historycznej i zasługom tych, którzy uratowali Europę od faszyzmu. Wiadomo, że tego typu działania ze strony Warszawy nie pozostaną bez odpowiedniej reakcji strony rosyjskiej” – podkreślono w MSZ Rosji.

http://polish.ruvr.ru

Psychopatyczne władze Polski najwyraźniej szukają guza. Mało im jeszcze blokady polskiego eksportu owoców i jarzyn w ramach retorsji za polskie wrzaski za wprowadzeniem sankcji na Rosję? Liczą na to, że w razie czego uciekną do Izraela? Albo że Unia się za nimi wstawi? 
Ale i tak możemy oczekiwać pytań „nic nie wiedzących” – dlaczego Rosja odpłaca pięknym za nadobne? Co myśmy jej takiego zrobili? Dlaczego kacapy nas tak nienawidzą?
Admin

Komentarzy 50 do “Odpowiedź Moskwy na incydent z samolotem”

  1. Filo said

    Nie do konca udalo mi sie wysluchac w radiu, ze w koncu polskie wladze zezwolily na przelot bo to zdaje sie nie Rosjanie nie dopelnili jakichs wymagan biurokratycznych: ze to podobno byl samolot wojskowy a Rosjanie zarejestrowaly jako cywilny.. tak troche bez ladu i skladu.
    Ale potem sie okazalo, ze szybciutko polskie wladze zmienily zdanie i zezwolily na przelot, ktory podejrzewam byl duzo wczesniej uzgodniony.
    Zenujace- chyba jednak chamstwo.
    Zdaje sie, ze polskie wladze calkowicie zarzucily jakiekolwiek pozory przestrzegania miedzynarodowych uzgodnien.
    Czy dowiemy sie nazwiska awanturnika, ktory sobie urzadzil prywatne poletko osobistych porachunkow z Moskwa? Powinien wyleciec z pracy a pan Tusk osobiscie i publicznie przeprosic rosyjskiego Ministra Obrony.
    Mysle, ze fantazja mnie poniosla.

  2. marost said

    Psychopatyczne władze Polski najwyraźniej szukają guza.

    Dokladnie tak tez mysle. Tak sie konczy poszarpywanie za nogawke…
    Tylko, ze znowu cios odbierze spoleczenstwo polskie…

  3. Zerohero said

    Ileż to razy czytałem opinie: „Rosja nas nie lubi, nie wykonuje przyjaznych gestów itd”.

    Ale jak pytałem o wrogie wobec Rosji działania polskojęzycznego rządu, to nic nie kapowali. Ani wspierania Czeczenii, ani wysyłania broni do Gruzji, ani blokowania planów budowy nowego gazociągu (bo omijał Ukrainę). Wsparcie przez Polskę banderowców na Ukrainie to już jest uważane za akt heroizmu a nie zwyrodnialstwa.

    Teraz mamy taki szczeniackie zachowania jak odwoływanie roku kultury, blokowanie samolotu.

    i znowu będą opinie, że to Ruscy mają nas po d całować, umizgiwać się, przepraszać. Że drogi gaz dla Polski to „agresja”, a przecież Polacy są tacy fajni, sympatyczni i pokojowi.

  4. Rosjanie celowo zapowiedzieli lot jako wojskowy żeby Polska ich zawróciła.W ten sposób ich propaganda może pokazać tych złych Polaków co chcą Rosji zaszkodzić.

  5. JO said

    ad.2. Oby mocno w DUPE, tak by zabolalo, by efekt byl przebudzajacy, by to „polskie spoleczenstwo” wreszcie przejrzalo I wezwalo Rosje o pomoc przeganiajac Zydo-Masonerie

  6. Boydar said

    Albo przestańcie pieprzyć, albo o konkrety proszę.

    http://www.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_www.pap.pl&_PageID=1&s=infopakiet&dz=kraj&idNewsComp=&filename=&idnews=177235&data=&status=biezace&_CheckSum=-831964397

    A Ty Władymir, wskaż działania rosyjskiej propagandy w związku z tym „incydentem”. Może był ustawiony, a może nie był. Pomyłki się zdarzają. Choć Rosjanom to akurat najrzadziej 🙂 Tak czy inaczej postąpiono zgodnie z przepisami, jeśli to co podają polega na prawdzie. Moskwa przecież nie zanegowała do tej pory faktu zmiany statusu lotu na wojskowy w drodze powrotnej. A jak był wojskowy, to żeby przelecieć musiał by mieć INNĄ zgodę. Może też być i tak, że czegoś istotnego jeszcze nie wiemy.

  7. Sapcio Krasnoludek said

    Jakie tam polskie władze? Jaki tam polski rząd? Pewnie jakiś oficer prowadzący kazał i … dopiął swego. Trzeba pomyśleć w czyim – bo nie w Polskim interesie – działają ci reprezentanci ogicerów prowadzących?

  8. Ex said

    Jedyna rzecz jaką warto przy tej okazji skomentować, to fakt że Słowacy traktują Orbana poważnie.

    No może jeszcze, że jak już cierpieć to na pluszowym krzyżu. Bo gdyby Polski nie było to Rosjanie musieliby ja wymyślić. Życzę im takiego prezydenta jak mają Białorusini, połowa problemów zniknie z dnia na dzień.

    ps
    Niedługo zaczną pisać o polskich obozach śmierci.

  9. Filo said

    6
    Boydar
    Szczegolow nie znamy. Wiadomo.
    Ale wiadomo, ze Rosjanie ostro zaprotestowali i wtedy Polacy powiedzieli, ze nic sie nie zmienilo i zezwolenie na przelot dalej obowiazuje. Znaczy to, ze zezwolenie bylo juz uprzednio WYDANE! i ktos probowal cos pokrecic. Czyli, ze nie mieli podstaw do zakazu przelotu samolotu, ktory mial zezwolenie na przelot!.
    Mysle, ze Rosjanie zareagowali tak jak zareagowali i mieli widac powod. Zwlaszcza, ze mieli przymusowe ladowanie a tej wspomnianej ‚pomylki’ nikt nie wyprostowal.
    Polakom na ten sam przyklad nie przeszkadzaly tajne loty amerykanskich samolotow na teren Polski, w ktorych przywozili niewinnych ludzi do tajnych wiezien CIA i pozwalali na torturowanie.
    A tu nagle taka troska o ‚pomylke’ w jednej literce, jakby im ten samolot nagle spadl z Marsa.
    Przeciez Polska nie jest w stanie wojny z Rosja…
    A moze znow mi sie cos pokielbasilo.

  10. Radosław37 said

    W tym działaniu nie ma nic przypadkowego. Nierząd zainstalowany nad Wisła ma „kąsać” Rosję do ostatniej krwi nie licząc się ze stratami.

  11. Waldek said

    PRZESTROGA DLA POLSKI PRZEZ ELITY SWIATOWE
    JESLI RZAD POLSKI NIE PRZESTANIE WALKI PRZECIWKO ROSJI ZNIKNIE Z MAPY SWIATA
    LYNDON LAROUCHES

    http://blogdogcicle.blogspot.ca/2014/08/lyndon-larouches-august-29th-2014.html

  12. Waldek said

  13. Waldek said

    Wysluchaj od 18 minuty

  14. Waldek said

    http://www.economicpolicyjournal.com/2014/08/poland-is-drunk-on-empires-cough.html

  15. GT said

    A czy to nie Słowacja czasem ,wraz z panem Adolfem w 1939 roku nie wpadła do nas z towarzyską wizytą ? To oni tam mieli jakieś powstanie ?
    Zresztą wszystkie kraje, sojusznicze z III Rzeszą, które po wojnie były w Radzieckiej strefie wpływów wyszły i tak na tym lepiej niż nasz nieszczęśliwy kraj. No ale cóż… wszystko się zmienia. W obecnej chwili chwała Rosji za zdecydowany odpór światowemu bandytyzmu i przeciwstawianie się banderowskim zwyrodnialcom !

  16. przemądrzałe bydlę said

    Krzysztof Baliński, „MSZ – polski czy antypolski?”. I wszystko jasne.

  17. GT said

    I tym oto końcowym zdaniem, zaczerpniętym wprost z wiki można podsumować…

    30 października 1944 w zdobytej przez nazistów powstańczej stolicy Bańskiej Bystrzycy prezydent Jozef Tiso odprawił mszę dziękczynną z okazji zdławienia powstania. Następnie, po uroczystej defiladzie, udekorował on wysokimi odznaczeniami niemieckich żołnierzy biorących udział w tłumieniu powstania, wyrażając im głęboką wdzięczność…

  18. Joannus said

    Jak feniks z popiołu powstało ”stronnictwo patriotyczne” z czasu przed konstytucja 3 maja i odżyły upiory sanacji naszpikowanej szkotami, sprawcy tragicznego września.
    Skutki ich gier i zabaw nie trudno przewidzieć.

  19. NC said

    Admin: „Psychopatyczne władze Polski najwyraźniej szukają guza.”
    Psychopatą jest niewątpliwie szef MSZ, niejaki Sikorski.

  20. Boydar said

    @ Pan NC (18)

    Pańska powściągliwość wobec pozostałych dewiantów budzi mój najgłębszy podziw.

  21. Zaskoczylo mnie dzialanie ‚rzadu polskiego co ‚podskakuje jak wesz na kolnierzu’ bo nawet te wiadomosc przekazano w kanadyjskich mediach. Jasno widac ze rzadzacy Polska b. prowokuja Rosje i wyraznie widac ze mamy stac sie wrogami i spowodowac konflikt jak w 1939 ‚napadem na radiostacje w Gliwicach’?
    Polacy w Polsce powinni jasno odciac sie od dzialan zdrajcow w Warszawie….ale czy sa w stanie zrozumiec wazkosc i powage sytuacji?
    Krew sie burzy na postawe Polakow tych mas wierzacych ‚warszawce’…i merdiom….

  22. Zerohero said

    @4, 6

    To było UPOKORZENIE, więc dla rosyjskiej propagandy temat zupełnie niemedialny. Poza tym jest to kombinowanie jak koń pod górę i spiski z Allo, Allo: spierniczyć papiery, tym samym „zmusić” procedurami biedny polski rząd do odmowy, a potem triumfować. Tylko z czego! Jaki zysk ma na tym rosyjska propaganda, poza pokazaniem społeczeństwu, że kraj nie jest za granicą szanowany? Takie zyeby umysłowe jak Władymir Polski z kom.nr 4 myślą kalkami i roją sobie, że dla Rosji Polska jest pępkiem świata wokół którego kręci się cała propaganda. A jest właśnie odwrotnie. Oni tam lagę kładą na polińskich szaleńców, za to w Polsce o Putinie-Hitlerze rozprawiają nawet na towarzyskich przyjęciach.

  23. Kazek said

    Oglądałem na satelicie przez kilka godzin rosyjskie wiadomości nic tam nie było o tym incydencie

  24. Zerohero said

    @Kazek

    i tym samym potwierdza Pan moje przypuszczenia. A tymczasem:

    http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/rosja-wygwizdana-podczas-ceremonii-otwarcia-siatkarskich-mistrzostw-swiata-w-polsce-video

    Po prostu wielu nie mieści się w głowe, że Polacy ulegli takiemu zbydlęceniu, że niesprowokowani zniżają się do dziecinnych, wręcz małpich gestów. Oczywiście są prowokatorzy, żydowski Ruch Narodowy, związek Ukraińców w Polsce. Ale czy w zdrowym społeczeństwie byłoby przyzwolenie na takie rzeczy? Wystarczy, że Michnik albo Lis coś wysrakają i lud to ZLIZUJE z ich odbytnicy informacyjnej. Zlizuje i krzyczy, że to przednia Nutella. Wali im z pysków tą „nutellą” na kilometr.

  25. Ex said

    @24 Ale przecież Rosjanie/Kreml sami tego chcą! Czy oni nie wiedzą kto rządzi Polską i jak doszedł tu do władzy? To czemu przy każdej możliwej okazji robią z igły widły, jak choćby z podpalenia tej nieszczęsnej budki pod ambasadą? Czy Żrynowsi to samotny biały żagiel? Nie!

    Zgłosili lot jako wojskowy, potem ten sam lot (ten sam samolot/załoga/pasażerowie/trasa) zgłaszają jako cywilny i… mogą bez przeszkód lecieć! Strona polska powołuje się na konkretne procedury, wiec możną łatwo wszystko sprawdzić! Po co zatem ta histeria?!

    Przecież to ich człowiek, Wojciech J. sprzedał Polskę Zachodowi, a o rządzących Polakami „politykach” Kreml wie więcej niż wszyscy Polacy razem wzięci. Skąd zatem te ciągłe histerie?

    A skoro ta Polska taka zła i niebezpieczna to czy nie można polecieć inna trasą?

    Poza tym, to wszystko i tak teatrzyk dla gawiedzi, bo wszystko już dawno zostało wśród zainteresowanych dogadane. Teraz tylko jest wcielane w życie.

  26. Ex said

    Tu Liga Światowa 2011, dekoracja. I-sze miejsce Rosja od 6:20

  27. Boydar said

    Main Gott, main lieben Herr … Verstehen Sie ?

  28. JO said

    ad.25. Pomylil Pan logike, bo jak dojdzie do Inwazji Rosji na Polske, to Tu wyzej beda bezpieczni, jak sadze nalezy rozumiec, beda miec ochrone I zadne Starania Panskiego Narodu nic nie dadza, bedzie po ptokach.

    Jak dojdzie do Inwazji, to Towarzysze Wyjda ze Skrytek, poki co „Sie Chowamy”….

  29. Inkwizytor said

    Re 25

    Świniopasie, a nie chcesz wykonać na mnie wyroku ? Jestem do dyspozycji, pasuje ?

  30. SWO said

    в геополитике нет места эмоциям

  31. JO said

    ad.12. Niby Taaaaki inteligentny czlowiek a nie wie ze ci Poles to ZYDZI – krewniacy Obamy.
    Dupek jeden nie widzi, ze ci Poles sa wygnani z Kraju, okradzeni a ci co zostali to Dzieci I Starcy.
    Ten Dupek pozbawil siebie jakiejkolwik racji. To Swinia, ktora boi sie publicznie powiedziec, ze Imperium Anglii to Zydo-masoneria, ze ci Poles w Polsce co maca , draznia Rosje to Zydo_masoneria I Publicznie wskazuje na Kozla Ofiarnego – Polakow, ktorym H-j pieprzony odmawia bycia Narodem.

  32. Ex said

    @25 Tu o tym kto od wieków pcha Polaków przeciw Rosjanom i po co/dlaczego to robi:http://youtu.be/BifN_HGJ-e0

    Potem poszukaj Brauna o Powstaniu Listopadowym i Styczniowym, też na Youtube.

  33. Ex said

    Komentarz 32 to odpowiedź na kom. 26 nie 25

  34. AlexSailor said

    No ciekawe.
    Rosjanie w przypadku najmniejszych nieprawidłowościach w papierach robią trudności nie do przebycia.
    W przypadku zamachu w smoleńsku traktują nas Polaków, nie tylko rząd, jak śmieci.
    No i to bezwarunkowe poparcie współdyskutantów dla zagranicznego ośrodka władzy i traktowanie polskojęzycznego rządu zawsze wrogo.
    [Wrogów traktuje się wrogo – admin]

    Poza tym Polska nie musi się nikomu tłumaczyć, dlaczego akurat nie wpuszcza go na swoje terytorium.

    A odszczekiwanie się Rosjan, jeśli informacje w artykule są podane, jest jeszcze bardziej szczeniackie niż zakaz lotów.

  35. Naxos said

    … Idiotom wstęp wzbroniony – admin.

  36. Zerohero said

    @25, Ex

    Szanowny Panie. Podpalenie budki pod ambasadą to niby jest nic. Tak samo splunięcie pod nogi. Od splunięcia przecież nie umiera się. A jednak…coś nie pasuje. Urządzanie zadym pod ambasadami to jest pewien sygnał dyplomatyczny. Podpalenia nie dokonali jacyś nieznani, zamaskowani sprawcy wyskakujący z furgonetki, tylko pochód RN. RN rżnął głupa, że to policyjni prowokatorzy, ale przecież RN JEST antyrosyjski i pronatowski, a trasę pod ambasadą wybrał świadomie. Świadomie też pokpili zabezpieczenie tego fragmentu mimo podobnych problemów w Marszu rok wcześniej…

    Jak np. portal narodowcy.net relacjonuje wojnę na Ukrainie? Bosak (Taniec z Gwiazdami) nazwał powstańców komuchami. Co Zawisza sądzi o Izraelu? „racja jest po stronie Izraela” A skoro Prawy Sektor finansuje Izraelczyk…

    Jeśli natomiast faktycznie byli to policyjni prowokatorzy – no to mamy państwo polskie. Dyplomacja palonych budek. No pryszcz. Może być gorzej. Ukraińscy dyplomaci spalili również samochody. Polin i banderland wyznaczają nowe standardy.

    a jeśli jednak RN?

    Problem w tym, że tzw. Ruch Narodowy to polski odpowiednik Prawego Sektora – narodowcy na smyczy. Rządowa opozycja. W Odessie miał Pan przykład jak kończy się podpalanie budynków.

    Histeria? Idź Pan podpal budkę pod ambasadą izraelską, to zobaczysz co to histeria.

    Czy Żirinowski jest samotnym białym żaglem? Jeśli nie jest, to proszę poinformować o podobnych, bo u nas w Polsce „żyrinowski” to jest Komorowski, Tusk, Kaczyński, Sikorski….Oni otwartym tekstem apelują aby Polska walczyła na wschodzie Ukrainy i domagają się eskalacji sankcji. Targalski domagał się rozstrzelanai konwoju humanitarnego, a Wildstein nazywa Rosjan „terrorystami”.

    Na moje wyczucie niewiele w Rosji mówi się o Polsce. Natomiast w Polsce o Rosji mówi się bardzo dużo i zawsze źle, a niechęć jest promowana całościowo: do narodu i cywilizacji. Jest to mrówcza praca, której lata temu poddano banderowców.

    Wygwizdali „polacy” na tych mistrzowstwach siatkarskich Rosję? Wygwizdali. A w Izraelu wygwizdano „katolickie ku..wy” Radwańskie. Jak polskie cwele odpłaciły się Żydom? Nijak. Zniosły to z pokorą, a jak Żydowi Kołomojskiemu Rosjanie rozbijają banki, to gwiżdzą na Rosjan.

    Ja rozumiem, że ktoś Polaków pcha, ale POLACY POWINNI MIEĆ SWÓJ ROZUM. Bezwolną kłodą drewna jesteśmy? Dmowskiego nikt nie pchał. Gdzie nowy Dmowski?

  37. Inkwizytor said

    Re 35

    Putin frajerze, ma Kabajewą a ty bezmózgi jełopie jesteś dracziła jak to się mówi na takich jak ty w mojej ukochanej Rosji 😤

  38. Romank said

    Bizantyjsko-słowiańskie dzieje Polski

    DZIEDZICTWO WIELKOMORAWSKIE

    Państwo wielkomorawskie to jedna z najpiękniejszych kart Słowiańszczyzny. To w ramach miast wielkomorawskich zakumulowano najwięcej doświadczeń Słowian w nowej chrześcijańskiej rzeczywistości.

    Unikatowość doświadczeń wielkomorawskich polega na tym, że dała ona wzór łagodnej chrystianizacji. Zmiana religii była nieunikniona.
    Kwestią otwartą było tylko, czy przejście do chrześcijaństwa odbędzie się okrutnie,
    ze zniszczeniem dorobku poprzedniej kultury, czy łagodnie, poprzez wchłonięcie tego dorobku.
    Główna ówczesna batalia nie rozgrywała się w gruncie rzeczy między pogaństwem a chrześcijaństwem, lecz między łagodną a destruktywną formą zmiany religii.

    Państwo wielkomorawskie (820-907) załamało się pod naporem węgierskim. Było to wielkie państwo słowiańskie w środkowej Europie, w skład którego wchodziła Małopolska i Śląsk.
    Słowianie polscy mieli więc podstawy, by nawiązywać do tego dziedzictwa. Chrobry pokonał siły węgierskie zdobywając Morawy i tereny dzisiejszej Słowacji.

    Pozostałością państwa wielkomorawskiego było księstwo nitrzańskie (Nitra była drugą metropolią państwa wielkomorawskiego),
    które balansowało między Polską a Węgrami w czasie kiedy kształtowały się dwie nowe monarchie (Węgry — Stefan I — 1000, Polska — Bolesław Chrobry — 1025).

    Kartą przetargową stała się w pewnym momencie religia, gdyż w księstwie nitrzańskim silnym pozostawał ryt bizantyjski,
    podczas kiedy nowi monarchowie swe drogi do korony upatrywali przez łaciński neofityzm.
    Zarówno Stefan jak i Chrobry stosowali przymusowe nawracanie na religię łacińską.
    Mieszko II zrozumiał, że w tej sytuacji polityka tolerancji religijnej będzie atutem, który pozwoli mu nie tylko uspokoić sytuację wewnątrz kraju,
    ale i zdobyć przewagę nad królem Węgier a także uniezależnić sie od Niemców (w rycie łacińskim to Niemcy wysuwali się na głównego hegemona).

    Ani królestwo polskie ani węgierskie nie były bezpośrednimi kontynuatorami państwa wielkomorawskiego, lecz w obu tych państwach istniały pozostałości tego dziedzictwa,
    zwłaszcza w miastach, które niegdyś wchodziły w skład państwa wielkomorawskiego. Dla Polski był to Kraków, dla Węgier: Nitra.
    Oba te ośrodki zaczęły odtwarzać tendencje zjednoczeniowe ponad wrogimi monarchiami.

    Na Węgrzech panowała w tym czasie dynastia Arpadów. Ich boczna linia sprawowała władzę w księstwie nitrzańskim. Książę Vazul (Bazyl, imię pochodzenia greckiego,
    zapewne imię chrzcielne w obrządku bizantyjskim), jakkolwiek pochodził z domu Arpadów, uznał zwierzchność nad księstwem nitrzańskim Mieszka II
    , który nie próbował jak Stefan I nawracać na obrządek łaciński, lecz sam nauczył się Greki.

    ZATARTE ŚLADY BIZANCJUM W POLSCE

    Historia chrześcijaństwa bizantyjskiego w Polsce jest wcześniejsza wobec chrześcijaństwa łacińskiego.
    Dotarło ono tutaj naturalnie jeszcze w okresie wielkomorawskim, kiedy łacinnicy nie zapuszczali się jeszcze na polskie ziemie.
    Kultura bizantyjska rozwijała się w Polsce w ramach tzw. rytu słowiańskiego: była to koncepcja grecka polegająca na stopieniu kultury bizantyjskiej ze słowiańską.

    Ryt słowiański związany jest z Państwem wielkomorawskim oraz Cyrylem i Metodym.
    Byli to bracia obrządku greckiego pochodzący z Sołunia czyli dzisiejszych Tessalonik.

    Papiestwo zatwierdziło opracowany przez nich ryt słowiański w 867 dla chrystianizacji na obszarze Moraw i Panonii.
    Warto odnotować to, że to akurat Słowianie a nie Germanie czy Frankowie zapewnili sobie rodzimy język w liturgii.
    Germanie od początku byli oburzeni rytem słowiańskim, uznając go za herezję.
    Tym niemniej potęga ich państwa sprawiła, że papiestwo w pewnym okresie w swoich zmaganiach o uniezależnienie od Franków i arystokratów włoskich, postawiło na sojusz ze Słowianami.
    W 880 r. papież Jan VIII (872-882) w bulli Industriae tuae adresowanej do Świętopełka I określa do mianem „jedynego syna” (unicus fillius),
    która to tytulatura zastrzeżona była w papieskiej dyplomacji wobec cesarzy lub kandydatów do cesarskich tytułów.
    W bulli tej papież potwierdził zwierzchnictwo Metodego nad kościołem wielkomorawskim, w tym nad kapłanami frankijskimi, którzy zwalczali dotąd ryt słowiański.
    Język słowiański został uznany za jeden z czterech języków liturgicznych, obok łaciny, greki i hebrajskiego.
    Niestety, już dwa lata później Jan VIII został zamordowany przez przeciwników i polityka Watykanu uległa w tej materii zmianie.
    W 885 Rzym uznał ryt słowiański za heretycki
    . Mimo tego ryt ten przetrwał, istniał w niektórych opactwach benedyktyńskich, na terenie Polski do śmierci królowej Jadwigi przy końcu XIV w.

    Wpływy bizantyjskie były silnie obecne na terenach Polski przynajmniej do czasów Kazimierza Wielkiego i końca panowania dynastii Piastów.
    Być może nawet ryt bizantyjsko-słowiański był o wiele ważniejszy na mapie wyznaniowej kraju, niż skłonni bylibyśmy sądzić.
    Bizantyjska polichromia występuje w kościele w Wiślicy, jednym z najważniejszych w państwie Kazimierza Wielkiego (miejsce wydania statutów wiślickich).

    Na szczycie „pogańskiego” Łyśca znajduje się do dziś Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego,
    gdzie polski kościół przechowuje fragmenty Jezusowego narzędzia kaźni.
    Na relikwiarzu, datowanym na początek XIV w., mamy jednak krzyż grecki a nie łaciński. Ów relikwiarz to tzw. stauroteka (z greckiego, opakowanie na relikwie krzyża).
    W Skarbcu Koronnym na Wawelu uchowała się dwunastowieczna bizantyjska stauroteka pochodząca z Konstantynopola.
    W Muzeum Pierwszych Piastów na Ostrowie Lednickim przechowywana jest Stauroteka Lednicka w kształcie krzyża greckiego. Inna bizantyjska stauroteka z XII w. przechowywana była w kolegiacie w Tumie pod Łęczycą (w 1939 zrabowali ją Niemcy). Stauroteka była też wykorzystywana do koronacji polskich władców.

    Na ile łacińscy kronikarze podretuszowali na swoją korzyść wczesne dzieje chrześcijaństwa w Polsce?
    Na ile wytrzebili wczesną różnorodność odłamów chrześcijańskich w naszym kraju?

    Zatarli obecność nurtu bizantyjskiego i słowiańskiego w chrześcijaństwie polskim, wszelkie trudności nurtu łacińskiego prezentując jako zmagania z „pogaństwem”. Na marginesie dodaje się tylko sporadycznie, że w czasie tzw. reakcji pogańskiej skłóciły się w Polsce dwa ryty chrześcijańskie. Łatwiej jest bowiem przedstawić wczesne konflikty jako zmagania z pogaństwem aniżeli z konkurencyjnym, bardziej humanitarnym i tolerancyjnym „chrześcijaństwem słowiańskim”, które nie tylko respektowało lokalną kulturę, ale i związane było z wyższą kulturą bizantyjską, wobec której podówczas chrześcijaństwo zachodnie było dzikie i brutalne. Trzeba bowiem pamiętać, że Bizancjum, to resztka antycznego Cesarstwa Rzymskiego, które na Zachodzie zostało zdeptane przez barbarzyńców. W 1054 miała miejsce tzw. Wielka Schizma Wschodnia, kiedy legaci papiescy wywołali awanturę religijną w Konstantynopolu. Patriarcha Cerulariusz na zwołanym wówczas specjalnie sejmie, mówił o legatach papieskich jako o dzikusach z dżungli zachodniej. Konkurencja między łacińskim i bizantyjskim chrześcijaństwem była wówczas konkurencją kulturową. I nie pierwszy już raz kultura agresywna niszczy kulturę bardziej cywilizowaną. Jakkolwiek ta ostatnia często w takich sytuacjach daje się po prostu połknąć, wiedząc, że dzięki temu przetrwa, choć w innej formie.

    DLACZEGO MIESZKA II ZWANO PSEUDOCHRZEŚCIJANINEM?

    Mieszko II był pierwszym wykształconym polskim królem. A jednak w propagandzie niemieckiej określano go „pseudochrześcijanin”. Związane to było albo z jego polityką tolerancji religijnej, albo nawet z przejściem na ryt słowiański

    (niemiecka kronika podaje, że przyczyną rozwodu Mieszka II z jego niemiecką żoną był ryt słowiański
    — nie wiadomo jednak czy chodziło o jego tolerowanie czy praktykowanie).

    O ile Bolesław Chrobry był władcą, który prowadził dość ostrą politykę religijną, opierając swą władzę na duchowieństwie łacińskim, o tyle jego syn całkowicie od tego odszedł,
    wprowadzając jeśli nie politykę tolerancji religijnej, to przynajmniej ekumenizmu między obrządkiem Wschodu i Zachodu. Świadczy o tym nie tylko niechęć doń ze strony kronikarzy łacińskich,
    ale przede wszystkim tzw. Kodeks Matyldy, księżniczki szwabskiej.
    Matylda była przedstawicielką niemieckiej opozycji wobec cesarza Konrada II, która zabiegała o poparcie u polskiego króla.
    W liście dedykacyjnym Matylda pisze do Mieszka II:
    „Nie dość Ci tego, że możesz we własnym i w łacińskim języku chwalić godnie Boga, zapragnąłeś jeszcze w greckim”
    . Fragment ten wskazuje, że Mieszko II popierał wszystkie istniejące w jego państwie odłamy chrześcijaństwa (ryty): słowiański, łaciński oraz bizantyjski. To z pewnością było wystarczające, by określać go „pseudochrześcijaninem” w literaturze łacińskiej.

    Wiadomo skądinąd, że Mieszko pozytywnie odpowiedział na apel opozycji niemieckiej. W latach 1029-1030 zawarł przeciwko królowi niemieckiemu Konradowi II sojusz z Wieletami (którzy w 983 r. wsławili się wielkim pogromem chrześcijaństwa na Połabiu).

    1031: PROTOROBIÓR POLSKI

    Późniejsza propaganda łacińska na całe wieki przyczepiła do Mieszka II przydomek Gnuśny, który miał wskazywać, że nie był on tak waleczny jak jego ojciec.
    A może chodziło o to, że nie nawracał już siłą? Dziś rewiduje się oceny tego władcy. Ówcześni sąsiedzi Mieszka II szybko pojęli, że kontynuuje on mocarstwową politykę swojego ojca,
    tylko ze zmodyfikowanymi zasadami: była to polityka realizowana ponad religijnymi podziałami.
    Mieszko II nie tylko zdobył sympatię wszystkich odłamów chrześcijaństwa
    , ale i gotów był się sprzymierzać z poganami przeciwko swemu głównemu wrogowi: cesarstwu. Przeciwko Gnuśnemu nie montuje się wielkiego sojuszu, który atakuje ze wszystkich stron.
    A to stało się właśnie udziałem Mieszka II w roku 1031, kiedy cesarz doprowadził do tego, że na ziemie polskie najechali Niemcy z Zachodu, Rusini ze Wschodu,
    którzy przynieśli na mieczach Bezpryma, który osadzony został na polskim tronie, odsyłając jednocześnie insygnia koronacyjne króla Mieszka II do cesarza.

    Rok 1031 może być uznany za pierwszy rozbiór Polski przez jej sąsiadów.
    Niemcy zagarnęły wówczas ziemię łużycką. Rusini zagarnęli tzw. grody czerwieńskie
    (wysiedlono z niej wówczas część zamieszkującej tam ludności lechickiej).
    Czesi zagarnęli Morawy, zaś król Stefan węgierski — księstwo nitrzańskie.
    Co do tego ostatniego nie ma zgody. Węgierscy historycy uważają, że księstwo nitrzańskie już wcześniej było częścią królestwa Węgier.
    Jeśliby tak było, to z pewnością można powiedzieć, że Stefan stłumił wówczas propolski separatyzm w Nitrze.

    PIERWSZA REAKCJA POGAŃSKA

    Z tą wielką inwazją na Polskę 1031 wiąże się tzw. reakcja pogańska. Roczniki czeskie odnotowały:
    „W roku 1031. Było wtedy prześladowanie chrześcijan w Polsce i płonęły kościoły i klasztory”.
    Ponieważ kronikarze pominęli te wydarzenia, względnie pisali o nich w dwuznacznych półsłówkach, więc późniejsi historycy reprezentujący łaciński punkt widzenia, snuli hipotezy, że owa reakcja miała być aktem wrogim, dążącym do zniszczenia polskiej państwowości chrześcijańskiej, a Bezprym przedstawiany jest jako sojusznik sił pogańskich w Polsce. Uważam, że wyjaśnienie to jest zupełnie nieprawdopodobne. Bezprym jak wiadomo został wprowadzony wraz z inwazją (przybył z siłami ruskimi) a jego wejście realizowało politykę niemiecką: cesarz odmawiał Mieszkowi II tytułu króla i dlatego Bezprym posłusznie odesłał cesarzowi polskie insygnia koronacyjne.

    Poza tym z „Kodeksu Matyldy” dowiadujemy się, że Mieszko II był władcą światłym i wykształconym, którego łagodność w krzewieniu chrześcijaństwa została przeciwstawiona okrutnemu Bolesławowi Chrobremu. W przeciwieństwie do niego wrogowie, którzy napadli w 1031 Polskę praktykowali nawracanie siłą i byli wojującymi łacinnikami. Bunt pogan nie mógł zatem być dziełem najeźdźców, lecz reakcją nań! Jak podaje XIX-wieczny historyk, Julian Bartoszewicz, „naród powstał przeciw Bezbraimowi”. Najeźdźcy zapewne zamierzali zakończyć politykę tolerancyjną Mieszka II.

    Rzeź chrześcijan wymierzona była prawdopodobnie jedynie w jego łacińską wersję. I dlatego odrodzenie chrześcijaństwa w Polsce opierało się wówczas na odłamie bizantyjskim i słowiańskim.
    Stąd tyle zagadkowych pozostałości bizantynizmu z wczesnych dziejów Polski w najważniejszych państwowo świątyniach.

    Po obaleniu Bezpryma i wymordowaniu hierarchii łacińskiej, do Polski wraca Mieszko II, który panuje jeszcze do roku 1034.
    Początkowo Mieszko II musiał zgodzić się na cesarskie warunki przewidujące podział reszty kraju na trzy części między wszystkich synów Chrobrego.
    W ostatnich dwóch latach swojego życia zdołał jednak ponownie zjednoczyć pod swoim panowaniem kraj.

    Warto odnotować, że Gall Anonim, kronikarz działający w Polsce z ramienia frakcji łacińskiej (pochodzący prawdopodobnie z Wenecji), skwapliwie pominął opis panowania Mieszka II!
    Nie przemilczał jego istnienia, gdyż był on zbyt sławny. Zaznaczył jedynie:
    „Ten zaś Mieszko był zacnym rycerzem, wiele też dokonał dzieł rycerskich, których wyliczanie za długo by trwało” i zaraz potem dodaje: „Lecz zamilczmy o Mieszku”.
    Ten sposób ujęcia wskazuje, że jego dzieła były chwalebne, lecz nie wypadało ich opisywać.
    Podobną formułę Gall zastosował wobec konfliktu św. Stanisława i Bolesława Śmiałego:
    „Jak zaś doszło do wypędzenia króla Bolesława z Polski, długo byłoby o tym mówić (…) — lecz pozostawmy te sprawy”.

    O panowaniu Mieszka II czerpiemy zatem wiedzę z innych, zwłaszcza zagranicznych kronik, co niestety uniemożliwia rzetelne odtworzenie pełni atutów tego wyjątkowego panowania.

    BRATANKI I PONTIFEX

    Geopolityka splotła piastowską historię Polski i interes Polski z sojuszem węgierskim. Węgry były bowiem bramą do Bizancjum a dla leżącej w środkowej Europie Polski sojusz z Bizancjum mógł przynieść atut nie tylko kontaktu z wyższą kulturą, ale i przeciwwagę dla wpływów łacińskich a tym samym dla podporządkowania cesarstwu. Polska jako kraj pogranicza kulturowo-religijnego swoją siłę i niezależność mogła zbudować jedynie poprzez budowę balansu geopolitycznego.

    A do tego niezbędna była polityka tolerancji religijnej. Chrobry w sprzyjającym okresie i dzięki ogromnemu zaangażowaniu militarnemu budował pozycję mocarstwową w Europie Środkowej, lecz na dłuższą metę było to nie do utrzymania. Drenaż ludności na potrzeby militarne budził coraz większy opór wewnętrzny społeczeństwa, co groziło utratą stabilności wewnętrznej kraju.

    Mieszko II zrozumiał, że polityka mocarstwowa Polski może mieć tylko jeden kierunek: tolerancja religijna i balans między Wschodem a Zachodem. W ścisłym sojuszu z Węgrami, które były w dokładnie takiej samej pozycji i miały dokładnie taki sam interes.

    Pierwsi królowie Węgier i Polski nie dostrzegali jeszcze tego (Stefan I, Bolesław I). Ale to ta opcja miała z czasem zwyciężyć w obu krajach. Za twórców tej polityki można uznać Mieszka II w Polsce i Belę I na Węgrzech

    O ile jeszcze Chrobry ze Stefan walczyli przeciwko sobie, o tyle późniejsi władcy piastowscy rozumieli, że sojusz z Węgrami to najwyższy interes geopolityczny Polski
    i jedyna szansa na odtworzenie potęgi państwa wielkomorawskiego, które mogło stanowić zasadniczą przeciwwagę środkowoeuropejską wobec potęgi franko-germańskiej
    i które mogło odegrać fundamentalną rolę cywilizacyjną w równoważeniu konfrontacji między Wschodem i Zachodem. Tylko bowiem środkowa Europa ma taki interes geopolityczny,
    by równoważyć siły Wschodu i Zachodu. Supremacja Zachodu oznaczała nie równowagę a konfrontację Wschodu i Zachodu.

    Bolesław Śmiały zaproponował inne ujęcie tej samej polityki: sojusz papiestwa i Słowiańszczyzny wymierzony przeciwko Germanom.
    Było to to samo, co pojawiło się także w państwie wielkomorawskim i zakończyło się porażką.
    Warto odnotować, że wielki spór o inwestyturę pomiędzy cesarstwem i papiestwem był jak najbardziej w interesie Polski,
    która stała się strategicznym partnerem emancypującego się od władzy cesarskiej papiestwa.

    Krótkofalowo przyniosło to Polsce owoce: cesarstwo uległo osłabieniu, do Polski po pół wieku znów wróciła korona królewska.
    Jednak długofalowo polityka ta była dla Polski niekorzystna. Polityka tolerancji religijnej dawała Polsce i Węgrom wyjątkowe atuty w skali Europy ze względu na położenie geograficzne na religijnym pograniczu.
    Wzmocnienie odległego Rzymu kosztem niemieckiego sąsiada było po prostu mniejszym złem.
    Być może gdyby Polska nie wsparła antycesarskiego buntu Grzegorza VII, powstałaby wówczas germańska potęga polityczna,
    która starłaby w średniowieczu zachodniosłowiańską państwowość tak jak starte zostały organizmy polityczne Słowian połabskich.

    Tym niemniej jedyną polityką mogącą prowadzić do wzrostu realnej potęgi Polski była polityka oparta na tolerancji religijnej i budowie balansu międzykulturowego.

    Polska i papiestwo mogą mieć wspólne interesy sojusznicze antycesarskie, tyle że z natury rzeczy są to interesy doraźne.
    Wzmocnione papiestwo będzie jednak hamulcem dla uruchomienia tej geopolityki, która jest dla Polski najbardziej korzystna: polityki ponadreligijnej, która z kolei jest szkodliwa dla długofalowych interesów papiestwa.

    W konflikcie z papiestwem w istocie załamała się potęga niemiecka, lecz rozpoczęły się wówczas krucjaty na których najlepszy interes zrobili Francuzi.
    Najgorszym skutkiem krucjat było załamanie głównego elementu buforowego pomiędzy Wschodem a Zachodem: Bizancjum.
    W ten sposób zaprzepaszczona została realna szansa na budowę odpowiednio silnej strefy buforowej pomiędzy agresywnymi elementami Zachodu i Wschodu.

    Wielu historyków patrzy na interesy polskie wyłącznie przez pryzmat interesów łacińskiego chrześcijaństwa, ignorując to,
    że Złoty Wiek w historii Polski miał miejsce wówczas, kiedy Polska była najbardziej tolerancyjnym krajem w Europie.
    Przy czym tolerancja nie była jakimś skutkiem potęgi, lecz jej esencją. Podwaliny tej tradycji politycznej stworzył Mieszko II.

    Trzeba podkreślić, że jest to kwestia niemal wyłącznie związana z położeniem geograficznym. Polska czy Węgry to kraje pogranicza i kiedy Wschód walczy z Zachodem, często ponosimy tego najmocniejsze koszty. Kiedy zaś relacje układają się pokojowo kraje pogranicza mogą potencjalnie czerpać z tego stanu największe profity.

    Porównajmy to teraz z interesami politycznymi papiestwa: jako twór słaby militarnie, lecz silny w wymiarze wpływu na społeczeństwo, papiestwo w warunkach pokoju jest stale zagrożone podporządkowaniem polityce i interesom najsilniejszego organizmu politycznego w integrującej się Europie.

    W XI w. papiestwo genialnie budowało swoją niezależność i siłę polityczną: problem z Normanami na południu Włoch został rozwiązany rzuceniem ich do podboju Anglii (1066). Problem z cesarstwem został rozwiązany przez szeroki sojusz z małymi krajami, których niezależności Cesarstwo zagrażało. I w końcu rzucenie sił chrześcijańskich do walki z Maurami, Saracenami i poganami, wyprowadziło poza Europę najbardziej sfrustrowane i wojownicze jednostki. Dla Europy było to korzystne, lecz odbyło się to kosztem Bliskiego Wschodu. W dzisiejszym świecie brak jest równowagi między Zachodem a Bliskim Wschodem, co nieustannie jest ogniskiem zapalnym. Jest to pokłosie supremacji geopolityki imperialistycznej Zachodniej Europy nad geopolityką buforową Środkowej Europy.

    W tym pierwszym okresie to węgierscy Arpadowie byli najmocniejszymi fundamentami tej geopolityki.

    Sądzę, że w dzisiejszej polityce Orbana możemy zauważyć analogiczny rozsądek geopolityczny: Węgry są związane z Unią, lecz pełnią tutaj wobec Rosji najbardziej łagodzącą i buforową rolę. Gdyby w Unii nie było węgierskiego wyłomu, ciśnienie między Wschodem a Zachodem byłoby z pewnością znacznie wyższe. Węgry stają się klasycznym krajem buforowym między Wschodem a Zachodem.

    Wróćmy jednak do początków tej geopolityki: jak wyglądał proces w którym walczące ze sobę młode monarchie, wyszarpujące sobie wzajemnie resztki Państwa wielkomorawskiego, zaczęły najściślejszy ze sobą związek dając podłoże hasłu „Polak Węgier dwa bratanki”.

    Z „Kodeksu Matyldy” wiemy, że to Mieszko II był władcą, który otworzył się na wszystkie trzy obrządki chrześcijańskie. Słowacki historyk, Ján Steinhübel, podaje też, że ówcześni książęta Nitry uznali zwierzchnictwo Mieszka II, choć sami byli z domu Arpadów. Mieszko II jeszcze w okresie panowania Chrobrego związany jest z Krakowem. Chrobry odszedł na łono Pana w 1025, podczas gdy pierwszy król Węgier kontynuował swe niemiłosierne, choć święte panowanie aż do roku 1038.

    Król Święty Stefan postanowił zablokować sojusz węgiersko-polski i ukarać księcia Nitry.

    W 1031 na Polskę ruszył atak Niemców i Rusinów, którzy wynieśli do władzy Bezpryma. Jednoczesnie król Stefan najechał sprzymierzoną z Polską Nitrę, gdzie oślepiono i zalano ołowiem uszy księcia Vazula. Chodziło o to, by nie przejął on władzy nad Węgrami po Stefanie, gdyż w tym samym roku we wrześniu 1031 w czasie polowania zginął tragicznie jedyny syn Stefana. Oznaczałoby to, że władzę na Węgrzech obejmuje książę Vazul, związany ściśle z królem Mieszkiem II. Stefan obawiał się pewnie przejścia Węgier z sojuszu z Rzymem na sojusz z Konstantynopolem.

    Vazulowi udało się jednak ocalić swoich synów, którzy udali się na emigrację i rychło trafili do Polski, gdzie, jak podaje Szymon z Keza, „zostali ciepło przyjęci” przez Mieszka II. Nosili imiona: Lewant, András i Béla. Lewant i Andras podążyli później do Rusi, na dwór Jarosława Mądrego, podczas gdy Bela został w Polsce.

    BELA ZAPOMNIANY

    Po katastrofie 1031 ważnym sojusznikiem króla polskiego był wygnany pretendent do węgierskiego tronu, Bela,
    którego po latach król Bolesław Śmiały wyniesie do węgierskiej korony.
    Jego obecność w Polsce nasi kronikarze przemilczeli, co nie jest zaskakujące biorąc pod uwagę jego skłonność do pogaństwa,
    dużą rolę w ostatnim okresie panowania Mieszka II, a więc pewnie także i duże znaczenie w okresie „reakcji pogańskiej” w Polsce po śmierci króla.

    O pobycie Beli w Polsce informuje węgierska „Kronika Ilustrowana” („Képes Krónika”) z ok. 1360.
    Czytamy tam, że Bela osiągnął bardzo wysoką pozycję w państwie Mieszka II.
    Głównym powodem afektu Mieszka II do Beli miała być jego rola okiełznaniu buntu Pomorzan.
    Widząc osłabienie państwa Mieszka II, Pomorzanie odmówili płacenia corocznego trybutu dla władzy centralnej. Mieszko szykował się do interwencji zbrojnej, lecz stanęło na tym, że zamiast wojny spór zostanie rozstrzygnięty przez starcie przywódców. Mieszka obleciał strach i z opresji wybawił go Bela, który stoczył zwycięzki pojedynek w imieniu króla, czym zaskarbił sobie jego miłość i uznanie. W nagrodę król przekazał mu cały pomorski trybut, rękę swojej córki oraz nadał mu pokaźną część ziemi.

    Historia ta została z pewnością ubarwiona w stylu opowiadań rycerskich. Można natomiast sądzić, że Bela faktycznie osiągnął wysoką pozycję w państwie Mieszka, lecz był to naturalny kierunek polityczny, kontynuacja dawnego ścisłego sojuszu z książętami nitrzańskimi, obecnie na wygnaniu w Polsce, lecz z perspektywą zdobycia korony Węgier i zbudowania polsko-węgierskiego sojuszu strategicznego. Udział księcia Beli w spacyfikowaniu Pomorzan w imieniu Mieszka II jest całkowicie prawdopodobny. Nawet pojedynek z księciem pomorskim brzmi prawdopodobnie, tyle że jako pomysł samego Beli, który jako poganin mógł zaproponować tradycyjne rozstrzygnięcie sporu poprzez pojedynek przywódców. Mieszko jako chrześcijanin nie mógłby czegoś takiego wymyślić. Stąd pewnie przydomki Beli: Zwycięzca lub Bizon.

    Warto więc odnotować, że w ówczesnym państwie Mieszka II pokojowo współżyli poganie i różne odłamy chrześcijaństwa.

    Niestety nie mamy informacji, jakie ziemie w Polsce otrzymał Bela. Poprzez małżeństwo z córką króla Bela stał się kimś więcej niż możnowładcą w Polsce. Świadczy o tym także fakt opuszczenia Polski przez pozostałych dwóch braci Beli: Andrasa i Lewanta, którzy nie chcieli być jedynie „braćmi Beli”, jak ujmuje to Ilustrowana Kronika.
    To w Polsce urodzili się synowie Beli, którzy zostali później królami Węgier. Jego drugi syn, Władysław — otrzymał imię słowiańskie, co może świadczyć o tym, że planowany był na polski tron.
    Węgierscy historycy Gyula Kristó i Ferenc Makk przypuszczają, że w okresie tzw. anarchii Bela mógł „administrować Polską” w imieniu Kazimierza I. Wydaje się całkiem prawdopodobne, że jako zięć Mieszka, który po pokonaniu w jego imieniu księcia pomorskiego i ocaleniu tym samym kraju przed kolejną wojną domową, musiał być sławny i wśród pogańskiego w większości ludu w Polsce, i wśród rycerstwa. I to jego mogli oni chcieć na kolejnego władcę. A że sprzyjał on (lub co najmniej tolerował) pogaństwu, toteż łacinnicy nie uznali legalności takiej władzy.

    Być może zatem nie było żadnej anarchii pogańskiej w Polsce, a tzw. Bolesław Zapomniany to Bela, węgierski książę.
    Gdyby w Polsce była wówczas anarchia, sąsiedzi dokończyliby dzieła rozbiorów, które zaczęli w 1031.

    Lata 1034-1038 to okres kronikarskiej „białej plamy”, okres w którym wiara katolicka w Polsce, według kronikarza niemieckiego Wipo, „upadła niestety, w sposób godny płaczu”.
    Brak łacińskiej narracji dla tego okresu może po prostu świadczyć o całkowitym wytrzebieniu wówczas „opcji łacińskiej” w Polsce.

    CO ODNAWIAŁ KAZIMIERZ ZWANY ODNOWICIELEM

    Nazywany na wyrost Odnowicielem, książę Kazimierz, jedyne co w Polsce odnawiał bez wątpienia, to wpływy łacinników
    I za to w łacińskiej literaturze dostał przydomek. W społeczeństwie i wśród rycerstwa nie cieszył się poparciem,
    gdyż w czasie wygnania z kraju Mieszka II, wraz z niemiecką matką, Rychezą,
    zawieźli polskie insygnia koronacyjne do cesarza.
    Mieszko II po odbiciu kraju nie chciał widzieć Rychezy i pewnie Kazimierza nie darzył zaufaniem, sądząc słusznie, że jego władza oznacza popadnięcie Polski pod zależność od cesarza.
    Kroniki nie są zgodne w opisie losów Kazimierza w latach 30. XI w. Na ogół pisze się, że musiał opuścić kraj po śmierci ojca.
    Wedle innych wersji w czasie śmierci Mieszka przebywał w Niemczech na dworze swego wuja, Hermana II,
    późniejszego arcybiskupa Kolonii, który w 1054 koronował cesarza Henryka IV.

    DRUGA REAKCJA POGAŃSKA W POLSCE

    Ok. 1037 Kazimierz podówczas zwany jeszcze Mnichem podjął pierwszą nieudaną próbę powrotu do Polski i zdobycia władzy. W reakcji na to w 1038 wybuchło drugie powstanie ludowe. Taka wersja brzmi znacznie prawdopodobniej, niż opowieści o kraju pogrążąonym w anarchii, który nie ma żadnej władzy i którego nikt przez ten czas nie zajmuje.

    Wypadki te odnotowuje Gall Anonim: „I choć tak wielkie krzywdy i klęski znosiła Polska od obcych, to jeszcze nierozsądniej i sromotniej dręczoną była przez własnych mieszkańców. Albowiem niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc… Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką — czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu — podnieśli bunt przeciw biskupom i kapłanom Bożym i niektórych z nich, jakoby w zaszczytniejszy sposób, mieczem zgładzili, a innych, jakoby rzekomo godnych lichszej śmierci, ukamienowali”.

    Warto zauważyć klasowy charakter niepokojów religijnych. Prosty lud trzymał się rodzimych wierzeń, elita władzy była chrześcijańska. Przyczyną niepokojów religijnych jest gwałtowny sposób walki z tradycyjnymi wierzeniami.

    Warto zastanowić się, dlaczego akurat wówczas wybuchały rozruchy na tle religijnym w Polsce. Wcześniejsze, jeśli były, to na tyle nieznaczne, że nie doszły do uszu kronikarzy łacińskich. Nie ma żadnych wieści, by na twarde wymogi Chrobrego dotyczące przestrzegania postu, ktoś się buntował. Wielkie bunty pogańskie (czyli po prostu ludowe) wybuchały dwukrotnie: za każdym razem, gdy najeźdźcy z ościennych krajów próbowali do władzy w Polsce wynieść swoich sprzymierzeńców. Pierwsza reakcja pogańska strąciła z tronu Bezpryma, druga — wygnała Kazimierza. Były to więc nie tyle „reakcje pogańskie” ile powstania w obronie rodzimej kultuy.

    Po swoim wygnaniu z Polski w wyniku powstania ludowego, Kazimierz udaje się na Węgry, na dwór wrogiego Beli św. Stefana, co znacznie uprawdopodabnia hipotezę, że w tym czasie w Polsce władze mógł sprawować Bela. Czy Kazimierz starał się na Węgrzech o pomoc w opanowaniu „rebelii pogańskiej” przeciwko niemu, nie wiadomo, lecz wiadomo, że św. Stefan „nawracał” wówczas Węgry „na wiarę [chrześcijańską] prośbą i groźbą”, jak pisze Gall. Zmarł jednak w tym samym roku, a jego nastepcą został Piotr Orseolo z Wenecji. Dał on Kazimierzowi 100 rycerzy.

    Tak wyekwipowany Kazimierz udał się następnie do Niemiec, skąd zaczął montować większy sojusz militarny, mający na celu zdobycie władzy w Polsce.
    Był to dokładnie ten sam sojusz, który w 1031 wypędził z kraju Mieszka II. Uderzenie przyszło z trzech stron.
    Od południa spadł na Polskę w 1038 wielki najazd czeski, który spustoszył Poznań i Ostrów Lednicki oraz zagarnął Śląsk. Czesi niszczyli wówczas budowle religijne.
    Czy aby były to świątynie łacińskie?
    Sądzę, że nie jest przypadkiem, że druga reakcja pogańska wiązana jest właśnie z ziemiami na które najechali Czesi: Śląsk i Wielkopolska.
    Niedługo później Kazimierz wkroczył do Polski na czele wojska niemieckiego, które mozolnie podbijało kraj.
    Od wschodu przyszły wojska ruskie księcia Jarosława, które pomogły pokonać siły Masława na Mazowszu, co miało miejsce w 1047.
    Miała wówczas miejsce, według Galla, wielka rzeź Mazowszan. Następnie wojska Kazimierza uderzyły na idących z pomocą Mazowszu Pomorzan. Gall włożył w usta Kazimierza taką odezwę do rycerzy:
    „Pogromiwszy fałszywe chrześcijany, już bez trwogi uderzcie na pogany!”.

    Kim byli owi „fałszywi chrześcijanie”? Najprawdopodobniej chodziło o to chrześcijaństwo, które przetrwało pogrom z lat 30.: słowiańskie lub bizantyjskie. W tym czasie chrześcijaństwo łacińskie kojarzone było wyłącznie z Niemcami, traktowano to jako „opcję niemiecką” w Polsce. Tępiąc chrześcijaństwo łacińskie traktowano to wyłącznie jako kontynuację zmagań o uniezależnienie od cesarstwa. W czasie „reakcji pogańskiej” nie zwalczano natomiast chrześcijaństwa słowiańskiego, czyli tego, które wywodziło się pierwotnie z Bizancjum.

    Julian Bartoszewicz tak to ujmował: „Powstało pogaństwo przeciw chrześcijaństwu, dwa obrządki słowiański i łaciński, które żyły obok siebie, zwaśniły się” (Julian Bartoszewicz, Królowie polscy: wizerunki, 1860). Część badaczy uważa, że w ogóle nie można mówić o żadnych buntach pogańskich, tylko o walce chrześcijaństwa łacińskiego z chrześcijaństwem słowiańskim. Wyraźnie bowiem zauważamy w kronikach łacińskich skłonność do określania zwolenników chrześcijaństwa słowiańskiego mianem „fałszywych chrześcijan” lub „pseudochrześcijanami”. W ten sposób określano najpierw Mieszka II, a następnie cześnika Mieszka II — Miecława, księcia mazowieckiego. Jest to oczywiście prawdopodobne, gdyż chrześcijaństwo słowiańskie było otwarte na dawną kulturę polską, więc mogło być uważane przez łacinników za „przebrane pogaństwo”.
    Wzmacnia tę tezę także fakt, że ostatnim elementem operacji „Odnowiciela”, było starcie z Miecławem i jego „fałszywymi chrześcijanami” z Mazowsza,
    czyli ostatnim bastionem w walce z tzw. reakcją pogańską było chrześcijaństwo słowiańskie.

    Sądzę jednak, że bardziej prawdopodobna jest teza, że reakcja pogańska była faktycznie buntem pogańskim, buntem ludowym, po którego stronie stanęli chrześcijanie słowiańscy.

    Dodajmy tutaj na marginesie, że bezkrytyczne przyjmowanie narracji łacińskiej dla tego okresu istnienia państwa polskiego, nie tylko nie pozwala zostać historii „nauczycielką życia”, ale i prowadzi do naiwnej historiozofii, która tak wiele zła uczyniła w Polsce w ostatnich stuleciach. Oto nawet Paweł Jasienica pisząc o tym okresie, zastanawia się, dlaczego ościenne kraje, które jeszcze kilka lat wcześniej najechały Polskę i dokonały rozbioru naszych ziem, teraz wyświadczyły nam „przysługę” i zainstalowały na polskim tronie „Odnowiciela”. Historyk nie bierze nawet pod uwagę, że była to kontynuacja ich polityki z 1031. Stwierdza za to, że „Polska była po prostu potrzebna Europie jako czynnik równowagi” („Polska Piastów”). Przez wieki naiwni historiografowie głosili tezy o tym, że Europa potrzebuje Polski. Być może jest to jakiś kompleks „przedmurza chrześcijaństwa”. Cała historiografia pokazuje dobitnie, że Europa zawsze chętnie poświęcała i pozostawiała Polskę samej sobie lub wrogom, nawet jeśli byli to wrogowie Europy. By coś zmieniło się na lepsze, trzeba w końcu zerwać z naiwną historiozofią. Nie było żadnych powodów, by sąsiedzi „odbudowywali” Polskę, poza odbudową swoich interesów na obszarze Polski. Gdyby w Polsce była wówczas anarchia i chaos, wystarczyłoby poczekać nieco, by kraj sam upadł i pogrążył się w kryzysie, po czym wystarczyłoby po prostu wejść na objęte kryzysem ziemie i je bezproblemowo zająć. Przerobiliśmy już ten scenariusz w XVIII w. Tylko istnienie władzy niekorzystnej dla interesów cesarskich, uzasadniało operację instalacji „Odnowiciela”. Polska Mieszka II czy Bolesława Śmiałego w żadnym razie nie była potrzebna naszym „odnowicielom”. Była to bowiem Polska o ambicjacyh mocarstwowych w tej części Europy.

    1046: REAKCJA POGAŃSKA PRZENOSI SIĘ Z POLSKI NA WĘGRY

    Osiem więc lat zajęło Kazimierzowi zdobycie Polski. Stało się to po tym (lub wtedy), gdy Bela opuścił Polskę i wrócił na Węgry. Węgierskie kroniki podają, że najpierw na Węgry przybyli z Kijowa dwaj jego bracia: Andras i Lewant. Doprowadzili oni do wybuchu powstania pogańskiego przeciwko władzy Wenecjanina, Piotra Orseolo, któremu św. Stefan w 1038 powierzył koronę, miast sympatyzującego z Bizancjum prawowitego Bazyla i jego synów. Obecnie synowie Bazyla wrócili i upomnieli się o swoje dziedzictwo, zyskując szerokie poparcie ludu, gnębionego religijnie przez konkwistę wenecko-niemiecką.

    „Za jego [Vata] namową wymordowali oni księży i laików wiernych wierze katolickiej, wiele świątyń zniszczyli i wszystkich Niemców i Włochów, którzy piastowali rozmaite urzędy i po całym kraju byli rozproszeni, wydali na śmierć. (…) wybiegli wielkimi tłumami naprzeciw książąt (…) i prosili ich uparcie, aby zezwolili całemu ludowi żyć w wierze pogańskiej, wybić biskupów i kapłanów, zniszczyć kościoły, odrzucić wiarę chrześcijańską i czcić bogów” (Gerard Labuda „Mieszko II, król Polski (1025-1034)”, Poznań 2008).

    Kroniki węgierskie podają, że Bela opuścił Polskę na zaproszenie swego brata Andrasa, który był przygnębiony po stracie w bitwie z Piotrem Orseolo, młodszego brata Lewanta. Wydaje się to być typową historyjką „ku pokrzepieniu”. Bardzo mało prawdopodobne, by Andras mógł sobie życzyć powrotu brata. Wracający z zagranicy bracia to dla panujących niemal zawsze wyłącznie kłopoty a dla kraju ryzyko podziałów. Pamiętamy zresztą, że Andras i Lewant opuścili Polskę, zazdrośni o pozycję, jaką zdobył sobie tutaj ich brat. Andras zatem raczej obawiał się brata i miał wobec niego nie sentymenty, lecz resentymenty.

    Jeśli zatem w 1047 Bela opuszcza Polskę i wraca na Węgry, to raczej dlatego, że musiał Polskę opuścić pod naporem inwazji niemiecko-ruskiej, po utracie ostatniego bastionu: Mazowsza. Na Węgrzech w wyniku powstania pogańskiego królem został najstarszy syn Vazula — Andras. Jego młodszy brat Bela został udzielnym księciem Nitry i był naturalnym kandydatem na kolejnego króla.

    BELA WIELKI

    O tym, że Bela mógł być dobrym władcą Polski w okresie „pogańskim” świadczyć może także jego sposób sprawowania władzy w Nitrze, bo do tego okresu mamy już kroniki. Otóż ta część Węgier, którą władał Bela rozwijała się naprężniej gospodarczo. Bela musiał mieć dużą autonomię, gdyż bił nawet własne monety srebrne o większej wartości niż królewskie denary. Bela uruchomił wówczas wydobycie srebra z rejonu bańskoszczawnickiego. Gród w Nitrze otoczony został potężnym wałem drewniano-ziemnym o konstrukcji komorowej. Nieprzypadkiem spośród trzech synów to właśnie Bela wybił się w Polsce: był po prostu najlepszy z całej trójki.

    Podaje się, że główną „reformą” przeprowadzoną przez „Odnowiciela” było przeniesienie stolicy z Gniezna do Krakowa. Z drugiej strony wiemy, że syn Beli, Władysław urodził się w Krakowie ok. 1040. Mogłoby to wskazywać, że Bela z żoną zajmowali wówczas stolicę Małopolski. Być może zatem Kazimierz dlatego uczynił Kraków miastem stołecznym, że stał się nim ipso facto — dzięki osiedleniu się tam Beli, który jak wiemy był świetnym gospodarzem.

    Całkiem zrozumiałe jest, że Andras podobnie jak w Polsce i tym razem miał dość brata. Zdradził więc interesy węgierskie i zawarł układ z cesarzem, dzięki któremu to jego syn, Solomon, a nie Bela, miał zostać koronowany na następcę.

    W ten sposób w roku 1059 Bela znów zawitał w Polsce. Czy witano go z otwatymi ramionami czy jako wroga, nie wiadomo. Gall skwapliwie epizod ten przemilczał. Bela z pewnością miał w Polsce wielu sympatyków. Poza tym był znacznie potężniejszy i bogatszy niż kiedy opuszczał Polskę. Kiedy Bela na Węgrzech budował fortyfikacje i kopalnie srebra, w Polsce Kazimierz „mnożył zgromadzenia mnichów i świętych dziewic” (Gall). Trudno podejrzewać, by mógł się on cieszyć uznaniem szerszych kręgów społecznych. Fortunnie się jednak złożyło, że w listopadzie 1058 „Kazimierz pożegnał się z tym światem”, a władzę objął jego najstarszy syn Bolesław Śmiały, którego Długosz nazywa „ojcobójcą”.

    Bela zapewne zaproponował swemu krewniakowi sojusz polityczny i wsparcie ekonomiczne, w zamian za pomoc w odzyskaniu władzy na Węgrzech. Od razu bowiem po wstąpieniu Bolesława na tron polska polityka zmieniła się o 180 stopni i powróciła na tory sojuszu węgierskiego wymierzonego w koalicję cesarską. Pierwszym posunięciem Śmiałego był najazd na Węgry i pomoc w zdobyciu tronu przez Belę, który został koronowany w 1060.

    Po objęciu władzy na Węgrzech Bela ogłosił, że żony i synowie jego dawnych wrogów, którzy uciekli do Niemiec, mogą bezpiecznie kontynuować władanie nad swoimi włościami.
    Wszak synowie nie powinni odpowiadać za winy i grzechy swoich ojców, zwłaszcza, że historia pokazuje, że nowe pokolenia mają skłonność do zmiany nawyków starego pokolenia.
    Wprowadził następnie głęboką reformę monetarną, wprowadzając do obiegu „wielkie monety z najczystszego srebra”, wyeliminował też czarny rynek.
    Zarządził nadto, że cotygodniowe targi powinny się odbywać w sobotę,
    a nie jak dotąd w niedzielę. Ilustrowana Kronika podaje, że w roku 1061 zorganizował szerokie konsultacje społeczne, ściągając do Białogrodu Królewskiego
    po dwóch przedstawicieli każdej osady, celem zaopiniowania proponowanych reform.
    W czasie konsultacji wyszło, że lud chce przywrócenia pogaństwa i wymordowania wszystkich księży.
    Na ten postulat Bela nie mógł przystać.
    Był on kontynuatorem polityki Mieszka II i wiedział, że tylko tolerancja religijna może wzmocnić Węgry.

    Niestety, w 1063 spadła na Węgry inwazja cesarska. Bolesław nie udzielił pomocy swemu węgierskiemu sojusznikowi.
    Nie chciał bowiem naruszać układu z księciem czeskim, Wratysławem II, który był wiernym sojusznikiem cesarskim.
    Śmiały liczył pewnie, że dzięki małżeństwu Wratysława z jego siostrą, Świętosławą Swatawą, zapewni sobie neutralność króla Czech w konflikcie z cesarzem.
    Tymczasem Bela zginął niestety w czasie tej inwazji a na tronie węgierskim znów pojawiła się cesarska marionetka, Solomon.

    BOLESŁAW ŚMIAŁY: SYNTEZA DUCHA CHROBREGO I UMYSŁU MIESZKA II

    Po nieszczęsnym epizodzie Kazimierza „Odnowiciela”, kiedy Polska utraciła suwerenność na rzecz Niemiec,
    odrodził się sojusz polsko-węgierski oraz polityka mocarstwowa,
    kiedy Bolesław Śmiały dokonał swoistej pomsty na dawnych najeźdźcach.
    Dokuczył mocno Rusinom i Czechom, ale i popierając papiestwo mocno dał się we znaki Niemcom.

    Na ogół akcentowana jest wyłącznie jego polityka zagraniczna, która upodabnia go do Bolesława Chrobrego. Tym niemniej jego polityka wewnętrzna to kontynuacja dziedzictwa Mieszka II.

    Bardzo charakterystyczne jest, że pierwsza wyprawa Śmiałego na Czechy nie jest jakąś wielką geopolityką ani łupiestwem,
    lecz ma na celu odbicie polskich rzemieślników (sic!), których w 1038 Czesi uprowadzili z Giecza.

    To nie jest bowiem tak, że ludzie są zastępowalni, jeśli odbierze się krajowi jego specjalistów, może to być potężniejszy cios aniżeli wywiezienie iluś tam wozów obładowanych złotem i srebrem.
    Okazuje się zatem, że kiedy sumienni łacinnicy z Czech najechali na rzekomo pogrążoną w pogańskiej anarchii Polskę — zagrabili nam krajowych specjalistów, których zaprzęgnięto do gospodarki czeskiej.

    Propagandowe podręczniki historyczne, niewolniczo uczepione narracji łacinników, ogłupiają nas dziś bajaniami o tym, że głównym łupem czeskim w 1038 miały być relikwie św. Wojciecha

    Na różne sposoby rozpisuje się jedynie o tych nieszczęsnych relikwiach.
    W rzeczywistości Czesi przybyli do Wielkopolski w jednym określonym celu:
    by uprowadzić rzemieślników pracujących na styku wielkich szlaków handlowych między Wschodem i Zachodem, Północą i Południem — w Gieczu.
    Kiedy Śmiały zaczął odbudowywać polską suwerenność, nie wybrał się do Czech w poszukiwaniu głowy świętego, lecz głów żyjących tam polskich specjalistów.

    Za jego panowania Polska wróciła do bicia własnej monety: srebrnych denarów.
    Być może był to efekt sojuszu z Węgrami, które posiadały wówczas cenną kopalnię srebra. Bela rozpoczął bicie świetnej monety nie będąc nawet królem.
    Najpewniej sam nauczył się tego w Polsce od Mieszka II. Dawniej początki srebrnych denarów w Polsce wiązano z Mieszkiem I.
    Nowsze ustalenia poczynione przez polskiego archeologa i numizmatyka, Stanisława Suchodolskiego, dowiodły, że monety te zaczynają się w czasie panowania Bolesława Chrobrego, lecz bił je nie król, lecz właśnie Mieszko II.
    Z jego panowaniem wiążą się także początki wydobycia złota na Dolnym Śląsku.
    Jego kontynuatorem był właśnie Bela. Niezależność monetarna Polski zakończyła się wraz z objęciem władzy przez Kazimierza „Odnowiciela”.
    I dopiero Bolesław Śmiały powraca do polityki Mieszka II, którą z pewnością nauczył się od wuja Beli a nie od ojca Kazimierza.

    1079: UPADEK PAŃSTWA SŁOWIAŃSKIEGO

    Ślady kultury bizantyjskiej obecne w Polsce są starsze niż kultura łacińska. Imiona pierwszych dwóch biskupów krakowskich to imiona greckie:
    Prohor (Prochor, od gr. Προχορος), Prokulf (Proculphus) — zaczęło się zatem od Bizancjum, nie od Rzymu. (Roman Jakobson, Comparative Slavic Studies. The Cyrillo-Methodian Tradition, 1985)

    Jedna z najstarszych monet polskich pochodząca z czasów pierwszych Piastów przedstawia strzałę na tle Drzewa Życia w awersie,
    a krzyż bizantyjski na rewersie (podaję za Suchodolskim).
    Innymi słowy mieliśmy tutaj do czynienia z całkowicie zamilczaną przez łacinników bizantyjsko-słowiańską historią Polski.

    Pozostałości tej przemilczanej historii nie szukajmy jednak na kartach łacińskich kronik, bo tam one są jedynie w postaci białych plam, plątaniny i nieudolności ich narracji. Jeśli jednak zaczniemy jej szukać w zabytkach, architekturze, symbolice, malarstwie, legendach — naraz się okazuje, że w tej najstarszej historii Polski co trochę trafiamy na elementy, które należą do kultury grecko-słowiańskiej a nie łacińskiej.

    Dotyczy to przykładowo pięknego opactwa tynieckiego w Krakowie, które swe dzieje zaczynało jako słowiańskie a nie łacińskie.
    Początkowo wojującymi łacinnikami byli Niemcy, którzy traktowali to jako formę podboju.
    Nasilenie prześladowania słowiańskiego chrześcijaństwa rozpoczęło się po 1054, kiedy niemiecki papież doprowadził do Wielkiej Schizmy Wschodniej.
    Wkrótce później rozpoczęło się ściganie „herezji Metodego” i słowiańskiego chrześcijaństwa.
    Kiedy rozpoczęła się I krucjata, w Polsce skazano za herezję opata tynieckiego na wygnanie wraz z innymi mnichami.

    W przypadku Polski problem z rytem słowiańskim był fundamentalny, gdyż po tzw. reakcji pogańskiej wytrzebiono u nas łacinnictwo i państwo opierało się własnie na chrześcijaństwie słowiańskim.
    Jego zniszczenie oznaczało zniszczenie państwa. Dlatego właśnie państwo wybudowane przez Bolesława Śmiałego zamieniło się w zgliszcza.
    Nie jest prawdą, że po zniszczeniu łacinnictwa w Polsce upadło państwo w okresie tzw. reakcji pogańskiej.
    Upadło ono pół wieku później — tym właśnie był chaos rozbicia dzielnicowego, którego opanowanie zajęło kolejne dwa stulecia.

    Autor: Mariusz Agnosiewicz
    Źródło: Racjonalista.pl

    OD AUTORA

    Więcej na ten temat: Antoni Mironowicz: „The Methodian mission on the Polish lands until the dawn of 11th century”, ELPIS, Rocznik XV (XXVI). Zeszyt 27 (40). 2013. Uniwersytet w Białymstoku

  39. Ex said

    @36 Ale ja nie komentuje teraz żadnego RN, tylko reakcje strony rosyjskiej. Tak jakby wczoraj odkryli, że Polakami rządzą ci a nie inni, tak jakby się dziwili, tak jakby ichnie znali.

    Wokół tej ostatnie „odmowy” to jest histeria na poziomie absurdu. Widziałem na RT relacje defilady w Warszawie z okazji święta WP. Co tam było? Ustawili kamerę na przeciwko ambasady i w relacji pokazali moment przemarszu amerykańskich żołnierzy, tak jakby to oni tą defiladę prowadzili.

    Do tego histeryczny tytuł. To jest do znalezienia na youtube. I o tym mówię, o CELOWYM histeryzowaniu przy każdej okazji.

    >Na moje wyczucie niewiele w Rosji mówi się o Polsce. Natomiast w Polsce o Rosji mówi się bardzo dużo i zawsze źle, a niechęć jest promowana całościowo: do narodu i cywilizacji. Jest to mrówcza praca, której lata temu poddano banderowców.

    Bo tak jest, tylko pożarów nie gasi się dolewaniem benzyny. Rosja to właśnie robi, bo skoro Polskę ignoruje, to po cholera to ciągłe jojczenie?

    > Jak polskie cwele odpłaciły się Żydom? Nijak

    Same zainteresowane nie chciałby nic robić.

    ps
    To że RN jest odpowiednikiem ukraińskich ruchów banderowskich (opartych na kibicach) to sam – chyba jako pierwszy – tutaj pisałem.

  40. Kazek said

    znalezione w sieci

    Już wkrótce w Moskwie odbędzie się defilada wojsk NATO i Ukraińskich.
    a potem pojadą polewaczki

  41. R1a1 said

    AlexSailor said
    2014-08-30 (sobota) at 19:51:26
    No ciekawe.
    Rosjanie w przypadku najmniejszych nieprawidłowościach w papierach robią trudności nie do przebycia.
    W przypadku zamachu w smoleńsku traktują nas Polaków, nie tylko rząd, jak śmieci.
    No i to bezwarunkowe poparcie współdyskutantów dla zagranicznego ośrodka władzy i traktowanie polskojęzycznego rządu zawsze wrogo.

    Poza tym Polska nie musi się nikomu tłumaczyć, dlaczego akurat nie wpuszcza go na swoje terytorium.

    A odszczekiwanie się Rosjan, jeśli informacje w artykule są podane, jest jeszcze bardziej szczeniackie niż zakaz lotów.

    To Pan Napisał?
    Wierzy Pan w zamach?
    Uważałem Pana za najrozsądniejszą osobę w Gajówce, a tu taka niespodzianka…

    Zagrywka władz RP jest na poziomie rynku i handlarzy rybami. Czyste chamstwo i nic więcej. Pan Gajowy pisze, że „czy nie dość już sankcji”. Przecież ci ludzie mają w dupie sankcje, bo one dotykają Polaków. Chamskie zagrywki anty-rosyjskie szkodzą Polsce i Polakom – nie im. Wojna z Rosją spowoduje śmierć Polaków i zniszczenie Polski (w tym i od rakiet z USA). Jaki Polak może popierać banderowców? Tylko skończony idiota lub nie-polak (lub jedno i drugie). Oburzanie się na „naszych” decydentów to tak jakby denerwować się na wściekłego psa, że warczy i chce gryźć… , albo na agenta, że agent….

    Inna rzecz, że Rosja nas olewa. Ktoś o tym pisał. Dlaczego RT jest po hiszpańsku, a nie jest po polsku? Dlaczego nie chcą dotrzeć do Polaków z informacją? Gdzie ta jedność słowiańska? Przecież sojusz Polski z Rosją zmienił by układ sił na świecie na całe stulecia. Likwidacja tych gównianych bismarckowskich państewek (estonia, łotwa, litwa, białoruś, ukraina), ostateczna likwidacja banderyzmu, sprawiedliwa granica na Dnieprze, 40 mln Polaków i 120 mln Rosjan.

  42. Romank said

    Dzieki panie Wladek…
    ostatnie wystapienie prof Lyndona B. LaRouche…z prosba o dopkladne wysluchanie tego 92letniego ekonomisty i polityka, ktry od wielu lat jest koscia w gardle oligarchii…
    Szczegolnei dla Polakow wazna jest czesc, ktora poswiecil Polakom i Polsce w obecnej sytuacji…
    od 18 min….
    Nie jest to przyjemna ocena..ale jak najbardziej realna.
    Zastanowcie sie Panstwo dobrze nad tym co powiedzial LaRouche….znam prof od roku 1984…jest on wielkim przyjacielem Polakow i dobrze nam zawsze zyczyl…Jego Ruch zalozyl bazujac na pryncypiach zlikwidowanej Slidarnosci i nazwal go New Solidarity..tak nazywal sie jego ruch i periodyk jaki wydawal w latach 80 kiedy startowal na prezydenta razem z Bushem seniorem,,,.to co sie natomiast zaczelo dziac po roku 1990…po tym, jak sfalszowano wybory i odebrano zwyciestwo panu Stanislawowi Tyminskiemu…
    wlasnie nikt inny tylko Prof LaRouche powiedzial..przejela was kamaryla Brytyjska i jej lackies…..
    Probowal pomoc Lepperowi, ale uznal ,ze to nie pewny pajac…i wycofal wszystkich ludzi z Polski…a byla tam pani Ania Kaczor-Wei z mezem, ktorzy rozpracowywali idee Solidarnosci, zwlaszcza idee Polski Solidarnej i Samorzadnej,,,,to na czym dokonano wielkich przemian w Chinach i dzis podejmuje to BRICS….
    CI Bitish Lackies olipachates taxcy Zdradkowie Cykorscy… traktowali ich w Polsce , jeszcze gorzej niz pana Tyminskiego,,,nie bylo pomyj ,zeby na nich nie wylano…dzis powtarza rzad polski stare bledy,sprzed wojny – po ktorych nie podniesiemy sie- jako narod..
    Sytuacja jest o wiele powazniejsza niz wydaje sie najwiekszm realistom..jedny ze scenariuszy jest rozdarcie Polski i Ukrainy i reorganizacja…Zachod i Polnoc zwiazany z ekonomia i administracja Niemiec.. Ukraina rozdarta , Wschod i Poludnie skonfederowane z Rosja , Wolyn i Zytomierz do Bialorusi … w wersji korzytnej i w wersji najmniejkorzystnej z reszta…. Rzeczypospolita Obojga Narodow z Halyczyna i Podolem..i Wolyniem, Zytomierzem…
    TO przy obecnym opustoszenui Podkarpacia i nasiedlaniu go Ukraincami opuszczajacymi Wschod Ukrainy..wykonczy nas Polakow- jako Narod….
    DO tego doprowadzily te obecne rzady POPiSu….

  43. Romank said

    Juz paraduja panei Kazek:-))
    http://rusvesna.su/news/1409433381

  44. Siggi said

    Polska, Ruś i racja stanu

    Andrzej Romanowski

    26.08.2014 ,
    Westerplatte, 1 września 2009 r. Władimir Putin jako premier Rosji brał udział w obchodach 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej
    Westerplatte, 1 września 2009 r. Władimir Putin jako premier Rosji brał udział w obchodach 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej (DAMIAN KRAMSKI)
    .
    – Polska po osiągnięciu celów strategicznych, czyli członkostwa w NATO i UE, nie miała żadnego powodu przyjmować wobec Rosji postawy konfrontacyjnej. Nie powinna być jastrzębiem – raczej gołębiem, mediatorem, uważa publicysta Andrzej Romanowski.

    Marcowa aneksja Krymu przez Rosję jest w powojennej Europie wydarzeniem bez precedensu. Nie bez powodu jedynym porównaniem wydają się działania Adolfa Hitlera w 1938 r. Ale z takich analogii niewiele wynika.

    W oczach Wschodu

    Rosja czuje się spadkobiercą Rusi. Kijów jest jej kolebką, miastem świętym, Doniecczyzna i Ługańszczyzna zaś leżały na terenie państwa moskiewskiego również wtedy, gdy kolonizowali je ukraińscy Kozacy. Krym został zdobyty w XVIII w. przez Rosję i w większości zasiedlony przez Rosjan (Ukrainie podarowano go zaledwie 60 lat temu), a Sewastopol do dziś pozostaje symbolem chwały rosyjskiego oręża. Do względów historycznych dołącza się ekonomiczny: kopalnie, huty i fabryki Zagłębia Donieckiego zakładano nie na potrzeby Ukrainy, lecz całego imperium. Może zaś najważniejszy jest aspekt podniesiony ostatnio przez prof. Adama Daniela Rotfelda: obawa, że Ukraina skopiuje wzory z Zachodu – dla reżimu Putina zabójcze.

    A jednak mimo wszystkich tych okoliczności ostatnie ćwierćwiecze dowiodło, że Rosja gotowa jest przyjąć istnienie odrębnej Ukrainy. Jak dalece miałaby to być odrębność formalna, to oczywiście sprawa inna. Ale warto zauważyć, że od roku 1989 obszar panowania bądź wpływu Rosji nieustannie się kurczy (wyjątkami są zgniecenie rebelii Czeczenii oraz poddanie swej kontroli części terytorium Gruzji: Abchazji i Osetii Południowej). W historii tego kraju, rozszerzającego się od XV do XX wieku drogą systematycznych podbojów, jest to więc nowość. Mimo to w Polsce panuje oczekiwanie, by Rosja cofała się nadal.

    Jeżeli jednak w dniach pomarańczowej rewolucji nawet Putin wykazał powściągliwość, to już trudno sobie wyobrazić, by nie tylko on, ale też Michaił Gorbaczow czy Borys Jelcyn zgodzili się kiedykolwiek na pożeglowanie Ukrainy do świata zachodniego. Ukraina zachodnia byłaby może jeszcze do rozważenia – i pewnie nieprzypadkowo Władimir Żyrinowski sondował możliwość podzielenia się tym obszarem z Polską. Ale rosyjskojęzyczny wschód? Gorbaczow w każdym razie natychmiast poparł aneksję Krymu.

    Prof. Jan Widacki pisał niedawno: „Była szansa na to, że w ciągu dwóch pokoleń Ukraina się zunifikuje, jej mieszkańcy urodzeni w niepodległej republice poczują się obywatelami jednego państwa. To wymagało czasu i spokoju. Europa Zachodnia i Polska powinny ewolucyjne procesy na Ukrainie mądrze wspierać ( ). Powoli, acz systematycznie przyciągać do świata zachodniego, a przy tym nie drażnić Rosji. Pozwolić nadal lawirować między Rosją a Zachodem, równocześnie krok po kroku wiązać z Europą. Elementarna znajomość realiów Europy Wschodniej podpowiadała, że gwałtownego przeciągania na Wschód czy na Zachód Ukraina jako państwo może nie wytrzymać. Może się rozpaść. Tymczasem co zrobiono? Właściwie wszystko, czego robić nie było wolno. Niestety, niemały udział w tym ukraińskim dramacie mają nasi politycy. Chciano gwałtownie wyrwać Ukrainę spod wpływów Rosji, łudząc nierealną jeszcze przez wiele lat nadzieją przyjęcia do Unii Europejskiej”. („Przegląd” nr 20).

    Nasza odpowiedzialność

    Istotnie. Polska, podtrzymując dążenia Ukraińców do systemu „takiego jak na Zachodzie”, wspierała działania wymierzone w prezydenta Wiktora Janukowycza i jak w 2008 r. w Gruzji opowiadała się za wszystkim, co tylko może zaszkodzić Rosji. Działania takie niosły oczywiste ryzyko, czy jednak miały sens?

    Czy pod rządami Janukowycza Ukraina rzeczywiście stałaby się rosyjskim protektoratem? To wielkie i ludne państwo zawieszone między Wschodem a Zachodem, przyjazne Rosji i Zachodowi (choć pewnie Rosji bardziej), zostałoby wtedy co prawda skazane na dryf, nie byłoby państwem marzeń, zwłaszcza dla Ukraińców ze Lwowa, ale zarazem zachowałoby terytorialną integralność i miałoby poczucie bezpieczeństwa. Ukraina Janukowycza miała szansę – choćby tylko teoretyczną – stać się europejskim łącznikiem, krajem europejskiej równowagi. Jednak takiej opcji w ogóle w Polsce nie rozważano. W konflikcie rozdzierającym Ukrainę nasza opinia publiczna, a po części też rząd, opowiedziała się przeciw ukraińskiej władzy legalnej, dysponującej mandatem demokratycznym.

    Nie rozważaliśmy też regionalizacji Ukrainy. Nasi publicyści bili na alarm: to byłby wstęp do rozpadu tego państwa! Prawda, tak mogło się stać. Czy jednak dziś, gdy od miesięcy płonie wschód Ukrainy, ryzyko rozpadu jest mniejsze? Gdyby swego czasu z projektem regionalizacji wystąpiły władze ukraińskie, odebrałyby Rosji jej podstawowy atut. Czy Rosja znalazłaby inny pretekst? Możliwe. Ale nawet gdyby przyjąć, że jej celem jest wchłonięcie Ukrainy (co nader prawdopodobne), to nie ma już pewności, by w sytuacji państwa jakoś z nią związanego takie działania zachowały prawomocność.

    Przed dziesięciu laty byłem entuzjastą pomarańczowej rewolucji, a mój syn jeździł do Kijowa manifestować z Ukraińcami. Jednak podobną polską solidarność w latach 2013-14, a więc już w innych politycznych uwarunkowaniach, przyjmowałem źle. Bo czy chodziło o dobro Ukrainy, czy o to, by dopiec potężniejącej Rosji?

    W lipcu 2012 r. obserwowaliśmy z synem we Lwowie protesty przeciw przyjętej właśnie ustawie o podstawach państwowej polityki językowej. Rozumiałem wątpliwości wobec trybu przyjętej ustawy, przyjmowałem do wiadomości jej kontrowersyjność dla Ukraińców, ale nienawiść do „mówiących inaczej” – do ludzi rosyjskojęzycznych niechcących być obywatelami drugiej kategorii – była dla mnie szokująca. W ten sposób – myślałem – nie buduje się państwa.

    Nasza rusofobia

    System polityczny stworzony przez Putina jest tyleż anachroniczny, co niebezpieczny. W Polsce i Europie budzi on lęk, a za nim chęć przeciwstawienia się, żądzę odwetu. Jednak Putin kiedyś odejdzie, a Rosja pozostanie. Chodzi więc o to, by nawzajem zadać sobie możliwie najmniej ran, by w chwili lepszej koniunktury wrócić do stosunków, których perspektywa zarysowała się u progu lat 90. Rosja przecież niejedno ma imię. Nawet niewola, którą zafundowała Polsce czy Ukrainie (znacznie bardziej Ukrainie!), wyrządziła nie tylko wiele złego, lecz – paradoksalnie i mimochodem – również trochę dobrego. W końcu jednoczenie ziem ukraińskich od XVIII do XX w. było nie do pomyślenia bez rosyjskiego, a potem sowieckiego, oręża. Mutatis mutandis, podobną formułę dałoby się odnieść do dzisiejszej Polski. „Rzec można, że Polska istnieje z woli i łaski Stalina” – pisał w „Roku myśliwego” Czesław Miłosz.

    Po falach mrozu przychodzą w Rosji okresy odwilży. A obok antypolskiej wrogości istniały zawsze olbrzymie obszary życzliwości, przyjaźni, fascynacji, nawet propolskiego snobizmu. Było więc na czym budować, zwłaszcza w okresie większej rosyjskiej otwartości. Ale nawet gdyby tego nie było, aktualne pozostawało wezwanie Cypriana Norwida: „Granicząc z Rosją, trzeba w niej mieć swą partię”.

    Aby jednak mieć taką partię, trzeba najpierw Rosję zrozumieć. Na wzajemnym zrozumieniu polskiej i rosyjskiej misji dziejowej budowali niegdyś swe polityczne koncepcje Adam Czartoryski, Aleksander Wielopolski, Roman Dmowski. Dziś, zakorzenieni w NATO i Unii Europejskiej, wzięliśmy Rosję w nawias – od czasu do czasu gramy jej tylko na nosie. Na co dzień zostawiliśmy ją samą – z jej kompleksami i frustracjami po „największej katastrofie geopolitycznej XX wieku”. Przestało nam zależeć na obecności kultury polskiej w Rosji. Nie zadbaliśmy o „polską partię”. A jakkolwiek jest zróżnicowana polska opinia na temat Rosji, to najsilniej daje o sobie znać specyficzny polski patriotyzm. Specyficzny – bo myślowo prostacki. Jego imperatywem jest szkodzenie Rosji, gdzie tylko się da, w naiwnej wierze, że odepchnie się ją dalej od naszych granic (Tomasz Sakiewicz już wzywa do wysłania na Ukrainę polskiego korpusu). Nie bierze się pod uwagę, że rezultat takiej postawy może być odwrotny – obudzi w Rosjanach ducha „obrony”. „Jesteśmy po to, żeby podjąć walkę” – krzyczał 12 sierpnia 2008 r. w Tbilisi prezydent RP Lech Kaczyński i trudno o lepszy przykład fanfaronady: jałowego drażnienia Rosji i braku odpowiedzialności za słowa. W Polsce pokazujemy (prywatnie jest inaczej), jak bardzo Rosji nie lubimy. Nasza narracja na temat tego kraju jest w najlepszym razie protekcjonalna, ironiczna, doszukująca się wszędzie (nawet w olimpiadzie w Soczi) tendencji imperialnych, ślepa na wszystko, co w Rosji mogłoby być sympatyczne. Jednak polska rusofobia wynika nie tylko, i chyba nie przede wszystkim, z urazów z czasu niewoli. Jej podłożem jest wywiedzione z sarmatyzmu przeświadczenie o polskiej wyższości kulturalnej. Może więc warto przypomnieć, że ulicami Warszawy płynęły rynsztoki tak długo, aż przybył tu carski generał Sokrat Starynkiewicz i wprowadził kanalizację.

    Polska rusofobia nie ma większego politycznego znaczenia, ale wzmacnia myślenie odwetowe na Kremlu. Szkoda, że w minionym ćwierćwieczu nie szukaliśmy sposobności, by wykonać wobec Rosji jakiś gest przyjaźni i sympatii pokazujący jej, że politykę otwarcia prowadzić było warto. Co by na przykład się stało, gdyby w Warszawie, na pałacu Morsztynów przy ul. Miodowej 10, odsłonić tablicę informującą, że od 14 lipca do 4 września 1707 r. gościł tu car Piotr I? Że ten największy władca Rosji źle się zapisał w historii Polski? Akurat wtedy przybył jako sojusznik legalnego polskiego króla.

    Nasza przegrana

    W zrozumiałej, lecz krótkowzrocznej trosce o własne bezpieczeństwo udowodniliśmy więc Rosji, że nie jesteśmy jej życzliwi. Ale udowodniliśmy też coś znacznie poważniejszego. Pokazaliśmy, że rosyjska polityka otwarcia – rozpoczęta przez Gorbaczowa, kontynuowana przez Jelcyna i nawet jeszcze przez Putina, który pięć lat temu mówił na Westerplatte rzeczy dla rosyjskiego ucha rewolucyjne – jest drogą do politycznej zapaści. „Wspólny europejski dom” okazał się miejscem, z którego ten i ów Rosję wyprasza, w którym dochodzą do głosu antyrosyjskie fobie, niekiedy na granicy paranoi. Tymczasem Polska – po osiągnięciu celów strategicznych, czyli członkostwa w NATO i UE – nie miała żadnego powodu, by przyjmować wobec Rosji postawę konfrontacyjną. Nie powinna być jastrzębiem – raczej gołębiem, mediatorem. Zwłaszcza dziś, gdy Unii Europejskiej, w tym naszemu środkowoeuropejskiemu regionowi (vide stanowisko Węgier czy Słowacji), daleko w sprawie Ukrainy do jednomyślności, Polska jako jastrząb sporo ryzykuje na przyszłość, a traci na skuteczności obecnie.

    Przegrywamy nie dlatego, że nie docenialiśmy zagrożenia rosyjskiego. Przegrywamy, bo to zagrożenie przecenialiśmy. Bo przecież nie każdy krok Rosji był w przeszłości obliczony na konfrontację. Porównując rosyjsko-niemiecki kontrakt gazowy do paktu Ribbentrop-Mołotow, sami pozbawialiśmy się wiarygodności. Wydaje się, że elity polityczne wyrosłe z ruchu „Solidarności”, rządzące się etosem walki, zawsze też wobec siebie bezkrytyczne, nie potrafią zmierzyć się z zagrożeniem, gdy stało się realne. Dziś, jak niegdyś Lech Kaczyński, dużo mówimy, protestujemy, piętnujemy i żądamy sankcji, w dodatku licytujemy się na radykalizm. Nie mamy jednak pomysłu na Rosję, na dobrosąsiedzkie z nią stosunki – jak już niczego jej nie znajdziemy, to przynajmniej zażądamy, by Katyń uznać za ludobójstwo.

    Dziś z rosyjsko-ukraińskiej konfrontacji nie widać wyjścia. Rosja – by zacytować opinię z początków Wielkiej Wojny Ojczyźnianej – „nie ma się już dokąd cofać”. I nie może odpuszczać Ukrainy, fundując sobie powstanie państwa bardziej jeszcze niż Polska antyrosyjskiego. Ale i Ukraina nie ma się dokąd cofać: nie może wszak handlować własnym terytorium. Z kolei Europa, pomna doświadczeń Monachium, jest świadoma, że rewizja granic to droga w przepaść: wszak Hitler też mówił, że Sudety są jego „ostatnim żądaniem terytorialnym”. Takich sprzeczności nie da się rozwiązać bezboleśnie. Wyjścia są dwa: otwarta wojna lub „druga Jałta”. Ani do jednego, ani do drugiego nie wolno dopuścić.

    Jaka więc nauka płynie dla Polski z konfliktu ukraińskiego? Że czynnikiem stałym polskiej polityki była i pozostaje Rosja. Trzeba więc myśleć. Najlepiej przed szkodą. Jednak lepiej późno niż wcale.

    *Andrzej Romanowski – profesor na Wydziale Polonistyki UJ i w Instytucie Historii PAN, publicysta

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,16529003,Polska__Rus_i_racja_stanu.html#ixzz3BwF10h4p

  45. Romank said

    Panie Siggi…komu to pan chce tlumaczyc????
    Jest niestety za pozno…i nikt NIC nie zrobi!!!!! Ni ema ludzi, nie ma organizacji nir ma jaj…luznew grupki wlaczace ze soba…napuszczane ..zyjace na mitach i bzdetach jak nei przymierzajac sam pan widzi:-)))
    Pisalem nie tak dawno, ze oglaszam sezon polowan na banderowcow…wlasnie koncza mimo ze do sezonu daleko:-)))nie ma batalionu Donbas…ProSieki gnija w Limanach…. zostawiweni przez syowskich wladcow na zatluczeni jak psy przez swoich wlasnych braci…
    Cwane…pozbyc sie ich w walce o zlob:-)))

  46. Boydar said

    @ Pan Roman (45)

    „… Cwane, …pozbyć się ich w walce o żłób :-))) …”

    tolle et lege, no i wziął, Mateusza ! (Mt 10.16), to nie jest „cwane”

  47. Filo said

    44
    Siggi
    To jest wszystko prawda ale ma sie nijak do obecnej okupacji Ukrainy przez krwiozerczych oligarchow.
    Holodomor byl tez podly ale po pierwsze tez w calosci przygotowany i przeprowadzony przez Ukrainca Chruszczowa i zyda Kaganowicza.

    Mamy taki zwyczaj zajezdzania historii jak starej kobyly – a przy okazji widac golym okiem ze nas ta historia i rozne anegdotki niczego nie nauczyly.
    Powolujemy sie na smiertelna nienawisc do Rosji i przynosi nam to zero korzysci.
    Mamy widac jakis kompleks nizszosci narodowej.
    Anglosasy takich zmartwien nie maja. Niemcy tez nie. Juz nie mowiac o Francuzach.
    Gdy chodzi o Ukraine to w 1991 roku miala taka sama szanse jak wszystkie inne byle republiki Zwiazku Radzieckiego. Bialorus, Kazachstan, Lotwa czy Estonia poszly w swoja strone; dalej nie lubia ruskich ale takiego burdelu jaki sobie zafundowala Ukraina to najdurniejszy z samobojcow by nie wykombinowal.
    Nie lubia sie Flamandy z Walonami w Belgii ale do glowy im nie przyjdzie zeby sie wytluc nawzajem do ostatniego czlowieka.
    Czesi i Slowacy kulturalnie sie rozeszli bez mordobicia.

    Kraj, ktory nie ma zadnej wiezi ze soba i zeszyty jest nienawiscia nie ma zadnej racji bytu.
    Ukraina to chyba jakis fenomen i wybryk natury, gdzie polowa ludnosci obchodzi uroczyscie rocznice zwyciestwa nad faszyzmem, a w druga polowa obchodzi zalobe z tego samego powodu.

    Zwalanie teraz wszystkich niedorzecznosci jakie sie staly na Ukrainie na Rosje nie tylko nie ma sensu ale i niczego nie rozwiazuje.
    Do tego Ukraincy maja pamiec wscieklego psa.
    W 1991 roku starszy G. Bush byl na Ukrainie i mial dluga przemowe do Ukraincow,; ze mianowicie maja sie cieszyc wolnoscia i trzymac Rosji jesli chca przetrwac jako panstwo. To przemowienie przeszlo do historii jako ‚Chicken Kiev’ prezydenta USA. Zastanawiam sie, czy ktos jeszcze na Ukrainie pamieta to slynne przemowienie.
    Ukraincy tak skretynieli, ze nie pamietaja, ze wlasciwie Sowiety zostawily im kwitnacy kraj, bardzo uprzemyslowiony, niezadluzony i az do tamtego roku Rosjanie kupowali od Ukrainy kazde barachlo, czekoladki i zupelnie przyzwoite produkty spozywcze a takze przemyslowe.
    Przeciez Ukraincy okradli tez Krym i dlugo jeszcze polwysep sie nie pozbiera!
    Kto tym baranom tak nasral do glowy, ze postanowili isc w jasyr zachodnich obietnic?
    Ukraina miala wszelkie szanse stac sie niezaleznym i silnym panstwem zyjacym w zgodzie z sasiadami.
    Co te durnie teraz opowiadaja?? Ze chca Przemysl – jak Kijowa nie potrafia nakarmic?
    Jakas zbiorowa socjopatia polaczona z filozofia dzikich ludow: bij – morduj.

    Czy to jest normalne???:
    Wyrznac Donbas:

    http://Lotna.neon24.pl/post/112338,wyrznac-donbas

    Czy to tez sobie zniszcza?

    http://jeznach.neon24.pl/post/112096,ukrainska-ruletka

  48. Zerohero said

    @Ex, 39

    Pan się koncentruje na REAKCJI a nie chce dyskutować o PRZYCZYNIE. Wysyłanie przez rząd bojówkarzy by nękali ambasadę, to jest POWAŻNY sygnał.

    Nie rozumiem też tych apeli by Rosjanie wspaniałomyślnie brali pod uwagę, że Polacy nie są samodzielni. Ma Pan chyba lepsze mniemanie o Rosjanach niż ja :). Ja tyle nie wymagam. Niech Pan też zauważy, że ich reakcje nie są histeryczne, np. ta po anulowaniu przez Polin roku kultury rosyjskiej. Oświadczyli, że jednostronnie te sankcje ignorują i będą wspierać rok kultury polskiej w Rosji.

  49. Ex said

    @48 Tak, mówię o reakcji, a co do reakcji ludzi, tzw zwykłych to ona jest zawsze efektem tego jak są nastawiani przez media. Efektem propagandy.

  50. Obserwator said

    z rosyjskich stron

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: