Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Anzelm o Między prawdą, mitem, ideologi…
    prostopopolsku o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    bryś o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    bronek o Filozoficzny wymiar Specjalnej…
    Jack Ravenno o Wolne tematy (59 – …
    prostopopolsku o Struktura muzyki
    Jack Ravenno o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    Wojtek. o Policja twierdzi, że „wracają…
    rzeczpospolitapolska o Struktura muzyki
    AlexSailor o Rosjanie Południowi, nie …
    revers o Gotowana na twardo globalistyc…
    zagobasum o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Rosjanie Południowi, nie …
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Cień Kosowa

Posted by Marucha w dniu 2014-10-04 (Sobota)

Kto nie płakał nad Kosowem

Cień Kosowa krąży po Europie. Cień Kosowa i rozbicia Jugosławii. A cienie tej wojny, tych podziałów, utrwalonych i stymulowanych w wielkiej mierze przez tzw. cywilizowany, zachodni świat, wiszą od dwóch dekad nad Starym Kontynentem. Krym i wschodnia Ukraina są tej mroczności jedynie stosowną (i nie ostatnią) egzemplifikacją i zapewne nie kończą procesu segmentyzacji, czyli szatkowania mapy politycznej Europy. Bo jak zauważył w latach 90. XX w. ówczesny I Sekretarz ONZ Egipcjanin Butrus Butrus Ghali: „Nasza planeta znajduje się pod ciśnieniem dwóch potężnych przeciwstawnych sił: globalizacji i rozdrobnienia”.

To rozdrabnianie i rozrywanie wielkich struktur – nazywane powrotem do lokalności – jest w jakimś stopniu powrotem nowego (starego) Średniowiecza – Europa jako mozaika miast, republik, lokalnych księstewek i krain, biskupstw i arcybiskupstw, czyli menażeria tworów polityczno-kulturowo-społecznych, różnego autoramentu i różnej siły oddziaływania czy znaczenia. Starego i dobrego – jak chcą wszelkiego rodzaju konserwatyści, tradycjonaliści, prawicowcy i religianci chrześcijańscy.

Lament pełen hipokryzji

Ktoś, kto płakał wczoraj nad odpływaniem Krymu ku Moskwie, (a dziś roni z tego samego powodu łzy nad całą wschodnią, zadnieprzańską Ukrainą), a nie płakał nad secesją Kosowa i śmiercią Jugosławii (o wojnie w Afganistanie, atakach na Irak czy na Libię Muammara Kaddafiego nie wspominając), jest po prostu nieuczciwym intelektualnie ignorantem lub zwyczajnym hipokrytą.

A gdy jeszcze po drodze aprobuje potajemne, chyłkiem dokonywane rajdy specjalnych oddziałów imperium na tereny obcego i sprzymierzonego na dodatek państwa (akcja amerykańskiego komando celem zabicia Osamy ibn Ladena i jego rodziny na terytorium Pakistanu bez poinformowania Islamabadu o tym przedsięwzięciu), jawi się jeszcze jako dyletant wobec zachodzących procesów społecznych, politycznych, cywilizacyjnych. (Choć zazwyczaj taki osobnik uzurpuje sobie – jako prawy Europejczyk i prawdziwy Polak – miano osoby posiadającej wszelkie rozumy oraz znawcy prawd wszelakich).

Kosowo wczoraj, a Krym (czy południowo-wschodnia Ukraina) dziś, to symbole pewnego sposobu myślenia i działań całej wspólnoty północnoatlantyckiej (czyli – Zachodu en bloc) po upadku muru berlińskiego. Implozja imperium radzieckiego dała asumpt do uznania, iż Zachód pokonał Wschód, że jest to zwycięstwo cywilizacyjno-kulturowe, przykład wyższości wartości wyznawanych przez te kraje nad innymi systemami wartości, inną mentalnością i doświadczeniami – a nie ideologicznej, politycznej i systemowej konfrontacji.

Taki sposób myślenia przekreśla to, co zwie się pluralizmem i powoduje określone konsekwencje: to spuścizna myślenia krucjatowego, kolonialnego i zimnowojennego (wszystkie zresztą te sposoby opisu świata zostały doszczętnie skompromitowane, ale nadal żyją w świadomości ludzi Zachodu). W polskich głowach jest to szczególnie widoczne.

Nad rozkładem Ukrainy – choć ów proces nie zaczął się w chwili objęcia prezydentury przez Wiktora Janukowycza – ubolewają rzesze polskich komentatorów, egzegetów polityki wschodniej i spraw międzynarodowych, ronią łzy dziennikarze i publicyści. Celebryci zapewniają o moralnym poparciu dla Kijowa i dzisiejszych władz, które swoją pozycję zawdzięczają niekonstytucyjnym przedsięwzięciom i ulicznej rewolcie odległej o lata świetlne od porządku prawno-demokratycznego charakterystycznego dla kultury Zachodu, do której Polska stara się Ukrainę zapisać.

Dezintegracja tego kraju – o czym dyskretnie nad Wisłą i Odrą się milczy z racji „pomarańczowych” sympatii polskiego mainstreamu, postrzegającego Wschód Europy wg prymitywnego, stęchłego intelektualnie paradygmatu, że co szkodzi Rosji, przynieść musi korzyści Polsce i Polakom – ma korzenie zarówno w jego kulturze, historii, jak i w wydarzeniach po rozpadzie Związku Radzieckiego.

Na naszych oczach Ukraina się po prostu pruje jak źle zeszyte (lub zużyte) prześcieradło. I w niczym tego faktu nie przyśpieszają, ani zmieniają, zapewnienia polityków rosyjskich czy stymulacja owych procesów przez Moskwę, która jest na pewno częścią tego procesu (ale czy Amerykanie z odwrotnej pozycji również nie stymulują tych zjawisk tylko, że z wektorem przeciwnym?).

Proces osadzenia Ukrainy (po rozpadzie ZSRR) „okrakiem”, to wynik historii tego obszaru, złożonej tożsamości obywateli zamieszkujących ten region, różnorodności kulturowo-cywilizacyjnej, językowej, religijnej itd. Miejscowe elity forowały cały czas oligarchizację jako normę tego bytu politycznego, co musiało powodować degrengoladę całego życia publicznego i podążanie ku ochlokracji, czego wszystkie Majdany i anty-Majdany są najlepszym dowodem.

Już od czasu prezydentury Leonida Kuczmy utwierdzana była alienacja owych elit od „szarej masy” obywateli (czy raczej ludu, bo o obywatelach trudno tu mówić, co najwyżej o konsumentach określonych dóbr lub obiecanek). Dowodem tego są posiadłości Julii Tymoszenko i Wiktora Janukowycza. O majątkach Firtasza, Poroszenki, Achmetowa czy Kołomojskiego – w kontekście poziomu życia mieszkańców Ukrainy czy funkcjonowania życia publicznego w tym kraju – lepiej nie mówić. I żadne zaklęcia tzw. demokratów, „wolnościowców” czy animatorów zasłużonych dla różnych kolorowych rewolucjonistów nic tu absolutnie nie zmienią.

Kto nie płakał nad Jugosławią…

Ktoś, kto nie płakał wcześniej nad rozbijaniem Jugosławii, a dziś roni łzy nad Ukrainą i jej powolną agonią terytorialno-społeczno-polityczną jest super hipokrytą, super-pozerem i nieszczerym agitatorem tego, co zwie wartościami Zachodu. Kimś, dzięki komu prawa człowieka (ten najbardziej uniwersalny i humanistyczny zbiór zasad funkcjonowania naszego gatunku) można dziś swobodnie zwać tzw. prawami człowieka.

Jeśli armia ukraińska i podległe rządowi w Kijowie wojska MSW mają prawo dziś, wg tych nadwiślańskich (przede wszystkim) ambasadorów ukraińskiego, aktualnego status quo, tłumić rebelię rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy na Zadnieprzu, to czemu dwie dekady temu odmawiali tego prawa Jugosłowiańskiej Armii Ludowej (JAL), która siłą chciała zapobiec secesji Chorwacji, Bośni i Hercegowiny, a potem – Kosowa? No chyba, że separatyzm Kosowarów (vel Albańczyków) mierzy inną miarą aniżeli separatyzm Krymczan (vel Rosjan z Krymu, vel rosyjskojęzycznych mieszkańców Zadnieprza).

Analogiczne w swym wymiarze procesy i zjawiska miały miejsce na terenie byłej dziś Jugosławii: Chorwatów czy – i to już jest zupełna hipokryzja – muzułmanów bośniackich (warto w tym miejscu prześledzić proces powstawania państwa zwanego Bośnią i Hercegowiną) niezwykle szybko uznano – Niemcy i Watykan w przypadku Zagrzebia – za odrębne podmioty prawa międzynarodowego. Stało się to wbrew intencjom i ustaleniom pozostałych państw ówczesnej Europejskiej Wspólnoty: Niemcy postawiły i Francję, i Wielką Brytanię w tym wypadku przed faktem dokonanym (doskonale to przedstawiają liczni autorzy, m.in. Jurgen Elsaesser czy Marek Waldenberg).

Także zachęty z zewnątrz dla irredenty – wpierw Chorwatów, potem Bośniaków, a następnie Kosowarów [nie ma takiego narodu, są Albańczycy – admin] – były niezwykle intensywne (może czyniono to bardziej subtelniej i dyskretniej, a na pewno skuteczniej niż czyni to dziś Moskwa, zwłaszcza w wymiarze medialnym). Protestował tylko Belgrad. Serbowie ze wschodniej Bośni oraz chorwackiej Slawonii i Krainy próbowali też jawnie, zbrojnie i przy pomocy armii obronić swe pozycje na postjugosłowiańskiej przestrzeni politycznej.

Moskwa, po implozji imperium radzieckiego i pod rządami złożonego alkoholizmem (wielbionego w Polsce, a pogardzanego w Rosji) Borysa Jelcyna, była niezdolna do jakiejkolwiek interwencji i zatrzymania tego szkodliwego z punktu jej interesów i określonych sojuszy procesu (a jak pokazuje czas – niekorzystnego, biorąc pod uwagę stabilność i równowagę sytuacji na Starym Kontynencie).

Oprócz Niemiec, europejskie potęgi regionalne i główni rozgrywający Wspólnoty Europejskiej – Paryż i Londyn, wykazywali się jak zwykle (dziś to też wyraźnie da się obserwować) impotencją polityczną i niemocą do podjęcia decyzji niestandardowych, wybiegających daleko w przyszłość i oderwanych od aktualnych, bieżących interesów. Interesów stojących często w sprzeczności wobec zamiarów Berlina (wtedy – Bonn), a dotyczących całej wspólnoty europejskiej w perspektywie 30–50 lat.

Myślenie z lat „zimnej wojny”, gdy konflikt przebiegał wg kryteriów ideologicznych, zamazywał (i nadal zamazuje) pragmatyzm i racjonalność myślenia Europejczyków.

Reprezentant Unii Europejskiej ds. konfliktu w przestrzeni postjugosłowiańskiej, niemiecki polityk Hans Koschnik stwierdził, iż nie widzi najmniejszej nadziei na rozwiązanie problemu drogą negocjacji. „To nie w otoczeniu prezydenta [Franjo] Tudźmana (prezydent Chorwacji) i nie w pałacu prezydenckim w Zagrzebiu zapadają decyzje o wojnie, ale w Santa Cruz de la Sierra (Boliwia, rejon emigracji ustaszowskiej po II wojnie światowej). Boliwijscy ustasze finansują działalność chorwackich milicji w Mostarze”. I jest to zasada współczesnych wojen, kiedy państwo osłabło, a wszystko zostało sprywatyzowane. Wojna, przemoc, media, a przede wszystkim – indoktrynacja medialna, która stała się zyskownym przedsięwzięciem.

Dzięki korupcji, (najszerzej pojętej, bo ona niejedno ma imię), można z tzw. tylnego siedzenia kierować sprawami tego świata. Tak czyni Moskwa, Pekin, ale i Paryż, Londyn, a przede wszystkim – Waszyngton i Wall Street. Bo wzniosłe i podniosłe westchnienia politycznych cherubinów produkcji nadwiślańskich elit (z pobrudzonymi szlamem hipokryzji skrzydłami) opisuje najtrafniej bon mot wojaka Szwejka: moralnym zwycięzcą jest zawsze ten, komu przeciwnik przetrąci nogę.

O karle, który chce być Goliatem

I nie chodzi o szczegóły, jak chcą powszechni w Polsce głośni i nieszczerzy w swych intencjach okcydentaliści, adherenci bezrefleksyjnej westernizacji (choć przywołują z „wysokiego C” uzasadnienia dla tzw. wartości Zachodu, praw człowieka, czy ustalonego porządku międzynarodowego).

Wydarzenia – Kosowo i Krym/wschodnia Ukraina – są przesunięte przecież w czasie, przestrzeni, dotyczą innych doświadczeń społeczno-politycznych i kulturowej tożsamości. Chodzi jednak o wydźwięk i impuls, jaki dał casus Kosowa.

Z jednej bowiem strony, oderwanie Kosowa od Serbii (i sposób realizacji tego procesu) – mimo protestów społeczności międzynarodowej (Hiszpania, Grecja, Słowacja, Rumunia, dotąd nie uznają tzw. niepodległości Kosowa, nie mówiąc o Serbii i Rosji) i mimo gwarancji granic byłych republik Jugosławii (Kosowo było autonomicznym rejonem republiki serbskiej, podobnie jak Krym w obrębie Ukrainy) – było dopuszczalne, a secesja Krymu – nie.

Z drugiej – intensywne działania logistyczno-propagandowe i medialne krajów Zachodu przy rozpadzie Jugosławii (a w przypadku secesji Kosowa stymulowanie walki Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UCK) przeciwko Serbom przez Albanię i liczną diasporę albańską na Zachodzie) przedstawiano jako przedsięwzięcia narodowo-wyzwoleńcze.
Ataki wojsk serbskich i spec służb Belgradu na Kosowarów to efekt wtórny, wynikający z terrorystycznych działań UCK (do pewnego momentu decydującym był tu interes Waszyngtonu – UCK była powszechnie znaną organizacją terrorystyczną oraz wspólnikiem islamistów i światowego dżihadu).

Działania klanu Jasharich (dziś bohaterów po obu stronach granicy albańsko-kosowskiej), np. wysadzenie rurociągu, czy ataki na szkoły i serbskich nauczycieli, funkcjonariuszy państwowych czy przedstawicieli władz Belgradu na terenie Kosowa – nosiły jawnie zbrodnicze i terrorystyczne znamię.

Podtrzymywanie Krymczan wczoraj, a dziś – rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy ze wschodu kraju przez Moskwę, w ich separatystycznych dążeniach jest niedozwolone, krytykowane, atakowane jako imperializm rosyjski i chęć zmiany status quo w Europie. To schizofrenia, zakłamanie i czysty makiawelizm, gdyż w obu przypadkach chodzi o polityczne, a w dalszej kolejności – gospodarcze, interesy. Więc po co używać wzniosłych, patetycznych, uniwersalnych uzasadnień dla tych celów?

Po trzecie zaś – moralne gromy rzucane przez Zachód na Rosję za działania wobec Ukrainy, używanie argumentów wartości, praw człowieka, XXI-wiecznego porządku i zasad – z racji postępowania tegoż Zachodu dawniej i obecnie wobec innych kultur i cywilizacji – są nie tylko hipokryzją, ale przede wszystkim jawnym kłamstwem i oszustwem. Bo wolność i demokracja sobie, a rzeczywistość polityki sobie. Babcia Pawlakowa z filmu „Sami swoi” mówi: „sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Wielu członków elity nadwiślańskiej z wartościami na ustach i pouczeniach Innego, tak właśnie postępuje.

To bowiem uniwersalny schemat władania stosowany także we współczesnej demokracji zachodniej, czyli de facto teledemokracji, w pewnym stopniu – demokratury: my wiemy lepiej, my wam powiemy, a wy macie uwierzyć. A najlepiej, abyście myśleli tak, jak nam pasuje. Tony Judt opisuje ten mechanizm w następujący sposób: „elity rządzące dziś światem poprzez usłużne i infantylne media mówią tzw. ludowi co ma myśleć; gdy z ludu docierają do tych elit określone sygnały – pożądane i kreowane w umysłach tego ludu – elity mówią wszem i wobec, że lud tego chce”.

Już pół wieku temu Erich Fromm zauważył, iż w takich warunkach właśnie jednostka przestaje być sobą, w pełni akceptując ten obraz osobowości, który oferują jej wzory kulturowe. Dzięki temu staje się zupełnie podobną do reszty osobników danej wspólnoty, jaką oni spodziewają się, jaką chcą, jaką pożądają zobaczyć obok siebie.

Powszechna manipulacja

Tego typu manipulacja dokonywana jest zarówno w demokracjach (dlatego uważam, iż jest to teledemokracja czy raczej demokratura, jak pisał prof. Adam Karpiński), jak i w ustrojach autorytarnych. Przebieg owego procesu i efekty są tożsame. Różne są tylko użyte środki i metody.

Ujmowanie esencji postępu, demokracji, wolności i swobody obyczajowo-intelektualnej, (czyli wartości Oświecenia, jakie legły u podstaw kultury Zachodu i na które on się tak ochoczo się powołuje), w sposób talmudyczny, w formie narzucającej innym określony styl myślenia i interpretacji rzeczywistości, jest niezgodne z podstawowymi zasadami, z którymi wiążą się te pojęcia i wartości.

Tracą one wówczas swą uniwersalną i unikalną jakość. Przywoływany już Adam Karpiński, filozof i pedagog, konstruując pojęcie demokratologii zauważa, że „[Francis] Fukuyama, ogłaszając koniec historii, wyraził tylko stanowisko darwinistów społecznych, które uznaje iż treści demokracji wypracowane przez społeczeństwo amerykańskie są już ostateczne. Społeczeństwo amerykańskie rozpoznało już treści demokracji i wystarczająco je urzeczywistniło. Teraz nastał czas wdrażania demokracji przez inne narody i społeczeństwa. Dlatego demokratologia stała się prostacką ideologią przybraną w szaty nowoczesności udekorowanej elementami kultury ponowoczesnej”.

A demokratologia i teledemokracja prowadzić mogą tylko do demokratury, będącej karykaturą demokracji (z której jest właśnie wyprowadzony sens tego słowa, nie z pojęcia dyktatury). Uwiąd i skarlenie demokracji, (powolne, systematyczne, ale na co dzień niedostrzegalne) nie sprawiają, (w wyniku medialnego szumu i political correctness), iż lud może czuć się oszukany, z czegoś wyzuty, że odczuwać może deficyt demokracji (ochlokracja jest formą demokracji, zwłaszcza przy niskim stanie świadomości społecznej i poziomie edukacji). Tu także doskonale działa mechanizm opisany przez Toniego Judta.

Nie ma wątpliwości, iż Moskwa stymulowała i stymuluje określone przedsięwzięcia u zachodniego sąsiada, starając się wpływać pośrednio (i bezpośrednio) na tamtejszą sytuację. I zapewne stymulować będzie też i w przyszłości, bo to schemat uniwersalnego działania w polityce, gdzie liczą się przede wszystkim interesy i własne bezpieczeństwo (interpretowane wielowymiarowo).

Nie ma wątpliwości, że wykorzystuje anarchię i dezintegrację Ukrainy (mentalną, polityczną, kulturową), w jaką ten kraj popadł w wyniku majdanowych wydarzeń. Po prostu wykorzystuje okazję, na którą czekała – i w jakimś stopniu na pewno przygotowywała ją – od ponad dwóch dekad.

Ostatnio niemiecka, zawsze dobrze poinformowana, bulwarówka „Bild” podała, powołując się na anonimowe źródło w BND, że ukraińskie siły bezpieczeństwa wspiera od kilku tygodni ponad 400 ochotników / najemników amerykańskich z formacji cieszącej się nader złą sławą od interwencji Zachodu w Iraku – Academi (wcześniej Blackwater USA, Blackwater Worldwide, XE Services LLC). Dla przypomnienia: to prywatna armia, bardziej przyjaźnie nazywana firmą najemniczo-ochroniarską. Rząd USA zakontraktował ją jako jedyną siłę pozapaństwową mającą utrzymywać porządek w posaddamowskim Iraku opanowanym przez USA i koalicję.

Jak ten fakt ma się do apeli i nacisków na Rosję, aby nie wspierać tzw. separatystów ze wschodu Ukrainy w jakikolwiek sposób?

Powstała więc sytuacja analogiczna z Kosowem – na tereny objęte walkami przybywają różnego rodzaju najemnicy, ochotnicy, osobnicy szukający wrażeń i chcący się wykazać w rzemiośle wojennym. Byli to wpierw Sziptarzy z Tirany Elbasanu, Durres czy Vlory, potem – z diaspory albańskiej rozsianej po Europie i w Ameryce, a na koniec –mudżahedini związani ze światowym dżihadem. Nie zdziwi mnie, kiedy do boju w obronie samostijnej Ukrainy ruszą powołujący się na swą krymskość Tatarzy i islamiści (uzasadnione religijnymi więzami krwi) z całego świata. Jak w byłej Jugosławii.

Pocałunek Machiavellego

Samuel Huntington w książce Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego (1996), opisując po rozpadzie ZSRR perypetie Kijowa z rosyjskojęzyczną ludnością półwyspu przekazanego przez Kreml Ukrainie w 1954 r. przewidywał, że „Krym może stać się drugim Górnym Karabachem lub Abchazją”.

Amerykański politolog, przewidując u zarania państwowości ukraińskiej jakąś formę jej dezintegracji czy pełzający rozpad, cytuje anonimowego generała (jeszcze) radzieckiego, który przy okazji wycofywania armii rosyjskiej z nowopowstających na gruzach radzieckiego imperium państw miał powiedzieć: „Ukraina, a raczej wschodnia jej część, wróci do nas za 5, 10 czy 20 lat. Zachodnia Ukraina może sobie iść do diabła”. A taki kadłubowy kraj przeżyć może tylko z pomocą Zachodu, skazany na jego łaskę/nie-łaskę, pełniąc rolę kolonii czy półkolonii i rezerwuaru taniej siły roboczej.

Czyż takie sarmackie, postszlacheckie, kontrreformacyjne i misyjno-mesjanistyczne (a przede wszystkim postkolonialne i postziemiańskie) rozwiązanie nie jest zakodowane w świadomości znacznej części polskich elit rządzących współcześnie nad Wisłą? Trudno tu dać jednoznaczną odpowiedź, choć wiele elementów wskazuje, że tak jest. Taki też wymiar miały ostatnimi czasy wypowiedzi enfant terrible rosyjskiej sceny publicznej, Władimira Żyrinowskiego, będące supozycją udziału Polski (także Słowacji, Węgier, Rumunii) w rozbiorze, czy segmentacji Ukrainy wespół z Rosją.

George Soros, finansista, rekin giełdowy, ale i założyciel kilkunastu fundacji promujących cywilizacyjne wartości Zachodu (a w zasadzie Ameryki) na całym świecie – przede wszystkim na obszarze postradzieckiego imperium – napisał w jednej ze swych książek (Kryzys światowego kapitalizmu), że tzw. reformy Borysa Jelcyna, ich wymiar i sposób przeprowadzenia, zakorzeniły tak głęboką niechęć, wręcz odrazę i pogardę zwykłych Rosjan (czy obywateli Federacji Rosyjskiej), do zachodniej wersji demokracji, iż niezwykle trudno będzie sterować Rosją w tym kierunku.

Zresztą doświadczenia cywilizacyjne tego kraju-kontynentu, jego historia, tradycje, skład etniczny (bogactwo kultur) ludności – o ile się je zna choć trochę – wykluczały i wykluczają w najbliższej przyszłości funkcjonowanie tego państwa formie praktykowanej obecnie w przestrzeni łacińsko-atlantyckiej. Szybkie, bezrefleksyjne wprowadzenie tam demokracji na wzór zachodni (jak chcą liczni polscy tzw. spece od Wschodu), skutkować może tylko dezintegracją kraju w każdym wymiarze: politycznym, ekonomicznym, kulturowym, religijnym – jak było za prezydentury Jelcyna. I tego boją się zwykli ludzie.

Ibi Patria, ubi bene

Gdy górnik z jednej z licznych kopalń (węgla kamiennego, rtęci, soli kamiennej i innych kopalin, z jakich słynie Donbas), mówi, że jego „drug”, mieszkający i pracujący w takiej samej kopalni w Rosji, zarabia trzy razy tyle co on (tyle, że u niego nie ma żadnej nadziei na poprawę sytuacji, Kijów daleko i to nie „jego władza”), to w Polsce takiej argumentacji media nie prezentują. Bo zaburza to jasny i wyraźny, acz doktrynalny i dogmatyczny obraz całego ukraińskiego konfliktu.

Przez 20 lat tzw. niepodległości Ukrainy związki jednoczące obywateli tego kraju można znaleźć jedynie w… futbolowej reprezentacji Ukrainy. Ale to epizody i peryferie życia publicznego. Bo – idąc za Cyceronem – ibi Patria, ubi bene. Czy Ukraińcy ze Wschodu nie mają prawa tak myśleć? Czy jest to gorszy sposób postrzegania swoich i rodzinnych spraw?

Prof. Jan Szczepański 40 lat temu napisał (w „Polityce”), że „polityka w Polsce ciągle rozgrywa się w sferze emocji i ciągle sądzimy, że rozwój kraju zależy od patriotycznego zaangażowania, oddania sprawie, ofiarności, etc. I ciągle w wychowaniu i propagandzie kładziemy nacisk na emocje. Jest to z jednej strony nieefektywne, gdyż ludzie żyjący w podnieceniu emocjonalnym zużywają się szybciej, emocje często przeradzają się w przeciwieństwa, trwają krótko. A zatem jako metoda sterowania długofalowym wysiłkiem jest nieskuteczna, nieefektywna, zła. Z drugiej strony jest to igranie z ogniem, gdyż pobudzenie emocjonalne może zawsze przynieść nieprzewidywalne skutki”.

I jeszcze jeden cytat – tym razem z dorobku znamienitego znawcy Wschodu Europy, prof. Andrzeja Walickiego: „Martwi mnie uległość społeczeństwa [polskiego] wobec przemocy zbiorowości. To samo działo się w heroicznym okresie NSZZ Solidarność; wymuszano konformizm pod groźbą środowiskowych anatem i ostracyzmów, krytyczny sąd traktowano jako rodzaj odstępstwa. Organizowano nawet coś w rodzaju antykomunistycznej, totalnej indoktrynacji. Miało to wówczas uzasadnienie w etosie tzw. moralnej walki, ale pozostawiło po sobie fatalną tradycję nietolerancji wobec eksprzeciwników oraz przypisywanie kombatantom zbiorowej wyższości moralnej i wynikających z nich uprawnień”.

I to dokładnie widać w dyskursie publicznym, jaki się próbuje prowadzić w Polsce na temat Wschodu Europy – Rosji, Ukrainy, Białorusi.

Polak tego nie rozumie

Wielu ludziom w Polsce niepojętym się wydaje – z racji wspomnianej rusofobii – że ktoś może „chcieć do Rosji”, że ona ma jakąkolwiek siłę przyciągania cywilizacyjno-kulturowego. Tymczasem dla prawie 3 mln mieszkańców terytorium zwanego Ukrainą, którzy w Rosji pracują (i zasilają rodziny nad Dnieprem, Dniestrem czy Dońcem pokaźnymi sumami pieniędzy), poziom i jakość życia w Rosji są wyższe niż w innych poradzieckich republikach.

Polska rusofobia jest często podświadoma i stymulowana prostackim antykomunizmem (z jednej strony) utożsamianym z Rosją i rosyjskością en bloc, a z drugiej – wiąże się z zapleśniałymi ideami kontrreformacyjnymi: Polacy to naród wybrany, niczym plemiona żydowskie prowadzone przez Mojżesza do Ziemi Obiecanej, a Polska i Polacy dla Zachodu (w sprawach Rosji i całego Wschodu Europy) to niczym Aaron (Aaron był lingwistyczno-kulturowym pomocnikiem Mojżesza, jego translatorem, tzw. prawą ręką, przewodnikiem).

Polska rusofobia to zbitka mesjanizmu, religii katolickiej i sarmatyzmu, splecionych z pogardą dla prawosławnych schizmatyków. Niestety, to mit także współczesnego Polaka i stąd jego stosunek do Wschodu (a Rosji w szczególności): paternalistyczny, pański, konkwistadorski i krucjatowy (religijnie uzasadniony kontrreformacyjnymi miazmatami, gdzie Polak = katolik, który otrzymał od Boga misję szerzenia prawdziwej wiary na Wschodzie – obojętnie czy w wersji rzymskiej, brukselskiej czy waszyngtońskiej).

To także efekt procesu, w wyniku którego wszyscy Polacy ulegli pozornemu, mentalnemu uszlachceniu, stając się herbowymi panami w kontuszach, z karabelami i reprezentującymi cnoty – niecnoty stanu szlacheckiego. Tyle tylko, że tak wyobrażeni Polacy to naród, którego nigdy nie było. (Nb. stan magnacki, czy szlachecki, do którego Polacy ochoczo się przyznają nigdy nie dostrzegał narodu, ludu zamieszkującego obszar niekiedy ponad 800 tys. km2).

Z tych względów Polakom trudno sobie uświadomić, że ludzie ze Wschodu Ukrainy mogą pragnąć „do Rosji” (w Polsce pojmowanej jako diabeł wcielony, synonim wszelkiej wszeteczności).

Bezrozumne działania

Totalnie obsobaczając dziś Prezydenta Putina, zapomina się (a przede wszystkim nad Potomakiem) jak całkiem niedawno Biały Dom i otoczenie prezydenta Busha jr. – urabiając światową opinię publiczną przy pomocy służalczych mediów, zwolenników westernizacji świata wg modelu amerykańskiego oraz kontrolowanych organizacji międzynarodowych etc. – wykorzystało w sposób cyniczny i zbrodniczy szok po 11.09.2001 w celu zaatakowania i zniszczenia Iraku w imię zachodniej demokracji.

W wyniku tych działań na Bliskim Wschodzie pogłębił się chaos, anarchia, a umierająca po atakach w Afganistanie Al-Kaida (tu: jako symbol i pieczęć dżihadu) dostała nowych sił witalnych, nowy impuls do działania. Islamistom i zwolennikom świętej wojny przeciwko Zachodowi dostarczono kolejny argument do zwarcia szeregów i werbunku zwolenników. To m.in. jest też efektem bezrozumnych, czynionych na siłę (z pozycji kolonialno-krucjatowych) prób westernizacji świata. Uczyniono kolejny krok do skompromitowania i deprecjacji praw człowieka, dając do zrozumienia po raz kolejny, że są one zbiorem nic nie znaczących pojęć, ale także maczugą, którą z racji ich uniwersalności i atrakcyjności można okładać Innego.

Nie kto inny jak prezydent USA George W. Bush powiedział przy tej okazji, że „gdzie w grę wchodzi bezpieczeństwo Ameryki, nikogo o zgodę na użycie siły pytać nie będę”. A brytyjski znawca polityki i zagadnień rosyjskich Angus Roxburgh (w książce Strongman u szczytu władzy) stwierdza, iż „bylibyśmy (tzn. Zachód – rscz) bardziej przekonywujący, gdybyśmy sami byli przykładem cnoty. Wielu Rosjan nie rozumie, dlaczego mieliby przyjmować wykłady rządu, który sam niedawno napadał na inne kraje, torturował jeńców i łamał prawa człowieka”.

Pocałunek Kirke

Z tego, co piszę i głoszę w materii toczącego się od miesięcy konfliktu na Wschodzie Europy absolutnie nie wynika, że popieram bezwarunkowo (czy opowiadam się za metodami i sposobem realizowania swych interesów) Rosję, jak chcą to widzieć moi przeciwnicy, z których niektórzy to subtelni intelektualiści, bojownicy o demokrację, wolność i anhelicznie postrzeganą polityczną poprawność wykastrowaną z kłamstw, oszustw i makiawelizmu.

Wypowiadam się na ten temat tylko w celu przedstawienia i klarowności prawdy oraz obiektywizmu – czyli w imię tzw. wartości, które rządzący Polską od ćwierćwiecza etosowo-solidarnościowy mainstream ciągle głosi. W rzeczywistości owe wartości są zmanipulowane i permanentnie wklepywane w umysły obywateli przez irracjonalny, intencjonalny, mistyczny i religiancki przekaz medialny płynący z ust polityków, elit, celebrytów i macherów od PR-u bezrefleksyjnie międlących o wolności, demokracji, wartościach i zasadach.

Sytuacja, jaka była wczoraj wokół Krymu, a dziś wkoło południowo-wschodniej Ukrainy oraz kilka lat temu w Kosowie, gdy separowało się ono od Serbii, jest moim zdaniem analogiczna (albo – niezwykle zbliżona). We wszystkich możliwych płaszczyznach. Wcześniejszy rozpad Jugosławii i jego okoliczności, a także podteksty mu towarzyszące, dają asumpt do takich porównań i uogólnień przez niezależnych i obiektywnych ekspertów czy znawców od geopolityki.

Czy pamiętasz czytelniku, że Krym i Kosowo były autonomicznymi republikami w ramach większych jednostek państwowych (Krym w ramach Ukrainy, Kosowo w ramach Serbii) z dość szeroką autonomią? Odebranie przez Belgrad owej autonomii w roku 1989 spowodowało dramatyczny wzrost napięcia, nacjonalizmu i agresji – po obu stronach. Trzeba dodać, iż Kosowo – jak współczesna Ukraina (i w mniejszym stopniu Krym) – to także był wtedy tygiel narodowościowy, językowy, religijny, kulturowy etc. Oprócz kosowskich Albańczyków mieszkali tam Serbowie (dziś w gettach chronionych drutami kolczastymi i przez międzynarodowe siły zbrojne), Goranie, Żydzi, Cyganie.
Niepodległe i wolne już Kosowo zostało dokładnie wyczyszczone etnicznie przez zwolenników UCK po przejęciu przez nich władzy.

Dziś groźby ujednolicenia polityki narodowościowej przez nowe władze w Kijowie (na pewno bardziej antyrosyjskie i pronacjonalistyczne niż poprzednie) stały się iskrą, która wywołała aktualnie szalejący pożar – w podświadomości wielu ludzi ze Wschodu Ukrainy – tlący się od lat. Zbiegły się tu zarówno tendencje nacjonalistyczne i antyrosyjskie nowej władzy ukraińskiej, wcześniejsze działania samej Rosji, (o których już była tu mowa), pomoc i wsparcie Zachodu, (przede wszystkim USA i …. Polski), dla tzw. euro-Majdanu (przekształconego bardzo szybko w nacjonal-Majdan). W takich przypadkach zawsze działają różne siły (co było widać podczas agonii Jugosławii) – odśrodkowe, lokalne, międzynarodowe, polityczne i gospodarcze, ambicjonalne etc. I są to siły zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne.

Co do przekształcania się euro-Majdanu w nacjonal-Majdan trzeba jasno i wyraźnie stwierdzić, że ów proces i jego efekt są jawną antynomią wartości europejskich i kultury polityczno-jurydycznej Zachodu. USA wspierały tendencje antyrosyjskie z powodów geopolitycznych, Polska – z tytułu immanentnej i zżerającej umysłowość rządzących elit rusofobii (co zawsze owocuje irracjonalizmem i brakiem chłodnej oceny sytuacji).

Bezrefleksyjne przywiązanie do idei Jerzego Giedroycia i Juliusza Mieroszewskiego odnośnie Ukrainy jako bufora między Polską a agresywną (od zawsze i na zawsze) Rosją kilka dekad temu, w zupełnie innej sytuacji międzynarodowej i politycznej na Starym Kontynencie (i na świecie, zalatuje intelektualną stęchlizną i irracjonalno-niewolniczym przywiązaniem do autorytetów. Ewolucja dotyczy bowiem wszystkiego, zwłaszcza kiedy sytuacja – od chwili korespondencji Mieroszewskiego z Giedroyciem – zmieniła się diametralnie i to pod każdym względem.

Radosław S. Czarnecki
Artykuł został pierwotnie opublikowany w dwóch częściach w dwóch numerach (192 8-9/2014 i 193 10/2014) miesięcznika.
http://www.geopolityka.org

Komentarzy 12 do “Cień Kosowa”

  1. Jacek said

    NIestety ten artykul to smetne p.. przenie post- sowieckiego „inetelektualisty”, wmawiajacego Polakom rusofobie. W koncu to Rosja byla glownym udzialowcem w rozbiorach Polski i wynaradowianiu Polakow, podwojnie schizmatycka panstwowa cerkiew rosyjska zajmowala sie niszczeniem katolicyzmu polskiego ( rowniez w celu wynarodowienia Polakow). Rosja czynila to rownloegle z pruskimi (luteranskimi) niemcami. To Rosja sowiecka („radziecka” wg autora, co pozwala go zidentyfikowac jako post-sowieckiego „inetelektualiste”) wg tej samej „tradycji” najechala Polske w 1939r do spolki z Niemcami w celu unicestwienia nie tylko panstwa ale i narodu Polskiego, ktore geopolitycznie bylo i jest gwarantem bezpieczenstwa Rosji. O czym Rosjanie mogli sie przekonac w 1941r. To w koncu odbudowujaca sie „putinowska” Rosja podjela znowu flirt z NIemcami nawiazujac otwarcie i bezczelnie na polskiej ziemi do tych „tradycji” (przemowienie Putina na Westerplatte). To putinowska Rosja w dlaszym ciagu prowadzi agresywna antypolska polityke historyczna. No i znowu na ukrainie zaczyna odrabiac lekcje z tego co na dluzsza mete oznaczaja dla niej samej jej flirty z niemcami.

    Jezli ktos w Polsce pisze o „elitach rzadzacych” w Warszawie jako o „polskich elitach” to jakie ma podstawy do zarzucania innym hipokryzji? Zwlaszcza gdy robi to post-sowiecki „intelektiualista”. Toz przeciez te „elity” zostaly sprowadzone do Polski przez sowietow, one sa tak samo post-soweickie jak i sam „intelektualista”. Jest to taktyka dokladnie taka sama jak „akty antysemityzmu” produkowane przez samych talmudystow.

  2. Jacek said

    PS nie wspominajc juz o roli Rosji w „katastrofie” smolenskiej.

  3. Marucha said

    Re 2:
    Zaciekawił mnie Pan.
    Jaka była rola Rosji w katastrofie pod Smoleńskiem?

  4. Delije Sever said

    Pomogę. To była rola-żymierski, rola główna, rola uprawna i…….oczywiście Rola Człuchów

  5. semperparatus said

    Re.1…Rozbiory Polski były nie sukcesem ale klęską Rosji…pragnęła ona objęcia swoim protektoratem całości ówczesnej Rzeczypospolitej…Ale na drodze Rosji stanęła pruska intryga…która poszczuła Polaków na Rosję i wymusiła na tej ostatniej zgodę na rozbiory…Tak więc to państwo pruskie było głównym sprawcą rozbiorów…a nie Rosja…Rozumiał to król Stanisław August,który próbował-poprzez uległość wobec Rosji-uratować istnienie państwa…Niestety jego zbawienna polityka została zniszczona przez samobójczą akcję stronnictwa propruskiego…zwanego niesłusznie „patriotycznym”…

  6. Filo said

    1
    Jacek
    Ja rozumiem ze mozna po blogach pisac co sie chce ale warto tez pamietac, ze :
    – Ponad 80% Polakow popieralo rzez na Balkanach. Tyle samo Polakow popieralo mordowanie kobiet i dzieci w Serbii, naloty NATO na zupelnie niewinna ludnosc nie tylko Prisztiny. NATO bombardowalo szpitale i osiedla mieszkaniowe oraz chrzescijanskie swiatynie w Kosowie zeby takie debile jak Jacek myslaly, ze w Kosowie nigdy nie bylo Serbow.
    – tyle samo Polakow popieralo powstanie muzulmanskiego panstwa w Kosowie (Polska pierwsza glosowala w ONZ!!!!!!)
    – Polskie wojsko do tej pory pilnuje zeby mordercom dzieci serbskich sie krzywda nie stala. Kosowo znane jest z nielegalnego handlu nerkami i Tusk polecial tam niedawno sprawdzac czy polskie wojsko spelnia nalezycie role obrony kosowskich biznesow.
    – Polscy najemnicy, polski rzad, polscy politycy skompromitowali sie obecnie popierajac faszystowska junte na Ukrainie i glaskali swastyke!! (Pewnie na zlosc Putinowi) . Skoro pan Jacek jest taki oblatany w historii Rosji to powinien slyszec o bandach UPA i SS Galizien, ktore mordowaly Polakow
    – Polacy o takim mysleniu jak Jacek sa teraz posmiewiskiem Europy i nikt z nami nie chce gadac. Bedziemy te jablka wpieprzac az do plukania zoladkow.
    – dla ogromnej rzeszy rodakow nie istnieje nic takiego jak racja stanu. Narobimy sobie w gacie na zlosc tym, ktorych nie lubimy. Zanim sie Polaczkowie zorientuja, ze polityka Rosji bardzo sie rozni od polityki Stalina, a polityka USA niczym sie nie rozni od polityki USA w 1918-2014 roku to juz chyba Polski nie bedzie na mapie.
    – Jacek i jemu podobni nie potrafia odpowiedziec na proste pytania: Jakie korzysci ma Polska z napadania na suwerenne kraje: Serbia, Afganistan, Irak, Libia, Mali?.
    – Jakie korzysci ma Polska z popierania nazistow w Kijowie? Co nam dalo, ze polscy najemnicy a wlasciwie oficjalnie wyslani zolnierze Gromu poddali sie bezwstydnie powstancom Doniecka???? Czy nam nie wstyd za te nasze oddzialy specjalne, ktore mialy byc duma polskiego wojska??
    – Dlaczego placimy jankesowm za bron cene 12 razy wieksza niz placa Amerykanie? Dlaczego przyjaciele z Zachodu sprzedaja nam szmelc militarny, ktory bardzo Polake zadluzyl a nie nadaje sie do niczego.
    -dlaczego do tej pory nie mozemy wyzebrac elektronicznych wiz turystycznych od USA, a do Rosji moze jechac kto chce?
    -Gdzie sie podzialo 15 milionow dolarow, ktore polscy politycy dostali za ZEZWOLENIE zalozenia obozow CIA w Polsce? Od kiedy to Polska, panstwo czlonkowskie Unii, lamie Konstytucje i zobowiazania unijne zezwalajac na torturowanie na polskiej ziemi obcych obywateli, ktorym nikt i nigdy nie probowal udowodnic winy??

    Zajezdzanie historii na kazdy mozliwy temat ma to do siebie, ze moze sie nam wrocic jak bumerang:
    i moze sie okazac, ze nam ktos obcy przypomni wlasna historie.
    Czy Jackowi nie wstyd???
    Rocznice napasci na Polske przez Niemcy obchodzilismy radosnie wspolnie z Niemcami i lizalismy pejsowata rzyc pani Angeli.

    Na Westerplatte zaprosilismy Putina zeby go zwyobrazac. Dostalismy ladna nauczke. Przykre.
    Putin uczy Polakow historii:

    To ladnie, ze nas sojusznicy w przestepstwie okradaja. Pan Sikorski ladnie to po pijoku wyrazil.
    http://www.kresy.pl/wydarzenia,wojskowosc?zobacz/za-amerykanskie-pociski-zaplacimy-cztery-razy-wiecej-niz-finowie

  7. Jacek said

    ad Filo

    jakim prawem przypisuje pan Polakom to co w ich imieniu wyczyniaja postsowieckie „polskie elity” (no wlasnie zainstalowane w Warszawie przez „wyzwolencza” krasna armie i sowieckie „sluzby”, abu rzadzily Polakami na wzor rzadow bolszewickich w Rosji) ? Czy traktuja one Polakow lepiej niz np Serbow?

    „Na Westerplatte zaprosilismy Putina zeby go zwyobrazac.”

    Pan go zapraszal? z kim do spolki? czy to moze merkel go zprosila, za posrednictwem swojego agenta, i oboje „uczyli Polakow lekcji historii” stwierdzajac, per saldo,ze Polska jest „bękartem Traktatu Wersalskiego” (Molotow, ten od traktatu Ribbentrop-Molotow) i ze odrodzenie Polski po I WS bylo upokorzeniem dla dwu wielkich mocarstw; niemiec i Rosji?

    Pan go „zwyobrazal”? Bo ja nie.

    Jezeli Putin jest takim pokazowym patriota rosyjskim to niech sobie przypomni, ze Rosja zostala zniweczona i wydana na rzez bolszewikom przez niemcy, ktore podjely I Wojne Swiatowa aby podbic Rosje. A on sam wyrosl z aparatu przemocy, ktory bolszewicy w Rosji zainstalowali dla ustanowienia w niej swego ludobojczego terroru. A w koncu sprowadzili na Rosje nastepna wojne z niemcami, realizujac cudze plany, w ktorej Rosjanie staneli o wlos od zaglady biologicznej i w rzeczywsitosci dotad sie z tej zapasci biologicznej nie podniesli.

    Czy przypadkiem Putin nie gra tu na rzecz niemiec robiac wszystko aby zantagonizowac Polakow i Rosjan, a odwrocic uwage od niemiec. Kto tu dziala na czyja korzysc?

    Putin jest w sytuacji w jakiej moze w bardzo prosty sposob wytracic argument wszystkim podzegajcym Polakow do antyrosyjskosci: powiedziec Polakom, tak popelnilismy wobec was ciezkie bledy, sprawadzilismy na was zabojcza wojne, bralismy udzial w wyniszczamniu waszego narodu, zrozumcie bylismy wtedy pod wladza, ktora nie byla rosyjska, ktora nie reprezentowala interesow Rosjan ani ich kodu etycznego. Proponuje abysmy zawarli traktat o nieagresji, abysmy rozwijali wspolprace gospodarcza i wspolracowali na rzecz stabilnego rozwoju gospodarczego naszych krajow.

    Powiedzmy, ,ze powiedzilby to na Westerplatte, Coz by sie stalo, kto bylby stratny. W najwiekszym wymiarze tylko jedno panstwo: niemcy, cala ich polityka , w Polsce i az po Jugoslawie leglaby w gruzach. Ale rowniez z torbami poszlaby agentura (tzw elity polityczne) postsoswiecka w Polsce. Ale Putinowi ta agentura jest widocznie drozsza niz zycie, woli raczej prowadzic z niemcami gre ktora juz dwukrotnie omal nie skonczyla sie zaglada Rosjan.

    Niech wiec Pan nie wypisuje bzdurnych tyrad, na temat kto Polakow ma uczyc historii. Niech sie Pan sam jej poduczy..

  8. Jacek said

    ad Marucha

    a i Pan rowniez mnie zaciekawil swoim zaciekawieniem.

  9. Marucha said

    Re 7:
    Panie Jacek, co Pan chrzani o jakichś wypowiedziach Putina, które nigdy nie miały miejsca?
    Już to przerabialiśmy, ale widzę, że najtrudniej umierają „informacje” zmyślone.
    Gdzie tak powiedział? Co dosłownie powiedział?
    Chcę oryginał, a nie jakieś interpretacje Gazety „Polskiej” czy innych patridyotów.

    Re 8:
    Brak odpowiedzi to też odpowiedź.

    Coraz mniej mi się Pan podoba…

  10. Filo said

    7
    Jacek
    czyli niedojrzaly dyskutant
    I jeszcze do tego nie zna j. rosyjskiego a sie rzuca.
    Przeciez Putin wyraznie powiedzial, ze Rosja jest jedynym krajem, ktory sie przyznal do sowieckich wystepow publicznie i Putin niesmialo zasugerowal, ze inne panstwa moglyby zrobic to samo. Prosze jeszcze raz posluchac tego co powiedzial Putin a potem, zmyslac glupoty.
    USA nie bedzie Polski przepraszac za Jalte, ani Serbii za wymordowanie napalmem tysiecy ludzi. I nie bedzie leczyc serbskich dzieci z choroby popromiennej.
    USA nie przeprosi Wietnamu, nie tylko za napalm. Ani Iraku. Ani Japonii.
    Radze wrocic do szkoly i dowiedziec sie CZEGOKOLWIEK o I-ej wojnie swiatowej.

    No i jeszcze dodam, ze skoro premier Polski zaprasza kogokolwiek do Polski to robi to tez w moim imieniu, w imieniu Agatona i w imieniu nas wszystkich. Nieprawdaz?

    A polskie rzady sa demokratycznie wybierane przez Polakow i reprezentuja caly narod, czy sie panu to podoba czy nie.. Widocznie nie umiemy wybierac.

  11. Merlin said

    ad 6
    „Zanim sie Polaczkowie zorientuja”

    panie Drogi,Filo…

    Rodacy sa jacy sa…wielu madrych i dzielnych, duzo dabrych i zmeczonych oraz smutnych…wielu niespokojnych…itd.

    CHCE Pan SILNEGO, MADREGO, ZDROWEGO NARODU???

    Prosze zaczac od UZYWANIA SLOW POZYTYWNYCH o TYM nARODZIE.
    Kim Pan jest? Tez „Polaczkiem” czy obcokrajowcem, ktory o nas pisze, bo nie rozumiem???

    Rodacy to bracia. gdyba Pana brat wpadl w uzaleznienie czy klopot, to by Pan wysmiewal sie czy staral sie pomoc???
    RODACY sa ZAGUBIENI…prosze wiec im otwierac oczy.
    A latwiej jest MYSLEC ODWAZNIE, gdy sie ma DUZE POCZUCIE WARTOSCI.
    A tego wysmiewaniem sie i IRONIA Pan nie wzbudzi!

  12. Filo said

    12
    Merlin
    Polacy zagubili tozsamosc narodowa.
    Przyjelismy zydowska zasade robienia z siebie ofiary pomowien i nieporozumien historycznych.
    Jakby Merlin wiedzial cokolwiek o Francuzach, Anglikach i angielskich podrecznikach do historii toby wymyslil lepsza riposte.
    Najwyzszy czas, zeby Polacy sie wzieli w garsc i zaczeli myslec o wlasnym narodzie: polskiej rodzinie, polskich dzieciach, polskiej edukacji i polskiej racji stanu.
    Jakiej cholery wierzymy ciagle w zydowska propagande?
    Jaka tesknota nas pchala do obrony muzulmanow w Kosowie? Ponad 80% Polakow popieralo tych handlarzy nerek z niedobitych dzieci.
    Kto w sejmie zaprotestowal przeciwko masakrze w Odessie? Dlaczego ogromna czesc narodu popiera rzady junty i bestialstwo ukrainskich zolnierzy?. A nikt sie nie zainteresuje losem Polakow na Ukrainie?
    Zachowujemy sie jak te nieuki Ukraincy, ktorzy bardziej nienawidza Putina niz kochaja swoj kraj. Niech szlag trafi caly kraj zeby tylko zrobic na zlosc Putinowi.
    Dlaczego wydajemy takie straszne pieniadze na wojenki, ktore nam niczego nie przynosza. Nawet najglupszy zboj nie jest takim debilem, zeby napadac na inne kraje bez zadnych korzysci.

    Czy widzial pan choc jedna demonstracje przeciwko mordowaniu dzieci na swiecie?
    Czy Polacy protestuja przeciwko zlodziejskim bankom?
    Czy zastanawial sie pan nad tym, dlaczego Czesi, Slowacy, Wegrzy, Bialorusini, Kazachy, Austriacy pilnuja wlasnego interesu a nie lataja po majdanach i nie kompromituja CALEGO narodu?.
    W Polsce jest teraz wielka dyskusja czy przypadkiem Kaczynski nie powinien wygrac wyborow.
    A kto jeszcze chce glosowac na tego skunksa?
    Jak to sie dzieje ze wybieramy na prezydentow i premierow nieukow, prostakow, pijakow, analfabetow, i „spieprzaj dziadu”?

    Dlaczego w obecnej kampanii wyborczej do samorzadow nikt nie postawi Kaczynskiemu i innym swiatowcom polskiej polityki zarzutu zbrodni zdrady stanu? Od kiedy to Polacy popieraja banderowcow i hasla hitlerowskie. Pamieci nam nie starczylo?

    Ja jestem Polaczkiem??
    A kim pan jest?

    Ja mysle, ze naglaskalismy sie siebie nawzajem dosc. Zeby rozwiazac problem trzeba go przede wszystkim zidentyfikowac.
    My na wszystko mamy jedna odpowiedz:
    Putin
    I nie chodzi o to, zeby sie Putinem zachwycac.
    Chodzi o to, zeby moc sie zachwycac polskimi przywodcami. My nie jestesmy zagubieni.
    My jestesmy skorumpowani do cna!
    Nie uznajemy zadnych wartosci narodowych. I wydaje nam sie, ze jestesmy od pouczania innych.
    I pozwolilismy sprzedac Polske na zydach.
    I nie jestesmy w stanie zapewnic polskiej mlodziezy ZADNEGO startu zyciowego w kraju.
    Kto w Polsce zaprotestowal jak obcy parlament urzadzil sobie sesje parlamentu w Krakowie??? Czy mieszkancy Krakowa mieli cos do powiedzenia? Kto o tym zadecydowal?

    Pan chce jeszcze zeby nas chwalic bo to swiadczy o patriotyzmie? Gdyby narody byly zadowolone z siebie bez konca, do tej pory palilibysmy luczywo i ciagneli wode ze studni.
    Przyjezdza do Polski prezydent obcego kraju i oficjalnie zakazuje nam uczyc w szkolach historii. Czy ktos zaprotestowal?

    W dyskusji na temat Polski i polskiego narodu maja prawo brac udzial wszyscy: i ci co pragna zaglaskac kotka i ci ktorzy kotkowi chca zlikwidowac pchly.
    Dyskusja powinna byc nie o pchlach w Patagonii, tylko o pchlach w Polsce.

    A mnie sie marzy, zeby Polacy tak entuzjastycznie interesowali sie polska rodzina, polskimi dziecmi, polska kultura narodowa, polska racja stanu- jak mistrzostwami swiata w siatkowce..

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: