Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Starszy strzelec Marian Hemar

Posted by Marucha w dniu 2014-10-07 (Wtorek)

Nie pierwszy to w gajówce artykuł poświęcony Marianowi Hemarowi, postaci jaka mnie fascynuje.
Admin

Tęsknoty za światem utraconym, za minionym bezpowrotnie czasem i za nami samymi w tamtych miejscach i latach nie da się zmierzyć czy opisać przy użyciu szkiełka i oka, można – jedynie sercem. Tak jak czynił to Marian Hemar, gdy pisał o swej tęsknocie za Lwowem.

Niewielu umiało to robić równie pięknie. Nikomu zapewne, komu bliski jest Lwów przedwojenny, nie trzeba Hemara przedstawiać, nie sposób byłoby zresztą zmieścić na paru stronach tego wszystkiego, co o nim i o jego twórczości należałoby powiedzieć.

Był przecież najpłodniejszym poetą polskim XX wieku i wszechstronnym pisarzem – obok satyr politycznych i obyczajowych, fraszek i liryków, pisywał dramaty, słuchowiska radiowe, znakomite literackie pastisze (niedoścignioną maestrię osiągnął w jednoaktówkach Wszystko co najpiękniejsze), uprawiał krytykę literacką, eseistykę i reportaż, felieton, dokonywał także wysoko ocenianych przekładów (Ody Horacego i Sonety Szekspira). Był też jednym z najznakomitszych autorów tekstów kabaretowych, niezapomnianych piosenek (3–4 tysięcy!) i twórcą nowoczesnej satyry politycznej.

Po wybuchu wojny – zrazu żołnierz Karpackiej Brygady – stał się rychło jedną z centralnych postaci życia kulturalnego i politycznego emigracji: założycielem bardzo ważnego dla emigrantów „Teatru Hemara” i jednym z „niezłomnych Londyńczyków”, najbardziej nieprzejednanych antykomunistów. Dawał temu m.in. wyraz w nadawanym na antenie Radia Wolna Europa przez 16 lat, co tydzień, „Kabarecie Hemara”, gdzie walczył i z krwawym chamem, despotą azjatyckim i z krajową odmianą władzy knutów, szpiclów, czerwonki, zaskarbiając sobie ogromną popularność i wdzięczność spragnionych wolnego słowa słuchaczy, cenzorom zaś – siepaczom puent – przysparzając niemało pracy.

Jego imponujący dorobek nie zapewnił mu jednak miejsca w kanonie literatury, w oczach krytyków literackich bowiem na to nie zasłużył. Owszem, „kabareciarz” niezwykle zdolny, ale poeta mierny, z drugiego szeregu – zbyt tradycyjny, epigon romantyzmu, rozmieniający swój talent na drobne w wierszach zbyt doraźnych, nazbyt zaciekłych… Na szczęście innego zdania byli czytelnicy i słuchacze jego poezji.
Być może gdyby nie wojny, losy Hemara potoczyłyby się innym torem, być może nie byłby pisarzem, lecz medykiem. Jednakże wziąwszy udział w wojnie polsko-ukraińskiej przerwał studia medyczne i lata 1919–1920 spędził jako ochotnik w wojsku. Do studiów wprawdzie powrócił, ale ich już nie ukończył.

Magnetyczna siła polskiej literatury sprawiła, że podjął próby pisarskie. Miłość do literatury i zarazem do polskości, zrodzona w sercu Heschelesa-Hemara jeszcze we wczesnej młodości, kazała mu szukać drogi, jak stać się polskim poetą. Niemal od dzieciństwa żyłem w niezachwianej wierze, że być polskim pisarzem wierszy, lub powieści, to najwyższa ranga ludzka, najwyższa nobilitas, że to znaczy być już pół-duchem, półbogiem na ziemi.

To rozdarcie Żyda – Polaka ochotniczego, jak o sobie pisał w wierszu Trzy powody, towarzyszyło mu przez całe życie: na zawsze dochował wierności pamięci swych korzeni, jednakże patriotą był polskim (w wieku dojrzałym przyjął też chrzest). Nie zawsze była to miłość łatwa, nie godził się bowiem z Polską inną jak tylko najlepszą, najszlachetniejszą, najuczciwszą w świecie. Moja nieszczęśliwa miłość nie może pogodzić się z małością i małostkowością Polaków, z blagą, z pogańską dewocją, z gładkim i pustym frazesem, z tromtadracką nieodpowiedzialnością. Mój patriotyzm nie jest małpią miłością, jest miłością gorzką – gorącą i nieszczęśliwą. Uczyli mnie tej miłości Słowacki, Żeromski i Piłsudski.

Zrazu nie było mu sądzone zostać „prawdziwym” poetą – pierwsza jego próba liryczna – Ballada o białym byku – wydana w 1923 roku, była niestety fatalną pomyłką. Z powodzeniem natomiast zaczynał swą karierę literacką jako satyryk, współpracując z satyrycznym tygodnikiem „Szczutek” i pisząc na potrzeby scenek kabaretowych.

Pierwszy duży sukces przyniosła mu rewia Łątki lwowskie wystawiona w Teatrze Miejskim i ona właśnie otwarła mu drogę do warszawskiego „Qui pro Quo” – drogę do sławy. Wkrótce stał się wśród autorów kabaretowych gwiazdą pierwszej wielkości, równą skamandrytom (z którymi czasem razem pisywał, np. Szopki polityczne), autorem szlagierów najbardziej znanych (m.in. Kiedy znów zakwitną białe bzy, Nie będziesz ty, to będzie inna, Czy ty wiesz, moja mała…, Czy pani Marta…, I chciałabym i boję się, Santa Madonna, poratuj, Mały gigolo; często używał pseudonimu Harryman), świetnych programów rewiowych, z których jeden – Orzeł czy Rzeszka z maja 1939 roku (tam właśnie Sempoliński śpiewał słynny Ten wąsik, ach, ten wąsik) wywołał oficjalny protest ambasadora III Rzeszy.

Kolejna premiera – programu Pakty i fakty – odbyła się 2 września, lecz to, co wczoraj jeszcze wydawało się śmieszne, wówczas wiało już grozą. A potem była już pośpieszna ucieczka autem, wraz z Wierzyńskimi i Norblinami, do Rumunii, ochotnicza służba w Brygadzie Karpackiej, później zaś, od 1942 roku, już Anglia. Do końca życia.

Marian Hemar czyta swój wiersz, Londyn

Początek wojennej tułaczki Hemara, oznacza też drugi zwrot w losach Hemara – pisarza. To właśnie podczas wojny ustaliły się w sposób ostateczny główne tematy i kierunki, w jakich podążać będzie konsekwentnie w swej twórczości. Odtąd bowiem, nie przestając tworzyć świetnych tekstów kabaretowych, stanie się również jednym z najznakomitszych twórców poezji patriotycznej: zagrzewających do walki i podnoszących na duchu wierszy-apeli i liryki nostalgicznej i, później – po Jałcie – także aktualnej satyry politycznej.

Oderwany od Polski, przybliżał się do niej duchowo coraz bardziej. Wówczas też wiersze jego – tak jak ongiś marzył – nabrały charakteru poezji najczystszej, najwyższej próby, choć z wyboru nie były „nowatorskie” (co mu wielokrotnie zarzucano): niestety, mając do wyboru pokorę wobec poetyckich ideałów lub wykonywanie obowiązków wojennych w tej wojnie, która dla Polski się jeszcze nie skończyła – autor wybrał to drugie.

Wiersze te (okres doświadczeń rumuńskich i bliskowschodnich zamknął w pierwszym wojennym tomiku pt. Dwie Ziemie Święte) były i wyrazem świadomości zbiorowej i wyznaniem zbiorowej wiary, ideowym składem zasad.

Najważniejszym utworem z tego okresu jest Modlitwa, pełna aluzji literackich i historycznych, rozpoczynająca się od znamiennych słów: Nie sprowadzaj nas cudem na Ojczyzny łono… Jej główną oś myślową i konstrukcyjną stanowi przywołany na początku, a powracający jak refren „cud” – liczenie na cud (że zawsze nad Wisłą cud czekać będzie), na łaski bezbrzeżne (…) jakby nam należne, to wreszcie, że za bardzośmy Ojczyznę kochali świętami – to powszechne i powszednie winy Polaków, którzy żyć dniem codziennym z jego szarzyzną i znojną pracą, ani go doceniać jeszcze się nie nauczyli:

I co dzień szliśmy wpobok Niej – tak jak przechodzień
Mija drzewo, a Boga w drzewie nie pamięta.
A Ojczyzna codziennie przecież była święta,
A Ona właśnie była tym cudem na co dzień.

Utwór ten, utrzymany w formie modlitwy zbiorowej o „nową postawę”, o umiejętność głębszego spojrzenia na nasze wobec Polski obowiązki, doceniania i umiłowania w niej tego, co stanowi „chleb nasz powszedni”, i o to wreszcie, By wnuk, zrodzon w wolności, wiedział, co to znaczy/ Być wolnym, być u siebie – być Polakiem w Polsce.

W studio londyńskim Marian Hemar i Włada Majewska ćwiczą nową piosenkę „Chlib kulikowski”

Wojenne wiersze Hemara przypominały o wartościach dla Polaków najcenniejszych, których strażnikiem pozostał do końca życia, mówiły o polskich cnotach, o honorze i o wierze (zwłaszcza w wierszach z okresu pobytu w Ziemi Świętej), która jest jednym z fundamentalnych składników naszej tożsamości narodowej i posłannictwa. Najwyraźniej ukazywała to Warta, opisująca wartę żołnierzy polskich przy grobie Jezusa:

I będzie stać ta warta
Nierozerwalnym przymierzem
Jak krzyżem krzyż, jak Polska
Polską, jak żołnierz żołnierzem.
I będzie stać po wieczność –
Krzyż osłaniając i Ziemię.

Równocześnie, daleki od megalomanii, nadal piętnował nasze narodowe wady i błędy (19 marca 1940), jednak samą Polskę widział i opisywał jako idealną – Ziemię Świętą:

Tutaj – ten kamień może
Jego stopy pamięta!
Ach, święta tutaj ziemia!
Tamta jest także święta.
Tu Betlejem błyszczące,
Tam jakaś zgubiona wioska –
A po niej też rankami
chodziła Matka Boska.
(Dwie Ziemie Święte)

W wierszach późniejszych, pojałtańskich, nabrzmiałych tematyką polityczną, wskazywać będzie Hemar także inną rolę, jaka przypadła Polsce: mówiąc o zdegradowaniu Polaków z pozycji „Winkelrieda narodów” do roli popychadła narodów i niewygodnego sojusznika dziewiątej kategorii (M. Hemar, Kamień filozoficzny), i o alianckiej zdradzie, podkreślał nasz podstawowy obowiązek – trwania w roli budziciela sumień (Liberum veto).

W Brygadzie służył jako starszy strzelec w Wydziale Oświatowym SBSK – przygotowywał programy radiowe i rewie dla walczących w Tobruku, prowadził także „Czołówkę Teatralną”. Piosenki Hemara, takie jak np. Pamiętaj o tym wnuku…, czy Magduś, moja Magduś znali wszyscy żołnierze, a jedna z nich, Karpacka Brygada z maja 1941, stała się hymnem obrońców Tobruku.

Swoje żołnierskie doświadczenia zawarł m.in. w zabawnej, autoironicznej Defiladzie, ukazującej typową dla Karpackiej Brygady postać żołnierza ochotnika, który daleko za sobą pozostawił wiek poborowy…:

Serce pod gardłem – i piekło
Strachu, że zgubię nogę. (…)
Myślałem – bo myśl się czasem
Wypsnie jak z palców pestka –
Ach, szkoda, że w tym miesiącu
Stuknęła mi już czterdziestka… (…)
Mój krok jakże byłby sprężysty
A trud i mniejszy i słodszy,
Karabin – o ileż lżejszy –
Gdybym jednak był młodszy…
Gdybym miał lat dwadzieścia,
Jak większość moich kolegów,
I głowę mniej siwą i linią
Brzucha nie psuł szeregów –
Marsz ten – o mój dowódco –
Nie wyczyn, ale przechadzka…

Inne oblicza żołnierskiego życia ukazywały kolejne „żołnierskie” utwory – Strzelec i generał, Barbara (o patronce artyleryjskiej wiary) i wreszcie wiersz ostatni – „Virtuti militari” (Na śmierć podchor. Zbigniewa Pieniążka) poświęcony pamięci chłopca nieledwie, podchorążego Zbigniewa Pieniążka, pierwszego żołnierza Brygady, który zginął podczas wypadu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że są w nim nawiązania do lwowskiej ballady o innym bohaterskim chłopcu, lwowskim „orlątku”, Jurku Bitschanie:

Nie zmarło mi się, – rzekł żołnierz
Stojący przed nieba bramą
Poległem na polu bitwy,
To przecież nie jest to samo.
Nie zawołałem „mamo”! –
Nie czułem strachu ni męki –
Nic nie bolało – tylko
Karabin wypadł mi z ręki.

Opuściwszy Brygadę zamieszkał Hemar w Londynie, żołnierzem polskim pozostał jednak do końca życia, nigdy nie złożył broni. W powojennej twórczości wszystkim swym miłościom – do Polski, do Lwowa i do polskiej literatury – pozostał wierny:

Moją ojczyzną jest polska mowa,
Słowo wierszem wiązane.
Gdy umrę, wszystko mi jedno gdzie,
Gdy umrę, w niej pochowajcie mnie
I w niej pozostanę.
(Moja ojczyzna)

Romantyk w czasach z romantyzmu do cna odartych.

Justyna Nowak
http://www.cracovia-leopolis.pl

Komentarzy 20 do “Starszy strzelec Marian Hemar”

  1. Witek said

    Dziekuję za piękny artykuł.
    Również bardzo sobie cenię twórczość Hemara.
    Jemu przypisuje się słowa:

    Mógłbym w Izraelu być wielkim aktorem
    Wolę pozostać Polakiem- amatorem.

  2. Romank said

    Pan Hemar….to chyba najleszy przyklad- POLSKOSCI- w najlepszym gatunku.

  3. Miet said

    Ciekaw jestem, czy w polskich szkołach uczy się młodzież o tym wspaniałym POLAKU – czy choćby się go wspomina?

  4. NICK said

    Panie Miet.
    Jakże wielu było Polaków z wyboru. Na tle całej historii państwowości. Praktycznie wszyscy byli wiele warci. Wdzięczni polskiej normalności. Przykładni, wielekroć, Nam. Przykładni dla Naszego, często ułomnego, patriotyzmu.
    POLAK z wyboru. Cóż dodać.
    Dziś przywołano dwie postacie – Hemar i Unrug.

    Z tego co mi wiadomo – o Nich i innych – młodzież nic nie wie. Wyklęto ich.

  5. Romank said

    Po co maja uczyc panie Mieciu… polskosc to nienormalnosc….

    Pan zyje i pamieta…a tu juz uczy….. Palusi ….Zbyszek i byle skurwysyn….to co chca …i jak chca…jeszcze im za to placa…
    Widzi pan Hemar mial wybor…mogl byc wielkim pisarzem na garnuszku w PRLu..jak setki tysiace zasluzonych literatow..mogl taka sama kariere zrobic w Israelu…..a nawet w Anglii…zeby zaminil ta swoja polskosc wyznania mojzerszowego ,,na kurewska wize….

  6. Boydar said

    To się nie ma co burzyć Panowie, jak szkoły będą polskie, to o śp. Hemarze będą uczyć. Na razie uczą o ruchaniu kozy. Po feriach zimowych podobno ma się coś zmienić.

  7. Romank said

    Panie Boydar..pana Hemara poznalem w domu dziadka w Les Imberts w latach 60tych… od tego czasu zmienilo sie kilka rezimow co jeden bardziej polski od poprzednego, a o Hemarze dalej w szkolach nie ucza….
    Dzis ja jestem w wieku mojego dziadka i Hemara – byli rowiesnikami- i dalej nie ucza o nim w polskiej szkole, a jego tworczosc znana jest nielicznym..
    Niech pan popatrzy ucza o Spartanach…o Mohikanach..o Vikingach…mimo, ze te narody dawno wyginely- nawet dobrze nie wiadomo….. jak… podejrzewam ,ze im tez ktos wmowil – ze ich nie bylo… ze korduplom lezej….

  8. Boydar said

    A Pan dalej swoje, Panie Romanie. Moja Baba jest nauczycielką i mi opowiada „takie różne” czasami, jak już Ją qurwica nazbyt trzęsie. Daję Panu najświętsze słowo honoru, że one, te szkoły, polskie nie są. Może nawet i niczyje, ale na pewno nie polskie. Przy czym, gdyby były niczyje, to nauczyciel miałby prawo coś powiedzieć od siebie. A nie ma. Bo go wypier.dolą z roboty już po wakacjach. I dyrektor takiej szkoły tego (niemówienia) czujnie pilnuje.

    Ciesz się Pan, że Pańską kobitę jeszcze qrvica trzęsie, że jeszcze widzi.
    Admin

  9. Marucha said

    Re 7:
    Panie Romanie, ja myślę, że dlatego nie uczą o takich ludziach, jak Hemar, bo chcą w Polakach wyrobić przekonanie, że nikt nigdy nie lgnął do polskości, że nikt nigdy nie chciał zostać Polakiem – bo polskość to przecież nienormalność, jak stwierdziła swego czasu dość znana kanalia.
    A takie przykłady, jak Hemar, Unrug, czy Wincenty Pol – zadają kłam tej tezie.

    Polska miała zawsze niezwykłą moc przyciągania do siebie cudzoziemców i w jedno-dwa pokolenia robienia z nich Polaków-patriotów.
    Teraz przyciąga do siebie jedynie międzynarodowych złodziei.

  10. Romank said

    Alez panowie… ja to doskonale wiem , rozumiem i znam mechanizm…Przeciez nic sie nie zmienilo od 50 lat…to samo czuly nauczycielki uczace mnie was…
    Dlatego wspominam..ze taki wzorzec obowiazuje zawsze tam, gdzie ginie narod…najpierw ginie pamiec..zadeptana przez „tworzoncych nowom historiem” , zgodna z ich wyobrazeniami..na chama w zywe oczy pamietajacych o zyjacych jeszcze….chyba tylko po to ze zapare lat beda ten fakt podawac , jako dowod na swe klamstwa…bo przeciez ci zyli i nie protestowali.
    I sdami zobaczcie przeciez ci wszyscy nauczyciele tez Polacy…i byc moze tez ich trzesie kurwica… ale sa posluszni… BO widzicie najwazniejsze jest Posluszenstwo….niech cie trzesie,,nawet- jak gowno gesie, ale zachowaj posluszenstwo…do konca..wlasnego konca…
    BO posluszenstwo to nic innego tylko rezygnacja ze swej wlasnej woli i rozumu i poddanie sie woli innych i ich rozumowi…i ich woli.
    Bezmyslne i bezwolne posluszenstwo…likwiduje w nas Czlowieczenstwo i zamienia w posluszne bydle. In imago animalo.

  11. Boydar said

    Nie mam Pańskiego płaszcza Panie Romanie. Z tego że ma Pan rację, nic jeszcze nie wynika. Niech Pan wskaże drogę i chociaż saboty zafunduje albo nawet tanie klapki japonki. Pan tylko krzyczy „nie tędy !” i wali trzcinką po gołych kulasach.

  12. Romank said

    Panie Boydar.. a jak taka jest Jego Wola…wszystko ma swoj pocztek i koniec..czlowiek tez ma swiadomosc, ze wlasnie kona. Sa rzeczy -ktorych sie nie da odwrocic sa nieuniknione…co mozna to ……przyjac to godnie.
    Przeciez tak juz bylo od 1772 roku rozsypywalo sie po koleji wszystko..odpadaly ziemie za ziemiami..a panstwo sie bawilo…tanczylo, pozowalo, rozmawialo wydawalo, balowalo..Europa pelna geba…
    Przeciez 20 lat po Pierwszej wojnie i po II giej epizod do podpisania Traktatu ,,,to tylko drobne nic nieznaczace epizody jedno- dwu pokoleniowe….bedzie pan Europejczykiem….wielu jest bardzo z tego szczesliwych.

  13. Romank said

    NIe jestesmy pierwsi…pan zobaczy wyzej..i pocieszy sie ze spocznie we wlasnej ziemi..ja pojde za dziadkiem i Hemarem:
    Moją ojczyzną jest polska mowa,
    Słowo wierszem wiązane.
    Gdy umrę, wszystko mi jedno gdzie,
    Gdy umrę, w niej pochowajcie mnie
    I w niej pozostanę.
    (Moja ojczyzna)

  14. Miet said

    Smutne to polskie szkolnictwo.
    Ja zaczynałem moje liceum w 1956 – Stalina szlak trafił a w naszym Kraju mieliśmy „wypadki” poznańskie. Czasy były trudne, niby zaczynała się odwilż ale do wiosny ciągle było daleko.
    Miałem dwóch nauczycieli przez duże N. Jeden polonista i mój wychowawca – zawsze będzie dla mnie największym autorytetem w moim życiu – był dla mnie drugim ojcem.
    Nauczył mnie polskiej mowy, polskiej literatury. Był wtedy jednym z chyba dwch magistrów w naszej szkole i to był magister przedwojenny.
    Drugi dużo młodszy, też magister, to matematyk – ten nauczył mnie czegoś, z czego żyję i będę żył do końca moich dni – matematyki.

    Nie wolno mi utajniać ich nazwisk: polonista prof. Jańczyk i matematyk: prof. Macierzyński – Liceum Koluszki.
    Używam tradycyjnie tytułów profesorskich bo na takie oni sobie zasłużyli.

    Prof. Jańczyk nauczył – a w zasadzie zaszczepił nam uczniom patriotyzm.
    My wszyscy dobrze wiedzieliśmy, kiedy mówił to co musiał mówić, a kiedy mówił o tym co mu w duszy grało.
    Nie musiał do nas uczniów robić oka – my to czuliśmy.

    Czy są jeszcze tacy nauczyciele w Polsce? Ci dwaj moi już nestety nie żyją.

  15. Romank said

    Wlasnie to cos..co w duszy gralo panskiemu prof Macierzynskiemu i Janczykowi..jesli to cos da sie obudzic na skale na tyle duza zeby obudzic elite polska…
    Spelnia sie slowa Ojca Klimuszki…on tez o tym cosiu mowil/…a on mial Wielka Pewnosc…….ta jego Pewnosc pozwala na Nadzieje….

  16. Miet said

    Dzięki, Panie Romanie – pięknie Pan to ujął.

  17. Boydar said

    Zaiste, pięknie …

  18. Joe said

    Panowie dyskutujecie jak o Wolnej Polsce…A tu to samo k…stwo co bylo za Bieruta.Czy podreczniki Michnikowej do historii mialy wieksza wartosc jak te dzisiaj?Ten sam smiec..ten sam zyd dyrektorem,to samo ku…stwo.Dlatego ze NASZYCH nie da sie zjednoczyc.,…NASZE musza dostac w…dol po durnych lbach.To trwa juz prawie 70 lat.

  19. Zdziwiony said

    Pamiętam 58 rok, „zaściankiem” szkoły była nauka religii. Każdy uczeń musiał mieć obowiązkowo wklejoną Ewangelię z Gościa Niedzielnego, co było dowodem, że w domu czytano ów tygodnik. Nie zapomnę, gdy ksiądz na tablicy nakreślił kredą gwiazdę pięcioramienną i zapytał, z czym ten obrazek się kojarzy, odpowiedział, że to okaleczony człowiek o postaci pięciu kikutów.

  20. Romank said

    NO a potem chyba za rok wywalili religie ze szkoly…jak dobre pamietam…

Sorry, the comment form is closed at this time.