Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Rajd szlakiem ogniomistrza Kalenia „budzi upiory”

Posted by Marucha w dniu 2014-10-08 (Środa)

Rajd szlakiem ogniomistrza Kalenia

W dniach 19-21 września br. w Bieszczadach odbył się Rajd PSWW HALLER szlakiem ogniomistrza Kalenia. Przez trzy dni uczestnicy Rajdu przeszli blisko 60 kilometrów. 18 września delegacja Rajdu udała się do Baligrodu, gdzie złożyła kwiaty pod pomnikiem ofiar rzezi Baligrodu jaką urządziła UPA oraz na cmentarzu wojskowym.

Mieszkańcy Baligrodu widząc mundury delegacji Rajdu podchodzili do nas i opowiadali o horrorze, jaki sprawili banderowcy mieszkańcom tego miasteczka.

Tego samego dnia wieczorem, po kolacji spożytej w Komańczy, w restauracji „Pod kominkiem” (serdecznie dziękujemy właścicielom za wspaniałe przyjęcie nas) uczestnicy wędrówki zostali zakwaterowani w Szwejkowie. Część spała w budynku mieszkalnym przerobionym na hotel, a część w namiotach wojskowych.

120829_114535

Schronisko „Szwejkowo” (fot. Marucha)

Ciekawostką jest fakt, że miejsce, gdzie kwaterowaliśmy w Szwejkowie było dawniej placówką Wojsk Ochrony Pogranicza. Po placówce wojskowej zostało kilka śladów. M.in. umocowania na wieżę radiostacji czy kamień, na którym był orzeł i napis WOP. PSWW HALLER zobowiązał się do odrestaurowania tegoż kamienia.

19 września po porannej zbiórce, podziale na plutony i drużyny wyruszyliśmy na szlak. W pierwszy dzień przeszliśmy 33 kilometry. Odbył się także jeden trening. W trakcie wędrówki przewodnik opowiadał nie tylko o walkach Wojska Polskiego z bandami UPA w Bieszczadach, ale także o historii tego zakątka Polski, złożoności historii i wielobarwności wydarzeń, jakie tam miały miejsce. Zwiedzaliśmy miejsca zabytkowe i mogliśmy podziwiać piękno Bieszczad.

Wieczorem po zakończeniu marszu mieliśmy ognisko, na którym odbyły się ciekawe wykłady. Pierwszy był wykład emerytowanego oficera Wojsk Ochrony Pogranicza, który opowiadał o swojej służbie w tej formacji oraz o niuansach z nią związanych. Drugim prelegentem był jeden z najwybitniejszych specjalistów w zakresie walk Wojska Polskiego z bandami UPA Pan dr Andrzej Zapałowski, którego wykładów słuchano z dużym zaciekawieniem.

Drugi dzień Rajdu miał ponad 20 kilometrów trasy. Mijaliśmy m.in. Osławicę, a więc miejscowość znaną z filmu „Ogniomistrz Kaleń” (scena, gdy UPA pali placówkę WOP w Osławicy). Zdobyliśmy Chryszczatą, a więc miejsce najbardziej zaciekłych walk z bandami UPA. Górę u stóp której miała miejsce ostatnia szarża w historii polskiej kawalerii w ataku na bandę UPA (szwadron WP batalionu „Poznań”).

Miejscem ostatniego noclegu była miejscowość Mików doskonale znana z „Ogniomistrza Kalenia”. To właśnie w Mikowie poległ ogniomistrz Kaleń starając się przerwać ostrzał chaty, w której bandyci z UPA ustawili stanowisko ogniowe, a w której schroniły się ukraińskie kobiety i dzieci. Wieczorem miało miejsce ognisko.

W ostatni dzień przed wyruszeniem na szlak odbył się dwugodzinny trening, a po nim każdy uczestnik Rajdu miał możliwość przejażdżki BRDM-em 2. Dla niektórych była to pierwsza w życiu okazja przejazdu w pojeździe wojskowym. W międzyczasie z wizytą u nas byli dwaj emerytowani oficerowie z kontrwywiadu WOP, którzy w bardzo ciekawy sposób przybliżyli nam historię walk z UPA i złożoność sytuacji w Bieszczadach po II wojnie światowej. Warto zaznaczyć, że odbyły się także zawody w przeciąganiu liny. Z dobrej strony pokazała się reprezentacja żeńskiej części Rajdu. Ostatni etap naszej wędrówki mający zaledwie 7 kilometrów zakończył się w Nowym Łupkowie.

Ostatnim punktem Rajdu był wspólny obiad w restauracji „Pod kominkiem” w Komańczy. Po obiedzie był czas na wspólne pamiątkowe zdjęcia, podziękowania sobie za wspaniałą przygodę na bieszczadzkich szlakach i nadszedł moment pożegnania.

W Rajdzie uczestniczyli ludzie z całej Polski: z Pomorza, Mazur, Wielkopolski, Mazowsza, Małopolski, Łodzi, Podkarpacia i Dolnego Śląska. Pierwszy Rajd można uznać za udany. W przyszłym roku wyruszymy znowu, aby oddać hołd polskim żołnierzom, którzy walczyli w Bieszczadach w obronie polskiej i ukraińskiej ludności cywilnej.

Polski System Walki Wręcz HALLER składa serdeczne podziękowania oficerom i podoficerom Wojska Polskiego zarówno w służbie czynnej, jak i w stanie spoczynku za pomoc w organizacji Rajdu i wsparcie logistyczne. Dziękujemy byłym oficerom Wojsk Ochrony Pogranicza za pomoc i wsparcie podczas Rajdu oraz za bardzo ciekawe wykłady.

Dziękujemy Związkowi Harcerstwa Polskiego i Związkowi Strzeleckiemu „Strzelec” za pomoc. Dziękujemy Pani właścicielce kwatery w Szwejkowie za wspaniałą i gościnną atmosferę [pani Krystyna Rados – admin]. Dziękujemy Januszowi i pracownikom Jego firmy za pomoc logistyczną. Dziękujemy mieszkańcom Komańczy, Mikowa, Nowego Łupkowa, Baligrodu i wszystkim osobom, które spotkaliśmy podczas Rajdu za wspaniałe przyjęcie i staropolską gościnność.

Dziękujemy wychowawcom i opiekunom młodzieży za troskliwą i profesjonalną opiekę nad niepełnoletnimi uczestnikami Rajdu. Serdecznie dziękujemy Nadleśnictwu w Komańczy i Straży Leśnej. Dziękujemy Pani pielęgniarce z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie za profesjonalizm w działaniu. Serdecznie dziękujemy tym wszystkim osobom z całej Polski, które pomagały nam w organizacji Rajdu.

Do zobaczenia za rok na pięknych, bieszczadzkich szlakach! Do zobaczenia za rok na szlaku żołnierzy Wojska Polskiego!

Opracowanie: Biuro Prasowe PSWW HALLER
Myśl Polska, nr 41-42 (12-19.10.2014)
http://mysl-polska.pl/node/233

*                                   *                                       *

I kto tu budzi upiory?

Rzeszowska „Gazeta Wyborcza” uznała, że Rajd Szlakiem Ogniomistrza Kalenia zorganizowany przez Polski System Walki Wręcz HALLER „budzi upiory przeszłości”. Tak więc uczczenie pamięci polskich pograniczników i żołnierzy WP walczących o zachowanie integralności terytorialnej Polski oraz w obronie polskiej ludności – to budzenie upiorów. [A czegóż po tych banderożydowskich SS-synach i kanaliach można się spodziewać? – admin]

Ciekawe, że ta sama gazeta nigdy nie zająknęła się na temat renesansu prawdziwych, realnych upiorów – na Ukrainie. To tam powstały „ochotnicze bataliony” nawiązujące już nie tylko do krwawej tradycji OUN-UPA, ale wprost do tradycji nazistowskiej (vide batalion „Ajdar” z symboliką dywizji „Das Reich”). Widocznie w myśl wytycznych Anny Applebaum „Ukraina potrzebuje więcej nacjonalizmu”, podczas gdy w Polsce nie podoba się przypominanie o krwawych wydarzeniach w Bieszczadach z lat 1945-1947.

Rzeszowska mutacja „Gazety Wyborczej” nie omieszkała rzecz jasna oddać głosu Piotrowi Tymie, prezesowi Związku Ukraińców w Polsce. Na pierwszy ogień poszedł film „Ogniomistrz Kaleń”. „W tym filmie są gigantyczne kłamstwa. Karykaturalnie pokazane jest polskie podziemie i bardzo fałszywy jest obraz tego, co się działo po wojnie. Jest znakomitym filmem propagandowym grającym na emocjach: scena, gdy żołnierze są pędzeni na pole minowe, scena z obcinaniem głowy toporem. Takie sceny budują podział na dobrych Polaków i sadystycznych, złych Ukraińców. Wiele osób widzi Ukraińców i UPA przez pamięć tych scen” – powiedział Tyma.

„Po upadku komunizmu wiele osób nie zweryfikowało swojej wiedzy o tym, co się działo Bieszczadach i nie tylko. Nie wiedzą o tym, jak brutalnie działały także oddziały wojska polskiego. Dziwi mnie, że ktoś teraz znów odgrzewa te antyukraińskie klimaty” – dodał. „Kaleń – symbol komunistycznej propagandy. Ale, jak się okazuje, wybór Kalenia jest wyborem bardziej przemyślanym, bardziej ideologicznym. Kaleń staje się symbolem walki z Ukraińcami, z nacjonalizmem ukraińskim. Ale jest to kontekst nieprawdziwy, a uproszczenie bardzo głębokie. To wydarzenie nie przysłuży się relacjom polsko-ukraińskim” – stwierdził z kolei prof. Tomasz Stryjek, historyk z KUL.

W tej ostatniej opinii jest zawarte słowo prawdy – tak, Kaleń to symbol walki z ukraińskim nacjonalizmem. Myli się jedynak Stryjek, kiedy mówi, że to także symbol walki z Ukraińcami. To stara taktyka banderowska – zrównać pojęcie UPA z narodem ukraińskim. Druga często stosowana „argumentacja”, to wywoływanie upiora antykomunizmu. Banderowcy w Polsce chętnie podsycają kult „żołnierzy wyklętych”, bo jest dla nich wygodny. Jest wspólny wróg – komuna, walczyliśmy po tej samej stronie – przekonują. I choć nieraz pewne niedojrzałe środowiska w Polsce dają się na to łapać, to prawda jest inna.

To nie „komuna” była wrogiem UPA w 1946 i 1947 roku, lecz państwo polskie. Jego ideowa barwa nie była dla banderowców ważna, gdyby było to państwo rządzone przez przedwojenne partie – byłoby takim samym wrogiem, jak tamta Polska, rządzona przez PPR. Tak samo atakowaliby polskie wsie, polskie posterunki graniczne i wojskowe. Zasłanianie się „antykomunizmem” jest dzisiaj bardzo wygodne, bo pozwala dezorientować polską opinię i siać zamęt między samymi Polakami, co jest celem struktur banderowskich w Polsce od lat. Wojna polsko-polska, szczucie na PRL, komunę, na Wojsko Polskie zwane przez nich „ludowym” i „komunistycznym”, na żołnierzy przelewających krew na froncie wschodnim i w Bieszczadach – to jest strategia banderowców.

Tyma mówi o „brutalnych działaniach oddziałów wojska polskiego”, milcząc oczywiście o zbrodniczych działaniach UPA, jakby sugerował, że owe „brutalne działania” były powodowane jakimś antyukraińskim amokiem. Trzeba mieć rzeczywiście tupet, żeby głosić takie opinie. Przecież pan Tyma dobrze wie, że podczas Operacji „Wisła” stosowanie siły było organiczne do minimum. 164 ofiary ukraińskie (nie liczę poległych w walkach upowców) to ofiary tyfusu, a nie terroru. Licytowanie się w tej sprawie przez jawnych spadkobierców katów Wołynia – jest wyrazem wyjątkowego cynizmu.

Rajd Szlakiem Ogniomistrza Kalenia wzbudził entuzjazm biorącej w nim młodzieży. PSWW HALLER nie organizował go przeciwko komukolwiek, ale też nie unikał odniesień do historii i współczesności. Byłoby ślepotą nie widzieć tego, co dzieje się za wschodnią granicą – tych erupcji nienawiści, prymitywnego szowinizmu, płonących pochodni, faszystowskiej symboliki i spoglądania na Zakerzonię jako na przyszły łup.

Filmowy Kaleń miał swój realny pierwowzór – był nim żołnierz 8 DP Paweł Sudnik, który cudem uniknął śmierci z rąk upowców. Został uwieczniony w filmie Petelskich, filmie znacznie lepszym niż książka Jana Gerharda, filmie, który – wbrew opinii Tymy – nie zawiera „gigantycznych kłamstw”. Gigantyczne kłamstwa to dzieło obecnej generacji banderowców, także tych w Polsce.

Scriptor
Myśl Polska, nr 41-42 (12-19.10.2014)
http://mysl-polska.pl/node/234

W Polsce – gdyby Polska istniała – redakcja gazety, po opublikowaniu antypolskich łgarstw, zarazem gloryfikujących wrogów narodu, nie mogła by czuć się bezpieczna i spać spokojnie…
Admin

Jedna odpowiedź do “Rajd szlakiem ogniomistrza Kalenia „budzi upiory””

  1. Zerohero said

    Czytelnicy Gazety Polskiej to są Żydzi i beznarodowcy. Charakterystyczny komentarz znalazłem pod jednym z artykułów na Wyborczej. W artykule Wyborcza piętnowała wypominanie jednemu z posłów PO, że jego ojciec był w UPA. Pietnowanie miało miejsce z okazji dyskusji o Wołyniu. Jeden z komentatorów napisał tak:

    nie ma co kruszyć kopii, to było ludobójstwo

    i miał 200 łapek w górę. Kto tak pisze. Polak? Do kogo on apeluje. Do Polaków?

Sorry, the comment form is closed at this time.