Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Niemcy? Jacy Niemcy? – Historia Europy 600–1000 A. D.

Posted by Marucha w dniu 2014-10-15 (środa)

… czyli o przedniemieckiej historii Niemiec i reszty Europy

Co nam mówią w szkole?

W szkole powiedziano mi tak:

  • Polska powstała w 966 r. w momencie „przyjęcia chrztu”
  • Polacy wzięli chrzest od Czechów, bo nie chcieli wpływów niemieckich
  • Niemcy to Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego

Logicznie myślący uczeń wnioskuje z tego, że:

  • Przed 966 r. Polski nie było
  • Czeskie państwo jest starsze od polskiego
  • Niemieckie państwo to mocarstwo i cywilizacja, a polskie to smród, brud i ubóstwo

Gdzie jest wałek?

O ile wszystkie podane fakty są prawdziwe, to logicznie myślący człowiek wyciągnie z takich faktów błędne wnioski! Gdyby podać te same fakty inaczej, lub z adnotacją, każdy zrozumiałby je prawidłowo:

  • Przed 966 r. Polska oczywiście była, ale miała inne nazwy
  • Czeskie państwo i polskie państwo to jest to samo państwo, po prostu różne części federacji, różne plemiona lub na dzisiejsze: różne województwa
  • Niemieckie państwo jeszcze 100 lat wcześniej nie istniało zupełnie, powstało na zachodnich ziemiach polskich (zwanych obecnie Połabiem).
  • Polska (pod inną nazwą) jest starsza od Niemiec i to sporo.

Dowody?

Należy zrozumieć trzy rzeczy:

Nie ma w historii czegoś takiego jak dowody, są tylko poszlaki. Nie ma naocznych świadków, są tylko kroniki. Kronikarze też nie są świadkami wydarzeń, a po prostu spisują to, co ludzie mówią, albo przepisują kroniki wcześniejsze.

Z ludzkiej skłonności do obrony poglądów wynika, że jeśli mamy już coś w głowie, to ciężko to wyplenić. Dlatego tak ciężko wytłumaczyć coś osobom starszym, one wiedzą „coś” i „koniec”. Nie zmienią poglądu niezależnie od argumentów.

Kiedy jesteśmy dziećmi, pakuje nam się do głowy „fakty” bez dowodów. Następnie, jeśli ktoś chce nam powiedzieć, że prawda może być inna, to jeśli w ogóle chcemy z nim rozmawiać, to każemy mu to „udowodnić”, że ma rację. Ale w historii niezbitych dowodów nie ma!

Wnioskując z powyższego, należy po prostu porównać materiał dowodowy i poszlakowy na to „co wiedzieliśmy” i na to „co się dowiadujemy”. I własnym osądem należy wybrać „bardziej prawdopodobną” wersję. Inaczej do końca życia będziemy wierzyć bezkrytycznie w to, co nam mówiono w szkole!

W tym artykule na podstawie „oficjalnej” wersji historii pokażę, że nawet w wersji oficjalnej, jest tam o Polsce lepiej, niż w wersji szkolnej.

Mapy

W polskich szkołach, nie pokazuje się map sprzed 1000 r., bo po co? Jeszcze by ktoś zaczął zadawać niewygodne pytania. No jak już pokażą, to Grecję, Rzym, czy Persję, ale Polskę? Kogo taki pogański kraj może zainteresować?

1000 A. D.

Europa 1000 AD (kliknij, aby powiększyć)

Taka mapa to jest mapa idealna na lekcje historii, Niemcy są wielkie, a Polska przy nich mała. Psychologicznie cel osiągnięty. Wyjaśnienia może wymagać „Rus Land”, to NIE ROSJA, to RUŚ, od której Rosja przygarnęła sobie nazwę, tak jak Germanie przygarnęli tę nazwę od Słowian! Warto zwrócić uwagę, że Chorwacja jest już na Bałkanach, a Bułgarzy zajmują pół Grecji. Jest to jeszcze spadek po naszym zwycięskim najeździe na Rzym 500 lat wcześniej. Warto zapamiętać, że na tej mapie jezioro Wan (tr: „Van Golu”), leży w Armenii (to jest ta niebieska plama przy granicy z Turcją). Po co nam to jezioro Wan? Będzie o nim w innym artykule (uprzedzam pytania: tak, ma związek z Polską).

900 A. D.

Europa 900 A. D. (kliknij, aby powiększyć)

Oto mapa pokazująca Europę „zaledwie” 100 lat wcześniej! Polska na środku jest jak zawsze, ale zaraz, zaraz… gdzie podziały się Niemcy? No taka mapa to się do szkoły już kompletnie nie nadaje. I dlatego zapewne nigdy wcześniej jej nie widzieliście.

Z istotnych rzeczy, jakie należy zapamiętać, to Borussia na terenie Elbląga i Olsztyna. Borussia to Prusy. Prusy to NIE NIEMCY, jak nam wmawiano na lekcjach historii! Prusowie tu naród bałtosłowiański (jak Żmudzini, Jadźwingowie czy Litwini). Dopiero pod wpływem niemieckiego chrześcijaństwa zaczął mówić po niemiecku. Dlatego Niemcy w sporym procencie mają słowiańską i bałtosłowiańską haplogrupę krwi!

Proszę zwrócić uwagę, że Chorwacja jest zapisana jako „Chrobacja” oraz na to, że na mapie jest… druga Chorwacja, na terenie dzisiejszego Lwowa, podpisana jako „White Chrobati”. Tak, Chorwaci pochodzą z Małopolski, a na Bałkanach zostali po kampanii przeciw Rzymowi w VI w.

Kolejną istotną kwestią są Serbowie w miejscu dzisiejszego Drezna. Oni też brali udział w kampanii przeciw Rzymowi w VI w. i dlatego dziś, Serbia leży na Bałkanach. Przodkowie Serbów żyją do tej pory na terenie obecnych Niemiec, a więcej o nich znajdziesz tutaj:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Serbo%C5%82u%C5%BCyczanie.

Nie jest przypadkiem, że obecny premier Saksonii (landu w Niemczech), Stanislaw Tillich mówi biegle po polsku, czesku i serbsku. On jest właśnie Serbem Łużyckim. Na terenie Serbii bałkańskiej jest napis „Rascia” czyli „Raszka„. Nazwa wzięła się od ówczesnej stolicy Serbii bałkańskiej.

Na terenie obecnego Berlina na mapie są Hevelians (https://pl.wikipedia.org/wiki/Hawelanie), też o nich nie słyszałeś, bo założyli Berlin i Brandenburg! Od nich pochodzią nazwy i nazwiska: Václav Havel, Jan Heweliusz, Hawela oraz Hobolin.

Teraz już wiesz, dlaczego każde miasto w Niemczech ma polską nazwę. Każdego kolejnego orędownika teorii o „ziemi niemieckiej” poczęstuj powyższą mapą.

800 A. D.

Europa 800 A.D. (kliknij, aby powiększyć)

Cofamy się o jeszcze 100 lat. Poprzednia mapa nie kłamała. Nadal nie ma tu żadnych Niemców!

W Hiszpanii jest „Al-Andalus”. Nazwa nie jest nam obca, bo pochodzi od „Wandalów” z Krakowa, którzy założyli tam państwo 250 lat wcześniej, a później przenieśli się do Afryki. W języku arabskim „Al” to przedimek określony, a litera „W” nie istnieje wcale, dlatego jest „Al-Andalus” zamiast po naszemu „Wandalus”. Od tego słowa pochodzi współczesna nazwa: „Andaluzja”.

Na terenie Hamburga i Bremy są „Saxons” czyli Saksończycy. Są to Słowianie, a nie Germanie jak mówi Wikipedia, bo Germanów, w tym czasie tam po prostu NIE BYŁO! Nazwa Saksończycy to zgermanizowana nazwa ludzi, którzy posługują się siekierami (porównaj nazwę Drewlanie, którzy zamieszkują dokładnie ten sam teren w tym czasie). Ważnym odnotowania jest fakt, że podczas totalnej lechickiej inwazji na Rzym w VI w. Sasi mieli za zadanie odbić od Rzymu Wielką Brytanię. Spadkiem po tych wydarzeniach są brytyjskie hrabstwa: Essex, Wessex i Sussex czyli Wschodnia, Zachodnia i Południowa Saksonia.

Widać też lud Madziarów (Magyars) zbliżający się od wschodu, który z Avarami zrobi w ciągu 200 lat to samo, co Niemcy z Połabianami. Słowiański naród pod wpływem kultury zmieni język na odpowiednio niemiecki i węgierski. Węgrzy tak samo jak Polacy czy Chorwaci twierdzą, że są potomkami Sarmatów. Teraz już jasnym jest, dlaczego Węgrzy wyglądają jak Polacy, mówią po angielsku z polskim akcentem, ale dogadać w ojczystych językach się zbyt łatwo nie możemy.

700 A. D.

Europa 700 A.D. (kliknij, aby powiększyć)

Ta mapa niewiele różni się od poprzedniej. Pojawia się na niej „Bavaria”. Bawaria nazwę bierze od ludu Bajuwarów lub Bojowarów, które oznacza nie mniej nie więcej niż Bojowie Warowni. Literkę J z Bojuwarów słychać jeszcze w niemieckim określeniu Bawarii czyli Bayern. Nazwa Bawaria jest nazwą łacińską.

Na mapie też pojawia się Bohemia. Jest to jedna z rzymskich nazw Słowian. Pochodzi od słowa „Bóg”/„Boh”. Bohemia znaczy tyle, co kraj Bogów. Nie jest to przypadkowa nazwa. Porównaj z nazwą „Lech„, albo „Got” (Goci w tym czasie mieszkali w Polsce). Są też określenia „Pan” oraz „Pol”/„Polak”, ale o tym będzie obszerniej innym razem. W późniejszym czasie nazwa ta zostaje scedowana na Czechów, dlatego na studiach nie ma „czechistyki”, a jest „bohemistyka”.

600 A. D.

Europa 600 A.D. (kliknij, aby powiększyć)

Kolejna mapa potwierdzająca, że Niemiec między Francją, a Polską po prostu NIE BYŁO!

Z ciekawostek: Baskonia jest opisana jako Vasconia. Ważne ze względu na to, żeby zapamiętać, że B i W są wymienne między językami. A Bułgaria leży nad… Morzem Azowskim. Druga Bułgaria jest w Rumunii. Nie jestem w stanie na ten moment powiedzieć, czy to te same Bułgarie, czy tylko zbieżność nazw. Rzymu zachodniego już nie ma, a Rzym wschodni to jeszcze potęga.

Dlaczego nie idę dalej? Bo wiek VI n. e. jest bardzo ważnym wiekiem w naszej historii. Wtedy podbiliśmy całą Europę, a to zasługuje na co najmniej jeden oddzielny artykuł.

Co było, jak nic nie było?

Co bardziej spostrzegawczy ludzie zauważą, że pełno jest różnych krajów, plemion czy ludów w całej Europie poza jej słowiańską częścią. Słowianie mają swoje nazwy i kolory w zasadzie tylko przy granicy z (dawnym) Rzymem. Nasi mądrzy historycy interpretują to następująco:

„Polski nie było, była dzicz, lasy i niedźwiedzie polarne, no przy granicy z Rzymem może była jakaś prymitywna cywilizacja”.

A może jednak to nie tak było? Przecież te WSZYSTKIE mapy powstały na podstawie kronik rzymskich, frankońskich, angielskich czy niemieckich! Po kiego grzyba pisać to o jakichś ludach na Syberii, których nikt na oczy nie widział? Idąc tym tokiem rozumowania, należy przyjąć, że cały świat był wyludniony, tylko dookoła zachodniej Europy byli jacyś ludzie. Każdy przecież pisał o sobie i o najbliższych sąsiadach, których znał i z którymi handlował.

Nagle jak się pojawiła jakaś wielka inwazja „obcych”, to się o nich napisało pod ich nazwą (bo rodzimej często nie było dla nieznanych ludów) i nie pisało się jacy to oni są bohaterscy, tylko się pisało, że to zwierzęta brodate, garbate, diabły wcielone, niemyte, obskurne, barbarzyństwo pieprzone, brodate i zapuszczone itd. Nikt im świątyń nie stawiał, chyba że wygrali, popili i sami sobie postawili.

Daleko nie trzeba szukać analogii. Każdy kto oglądał „Grę o tron”, wie w jaki sposób pisze się o „barbarzyńcach zza muru”, my z punktu widzenia Grecji i Rzymu byliśmy właśnie takimi barbarzyńcami, a Dunaj i Łaba/Ren były takim murem.

Lecz chwilę pomyślmy, dlaczego do stworzenia tych map nie użyto analogicznych kronik słowiańskich, przecież wiadomo, że byli Arabowie czy Chińczycy, to nie wiadomo, że byli Słowianie? Na mapie tak samo nie ma Arabów, chyba że przy samym morzu lub granicy. A Chińczycy mieli własne kroniki. Nasze natomiast zostały wszystkie zniszczone i spalone niedługo po przyjęciu chrześcijaństwa. Dlaczego? Bo zawierały „szatańskie znaki”, Słowianie przed chrześcijaństwem przecież nie pisali po łacinie, a normalnymi runami słowiańskimi (bukwami).

Jedyne co w zasadzie wiemy o przedkatolickiej historii Polski, to przepisane kroniki (każdy nowy kronikarz często nawiązywał do poprzednich kronik), historię przekazuje się też z ustnie z pokolenia na pokolenie, dlatego każdy pobieżnie ją znał (nawet kronikarz) i to co teraz dla nas jest często szokiem informacyjnym, dla naszych przodków było oczywistą oczywistością.

Masowe wymazywanie polskiej historii miało miejsce dopiero pod zaborami. Do tego czasu każdy Polak wiedział, że jest Lechitą, Sarmatą, potomkiem bogów czy Panem (do dziś tytułujemy się per Pan, Pani, a zbiór Polaków nazywamy „państwem”) i wszystkie polskie kroniki to potwierdzają. W zasadzie to nie tylko polskie, bo zachodnie również.

Skąd się w takim razie wzięła wersja szkolna? Procedura jest bardzo prosta. Bierzemy polską kronikę i czytamy: „Bolesław koronowany w Gnieźnie”. Sprawdzamy kronikę niemiecką: „Bolesław koronowany w Gnieźnie”. Wszystko gra, wpisujemy do podręcznika. Znów bierzemy polską kronikę i czytamy: „Aleksander Wielki podbił Kraków”. Sprawdzamy kronikę niemiecką, a tu nic na ten temat. No ale jak ma tam coś takiego być, jak Niemiec w 900 roku jeszcze nie było, a Aleksander najechał Kraków 1400 lat wcześniej! Jednak „historykom” to w niczym nie przeszkadza! Ich wniosek? Polski kronikarz za dużo się lulka napalił i nie wiedział co pisze. Kasujemy z podręcznika. Ale zaraz, tak pisze jeszcze 2 innych kronikarzy! No to oni na pewno przepisali od tamtego! Kasujemy i kropka.

Mam nadzieję, że już każdy teraz wie, skąd się wzięła „Historia” w polskich szkołach. Zapraszam do polskich kronik oraz słowników. Historię możesz wymazać stosunkowo łatwo, języka tak łatwo z narodu nie wyplenisz.

phoenix84pl
http://wspanialarzeczpospolita.wordpress.com

Komentarzy 67 to “Niemcy? Jacy Niemcy? – Historia Europy 600–1000 A. D.”

  1. Amadeus said

    http://www2.almamater.uj.edu.pl/109/35.pdf

  2. Iwet said

    Niestety, ja wyedukowana zostalam w szkolnictwie ubabranym wszelkimi udziwnieniami i reformami. Wiedzy historycznej z podstawowki, gimnazjum i liceum nie wynioslam zadnej. A wiadomo, ze na studiach raczej nie uraczy historii, jesli nie jest wybranym kierunkiem (swoja droga ciekawe, iz na scislych kierunkach jest socjologia, psychologia, wlasnosc ntelektualna). Moj tato staral sie zawsze i stara do tej pory uswiadamiac swa core. Mnie osobiscie przeszkadza moja ignorancja i probuje douczyc sie na wlasna reke. A takie artykuly sa dodatkowym bodzcem i inspiracja do zglebiania fascynujacej historii Polski i swiata.

  3. Aguirre said

    Buchahhhahha!!!!

  4. Marucha said

    Re 2:
    Jednym z zadań gajówki, jakie stało się aktualne jakiś czas temu, jest właśnie zaznajamianie Polaków z ich zakazaną historią oraz odkłamywanie tej, jakiej uczono nas z żydowsko-niemieckich podręczników.
    Mamy prawo być z niej dumni. Jesteśmy bardzo starym narodem.

  5. Atanazy said

    Stary naród został zdominowany przez młodszy (Niemcy). To nie jest powodem do chluby.
    Drogą do przywrócenia świetności (świętości?) jest powrót do wiary katolickiej, która się u nas jeszcze tli, a u sąsiadów wygasła prawie zupełnie. Polacy tego jednak nie chcą. To też nie jest powodem do chluby.

    Oczywiście edukacja i odkłamywanie historii to szczytna i bardzo pożyteczna idea. Chętnie rozpropaguję taką wiedzę w kręgu rodziny i znajomych.

  6. Marucha said

    Re 5:
    Wiele innych państw i narodów też zniknęło z powierzchni ziemi albo zostało zredukowanych do resztówek. Taki jest walec historii, nie zawsze sprawiedliwy.
    Niemcy wygrywają (czy aby na pewno?), gdyż moralność i etyka w polityce nic dla nich nie znaczy. Tak jak dziegieć wygrywa z miodem bitwę o smak zawartości beczki.

  7. Filo said

    Ja naturalnie o tym wszystkim nie wiedzialem ale mi w szkole nigdy nie mowili ze nie bylo Polski czy Polan/Polakow przed 966. Mnie uczyli, ze byli, tylko nieochrzczeni. Bo pamietam, ze pani nam jeszcze w podstawowce tlumaczyla, ze woje, hierarchia i organizacja spoleczna nie zrobila sie z dnia na dzien, zeby sie zwartym szeregiem jednego dnia ustawic do chrztu.
    Na Kalemegdanie (Belgrad – Muzeum militariow) pokazywali calkiem inne mapy niz w Polsce co bylo dla mnie szokiem. To byly mapy roznych grup slowianskich. Ale jak wszyscy moi licealni koledzy wtedy wiedzialem, ze nas w Polsce ucza bzdur historycznych i nie bardzo to przezywalem. Ja juz tych map dokladnie nie pamietam bo to byla moja pierwsza i ostatnia wizyta w tym muzeum -nie znosze militariow. Ale pamietam zaskoczenie.

    I niestety, kiedy jestesmy doroslymi tez sie nam pakuje do glowy ” fakty” bez dowodow.
    Nawet nasza bardzo wspolczesna historia jest zmyslana dla celow politycznych.
    Nihil novi….

  8. Dziad Wernyhora said

    Artykuł ciekawy, ale nie całkiem wiarygodny.
    Mianowicie zadziwiło mnie, że nie ma ani słowa o Chazarii, chociaż rzeczywiście występuje na mapie. Tymczasem było to mocarstwo wczesnego średniowiecza porównywalne z Cesarstwem Wschodnim, zniszczone przez Rusinów w 994r po czym „zniknęło”.
    W oficjalnej historii Chazaria nie istnieje. Na zamieszczonych mapkach zaznaczona jest nad Morzem Azowskim gdy tymczasem rozciągała się także na obszarze współczesnej „Ukrainy”.

  9. bart_w said

    Jak zatem w powyższe rozważania wkomponowac zdradę Arminiusa we wrześniu 14 roku AD? Niemcy twierdza, że ów wschodniogermański królik dał początek państwu niemieckiemu. Co to mogło być za państwo i z jakich plemion mogło sie składac?

  10. Tomek said

    „O ile wszystkie podane fakty są prawdziwe, to logicznie myślący człowiek wyciągnie z takich faktów błędne wnioski! Gdyby podać te same fakty inaczej, lub z adnotacją, każdy zrozumiałby je prawidłowo: (…)”

    Przeciwko takiemu arbitralnemu stwierdzeniu o „prawidłowości” wniosków, muszę zaprotestować. Autor zdaje się nie dostrzegać, że „podejście krytyczne” przy gigantycznym niedoborze źródeł z tamtego okresu każe zachowywać ostrożność przy WSZELKIEMU przyjmowaniu za pewnik. Możemy na przykład stwierdzić z dużą dozą prawdopodobieństwa, że w Krakowie istniało wcześniej chrześcijaństwo bizantyjskie. Ale rozciąganie tego np. na Wielkopolskę to już by była nieostrożność. Informacje o chrzcie Siemomysła pochodzą z jednego źródła – kroniki czeskiej, napisanej 200 lat później, w dodatku nie ma tam wzmianki o tym, czy był ochrzczony we wschodnim obrządku. Gall o nim nic nie wspominał, a Thietmar zaś się nim nie interesował, bo był kronikarzem cesarstwa, więc nie interesował się historią nie mającą styczności ze sprawami Cesarstwa. Mógł więc wspomnieć o chrzcie Mieszka – który płacił trybut cesarzowi, a zupełnie „olać” chrzest jego ojca.
    Co do mowy o „województwach tej samej federacji”, to mamy tu kolejne nieostrożne stwierdzenie. Jeśli nie było wówczas jednego ośrodka któremu wszystkie plemiona by się podporządkowały (np. jednego „hegemona” – wodza lub księcia – a brak na takie coś dowodów), i mamy jedynie (wciąż domniemany) sojusz plemion słowiańskich, to mamy do czynienia z KONFEDERACJĄ, a nie z jednym państwem federalnym.

  11. Jeśli chcecie zdenerwować Niemca przetłumaczcie te dwa poniższe artykuły na niemiecki i dajcie mu do przeczytania:

    http://bialczynski.wordpress.com/slowianie-tradycje-kultura-dzieje/dzieje/winicjusz-kossakowski-takie-sobie-gadanie/zagadka-sama-sie-rozwiazala/

    http://bialczynski.wordpress.com/2012/07/31/winicjusz-kossakowski-gdzie-podziali-sie-germanie/

  12. akej said

    @ 10
    Nie chrzesijanstwo bizantyjskie – a cyrylo-metodianskie z liturgicznym jezykiem slowianskim, ktore mialo zgode papieza. Resztki budowli sakralnych odnazione sa w Wielkopolsce i nawet na Pomorzu. Mamy tez wypowiedzi niemieckiego kronikarza, ktory twierdzil, ze w roku 900 Europa, poza wyjatkiem polnocnego wschodu – od Litwy poczawszy, byla juz chrzescijanska („Kiedy Krakow byl trzecim Rzymem”).

  13. Luxeuro said

    Na Zachodzie to że my się NIE liczymy w historii świata jest tak mocno ukorzenione że dyskusja z ludzi tamtych krajów jest w prost bez sensu. Oto taki mały przykład gdzie widać kto się liczy a kto nie. Angielski nie jest potrzebny by to zrozumieć,
    http://realhistoryww.com/world_history/ancient/White_people.htm

  14. Tomek said

    #12 „Mamy tez wypowiedzi niemieckiego kronikarza, ktory twierdzil, ze w roku 900 Europa, poza wyjatkiem polnocnego wschodu – od Litwy poczawszy, byla juz chrzescijanska”

    Czy mógłby pan podać źródło i przytoczyć kontekst tej wypowiedzi lub ją zacytować? (może być w orginalnym języku, dalej sobie poradzę)

  15. MatkaPolka said

    ad 8 Dziad Wernyhora

    MAPS OF THE KHAZARS KINGDOM
    300- 1000 ad

    Pre-History: 350 – 627 C.E.

    Rise of Khazaria: 600 – 850 C.E.

    Introduction: 850 C.E.

    Fall of Khazaria: 850 – 965 C.E.

  16. MatkaPolka said

    ŻYDOWSKIE Źrodla

    The American Centre for Khazars Studies
    A Resource for Turkic and Jewish History in Russia and Ukraine
    http://www.khazaria.com

    http://www.bibliotecapleyades.net/sociopolitica/esp_sociopol_khazar03.htm

    Pre-history
    1 China
    a) One of the earliest agrarian societies, has had a long history of problems with nomadic tribes of the Eurasian steppes. The Chinese were experienced in battle with the nomads and eventually drove them westward.

    2 Invasion
    b) Unlike the western agrarians, the Chinese likely knew Nomadic culture, their migration routes, and how to engage and defeat them in battle
    1. Eventually the Chinese defeated the nomads, and forced them out of the region
    2. The nomads relied on their mobility for protection. they were only part time specialists in fighting, and were no match for the recourses of agrarian China.
    c) As these nomadic tribes, moved westward, they found agrarian societies who were no match for them.

    * We see these classic (moving target v.s. still target) episodes which would dominate the conflicts of this era. Nomads could invade, loot, and destroy villages and then retreat back into the grasslands. For the agrarian societies to rebel, they had to go out and find these nomads who could be anywhere, making offensive military campaigns almost impossible. 2. only in later centuries do the western agrarians come to understand nomadic military tactics, and later defeat those not already in the process of becoming agruarianized.

    3 Empire of the white Huns (350-550)
    a) In the year 350 the Huns (the first of the many nomadic tribes from the grasslands [steppes] of northwest China) arrive in the region of Transoxania.
    1. Transoxania is a region located south of the Aral sea. It is named after the river that runs through it, the Oxus river (now called Amu Darya) Oxus is only a Historic name.
    1.1 A Greek colony existed here in the times B.C. however was thought to be destroyed by Indians and had no influence on Hun culture
    1.2 This is a research frontier, in the history of Transoxania.
    b) As the Huns move toward the Caspian sea and farther South, they drive the Persians south, or may have absorbed them (into Hun culture).

    The Persians and Huns get involved in many conflicts over the years, before forming any alliances.
    1. In 392 A.D. the Huns aid the Persians in an attack on Roman Mesopotamia.
    c) Over time many other tribes appear in what is now south Russia. They are believed to be offspring of the Huns and or other nomadic tribes from the east. These tribes include the Bulgars, Avars, Uguars, and Khazars*. see arrows on map ‘pre-history’

    d) The greatest leader of the Hun Empire was Attila, His death in 550 A.D. causes the empire to fall.

    4 Western Turkish [Tirkut] {AKA Turkut*} Kingdom (550-650)
    a) Attila’s death creates a power vacuum for eastern Europe. These various pastoral nomads are longer are forced to pay tribute to the Huns. This allows for less energy devoted to doing so. For pastoral societies to pay tribute, Trade for currency as well as giving up actual livestock must take place. If tribute isn’t given the threat of a Hun army invasion, accompanied with fellow tribes under the same Hun tutelage is eminent.
    1. The Avars and Uigurs move westward, the Avars then occupy the northern shores of the Danube River.
    2. The Khazars are contempt with their occupied region, located between the Black Sea and the Caspian Sea.
    2.1 With good reason; The Khazars frequently raid the region south of them, Georgia. They would raid cities and collect rich plunder, for the area wasn’t occupied by either Rome or Persia.
    2.2 The Khazars do not move westward.
    b) The various pastoral (Turkish) tribes soon realize the need to form an alliance, to defend themselves against the threats offered by Byzantium and other ‘civilized’ societies.

    They form what became known as the Western Turkish Empire, aka Turkut Kingdom. The leader of this kingdom was called a *Kagan, the Khazars were to adopt this name and use it in reference to their rulers.
    1. This (Turkish empire) was really nothing more than a mere continuation of the Hun empire. The map shows both empires side by side, however; please note that one preceded the other.
    c) During this time (in 627 A.D.) the Roman [or east Roman AKA Byzantium] Empire began to campaign against Persia. Under the Emperor Heraclius. They invaded the Persian provinces of eastern Mesopotamia. The Khazars (still part of the Turkish Empire – not yet fully independent) sent 40,000 horsemen to the aid of the East Roman (Byzantium); see on map ‘pre-history’
    1. The Kagan (Khazar Ruler) became impatient with the cautious(slow) pace of the Romans, and left to invade Tbilisi. The raid on Tables (now the capital of Georgia[the former soviet republic; not the southern U.S. state] was unsuccessful, and the Khazars returned home.
    1.1 The Georgians had suffered Khazar invasions for several years, and got wise to the situation, they fortified their capital city> Tbilisi.
    d) Rise of Islam (632-633) under the Arab conquests.
    1. A year after Prophet Muhammad’s death [pabbuh] 632 A.D. ; ten years after the Hegira (the migration of the Muslim community from Mecca to Madinah ([then called Yathrib] 622 A.D.) and starting point of the Islamic [lunar] calendar; the Muslims conquered the Arabian peninsula, and parts of north Africa and Asia Minor, as well as Persia (now called Iran).
    1.1. The region was now transformed by three new superpowers; The Byzantine Empire, The Umayyad Caliphate, and the emerging Khazarian Empire.
    1.2. In 680 A.D. the Grandson of Prophet (Hussayen) is slaughtered at Karbala. The Party of Prophets son in law {Ali ibn Abi Talib} is born. The party (Shiat-Ali) or Shi’ias begin their struggle for independence from the Umayyad Caliphate. They play a key role in the political situation involving the Arab-Khazar wars. The Arabs may have ‘turned back’ in 737 [the Arabs defeated the Khazars and reached Darband, (Derbant) but decided not to take over, but rather to leave the area north of the Caucasus] because of internal problems with the Caliphate. These ‘problems’ likely involved Shi’ia uprisings in their city Kufa, now located in Iraq, also called An-Najaf

    • Rise of Khazaria
    1 – Hellenization / The Greek influence
    a) It is often presumed the Khazars learned Agriculture from the Greeks living in the area around the Euxine (Black Sea). The Greeks developed several colonies in the area during the 700’s. Most of these colonies were located on the Crimean Peninsula.
    1. These include; Theodosia, Kimmerikon, Nymphaion, Hermonassa, Phanagoria, Mirmekion, Tyritake, and Pantikapaion.
    1.1 These colonies served as cornerstones for cities like Dores, Kirch, and Tamatarkha.
    b) As agriculture developed the Khazars were able to develop settlements, Build Castles and establish a permanent foothold in the region.

    2 – Caste
    a) Over time the Khazars developed a stratified social system. Two economic classes emerge within the culture.
    1. The higher class; the Ak-Khazars and the lower class; the Kara Khazars There are many different theories pertaining to this aspect of The Khazar Heritage. Some suggest this Caste was nothing more than a class system; not strictly divided by birth status.
    2. The Ak-Khazars or ‘White Khazars’ were said to be fair skinned and beautiful like women, with long braided hair. The Kara-Khazars (according to Arab writers) were described as ugly and as dark as Indians
    3 – Arab-Khazar wars
    a) The Soviet historians have given the Khazars their place in history as a people who fought Arab invasion and the Proselytization of Islam. For many years their conversion to Judaism was ignored by Russian historians.

    b) The wars began in 651 and ended in 737 with Arab victory.

    c) The Abbasid Caliphate began to suffer from internal conflicts, and in 737 A.D., their armies were called back, and a campaign against eastern Europe never got under way

    d) In 730 the Khazars began their destructive campaign on the Chalphate. The Khazars attacked the city of Ardabil, and got as far as Mosul. (see map ‘Rise of Khazaria’)

    e) The Khazar army was finally pushed back by a fresh Army while on their way to Dimasq (Damascus).

    f) In 732 The future Emperor Constantine V married a Khazar princess. Their son Leo IV, known as Leo the Khazar ruled the throne.

    4 – Expansion
    a) With the Arab wars of the early 700s behind them, the Khazars could now direct their attention to the north. They began several conquests in the Dnieper River valley. The Khazars extracted tribute from several nations stretching (at one time or another) to the Aral sea, the Urals and as far west as the Danube. Eventually they sacked Kiev in 840, extracting rich tribute from its Slavic population

    5 – Conversion to Judaism
    b) Bulan The first Khazar Kagan [King] and his conversion story. The story first appears in the Kazari published in 1700s*?

    c) many different story lines exist to tell the story.
    1. Yehudah ha-Levi (c. 1080-1141).
    1.1 an angel appears to Bulan and tells him „Your way of thinking is pleasing to God, but not your way of acting.”
    1.2 Bulan consults a philosopher, and informs him of his idea; that either the Christian or Muslim religion is the right way of ‘acting’
    1.3 Bulan consults a christen sage and says „I do not see any logical conclusion here; indeed, logic rejects most of what you have said…. I cannot accept these things… My duty is to investigate further.”
    1.4 He then invited an Islamic mullah [to his court], questioning him regarding his doctrine and observance. After talking to the Mullah he said „Indeed, I see myself compelled to ask the Jews, because they are the relic of the Children of Israel. For I see that they constitute in themselves the evidence for the divine law on earth.”
    1.5 (after inviting the rabbi) The rabbi replied: „I believe in the God of Abraham, Isaac, and Israel, who led the children of Israel out of Egypt with signs and miracles;
    1.6 After this [conversation] the Khazar king traveled to the caucuses (mountains) and came upon a cave where Jews had observed the Sabbath. The King was circumcised. The King only revealed this to his special friends and when his community of Jews had increased (several more upper-class Khazars then converted) he made the affair public
    d) Another story involves the Khazar king inviting three sages to his court. A Christian, Muslim and Jewish sage were summoned. The Jew was said to already be at his disposal [Koestler] and only the other 2 were summoned. The three of them argued and the story goes…….**

    e) The other theory is based on a Jewish manuscript that said the Khazars converted when an Army general became king.

    • Fall of Khazaria
    I do not have a good set of notes ready at this time that I can show – dealing with the fall of the empire. To truly understand the downfall, and how and why the events took place, one would have to understand the complicated political intricacies that played a part, even before the Vikings showed up on the scene.

    The map labeled ‚the fall of Khazaria’ (click image right) should be self explanatory. I used The Thirteenth Tribe by Arthur Koestler, and The Khazaria Info Center hosted by Kevin Brook to make that map. It will show step by step the campaign made by the Vikings as they conquered the scene.

    The „Muslim Victory” shown on the map deals with the Khazar Muslims and their war with the Vikings (a revenge campaign against the Vikings for invading the Caspian Sea and pillaging Muslim communities within land accessible by the Caspian Sea). I wanted to make clear this battle [which took place in the Volga Delta] was not fought by the Abbasid Caliphate.

  17. Tomek said

    Jeśli chodzi o „Kiedy Kraków był trzecim Rzymem” to narracja mi się bardzo nie podoba. Są tam bowiem cytowane fragmenty np. kroniki Gala Anonima, następnie fragment jest interpretowany w sposób mówiący, że dany obrządek był chrztem (niech będzie) w obrządku słowiańskim. Ta interpretacja zostaje przyjęta jako PEWNIK, który z kolei ma udowodnić prawdziwość następnych tez.
    Ja wyznaję jednak zasadę, że INTERPRETACJE pozostają w sferze tez, a nie w sferze dowodów czy poszlak. Jeśli Gall Anonim pisał o bałwochwalstwie, (łac. idololatriae – nie znam orginalnej pisowni, bo mam akurat polskie tłumaczenie przed oczami) czyli „czczenia idoli” „czczenia bałwanów” [wyobrażenia bóstw – w domyśle- nieistniejących], to przypisywanie Galowi, że miał na myśli „słowiański” obrządek chrześcijański, jest wkładaniem mu w…pióro rzeczy których NIE NAPISAŁ.

  18. MatkaPolka said

    SŁOWIANIE

    Słowianie, najliczniejsza etnicznie i językowo indoeuropejska grupa ludnościowa w Europie, zamieszkująca obecnie środkową, wschodnią i południową część tego kontynentu.
    W średniowieczu, od Vw. Słowianie Zachodni zamieszkiwali ziemie między Morzem Bałtyckim, Łabą, Hawelą, Odrą i Wisłą. Zwani też byli Wenedami (raczej niesłusznie) lub Chąśnikami. Część plemion (Słowianie Połabscy) zajmowała tereny między Odrą i Łabą i dalej na zachód, w okolicach dzisiejszego Hamburga i do Bawarii i Tyrolu (Żytyce, którzy wymieszali się z Bawarami i Szwabami, Bawarzy pochodzą częściowo od Awarów, ludu ugro-ałtajskiego ale to inne zgadnienie).

    Ich łupieżcze wyprawy wojenne docierały do dzisiejszej Francji – Alzacja, złupienie i spalenie Strassburga (nękając tamtejsze plemiona germańskie Franków, Burgundów, Allemanów, Wizygotów, Herulów, Anglów, Jutów, Sasów, oraz celtyckich Galów i Belgów), Szwecji, Norwegii, Kurlandii, wysp Bornholmu i Gotlandii oraz Wysp Alandzkich. Systematycznie napadali na Duńczyków (Ranowie), docierali do Brytanii, wszędzie siejąc pożogę, śmierć i przerażenie.

    Ranowie, Obodryci i Wieleci a prawdopodobnie również Słowianie z dzisiejszego Pomorza, samodzielnie lub wspólnie z Waregami (wikingami szwedzkimi) penetrowali ziemie ruskie wzdłóż rzeki Wołgi aż do Konstantynopola. Słowianie Południowi pustoszyli Peloponez (Grecja), Bizancjum (Konstantynopol). Docierali do greckich wysp na Morzu Egejskim, wybrzeży Anatolii (Turcja) a nawet do Egiptu (złupienie Aleksandrii).

    Dlaczego piszę o Słowianach? Temat w czasie dzisiejszej globalizacji i postępu technologicznego tak niemodny, interesują się nim tylko naukowcy i nieliczni entuzjaści. Ja jednak odczuwam taką potrzebę, może to taki zew krwi, może to tzw. pamięć genetyczna. Może, mimo tego że przecież już od dość dawna nie jestesmy czyści rasowo na skutek zawirowań historycznych, wędrówek ludów, wojen, obcego osadnictwa. Mamy w sobie genotyp różnych ludów europejskich i azjatyckich, różne są też typy antropologiczne. Ja posiadam bardzo rzadką w Polsce i na świecie grupę (podgrupę) krwi: A1B Rh – (minus). Główna grupa AB na ogół nie przekracza 8 % w Polsce i na świecie, podgrupy 1 i 2 jeszcze mniej tylko to chyba, jak się wydaje, o niczym istotnym nie świadczy.

    Trochę mało znanych ciekawostek o Słowianach

    Słowianie, o czym nie wszyscy zdają sobie sprawę, byli ludem ekspansywnym. Ślady ich osadnictwa znajdowano w różnych krajach. Zasiedlili Grecję (Peloponez), Kretę, Azję Mniejszą, Syrię, Półwysep Iberyjski, Maroko. Liczni Słowianie występowali w Egipcie. Poza tym osady słowiańskie znaleziono w Skandynawii, na wyspach Bornholm i Gotlandii, które były też systematycznie przez nich napadane i łupione, oraz w północnych Włoszech. Ślady osadnictwa w Islandii datuje się mniej więcej na ten sam okres co osadnictwo Germanów skandynawskich.

    Przypuszcza się że mogli brać udział wspólnie z Norwegami Leifa Ericsona w wyprawach do Grenlandii i do Nowego Świata – czyli Ameryki nazwanej wtedy przez nich Vinlandią.
    * Słowianie, co było rzadkością w średniowieczu, dbali o higienę. Każda wieś posiadała przynajmniej jedną łaźnię.
    * Skandynawowie przejęli od Słowian topór. Nawet nazwa pozostała ta sama taparoex.
    * Berlin, Drezno, Lipsk, Greifswald, Brema, Wolgast, i wiele innych miast niemieckich zostało założonych przez Słowian.
    * Niektóre monety Bolesława Chrobrego miały napisy w cyrylicy. Na monetach Mieszka I, obok będącego w centrum krzyża, znajdują się swastyki, czyli symbole solarne.
    * Nieodłącznym elementem mody słowiańskiej były kabłączki skroniowe. Kobiety zawieszały je na opasce noszonej na głowie w ten sposób, że zwisały one na wysokości skroni. Po miejscu ich występowania możemy poznać, gdzie przebywali Słowianie, a gdzie nie.
    * Słowianie budowali wspaniałe łodzie przystosowane do podróży morskiej. Różniły się one od skandynawskich tym między innymi, że były mniej smukłe, czyli mniej szybkie i mniej zwrotne, ale za to mniej wywrotne i przystosowane do transportu koni (ogółem do łodzi wchodziło 40 ludzi i kilka koni). Na tych łodziach Słowianie łupili Wikingów i Brytów (Piktów, Szkotów, Anglów). Jedną z metod walki na morzu z Wikingami było taranowanie ich długich łodzi – drakkarów, które jako mniejsze i słabszej konstrukcji nie wytrzymywały uderzenia. Systematyczne wyprawy wojenne Ranów na Duńczyków doprowadziły do utraty jednej trzeciej części mieszkańców Danii.
    * Nazwy czterech rodzajów statków przejęli Wikingowie. Ich łodzie były budowane przy użyciu gwoździ, które w kontakcie z wodą morską szybko ulegały korozji. Słowianie natomiast używali drewnianych klinów i kołków co bardzo przedłużało ich trwałość.
    * Dzięki Słowianom Germanie południowi (np. Niemcy) zaznajomili się z ogórkami (gurken), a także z czereśnią turecką i brzoskwinią, hodowaną w Polsce już w IX w.
    * Słowianie byli mistrzami w budowie drewnianych mostów. Najdłuższy z nich na jeziorze Teterow (obszar dawnego RFN) liczy 3 m szerokości i 750 m długości.
    * Germanie przejęli od Słowian słowo gród. Widać to choćby w takich określeniach: asgard, gardarike itp.
    Ostatni bój Światosława. Poległ w walce z Pieczyngami. Obraz Nikołaja Oweczkina

    SLAVIC Warrior Folk Music

  19. MatkaPolka said

    WIKINGOWIE I SŁOWIANIE. Najnowsze odkrycia.

    Jak dowiadujemy się z najnowszych odkryć archeologicznych przeprowadzanych przez polski zespół archeologów na Dalekiej Północy pod kierunkiem prof. Przemysława Urbańczyka, słowiańscy żeglarze, niewykluczone, że nawet z terenów położonych nad Wisłą, uczestniczyli w wyprawach Wikingów na północny Atlantyk a co więcej brali udział w zasiedlaniu dalekiej Islandii. Potwierdzają to, odkryte w ostatnich latach w Skandynawii ślady typowo słowiańskich chat z IX – X wieku, zupełnie odmiennych od ówczesnej zabudowy miejscowej. Takie chaty znajdują się w Danii, Szwecji, Norwegii oraz właśnie na Islandii. Polscy archeologowie zajmują się badaniami na Islandii od 1999 r., poszukując najstarszych śladów osadnictwa na wyspie.

    Profesor Urbańczyk prowadził także wiele badań m.in. na Lofotach, gdzie odkrył zaginione miasto Wikingów – Vagan, oraz za kręgiem polarnym, na przylądku Norkap. Jak podkreślał, od samego początku badań na wyspie lodu, pojawił się wątek słowiański, bowiem znanym jest faktem, że Słowianie wraz z Wikingami docierali do północnej Norwegii, i na Islandię, i tam też się osiedlali. Nie byli to ani jeńcy ani niewolnicy, bowiem w tradycji Wikingów budowa domów była atrybutem ludzi wolnych. Wikingowie nie tworzyli jeszcze jednorodnego narodu, byli raczej kastą czy grupą zawodowych kupców, żeglarzy i piratów.

    Nie wiemy też dokładnie jacy Słowianie zatem przystępowali do tej nordyckiej społeczności, choć mówi się o Połabianach. Wikingowie cenili ludzi potrafiących walczyć i budować okręty, ludzi znających się na żeglowaniu. Zatem Słowianie słynący z tych cech, a także znani z piractwa na Bałtyku i Morzu Północnym nie byli przez Wikingów odtrącani. Osadnictwo na Islandii doprowadziło jednak do znacznej dewastacji wyspy (m.in. wycięto lasy), choć sprowadzono na nią bydło, niezbędne do przeżycia w tamtych czasach.

    Kadr z filmu Stara Baśń Jerzego Hoffmana, na podstawie powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego
    pt. „Stara Baśń

    SŁOWIAŃSKA SIŁA ZBROJNA
    Slavic armed strength

    Wbrew romantycznym wizjom świtu naszej państwowości, którym tak chętnie ulegamy, powstanie Państwa Polskiego, które ostatecznie miało miejsce w połowie X wieku, nie mogłoby dokonać się bez udziału siły, a postępująca centralizacja władzy książęcej nie istniałaby bez wiernej siły zbrojnej – drużyny. IGOR D. GÓREWICZ 2004-05-06

    Niestety tworzeniu się tego istotnego aspektu państwowości słowiańskiej towarzyszą stwierdzenia o zewnętrznym czynniku „inspirującym” Słowian do organizacji siły wojskowej.

    Pierwsza armia państwowa

    Już w poprzedzających Mieszka I wiekach rozpoczęło się kształtowanie instytucji drużyny, a wybitny badacz słowiańszczyzny Henryk Łowmiański zauważył, iż „zjawisko drużyny w jego pierwotnej postaci jest znane społeczeństwom przedpaństwowym”[1]. Większość badaczy przyznaje ponadto, iż drużyna była głównym czynnikiem podpierającym władzę książęcą[2].Trudno więc obronić pogląd, iż utrzymywana w takich warunkach drużyna nie była wprawna w walce i wymagała zewnętrznego czynnika szkoleniowo-organizacyjnego w swoim składzie. Reasumując, wczesne drużyny grodowe znane były plemionom prapolskim od dawna, a przynajmniej od początku X wieku.

    W wyniku powiększania władzy książęcej mamy do czynienia z drużyną ściśle już państwową, która szczyt swej potęgi datuje od połowy owego wieku. Trzeba też dodać, że o informacje o wojskach Mieszka I i Bolesława I Chrobrego podaje szereg źródeł, ale żadne z nich nie wspomina o obcym jej pochodzeniu, czy importowaniu sposobów walki. Wręcz przeciwnie zawsze podkreślana jest siła władców słowiańskich, czy polskich i ich ludu. Te same źródła mówią o zaopatrywaniu drużyny przez księcia w sprzęt wojskowy, odzież, otaczaniem „opieką socjalną” ich rodzin, rozporządzaniem ich ożenkiem, co dowodzi, iż była to formacja stanowiąca w zasadzie zalążek armii państwowej, a nie najemnicy, którym płaci się za usługę. Czy więc rzeczywiście wcześni książęta polańscy i polscy mogli polegać na tak niezależnym i nietrwałym czynniku, jak opłacani najemnicy?

    Wybitny archeolog, prowadzący przez dziesiątki lat wykopaliska na Wolinie, były dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie, znawca tematyki wczesnego średniowiecza prof. Władysław Filipowiak, w wywiadzie z 2000 roku zapytany o rzekomych najemników normańskich w drużynie Mieszka I powiedział:
    „Już była dyskusja na ten temat i nie ma co więcej dyskutować (…) Jeśli nawet uczestniczyli w niej (drużynie – przyp. I.G.) inni, to znaczną większość musieli stanowić miejscowi woje i ci decydowali o wszystkim”.[3] Zdecydowanie odrzucił też możliwość udziału najemników wskazując, iż mamy tu do czynienia z „pierwszą armią państwową”.

    Sztuka wojenna Słowian

    Jeden z najznakomitszych znawców Słowiańszczyzny Witold Hensel stwierdził, iż „prawie wszystkie przekazy pisane mówią o dużych umiejętnościach Słowian w zakresie sztuki wojennej”.[4] Słowiańska technika wojskowa była na tyle zaawansowana i skuteczna, że stanowili oni już w VI w. n.e. groźną siłę i prowadzili z powodzeniem walki z Bizancjum (oblegając nawet Konstantynopol), Awarami, czy Frankami. A były to nie tylko walki obronne, ale często i zaczepne, prowadzone na terytorium wroga. Jeden z kronikarzy bizantyjskich zanotował odpowiedź Dauritasa i innych wodzów Słowian naddunajskich gnębiących Bizancjum ok. 578/579 r. do posłów awarskich:

    „Jeszcze się taki nie urodził i nie pojawił pod słońcem, kto by potrafił ujarzmić nasza potęgę. Myśmy przywykli do tego, aby panować nad cudzymi ziemiami, a nie by kto inny nad naszą; i tego jesteśmy pewni, póki istnieje wojna i miecz.”[5]

    Wielu spośród średniowiecznych kronikarzy dawało świadectwo swego uznania dla skuteczności wojennej Słowian.

    Orderyk Vitalis opisał wyprawę króla duńskiego Swena na Anglię z 1069 roku, w której wspomagała go m.in. Polska, a także plemiona Luciców (Wieletów), o których wyraził się iż „lud ten był doświadczony w walkach na lądzie i na morzu”.[6] Wojowniczość Słowian podkreślało wielu kronikarzy, jak choćby wtedy, gdy wspominali, że: „ogólnie rzecz biorąc Słowianie są skorzy do zaczepki i gwałtowni i gdyby nie ich niezgoda, wywołana mnogością ich gałęzi i podziałów na szczepy, żaden lud nie zdołał by im sprostać w sile”.[7] Prawdopodobnie Słowianom nieobcy był także szał bitewny, który wywoływany bywał u wielu ludów w bardzo różnych czasach, a który najpowszechniej znany jest w przypadku wikińskich berserkerów.

    Takiego szału możemy dopatrywać się w opisie słowiańskiego ataku na Konungahelę autorstwa Snoriego Sturlasona, mówiącego, iż po wydaniu przez księcia Racibora rozkazu do szturmu, jeden z jego wojów samym tylko mieczem lub toporem, nie zważając na draśnięcia i rany, odrzuciwszy nawet tarczę przedarł się do samej bramy zabijając w niej wartowników. Obrońcy zarzucali go gradem pocisków, te jednak chybiały lub nie robiły wrażenia na rozjuszonym wojowniku.

    Obrońcy pomyśleli więc, że to magia go chroni, „na to ksiądz Andrzej wziął święcony ogień, pobłogosławił go i wsadził weń ostrze, aż się opaliło, to nabił na strzałę i podał Asmundowi. Ów wystrzelił ją na czarownika, a ta ugodziła go tak, że od razu miał dość i padł na ziemię””. Tak wydarzenia te tłumaczył autor sagi, my jednak możemy pokusić się o wyjaśnienie, że naczelnik Semund polecił wprawnemu łucznikowi Asmundowi ostateczne usunięcie wojownika, ten bowiem zdawał się w szale nie odczuwać pomniejszych draśnięć czy ran.[8]

    Na szczególną uwagę zasługuje rodzima taktyka prowadzenia działań zbrojnych, bowiem plemiona mające stworzyć wczesnośredniowieczną Polskę wyspecjalizowane były w dostosowaniu jej do warunków terenowych panujących na ziemiach polskich, pokrytych gęstą puszczą, rozległymi bagnami i szerokimi rozlewiskami rzek. Wykorzystywano więc ukształtowanie terenu i cieki wodne do budowania głębokich linii fortyfikacyjnych. Charakterystyczna dla Słowian (ale nie tylko, bowiem wykorzystywano ją za czasów panowania Mieszka i Chrobrego podczas budowy wałów) jest technika wznoszenia grodów obronnych, polegająca na usypywaniu potężnych wałów o konstrukcji hakowej i skrzyniowej, zakończonych na szczycie ostrokołem.

    O umiejętnościach wojennych Słowian i wadze (dla celów obronnych) grodów świadczy przekaz tzw. Geografa Bawarskiego z IX wieku, który wymienia m.in. prapolskie plemiona, podając ilość grodów, którymi dysponują (871)[9].

    Witold Hensel stwierdził wręcz, iż prapolskie fortyfikacje należały do najpotężniejszych tego typu w ówczesnej Europie. Skandynawia np. na tym tle wypada wyjątkowo mizernie, gdyż tam jeszcze do XIII wieku używano czasami prymitywnych ostrokołów[10], choć oczywiście nie można zapominać o przykładach skandynawskiego budownictwa warownego, jak choćby potężne obozy wojskowe tzw. grody typu „Trelleborg” wiązane z Haraldem Sinozębym. Wałami otoczone było też Hedeby i Birka, a poza tym całą Jutlandię odcięto od Niemiec potężnym wałem tzw. Danewirke.

    Podobnie zresztą wysoki poziom reprezentowali Słowianie w technice oblężniczej, gdyż już w walkach z Bizancjum, np. podczas zdobywania Salonik, posługiwali się różnymi machinami oblężniczymi. Gall Anonim pisze o używaniu przez Polaków, m.in. wyrzutni wielkich głazów działających na zasadzie łuków – samostrzałów. Znano je także na Rusi. Wiele z tego przejęto właśnie z Bizancjum lub czerpiącego z dorobku rzymskiego zachodu Europy.[11]

    Krystyna Pieradzka zwróciła uwagę, iż opisy ataku i zdobycia przez Słowian Konungaheli wspominają o miotaniu przez skandynawskich obrońców pocisków wyłącznie ręcznie, podczas gdy Saxo Gramatyk pisze, iż Słowianie broniąc Wołogoszczy w 1178 r. skutecznie używali machin miotających. W tym wypadku mamy jednak do czynienia z przykładem twórczego rozwoju słowiańskiej myśli technicznej, bowiem zgodnie z opisem kronikarza obrońcy „przygotowali nieznane dotychczas machiny”, które z niespotykaną celnością raziły okręty duńskiego króla Kanuta i arcybiskupa Absalona[12]. Także Andrzej Nadolski wskazuje na przekaz Thietmara dotyczący walk pod Niemczą w 1017 roku, mówiący o wykorzystywaniu machin oblężniczych przez wojska piastowskie i choć przekaz ten nie przybliża wyglądu machin to badacz nakazuje szukać analogii w innych krajach europejskich czerpiących z dorobku rzymskiego.[13]

    Słowianie do perfekcji opanowali także walkę podjazdową, którą wykorzystywali wobec silniejszego przeciwnika. Nawet niemiecki kronikarz Thietmar darzy uznaniem skuteczność słowiańskiej taktyki opisując walki Chrobrego z Niemcami na Śląsku, a wiadomo, iż te same sposoby używali Słowianie już w VI wieku, bowiem opisywał je bizantyjski cesarz Maurycjusz. Słowianie z powodzeniem łączyli działanie różnych rodzajów broni, jak Bolesław Chrobry, który wykorzystywał współdziałanie konnicy i łuczników, lub wcześniejsze, mieszkowe, mistrzowsko przeprowadzone działanie kombinowane przeciw potężnym ciężkozbrojnym oddziałom Niemców pod Cedynią. M.in. z opisów zdobycia Konungaheli wiadomo też, że Słowianie wykorzystywali strzelców wyborowych, osłanianych przez wydzielonych tarczowników i skutecznie rażących wybrane cele. Porównajmy to np. z wojownikami normańskimi, zwanymi wikingami, którzy przygotowani byli do zupełnie innego charakteru zadań bojowych, polegających głównie na szybkich wypadach, podczas których atakowali raczej bezładnie, bez konkretnej taktyki, by równie szybko dokonać odwrotu.

    Konnica i formacje piesze

    Około X wieku stopniowo na znaczeniu zyskiwała konnica, po długim okresie decydującej roli formacji pieszych. Nie był to proces swoiście polski, czy słowiański, lecz ogólnoeuropejski, gdyż w tym kierunku ewaluowała taktyka i technika wojskowa. Słowianie natomiast od dawna hodowali konie, oraz ujeżdżali je zarówno do celów transportowych, jak bojowych. Wiadomo, dzięki kronice Prokopa z Cezarei, iż już w latach 536/37 istniały oddziały konnicy w służbie Bizancjum, złożone z Hunów i Słowian.[14] Jest to oczywiste, gdy weźmie się pod uwagę, iż Słowianie stosunkowo późno opuścili tereny stepowe i przybyli na tereny środkowoeuropejskie. Poza tym przez setki lat, już na stanowiskach europejskich Słowianie sąsiadowali i walczyli ze stepowcami, a jak uczy historia wojskowości, technika w tym zakresie przenika od ludów z którymi toczy się najdłuższe walki (patrz przykład wschodniego sposobu uzbrojenia polskiego od XVI wieku, wraz z szablą; wcześniej natomiast, gdy walczyliśmy z europejską techniką wojskową rycerstwo polskie uzbrojone było w zachodnim stylu, choć ok. 50 lat spóźnione; uzbrojenie Rusi natomiast zawsze posiadało wyraźnie mieszany wschodnio-bizantyjski styl).

    Tak więc od ludów koczowniczych Słowianie przejęli strzemiona, a od VII, VIII wieku znali ostrogi z kolcami odgiętymi do środka, następnie przyjęły się strzemiona z kółkami, a od IX w. ze spłaszczonymi końcami ramion[15]. Niektóre ostrogi były bogato zdobione srebrem i złotem, które choć też zapożyczone (tym razem nie od ludów stepowych), produkowane były na miejscu, dawniejsza nauka twierdziła ponadto, że ostrogi znane były Słowianom już od okresu późnolateńskiego. Poza tym Ibrahim ibn Jaqub, uczony i podróżnik żydowski z Kalifatu Kordoby w Hiszpanii, pisał, iż „Prapolacy” wyrabiają siodła i uzdy. W ówczesnej Polsce żyła rodzima rasa koni, podobna do tarpanów, niewielkich, ale bardzo wytrzymałych, podobnie jak konie późniejszych Mongołów.

    Można znów odwołać się do porównań ze Skandynawami, wykazując zasadnicze różnice. Wiadomo z wielu źródeł, iż tzw. wikingowie używali koni głównie do transportu drogą lądową, natomiast do walki stawali w przygniatającej większości przypadków pieszo. Owi wikingowie, jako piraci, handlarze, najemnicy podróżowali na swoich łodziach (tzw. drakkarach, knorrach), z których to często bezpośrednio rzucali się do ataku, jak było m.in. po splądrowaniu klasztoru w Lindisfarne (Anglia). Potwierdzenie tej tezy odnaleźć można w wielu przekazach opisów walk np. na południowym brzegu Bałtyku, czy podczas ataku na Paryż w IX wieku. Else Roesdahl pisze: „liczne (…) opisy walk wikingów pozwalają nam wnioskować, że (…) przeważali wśród nich piesi wojownicy. Koni używano w wojsku do celów transportowych na lądzie…”.[16] Autorka nie wyklucza, że i Normanom zdarzało się walczyć „siedząc na koniu”, ale określa to jako sporadyczne, gdyż nawet większość podróży lądowych odbywali oni pieszo. Dodajmy, iż trudno dziwić się pieszej walce Normanów, gdy weźmie się pod uwagę górzystość i skalistość znacznych połaci Skandynawii, a także brak podstawowego pożywienia dla koni (tereny ubogie w roślinność) co nie sprzyjało rozwojowi konnej techniki walki.

    Inaczej Słowianie, o których wiadomo, że na każdej łodzi, która wchodziła w skład flotylli płynącej z wyprawą na Konungahelę, wieźli 44 ludzi i 2 konie. Poza tym na pieszą walkę Normanów wskazuje już ich uzbrojenie ochronne w postaci okrągłej tarczy, która trzymana była w dłoni za imacz, czyli żelazny lub drewniany pręt dzierżony w garści oraz umba, wypukłe elementy żelazne, chroniące z zewnątrz dłoń walczącego (które są najczęstszym znaleziskiem, świadczącym o używaniu tarcz). W związku z tym walczący miał zajętą lewą dłoń i nie mógł prowadzić konia. Poza tym cała konstrukcja tarczy przeznaczona była głównie do walk morskich i przybrzeżnych. Także jej kolisty kształt niedostatecznie kryłby jeźdźca. Natomiast słowiańskie tarcze z tego kresu wykonane były w całości z materiałów organicznych, bez metalowych okuć, i dzierżone były na pasach nasuwanych na przedramię tak, że dłoń pozostawała wolna i mogła prowadzić wodze. Przystosowane więc były dla konnicy.

    Niektórzy uważają, że tarcze okrągłe, a więc takie jakich używali wikingowie, służyły do ochrony podczas bitew morskich, podczas gdy owalne przy walkach lądowych.[17] Faktem jest, że dość szybko upowszechniły się u Słowian tarcze kształtu migdałowatego lub owalnego, które choć na pierwszy rzut oka kojarzone mogą być z ochroną konnego, to często pojawiają się na ikonografii w kontekście wojowników pieszych. Kronikarz Saxo Gramtyk pisze, że przed samym starciem Słowianie polewali swoje tarze wodą, bowiem skóra obciągnięta na tarczach wysychała i kurczyła się od słońca, co zwiększało jej podatność na rozłupanie. Z doświadczeń wiadomo, że tarcza choćby z mokrego drzewa, mimo, że łatwiej w niej o wgniecenia, znacznie trudniej ulega rozłupaniu niż egzemplarz suchy.

    W swoich przekazach Ibrahim ibn Jakub donosi o mizernej jakości słowiańskich tarcz. Skąd brała się ta opinia? Tarcza często służyła jednorazowo, trudno bowiem spodziewać się, że kilka desek oprzeć miałoby się ciosowi potężnego topora bojowego, zwłaszcza zaś dwuręcznego. Prawdopodobnie więc tarcze produkowano masowo i szybko, a więc „ekonomicznie”, skoro i tak chronić miała przy pierwszym zderzeniu lub przed ostrzałem łuczniczym czy procarzy. Zdanie takie zdaje się potwierdzać najnowsze odkrycie tarczy w Szczecinie (o kształcie sugerującym element przejściowy pomiędzy migdałem a trójkątem), której datacja, choć dość rozciągła skłania się ku początkowi XIII wieku.
    Tarcza ta wykonana z sześciu deseczek drzewa olchowego ma grubość jedynie 5 mm (sic!) a o zniszczeniu czasem nie może być mowy, bowiem zachowały się malowidła na stronie zewnętrznej. Tarcza ta wpisuje się również w to, co powiedzieliśmy wcześniej o braku okuć na szczytach słowiańskich, bowiem nie tylko jest ich pozbawiona, ale na stronie wewnętrznej zachował się skórzany pas – imacz.[18]

    Wracając do zagadnienia walki konnej – powyższe uwagi nie sugerują tego, że Słowianie nie stawali pieszo, bowiem rzeczywiście piechota stanowiła główną masę ówczesnych armii. Poza taktyką i wymogami terenu, wpływał na to także fakt, iż utrzymanie konnicy wiązało się z bardzo wysokimi kosztami. Konnicy dostarczali więc z jednej strony możni, z drugiej formacje drużynne, skupione wokół księcia i ważniejszych władyków plemiennych. Pieszo natomiast walczyła liczniejsza grupa pieszych tarczowników i masa pochodząca z pospolitego ruszenia, ona też była słabiej uzbrojona.

    Tekst kroniki Ibrahim ibn Ja’qub z połowy X wieku wspomina co prawda, iż Mieszko posiada drużynę pieszą, gdyż w jego kraju gęsto porośniętym lasem, trudno się było konnicy poruszać, ale wersja owa pochodzi z XIII-to wiecznego odpisu al-Kazwiniego, nie ma natomiast tego stwierdzenia w wersji al-Bekriego, który natomiast donosi o kraju Obodrzyców Nakona, iż obfituje w konie i że stąd się je eksportuje. Obie wersje natomiast donoszą, iż książę Mieszko daje swoim żołnierzom obok odzieży i broni, także konie.[19]

    Składały się na nie dwie kategorie, tj. uzbrojenie ochronne i zaczepne. Do pierwszej z nich należą hełmy (czyli rodzime „szłomy”), tarcze (szczyty – patrz wyżej) i pancerze, do drugiej zaś głównie miecze, topory i włócznie.

    W przypadku szłomów – w X wieku używanych głównie przez wojskową elitę – najczęściej używanym modelem był hełm z nosalem, tzw. stożkowy, błędnie zwany „normańskim”, gdyż dawniej łączono go głównie z północnymi wojownikami, podczas gdy był to typ używany w wielu krajach ówczesnej Europy.[20] Piękny egzemplarz takiego hełmu znany jest z Czech i łączony ze św. Wacławem. W tym przypadku dzwon hełmu pochodzi z wieku IX, nosal zaś dodano już w wieku X i to w dodatku błędnie, bowiem w tylnej części dzwonu! W Polsce szłomy znaleziono w Jeziorze Lednickim, ale te egzemplarze pochodzą już z XI wieku. Dzwony tych hełmów wykonane mogły być z jednego elementu, co dawało znakomite walory techniczne, ale trudność ich wykonania wpływała niekorzystnie na cenę. W związku z tym produkowano tańszą, pierwotną wersję w tzw. konstrukcji żebrowej.

    Innym modelem szłomu, używanym w państwie pierwszych Piastów były szyszaki, tzw. szłomy typu ruskiego, zwane też „wielkopolskimi”, gdyż właśnie tam odnaleziono grupę takich hełmów. Znane ze swej pozłoty, prawdopodobnie stanowiły jednocześnie rodzaj insygnium, na który mógł sobie pozwolić wyłącznie książę i najbliższe otoczenie. Nie posiadały one zresztą tak dobrych walorów technicznych, jak hełmy stożkowe.

    Pancerze i kolczugi

    Podobnie z pancerzami. One również przypadły w udziale wyłącznie możniejszych wojownikom oraz „pancernej” części drużyny Mieszka i Mieszkowica. Najdoskonalszą formą pancerza jest oczywiście kolczuga, ze względu na swoją przewiewność i giętkość. Do innych natomiast rodzajów należy zaliczyć wszelkie pancerze złożone z przynitowanych niewielkich blaszek do skórzanego najczęściej fartucha (tzw. karaceny), w różnych konfiguracjach – czy to dachówkowej, czy sąsiadującej oraz pancerze tzw. lamelkowe, czyli łączone ze sobą blaszki, lub zbrojniki skórzane pozbawione podłoża. Claude Blair, angielski znawca broni nazwał „epoką kolczugi” lata 1066-1250, gdyż dopiero wówczas stała się ona nieco powszechniejsza.[21] Wśród Skandynawów kolczuga, czy w ogóle pancerz także nie były regułą, gdyż większość z nich walczyła bez żadnego uzbrojenia ochronnego poza tarczą. Na mniejszą ilość znajdowanych pancerzy i tarcz słowiańskich wpływa fakt, iż słowiańskie zwyczaje pochówkowe nakazywały dawać zmarłemu jedynie jego broń, a czasami elementy uprzęży konnej, a nie np. kolczugę

    Miecze

    Najważniejszą, choć nie najpowszechniejszą bronią zaczepną był oczywiście miecz. Najczęściej znajdowanymi na ziemiach polskich mieczami są te, które wg systematyki J. Petersena należą do typu „X” i pochodzą z XI wieku. Nie jest to jednak miecz typowy wyłącznie dla Polski, gdyż – z soczewkowatą głowicą i dłuższym niż wcześniej jelcem – używany był w wielu krajach w ciągu XI wieku. Przypadało to na okres, kiedy miecze nie były już taką rzadkością jak wcześniej, produkowano je masowo, i w związku z tym mniej starannie. Ponadto pozbawione dawnego, przebogatego wystroju, przypadły w udziale szerszym grupom wojowników, a nie wyłącznie najmożniejszym. Dawniejsze miecze, mimo wspaniałego wyglądu i wysokiej ceny były słabo wyważone i używane mogły być wyłącznie do prostych cięć, podczas gdy nowszy typ (lepiej wyważony i lepiej leżący w dłoni) nadawał się do prostej szermierki. Miecz w tym czasie stał się bardziej narzędziem, stosunkowo tanim i poręcznym, niż dziełem sztuki. Wcześniejsze miecze o sztabkowej, czy choćby wachlarzowej głowicy, lub inne typy utożsamiano ze Skandynawią i stąd błędnie nazywano je „normańskimi”, natomiast Andrzej Nadolski, najwybitniejszy polski znawca broni, twierdzi – w czym zresztą nie jest odosobniony – że w większości produkowane one były nie przez Normanów, ale w pracowniach frankońskich w Nadrenii, gdzie korzystano z wielowiekowych tradycji, sięgających jeszcze rzymskiej prowincji. Głownie (brzeszczoty) wędrowały po całej Europie i jedynie oprawa (rękojeść: głowica i jelec) dorabiana była zgodnie z miejscową modą.

    Wiele mieczy znanych z Polski pochodzi z importu, ale tylko część dotarła tu za pośrednictwem Skandynawów, większość natomiast bezpośrednio z zachodu Europy. Nawet na Rusi, która miała bardzo bliskie związki ze Skandynawią, większość mieczy importowanych pochodzi z Zachodu.[22] Trzeba dodać, że i skandynawscy naukowcy przyznawali, iż miecze sporządzane na półwyspie były dużo gorszej jakości, niż frankońskie.[23] Zwróćmy również honor słowiańskim kowalom, których wyroby były dobrej jakości, skoro zaopatrywano je w znaki producenta, co czyniono, by swoje dobre wyroby odróżnić od innych.
    Słowianie znali też i potrafili wyrabiać najlepszy i najdroższy rodzaj ówczesnej stali, czyli tzw. dalmacen skuwany, albo dziwer i to w różnych odmianach, a szeregu celowego stosowania odmian dowodzi relacja wybitnego uczonego arabskiego al-Biruniego z Chorezmu.[24]

    Zdaniem Z. Vany Słowianie wytwarzali miecze stalowe oraz sztylety o stalowych krawędziach-ostrzach zgrzewanych z żelaznym trzpieniem, co wskazuje na znajomość u nich techniki damascenizacji już od IX wieku.[25]

    Topory

    Słowo topór, jak pisze Aleksander Brückner w Słowniku Etymologicznym Języka Polskiego, jest prasłowiańską pożyczką z perskiego „tabar”. Wiadomo też, że topór znany był Prasłowianom (wraz z nazwą) przynajmniej od V w. p.n.e. i to jak twierdzi J. Pieradzka właśnie od nich broń tę mieli zapożyczyć Normanowie wraz z nazwą, która brzmi u nich „taparoex”, a pojawiają się zresztą dopiero w 1031 roku.[26] Wielu wikingów walczyło toporem, gdyż był on wiele tańszy od miecza, a poza tym idealnie nadawał się do rozłupywania tarcz przeciwnika. Wykształciły się swoiste odmiany toporów, używane przez Normanów, jak np. tzw. „danax” – „topór duński” o symetrycznym ostrzu. Swoiste typy toporów, jak choćby typ z asymetrycznym długim ostrzem tworzącym tzw. „brodę”, wykształciły plemiona pomorskie i połabskie, dla których topór był ulubioną bronią.
    Włócznie

    Każdy woj, czy to pieszy, czy konny, i to w całej Europie, zaczynał walkę od posługiwania się włócznią, gdyż była to broń bardzo niebezpieczna i utrzymywała pewien dystans od wroga. Nadolski twierdzi, że na polu walki włócznia przeważa nad mieczem. O roli włóczni niech świadczy fakt, iż tzw. włócznię św. Maurycego podarował Chrobremu Otto III podczas Zjazdu Gnieźnieńskiego, będącą później jednym z insygniów królów polskich, a przez podniesienie włóczni wojowie słowiańscy wyrażali swoją aprobatę na wiecach, włócznia zaś wbita w słup drewniany była w Wolinie symbolem Trzygłowa. Także germański Odyn miał za swój najważniejszy symbol właśnie ową broń drzewcową.
    Należy pamiętać, że uzbrojenia szeregowego woja pochodzącego z pospolitego ruszenia, lub co najwyżej z „niższej” lekkozbrojnej formacji tarczowników (działających obok „pancernych” wymienianych przez źródła) nie można stawiać do porównania ze sprzętem zawodowego wojownika z wyższej warstwy społecznej.

    Igor D. Górewicz

    Przypisy/Literatura

  20. MatkaPolka said

    SŁOWIANIE POŁABSCY

    – Jerzy Gąssowski, „Dzieje i kultura dawnych Słowian” Warszawa 1964

    Jednym z ważniejszych odcinków, na którym przejawiały się dążenia monarchii frankijskiej, było terytorium Słowian Połabskich. Już u schyłku VI w. zachodnie granice zwartego osadnictwa słowiańskiego dotarły do Łaby i ustabilizowały się nad tą rzeką w bezpośredniej bliskości takich ludów germańskich jak Turyngowie, Sasowie i Duńczycy. Mniejsze grupy Słowian przeszły na zachodni brzeg rzeki i zatrzymały się w głębi ziem germańskich.

    W zapiskach karolińskich znajdujemy niekiedy wyraźne ślady dosyć daleko na zachód osiedlonych grup słowiańskich. Z dokumentu cesarza Ludwika Pobożnego wydanego dla biskupa Wtirzburga w latach 826-830, a odwołującego się do wydarzeń z czasów Karola Wielkiego, znajdujemy wzmiankę o dwóch plemionach słowiańskich, nazwanych tu Moinvinidi i Radanzwinidi, mieszkających na terenie diecezji wiirzburskiej między rzekami Menem a Radencą. Słowianie ci byli ochrzczeni i zaleca się w dokumencie wybudowanie dla nich kościołów.

    Dokument księcia Bawarskiego Tassilona, wystawiony w 777 r. dla klasztoru w Kremsmtinster, mówi o nadaniu klasztorowi danin z osad słowiańskich położonych w górnej Austrii koło dzisiejszego miasta Steyer. Mowa jest tam m. in. o trzech żupanach (książętach) słowiańskich, których imiona brzmią Taliup, Sparuna i Fisso.

    Również roczniki klasztoru w Fuldzie wymieniają liczne grupy Słowian mieszkających obok Franków w różnych miejscowościach należących do klasztoru (m. in. Giesa, Sa1zungen, Hagen, Sommerda i in.) i płacących należną daninę. Wspomniane wyżej grupy ludności słowiańskiej żyły bądź to w zwartych grupach plemiennych pod przywództwem lokalnych książąt, bądź to rozproszone w osadach obok ludności germańskiej. Ludność ta nie była w stanie zachować odrębności politycznej, a jedynie przez długi czas zachowywała odrębność etniczną, językową i obyczajową. Nie przedstawiała też żadnej groźby dla Franków. Stopniowo przechodziła proces asymilacji, do czego przede wszystkim przyczyniało się walnie skłanianie jej do przyjmowania chrześcijaństwa.
    Poważny problem dla monarchii Franków stanowiły nie owe daleko wysunięte na zachód i rozproszone osady słowiańskie, a zwarte ich osadnictwo na ziemi, którą Słowianie przywykli uważać za swoją, na prawym brzegu Łaby i Solawy.

    Już w początkach VII w. trwały zabiegi Franków, zmierzające do podporządkowania sobie poszczególnych plemion czy związków plemiennych. Dowiadujemy się o tym ze wzmiankowanej już kilkakrotnie wiadomości o księciu związku plemiennego Serbów, Derwanie, w latach 30-tych VII w.

    Z kroniki Fredegara wynika, że do czasu klęski Franków pod Wogastisburgiem Derwan był trybutariuszem tego państwa. Liczne plemiona, zasiedlające prawy brzeg Łaby występują już w najdawniejszych wzmiankach frankijskich w postaci trzech ugrupowań zwanych: Obodrytami, Wieletami i Serbami.

    Poszczególne związki plemion podlegały zmianom na przestrzeni czasu. Niektóre mniejsze plemiona widzimy raz w jednych, raz w drugich ugrupowaniach. Tyczy to zwłaszcza związku wieleckiego i obodryckiego. Niektóre plemiona występowały ze związku plemiennego i zyskiwały czasową niezależność. Wreszcie też niektóre związki plemienne rozpadały się na swoje części składowe, tworząc szereg równoległych sobie, nie związanych organizmów politycznych. Wobec pewnych luk w źródłach, jak i nie zawsze dokładnym rozeznaniu u kronikarzy, podane niżej zasięgi i składy związków plemiennych nie mogą być: przyjmowane z absolutną dokładnością.

    Największe terytorium zajmował związek wielecki. Byli też Wieleci za czasów Karola Wielkiego uważani za najpotężniejszy lud nad południowym brzegiem Bałtyku. W źródłach karolińskich występują oni często pod nazwą Wiltzi, Vultzi, Welatabowie. Siedziby ich rozpościerały się nad środkową Łabą w górę od ujścia Eldeny. Na północy graniczyli ze związkiem obodryckim wzdłuż Stepienicy (prawego dopływu Łaby), Jeziora Moryckiego i rzeki Warnawy. Dalej granica szła brzegiem morza na wschód.

    Wschodnie i południowe granice związku wieleckiego trudne są do bliższego sprecyzowania. Ulegały one zresztą pewnym zmianom na przestrzeni dziejów. Do ludów należących bezspornie do związku wieleckiego możemy zaliczyć: Nieletyków, Doszan, Wkrzan, Ratarów, Doleńców, Rzeczan, Czrezpienian i Chyżan. Każde z tych terytoriów plemiennych posiadało swój ośrodek, przeważnie w postaci obronnego grodu. Źródło karolińskie z połowy IX w., tzw. „Geograf Bawarski”, pisze, że na terytorium Wieletów znajduje się 95 grodów na obszarze 4 ziem plemiennych.

    Związek obodrycki sąsiadował, jak już wspomnieliśmy, ze związkiem wieleckim. Jego granicą północną były wybrzeża Zatoki Lubeckiej, od ujścia Eldeny do rzeki Warnawy. Na wschodzie Obodryci sąsiadowali z Wieletami, na południu z Sasami. Na zachodzie najdalszy zasięg uzyskali w latach 804 do 809, kiedy to granica ich posiadłości docierała do Morza Północnego i ujścia Łaby. Podczas walk z Frankami granice te przesunęły się później na wschód. Na odcinku południowym granica, która osiągała dopływ Łaby, Stepienice, przesunęła się na północ aż do Eldeny. Stało się to wtedy, kiedy jedno z plemion związkowych, Glinianie, wystąpiło ze zrzeszenia. Właściwe ziemie związku ogarniały 4 plemiona: Wagrów, Połabian, Warnów i Obodrytów. W tym stanie mówi o nich w poł. IX w. „Geograf Bawarski” wyliczając im 53 grody, znajdujące się w posiadaniu ich książąt. W okresie wcześniejszym należały do związku plemiona Glinian, Smoleńców, Bytyńców i Morzyczan.

    „Geograf Bawarski” przypisuje Glinianom 7 grodów, a trzem pozostałym po 11. Wszystkie cztery wymienione tu plemiona wykazywały zawsze tendencje odśrodkowe wobec związku obodryckiego. W latach 811, 839 i 877 w wojnach Franków ze związkami Wieletów i Obodrytów plemiona Glinian i Bytyńców występowały oddzielnie.

    Najsłabszym związkiem plemion był związek serbski (czy sorabski). Liczne plemiona tego związku widzimy tylko dwukrotnie zjednoczone pod jednolitą władzą. Pierwszy wypadek zresztą nie jest pewny. Tyczy to Derwana, o którym nie wiemy, czy władał wszystkimi plemionami związku. Pewniejszym faktem jest panowanie księcia Miliducha. O istnieniu tego księcia dowiadujemy się w roku jego śmierci – 806: „…Wtedy to został zabity Miliduch, król zarozumiały, który rządził u Serbów…” (Chronicon Moissiacense pod r. 806).

    Sami Serbowie siedzieli nad Łabą na wysokości i powyżej ujścia Sali. Pozostałe plemiona serbskie zajmowały międzyrzecze Łaby i Sali. Do plemion tam występujących trzeba zaliczyć Koledyczan, którzy w 839 r. mieli swojego księcia i oprócz stołecznego grodu jeszcze 11 mniejszych i Nieletyków, na terenie których znajdowały się jeszcze mniejsze plemiona Nudyków i Niżan, Głomaczów (Daleminców), Susłów i Chutyców. Największymi plemionami serbskimi byli Łużyczanie i Milczanie, siedzący w międzyrzeczu górnej Łaby i Nysy Łużyckiej.

    „Geograf Bawarski” wyliczał na ziemi plemion związku serbskiego 50 grodów. Osobno uwzględnia 14 grodów na terytorium Głomaczów, Łużyczanom i Milczanom przypisuje po 30 grodów.

    Na przestrzeni VIII i IX w. w oporze stawianym Frankom najważniejsza rola przypadła najpotężniejszemu związkowi wieleckiemu. Wieletowie nie tylko występowali przeciw Frankom, ale nękali również poważnie Obodrytów, którzy pozostawali na ogół wiernymi sojusznikami frankijskimi. Sytuacja taka była źródłem stałej troski Franków.

    W 789 r. Karol Wielki zebrał wojska Franków, Sasów i Fryzów oraz sprzymierzonych Serbów i Obodrytów, którymi dowodził książę Wacan. Armie lądowe przekroczyły Ren koło Kolonii, po czym przez ziemie saskie dotarły do Łaby, przez którą przerzucono dwa mosty, zabezpieczone konstrukcjami obronnymi drewniano-ziemnymi. Fryzowie wyruszyli drogą wodną wpływając na Hawelę. Wojska Karola Wielkiego wkroczyły na ziemie Wieletów, siejąc mord i pożogę.

    Osaczeni ze wszystkich stron Wieleci nie zdołali wytrzymać długo naporu skoncentrowanego ataku, chociaż bronili się dzielnie. Walki toczyły się jednak do momentu, kiedy wojska najeźdźców zbliżały się do grodu Wielkiego Księcia, Drogowita.

    Drogowit, „który nad wszystkimi władcami Wiltzów (tj. Weletów – przyp. J. G.) górował tak szlachetnością rodu jak i powagą wieku” (Annales q. d. Einhardi), widząc bezsens dalszej walki, poddał swój gród, wydał Karolowi zakładników i złożył przysięgę na wierność Karolowi oraz Frankom. Za przykładem Drogowita poszli także i inni wielmoże oraz książęta plemion wieleckich.

    Opisane w kronikach karolińskich wydarzenia z roku 789 pozwalają nam wysunąć szereg interesujących wniosków. Związek wielecki u schyłku VIII wieku należał nie wątpliwie do najsilniejszych organizmów politycznych na terenie Słowiańszczyzny. Rozmiar wojsk zgromadzonych przez Karola Wielkiego dla zwycięstwa nad Wieletami jest dobitnym. wyrazem siły związku plemiennego. Był to też niewątpliwie okres silnego wzrostu politycznego wewnątrz związku plemion.

    Postać Drogowita, wielkiego księcia, rysuje się jako wyraz tendencji zjednoczeniowych nurtujących wewnątrz związku. Działały tu jednak i siły wsteczne, opóźniające możliwość wzrostu jedynowładztwa. Rolę taką odgrywał wiec, posiadający rozległe uprawnienia.

    W 823 roku dowiadujemy się o przybyciu przed oblicze Ludwika Pobożnego dwóch książąt wieleckich, pretendentów do tronu, Miłogosta i Całodroga. Byli oni synami księcia Liuba, który aczkolwiek otrzymał wraz ze swoimi braćmi władzę w związku plemiennym, sprawował ją sam z racji starszeństwa. Książę Liub zginął podczas walk prowadzonych ze wschodnim odłamem Obodrytów. Wtedy lud zgromadzony na wiecu powierzył władzę starszemu synowi Liuba – Miłogostowi.

    Rządy Miłogosta nie zadowoliły ludu, jako niezgodne z jego obyczajami. Został pozbawiony władzy przez lud, a tron książęcy oddano jego młodszemu bratu – Całodrogowi. Obydwaj bracia przedstawili cesarzowi prośbę o ostateczne rozpatrzenie sporu dynastycznego. Cesarz uznał jednak wolę wiecu i pozostawił przy władzy młodszego brata (Annales Regni Francorum, pod r. 823).

    Wzmianka ta niedwuznacznie wskazuje, że polityka Franków zmierzała do podtrzymania roli wiecu. Dopóki wiec zachował uprawnienia do składania z tronu książąt, nie istniała możliwość wytworzenia się jednolitej, silnej władzy dynastycznej. Widzimy wszakże, że wiec dobierał księcia spośród najdostojniejszego rodu. Istniały więc przesłanki dla wytwarzania się władzy dynastycznej. Jednak polityczną rolę władzy książęcej ograniczał poważnie wpływ wiecu.

    Wieletowie, jako związek plemion pozostających pod władzą wielkoksiążęcą występują wyraźniej w źródłach od 789 do 839 r. Po roku 839 aż do roku 937 nie posiadamy żadnych wiadomości o tych plemionach. Nie brały one udziału w walkach z Frankami, prowadzonych przez Obodrytów i Serbów. Jest to zastanawiające, skoro weźmiemy pod uwagę, że właśnie związek wielecki do roku 839 występował, najostrzej w walkach przeciw Germanom.

    Kiedy w pierwszej połowie X wieku dowiadujemy się znowu o Wieletach, stanowią oni nadal związek plemion, ale już bez władzy wielkoksiążęcej. Być może, zamieszki wewnętrzne, wzrost tendencji odśrodkowych, spowodowały upadek władzy wielkich książąt a zarazem usunięcie się Wieletów z szerszej areny dziejowej.

    Za czasów Karola Wielkiego związek Obodrytów występował stale jako bezpośredni wróg Wieletów a zarazem sprzymierzeniec Franków. W żywocie Karola Wielkiego, pióra Einharda, znajduje się wzmianka o wzajemnych stosunkach Obodrytów i Wieletów: „… Welatabowie dręczyli nieustannymi napadami Obodrytów, którzy z dawna byli sprzymierzeni z Frankami i żadne zakazy na to nie pomagały” (Einhardi, Vita Oaroli Magni, rozdz. 12).

    Pierwszym znanym nam ze źródeł pisanych wielkim księciem Obodrytów był niejaki Wilczano. Panował on do roku 795, kiedy to zamordowali go Sasi, gdy przejeżdżał przez ich ziemie zdążając na dwór Karola Wielkiego. W roku 798 wymienia się wielkiego księcia Obodrytów Drożka, który był wiernym sprzymierzeńcem Franków. Podczas wojny, prowadzonej z sąsiednimi Duńczykami, Drożko został pobity. Nie mając posłuchu u swojego ludu zmuszony był opuścić swój kraj i udać się na dobrowolne wygnanie. Po jego ucieczce inny książę obodrycki, Godelaib sprawował władzę w związku plemiennym. Podczas dalszych walk z Duńczykami Godelaib został pojmany w niewolę i zabity za sprawą króla duńskiego Godofryda w 808 r. Po jego śmierci Drożko powrócił na tron i zawarł w 809 roku pokój z Duńczykami. Nie uchroniło go to jednak od śmierci z rąk wysłanników króla duńskiego.

    W osiem lat później cesarz Ludwik interweniuje w sporze dynastycznym o stolec wielkoksiążęcy Obodrytów. Zasiadł na nim Sławomir, który powinien dzielić władzę z synem Drożka Czedrogiem. Sławomir pragnął zapewnić sobie jednowładztwo, a kiedy Ludwik, działając na rzecz miejscowego (słowiańskiego) obyczaju nakazał podział władzy, Sławomir wypowiedział Frankom posłuszeństwo. ,,I sprawa tak mocno go podrażniła, że zaczął zapewniać, iż nigdy odtąd nie przestąpi rzeki Łaby i nie przybędzie na dwór cesarski…” (Annales Regni Francorum, pod r. 817).

    Sławomir przekroczył jednak Łabę, ale w zamiarach nieprzyjacielskich. W przymierzu z Duńczykami najechał północną Saksonię i razem z wojskami oraz flotą duńską oblegał bezskutecznie frankońską twierdzę Eselfeld. W 819 roku duża armia Franków i Sasów wkroczyła na ziemie Obodrytów i pojmała Sławomira. W Akwizgranie (Aachen), gdzie postawiono go przed sądem cesarza Ludwika, do oskarżycieli należeli także dostojnicy obodryccy, zarzucający mu wiele przestępstw, których dopuścił się jako władca swego ludu. Sławomir nie potrafił odeprzeć stawianych mu zarzutów i został przez Ludwika skazany na wygnanie.

    Tron obodrycki przyznano za aprobatą cesarza Czedrogowi. Ale i rządy Czedroga nie zadowoliły Franków. Na zjeździe we Frankfurcie nad Menem w 823 r. zarzucono mu niewierność wobec Franków i nie stawienie się przed oblicze cesarskie. Posłowie cesarscy udali się do Czedroga i zażądali stawienia się jego przed Ludwikiem. Czedróg odwlekał jednak swój przyjazd dość długo, wreszcie w towarzystwie kilku dostojników stawił się przed obliczem cesarskim w Compiegne.

    Fakt stawienia się uznano za dostateczne zadośćuczynienie i pozwolono mu wrócić do kraju. W 826 r. dostojnicy obodrzyccy złożyli skargę na Czedroga, któremu cesarz nakazał stawienie się przed sobą, pod rygorem surowych kar. Czedróg stawił się na sejmie w Ingelheim nad Renem. Cesarz zatrzymał go przy sobie, a pozostałym Obodrytom nakazał powrócić do kraju. Wysłał tam także swoich posłów, aby sprawdzili, czy lud życzy sobie nadal panowania Czedroga. Lud nie był w tej sprawie jednomyślny, ale cała starszyzna (książęta i dostojnicy) wypowiedziała się za Czedrogiem.

    Cesarz nakazał przywrócenie Czedroga do władzy i wziął zakładników, jako gwarancję wierności.
    Stosunki wewnętrzne w związku Obodrytów przedstawiają się nieco odmiennie niż w związku wieleckim. Wyrażają się one przede wszystkim w innym stosunku księcia i tych wszystkich, których można uznać za wielmożów, do ludu. Tutaj konflikty interesów władzy i ludu zarysowują się znacznie wyraźniej, ale wiec ludowy nie ma możliwości złożenia księcia z tronu. Ostrość konfliktu doprowadziła jednak do sytuacji, kiedy Drożko w obawie przed gniewem ludu musiał opuścić kraj. Również stosunek wielkich książąt obodryckich do innych książąt i wielmożów związku jest bardziej niezależny, a często przeciwstawny.

    Można przypuszczać, że związek plemienny Obodrytów miał charakter monarchii wojskowej, w której władza księcia była oparta na zaprawionej w boju drużynie, dającej możliwość przeciwstawienia się woli możnych i ludu. Wydaje się także, że w związku tym występowała hierarchia plemion, podporządkowanych hegemonii Obodrytów.

    Kiedy podczas wojny z Godofrydem duńskim oderwały się od Obodrytów plemiona Smoteńców i Glinian, Drożko po zawarciu pokoju ruszył z posiłkami frankijskimi na główny gród Smoleńców. Po zdobyciu grodu podporządkował sobie zbuntowane plemiona.

    Poważny wzrost znaczenia władzy wielkiego księcia jest tu świadectwem narastającego rozwoju stosunków plemiennych w państwowe. Tej sytuacji przyglądali się nie bez obawy Frankowie, dla których jedynowładztwo Obodrytów równałoby się powstaniu potęgi, zagrażającej wschodnim granicom cesarstwa. Dlatego naturalnym odruchem było tu popieranie udzielnych książąt, reprezentujących poszczególne państewka związku obodrzykiego. Usunięci w cień za panowania Sławomira, zaczynają się pojawiać na widowni aktywnej działalności politycznej, już za rządów Czedroga. Po traktacie w Verdun i podziale monarchii karolińskiej (polityka Karolingów w tym względzie nie uległa zmianie. Nadal usiłowano rozbić potęgę wielkich książąt obodrzykich. Kiedy w 844 r. do Ludwika Niemieckiego dotarła wiadomość, że wielki książę Obodrytów, Gostomysł, zamierza zrzucić więzy zależności od państwa wschodnio-frankońskiego, król Franków wyprawił się z wojskiem na ziemie obodryckie. W walkach Obodryci zostali ciężko pobici a Gostomysł poległ na polu bitwy. Po poddaniu się książąt plemiennych, Ludwik nie wyznaczył osoby wielkiego księcia, pozostawiając jedynie u władzy lokalnych książąt.

    Jednak zabiegi te nie starczyły na długo, skoro już w 862 r. podczas walk Franków z Obodrytami, na czele tych ostatnich stanął wielki książę Dobomysł. Był on chyba już ostatnim wielkim księciem Obodrytów. W drugiej połowie IX w. zwyciężyły tu tendencje odśrodkowe, które doprowadziły do powstania szeregu niezależnych księstw. Podobny obraz widzimy w relacji Geografa Bawarskiego oraz później w połowie X w. Można przypuszczać, że upadek władzy wielkich książąt nastąpił na skutek przyczyn natury wewnętrznej. Mogła tu oddziałać zasada konieczności udziału w rządach najbliższych męskich członków rodziny wielkiego księcia. Przemiany te odbywały się w warunkach osłabionego nacisku ze strony władców wschodnio-frankijskich, gdyż od czasu śmierci Ludwika Niemieckiego (876 r.), do objęcia tronu przez Henryka I (918 r.) monarchia wschodnich Franków przechodziła kryzysy wewnętrzne i nie przejmowała ekspansji zewnętrznej.

    Położenie geopolityczne Obodrytów było znacznie trudniejsze, niż Wieletów. Sąsiadowali oni bezpośrednio z Sasami i Duńczykami, a na zapleczu mieli nieprzyjaznych sobie Wieletów, najpotężniejszych ze Słowian połabskich. Stąd konieczność szukania sojuszu, przede wszystkim z Frankami, jak to było za czasów Karola Wielkiego, lub z Duńczykami przeciw Frankom, jak to widzieliśmy później. Nie słyszymy jednak o sojuszu obodrycko-wieleckim. Widać korzenie waśni sięgały bardzo głęboko.

    Plemiona serbskie (sorabskie) wykazały najmniej tendencji zjednoczeniowych. Być może Derwan był już wielkim księciem plemion serbskich. W 748 r. podczas wyprawy Pippina frankońskiego przeciw Sasom, wielu książąt serbskich pośpieszyło Frankom z pomocą. W 805 r. wojska Franków i Sasów rozgromiły Siemila, księcia Głomaczów. Został on podporządkowany Frankom i musiał wydać swoich dwóch synów jako zakładników. Już w następnym roku nastąpiło uderzenie na plemiona serbskie, którym przewodniczył książę Miliduch. Sposób, w jaki wymieniają źródła karolińskie Miliducha, pozwala przypuszczać, że był on wielkim księciem plemion serbskich. Podczas walk książę Miliduch został zabity, a kraj jego spustoszony. Fakt ten spowodował poddanie się innych, pomniejszych książąt Frankom i wydanie im zakładników jako rękojmi przyszłej wierności. Od tej pory Frankowie często ingerowali w wewnętrzne sprawy plemion serbskich i czuwali nad ich lojalnością wobec siebie. Jeśli postępowanie jakiegoś władcy wydawało się Frankom podejrzane, natychmiast wzywany był do osobistego stawienia się przed cesarzem i wytłumaczenia się oraz oczyszczenia z zarzutów. Tak np. w 826 r. jeden z książąt serbskich Tęgło, został postawiony przed oblicze Ludwika i musiał bronić się przed stawianymi sobie zarzutami. Cesarz zezwolił mu na dalsze sprawowanie władzy, ale syn Tęgły pozostał na dworze cesarza jako zakładnik
    .
    Jeszcze za panowania Ludwika Pobożnego, podczas wspomnianej już wyprawy na Wieletów i Glinian w 836 r. doszło także do starcia Franków z serbskim plemieniem Koledyczan. W czasie walk zdobyto siedzibę księcia Ciemysła oraz 11 innych grodów. Sam książę zginął. Natychmiast Koledyczanie wybrali nowego księcia, mimo nie zakończonej wojny. Ten zawarł pokój z Frankami, składając przysięgę na wierność cesarzowi, wydając zakładników i zgadzając się na płacenie wielkiej daniny.

    Sądząc z tej wzmianki Koledyczanie należeli do silniejszych plemion w obrębie międzyrzecza Łaby i Sali. Nie byli oni jednak hegemonem wśród plemion serbskich. Poza jedynym Miliduchem nie widzimy żadnej postaci, która by mogła być uznana za wielkiego księcia, przewodniczącego związkowi plemion. Widzimy natomiast dostatecznie często plemiona serbskie, doraźnie zjednoczone do zaczepnych czy obronnych działań wojennych. Na tym jednak kończyło się ich współdziałanie. Nie znajdujemy też śladu istnienia stałego związku plemiennego, jak to widzieliśmy u Wieletów czy Obodrytów. W źródłach występują poszczególni książęta różnych plemion serbskich. W roku 856 rozmaici książęta serbscy występują jako sprzymierzeńcy Franków w wojnie przeciwko Głomaczom i Czechom.

    W roku 857 jeden z książąt serbskich Cześcibór, udziela schronienia księciu czeskiemu, który w wyniku sporów dynastycznych musiał opuścić swój kraj. Ten ostatni, dzięki interwencji Franków, zdołał odzyskać swoje dziedzictwo. Cześcibór był lojalnym współpracownikiem państwa wschodnio-frankońskiego (niemieckiego) i udzielenie azylu księciu czeskiemu musiało być aktem uzgodnionym politycznie z Niemcami. W swej działalności stanął jednak na przekór dążeniom ludu, pragnącego wojny z Niemcami. W toku 858 zginął z rąk własnych współplemieńców. Dążenia antyniemieckie silne były u Serbów i wyrażały się w licznych wyprawach podejmowanych przez ich plemiona, często w sojuszu z sąsiadami. W 869 r. występują przeciw Niemcom wspólnie z Susłami i Czechami, w latach 874 i 877 najeżdżają Niemców razem z Susłami.

    Wreszcie w roku 880 Serbowie brali aktywny udział w wielkiej wyprawie na Turyngię wraz z Głomaczami, Czechami i zapewne przy współudziale wojsk wielkomorawskich. Działo się to bowiem podczas panowania Świętopełka Morawskiego. Podczas owego najazdu zostały także spustoszone osady Słowian wiernych Niemcom nad brzegami Sali.

    Z przytoczonych licznych wzmianek można sobie wyrobić pogląd o sposobie postępowania Franków, a później zwłaszcza wschodnich Franków, czyli Niemców, z ludami słowiańskimi. Politykom i władcom frankijskim nie obce były cechy ustrojowe Słowian w omawianym okresie.

    Potrafili oni doskonale rozgrywać wszystkie słabe strony tych ustrojów a także rozbicie na niewielkie grupy plemienne, a nadto wykorzystywane były i podsycane stare waśni między poszczególnymi ludami. Stara rzymska zasada „divide et impera” stosowana była w całej rozciągłości i z powodzeniem.
    Sposób ujarzmiania poszczególnych ludów słowiańskich przebiegał według pewnych schematów, różniąc się jedynie wariantami konkretnych sytuacji. Władca Franków organizował najazd na jedno z plemion czy związek plemion połabskich, wykorzystując aktualne jego osłabienie czy izolację wśród ludów sąsiednich. Zazwyczaj było to silne, skoncentrowane uderzenie, przy biernym czy aktywnym sojuszu Franków z otaczającymi atakowany lud plemionami. Podczas walk dążono przede wszystkim do zlikwidowania głównych ognisk oporu, istniejących w postaci umocnionych grodów.

    Najważniejszym aktem w tym względzie było zdobycie grodu, stanowiącego własność wielkiego księcia, czy też innego z książąt, odgrywającego najważniejszą rolę polityczną. Przy okazji trwała grabież, puszczanie z dymem osad, branie ludności w niewolę -mające na celu zarówno zastraszenie nieprzyjaciela jak i jego osłabienie ekonomiczne. Ważnym aktem politycznym w czasie wojny było dostanie w ręce napastników księcia oraz tych, których źródła określały wielmożami. W obliczu klęski wojennej i bezpośredniego zagrożenia swego życia książę zmuszony był do złożenia przysięgi na wierność cesarzowi, oddania kogoś ze swoich najbliższych jako zakładnika na dwór cesarski (zazwyczaj syna pierworodnego) i zobowiązania się do płacenia stałej – niejednokrotnie wysokiej – daniny. Zakładników pobierano także od tych wszystkich, którzy mogli mieć wpływ na rządy, ewentualnie pretendować do stolca książęcego.

    Jeśli książe został zabity podczas walki lub odmawiał złożenia przysięgi, zdobywcy powodowali wybór na księcia takiego człowieka, który mając mir u swoich, godził się jednocześnie na warunki najeźdźców. W ramach polityki frankijskiej leżał więc interes utrzymania władzy książęcej, wyrastającej z miejscowej arystokracji.

    Sądzić można, że w jakimś wymiarze utrzymanie na ziemiach uzależnionych władzy wielkoksiążęcej mieściło się w ramach polityki przynajmniej niektórych cesarzy frankijskich. Jednocześnie obserwowaliśmy zabiegi, zmierzające do możliwie jak największego osłabienia władzy książąt na rzecz książąt udzielnych.

    Uzależniony książę musiał dosyć często, może nawet dorocznie, stawiać się przed oblicze cesarza, nie tylko wtedy, kiedy był wzywany w związku z podejrzeniami o nielojalność. Jednocześnie na dworze cesarskim znajdowali schronienie wszyscy potencjalni pretendenci do tronu książęcego, jeśli w ramach wewnętrznych sporów dynastycznych zmuszeni byli do ucieczki z kraju. Każdy niezadowolony z władzy księcia znajdował chętne posłuchanie u dworu cesarskiego.
    Wysoki trybut, płacony przez księcia, ściągany był z owoców pracy całego społeczeństwa. Dla zniszczonych wojnami ziem był to często ciężar znaczny.

    Uzależnienie pociągało za sobą form okupacji wojskowej, jak to można by sobie wyobrazić. Grody obronne nie bywały burzone. Pozostawiano podbitym ludom wiele zewnętrzno-formalnych cech niepodległości. Nie słyszymy także o próbach narzucania religii chrześcijańskiej uzależnionym Słowianom.

    Niemniej formy i treści zależności były niezwykle uciążliwe. Wpływały one hamująco na gospodarczy, społeczny i polityczny rozwój uzależnionych ludów. Dlatego też widzimy ciągłe zrywanie się ludów połabskich do walki wyzwoleńczej. Co szczególnie interesujące – często był to wyraz woli ludu wbrew interesom księcia.

    Należy jednak podkreślić, ze sposoby, jakie stosowali Frankowie wobec ludów słowiańskich przy ich podporządkowywaniu sobie, stosowane były takie przez silniejsze państewka słowiańskie wobec słabszych. Nie jest wykluczone, że ten typ zależności zachodził w związku plemiennym Obodrytów. Pierwotnie rolę czynnika ujarzmiającego sprawowało zapewne plemię Obodrytów, później, w X w. rolę ich przejęło plemię Redarów.

    Obok stosunków wojennych i dyplomatycznych łączyły Franków i Słowian także stosunki handlowe. Wzajemna wymiana handlowa, z której przeważające korzyści ciągnęli kupcy frankijscy, służyła jednak przyspieszeniu rozwoju gospodarczego Słowian.
    Pewne aspekty tej działalności handlowej były jednak bardzo niewygodne dla władców frankijskich. Dążenia do zwiększenia kontroli nad tym handlem, a zwłaszcza chęć ukrócenia wywozu broni na ziemie słowiańskie, spowodowały wydanie przez Karola Wielkiego w 805 r. edyktu ogłoszonego w Diedenhofen.

    Paragraf 7 tego edyktu wyznacza szereg punktów, do których wolno dochodzić kupcom frankijskim. Tymi miejscowościami m.in. są: Bardowik, Magdeburg, Erfurt, Forcheim, Regensburg i Lorch. „I niech nie wiodą broni ani zbroi na sprzedaż. Bo jeśli znajdzie się u nich przewożoną, to niech będzie im zabrany cały ich dobytek i niech połowa przypadnie na skarb pałacowy, a druga połowa niech zostanie podzielona między wspomnianych dowódców (komendantów garnizonów wymienionych miejscowości – przyp. J.G.) i znaleźcę” – brzmią surowe słowa rozporządzenia. Mamy powody do przypuszczenia, że ten surowy ustęp rozporządzenia nie zawsze był przestrzegany, skoro weźmiemy pod uwagę znaleziska broni frankijskiej na połabskich terytoriach słowiańskich.

    W każdym jednak wypadku rozporządzenie z 805 r. kładło kres szerokiej i swobodnej wymianie handlowej między Frankami a Słowianami, stawiając rangę stosunków wojennych i politycznych na pierwszym miejscu.

    Wyrazem obawy przed najazdami Słowian na wschodnie ziemie Franków było wybudowanie u wschodnich granic Saksonii, na lewym brzegu Łaby długiego pasa umocnień, sięgających od ujścia rzeki Enizy do Dunaju aż po wybrzeże Bałtyku. Umocnienia te zwane „Limes saxonicus” i „Limes sorabicus” były prawdopodobnie założone przez Karola Wielkiego. Zaczynały się one w okolicach dzisiejszego Linzu, biegły brzegiem Dunaju do Regensburga (Ratysbony), dalej kierowały się na północ i docierały do brzegów Regnicy w pobliżu Norymbergi. Dalej od ujścia Regnicy do Menu przecinały wielką wtedy puszczę – Las Frankoński – i dochodziły do Erfurtu. Od tego miejsca brzegami Sali i Łaby osiągały Bardowick, skąd zwracając się na północny wschód biegły brzegiem Traweny (dziś Trave) a dalej Święciany do Morza Bałtyckiego.

    Wymienione już wyżej punkty, do których mogli docierać kupcy frankijscy były właśnie umocnionymi bastionami na Limes saxonicus, siedzibami dowódców poszczególnych garnizonów. Pas umocnień dzielący posiadłości frankijskie od słowiańskich spowodował ostateczną stabilizację osadnictwa słowiańskiego nad Łabą i pohamował parcie Słowian na zachód. Stał się także wygodnym punktem wyjściowym dla agresywnych poczynań Franków w kierunku wschodnim. Dowódcy garnizonów pogranicznych czuwali nad „lojalnością” ujarzmionych plemion słowiańskich i prowadzili akcję szpiegowską na ich ziemiach.

    Nie wiemy jak długo Limes saxonicus stanowił aktywną barierę militarną. Należy przypuszczać jednak, że już w 80 latach IX w. jego znaczenie zaczęło upadać. W połowie XI w., jak wiemy z relacji Adama Bremeńskiego (Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum II, 18), pamięć o limesie jeszcze nie zgasła i można było odszukać jego ślady w terenie. Nie posiadał on już jednak znaczenia militarnego, mimo że XI w. był okresem wielkiego wzrostu znaczenia politycznego i wojskowego Obodrytów i Wieletów.

    Począwszy od wstąpienia na tron Henryka I (918 r.) rozpoczęła się nowa fala najazdów niemieckich, zapoczątkowanych kiedyś przez Karola Wielkiego i zaniechana po śmierci Ludwika Niemieckiego. Walki te, prowadzone ze zmiennym szczęściem przechylały szale zwycięstwa raz na stronę niemiecką, raz na słowiańską. W zasadzie jednak Słowianie znajdowali się w defensywie. W toku tych walk dochodziło do jednoczenia się przeciw Niemcom obydwu dawniej wrogich związków – wieleckiego i obodryckiego.

    Grupa plemion serbskich została jeszcze w pierwszej połowie X w. ujarzmiona całkowicie przez Niemców. Ważnym wrogiem Słowian zachodnich stało się około połowy X w. księstwo Polan, dążące do aneksji terytorialnej od strony wschodniej. Wieleci jednak jednoczyli się też z Niemcami w walce przeciw władcom Polan.

    Dzieje upadku Słowian połabskich wykraczają chronologicznie poza ramy przyjęte w niniejszym opracowaniu. Ostateczny upadek ich następuje bowiem dopiero w XII w., aczkolwiek wyraźne jego znamiona zarysowały się u schyłku wieku XI. Przyczyn upadku i podboju Słowian połabskich dopatrywać się można przede wszystkim w ich słabości ustrojowej. Rozwijająca się początkowo instytucja wielkiego księstwa, powstająca w ramach związku plemion upadła już w połowie IX w. Umocniły się także siły odśrodkowe, na co wskazywaliśmy już wyżej. W obrębie poszczególnych związków plemion zarysowały się różnice zdań, prowadzące niekiedy do wojen pomiędzy poszczególnymi przedstawicielami związku. Czego nie mógł dokonać oręż wroga, czyniła waśń międzyplemienna. Nadmiernie rozbudowana rola wiecu ludowego była już w tych czasach zdecydowanym anachronizmem i powstrzymywała rozwój silnej, scentralizowanej władzy książęcej, która by mogła zapewnić Połabianom silną pozycję polityczną i militarną.

    Aneksja niemiecka po połowie X wieku zmienia nieco swoje metody w porównaniu z epoką karolińską. Obok klasycznych sposobów ujarzmiania przez nakładanie trybutu i branie zakładników, mają tu miejsce i konkretne zabory terytorialne, w ślad za którymi następowali osadnicy niemieccy. Grody słowiańskie bywały obsadzane załogami niemieckimi, a świątynie pogańskie równane z ziemią. Pogaństwo, system wierzeń religijnych Słowian połabskich, stanowiło niewątpliwie ten czynnik ideologiczny, który sprzyjał tendencjom odśrodkowym. Z relacji kronikarzy wiemy, że każde, najmniejsze plemię posiadało swoje odrębne bóstwo i jego świątynię. Podczas wypraw wojennych noszono posągi bóstw, otoczone specjalną opieką.

    Zachowały się stosunkowo późne opisy świątyń i obrzędów pogańskich u Słowian nadłabskich, bo pochodzące z XI wieku. Biorąc pod uwagę konserwatywność kultów religijnych można odnieść charakterystykę tych kultów do czasów z VIII-IX w.
    W okresie około połowy X w., kiedy w związku wieleckim zaczęło się wysuwać na czoło plemię Redarów, również bóstwo tego plemienia, Swarożyc, czczony w głównym ich grodzie Radogoszczy, uważany był za najważniejszego boga całego związku wieleckiego. Według relacji Thietmara Marseburskiego Radogoszcz leżała pośród wielkiego lasu nad brzegiem Jeziora Doleńskiego. Las był uważany za poświęcony bóstwu i przez to nietykalny. Do grodu prowadziły trzy bramy, z których dwie były powszechnie dostępne, a trzecia wychodziła na brzegi jeziora. Wewnątrz grodu była tylko świątynia drewniana, której ściany spoczywały na fundamentach z rogów dzikich zwierząt.

    Zewnętrzne ściany świątyni pokryte były staranną płaskorzeźbą, pokazującą wizerunki bogów i bogiń. Wewnątrz świątyni znajdowały się postaci bóstw, zbrojne w straszliwe hełmy i pancerze, a każdy miał wyryte u spodu imię. Pierwsze miejsce wśród tych bogów zajmował Swarożyc, cieszący się największym nabożeństwem. W świątyni przechowywano też sztandary bojowe, zabierane stąd jedynie podczas wypraw wojennych.

    Dla sprawowania kultu powołani byli osobni kapłani. Podczas składania ofiar i sprawowania obrzędów religijnych tylko kapłanom wolno było pozostawać w pozycji siedzącej, podczas gdy wszyscy inni musieli stać. Dużą wagę przypisywano wynikom wróżb, sprawowanych przez kapłanów. Każde zamierzone przedsięwzięcie, jeśli nie uzyskało pomyślnej wróżby, było zaniechane. Uważano także, że ilekroć zagrażają im niebezpieczeństwa długiej wojny domowej, wychodzi z jeziora dzik o spienionym pysku i tarza się w nadbrzeżnych mokradłach.

    Ważną rolę przy wróżbach spełniał święty koń. Motyw świętego konia odgrywał ważną rolę nie tylko u Słowian połabskich, ale także u plemion pomorskich, jak to widzimy z innych wzmianek. Wojska wyruszające na wyprawę wojenną składały obowiązkowo cześć bóstwom, a po szczęśliwym powrocie obdarzały bóstwa darami zdobycznymi. Noszone w wyprawach wojennych posągi bóstw strzeżone były w sposób nadzwyczajny. W znanym wypadku, kiedy podczas przeprawy przez rzekę jeden z posągów utonął, zatonęło z nim razem 50 wojowników, mających na celu wyłączną obronę posągu bóstwa.

    Ta ważna rola kultu religijnego spowodowała, że w walkach ze Słowianami starano się niszczyć przede wszystkim ich ważniejsze ośrodki kultowe. Zniszczenie świątyni Swarożyca w Radogoszczy w 1067 r. stało się przyczyną osłabienia ideologicznej przewagi Redarów a także jednym z czynników, który przyczynił się do upadku związku Wieletów.

    O wierzeniach Słowian obodryckich pisze obszerniej Helmold, dziejopisarz z XII w. Jego zapiski odnoszą się do czasów wcześniejszych. Pisze on tak: „Prócz bowiem gajów i bogów domowych najpierwszą i szczególną cześć odbierali: Prowe, bóg ziemi stargardzkiej, Siwa, bogini Połabian i Radigost, bóg ziemi obodryckiej. Na służbę im poświęceni byli kapłani. Przynoszono im różne ofiary i rozmaitą cześć religijną im oddawano. Kapłan podług wskazania losów przeznaczał uroczystości, jakie na cześć tych bogów odprawiać miano. I wtedy schodzili się ludzie z żonami i dziećmi i bogom swym składali ofiary z wołów i owiec, a wielu i z ludzi chrześcijańskich, tych krew, bowiem, jak tłumaczyli, szczególniej podobała się bogom.

    Po zabiciu bydlęcia kapłan krwi jego kosztował, by się zdolniejszym stać do przyjęcia wyroku boskiego; wielu bowiem mniema, że duchy diabelskie łatwiej krwią się wywołują. Po przyniesieniu ofiary podług zwyczaju lud oddaje się ucztom i weselu. Istnieje u Słowian dziwny przesąd; w czasie uczt bowiem i pijatyki obnoszą czarę ofiarną i na nią zlewają w imieniu bogów, to jest dobrego i złego słowa, nie powiem błogosławieństwa, lecz poddaństwa. Wyznają bowiem, że jak pomyślność od dobrego boga, tak nieszczęście od złego pochodzi. I dlatego też złego boga nazywają w swym języku Diabol albo Czerneboch, to jest czarny bóg”.

    W późnych dziejach Słowian połabskich w XII w. doniosłą rolę odgrywała świątynia Światowita w Arkonie na Rugii, siedzibie plemienia Ranów. O plemieniu tym dowiadujemy się późno w źródłach pisanych, bo dopiero w XI w. Wcześniejsze milczenie źródeł na ten temat wynika z faktu, że Ranowie nie należeli do związku plemion obodryckich ani wieleckich i nie brali udziału w walkach przeciw Niemcom. Po raz pierwszy pojawili się zresztą w źródłach jako czasowi sprzymierzeńcy Niemców. Kult Światowita należał do wysoko zorganizowanych wierzeń pogańskich.
    Był on bóstwem państwowym, posiadającym stały, zorganizowany stan kapłański z arcykapłanem na czele. Rozwinęła się tam zresztą swoista odmiana teokracji, gdzie czynnikiem cementującym jedność plemion Ranów było bóstwo państwowe, Światowit. Posiadał on własną, doborową drużynę wojskową, biorącą w jego imieniu udział w walkach. Była więc to szczególnie żywa forma abstrakcji.
    Znaczenie Światowita w ostatniej fazie dziejów Słowian zachodnich było olbrzymie. Wokół kultu tego bóstwa cementowała się świadomość narodowa tych ludów i ich wola oporu przeciw chrześcijaństwu oraz zaborowi germańskiemu. Miarą popularności bóstwa może być fakt, że nawet chrześcijański król Danii Swen (1146-1157) przysłał dary Światowitowi.

    W roku 1168 Waldemar Duński zaatakował koncentrycznie Rugię, będącą zresztą groźnym gniazdem korsarstwa słowiańskiego na Bałtyku. Świątynia Światowita została zdobyta i zrównana z ziemią. Był to ostatni i decydujący cios zadany Słowianom zachodnim.

    Na obszarze między Łabą i Salą a Odrą i Nysą Łużycką zachowały się po dzień dzisiejszy liczne nazwy miejscowości o słowiańskim brzmieniu, świadczące o pobycie tu ludności słowiańskiej. Jedynym żywym reliktem jest grupa słowiańskich Łużyczan, zamieszkujących na wschód od Drezna, wokół miejscowości Budziszyn (Bautzen). Ludność ta zachowała po dzień dzisiejszy swój język, wiele obyczajów a częściowo i kobiecy strój ludowy.

    Wielowiekowa polityka wynarodowienia nie zdołała przełamać ludności łużyckiej. W Budziszynie nazwy ulic są dwujęzyczne – słowiańskie i niemieckie. Wychodzą książki i czasopisma łużyckie, istnieje specjalny Instytut Naukowy (Institut za Srbski Ludospyt), zespoły śpiewacze i taneczne w strojach ludowych.

    Po innych grupach słowiańskich, wobec akcji germanizacyjnej zostały tylko wspomniane historyczne nazwy miejscowe i ślady archeologiczne. W Niemczech wilhelmowskich i hitlerowskich niechętnie zwracano uwagę na słowiańskie zabytki międzyrzecza Łaby i Odry. Te, które bywały wykopywane, chowano w czeluściach magazynów muzealnych.

    Zmiana w tym zakresie nastąpiła dopiero po II Wojnie Światowej. Przystąpiono tam do planowych badań nad starożytnościami słowiańskimi, rejestracji grodzisk i cmentarzysk.

    Obraz, jaki rysuje się w świetle inwentaryzacji i naniesienia na mapę grodzisk z VIII, IX i X wieku jest bardzo interesujący. Na wszystkich terenach zasiedlonych przez ludy słowiańskie obserwujemy znaczne zagęszczenie drewniano-ziemnych grodów obronnych. Koncentrowały się one zwłaszcza na terenach nadających się do uprawy rolnej, omijając zwarte obszary puszczańskie i jałowe gleby.
    Ilość zarejestrowanych grodzisk przekracza znacznie cyfry, podawane przez „Geografa Bawarskiego” dla poszczególnych plemion. Stąd można wnioskować, że owe grody („civitates” w tekście oryginalnym) oznaczają te ośrodki grodowe, które były istotnymi centrami administracyjnymi plemion połabskich.

    Położenie grodów jest zazwyczaj wysoce obronne. Lokują się one na wyspach jezior, półwyspach, w rozlewiskach rzek, na kępach między bagnami.

    Znamy również cmentarzyska. Są to prawie wyłącznie ciałopalne groby, zawierające skromne wyposażenie. Obok grobów płaskich spotykamy także groby kurhanowe.

    Na całym terenie międzyrzecza Łaby i Odry nie widzimy w VII-IX w. prawie żadnych materiałów, związanych z pobytem ludów germańskich, wyłączając importy, jakie dostawały się tu drogą handlu.

    W materiałach archeologicznych żywioł germański najwcześniej zarysowuje się na odcinku między górną Łabą a Salą. W stwierdzonych wypadkach jest widocznym, jak zabytki germańskie nawarstwiają się na stare materiały słowiańskie. Proces ten odpowiada najzupełniej obrazowi, jaki widzimy w świetle źródeł pisanych.

    Na terytorium między Dolną Łabą a Odrą zabytki germańskie pojawiały się znowu znacznie później. Obfity ich napływ możemy obserwować dopiero w XIII w. Od VI aż do schyłku XII wieku królują tu zdecydowanie materiały archeologiczne słowiańskie.

    Drzewianie

    To jedno z najbardziej wysuniętych na zachód plemion słowiańskich. Zamieszkiwali puszcze na zachodnim brzegu Łaby. Należeli do Związku obodryckiego. Około 900 roku pokojowo podporządkowli się Niemcom, dlatego nie doszło do ich ludobójstwa, a język słowiański na ich terenie przetrwał do początku XIX wieku. Obecnie ich teren plemienny nazywa się Lueneburger Heide albo Wendland i jest położony na południe od Hamburga.

    Niklot (zm. 1160) – książę obodrycki. Niklot walczył z Niemcami i Duńczykami o wolność swego ludu. Jedyny słowiański władca, który pokonał wyprawę krzyżową i powstrzymał przymusową niemiecką akcję chrystianizacyjną. Zginął w czasie bitwy pod Orłem (dziś Wurle?) w 1160 r. Od jego syna, Przybysława (Pribislav), wywodzi się dynastia książęca panująca w niemieckiej Meklemburgii do 1918 roku.

    Wagrowie

    – najdalej na zachód wysunięte nadmorskie (Wagria nad Bałtykiem) plemię połabskie, odłam Obodrytów, graniczące od zachodu z germańskimi Nordalbingami. Główny ośrodek – Starogard, u Adama z Bremy Aldinburg, dziś Oldenburg w Niemczech. Podbite przez Niemców i stopniowo od XII wieku kolonizowane (ok. 1140 Adolf II Holsztyński wciela w życie plan zasiedlania ziem Wagrów przez osadników niemieckich)

    Redarowie

    – średniowieczne plemię słowiańskie należące do wieleckiej grupy plemion – Związku Wieleckiego – często w nim dominowali. Uznane przez kronikarzy za najbardziej wojownicze spośród plemion wieleckich. Zamieszkiwali u źródeł Dołęży. Głównym grodem był Radogoszcz – miejsce kultu m.in. boga Swarożyca .

    Stodoranie

    – średniowieczne plemię słowiańskie zamieszkujące dorzecze rzeki Hawela – prawego dopływu Łaby. Do tej samej grupy plemiennej obok Stodoran zaliczano plemiona: Nieletycy, Doszanie, Zamczycy i Płoni. Centralnym grodem Stodoran była Brenna podbita przez Albrechta Niedźwiedzia w 1157. Zmieniono wówczas nazwę Brenna na Brandenburg a okoliczne ziemie nazwano Brandenburgią.

    Czrezpienianie, Czrezpieczanie, Czerezpieczanie, Czerespienianie – średniowieczne plemię słowiańskie należące do grupy plemion wieleckich (Związek wielecki). Zamieszkiwali między Reknicą (dziś Recknitz) i Pianą (obecnie Peene). W 1151 razem z Chyżanami zbuntowali się przeciwko władcy Niklotowi. Po wojnie domowej Związku Wieleckiego (1057-1060) dostali się pod władzę Obodrzyców.

    Ranowie

    inaczej Rugianie (z niem.) albo Rujanie, zachodniosłowiańskie plemię połabskie zamieszkujące we wczesnym średniowieczu wyspę Rugię i pobliskie ziemie na stałym lądzie (obecnie Meklemburgia-Pomorze Przednie w Niemczech). Plemię posiadało dwie stolice: władyki świeckiego w Gardźcu (niem. Garz, obecnie: Garz/Rügen) oraz arcykapłana (żercy) kultu pogańskiego boga Świętowita (połabski Svątevit czytaj swantewit) w Arkonie – jednym z najznamienitsztych sanktuariów słowiańszczyzny zachodniej. Ten ostatni bastion Słowian zachodnich został zniszczony przez wojska pod wodzą duńskiego króla Waldemara I Wielkiego i biskupa Roskilde Absalona w 1168 roku. Ranowie zostali ochrzczeni a ich terytorium włączone do diecezji Roskilde bullą papieża Aleksandra III w roku 1169. Ówczesny wódz Ranów Tesław złożył hołd królowi i stał się pierwszym wasalnym wobec Danii księciem rugijskim. Ostatnia kobieta władająca językiem Ranów, Hulicina, mieszkająca na Rugii zmarła w 1404 roku.

  21. MatkaPolka said

    KSIĘSTWO RUGIJSKIE/RAŃSKIE

    * 1168-1325 księstwo wasalne królów Danii:
    o 1162-1170 Tesław
    o 1170-1218 Jaromar I
    o 1218-1236 Barnut razem z Wisławem I
    o 1218-1249 Wisław I
    o 1249-1260 Jaromar II
    o 1260-1302 Wisław II razem z Jaromarem III
    o 1264-1283 Jaromar III
    o 1302-1325 Wisław III na Rugii
    o 1302-1304 Sambor w Stralsundzie

    * od 1325 do książąt (zachodnio)pomorskich jako księstwo wołogosko-rugijskie, albo rugijsko-bardowskie:
    o 1325-1326 Warcisław IV
    o 1326-1368 Bogusław V, Warcisław V, Barnim IV
    o 1368-1372 Warcisław VI, Bogusław VI
    o 1372-1394 Warcisław VI
    o 1394-1415 Warcisław VIII
    o 1415-1432/36 Świętobor II
    o 1432/36-1451 Barnim VIII
    o 1451-1457 Warcisław IX
    o 1457-1478 Warcisław X
    * od 1474 w składzie ks. wołogoskiego
    * od 1478 w składzie ks. (zachodnio)pomorskiego
    ARKONA (niem. Kap Arkona)

    – skalisty przylądek w skrajnie północnej części Rugii (Meklemburgia-Pomorze Przednie).
    We wczesnym średniowieczu centralny gród obronny zachodniosłowiańskich Ranów na trudno dostępnym wąskim cyplu półwyspu Wittow, broniony od lądu podkowiastym wałem i fosą. Znany ośrodek kultu pogańskiego boga Świętowita (połabskie: Svątevit, czytaj swantewit). Świątyni Świętowita (kąciny) strzegła stała załoga licząca 300 wojów, podległych arcykapłanowi. W świątyni znajdował się skarbiec Świętowita, będący właściwie skarbcem państwa Rugian. Po splądrowaniu (1067/1068) a następnie zniszczeniu (1125) Radogoszczy Arkona stała się najważniejszym miejscem kultu religijnego Słowian nadbałtyckich. Została zdobyta i zniszczona w 1168 przez króla duńskiego Waldemara I.

    Radogoszcz (Retra)

    wymieniany również jako Radegost, Riedigost (niem. Redigast, Radigast, Rethra) – główny ośrodek polityczny Redarów oraz centrum kultu Radogosta-Swarożyca; współcześnie Alt Rehse – wieś w Niemczech k. Neubrandenburga (Meklemburgia-Pomorze Przednie), nad jeziorem Tollensesee. Znany z opisów niemieckich kronikarzy:

    * w XI wieku – Thietmara z Merseburga i Adama z Bremy,
    * w XII wieku – mnicha Helmolda z Bosau (Slawenchronik w oparciu o relacje Adama z Bremy).

    Najdokładniejszy opis grodu, a przede wszystkim świątyni, pochodzi z kroniki Thietmara:

    Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona.

    Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem.

    Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów.

    Kalendarium

    * 957 – cesarz Otto I prowadzi wyprawę przeciw Redarom,
    * 965 – pierwsza pisana wzmianka o okolicy,
    * 1002 – Thietmar, biskup merseburski w swojej kronice opisuje gród (Redigast lub Radigast), gdzie Redarowie oddawali cześć Swarożycowi,
    * 1018 – powstanie Obodrzyców pod wodzą kapłanów z Retry,
    * 1066 – zryw plemion Związku Wieleckiego; rzekome złożenie w ofierze Radogostowi głowy schwytanego biskupa meklemburskiego Jana (Johannesa),
    * zimą 1067 na 1068 – biskup Burchard z Halberstadt prowadzi wyprawę wojenną przeciw Wieletom, zdobywa i pustoszy kraj Redarów (w tym Retrę) i powraca do Saksonii na świętym rumaku Swarożyca,
    * 1125 zburzenie grodu przez wojska króla niemieckiego Lotara III Saskiego

    Świętowit (na zdjęciu posąg wykopany ze Zbrucza, znajdujący się w muzeum w Krakowie).(nazwy połabskie: Svątevit, błędnie Światowid; w źródłach Zvanthevith, Sventevith – w bezpośrednim tłumaczeniu Pan Świętej / Nadprzyrodzonej Mocy) to główne bóstwo czczone przez plemię Słowian połabskich – Ranów zamieszkujące na Rugii w grodzie Arkona.

    Relacja duńskiego kronikarza, Saxo Grammaticusa zawarta w dziele Gesta Danorum podaje, że w tamtejszej świątyni przedstawiać boga miał posąg olbrzymiej, człekopodobnej istoty o czterech twarzach. W prawej ręce trzymać miał róg, który kapłan podczas świąt napełniał winem w celu odprawienia wróżb. Uważany za boga najwyższego – pana niebios, także lasu, słońca, ognia, urodzaju i prawdopodobnie wojny.

    Pewne elementy posągu w Arkonie mają swoje ścisłe odpowiedniki w słynnym idolu zbruczyńskim (znalezionym w 1848 r.), który obecnie znajduje się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie.

  22. NICK said

    Przepraszam, że tak trywialnie.
    Za tzw. socjalizmu był klub sportowy: Arkonia Szczecin.
    Pamięć jest. W różnych postaciach. Amen.

  23. bart_w said

    To ja tez trywialnie. Jak Prasłowianie okręty stroili (rozdział z książki „Terra Incognita)

    Jak Słowianie szkuty stroją

    Miejsce, gdzie powstawały najzacniejsze łodzie i korabie, nie wyglądało obiecująco. Ot, trzy budy, jedna duża, dwie mniejsze, i cała masa drewnianych części, czy odpadów, zalegająca plac pośród zabudowań. Jednak o cudach wychodzących spod siekier tutejszych szkutników opowiadano legendy. Stary majster z toporkiem w dłoni powiódł Miszkę i druhów jego do składu drewna.
    – Tutaj, panie, złożone są kloce z twardego drzewa, to jest buk, dąb, grab i jesion. Z nich sporządza się szkielet okrętu. Tam jest drewno tańsze i obyczajniejsze, z którego wyrabia się mniej znaczące części. Deski na poszycie leżą po przeciwnej stronie szopy i właśnie nasiąkają dziegciem, coby nie zmurszały w słonej wodzie.
    Trzeba wam wiedzieć, co nie każde drzewo zdatne jest do budowy okrętu. Takie, co rośnie w lesie niedobre, nie zahartowane przez wiatry i burze, bo osłonięte innymi drzewami. Nam wybierać drzewa rosnące na otwartej, wietrznej przestrzeni, albowiem przez żywot swój cały gną się i nieustannie walczą z wiatrem, przeto ich drewno zaprawione jest tak, jak wój zaprawia się w nieustannym boju, czy ćwiczeniach wojennych.
    Deski na poszycie drze się toporem. Odmiennie od desek na stoły, ławy, czy siedziska, które można rżnąć piłą. Rzaz piły idzie na wprost, przecinając włókna deski, przez co materiał osłabia się znacznie. W deskach dartych, włókna biegną przez całą długość nienaruszone, i wedle tego deska taka o wiele mocniejsza jest i wytrzymalsza niż drewno na domowe sprzęty. A poszycie pracuje wszak na równi ze szkieletem łodzi. Chcąc mieć drewno równomierne i jednakie, tnie się pień promieniowo, od środka na zewnątrz. Jeśli chcemy mieć deski jak najszersze, drzemy kloc przez całą szerokość.
    – To czego służy ta dziwna siekiera, obsadzona na skos? – zapytał Mirko.
    – Tym narzędziem wykańczamy już złożony i pokryty kadłub okrętu. Gdyby cieśla czynił to obyczajnym, prostym toporem, wnet zdarłby sobie skórę na wierzchu dłoni.
    Tu w tej kadzi moczy się w gorącej drzewnej smole sznur konopny i lniany. Spójrzcie. Każda deska poszycia posiada wyżłobiony dłutem rowek, do którego wciska się przygotowany sznur jako szczeliwo. Potem poszywa się pokład deskami na zakładkę. Wasz korab winien mieć nie jeden, a dwa rowki u każdej deski, jako że nie znacie, po jak srogich morzach żeglować wam przyjdzie.
    Poszycie pokładu mocujemy szpuntami rozdwojonymi u każdego końca, w które to wyżłobienia wbija się następnie kliny. W tym oto garncu owe kołki gotują się w lnianym oleju przez wiele dni. Każdy szczegół deski wynikły z kształtu drzewa, a to sęk, kołek, krzywizna, czy wyrośnięta gałąź, użyty jest jako łącznik.
    – Czemu nie zbijacie gwoźdźmi?
    Żelazo w morskiej wodzie pożera rdza. Krom tego, gwoździe są droższe niż srebro. Żelaznymi kotwami łączy się jeno części nie narażone na ciągłe zamoczenie wodą. Ot, choćby ta stępka, złożona z dwóch kawałków na wpust. Tak samo położone jest to wzmocnienie, które my zwiemy nadstępką, a Norscy kiilsonem. Tu przechodzą cztery bolce, poprzez kwadratowe podkładki na obydwóch końcach, a rozklepane młotem. Poszycie mocowane jest zarówno na szpunty, jak i na wiązania smolnym sznurem.
    – Widzieliśmy to w arabskiej łodzi zwanej dhou.
    – Tak samo budują swoje drakkary ludzie Norscy. Nasze łodzie są jednak większe i masywniejsze od norskich szkut i bez trudu na pół je rozjeżdżają w morskiej walce. Na wojenny okręt Obodrzytów wchodzi do pięćdziesięciu ludzi i kilka koni, podczas gdy w drakkarach miejsca na konie nie masz.
    – To już wiemy. Ale jakże to powiadacie, że na Obodrzyckie łodzie. To wy sami nie z Obodrzytów?
    – Nie, panie, jam z Wilczego rodu od włodyki Basiora. Z Radogoszczy, gdzie się Wistla rozwidla. Samiście mnie tu osadzili kilka lat nazad, gdy od Danów bronić nam się przyszło, pomnicie?
    – Pamiętam. Z Welcami łączy nas przyjaźń i przymierze wieczne. Basior w zdrowiu i powodzeniu?
    – Nie znam, panie. Domam nie był od tamtego czasu. Roboty huk, nadążyć nie sposób. Mam mówić dalej?
    – Prawcie, proszę.
    – Większe statki mają pokład kryty na dziobie i w tyle, w przeciwieństwie do długich łodzi Norskich, lubo Wariagów, które otwarte są na całej długości. Jak tu widzicie, rufa zakończona jest szpiczasto, co daje możebność łacnego wycofania okrętu w walce bez potrzeby zawracania. Wzmocnienie na zewnątrz poszycia biegnące równo ze stępką, chroni dno przed zatarciem podczas osadzania statku na piachu wybrzeża albo na mieliźnie.
    Tu, z boku, jest obły występ z orzecha, albo innego twardego drzewa… Akurat ten jest z grabu. Obyczajnie staramy się grabu unikać, albowiem drewno to jest tak twarde, że tępi i niszczy narzędzia. Otóż ta część nazywa się cyc i służy do mocowania wiosła sterowego, albo dwóch, po obydwu burtach.
    – Kitaje mają płetwę steru założoną na stałe żelaznymi okuciami, jak wierzeje od stodoły, a poruszaną łańcuchem.
    – Powiadałem, iż żelazo rdzewieje. Nie znam, kto to są Kitaje, chociem o Arabach słyszał. Przybywają do nas po jantar, a przywożą złoto i korzenie. Bydlęta ich dziwaczne, koślawe, garbate, ryczą i plują. I łapy durno stawiają, po jednej stronie na przemian, za przyczyną czego grzbietem kolebią jak kaczka kuprem. Konie ich się boją.
    Co do waszej barki. Jam ongiś był na oceanie i znam tamte wody. Norscy wypuszczają się tam nierzadko na zupełnie małych łupinkach, ale to dzicy ludzie. Wam trzeba wygodniejszej łodzi. Ponieważ obyczajna fala sięga tam pięćdziesięciu stóp albo i więcej, okręt winien być jak najdłuższy. Jednak, jako prawicie, załoga ma być nie większa jak ośmiu ludzi, przeto zbyt długi statek byłby dla was trudny w prowadzeniu. Mniemam, co wasz będzie wzdłuż na około stu stóp po wodzie, a szeroki może na dwadzieścia, czy trzydzieści. Poszycie na szpunty i podwójne powrozy…
    – Sworznie z brązu i gwoździe, gdzie trzeba, okucie stewy takoż z brązu – wtrącił Mirko.
    Szkutnik spojrzał na niego z uwagą.
    – Brąz droższy, jak żelazo, ale chociaż nie rdzewieje. Pokrycie pokładu na całej długości, a zanurzenie, dumam, będzie od sześciu do dziesięciu stóp, zależnie od ładunku. Balast kamienny uzupełnimy beczkami na wodę. W miarę jak będzie jej ubywać, uzupełnicie wodą morską, coby stabilności nie zatracić.
    – Kamienie zalejemy rzymską zaprawą. Wtedy ciężar ułoży się równo po całym dnie – przerwał znów Mirko.
    – Dobrze dumasz, młodzieńcze. Czy sam zbudowałeś kiedyś łódź lub statek?
    – Nie, panie, alem odnowił kiedyś dużą żaglową łódź piratom zabraną.
    – Będzie przeto jako każesz. Dwie izby nadbudowane na pokładzie, jedna u dziobu, druga u rufy, przy czym na kryszy tej tylnej będzie miejsce dla dwóch sterników. Ładownie na spyżę, piwo i jeśli kupczyć będziecie chcieli, takoż na towar. Na śródokręciu piaskownica z otwartym paleniskiem, cobyście uchę gotować mogli i ryby na kamieniu smażyć, lubo na żelaznej płycie. Może uda się też gdzieś wcisnąć chlebowy piec, ale tego nie obiecuję.
    – A ożaglowanie? – zapytał Miszka.
    – Maszt z sosny czerwonej z krainy wschodniej, na pięćdziesiąt albo sześćdziesiąt stóp wysoki, żagiel szeroki, jak u Norskich, z czterema brasami.
    – Przedni pochyły maszt jak u Rzymian?
    – Nie znam tego sposobu, ale wola wasza. Wioseł sześć, ale jedynie na osobliwe potrzeby. Machina jakaś obronna na dziobie?
    – Nie frasujcie się machiną. Ten Niemiec będzie nam za machinę. Może sami postawim balistę, a może i nie. O greckich ogniach słyszeliście?
    – Nie wiem, o czym prawicie. Nigdym jeszcze takiego korabia nie stroił, ani ja, ani żaden z ludzi moich. Były większe, ale nigdy kryte pokładem na długości całej.
    – Ile wam czasu weźmie, by skorupę na wodę spuścić?
    – Nie znam, panie. Pracy u nas, jakem prawił, moc. Może więcej ludzi najmę i jeślibym rozpoczął w tym miesiącu, późną wiosną już na wodzie możnaby maszt stawiać i olinowanie ciągnąć. Ale gdzie tu ludzi teraz iskać?
    – Mirko przywiedzie od Basiora…
    – Welcy ludzie mają swoje własne stocznie, w których więcej kryp staczają niż Obodrzyci, choć nie tak wielkie. Roboty dla nich dość na miejscu.
    – Mamy zatem swoich, co bezczynnie stoją. Sarmaci.
    Dziadek skrzywił się.
    – Sarmaci, ludek zmyślny, ale do roboty łajdaki. I morza nie znają.
    – Jest u nas więcej dwudziestki rzymskich żołnierzy – wtrącił Mirko – Daże i teraz z nami ich dziesiątka. To budowniczowie zacni i z rycin czytają. W czasie pokoju cesarz używa ich do postrojek rozmaitych. Jest też trochę Niemców. Oni pracę miłują. Chcecie?
    – Być może. Dajcie podumać.
    – Oszacujcie zapłatę.
    – Trudno będzie w tej chwili uczynić to rzetelnie. Drzewo dam wam najlepsze, odleżałe pięć lat, a w dziegciu z pół roku i roboty, rzeknijmy, dla dwudziestu pięciu ludzi przez sześć miesięcy… w denarach będzie prawie pięćdziesiąt tysięcy, ale powiadaliście, że aureusy macie. Pół talentu winno chwacić. Jeno chcecie udziwnień rozmaitych, gotujcie się więc na blisko trzy czwarte talentu. Jeśli sami opłacacie własnych ludzi, kosztów rzecz jasna oszczędzicie.
    – Kładźcie stępkę. Nie oszwabicie nas, a i my krzywdy waszej nie wolim. Mirko, jedź po ludzi.
    – Zaczekajcie. Ilu?
    – I trzydziestkę wam zbiorę.
    – Piętnastu dajcie na teraz. Resztę znajdę w okolicy.
    – Za dziesięć dni będą. Zaczynajcie.
    – Jutro zatem kładę stępkę. Tylną stewę pociągnę na sześć stóp nad pokład, coby sterników od wichru osłonić. Z przednią poczekam, bowiem rzec mi musicie, jako ten wasz rzymski maszt osadzon być winien.
    – Zadatek jakiś żądacie?
    – Wedle uznania waszego. Wierzę wam, a z głodu jeszcze nie zdycham.
    Mirkowy konik biegł wytrwale dzień i pół nocy. Trzeciego dnia wały grodu Wrocławia wyłoniły się z jesiennej mgły. Zleciwszy werbunek Wiesławowi, Mirko złożył się na spoczynek razem ze swym koniem w ciepłej stajni na czystej, świeżej ściółce.

  24. NICK said

    Ludzież! Słuchajta.
    Jegomości – Barta.
    Zacny jest to Człowiek.
    Bez! Mrużenia. Powiek.

  25. bart_w said

    rumieniec zażenowania

  26. NICK said

    (25) Szanowny P. Bart.
    NIE! Zażenowania.
    Ani też ‚rumieniec’.
    Nieźle się Pan ‚skłania’… .
    Lecz – dla Pana ‚wieniec’!

  27. Przecław said

    dot.4 Marucha
    I chwała Panu za to, proszę nie z’chodzić z tej drogi, zwłaszcza, że żyjemy w czasach wściekłej kampanii zmierzającej do odebrania nam historii, co jest koniecznym etapem ostatecznego zniewolenia. Takiej antypolskiej wścieklizny nie było nawet w czasach zaborów. Szatan-wróg Polaków i Słowian lubi także ubierać się w ornat i ogonem na msze dzwonić, przykładem niejaki „Andrzej Nowak” – „profesor”, a jakże, ostatnio nawet wysuwany na prezydenta Polregionu Eurosojuza /już nie pomnę czy przez pisowskich hipokrytów czy przez kogoś innego/..
    Dzięki Bogu /to chyba cud/ pojawiają się tacy ludzie jak Białczyński, Kossakowski, a także Szubert-opolczyk, który ma dużą zasługę w promowaniu tematów słowiańskich, obecnie wschodzi gwiazda właściciela blogu „Wspaniała Rzeczpospolita”, życzmy im owocnej pracy i sukcesów.

  28. Marucha said

    Re 27:
    Powinno się publikować książki. Niechby nawet złożone z artykułów zamieszczanych na Internecie.
    Internet to medium ulotne. Strony znikają, przenoszą się, zdjęć wklejanych w gajówce już często nie ma… niewidzialna cenzura działa…
    Książka ma największe szanse na przetrwanie.

  29. Boydar said

    Taką książkę można by przecież taśmą samoprzylepną zaczepić na monitorze i lecim na Szczecin.

    Przecież dzisiaj mało kto umie czytać, Panie Gajowy !!! Trzeba by jakąś instrukcję obrazkową dodać, co się z taką książką właściwie robi. Szkoła by się jakaś przydała, nawet podstawowa …

  30. Luxeuro said

    Wpisy tutaj na temat naszej historii są bezcenne. Sporo tego materiału znajduje się w rożnych mało wydanych lub trudno dostępnych książkach.

    Tak że jeszcze raz szczerze dziękuje Gajowemu za prace na swojej stronie i wysiłku ludziom takim jak MatkaPolka

  31. Marucha said

    Re 30:
    Wie Pan, co jest dla mnie wyrazem uznania i swoistą formą podziękowania?
    Zdziwi się Pan.
    To bezsilne w swej wulgarności i prymitywizmie wpisy (i emaile) od antypolskich kanalii, jakie dostaję. Czasami, dla rozrywki, wpuszczę jakiś na forum.
    Oznacza to bowiem, że gajówka komuś bardzo przeszkadza. A więc nie jest tak całkiem bez znaczenia, choć daleki jestem od jej przeceniania.

  32. Badania genetyczne,na które powołują sie autorzy artykułów, które wrzuciłem w komentarzu numer 11 dowodzą niezbicie, że żadnych Germanów nie było. Te same badania mówią tak przy okazji, że Rosję stworzyły plemiona, które przywędrowały tam znad Wisły. Rosja nie jest więc matką narodów słowiańskich za jaką sie uważa, ten tytuł należy sie Polsce.

    Dorzucam artykuł, z którego sie dowiecie, że język polski jest dużo starszy i bardziej rozwinięty niż niemiecki:

    http://chrobacja.prohosts.org/

    Historyk może skłamać, świadomie lub nie ale genetyki oszukać nie sposób.

  33. Boydar said

    @ Pan Jurij

    Jesteśmy takimi samymi synami (i córkami oczywiście też)TAMTYCH LUDZI jak Rosjanie, nie ma potrzeby się licytować – „… Rosję stworzyły plemiona, które przywędrowały tam znad Wisły /… / ten tytuł należy się Polsce …”. Poza tym, Polski sensu stricto wówczas jeszcze nie było. Nie majstrujmy przy historii, lepsi w tym od rabinów nie będziemy i tak.

  34. No dobra, źle to ująłem. Nie chcę wcale licytacji z Rosjanami, tylko że u nich bardzo popularny jest panslawizm, teorie o tym, że to z Uralu przybyli ludzie, którzy potem stworzyli europejską cywilizację itd. Obejrzyjcie sobie kilka filmików na kanale Treborok na YT- dowiecie sie, że Rosja to był Trzeci Rzym, że to nie Mongołowie podbili Ruś ale to Ruś ich wynajęła jako swoich żołnierzy bla bla,bla.

  35. Boydar said

    Panie Juriju kochany, co jest „u nich” popularne, to można by dyskutować. Na pewno popularna jest, i to niekoniecznie „u nich” tendencja do skanalizowania nastrojów. Może być i z użyciem „panslawizmu”. Aczkolwiek, to moja, prywatna opinia.

  36. Oto wypowiedź rosyjskiego naukowca Pawła Szwarewa: ” … Nie zapominajcie, że my, Słowianie R1a, przyszliśmy tu, jak się okazuje, z zachodu, to jest od strony Polski i ponad połowa Polaków to nasi dosłownie bracia. Pochodzimy od tych samych przodków. Po prostu jedni bracia kiedyś postanowili udać się na wschód, a drudzy zostali „w domu”. Po jakimś czasie ich dzieci – i ci emigranci, i ci, co zostali w domu – zaczęli zapominać o pokrewieństwie, a potem przyszła wrogość. Ta wrogość nie powstała wśród nas; to nasze rządy dzieliły terytoria i wojowali z naszą pomocą o te terytoria . ”

    Dosyć słusznie mówi,nieprawdaż?

  37. Boydar said

    „… od strony Polski i ponad połowa Polaków to nasi dosłownie bracia. Pochodzimy od tych samych przodków …”

    Prawdaż, jak słońce na niebie. Chyba jednak zrobię ten doktorat 🙂

  38. Paweł Szwarew, jeśli to kogoś interesuje, jest genealogiem i i administratorem naukowego portalu rosyjskiej genealogii genetycznej Rodstvo. Igor Rożański, Rosjanin z tego samego portalu: ” „… Sądząc po filogenii gałęzi R1a1a1 (M417+) kierunek ich migracji z zachodu na wschód (…). Jakichś zauważalnych migracji od basenu Wołgi w kierunku Bałtyku dotychczas nie stwierdzono”.

  39. bart_w said

    Kazdą metodą należy promować wśród nas prawde o wielkości Słowian, aby przeciwstawiać się spychaniu tej kultury do rangi podludzi przez tak zwana współczesną cywilizację. Coraz więcej etnografów pozwala sobie na tezę, że Słowiańszczyzna jest kolebką kultury białego człowieka. Jeśli ustawowo to nie zostanie zabronione, wkrótce będziemy pisac historię od nowa. Znamienne jest zdanie jednego z kronikarzy sprzed tysiąca lat (nie pamiętam, którego), że nie warto zajmować się przedchrześcijańskim ludem Słowian, albowiem są to barbarzyńcy. I to zdanie jest furtką, a raczej szeroką bramą w przeszłość dla rzetelnego archeologa i historyka.

    Anglojęzyczny Internet już teraz dostarcza zaskakująco wiele potwierdzających się wzajemnie informacji z różnych źródeł, które stawiają na głowie wersję historii nauczaną w poprawniackim szkolnictwie dla szerokiego plebsu. Niestety, większości z nas brakuje czasu, żeby poszerzać wiedzę spoza wąskiej dziedziny własnego fachu. Przemyśleniom nie sprzyja również szklanny indoktrynator stawiany na honorowym miejscu w każdym mieszkaniu i adorowany przez większość wolnego czasu.

    Moim najbardziej znienawidzonym przedmiotem w szkołach ogólnych była historia. Jak to się upodobania zmieniają…

  40. AD 39- Masz rację Bart ale nie należy też przesadzać w drugą stronę i robić ze Słowian nadludzi a z reszty podludzi, już jeden malarz z wąsem lansował taki model historii i zginęło przez to 50 milionów ludzi. W zupełności wystarczy promowanie wśród ludzi potwierdzonej przez badania genetyczne prawdy historycznej- Słowianie nie przyszli znad Dniepru w VI wieku, tylko są tutaj od tysięcy lat, od czasów epoki lodowcowej.

    Macie jeszcze artykuły o Etruskach i podobieństwie ich pisma do run słowiańskich oraz o kwestii Słowian i Gobekli Tepe:

    http://bialczynski.wordpress.com/2013/11/16/odczytaniu-napisow-etruskich-przez-tadeusza-wolanskiego/

    http://3obieg.pl/slowianie-a-gobekli-tepe

  41. Artykuł kończy mapa EUROPA 600 A.D. z komentarzem: „Kolejna mapa potwierdzająca, że Niemiec między Francją, a Polską po prostu NIE BYŁO!” Podmiotową jest tu jednak opublikowana przez Anglików mapa Grzegorza Wlk z r. 600, który za Zwrot Wenecji UZNAŁ granice Imperium Lechickiego na Renie, Alpach, Adriatyku, Maricy, Morzu Pontyjskim i Kaukazie: http://www.wandaluzja.com/?p=p_100&sName=28.-lechiada//.
    Jeśli ktoś zapyta, SKĄD granica polsko-frankijska na Renie? to trzeba odpowiedzieć za Niemcami że za ODSTĄPIENIE Awarów od Paryża Frankowie zgodzili się na linię demarkacyjną na Renie, która w 600 r. została uznana za Zachodnią Granicę Polski.
    Granica na Renie utrzymała się do bitwy po Vogatisburgiem-Norymbergą w r. 632, kiedy to Karolingowie – jako Strażnicy Kaftana Bezpieczeństwa Dagoberta Wlk – otrzymali Marchię Niemiecką pomiędzy Renem a Łabą i Solawą.
    W r. 789 odbył się w Krakowie Zjazd Karola Wlk z Leszkiem III Wyścigowym i Kalifem z Bagdadu, na którym uzgodniono, że Kalif, za wypędzenie przez Polaków Turków z Afganistanu, Indii i Chin, dopomoże Polakom rewindykować Nadwołżańską Chazarię. W r. 805 najstarszy syn Karola Wlk, Karloman, wkroczył jednak z armią do Czech, wobec czego interweniował Leszek III jako Wojewoda Lech, bo był w Czechach tylko WOJEWODĄ.
    Frankowie zaprosili Wojewodę Lecha – bo nie BECHA, jak chcą Czesi – na Rozmowy i ROZDARLI KOŃMI. Wówczas Sejm spuścił z łańcucha Normanów i wysłał armię z pozostawionym w Krakowie jako zakładnikiem Ludwikiem Pobożnym, która zabiła Karlomana i Ubezwłasnowolniła Karola Wlk. KORONACJA w paryskiej krypcie Karolingów przestawia koronację Ludwika Pobożnego MIECZEM przez Popiela I Gnuśnego: http://www.wandaluzja.com/?p=p_118&sName=30.-polska-popielidow//. SUWEREN nie jest bowiem żadnym generałem frankońskim, ale obcym monarchą.
    W r. 886 Prawdzice oblegli Nowogród Wlk, na pomoc któremu cesarz Karol III Gruby wysłał Swewów, ale Prawdzice przekupili ich i razem z Nowogrodzianami wysłali na Paryż, gdzie ci obalili grubasa i wynieśli Kapetyngów. W r. 899 doszło zaś do bitwy pod Lutomierskiem k. Łodzi, gdzie Prawdzice rozgromili i zhołdowali Piastów, aby potem Zniszczyć Rzeszę Karolińską i utworzyć Protektoralne Niemcy ze stolicą w Erfurcie.
    W r. TYSIĘCZNYM odbył się w Szczecinie-Gnieźnie Zjazd Milenijny, w czym Gniezno znaczyło STOLICĘ. Był on Koniecznością, gdyż w Kolonii rządził jako Król Niemiecki Karol Dolnolotaryński. Spisek polegał na tym, że Prawdziców jako cytylo-metodystów na Zjazd nie zaproszono, wobec czego urządzili oni konkurencyjne obchody w Kwidzynie, Zatorze-Malborku i Littawie-Królewcu, na które zaprosili Wyklętego Króla Francji Roberta Złodzieja, który wpłynął na Bałtyk w towarzystwie Olafa Tryggvasena.
    Przeciw flotom francuskiej i norweskiej stanęły floty polska, duńska i szwedzka, ale do bitwy nie doszło, gdyż Robert przyjął Zaproszenie na Wały Chrobrego – wobec czego cesarz Otton III OPUŚCIŁ ZJAZD. To umożliwiło rozgromienie Olafa w Bitwie Królów u brzegów Rugii, który wskoczył do morza w pełnej zbroi, zaś Otton dał się uprosić – ale ze Złodziejem się nie spotkał – dzięki czemu Cesarscy, Polacy i Węgrzy ZDOBYLI KOLONIĘ.

  42. bart_w said

    Nikt nie mowi o rasie wyzszej lub nizszej, tylko starszej i mlodszej. A ze starsza ma w skrocie powiedziawszy wieksze doswiadczenie, to przeciez naturalne.

  43. ad 32. i 40.

    Panie Jurij Groźny, daj Pan sobie na wstrzymanie czasem. Slowianie nie musieli isc z zachodu na wschod, I NIE SZLI!, zeby „zaniesc kulture” na „dzikie pola”. Bylo dokladnie odwrotnie – technologia i postep przyszedl do Europy z Azji i to mysmy go przyniesli i zainstalowali pod instruktarzem naszych Niebianskich protoplastow zwanych Paljaki, Niebianie. Slowianie byli obecni wszedzie, a ich kolebka, jak wszystkich innych narodow jest strefa miedzyzwrotnikowa, bo w Europie przez dlugi czas po ustapieniu lodowca nie bylo warunkow do rozwoju jakiejkolwiek cywilizacji.
    W dzisiejszym Pakistanie (bylych Indiach) jest dzielnica zwana Swabi, czesc Kaszmiru, z najwieksza swego czasu stupa (slowianska piramida), zbudowana tam za rzadow Kaniszki, jaka znalazl tam i opisal chinski kupiec w starozytnosci. To sa ziemie nalezace do slowianskich protoplastow, a do dzis zamieszkuja je plemiona Pasztunow, czyli wlasnie naszych rodowitych Piastow, o czym oczywiscie nasi hihihistorycy nie chca wiedziec, bo im to zaburza sen.
    Ruch slowianski narodzil sie tam, w centrum Azji, a zapoczatkowali go ci, ktorych w Indiach znaja i czcza do dzis jako Riszi. Ich krew zyje w kascie Braminow, ktora ma o 10% wyzszy udzial haplogrupy slowianskiej od naszej, ktora jest najwyzsza w Europie, a zaraz za nami plasuja sie Rosjanie. Rosja nie bez kozery jest ostoja slowianszczyzny i jej prawdziwa potega, a Polska jest zagonem zachodnim tegoz globalnego zywiolu, ktory znany byl rowniez jako Globalne Imperium Lechii – najwieksze imperium na naszej planecie jakie kiedykowlkiek bylo – calkowicie starte z pamieci ludzkiej przez polityke.
    Nie ma powodu jeszcze bardziej znieksztalcac rzeczywistosc niz juz jest, i niezwazac na takie wyrazne dowody lokalizacji naszego slowianskiego korzenia.

    A jeszcze przy tym warto zauwazyc, ze to Rosjanie pamietali nasza nazwe – Paljaki, doslownie Archanioly w Sanskrycie (stad tez np. ‚pal’, czyli przyjaciel w angielskim – bo jestesmy obecni w kazdej kulturze bialego czlowika na Ziemi) – w czasach kiedy my sami na siebie wolalismy Polanie, Wandale, Sarmaci, Wenedzi, Goci itp. Rosjanie zreszt mieli na uwadze Gwiezdnych Protoplastow Slowianszczyzny, a nie nasz narod. Do dzis slowianscy starowiercy respektuja najstarszy kalendarz na tej planecie – datujacy sie na 5509 rok p.n.e., dluzszy o 2 millenia od znanych powszechnie uzurpatorow do odgrywania roli „najstarszego narodu swiata”.
    Nie mataczmy juz wiecej historii swiata, bo i bez tego mataczenia jest ona w 90% sfalszywana i wymaga generalnej REWIZJI.

  44. ad 36.

    No nie ma pojecia ten Szwarew skad sie wzial na swiecie. I nie on jeden, cale szkoly holduja temu pogladowi.
    Ale wobec tego skad R1a wziela sie sie u indyjskich Braminow??? i to w ilosci o 10% wyzszej niz w polskiej i rosyjskiej populacji!
    Wiadomo powszechnie, ze Rosjanie byli wystarczajaco dlugo indoktrynowani przez Prusakow, zeby miec wpojone kompleksy wobec „wyzszej kultury zachodu”, i sami zapominaja (albo nie chca lansowac pogladu, zeby nie stracic w oczach zachodu) o slowianskim azjatyckim korzeniu. A tymczasem cala kultura idzie z Azji. Jest to nawet w nazwie tego kontynentu, „Azja” oznacza „Siekierzasta”, „Ojczyzna Siekiery”, narzedzia, ktore zapoczatkowalo postep cywilizacyjny, a zwlaszcza umozliwilo sprawne ucywilizowanie zalesionej Europy.
    Europocentryzm jest tak silnie zaszczepiony w naszym widzeniu swiata, ze mamy powazny problem z przyswojeniem sobie PRAWDY.

  45. Polak said

    Skoro Słowianie rozeszli się z terenów zachodnich, to kiedy i gdzie rozeszli się z innymi grupami takimi jak Germanie czy Celtowie? Bo kiedys musialo to przeciez nastąpić?

  46. bemek said

    Nasi Praojcowie prawdopodobnie przybyli na tereny obecnej Polski zarówno drogą lądową ze wschodu przez Indie, jak i drogą morską z Ameryki Płn. Część z nich udała się następnie na wschód tworząc Ruś, zasiedlając tereny, na których pozostawiliśmy ślady swojej bytności we wcześniejszej wędrówce. Oczywiście zahaczyliśmy jeszcze o południe (np. Gobekli Tepe, czy bośniackie piramidy). To wszystko tłumaczy zarówno wyniki badań genetycznych, jak i pracę P. Juliusza. Datowanie tu jest zbyt ryzykowne, lecz same zjawiska układają się w całość.
    Wiele łączy nas z Indianami Ameryki Północnej, mimo różnego DNA – może pozostawiliśmy Im Rozumienie Świata? Nieco mniej z Braminami, którzy zbyt zapędzili się w samozachwyt.
    Keltowie (R1B) dotarli do Europy nieco później basenem Morza Śródziemnego, nie mniej pozostawiając wyraźny ślad w Egipcie. Przybyli tam także ze wschodu (i morzem z Ameryki?).
    Germanie to Polacy zachodni. Rusini to Polacy Wschodni. Inaczej się to nie klei.

  47. amator said

    A to przypadkiem nie Ariowie najechali Indie panie Polak Stanisław? Równie dobrze słowiańskie nazwy w Himalajach takie jak Stok,Leh,Ladakh mogły zostać przyniesione tam przez mitycznych blondwłosych Ariów. I to by tłumaczyło, dlaczego w najwyższych kastach jest 80% R1a1. To Ariowie stworzyli indyjski system kastowy. Ja obstawiam kierunek Europa- Azja a nie odwrotnie.

  48. Amator said

    Niestety pan Stanisław chyba jest właśnie przedstawicielem tego nieszczęsnego rosyjskiego panslawizmu:(

  49. Odpowiedź pana Białczyńskiego, autora słynnego bloga o historii Słowian, odwiedzanego przez kilkaset tysięcy ludzi miesięcznie na wpisy Polaka Stanisława: ” Niby wszystko się zgadza ale to bełkot rusoholiczny, pomieszanie z poplątaniem, fakty wymieszane tak że już bardziej nie można. To prawda że pochodzimy znad Aralu, ale też prawda że Rosjanie pochodzą od Polaków jako udokumentowana mutacja znad Wisły i Odry, a także pochodzą od NAS, ludzi R1a znad Łaby, Odry i Wisły aryjscy Persowie i aryjscy Hindusi (30% dzisiejszej populacji Indii), którzy zanieśli Wedy do Indii i narzucili swój język, mity tradycję i kulturę Indiom. Odsyłam na Czarny Pas do artykułu „Genetyczne odkrycia 2010 – 2015″ oraz do: http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/polacy1.htm#Praindoeuropejczycy

    Tak więc panie Stanisławie było odwrotnie niż Pan mówi. Tezy przez Pana napisane widziałem na rosyjskich filmikach panslawistycznych na kanale Treborok na YT. To jest wizja Rosjan, którzy co oczywiste woleliby żeby to Polacy pochodzili od Rosjan a nie odwrotnie. To wielki terytorialnie kraj więc i historię chce mieć wielką. Ale jak już pisałem genetyki oszukać sie nie da. Kierunek był następujący- z Europy do Azji.

  50. NICK said

    (48) P. Jurij. Dobra riposta, jeśli mogę. Acz P. Stanisław? Prawie zawsze ma dziwne poglądy. Co by nie zarzucić – kulturalny człowiek.
    I, na to, się nadziewamy.

  51. Skoro zawędrowaliśmy aż do Indii, krótki słownik polsko- sanksrycki: agni- ogień, bóg- bhaga,
    parda (pardate) – puszczać wiatry, weda – wiedza oraz:
    mata – matka
    bhrata – brat
    brama – dvara [dwór, drzwi]
    bóg – bhaga
    ciemny – bura [bury]
    biały – śveta [świetlisty stąd świat]
    stać – sthana
    hala – kamara [komora]
    ziarno – makka [mąka ?]
    bohater – bahadura
    wąż – sarpa [sierp-serb]
    grób – guru [góra – kurhan]
    leżeć – lagana
    przebudzony – budda

    Za jakość tłumaczenia nie odpowiadam, po prostu znalazłem w necie. Jeśli ktoś ma uwagi bo może zna sanskryt,interesuje sie tym tematem to niech sie wpisze poniżej jeśli coś sie nie zgadza. Ja tylko kopiuję i wklejam tutaj. Jeśli tłumaczenie sie zgadza, to znaczy że po tylu stuleciach oba języki zachowały znaczenie wielu słów.

  52. HenrykIX said

    Niemcy/Niemeci – nazwa ta w Słowiańskim nazewnictwie oznacza – „nie naszych”. Wiadomo, że zamieszkiwany teren nie tak szybko jest opanowywany przez innych. Trwa to wieki. Dużo można się dowiedzieć czytając kroniki i opisy chińskie i arabskie. Rzymskie opisy są, i spodziewać się należy, pisane z punktu widzenia zdobywców. Tak ich od najazdu franków (koniec VIIIw) na główne centrum decyzyjne i religijne na górze Pełce (Łysa Góra) po dziś dzień należy traktować. Ich to bowiem wykładnia cywilizacyjna panuje – „dziel i rządź”. Jest to w opozycji do Słowiańskiej „Zadrugi”. Z wspomnianych kronik i opisów chińskich i arabskich, tez miedzy wierszami wywieść można o Słowianach, ich życiu, na podst. opisów działań wojennych- te bowiem najwięcej inspirowały przekazujących w tamtych czasach. Wojownicy byli wielcy (olbrzymi), żywili się wołowiną, też krwią i mlekiem. Nawet jesli tylko tak żywili się zasadniczo wojowie, ilosci tego musiały być duże. Wymaga to gromadzenia siana na zimę, utrzymania łąk, a także zasiewów zboża a z tego wynika o uprawianiu ziemi, co jest zadaniem wielopokoleniowym. Fakt że głównym zbożem był jęczmień. Zdrowszy i łatwiejszy w uprawie. W tamtych czasach np. 170cm wzrostu oznaczało wielkoluda. Walczyli głównie w nocy, uzywając żelaznych pał, jak i dymów i lecących ogni. Robienie dymów i stosowanie, jak idąc na łatwiznę dzisiejsi określają, zapalonych strzał nie jest łatwym przy różnorodnym terenie, wietrze. Wyklucza element zaskoczenia. Tak określi dzisiejszy humanista. Taktyk wojskowy znajdzie wyjaśnienie w zastosowaniu prochu, co wszystko wyjaśnia. Że proch tylko w Chinach- tak chcą dzisiejsi i dawniejsi likwidatorzy Słowiaństwa. Walki w nocy oznaczają ż woje byli ćwiczeni w grotach, i tam przebywali, żyli. Z pewnością nie były te pomieszczenia wykonywane głównie przez Słowian. Raczej zajęte już istniejące, co najwyżej przerabiane. Wystarczy porównać jakość ścian z jakością np kopalń eksploatowanych już w prawie nowożytnych czasach czyli np – XVIIw. Istnienie tych obiektów to osobny rozdział historii – powiedzmy gdzieś sprzed 25 tyś. lat wczesniej. PAŁY ŻELAZNE – to na miarę przełomu tzw. er i wcześniej broń porównywalna chyba jak dzisiaj broń atomowa. Metalurgia brązu znana była wczesniej – 4000 lat temu. Słowianie znali metalurgię żelaza. Opisy mówią o kilkutysięcznych ogniach wokół Świętej Góry – HaraWati- Pełki- dzisiejszej Łysej Góry. Ognie te służyły wytapianiu żelaza, co niedawno sie udało dokonać w prosty sposób (ogniskowy) przez naszych studentów. Metalurgia stali znana dopiero później. Walki nocne też znaczą , że znane było nam wywołanie euforii ( przy wyjściu z grot na powierzchnię) co zwiększało waleczność oznaczaną w opowieściach.

  53. AD 51 Apropos walk nocnych- pewnie większość z was moi drodzy oglądała film ” 13 wojownik”, oto kilka słów na ten temat:

    ” Przy okazji informacji o Wałach Żmijowych pragnę przypomnieć o innym terminie związanym ze Żmijem Ogiennym. Był to rodzaj taktyki walki prowadzonej przez Sławian. Ognisty Smok lub Ognisty Żmij. Jednym ze sposobów walki taktycznej Słowian był nocny atak jazdy konnej z zapalonymi pochodniami. Większość ludów starożytnej Europy, odmiennych od Słowian, swoje bitwy prowadziło w czasie dnia. Atak nocny był dla nich zawsze zaskoczeniem, raczej nie potrafili walczyć w nocy. Słowianie tworzyli specjalne grupy wojowników wytrenowanych tylko do walki w nocy, zadające decydujące uderzenie, kończące bitwę w nocy. Taktyka ta była sławna wśród innych ludów Europy. Była dla nich przerażająca. Atakujący nocą Sławianie jawili się im jako demony, przed którymi nie ma obrony. Może stąd w bajkach i legendach innych ludów zawarta informacja, że smoki zionęły ogniem? Możliwe też, że w bitwie były używane przez Sławian miotacze ognia. Musieli oni znać właściwości ropy naftowej, która występowała w naturalnych kałużach, w Bieszczadach, jeszcze w czasach Łukasiewicza. Może tzw. „ogień grecki”, wcale nie był wynalazkiem Greków? Inną taktyką było symulowanie ucieczki z pola bitwy, a tym samym wciąganie w z góry zaplanowaną zasadzkę. Na ten wybieg Słowian nabierało się wiele armii, nawet jeszcze w XX w. Echa Ognistego Smoka oraz przerażenie, jakie on wywoływał można zobaczyć w filmie „Trzynasty wojownik” – w reżyserii Johna McTiernana – z 1999 r., na podstawie powieści Michaela Crichtona – Zjadacze umarłych. Nie jest to wcale powieść fantasy, to przypomnienie pewnych faktów historycznych. Raczej nieodbywających się nad Morzem Czarnym, lecz gdzieś w północno-zachodniej Europie, na styku Celto-germanów i Słowian – Wenedów (Wądów). Słowianie oczywiście przedstawieni są tu z pozycji propagandy germańskiej. Można tu zobaczyć, z jaką perfidią jesteśmy przedstawieni jako odrażający Wendole. Jak szczury żyjące w norach, zjadające odpadki i trupy własnych członków plemienia – kanibale. Wskazanie kogoś kanibalem zawsze propagandowo przynosi skutek odrazy. Celto-Germanie przedstawieni są oczywiście jako dzielni, cywilizowani bohaterowie, którzy zwyciężają odrażających Wendoli.
    Jednak ta wraża propaganda pokazuje jeszcze inny aspekt sprawy, jak bardzo musieli się nas – Sławian, bać, że teraz tak nas opluwają, w zasadzie to normalne. Pomiędzy kłamstwami jest w filmie zawartych kilka prawd. Naprzykład figurka Mokoszy przypisana jest Wendolom, czyli Sławianom.
    Przy całej dyskusji o historii Europy, między Słowiany, Germany i Romajami; między allochtonistami i autochtonistami, należy zadać jedno podstawowe, długie pytanie. – Jeżeli ci wielce Grecy tworzyli wielkie imperium i zawładnęli Małą Azją i Persją; jeżeli ci wielcy Rzymianie tworząc jeszcze potężniejsze imperium, zajęli północną Afrykę, tereny dzisiejszej Francji, Hiszpanii, Grecji, Małej Azji; dlaczego oni wszyscy nie weszli poza granice Dunaju, Kaukazu i dzisiejszego Afganistanu; na północ? Dlaczego potężni Rzymianie zadali sobie tyle trudu, aby przepłynąć straszną cieśninę i zdobyć mało urodzajną wyspę Brytów? Dlaczego atakowali niby zaprzyjaźnionych Celtów i przyjaznych Germanów? Lecz jakoś nie przeszli Dunaju, a było bliżej?
    Wiedzieli przecież, że na północy są zasobne lasy, zielone łąki i uprawne pola. Znali dobrze wartość bursztynu, równającą się często wartości złota. Wiedzieli gdzie ten bursztyn się wydobywa; wiedzieli też, że tam na północ od Dunaju są ogromne zasoby rud cyny, miedzi, ołowiu, żelaza i złota. Zadowolili się tylko kupowaniem tych dóbr. Żadna gorączka nie pognała ani Greków, ani Rzymian, za Dunaj, na północ, aby przyłączyć te tereny do imperium. Pytam dlaczego? Czyżby Dunaj był szeroką rzeką wrzącej lawy, nie do przebycia? Dunaj nazwali limesem – nie przekraczalną granicą. Tylko strach mógł być tą barierą. „

  54. A teraz pozwólcie, że wrócimy na chwilę do Indii. Oto opis najazdu blondwłosych Ariów na ziemię hinduską:

    http://historia.pgi.pl/indus.html

    Co do genetyki to na podstawie badań z ostatnich kilku lat można przyjąć, że ci najeźdźcy przynieśli tam R1a1. W ten temat wpisywałyby sie w takim razie wspomniane wyże slowiańskiej nazwy w Himalajach- Stok,Leh i Ladakh ( Lada- diabeł ). Nie wiadomo jaką ma datę powyższy artykuł ale chyba pochodzi sprzed 2010,bo jest tam mowa że Ariowie przejęli kulturę od miejscowych. Dzisiaj można stwierdzić że to Ariowie raczej przynieśli tam swoją kulturę.

    Dorzucam jeszcze artykuł na ten temat. Napisany językiem naukowym bardziej niż popularnonaukowym.Chyba na dzisiaj wystarczy, bo za chwilę zapętle sie w kwadraturę koła od wklejania kolejnych tekstów:

    ” Już od blisko 250 lat uczeni, świadomi istnienia szeroko rozprzestrzenionej rodziny języków praindoeuropejskich, pytają, czy i gdzie istniała jakaś mała ich praojczyzna i na jakich zasadach powstały po rozpadzie pierwotnego języka praindoeuropejskiego dialekty, już jako odrębne języki indoeuropejskie (grupy kentumowej i satemowej), rozprzestrzeniły się na obydwu kontynentach: indyjskim i europejskim. Innymi słowy: jakie populacje przeniosły je z Europy na Wyżynę Irańską i Półwysep Indyjski lub – odwrotnie – stamtąd do Europy? Czy jest jakiś specjalny znak rozpoznawczy tej ludzkiej grupy, która by znalazła się po obydwu stronach: indo-irańskiej i europejskiej? Gdzie i odkąd pierwotnie ta grupa żyła i rozwijała się?
    Odpowiedź daje genealogia genetyczna Y-DNA. Spośród około 20 wielkich genetycznych rodów współczesnego człowieka, zwanych haplogrupami, które razem tworzą drzewo filogenetyczne całej ludzkości i zostały oznaczone kolejno wielkimi literami alfabetu od A do T, jedynie haplogrupa R1a, a dokładniej jej podgrupa R1a1a1 z mutacją, oznaczoną M417 (zob. rysunek w tekście), jednoznacznie łączy Europę z indo-irańskimi Ariami, posługującymi się dialektami języka indoeuropejskiego na Półwyspie Indyjskim, Iranie i w przyległych regionach. To wskazuje, że u początku była jakaś niewielka, krewniacza wspólnota ludzka, wyróżniająca się mutacją M417 w męskim chromosomie Y, dokonująca wspólnym językowych ( PIE ) w swojej małej ojczyźnie. Tych ludzi nazywamy w j. polskim praindoeuropejczycy (ang. Proto-Indo-European ), a ich pierwotnej małej ojczyzny właśnie poszukujemy. Temu poszukiwaniu praojczyzny, a zarazem źródeł języka PIE służy niniejsza strona.
    Praindoeuropejczycy, czyli genetyczny ród Y-DNA R1a-M417 i ich ówczesna ojczyzna zostały już jednoznacznie rozpoznane na etapie ich obecności w kulturze amfor kulistych, powstałej w regionie zwanym Kujawy w północnej Polsce, między rzekami Wisłą i Notecią. http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/images/amphora1.jpg .To mocny punkt wyjścia, datowany na lata około 2.600 przed Chr., dla dalszych poszukiwań – wstecz lub do przodu od tego czasu.

    KAK- Kultura Amfor Kulistych

    ” W kulturze indo-aryjskiej znajdujemy dodatkowe potwierdzenia
    kujawskiego (KAK), środkowoeuropejskiego pochodzenia PIE
    Prócz omówionych wyżej archeologicznych i obrzędowo-pogrzebowych znalezisk kultury amfor kulistych ze środkowej Europy, a także towarzyszących im elementów środkowoeuropejskiej kultury pucharów lejkowatych i ceramiki sznurowej oraz indoeuroopejskich lingwistycznych śladów na Północnym Kaukazie, zwłaszcza w kulturze Nowosvobodnaja i Kuban-Terek, zauważyć można także inne dowody, potwierdzające związek indo-irańskiego rodu Ariów i całej azjatyckiej gałęzi, wyróżnionej mutacją Z93, z polską praojczyzną w kulturze amfor kulistych.
    1. Polskie mtDNA w otoczeniu migrantów Z93 w Azji.
    Opublikowane 2 czerwca 2014 r. wyniki badań genetycznych, antropologicznych i archeologicznych szczątków, zwłaszcza ze środkowego okresu epoki brązu, wydobytych z grobów na terenie południowego Ałtaju (na terenie zachodniej Mongolii), które wskazują, że dwóch spośród czterech mężczyzn z indoeuropejską mutacją Z93 odznaczało się jednoznacznymi europejskimi cechami fizycznymi (np. niebieski kolor oczu i rozjaśniony kolor włosów), a kobiece szczątki wykazały rzadką mitochondrialną grupę H1b, dla której znaleziono pięć współczesnych meczów mt w Polsce i jeden w Portugalii. Ten mitochondrialny związek z Polską świadczy zapewne o wspólnej, męsko-żeńskiej migracji na Wschód, w kierunku Ałtaju – z naszego właśnie kraju.
    Omówienie wyników badań: http://eurogenes.blogspot.com.au/2014/06/r1a-z93-from-bronze-age-mongolia.html
    2. Kultowy i znak swastyki u indyjskich Ariów, wcześniej obecny na terenie polskiej KAK.
    W hinduizmie rozwinięta jest tradycja swastyki jako symbolu kultu solarnego. Choć swastyka jest obecna w większości starożytnych kultur świata, to jednak jej euroazjatycki najstarszy ślad w hinduizmie ma – jak sie wydaje – swoje źródło w starszej kulturze amfor kulistych w Polsce w postaci znaku swastyki na ścianach zewnątrz i wewnątrz amfor (np. Rębków, woj. mazowieckie), czas co najmniej 3,100 przed Chr., i bardzo licznych podobnych znaków solarnego kultu, np. w wyrobach bursztynowych.

    Na temat tradycji swastyki w kulturach: http://pl.wikipedia.org/wiki/Swastyka
    W świecie indoeuropejskim nie znaleziono symbolu swastyki wcześniejszego niż w polskiej KAK.
    Niemiecka encyklopedia o „Hakenkreuz” podaje, że w Europie (poza przemilczaną przez nią Polską) najstarsze symbole swastyki znaleziono w Drosa w widłach Solawy i Łaby oraz w Roßlau nad Łabą z czasu około 3,000 przed Chr. [czyli na terenie pochodzącej z Polski kultury amfor kulistych]. Droga pochodzącego z Europy symbolu wiodła przez Azję Mniejszą do Indii. Ustalono dotąd, że im im dalej od obszaru znalezisk w Europie Środkowej, tym młodsze są znaleziska tego symbolu. W Azji Mniejszej w Troy – około 2,500 lat przed Chr.
    3. Hinduski obrzęd sati, zapoczątkowany i praktykowany wcześniej w KAK w Polsce.
    Na podstawie materiałów grobowych archeolodzy domyślają się istnienia w kulturze amfor kulistych obrzędu pogrzebowego par ludzkich, zwanego na terenie hinduizmu sati. Obrzęd taki realizowany był pochówkami żon zmarłego mężczyzny lub pochówkami umiłowanych przez niego zwierząt domowych, wyposażanych dodatkowo w honorowe dary. Paralelę ideologiczną między ofiarą lub samoofiarą żon lub umiłowanych zwierząt szczególnie dostrzegała M. Gimbutas, widząc w tej praktyce rezultat dominującej roli mężczyzny w ustroju patriarchalnym; patriarchat panował przecież już w rodach kultury amforowej. Ślad obrzędu sati dostrzeżono także w praktykach grupy złockiej.
    Obyczaj sati został przeniesiony, z pewnością przez ludzi haplogrupy Z93, do Indii, gdzie w hinduizmie od starożytności prawie do współczesności praktykowano dobrowolne lub wymuszone przez tradycję (samo)spalenie czy zabijanie i pogrzebanie żony obok zmarłego męża. Z Indii ideologia ta przenosi się później na niektóre inne kraje Azji.
    Na temat tradycji obrzędu sati w kulturach: http://pl.wikipedia.org/wiki/Sati_(ceremonia)
    4. Symbolika zębu jako znaku siły i trwania.
    Jest ona wyraźna w hinduiźmie, w kulcie jednego z największych bogów o imieniu Śiwa. W przedstawieniach występuje on z atrybutem trójzębu, triśula (‚trójząb’). Triśula jest symbolem trzech sił (gun) i trzech epok czasu. Streszczając, jedna siła świata to dobroć, która władała przeszłością. Druga siła to żądze i namiętności, do których należy teraźniejszość. Trzecia siła to głupota, a ona będzie rządzić w przyszłości, dokonując zniszczenia i końca świata.
    Trójząb, symbol ponadczasowych sił, był już godłem założycieli ruskiej dynastii Rurykowiczów, później znalazł się w herbie Kijowa, a teraz jest godłem państwa ukraińskiego.
    Z wymową zębu, jako przedchrześcijańskiego i zapewne praindoeuropejskiego symbolu siły i trwania, spotykam się np. w jednym ze starych drewnianych kościółków małopolskich (miejscowości tu nie wymienię), początkiem sięgającym średniowiecza. W nim między belkami znajdują się bardzo liczne, mocno wciśnięte zęby ludzkie, wyjęte może z grobów wcześniejszego tam cmentarza. Służą one zapewne dla dodania siły i trwania tej świętej budowli. „

  55. Wpis powyżej miał być ostatni ale zanim pójdę spać to jeszcze coś napiszę. Otóż jest takie powiedzenie jak ” chichot historii”. W tym przypadku to jest chyba rechot historii. Oto bowiem naziści wybrali sobie za symbol znak, którego najstarszy ślad znaleziono w Polsce, która miała być przez nich unicestwiona. Na dodatek blondwłosi Ariowie to nasi potomkowie a nie Niemców, wychodzi na to że Aryjczykami możemy sie nazwać my ( jeśli byśmy tego chcieli ) a nie nasi sąsiedzi zza Odry.

    SS-mani i gestapowcy muszą sie teraz solidnie w grobach przewracać.I dobrze.

  56. ad 48.

    Panie Jurij,
    Genetyka niestety nie ma mocy pokazania wszystkiego, a konkretnie precyzyjnego harmonogramu wedrowek. Geograficznie cala ludzkosc pochodzi ze strefy rownikowej, zdobywajac sobie stopniowo miejsce w strefie rpodzwrotnikowej i dalej ku biegunom, w miare jak klimat sprzyjal. Klimat zmienia sie cyklicznie w krotkich i dlugich okresach, po kazdej dramatycznej zmianie pogody kosmicznej, ktora ja nazwalem GEE, http://tiitinstitute.com/conceptiitp.html#GEE .
    Wcale nie jest tak, ze my musimy pochodzic od Rosjan, albo odwrotnie. Realia starozytnej Lechii byly takie, ze mala grupa gigantow, blondynow zwanychm.in. Leluja Polu, Mlodziency z Niebios, a potocznie Niebianie, czyli Paljaki, takich jak ten tutaj, http://poloneum.com/Pp.html#POL%20LELIJ organizowaly cala cywilizacje dla malych ludzi, ktorzy byli pierwotnie wzrostu nizszy niz nasz (stad zwani byli ‚mali’, co trwa wszedzie w strefie rownikowej), czarnoskorzy i czarnowlosi. Z tych ludzi Leluja zrobili mieszanca – bialego czlowieka o rudych wlosach, zwanego dlatego rudy, ryszy itp, ktory to czlowiek sam siebie nazwal „ludzie”. Za pomoca tej grupy ‚ryszych’ giganci rzadzili masami malych czarnych, dokladnie jak to jest opisane w przekazie indyjskim, w ktorym ‚riszi’ posredniczyli miedzy „Bogami” (Pol Leluja, mylnie, a bez wiedzy o istocie sprawy, ochrzszczonych przez lacinnikow Lelum Polelum) w organizacji calej cywilizacji, ktora Pol Leli bez przerwy rozprzestrzeniali po swiecie, w miare jak rosla populacja „ludzi” i „malych” i w miare jak klimat pozwalal na coraz dalsze wypady ku biegunom.
    W tym procesie ‚Ryszy’ mieli szczegolna role do odegrania – mieli swobode poruszania sie po planecie – w przeciwienstwie do calej reszty ludzkosci, z ktorej korzystali z duza checia. Mieli wiec swoje bazy, ktora pierwotnie byla Ziemia Kusz, obejmujaca strefe podzwrotnikowa Afryki (Kusz) i Azji (Hindukusz). Byl to wielki przywilej, do tego stopnia, ze kiedy pozwolenie na swoja ziemie otrzymali w koncu w Hindukuszu, nazwali ja Swa Bu, Nasza Wlasna Ziemia.Mali czarni nazwali ich wiec Swabi, co w zaleznosci od okolicy brzmialo rowniez Slawi i tak zaistnieli slynni Slowianie. A bylo to juz najprawdopodobniej w tym momencie, w ktorym wsrod generalnie rudych (ryszych) bialych ludzi, pojawila sie mutacja blondynow, ktora swym wygladem do zludzenia przypominala wszystkim gigantow, wiec wszyscy inni nazwali ich tez Lachy, Bogowie, a rudzi Rosjanie wrecz Paljaki.
    To wlasnie ta grupa ludzi rozwinela cala dzialalnosc glownej aorty cywilizacji – Szlaku Jedwabnego, po ktorym Slowianie kursowali tak intensywnie, ze osiadali wzdluz niego i potem zasiedlali coraz dalsze zakatki od tej drogi, mieszajac przy tej wymianie rowniez geny:) Wiec kto od kogo pochodzi – nie jest w oole istotne, wane jest – JAK TO SIE WSZYSTKO ZACZELO. Taka jest geneza naszego rodzaju, z ktorym niestety wspolczesni Polacy na wyglad, a przede wszystkim pod wzgledem charakteru, maja juz niewiele wspolnego, bowiem maja zbyt wiele nalecialosci od „malych czarnych” w swej krwi.
    A tymczasem rodowici Paljaki dawno wyparci zostali w mniej korzystne klimatycznie strefy polnocy, stad w Skandynawii i republikach baltyckich taki natlok blondynow. W Szwecji jest jedna miejscowosc, gdzie jest najwiecej ludzi z tej grupy i tych nalezaloby uznac za wzorzec genotypu Paljaka, bo rowniez wskazuje na to nie tylko powierzchownosc, ale ich wyjatkowy wrecz charakter – spokojni, rozsadni, nigdy nie okazujacy emocji od razu, nic dziwnego, ze zbudowali i utrzymuja wspaniala cywilizacje skandynawska (ktora zalozyli giganci Paljaki z grupy Skanda, syna „Boga” Sily, znanego tez jako Siwa). Ten element w dzisiejszej polskiej puli genetycznej juz w zaniku – przecietnie nie jestesmy juz dzis chlodnokrwistymi roslymi blondynami, ale populacja, ktora jest „klebkiem nerwow”, czesto uzywajaca wulgaryzmow, a co najgorsze, nagminnie stosujacych nieprecyzyjne skroty myslowe, ktore kalecza logikei w zwiazku z tym cala informacje jaka jest w naszej populacji w obiegu. To wlasnie ten obecny charakter nie pozwala nam zajac znaczacej pozycji w swiecie, bo zgubilismy na to nasza legitymacje od Pol Leluja juz dawno temu, wraz z upadkiem Lechii, i nie robimy nic, zeby ten stan rzeczy zmienic na lepsze, a moznaby, owszem, to nie jest zbyt skomplikowane, trzeba tylko przewertowac cala swoja informacje od podstaw i wyrzucic nielogiczne nalecialosci, ktore ja nazywam infominacja. http://www.tiitinstitute.com/IMCp.html#IM

  57. bart_w said

    Gdy Achajowie najechali Greków, nie tyle wyzyskiwali podbity naród, ile sie tam osiedlili I wymieszali z miejscowa ludnością, dając wizerunek atletycznego Greka o regularnych rysach, jakiego widzimy na amforach I innych wizerunkach. Kto to byli Achajowie? Jak zwykle, gdy cos nie chce sie przecisnąć przez gardło poprawniackim historykom, wplątują w to Celtów i Gotów.

    Potem Grecy zdominowali kulturę pólnocnych Indii, od Kakamuczi, czyli Heptanezji-Siedmiowyspu (dzisiejszy Bombaj) aż po Pięciorzecze, czyli Pundziab. A dwa tysiące lat temu Pundziabem władała scycka dynastia Saków, a Scyci wtedy byli pod wpływem Sarmatów.

    Stąd można spekulować, że mogły istnieć dwa źródła wspólnych ze słowiańskimi genów u północnych Hindusów.

    Przekazy Ramajany sugeruja ze przed cywilizacja, jaka znamy, istniała na Ziemi praludzkość o stopniu rozwoju daleko wyższym niż nasza współczesna spolecznosc. Dalej juz niebezpiecznie dywagowac… Są tu osoby daleko odważniejsze.

  58. gracjusz said

    Panie Stanisławie Polak , napomkniał Pan o siekierce.
    Ostatnio zastanawiałem się nad symbolem wykutym w skale przed rokiem 1000 ( poniżej link do fotki zrobionej w Szwecji, przedstawiającej ten symbol.)
    http://screenshooter.net/100284581/ftnlbtg

    Wydaje mnie się, że przestawia on jakiś instrument astronomiczny, chociaż jeden z elementów jest podobny właśnie do wspominanej siekierki dwustronnej. Element ten ma w środku wyraźnie widoczny otwór , jakby oś, czyli mógł być narzędziem lub instrumentem . Czy spotkał się Pan ze starożytną ryciną dalekowschodnią, przestawiającą wizerunek siekiery?

    ps. Pan Białczyński za jakąkolwiek sympatię do Rusi skuma się z banderowcami i takiego miłośnika chętnie pozbawi wnętrzności na żywca.

  59. Luxeuro said

    „Przy okazji informacji o Wałach Żmijowych pragnę przypomnieć o innym terminie związanym ze Żmijem Ogiennym. Był to rodzaj taktyki walki prowadzonej przez Sławian. Ognisty Smok lub Ognisty Żmij. Jednym ze sposobów walki taktycznej Słowian był nocny atak jazdy konnej z zapalonymi pochodniami. Większość ludów starożytnej Europy, odmiennych od Słowian, swoje bitwy prowadziło w czasie dnia. Atak nocny był dla nich zawsze zaskoczeniem, raczej nie potrafili walczyć w nocy.”

    Oj, trudno coś na ten temat znaleźć w Angielskim języku . Może nie umie tego wyszukać ale wydaje się ze jest to ciemna dziura w tym jeżyku w Internecie, co nie dziwi mnie. Bo w wyobraźni Zachodniego człowieka byli Wikingi, Niemcy i barbarzyńcy w tych wschodnich i centralnych strona Europy.

    Te słowo „barbarzyńcy” jest cały czas powszechnie powtarzane nawet przez naszych naukowców badających naszą historie. Oto przykład gdzie słowa „Germanic invaders” się pojawiają ale określenie reszty ludzi na wschodzie to wpada w kategorie „barbarians”,
    http://www.antropologia.uw.edu.pl/AS/as-005.pdf

    Tak że ten mądry profesor jest już odpowiednio wytresowany by nie narazić się i nie dostać odpowiednie dotacje na swoje badania historyczne.

    Tu pojawia się w dyskusji na powyższe tematy.
    http://archeowiesci.pl/2010/10/21/najwieksze-w-polsce-cmentarzysko-z-wczesnej-epoki-brazu/comment-page-2/

  60. Tu nie chodzi o sympatię czy nielubienie Rosji:) Badania genetyczne po prostu rosyjski panslawizm obalają no i co zrobić? Dorzucam jeszcze artykuł po angielsku:

    http://oldeuropeanculture.blogspot.com/2014/03/fomori.html

    Najbardziej istotny fragment:

    „(…)the megalithic culture spread from the Eastern Balkans, from Vinca civilisation or one of their immediate neighbour cultures. Once the culture reached Caucasus, it spread eastward with the European people into northern China and then down into Korea and Japan. Wherever we find Megaliths, we find copper, zigzag lines, chevrons and spirals of Vinca culture and Arian symbols, and R1 and R1a haplogoup. „.

    Angielski dzisiaj wszyscy jako tako znają więc tłumaczyć chyba nie trzeba:)

    Cytat z 2012:

    ” Poprzez skojarzenie tego faktu z pracami archeologów odnośnie tzw. cywilizacji rydwanów i innych rzeczy, można wysnuć wniosek, że prasłowianie, tożsami z Aryjczykami, dysponujący już prawdopodobnie wysoką kulturą i cywilizacją, kilka tysięcy lat temu- prawdopodobnie 4000-5000 lat pne, wyruszyli z rodzimych siedzib położonych na terytorium obecnej Polski, Białorusi i zachodniej Ukrainy na wschód, gdzie stworzyli stepową i opartą na koniach cywilizację na obszarze od obecnej Ukrainy do Uralu, potem przekroczyli Ural i dotarli aż do gór Ałtaju. Potem skierowali się na południe przez obszar dzisiejszego Tadżykistanu (stąd R1A1 wśród Tadżyków) i Afganistanu, by rozdzielić się na dwie strony i stworzyć dwie starożytne cywilizacje: Indii i Persji. Część być może dotarła też na pogranicze z Chinami (patrz: mumie wysokich, jasnowłosych ludzi w zachodniochińskiej prowincji Sinkiang (Xingjiang), w dolinie Tarim, na stanowiskach szacowanych na wiek 2000-3000 lat pne). ”

    Mnie osobiście przekonują wystarczająco artykuły, które przeczytałem na ten temat do tej pory i nigdy nie będę zainteresowany wersją rosyjską. Ale każdy ma swoje zainteresowania. Świat jest wystarczająco duży, żeby pomieścić rosyjskich panslawistów i nierosyjskich słowianofilów:) Także spoko luz 🙂

  61. Luxeuro said

    Ad. 59 – ” Once the culture reached Caucasus, it spread eastward with the European people into northern China and then down into Korea and Japan. ”

    To może oni
    http://www.meshrep.com/PicOfDay/mummies/mummies.htm

    „All of the remains found to date at Zaghunluq have Europoid features — white skin, deep-set eyes, prominent noses, facial hair on the men, and some had light-colored hair. This is a general statement that their body type is Europoid (also called Caucasoid) rather than East Asian (also called Mongoloid). This is also true of all the bodies found in all of Xinjiang before 200 BCE, except for a few cemeteries in far eastern Xinjiang, where some East Asians (but not Han Chinese) are also found.”

    http://www.centralasiatraveler.com/cn/xj/cq/zaghunluq.html

  62. Niezawodny Juliusz o pseudo Wandaluzja pisze na swoim forum, w swoim stylu: ” To jest cywilizacje Pan Shan, która antropologicznie prezentowała EUROPEJSKI TYP DŁUGOGŁOWY. Tą sprawę tłumaczyłem tylko ja w końcu lat 60. w artykule „Kultury środkowoeoeuropejskiego neolitu w świetle systematyki językowej Tadeusza Milewskiego”, że na skutek podboju przez Ariów kultury amfor kulistych i trzcinieckiej ziem między Bugiem a Dnieprem wschodnia grupa kultury pucharów lejkowatych Hellenów-Greków przekroczyła Dniepr i wywędrowała na Wschód, tworząc Cywilizację Chińską. Jest to tzw Fenomen TOCHARÓW. Później zajęto się znanymi już wcześniej JASNOWŁOSYMI mumiami Każgarskimi, z pochówkami w trumnach w kształcie ŁODZI. ”

    O białych mumiach w Chinach sprzed 4000 lat napisało też Polskie Radio:

    http://www.polskieradio.pl/23/266/Artykul/200989,Biali-Chinczycy-sprzed-4000-lat

  63. Widzę, że zaczęło sie od Niemiec a jesteśmy już na Dalekim Wschodzie. Jedźmy więc dalej,do Japonii. Oto artykuł o wpływach sarmackich i tocharskich w kulturze rycerskiej Japonii:

    http://bialczynski.wordpress.com/slowianie-tradycje-kultura-dzieje/dzieje/slowianie-pochodza-znad-dunaju-i-wisly/czy-scytowie-byli-slowianami/sarmackie-i-tokharskie-tocharskie-wplywy-w-kulturze-rycerskiej-japonii-i-europy/

    Tocharowie według Wikipedii:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Tocharowie

    Skoro już tam zajechaliśmy to może do Ameryki Południowej? Z tego artykułu wynika,że część R1a1 powędrowała do obu Ameryk i to ich obserwacje astronomiczne gromadzone przez tysiące lat stworzyły ostatecznie kalendarz Majów:

    http://innemedium.pl/wiadomosc/kalendarz-majow-pochodzi-prastarego-kalendarza-slowian-sprzed-20-tysiecy-lat

    Objechaliśmy więc cały świat wraz z R1a1. Pamiętam, że pan Wandaluzja pisał na forum o tym, że na Nowej Zelandii przed Maorysami żyli jacyś europejsko wyglądający ludzie.Jak znajdę coś na ten temat, to wrzucę.

  64. Wróćmy do Europy, konkretnie do Skandynawii:

    1.” Jakże chwiejne są norweskie etymologie nazw Ostoja, Bronnoja, Utoja i inne. Jeszcze dzisiaj mam w uszach wierszyk rosyjski z dzieciństwa o Witji z Małoj Bronnoj. A herb szlachecki Ostoya i ten ród scyto-sarmacko-słowiański stał się marką jednego z najlepszych krakowskich hoteli. Słynna z zamachu Utoja – czy znacie słowo utka, utoczka – to po rosyjsku kaczka. To nie byle jaka kaczka, lecz owa mityczna kaczka Utka, która nosiła w dziobie garść gliny na początku świata, gliny dobytej przez Czarnogłowa z Głębi. Utka – bo to była glina utoczona z Gliny Czarnogłowowej, ukradziona mu, i Utka bo tę ziemie schowała – utkała w dziobie, a wreszcie Utokła – bo utiekła – czyli uciekała przed rozgniewanym Czarnogłowem ze swoją zdobyczą . Złota owa Kaczka jest tylko przebraniem dla Białobogi, która walczy w ten sposób z Czarnogłowem o panowanie nad wyłaniającą się z Głębi Ziemią.

    W języku polskim ta archaiczna, mitologiczna nazwa – miano świętej kaczki nie przechowało się. Wyspa Utoki – Utoya znajduje się w pobliżu Oslo, a Henryk Ibsen napisał także dramat Dzika Kaczka. Motyw do tytułu zapożyczył zaś z wiersza rodaka Welhalvena Morski ptak. Utwór ten opowiada historię zranionej przez lekkomyślnego myśliwego kaczki, która opadła na dno morza, by tam zginąć. Jak widać wśród norweskich romantyków ludowe motywy były wykorzystywane tak jak wśród polskich twórców tego czasu. W pobliżu leżą też wyspy Gęsia (Gaesoja) i porośnięta borem Borowa (Boroya), a także wyspa Gromu (Grimsoya). Że to miejsca bardzo starego osadnictwa ok. 1000 lat przed naszą erą świadczą odkrycia na Bronnoyi. Trudności etymologicznego wywodu z języków skandynawskich z jakimi możecie się poniżej zapoznać przy jednoczesnej prostocie wywodu z języków słowiańskich świadczą o wspólnej – dziś zapomnianej – przeszłości Słowian i tutejszych Staroeuropejczyków. Ostoję można wywodzić w skomplikowany sposób najpierw od ostu – chwastu a potem zboża – owsa, lecz jednak najprościej gdy to wywiedziemy od stajania i stania, bycia – ostoja. ”

    2. „Dragør to urocze, duńskie miasteczko położone na wyspie Amager nad cieśniną Sund. W średniowieczu ta rybacka osada była centrum handlu bałtyckimi śledziami. Przez długi czas nie posiadała jednak portu, a łodzie wyciągano na brzeg. Stąd wzięła się nazwa tej miejscowości, która oznacza piaszczysty skrawek lądu, na który wyciągane są łodzie. Tysiące turystów każdego lata spaceruje po brukowanych uliczkach Dragør i napawa się widokiem żółtych domków ozdobionych kwiatami oraz mostu łączącego Danię ze Szwecją.

    Oto jak Duńczycy tłumaczą nazwę miasteczka, ale my przecież wiemy, że draga to łódź włoka, która wlecze po płytkim dnie sieci, która jest właście wciągana na brzeg i po bagiennych brzegach jak nad Prypecią – dragowana- przeciągana do innej rzeki, którą może dalej płynąć. Stąd znane nam plemię żyjące na bagnach Dregowicze i nazwa bagna – draga. Co ciekawe nazwę Dragor można też łączyć ze smokiem ognistym – Gorejącym Drakiem.

    Czesi także do dzisiaj używają na określenie Kopenhagi swojskiej nazwy Kodeń. Tak ten gród nazywali Słowianie w dalekiej przeszłości. Znamy inne słowiańskie Ku-Dany, bo Dana-Dawana to nic innego jak Dażboga – Pani Niebieska – a nad morzem niebieska woda łączy sie z niebieskim niebem w jedną wielką niebiańską siność-jasność. Inny Kodeń – Gdańsk – Ku-Dańsk, jak i K-Dynia-Gdynia. Znamy też Kodeń lubelski, dziś wioskę a kiedyś gród słynny z kultu Dany-Dawany-Dażbogi-Daćbogi Panny Niebieskiej – Matki Bożej Kodeńskiej. Duński Kodeń ze Słowianami i Scytami łączy jeszcze jedno – postać legendarnej herbowej Syreny znanej z Mazowsza i stolicy Polski – Warszawy. Tyle, że Syrena Mazowsko-Mazońska, jak przystało na Amazonkę, jest uzbrojona. ”

    Powyższe teksty pochodzą z tego artykułu:

    http://bialczynski.wordpress.com/slowianie-tradycje-kultura-dzieje/dzieje/arkona-stonehenge-piramida-cheopsa-czyli-kilka-niesamowicie-dziwnych-map-slowianie-wikingowie-scyci/

    Od siebie dodam, że należałoby sie przyjrzeć nazwie Szwecji. W języku szwedzkim Szwecja to Svenska, brzmi podobnie jak Polska, nieprawdaż?:)

  65. No to jeszcze coś wkleję, skoro to najpopularniejszy obecnie artykuł na tej stronie to jest gwarancja że ktoś to przeczyta:)

    ” Aria to zniekształcone Haria – Góra, zatem nadal związek ze Słowianami.
    Wymarsz Ariów na wschód to ok. 1500 r. p.n.e., raczej z terenów obecnej Polski (genetyka tak wskazuje). Etnos słowiański rozpoczął się już raczej wcześniej nad M. Czarnym (ok. 10000 p.n.e.) przy spotkaniu z hg I2. Zatem Ariowie musieli znać i nieść etnos słowiański.
    Sikhowie, a mam kilku takich przyjaciół, mają świadomość, że Aria to Słowianie. Sprawdziłem to na sobie. Poland, kojarzy im się z Holand, lecz kiedy mówiłem, że jestem Aria, wiedzieli, że Polak.
    Byłem również w takiej sytuacji, gdzie mogłem porozmawiać z kilkoma Braminami. Oni dokonale wiedzą skąd kultura Indii pochodzi i kim byli Ariowie.
    Kierunek kulturalny z Indii do Europy jest tylko chciejstwem nacjonalistycznym. Bramini temu zaprzeczają. ”

    Autorem tej wypowiedzi jest Adam Smoliński, autor słów z komentarza numer 53 o słowiańskich wojownikach walczących w nocy. Cały artykuł:

    http://wspanialarzeczpospolita.wordpress.com/2014/10/05/gora-dol-i-armageddon/

  66. cccc said

    najpierw my, potem amebę, następnie Żydzi, a po Żydach cała reszta …

  67. dziew said

    Żmijowe wały i grody pozostawiły ślady w topinimii. Dewin to grod nad Dunajem. Miedzy Wiedniem a Przecławiem (bratislava). Inny Dziewin to Deutz nad Renem. ( część Kolonii). Magdeburg nad Łabà również nazywał się Dziewin.

Sorry, the comment form is closed at this time.