Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Krzysztof Kowalewski i pogrom w Kielcach

Posted by Marucha w dniu 2014-11-07 (Piątek)

Wczoraj rano Toyah udowodnił ile fascynujących informacji można wycisnąć z jednego, niezbyt mądrego, prezydenckiego orędzia. Wieczorem zaś podpił piłeczkę wyżej umieszczając tu tekst o Jerzym S., który zapowiedział, że nie zagra w filmie mówiącym nieprawdę, czy jakoś tak, nie jest to w tej chwili istotne.

Jerzy S. bowiem łże w żywe oczy i trzyma się kurczowo jak pijany płotu tego co uważa za swoją karierę i boi się, że gdyby powiedział, że jednak zagra, zepchną go w niebyt od razu i nieodwołalnie. Toyah przypomniał, że Jerzy S., zagrał kiedyś w filmie, który był modelowym wręcz przykładem podłej manipulacji i nosił tytuł „Uprowadzenie Agaty”.

Pan Jerzy już o tym nie pamięta, albo pamiętać nie chce. No, ale zostawmy Jerzego S., on jest chyba rzeczywiście wyjątkowym tchórzem. Nikt bowiem nie powiedział, że coś by mu się stało, gdyby zagrał w filmie o Smoleńsku, co najwyżej media rzadziej informowały by nas o jego chorobie. No chyba, że ktoś wpadłby w tych mediach na pomysł, by Stuhra prześwietlić i sprawdzić na kogo i kiedy donosił oraz jakie i z kim miał przygody łóżkowe. Ja jednak nie sądzę, by ktoś w zaprzyjaźnionych z panem Jerzym mediach był zdolny do takiej podłości. To po prostu niemożliwe.

Tak więc ten strach jest wynikiem jakichś jego własnych, a nie znanych nam w szczegółach projekcji. Poza tym mamy dowodne przykłady na to, że aktorzy mogą mówić co im się podoba, nawet prawdę i nic się nie dzieje. Tak więc odwagi panie Jerzy, nie trzeba się tak mocno trząść.

O jakich przykładach ja mówię? Proszę bardzo! Już je przedstawiam. Oto w tygodniku „Polityka”, który pozostawiła tu moja teściowa jest fascynujący wywiad z Krzysztofem Kowalewskim. To jest wywiad, który każdy, ale to każdy powinien przeczytać, bynajmniej nie ze względu na to, że 76 letni aktor opowiada tam o swojej młodszej o 31 lat żonie. On tam bowiem mówi rzeczy znacznie ciekawsze, mówi o tym na przykład jak uciekał z matką z Kielc po pogromie i jak to tam było w okolicach tego pogromu, bo on wie jak było. Mieszkał przecież w domu obok.

Ja swego czasu śledziłem artykuły w GW dotyczące tych wypadków, ale w żadnych z nich nie znalazłem nazwiska Krzysztofa Kowalewskiego, który przecież powinien być przesłuchany jako świadek tamtych wydarzeń. Być może był przesłuchany, być może nawet w Izraelu, a ja nic o tym nie wiem, bo czegoś tam nie doczytałem, albo pismaki z gazowni zapomnieli coś dopisać. No, ale sami przyznacie, że to jest dość zaskakujące. Taka postać, w bezpośredniej bliskości tych straszliwych wydarzeń ujawnia prawdę o nich w świątecznym wydaniu tygodnika opinii pomiędzy opowieścią o panu Sułku, a informacjami o wieku własnej żony. Mnie to dziwi, nie wiem jak Was.

W czasie kiedy doszło do pogromu Kowalewski miał 9 lat i dość osobliwe zwyczaje. Otóż razem z innymi dziećmi urządzał nocne eskapady po Kielcach, o czym opowiada ze swadą. Bał się za każdym razem jak nie wiem co, bo i wojska pełno wszędzie i jacyś Cyganie taborem stali tuż przy jego kamienicy. No i w ogóle działo, się działo.

I ja sobie myślę, jak to jest – 9 letnie dziecko, wychowywane przez matkę aktorkę, która drży o jego los, dziecko, które nie wie, że jest Żydem, a dowiaduje się tego w momencie, kiedy matka postanawia uciekać z Kielc, bo zabijają Żydów, dziecko to łazi po nocy w obcym mieście i jego matka się tym nie przejmuje? Pozwala mu na to? Dlaczego?

Nie chcę tu prowadzić zbyt osobistego śledztwa, bo Krzysztofowi Kowalewskiemu, który zawsze budził moją szczerą sympatię może być przykro, ale przecież uciekł on wraz z mamą z Warszawy, a kiedy tam mieszkał nikt, ani Niemcy, ani nasi nie wiedzieli, że jest on Żydem, a jego mama Żydówką. Gdyby ktoś ich rozpoznał o ucieczce nie byłoby mowy, oboje zostaliby zamordowani. O swoim pochodzeniu dowiedział się dopiero w Kielcach.

– Już wiedziałem, że jestem Żydem – powiedział w tym wywiadzie. A stało się to w momencie, kiedy zaczęto zabijać Żydów w pobliskiej kamienicy. Kto mógłby ich do cholery rozpoznać? W jakichś Kielcach w dodatku, skoro w takiej Warszawie, gdzie łapanki, getto i szmalcownicy byli codziennością, przeczekali spokojnie przez całą okupację?

Pisze także Krzysztof Kowalewski, że kiedy wracał z tych swoich nocnych rajdów i wchodził do kamienicy zawsze słyszał to samo pytanie: kto eta? Byli to radzieccy żołnierze, którzy co noc rabowali rzeźnika, a ten jakby nigdy nic, co rano wykładał wędliny na ladę swojego sklepiku.

No i sami zobaczcie, oto co noc radzieccy żołnierze kręcą się przy tych domach, w których za chwilę dojdzie do pogromu. To oni rządzą miastem, oni i tata pewnego kolegi Krzysztofa Kowalewskiego, który jako 14 latek zabrał małego Krzysia na przejażdżkę samochodem, taką miał dzieciak fantazję. Mamy więc tę armię czerwoną, która jest wszędzie, mamy komendanta miasta i dzieci biegające po nocy, o czym każdy doskonale wie.

A kiedy zajrzycie do tekstów publikowanych przez GW dotyczących tamtych wypadków, zauważycie z łatwością, że wszystko zaczęło się w styczniu 1946 roku od wrzucenia nocą granatu do kamienicy, gdzie mieszkali ci później pomordowani. Ten granat wybuchł na klatce schodowej, a oni przestraszeni zaraz poszli na skargę. Do kogo spytacie? Czy do radzieckiego komendanta miasta? Na milicję? A może do siedziby NKWD? Nie kochani, oni poszli wprost do biskupa Czesława Kaczmarka, żeby go poprosić o interwencję w tej sprawie, żeby ksiądz biskup kazał proboszczom na ambonach w całej diecezji zaapelować do siedzących w lesie i miastach reakcyjnych partyzantów, by nie wrzucali tych granatów do kamienic zamieszkałych przez Żydów.

Jak się domyślacie biskup odmówił, tłumacząc, że nie ma żadnego wpływu ani na partyzantów, ani na kogokolwiek, włączając w to niektórych księży katolickich, którzy już wtedy zawarli bliższe znajomości z armią czerwoną. Mieszkańcy feralnej kamienicy wyszli więc z pałacu biskupiego niepocieszeni.

I o tym wszystkim możecie sobie przeczytać w artykułach zgromadzonych w archiwum prasowym GW, w artykułach napisanych jeszcze parę lat temu, w czasach przed rozwojem blogosfery, kiedy wszystkim dziennikarzom wydawało się, że planeta Ziemia zamieszkała jest przez istoty o wewnętrznej kompleksji przypominającej Jerzego S. i przez nikogo więcej. Być może tekstów tych już nie ma, być może zostały usunięte, ale ja je pamiętam, a może nawet mam gdzieś w papierach.

Tak to szło: w styczniu wybuchł granat, a oni poszli na skargę do biskupa. Latem zaś zdarzył się ten pogrom, gdzieś pomiędzy nocną wyprawą Krzysztofa Kowalewskiego na miasto, a rabunkiem sklepu rzeźnika przez armię czerwoną. Jakoś tak to musiało być, wyczuli ci reakcyjni partyzanci ten moment, podpuścili milicję, KBW i robotników z fabryki i oni pozabijali niewinnych ludzi. W dodatku w dwóch turach, rano i po południu.

Tak się jakoś złożyło przy tym, że ci co poszli na skargę do biskupa jakoś przeżyli i zeznawali potem w sądach w sprawie pogromu, pozabijano zaś całkiem innych. Armia czerwona zaś widząc bestialstwo milicji, KBW i klasy robotniczej, podpuszczonej przez reakcyjną partyzantkę z lasu, nie mogła nic zrobić, byli ci żołnierze, co rabowali każdej nocy rzeźnika, niczym holenderski kontyngent w Srebrenicy, stali i patrzyli ze łzami w oczach i żaden nie odważył się strzelić, tak było strasznie. Bo co innego rabować rzeźnika, a co innego bronić niewinnych przez zagładą. To są dwie osobne sprawy i trzeba dopiero wyjaśnień wielkiego polskiego aktora Krzysztofa Kowalewskiego, żebyśmy to wszyscy dokładnie i właściwie zrozumieli.

Ponieważ o pogromie w Kielcach mówi się ostatnio jakby mniej, być może z tego powodu, że wśród tych co otaczali kordonem kamienicę gdzie zabijano ludzi, byli jacyś krewni znanych i lubianych polskich aktorów, a być może z jakiegoś innego powodu, mam takie pytanie, które kieruję w przestrzeń: dlaczego Smarzowski albo Pasikowski nie nakręcą o tym filmu? Żyje Kowalewski przecież, może im opowiedzieć jak to było, żyją inni, można być z tego zrobić niesamowity wprost obraz. Dlaczego? Panowie czas nagli, odejdą świadkowie i będziecie skazani wyłącznie na własne domysły i artykuły z archiwum GW, które mogą pewnego dnia zniknąć. Do dzieła.

Od wczoraj na stronie http://www.coryllus.pl wystawiamy obraz Tomasza Bereźnickiego przedstawiający Georga Hohenzollern von Ansbach, jedną z postaci występujących w albumie komiksowym zatytułowanym „Święte królestwo 1526”, który ukaże się na wiosnę. Obraz jest do sprzedania, ale nie kupujcie go od razu, bo chcę, żeby jeszcze trochę powisiał i spełnił swoją funkcję promocyjną. Kolejny portret, który się znajdzie w naszej galerii przedstawiał będzie najprawdopodobniej króla Zygmunta Starego.

Mamy też nowe książki, w tym poradnik „100 smakołyków dla alergika” napisany przez Patrycję Wnorowską, która zdobyła w zeszłym roku nagrodę „Blog roku w kategorii „Kulinaria”. No i inne rzeczy, o Lublinie i jego tajemnicach, o matematyce i całą resztę. Zapraszam. Www.coryllus.pl

http://coryllus.pl

Komentarze 3 to “Krzysztof Kowalewski i pogrom w Kielcach”

  1. Krzysztof P said

    No, było nie było – żymskośc wyłazi w sposób wrecz beszczelny unym na starość, bez żadnych taryf ulgowych !

  2. Orzech said

    Pan Kowalewski udzielił w TVP wywiadu i dla konkretu wspomniany dom był „na przeciwko”.

  3. szperacz said

Sorry, the comment form is closed at this time.